
W wyjątkowym akcie internacjonalizmu amerykańska Partia Demokratyczna wsparła kampanię Rafała Trzaskowskiego, wspierając swymi dolarami spoty zachęcające, by na niego głosować. Kampania była podobno profrekwencyjna, ale wyraźnie zniechęcała do poparcia Karola Nawrockiego. Pod pozorem obiektywizmu dość nachalnie zachęcano, by poprzeć człowieka Donalda Tuska.
W odpowiedzi Republikanie głośno dopytują się o niedozwolone finansowanie kampanii kandydata PO przez Demokratów. I tak nasze wybory prezydenckie są rozgrywane między obu amerykańskimi partiami. O tym, że obecna administracja w Waszyngtonie wspiera prawicę, świadczy też wspólne zdjęcie Trumpa i Nawrockiego na finiszu kampanii.
Trump i Musk mieszają się w wybory nie tylko w Polsce, ale w całej Unii. Chodzi im o to, żeby Unię rozbić, a przynajmniej osłabić. Dlatego poparcie idzie dla partii, które najmocniej krytykują Brukselę, siły polityczne tak nacjonalistyczne i ksenofobiczne, by dążyć do wyjścia z Unii Europejskiej.
Sęk w tym, że nacjonaliści popierani przez USA często mają sprzeczne interesy. Bezwarunkowe poparcie Muska dla Alternatywy dla Niemiec, najbardziej antypolskiej partii niemieckiej, jego oświadczenie, że powinni zapomnieć o dokonanych przez Niemcy zbrodniach podczas II wojny światowej, jest kompletnie sprzeczne z żądaniem reparacji przez polską prawicę, którą przecież Waszyngton również wspiera. I choć PiS póki co z niemiecką skrajną prawicą nie romansuje, to jego potencjalny sojusznik Konfederacja – owszem.
PiS jest jednak dla amerykańskiej prawicy o tyle interesujący, że uprawia politykę szczucia na Niemcy jako wroga Polski, jeszcze groźniejszego niż Rosja. Konflikt między Polską a Niemcami generowany przez PiS może zachwiać konstrukcją europejską, bo Niemcy są jednym z jej głównych filarów.
Unię rozbijają Amerykanie, stawiając na siły eurosceptyczne, ale także Rosja, która podsyła uchodźców z Białorusi. I choć wielkość tej, znacznie już dziś ograniczonej, migracji nie jest jeszcze niepokojąca, to jest wystarczająca, żeby generować antyimigracyjną histerię. A trzeba nam pamiętać, że właśnie taka histeria doprowadziła do Brexitu.
O sile strachu przed obcymi świadczy sondaż, z którego wynika, że większość polskiego społeczeństwa woli zniesienie układu z Schengen (zamknięcie granic), byle ograniczyć napływ obcych. To właśnie wędrówka ludów wywołana biedą, wojnami, dyktaturami (jak choćby Talibowie) i kryzysem klimatycznym może stać się przyczyną rozpadu Unii Europejskiej. W ten sposób USA ubędzie konkurent na światowych rynkach, a nam przybędzie kłopotów.
Nielegalne przekroczenie granicy czyni w oczach prawicowych mediów ludzi pochodzących z innych kręgów kulturowych śmiertelnym zagrożeniem. Choć z danych policyjnych wynika, że obcokrajowcy popełniają statystycznie o wiele mniej przestępstw niż Polacy.
Oliwy do ognia dolewają Niemcy, którzy w obawie przed radykalizacją nastrojów i wzrostem wpływów AfD demonstracyjnie odwożą nam emigrantów, o których twierdzą, że ich celem jest Polska. Oficjalnie takich osób jest 12 000, a Tusk się chwali, że ich odsyła z powrotem do Niemiec. Jednak telewizja Republika w to nie wierzy. Uważa, że Tusk zawsze kłamie. Szczególną uwagę redaktorów prawicowego medium przyciągnął jakiś Somalijczyk, który nadciągnął do Niemiec ze Szwajcarii, a Niemcy i tak nam go wtrynili. A przecież to może się okazać fajny gość, a nie żadne wielkie zagrożenie. Wystarczyłoby, gdyby jakieś media przeprowadziły z nim serię wywiadów. Bo boimy się przede wszystkim tego, czego nie znamy.
Choć ludzi z krajów, z których przybywa do nas najwięcej ludzi, znamy, bo duża ich ilość przebywa u nas legalnie. W Filipinach polska wiza kosztuje 2000 zł. Kosztuje teraz i tyle samo kosztowała za PiSu. Ogółem ludzi, którzy zalegalizowali w naszym kraju swój pobyt, jest nieskończenie więcej niż tych nielegalnych.
Kiedy dzięki jakimś normalnym mediom dowiemy się więcej o nielegalnym Somalijczyku – jakie ma zainteresowania, hobby, ile ma dzieci, jak się nazywa jego żona, jaki ma zawód – przestaniemy się go bać. Przestanie być przerażającym „czarnym ludem”. Odczarowanie uchodźców pozwoli powstrzymać brunatną falę zagrażającą Unii Europejskiej, która wciąż jest najlepszym miejscem do życia, do którego tylu biedaków chce przyjechać.
Zahamowanie wędrówki ludów jest możliwe poprzez pomoc ekonomiczną i cywilizacyjną krajom globalnego Południa. Od nas zależy, czy udzielimy tej pomocy na miejscu u nich, czy zaczekamy, aż do nas przyjadą.
80% mieszkańców Afryki nie ma dostępu do energii elektrycznej. Wystarczy niewielki transfer technologii pozyskiwania energii ze Słońca, aby Afrykę rozświetlić. To o wiele lepszy sposób niż push backi i zawracanie łodzi pełnych ludzi na pełnym morzu.









