Resztki nagiej duszyczki

Jestem pewien, że gdyby metodą na chybił trafił zapytać, dajmy na to, sto osób o to, czy ma dziś jakiś sens czytanie o „nagiej duszy” Stanisława Przybyszewskiego, większość odpowiedziałaby negatywnie, część nawet by się niecierpliwie żachnęła, a niektórzy być może nawet popukaliby się w czoło.

A i to przy czysto teoretycznym założeniu, że wiedzieliby, co znaczy owo pojęcie „nagiej duszy”. Mimo to uważam, że czytanie o starych zagadnieniach kulturowych – mam na myśli choćby kwestie sprzed stu lat – ma na pewno co najmniej jeden walor i sens : uświadamia, jak bardzo i jak szybko zmienia się postać świata, jak bardzo nasze zainteresowania w ciągu minionego stulecia się zmieniły i jak bardzo anachroniczne jawią się nam dziś pytania nurtujące elity artystyczne i umysłowe żyjące w czasach naszych pradziadków. Nota bene, gdyby tę konstatację uznać za trafną, trzeba by dojść do wniosku, że kultura przeszłości nie odkłada się jak spadek, jak zgromadzony majątek, z którego następcy mogą twórczo korzystać, lecz że dorobek przodków szybko się dewaluuje, dezaktualizuje i trafia do lamusa, a przeszłość to nakładające się na siebie, ale kompletnie wzajemnie sobie obce warstwy. Gdyby dziś ktoś, podobnie jak przeszło sto lat temu Przybyszewski, wystąpił z teorią podobną do teorii „nagiej duszy” popukano by się na jego widok po czole, mimo że żyjemy w czasach które przyzwyczaiły ludzi do ekstrawagancji i dziwactw. Tymczasem, choć sam Przybyszewski był traktowany jako skrajny ekscentryk, ekstrawagant i dziwak, to akurat jego rozważania o nagiej duszy mieściły się w nastrojach charakterystycznych dla czasu rodzącego się modernizmu.
No właśnie, co dziś z „nagą duszą”? Czy zostały po niej jeszcze jakieś resztki? Edward Boniecki, autor studium o tejże tak konkluduje swoje rozważania: „W ten sposób „naga dusza” pozostała świadectwem zamętu duchowego i kryzysu, który dotknął głęboko pokolenie „młodych” (Młodej Polski – przyp. KL), świadectwem zmagań o prawa ducha, o człowieka zagubionego w świecie gwałtownie rozwijającej się cywilizacji, nad którą przestaje on panować. Pozostała też jako wyraz pragnienia ładu w tym nowożytnym chaosie, który wcale nie skończył się wraz z modernizmem. Bo i „naga dusza” nie zniknęła na zawsze, lecz błąka się jeszcze po świecie, wprawdzie już tylko jako duszyczka (…) A ciało rozrosło się, spotężniało i nie zwraca już uwagi na skarlałą, wynędzniałą duszyczkę, która jest tylko wspomnieniem po duchu okładającym ciało dyscypliną. Nie doszło do ostatecznego, harmonijnego rozdziału duszy i ciała (…)”. Do tych konkluzji prowadzą jednak ciekawe rozważania autora studium, który źródeł posępnej duszy Przybyszewskiego przypisuje jego pochodzeniu z mrocznej, chmurnej, ciężkiej krainy jaką są Kujawy z ich naturalnym pejzażem, żyznej dla dusz skłonnych do gnostyckiego widzenia świata, tak jak mroczny i mglisty Petersburg wyhodował pokrewną Przybyszewskiemu posępną, gnostycką duchowość Dostojewskiego (Rozdział II. „Pejzaż gnostyczny”). O poszukiwaniu przez człowieka jego „ja”, jego właściwej tożsamości (gdy się tak nad tym poważnie zastanowić, to wielu z nas może mieć z tym zupełnie realny, co nie znaczy, że w każdym indywidualnym przypadku bolesny, problem) opowiada autor w rozdziale III („Nasze biedne i śmieszne „ja”). „Estetyce nagiej duszy” poświęcony jest rozdział IV, zaś rozdział V dotyczy zagadnienia z punktu widzenia współczesnego czytelnika najciekawszego, jako że w Przybyszewskim, choć także w jego poprzednikach, niemieckim mistyku mistrzu (Johannesie) Eckharcie czy Juliuszu Słowackim upatruje autor studium prekursorów ruchu „New Age”, który jeszcze dwie dekady temu absorbował wiele uwagi na całym świecie, jako wykwit ery Wodnika. Już choćby z tego powodu, temat „nagiej duszy” nie jest wcale aż tak anachronicznym starociem, jak mogłoby się wydawać.

Edward Boniecki – „Struktura „Nagiej duszy”. Studium o Stanisławie Przybyszewskim”, Instytut badań Literackich PAN, Warszawa 1993, str. 151, ISBN 83-85605-28-2