Rodzynki nie tworzą ciasta, czyli o micie polskiej potęgi cyfrowej

1 maj 2025

Wiceprezes PAN, prof. Dariusz Jemielniak, miał odwagę powiedzieć głośno coś, co wielu woli przemilczeć – Polska nie jest żadną cyfrową potęgą, a pojedyncze sukcesy informatyków to „rodzynki”, które nie mówią nic o jakości całego ciasta. I trudno się z tą diagnozą nie zgodzić, gdy spojrzy się na twarde dane – nie z folderów promocyjnych, lecz z raportów i analiz, które pokazują rzeczywisty stan kompetencji, instytucji i inwestycji.

Rzeczywiście, mamy swoich herosów – Wojciecha Zarembę w OpenAI, polskich inżynierów w Google czy Meta, a także kilka startupów z globalnymi ambicjami. Ale to wyjątki. Wciąż brakuje nam silnych, rozpoznawalnych na świecie polskich firm technologicznych, które rozwijałyby przełomowe technologie w Polsce i według naszych priorytetów. Nasi najlepsi informatycy często pracują dla zagranicznych korporacji, bo to one oferują stabilność, finansowanie i możliwości rozwoju, których brakuje w krajowym ekosystemie.

To z jednej strony dowód na ogromny potencjał indywidualny, ale z drugiej – sygnał alarmowy o słabości naszego zaplecza systemowego. Ten problem uwidacznia się nie tylko w braku własnych firm technologicznych, ale też w ogólnym poziomie kompetencji cyfrowych Polaków. To osobna i równie poważna bariera. Według Eurostatu tylko 44,3% dorosłych Polaków ma minimalne kompetencje cyfrowe, wobec unijnej średniej 55,6%. W grupie wiekowej 65–74 lata – dramatyczne 12,4%. Co gorsza, nawet wśród uczniów wyniki są zawstydzające: średnio 46% poprawnych odpowiedzi w IT Fitness Test w podstawówkach i 43% w szkołach ponadpodstawowych. Mamy więc sytuację, w której elity cyfrowe rozwijają się na emigracji, a przeciętny obywatel pozostaje cyfrowo wykluczony – co uniemożliwia zbudowanie szerokiej, narodowej bazy innowacyjności.

Problem leży głębiej niż same kompetencje. To kwestia kultury, instytucji i polityki inwestycyjnej. Prof. Jemielniak celnie wskazał, że państwowe agencje wspierające innowacje – takie jak NCBR czy PARP – zamiast promować ryzyko, koncentrują się na papierologii i unikaniu błędów. Zamiast wspierać odważne, przełomowe projekty, stawia się na pozornie bezpieczne projekty, które nie niosą ryzyka porażki, ale też nie mają potencjału, by zmienić rzeczywistość. W efekcie mniej niż 10% projektów wspieranych przez NCBR trafia na rynek. Zamiast inżynierów z pomysłami, system premiuje nadmierną ostrożność i skupienie na formalnościach, które tłumią innowacyjność.

A co z kapitałem prywatnym? Owszem, rynek VC w Polsce rośnie – w I kwartale 2025 zainwestowano 444 mln zł. Ale zaledwie 13% tych środków pochodziło od polskich inwestorów prywatnych. Reszta – to publiczne pieniądze (PFR Ventures) i zagraniczny kapitał. Gdy statystyczny Kowalski ma nadwyżkę, lokuje ją w nieruchomość na wynajem – to rezultat braku systemowych, wspieranych przez państwo możliwości inwestowania w rozwój i innowacje. W Polsce nie rozwinęła się jeszcze kultura wspólnego finansowania innowacji, badań czy młodych firm technologicznych, która w krajach skandynawskich czy zachodnich opiera się na świadomym współdziałaniu obywateli i instytucji publicznych. Brakuje zachęt podatkowych, edukacji ekonomicznej i mechanizmów wspierających klasę średnią w roli inwestorów wspólnotowych. Efekt? Zaledwie około 680 tzw. aniołów biznesu działa aktywnie w Polsce, podczas gdy w krajach zachodnich ich liczba sięga tysięcy. Dopóki nie stworzymy warunków, w których inwestowanie w innowacje będzie tak samo bezpieczne i naturalne jak kupno mieszkania, dopóty gospodarka będzie dryfować między stagnacją a zależnością od zagranicznego kapitału.

Sytuacja edukacyjna też nie napawa optymizmem. Formalnie uczymy dzieci informatyki. W praktyce – uczniowie nie potrafią korzystać z Excela, analizować danych ani logicznie programować. System kształcenia nie nadąża za rynkiem – aktualizacja programu studiów trwa 2–3 lata, podczas gdy technologie zmieniają się co kilka miesięcy. Zamiast uczyć dzieci myślenia algorytmicznego i pracy zespołowej – skupiamy się na teorii i formalnościach. Zajęcia komputerowe sprowadzają się często do obsługi edytora tekstu i podstawowych programów graficznych.

Jest też kwestia strukturalna. Choć dostęp do szerokopasmowego internetu systematycznie się poprawia, a wiele szkół otrzymało nowoczesny sprzęt, to w praktyce jego wykorzystanie napotyka poważne ograniczenia. W mniejszych miejscowościach uczniowie często muszą dzielić jeden komputer między kilkoro z nich, a klasy muszą być dzielone na grupy ze względu na ograniczoną liczbę dostępnych komputerów. Często sprzęt jest przestarzały lub niesprawny, a szkoły nie mają środków na jego serwisowanie. Problemem jest także brak przygotowania nauczycieli – według OECD jedynie 60% z nich przeszło jakiekolwiek szkolenie z edukacji cyfrowej. To sprawia, że nawet tam, gdzie dostęp do nowoczesnych narzędzi istnieje, brakuje umiejętności, by wykorzystać je w codziennej pracy z uczniami. W rezultacie technologia w szkołach pełni rolę dekoracyjną, zamiast stanowić realne wsparcie w procesie nauczania.

Cyfryzacja gospodarki? Polska rzeczywiście może pochwalić się 8–9% udziałem sektora IT w PKB oraz eksportem usług informatycznych na poziomie 14,25 miliarda euro w 2023 roku, co stawia nas w czołówce krajów Europy Środkowo-Wschodniej pod względem liczby realizowanych projektów dla zagranicznych klientów. Jednak za tymi liczbami kryje się strukturalna słabość. Tylko 3,7% firm w kraju wykorzystuje sztuczną inteligencję, a 19% korzysta z analizy danych – to znacznie mniej niż w Czechach, Estonii czy Finlandii. Oznacza to, że choć potrafimy skutecznie realizować zlecenia i dostarczać gotowe rozwiązania dla innych, rzadko sami jesteśmy źródłem innowacji. Polska gospodarka stała się cyfrowym podwykonawcą: solidnym, ale zależnym od zagranicznych zleceń i pozbawionym ambicji tworzenia własnych przełomowych technologii.

Prawda jest brutalna – mamy trochę zdolnych specjalistów i rozwijamy swoją infrastrukturę cyfrową. Ale to wciąż zdecydowanie za mało, by zbudować silny, niezależny ekosystem innowacji oparty na rodzimych firmach, inwestycjach i pomysłach. Brakuje nam drugiego piętra – odwagi, nowoczesnej edukacji i sprawnych instytucji, które pozwoliłyby przekuć nasz potencjał w trwały rozwój. Jeśli chcemy być czymś więcej niż zapleczem inżynierskim dla Doliny Krzemowej, musimy przestać fetyszyzować rodzynki i zacząć piec porządne cyfrowe ciasto. Inaczej dalej będziemy tylko krajem, z którego wywodzi się współtwórca ChatGPT.

Najnowsze

Episkopat chce wpływać na prawo w Polsce. A kto rozliczy Kościół? Moralność z ambony, bezkarność za zamkniętymi drzwiami

Episkopat chce wpływać na prawo w Polsce. A kto rozliczy Kościół? Moralność z ambony, bezkarność za zamkniętymi drzwiami

Kościół katolicki w Polsce nieustannie domaga się od obywateli przestrzegania surowych zasad moralnych, podczas gdy sami duchowni nadto często uchylają się od odpowiedzialności za swoje czyny. Skandale związane z seksualnym wykorzystywaniem i manipulacjami ujawniają hipokryzję instytucji, która zamiast dbać o dobro wiernych, chroni własną reputację. Przypadki biskupów nieprzekazujących informacji o przestępstwach oraz duchownych nadużywających zaufanie pokazują, że problem nie jest marginalny. Społeczeństwo ma prawo oczekiwać, że autorzy moralnych nauczek będą sami podlegać tym samym wytycznym, których wystosowują w stronę innych. Czas na prawdziwą odpowiedzialność.

Żółty Październik

Żółty Październik

Październik 1956 roku. Polska znalazła się o krok od radzieckiej interwencji wojskowej. Chruszczow groził użyciem siły, radzieckie czołgi ruszyły w kierunku Warszawy, a Władysław Gomułka rzucił wyzwanie Moskwie. W tej dramatycznej rozgrywce nieoczekiwaną rolę odegrały komunistyczne Chiny.

Dlaczego Mao Zedong sprzeciwił się radzieckiej interwencji w Polsce? Czy Pekin pomógł ocalić Polski Październik? I jak konflikt między dwoma komunistycznymi mocarstwami wpłynął na losy naszego kraju?

Samo-zamachujące się państwo

Samo-zamachujące się państwo

Polscy politycy traktują Trybunał Konstytucyjny jak narzędzie polityczne, co prowadzi do jego dysfunkcji. Obydwie strony konfliktu stosują manipulacje prawne i brutalne techniki, zagrażając niezależności instytucji. Kryzys ten podważa zaufanie do wymiaru sprawiedliwości, stawiając pod znakiem zapytania przyszłość TK w obecnym kształcie.

Światowy Dzień Cukrzycy 

Światowy Dzień Cukrzycy 

Ponad połowa dzieci w Polsce z nowo zdiagnozowaną cukrzycą typu 1 doświadcza kwasicy ketonowej, co może prowadzić do śmierci. Eksperci oraz Polskie Stowarzyszenie Diabetyków apelują o wprowadzenie ogólnopolskiego programu badań przesiewowych, aby zminimalizować dramaty zdrowotne i zainwestować w profilaktykę zamiast w leczenie konsekwencji. Projekt miałby obejmować wczesną diagnostykę dla dzieci oraz osoby z grup ryzyka. Ponadto, wczesne wykrycie cukrzycy może ograniczyć koszty związane z hospitalizacją oraz polepszyć jakość życia pacjentów i ich rodzin.

Komentarz: Siła odnowy. Dlaczego żywotność KPCh ma kluczowe znaczenie dla przyszłości Chin?

Komentarz: Siła odnowy. Dlaczego żywotność KPCh ma kluczowe znaczenie dla przyszłości Chin?

W lipcu 1945 roku Mao Zedong wskazał, że demokracja jest kluczem do uniknięcia upadku władzy, w co wpisał się Xi Jinping w 2021 roku, proponując samorewolucję KPCh jako sposób na dostosowanie się do zmieniającego się świata. KPCh, poprzez ciągłą modernizację i odpowiedzialne zarządzanie, osiągnęła znaczący rozwój gospodarczy, występując jako druga potęga światowa. Przykładem lokalnych reform jest zielona skrzynka na listy w Chongqingu, która umożliwia mieszkańcom zgłaszanie problemów. Efekty tych działań oraz przeciwdziałanie korupcji podkreślają znaczenie odpowiednich kadr dla przyszłości Chin i globalnej gospodarki.

Sprawdź również

Żółty Październik

Żółty Październik

W lipcu 1949 roku wiceprzewodniczący Komunistycznej Partii Chin Liu Shaogi odwiedził Moskwę. Stalin potraktował go jak wasala. Pokazał mu mapę Europy i Azji. Potem pouczył, że nowa Chińska Republika Ludowa nie będzie wtrącać do spraw Europy Środkowo-Wschodniej. Nie...