Skurcz mocarstwa

Uchodził za jednego z najzdolniejszych dowódców. „Chłodny w obejściu ma naturę kota pokazującego czasami pazury”, tak określano nowego szefa sztabu francuskiej armii w Indochinach gen. Henry Navarre.

Do Wietnam przybył wiosną 1953 roku. Zastąpił utalentowanego i ukochanego przez francuskie media gen. Jean de Lattre. Ten zmusił partyzantów Viet Minhu do opuszczenia terenów zurbanizowanych. Stworzył system fortyfikacji, zwanych „liną de Lattre”, chroniący francuską administrację i wojsko. Nie oszczędzał sobie i bliskich. W podległym mu wojsku służył też jego jedyny syn.

Kiedy syn poległ, cała Francja oglądała filmową relację z pogrzebu. Idących za trumną, bolejących rodziców. Po pogrzebie generał wrócił dalej walczyć o francuskie Indochiny. Rok potem, w styczniu 1952 roku, zabiła go choroba. Wtedy cała Francja znów oglądała uroczysty pogrzeb. Tym razem widziała idącą za trumną, pozostałą jedynie, samotną wdowę.

Francuska pułapka

Wiosną 1953 roku francuscy wojskowi wiedzieli, że wielce kosztowne fortyfikacje „linii de Lattre” okazały się równie skuteczne jak „linia Maginota”. Wojska Viet Minhu omijały duże forty, a mniejsze paliły. Wiosną 1953 roku opanowały sąsiedni Laos. W Wietnamie atakowali małe posterunki, unikali stać z przeważającymi siłami. Walczyli nocami, w dzień byli niewidzialni.

Wiosną 1953 roku nawet prawicowe francuskie gazety postulowały wznowienie negocjacji z polityczną reprezentacją Viet Minhu, zawarcia jakiegoś pokoju na „honorowych warunkach”. Ale upragniony pokój był daleki, bo walczące strony inaczej go postrzegały.

Mocarstwowa Francja proponowała Unię Indochińską. Wspólnotę państw Wietnamu, Kambodży i Laosu. Związanych politycznie z Francją. Formalnie niepodległych, ale z ograniczonymi sferami suwerenności, przede wszystkim w polityce międzynarodowej.

Wietnamscy patrioci kierowani przez Ho Chi Minha chcieli uznania proklamowanej przez nich 2 września 1945 roku niepodległej Demokratycznej Republiki Wietnamu.

Aby zmusić Viet Minh do pokoju na swych warunkach francuscy politycy zaakceptowali plan gen. Navarre. Zwabienia wietnamskich wojsk w wielką bitwę i wykrwawienia ich zasobów. W listopadzie 1953 roku pierwszy kontyngent francuskich spadochroniarzy wylądował w leżącej na pograniczu Laosu wiosce Dien Bien Phu. Tak rozpoczęła się „operacja Castor”.

W nieskażonej ludzką cywilizacją Francuzi rozpoczęli budowę silnie ufortyfikowanej bazy. Z lotniskiem polowym, szpitalem, magazynami. Nie zapomniano o kantynach dla oficerów i żołnierzy, pól do gry bule. Ofertę kulturalno- oświatową dopełniał burdel z panienkami jedynie francuskiego pochodzenia, aby wykluczyć ich szpiegowanie.

„Przygotowałem sobie teren, teraz zamierzam zabić kilku Wietnamczyków”, napisał bojowo dowódca francuskiego kontyngentu gen. de Casties do swego ministra obrony Rene Plevena.

Do marca zgromadzono tam 16 tysięcy żołnierzy, wyposażonych jedynie w 28 dział ciężkich i 10 czołgów. Ale dowodzący artylerią płk Charles Piroth przekonywał, że „żółci” są za głupi by konkurować z jego artylerzystami. Francuzi uznali też, że otaczające ich fortalicje, porośnięte dżunglą góry, skutecznie ochronią ich przed ciężką bronią partyzantów. Dodatkowo wizytująca Dien Bien Phu misja amerykańskich ekspertów wykluczyła możliwość transportu na okalające wzgórza jakiejkolwiek ciężkiej artylerii.

Finał tak zaplanowanej „krótkiej, zwycięskiej wojenki” jest dziś znany.

Choć dowodzący wojskami wietnamskimi Vo Nguyen Giap akademii wojskowych nie ukończył, to lepiej rozumiał współczesną wojnę niż dyplomowani wojskowi. Wietnamczycy stworzyli „xe tho”, czyli rowery towarowe, którymi przewieźli rozebraną na części artylerię. Kiedy pękały ich opony, to kulisi darli swe portki na paski i okręcali nimi koła. Bitwę wygrał Peugeot, żartowali, bo używane przez nich rowery były tej marki.

W marcu 1954 roku zmasowany artyleryjski ogień zaskoczył francuskich żołnierzy. Wielu z nich zrozumiało, że sami zastawili na siebie pułapkę.

Już w marcu 1954 roku zdezerterował batalion sojuszniczych Tajów. Pułkownik Piroth, ten od „głupich żółtków”, popełnił „honorowe” samobójstwo. Podobnie uczynił gen. de Castres, ale dopiero przed kapitulacją.

Oblężone wojska stawiały silny opór. Zrzucono im na pomoc dwa bataliony ochotników. Świadomych, że lecą tam na śmierć.

W szeregach Legii Cudzoziemskiej pod Dien Bien Phu walczyli też byli żołnierze Waffen-SS, tak twierdzi wielu historyków wojskowości. Ponieważ w niektórych batalionach spadochroniarzy ponad połowę składu stanowili Niemcy, to niektórzy uważają, że była to ostatnia wielka bitwa tej formacji. Uważanej przez wojskowych za znakomicie wyszkolone, skuteczne wojsko.

W czasie walk Francuzi użyli bomb napalmowych, które wcześniej Amerykanie testowali na Marianach i podczas wojny w Korei.

Straty, atakujących tyralierami, Wietnamczyków były bardzo wysokie. Dlatego generał Giap zmienił taktykę. Atakowano nocą, małymi oddziałami, mozolnie ryjącymi podkopy pod kolejne, zdobywane tak reduty.

Wolę walki i kondycję obrońców dobiła wietnamska przyroda. Rozkładające się w upale i wilgoci ciała poległych przyciągnęły do doliny roje insektów. Ciała rannych gniły, bo obrońcom brakło medykamentów.

Na posterunkach pozostały burdelowe panienki do końca pielęgnujące rannych. To one ocaliły honor Francji w czasie kiedy oficerowie wybierali „honorowe” samobójstwa, a politycy handlowali życiem żołnierzy.

Jak wygrać pokój

Francuską „operację Castor” sfinansowały USA, bo w 1953 roku Francji nie stać było na prowadzenie kolonialnej wojny. Już w 1950 roku francuskie elity polityczne miały świadomość, że Wietnamu nie da się utrzyma. Ale nawet tak światli politycy, jak generał de Gaulle, przekonani byli, że bez „terytoriów zamorskich” Francja przestanie być mocarstwem.

Poza tym każda parlamentarna formacja polityczna miała świadomość, że kiedy pozwoli na niepodległość Wietnamu, to niechybnie polegnie w najbliższych wyborach parlamentarnych.

W 1954 roku w ZSRR rządy zaczynał pierwszy sekretarz Nikita Chruszczow a prezydentem USA był generał Dwight Eisenhower. Obaj chcieli stworzyć nowy ład międzynarodowy, lecz z zachowaniem koncertu dwóch mocarstw.

Wojnę w Wietnamie uważali za szansę zwiększenia swych wpływów w Azji Południowo- Wschodniej. Kolejną, po koreańskiej, wojnę „zastępczą”. Toczoną jedynie przez swych „podwykonawców”, bez oficjalnego udziału swych wojsk. Oczywiście USA wspierały Francję finansowo, a francuskie wojsko doradcami.

Kiedy Francuzi zaczęli przegrywać pod Dien Bien Phu, poprosili Amerykanów o użycie ich taktycznych bomb atomowych. Ci odmówili.

W ówczesnym gronie przeciwników amerykańskiej interwenci w Wietnamie byli senatorowie, przyszli prezydenci USA, Lyndon B. Johnson i John F. Kennedy. Pewnie dlatego, że wtedy zasiadali w ławach opozycji.

Wietnam miał wsparcie Chin i ZSRR. Silne propagandowo, materialnie o wiele słabsze niż amerykańskie dotacje dla Francji. Obu mocarstwom, USA i ZSRR, pasowała sytuacja, że gdzieś tam ich sojusznicy toczą wojnę za nich. Rujnującą pozycję Francji i zasoby ludzkie Wietnamu.

W maju 1954 roku podczas międzynarodowej konferencji w Genewie zaczęto rozmawiać o przyszłości Indochin. Stronami byli Wielka Brytania i ZSRR, jako patroni konferencji, Francja, Chiny, delegacja Viet Minh, delegaci Indochin z Kambodży, Laosu i profrancuskiego Wietnamu oraz USA jako strona „zainteresowana”.

Klęska pod Dien Bien Phu wywołała we Francji szok, obaliła francuski rząd. Premierem został deputowany z drugiego rzędu Pierre Mendes France. Radykalny socjalista, który był znany, że od lat postulował dogadanie się z Demokratyczną Republiką Wietnamu.

Choć rządził siedem miesięcy, to zdążył zakończyć wojnę w Indochinach, uznać Demokratyczną Republikę Wietnamu i rozpocząć dekolonizację Tunezji. Za pokojową działalność wypadł z francuskiej polityki. Nie pasował do mocarstwowości.

W czasie genewskiej konferencji koncertujące mocarstwa zgodzili się na niepodległość Wietnamu, ale tylko w połowie. Podzielono Wietnam wzdłuż 17 równoleżnika. Czemu 17 go?

Tak bywa podczas koncertu mocarstw. Półwysep koreański wcześniej też podzielono arbitralnie, zgodnie z propozycją amerykańskiego sierżanta sztabowego. W obu przypadkach nie pytano o opinie Koreańczyków i Wietnamczyków.

Podział Wietnamu zaakceptowała Francja, bo to nie był już jej Wietnam. Zgodziły się USA, bo to miał być ich Wietnam. Nie oponowała Wielka Brytania, bo była w sojuszu z USA. Nie sprzeciwiły się ZSRR i Chiny, bo słaby sojuszniczy Wietnam bardziej pokorny jest. Opinie Kambodży, Laosu i francuskiego Wietnamu pokojowo debatujące mocarstwa miały głęboko gdzieś.

Pokój genewski przyniósł chwilowy rozejm, a potem kolejną wojnę zastępczą. Już z udziałem USA. Aprobowaną przez jej prezydentów, wcześniejszych przeciwników.

Zwycięstwo „żółtych głupków” nad liderem „demokratycznej cywilizacji białego człowieka” zainspirowało algierskiego intelektualistę Frantza Fanona do napisania manifestu „Wyklęty lud ziemi”. Biblii antykolonialistów.

Czas pokazał, że de Gaulle miał rację. Wraz z Wietnamem Francja straciła status światowego mocarstwa.

PS. Więcej w Tygodnik NIE

Piotr Gadzinowski

Poprzedni

I po Prałacie

Następny

Trump jak późny Breżniew