Światowa katastrofa egzystencjalna

fot. Pixabay

Rozważania wstępne:

Nie masz już chyba nikogo spośród prawie 8,5-miliardowej gromady ludzkiej na Ziemi, kto by nie dostrzegał, nie odczuwał i nie cierpiał z powodu intensyfikacji odwiecznego oraz współczesnego Armagedonu cywilizacyjno-egzystencjalnego, szczególnie klimatyczno-ekologicznego, na naszej wystarczająco już umęczonej planecie. Opinie i oceny w tych sprawach są rozmaite i jakże często sprzeczne pomiędzy sobą. Jedni powiadają, że głównym winowajcą nieszczęścia makro jest bezmyślny człowiek; drudzy, że przyroda (natura); a jeszcze inni, że człowiek wraz z przyrodą zusammen. Chyba jednak najbardziej utopijni i surrealistycznie optymistyczni są wyznawcy największych (i pomniejszych) religii świata. Ci zaś twierdzą, że ich Bogowie chcieli w ten sposób ukarać ludzi za głupstwa, grzechy i przewinienia oraz że tylko Bogowie mogą ulepszyć sytuację oraz uratować ludzkość, o ile ta zmądrzeje i ulegnie poprawie?

I tak dochodzimy do problemu opacznego (niewłaściwego) korzystania z rozumu, unikalnego tworu i efektu ewolucji, czy daru Boga, jak wolą niektórzy. Przewrotnym aspektem tej ewentualności jest nader dyskusyjne twierdzenie dogmatyków, fanatyków i fundamentalistów, że Bóg dał człowiekowi rozum po to, aby odpowiednio z niego korzystał; ale, o dziwo, człek nie chce, czy też nie umie sprawnie i właściwie korzystać z tegoż daru. W całej długiej historii świata oraz we współczesności łączny wolumen głupoty zdecydowanie dominuje nad wolumenem mądrości ludzkiej. Człowiek stał się, o ironio, katem samego siebie. Przeto, Bóg nie ponosi odpowiedzialności za dobre czy za złe efekty myślenia i działania człowieka oraz za niesamowite dramaty i nieszczęścia, które homo sapiens (człowiek niby rozumny?) sam sobie i swym żywym ziemskim towarzyszom sprokurować raczył.

Często sięgam myślami dość daleko wstecz, wręcz symbolicznie – do zagłady dinozaurów (tzw. V zagłada gatunków), 65 mln lat temu [1] i do pojawienia się pierwszych ludzi na Ziemi, około 8 mln lat temu [2]. Czynię tak, żeby – przez pryzmat przeszłości – coraz lepiej analizować i pojmować teraźniejszość oraz przyszłość naszej cywilizacji. Najpierw parę słów o prehistorii pierwszego Europejczyka: początkowo sądzono, iż był nim homo erectus (wyprostowany), który przybył z Afryki do Europy, prawie milion lat temu, poprzez Cieśninę Gibraltarską (jak na ironię – to chyba pierwszy imigrant?!). Jednak pogląd ten uległ zasadniczej weryfikacji po odkryciu, w roku 1991, pozostałości homo georgicusa (gruzińskiego) sprzed 1,8 mln lat, w jaskini Dmanisi (Gruzja). Ale i ta hipoteza nie wytrzymała próby praktyki, tak że dziś ocenia się, iż pierwszym Europejczykiem był jednak Neandertalczyk (jego szkielet wykopano w 1856 r., w dolinie Neandertalu, k. Duesseldorfu, w Niemczech). Przybył on do nas około 400.000 lat temu i skoligacił się z homo sapiens (człowiekiem rozumnym). Pod względem genetycznym, ów człowiek był głównym praojcem i praprzodkiem współczesnych Europejczyków, który, około 45.000 lat temu, opanował bez reszty nasz kontynent po wyginięciu ostatnich Neandertalczyków 20.000 lat później.

Tak powstała pierwsza wspólnota (unia?) europejska, która następnie ulegała niebywałym metamorfozom, wstrząsom i zawirowaniom dziejowym.Jako przekonany humanista i racjonalny globalista odrzucam wszelakie symptomy egoizmu i partykularyzmu, także eurocentryzm. Nie uważam Europy za pępek świata oraz za najważniejszą siłę motoryczną jego rozwoju. Owszem, cała cywilizacja ludzka „zawdzięcza” starej Europie wiele znakomitych odkryć, dokonań, utworów i wynalazków, ale też ogromną masę zła, zbrodni i nieszczęść (podboje, wojny, kolonizacja, niewolnictwo, imperializm, rasizm, kryzysy, faszyzm, sowietyzm, dyskryminacja, terroryzm i in.). Prawdą jest także, iż przez wiele stuleci, Europa nadawała dość nieudolnie ton rozwojowi cywilizacji globalnej, co doprowadziło jednak, w konsekwencji, do obecnego totalnego bałaganu, chaosu i do bardzo poważnej niepewności na świecie jak również do wielkiego ryzyka związanego z całą jego przyszłością. Niestety, Europejczycy nie zdołali wypracować i wdrożyć optymalnego modelu rozwoju nie tylko własnego, ale również pozostałych kontynentów oraz odpowiedniego ładu światowego. Opłakane skutki tych niedociągnięć są dziś widoczne gołym okiem. Można tylko fantazjować, jak obecnie wyglądałby świat, gdyby Europejczycy wskazali i obrali lepszą drogę i efektywniejszą metodologię jego rozwoju (np. zieloną energię zamiast paliw węglowodorowych, rzeczywistą i autentyczną demokrację zamiast tyranii czy anarchii, komunikację zbiorową zamiast samochodowej, samolotowej itp.)?

Analizuję, na wszelkie możliwe sposoby, wyboistą i krętą drogę, jaką przebyła ludzkość od zarania swego istnienia, aż po dziś dzień oraz efekty tego marszu w czasie i w przestrzeni na tym ziemskim „łez padole”. Staram się wypracowywać realistyczne oceny i wysnuwać konstruktywne wnioski na dziś i na jutro ws. rozwoju cywilizacji ludzkiej. Skoro wiemy z grubsza, co, jak, kiedy i gdzie już było i nadal jest tak źle, to zastanówmy się, choć hipotetycznie, czy mogłoby być inaczej, a może, dalibóg, lepiej niż było do tej pory? Odpowiedź na to fascynujące pytanie jest bardzo trudna, ale mieć ona będzie zasadnicze znaczenie dla przyszłości cywilizacji ludzkiej. Dlatego też, moje niniejsze opracowanie niechaj stanowi bardzo poważne ostrzeżenie przed najgorszym – czyli przed totalną VI zagładą gatunków, łącznie z obecnym homo sapiens i przed unicestwieniem życia na Ziemi. Za przyczyną i z winy człowieka, tak źle jak teraz jeszcze nigdy nie było w całej jego ewolucji na naszej planecie.

Uprzedzając dalszy ciąg i konkluzje niniejszych rozważań, pragnę stwierdzić a priori, iż – od początku swego istnienia – z irracjonalnym uporem człowiek kroczy złą (niewłaściwą) drogą, która może doprowadzić go i całą planetę do niewyobrażalnej, wręcz kosmicznej katastrofy egzystencjalnej. Rozum ludzki, jakże niedoskonały w swej doskonałości, nie był i nadal nie jest w stanie rozumować przytomnie czy racjonalnie (sic!) oraz wyciągać odpowiednich wniosków z popełnionych błędów, aby unikać ich teraz i w przyszłości. Gorzej, bliższa analiza ewolucji człowieczeństwa w ciągu minionych prawie 8 mln lat wykazuje jednoznacznie, że łączna spirala ludzkich błędów jak też przypadków bezmyślności wznosi się coraz szerzej i coraz wyżej; przy czym suma tychże błędów jest, za każdym razem, coraz groźniejsza i coraz bardziej szkodliwa pod względem ilościowym i jakościowym. Obecnie wkraczamy na ostatni krąg owej spirali, od którego później nie będzie już odwrotu. Nawet sztuczna inteligencja komputerowa, zapewne bardzo znacznie sprawniejsza od naturalnej inteligencji ludzkiej, nie będzie w stanie zawrócić nas z drogi śmierci oraz powstrzymać VI (i ostatniej?) zagłady gatunków. Wręcz przeciwnie, jak na ironię, sztuczna inteligencja może ją (zagładę) stymulować i doprowadzić świat do tragicznego końca. Memento mori!

Wspomniana powyżej zagłada dinozaurów i destrukcja klimatyczna (ówczesne oziębienie) były skutkiem niszczycielskiego działania sił natury, niezależnych od dobrej woli i od słabowitego naonczas rozumu człowieka. Ale współczesna coraz szybsza zagłada gatunków [3] i destrukcja klimatyczna (ocieplenie, tym razem) jest już wynikiem poczynań rzekomo rozumnego człowieka, szczególnie w XIX, w XX i w XXI wieku. Działa swoiste sprzężenie zwrotne na linii człowiek – przyroda (czyli natura). W świetle tego, rozum dotychczasowego człowieka miał stać się siłą motoryczną jego mądrości, dobrobytu i szczęścia; ale, syntetycznie rzecz ujmując, był i jest nadal symbolem/instrumentem jego głupoty, nędzy i nieszczęścia. W każdym razie, w całym rozwoju homo sapiens, negatywy znacznie przeważają nad pozytywami, zło nad dobrem i czarne nad białym. Ich łączna wypadkowa jest jednoznacznie negatywna. Jak długo jeszcze tak można? Chyba już niezbyt długo!

Kumulacja zagrożeń:

jest to zjawisko niespotykane nigdy w takiej skali jak dziś w całej historii naszej cywilizacji. Każda z osobna spośród licznych części składowych kumulacji stanowi wielkie zagrożenie dla rozwoju oraz dla istnienia ludzkości i życia na Ziemi, ale najbardziej niebezpieczna jest ich suma stanowiąca już ogromną „masę wybuchową”. Określana jest ona także mianem tykającej zegarowej „bomby cywilizacyjnej. Obecnie ludzkość zbliża się do krytycznej granicy oddzielającej ją od wybuchu tej materii. Przekroczenie tej granicy może spowodować eksplozję o niesamowitych konsekwencjach, choć dość łatwych do przewidzenia nawet dla laików. Głównymi częściami składowymi kumulacji są istniejące (dobrze widoczne i namacalne) zagrożenia polityczne, ekonomiczne, społeczne, ekologiczne, militarne oraz wiele innych. Ich głębsza analiza wymagałaby dłuższych rozważań, ale – dla celów niniejszego opracowania – przedstawię jedynie i w bardzo syntetycznym ujęciu tylko kluczowe zagrożenia społeczne, klimatyczne i ekologiczne. Te trzy grupy zagadnień (+ czwarta ekonomiczna) składają się bowiem na znaną ONZ-owską koncepcję tzw. „zrównoważonego rozwoju” („sustainable development”) ludzkości i świata; „rozwoju”, który – póki co – pozostaje jedynie w sferze fantazyjnych marzeń i chyba już nigdy nie zostanie urzeczywistniony. Bowiem dotychczasowe szkody, straty, opóźnienia i zaniedbania w tych i w innych sferach są już tak wielkie, że człowiek nie zdoła ich rychło zniwelować, zneutralizować, odrobić i odwrócić nawet jeśli by tego bardzo pragnął?!

Problemy społeczne:

szczególnie groźny jest żywiołowy oraz niekontrolowany przyrost ludności i nasilające się przeludnienie na Ziemi. Tyka również zegarowa „bomba demograficzna”: pierwszy miliard ludności świata zanotowano w roku 1804. Potem odstępy czasowe pomiędzy kolejnymi miliardami systematycznie się zmniejszały. I tak, w roku 1927 były już 2 mld ludzi; w roku 1960 – 3 mld, w roku 1974 – 4 mld, w roku 1987 – 5 mld, w roku 1999 – 6 mld i w roku 2011 – 7 mld. Corocznie przybywa (netto) ponad 83mln Ziemian. Obecnie jest nas już prawie 8,5 mld duszyczek. Prognozy na przyszłość są następujące: w roku 2050 – 9,7 mld i w roku 2100 – 11,2 mld (źródło: Report of the United Nations’ World Population Prospects). Oczekiwana (przy urodzeniu) średnia długość życia Ziemianina wynosi 71 lat (kobiety – 73,6 lat, mężczyźni – 68,6 lat). Najdłużej żyją Japończycy (83,7 lat) i Szwajcarzy (83,4 lata), a najkrócej – obywatele Angoli (52,4 lat) oraz Sierra Leone (50,1 lat). Dość wysoka średnia światowa wynika, głównie, z jeszcze wyższych średnich długości życia w krajach o dużej liczbie ludności, np.: Chiny (76,5 lat), Japonia (83,7 lata), USA (79,3 lat), UE (79,0 lat). Jednak społeczność światowa się starzeje: w roku 2015 było 12% ludzi powyżej 60 lat; zaś – w roku 2050 – będzie ich ponad 22%. Szczerze powiedziawszy, ów niekontrolowany i żywiołowy przyrost ludności świata, a także poważne zwiększanie długości życia (mimo wszystko), z jednoczesnym zmniejszaniem się kluczowych zasobów naturalnych, gruntów uprawnych, żywności, lekarstw, wody pitnej, a także z pogarszaniem się warunków życia i pracy oraz z ww. kumulacją zagrożeń stanowi jedną z podstawowych przyczyn nadciągającej VI zagłady gatunków.

Katastrofa ekologiczna:

wzrostowi ludności świata towarzyszy dramatyczne pogarszanie ekologicznych warunków jej egzystencji i bytowania. Poczynając od I rewolucji przemysłowej, następuje przyśpieszona degradacja oraz zatruwanie środowiska naturalnego na Ziemi, szczególnie powietrza, wody i gleby. W okresie od połowy lat 70-tych XX wieku do dziś, człowiek spowodował około 20 bardzo groźnych katastrof ekologicznych, jak np.: awarie w kilku elektrowniach nuklearnych (Czarnobyl, Hanford (USA) i Fukushima), emisje gazów trujących (Bhopal, Indie i in.) oraz liczne wycieki ropy naftowej z tankowców (Amoco Cadiz i in.), a także z platform wiertniczych. Łączne traktowanie przyspieszonej degradacji trzech środowisk (powietrza, wody oraz gleby) daje jednoznaczne wyobrażenie o niebywałej skali niebezpieczeństwa. Procesy te doszły obecnie do takiego pułapu, że stanowią już bezprecedensowe zagrożenie fizyczne, chemiczne i biologiczne dla wszelkich istot żywych na Ziemi. Decydenci i co bardziej światli mieszkańcy Ziemi mają świadomość tego zagrożenia, ale podejmują nieefektywne poczynania, aby mu zapobiec i zniwelować. Tymczasem, owo zagrożenie nie zna granic i ma charakter globalny (tzw. globalizacja katastrofy ekologicznej). Wymaga więc ono (zagrożenie) niezwłocznych i skutecznych rozwiązań globalnych, których okrutnie teraz brak. Podpisywane są wprawdzie ważne porozumienia międzynarodowe (np. Protokół z Kyoto, Układ z Paryża i in.), ale zawodzi totalnie ich realizacja, współpraca oraz koordynacja poczynań praktycznych.

Na World Economic Forum w Davos (jeszcze w 2017 r.) przedstawiono raport o sytuacji ekologicznej świata zawierający, m.in., wymowne wskaźniki dot. ochrony środowiska, tzw. „Environmental Performance Index”. Sytuacja w pierwszej 30-tce krajów najbardziej dbających o środowisko jest następująca: na 100 możliwych punktów, 1. miejsce zajmuje Finlandia (90,88), 2. Islandia (90,51), 3. Szwecja (90,43), 4. Dania (89,21), 5. Słowenia (88,98).., zaś 26. USA (84,72), 27. Czechy (84,67), 28. Węgry (84,60), 29. Włochy (84,48) i 30. Niemcy (84,26). Natomiast sytuacja w pozostałych prawie 200 krajach świata jest coraz bardziej krytyczna, wręcz zabójcza w sferze ekologicznej. Obok tradycyjnych zagrożeń ekologicznych, coraz groźniejsze są również ich nowe kategorie, szczególnie nadmierny hałas (tzw. noise pollution) oraz niewłaściwe oświetlenie (tzw. light pollution) – bardzo szkodliwe dla człowieka i dla innych organizmów żywych.

Skażenie powietrza:

jeśli tak trochę dalej pójdzie, to wkrótce nie będziemy mieli czym oddychać! Już dziś aż 92% ludzi na świecie oddycha zanieczyszczonym powietrzem. Smog jest niezwykle poważnym problemem w zdecydowanej większości krajów. Skażenie powietrza powoduje na świecie około 9 mln zgonów rocznie, głównie z powodu chorób dróg oddechowych oraz straty finansowe szacowane na ponad 6 bln USD (zmniejszenie wydajności pracy, absencja pracownicza, koszty leczenia i in.). Współczesna cywilizacja emituje rocznie do atmosfery ponad 45 mld ton 6 gazów cieplarnianych (przemysłowych i naturalnych, np. metan). Z masy tej, na Chiny przypada (szacunkowo) 11 mld ton, USA – 7 mld, UE – 5 mld, Indie – 2,5 mld, Rosja – 2,5 mld, Japonia – 1,5 mld i Niemcy – 1 mld ton. Najgorzej prezentuje się sytuacja w zakresie emisji dwutlenku węgla (CO2). Wielkość emisji globalnej = około 37 mld ton rocznie. W tym: Chiny – 8,6 mld, USA – 5,5 mld, UE – 3,5 mld, Indie – 2,5 mld, Rosja – 1,8 mld i Japonia – 1,3 mld ton. Ponadto, obecnie jest w ruchu już ponad 520 mln pojazdów samochodowych na świecie, a ich liczba wzrośnie do 1 mld sztuk około roku 2030, a także 39.000 samolotów cywilnych i wojskowych emitujących spaliny stanowiące około 5% ogółu gazów przemysłowych (cieplarnianych) wydalanych do atmosfery.

Szczególnie śmiercionośnym składnikiem smogu są mikroskopijne cząsteczki (pyły), tzw. PM = Particulate Matter, z ciał stałych i cieczy (aerozole i in.) wydalanych do atmosfery w wyniku działalności gospodarczej, ogrzewania domostw, spalin samochodowych, wybuchów wulkanicznych, pożarów lasów itp. Rozróżniamy PM mniejsze od 2,5 (mikrometra) i PM mniejsze od 10 (mikrometrów). Dla przykładu: w przeliczeniu na 1m3 powietrza, w New Delhi (1 miejsce w świecie) zawartość PM2,5 wynosi 155 jednostek i PM10 – 300 jednostek, 2. Patna (Indie) – odpowiednio -149 i 164, 3. Gwalior (Indie) – 144 i 329, 4. Raipur (Indie) – 134 i 305, 5. Karaczi – 117 i 273, 6. Peszawar – 111 i 540, 7. Rawalpindi – 107 i 448, 8. Khoramabad (Iran) – 102 i 121, 9. Ahmedabad (Indie) – 100 i 67, 10. Lucknow (Indie) – 96 i 219. Dla porównania, w Warszawie analizowane przykładowe wskaźniki wynoszą w granicach: PM2,5 – 77 i PM10 – 55. To tzw. uśredniony stan skażenia powietrza, zaś w ww. 10-tce niechlubnej czołówki światowej panuje z reguły nieznośny stan krytyczny.

Zanieczyszczanie wód:

stanowiących ponad 75% powierzchni Ziemi („bez wody nie ma życia”). Przykłady: wskutek postępującego ocieplenia wody oceanicznej i braku alg, już ponad 2/3 wielkiej rafy koralowej o długości 1.500 km (na wschodnich obrzeżach Australii) uległo zniszczeniu. Czysta woda (pitna) stanowi zaledwie 2,5% ogólnej masy wody. Np., ponad 320 mln Chińczyków i przeszło 60 mln Pakistańczyków nie ma dostępu do czystej wody. Od dłuższego czasu ponad 1 mld ludzi piło wodę niezdatną do spożycia. Liczba ta wzrosła do 3,5 mld osób około roku 2025. Z powodu spożywania zanieczyszczonej wody, corocznie, umiera na świecie 250 mln ludzi (cholera, tyfus i in.). Nie należy wykluczać napięć, starć, a nawet wojen o wodę, jak to się już dzieje, np., między Etiopią, Sudanem i Egiptem wokół wykorzystania wód Nilu.

Problem zanieczyszczania wód jest wielką bolączką globalną. 80% zatruwania wód na świecie powodują gospodarstwa domowe (ścieki, odpady itp.), a 70% ścieków przemysłowych odprowadzanych jest bezpośrednio do wody (bez oczyszczania). Spustoszenie w żywostanie wodnym sieją substancje chemiczne zawarte w nawozach sztucznych, pestycydach i herbicydach stosowanych w rolnictwie oraz w ogrodnictwie. Corocznie do wód morskich i oceanicznych odprowadza się bezpośrednio ponad 7 mld kg odpadów, które, szczególnie plastykowe, powodują corocznie śmierć ponad 1 mln ptaków i 100.000 sztuk ssaków oraz niezliczonych ilości ryb morskich. Zaś ogólna masa odpadów komunalnych wprowadzanych do wód różnego rodzaju sięga 30 mld ton rocznie (!). W wyniku awarii w elektrowni atomowej Fukushima, do oceanu wyciekło ponad 11 mln litrów wody radioaktywnej. Zanotowano wiele poważnych katastrof tankowców i platform wiertniczych, co spowodowało wycieki ropy naftowej do wody. Poważnymi i niebezpiecznymi trucicielami są także statki wycieczkowe, wypuszczające rocznie do wód mórz i oceanów ponad 910.000 litrów ścieków i nieczystości. Niebezpiecznie zwiększa się zakwaszenie wód.

Wody morskie i oceaniczne ocieplają się 20 razy więcej niż powierzchnia lądów (absorbują ciepło wskutek global warming), a następnie podgrzewają powietrze atmosferyczne (zabójcze sprzężenie zwrotne). Obecnie, średnia temperatura wód morskich i oceanicznych wynosi 17st. C (minimum: morza polarne – minus 2 st. C, a maksimum: Zatoka Perska – plus 36 st. C). Zjawiska te powodują poważne perturbacje i zakłócenia w obiegu prądów oceanicznych, pogarszając klimat i wywołując ekstremalne zjawiska pogodowe (szczególnie gwałtowne tajfuny). Ponadto, ocieplanie atmosfery i wód wpływa na topnienie lodów (szczególnie tzw. czap lodowych na biegunach), co przyczynia się do podnoszenia poziomu wód oceanicznych i morskich. W minionym stuleciu poziom ten wzrastał tylko o 2 mm średniorocznie, a teraz wzrasta znacznie szybciej. Zwiększa się także skala zatrucia wód śródlądowych, szczególnie rzek i jezior. Najgorzej wygląda ta sytuacja na obszarze Azji. Najbardziej zapaskudzony jest Ganges, święta rzeka Hindusów, do której odprowadza się 80% odpadów komunalnych w Indiach. Również, o ironio, w USA, ponad 40% rzek i jezior jest już tak zanieczyszczonych, że nie można nawet kąpać się w nich. (Nota bene: Stany wytwarzają 30% ogólnej masy odpadów światowych i zużywają 25% zasobów naturalnych wydobywanych na Ziemi).

Degradacja gleby:

grunty uprawne stanowią zaledwie 11% ogólnej powierzchni lądów na świecie. Skala zanieczyszczenia i degradacji tych gruntów systematycznie się zwiększa, osiągając już ponad 20% ich powierzchni. Do tego dochodzi intensyfikacja procesu pustynnienia (dezertyfikacji) gruntów, któremu ulega corocznie ponad 14 mln ha oraz wycinanie lasów (deforestacja). Lasy zajmują jeszcze 31% powierzchni lądów, ale corocznie wycina się ich ponad 93.000 km kw. Skutkiem deforestacji jest emisja 15% ogólnej masy gazów cieplarnianych do atmosfery. Sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna – bowiem łączna liczba ludności świata i zapotrzebowanie na żywność zwiększa się, a obszary gruntów uprawnych i zielonych ulegają zmniejszeniu. W ciągu następnego półwiecza, liczba ludności świata zwiększy się o ponad 3 mld osób. Żeby wyżywić przeszło 10 mld ludzi, trzeba by zwiększyć produkcję żywności o 40% w stosunku do obecnej wielkości. Tymczasem, ze statystyk FAO wynika, że ponad 10 mln ha gruntów uprawnych ulega corocznie zanieczyszczeniu, erozji, odwodnieniu, zakwaszeniu i zasoleniu, a 20 mln ha staje się nieużytkami nie nadającymi się do uprawy. Dlatego też widmo głodu na niespotykaną skalę staje się coraz bardziej ewidentne. W wielu krajach sytuacja wygląda już bardzo źle; np. w Chinach zanieczyszczonych jest ponad 100.000 km kw. gruntów uprawnych (głównie poprzez chemizację i podlewanie brudną wodą) oraz 23.500 km kw. – odpadami stałymi. W Wielkiej Brytanii, na pola wysypuje się, średniorocznie, ponad 30 mln ton śmieci i odpadów. Nowym zjawiskiem globalnym jest wyrzucanie na pola oraz do lasów zużytych przedmiotów elektrycznych i elektronicznych, około 3 mln ton rocznie (tzw. e-waste).

Rozróżniamy następujące główne rodzaje zanieczyszczenia i skażenia gleby: – mechaniczne (gruz, odpady budowlane, opakowania ceramiczne, metalowe i plastykowe, pozostałości z wielu kopalń materiałów skalnych itp.); – opady promieniotwórcze i kwaśne deszcze (siarkowe); – chemiczne (nawozy sztuczne, pestycydy, herbicydy, insektycydy oraz detergenty); – biologiczne (niszczące mikroorganizmy w glebie i jej urodzajność na 15 lat: np. ropa naftowa i produkty ropopochodne, środki zawierające benzen, toluen itp.; wybuchy dynamitu, trotylu, min i pocisków wojskowych, gnojowica i in.); – zakwaszenie (w wyniku rozkładu substancji organicznych w glebie i tworzenia kwasów organicznych i nieorganicznych); – zasolenie (sztuczne nawadnianie, ścieki, przemysłowe i domowe, pyły, popioły i odpady paleniskowe, zawierające rakotwórcze dioksyny); – trujące spaliny samochodowe (szczególnie groźne dla gruntów położonych wzdłuż gęstniejących sieci szlaków komunikacyjnych, wydzielające rakotwórcze metale ciężkie: ołów, rtęć, kadm, arsen i in.).

Klęski żywiołowe:

celem przeanalizowania kolejnego kluczowego aspektu analizowanej tragedii cywilizacyjnej oraz egzystencjalnej, wprowadzam niniejszym dla Czytelników umowne (teoretyczne) pojęcie „średniego obywatela Ziemi” oraz podział na przyczyny naturalne i na powody celowe (lub niezamierzone, ale szkodliwe); czyli na takie działania ludzkie (podejmowane głównie przez tzw. decydentów), które doprowadzały wielokroć do tragedii i doprowadzają nadal. Słowem, miał być dla „średniego człowieka” biblijny oraz wymarzony raj na Ziemi i w Niebie (w kosmosie?), ale zgotowano mu piekło i tu i tam. Bogatym powodziło i powodzi się, z reguły, o niebo znacznie lepiej, ale i oni padają nierzadko ofiarami tragedii ogólnych: wojen, rewolucji, przewrotów politycznych, katastrof naturalnych, zamachów, terroryzmu, samobójstw, chorób, wyroków i kar sądowych itp. W niedawnych czasach nowożytnych mamy tego wymowne przykłady: Adolfa Hitlera, japońskich samobójczych kamikadze, Prezydenta Johna Kennedy’ego, Daga Hammarskjoeld’a [4], Indiry Gandhi, brytyjskiej księżnej Diany, Muammara Qaddafi’ego, Saddama Husseina, czy też Osamy ben Ladena i in. Również odejście na zawsze (dnia 20.03.2017.) Davida Rockefeller’a, jednego z najbogatszych ludzi świata, stanowi potwierdzenie oceny, iż życia, zdrowia i szczęścia nie da się kupić za pieniądze.

Wśród uczonych panuje dość duża zgodność poglądów, jeśli chodzi o klasyfikację i o merytoryczne uzasadnienie kilkunastu największych tragedii, jakie miały miejsce na Ziemi od zarania dziejów. Poniżej podaję własną klasyfikację, której głównym kryterium merytorycznym jest liczba ofiar w ludziach. Zacznijmy od tych tragedii, które spowodowane zostały przyczynami naturalnymi, niezależnymi od woli człowieka. Właściwie, nie ma już dnia, żeby nie notowano jakiejś poważnej klęski żywiołowej, mnożą się: trzęsienia ziemi, tsunami, huragany, lawiny błotne, powodzie, pożary, wybuchy wulkanów, susze, epidemie itp. Zaostrza się irracjonalny i śmiercionośny konflikt: człowiek – przyroda. Oczywiście, w grupie przyczyn naturalnych pierwszeństwo należy do V zagłady gatunków, czyli do wyginięcia dinozaurów (oraz innych istot żywych). Stąd bierze się ów sławetny „syndrom dinozaurów”, który zagraża nam również współcześnie, choć samych dinozaurów już dawno nie ma wśród nas. Drugie wydarzenie – to, naturalnie, biblijny (mityczny?) potop opisany w Starym Testamencie. Nie ma jeszcze jasności naukowej, co do przyczyny, czasu i miejsca tego wydarzenia. Jedni uczeni (np. austriaccy) plasują je w okolicy 9545 r.p.n.e., a to właśnie z powodu uderzenia asteroidy i wywołania potężnego tsunami; zaś inni twierdzą, że to nieszczęście nastąpiło w listopadzie i w grudniu 2370 r.p.n.e., kiedy ulewne deszcze padały bez przerwy przez 40 dni. Wytrwałe badania wykopaliskowe trwają nadal wokół góry Ararat (w Armenii), na której, rzekomo, wylądowała arka Noego.

Natomiast, bardziej realistyczna i udokumentowana klasyfikacja największych w historii klęsk żywiołowych prezentuje się następująco: 1. epidemia dżumy, tzw. czarna zaraza (1348 r. – 1351 r., około 200 mln ofiar ludzkich w skali całego świata); 2. grypa hiszpańska (1918 r., około 100 mln ofiar); 3. epidemia gruźlicy, tzw. biała zaraza (1650 r. – 1850 r., nieobliczalne miliony ofiar); 4. klęska głodu w Indiach (1769 r. – 1773 r., 10 mln ofiar); 5. powódź nad rzeką Yangtze w Chinach (1931 r., 3,7 mln ofiar); 6. klęska głodu w Korei Płn. (1994 r., 3,5 mln ofiar); 7. trzęsienie ziemi w Egipcie i w Syrii (5 lipca 1201 r., 1,1 mln ofiar); 8. trzęsienie ziemi w prowincji Shaanxi w Chinach (styczeń 1556 r., 830.000 ofiar); 9. cyklon Bhola w Bangladeszu (1970 r., 500.000 ofiar); 10. trzęsienie ziemi w Antiochii (526 r., 300.000 ofiar); 11. trzęsienie ziemi w chińskich prowincjach Gansu i Ningxia (1920 r., 240.000 ofiar); 12. trzęsienie ziemi w okolicach Aleppo (1138 r., 230.000 ofiar); 13. cyklon Nargis w Myanmar (maj 2008 r., 138.000 ofiar); 14. trzęsienie ziemi w stanie Gudżarat w Indiach (26 stycznia 2001 r., 20.000 zabitych i 167.000 rannych); 15. trzęsienie ziemi i tsunami w Tohoku w Japonii (11 marca 2011 r., 16.000 zabitych, 6.200 rannych i 2.600 zaginionych oraz widmo katastrofy nuklearnej z powodu awarii trzech reaktorów w elektrowni atomowej Fukushima). Do ww. ogromnych ofiar w ludziach trzeba dodać nieustanne oraz nieobliczalne de facto straty materialne powodowane przez klęski żywiołowe od zarania dziejów, a szczególnie dziś!

Coraz groźniejsze są również klęski żywiołowe następujące w wyniku stymulowanych przez człowieka oraz potęgowanych przez czynniki naturalne zmian klimatycznych (climate change) oraz ocieplenia atmosfery ziemskiej (global warming). Uczeni ostrzegają: jeśli w ciągu najbliższych trzech lat ww. ocieplenie nie zostanie zmniejszone do wymaganego poziomu 1,5 stopnia Celsjusza (średnia atmosferyczna), to wówczas globalna katastrofa ekologiczna i egzystencjalna będzie nieuchronna – marny los! Nie brak już licznych tego zwiastunów:np. wskutek niezwykłych (od 1540 r.!) upałów letnich w Europie Zachodniej, w roku 2003, tylko w samej Francji zmarło ponad 15.000 obywateli. Natomiast, na dającą się przewidzieć dość trafnie przyszłość, najniebezpieczniejsze klęski żywiołowe (naturalne) zagrażają ludzkości z następujących powodów i źródeł: – uderzenie asteroidy; – inwazja tzw. „obcych” („aliens”) z kosmosu; – inne zagrożenia kosmiczne (czarne dziury, wybuchy promieni gamma, hypernovae, zanik próżni kosmicznej itp.); – odwrócenie biegunów magnetycznych Ziemi; – globalna pandemia (ebola, SARS, ptasia grypa, Covid 19 i in.); – pathogeny mogące zmieniać naturalną ewolucję organizmów żywych; – silne trzęsienia ziemi; – mega tsunami; – tajfuny, cyklony i powodzie; – wielkie wybuchy wulkaniczne [5] mogące spowodować tzw. „zimę wulkaniczną”; – załamanie systemu ekologicznego Ziemi; – niebezpieczne zwiększenie emisji metanu do atmosfery wskutek ocieplenia klimatu powodującego rozluźnianie wiecznej zmarzliny; – podnoszenie poziomu wód w morzach i w oceanach w wyniku topnienia lodów i lodowców górskich czy polarnych.

Można wyodrębnić najważniejsze współczesne oraz przyszłe zagrożenia cywilizacyjno-egzystencjalne tworzone przez samego człowieka, a mianowicie: – sztuczna inteligencja; – biotechnologie; – nano technologie itp.; oraz: – przyspieszone ocieplenie atmosfery i wód; – ekstremalne zmiany klimatyczne; – totalna zapaść i załamanie ekologiczne; – wyczerpanie zasobów surowcowych; – niedostatek czystej wody; – negatywne i zaskakujące efekty rozmaitych udziwnionych eksperymentów technologicznych, biotechnologicznych i nano technologicznych; – wojny, terroryzm oraz masowe ludobójstwo i zniszczenia; – kryzys demograficzny (przeludnienie, epidemie, starzenie się społeczeństw itp.) oraz żywnościowy; – wywołanie (oby nie!) kolejnej pandemii makro regionalnej czy globalnej; – terroryzm nuklearny lub z zastosowaniem innych broni masowej zagłady; – bardzo groźne eksperymenty biologiczne oraz biotechnologiczne mogące spowodować nieuchronnie wytworzenie agresywnych nowych bakterii, wirusów, grzybic, wśród ludzi oraz u roślin i u zwierząt; – intensyfikacja zjawisk patologicznych w świecie (nędza, choroby, głód, bezrobocie, przestępczość, narkomania, korupcja itp.).

Rozważania końcowe:

przez całe tysiąclecia, a szczególnie teraz, dokonuje się bezprecedensowa oraz irracjonalna dehumanizacja, wręcz zezwierzęcenie człowieczeństwa (sławetne porzekadło rzymskie głosi: homo homini lupus est = człowiek człowiekowi jest wilkiem). Podejmowane są liczne starania o nowy pokojowy i sprawiedliwy łd światowy. Nadal nasila się jednak dzielenie i różnicowanie ludzi, głównie wedle kryteriów: żądzy absolutnej władzy, poniewierania podwładnych, zamożności, intensyfikacji nędzy, ubóstwa, agresywności, pazerności, chciwości oraz mordowania, poniżania itp.; a także okrutnego wyzyskiwania i prześladowania ludzi wedle kryteriów koloru skóry, płci, wyznawanej religii, odmienności polityczno-ideologicznej itp. Od samego początku cywilizacji panujący włodarze, naśladując jako żywo dzikie zwierzęta, stosowali przemoc, agresję i metody siłowe (hard power) w swych stosunkach z innymi ludźmi; poczynając od kamieni i maczug, a następnie stale i uparcie udoskonalając instytucję „miecza i tarczy” – aż do jej współczesnej niezwykle śmiercionośnej i nad wyraz morderczej perfekcji (por. np. obecne wojny: rosyjsko-amerykańsko-ukraińska, palestyńsko-izraelska, izraelsko-amerykańsko-irańska, środkowo-afrykańska oraz wiele innych). Przestrzeń kosmiczna jest obecnie przekształcana w kolejne wielkie pole bitewne. Amerykanie mają już nawet kosmiczny rodzaj wojska (USSF = United States Space Force).

Fakt, że wojownicza (a nie pokojowa, ugodowa i kompromisowa) metodologia siłowa uznana została od zarania dziejów za najskuteczniejszą pośród innych sposobów na życie i na współistnienie jest najlepszym dowodem zwierzęcych właściwości człowieka, głównie jego bezmyślności. Niestety, jest to zarazem metodologia samobójcza dla jej decydentów i wykonawców, bowiem rozliczne dowody historyczne oraz współczesne świadczą dobitnie, iż nawet najwięksi złoczyńcy i mordercy sami niejednokrotnie marnie kończyli swe panowanie, wojowniczość i grabieże (np. cesarze, dyktatorzy, kolonizatorzy, imperialiści, faszyści, stalinowcy, hegemoniści oraz in.). Trudno więc uznać za prawdziwe twierdzenie, iż istota ludzka została rzekomo stworzona na „wzór i na podobieństwo boże”? Bowiem nigdy nie była ona, ba, nie chciała być oraz nadal nie jest uosobieniem metafizycznej wręcz idealistycznej doskonałości i dobroci boskiej. Gdy teraz okrutne zło tak zdecydowanie dominuje nad, póki co, nieosiągalnym dobrem, to śmiem twierdzić na zakończenie (ryzykancko lecz chyba dość realistycznie?), że niestety, zapewne już nigdy pazerny oraz „odczłowieczony człowiek” nie będzie owym idealistycznym uosobieniem czy urealnieniem dobra?! Ale, „inszAllah”? („jak Bóg da”?), to odrobinkę pomarzę sobie, że być może jednak nim będzie, gdy tylko widmo powszechnej zagłady ewentualnie zajrzy człowiekowi w oczy? Obyśmy nie doczekali takiej ostateczności!

Odnośniki:

[1]. V zagłada gatunków dokonała się około 65 mln lat temu. Wówczas to, przeogromna planetoida, o średnicy kilkunastu kilometrów, uderzyła w Ziemię w okolicach Zatoki Meksykańskiej i Półwyspu Yucatan, wyzwalając ogromną energię o 2 mln razy większą od energii eksperymentalnego wybuchu największej bomby wodorowej przeprowadzonego w ZSRR, w roku 1961. Krater po uderzeniu planetoidy miał średnicę 200 km i głębokość 30 km. Wyzwolone potężnym wybuchem pyły przesłoniły światło słoneczne, a średnia wówczas temperatura atmosfery ziemskiej, wynosząca przed uderzeniem 27 stopni C, spadła do 5 stopni C. Nastąpiło wielkie ochłodzenie. W wyniku tego i potężnego tsunami wyginęło ¾ gatunków morskich i lądowych, łącznie ze sławetnymi dinozaurami;

[2]. Nie ma jednomyślności i zgody wśród uczonych, jeśli chodzi o określenie terminu pojawienia się pierwszych ludzi na Ziemi. Różnice w ocenach są poważne oraz oscylują w granicach od 3 mln do 8 mln lat temu. Mniej nieporozumień występuje natomiast w przypadku ustalenia miejsca tego historycznego wydarzenia. Przeważa pogląd, że stało się to najpierw w Afryce Południowej i Wschodniej. Zaś człowiek rozumny (homo sapiens) ukształtował się ewolucyjnie około 200.000 lat temu, a człowiek współczesny (homo sapiens sapiens) – 11.000 lat temu. Najstarsze cywilizacje (Chiny, Indie, Mezopotamia, Egipt, Europa Południowa, Ameryka Środkowa i in.) rozwinęły się tam, gdzie występował sprzyjający klimat, żyzne gleby, obfitość wody i odpowiednia liczba pracowitej ludności;

[3]. Uczeni stwierdzają, iż obecnie dokonuje się, głównie z winy człowieka, VI zagłada gatunków fauny i flory na Ziemi. Rocznie ginie bezpowrotnie 27.000 gatunków. Prof. Louis Leakey, kenijski paleontolog i archeolog, absolwent Uniwersytetu w Cambridge, autor książki „The Sixth Extinction” („Szóste Wymieranie”) ocenia, iż – w ciągu nadchodzących 100 lat – z powierzchni Ziemi zniknie około 50% gatunków fauny i flory, łącznie z homo sapiens, głównym winowajcą. Niestety, byłaby to właśnie droga prowadząca do położenia kresu życiu na naszej planecie;

 [4]. D.H. był jednym z najlepszych i najwybitniejszych Sekretarzy Generalnych ONZ. Postanowił udać się osobiście do Afryki celem zażegnania konfliktu kongijsko-katangijskiego. Zginął jednak w wyniku katastrofy lotniczej, dnia 18 września 1961 r., w dżungli nieopodal miejscowości Ndola (dzisiejsza Zambia). Najprawdopodobniej jego samolot został zestrzelony;

[5]. Wśród najgroźniejszych, niekiedy drzemiących od dawna, wulkanów należy wymienić następujące: Toba oraz Tambora (Indonezja), Yellowstone Caldera (USA), Etna, Wezuwiusz, Campi Flegrei k. Neapolu (Włochy), Hekla i Laki (Islandia), Nevado del Ruiz (Kolumbia) i in.

Sylwester Szafarz

Poprzedni

Trump wyciąga łapy w stronę Iranu

Następny

O strajku i obrocie kapitału