Co połączy lewicę?

Rozmowy na temat koalicji lewicowej – czy to zaledwie potencjalnej, czy to, obecnie, już w miarę ustalonej – opierały się dotąd na bezmyślnym wymienianiu szyldów. Ledwie pomyślano o kryteriach selekcji takiej koalicji, chociaż, zdawałoby się jasne, że polityczna współpraca powinna być podporządkowana pewnym wspólnym wartościom. Sojusz Razem – SLD – Wiosna, a do tego inne organizacje, jak PPS (od dawna sojusznik SLD), cztery lata temu byłby nie do pomyślenia. Co miałoby połączyć te podmioty dziś?

SLD przez lata niszczyło autentyczną lewicowość, wiążąc się z neoliberalizmem i wyjątkowo agresywnym neokonserwatywnym atlantyzmem. Tymczasem jedno i drugie powinno być dla współczesnej lewicy przedmiotem najsurowszej krytyki. SLD byłoby ciągle potężną siłą, gdyby nie antyspołeczne reformy, które wprowadzano za jego rządów. Mimo wszystko zachowało mocną strukturę, a ludzie o lewicowych poglądach z jakichś powodów – choćby z przyzwyczajenia – na nich głosują.
Pogrzebanie SLD zdawało się sprawą priorytetową dla Razem i Adriana Zandberga, pamiętającego grzechy Sojuszu. Udało się osiągnąć tyle, że Sojusz nie wszedł do parlamentu, co miało wpływ na nastanie dominacji PiS. Co do przejęcia elektoratu SLD – tu Razem nie miało już pomysłu. „Antykomunistyczna” retoryka Razem zraziła do fioletowych barw wielu potencjalnych wyborców, nie tylko zresztą z puli zwolenników SLD. „Polityka historyczna” Razem jest mdła, groteskowa i nieuczciwa. Fakt, program społeczny tej partii był dużo lepiej przemyślany i atrakcyjny, choć momentami stanowczo zbyt zachowawczy. Neoliberalizm negowano w nim tak, by nie przestraszyć elektoratu Nowoczesnej. Ludowi przepojonemu drobnomieszczańską mentalnością aktywiści Razem nie potrafili wytłumaczyć zasad funkcjonowania 75 proc. progresywnego podatku dochodowego.
Razem i SLD z pewnością łączy przekonanie, że miejsce Polski jest we wschodniej flance NATO. Tu zresztą podobnego zdania są także PiS i PO, inną opinię ośmiela się ze startujących ugrupowań wyrazić jedynie Zgoda. Fakt, Razem czasem potępiało radykalny neokonserwatyzm. Miała znaleźć się cela dla Leszka Millera za tajne więzienia CIA, krytykowano zbytnią służalczość PiS wobec USA. Teraz cela już się raczej nie znajdzie, a samego atlantyzmu ani baz NATO w Polsce nigdy nie zakwestionowano. Na postulaty zmiany polityki zagranicznej raczej nie ma się więc co spodziewać po tej koalicji. Nie wierzę w cudowne nawrócenie.
Trudno mi też uwierzyć w wysunięcie stanowczych postulatów natury socjalnej. Tu decydujące będzie, komu ta koalicja bardziej będzie chciała odbierać głosy. Elektorat PiS jest zdecydowanie bardziej antyneoliberalny, a jednocześnie ślepy na elementy neoliberalizmu w polityce rządu, który miesza porządki: globalno-wolnorynkowy ze świadczeniami socjalnymi znanymi z faszystowskich Włoszech czy III Rzeszy. Program Razem jest nieporównywalnie bardziej prospołeczny i konsekwentny, ale już wśród działaczy Wiosny i SLD krytyka np. 500+ ma zdecydowanie liberalny charakter. Obawiam się, że może to w centrolewicowej koalicji przeważyć. Radykalne postulaty społeczne z pozycji lewicowych i patriotycznych mogłoby odsunąć od partii rządzącej część wyborców. W tym układzie raczej marne na to szanse.
Najmocniejszą szansę na odnalezienie przez koalicjantów wspólnych celów i wartości daje „pierwszorzędny drugorzędny” temat „dekomunizacji”. Postulat likwidacji IPN wysuwało SLD, choć nie zrobiło tego, będąc u władzy. Spaskudziło się nawet poparciem dla ustanowienia Dnia Żołnierzy Wyklętych czy „rehabilitacją” Ryszarda Kuklińskiego, chyba nie zdając sobie sprawy z konsekwencji takiego postępowania. Tak daleko posunięta „dekomunizacja” i tzw. „dezubekizacja” jest nie na rękę nie tylko wyborcom SLD, ale i całemu społeczeństwu polskiemu. Postulat likwidacji IPN wysuwał też Robert Biedroń, zanim założył Wiosnę.
Razem częstokroć podkreślało swoje przywiązanie dla tradycji PPS i Daszyńskiego. Towarzyszyło temu podkreślanie „demokratyczności” postulowanych przez nich wartości do granic takiego absurdu, że nawet Bernstein by się przeżegnał. Razem niepotrzebnie nadbudowało swoje socjaldemokratyczne stanowisko powielaniem antykomunistycznych kalek prawicy. Mogłoby być partią socjaldemokratyczną, która uczciwie ustosunkuje się do dorobku Rewolucji Październikowej czy Polski Ludowej. Broni na razie z pozycji rewizjonistycznych Marksa (przecież nie odpowiedzialnego za utworzenie ZSRR…) i dąbrowszczaków (wszak walczących o demokrację). Liczę, że włączy się bardziej aktywnie przeciw dekomunizacji, która uderza również w ich patronów.
Mateusz Morawiecki niedawno mówił o „obecności myśli socjalistycznej w programie PiS-u”. To duże nieporozumienie, jednak mogą znaleźć się osoby, które potraktują poważnie taką deklarację, za co częściowo winę ponoszą środowiska związane z Nowym Obywatelem i Lewicowo.pl, styropianowa lewica i socjalna prawica. Tymczasem PiS to neosanacja, neopiłsudczykowska prawica, zafascynowana przedwojennym neokolonialnym, półfeudalnym polskim kapitalizmem i do pewnego stopnia etatyzmem. Tamten monopolistyczny kapitalizm nie sprzyjał chłopom, robotnikom ani klasie średniej. PiS jak żadna inna partia zwalcza wszelkie przejawy lewicowości – może pójść w ślady swoich historycznych idoli i zacząć lewicowych aktywistów zwyczajnie prześladować.
Postulat likwidacji IPN mógłby być jedynym powodem do zagłosowania na „centrolewicową koalicję”. Być może to – w tak zarysowanej perspektywie, gdy Ziobro zapowiada ściganie za cytowanie Marksa – i tak powód całkiem niezły. Chciałbym mieć tych powodów więcej, nie jestem jednak człowiekiem aż tak wielkiej wiary. Liczę więc na to, że SLD, Razem, Wiosna, PPS i pozostałe podmioty lewicowej koalicji przeciwstawią się tej „totalnej dekomunizacji” godzącej w prawa człowieka w ramach liberalnej demokracji. Taki fundament porozumienia i współpracy jest w ich zasięgu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *