Mazowsze bez Warszawy

W Sejmie, a potem w gazetach, pojawiła się informacja, że partia rządząca szykuje rozbiór Mazowsza. W jego miejsce ma być utworzone dwa województwa: jedno Warszawskie, a drugie Obwarzankowe.

To pierwsze będzie najbogatsze w Polsce, to drugie najbiedniejsze. Stolicą tego pierwszego będzie Warszawa, chyba, ze Premier Sasin dogada się z przewodniczącym Gawkowskim – to będzie Wołomin. Drugiego stolica będzie przechodnia – obstawiam Radom na początku, znając silną pozycję Ministra Suskiego i Senatora Bielana w aparacie władzy. Jak wróci poseł Jasiński to stolicę rzucimy do Płocka, a jak do łask wróci Minister Tchórzewski do Siedlec.

Nie mam nic przeciwko dyskusji na ten temat. Zawsze uważałem, że podział administracyjny kraju i architektura samorządu jest rzeczą wtórną w stosunku do celów państwa. Tylko, że tak naprawdę nie wiemy, jakie cele nasze państwo w tej chwili określa jako najważniejsze. Jeśli to likwidacja podziału na Polską A i B, to akurat ten pomysł podział ten sankcjonuje. Jeśli myślimy o decentralizacji – to w tym przypadku osłabimy samorządy w obydwu nowych województwach. Jeśli o ograniczaniu administracji to tym pomysłem ją podwajamy. Jeśli o równomiernym rozwoju i spójności społecznej, to właśnie będziemy ją dekonstruować.

Powinno to wszystko być przedmiotem wnikliwej dyskusji społecznej. Społeczeństwo i społeczności lokalne i regionalne to nie jest paczka gwoździ, którą możemy sobie przerzucać tak, jak nam pasuje. To kontakty gospodarcze, skomplikowany i powiązany ze sobą system edukacyjny, kulturowy czy zdrowotny. Granice województw to także granice dostępu do rozmaitego rodzaju usług publicznych, w tym świadczonych przez wysoko wyspecjalizowane jednostki, których właścicielem jest samorząd wojewódzki. Kto przejmie Szpital Ginekologiczny na Karowej – jedyny w swoim rodzaju, świadczący dziś usługi dla całego Mazowsza? Jeśli Marszałek Warszawski, to gdzie pojadą kobiety z patologią ciąży zamieszkałe w Żurominie? Jeśli Marszałek Obwarzanka, to jak zareaguje mieszkanka Powiśla, której przytrafi się to nieszczęście. To tysiące takich problemów, o których nawet nie chce mi się pisać, bo wszak dla każdego, który wie, jak „chodzi” nasze życie są to kwestie oczywiste.

Są także problemy natury nieoczywistej, bo mentalnej. Wyjęcie Warszawy (obojętnie z iloma powiatami) z Mazowsza dekonstruuje polska tradycję i bardzo wyrazistą tożsamość regionalną. Małopolska bez Krakowa (czemu nie), Wielkopolska bez Poznania (czemu nie), Pomorze bez Trójmiasta (to oczywiste). Czy przypadkiem nie doprowadzi to do zniszczenia więzi społecznych, naturalnych kanałów migracji awansowych? Czy obywatele Płońska i Lipska (i tych powiatów) zechcą widzieć swoje kariery w Płocku lub Radomiu, czy raczej będą wiać do Warszawy, zasilając swoimi podatkami to województwo, a nie macierzyste. Oczywiście, możemy wprowadzić zakaz meldunku w Warszawie (trenowaliśmy to w PRL), ale będzie to dość skomplikowane.

Niezorientowani przywołają w tym miejscu fundusze unijne, wskazując, że biedne Mazowsze dostaje mniej pieniędzy przez bogata Warszawę. Warto wyjaśnić, że podstawą podziału funduszy unijnych nie jest nasz podział wojewódzki tylko podział NUTS, czyli wyodrębnienie tych regionów, które wymagają nadzwyczajnej pomocy. Od kilku lat Warszawa i Mazowsze są w tym podziale odrębnymi regionami. Zysk Mazowsza polega na tym, że dzięki pieniądzom przynoszonym przez mieszkańców Warszawy stać go na wkład własny do funduszy unijnych. Bez tych pieniędzy tego wkładu własnego nie będzie.

Zatem jakie cele przyświecają partii rządzącej?

Po pierwsze władza. Mazowszem od lat rządzą koalicje bez PiS-u, a w normalnych, demokratycznych warunkach „pozbycie” się Adama Struzika – jednego z najwybitniejszych i najbardziej doświadczonych samorządowców – nie wchodzi w grę. Decydują o tym obywatele Warszawy, miasta mało chętnego partii rządzącej. Pozbycie się Warszawy z Mazowsza otwiera drogę do przewagi Prawa i Sprawiedliwości w nowym województwie. Nasz marszałek, nasi wicemarszałkowie, nasz urząd, nasi – bo przyjmowani od zera urzędnicy – to kusi.

Po drugie – to dwie nowa administracje wojewódzkie i ponad dwa tysiące dobrze opłacanych posad. Dotychczasowym pracownikom Urzędów Wojewódzkiego i Marszałkowskiego damy wypowiedzenia (likwidacja miejsca pracy) i zatrudnimy nowych – w podwójnej ilości. Dwóch wojewodów, czterech wicewojewodów, kilkudziesięciu dyrektorów, Wojewódzkich Inspektorów, Komendantów itd. Do tego ich zastępcy i wice-, dyrektorzy, naczelnicy i kierownicy. Paru się zostawi, ktoś musi się znać na robocie, ale reszta zostanie zastąpiona lepszymi, bo naszymi, kadrami.

Po trzecie – jedno województwo będzie biedne i jego budżet będzie zależny od pomocy rządowej. Drugie bardzo bogate i będzie komu zabierać. Nikt nie zaprotestuje, bo lemingów i amatorów caffe latte nikt nie będzie bronił. Skubnie się ich Janosikowym (to akurat w moim przekonaniu słuszny mechanizm). Ale skubnie się ich także innymi instrumentami finansowymi, które być może znajdą się w nowej ustawie, a może znajdą się w kolejnej ustawie antycovidowej, zgłoszone jako poprawka na posiedzeniu sejmowej komisji sportu. Zanim ktokolwiek się zorientuje będzie po sprawie.

Po czwarte – jakaż to piękna okazja, aby pokazać Trzaskowskiemu miejsce w szeregu. W odróżnieniu od wielu moich Kolegów uważam, że gość ma potencjał. Wie to tez Jarosław Kaczyński. W modelu, który się rodzi, Trzaskowski będzie jednym z paru (kilkunastu) starostów. Rządził będzie marszałek, nadzorował wojewoda, a TVP będzie siedziała prezydentowi Warszawy na plecach. Tu awaria ścieków, tam zabierzemy zarząd nad Krakowskim Przedmieściem, a na deser złapiemy pijanego zastępcę dyrektora do spraw nijakich. To na Rafale Trzaskowskim trenowany będzie nowy system kierowania samorządem. Jak się władzy ten eksperyment uda, to już nikt jej nie podskoczy. I to też chodzi.