Pechowa wizyta u prezydenta

W innych okolicznościach skutkująca przymusową kwarantanną wizyta mistrzyni French Open Igi Świątek w Pałacu Prezydenckim byłaby zapewne pożywką dla twórców kabaretowych skeczów, ale w czasach zarazy nie jest to dobry temat do żartów. Wypada mieć nadzieję, że tenisistka nie okupi zakażeniem przyznanego jej przez prezydenta Złotego Krzyża Zasługi.

Iga Świątek nie jest pierwszą przedstawicielką świata sporu uhonorowaną przez prezydenta Andrzeja Dudę za osiągnięte wyniki. Można się oczywiście spierać, czy wygranie wielkoszlemowego turnieju to już wystarczający powód, żeby 19-letnią tenisistkę od razu nagradzać Złotym Krzyżem Zasługi, nawet jeśli dokonała tego wyczynu jako pierwsza Polka w historii.
Nawet jeśli głowa naszego państwa ma jeszcze do dyspozycji kilka cenniejszych odznaczeń, to przecież istnieje ryzyko, że tenisowy talent Świątek eksploduje teraz z mocą równą piłkarskiemu talentowi Roberta Lewandowskiego czy talentowi Bartosza Zmarzlika do jeżdżenia na żużlowym torze. Nazwiska tych sportowców przytaczam nie bez przyczyny – pierwszy niedawno jako pierwszy Polak w historii został uznany za najlepszego piłkarza sezonu w Europie, a drugi jako pierwszy Polak wywalczył po raz drugi z rzędu indywidualne mistrzostwo świata na żużlu.
Nie wdając się jednak w dywagacje, na jakie oni dwaj zasłużyli odznaczenia, wróćmy do Igi Świątek. Skoro w wieku 19 lat wygrała bez straty seta wielkoszlemowy French Open, to trzeba zakładać, że może także wygrać trzy pozostałe turnieje Wielkiego Szlema, czyli Australian Open, US Open i Wimbledon czy zdobyć olimpijskie złoto w przyszłorocznych igrzyskach w Tokio (albo w 2024 roku w Paryżu, albo w 2028 roku w Los Angeles)), lub także w awansować w rankingu WTA na pierwsze miejsce. I w każdym z tych osiągnięć będzie pierwsza i jako Polka, i jako reprezentantka Polski.
Przy takim scenariuszu może prezydentowi (także następnemu lokatorowi Pałacu Prezydenckiego) zabraknąć odznaczeń do nagradzania za jej kolejne epokowe triumfy, zatem już teraz sygnalizujemy zagrożenie, że panna Iga za kilka lat może nie zostać należycie uhonorowana, a jak na złość akurat w jednym roku wygra wszystkie turnieje Wielkiego Szlema, WTA Finals i zakończy rok jako numer 1 światowej listy.
Wróćmy jednak do rzeczywistości. Prezydent Duda nie jest pierwszym politykiem, który lubi pogrzać się w blasku sportowych sukcesów. Jego poprzednik, Bronisław Komorowski, w 2013 roku także Złotym Krzyżem Zasługi uhonorował na przykład Agnieszkę Radwańską, za to tylko, że rok wcześniej doszła do finału wielkoszlemowego Wimbledonu.
A Świątek turniej Wielkiego Szlema przecież wygrała, więc uhonorowanie jej takim samym odznaczeniem ma swoja logikę. Rzecz w tym, że ceremonię wręczenia odznaczeń dla Świątek prezydent wyznaczył w mało fortunnym czasie, akurat w piątek, chociaż przecież już wcześniej było wiadomo, że w Polsce po oczywistym czwartkowym wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji rozpęta się burza. A ponieważ prezydent od razu po decyzji TK uznał ją za słuszną, było oczywiste, że także na niego spadnie lawina krytyki ze strony przeciwników aborcji. I rzeczywiście spadła, ale rykoszetem przy okazji oberwała także Iga Świątek. „Wstyd”, „Głupia”, „W takim momencie udać się do Dudy, to jak napluć większości kobiet w twarz”, „Szmaciara” – to tylko kilka przykładów obelg, jakie spadły na mistrzynię French Open w internetowych wpisach.
Nieporównywalnie większym grzechem było jednak narażenie tenisistki i jej ojca na zakażenie koronawirusem. To oczywiste, że nikt prezydenta Dudy nie posądza o lekceważenie zagrożenia zakażeniem. Dla Igi Świątek i osób z jej otoczenia kłopot z tego jest na razie tylko taki, że wszyscy muszą teraz odbyć obowiązkową kwarantannę.
Dla tych ludzi to może być szok, bo Świątek i cały jej sztab po raz ostatni przechodzi testy na obecność koronawirusa właśnie w piątek, w dniu wizyty w Pałacu Prezydenckim, bo dla nich takie badania to już rutyna i norma. W ostatnich dwóch miesiącach byli badani na obecność Covid-19 ze dwadzieścia razy. Nikt z nich nie otrzymał pozytywnego wyniku, więc mieli pełne prawo oczekiwać, że gdzie jak gdzie, ale w Pałacu Prezydenckim nic złego ich nie może spotkać, bo skoro sami regularnie poddawali się testom, to prezydent i wszyscy ludzie z jego otoczenia powinni tym bardziej.
Ale wyszło jak wyszło. „Ani ja, ani członkowie mojego teamu nie mamy objawów koronawirusa. Wykonujemy testy regularnie. Zgodnie z obowiązującymi procedurami poddajemy się kwarantannie. Badania powtórzymy za trzy dni. Życzymy wszystkim dużo zdrowia, uważajcie na siebie” – poinformowała Iga Świątek na swoim profilu w mediach społecznościowych. Oby na tym ta historia się zakończyła.