Chcą oskubać Igę Świątek

Niedawno opinię sportową zbulwersował pozew sądowy przeciwko Robertowi Lewandowskiemu złożony przez jego byłego agenta Cezarego Kucharskiego. W ostatnich dniach na światło dzienne wypłynął podobny spór, chociaż o znacznie mniejszą kwotę, między agencją Warsaw Sports Group, a tenisistką Igą Świątek.

Po wygraniu przez 19-letnią tenisistkę wielkoszlemowego French Open nie wszyscy w Polsce z odpowiednią sympatią fetowali jej niebywały sukces. Do tej grupy można pewnie zaliczyć szefów agencji Warsaw Sports Group (WSG), która w latach przez dwa lata, do połowy 2019 roku prowadziła interesy nastoletniej wówczas Igi Świątek. Z tej współpracy ojciec zawodniczki, Tomasz Świątek, nie był jednak zadowolony i w połowie ubiegłego roku zerwał umowę, jeszcze przed uzyskaniem przez córkę pełnoletności. Obie strony w medialnych wypowiedziach nie wykazywały wobec siebie wrogości i deklarowały polubowne zakończenie sporu. Po ponad roku okazało się, że do ugody nie doszło i warunki zakończenia współpracy będzie musiał ustalić sąd, bo zarówno WSG, jak i reprezentujący w tym konflikcie tenisistkę osoby skierowały stosowne pozwy. Kością niezgody jest wysokość kwoty, jaką za zerwanie umowy żąda od Igi Świątek Warsaw Sports Group.
Jej prezes, Artur Bochenek, w wypowiedziach dla mediów tak uzasadniał te żądania: „Teraz mnóstwo osób odnosi mylne wrażenie, że gdy Iga wygrała French Open, to ktoś chce nagle zarobić. My nie chcemy. Umowa została wypowiedziana przez jej ojca, Tomasza Świątka, wiosną 2019 roku. Od tego czasu spotykali się prawnicy obu stron. Spieramy się o wysokość poniesionych kosztów oraz zadośćuczynienia, które zawodniczka powinna naszym zdaniem wypłacić WSG z tytułu rozwiązania kontraktu. A Warsaw Sports Group ponosiło konkretne koszty prowadzenia kariery tenisistki w kluczowym dla niej wieku 15–18 lat, gdy ponoszone nakłady na szkolenie były duże, a dochody odwrotnie, niewielkie. Swoje starty w turniejach WTA i Wielkiego Szlema zaczęła, przypomnę, w 2019 roku. Umowę zawieraliśmy, gdy Iga miała 14–15 lat. W jej imieniu występowali więc wtedy jej opiekunowie prawni, czyli rodzice. Oboje. Chcieliśmy, żeby wszystko było czytelne i przejrzyste. Poszliśmy więc również do Sądu Rodzinnego w Pruszkowie, czyli w miejscu właściwym dla miejsca zamieszkania Igi. Wszystkim stronom zależało, by upewnić się, że działamy fair we wszystkich kierunkach. Sąd wnikliwie zajął się umową. Było kilka rozpraw, na których ją badano. Porównywano między innymi podobne dokumenty z Polski oraz z zagranicy. Sąd sprawdzał ten nasz przede wszystkim pod kątem bezpieczeństwa dziecka oraz jego szans na rozwój. Przesłuchiwał i dopytywał wszystkich zaangażowanych w ten projekt. I wydał wyrok, że umowa jest korzystna dla dziecka. Przede wszystkim dlatego, że w wypadku gdyby Iga nie osiągnęłaby dużych wyników albo na przykład z powodu kontuzji czy choroby nie mogła grać na takim poziomie, jak wierzyliśmy, że w przyszłości grać będzie, nie musiałaby oddawać WSG nawet złotówki. Warsaw Sports Group pełne ryzyko brała na siebie”.
Menedżerka Igi Świątek, Paulina Wójtowicz, nie przywiązuje do konfliktu z WSG większej wagi. „Iga zrobiła coś wielkiego i teraz jest na zasłużonym urlopie, a jej team pracuje nad tym, aby zapewnić jej jak najlepsze warunki do dalszego rozwoju. Pretensjami WSG zajmują się prawnicy, ale to jest sprawa tak oczywista, że zupełnie się tym nie zajmuję. Prowadzę w tej chwili rozmowy z potencjalnymi sponsorami i na tym się teraz skupiam”.
Wedle nieoficjalnych informacji Warsaw Sports Group żąda od Świątek około miliona złotych zadośćuczynienia, co otoczenie tenisistki i ona sama uważają za kwotę nieadekwatną do poniesionych przez WSG kosztów. Reprezentujący w tej sprawie mistrzynię French Open mecenas Jarosław Chałas publicznie stwierdził: (…) Umowa Igi Świątek z jej byłą agencją została narzucona na warunkach urągających wszelkiej przyzwoitości, czyniąc z zawodniczki niemal zakładniczkę. Ona od momentu zerwania umowy deklarowała gotowość zwrotu pieniędzy i WSG już dawno mogła je otrzymać, jednak zażądała kwot, które nie mają żadnego związku z jej wkładem w sportowy rozwój Igi. Na dodatek WSG odmówiła przedstawienia dokumentów, które potwierdzałyby zasadność żądań. A wbrew powielanym w publikacjach prasowych błędnym sugestiom, WSG nie przysługuje żadne „zadośćuczynienie”, a jedynie zwrot kosztów poniesionych przez WSG na rozwój sportowy zawodniczki. Problem w tym, że WSG wlicza w to swoje wydatki nie mające żadnego związku Igą Świątek i wydatkowane w jej interesie. I to tego rodzaju koszty WSG są osią sporu stron, bo w naszej opinii poza zwrotem rzeczywistych kosztów poniesionych na rozwój Igi, Warsaw Sports Group nie przysługuje żadne inne zadośćuczynienie” – przekonuje mecenas Chałas.

Efekty sukcesu Świątek

Wygranie przez Igę Świątek French Open sprowokowało do pokazowego gestu nowego ministra sportu, chociaż bardziej jest on ministrem kultury i dziedzictwa narodowego. Piotr Gliński obiecał finansowe wsparcie dla polskiego tenisa.

Po sukcesie Świątek sypnęło obietnicami ze strony resortu sportu oraz Polskiego Związku Tenisowego. Jeszcze przed finałowym zwycięstwem 19-letniej warszawianki na kortach Rolanda Garrosa ogłoszono zamiar wybudowania centralnego ośrodka szkoleniowego dla tenisistów. Ma powstać w Kozerkach, nieopodal Warszawy. Przewidywany całkowity koszt inwestycji przekroczy 23 miliony złotych. W ośrodku w Kozerkach zawodniczki i zawodnicy reprezentacji Polski we wszystkich kategoriach wiekowych będą mogli nieodpłatnie trenować. Kompleks ma mieć dwie hale tenisowe oraz 10 kortów odkrytych o różnych nawierzchniach.
To nie wszystko. W minioną środę minister Gliński ogłosił też, że resort sportu przeznaczy dwa miliony złotych na uruchomienie programu „Tenisowa Zima”, kolejny milion złotych zostanie przekazany na potrzeby reprezentacji Polski w Pucharze Davisa i Pucharze Federacji, a tyle samo pieniędzy zostanie przeznaczone na wsparcie procesu szkolenia kadr młodzieżowych. Pieniądze te mają być wydawane m.in. na pokrycie kosztów wynajmu hal tenisowych w okresie zimowym. Do tej pory większość reprezentantów Polski musiała płacić za korty jak wszyscy użytkownicy, a warto zwrócić uwagę, że ceny wynajęcia kortu pod dachem w zimie w Warszawie sięgają 120 złotych za godzinę. W innych miastach nie jest wiele taniej.
Od czasu PZT Prokom Teamu, który wspierał m.in. Agnieszkę i Urszulę Radwańskie oraz Łukasza Kubota, Mariusza Fyrstenberga i Marcina Matkowskiego, nie było w polskim tenisie tak hojnego sponsora. Wprawdzie ok temu w promocję białego sportu i najzdolniejszych zawodników młodego pokolenia włączyła się Grupa Lotos, ale jej sponsoring to za mało. Resort sportu zapewnia, że będzie namawiał inne spółki skarbu państwa do wspierania tenisa.

Ruch w rankingach po French Open

Tenisowe rankingi po wielkoszlemowych turniejach zwykle przynoszą duże zmiany w klasyfikacji. Nie inaczej było po French Open. Polskich kibiców najbardziej ucieszył rzecz jasna ogromny awans Igi Świątek, która po triumfie na paryskich kortach im. Rolanda Garrosa awansował z 54. na 17. pozycję i jest w tej chwili najwyżej sklasyfikowana na światowych listach z reprezentantów Polski.

Za triumf w tegorocznym French Open Świątek otrzymała 2000 punktów rankingowych, co zapewniło jej łącznie 2960 punktów i awans na światowej liście tenisistek aż o 37 miejsc (na 127. pozycję). To oczywiście jest jej najwyższa lokata w rankingu singlowym WTA w karierze, która zapewnia jej także nieformalny tytuł najlepszej polskiej tenisistki. Ciesząca się wcześniej tym splendorem Magda Linette odpadła na paryskiej mączce już w pierwszej rundzie i w konsekwencji z dorobkiem 1573 pkt spadła w rankingu z 36. na 40. miejsce. W dół światowej listy nieznacznie obsunęły się też Katarzyna Kawa, która w najnowszym notowaniu zajęła 134. pozycję (557 pkt). W drugiej setce zestawienia plasuje się jeszcze na 165. pozycji Magdalena Fręch (430 pkt), natomiast w trzeciej setce na 219. pozycji mamy jeszcze Maję Chwalińską (293 pkt)) i na 285. Urszulę Radwańską (218 pkt).
Mimo rezygnacji ze startu w Paryżu pozycję liderki rankingu utrzymała Australijka Ashleigh Barty (8717 pkt). Mogła ją stracić na rzecz drugiej w zestawieniu Simony Halep (7255 pkt), a Rumunka potrzebowała do tego zwycięstwa na ziemnych korach im. Rolanda Garrosa. Jak wiadomo, odpadła jednak w 1/8 finału po porażce z Igą Światek 1:6, 2:6. Trzecią lokatę z najnowszym notowaniu zajęła Japonka Naomi Osaka (5780 pkt), a na czwartą awansowała pokonana w finale French Open przez Świątek Amerykanka Sofia Kenin (5760 pkt). Kolejne miejsca w Top 10 rankingu WTA zajęły: 5. Ukrainka Elina Switolina (5260 pkt), 6. Czeszka Karolina Pliskova (5205 pkt), 7. Kanadyjka Bianca Andreescu (4555 pkt), 8. półfinalistka tegorocznego French Open Czeszka Petra Kvitova (4516 pkt), 9. Holenderka Kiki Bertens (4505 pkt) i 10. Amerykanka Serena Williams (4080 pkt.
A tak prezentuje się druga dziesiątka najnowszego rankingu WTA: 11. Belinda Bencić (Szwajcaria) – 4010 pkt, 12. Aryna Sabalenka (Białoruś) – 3675 pkt, 13. Johanna Konta (Wielka Brytania) – 3152 pkt, 14. Wiktoria Azarenka (Białoruś) – 3122 pkt, 15. Garbine Muguruza (Hiszpania) – 3016 pkt, 16. Madison Keys (USA) – 2962 pkt, 17. Iga Świątek (Polska) – 2960 pkt, 18. Petra Martić (Chorwacja) – 2850 pkt, 19. Jelena Rybakina (Kazachstan) – 2696pkt i 20. Marketa Vondrousova (Czechy) – 2538 pkt.
W rankingu tenisistów mimo sromotnej porażki w finale French Open z Rafaelem Nadalem 0:6, 2:6, 5:7, pozycję lidera utrzymał Serb Novak Djoković (11 740 pkt). Jeśli zachowa pierwsze miejsce do marca 2021 roku, to pobije rekord wszech czasów należący do Szwajcara Rogera Federera, który był numerem jeden rankingu ATP przez 310 tygodni. Hiszpan natomiast, który w minioną niedzielę po raz 13. wygrał paryski turniej, umocnił się na drugiej pozycji z dorobkiem 9850 pkt. Trzecią lokatę w zestawieniu utrzymał Austriak Dominic Thiem (9125 pkt), a czwartą nieobecny w Paryżu Federer (6630 pkt). Na dalszych pozycjach w Top 10 doszło jednak do kilku roszad. Na piąte miejsce kosztem Rosjanina Daniła Miedwiediewa awansował Grek Stefanos Tsitsipas (5925 pkt), a rosyjski tenisista z dorobkiem 5890 pkt obsunął się na szóstą lokatę. Za nim uplasował się Niemiec Alexander Zverev (4650 pkt), na ósmą pozycję awansował debiutant w Top 10 rankingu, Argentyńczyk Diego Schwartzman (3180 pkt), na dziewiątą lokatę spadł Włoch Matteo Berrettini (3075 pkt), a pierwszą dziesiątkę zamknął drugi z debiutantów tym elitarnym gronie, Rosjanin Andriej Rublow (2974 pkt).
Hubert Hurkacz pozostał na 31. pozycji, chociaż w I rundzie French Open odpadł po porażce z Amerykaninem Tennysem Sandgrenem. W tym tygodniu nasz tenisista walczy o kolejne punkty rankingowe w turnieju ATP Tour 250 w Kolonii.
Kamil Majchrzak także odpadł w paryskiej imprezie już w pierwszym meczu, przegrywając z Rosjaninem Karenem Chaczanowem, a następnie bez powodzenia startował w challengerze w Parmie, dlatego w najnowszym notowaniu spadł o pięć miejsca na 105. lokatę.
Słaby występ w Paryżu Łukasza Kubota i jego brazylijskiego partnera deblowego Marcelo Melo kosztował obu utratą miejsca w Top 10 rankingu w grze podwójnej mężczyzn. W najnowszym notowaniu zostali sklasyfikowani na 12. pozycji. Liderami tego zostawienia pozostali Kolumbijczycy Robert Farah i Juan Sebastian Cabal.

Też już mamy mistrzynię Wielkiego Szlema

Iga Świątek wygrała French Open, pokonując w finale Amerykankę Sofię Kenin 6:4, 6:1. To pierwsza reprezentantka Polski z triumfem w wielkoszlemowym turnieju. Przed nią w finałach grały Jadwiga Jędrzejowska i Agnieszka Radwańska, ale obie bez powodzenia. W końcu jednak polscy kibice doczekali się triumfu rodaczki w Wielkim Szlemie.

Do zmagań na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu Świątek przystępowała jako 54. zawodniczka w rankingu WTA. Ostatni raz tenisistka tak nisko sklasyfikowana na światowej liście doszła do finału French Open w 1977 roku. Wtedy w decydującym spotkaniu zagrała Rumunka Florenta Mihai, wówczas 56. na świecie. W finale przegrała jednak z Jugosłowianką Mimą Jausovec 2:6, 7:6, 1:6. Tym razem sytuacja się nie powtórzyła, bo Świątek w starciu z Amerykanką Sofią Kenin, przed turniejem sklasyfikowaną na szóstym miejscu rankingu WTA, pewnie zwyciężyła pewnie 6:4, 6:1. Tym samym 19-letnia tenisistka z Warszawy wygrała French Open bez straty seta, wcześniej pokonując: Czeszkę Marketę Vondrousovą (finalistka French Open z 2019 roku) 6:1, 6:2, reprezentantkę Tajwanu Hsieh Su-wei (dwukrotna mistrzyni Wielkiego Szlema w grze podwójnej) 6:1, 6:4, Kanadyjkę Eugene Bouchard (finalistka Wimbledonu z 2014 roku) 6:3, 6:2, Rumunkę Simonę Halep (mistrzyni French Open 2018 i Wimbledonu 2019) 6:1, 6:2, Włoszkę Martinę Trevisan (kwalifikantka) 6:3, 6:1, Argentynkę Nadię Podoroską (kwalifikantka) 6:2, 6:1.
Sofia Kenin, finałowa rywalka Świątek, córka rosyjskich emigrantów, od najmłodszych lat tenisa uczyła się u najsłynniejszych amerykańskich trenerów – Nicka Bolletierriego, Roberta Lansdorpa i Ricka Macciego. Gwiazdą zostałą już jako sześciolatka, gdy zaczęła wygrywać dziecięce turnieje w USA. Jej zdjęcia pojawiły się na okładkach fachowych magazynów, w programach telewizyjnych grała pokazówki z Johnem McEnroe i Jimem Courierem, plotła warkocze Annie Kurnikowej, a zaplecze zawodowych imprez pokazywała jej Kim Clijsters, która wywróżyłą jej zresztą wielką karierę.
Poprzedni sezon Sofia Kenin zakończyła na 12. miejscu w światowym rankingu, a ten rok zaczęła od triumfu w wielkoszlemowym Australian Open, gdzie w półfinale pokonała rozstawioną z numerem 1 faworytkę gospodarzy Ashleigh Barty, zaś w finale wygrałą w trzech setach z Hiszpanką Garbine Muguruzą. Przerwa w rozgrywkach spowodowana pandemią raczej Kenin nie posłużyła, bo w US Open odpadła już w 1/8 finału z Belgijką Elise Mertens. Jeszcze gorze zaczął się dla niej przesunięty w czasie część sezonu na europejskich kortach ziemnych, który zwieńczyć miał przełożony z maja wielkoszlemowy French Open. W turnieju WTA Premier 5 w Rzymie Sofia w 3. rundzie trafiła na będącą w wielkiej formie Białorusinkę Wiktorię Azarenkę, która zafundowała jej najbardziej upokarzającą porażkę w tenisie, 0:6, 0:6.
Dlatego mało kto z tenisowych ekspertów przed turniejem w Paryżu wymieniał ją w gronie faworytek. Tymczasem Kenin od pierwszej rundy może nie wygrywała równie szybko i efektownie, jak Świątek, bo w drodze do finału straciła cztery sety, ale za każdym razem potrafiła jednak złamać opór przeciwniczek. A pokonała po kolei: reprezentującą Włochy Rosjankę Ludmiłę Samsonową 6:4, 3:6, 6:3; Rumunkę Anę Bogdan 3:6, 6:3, 6:2; kolejną Rumunke Irine Barę 6:2, 6:0; Francuzkę Fione Ferro 2:6, 6:2, 6:1; Amerykankę Danielle Collins 6:4, 4:6, 6:0 oraz w półfinale dwukrotną mistrzynię Wimbledonu Czeszkę Petrę Kvitovą 6:4, 7:5.
Ekspert Eurosportu Alex Corretja, znakomity przed laty hiszpański tenisista, trafnie przewidział, że w finałowym starciu French Open 2020 większym atutem będą ofensywne umiejętności Polki, niż obronne Amerykanki. i tak też było faktycznie.
Świątek dzień wcześniej przez dwie i pół godziny walczyła ze swoją deblową partnerką Nicole Melichar w półfinale gry podwójnej, przegrywając jednak walkę o finał z amerykańsko-chilijską parą Desirae Krawczyk – Alexa Guarachi 6:7(5), 6:1, 4:6. To był powód do obaw, czy w tym deblowym meczu Polka nie straciła zbyt dużo sił. Już jednak pierwsze gemy sobotniego pojedynku finałowego Świątek z Kenin pokazały, że moc wciąż jest po stronie Polki.
Dzięki uprzejmości koncernu Discovery, do którego należą dostępne w Polsce kodowany Eurosport i TVN, finał French Open pokazały obie stacja, dlatego pierwszy w historii wielkoszlemowy triumf polskiej tenisistki mogły obejrzeć miliony jej rodaków. Legendarna Jadwiga Jędrzejowska jeszcze przed II Wojną Światową doszła do finału Wimbledonu i French Open, a w Erze Otwartej zajść tak wysoko udało się tylko Agnieszce Radwańskiej. Świątek zrobiła jeden krok więcej i finałowy pojedynek wygrała, czym na trwałe zapisała się w historii polskiego tenisa (w przeszłości Polacy wygrywali w Wielkim Szlemie tylko w deblu: Jadwiga Jędrzejowska French Open w 1939, Wojciech Fibak Australian Open w 1978, a Łukasz Kubot Australian Open w 2014 i Wimbledon w 2017 roku). Została też najmłodszą triumfatorką French Open od 1992 roku – wtedy wygrała Monica Seles mając 18 lat i 187 dni.
Sukces na kortach im. Rolanda Garrosa wcale nie musi być ostatnim sukcesem Piątek tego kalibru. Już w Paryżu pokazała dobitnie, że po swojej stronie ma już wszystkie atuty niezbędne do gry na najwyższym poziomie – potężny serwis, pełną paletę zagrań, perfekcyjną technikę, żelazną kondycję i silną psychikę. A teraz jeszcze dzięki wysokiej premii za zwycięstwo (1,6 mln euro tylko za triumf w singlu) uzyska finansową niezależność, zaś dzięki awansowi do Top 20 rankingu WTA będzie mogła grać w każdym turnieju i dzięki temu jej sztab trenerski będzie mógł teraz z maksymalnym komfortem układać jej kalendarz startów.
Świątek będzie musiała teraz poradzić sobie z ogromną popularnością, co bywa czasem znacznie trudniejsze od machania rakietą na korcie, o czym przekonuje choćby przykład jednej z jej turniejowych rywalek, Kanadyjki Eugene Bouchard. Ale będzie też musiała zająć jakieś stanowisko wobec nieoczekiwanego hejtu, jaki w internecie spotkał Agnieszkę Radwańską, której sukcesy i dokonania nagle po zwycięstwie Świątek zaczęły być deprecjonowane. Okazanie przez Igę szacunku najlepszej jak dotąd polskiej tenisistce w historii, która co prawda nie zdołała wygrać turnieju Wielkiego Szlema, ale ma na koncie 20 wygranych turniejów, triumf w WTA Finals oraz przez dekadę utrzymywała się w Top 10 światowej listy.
Zapytana w Paryżu podczas ceremonii wręczania nagród o Radwańską, powiedziała: „Ona była jedną z najlepszych tenisistek na świecie. Wiele osób porównuje mnie do niej, ale nadal muszę dużo zrobić, by zostać najlepszą tenisistką w historii w moim kraju”. Ta wypowiedź z pewnością jej w niczym nie zaszkodzi. Raczej wręcz przeciwnie.

Polka w 1/4 finału French Open

Rok temu Simona Halep w IV rundzie French Open udzieliła 18-letniej wówczas Idze Świątek bolesnej lekcji tenisa, pokonując ją w 45 minut 6:0, 6:1. W obecnej edycji paryskiego turnieju obie tenisistki ponownie trafiły na siebie w 1/8 finału, ale tym razem role się odwróciły – to Polka dominowała na korcie i rozbiła rozstawioną w imprezie z numerem 1 Rumunkę 6:1, 6:2. To bez wątpienia największa sensacja tegorocznych zmagań na ziemnych kortach kompleksu im. Rolanda Garrosa.

Zanim Halep i Świątek stanęły naprzeciw siebie na krytym korcie centralnym im. Philippe’a Chartriera, musiały pokonać swoje rywalki w 3. rundzie paryskiego turnieju. Rumuńska tenisistka, aktualnie wiceliderka światowego rankingu, w turnieju French Open pod nieobecność liderki Australijki Ashleigh Barty została rozstawiona z numerem 1. Halep po wznowieniu przerwanej przez pandemię zrezygnowała co prawda ze startu w wielkoszlemowym US Open, ale przystąpiła do rywalizacji w Europie, w cyklu turniejów na ziemnych kortach, których zwieńczeniem miał być przełożony z maja wielkoszlemowy French Open. Rumunka błysnęła wielką formą, zwyciężając w obu imprezach WTA, w których wystartowała – w Pradze i w Rzymie. Nic dziwnego, że wymieniana była w gronie faworytek turnieju.
W piątek w meczu 3. rundy Halep zmierzyła się z 19-letnią Amerykankę Amandą Anisimovą, aktualnie sklasyfikowaną na 25. miejscu rankingu WTA. Miała z nią rachunki do wyrównania, bo przed rokiem amerykańska nastolatka wyeliminowała ją w ćwierćfinale French Open. Tym razem Rumunka nie dała młodszej o dekadę rywalce najmniejszych szans i rozgromiła ją w 54 minuty 6:0, 6:1. Był to jej 17. wygrany pojedynek singlowy z rzędu, w którym potwierdziła wielką formę oraz aspiracje do drugiego w karierze triumfu na paryskich kortach (wcześniej wygrała French Open w 2018 roku). W przypadku wygrania turnieju w najnowszym notowaniu rankingu WTA Halep wróciłaby na pierwsze miejsce zestawienia. Na drodze do zrealizowania tych planów w niedzielne południe stanęła jej 19-letnia Polka. Chyba nie miała obaw przed starciem z zawodniczką, którą rok wcześniej rozgromiła tu w trzy kwadranse 6:0, 6:1.
Świątek zanim ponownie stanęła do walki z Halep, musiał wpierw pokonać inną wielką gwiazdę kobiecego tenisa, 26-letnią Kanadyjkę Eugene Bouchard, która w 2014 roku przebojem wdarła się do czołowej dziesiątki światowej listy, ale potem kłopoty zdrowotne i słabsza forma sprawiły, że obecnie jest sklasyfikowana w tym zestawieniu dopiero na 168. pozycji. Sześć lat temu dotarła do finału Wimbledonu i półfinału Australian Open i French Open, ale w obecnej edycji paryskiego turnieju wystąpiła dzięki przyznanej jej przez organizatorów tzw. dzikiej karcie. Bouchard niedawno pokazała się z dobrej strony w turnieju na ziemnych kortach w Stambule, gdzie dotarła do finału. W piątkowym starciu z Igą Świątek kanadyjska tenisistka zdołała jednak ugrać tylko pięć gemów i przegrała mecz 3:6, 2:6. Po meczu szczerze pochwaliła polską tenisistkę: „Przegrałam z bardzo dobrą zawodniczką. Ona dzisiaj wszystko robiła trochę lepiej ode mnie” – przyznaa Bouchard.
Kanadyjka tenisistka pewnie nawet nie przypuszczała, że dwa dni później jej pogromczyni z jeszcze większą łatwością niż z nią, rozprawi się z turniejową „jedynką”. 29-letnia Halep ma w dorobku 22 wygrane turnieje, w tym dwa wielkoszlemowe. Pierwszy wywalczyła dwa lata temu właśnie w Paryżu, a w kolejnym sezonie triumfowała w Wimbledonie. Świątek przed niedzielnym pojedynkiem w wypowiedziach dla mediów zapewniała, że dzisiaj jest już inną zawodniczką niż była rok temu, gdy w swoim debiutanckim występie w French Open Halep zmiotła ją z kortu. „Będę chciała tym razem zatrzymać ją na korcie dłużej, ale co z tego wyjdzie, zobaczymy” – stwierdziła. I rzeczywiście, tym razem ich pojedynek trwał niewiele ponad godzinę, ale miał zupełnie inny przebieg niż rok wcześniej. Świątek od początku do końca spotkania dominowała na korcie i pozwoliła utytułowanej rywalce ugrać w sumie tylko trzy gemy.
W ćwierćfinale polska tenisistka zagra z 26-letnią Włoszką Martiną Trevisan, która z kolei w IV rundzie wyeliminowała ósmą w światowym rankingu Holenderkę Kiki Bertens. Ale nie tylko Halep i Bertens z wielkich nazwisk kobiecego tenisa zostały wyrzucone za burtę paryskiego turnieju. Odpadły też Hiszpanka Garbine Muguruza (triumfatorka z 2016 roku, Serena Williams (trzykrotna zwyciężczyni French Open), Łotyszka Jelena Ostapenko (wygrała w Paryżu w 2017 roku), Białorusinka Wiktoria Azarenka (dwukrotna finalistka French Open) i Czeszka Karolina Pliskova (półfinalistka French Open z 2017 roku) oraz Brytyjka Johanna Konta (ubiegłoroczna półfinalistka zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa). Ale w rywalizacji wciąż jest kilka gwiazd oraz pretendentek równie nastawionych na su8kces, jak Iga Świątek.

Bouchard i Halep na drodze Świątek

Iga Świątek w II rundzie French Open wygrała z tenisistką z Tajwanu Su-Wei Hsieh 6:1, 6:4 i awansowała do kolejnej fazy zmagań w wielkoszlemowym turnieju na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa. Przeciwniczką 19-letniej Polki w trzeciej rundzie będzie 26-letnia Kanadyjka Eugenie Bouchard, sześć lat temu półfinalistka French Open, ale obecnie sklasyfikowana w rankingu WTA na 168. miejscu i obecna w Paryżu dzięki tzw. dzikiej karcie.

Świątek swój drugi w karierze występ w paryskim turnieju rozpoczęła w znakomitym stylu, pokonując w I rundzie Czeszkę Marketę Vondrousovą (WTA 19) 6:1, 6:2, co było niespodzianka, bo to ubiegłoroczna finalistka French Open. W środę natomiast nasza tenisistka w drugiej rundzie zmierzyła się z 34-letnią Tajwanką Su-Wei Hsieh, aktualną liderką rankingu deblistek, ale bez większych sukcesów w grze pojedynczej – o ile w deblu ma w dorobku 28 wygranych turniejów, w tym dwa wielkoszlemowe, to singlu tylko trzy. W paryskiej imprezie nigdy nie doszła dalej jak do trzeciej rundy.
Tegoroczną edycję zaczęła od zwycięstwa nad Austriaczką Barbarą Haas i był to jej pierwszy wygrany w singlu mecz w tym roku. W starciu z nastoletnią Polką doświadczona Tajwanka w pierwszym secie niemal w ogóle na korcie nie istniała i przegrała go w niespełna pół godziny 1:6. Drugą partię Świątek zaczęła jednak fatalnie i po pięciu gemach przegrywała już 1:4, lecz wtedy przebudziła się i wróciła do gry na swoim najwyższym poziomie. Natychmiast odzyskała inicjatywę i wygrała pięć gemów z rzędu, a drugiego seta 6:4. W trwającym 67 minut pojedynku Świątek posłała 24 kończące uderzenia przy 17 niewymuszonych błędach. Tajwanka miała 14 piłek wygranych bezpośrednio i 10 pomyłek.
W trzeciej rundzie tenisistka z Warszawy zmierzy się z odradzającą się po głębokim kryzysie formy gwiazdą kanadyjskiego tenisa Eugenie Bouchard. 26-letnia obecnie tenisistka swoje wielkie dni przeżywała w 2014 roku, kiedy to doszła do półfinałów w wielkoszlemowych Australian Open i French Open, a w Wimbledonie nawet do finału. Sezon kończyła na 7. miejscu rankingu WTA. Niestety, potem tenis w jej życiu zszedł na dalszy plan, bo pochłonęło ją życie celebrytki i gwiazdy mediów społecznościowych. Grała coraz gorzej i w efekcie dzisiaj zajmuje na światowej liście dopiero 168. lokatę, na którą zresztą awansowała ostatnio po udanym występie w turnieju w Stambule, gdzie doszła do półfinału, co było jej najlepszym osiągnięciem od dwóch lat.
Organizatorzy French Open zaoferowali jej „dziką kartę”, którą Kanadyjka, wspierana od niedawna przez małżeństwo legendarnych mistrzów kortu – Steffi Graf i Andre Agassiego, jak na razie dobrze wykorzystuje. „Tenis znowu jest dla mnie najważniejszy. Już nie czuję potrzeby codziennego wrzucania zdjęć mojego tyłka do internetu” – zapewnia Bouchard. W pierwszej rundzie pokonała Rosjankę Annę Kalinską 6:4, 6:4, ale już w drugiej musiała stoczyć trzysetowy bój z występująca w barwach Australii Rosjanką Darią Gawriłową, z którą wygrała 5:7, 6:4, 6:3.
Pojedynek Świątek z Bouchard będzie znakomitym poligonem doświadczalnym dla naszej tenisistki, bo Kanadyjka, chociaż ostatnio notowała spadek formy i nie odnosiła sukcesów, ze względu na urodę i dawne sukcesy cieszy się niezmiennie ogromną popularnością i dlatego wciąż ma status tenisowej gwiazdy, a Świątek ma właśnie duże problemy mentalne w starciach z takimi przeciwniczkami. Bo pod względem tenisowych umiejętności w niczym Kanadyjce nie ustępuje.
Świątek zadebiutowała w paryskim turnieju przed rokiem i od razu doszła do czwartej rundy. W pojedynku o awans do ćwierćfinału trafiła jednak na wielką przeciwniczkę, Rumunkę Simonę Halep, która udzieliła 18-letniej wówczas warszawiance bolesnej lekcji tenisa, gromiąc ją 6:1, 6:0.
W tegorocznej edycji Świątek może się odegrać, bo ponownie w IV rundzie może zmierzyć się z Halep, o ile rzecz jasna wcześniej w trzeciej rundzie pokona Bouchard, a rumuńska gwiazda upora się z rówieśniczką Polki, 19-letnią Amerykanką Amandą Anisimovą. Halep na razie jeszcze nie demonstruje w Paryżu wielkiej formy, ale w dwóch swoich pierwszych potyczkach z turnieju nie straciła seta – pokonała 6:4, 6:0 Hiszpankę Sarę Sorribes Tormo i rodaczkę Irinę-Camelię Begu 6:4, 6:4. Trzymajmy zatem kciuki za Halep i Świątek, żeby doszły do IV rundy, bo wynik ich pojedynku dałby odpowiedź na nurtujące chyba wszystkich polskich fanów kobiecego tenisa, czy wielka nadzieja tego sportu przez ostatni rok poczyniła postępy i jest już w stanie toczyć wyrównane pojedynki, a nawet wygrywać, z zawodniczkami z pierwszej dziesiątki światowej listy. Gdyby Świątek pokonała Bouchard i Halep, w tym roku na paryskich kortach nie ma już zbyt wiele zawodniczek lepszych od tej dwójki.

Awansowała tylko Iga Świątek

Dla trójki reprezentantów Polski, Huberta Hurkacza, Magdy Linette i Kamila Majchrzaka, ich występy w 1. rundzie tegorocznego French Open okazały się jedynymi w tym turnieju. Do następnej rundy zdołała awansować jedynie najmłodsza z biało-czerwonych Iga Światek, która łatwo, 6:1, 6:2, pokonała finalistkę ubiegłorocznej edycji paryskiej imprezy, Czeszkę Martketę Vondrousovą.

Pojedynek Świątek z Vondrousovą trwał zaledwie 63 minuty. Polka zaczęła z ogromny impetem i w niespełna dziewięć minut wygrała trzy gemy, mając na koncie jedno przełamanie serwisu Czeszki. Nic nie było ją w stanie wybić z uderzenia, nawet przenikliwe zimno i konieczność gry w krępującym ruchy ciepłym odzieniu. Warszawianka w pierwszym secie przegrała tylko jednego gema i wygrała po 29 minutach jednostronnej gry.
W drugiej partii Vondrousova wzięła się w garść i zaczęła grać zdecydowanie lepiej, ale to było stanowczo za mało na powstrzymanie rozpędzonej i wciąż nakręcającej się do coraz lepszej gry polskiej tenisistki. Od stanu 2-1 Światek łatwo wygrała trzy kolejne gemy, jej rywalka jeszcze raz zerwała się do walki wygrywając gema na 2:5, ale 19-letnia Polka przy swoim podaniu nie dała jej szans i zakończyła drugą partię wynikiem 6:2.
Zadziwiająco łatwe zwycięstwo Świątek być może jest zapowiedzią jeszcze lepszego niż przed rokiem występu w paryskim turnieju. W poprzedniej edycji warszawianka odpadła w IV rundzie, lecz teraz może zajść znacznie dalej. Wygrała przecież z ubiegłoroczną finalistą French Open, uznawaną za wybitną specjalistkę od gry na kortach ziemnych, na dodatek znajdującą się w wysokiej formie, bo tuż przed paryskim turniejem doszła do półfinału mocno obsadzonego turnieju WTA w Rzymie. W drodze do niego m.in. rozbiła piątą na świecie Elinę Switolinę 6:3, 6:0, zaś nasza tenisistka w tym samym turnieju odpadła już w pierwszej rundzie po porażce z aktualnie niżej od niej notowaną 29-letnią Holenderką Arantxą Rus.
W drugiej rundzie Świątek zmierzy się 34-letnią zawodniczką z Tajwanu Su-Wei Hsieh, która zaczęła turniej na kortach im. Rolanda Garrosa od pokonania Austriaczki Barbary Haas 6:3, 7:6(1). To rywalka doświadczona i pokonanie jej może być dla Świątek znacznie trudniejszym wyzwaniem, niż Vondrousovej.
Powinniśmy jednak trzymać za nią kciuki, bo w grze pojedynczej już tylko ona została na placu boju z czwórki naszych reprezentantów. Magda Linette w I rundzie przegrała 6:1, 2:6, 3:6 z młodszą o 10 lat i znacznie niżej notowaną w rankingu WTA Kanadyjką Leyhlah Annie Fernandez, która dopiero w tym roku zadebiutowała w głównej drabince Wielkiego Szlema. W Australian Open odpadła już w pierwszej rundzie, a w US Open w drugiej. Linette tak oceniła swój nieudany występ w meczu z Fernandez: „Mam poczucie, że wynik był w większym stopniu efektem mojej słabszej gry w drugim i trzecim secie. Pozwoliłam rywalce wrócić do gry i uzyskać przewagę. Zawodnicze na moim poziomie nie powinno coś takiego się zdarzyć”. Linette w Paryżu rywalizuje jeszcze w deblu.
Z turnieju odpadał też dwójka naszych tenisistów. Porażka Kamila Majchrzaka była do przewidzenia, bo miał najmniej szczęścia w losowaniu i w I rundzie trafił na rozstawionego z numerem 15. Rosjanina Karena Chaczanowa, tenisistę o ugruntowanej pozycji w czołówce i znajdującego się w dobrej formie. Potwierdził to w poniedziałek pokonując Majchrzaka 7:6(3), 6:3, 6:3.
Sporym rozczarowaniem była natomiast porażka już w I rundzie naszego najlepszego obecnie gracza Huberta Hurkacza (WTA 31), który w paryskim turnieju został rozstawiony z numerem 29. Po blisko 4,5 godzinnym pojedynku musiał uznać wyższość 29-letniego Amerykanina Tennysa Sandgrena (ATP 47), z którym przegrał 5:7, 6:2, 6:4, 6:7(1), 9:11. „Byłem bardzo blisko zwycięstwa. Zabrakło mi jednej piłki. Takich meczów żal najbardziej. Cały czas są rzeczy, nad którymi muszę popracować, ale generalnie uważam, że zmierzam w dobrym kierunku. Odpowiednio wykorzystałem pobyt w Stanach Zjednoczonych, choć oczywiście są jeszcze elementy w mojej grze, które muszę poprawić” – stwierdził po meczu z Sandgrenem polski tenisista. Nie wszyscy podzielają jednak jego opinię, że czyni systematyczne postępy. Słynny przed laty amerykański tenisista John McEnroe uważa, że jest wręcz odwrotnie. „Kiedy zobaczyłem, jak gra Hurkacz z Djokoviciem na Wimbledonie, w lipcu 2019 roku, powiedziałem wtedy, że ten facet może zrobić wielkie rzeczy, bo ma naturalne wyczucie gry. Ale tym co ostatnio pokazuje na kortach jestem mocno zawiedziony, bo spodziewałem się po nim znacznie więcej” – ocenił McEnroe.

Polacy nie mają lekko w Paryżu

W niedzielę rozpoczął się w Paryżu przełożony z powodu pandemii koronawirusa wielkoszlemowy turniej French Open. W podanym przez organizatorów terminarzu gier w pierwszym dniu zaplanowano 20 pojedynków singlowych kobiet i 19 pojedynków singlowych mężczyzn. Nikt z czwórki reprezentantów Polski (Magda Linette, Iga Świątek, Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak) nie został wyznaczony do niedzielnych meczów.

W niedzielę i poniedziałek w rywalizacji tenisistek mają się odbyć pojedynki zawodniczek rozlosowanych w górnej połówce turniejowej drabinki, natomiast w poniedziałek i wtorek do rywalizacji przystąpią też zawodniczki z dolnej połówki. Jeśli panująca teraz w Paryżu deszczowa pogoda nie pokrzyżuje szyków organizatorom French Open, to w poniedziałek zgodnie z planem gier swój pojedynek powinna rozegrać Iga Świątek. Przeciwniczką 19-letniej warszawianki w I rundzie będzie wyżej od niej sklasyfikowana w rankingu Czeszka Marketa Vondrousova (WTA 19), ubiegłoroczna finalistka zmagań na kortach im. Rolanda Garrosa. Będzie to ich pierwsze starcie w zawodach głównego cyklu. Polka, aktualnie 54. na światowej liście, przed rokiem zadebiutowała w paryskim turnieju i doszła do IV rundy, lecz w pojedynku z 21-letnią Vondrousovą mało kto daje jej szanse na zwycięstwo.
Druga z naszych reprezentantek, Magda Linette (WTA 36), znalazła się w dolnej połówce turniejowej drabinki i w pierwszej rundzie w poniedziałek lub wtorek zmierzy się z utalentowaną 18-letnią Kanadyjką Leylah Annie Fernandez (WTA ). Dla rywalki naszej najlepszej tenisistki będzie to debiut na ziemnych kortach kompleksu im. Rolanda Garrosa, natomiast dla Linette jest to już szósty występ w paryskim turnieju. Najdalej doszła w 2017 roku, ale była to tylko trzecia runda. Z Fernandez zagra po raz pierwszy.
Ubiegłoroczna triumfatorka French Open, Australijka Ashleigh Barty, zrezygnowała z obrony tytułu. Oprócz niej z zawodniczek sklasywikowanych w czołowej dziesiątce rankingu WTA w Paryżu zabraknie jeszcze Japonki Naomi Osaki i Kanadyjki Bianki Andreescu. A w losowaniu par I rundy niepokonana od 14 meczów Rumunka Simona Halep (rozstawiona w imprezie z numerem 1) trafiła na Hiszpankę Sarę Sorribes Tormo. Turniejowa „dwójka”, Czeszka Karolina Pliskova, swój udział w turnieju rozpocznie od starcia z kwalifikantką, Egipcjanką Mayar Sherif. Z kolei Ukrainka Elina Switolina (nr 3) i Amerykanka Sofia Kenin (nr 4) spotkają się z Rosjankami, odpowiednio Warwarą Graczewą i Ludmiłą Samsonową.
Holenderka Kiki Bertens (nr 5) trafiła na Ukrainkę Katarinę Zawacką, zaś trzykrotna mistrzyni French Open, Amerykanka Serena Williams (nr 6) zagra ze swoją rodaczką Kristie Ahn. Czeszkę Petrę Kvitovą (nr 7) czeka natomiast pojedynek z Francuzką Oceane Dodin, rozstawioną z numerem 8. Białorusinkę Arynę Sabalenkę z reprezentantką USA Jessicą Pegulą, a Brytyjkę Johannę Kontę (nr 9) z 16-letnią Amerykanką Cori Gauff. Wracająca do światowej elity Białorusinka Wiktoria Azarenka, finalistka tegorocznego US Open, a w Paryżu rozstawiona z „10”, rywalizację rozpoczęła od potyczki z Czarnogórką Danką Kovinić.
W rywalizacji mężczyzn obaj repre4zentanci Polski, Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak, trafili do górnej połówki turniejowej drabinki, więc swoje pierwsze mecze rozegrają w poniedziałek lub wtorek. Rywalem Hurkacza będzie Amerykanin Tennys Sandgren, którego już pokonał na paryskiej mączce dwa lata temu. Amerykanin jeszcze nigdy nie wygrał meczu w turnieju głównym French Open, a zanotuje w nim czwarty występ (debiutował w 2017 roku). W innych wielkoszlemowych turniejach spisywał się lepiej, zwłaszcza w Australian Open, gdzie dwa razy doszedł do ćwierćfinału (2018, 2020). Hurkacz na kortach im. Rolanda Garrosa zagra po raz trzeci. Jego najlepsze jak dotąd osiągnięcie to druga runda w premierowym starcie w 2018 roku.
Pierwszym rywalem Majchrzaka będzie natomiast Rosjanin Karen Chaczanow, ćwierćfinalista French Open z ubiegłego roku. Z tego powodu on jest faworytem tego pojedynku, bo dla naszego tenisisty będzie to debiut w paryskiej imprezie.
Lider rankingu ATP Serb Novak Djoković (nr 1) na otwarcie zmierzy się ze Szwedem Mikaelem Ymerem. Tytułu bronił będzie Rafael Nadal (nr 2), dwunastokrotny mistrz turnieju, który w I rundzie zagra z Białorusinem Jegorem Gerasimowem, Austriak Dominic Thiem (nr 3) z Chorwatem Marinem Ciliciem, Rosjanin Danił Miedwiediew (nr 4) trafił na Węgra Martona Fucsovicsa, Grek Stefanos Tsitsipas (nr 5) wylosował Hiszpana Jaume Munara, Niemiec Alexander Zverev (nr 6) Austriaka Dennisa Novaka, Włoch Matteo Berrettini (nr 7) Kanadyjczyka Vaska Pospisila, Francuz Gael Monfils (nr 8) trafił zaś na Kazacha Aleksandra Bublika.

Wielki Szlem na ziemnym korcie

W niedzielę 27 września na ziemnych kortach paryskiego kompleksu im. Rolanda Garrosa rozpocznie się przełożony z powodu pandemii koronawirusa wielkoszlemowy turniej tenisowy French Open. Planowo powinien odbyć się w dniach 24 maja – 7 czerwca. Do obrony mistrzowskiego tytułu w singlu mężczyzn stanie Hiszpan Rafael Nadal, natomiast Australijka Ashleigh Barty zrezygnowała z przyjazdu do Paryża.

Rafael Nadal na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa jest hegemonem. W piętnastu występach w tym wielkoszlemowym turnieju triumfował aż 12 razy i wygrał 93 z 95 rozegranych pojedynków. W tegorocznej edycji French Open także jest uważany za murowanego faworyta, chociaż po półrocznej przerwie w startach nie prezentuje jeszcze najwyższej formy. W jedynym turnieju w jakim wystąpił przed imprezą w Paryżu, w ATP Masters 1000 w Rzymie, w której w przeszłości triumfował pięciokrotnie, niespodziewanie przegrał w ćwierćfinale z Argentyńczykiem Diego Schwartzmanem 2:6, 5:7. Była to sensacja, bo we wcześniejszych dziewięciu pojedynkach z tym tenisistą Hiszpan stracił zaledwie dwa sety. „To nie była moja noc. Diego zagrał bardzo dobrze, a ja nie. Zagrałem kiepski mecz przeciwko świetnemu rywalowi, a kiedy tak się dzieje, to się przegrywa. Ale wiem, co muszę poprawić. I wiem też, jak to zrobić. Będę trenował z odpowiednim nastawieniem, żeby znowu dobrze wypaść w Paryżu” – zapewniał wicelider rankingu ATP po porażce ze Schwartzmanem.
Słynny przed laty niemiecki tenisista Boris Becker, sześciokrotny mistrz wielkoszlemowy i były lider rankingu ATP, w wypowiedzi dla hiszpańskiego dziennika „Mundo Deportivo” stwierdził: „Moim zdaniem tegoroczny French Open będzie szczególnie trudny dla Nadala. On jest także moim faworytem numerem jeden, ale zauważam też, że różnica w dyspozycji między nim a innymi zawodnikami z czołówki jest dużo mniejsza niż w minionych latach. Przypuszczam, że to przez brak rytmu meczowego, bo Rafa zwykle przystępował do gry w Paryżu po czterech na ogół świetnych turniejach na kortach ziemnych”.
Tegoroczny French Open będzie wyjątkowy nie tylko z powodu nietypowego terminu imprezy. Zawody te zaczynały się zwykle w czwartą niedzielę maja i kończyły na początku czerwca i w kalendarzu tenisowym były drugim w kolejności imprezą Wielkiego Szlema – jedyną na kortach ziemnych, drugą po styczniowym Australian Open, a zawsze poprzedzała rozgrywany na kortach trawiastych Wimbledon. Ze względu na trwającą pandemię Francuska Federacja Tenisowa przesunęła początek French Open najpierw na 20 września, by ostatecznie wyznaczyć datę startu na 27 września, zaledwie dwa tygodnie po zakończonym zgodnie z terminarzem wielkoszlemowym US Open. Po raz pierwszy od 1947 roku paryska impreza nie odbędzie się więc w tradycyjnym terminie, a po raz pierwszy od wprowadzenia tzw. Ery Otwartej w tenisie duży turniej został przesunięty na inny termin, nie zaś całkowicie odwołany.
Po raz pierwszy w 124-letniej historii turnieju będzie można w jego trakcie rozgrywać mecze podczas padającego deszczu, bo od końca 2019 roku na korcie im. Phillipe’a Chatriera funkcjonuje rozsuwany dach. Podobną konstrukcję zarządzający kompleksem tenisowym im. Rolanda Garrosa planują zainstalować także na korcie im. Suzanne Lenglen, ale jej ukończenie planowane jest dopiero w 2023 roku. Inną nowinką paryskiego turnieju jest zainstalowanie oświetlenia na czterech głównych kortach.
Organizatorzy French Open w powodu pandemii zdecydowali się rozegrać kwalifikacje do głównej drabinki turniejowej bez udziału publiczności, a rosnące zagrożenie epidemiczne we Francji spowodowało, że władze zgodziły się na ograniczoną liczbę widzów tylko na trzech największych obiektach kompleksu Rolanda Garrosa – na korach Philippe Chatrier, Court Suzanne Lenglen oraz Simonne Mathieu.
W tegorocznym French Open polski tenis w grze pojedynczej reprezentować będzie czwórka graczy – Magda Linette i Iga Świątek w rywalizacji pań, a Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak w zmaganiach mężczyzn.
W kwalifikacjach uczestniczyły dwie kolejne nasze zawodniczki. Magdalena Fręch odpadła już w pierwszej rundzie po porażce z Argentynką Nadią Podoroską 2:6, 2:6, natomiast Katarzyna Kawa powodu pozytywnego wyniku testu na koronawirusa została wycofana. Po powrocie do Polski zawodniczka wykonała jednak dwa kolejne testy i w obu przypadkach wynik był negatywny. Z jednej strony to dobrze, że jest zdrowa, lecz tenisistka nie może odżałować zmarnowanej przez czyjeś niedopatrzenie szansy na zakwalifikowanie się po raz pierwszy w karierze do gównej drabinki wielkoszlemowego French Open.

Kawa na kwarantannie

Polska tenisistka Katarzyna Kawa w miniony poniedziałek została wycofana z turnieju kwalifikacyjnego do wielkoszlemowego French Open z powodu wykrycia u niej koronawirusa Covid-19.

W poniedziałek rozlosowano drabinkę eliminacji do turnieju singla kobiet i zabrakło na niej nazwiska naszej reprezentantki. Katarzyna Kawa miała być w kwalifikacjach wysoko rozstawiona i bardzo chciała po raz pierwszy awansować do paryskiego turnieju. Kilkadziesiąt minut po opublikowaniu drabinki 27-letnia tenisistka przekazała złe wieści. „Niestety z powodu pozytywnego testu na Covid-19 zostałam wycofana z turnieju w Paryżu. Mój pierwszy test był negatywny, próbka pobrana 40h później okazała się pozytywna. Nie mam żadnych objawów, czuję się wręcz bardzo dobrze. Najbliższe dni spędzę w kwarantannie i następnie powtórzę test. Wynik jest dla mnie kompletnym szokiem, ponieważ miałam wykonanych wiele testów w ostatnich tygodniach i naprawdę uważałam na kontakt z innymi i noszenie maski. Nie zadziałało to w moim przypadku, ale mam nadzieję, że dzięki temu uchroniłam inne osoby przez zarażeniem” – napisała na swoim profilu na Facebooku 131. obecnie rakieta globu. Zgodnie z obowiązującymi w Paryżu protokołami sanitarnymi Kawa została odizolowana i będzie musiała poddać się kwarantannie. Jej występ na kortach Rolanda Garrosa jest wykluczony, dlatego Polka nie przystąpi we wtorek do rywalizacji w eliminacjach.
W niedzielę media ujawniły, że z gry w kwalifikacjach musieli zrezygnować Uzbek Denis Istomin, Hiszpan Bernabe Zapata Miralles, Serb Pedja Krstin, Amerykanin Ernesto Escobedo i Bośniak Damir Dzumhur. Wieczorem organizatorzy poinformowali, że u dwóch tenisistów wykryto Covid-19, a trzech pozostałych miało kontakt z zakażonymi trenerami.
Jedyną Polką w kwalifikacjach jest Magdalena Fręch, zaś miejsce w głównej drabince mają zapewnione Magda Linette, Iga Świątek, Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak. Zmagania w w turnieju głównym ruszają w niedzielę 27 września.