48 godzin sport

Klich szaleje w Premier League
Branżowy portal piłkarski whoscored.com opublikował ranking zawodników, którzy w obecnym sezonie Premier League legitymują się największą liczbę udanych podań piłki w okolicach pola karnego przeciwnika. Najlepszy pod tym względem okazał się pomocnik Aston Villi Jack Grealish, który ma takich zagrań na koncie 324. Tuż za nim w zestawieniu z wynikiem 313 podań uplasował się występujący w Leeds United reprezentant Polski Mateusz Klich (na zdjęciu). Trzecie miejsce w tej klasyfikacji zajmuje lewy obrońca Liverpoolu Andrew Robertson (302 podania). Obecność Klicha w takim doborowym towarzystwie jest jego dużym indywidualnym sukcesem, zwłaszcza że w rankingu whoscored.com za jego plecami znaleźli się kilku światowej klasy pomocników – Kevin De Bruyne, Bruno Fernandes czy Thiago Alcantara. Nasz reprezentacyjny piłkarz należał do filarów zespołu beniaminka Premier League jeszcze w Championship, a po awansie do najwyższej angielskiej ligi nadal jest podstawowym graczem. Trener Marcelo Bielsa wystawiał go do gry we wszystkich 17 ligowych kolejkach. Klich strzelił jak na razie dwa gole i zaliczył pięć asyst, a ekipa Leeds zajmuje w Premier League 12. miejsce, mając 11 punktów przewagi nad zespołami ze strefy spadkowej i tylko sześć straty do czwartego Tottenhamu.

Żałoba w środowisku piłkarskim Arki Gdynia
W minioną środę wieku 68 lat zmarł znakomity przed piłkarz Arki Gdynia Franciszek Bochentyn. W latach 1974-1982 w barwach gdyńskiego zespołu rozegrał 156 meczów w ekstraklasie, w których strzelił jednego gola. Debiutował 27 kwietnia 1974 roku w wygranym 1:0 meczu z Hutnikiem Kraków, ostatni mecz rozegrał 1 maja 1982 roku przeciwko Widzewowi Łódź. Uważany była za jednego z najlepszych obrońców w historii Arki, z którą w 1979 roku zdobył Puchar Polski. Został wybrany do jedenastki 80-lecia gdyńskiego klubu.

Ustalono datę rewanowej walki Whyte – Powietkin
Rosyjski pięściarz Aleksander Powietkin (36-2-1, 25 KO) 22 sierpnia ubiegłego roku znokautował w piątej rundzie faworyzowanego Brytyjczyka Dilliana Whyte’a (27-2, 18 KO). Do rewanżowego pojedynku tych bokserów miało dojść już 21 listopada w Wielkiej Brytanii, ale z powodu pozytywnego wyniku na obecność koronawirusa u rosyjskiego pięściarza starcie przełożono. Datę drugiego starcia Powietkina z Whyte’em wyznaczono na 6 marca tego roku, o czym poinformował szef grupy promotorskiej Matchroom Boxing Eddie Hearn.

Neymar zapewnił PSG pierwsze trofeum w tym sezonie
Paris Saint-Germain pokonał Olympique Marsylia 2:1 w meczu o Superpuchar Francji. Bramki dla zwycięskiej drużyny zdobyli Mauro Icardi w 39. minucie oraz Neymar w 85. Dla brazylijskiego gwiazdora był to pierwszy w tym roku występ w paryskim zespole. Zespół PSG wywalczył PSG Superpuchar Francji po raz dziesiąty w historii.

Plany startowe Igi Świątek w Australii
Iga Świątek w minioną środę poleciała do Australii, gdzie w trakcie obowiązkowej dwutygodniowej kwarantanny najpierw będzie trenować w parze z Ukrainką Jeleną Switoliną, a następnie w kwartecie, do którego dołączą Białorusinka Wiktoria Azarenka i Rosjanka Daria Kasatkina. Nasza tenisistka została zgłoszona do poprzedzających wielkoszlemowy Australian Open turniejów w Melbourne rangi WTA 500: Gippsland Trophy i Yarra Valley Classic. Odbędą się w tym samym terminie, 31 stycznia – 6 lutego. Świątek oczywiście zagra tylko w jednym z nich – do obu turniejów jest jedna lista startowa. Dla mistrzyni French Open 2020 będzie to pierwszy występ od 10 października, czyli od finałowego pojedynku z Sofią Kenin w Paryżu. Australian Open potrwa od 8 do 20 lutego, ale dla zawodniczek, które odpadną w pierwszych rundach, odbędzie się w Melbourne turniej WTA 250 Phillip Island Trophy (13-19 lutego). Świątek na wszelki wypadek także została do niego zgłoszona.

Hurkacz walczy na Florydzie

Hubert Hurkacz w swoim pierwszym tegorocznym występie zasygnalizował wysoką formę. W rozgrywanym w USA turnieju ATP w Delray Beach (z pulą nagród 350 tys. dolarów) wrocławianin awansował do półfinału pokonując po drodze Kolumbijczyka Daniela Galana Riverosa 6:2, 6:2, a w 1/4 finału Ekwadorczyka Roberto Quiroza 6:4, 6:4. Zwycięstwo w drugim z wymienionych pojedynków było jubileuszowym, triumfem Hurkacza w turniejach organizowanych pod szyldem ATP.

Nasz najlepszy obecnie tenisista do występu w wielkoszlemowym Australian Open przygotowuje się w Stanach Zjednoczonych. Tam też wystartował w Delray Beach na Florydzie w turnieju rangi ATP 250. W imprezie tej Hurkacz, sklasyfikowany obecnie w światowym rankingu na 35. miejscu, został rozstawiony z numerem czwartym i dzięki temu miał wolny los w pierwszej rundzie. Jego pierwszym rywalem był 24-letni Kolumbijczyk Daniel Elahi Galan (ATP 115), którego pokonał w równo godzinę 6:2, 6:2. W ćwierćfinale Polak trafił na kolejnego gracza z Ameryki Południowej, na 28-letniego Ekwadorczyka Roberto Quiroza (ATP 293), dla którego był to pierwszy w karierze występ w 1/4 finału zawodów głównego cyklu. Wcześniej Ekwadorczyk w Delray Beach pokonał w eliminacjach Gonzalo Escobara i Viktora Galovicia, a w głównej drabince wyeliminował Noaha Rubina i Ivo Karlovicia. Hurkacz był jednak faworytem w pojedynku z Quirozem i nie zawiódł oczekiwań. Pokonał rywala w 87 minut w dwóch setach 6:4, 6:4 i mógł świętować nie tylko awans do półfinału turnieju, lecz także swoje jubileuszowe, pięćdziesiąte zwycięstwo w zawodach ATP.
We wtorkowym półfinale, który zakończył się po zamknięciu wydania, rywalem Hurkacza był reprezentant gospodarzy 26-letni Christian Harrison. Amerykański tenisista, chociaż w światowym rankingu zajmuje odległe, 789. miejsce, w Delray Beach grał wybornie, ale większy rozgłos zyskał nieodpowiedzialnym zachowaniem po wygranym pojedynku w II rundzie z najwyżej rozstawionym w turnieju Chilijczykiem Cristianem Garinem (ATP 22) 7:6, 6:2. Harrison odmówił udzielenia wywiadu na korcie gdy usłyszał, że musi założyć maseczkę ochronną. Organizatorzy ukarali go za to grzywną trzech tysięcy dolarów. Sankcja była widać wystarczająco dotkliwa, bo już w po zwycięstwie w ćwierćfinale z Włochem Gianluką Magerą Amerykanin udzielił wywiadu w masce. Harrison pierwszy raz w karierze doszedł do półfinału zawodów głównego cyklu. W drugiej parze zmierzyli się 25-letni Brytyjczyk Cameron Norrie (ATP 74) i 20-letni amerykański gracz czeskiego pochodzenia Sebastian Korda (ATP 119).
Wygłup Harrisona z odmową przestrzegania rygorystycznych procedur sanitarnych wprowadzonych z powodu nowej fali pandemii przebił w miniony poniedziałek inny z amerykańskich tenisistów, 28-letni Denis Kudla. W pojedynku I rundy rozgrywanych wyjątkowo w stolicy Kataru Dosze kwalifikacji do wielkoszlemowego Australian Open, Kudla pewnie pokonał reprezentanta Maroka Elliota Benchetrita (jeszcze w ubiegłym roku grał on dla Francji) 6:4, 6:3. Po zakończeniu spotkania pokonany zawodnik wyznał w mediach społecznościowych, że przy stanie 3:5 w drugim secie Kudla otrzymał informację o pozytywnym teście na Covid-19. Nie zgłosił jednak tego faktu sędziemu i spotkanie nie zostało przerwane. W tenisowym światku zawrzało, bo już sam fakt dopuszczenia Kudli do gry bez przedstawienia przez niego aktualnego testu na obecność koronawirusa był skandalem, ale już zatajenie wiadomości o pozytywnym wyniku badania to już był kryminał. Organizatorzy turnieju po naradzie uznali wygraną Kudli w meczu z Benchetritem, ale od razu Amerykanina zdyskwalifikowali, na czym skorzystał Australijczyk Dane Sweeny, z którym Kudla miał walczyć o awans do trzeciej rundy kwalifikacji. Oczywiście australijski gracz otrzymał walkowera.
Nawet gdyby Hurkacz wygrał turniej w Delray Beach, nie znajdzie się w gronie faworytów tegorocznego Australian Open, bo w tym wielkoszlemowym turnieju w rywalizacji mężczyzn za murowanego kandydata do zwycięstwa uważa się lidera światowego rankingu Novaka Djokovicia. Serb wygrywał w Melbourne Park już ośmiokrotnie i jest pod tym względem rekordzistą wszech czasów, a poza tym triumfował tu w dwóch ostatnich imprezach. Jesli ktoś może mu przeszkodzić w kolejnym zwycięstwie, to chyba tylko wicelider rankingu Hiszpan Rafael Nadal, trzeci na światowej liście Austriak Dominic Thiem. W dalszej kolejności wymienia się jeszcze Rosjanina Daniiła Miedwiediewa, Greka Stefanosa Tsitsipasa oraz Niemca Alexandra Zvereva.
W rywalizacji pań do faworytek media i bukmacherzy zaliczają Japonkę Naomi Osakę, Australijkę Ashleigh Barty oraz z szacunku dla dawnych dokonań Amerykankę Serenę Williams, lecz spora część tenisowych ekspertów uważa, że w tym gronie powinna się też znaleźć sensacyjna triumfatorka ubiegłorocznego French Open Iga Świątek. „Polka zakończyła 2019 rok na 61. miejscu w rankingu, a 2020 po wygranej w Paryżu na 17. Turniej w Melbourne rozpocznie spragniona gry i głodna kolejnego sukcesu. Jeśli podczas zimowej przerwy nie zatraciła formy, może pokusić się o wygrania Australian Open” – napisał w komentarzu „Sports Betting”. Co ciekawe, w medialnych spekulacjach wyżej ocenia się szanse naszej tenisistki, niż choćby Rumunki Simony Halep czy broniącej tytułu Amerykanki Sofii Kenin. Przed rokiem Świątek na kortach w Melbourne Park odpadła w czwartej rundzie po porażce z Estonką Anett Kontaveit 7:6, 5:7, 5:7.
Tegoroczny Australian Open po raz pierwszy od ponad stulecia rozpocznie się nie w styczniu, ale w lutym. Z powodu pandemii turniej zacznie się 8, a zakończy 21 lutego). Wszyscy uczestnicy zmagań będą musieli zjawić się w Melbourne już 15 stycznia i przejść dwutygodniową kwarantannę w tzw. turniejowej bańce. W sumie zatem najlepsi z stawce będą musieli spędzić w niej pięć tygodni. Ale mają o co grać, bo pula nagród wynosi w tym roku blisko 50 mln dolarów amerykański, a zwycięzcy w grze pojedynczej zgarną po 2,8 mln USD.

Nowe rekordy Roberta Lewandowskiego

Robert Lewandowski znów miał udany weekend. W piątek w przegranym 2:3 meczu Bayernu z Borussią Moenchengladbach w 15. kolejce Bundesligi zdobył bramkę z rzutu karnego i ustanowił swój życiowy rekord, bo na tym etapie rozgrywek po raz pierwszy miał w dorobku 20 goli. A dzień później zjawił się w Warszawie by odebrać, jako pierwszy piłkarz w historii, drugą w karierze nagrodę za zwycięstwo w plebiscycie „PS” i Polsatu na sportowca roku.

Swojego 20 gola w tym sezonie i trzeciego w tym roku Lewandowski strzelił z rzutu karnego w 18. minucie meczu. Ustanowił w ten sposób swój strzelecki rekord, bo do tej pory po 15 kolejkach Bundesligi jego najlepszy wynik, uzyskany w poprzednim sezonie, wynosił 18 trafień. Wykorzystana pewnie „jedenastka” była natomiast jego 26. w barwach Bayernu i 56. w piłkarskiej karierze. W klasyfikacji strzelców Bundesligi w tym sezonie „Lewy” na razie jest poza konkurencją, bo chociaż jego najgroźniejszy konkurent, Norweg Erling Haaland, zdobył dwie bramki w wygranym przez Borussię Dortmund 3:1 meczu z RB Lipsk, to jednak ma w tej chwili na koncie 12 trafień, czyli jeszcze osiem do odrobienia. Trzeci w zestawieniu napastnik Eintrachtu Frankfurt Andre Silva ma w dorobku 11 goli, a czwarty Wout Weghorst z VfL Wolfsburg dziesięć. Mimo porażki, pierwszej ligowej od września ubiegłego roku, Bayern utrzymał pozycję lidera Bundesligi, właśnie dzięki zwycięstwu Borussii Dortmund z zajmującym drugą lokatę RB Lipsk. Trzeci w tabeli jest Bayer Leverkusen, a dortmundczycy awansowali na czwartą pozycję.
W sobotę Lewandowski zjawił się w Warszawie, żeby osobiście odebrać nagrodę za zwycięstwo w 86. plebiscycie „Przeglądu Sportowego” (tym razem we współpracy z Polsatem) na najlepszego sportowca roku. To drugie takie wyróżnienie w jego karierze. Wcześniej otrzymał je w 2015 roku, a przed nim z polskich piłkarzy taką nagrodą mógł się pochwalić jedynie Zbigniew Boniek (dostał ją po mundialu w 1982). Wygrana „Lewego” wcale nie była taka oczywista, chociaż w 2020 zgarnął chyba wszystkie najważniejsze wyróżnienia indywidualne, z tytułami piłkarza roku FIFA oraz UEFA włącznie. Ale Iga Świątek też miała nie lada sukces na koncie, bo jako pierwsza polska tenisistka wygrała turniej Wielkiego Szlema, triumfując na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa w Paryżu. Wyczynu dokonał też ubiegłoroczny zwycięzca plebiscytu Bartosz Zmarzlik, który jako pierwszy polski żużlowiec zdobył po raz drugi z rzędu mistrzostwo świata. Trzecie miejsce przypadło jednak skoczkowi narciarskiemu Kamilowi Stochowi, a czwarte kierowcy rajdowemu Kajetanowi Kajetanowiczowi, mistrzowi świata w klasie WRC3. Zmarzlik tym razem zajął dopiero piąte miejsce, za pozostałe lokaty w czołowej „10” przyznano: 6. Natalii Maliszewskiej (short-track), 7. Janowi Błachowiczowi (sporty walki), 8. Wilfredo Leonowi (siatkówka), 9. Katarzynie Niewiadomej (kolarstwo) i 10. Dawidowi Kubackiemu (skoki narciarskie).

Lewy wciąż zbiera nagrody

Robert Lewandowski triumfował w 63. Ankiecie Polskiej Agencji Prasowej na dziesięciu najlepszych sportowców roku w Europie. To trzeci polski sportowiec, który został laureatem tego organizowanego od 1958 roku plebiscytu, jednego z najstarszych na świecie. Przed nim triumfowali w nim Zdzisław Krzyszkowiak i Irena Szewińska.

W plebiscycie uczestniczyli dziennikarze 25 europejskich agencji prasowych: AFP (Francja), AGERPRES (Rumunia), ANA (Albania), ANP (Holandia), APA (Austria), ATHENS NEWS AGENCY – MACEDONIAN NEWS AGENCY (Grecja), BELGA (Belgia), BELTA (Białoruś), BTA (Bułgaria), CTK (Czechy), DPA (Niemcy), EFE (Hiszpania), ELTA (Litwa), HINA (Chorwacja), LUSA (Portugalia), MOLDPRESS (Mołdawia), MTI (Węgry), REPORT NEWS AGENCY (Azerbejdżan), SITA (Słowacja), STA (Słowenia), TANJUG (Serbia), TASS (Rosja), TASR (Słowacja), UKRINFORM (Ukraina) i PAP. Każda z 25 agencji przygotowała swoją własną dziesiątkę najlepszych sportowców Europy. Robert Lewandowski został umieszczony na 23 listach, w tym pięć razy na pierwszym miejscu, tyle samo razy na drugim i na trzecim miejscu. W sumie głosy przyznano 77 sportowcom (24 kobietom i 53 mężczyznom) z 31 dyscyplin, wywodzących się z 25 krajów. Najwięcej swoich przedstawicieli w 63. Ankiecie PAP miała Norwegia (10), po ośmiu mieli Hiszpanie i Niemcy, siedmiu Rosja, po pięciu Holandia i Wielkiej Brytanii. Z polskich sportowców głosy oprócz Lewandowskiego otrzymała też tenisistka Iga Świątek, siatkarz Wilfredo Leon i skoczek narciarski Dawid Kubacki.
Najlepszego sportowca wybierano spośród przedstawicieli wszystkich dyscyplin sportowych. Triumf polskiego piłkarza nie jest zaskoczeniem. Przypomnijmy, że w tym roku z Bayernem Monachium wygrał Bundesligę, Ligę Mistrzów, Puchar Niemiec, Superpuchar Niemiec i Superpuchar Europy, został królem strzelców Ligi Mistrzów, Bundesligi i Pucharu Niemiec, a także strzelił najwięcej goli w Europie. Jego dokonania doceniono już w branżowych plebiscytach – został piłkarzem sezonu 2019/2020 UEFA oraz piłkarzem roku 2020 FIFA. Teraz do kolekcji dołożył tytuł najlepszego sportowca w Europie w 63. Ankiecie Polskiej Agencji Prasowej, co jest nagrodą cenną, bo jest pierwszym polskim piłkarzem triumfującym w tym plebiscycie, a przed nim z polskich sportowców jego laureatami byli tylko legendarni lekkoatleci – Zdzisław Krzyszkowiak, jeden z najlepszych biegaczy długodystansowych świata, który wygrał pierwszą edycję Ankiety w 1958 roku oraz Irena Szewińska, zdobywczyni siedmiu medali olimpijskich, triumfatorka w latach 1966 i 1974.
Drugi w 63. edycji Ankiety PAP Lewis Hamilton przegrał z Lewandowskim minimalnie, różnicą zaledwie czterech punktów. Brytyjski kierowca, który w tym roku sięgnął po swój siódmy tytuł mistrza świata, był laureatem Ankiety PAP już dwukrotnie – w 2014 i 2019 roku. Trzecią lokatę zajął szwedzki tyczkarz Armand Duplantis, który w tym roku dwukrotnie w hali poprawiał rekord świata (6,17 i 6,18 m), a we wrześniu w Rzymie dokonał też tego na otwartym stadionie, skacząc 6,15 m i poprawiając o centymetr rekord należący od 1994 roku do ukraińskiego tyczkarza Serhija Bubki.
Czwarte miejsce w Ankiecie przypadło liderowi światowego rankingu tenisowego Novakowi Djokoviciowi, który 21 grudnia rozpoczął 300. tydzień w tej roli. Za Serbem sklasyfikowano innego gwiazdora tej dyscypliny – Hiszpana Rafaela Nadala (wygrał po raz 13. French Open), a następnie dwóch słoweńskich kolarzy: zwycięzcę Vuelta a Espana Primoża Roglicza oraz triumfatora Tour de France Tadeja Pogacara. Ósmy był najlepszy koszykarz sezonu zasadniczego 2019/20 zawodowej ligi NBA Grek Giannis Antekounmpo z Milwaukee Bucks, dziewiąta Iga Świątek (dostała 32 punkty), triumfatorka French Open, a dziesiąta lokata przypadła norweskiej biegaczce narciarskiej Theresie Nohaug, zdobywczyni Pucharu Świata. Sklasyfikowany na 36. pozycji kubański siatkarz w polskich barwach Wilfredo Leon otrzymał sześć punktów, a triumfator prestiżowego Turnieju Czterech Skoczni Dawid Kubacki trzy punkty i zajął 58. miejsce.
A Lewandowski w minioną niedzielę pojawił się w Dubaju, gdzie odbyła się ceremonia wręczenia indywidualnych wyróżnień na gali Globe Soccer Awards. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku nagrody FIFA the Best, także za sprawą głosowania kibiców do decydującej rozgrywki awansowało trzech graczy – Cristiano Ronaldo (42 procent głosów), Robert Lewandowski (38 procent) i Leo Messi (20 procent). Globe Soccer Awards to nagroda przyznawana od 2010 roku. Rok temu „Piłkarzem Roku” został Cristiano Ronaldo, lecz w tegorocznej edycji jury pierwsze miejsce przyznało Lewandowskiemu.

Zagrają w bańce na antypodach

Po długich negocjacjach z władzami australijskiej federacji tenisowej prezydent stanu Wiktoria Daniel Andrews wydał zgodę na rozegranie wielkoszlemowego Australian Open 2021 w Melbourne. Turniej został przełożony o trzy tygodnie (na 8-21 lutego) i zostanie przeprowadzony w warunkach surowego protokołu sanitarnego.

Uczestnicy Australian Open 2021 będą musieli przybyć do Australii specjalnie wyczarterowanymi samolotami w dniach 15-16 stycznia. Po przylocie mają obowiązek poddania się dwutygodniowej kwarantannie. Podczas izolacji będą mogli opuścić swój pokój hotelowy jedynie na pięć godzin na dobę i nie będą mogli mieć kontaktu z osobami spoza tzw. turniejowej bańki. Ograniczenia będą podobne do tych, jakie wprowadzono w tegorocznych wielkoszlemowych US Open i French Open.
Przed wejściem na pokład samolotu do Melbourne każdy będzie musiał przedstawić negatywny wynik testu na obecność koronawirusa. Kolejne pięć testów przejdą w Australii podczas kwarantanny. Tenisiści, którzy już w Australii będą mieć pozytywny wynik badania, otrzymają prawo do ponownego testu. Wszystko po to, aby uniknąć kontrowersji, jakie miały miejsce podczas tegorocznego French Open w Paryżu, gdzie kilku tenisistów, w tym Polka Katarzyna Kawa, nie zostało dopuszczonych do startu z powodu zakażenia Covid-19, podczas gdy testy, jakie zrobili we własnym zakresie, dały wynik negatywny.
Jeśli ktoś z przybyłych do Melbourne uzyska pozytywny wynik testu zostanie poddany izolacji. O jej zakończeniu zadecydują lokalne agendy ministerstwa zdrowia. Jeśli tenisista nie będzie mógł wystąpić w Australian Open 2021 z powodu pozytywnego wyniku testu na obecność koronawirusa, otrzyma 50 procent premii finansowej przewidzianej za udział w I rundzie turnieju, ale jego miejsce w drabince startowej zajmie gracz z listy rezerwowej.
Rząd Wiktorii zezwolił na przybycie do Australii maksymalnie 1000 osób związanych z turniejem. Tenisiści mający pewne miejsce w obsadzie Australian Open 2021 oraz debliści z czołowej dziesiątki rankingów, będą mogli zabrać dwóch członków sztabu, pozostali tylko jednego. Każdy gracz może poprosić o powiększenie składu swojej ekipy do trzech osób, ale zgodę na to otrzyma jedynie wówczas, jeśli ktoś z pozostałych zawodników zadeklaruje przyjazd do Melbourne z mniejszą liczbą osób towarzyszących.
Może tak się zdarzyć, bo dla zawodniczek i zawodników, którzy zdecydują się przyjechać na turniej w pojedynkę, organizatorzy obiecują finansową rekompensatę w wysokości siedmiu tysięcy dolarów australijskich.
Podczas kwarantanny tenisiści będą mogli trenować przez pierwszy tydzień przez dwie godziny dziennie i wyłącznie z jednym sparingpartnerem, ale w drugim tygodniu już z trzema.
Dlatego uczestnicy Australian Open już teraz umawiają się na wspólne zajęcia. Wiadomo na przykład, że w duetach będą ćwiczyć m.in. Rafael Nadal i Jannik Sinner, Danił Miedwiediew i Roberto Bautista, Felix Auger-Aliassime i Matteo Berrettini czy Pablo Carreno i Joao Sousa.
Australian Open 2021 nie odbędzie się za zamkniętymi drzwiami. Organizatorzy turnieju dostali zezwolenie na obecność kibiców. Trybuny obiektów będą mogły zostać wypełnione maksymalnie w 50 procent, a fani zostaną zobowiązani do przestrzegania zasad bezpieczeństwa epidemicznego.
W głównej drabince tegorocznego Australian Open pewne miejsce na bazie aktualnego rankingu ma troje reprezentantów Polski – Iga Świątek (WTA 17), Magda Linette (WTA 40) i Hubert Hurkacz (ATP 34). Bliski dostania się do turnieju głównego jest jeszcze Kamil Majchrzak (ATP 107), który zajmuje obecnie drugą lokatę na liście oczekujących, więc jeśli z imprezy w Melbourne Park wycofa się jeszcze dwóch graczy, nasz tenisistka znajdzie się w gronie 128 uczestników męskiej części turnieju bez konieczność udziału w trzystopniowych kwalifikacjach.
Na wszelki wypadek Majchrzak zgłosił swój akces do turnieju eliminacyjnego, który w przypadku mężczyzn zostanie rozegrany w dniach 10-13 stycznia w katarskiej Dosze. W tym samym terminie odbędą się również kwalifikacje kobiet, tyle że w Dubaju. W stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich o prawo gry w Australian Open zamierzają powalczyć trzy nasze tenisistki – Katarzyna Kawa, Magdalena Fręch i Maja Chwalińska.
Polscy fani tenisa największe nadzieje pokładają rzecz jasna w mistrzyni tegorocznego French Open Idze Świątek. Jej trener, Piotr Sierzputowski, nie planował żadnego startu przed Australian Open, ale po przesunięciu terminu rozpoczęcia imprezy o trzy tygodnie zmienił zdanie i jeszcze przed świętami wyjawił, że jego podopieczna być może zagra w którymś z dwóch turniejów rangi WTA 500 szykowanymi na początku lutego w Melbourne. Na razie nie ma jednak pewności, że te imprezy dojdą do skutku.
Ale zainteresowanie nimi wśród zawodniczek jest bardzo duże. W głównej drabince każdego z nich chęć występu już zgłosiło po 56 tenisistek.

Świąteczny prezent od Igi Świątek

Mistrzyni French Open 2020 Iga Świątek zafundowała najlepszym polskim tenisistom do lat 14 konsultacje szkoleniowe z jednym z najlepszych brytyjskich trenerów, Nickiem Brownem. Sama też wzięła udział w treningu. Na jednej akcji na pewno się nie skończy, bo nasza najlepsza obecnie tenisistka nadal chce pomagać młodym zawodnikom.

Przez dwa dni po kilka godzin dziennie trenerzy i zawodnicy uczestniczyli w treningach i warsztatach z Nickiem Brownem. Ostatniego dnia w treningu z najlepszymi polskimi młodzikami uczestniczyła też Iga Świątek. A ćwiczyli z ni: Laura Stypuła, Monika Stankiewicz, Tomasz Berkieta, Jakub Jędrzejczak, czyli w komplecie finaliści tegorocznych mistrzostw Polski, juniorów, a dodatkowo zaproszenie dostała Weronika Ewald, również 14-latka, która w tym roku grała w finale MP do lat 16.
Mistrzyni tegorocznego French Open przeznaczyła na ten cel pieniądze, które otrzymała z Polskiego Związku Tenisowego jako premię za sukces w paryskim turnieju, a ponieważ uznała, że nie są jej potrzebne na tym etapie kariery, więc postanowiła przekazać je na wsparcie młodych zawodników. To ładny gest z jej strony, który został w tenisowym środowisku wysoko oceniony.

Sportowcy w uścisku dobroczyńców

We współczesnej historii polskiego sportu rok 2020 zapisze się jako początek dwóch wielkich bitew prawnych – piłkarza Roberta Lewandowskiego z jego byłym agentem Cezarym Kucharskim oraz tenisistki Igi Świątek z agencją Warsaw Sports Group. W obu przypadkach spór dotyczy wielomilionowych roszczeń wobec sportowców ze strony byłych menedżerów.

Obie sprawy znacznie się od siebie różnią, także kwotami o jakie toczy się gra (Kucharski żąda od Lewandowskiego blisko 40 mln złotych, a WSG od Świątek „tylko” ok. dwóch milionów), ale w jednym aspekcie są bardzo podobne. Dzisiejsze kłopoty największych obecnie sportowych gwiazd w Polsce mają to samo źródło – w niekorzystnych dla nich umowach jakie zawarli na początku karier ze swoimi menedżerami.
W przypadku Lewandowskiego mamy do czynienia z modelowym przykładem uzależnienia piłkarza przez agenta, dość powszechnie stosowany w futbolu, nie tylko w Polsce. Dla jasności, takie praktyki stosowane są też wobec sportowców uprawiających też inne dyscypliny sportu. Początkujący zawodnik w wieku 18-20 lat nie zna wszystkich niuansów futbolowego biznesu, także czyhających w nim pułapek, chce przede wszystkim grać i zarabiać pieniądze.
Ponieważ na tym etapie kariery nie oferuje się im wielkich kwot, nawet wymuszona przez agenta 30-procentowa prowizja od zarobków nie budzi oporów, bo jak się wcześniej nic nie zarabiało, to 70 procent pieniędzy z załatwionego przez menedżera kontraktu wydaje się uczciwą proporcją. Także sprzedaż prawa do swojego wizerunku agentowi za 14 tys. euro nie wydaje się złym interesem, gdy się jest anonimowym jeszcze graczem bez widoków na jakiś kontrakt reklamowy.
Lewandowskiemu mogła się wtedy zaświecić lampka ostrzegawcza, bo Kucharski w podsuniętej mu umowie zagwarantował sobie te prawa aż do 2045 roku, ale nie zaświeciła. Pewnie dlatego, że wtedy w ich tandemie numerem 1 był Kucharski, były reprezentant Polski, uczestnik mistrzostw świata, wieloletni gracz Legii Warszawa, obyty też trochę z europejskim futbolem dzięki kilku epizodom w zachodnich klubach. W podstawowych kwestiach ich ówczesne relacje nie odbiegały od relacji obowiązujących w tej branży, które w największym uproszeniu zazwyczaj na początku współpracy są zwykłym układem przełożony – podwładny, jeden rządzi, drugi wykonuje. Ale wspomniany zakup praw do wizerunku na prawie pół wieku to było cyniczne zagranie i ewidentne nadużycie zaufania, jakim obdarzał go wtedy Lewandowski. Gdy przeszedł z Lecha Poznań do Borussii Dortmund i zaczął robić furorę w Bundeslidze, sponsorzy i sami zaczęli się do niego ustawiać w kolejce, wtedy też dotarło do niego, jaki popełnił błąd.
Dobry haczyk to podstawa
Odzyskał kontrolę na swoimi prawami zakładając z Kucharskim spółkę RL9 Management, do której menedżer wniósł aportem… prawa do wizerunku kupione od piłkarza sześć lat wcześniej za 14 tys. euro, lecz teraz już wycenione przez Kucharskiego na kwotę 3,5 mln złotych. Rosnąca wartość marketingowa Lewandowskiego przyciągała coraz to hojniejszych sponsorów, ale wobec rosnących z tego tytułu w kolejnych latach przychodów piłkarz starał jak najmniej wykorzystywać tę spółkę w swojej aktywności marketingowej i robił to na prywatny rachunek. I o to właśnie 11 września 2020 roku Kucharski złożył przeciwko niemu pozew w sądzie, domagając się zapłaty 39 mln złotych za utracone jego zdaniem przez takie działania dochody w spółce RL Management.
Mając taki mocny haczyk na klienta nie dziwi, że Kucharski utrzymał się w roli jego agenta „Lewego” przez prawie dekadę, bo zdaje się dopiero w połowie 2018 roku piłkarz zdobył się w końcu na odwagę, by całkowicie zakończyć z nim współpracę. I chyba nie miał złudzeń, że rozstaną się jak dżentelmeni życząc sobie powodzenia na dalszej drodze życia, chociaż Kucharski nie odchodził z pustymi rękami – przez tę dekadę zarobił dzięki Lewandowskiemu więcej niż sam zarobił jako piłkarz przez całą długą karierę. Uważał jednak, że należy mu się znacznie więcej, na co piłkarz godzić się nie miał zamiaru. I pewnie dlatego nagrywał wszystkie rozmowy, a padają podczas nich kwoty astronomiczne dla przeciętnych zjadaczy chleba. Reprezentujący go w tej sprawie mecenas Tomasz Siemiątkowski złożył zawiadomienia do prokuratury o szantażu ze strony byłego menedżera, co doprowadziło do zatrzymania Kucharskiego 27 października i postawienia mu „zarzutu kierowania gróźb karalnych wobec Lewandowskiego i próbę wymuszenia 20 milionów euro w zamian za milczenie o rzekomych oszustwach podatkowych Roberta i Anny Lewandowskich”.
Niedawno doszło do pierwszego spotkania stron na sali sądowej, bowiem Kucharski złożył zażalenie na nałożone na niego sankcje. Rozprawa odbyła się przy drzwiach zamkniętych, ale z tego co wiadomo, sąd rejonowy dla Warszawy Śródmieścia złagodził sankcje nałożone na Kucharskiego – uchylił dozór policyjny, zniósł zakaz opuszczania kraju, zmniejszył poręczenie majątkowe z ponad 4 mln złotych do pół miliona złotych, lecz nie rozsądził czy doszło do gróźb karalnych ze strony Kucharskiego wobec byłego klienta. Ale to było dopiero pierwsze sądowe starcie w tym konflikcie, który prawdopodobnie będzie się toczył długo, bo Kucharski w swoim może i mającym biznesowe czy prawne uzasadnienie postępowaniu nie widzi nic niestosownego i nieetycznego.
Właściciele agencji Warsaw Sports Group dokładnie tak samo podchodzą do sporu z Igą Świątek, a właściwie z jej ojcem, Tomaszem Świątkiem, bo to on w imieniu niepełnoletniej wówczas córki podpisał cztery lata temu kontrakt sponsorski z WSG, który przed rokiem, zanim Iga osiągnęła pełnoletność, jako jej pełnomocnik prawny jednostronnie wypowiedział.
Rozstanie nie odbyło się polubownie i sprawa wylądowała w sądzie, a spór zaognił się jeszcze po wygraniu przez tenisistkę tegorocznego wielkoszlemowego French Open. Świątek zarobiła w Paryżu 1,7 miliona euro, zatem WSG uznała, że była podopieczna ma teraz dość środków na koncie, żeby oddać jej z procentem wszystkie zainwestowane w nią pieniądze. Do mediów wyciekła nawet żądana przez agencję kwota – dwa miliony złotych. Tomasz Świątek publicznie ogłosił, że jest to suma wzięta z sufitu i wobec tego on też w imieniu córki skierował sprawę do sądu. Rodzina pierwszej polskiej mistrzyni turnieju Wielkiego Szlema jest gotowa rozliczyć się z WSG, ale z rzeczywistych kosztów poniesionych przez agencję, udokumentowanych wiarygodnymi rachunkami.
Niedawno doszło do ugodowego spotkania przedstawicieli obu stron, ale nie przyniosło ono przełomu. „Zarząd WSG nie przedstawił żadnych akceptowalnych i udokumentowanych propozycji. Wbrew powielanym błędnym sugestiom, WSG nie przysługuje żadne zadośćuczynienie, a tylko i wyłącznie zwrot kosztów poniesionych przez agencję na rozwój sportowy tenisistki, do których nieprawidłowo zaliczane są dodatkowe, wątpliwe wydatki, niemające najmniejszego związku z rozwojem Igi Świątek. Kosztów tych WSG nie jest ani w stanie wykazać, ani racjonalnie uzasadnić” – podkreślił w oświadczeniu reprezentujący tenisistkę mecenas Jarosław Chałas. W dalszej jego części czytamy: „Z tytułu rozpowszechniania nieuprawnionych i nieprawdziwych informacji, których bezpośrednim skutkiem była utrata kontraktu reklamowego na przeszło dwa miliony złotych. Agencja WSG, w opinii mojej klientki, nie wywiązywała się w rażący sposób ze swoich umownych zobowiązań, w tym między innymi nie pozyskała ani jednego sponsora czy reklamodawcy podczas trzech lat trwania kontraktu.
Mimo swych wcześniejszych zapewnień formułowanych przed podpisaniem umowy”. Sąd na rozprawie z 13 października wydał postanowienie zabezpieczające, zgodnie z którym zakazał WSG rozpowszechniania nieprawdziwych informacji i składania podmiotom trzecim oświadczeń informujących o obowiązywaniu umowy oraz wyłączności fundacji do reprezentowania interesów tenisistki. Mecenas Chałas zapewnił też, że na konto WSG trafiła już pewna kwota stanowiąca zwrot udokumentowanych wydatków poniesionych na rozwój Igi Świątek.
Mówią, że nie są krwiopijcami
Zdecydowanie inaczej do sprawy podchodzi prezes Warsaw Sports Group Artur Bochenek. „Oni chcą zwrócić jedynie udokumentowane wydatki, które według ich oceny były zasadne i faktycznie przysłużyły się do rozwoju kariery Igi. Jest to błąd w rozumowaniu. Idea nie jest taka, by przez kilka lat finansować początkującego zawodnika aż dojdzie do wysokiego poziomu i odzyskać tylko dokładnie poniesione koszty. Umowa była tak skonstruowana, że w przypadku niepowodzenia w karierze, bez znaczenia na powód, zawodniczka nie musiałaby zwracać nam jakichkolwiek wydatków, ani złotówki. Ale jeśli jej się uda, to wtedy dochodzi jeszcze suma będąca zwrotem poniesionego ryzyka oraz wysiłku pracujących na to osób. Był to określony procent z premii turniejowych i kontraktów marketingowych. To całkowicie naturalny zapis w takich umowach” – zapewnia prezes Warsaw Sports Group. I dodaje: „Trzeba spojrzeć na tę sprawę obiektywnie – nie ma takich osób na świecie, które będą bezinteresownie dawać po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie, nie chcąc nic w zamian. Mogą to chyba tylko robić instytucje państwowe, choć też nie do końca”.
Agencja WSG na pierwszym etapie kariery Świątek zrobiła dużo dobrego. Niemal nikt nie ma co do tego wątpliwości. Zresztą nie tylko Iga zawdzięcza WSG sporo. Wystarczy wspomnieć m.in. byłego boksera Andrzeja Fonfarę, panczenistę Artura Nogala, wioślarkę Weronikę Deresz, agencja współpracuje też z tenisistami – oprócz Świątek z Paulą Kanią czy Kacprem Żukiem. „Inwestowaliśmy w Igę przez lata ogromne pieniądze. Nie chcemy zadośćuczynienia, ale pokrycia kosztów inwestycji i pracy, jaką wykonaliśmy. Podjęliśmy przecież ogromne ryzyko i odpowiedzialność przed sądem. W pełni zarządzaliśmy karierą, zadbaliśmy o wszystko. Nie jesteśmy krwiopijcami, jak twierdzi druga strona” – przekonuje prezes Bochenek. Z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że WSG w owej zerwanej przez ojca tenisistki umowie miała zapisane 50 procent przychodów z umów sponsorskich i 20 procent z nagród turniejowych.
Jeśli faktycznie w grę wchodzą takie kwoty, to były to warunki wręcz lichwiarskie. Na takie na pewno łatwiej namówić zawodniczkę czy zawodnika na początku sportowej kariery, gdy jeszcze nie zarabiają milionów. Bez względu na to, jak zakończą się te prawne potyczki, perypetie Lewandowskiego i Świątek powinny chociaż stać się przestrogą dla zaczynających dopiero wielkie kariery polskich sportowców.

Nagroda WTA dla trenera Igi Świątek

Piotr Sierzputowski, który doprowadził Igę Świątek do zwycięstwa w wielkoszlemowym French Open, został uznany przez Women’s Tennis Association (WTA) za najlepszego trenera w sezonie 2020. Polak jest trzecim szkoleniowcem, któremu WTA przyznała to wyróżnienie. Przed nim otrzymali je Niemiec Sascha Bajin, trener Japonki Naomi Osaki (2018) oraz Australijczyk Craig Tyzzer (2019), trener jego rodaczki Ashleigh Barty.

Jak co roku na zakończenie sezonu WTA przyznaje swoje indywidualne wyróżnienia. Iga Świątek, która jako pierwsza w historii polskiego tenisa wygrała wielkoszlemowy turniej w singlu, zgarnęła dwie takie nagrody. Najpierw została wybrana w internetowym plebiscycie kibiców na najbardziej lubianą tenisistką startującą pod szyldem WTA. Na pewno jednak równie mocno ucieszyła się z przyznanego w minionym tygodniu tytułu WTA’s Most Improved Player of the Year, wyróżnienia dla zawodniczki, która zrobiła największy postęp w trakcie jednego sezonu. W uzasadnieniu podkreślono, że dokonała historycznego wyczynu w polskim tenisie, ale podkreślono też, że w wieku 19 lat została najmłodszą kobietą od czasu Moniki Seles, która wygrała turniej na kortach Rolanda Garrosa. „Rozpoczęła sezon 2020, awansując do 1/8 finału Australian Open. W 2019 roku trafiła do Top 50, po tegorocznym turnieju w Paryżu weszła do pierwszej dwudziestki i kończy sezon na 17. miejscu” – napisano na oficjalnej stronie internetowej stronie Women’s Tennis Association.
Na „Tenisistkę Roku 2020” wybrano natomiast Sofię Kenin, którą Świątek pokonała w finale French Open. Ale 22-letnia amerykańska tenisistka jest także triumfatorką tegorocznego Australian Open i to przesądziło o wyborze WTA. Kenin jest ósmą tenisistką z USA, której przyznano tytuł „WTA Player of the Year”. Ale polskiej mistrzyni French Open cieszył się z jeszcze jednego prestiżowego wyróżnienia, tym razem jednak nie dla Igi Świątek, lecz dla jej trenera, 28-letniego Piotra Sierzputowskiego, którego WTA nagrodziła tytułem „Trenera Roku 2020”. „Ta nagroda jest wyrazem uznania dla zwycięskiego trenera za sukcesy na korcie, ale także za pełnienie funkcji ambasadora sportu i wprowadzanie coachingu na pierwszy plan” – podano w uzasadnieniu .
Tytuł „WTA Coach of the Year” został przyznany dopiero po raz trzeci. W pierwszej edycji, w 2018 roku, triumfował Niemiec Sascha Bajin, za pracę na rzecz Japonki Naomi Osaki, zaś przed rokiem Craig Tyzzer, za szkoleniowy wkład w sukcesy rodaczki Alhleigh Barty, którą doprowadził na sam szczyt rankingu i do triumfów w największych turniejach.
Sierzputowski jest trenerem Igi Świątek od czterech lat. Pod jego wodzą 19-letnia tenisistka osiągnęła życiowy sukces wygrywając wielkoszlemowy French Open na ziemnych kortach im. Rolanda Garrosa, pokonując w przełożonym z powodu pandemii na jesień turnieju nie tylko wspomnianą Sofię Kenin, ale też Nadię Podoroską, Martiną Trevisan, Simonę Halep, Eugenie Bouchard, Hsieh Su-Wei i Marketę Vondrousovą. To pierwszy w historii triumf polskiej tenisistki w nie tylko w paryskiej imprezie, ale w ogóle w turniejach Wielkiego Szlema.
Ale to nie jedyny sukces Świątek osiągnięty we współpracy z Sierzputowskim. Wcześniej wygrała juniorski turniej w Wimbledonie w 2018 roku i juniorski French Open 2018 w grze podwójnej, a także wygrała juniorski turniej w Australian Open 2017. „Kiedy rozpoczynaliśmy współpracę, Iga wróciła właśnie z French Open, ze swojego pierwszego juniorskiego Wielkiego Szlem. Widząc jak wtedy grała nie mogłem pojąć jakim cudem ona zaszła tak wysoko. Ale nie dokonałem gwałtownych zmian w jej grze, bo uznałem, że skoro doszła do takiego poziomu, to znaczy, że jej styl w tym momencie był właściwy. Potem stopniowo starałem się doskonalić jej grę, ale nie zmieniać. Stopniowo, małymi kroczkami, przechodziliśmy kolejne poziomy. Nie uważam się za nieomylnego, chętnie słucham uwag” – zapewnia najlepszy trener roku w opinii WTA.
Zanim całkowicie poświęcił się pracy z Igą Świątek, trenerskiego fachu uczył się m.in. w Stanach Zjednoczonych, gdzie przez jakiś czas pracował w tenisowej szkole w Akademii Tenisowej Johana Krieka, dwukrotnego zwycięzcy Australian Open. Szkolił się jako tzw. travel coach, jeżdżąc z zawodnikami na turnieje. Po powrocie do Polski dostał posadę w Legii Warszawa, z którą wtedy mocno współpracowała agencja Warsaw Sports Group. Początkowo miał na próbę popracować z Igą przez kwartał, ale mimo różnych zawirowań jest jej trenerem już ponad cztery lata. W sztabie szkoleniowym są też psycholog Daria Abramowicz oraz trener przygotowania fizycznego Maciej Ryszczuk.

Świątek przed sądem

Sądowa potyczka Roberta Lewandowskiego z jego byłym menedżerem Cezarym Kucharskim to nie jedyna taka sprawa w polskim sporcie. Pieniądze od Igi Świątek próbuje też wycisnąć agencja Warsaw Sports Group.

Spór między tenisistką a WSG dotyczy rozliczeń za okres, gdy agencja miała z nią podpisaną umowę, którą w ubiegłym roku wypowiedział ojciec zawodniczki Tomasz Świątek, zarzucając WSG złe prowadzenie kariery Igi oraz niestaranne realizowanie zapisów umowy, zerwanej na krótko przed osiemnastymi urodzinami mistrzyni French Open 2020.
Chociaż od zerwania umowy minęło półtora roku, obie strony nie doszły do porozumienia. WSG uważa, że klauzula wykupu uruchomiona przy wypowiedzeniu umowy opiewała na 350 tysięcy dolarów, czyli ok. 1,4 mln złotych, a do tego agencja żąda zwrotu poniesionych przez siebie kosztów, które szacuje na kolejne 600 tys. złotych. W sumie zatem oczekuje od Igi Świątek około dwóch milionów złotych. Co ciekawe, nie widzi w swoich żądaniach żadnej niestosowności i podkreśla, iż w zerwanej umowie był też zapis gwarantujący, że gdyby Świątek nie udało się zrobić kariery, nie musiałaby zwracać kosztów, a ponieważ osiągnęła sukces, to oprócz oczekiwanej kwoty „będącej zwrotem ryzyka oraz wysiłku pracujących na to osób”, WSG domaga się jeszcze odpowiedniego procentu od premii turniejowych i kontraktów marketingowych.
Żądania te tenisistka i jej rodzina uznała za wygórowane i wszystko wskazuje, że spór rozstrzygnie się na drodze prawnej. Świątek i jej otoczenie pozwali WSG by na drodze sądowej potwierdzić brak obowiązywania umowy od maja 2019 roku oraz skuteczność wypowiedzenia jej z przyczyn leżących po stronie agencji. Z kolei Artur Bochenek, prezes WSG, przekonuje, ze umowa między nimi a tenisistką nadal obowiązuje, bo formalnie nie została wypowiedziana.
Na razie pierwszego gema w tym starciu wygrała Świątek, bo Sąd Okręgowy w Warszawie na posiedzeniu niejawnym w dniu 13 października wydał WSG zakaz udzielania wypowiedzi o obowiązywaniu umowy łączącej ją z Igą Świątek.

Świątek trzecia na liście płac

W minioną niedzielę tegoroczny sezon tenisowy zakończyły panie. W ostatnim turnieju, w Linzu, triumfowała Białorusinka Aryna Sabalenka, która dzięki temu awansował w rankingu WTA na 10. pozycję. Iga Świątek utrzymała w najnowszym notowaniu 17. lokatę, ale pod względem zarobków jest w tym sezonie trzecia wśród tenisistek.

Liderką zestawienia pozostaje Australijka Ashleigh Barty, a kolejne miejsca w czołowej dziesiątce zajmują Rumunka Simona Halep, Japonka Naomi Osaka, Amerykanka Sofia Kenin, Ukrainka Elina Switolina, Czeszka Karolina Pliskova, Kanadyjka Bianca Andreescu, Czeszka Petra Kvitova, Holenderka Kiki Bertens, a stawkę zamyka wspomniana już wcześniej białoruska zawodniczka. Drugą dziesiątkę otwiera Serena Williams, a za nią kolejne lokaty zajmują Szwajcarka Belinda Bencić, Białorusinka Wiktoria Azarenka, Brytyjka Johanna Konta, Hiszpanka Garbine Muguruza, Amerykanka Madison Keys, Iga Świątek, Chorwatka Petra Martić, reprezentująca Kazachstan Rosjanka Jelena Rybakina i Belgijka Elise Mertens. Druga z polskich tenisistek w Top 100, Magda Linette, utrzymała 40. lokatę, a w drugiej setce mamy jeszcze dwie reprezentantki – sklasyfikowaną na 113. miejscu Katarzynę Kawę i zajmującą 156. pozycję Magdalenę Fręch. Te lokaty będą ważne za dwa miesiące, gdy na antypodach rozpocznie się pierwsza część nowego sezonu, tradycyjnie wieńczona wielkoszlemowym Australian Open.
Dość długo ważyły się losy tego turnieju, bo w Australii wszystkich przybywających na ten kontynent obowiązuje dwutygodniowa kwarantanna. Poza tym w każdym ze stanów funkcjonują odmienne rygory sanitarnym, co poważnie utrudnia możliwość swobodnego przemieszczania się po kraju. Ostatecznie działacze australijskiej federacji tenisowej zdecydowali się na rozwiązanie zastosowane w sierpniu tego roku w Stanach Zjednoczonych przed US Open. Amerykańska federacja (USTA) w porozumieniu z lokalnymi władzami zorganizowała w Nowym Jorku dwa turnieje – przeniesiony z Cincinnati Western & Southern Open oraz wielkoszlemowy US Open. Wszystkich uczestników zmagań umieszczono w odizolowanych od otoczenia hotelach, gdzie byli regularnie testowani na obecność Covid-19. W styczniu taka sama „bańka pandemiczna” ma powstać w stanie Wiktoria, ale już wiadomo, że w Melbourne przepisy sanitarne nie będą aż tak surowe jak były w Nowym Jorku, na co narzekała większość zawodniczek i zawodników.
Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, przyszłoroczny Australian Open odbędzie się w dniach 18-31 stycznia. Wyprawa do Australii będzie wielkim wyzwaniem dla najlepszej obecnie polskiej tenisistki, bo po wygraniu przełożonego na październik wielkoszlemowego French Open oczekiwania wobec niej niepomiernie wzrosły. Nie tylko ze strony kibiców w Polsce, nie ulega wątpliwości, że cały tenisowy światek z zainteresowaniem będzie przyglądał się jak niespełna 20-letnia Polka radzi sobie z presją wyniku oraz statusem wschodzącej gwiazdy tego sportu.
Na razie Świątek zbiera owoce swojego znakomitego występu na paryskich kortach im. Rolanda Garrosa. Wedle finansowego raportu WTA Polka w 2020 roku zarobiła na korcie 2 261 213 dolarów, co daje jej trzecie miejsce na tenisowej liście płac. Więcej od niej zarobiły jedynie triumfatorka Australian Open i finalistka French Open Amerykanka Sofia Kenin (4 302 970 USD) oraz Japonka Naomi Osaka (3 352 755 USD). Za plecami Świątek na liście tenisowych krezusek sezonu 2020 znalazły się znacznie bardziej od niej utytułowane Wiktoria Azarenka (1 991 783 USD), Garbine Muguruza (1 942 072), Simona Halep (1 937 890) i Petra Kvitova (1 505 967). Dla porównania, Magda Linette zarobiła w tym sezonie 436 149 dolarów, Katarzyna Kawa 107 032, a Magdalena Fręch 70 522 USD.