Nowe Delhi staje w tym tygodniu przed największym testem od czasu rozszerzenia BRICS. Gospodarze liczą na historyczne zdjęcie przywódców i wspólny komunikat, ale za kulisami trwa gorączkowa praca nad jednym zdaniem o wojnie w Azji Zachodniej. Różnica stanowisk między Teheranem a Abu Zabi grozi zerwaniem konsensusu całego bloku.
W weekend 12–13 września 2026 r. w Nowym Delhi odbędzie się szczyt przywódców BRICS, który miał być triumfem indyjskiej dyplomacji i dowodem na siłę „Globalnego Południa”. Zamiast tego staje się areną ostrego sporu między dwoma członkami grupy – Iranem a Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi – w sprawie konfliktu zbrojnego, który od miesięcy wstrząsa regionem Zatoki Perskiej i cieśniny Ormuz.
Embargo ZEA i pęknięcie w „przyjaźni” z Iranem
Tło napięcia jest świeże i konkretne. 18 sierpnia 2026 r. ZEA ogłosiły zawieszenie „do odwołania” wszelkich transakcji handlowych i finansowych z Iranem, powołując się na „regionalną eskalację zagrażającą bezpieczeństwu”. Decyzja zamroziła kruche ocieplenie relacji, które budowano od 2023 r. za pośrednictwem Chin i Omanu.
Według relacji „Le Monde”, embargo uderzyło w irańskie firmy, konta bankowe i logistykę morską, a w ZEA zaczęto otwarcie mówić o irańskich atakach na infrastrukturę cywilną i statki handlowe jako o „naruszeniu suwerenności”. W efekcie Abu Zabi szuka sojuszników poza regionem – stąd m.in. wizyta prezydenta ZEA w Berlinie i wspólna deklaracja z kanclerzem Niemiec z 10 września, w której padają ostre słowa pod adresem Teheranu.
BRICS na rozdrożu: potępienie uderzeń czy ochrona żeglugi?
Dla Iranu kluczowe jest, by końcowa deklaracja szczytu BRICS zawierała jasne potępienie „uderzeń militarnych na terytorium Islamskiej Republiki Iran” i uznanie prawa do pokojowego programu nuklearnego. Takie sformułowania pojawiały się już we wcześniejszych dokumentach grupy, np. w deklaracji z początku września, cytowanej przez Reuters.
ZEA i ich sojusznicy z Zatoki chcą natomiast, by w centrum uwagi znalazło się bezpieczeństwo morskie, ochrona szlaków handlowych i jednoznaczne napiętnowanie ataków na cywilne statki i instalacje. Jak zauważa „The Hindu BusinessLine”, to właśnie „najtrudniejsza część negocjacji” – sformułowanie akapitu o konflikcie w Azji Zachodniej, które nie zablokuje konsensusu.
W praktyce oznacza to, że Iran domaga się języka antywojennego wymierzonego w działania USA i Izraela, podczas gdy ZEA koncentrują się na „piractwie rakietowym” i zagrożeniu dla żeglugi w rejonie Ormuzu.
Indie na linie: od ministrów do „szerpów”
Próby uzgodnienia tekstu trwają od tygodni. Jak podaje „The Hindu BusinessLine”, ministrowie spraw zagranicznych BRICS nie zdołali wcześniej wydać wspólnego komunikatu właśnie z powodu tego sporu.
W pierwszym tygodniu września do gry weszli tzw. sherpa – specjalni przedstawiciele przywódców. Według „The Economic Times”, w niedzielę i poniedziałek (7–8 września) odbyły się w Nowym Delhi intensywne spotkania, na których „wygładzano różnice” między Iranem a ZEA i dopracowywano tzw. Deklarację Delhi.
„The New Indian Express” relacjonuje, że trwają „ostatnie próby polityczne”, by uratować wspólny dokument, ale „eskalacja kryzysu w Azji Zachodniej” mocno ogranicza pole manewru.
Rosja liczy na kompromis, rynek patrzy na Ormuz
Moskwa publicznie deklaruje optymizm. Jak przypomina portal PSU Watch, rzecznik Kremla wyraził nadzieję, że członkowie BRICS „przezwyciężą różnice” i zgodzą się na wspólną deklarację w Nowym Delhi. Dla Rosji, która sama jest pod presją sankcji, spójność bloku ma znaczenie strategiczne.
Jednocześnie rynek ropy i ubezpieczyciele morscy nerwowo obserwują cieśninę Ormuz. Każda wzmianka w deklaracji o „bezpieczeństwie żeglugi” lub „wolności przepływu energii” może zostać odczytana jako sygnał dla flot wojennych i konwojów handlowych. Stąd tak duże znaczenie każdego przymiotnika w projekcie dokumentu.
Co może znaleźć się w deklaracji?
Na podstawie doniesień agencji i dzienników można przewidzieć kilka kluczowych elementów końcowego tekstu:
-
ogólne wezwanie do „natychmiastowego zakończenia działań wojennych” i ochrony ludności cywilnej;
-
potwierdzenie prawa wszystkich państw regionu do „pokojowego wykorzystania energii jądrowej” pod nadzorem MAEA;
-
zapis o „bezpieczeństwie i swobodzie żeglugi” w Zatoce Perskiej i cieśninie Ormuz, bez wskazywania konkretnego sprawcy ataków;
-
apel o dialog dyplomatyczny pod auspicjami ONZ i regionalnych organizacji.
To właśnie takie kompromisowe sformułowania mają pozwolić Iranowi i ZEA podpisać się pod jednym dokumentem, nie tracąc twarzy wobec własnych wyborców.
Stawka dla Indii i całego bloku
Dla Nowego Delhi nie chodzi tylko o jeden akapit. Szczyt BRICS w 2026 r. miał pokazać, że rozszerzony blok (z Iranem, ZEA, Arabią Saudyjską, Egiptem i Etiopią) jest w stanie mówić jednym głosem w sprawach globalnych. Jeśli przywódcy rozejdą się bez wspólnej deklaracji albo z bardzo ogólnikowym tekstem, będzie to sygnał, że „Globalne Południe” jest głęboko podzielone w kluczowych kwestiach bezpieczeństwa.
Jak podaje Reuters, Indie chcą „podnieść globalny profil” BRICS, ale „wojna z Iranem dzieli członkostwo”. W tle widać też rywalizację z G7 i narrację o „alternatywnym ładzie światowym”, który jednak w zderzeniu z realnym konfliktem zbrojnym musi zmierzyć się z twardymi interesami państw Zatoki.
Scenariusze na weekend
Możliwe są trzy warianty:
-
Kompromisowa deklaracja – z ogólnymi frazami o pokoju, żegludze i prawie do energii jądrowej, bez wskazywania winnych. To scenariusz, na który pracują indyjscy dyplomaci i „sherpa”.
-
Bardzo krótki komunikat – bez akapitu o Azji Zachodniej, z odniesieniem do konfliktu tylko w marginesie. Oznaczałoby to przyznanie, że konsensusu nie udało się wypracować.
-
Brak deklaracji – najgorszy wizerunkowo wariant, wykorzystany przez przeciwników BRICS jako dowód na „nierealność” projektu wielobiegunowego świata.
Na razie wszystko wskazuje na wariant pierwszy – z bardzo ostrożnym językiem, który pozwoli zarówno Teheranowi, jak i Abu Zabi twierdzić, że „przeforsowały” swoje kluczowe postulaty.













