Polityczny krajobraz Niemiec przechodzi tektoniczne przesunięcie, którego symbolem stały się ostatnie wybory regionalne. Wyniki głosowania w Saksonii-Anhalcie oraz najnowsze dane sondażowe z pozostałych landów układają się w alarmujący wzór. Niemcy, trzydzieści sześć lat po zburzeniu muru berlińskiego, ponownie pękają na pół. Jednak tym razem nie jest to podział wyznaczony przez zasieki i wieże strażnicze, ale przez preferencje wyborcze, niepokoje społeczne i głębokie, strukturalne nierówności ekonomiczne. Podczas gdy zachodnie landy wciąż w większości opierają się na centrolewicowym i chadeckim konsensusie, na wschodzie kraju skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) przekształca się w hegemona, zdobywającego historyczne wyniki.
Z perspektywy lewicowej i społecznej, ten polityczny zwrot nie jest nagłą anomalią. To rezultat dekad zaniedbań, neoliberalnej terapii szokowej po zjednoczeniu kraju oraz narastającego poczucia wykluczenia wśród mieszkańców dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej (NRD). Gdy tradycyjna chadecja (CDU) i tracąca poparcie socjaldemokracja (SPD) nie potrafią zaproponować realnej alternatywy dla ubożejącej klasy pracującej, pustkę tę z niezwykłą bezwzględnością zagospodarowuje skrajna prawica.
Historyczny przełom w Saksonii-Anhalcie
To, co jeszcze kilka lat temu wydawało się czarnym scenariuszem liberalnych publicystów, stało się faktem. W Saksonii-Anhalcie doszło do politycznego trzęsienia ziemi. Jak podaje agencja Reuters, wstępne oficjalne wyniki wyborów pokazały bezprecedensowe zwycięstwo AfD. Skrajna prawica uzyskała tam wynik w przedziale od 43,8% do 44,5%, co stanowi historyczny triumf tej formacji w wyborach do landtagu.
Warto zauważyć, że wynik ten okazał się jeszcze wyższy, niż przewidywały przedwyborcze badania opinii publicznej. Ostatnie sondaże, na które powołuje się m.in. Deutsche Welle (DW), dawały AfD poparcie na poziomie 41,7%. Rzeczywistość przy urnach wyborczych zweryfikowała te szacunki na korzyść skrajnej prawicy, co świadczy o silnej mobilizacji elektoratu protestacyjnego w ostatniej fazie kampanii wyborczej.
Według relacji korespondentów BBC, sukces ten wywołał panikę w Berlinie. Trójpartyjny rządy koalicyjny SPD, Zielonych i FDP (tzw. koalicja sygnalizacji świetlnej) boryka się z gigantycznym kryzysem wizerunkowym, a porażka partii głównego nurtu w Saksonii-Anhalcie jest jednoznacznym wotum nieufności wobec polityki kanclerza Olafa Scholza. Wyborcy we wschodnich landach czują się bezpośrednio uderzeni kosztami transformacji energetycznej, wysoką inflacją oraz brakiem stabilności socjalnej.
Geograficzne pęknięcie: Wschód pod znakiem AfD, Zachód przy centrolewicy
Aby zrozumieć skalę zjawiska, należy spojrzeć na mapę polityczną całego kraju. Poparcie dla AfD jest geograficznie skrajnie nierówne, co uwidacznia głęboki rozłam między dawną NRD a Republiką Federalną Niemiec sprzed 1990 roku.
Jak wynika z analizy opublikowanej przez Stuttgarter-Zeitung, Alternatywa dla Niemiec dominuje obecnie w pięciu wschodnich landach (tzw. nowych krajach związkowych). W żadnym z zachodnich landów partia ta nie zajmuje pierwszego miejsca, ustępując tam tradycyjnym siłom politycznym – przede wszystkim centrolewicowej koalicji SPD i Zielonych oraz chadekom z CDU/CSU.
Poparcie dla AfD we wschodnich landach (dane sondażowe i wyniki wyborcze):
- Saksonia-Anhalt: 43,8% – 44,5% (oficjalny wynik wyborów, źródło: *Reuters*)
- Saksonia: 42,0% (źródło: *Politpro*)
- Turyngia: 40,0% (źródło: *Politpro*)
- Brandenburgia: 37,0% (źródło: *Politpro*)
- Meklemburgia-Pomorze Przednie: 35,9% (źródło: *Politpro*)
Te liczby pokazują, że na wschodzie Niemiec skrajna prawica przestała być marginesem – stała się tam partią masową, reprezentującą niemal połowę aktywnego politycznie społeczeństwa.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w zachodnich landach. Choć tam również odnotowuje się wzrost nastrojów nacjonalistycznych, poparcie dla AfD rzadko przekracza barierę jednej piątej głosów, a dominującą rolę odgrywają partie centrolewicowe (SPD, Zieloni) oraz chadecja. Jak wskazuje Stuttgarter-Zeitung, w zachodnich Niemczech poparcie dla AfD kształtuje się na znacznie niższym poziomie:
- Nadrenia-Palatynat: 24,0%
- Saara: 23,0%
- Hesja: 22,0%
- Bawaria: 20,0%
- Badenia-Wirtembergia: 18,8%
Choć wyniki rzędu 18–24% w bogatych landach zachodnich wciąż są niepokojące, to dają one AfD jedynie status mniejszościowej siły opozycyjnej, podczas gdy na wschodzie partia ta dyktuje warunki debaty publicznej.
Dlaczego Wschód wybiera skrajność? Perspektywa społeczno-ekonomiczna
Aby zrozumieć, dlaczego wschodnie Niemcy stały się bastionem AfD, nie można ograniczać się do prostej krytyki moralnej wyborców. Kluczem do analizy jest gospodarcza i społeczna historia zjednoczenia Niemiec. Po 1989 roku wschodnie landy zostały poddane gwałtownej prywatyzacji kontrolowanej przez Urząd Powierniczy (Treuhand). Proces ten doprowadził do deindustrializacji Wschodu, masowego bezrobocia i exodusu młodych, wykształconych ludzi (zwłaszcza kobiet) na Zachód.
Dzisiejszy wyborca AfD na wschodzie to często człowiek, który doświadczył degradacji społecznej lub żyje w ciągłym lęku przed nią. Poziom wynagrodzeń, emerytur i zamożności gospodarstw domowych w landach takich jak Saksonia-Anhalt czy Turyngia wciąż pozostaje wyraźnie niższy niż w Bawarii czy Badenii-Wirtembergii. Jak zauważają eksperci z Center for Strategic and International Studies (CSIS), brak silnych struktur społeczeństwa obywatelskiego oraz słabość tradycyjnych partii lewicowych, takich jak Die Linke (Lewica), ułatwiły skrajnej prawicy przejęcie elektoratu socjalnego.
AfD z powodzeniem połączyła retorykę ksenofobiczną i antyimigracyjną z postulatami obrony państwa dobrobytu przed „obcymi”. W regionach dotkniętych zwijaniem się usług publicznych, likwidacją połączeń kolejowych, szkół i ośrodków zdrowia, populistyczne hasła trafiają na podatny grunt. Skrajna prawica przedstawia się tam jako jedyny obrońca „zwykłych ludzi” przed decyzjami elit z Berlina i Brukseli.
Kryzys tradycyjnej lewicy i narodziny BSW
Przez lata naturalnym rzecznikiem interesów wschodnich Niemców była partia Die Linke. Jednak jej uwikłanie w wewnętrzne spory ideologiczne oraz odejście od twardych tematów klasowych na rzecz liberalnej polityki tożsamościowej stworzyło próżnię. W tę lukę próbuje teraz wejść nowa formacja – Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW), łączący lewicowy program gospodarczy z konserwatyzmem społecznym i sceptycyzmem wobec migracji.
Chociaż BSW zdobywa przyczółki we wschodnich landach, na razie nie jest w stanie powstrzymać marszu AfD po władzę. Tradycyjna socjaldemokracja z SPD oraz Zieloni są na wschodzie postrzegani jako partie wielkomiejskich elit z zachodnich metropolii, całkowicie oderwane od realiów życia w mniejszych ośrodkach Saksonii czy Brandenburgii. Wyniki wyborów pokazują, że wyborcy robotniczy i ubożsi mieszkańcy wsi masowo odwracają się od centrolewicy na rzecz skrajnej prawicy, co z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej jest tragedią dziejową.
Kordon sanitarny pęka w szwach
Zwycięstwo AfD w Saksonii-Anhalcie stawia pod znakiem zapytania tzw. *Brandmauer* (mur ogniowy) – polityczną zasadę, zgodnie z którą żadna z tradycyjnych partii demokratycznych nie wejdzie w koalicję rządową ze skrajną prawicą. Według analizy CSIS, silna pozycja regionalna AfD sprawia, że utworzenie stabilnego rządu w niektórych landach bez udziału tej partii staje się matematycznie i politycznie niezwykle trudne.
Chadecy z CDU stoją przed dramatycznym dylematem. Albo zdecydują się na koalicje z szerokim spektrum partii lewicowych i liberalnych (co osłabi ich wiarygodność jako opozycji wobec rządu federalnego), albo ulegną presji i zaczną współpracować z AfD na poziomie lokalnym. Każdy z tych kroków niesie za sobą ryzyko dalszej polaryzacji społeczeństwa i legitymizacji skrajnie prawicowego dyskursu.
Jak podaje Straits Times, powołując się na politologów monitorujących sytuację w Niemczech, sukces AfD na wschodzie kraju może ośmielić podobne ruchy w innych częściach Europy. Pokazuje to bowiem, że skrajna prawica potrafi trwale zdominować scenę polityczną dużego regionu w sercu Unii Europejskiej, opierając się na frustracji społecznej i nierównościach ekonomicznych.
Wnioski dla przyszłości Niemiec i Europy
Wyniki wyborów w Saksonii-Anhalcie oraz ogólna sytuacja w pięciu wschodnich landach to sygnał ostrzegawczy, którego nie wolno ignorować. Blokowanie AfD wyłącznie za pomocą retoryki antyfaszystowskiej i apeli o obronę demokracji przestało działać. Skrajna prawica rośnie w siłę, ponieważ oferuje proste, choć iluzoryczne odpowiedzi na realne problemy systemowe.
Aby zatrzymać ten proces, konieczna jest radykalna zmiana kursu gospodarczego i społecznego. Niemcy potrzebują sprawiedliwej transformacji, która nie będzie przerzucać kosztów na najuboższych, realnych inwestycji publicznych we wschodnich landach oraz odbudowy państwa dobrobytu. Dopóki mieszkańcy Lipska, Magdeburga czy Erfurtu będą czuć się obywatelami drugiej kategorii w porównaniu z mieszkańcami Monachium czy Frankfurtu, dopóty „ściana gniewu” na wschodzie będzie rosła, zasilając poparcie dla skrajnej prawicy.
—













