
Na Madagaskarze po raz kolejny historia zatoczyła krąg. We wtorek 14 października 2025 roku, po tygodniach narastających protestów i politycznego chaosu, wojsko ogłosiło przejęcie władzy. „Od dzisiaj przejmujemy władzę i zawieszamy konstytucję” – oświadczył przed pałacem prezydenckim w Antananarywie pułkownik Michael Randrianirina, dowódca jednostki CAPSAT (Korpus Armii Personelu i Służb Administracyjno-Technicznych). Wraz z grupą oficerów zapowiedział rozwiązanie Senatu i Najwyższego Trybunału Konstytucyjnego, a w ich miejsce powołanie tymczasowego komitetu wojskowo-cywilnego, który „będzie czuwał nad funkcjami prezydencji” do czasu utworzenia nowego rządu cywilnego.
Przewrót dopełnił się po kilku dniach instytucyjnej wojny między prezydentem Andrą Rajoeliną a parlamentem. Rajoelina, który rządził od 2018 roku i w 2023 został ponownie wybrany w wyborach bojkotowanych przez opozycję, od miesięcy tracił poparcie. Wobec narastającego buntu ulicy i kryzysu społecznego próbował ratować się manewrami proceduralnymi – w ostatniej chwili rozwiązał Zgromadzenie Narodowe, aby zapobiec głosowaniu nad swoim impeachmentem. Deputowani uznali jednak ten dekret za nielegalny i przegłosowali jego „trwałą przeszkodę w sprawowaniu urzędu” większością 130 głosów na 163.
Kilka godzin później Najwyższy Trybunał Konstytucyjny – dotąd postrzegany jako lojalny wobec prezydenta – uznał wakat na urzędzie i formalnie przekazał obowiązki głowy państwa wojsku, w osobie pułkownika Randrianiriny. Tym samym Rajoelina został faktycznie pozbawiony władzy. Jeszcze tego samego dnia miał zostać ewakuowany francuskim samolotem wojskowym na wyspę Reunion, a następnie udał się – według doniesień – do Dubaju. W mediach społecznościowych zapowiadał, że „pozostaje prezydentem Republiki” i potępiał „zamach stanu”, jednak jego głos – jak piszą świadkowie – „brzmiał jak echo z innej planety, jak światło gasnącej gwiazdy”.
Generacja Z i wojskowa rewolucja
Do przewrotu doszło w wyniku kilkutygodniowych masowych protestów, które rozpoczęły się 25 września. Na ulice Antananarywy wyszli młodzi ludzie – studenci i aktywiści nazywający siebie pokolenie Z – domagający się reformy instytucji państwowych, walki z korupcją i większego udziału społeczeństwa w rządzeniu. Szybko dołączyli do nich urzędnicy i pracownicy sektora publicznego, wzywani do strajku przez związki zawodowe.
W weekend poprzedzający zamach część armii, zwłaszcza jednostka CAPSAT, odmówiła udziału w tłumieniu demonstracji i przeszła na stronę protestujących. To przesądziło los prezydenta. Pułkownik Randrianirina, dotąd średniego szczebla oficer administracyjno-techniczny, stał się w ciągu kilku dni twarzą nowego porządku.
W stolicy zapanowała atmosfera święta. Na Place du 13-Mai – symbolicznym centrum protestów – trwały śpiewy, koncerty i przemówienia. Uczestnicy mówili o końcu „ery złamanych obietnic” i o potrzebie „cywilno-wojskowej transformacji”. W tłumie widać było transparenty z hasłami „Precz z Rajoeliną i Macronem” oraz „Madagaskar wolny od Francji”, wyrażające rosnącą niechęć wobec dawnego kolonialnego protektora i jego wpływów w kraju.
Dzień później ruch Gen-Z Madagascar zamieścił w mediach społecznościowych oświadczenie, w którym młodzi podziękowali rodakom za wsparcie i ogłosili zakończenie swojej „misji obywatelskiej”. „Dziękujemy za wysłuchanie nas, zrozumienie i wspieranie naszych żądań – napisali. – Czas wrócić do szkół, nauki i codziennego życia, ale pozostajemy pełni nadziei i determinacji. Wierzymy, że jeśli młodzi i starsi, ludzie i przywódcy będą współpracować, uda się zbudować lepszą przyszłość edukacji na Madagaskarze.”
Komitet i obietnice transformacji
Randrianirina zapowiedział powołanie „komitetu złożonego z oficerów armii, żandarmerii i policji narodowej, a także doradców cywilnych”, który ma sprawować tymczasową władzę wykonawczą. W ciągu kilku dni ma również powstać „rząd cywilny”. W jego deklaracjach zabrakło jednak odniesienia do ruchu młodych, który faktycznie umożliwił przewrót – co wielu Malgaszy odebrało jako niepokojący sygnał.
Przed obozem CAPSAT na wzgórzu Soanierana, górującym nad stolicą, zebrały się tysiące ludzi. Deputowani, którzy głosowali za odsunięciem Rajoeliny, wieczorem udali się tam, by „zdać raport” wojsku. Tłum wiwatował na ich cześć, witając ich jako współuczestników „narodowego wyzwolenia”.
Jednocześnie większość instytucji państwa pozostała sparaliżowana. Linie lotnicze Air France ogłosiły zawieszenie wszystkich lotów między Paryżem a Antananarywą co najmniej do 17 października, tłumacząc to sytuacją bezpieczeństwa. W kraju zapanowała atmosfera ulgi i niepewności zarazem.
Historia, która się powtarza
Madagaskar zna ten scenariusz aż za dobrze. CAPSAT był już raz kluczowym aktorem politycznego przewrotu – w 2009 roku, gdy obalił prezydenta Marca Ravalomananę i wyniósł do władzy… właśnie Andrę Rajoelinę. Tamten zamach, podobnie jak obecny, miał poparcie ulicy i obietnicę „odnowy demokratycznej”. Skończył się jednak długimi latami stagnacji i międzynarodowej izolacji.
Dziś wielu mieszkańców wyspy pyta, czy nowi „wyzwoliciele” nie powtórzą błędów poprzedników. Na razie wojskowi mówią o „transformacji”, „rządzie cywilnym” i „reformie instytucji”, ale dla ludzi żyjących w kraju, w którym połowa społeczeństwa żyje poniżej granicy ubóstwa, to słowa zbyt często już słyszane.
Madagaskar, jedna z najbiedniejszych gospodarek świata, po raz kolejny stoi na rozdrożu: między marzeniem o odnowie a groźbą powrotu do wojskowej autokracji. Historia tej wyspy ma w sobie rytm cyklicznego buntu i rozczarowania. I choć dziś na Place du 13-Mai rozbrzmiewają pieśni wolności, w powietrzu wisi pytanie, które Malgasze znają aż za dobrze – kto tym razem naprawdę przejął władzę… lud czy jego nowi generałowie?









