Szósty triumf Liverpoolu

W rozegranym w sobotę na stadionie Wanda Metropolitano w Madrycie finale Ligi Mistrzów FC Liverpool pokonał Tottenham Hotspur 2:0 i po raz szósty w historii wygrał te elitarne rozgrywki. Wcześniej „The Reds” triumfowali w latach 1977, 1978, 1981, 1984 i 2005. Poziom spotkania dwóch angielskich zespołów mocno jednak rozczarował.

Drugi z finałów tegorocznych europejskich pucharów, podobnie jak rozegrany w minioną środę bój dwóch londyńskich zespołów, Arsenalu i Chelsea, o triumf w Lidze Europy, był wewnętrzną angielską rozprawą między Liverpoolem a Tottenhamem. Niestety, też okazał się piłkarskim widowiskiem na mizernym poziomie. Ekipa „The Reds” miała furę szczęścia, bo po dyskusyjnym zagraniu ręką słoweński arbiter Damir Skomina już w pierwszej minucie meczu odgwizdał na ich korzyść „jedenastkę”, którą na gola zamienił Egipcjanin Mahomed Salah. Przez następne 85 minut byliśmy świadkami chaotycznej kopaniny w wykonaniu obu zespołów, prowadzonej wedle zdawałoby się dawno już porzuconej przez wyspiarskie zespoły zasady „kopnij i biegnij”.

Kibice tymczasem oczekiwali emocji do jakich przyzwyczaiła ich zwłaszcza ta edycja Ligi Mistrzów, ale na obiekcie na co dzień wykorzystywanym przez lubujący się w brzydkiej defensywnej grze zespół Atletico zatriumfował właśnie taki futbol. Momentami aż trudno było uwierzyć, że topornie grający Liverpool to jest ten sam zespół stworzony przez Juergena Kloppa, którego porażkę w finale ubiegłorocznej edycji tak powszechnie żałowano. Tym razem niemiecki trener poświęcił na ołtarzu swojego pierwszego triumfu w europejskich pucharach piękno i fantazję w grze, zmuszając swoich graczy do pilnowania z rzemieślniczą konsekwencją dostępu do własnej bramki, strzeżonej przez Brazylijczyka Alissona Beckera. Dlatego tegoroczny finał nie był pokazem romantycznego futbolu, bo zespół „The Reds” i jego trener mieli romantycznych porażek po dziurki w nosie. W taki przecież sposób przegrali na finiszu z Manchesterem City walkę o mistrzostwo Anglii.

Oczekiwania zawiódł też Tottenham, który cały zapas futbolowego romantyzmu w grze wyczerpał w półfinałowych bojach z Ajaksem Amsterdam. Podopieczni argentyńskiego trenera Mauricio Pochettino, chociaż mieli już w swoich szeregach wyleczonego w alarmowym tempie Harry’ego Kane’a, nie potrafili przełamać żelaznej defensywy Liverpoolu. Atakowali chaotycznie, zagrywali piłkę niedokładnie, strzelali niecelnie, a jeśli już trafiali w światło bramki, to zawsze jakoś tak niefortunnie, że trafiali piłka w bramkarza Alissona. W ten sposób pomogli Brazylijczykowi zdobyć tytuł bohatera wieczoru, chociaż Alissonowi daleko było do wyczynu Jerzego Dudka sprzed 14 lat, gdy bronił karne w finałowej potyczce z AC Milan. Po takim widowisku wypada tylko prosić los, żeby w nowym sezonie w finale nie grały już zespoły z jednego kraju.

 

UEFA wybiera drużynę roku

Fot. W 2018 roku Cristiano Ronaldo i Leo Messi w najważniejszych plebiscytach musieli ustąpić miejsca Luce Modriciowi

 

 

Kibice piłkarscy znów będą mieli okazję wyrazić swoje uznanie najlepszym graczom w Europie. UEFA ogłosiła właśnie listę pięćdziesięciu piłkarzy, z których fani będą mogli wybrać najlepszą ich zdaniem jedenastkę w 2018 roku.

 

Na oficjalnej stronie internetowej UEFA pojawiła się lista 50 piłkarzy, na których kibice mogą głosować w plebiscycie na „Drużynę Roku UEFA”. Doboru kandydatów dokonano na podstawie ich osiągnięć w tegorocznych meczach reprezentacji narodowych oraz ich drużyn klubowych rozgrywanych pod egidą UEFA – Ligi Mistrzów, Ligi Europy i Superpucharu Europy. Wśród wytypowanych graczy znalazł się tylko jeden polski piłkarz – Robert Lewandowski, którego umieszczono rzecz jasna wśród napastników. Oprócz niego nie mamy innego gracza, który mógłby liczyć choćby tylko na nominację.

Najwięcej przedstawicieli w gronie nominowanych ma Real Madryt (9), który w tym sezonie wygrał po raz trzeci z rzędu Ligę Mistrzów. Siedmiu zgłoszonych do „Drużyny Roku UEFA” zawodników ma nie wiadomo dlaczego FC Barcelona, po sześciu finalista Ligi Mistrzów FC Liverpool oraz triumfator Ligi Europy Atletico Madryt. Jeśli chodzi o narodowość w wytypowanej „50” kandydatów dominują zwycięzcy mundialu w Rosji Francuzi, których zgłoszono aż 10.

Lewandowski, którego w tym roku zlekceważono we wszystkich prestiżowych indywidualnych plebiscytach, także w tym ma niewielkie szanse na znalezienie się w wyróżnionej jedenastce graczy. Kapitan reprezentacji Polski i najskuteczniejszy strzelec Bayernu Monachium już wcześniej trafiał do grona kandydatów do „Drużyny Roku UEFA”, ale nigdy nie został wybrany do podstawowej jedenastki. Najczęściej w kategorii napastników głosujący stawiali na Cristiano Ronaldo (12 razy) i Lionela Messiego (9).

Obaj ci genialni napastnicy znaleźli się w gronie kandydatów również i w tym roku, ale chociaż Lewandowski nie ustępuje im w strzeleckich dokonaniach, to zapewne nie on będzie najpoważniejszym konkurentem dla Portugalczyka i Argentyńczyka do obsadzenia linii ataku w „Drużynie Roku”, tylko Francuzi Kylian Mbeppe i Antoine Griezmann, Brazylijczyk Neymar, Anglik Harry Kane i może jeszcze Egipcjanin Mohamed Salah.

 

Nominowani do drużyny roku:

Bramkarze: Alisson Becker, Hugo Lloris, Keylor Navas, Jan Oblak, Marc-Andre ter Stegen.

Obrońcy: Jordi Alba, Giorgio Cheillini, Gimenez, Diego Godin, Lucas Hernandez, Joshua Kimmich, Kalidou Koulibaly, Kostas Manolas, Marcelo, Gerard Pique, Sergio Ramos, John Stones, Samuel Umtiti, Virgil van Dijk, Raphael Varane.

Pomocnicy: Casemiro, Kevin de Bryune, Eden Hazard, Isco, N’Golo Kante, Toni Kroos, James Milner, Luka Modrić, Saul Niguez, Dmitri Payer, Miralem Pjanić, Paul Pogba, Ivan Rakitić, David Silva, Florian Thauvin.

Napastnicy: Gareth Bale, Edison Cavani, Paulo Dybala, Edin Dzeko, Roberto Firmino, Antoine Griezmann, Harry Kane, Robert Lewandowski, Sadio Mane, Kylian Mbappe, Lionel Messi, Neymar, Cristiano Ronaldo, Mohamed Salah, Luis Suarez.

 

Najdroższy bramkarz na świecie

Tylko kilkanaście dni Brazylijczyk Alisson Becker był najdrożyszym bramkarzem w historii futbolu. FC Liverpool wykupił go z AS Roma za 75 mln euro. Od minionej środy rekordzistą jest 23-letni Hiszpan Kepa Arrizabalaga.

 

Trener Chelsea Londyn Maurizio Sarri miał poważny problem do rozwiązania, bo belgijski bramkarz Thibaut Courtois zażądał transferu do Realu Madryt. Najlepszy golkiper mundialu w Rosji miał dwa mocne argumenty. Prywatny – bo w Madrycie na co dzień mieszka jego rodzina i dzieci oraz sportowy, bo po tym sezonie wygasał jego umowa z Chelsea, więc za rok i tak by odszedł ze Stamford Bridge, tyle że za darmo. Szefowie londyńskiego klubu próbowali jeszcze namówić Belga do przedłużenia kontraktu w zamian za gigantyczna podwyżkę uposażenia, ale gdy stanowczo odmówił, wyrazili zgodę na jego transfer do Realu za 38 mln funtów.

Jeśli trenujący z pierwszym zespołem Chelsea 18-letni polski bramkarz Marcin Bułka zwietrzył w tym transferze jakąś szansę dla siebie, musiał być nielicho rozczarowany wieścią, że londyński klub uruchomił tzw. klauzulę odstępnego za hiszpańskiego golkipera Athletic Bilbao Kepę Arrizabalagę. Za tego 23-letniego piłkarza baskijski klub zawinszował sobie aż 80 mln euro (71,6 mln funtów) i taką też kwotę Chelsea przelała na jego konto. I tak oto mało znany jak na razie Kepa Arrizabalaga został najdroższym bramkarzem w historii futbolu, bijąc rekord należący do Alissona Beckera, którego Liverpool sprowadził tego lata z Romy za 67 mln funtów (ok. 75 mln euro).

W poprzednim sezonie nowy nabytek Chelsea Londyn wystąpił w barwach Athletic Bilbao w 31 meczach, w których wpuścił 44 gole i tylko w siedmiu zachował czyste konto. W reprezentacji Hiszpanii zagrał tylko raz, w meczu towarzyskim. Jak na gracz za 80 „baniek” są to osiągnięcia raczej więcej niż przeciętne.

 

Zapłacą furę pieniędzy za brazylijskiego bramkarza

Jeszcze dwa lata temu Brazylijczyk Alisson Becker był tylko zmiennikiem Wojciecha Szczęsnego w AS Roma. Po jego odejściu zaliczył udany sezon w rzymskim zespole zwieńczony niezłym występem w mistrzostwach świata.

 

Dzisiaj Alisson Becker jest najdroższym bramkarzem w historii futbolu, bo FC Liverpool zapłacił za jego transfer z AS Roma aż 75 milionów euro. Ta szokująca kwota to skutek desperacji jaka zapanowała w angielskim klubie po kuriozalnych wpadkach niemieckiego bramkarza Lorisa Kariusa w finałowym meczu Ligi Mistrzów z Realem Madryt, przez które „Czerwone Diabły” straciły szansę na zwycięstwo. Trener ekipy „The Reds” Juergen Klopp próbował ratować markę rodaka, ale Karius rozsypał się psychicznie tak dalece, że popełniał rażące błędy nawet w meczach sparingowych.

Dlatego Klopp chcąc nie chcąc musiał poszukać innego bramkarza i jego wybór padł właśnie na brazylijskiego golkipera. Negocjacje nie były łatwe, bo działacze rzymskiego klubu, którzy wcześniej pozbyli się z klubu Polaka Łukasza Skorupskiego, nawet nie brali pod uwagę odejścia Alissona Beckera. Chcąc zablokować transfer windowali więc cenę ponad wszelkie granice przyzwoitości. Jeszcze w środę wydawało się, że cel osiągną, bo Liverpool oferował w sumie 70 milionów euro, a oni zażądali 75. W czwartek angielski klub zgodził się na tę kwotę i mleko się wylało. Brazylijczyk został najdroższym bramkarzem w historii futbolu i teraz będzie musiał zmierzyć się z bezlitosnymi dla takich krezusów angielskimi mediami. Może być pewny, że najmniejszy nawet błąd zostanie zauważony i wypomniany.

Pozyskanie Alissona Beckera to zarazem koniec marzeń Lorisa Kariusa na odbudowanie zrujnowanej marki, a już na pewno nie w FC Liverpool. Niemiec może być pewny, że dysponujący końskim zdrowiem Brazylijczyk nie wpuści go do bramki. Coś na ten temat może powiedzieć Łukasz Skorupski, który cały poprzedni sezon spędził w AS Roma jako zmiennik Beckera i nie doczekał się ani jego kontuzji, ani gwałtownego załamania formy.

A nie jest powiedziane, że Karius spędzi nowy sezon na ławce rezerwowych Liverpoolu. Klopp jest doświadczonym trenerem i wie, że Alisson Becker w nowym otoczeniu może przejść na początku jakiś kryzys formy. Dlatego będzie szukał dla niego pewniejszego zmiennika. Kto wie, może da szansę 18-letniemu Polakowi Marcinowi Bułce?