Pamięć i wdzięczność im się należy

Ci co rządzą, nie mają wstydu za grosz, posługują się przemocą. Obserwuję tę rzeczywistość uważnie i dochodzę do wniosku, że takiego kłamstwa jak teraz nigdy jeszcze nie było. Oni uważają, że jeśli wygrali wybory to ich to upoważnia do wszelkich łajdactw i kłamstw. To jest mentalność trudna do wyobrażenia w cywilizowanym świecie – z Andrzejem Bychowskim, emerytowanym satyrykiem, aktorem i parodystą rozmawia Krzysztof Lubczyński.

Panie Andrzeju, mieliśmy maj, niedawno, 8 i 9 maja minęła kolejna, 76 rocznica zakończenia II wojny światowej i domyślam się, że jak ma to Pan w zwyczaju, nie zapomniał Pan o żołnierzach radzieckich, którzy zginęli na ziemiach polskich w czasie ich wyzwalania…
Oczywiście, że nie zapomniałem, a ponure zdarzenie z końca 2019 roku, kiedy to brutalnie zniszczono cokół pomnika generała Zygmunta Berlinga, który wspólnie z nimi wyzwalał Warszawę, a którego pomnik stał przez dziesięciolecia nieopodal przyczółku czerniakowskiego, jeszcze bardziej umocnił mnie w postanowieniu corocznego, choćby nawet w pojedynkę, honorowania pamięci poległych żołnierzy radzieckich,w tym także poległych w walkach o Warszawę. Skądinąd, swego czasu zrobiłem to wspólnie z delegacją Lewicy, pod zniszczonym już pomnikiem. Dlatego co roku w maju składam kwiaty i zapalam znicze na ich grobach na cmentarzu przy Alei Żwirki i Wigury. Ale o miejscu, w którym stał ten barbarzyńsko zniszczony pomnik też pamiętam, choć właściwie nie ma już po nim śladu, bo najpierw zniszczono figurę, a później nawet cokół, którym na miarę skromnych możliwości się opiekowałem. Do tego te barbarzyńskie czyny, dokonane z naruszeniem prawa, pozostały bezkarne, mimo że powiadomiona o tym fakcie policja miała także dostęp do personaliów sprawców. Nie uczyniła nic, żeby im się dobrać do skóry. Wolała działać na rozkaz PiS, pałując i przetrzymując w komisariatach kobiety walczące na ulicach o swoje prawa. Nie mam słów na potępienie tego wszystkiego. A jednocześnie postawiono nie wiadomo ile pomników Jana Pawła II czy Kaczyńskiego. Tu w ogóle nie ma mowy o jakiejkolwiek historii, to jest czysta, kłamliwa propaganda. Ci co rządzą, nie mają wstydu za grosz, posługują się przemocą. Obserwuję tę rzeczywistość uważnie i dochodzę do wniosku, że takiego kłamstwa jak teraz nigdy jeszcze nie było. Oni uważają, że jeśli wygrali wybory to ich to upoważnia do wszelkich łajdactw i kłamstw. To jest mentalność trudna do wyobrażenia w cywilizowanym świecie. Normalnie to jest tak, że politycy u władzy kłamią ze świadomością, że robią coś niewłaściwego. Oni inaczej – oni uważają, że wygrane wybory upoważniają ich do wszystkiego i wszystko uzasadniają. Reprezentują mentalność trudną do wyobrażenia przez normalnego człowieka. To jest jakiś nawrót barbarzyństwa rodem jakby z najdawniejszych czasów, jakichś praktyk jakby rodem z ponurych baśni. Przyznam, że mimo upływu czau nie mogę oswoić się z ta rzeczywistością. Do tego ten kler, chciwy, chroniący pedofilów w sutannach, a jednocześnie bezwstydnie pouczający innych moralnie, który karmiony jest przez PiS pieniędzmi z naszych podatków. Normalnemu człowiekowi trudno się z tym wszystkim pogodzić, bo to się mieąci raczej w wyobraźni kabareciarza niż w normalnej przestrzeni życia. Szczęśliwie byłem człowiekiem estrady i kabaretu, więc jestem z tym jakoś oswojony. Ale w najśmielszych snach trudno mi było wyobrazić sobie, że to, co ja i moi koledzy wymyślamy dla potrzeby estrady, stanie się rzeczywistością.
Nie obawia się Pan posądzenia o bycie gloryfikatorem wojska systemu stalinowskiego?
A jeśli nawet ktoś by mnie oskarżył, to czy to zwalnia mnie z obowiązku okazania wdzięczności za to co widziałem, jako siedmioletni dzieciak, późnym latem 1944 roku i w 1945 roku? Przecież te setki młodych żołnierzy radzieckich, którzy zginęli na ziemiach polskich w latach 1944-1945 roku, to nie byli stalinowscy aparatczycy. Gdyby nie nadejście Armii Czerwonej, hitlerowscy bandyci z Wehrmachtu i SS wybiliby, choćby warszawiaków, do nogi. Rozważanie takich czy innych przewin Związku Radzieckiego wobec Polski jest bezprzedmiotowe w obliczu faktu, że to ostatecznie ten kraj zapobiegł ostatecznej eksterminacji Polaków w Generalnej Guberni. Po Żydach przyszłaby kolej na Polaków, ale wielu z nich, w tym rząd PiS, nie chcą tego uwzględnić nawet w swoim antyniemieckim zacietrzewieniu, bo ich zacietrzewienie, zaślepienie antyradzieckie jest nie mniejsze. Poza tym trzeba pamiętać, że Stalin jaki był taki był, aniołem na pewno nie był, ale przysporzył Polsce Ziem Zachodnich i Północnych, o których bez niego nawet nie moglibyśmy sobie w granicach Polski wyobrazić i jeździlibyśmy nad Bałtyk za granicę. Uwolnił nas natomiast od ziem wschodnich, które byłyby do dziś dla Polski obciążającym przekleństwem, miejscem dramatycznego, zapewne krwawego konfliktu narodowościowego. Te Kresy za którymi tak tęskniła część pokolenia moich rodziców, byłyby dziś dla Polski źródłem niewyobrażalnej tragedii i być może kolejnej wojny domowej. Jako przywódca ZSRR ofiarował nam też liczne dobra niezbędne do odbudowania Warszawy i kraju po wojnie, w tym Pałac Kultury i Nauki, który do dziś służy polskiej kulturze. Historia nigdy nie jest czarno-biała, więc i to trzeba docenić. Także w PRL było wiele rzeczy dobrych, nie wszystko oczywiście, ale został zohydzony ponad miarę. Nie można oceniać rzeczywistości w oderwaniu od kontekstu w którym się ona dokonuje.
Przeciwnicy honorowania pamięci żołnierzy radzieckich w Polsce powołują się na przykłady rabunków i gwałtów przez nich dokonywane…
Wojna rodzi takie zachowania zawsze, w każdej epoce i pod każdą szerokością geograficzną, tego typu ekscesy zdarzają się w każdej armii, polskiej i amerykańskiej nie wyłączając. Każda wojna ma swoje ponure prawa. W czasie okupacji mieszkałem w domu z ogrodem przy ulicy Dąbrowieckiej na Saskiej Kępie. Pamiętam, że gdy już po upadku powstania stacjonowali w naszym ogrodzie żołnierze radzieccy, jeden z nich zgwałcił miejscową dziewczynę, co widziałem do pewnego stopnia na własne oczy, został następnego dnia postawiony za ten czyn przed sądem polowym i rozstrzelany. Nie jest więc prawdą, że dowództwo radzieckie zachęcało do gwałtów czy rabunków, ale takimi drastycznymi metodami starało się je hamować. Pamiętam taka sytuacje, już okresu po wyzwoleniu, kiedy jakiś oficer radziecki stacjonujący u nas, zabrał mnie, chłopaczka, ze sobą w jakąś podróż służbową podczas której ostrzelali nas „bandyci wyklęci”. Tak przywitali swoich wyzwolicieli. Pamiętam jak kule świstały po samochodzie i krzyk kierowcy, „Andriej, kryj się!”.
Wracając do pamięci historycznej, szykują się kolejne akty barbarzyństwa, na przykład planowane jest usuwanie grobów komunistów z cmentarza komunalnego na Powązkach, w tym grobów Bolesława Bieruta czy Juliana Marchlewskiego. Zapowiedział to funkcjonariusz pisowskiej telewizji partyjne, dawnej TVP, Tadeusz Płużański. Co Pan na to?
Temu barbarzyństwu nie ma końca. To hańba, bo groby to pamięć historyczna, o którą pisowcy tak bardzo gardłują, ale interesuje ich tylko „ich prawda historyczna”, bardzo zniekształcona, taka którą pisze na ich zamówienie IPN, kosztowna i szkodliwa instytucja, która powinna zostać zlikwidowana. Potępiają komunistów, wśród których było wielu szlachetnych ludzi, a czczą jakichś pożal się Boże, „żołnierzy wyklętych”, których oddziały przesycone były bandytami, rabusiami i gwałcicielami, mordercami ludzi o lewicowych poglądach. Dziś pisowska władza zrobiła z nich głównych bohaterów narodowych, tak jakby innych nie było. Już nawet okupacyjna Armia Krajowa jest dla nich nieistotna, tylko ci „wyklęci”. W ogóle nie ma innych bohaterów narodowych, zniknęli wybitni ludzie Odrodzenia, Oświecenia, Pozytywizmu, na których pamięci wychowałem się ja i moje pokolenie w czasach szkolnych. Dlatego ja, póki będę mógł, będę dawał wyraz pamięci i szacunku tym, którym się to od nas należy.
Dziękuję za rozmowę.

Andrzej Bychowski (ur. 1937 w Mińsku Mazowieckim) – dzieciństwo i młodość spędził w Bydgoszczy. Ukończył tamtejsze Liceum Kulturalno-Oświatowe. Absolwent Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej w Warszawie jako eksternista (1962). Karierę zawodową zaczynał w Estradzie Bydgoskiej i tamtejszej rozgłośni Polskiego Radia. Na antenie ogólnopolskiej zadebiutował w popularnym programie radiowym „Podwieczorek przy mikrofonie”. Od 1962 występował w warszawskim Teatrze Syrena, u boku m.in. Adolfa Dymszy i „Lopka Krukowskiego”. Występował z sukcesami na festiwalach piosenki polskiej w Opolu (1964 – nagroda publiczności). W 1965 wystąpił na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie. W latach 1957-1959 aktor-śpiewak Teatrów Dolnośląskich (Jelenia Góra-Wałbrzych). W latach 1965-1966 koncertował z zespołem Niebiesko-Czarni. Przez wiele lat odbywał podróże artystyczne do USA. Największą sławę zdobył jako wspaniały, bardzo muzykalny parodysta m.in. polskich i obcych piosenkarzy i … piosenkarek, głównie francuskich i włoskich. Przez wiele lat był najwybitniejszym polskim parodystą obok Bolesława Gromnickiego.

Tylko Robert Biedroń

– Tylko on jako prezydent zrobi to, czego nie zrobiłby żaden z jego rywali – realnie rozdzieli Kościół i Państwo
– z Andrzejem Bychowskim, aktorem, lewicowym działaczem społecznym rozmawia Krzysztof Lubczyński.

Dlaczego zawiesił Pan na swoim ogrodzeniu domowym hasła wzywające do głosowania na kandydata Lewicy Roberta Biedronia?

Bo uważam, że Robert Biedroń jest najlepszym kandydatem na prezydenta Polski. Jest wykształcony, ukończył studia z zakresu nauk politycznych. Poza tym, co bardzo ważne, był już prezydentem Słupska, gdzie bardzo dobrze się sprawdził i mieszkańcy tego miasta bardzo dobrze go wspominają, a nawet żałują, że nadal nie zarządza ich miastem. Dzięki temu Biedroń zdobył duże doświadczenie, w mikroskali co prawda, ale jednak w zarządzaniu dużym organizmem miejskim, w różnych aspektach życia społecznego i gospodarczego. Nie ma takiego doświadczenia żaden z jego rywali do stanowiska prezydenta, łącznie z panem Dudą, który wyspecjalizował się jedynie w posłusznym podpisywaniu ustaw podsuwanych mu przez władzę PiS oraz w picerskim „gospodarskim” objeżdżaniu kraju i wygłaszaniu nadętych przemówień.

Co Pan ceni w Robercie Biedroniu poza wspomnianym doświadczeniem?

Cenię wiele jego walorów, ideowych, intelektualnych, emocjonalnych ale zaakcentuję kwestię, którą spośród wszystkich kandydatów może rozwiązać akurat tylko Robert Biedroń. Otóż tylko on jako prezydent zrobi to, czego nie zrobiłby żaden z jego rywali – realnie rozdzieli Kościół i Państwo. Średniowieczny model tych relacji, który czyni z Polski historyczny skansen w skali Europy, a nawet świata, powinien zostać wreszcie zastąpiony rozwiązaniem nowoczesnym. Kler katolicki głosi, że w Polsce jest 95 procent wierzących. To jest nieprawda. W Polsce jest 95 procent ochrzczonych, to znaczy mechanicznie, w niemowlęctwie, bez ich woli wcielonych na wniosek rodziców, do organizacji, jaką jest Kościół katolicki. Tymczasem artykuł 290 konstytucji, który mówi o obywatelskim prawie do zrzeszania się, zabrania wcielania kogokolwiek wbrew jego woli do jakiejkolwiek organizacji czy innego zrzeszenia. Wiem, że ludzie się do tego przez wieki przyzwyczaili i traktują to niemal jak oddychanie, ale jak się nad tym chwilę zastanowić, to mamy do czynienia z jedynym takim przypadkiem w życiu społecznym, w którym człowiek jest bez jego świadomości i woli wcielany automatycznie do jakiejś zorganizowanej struktury, a ponadto, gdy chce z niej już jako człowiek dorosły wystąpić, co się coraz częściej zdarza, stawiane mu są trudne do pokonania bariery biurokratyczne, formalne. To jest kuriozalne, że człowiek, który w okresie dorosłości uświadamia sobie, że jest ateistą, uświadamia sobie jednocześnie, że został już dawno bez jego woli wcielony do organizacji, której nie akceptuje i z której nie chcą go wypuścić, jak to powinno być, za zwykłym oświadczeniem woli. Kościół katolicki jest ogromnym, uprzywilejowanym zrzeszeniem przymusowo wcielonych. Co gorsza, to wcielanie jest tym obrzydliwsze, że dokonywane przy wykorzystaniu osób nieświadomych i bezbronnych, jakimi są małe dzieci i przy wciąganiu w ten proceder rodziców. Apeluję do pana Ziobry, żeby zajął się nielegalnymi działaniami tych werbowników, którzy mają zresztą na koncie walkę z wolnością, z ustaleniami nauki, którzy wciskali ludziom ciemnotę że Ziemia jest płaska a Słońce obraca się wokół niej, a na rękach mają krew takich ludzi jak polski myśliciel-ateista Kazimierz Łyszczyński, torturowany i stracony z nakazu polskiego oddziału inkwizycji. Inna kwestia, którą może rozwiązać także jedynie Robert Biedroń jako prezydent. Tylko on podpisze przygotowaną przez posłów Lewicy ustawę o prawie do przerywania ciąży do 12 tygodnia. Tych rzeczy nie zrobi nie tylko pan Duda, ale także pan Kosiniak-Kamysz, Hołownia, pani Kidawa-Błońska, którzy mówią o jakimś rzekomym „kompromisie”, a tym bardziej pan Bosak, katolicki radykał. Krótko mówiąc, wszyscy pozostali kandydaci w mniejszym czy większym stopniu, mniej czy bardziej ostentacyjnie, sprzyjają interesom i władzy politycznej Kościoła katolickiego. Dodam jeszcze jeden wielki walor Roberta Biedronia – jest znakomitym mówcą, i to mówcą – na temat. Podkreślam – na temat. Mówi piękną polszczyzną, logicznie, z sensem, trafia w samo sedno podejmowanych zagadnień. Pan Duda mówi dużo i nieznośnie głośno, ale wypowiada same frazesy. Pan Kosiniak – niestety podobnie. O innych nie wspomnę. Pół żartem pół serio dodam, że Robert jest najprzystojniejszy z męskich kandydatów, co w epoce przewagi przekazu wizualnego też nie jest bez znaczenia. Dlatego apeluję – wywieszajcie, jeśli możecie hasła zachęcające do głosowania na Roberta Biedronia.

Proszę przypomnieć, jak brzmią hasła, które Pan wywiesił na ogrodzeniu swojego domu w Warszawie?

„Prezydent Polski Robert Biedroń”, „Nie głosuj na bezprawie i sprawiedliwość”.

Czy wzywając do głosowania na Biedronia nie obawia się Pan zarzutu, że tym samym niejako automatycznie wspiera Pan PiS w jego tak krytykowanym ostrym dążeniu do szybkich wyborów, niebezpiecznych w fazie wzrostu epidemii?

To jest osobne zagadnienie, ale fakt, że mamy takie czy inne zdanie w tej kwestii nie może skutkować zapomnieniem o naszym lewicowym kandydacie, tym bardziej, że pan Duda jest cały czas lansowany przez pisowskie media z TVPiS na czele. W końcu kiedyś te wybory się odbędą i musimy być na ten moment przygotowani.

W zeszłym roku opiekował się Pan cokołem zniszczonego pomnika generała Zygmunta Berlinga w Warszawie. Relacjonowaliśmy to w „Dzienniku Trybuna”, udzielił nam Pan wywiadu. Pod koniec roku cokół został ostatecznie zdemontowany, a wcześniejsze postępowanie policyjne umorzono, uzasadniając to formalnie brakiem wykrycia sprawców…

Choć policja jest w posiadaniu danych osób, które mogą być sprawcami tego czynu. To, kto dokonał tego czynu jest tajemnicą Poliszynela. Napisałem do redakcji „Trybuny” krótki list, w którym odniosłem się do waszego artykułu na ten temat. Skorzystam z okazji, żeby przedstawić tu jego treść. Otóż tego barbarzyńskiego aktu dokonano w grudniu na podstawie uchwały Rady Miasta Stołecznego Warszawy, która podjęła tę decyzję na podstawie ustawy tzw. „dekomunizacyjnej”. Ręce opadają i cisną się na usta najgorsze przekleństwa… Jak ocenić tych radnych? Co za niemądrzy ludzie siedzą w tej radzie? Ludzie, kogo wybraliście? Ten pomnik zbudowano nie dlatego, że generał Berling był komunistą, bo nim nie był, i powiedział to nawet w oczy Stalinowi, tylko dlatego, że dowodzone przez niego oddziały wojskowe dywizji kościuszkowskiej dokonały, kosztem ciężkich ofiar, prawobrzeżną Warszawę, Pragę. W ten sposób uratował od niechybnej śmierci około miliona mieszkańców stolicy. Nam, warszawiakom było obojętne, kto nas wyzwoli, komunista, anarchista, statysta czy turysta. Dla nas było ważne, że przestaliśmy się bać, że w każdej chwili może nas zabić na ulicy, pod murem lub w domu niemiecki bandyta z hasłem „Gott mit uns” („Bóg z nami”) na pasku. Kochana Polska Ludowa zbudowała ten pomnik z wdzięczności dla Generała Berlinga – Bohatera. Dlaczego pan prezydent Trzaskowski, który wydaje się rozsądnym człowiekiem i w wielu przypadkach staje PiS-owi okoniem, nie wyrzucił na zbitą twarz tych, którzy formalnie dokończyli zniszczenia pomnika, tym samym niejako przyznając rację tym, którzy dokonali jego pierwszego, skrytego, bandyckiego zniszczenia latem zeszłego roku. I dlaczego posłusznie pozwolił zrealizować szaloną ustawę „dekomunizacyjną” Kaczyńskiego i jego przybocznych, których tak krytykuje? A jednocześnie wznosi się pomniki takim bandytom jak Kuraś – „Ogień”, który zabijał Żydów tylko dlatego, że byli Żydami, nie mówiąc już o innych zbrodniach, a także czci się oficjalnie takich zbrodniarzy jak „Bury” Romuald Rajs, który zamordował kilkudziesięciu Polaków tylko dlatego, że nie przeżegnali się po katolicku. A zniszczono pomnik generała Berlinga, który uratował milion Polaków od niechybnej śmierci z rąk hitlerowskiego okupanta.

Dziękuję za rozmowę.

Kto zniszczył pomnik generała

4 sierpnia zniszczony został pomnik generała Zygmunta Berlinga usytuowany na Pradze, nieopodal Saskiej Kępy, w pobliżu Alei Stanów Zjednoczonych. Według pisma Zastępcy Komendanta Rejonowego Policji Warszawa VII nadkomisarza Wojciecha Zozuli z dnia 12.09.2019 r., skierowanym w odpowiedzi na pismo redakcji „Dziennika Trybuna”, „w sprawie dotyczącej uszkodzenia pomnika gen. Zygmunta Berlinga prowadzone jest postępowanie pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Warszawa-Praga Południe”. Jednak – czytamy w piśmie – „na tym etapie postępowania nikomu nie zostały postawione zarzuty”. Od daty sporządzenia wspomnianego pisma upłynęły już dwa miesiące, a do opinii publicznej nie dotarły żadne nowe informacje w tej sprawie. Tymczasem ocalałym cokołem pomnika zaopiekował się w trybie społecznym Andrzej Bychowski, znany aktor i popularny parodysta, którego ten wandalski czyn głęboko oburzył.

Dlaczego zaopiekował się Pan cokołem, jaki pozostał po zniszczeniu pomnika generała Berlinga?
Jako siedmioletni chłopak, byłem latem 1944 roku świadkiem, jak żołnierze generała Berlinga wyzwalali Pragę, ratując życie co najmniej kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców Pragi. Wiadomo bowiem, co Niemcy zrobili w lewobrzeżnej Warszawy mordując setki tysięcy jej mieszkańców i niszcząc znaczną część jej zabudowy i substancji. Pamiętam, jak Niemcy w popłochu opuszczali Warszawę pod koniec lipca 1944. Jakiś czas potem, mniej więcej na początku września, usłyszeliśmy, a mieszkaliśmy wtedy na ulicy Inżynierskiej, nieznaną nam pieśń śpiewaną po polsku. Zaskoczyło nas to, bo do tej pory słyszeliśmy na ulicach tylko ryki niemieckie, te ich różne „ajluajliajla”. A tym razem byli to polscy żołnierze od Berlinga, wynędzniali, umorusani, niejednokrotnie ranni, obandażowani, z temblakami, śpiewający pieśń znad Oki, jak się później dowiedziałem, ową słynną „Spoza gór i rzek, wyszliśmy na brzeg”. Wkrótce potem zamieszkaliśmy na Dąbrowieckiej 25, na Saskiej Kępie, gdzie z II piętra u sąsiadki, pani Marty, z balkonu, rozciągał się rozległy wtedy widok na Wisłę. I właśnie wtedy zobaczyłem, jak żołnierze Berlinga podjęli próbę przeprawienia się przez Wisłę, przyjścia na pomoc powstaniu i wyzwolenia lewobrzeżnej Warszawy. Widziałem Wisłę rozświetloną jaskrawo niemieckimi reflektorami, salwy karabinów maszynowych i ginących, tonących w nurcie rzeki polskich żołnierzy. Po latach dowiedziałem się, że ta przeprawa skończyła się krwawym bojem tych, którzy zdołali przepłynąć, bojem z Niemcami na Przyczółku Czerniakowskim. Nie jestem historykiem, więc nie opowiadam tych zdarzeń jak z podręcznika, a tylko dzielę się swoimi wspomnieniami i wrażeniami chłopaczka sprzed 75 lat.

Pomnik generała Berlinga od lat był na cenzurowanym prawicy, wielokrotnie oblewano go czerwoną farbą, aż pewnego dnia latem tego roku, grupa politycznie motywowanych wandali strąciła jego figurę z cokołu. Jak Pan przyjął wiadomość o tym, 
co się stało?
Od lat, przejeżdżając tędy widziałem ten pomnik, aż pewnego dnia zauważyłem, że pomnika nie ma na cokole. Szybko sprawdziłem, że został on zwalony i zniszczony przez jakichś politycznych łobuzów. Dlatego, żywiąc uczucie wdzięczności dla wyzwoliciela Pragi, postanowiłem zaopiekować się ocalałym cokołem. Był on od dłuższego czasu zaniedbany, brudny, zamazany, a napisy były coraz gorzej widoczne. Własnymi rękami, przy użyciu farby poprawiłem napisy, domalowałem biało-czerwone barwy. Szczęście w nieszczęściu, że choć ci wandale, barbarzyńcy zniszczyli figurę pomnika, to nie zdołali zniszczyć ani solidnego cokołu, ani wyrytego na nim napisu z nazwiskiem generała Zygmunta Berlinga i datami jego życia. Przynoszę też regularnie kwiaty i znicze.

Zwróciłem się do warszawskiej policji z dziennikarskim pytaniem o to, czy w tej sprawie prowadzone jest jakieś postępowanie. Pismem z 23 września b.r. nadkomisarz Wojciech Zozula poinformował mnie, że „prowadzone jest postępowanie”, ale że „na tym etapie postępowania nikomu nie zostały przedstawione zarzuty”. Co Pan na to?
Jestem załamany biernością policji, że nie określę tego ostrzej. W dużo bardziej błahych sprawach, gdzie nie ma żadnych realnych szkód, gorliwie interweniują. A w tym przypadku nikt dotąd nie poniósł żadnych konsekwencji tego czynu. A przecież nielegalnie zniszczono pomnik należący do zasobu i będący w rejestrze obiektów pamięci miasta stołecznego Warszawy, zniszczono dzieło konkretnego artysty. Że nie wspomnę już o tym, że dokonanie takiej operacji bez odpowiedniej zgody administracyjnej, strącenie z wysokości na ziemię ważącego pewnie co najmniej tonę obiektu stwarzało potencjalne zagrożenie dla zdrowia i życia zarówno osób, które dokonały tego nielegalnego czynu, jak i osób postronnych, które potencjalnie mogły się w tym momencie i w tym miejscu znaleźć. To naprawdę było ciężkie złamanie prawa. Co więcej, jeden z obserwatorów, co najmniej obserwator, tego wandalskiego czynu otwarcie się ujawnił na twitterze i chwalił to co się stało. Nie wiem więc na czym polega problem policji z tą sprawą. Tą drogą apeluję do warszawskiej policji o ustalenie winnych, tak by mogli stanąć przed sądem i ponieść karę. Nie odpuszczę tego, a pomnikiem nadal będę się opiekował i w miarę skromnych możliwości konserwował go, na ile się da.

W sukurs kandydatom lewicy Wywiad

Znany aktor i znakomity parodysta Andrzej Bychowski postanowił wesprzeć kandydatów Sojuszu Lewicy Demokratycznej – Lewica Razem do organów warszawskiego samorządu i własnym kosztem przygotował ulotki wyborcze kandydata na prezydenta Warszawy Andrzeja Rozenka, a także m.in. Moniki Jaruzelskiej, Agnieszki Wołk-Łaniewskiej i Jana Hartmana. Rozmawia z nim Krzysztof Lubczyński.

 

Skąd ten pomysł prywatnego wsparcia lewicowych kandydatów?

Bardzo mi zależy na dobrym wyniku Sojuszu Lewicy Demokratycznej w stolicy, z którą jestem związany od najwcześniejszego, okupacyjnego jeszcze dzieciństwa. W Warszawie się nie urodziłem, ale los rzucił mnie tu z rodziną i mieszkałem w niej od 1939 do 1945 roku, na ulicach Bliskiej, Dąbrowieckiej i Targowej. Opowiadałem już kiedyś „Trybunie” o tragikomicznej, ale szczęśliwie zakończonej przygodzie z oficerem niemieckim, którego, jako smarkacz obsiusiałem z balkonu i zrobiło się na chwilę niebezpiecznie. Po wojnie opuściliśmy Warszawę i wróciłem do niej dopiero w 1966 roku, gdy słynni Gozdawa i Stępień zaproponowali mi angaż do Teatru „Syrena”. Nie jestem więc warszawiakiem z urodzenia, ale z serca. A co do samego pomysłu – uważam, że po pierwsze nie można dopuścić do wygranej PiS w Warszawie, w tym przede wszystkim do zdobycia przez nich stanowiska prezydenta stolicy, bo to byłby dalszy ciąg zagarniania państwa. Nie wierzę w obiecanki cacanki pana Patryka Jakiego, który usiłuje się przedstawić jako kandydat umiarkowany, ale robi to tylko dlatego, żeby nie odstraszyć umiarkowanych wyborców. Nie mam złudzeń, że gdyby tylko objął to stanowisko, to Warszawa znajdzie się w ręku PiS i biada warszawiakom. Nie chciałbym, by taki los stał się udziałem mojego miasta. Nie mam zaufania do pisowców i ich sojuszników, którzy są politycznymi oszustami i awanturnikami. Poza tym obserwuję, co się dzieje i widzę wokoło, że jest natłok, zalew jakichś prawicowych kandydatów pod rozmaitymi kłamliwymi szyldami, którzy wszystko wszystkim obiecują. Rafała Trzaskowskiego darzę większą sympatią, choćby dlatego, że znałem i ceniłem jego ojca jazzmana, ale zdecydowanie stawiam na kandydata lewicowego.

 

Skąd wybór tych akurat lewicowych kandydatów?

Popieram wszystkich, ale musiałem kogoś wybrać, bo nie jestem milionerem i nie jestem w stanie zamówić ulotek dla wszystkich kandydujących z list SLD – Lewica Razem.

 

Dlaczego popiera Pan Andrzeja Rozenka na stanowisko prezydenta stolicy?

Nie tylko dlatego, że mam lewicowe poglądy i zgadzam się z nim w całej rozciągłości i że uważam go za rozsądnego, mądrego człowieka, dobrego organizatora, który może przysłużyć się Warszawie. Cenię go także za jego walkę z haniebną ustawą dezubekizacyjną, która doprowadziła do śmierci, w tym samobójczych, już kilkadziesiąt osób. Dotknęła wielu niewinnych ludzi, którzy pracowali w służbach specjalnych z różnych powodów, niejednokrotnie w charakterze fachowców i którzy nie uczestniczyły w żadnych represjach.

 

Jak Pan spędzi najbliższe dni?

Będę rozdawał swoje ulotki na ulicach Warszawy. Już robiłem to na MDM w okolicy placu Konstytucji, a w najbliższych dniach można mnie będzie spotkać być może na Nowym Świecie czy na Żoliborzu. Zapraszam.

 

Dziękuję za rozmowę.