Smutek liberałów

Tytuł niniejszego artykułu nie nawiązuje w jakikolwiek sposób do słynnej książki Claude’a Levi-Straussa „Smutek tropików”. Piszę o nędznej kondycji, tak moralnej, jak intelektualnej, tych przedstawicieli nadwiślańskich elit którzy mienią się liberałami i którzy od 30 lat nadają ton debacie publicznej oraz dzierżą w rękach sporą część tzw. „rządu dusz” polskiego społeczeństwa.

Problem zasygnalizował już Maciej Wiśniowski, komentując na łamach Portalu Strajk i „Dziennika Trybuna” postawę dr. Adama Bodnara – Rzecznika Praw Obywatelskich – wobec haniebnego klipu posła Konfederacji zapowiadającego mordowanie socjalistów. Przypomnijmy, że w pierwszej reakcji obrońca praw obywatelskich, czyli wręcz sumienie polskich obrońców demokracji, nie tylko nie zwrócił uwagi na niestosowność takich zawołań, ale wręcz pochwalił Konrada Berkowicza za jego utwór. Potem, wywołany do tablicy przez internautów, niezdarnie tłumaczył, że to nie o treść, a o atrakcyjną, dobrze zmontowaną technicznie formę klipu chodziło.
Trudno jednak nie wyciągnąć wniosku, że prawda jest prozaiczna:
nieodrodni synowie systemu zawieszą wzniosłe kanony liberalne,
odwracając głowę, gdy prześladować i eksterminować się będzie ludzi stojących na antypodach ideologii królującej od 30 lat w Polsce. Tacy już oni są, ci rzecznicy społeczeństwa obywatelskiego, dobrych obyczajów w polityce i demokracji liberalnej, sami siebie stawiający za wzór cnót.
Tymczasem 15 maja 2020 r. 90 lat ukończył prof. Andrzej Walicki, wybitny polski uczony, filozof i historyk idei, uczeń Tadeusza Kotarbińskiego, znawca Rosji i kultury rosyjskiej, emerytowany profesor Uniwersytetu Notre Dame, wykładowca uczelni w Australii (Canberra) oraz USA (Notre Dame i Stanford).
To autor licznych prac z zakresu filozofii społeczno-politycznej, tłumaczonych na wiele języków, badacz myśli rosyjskiej, polskiej filozofii narodowej, historii marksizmu i myśli liberalnej. Jego zainteresowania naukowe obejmują też zagadnienia totalitaryzmu, komunizmu, liberalizmu, patriotyzmu, nacjonalizmu… W 2005, za wybitne zasługi dla nauki polskiej, został odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Takich osobistości, prawdziwych naukowców, cenionych daleko poza granicami Polski, mamy niewiele.
Laudacja na cześć dostojnego jubilata ukazała się w „Przeglądzie”. Wyszła spod pióra innego giganta myśli, prof. Bronisława Łagowskiego. Dlaczego tam, w lewicowym tygodniku, chociaż obaj myśliciele bliżsi są środowiskom liberalnym, w przypadku Łagowskiego – wręcz z lekkim odcieniem konserwatyzmu?

Deprecjacja poprzez przemilczanie głosu tych dwóch znaczących osób przez polski demo-liberalny mainstream, uzurpujący sobie prawo do dyktowania właściwych poglądów na wszystkie tematy, tłumaczy się prozaicznie: otóż tak Walicki, jak i Łagowski wobec stosunków

polsko-rosyjskich zajmują stanowisko realistyczne,
i zgodne z pragmatyzmem wynikającym z położenia i historii Polski.
Na Putina i Federację Rosyjską umieją patrzeć nie jak na zło wcielone, ale trzeźwo: bez idealizowania i bez mitologii, ze zrozumieniem geopolitycznych i kulturowych zmagań we współczesnym świecie. Dalecy są od tak powszechnej w miejscowym mainstreamie – także na lewicy – zwierzęcej rusofobii i spóźnionego, wręcz śmiesznego dziś, antykomunizmu. Tyle wystarczy, by dla polskich liberałów, głoszących tolerancję i pluralizm, stać się myślicielami nie do przyjęcia. Na tym tle intelektualny – i nie tylko – zamordyzm PiS staje się jakby mniej zaskakujący.

Nawet dobrze zresztą, że właśnie w „Przeglądzie” ukazał się ten tekst. Może akurat tam trafi do ludzi otwartych na racjonalność, a nie niezdrowe emocje, realizm, a nie stereotypy i uprzedzenia. Racjonalność, przejrzystość wykładu i realizmu opisu rzeczywistości w wykonaniu obydwu myślicieli ciągle mogą zainspirować naszą polską lewicę – w szerokim rozumieniu – i wzbogacić jej zasób odkrywczych myśli i wizji świata, niestety ciągle ograniczany przez przymilanie się do neoliberalnych środowisk.

Prof. Walicki w najnowszym numerze „Przeglądu” opublikował list otwarty z podziękowaniami. Zawarł też kilka gorzkich słów. Napisał: „Ubolewam nad tym, czego nie kryję. Być może więc byłoby lepiej, gdyby do listy mogły dopisać się inne osoby i środowiska solidaryzujące się ze mną, czego dowodów mam dziś nadspodziewanie wiele. Z tych właśnie środowisk wyszła idea potraktowania 90. rocznicy moich urodzin jako dania mi okazji do obrony mojego stanowiska przed najbliższą mi niegdyś częścią postsolidarnościowego mainstreamu – Michnikowską „Gazetą Wyborczą” i „Politykę”, które potraktowały mnie jako osobę nieistniejącą, opowiadającą się po stronie Rosji, uznanej bezpodstawnie za największe zagrożenie dla Polski i świata. I tym samym skazały mnie wyrokiem bez sądu na totalne wykluczenie. W normalnych warunkach sądziłbym, że przy okazji uroczystości jubileuszowych głos powinni zabierać inni ludzie, a nie sam jubilat. W warunkach polskich jednak doszedłem do wniosku, że muszę zabrać głos, aby obronić się przed infamią”.

I te słowa wybitnego polskiego uczonego, autentycznego i jednego z nielicznych mogących uchodzić za autorytet, celowo, ostentacyjnie przemilczanego, najdobitniej, oddają esencję mentalności tego środowiska, charakteryzują zbiorowość polskich, postsolidarnościowych „mastodontów”. Neoliberałów z jednej i drugiej partii, rzekomo śmiertelnie skłóconych. Nic dodać nic ująć.

Andrzeja Walickiego spojrzenie na Rosję

Za sprawą redakcji tygodnika „Przegląd” ukazała się nowa książka Andrzeja Walickiego „O Rosji inaczej”, co – moim zdaniem – stanowi bardzo ważne wydarzenie nie tylko naukowe, ale przede wszystkim polityczne.

Autor jest światowej sławy uczonym, najwybitniejszym żyjącym znawcą rosyjskiej filozofii i myśli społecznej, co przyniosło mu obok wielu innych wyróżnień Międzynarodową Nagrodę imienia Eugenia Balzana, wręczaną przez prezydenta Republiki Włoskiej i uważaną za odpowiednik nagrody Nobla w dziedzinie nauk humanistycznych. Znaczenie Walickiego nie sprowadza się jednak do tego, że jest on wielkim uczonym o imponującym dorobku naukowym. Jest bowiem także człowiekiem niezwykle odważnym, tą bardzo trudną i cenną odwagą, która wyraża się w obronie przekonań także wtedy, gdy naraża to na niezrozumienie a nawet krzywdzące osądy.
Andrzej Walicki jest zwolennikiem takiego patrzenia na Rosję – tak dzisiejszą, jak dawniejszą – które nie unikając otwartego mówienia o jej czarnych stronach widzi także strony jaśniejsze a przede wszystkim wolne jest od jednostronnej rusofobii. Był za to wielokrotnie atakowany, zwłaszcza na łamach – skądinąd bardzo wartościowej dla polskiej demokracji – „Gazety Wyborczej”. Gdy na łamach tego dziennika Mirosław Czech zaatakował go oskarżając (bezpodstawnie) o rzekome popieranie rosyjskiej agresji wobec Ukrainy („Gazeta Wyborcza 18 lipca 2015), zabrałem w jego obronie głos pisząc, że należy widzieć „zasadniczą różnicę między podejmowaną przez Walickiego próbą zrozumienia polityki rosyjskiego prezydenta a rozpowszechnioną w Polsce tendencją do jej totalnego potępienia jako wyrazu odwiecznych skłonności imperialistycznych Rosji” („Bezpieczeństwo narodowe Polski a stosunki polsko-rosyjskie”, Poznań 2017, s.67). W książce tej dałem wyraz mojego głębokiego przekonania, że od trzydziestu lat – po raz pierwszy w historii naszych narodów – nie ma między Polską i Rosją obiektywnego konfliktu interesów i że podporządkowywanie polityki polskiej antyrosyjskim resentymentom bardziej szkodzi Polsce niż Rosji.
Nadajemy więc na tej samej fali, z tym, że Walicki czyni to w oparciu o ogromny, godny najwyższego uznania dorobek naukowy w zakresie studiów nad intelektualną historią Rosji. Studia te traktuje jako życiowe powołanie, czemu dał wyraz zwłaszcza w swojej autobiografii („Idee i ludzie. Próba autobiografii”, Warszawa 2010). Jako młody człowiek Walicki nie będąc nigdy marksistą i nie angażując się w działalność polityczną podjął studia nad rosyjską myślą filozoficzna i społeczną traktując je jako wkład w odradzanie tego, co w historii Rosji najcenniejsze i co zostało przytłumione przez prymitywną wersję radzieckiego marksizmu. Po upadku ZSRR jego dorobek w tym zakresie został w pełni doceniony w Rosji. Intelektualiści rosyjscy – o czym niejednokrotnie mogłem się przekonać w moich, obecnie znacznie częstszych niż przed laty, wizytach w tym kraju – intensywnie szukają odpowiedzi na fundamentalne pytania o tożsamość Rosji – już nie imperium, ale zarazem nie państwo narodowe w ściśle etnicznym sensie – i o drogi jej modernizacji. W uderzający sposób w obecnych debatach rosyjskich wracają wątki z przeszłości – nie zawsze zresztą sprzyjające demokratycznemu kierunkowi rozwoju. Walicki nie tylko zna tę problematykę, jak nikt inny (w każdym razie, jak nikt inny w Polsce), ale także rozumie ją i potrafi wydobyć z historycznej debaty to, co najbardziej wartościowe.
Nie jest w tym bezkrytyczny, ale nie ulega rusofobii, stanowiącej niestety nagminną chorobę większości polskich autorów wypowiadających się na tematy rosyjskie. Jednym z najciekawszych wątków nowej książki Walickiego jest jego namysł nad przyczynami powodującymi, że w Polsce Rosję ocenia się znacznie surowiej niż inne państwa. Wskazuje na przykład na to, że niektórzy polscy publicyści (niestety znów w tym kontekście pojawia się „Gazeta Wyborcza”) na siłę starali się usprawiedliwiać terroryzm czeczeński, chociaż do głowy by im nie przyszło, by podobnymi argumentami bronić na przykład terroryzmu palestyńskiego.
Jest to problem ogólniejszy, nad którym warto się zastanowić. Rusofobia nie polega na tym, że krytykuje się to czy inne posunięcie Federacji Rosyjskiej, podobnie jak nie jest dowodem antyamerykanizmu krytyka pewnych posunięć Stanów Zjednoczonych. Niejednokrotnie wypowiadałem się bardzo krytycznie o amerykańskiej polityce wobec Iraku, a zarazem jestem zdecydowanym przyjacielem USA i konsekwentnym zwolennikiem sojuszu polsko-amerykańskiego. Dlatego nie uważam, by każdy kto krytykuje na przykład politykę Rosji wobec Ukrainy zasługiwał na miano rusofoba. Czym innym jednak jest stosowanie wobec Rosji innych standardów niż wobec pozostałych państw, w tym naszych sojuszników. Gdy Rosję potępia się za zachowania podobne do tych, które akceptuje się po stronie amerykańskiej, można mówić o antyrosyjskiej jednostronności.
Andrzej Walicki w sprawie stosunków polsko-rosyjskich reprezentuje pogląd, że tragiczna historia naszych narodów powinna łączyć, a nie dzielić. Symbolem tego podejścia mogłoby być pojednanie nad grobami katyńskimi, które ze wzruszeniem obserwowaliśmy 7 kwietnia 2010, gdy na ekranach telewizorów mogliśmy zobaczyć premierów Polski i Rosji oddających cześć ofiarom stalinowskiego bezprawia. Katyń jako symbol nie musi przecież dzielić Polaków i Rosjan. W tej samej skrwawionej ziemi leżą ciała wielu tysięcy Rosjan, zamordowanych – tak jak polscy oficerowie – przez stalinowskich oprawców. Tę potencjalną wspólnotę cierpienia z premedytacją niszczą polscy rusofobii, którzy nawet a tragedii smoleńskiej uczynili instrument dla bezpodstawnego szkalowania Rosji.
Walicki rozumie całą złożoność historycznej relacji polsko-rosyjskiej. Pokazuje rolę jaką pod koniec XVIII i na początku XIX wieku odgrywał ten nurt polskiej myśli politycznej (Familia Czartoryskich, Stanisław Staszic), który we współdziałaniu z Rosją widział ratunek dla Polski. Przypomina entuzjazm, z jakim powitano powstanie w 1815 roku Królestwa Polskiego, związanego z Rosją, ale mającego liberalną konstytucję, własną armię, własną administrację i własne szkolnictwo. To wtedy w pieśni „Boże coś Polskę” znalazły się słowa „naszego króla zachowaj nam Panie”, odnoszące się – rzecz prosta – do Aleksandra Pierwszego. Pokazuje następnie, jak tę nić porozumienia niszczyły powstania polskie i brutalna reakcja rosyjska. We wnikliwy sposób ukazuje te wątki myśli rosyjskiej, w których do głosu dochodziły uprzedzenia antypolskie, postrzeganie Polski i Polaków jako „zdrajców” Słowiańszczyzny. Nie jest więc jednostronny, nie wini wyłącznie Polaków za gromadzące się po obu stronach pokłady wrogości. Zarazem jednak pieczołowicie wydobywa to wszystko, co świadczy o sile propolskich sentymentów w rosyjskiej myśli politycznej.
Jest natomiast bardzo stanowczy w krytyce polskiej polityki wobec Rosji po upadku ZSRR. Kilkakrotnie przypomina odmowę udziału prezydenta Wałęsy w moskiewskich obchodach pięćdziesiątej rocznicy zwycięstwa w drugiej wojnie światowej. Przypomina koncepcje polskich polityków opowiadających się za odpychaniem Rosji na wschód, za jej izolowaniem w Europie, a nawet za jej podziałem. Choć odnotowuje także antypolskie publikacje rosyjskie (np. książkę Stanisława Kuniajewa („Szlachta i my”, Moskwa 2005), to jednak główny nacisk kładzie na polską odpowiedzialność za zły stan stosunków polsko-rosyjskich. Podzielam to zdanie. Rusofobia jest dla Polski szkodliwa.
Warto zastanowić się, skąd się ona bierze? Czy tylko z doznanych krzywd?
Kilka lat temu wydałem książkę o stosunkach polsko-niemieckich, nazywając je „cudem pojednania” („Polish-German Relations: The miracle of reconciliation”, Opladen 2014). Zastanawiam się w niej, dlaczego mogliśmy zbudować porozumienie z Niemcami ponad morzem krzywd niepomiernie większym niż krzywdy doznane przez nas ze strony Rosji? Myślę, że wynika to przede wszystkim ze sposobu widzenia przeszłości przez oba sąsiadujące z nami narody.
Porozumienie polsko-niemieckie wyrosło z bezkompromisowego potępienia Hitlera i hitleryzmu przez powojenne Niemcy. Polacy chcieliby takiego samego potępienia Stalina i stalinizmu przez dzisiejszą Rosję. To z naszego punktu widzenia ma sens, skoro mowa jest o dwóch największych zbrodniarzach dwudziestego wieku. Trzeba jednak pamiętać o tym, że jeden z nich doprowadził swój kraj do największej klęski w jego historii, a drugi stał się symbolem największego zwycięstwa odniesionego od pokonania napoleońskiej Francji w 1812 roku. Polski sposób widzenia historii nie jest i nie może być identyczny z rosyjskim, ale powinniśmy podjąć próbę zrozumienia złożoności rosyjskiej pamięci historycznej.
W ostatniej książce Walickiego zgromadzono jego dawne teksty, uzupełnione o komentarze i poprzedzone bardzo ciekawą rozmową, którą z autorem przeprowadził jeden z jego uczniów profesor Janusz Dobieszewski. W zakończeniu tej rozmowy Walicki wyraża nadzieję, że jego dzieło życia przyczyni się „choćby w najskromniejszej mierze, do poprawy relacji polsko-rosyjskich, bo to, co jest dziś, nie przynosi nam chwały i nie zapowiada niczego dobrego na przyszłość”. Odkładam tę książkę z przekonaniem, że jej autor – jak mało kto – wnosi swój wkład w zwycięstwo rozumu nad fanatyzmem, wzajemnego zrozumienia nad nienawiścią.

Andrzej Walicki – „O Rosji inaczej”, wyd. Fundacja Oratio Recta, Warszawa 2019, str. 366, ISBN 978-83-64407-29-1.