Żegnamy profesora Andrzeja Walickiego

Jednego z największych myślicieli Polski przełomu wieków.

Historyk filozofii, wielki humanista, dogłębny znawca historii myśli rosyjskiej, profesor uniwersytetów w Polsce, Australii i Stanach Zjednoczonych, członek rzeczywisty Polskiej Akademii Nauk, laureat Nagrody Balzana, uznawanej w świecie nauki za humanistycznego Nobla, autor bardzo wielu prac z zakresu filozofii politycznej, współtwórca warszawskiej szkoły historii idei. Baczny obserwator także polskiego życia politycznego, bardzo często przemilczany i marginalizowany, bo nie poddawał się obecnej politycznej poprawności i reinterpretacji historii.
Z Dziennika Andrzeja Walickiego (wraz z omówieniem)

O Polsce Ludowej i komunizmie

9.X.2007 r.
Konsekwencją postanowienia znaku równości pomiędzy PRL a „komunizmem” było świadome dążenie do wykluczenia „komunistów” ze wspólnoty narodowej, s t y g m a t y z o w a n i a ich jako „nominalnych” jedynie Polaków oraz zakaz współdziałania partii „postsolidarnościowych” z SdRP, a następnie SLD. Była to więc polityka ideowej dyskryminacji, całkowicie sprzeczna z zasadą, iż nikogo nie wolno dyskryminować ze względu na „światopogląd, opinie polityczne lub wszelkie inne (Karta Praw Podstawowych UE).

5.XII.2007 r.

A. Walicki zgadza się z tezą prof. Pełczyńskiego (Zbigniew, prof. Oksfordu), który dowodzi, że proces dekomunizacji Polski rozpoczął się w roku 1956! i cytuje Go: „Twierdzę, że >Polska droga do komunizmu< stała się, od roku 1956, drogą o d komunizmu…Polska weszła na drogę od komunizmu na długo przed narodzinami Solidarności i … wydarzenia lat 1980 – 1981 rozwijały się w tak dramatycznym tempie właśnie ze względu na ten tak długi okres przygotowawczy” (Zbigniew Pełczyński: „Poland. The Road from Communism” 1982).

I dalej tamże prof. Z. Pełczyński na temat zasług W. Gomułki: „Po pierwsze, system komunistyczny utracił piętno sowieckiego pochodzenia i sowieckiej dominacji(….) Po drugie, Gomułka uczynił system akceptowalnym, utrzymując przymus na minimalnym poziomie(…) Po trzecie. Gomułka zniósł wiele dokuczliwych środków kontroli osobistej zwłaszcza kontaktów z Zachodem (….) Po czwarte, zaprzestano urabiania kultury według kanonów z socrealizmu czy innych oficjalnych dogmatów. Uniwersytety i instytuty badawcze zyskały pewną samorządność, marksizm – leninizm był teraz traktowany jako jedno z wielu możliwych stanowisk, co prawda nadal popierane przez partię rządzącą i silnie subsydiowane (….) Stowarzyszenia zawodowe i kulturalne cieszyły się szeroką autonomią(….) jedno czy dwa spośród nich, jak np. Związek Literatów Polskich, zupełnie wyzbyły się charakteru ideologicznego…Wreszcie, również w ramach PZPR Gomułka wprowadził znaczny zakres wolności. Marksizm-leninizm pozostał oficjalną doktryną, nie wolno go było kwestionować publicznie, ale władze partyjne nie wnikały zbyt głęboko w stan umysłu członków partii – liczyło się tylko zewnętrzne zachowanie. Agnostycyzm ideologiczny był powszechny, nawet praktyki religijne były tolerowane. Partia stała się raczej szeroko otwartym kościołem politycznym niż fanatyczną sektą – jej celem nie było wybawienie dusz z okopów religijnych, lecz skuteczne zarządzanie państwem i rozwojem gospodarczym. Po krótkotrwałej próbie zastąpienia komunistycznej legitymizacji władzy jawnym nacjonalizmem nastał czas pragmatycznego modelu Gierka, następnie zaś (w roku 1980) próba modelu konsultacyjnego, a po stanie wojennym eksperymentowanie z pluralizmem w ramach ustroju autorytarnego wciąż, ale nie próbującego restaurować ideologicznej więzi z tradycją komunizmu.. Negocjacyjna forma zmiany ustroju w roku 1989 była więc zakończeniem, a nie początkiem, długiego procesu faktycznej dekomunizacji.”

Zaś A. Walicki pisze: Ustrój PRL nie był komunizmem ani z punktu widzenia doktryny marksistowskiej, ani z punktu widzenia kierownictwa PZPR lub KPZR, ani wreszcie z punktu widzenia zwykłego zdrowego rozsądku. Polemicznie z Leszkiem Kołakowskim Prof. Walicki polemizuje z wieloma autorami, a przede wszystkim z Leszkiem Kołakowskim w sprawie tzw. zdrady „ideałów Października” przez W. Gomułkę. Pisze, że zawód Kołakowskiego i innych rewizjonistów brał się stąd, że mieli oni nadzieję na „wewnętrzne zdemokratyzowanie się partii”, na dopuszczenie do gremiów decyzyjnych „skrzydła rewizjonistycznego”…To zaś było niebezpieczną utopią, nie mogącą liczyć na tolerancję ZSRR i innych naszych sąsiadów. Realną „mądrością etapu” (wyrażenie St. Stommy) była liberalizacja bez politycznej demokratyzacji, tego jedynie oczekiwało od partii społeczeństwo polskie – w odróżnieniu od ambitnych „rewizjonistów” partyjnych, niemniej wyobcowanych społecznie niż partyjni dogmatycy. Ja osobiście, jako młody człowiek nie należący do PZPR i powiązany (podobnie jak Pełczyński) ze środowiskami AK-owskimi, nie myślałem nawet o politycznej demokratyzacji partii, a więc nie przeżyłem rozczarowania, które stało się udziałem Kołakowskiego. Oczekiwałem od partii tego jedynie, aby ograniczyła zakres swej władzy i aby nie przestając być partią autorytarną (bo tylko taka partia mogła spełnić rolę klosza ochraniającego odrębności polskie), zrezygnowała z aspiracji totalitarnych i z prymatu ideologii nad celami ogólnonarodowymi. Sądzę, że na tym właśnie polegał niepisany kontrakt między władzą, a społeczeństwem polskim zawarty w 1956 r. Mimo klęski poniesionej przez wewnątrzpartyjnych rewizjonistów, Gomułka w gruncie rzeczy dotrzymał tej umowy: Polska po roku 1956 była przecież krajem w y c h o d z ą c y m już z ortodoksyjnego komunizmu, zupełnie innym niż w czasach stalinowskich…. Nic więc dziwnego, że zareagowałem na pojawienie się „Głównych nurtów marksizmu” obszernym listem do Kołakowskiego, pisanym w Genewie w dniach 27 luty-3 marca 1979 r. Wyraziłem w nim m.in. stanowczy sprzeciw wobec tezy, iż Październik 1956 był „początkiem końca kulturalnej odnowy”, pisząc, iż był to tylko „początek końca p o l i t y c z n y c h aspiracji rewizjonizmu.

O lewicy

23 III 2008, Nieborów

Prof. Walicki polemizuje z tezą Kołakowskiego, twierdzącego, że „nie wie co to dziś lewica”. Moim zdaniem, spoiwem lewicy są dziś następujące postulaty: – Nieodwracalność podstawowych zdobyczy welfare state (ubezpieczenia społeczne, publiczna służba zdrowia, darmowa edukacja. Domaganie się ich anulacji jest klasycznym wstecznictwem). – Niezgoda na „świętość” i aksjologiczną nadrzędność prawa własności prywatnej. Prywatyzacja tylko ze względów pragmatycznych, reprywatyzacja jako absolutny wyjątek Niedopuszczalność ekspropriacji na rzecz właścicieli sprzed wielu lat.(….) – Horyzontalna i wertykalna (pokoleniowa) solidarność społeczna. – Etyczny indywidualizm. Odrzucenie dyktatury wspólnoty, narodu, państwa. Dyktatura w imię wartości kolektywistycznych to śmiertelny grzech komunizmu, od którego lewica musi się odżegnać. W warunkach polskich: – Niezgoda na etnocentryzm i politykę nienawiści. W tym bezwarunkowe odrzucenie żądań pozasądowej lustracji i pomysłów dyskryminowania ekskomunistów. – Niezgoda na wszelkie formy instytualizacji rządów, a także nieformalnej władzy tzw. elit, zwłaszcza zaś tych, które skompromitowały się przez nadużycia sztandaru „postsolidarności”(…) – Krytyka mitotwórstwa służącego tym siłom, zwłaszcza mitów „kombatanckich”. – Odrzucenie Orwellowskiej nowomowy, czyli prób zdominowania społeczeństwa przez narzucenie języka (np. „roszczenia” zamiast „uprawnienia”, „dziecko” lub nawet „Polak” jako określenie embrionu itp.) – Protest przeciwko próbom monopolizacji wartości narodowych, w tym zwłaszcza przeciwko próbom konstruowania i narzucania „jednej pamięci narodowej”, wykluczającej tradycje polskiej lewicy. – Maksymalny obiektywizm w ocenie Polski Ludowej, z szacunkiem dla ludzi dobrze ją wspominających oraz w trosce o to, aby jej zaczerniony obraz nie stawał się narzędziem prawicowej indoktrynacji. – Obrona cywilizowanych zasad państwa prawa. W związku z tym stanowczy sprzeciw wobec zawłaszczania zasług i czynienia z tego specjalnych uprawnień („nam więcej wolno”) oraz wobec polityki traktowania kogokolwiek jako „obywatela drugiej kategorii”. – Niezgoda na rusofobię, odrzucenie, rzecz jasna, wszelkich form antysemityzmu. – Odrzucenie pseudoantykomunizmu, tj antykomunizmu bez komunistów, służącego dyskryminacji postpeerelowskiej lewicy, przy jednoczesnym antykomunizmie we właściwym sensie tego terminu.(….) – Czy również sprawy obyczajowe i moralne? Tak, w zakresie rzeczywistego równouprawnienia kobiet, kontroli urodzin, antykoncepcji. Swoboda obyczajowa w rozsądnych granicach, bo przesada pod tym względem to nie lewicowość, lecz kontrkultowy libertynizm. Zapowiadając napisanie książki o ideologiach narodowych w Polsce w listopadzie 2002 r. zanotował: Poświęcę socjalizmowi sporo miejsca, ktoś musi przeciwstawić się ideowemu monopolowi prawicy.. Ja zrobię to z pozycji Berlinowskiego pluralizmu. Niech jednak lewica zajmie się swoimi tradycjami, czemu tego nie robi? Gdzie książki o polskim socjalizmie, gdzie edycje myślicieli lewicowych? Zdumiewająca inercja, zdumiewający brak wiary w siebie, to tak chyba trzeba to nazwać. Hurtowe potraktowanie okresu PRL jako „czarnej dziury” skutecznie odcięło młode pokolenie Polaków od niedawnej przeszłości, zrywając łańcuch pokoleń, co jest przecież istotą ciągłości życia narodowego i rodząc kuriozalne wręcz niezrozumienie realnych dylematów, przed którymi stała starsza część społeczeństwa. Po drugie zawłaszczenie pojęcia patriotyzm przez tzw. obóz postsolidarnościowy zrodziło tendencje do utożsamiania elity narodu ze stowarzyszeniem skłóconych kombatantów, legitymując jednocześnie piętnowanie krytyków tego stowarzyszenia mianem „postkomunistów” lub metrykalnych tylko Polaków. W marcu 2003 r. prof. Walicki pisał: Polska ma większe szanse jako zachód Wschodu niż jako peryferie Zachodu(…)…Polska ciekawsza była jako miejsce spotkania katolicyzmu z komunizmem niż jako kraj konserwatywnego i triumfującego Kościoła.

Postscriptum (styczeń 2009)

Prof. Walicki cytuje poglądy Tony Judta, z którymi się utożsamia, krytyczne wobec tezy Kołakowskiego twierdzącego, że marksizm stracił wszelką aktualność we współczesnym świecie. Uważa, że wprawdzie komunistyczna eschatologia jest dziś martwa, ale nie odnosi się to do marksizmu. Dziś kwestia społeczna odrodziła się jako centralna sprawa świata, a wraz z nią, czy chcemy tego czy też nie, znów pojawiła się szansa dla marksizmu. Nieprzypadkowo w sondażu BBC z 2005 roku Marks uznany został „za największego filozofa wszystkich czasów”.

I dalej cytat z Judta: „…lewica musi przezwyciężyć swój kryzys , ponieważ jej istnienie niezbędne jest dla współczesnego świata, aczkolwiek w zupełnie nowej roli: w roli siły konserwatywnej broniącej osiągnięć liberalnego państwa opiekuńczego.(…)…państwo nie może być organizatorem produkcji (….) jest nie do zastąpienia w ubezpieczeniach społecznych, służbie zdrowia, edukacji, a nawet w zabezpieczeniu transportu i organizacji wypoczynku. We wszystkich tych dziedzinach państwo nie może być wyeliminowane przez rynek lub spontaniczne siły „społeczeństwa obywatelskiego”. Zadaniem lewicy jest więc obrona wspólnego dobra przez wytyczanie racjonalnych granic urynkowienia i prywatyzacji.”

Dlaczego prof. A. Walicki nie lubi III RP.

26 marca 2004 r. prof. Walicki w swoim dzienniku uzasadnił, dlaczego nie lubi III RP: 1.Nie podoba mi się sposób rozstania z PRL pozbawiony krzty wielkoduszności.(…) Widoczne jest to w argumentacji „dekomunizacyjnej”, skrajnej w stosunku do Jaruzelskiego. 2.Nie podoba mi się moralnie sposób rozstania z Rosją.(…) Resentyment, nienawiść.(…) 3.Nie podoba mi się moralnie stosunek do dziedzictwa lewicy. Dlaczego Polska ma być we wszystkich sprawach i zawsze po stronie konserwatyzmu, prawicy?(….) 4.Nie podoba mi się moralnie zarówno klerykalizm, jak i – może jeszcze bardziej- lękliwy konformizm wobec kleru!(…) 5.Zrozumiałe, że nie podoba mi się moralnie lizusostwo wobec Stanów Zjednoczonych połączone (…) z nadymaniem się wobec Europy.(…) 6.Bardzo nie podoba mi się, moralnie właśnie, socjaldarwinowska nuta tak silna w naszym pseudoliberalizmie. Jak można bezwstydnie głosić przewagę silniejszego nad słabszym, wyższość tzw. elit nad „ludem”? (…) . Do wyboru i opracowania tych fragmentów „Dziennika” zmieszczonego w „Zdaniu” (nr 1-2 z 2009),a dokonanych przez Krystyna Dąbrowę, dołączył internauta S.Ż,: „Kilka godzin po śmierci Profesora portal wyborcza.pl zamieścił wspomnienie o profesorze Andrzeju Walickim, w którym nazywany jest przez cytowanych rozmówców „najwybitniejszym polskim filozofem”, „jednym z najbardziej rozpoznawalnych w świecie polskich intelektualistów”. A przecież to na łamach „Gazety Wyborczej” profesor Walicki został w sposób najbardziej obrzydliwy zaatakowany przez Mirosława Czecha [ nota bene członka władz Unii Wolności i Unii Demokratycznej – Z.T.], nie szczędzącego mu, obelg i poniżających porównań. „Gazeta Wyborcza” ma swój znaczący udział w haniebnym przemilczaniu i marginalizowaniu Andrzeja Walickiego.” Papierowe wydanie „GW” też się nie popisało zamieszczając zaledwie krotką notkę wspomnieniową. Dodać jeszcze wypada, że dwa największe portale informacyjne Onet i WP nie odnotowały tej smutnej wiadomości, bo widać, że w kształtowaniu opinii i świadomości naszego społeczeństwa ważniejsze są ciekawochy z Plejady niż odejście Wybitnego Polaka. Nie sprostał też portal LEWICA, zagubiony w politycznych bieżączkach, zapomniał, bądź nie dostrzegł i nie zrozumiał, kogo właśnie Lewica straciła. W najnowszej książce Andrzeja Walickiego „O Rosji inaczej”, wydanej przez „Przegląd” – Fundację Oratio Recta w 2019 roku zawarto również opinię Zygmunta Baumana o Autorze: „Jesteś, Andrzeju… najwybitniejszym myślicielem polityczno-historycznym, jakiego Polska posiada wśród żyjących, jedynym myślicielem zaiste oryginalnym, nieredukującym zjawiska „Polska” do jakiegokolwiek z zachodnich czy wschodnich „izmów”. Czy w ogóle do przypadku ogólnego prawa (lub raczej ogólnej mody). Jedynym, który zdobył się na przemyślenie polskiej sytuacji i wyjątkowości wynikających stąd dezyderatów praktycznych. W tym właśnie Twoja wielkość i w tym też tragedia […].

Andrzej Walicki – filozof niepokorny

Śmierć Andrzeja Walickiego (1930-2020) zamyka pewien okres historii polskiej filozofii i myśli społecznej – historii w której Zmarły odegrał wielką, nie zawsze i nie przez wszystkich docenianą – rolę.

Warto więc zastanowić się nad sensem, jaki nadawał swojej pracy, traktowanej nie tylko jako działalność czysto naukowa, ale także jako szczególny rodzaj służby społecznej. W wydanej w 2010 roku autobiografii („Idee i ludzie”) mocno podkreślał, że jego dokonany w młodości wybór zainteresowań naukowych polską i rosyjską filozofią i myślą społeczną był wyrazem nie tylko czysto intelektualnej ciekawości, ale także przekonania, ze ta drogą będzie mógł wpływać na ewolucje klimatu intelektualnego a tym samym – warunków politycznych.

Właśnie ewolucję! Walicki był jednym z najwybitniejszych – ale bynajmniej w Polsce nie tak licznych – przedstawicieli realizmu politycznego, który każe podejmować działania mające szanse powodzenia: liczyć zamiary na siły, a nie – jak to u nas popularne – odwrotnie. Studiował w najgorszym okresie polskiego stalinizmu (w latach 1949-54), ale już wtedy potrafił znajdować dla swego niepospolitego intelektu nisze, w których mógł chronić się przed przemożnym wpływem panującej ideologii. W odróżnieniu od wielu jego ówczesnych i przyszłych przyjaciół ( w tym Leszka Kołakowskiego, z którym przez wiele lat wiódł niezwykle ciekawy dialog) nigdy nie został zarażony bakcylem fanatyzmu i uwielbienia dla wizji arkadii, która miała zrodzić się w wyniku dyktatury. Był przed takim fanatyzmem uodporniony swym pochodzeniem (prawnuk powstańca styczniowego i zesłańca syberyjskiego Ludwika Walickiego, syn wybitnego historyka sztuki i więźnia politycznego w okresie stalinowskim Michała Walickiego), ale przede wszystkim swym niezwykle głębokim umysłem, który chronił go przed politycznym fanatyzmem.

Dla Walickiego przełom październikowy 1956 roku oznaczał przede wszystkim – jak o tym wielokrotnie pisał – kres totalitaryzmu i wolność badań naukowych. Dla tych, którzy tej strony ówczesnego przełomu nie dostrzegają, zapoznanie się z ogromnym dorobkiem Walickiego powinno być odtrutką na naiwne przyswajanie sobie poglądu o „zaprzepaszczonym” Październiku. Walicki – inaczej niż ówcześni „rewizjoniści” – rozumiał, ze zasadnicza zmiana polityczna w kierunku pełnej demokracji nie była możliwa, jak długo utrzymywała się radziecka (ale akceptowana przez Zachód) hegemonia w naszej części Europy. Doceniał natomiast zasadniczą zmianę klimatu dla badan naukowych i był przekonany, że podejmując zadanie zrozumienia i odkłamania historii rosyjskiej filozofii i myśli politycznej najlepiej może służyć przyszłej, korzystnej ewolucji stosunków politycznych w Rosji, a tym samym także sprawie nowych stosunków polsko-rosyjskich opartych na poszanowaniu polskiej suwerenności i na dążeniu do zbliżenia obu, ciężko przez historię doświadczonych, narodów.
Twórczość naukowa Walickiego zapewniła mu pozycję wielkiego autorytetu w skali światowej. Jego prace ukazywały się w wielu językach i stanowią dziś nieodłączną część światowego dorobku w dziedzinie historii filozofii rosyjskiej. Był profesorem uczelni australijskich i amerykańskich, członkiem rzeczywistym Polskiej Akademii Nauk, laureatem nagrody Eugenio Balzana (w 1998 roku), doktorem honoris causa, kawalerem Krzyża Wielkiego Orderu Odrodzenia Polski, nadanego mu przez prezydenta Kwaśniewskiego w 2005 roku.

A jednak ten wielki uczony i mądry intelektualista spotykał się z niezrozumieniem – a nawet z pochopnymi krytykami – we własnym kraju, i to zwłaszcza w kręgu liberalno-demokratycznej opozycji, o czym świadczyły nader krytyczne omówienia jego autobiografii przez Marka Beylina i Aleksandra Halla („Gazeta Wyborcza, 17-18 lipca 2010), czy napastliwy artykuł Mirosława Czecha poświęcony stosunkowi Walickiego do Rosji (w tejże gazecie 18 lipca 2015). Autorzy ci nie mogli Walickiemu darować jego krytycznej (ale przecież bynajmniej nie wrogiej!) oceny działań opozycji solidarnościowej w latach 1980-81 a także (w wypadku M. Czecha) jego stosunku do dzisiejszej Rosji, wyraźnie odbiegającego od obowiązującego tonu totalnej krytyki.

Wydana w 1995 roku praca Walickiego „Marxism and the Leap to the Kingdom of Freedom” (“Marksizm i skok do królestwa wolności”) stanowi najpoważniejszą w literaturze światowej analizę marksowskiej utopii. Nacechowana jest chęcią zrozumienia przyczyn, dla których teoria odwołująca się do odwiecznego marzenia o wolności zrodziła jeden z najbardziej zbrodniczych systemów dwudziestego wieku. Krytycy tej książki (m.in. Andrzej Paczkowski, Wojciech Roszkowski i Paweł Śpiewak) zarzucali mu relatywizm moralny a nawet obojętność wobec reguł etycznych.

Walicki te ataki znosił ciężko, o czym mogłem się nieraz przekonać w wielogodzinnych rozmowach, które z nim prowadziłem. Krytyka jego stanowiska wynikała, moim zdaniem, z pewnego rodzaju absolutyzmu moralnego, któremu hołdują jego krytycy. Nie pozwala on im zrozumieć, dlaczego uczony o bezspornie demokratycznych przekonaniach nie był w stanie angażować się w ruch demokratycznej opozycji, gdyż sądził, iż jest on zagrożeniem dla tej dozy ograniczonej suwerenności i wolności intelektualnej, którą Polsce udało się nie tylko wywalczyć w 1956 roku, ale także utrzymać w latach następnych. żywił nadzieję na to, że stopniowa zmiana klimatu politycznego w ZSRR otworzy drogę do głębszych i dalej idących zmian – także w Polsce. Ze zrozumieniem i sympatia obserwował politykę Gorbaczowa i bolał nad jej niepowodzeniem. Ostatnia książka Walickiego („O Rosji inaczej”, 2019) pokazuje go jako wnikliwego obserwatora polityki rosyjskiej, wolnego od apologii, ale tez wolnego od tendencji do bezwzględnego potępienia.

Dla ludzi lewicy Walicki pozostaje bardzo ważnym, ale wymagającym studiowania, punktem odniesienia. Sam o sobie pisał, że „nie potrafiłby stać się działaczem lewicy”, ale zarazem deklarował: „Owszem, jestem po stronie lewicy wedle kryteriów nie tylko polskich, lecz również światowych, oburza mnie bowiem dramatyczny, nieprawdopodobny wzrost nierówności społecznych, krytykuję demontaż osiągnięć państwa opiekuńczego, reprezentującego przecież złoty okres kapitalizmu, przeciwstawiam się fałszowaniu znaczenia terminu ‘gospodarka rynkowa’ przez utożsamianie rynku z ‘wolnym rynkiem’ w sensie neoliberalnym” („Idee i ludzie, s. 426). Sam siebie określał mianem „lewicowego liberała”.

Był także Walicki zdecydowanym obrońcą dorobku Polski Ludowej i krytykiem oficjalnej „polityki historycznej” opartej na totalnym potępieniu całego tego okresu. „Władze ustawodawcze i sądowe nie mogą orzekać, co ma być obowiązującą prawdą o przeszłości” – pisał w wydanych w 2000 roku „Polskich zmaganiach z wolnością” (s.174). W tejże pracy bronił decyzji o wprowadzeniu stanu wojennego jako tej, która zapobiegła radzieckiej zbrojnej interwencji. Nic dziwnego, że był tak ostro krytykowany przez zwolenników czarno-białego widzenia polskiej historii.
Pod koniec życia Walicki był pesymistycznie nastawiony do tego, co go otaczało. Bolał go pogarszający się stan stosunków polsko-rosyjskich i narastający klimat nacjonalistycznego fanatyzmu w Polsce, dawał wyraz swemu rozgoryczeniu z powodu spotykających go ataków prasowych. Pisał, że świat poszedł w kierunku dezawuującym jego „plan życiowy” i podważającym sensowność jego pracy. Rozumiem rozczarowanie wielkiego uczonego, ale w tej sprawie jestem innego zdania. Uważam, że dorobek intelektualny Walickiego, jego sposób widzenia świata i miejsca w nim Polski mają wielkie znaczenie nie tylko dziś, ale i w latach, które są przed nami. Właśnie lewica, tak bardzo spragniona wielkich autorytetów moralnych i intelektualnych, ma obowiązek – ale i prawo – traktować myśli Andrzeja Walickiego jako drogowskaz na powikłanych szlakach historii.

Smutek liberałów

Tytuł niniejszego artykułu nie nawiązuje w jakikolwiek sposób do słynnej książki Claude’a Levi-Straussa „Smutek tropików”. Piszę o nędznej kondycji, tak moralnej, jak intelektualnej, tych przedstawicieli nadwiślańskich elit którzy mienią się liberałami i którzy od 30 lat nadają ton debacie publicznej oraz dzierżą w rękach sporą część tzw. „rządu dusz” polskiego społeczeństwa.

Problem zasygnalizował już Maciej Wiśniowski, komentując na łamach Portalu Strajk i „Dziennika Trybuna” postawę dr. Adama Bodnara – Rzecznika Praw Obywatelskich – wobec haniebnego klipu posła Konfederacji zapowiadającego mordowanie socjalistów. Przypomnijmy, że w pierwszej reakcji obrońca praw obywatelskich, czyli wręcz sumienie polskich obrońców demokracji, nie tylko nie zwrócił uwagi na niestosowność takich zawołań, ale wręcz pochwalił Konrada Berkowicza za jego utwór. Potem, wywołany do tablicy przez internautów, niezdarnie tłumaczył, że to nie o treść, a o atrakcyjną, dobrze zmontowaną technicznie formę klipu chodziło.
Trudno jednak nie wyciągnąć wniosku, że prawda jest prozaiczna:
nieodrodni synowie systemu zawieszą wzniosłe kanony liberalne,
odwracając głowę, gdy prześladować i eksterminować się będzie ludzi stojących na antypodach ideologii królującej od 30 lat w Polsce. Tacy już oni są, ci rzecznicy społeczeństwa obywatelskiego, dobrych obyczajów w polityce i demokracji liberalnej, sami siebie stawiający za wzór cnót.
Tymczasem 15 maja 2020 r. 90 lat ukończył prof. Andrzej Walicki, wybitny polski uczony, filozof i historyk idei, uczeń Tadeusza Kotarbińskiego, znawca Rosji i kultury rosyjskiej, emerytowany profesor Uniwersytetu Notre Dame, wykładowca uczelni w Australii (Canberra) oraz USA (Notre Dame i Stanford).
To autor licznych prac z zakresu filozofii społeczno-politycznej, tłumaczonych na wiele języków, badacz myśli rosyjskiej, polskiej filozofii narodowej, historii marksizmu i myśli liberalnej. Jego zainteresowania naukowe obejmują też zagadnienia totalitaryzmu, komunizmu, liberalizmu, patriotyzmu, nacjonalizmu… W 2005, za wybitne zasługi dla nauki polskiej, został odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Takich osobistości, prawdziwych naukowców, cenionych daleko poza granicami Polski, mamy niewiele.
Laudacja na cześć dostojnego jubilata ukazała się w „Przeglądzie”. Wyszła spod pióra innego giganta myśli, prof. Bronisława Łagowskiego. Dlaczego tam, w lewicowym tygodniku, chociaż obaj myśliciele bliżsi są środowiskom liberalnym, w przypadku Łagowskiego – wręcz z lekkim odcieniem konserwatyzmu?

Deprecjacja poprzez przemilczanie głosu tych dwóch znaczących osób przez polski demo-liberalny mainstream, uzurpujący sobie prawo do dyktowania właściwych poglądów na wszystkie tematy, tłumaczy się prozaicznie: otóż tak Walicki, jak i Łagowski wobec stosunków

polsko-rosyjskich zajmują stanowisko realistyczne,
i zgodne z pragmatyzmem wynikającym z położenia i historii Polski.
Na Putina i Federację Rosyjską umieją patrzeć nie jak na zło wcielone, ale trzeźwo: bez idealizowania i bez mitologii, ze zrozumieniem geopolitycznych i kulturowych zmagań we współczesnym świecie. Dalecy są od tak powszechnej w miejscowym mainstreamie – także na lewicy – zwierzęcej rusofobii i spóźnionego, wręcz śmiesznego dziś, antykomunizmu. Tyle wystarczy, by dla polskich liberałów, głoszących tolerancję i pluralizm, stać się myślicielami nie do przyjęcia. Na tym tle intelektualny – i nie tylko – zamordyzm PiS staje się jakby mniej zaskakujący.

Nawet dobrze zresztą, że właśnie w „Przeglądzie” ukazał się ten tekst. Może akurat tam trafi do ludzi otwartych na racjonalność, a nie niezdrowe emocje, realizm, a nie stereotypy i uprzedzenia. Racjonalność, przejrzystość wykładu i realizmu opisu rzeczywistości w wykonaniu obydwu myślicieli ciągle mogą zainspirować naszą polską lewicę – w szerokim rozumieniu – i wzbogacić jej zasób odkrywczych myśli i wizji świata, niestety ciągle ograniczany przez przymilanie się do neoliberalnych środowisk.

Prof. Walicki w najnowszym numerze „Przeglądu” opublikował list otwarty z podziękowaniami. Zawarł też kilka gorzkich słów. Napisał: „Ubolewam nad tym, czego nie kryję. Być może więc byłoby lepiej, gdyby do listy mogły dopisać się inne osoby i środowiska solidaryzujące się ze mną, czego dowodów mam dziś nadspodziewanie wiele. Z tych właśnie środowisk wyszła idea potraktowania 90. rocznicy moich urodzin jako dania mi okazji do obrony mojego stanowiska przed najbliższą mi niegdyś częścią postsolidarnościowego mainstreamu – Michnikowską „Gazetą Wyborczą” i „Politykę”, które potraktowały mnie jako osobę nieistniejącą, opowiadającą się po stronie Rosji, uznanej bezpodstawnie za największe zagrożenie dla Polski i świata. I tym samym skazały mnie wyrokiem bez sądu na totalne wykluczenie. W normalnych warunkach sądziłbym, że przy okazji uroczystości jubileuszowych głos powinni zabierać inni ludzie, a nie sam jubilat. W warunkach polskich jednak doszedłem do wniosku, że muszę zabrać głos, aby obronić się przed infamią”.

I te słowa wybitnego polskiego uczonego, autentycznego i jednego z nielicznych mogących uchodzić za autorytet, celowo, ostentacyjnie przemilczanego, najdobitniej, oddają esencję mentalności tego środowiska, charakteryzują zbiorowość polskich, postsolidarnościowych „mastodontów”. Neoliberałów z jednej i drugiej partii, rzekomo śmiertelnie skłóconych. Nic dodać nic ująć.

Andrzeja Walickiego spojrzenie na Rosję

Za sprawą redakcji tygodnika „Przegląd” ukazała się nowa książka Andrzeja Walickiego „O Rosji inaczej”, co – moim zdaniem – stanowi bardzo ważne wydarzenie nie tylko naukowe, ale przede wszystkim polityczne.

Autor jest światowej sławy uczonym, najwybitniejszym żyjącym znawcą rosyjskiej filozofii i myśli społecznej, co przyniosło mu obok wielu innych wyróżnień Międzynarodową Nagrodę imienia Eugenia Balzana, wręczaną przez prezydenta Republiki Włoskiej i uważaną za odpowiednik nagrody Nobla w dziedzinie nauk humanistycznych. Znaczenie Walickiego nie sprowadza się jednak do tego, że jest on wielkim uczonym o imponującym dorobku naukowym. Jest bowiem także człowiekiem niezwykle odważnym, tą bardzo trudną i cenną odwagą, która wyraża się w obronie przekonań także wtedy, gdy naraża to na niezrozumienie a nawet krzywdzące osądy.
Andrzej Walicki jest zwolennikiem takiego patrzenia na Rosję – tak dzisiejszą, jak dawniejszą – które nie unikając otwartego mówienia o jej czarnych stronach widzi także strony jaśniejsze a przede wszystkim wolne jest od jednostronnej rusofobii. Był za to wielokrotnie atakowany, zwłaszcza na łamach – skądinąd bardzo wartościowej dla polskiej demokracji – „Gazety Wyborczej”. Gdy na łamach tego dziennika Mirosław Czech zaatakował go oskarżając (bezpodstawnie) o rzekome popieranie rosyjskiej agresji wobec Ukrainy („Gazeta Wyborcza 18 lipca 2015), zabrałem w jego obronie głos pisząc, że należy widzieć „zasadniczą różnicę między podejmowaną przez Walickiego próbą zrozumienia polityki rosyjskiego prezydenta a rozpowszechnioną w Polsce tendencją do jej totalnego potępienia jako wyrazu odwiecznych skłonności imperialistycznych Rosji” („Bezpieczeństwo narodowe Polski a stosunki polsko-rosyjskie”, Poznań 2017, s.67). W książce tej dałem wyraz mojego głębokiego przekonania, że od trzydziestu lat – po raz pierwszy w historii naszych narodów – nie ma między Polską i Rosją obiektywnego konfliktu interesów i że podporządkowywanie polityki polskiej antyrosyjskim resentymentom bardziej szkodzi Polsce niż Rosji.
Nadajemy więc na tej samej fali, z tym, że Walicki czyni to w oparciu o ogromny, godny najwyższego uznania dorobek naukowy w zakresie studiów nad intelektualną historią Rosji. Studia te traktuje jako życiowe powołanie, czemu dał wyraz zwłaszcza w swojej autobiografii („Idee i ludzie. Próba autobiografii”, Warszawa 2010). Jako młody człowiek Walicki nie będąc nigdy marksistą i nie angażując się w działalność polityczną podjął studia nad rosyjską myślą filozoficzna i społeczną traktując je jako wkład w odradzanie tego, co w historii Rosji najcenniejsze i co zostało przytłumione przez prymitywną wersję radzieckiego marksizmu. Po upadku ZSRR jego dorobek w tym zakresie został w pełni doceniony w Rosji. Intelektualiści rosyjscy – o czym niejednokrotnie mogłem się przekonać w moich, obecnie znacznie częstszych niż przed laty, wizytach w tym kraju – intensywnie szukają odpowiedzi na fundamentalne pytania o tożsamość Rosji – już nie imperium, ale zarazem nie państwo narodowe w ściśle etnicznym sensie – i o drogi jej modernizacji. W uderzający sposób w obecnych debatach rosyjskich wracają wątki z przeszłości – nie zawsze zresztą sprzyjające demokratycznemu kierunkowi rozwoju. Walicki nie tylko zna tę problematykę, jak nikt inny (w każdym razie, jak nikt inny w Polsce), ale także rozumie ją i potrafi wydobyć z historycznej debaty to, co najbardziej wartościowe.
Nie jest w tym bezkrytyczny, ale nie ulega rusofobii, stanowiącej niestety nagminną chorobę większości polskich autorów wypowiadających się na tematy rosyjskie. Jednym z najciekawszych wątków nowej książki Walickiego jest jego namysł nad przyczynami powodującymi, że w Polsce Rosję ocenia się znacznie surowiej niż inne państwa. Wskazuje na przykład na to, że niektórzy polscy publicyści (niestety znów w tym kontekście pojawia się „Gazeta Wyborcza”) na siłę starali się usprawiedliwiać terroryzm czeczeński, chociaż do głowy by im nie przyszło, by podobnymi argumentami bronić na przykład terroryzmu palestyńskiego.
Jest to problem ogólniejszy, nad którym warto się zastanowić. Rusofobia nie polega na tym, że krytykuje się to czy inne posunięcie Federacji Rosyjskiej, podobnie jak nie jest dowodem antyamerykanizmu krytyka pewnych posunięć Stanów Zjednoczonych. Niejednokrotnie wypowiadałem się bardzo krytycznie o amerykańskiej polityce wobec Iraku, a zarazem jestem zdecydowanym przyjacielem USA i konsekwentnym zwolennikiem sojuszu polsko-amerykańskiego. Dlatego nie uważam, by każdy kto krytykuje na przykład politykę Rosji wobec Ukrainy zasługiwał na miano rusofoba. Czym innym jednak jest stosowanie wobec Rosji innych standardów niż wobec pozostałych państw, w tym naszych sojuszników. Gdy Rosję potępia się za zachowania podobne do tych, które akceptuje się po stronie amerykańskiej, można mówić o antyrosyjskiej jednostronności.
Andrzej Walicki w sprawie stosunków polsko-rosyjskich reprezentuje pogląd, że tragiczna historia naszych narodów powinna łączyć, a nie dzielić. Symbolem tego podejścia mogłoby być pojednanie nad grobami katyńskimi, które ze wzruszeniem obserwowaliśmy 7 kwietnia 2010, gdy na ekranach telewizorów mogliśmy zobaczyć premierów Polski i Rosji oddających cześć ofiarom stalinowskiego bezprawia. Katyń jako symbol nie musi przecież dzielić Polaków i Rosjan. W tej samej skrwawionej ziemi leżą ciała wielu tysięcy Rosjan, zamordowanych – tak jak polscy oficerowie – przez stalinowskich oprawców. Tę potencjalną wspólnotę cierpienia z premedytacją niszczą polscy rusofobii, którzy nawet a tragedii smoleńskiej uczynili instrument dla bezpodstawnego szkalowania Rosji.
Walicki rozumie całą złożoność historycznej relacji polsko-rosyjskiej. Pokazuje rolę jaką pod koniec XVIII i na początku XIX wieku odgrywał ten nurt polskiej myśli politycznej (Familia Czartoryskich, Stanisław Staszic), który we współdziałaniu z Rosją widział ratunek dla Polski. Przypomina entuzjazm, z jakim powitano powstanie w 1815 roku Królestwa Polskiego, związanego z Rosją, ale mającego liberalną konstytucję, własną armię, własną administrację i własne szkolnictwo. To wtedy w pieśni „Boże coś Polskę” znalazły się słowa „naszego króla zachowaj nam Panie”, odnoszące się – rzecz prosta – do Aleksandra Pierwszego. Pokazuje następnie, jak tę nić porozumienia niszczyły powstania polskie i brutalna reakcja rosyjska. We wnikliwy sposób ukazuje te wątki myśli rosyjskiej, w których do głosu dochodziły uprzedzenia antypolskie, postrzeganie Polski i Polaków jako „zdrajców” Słowiańszczyzny. Nie jest więc jednostronny, nie wini wyłącznie Polaków za gromadzące się po obu stronach pokłady wrogości. Zarazem jednak pieczołowicie wydobywa to wszystko, co świadczy o sile propolskich sentymentów w rosyjskiej myśli politycznej.
Jest natomiast bardzo stanowczy w krytyce polskiej polityki wobec Rosji po upadku ZSRR. Kilkakrotnie przypomina odmowę udziału prezydenta Wałęsy w moskiewskich obchodach pięćdziesiątej rocznicy zwycięstwa w drugiej wojnie światowej. Przypomina koncepcje polskich polityków opowiadających się za odpychaniem Rosji na wschód, za jej izolowaniem w Europie, a nawet za jej podziałem. Choć odnotowuje także antypolskie publikacje rosyjskie (np. książkę Stanisława Kuniajewa („Szlachta i my”, Moskwa 2005), to jednak główny nacisk kładzie na polską odpowiedzialność za zły stan stosunków polsko-rosyjskich. Podzielam to zdanie. Rusofobia jest dla Polski szkodliwa.
Warto zastanowić się, skąd się ona bierze? Czy tylko z doznanych krzywd?
Kilka lat temu wydałem książkę o stosunkach polsko-niemieckich, nazywając je „cudem pojednania” („Polish-German Relations: The miracle of reconciliation”, Opladen 2014). Zastanawiam się w niej, dlaczego mogliśmy zbudować porozumienie z Niemcami ponad morzem krzywd niepomiernie większym niż krzywdy doznane przez nas ze strony Rosji? Myślę, że wynika to przede wszystkim ze sposobu widzenia przeszłości przez oba sąsiadujące z nami narody.
Porozumienie polsko-niemieckie wyrosło z bezkompromisowego potępienia Hitlera i hitleryzmu przez powojenne Niemcy. Polacy chcieliby takiego samego potępienia Stalina i stalinizmu przez dzisiejszą Rosję. To z naszego punktu widzenia ma sens, skoro mowa jest o dwóch największych zbrodniarzach dwudziestego wieku. Trzeba jednak pamiętać o tym, że jeden z nich doprowadził swój kraj do największej klęski w jego historii, a drugi stał się symbolem największego zwycięstwa odniesionego od pokonania napoleońskiej Francji w 1812 roku. Polski sposób widzenia historii nie jest i nie może być identyczny z rosyjskim, ale powinniśmy podjąć próbę zrozumienia złożoności rosyjskiej pamięci historycznej.
W ostatniej książce Walickiego zgromadzono jego dawne teksty, uzupełnione o komentarze i poprzedzone bardzo ciekawą rozmową, którą z autorem przeprowadził jeden z jego uczniów profesor Janusz Dobieszewski. W zakończeniu tej rozmowy Walicki wyraża nadzieję, że jego dzieło życia przyczyni się „choćby w najskromniejszej mierze, do poprawy relacji polsko-rosyjskich, bo to, co jest dziś, nie przynosi nam chwały i nie zapowiada niczego dobrego na przyszłość”. Odkładam tę książkę z przekonaniem, że jej autor – jak mało kto – wnosi swój wkład w zwycięstwo rozumu nad fanatyzmem, wzajemnego zrozumienia nad nienawiścią.

Andrzej Walicki – „O Rosji inaczej”, wyd. Fundacja Oratio Recta, Warszawa 2019, str. 366, ISBN 978-83-64407-29-1.