ABC z czarnym łabędziem

5 marca , w ostatniej wersji programu Baltic Business Forum, zapisałem temat debaty otwarcia: „Wojny handlowe, syndrom czarnego łabędzia, protekcjonizm – nowe rozdanie w gospodarce światowej”. Dziś mam nieodparte wrażenie, że byłem optymistą.

„Syndrom czarnego łabędzia”, jako opis czegoś niespodziewanego w gospodarce, brzmi przecież lepiej niż to, co nas spotkało, czyli „pandemia” i „kryzys”. Konferencję Baltic Business Forum przekładamy z kwietnia na jesień 2020 roku, jednak nie odkładamy dyskusji o gospodarce, Europie i Regionie ABC, obejmującym Adriatyk, Bałtyk i Morze Czarne. Ten format geograficzny wyróżnia naszą konferencję, obejmuje państwa członkowskie Unii Europejskiej i państwa nie należące do Unii, ale ważne dla gospodarki regionu – Turcje i Ukrainę. Region ABC to więcej niż Trójmorze.
Z perspektywy M.Belki
Co zmieni się w gospodarce do jesieni? Prof. Marek Belka, który 27 kwietnia miał gościć na BBF, mówi:
– Czeka nas kryzys, głęboki i inny niż dotychczasowe. W jego efekcie globalizacja się zregionalizuje. Tracimy zaufanie do długich łańcuchów dostaw, a jednego krańca świata na drugi. Docenimy bliskość partnerów biznesowych, a więc znaczenie regionalizacji. To szansa dla Europy – przecież mamy nieźle funkcjonujący wspólny rynek, mamy unijne instytucje, potencjał badawczy i innowacyjny. Być może do tej pory brakowało determinacji, odrobiny „euroszowinizmu”, czyli odwagi do otwartego mówienia o przewagach europejskości, regionalizacji, o potrzebie budowania przewag naszego kontynentu. Teraz , jako Europejczycy, będziemy musieli wspólnie zająć się swoimi sprawami, nie czekając na „niewidzialną rękę rynku”. Jak to zrobić? W ostatnich latach w Unii modne stało się słowo – klucz „sustainability”, czyli zrównoważony rozwój. W publicznym dyskursie „sustainability” miało pewien przechył w kierunku pożądanej polityki klimatycznej. Dziś „czarne łabędzie” uzmysławiają nam , że zrównoważony rozwój ma też swój wymiar ekonomiczny i wymiar społeczny. Dziś wyraźnie widać, że służba zdrowia to nie jest koszt czy konsumpcja, ale jądro gospodarki. Poważni politycy nie będą mogli dłużej tłumaczyć, że opieka zdrowotna składa się na deficyt budżetowy.
Jednym z zagrożeń wywołanych pandemią jest przerwanie łańcucha dostaw produktów żywnościowych, zwłaszcza spoza Europy. Ograniczenia w przemieszczaniu pracowników sezonowych, z Ukrainy, Polski czy Rumunii, będą problemem dla europejskich producentów żywności. W planowanym na kwiecień BBF miał uczestniczyć Wiceminister Rozwoju Gospodarczego, Handlu i Rolnictwa Ukrainy oraz Przedstawiciel Handlowy Ukrainy Taras Kaczka. Minister oświadczył właśnie, że Ukraina może odegrać swoją rolę w przeciwdziałaniu światowemu kryzysowi żywnościowemu i zapewnieniu bezpieczeństwa żywnościowego na poziomie międzynarodowym. Możliwy jest bowiem dodatkowy eksport produktów rolnych, bez szkody dla bezpieczeństwa żywnościowego Ukrainy.
– Koncentrujemy się na możliwościach naszych prywatnych producentów – zarówno obecnych wiodących eksporterów, jak i nowych graczy – powiedział minister Kaczka.
Warto pamiętać, że Ukraina to liczący się producent żywności: w 2019 roku z wolumenem produktów o wartości 7,3 mld Euro była trzecim eksporterem na rynki Unii Europejskiej.
Perspektywa czarnomorska
Burak Pehlivan, Prezes Międzynarodowego Turecko – Ukraińskiego Stowarzyszenia Biznesu, laureat Nagrody BBF „Energia dla rozwoju”, wskazuje, że bezpieczeństwo żywnościowe staje się składnikiem bezpieczeństwa narodowego.
– Ukraina jest znanym i dobrym producentem, teraz powinna postawić na przetwarzanie żywności, pójść naszym śladem. Turcja ma podobne doświadczenie i może pomóc Ukrainie – inwestycjami i udostępniając know-how. Kluczowe znaczenie może tu mieć umowa o wolnym handlu między naszymi krajami, prezydenci Turcji i Ukrainy, na forum gospodarczym w Kijowie w lutym obiecali, że ta umowa zostanie podpisana do końca 2020 roku – mówi Burak Pehlivan.
Czarnomorskie sąsiedztwo Ukrainy i Turcji zdaniem Buraka Pehlivana jest dobrym przykładem współpracy regionalnej. W Turcji odpoczywało rocznie, 1,7 miliona Ukraińców, oba kraje łączyło ponad 200 lotów pasażerskich tygodniowo, w 2019 roku tureckie firmy były zaangażowane w 200 projektów inwestycyjnych w Ukrainie, w kooperacji przemysłu zbrojeniowego obu krajów powstał wspólny dron bojowy.
– Weszliśmy w złoty wiek relacji Ukrainy i Turcji – mówi z dumą Burak Pehlivan – i wierzę , że po trudnym bieżącym roku, w następnym nastąpi odbicie. W 2019 roku obroty handlowe między naszymi krajami wyniosły 4, 7 mld USD, możemy je podwoić.
Perspektywa znad Bałtyku
Baltic Business Forum od 12 lat organizowane jest w Świnoujściu, położonym na jednym z wierzchołków trójkąta trzech mórz – Bałtyku, Adriatyku i Morza Czarnego. Świnoujście jest dobrym miejscem do dyskusji o współpracy międzynarodowej i regionalnej. To miasto, w którym jadąc ulicą Grunwaldzką w kierunku zachodnim można przekroczyć granicę z Niemcami. To samo można zrobić idąc na zachód plażą. Wspominając o przekraczaniu granicy powinienem był napisać: można było, bo z powodu epidemii granica jest zamknięta, tak jak baza wypoczynkowa po obu jej stronach. Czy „czarny łabędź” kryzysu przyleciał do Świnoujścia?
Prezydent miasta Janusz Żmurkiewicz nie jest pesymistą.
– Świnoujście jest miastem o wielu specjalizacjach – mówi. – Począwszy od wyspiarskiego położenia, które czyni je jednym z najbardziej atrakcyjnych turystycznie miast w Polsce, po koegzystencję branży turystycznej, uzdrowiskowej i gospodarki morskiej. Z jednej strony na wyspie Uznam powstało kilkanaście nowych obiektów hotelowych, poprawiono infrastrukturę drogową , wybudowano nowe obiekty sportowe w tym obiekty dotyczące spędzania czasu wolnego , jak Promenada Zdrowia, nowe ścieżki rowerowe, siłownie na wolnym powietrzu . Z drugiej strony na wyspie Wolin zakończono budowę terminala LNG , rozbudowano terminal promowy o nowe stanowisko promowe o długości 206 m, w budowie jest parking dla około 300 TIR-ów. Rozpoczęto też modernizację dróg dojazdowych do portu w Świnoujściu.
Tak dynamiczny rozwój miasta powodował duże perturbacje w zatrudnieniu nowych pracowników, których tak jak w całym kraju brakowało, zwłaszcza w branży turystyczno – gastronomicznej i usługach. Szacuje się , że w „szeroko rozumianej turystyce” – hotele, handel, usługi, gastronomia itd. pracuje około 55-60% ogółu zatrudnionych mieszkańców miasta. Zamknięcie z powodu koronowirusa działalności branży turystycznej, handlowej i usługowej to ogromny problem dla przedsiębiorców, mieszkańców i dla samego miasta. Oczywiście „ratunkiem’ dla miasta i jego mieszkańców jest teraz gospodarka morska, w którą epidemia także uderzyła, ale w dużo mniejszym stopniu. Żadne przedsiębiorstwo gospodarki morskiej nie zamknęło swojej działalności. Dywersyfikacja działalności gospodarczej okazała się mądrym przemyślanym działaniem a kontynuacja takiej polityki w obecnej dobie tylko te założenia potwierdziła.
Co widzi „szkiełko i oko”
Jak widać, mamy dokąd wracać. Planujemy, że Baltic Business Forum zawita do Świnoujścia jesienią tego roku. Przyjedziemy, oczekując dyskusji i tęskniąc do niepowtarzalnych uroków miasta. Czy przyjedziemy mądrzejsi o doświadczenie kilku miesięcy życia z pandemią i kryzysem na karku? Profesor Michał Kleiber , przewodniczący Rady Programowej BBF, mimo wszystko stawia na „mędrca szkiełko i oko”.
– Potrzebujemy zasadniczej zmiany w rozumieniu znaczenia głębokich badań w wielu dziedzinach nauki – począwszy od medycyny i biologii, poprzez fizykę, chemię, inżynierię i informatykę aż po nauki społeczne, w szczególności socjologię, psychologię i politologię – mówi były, przez dwie kadencje, Prezes Polskiej Akademii Nauk. – Starania o wzrost gospodarczy muszą być w przyszłości lepiej równoważone troską o harmonijne funkcjonowanie społeczeństw w warunkach niespodziewanych wyzwań. Wobec zglobalizowanego świata i rosnącej mobilności ludności wydarzenia podobne do obecnego wydają się bowiem być w przyszłości nieuniknione. Typowym dla współczesnych czasów, powszechnym staraniom o gromadzenie dóbr materialnych towarzyszyć musi świadomość zagrożeń w postaci zakaźnych chorób, pogarszającego się stanu środowiska naturalnego, wyczerpywania się wielu kluczowych bogactw naturalnych, niemalejących w wielu obszarach świata nierówności społecznych i wielu innych problemów. Warto wziąć sobie głęboko do serca obecne doświadczenia i wyciągnąć z nich wnioski – tylko głębokie, naukowo wsparte rozumienie przyczyn zagrożeń i możliwości stawiania im czoła, może zapewnić powszechnie satysfakcjonujące funkcjonowanie globalnego społeczeństwa.
Zatem: globalizacja się zregionalizuje, krótsze łańcuchy dostaw to lepsze łańcuchy dostaw, dywersyfikacja ratuje przed kryzysem, pracujemy na białego łabędzia, nauka – głupcze! Z tymi myślami, i z żalem, że nie możemy teraz spotkać się w Świnoujściu, zapraszam na jesienne Baltic Business Forum.

  • autor jest wiceprezesem Międzynarodowego Stowarzyszenia Europa – Północ – Wschód, które organizuje Baltic Business Forum w Świnoujściu.

Czy Bałtyk umiera?

Globalne zmiany klimatu powodują wielkie zagrożenie dla mórz i oceanów. W przypadku małego i zamkniętego morza, jakim jest Bałtyk, zmiany te powodują zwielokrotniony efekt. Dlatego też Morze Bałtyckie powinno być przedmiotem naszego szczególnego zainteresowania i troski. Ale czy jest?

W Gdańsku doskonale wiemy, jak ważny jest Bałtyk dla naszego bezpieczeństwa, wolności, bogactwa, dobrobytu i zdrowia. Dlatego chcemy pomówić o stanie Morza Bałtyckiego, zachodzących w nim obecnie zmianach, przyszłym pokojowym wykorzystywaniu jego bogactwa, związanych z tym zagrożeń i sposobach przeciwdziałania nim. Czego Polska może się nauczyć z doświadczeń innych krajów, takich jak Niemcy, w zakresie polityki ekologicznej?
Spotkajmy się więc o 18:00, w czwartek 26 września 2019 r. w nowej przestrzeni spotkań w Gdańsku w Sztuce Wyboru (ul. J. Słowackiego 19) gdzie stara pruska historia spotyka się z przyszłością współczesnej europejskiej aglomeracji. Porozmawiajmy w gronie polskich i niemieckich ekspertów w dziedzinie ekologii, ekonomii, polityki i prawa w celu znalezienia konsensusu i zrozumienia na płaszczyźnie socjaldemokratycznych wartości.

Będą wiatraki na morzu

Są pierwsze efekty konferencji klimatycznej, która odbywa się w Katowicach. Państwowy moloch PGE poinformował o planach utworzenia na Morzu Bałtyckim kompleksu elektrowni wiatrowych.
To ważna informacja, bowiem jeszcze tydzień temu minister Krzysztof Tchórzewski znalazł się na ustach całego świata, kiedy zadeklarował, że nasz kraj zamiarza do 2035 roku wygasić istniejące fermy wiatrowe. Prezentacja projektu transformacji energetycznej, przedstawiona na COP24 przez przedstawicieli Komisji Europejskiej spowodowała, że ekipa Morawieckiego w pośpiechu zaczęła szukać rozwiązań alternatywnych wobec węgla, na których dotychczas planowała oprzeć produkcje energii w Polsce.
Polska Grupa Energetyczna to gigant, który został niedawno umieszczony, wraz z dwoma innymi polskimi podmiotami na liście 10 największych trucicieli w Europie, Należąca do niego Elektrownia Bełchatów zabija ok. 1,2 tys osób roczne. Teraz PGE zamierza się jednak zająć produkcją energii z odnawialnych źródeł. Takim sygnałem był dzisiejszy komunikat, w którym firma poinformowała o rozpoczęciu poszukiwania partnera do budowy i eksploatacji farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim. To pierwszy etap programu; łączna moc tych farm ma wynosić 2545 MW (w podziale na dwa obszary, w ramach dwóch koncesji, po 1500 MW i 1045 MW mocy). Wiatraki staną na wysokości Łeby, około 25-30 km od brzegu.
Kiedy prąd z bałtyckiego wiatru zasili polskie domy? Dopiero za siedem lat. Inwestycja jest to bowiem skomplikowana i kosztochłonna.
Przeznaczonych ma zostać na nią z budżetu ok. 30 mld złotych. Będzie to jednak znaczący krok w przemianie polskiej energetyki. Uznanie budzić może też skala. Energia nie przyczyniająca się do degradacji klimatu zasilić ma bowiem 4 mln gospodarstw.
Przeciwnicy energii z wiatraków wskazują na wysokie koszty inwestycji. I faktycznie, są one wyższe niż w przypadku bloku węglowego w Ostrołęce, który był, do niedawna, największą dumą ministra Tchórzewskiego. Budowa tamtego zakładu ma pochłonąć 6 mld złotych. W porównaniu z 30 mld na bałtyckie wiatraki, to istotnie niewiele. Turbiny mają jednak większą planowaną moc – 2000 MW to dwukrotnie więcej niż ostrołęcki zakład. Do wiatraków nie trzeba też dostarczać węgla, który również kosztuje.

Cała Polska jest Darłówkiem

Media żyją tragedią rodziców trójki, która prawdopodobnie utonęła we wtorek 14 sierpnia w rejonie Darłówka Zachodniego.

 

Bałtyk to śmiertelna pułapka. Tragedia, która się wydarzyła, skłania jednak do refleksji nie tylko nad polską brawurą, która każe łamać zakazy (vide: „zmieścisz się śmiało”) i ignorować ostrzeżenia (sinice, zakaz kąpieli, zakaz wchodzenia do wody w okolicy falochronu, plaża niestrzeżona, czerwone flagi, informacyjne boje). Oczywiście, wielką nieodpowiedzialnością było wejście dzieciaków do wody tam, gdzie nie miał już obowiązku sięgać wzrok ratownika. Przykre jest, iż adwokat rodziny kieruje teraz oskarżenia pod adresem ratowników, którzy nie są przecież cudotwórcami.
Fala nienawiści, która wylewa się teraz na tzw. „rodziców z 500 plus” również jest zupełnie nieuzasadniona. Pobieranie świadczenia czy zasiłku bądź jego niepobieranie nie ma związku z brakiem wyobraźni, czy tendencją do ryzyka. Natomiast z całą pewnością przy czwórce pociech, niezależnie od stanu posiadania czy statusu społecznego, rodzice, a zwłaszcza matka, które spuściła z oczu starszą trójkę na rzecz najmłodszego – ma prawo padać na przysłowiową twarz.
Powinni pomyśleć o tym wszyscy, tak chętnie rzucający w nią kamieniami na internetowych forach. Wielodzietne rodziny kiedyś mogły liczyć na pomoc „całej wioski”. Dziś częściej dotyka ich pogarda, wymierzona siłą rzeczy w kobietę. Pamiętajmy, by zaoferować pomoc naszym sąsiadkom, kuzynkom, siostrom, znajomym. Być może czasem dzięki temu da się uniknąć tragedii, wynikających z przemęczenia, frustracji, bezsilności.
Nie dyskutuję z faktem rażącego przekroczenia przepisów, co zaowocowało niewyobrażalną tragedią.
Rodzice i tak zapłacą już za to wysoką cenę. Pomyślmy jednak, jaką naukę my, jako społeczeństwo, możemy z tego dramatu wyciągnąć.