Głos prawicy

Z ministerstwa do ciupy

„Do Rzeczy” pastwi się nad Bartłomiejem, byłym ulubieńcem Antoniego: „może szybko nie wyjść z aresztu” – pisze tygodnik, powołując się przy tym na Wirtualną Polskę:
Były rzecznik MON Bartłomiej M. został zatrzymany przy okazji innej sprawy, którą prowadzili funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego – informuje Wirtualna Polska. Z ustaleń serwisu wynika, że śledczy dysponują obszernym materiałem dowodowym w jego sprawie, w tym podsłuchanymi rozmowami.
Wirtualna Polska donosi, że byłego współpracownika Antoniego Macierewicza zdradziły rozmowy z bliskimi współpracownikami, lobbystami, biznesmenami oraz byłymi politykami PiS. Ich podsłuchiwanie miało mieć związek z inną sprawą. Bartłomiej M. miał być tak pewny siebie, że wszystkie interesy załatwiał przez telefon.
– CBA sprawdzało nieprawidłowości w kilku spółkach skarbu państwa, w tym w Polskiej Grupie Zbrojeniowej. Operacja służb trwała od 2016 roku. Bartłomiej M. często kontaktował się z osobami, które CBA prześwietlało. W tych podsłuchanych rozmowach mówił, co mu ślina na język przyniesie. Powoływał się na generałów, ministrów i znanych polityków – twierdzi informator portalu. Jak dodaje, stenogramy rozmów są na tyle dobrze udokumentowane, że Bartłomiej M. może szybko nie wyjść z aresztu. Informator twierdzi, że są dwie sprawy, które byłego rzecznika MON mogą obciążyć najbardziej: ta związana z organizacją przez PGZ wystawy na targach obronności w Nadarzynie w centrum kongresowym Ptak Expo oraz organizacja podobnego wydarzenia Ostródzie.
Bartłomiej M. i były poseł PiS Mariusz Antoni K. zostali w styczniu zatrzymani przez CBA. Niedługo później w Prokuraturze Okręgowej w Tarnobrzegu usłyszeli zarzuty powoływania się wspólnie na wpływy w instytucji państwowej i podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu określonych spraw celem uzyskania korzyści majątkowej w kwocie ponad 90 tys. zł.
Bartłomiej M. i była urzędniczka MON Agnieszka M. usłyszeli też zarzuty przekroczenia swoich uprawnień jako funkcjonariuszy publicznych i działania na szkodę spółki PGZ w związku z zawartą przez nią umową szkoleniową. Według prokuratury podejrzani doprowadzili do wyrządzenia koncernowi szkody w wysokości prawie 500 tys. zł.

Kto z PiS wybiera się do Brukseli?

PAP zdradza kulisy list PiS do europarlamentu, pisze o tym niezależna.pl:
Polska Agencja Prasowa powołując się na źródło w kierownictwie PiS informuje, że europoseł Tomasz Poręba poprowadzi zbliżającą się kampanię wyborczą ugrupowania do Parlamentu Europejskiego. Poza obecnymi eurodeputowanymi na listach wyborczych mają znaleźć się m.in. Beata Szydło oraz Anna Zalewska.
Wybory do europarlamentu odbędą 26 maja, ich zarządzenie przez prezydenta powinno nastąpić nie później niż 25 lutego. Wtedy oficjalnie rozpocznie się kampania wyborcza.
W ubiegłorocznych wyborach samorządowych PiS wygrało w dziewięciu sejmikach województw: dolnośląskim, lubelskim, łódzkim, małopolskim, mazowieckim, podkarpackim, podlaskim, śląskim oraz świętokrzyskim. Ostatecznie rządzi w ośmiu regionach.
Polityk z kierownictwa PiS zaznaczył, że aby Poręba formalnie objął funkcję szefa sztabu wyborczego, Komitet Polityczny PiS musi przyjąć uchwałę w tej sprawie. Z informacji PAP wynika, że stanie się to podczas dzisiejszego posiedzenia Komitetu.
Jak dodał, na listach wyborczych PiS znajdą się m.in. obecni europarlamentarzyści PiS: Tomasz Poręba, Ryszard Legutko, Jadwiga Wiśniewska, Ryszard Czarnecki, Zbigniew Kuźmiuk, a także wicepremier Beata Szydło, szefowa resortu edukacji Anna Zalewska, czy minister w KPRM Beata Kempa.
W tegorocznych eurowyborach Polacy wybiorą 52 przedstawicieli do PE w 13 okręgach wyborczych.

Głos prawicy

Ballada o misiu

Co do byłego rzecznika MON to ze względu na ataki na Antoniego Macierewicza jak tylko zaczęło się jego grillowanie, chciałem, by usunął się z funkcji. Z tego powodu byłem gotowy zatrudnić go nawet w swojej firmie, byle tę awanturę zakończyć. Żałuję, że zbyt późno mnie posłuchano – pisze Tomasz Sakiewicz.
Do zatrzymania byłego współpracownika Antoniego Macierewicza Tomasz Sakiewicz odniósł się na łamach najnowszego numeru tygodnika „Gazeta Polska”.
„Żałuję, że zbyt późno mnie posłuchano”
„Sprawa aresztowania byłych urzędników MON i PGZ nie jest dla mnie taka oczywista. Do jednego worka wrzucono różne osoby. Nie wiem, jaki mają ze sobą związek i czy rzeczywiście trzeba było zabiegać aż o takie środki prawne” – pisze Sakiewicz. Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” przyznaje, że ze względu na ataki na Antoniego Macierewicza wywołane „grillowaniem” Bartłomieja M., uważał że rzecznika MON należy usunąć ze stanowiska. Jak tłumaczy, z tego właśnie powodu chciał go nawet „zatrudnić w swojej firmie”, byle tylko zakończyć tę „awanturę”. „Żałuję, że zbyt późno mnie posłuchano” – dodaje.
Publicysta pisze, iż „nie chodziło o tego młodego człowieka, lecz o sprawę, którą prowadzi Antoni Macierewicz, czyli wyjaśnienie tragedii smoleńskiej”. „Bez względu na okoliczności ona ma zostać wyjaśniona. Nikt nas z tego obowiązku nie zwolnił i nie może zwolnić” – podkreśla.
Sakiewicz komentuje również reakcję różnych mediów na zatrzymanie Bartłomieja M. „Patrzę na radość przedstawicieli mediów również po prawej stronie, którzy parę lat temu szydzili z wyjaśnienia tragedii smoleńskiej, a nawet na dzisiejsze publiczne wypowiedzi pokazujące, że ci, którzy chcieli tą sprawą się zajmować, teraz pójdą na dno. To byli dziennikarze TVN, TOK FM, autorzy wywiadów z Urbanem, wieczni zdrajcy, a nawet członkowie mafii, którzy zmieniali nieustannie barwy partyjne albo pracodawców w zależności od interesów. Namnożyło się ich dzisiaj sporo po prawej stronie w mediach. Jeżeli ktoś w PiS-ie na nich liczy, to się przeliczy” – twierdzi publicysta.
Bartłomiej M. i były poseł PiS Mariusz Antoni K. usłyszeli we wtorek w Prokuraturze Okręgowej w Tarnobrzegu zarzuty powoływania się wspólnie na wpływy w instytucji państwowej i podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu określonych spraw celem uzyskania korzyści majątkowej w kwocie ponad 90 tys. zł.
Bartłomiej M. i była urzędniczka MON Agnieszka M. usłyszeli też zarzuty przekroczenia swoich uprawnień jako funkcjonariuszy publicznych i działania na szkodę spółki PGZ w związku z zawartą przez nią umową szkoleniową. Według prokuratury podejrzani doprowadzili do wyrządzenia koncernowi szkody w wysokości prawie 500 tys. zł.
Info z dorzeczy.pl