Prezydent AIBA sam się zawiesił

Prezydent Międzynarodowej Federacji Bokserskiej (AIBA) Uzbek Gafur Rachimow w miniony piątek ogłosił, że zawiesza pełnienie tej funkcji. Jego ustąpienia domaga się MKOl.

Międzynarodowy Komitet Olimpijski w zakazał Rachimowi startu w wyborach na szefa Międzynarodowego Stowarzyszenia Boksu Amatorskiego (AIBA), które odbyły się w listopadzie ubiegłego roku. Pochodzący z Uzbekistanu Rachimow zignorował jednak zakaz MKOl i stanął w szranki wyborcze, wygrywając w nich z reprezentantem Kazachstanu Serika Konakbajewa, któremu Międzynarodowy Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS) dopiero kilka dni przed wyborami przyznał rację w sporze z AIBA i nakazał umieszczenie na liście wyborczej. W głosowaniu delegaci wybrali jednak na prezydenta oskarżanego o działalność przestępczą 67-letniego Rachimowa, co wywołało wręcz wrogą reakcję MKOl.

Władze światowego sportu niedługo później wszczęły dochodzenia w sprawie sytuacji w AIBA, a w listopadzie 2018 roku ogłosił, że przestały planować przeprowadzenie turnieju bokserskiego podczas igrzysk w Tokio w 2020 roku. W opublikowanym wówczas oświadczeniu MKOl stwierdził, że przekazany mu raport AIBA, dotyczący m.in. wyborów prezydenta organizacji, sytuacji finansowej i zarządzania, nie jest wiarygodny i nie pozwala na ponowne podjęcie współpracy.

Rachimow jest oskarżany o działalność przestępczą. Sam kategorycznie temu zaprzecza, ale zarzuty są na tyle poważne, że po jego ponownym wyborze MKOl postanowił całkowicie zamrozić swoje relacje z bokserską federacją. „To są fałszywe oskarżenia, sfabrykowane przez poprzedni reżim w Uzbekistanie” – zapewniał elektorów z AIBA Rachimow.

 

PSG ograł UEFA w CAS

Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu (CAS) w Lozannie przyznał rację Paris Saint-Germain w jego sporze z UEFA dotyczącego naruszenia zasad tzw. finansowego fair play.

We wrześniu 2017 roku Rada Finansowej Kontroli Klubów (CFCB), organ UEFA zajmujący się kontrolą przestrzegania przepisów finansowego fair play, wszczęła postępowanie przeciwko Paris Saint-Germain, a pretekstem do tego stały się informacje o ogromnych wydatkach paryskiego klubu w letnim okienku transferowym. To wtedy na Parc des Princes ściągnięto z FC Barcelona Brazylijczyka Neymara za 222 miliony euro oraz z AS Monaco Francuza Kyliana Mbappe za 180 milionów euro. Astronomiczna kwota ponad 400 mln euro przekraczała możliwości finansowe klubu, ale nie jego katarskich właścicieli. Ale UEFA właśnie po to stworzyła finansowe fair play (FFP), czyli zbiór przepisów mających zwalczać nieograniczone „pompowanie” pieniędzy do klubów przez bogatych sponsorów i właścicieli. W myśl tych przepisów wydatki mają być uzależnione od przychodów, a straty nie mogą przekroczyć określonych kwot. FFP ma wyrównywać szanse i nie dopuścić do pogłębiania się różnic między klubami.

Postępowanie w tej sprawie zakończyło się w czerwcu 2018 roku z werdyktem uwalniającym PSG od oskarżenia złamania przepisów FFP w latach 2015, 2016 i 2017. Radość w paryskim klubie nie trwała długo, bo przewodniczący CFCB doprowadził do ponownego otwarcia we wrześniu postępowania wyjaśniającego. Właścicielem Paris Saint-Germain Paryski klub jest firma Qatar Sports Investments, która zaskarżyła decyzję RFKK UEFA do CAS i we wtorek odebrała korzystny dla siebie werdykt. To kończy sprawę ostatecznie.

 

Gracze Sportingu Lizbona przed Trybunałem w Lozannie

W maju tego roku grupa kibiców Sportingu Lizbona za namową prezesa klubu poturbowało piłkarzy podczas treningu. Część zawodników z tego powodu odeszła za darmo, ale teraz Sporting chce za nich 197 mln euro.

 

W maju grupa około 50 chuliganów zaatakowała piłkarzy Sportingu w ośrodku treningowym. Do tego bulwersującego zdarzenia doszło następnego dnia po ligowym meczu, w którym zespół Sportingu stracił szanse na zakwalifikowanie się do Ligi Mistrzów. Atak kiboli był niejako zwieńczeniem medialnej nagonki, jaka na piłkarzy prowadził w mediach społecznościowych ówczesny prezes klubu Bruno de Carvalho. W kwietniu ogłosił na przykład, że za brak zaangażowania zawiesił 19 zawodników pierwszej drużyny po porażce z Atletico Madryt w Lidze Europy, ale potem większość z rzekomo zawieszonych graczy wystąpiła w następnym meczu.

Brutalny atak kiboli okazał się dla sporej grupy piłkarzy Sportingu traumatycznym przeżyciem, a po ujawnieniu, że stał za tym prezes klubu, dziewięciu skonfliktowanych z nim wcześniej zawodników postanowiła skorzystać z okazji i zażądało rozwiązania kontraktu z winy klubu. FIFA stanęła w tej sprawie po ich stronie.
Po incydencie z udziałem kiboli prezes De Carvalho został zmuszony do rezygnacji ze stanowiska, a jego tymczasowy zastępca, Jose de Sousa Cintra, obowiązki będzie pełnić tylko do wrześniowych wyborów nowych władz Sportingu. Posadę trenera stracił też zatrudniony przez De Carvalho Sinisha Mihajlović, którego zastąpił Jose Peseiro, dla którego był to powrót do tego lizbońskiego klubu.

Klub boryka się jednak z poważnymi kłopotami finansowymi i nic dziwnego, że jego nowym szefom żal się zrobiło utraconych korzyści z odejścia grupy piłkarzy, a zwłaszcza trzech w tej grupie najdroższych. I wystąpili do FIFA z żądaniem rekompensaty w wysokości 197 milionów euro. Za bramkarza Rui Patricio, który trafił do Wolverhampton Wanderers, oczekują 57 milionów euro, za Gelsona Martinsa, którego ściągnęło do siebie Atletico Madryt żądają 100 mln euro, zaś za Daniela Podence grającego obecnie w Olympiakosie Pireus chcą 40 mln euro.
FIFA odrzuciła wniosek Sportingu, więc sprawa trafiła do Trybunału Arbitrażowego do spraw Sportu w Lozannie (CAS). Werdykt sędziów trybunału może być precedensowy.