Przede wszystkim nie stracić

Przy odkładaniu pieniędzy Polacy odznaczają się cennymi cechami; niechęcią do ryzyka i wybieraniem bezpiecznych metod powiększania majątku. To zrozumiałe po dekadach wojen i różnych zaburzeń, gdy traciło się wszystko.

Wedle stanu na połowę bieżącego roku oszczędności Polaków osiągnęły wartość 1,7 biliona złotych. To prawie dwa razy więcej niż dekadę temu. Za oszczędności uważa się gotówkę, akcje, obligacje, depozyty bankowe, fundusze inwestycyjne, polisy z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym oraz środki z otwartych funduszy emerytalnych.
Oszczędza, lub próbuje to robić, 63 proc. Polaków, z tego 53 proc. regularnie, co miesiąc. W ciągu ostatniego dziesięciolecia wzrósł dochód rozporządzalny gospodarstw domowych (jest to suma bieżących dochodów gospodarstwa domowego pomniejszona o podatki oraz składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne). Wśród osób, które posiadają oszczędności, prawie połowa (46 proc.) odkłada powyżej 10 proc. miesięcznego wynagrodzenia.
Według Głównego Urzędu Statystycznego w 2019 r. wydatki stanowiły 68,8 proc. naszych dochodów, podczas gdy 10 lat temu, o niemal 20 punktów procentowych więcej. W obecnym, pandemicznym roku ta proporcja zapewne się pogorszyła.
Jak wynika z badania „Finansowe DNA Polek i Polaków 2020”, wykonanego w wrześniu tego roku przez Instytut Badań Społecznych i Rynkowych IBRiS na zlecenie Santander Bank Polska, posiadanie oszczędności deklarują najczęściej osoby w wieku 40-49 lat (71 proc. oszczędzających z osób w tym przedziale wiekowym). Najtrudniej odłożyć́ cokolwiek gospodarstwom 1-osobowym – oszczędności posiada 56 proc. Relatywnie najłatwiej: gospodarstwom 4-osobowym (71 proc. z nich zadeklarowało posiadanie oszczędności.
Oczywiście im wyższy dochód gospodarstwa domowego, tym częściej ma ono oszczędności – posiada je tylko 29 proc. gospodarstw domowych z dochodem netto do 2 tys. zł oraz około 80 proc. gospodarstw z dochodami przekraczającymi 8 tys. zł netto miesięcznie.
– Polacy stopniowo budują swój majątek i szukają sposobów na jego pomnażanie. Odkładamy stosunkowo niewielką część dochodu w porównaniu z krajami Europy Zachodniej, ale coraz więcej z nas deklaruje, że oszczędza. W 2019 roku, po raz pierwszy od 20 lat, więcej niż połowa osób badanych zadeklarowała, że odkłada część pieniędzy – mówi Monika Szlosek z Santander Bank Polska.
Najwięcej badanych rodzin, nieco ponad jedna czwarta, zadeklarowała, że ma zgromadzone oszczędności o równowartości dochodów z dwóch – trzech miesięcy. W oszczędzaniu Polacy unikają ryzyka i pomimo rekordowo niskich stóp procentowych łączna wartość depozytów sięga prawie 1 biliona złotych (969 mld zł).
Na koniec ubiegłego roku depozyty stanowiły aż 72 proc. aktywów finansowych gospodarstw domowych w Polsce, podczas gdy średnia europejska wynosiła 37 proc. Wyższy udział lokat mieli jedynie mieszkańcy Grecji i Cypru. Z kolei w funduszach, w tym emerytalnych oraz akcjach, Polacy posiadali w 2019 roku 28 proc. swoich aktywów, podczas gdy średnia europejska wynosi ponad dwukrotnie więcej – 63 proc.
– Największą motywacją do oszczędzania jest „niepewność jutra”. Rzadziej odkładamy na jasno sprecyzowane cele, a w finansowe DNA mamy wpisaną niechęć do ryzyka. Polacy na tle mieszkańców Europy Zachodniej są bardziej ostrożni i mniej chętnie akceptują jakiekolwiek ryzyko inwestycyjne. Świadczy o tym dużo wyższy udział lokat oraz niższy udział akcji i jednostek funduszy w posiadanych aktywach, w porównaniu z innymi nacjami. W krajach Europy Zachodniej udział innych niż depozyty aktywów finansowych jest mocno zróżnicowany, co zależy przede wszystkim od rozwoju rynku funduszy emerytalnych. W Wielkiej Brytanii i Niderlandach aktywa w nich zgromadzone stanowią ponad 50 procent oszczędności mieszkańców. W Skandynawii akcje ma średnio kilkanaście procent społeczeństwa Większość naszych oszczędności utrzymywana jest w bankach (aż ok. 59 proc. ) oraz w gotówce, czyli najniżej oprocentowanych, ale i najbezpieczniejszych formach oszczędzania. Wysoki udział depozytów jest charakterystyczny dla krajów byłego bloku wschodniego – dodaje Monika Szlosek.
W wyniku pandemii koronawirusa w systemie pozabankowym zwiększyła się ilość gotówki, a także nastąpił odpływ z lokat bankowych na nieoprocentowane rachunki bieżące. Suma gotówki w obiegu na koniec czerwca osiągnęła poziom 283 miliardów złotych, a łącznie depozyty i gotówka wynoszą 1,2 biliona złotych. W drugim kwartale 2020 roku ilość gotówki w obiegu wzrosła o 30 miliardów złotych, a suma środków na nieoprocentowanych rachunkach powiększyła się o 72 miliardy.
Rekordowo niskie stopy procentowe sprawiają, że Polacy zaczynają rozglądać się za alternatywami dla depozytów. Badanie wskazuje, że 22 proc. osób posiadających oszczędności rozważa inwestycje w nieruchomości, które traktowane są jako swoista forma lokaty (oczywiście tylko przez zamożniejszych, których stać na zakup takiej nieruchomości). 11 proc. myśli o inwestycji w złoto lub inne kruszce. 7 proc. badanych przygląda się możliwościom zainwestowania w fundusze inwestycyjne, a 6 proc. w akcje na giełdzie. Generalnie, zdaniem Polaków, jeśli lokować swoje oszczędności, to bezpiecznie. Zazwyczaj wolimy nisko oprocentowaną lokatę niż instrumenty obarczone jakimkolwiek ryzykiem, jak akcje czy fundusze inwestycyjne.
Najbardziej zyskownymi inwestycjami są, zdaniem Polaków, niezmiennie nieruchomości. Aż 65 proc. badanych uważa, że mogą one przynieść wysokie zyski. Grupą najsilniej przekonaną o dużych zyskach z takiej inwestycji są osoby w wieku 40 – 49 lat.
Na kolejnych miejscach pod względem potencjalnie wysokiej stopy zwrotu znalazły się inne aktywa materialne, jak złoto, diamenty i dzieła sztuki. Za zyskowne lub bardzo zyskowne uznała je około połowa respondentów. Znacznie mniej osób uznaje za zyskowne inwestycje w waluty (27 proc.), kryptowaluty (21 proc.), oraz inwestycje na giełdzie (20 proc.).
W przypadku ostatniej kategorii uwagę zwraca fakt, że przekonanie o zyskowności inwestowania w akcje z wiekiem maleje. Za najbardziej zyskowne uważają je badani w wieku 18 – 29 lat (około 30 proc. z nich), a za najmniej – w wieku powyżej 70 lat (tylko 6 proc. badanych). Także inwestowanie w kryptowaluty jest szczególnie dobrze postrzegane wśród osób w wieku 18-29 lat. Aż 79 proc. z nich uznało je za inwestycję z dużym potencjałem zysku.

Lokaty przestają się opłacać

Władza postanowiła zniechęcić Polaków do oszczędzania, sprawiając, że oprocentowanie terminowych rachunków bankowych jest coraz niższe.

Średnie oprocentowanie najlepszych lokat kwartalnych było w ubiegłym miesiącu najniższe od początku 2018 r. – wynika z analizy Bankier.pl. Dotyczy to zarówno lokat na 10 tys. zł (bez względu na konieczność spełnienia dodatkowych warunków), jak i depozytów na 100 tys. zł. Niewiele lepiej jest z ofertami na 12 miesięcy.
Bankier.pl stworzył nowy, kwartalny raport, którego bohaterem są lokaty terminowe. DepoTracker Bankier.pl będzie pokazywał, jak zmienia się w czasie oprocentowanie najlepszych lokat na rynku. Za „najlepsze lokaty” uznawać będziemy pięć najwyżej oprocentowanych lokat w danym miesiącu, na określony termin i kwotę.
Informacje o średniej stawce najwyżej oprocentowanych propozycji czerpiemy z publikowanych regularnie od lat rankingów lokat Bankier.pl. Jako punkt startowy do naszych badań wybraliśmy styczeń 2018 r. Biorąc pod uwagę rodzaje lokat, które najczęściej interesują deponentów, DepoTracker będzie analizą:

  1. najlepszych lokat 3-miesięcznych dla kwot do 10 tys. zł – z dodatkowymi warunkami i bez dodatkowych warunków,
  2. najlepszych lokat 3-miesięcznych i 12-miesięcznych na 100 tys. zł.
    W tym zestawieniu nie ma przypadku. Lokaty kwartalne opisane w punkcie 1 już od dawna nie schodzą z pozycji najwyżej oprocentowanych na rynku. Promocyjne oferty na niskie kwoty to obiekt zainteresowania wyjadaczy wisienek, którzy nie chcą zamrażać kapitału na długo. Oferty z dodatkowymi warunkami porównujemy z depozytami bez takich wymogów.
    Lokaty bankowe na 100 tys. zł (punkt 2) to z kolei propozycje dla posiadaczy większego kapitału, którzy część swoich środków chcą wpłacić na bezpieczny depozyt. W tym przypadku konfrontujemy depozyty krótkoterminowe i długoterminowe – na 3 i 12 miesięcy.
    Depozyty 3-miesięczne na 10 tys. zł z dodatkowymi warunkami to od dawna najwyżej oprocentowane oferty na rynku. To właśnie na lokatach na ten okres można było do niedawna otrzymać maksymalną stawkę w wysokości 4 proc. rocznie w kilku bankach.
    Średnie oprocentowanie pięciu najwyżej oprocentowanych ofert przez kilka miesięcy wynosiło dokładnie tyle, ile wspomniany maks. – od sierpnia 2018 r. do czerwca 2019 r. z przerwą w styczniu i lutym ubiegłego roku. Od lipca średnia zaczęła jednak sukcesywnie spadać i w marcu 2020 r. wyniosła 3,60 proc. w skali roku. To najniższy poziom od ponad dwóch lat. Z pięciu ofert na 4 proc. w czerwcu 2019 r. pozostały tylko dwie, a do najwyżej oprocentowanej piątki załapała się propozycja na 2,70 proc. rocznie.
    Badana przez nas średnia odnotowała w marcu bieżącego roku najniższy poziom od początku 2018 r. (1,52 proc.). Swój marsz w dół skali rozpoczęła trochę szybciej, bo równo rok wcześniej – w marcu 2019 r. Dla porównania maksymalna stawka dostępna w lutym 2019 r. wynosiła 3,10 proc. rocznie, ponad rok później było to już 2 proc. w stosunku rocznym.
    Biorąc pod uwagę ostatni kwartał, średnia lokat z dodatkowymi warunkami spadła nieznacznie bardziej – z 3,66 do 3,60 proc. w skali roku. Spadku o 0,06 pp. należy upatrywać w obniżce oprocentowania Lokaty Mobilnej (Getin Noble Bank) z 3,00 na 2,70 proc. rocznie oraz wycofaniu z oferty Lokaty dla nowego klienta (Alior Bank). W przypadku standardowych depozytów była to zmiana z 1,56 na 1,52 proc. rocznie. Cięcie przeprowadził w tamtym czasie Idea Bank na Lokacie NR oraz Nest Bank na Nest Lokacie. Lokata Tradycyjna od Getin Noble Banku doczekała się natomiast podwyżki.
    Osoby ze znacznie wyższym kapitałem nie będą zaprzątały sobie głowy ofertami z ograniczoną kwotą maksymalną do 10 lub 20 tys. zł. Z myślą o zwolennikach bezpiecznego oszczędzania ze znacznie grubszym portfelem sprawdzamy średnią najlepszych ofert na dwa terminy – 3 miesiące oraz 12 miesięcy.
    W ciągu ostatnich dwóch lat średnia osiągnęła swoją maksymalną wartość dwukrotnie – w marcu 2018 r. i w marcu 2019 r. Od kwietnia ubiegłego roku zaczęła jednak spadać i według ostatnich danych wynosi 2,12 proc. rocznie, czyli o 0,92 pp. mniej niż rok wcześniej. Za spadek o 0,08 pp. w ostatnim kwartale odpowiedzialna jest obniżka oprocentowania na Lokacie na Start (BNP Paribas Bank Polska) i Lokacie na nowe środki (Getin Noble Bank).
    Podobnie wygląda krzywa przedstawiająca średnie oprocentowanie lokat rocznych, choć trzeba podkreślić, że jest ona bardziej płaska. Mimo że depozyty o dłuższym terminie powinny dawać większy zysk, to maksymalna stawka odnotowana w lutym 2019 r. była niższa od tej, którą dało się uzyskać zaledwie dwa tygodnie później na depozytach kwartalnych. To kolejny argument za tym, że lokaty na 3 miesiące są chętniej wybierane przez banki na promocyjne oferty. Dane z ostatnich miesięcy pokazują jednak, że po serii obniżek depozyty roczne wpasowały się w regułę, zgodnie z którą zamrożenie kapitału na dłużej powinno przynieść większy procent. Od września 2019 r. średnie oprocentowanie pięciu najlepszych ofert na ten okres jest wyższe od średniej opisującej lokaty kwartalne.
    Ostatnie miesiące nie były jednak łaskawe dla zwolenników lokat 12-miesięcznych. W lipcu 2019 r. badana średnia była najniższa od początku 2018 r. i zatrzymała się na poziomie 2,20 proc. w skali roku. Obecnie wynosi niewiele więcej, bo 2,28 proc. w skali roku. W stosunku do grudnia 2019 r. jest to wzrost o 0,05 pp. spowodowany m.in. wzrostem stawki na Lokacie Facto (BFF Banking Group) i Lokacie NR 1 (Idea Bank).
    To jednak nie koniec spadków na depozytach terminowych. Biorąc pod uwagę, że ranking lokat kwartalnych z marca opublikowany został przed pierwszą obniżką stóp procentowych ogłoszoną 17 marca br., a zestawienie lokat rocznych pomiędzy dwoma ostatnimi cięciami, nie należy spodziewać się szybkiego odbicia od trendu spadkowego. Zapowiedź kolejnych obniżek można już dostrzec w kwietniowym rankingu lokat kwartalnych.

Stopy procentowe w czasie zarazy

Ostatnia obniżka stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego w dobie zbliżającego się kryzysu gospodarczego to krok zbędny, a być może nawet fałszywy.

Komentarze członków Rady Polityki Pieniężnej wskazujące na słuszność cięcia o 50 punktów bazowych i budujące oczekiwania na kolejne obniżki, dowodzą, że RPP niezbyt uważnie obserwuje rzeczywistość gospodarczą, a zbyt mocno polega na anachronicznych podręcznikach do makroekonomii z XX wieku – oceniają przedstawiciele Towarzystwa Ekonomistów Polskich.
Problem, który przed nami się pojawia polega na spowolnieniu obiegu gospodarczego, przerwaniu łańcuchów logistycznych, zwolnieniu obiegu pieniądza i zaburzeniach płynności finansowej. Dotyczy to przede wszystkim sektora przedsiębiorstw, tzw. sfery realnej i usług.
Problem nie polega na niedostosowaniu popytu i podaży pieniądza czy na zbyt wysokim koszcie kredytu. Nie dotyczy zbyt niskich przychodów przedsiębiorców i zbyt wysokich kosztów finansowych. Ten problem jest brutalny: brak płynności, brak przychodów, brak kredytu.
W przestrzeni publicznej oraz w wypowiedziach członków RPP brak zupełnie odniesienia do depozytów składanych w bankach. W ostatnich 10 latach żyjemy w wyjątkowo niskim otoczeniu stóp procentowych. Obniżenie stóp NBP prowadzi do obniżenia oprocentowania depozytów. To oznacza, że oszczędzający w bankach uzyskają przychód pomniejszony do 5 mld zł w skali roku. Oprocentowanie ich oszczędności spadnie praktycznie do zera. Pojawi się pytanie, po co oszczędzać przy tak niskich przychodach odsetkowych?
W coraz większym stopniu jesteśmy świadkami zaniku depozytów terminowych – w warunkach niskich stóp procentowych, poniżej 1 proc., kogo obchodzi, że otrzyma oprocentowanie depozytu większe np. o 0,2 punktu procentowego, jeżeli złoży ten depozyt na pół roku. Obniżka stóp ma dewastujący wpływ na strukturę terminową naszych oszczędności, jak również pasywów banków.
Płynność traci się tylko raz. W związku z tym cena płynności jest ogromna. To jest obecny problem gospodarczy.
Autorzy podręczników do ekonomii nie dyskutują problemu zatrzymania obiegu gospodarczego lub zarządzania gospodarką w stanie wojny (bowiem sytuacja obecna w wielu aspektach stan taki przypomina).
Obniżenie stóp procentowych zmniejsza oprocentowanie części kredytów. Można ten efekt oszacować na około 5 mld zł w skali roku. Jest to zmniejszenie kosztów przedsiębiorców i jednocześnie zmniejszenie przychodów banków.
Obniżenie oprocentowania kredytów nie zwiększa zapotrzebowania na płynność i kredyt, bo to zapotrzebowanie i tak jest teraz bardzo duże. Cena kredytu w takich warunkach nie jest istotna. Część przedsiębiorców znajduje się teraz zapewne w takiej sytuacji, że zapłaciliby za utrzymanie płynności w ciągu najbliższego roku 5 – 10 proc., a nawet 20 proc. (!).
Pytanie, kto może udzielić kredytu, gdy przedsiębiorca nie ma przychodów, bo rozporządzeniem zawieszono możliwość prowadzenia przez niego działalności? Bank, który dysponuje pieniędzmi powierzonymi przez klientów ma w takim przypadku bardzo ograniczone pole działania. Nie może przecież zapomnieć o ochronie deponentów. Nie może udzielić kredytowania podmiotom, które nie zwrócą środków powierzonych przez oszczędzających. Gra idzie o przetrwanie i przedsiębiorstw i banków.
Pozyskanie finansowania czy to przez Skarb Państwa, czy przez przedsiębiorstwa przez emisję obligacji, będzie w nowych warunkach gospodarczych trudne, a to oznacza, że nie będzie tanio. Dlaczego bowiem ci co posiadają wolne środki, mają akceptować obecnie niskie oprocentowanie?.
W warunkach bardzo dużej niepewności gospodarczej i zachowania stóp procentowych w strefie euro bez zmian nie dziwmy się, że polski złoty staje się walutą jeszcze mniej atrakcyjną i wątłą.
W czasach zarazy operacje banków centralnych na stopach procentowych są nieskuteczne, a wręcz mogą być niebezpieczne. Odwracają uwagę od spraw istotnych. Zmiana oprocentowania kredytu nie tylko o 50 punktów bazowych, ale nawet o 5 punktów procentowych może nie mieć żadnego znaczenia, jeśli przedsiębiorstwa z powodu braku dostępu do pieniądza i zatorów płatniczych będą bankrutować.
Istotne jest uruchomienie mechanizmów podtrzymujących płynność. Jednocześnie, takie działania nie powinny zwiększać kosztów banków, jak również ich ryzyka, bo żaden system bankowy na świecie takiego ryzyka i kosztów nie przetrwa.
Konieczne jest uruchomienie gwarancji państwa dla przedsiębiorców, które zapewnią ciągłość pozyskania finansowania w bankach. Gwarancje takie powinny być nie tylko na 60-80 proc. wartości kredytu, ale na 100 proc. Wydaje się, że najskuteczniejszym mechanizmem będzie dystrybucja gwarancji przez Bank Gospodarstwa Krajowego, który od kilku lat ten mechanizm obsługuje. Wiemy, że to działa – zauważa Towarzystwo Ekonomistów Polskich. Jednocześnie, w celu uwolnienia płynności Ministerstwo Finansów powinno przemyśleć rewizję dotychczasowych mechanizmów poboru podatków, które skutecznie zabrały płynność przedsiębiorcom – na rzecz Skarbu Państwa.
Operacje NBP na stopach procentowych dają efekt mizerny w stosunku do prawdziwych potrzeb. Tylko niepotrzebnie odwracają uwagę od prawdziwych problemów i generują wiele niepożądanych skutków ubocznych.
Moja opinia bazuje na wielu latach doświadczeń i pracy na rynku finansowym oraz wieloletnich pracach badawczych nad funkcjonowaniem rynku stóp procentowych. Nie jest wykluczone, że baza informacyjna i decyzyjna NBP jest wsparta jakimiś solidnymi argumentami, które rzeczywiście uzasadniają obniżkę stóp procentowych. Warto, aby takie argumenty zostały poddane szerszej dyskusji.