Dziewczynki

Jedna to „ikona” „obozu postępu.
Druga – „obozu patriotów”.

1.

Już po obiedzie, pieski po spacerach, herburtowskie, tłuste bociany – w gniazdach, a w TV Kurski – poddawany grillowaniu, nieznany bliżej, red. Jażdżewski? Jażdżyński? który nie uprzedziwszy bohatera wieczoru, czyli – nowego gen. Andersa, co „na białym koniu…” – wygłosił wczoraj dość osobliwą filipikę. Jej koroną i zwieńczeniem było porównanie hierarchów polskiego Kościoła katolickiego do świń, a pola walki z nimi – do błocka.
Śmiałe. Red. Jerzy Urban i osadzony w więzieniu, choć nadal nie osądzony red. Kotliński, tak daleko nie śmieli się posunąć, a tu patrz… Taki Jażdżewski? Jażdżyński?i nie jeden płot przeskoczony, a od razu – sto. W ramach nowej, udoskonalonej „świeckiej tradycji”.

2.

Niemniej wypada zauważyć, że w ogniu potopu wyborczego ukonstytuowały się dwa wraże obozy: „liberalny” i „patriotyczny”. Stosunek do Kościoła katolickiego to jedna z linii podziału. I nie ma zmiłuj…
Skoro tak, proponuję pewną zabawę, dającą do myślenia. Idzie o „ikony” obu tych obozów. Porównajmy dwa życiorysy. Jeden to biogram, zaakceptowany niegdyś przez zmarłą piosenkarkę, Olgę Jackowską, znaną pod pseudonimem „Kora”, drugi – to biogram znienawidzonej w „obozie postępu” – Beaty Szydło. Do pierwszej – jako wzoru osobowego, ikony – przyzna się cały „obóz postępu”, do drugiej – „zaprzaństwo”.

3.

W największym możliwym skrócie wygląda to tak: pierwsza dziewczynka, urodzona w rodzinie drobnych urzędników, trafia najpierw do zakonnego sierocińca, potem do krewnych, kończy szkołę średnią i zagląda – na dłużej – do krakowskiej „Piwnicy pod Baranami”, która – jak pamiętam – nadawała się na wszystko, jeno nie na zakład wychowawczy. Dalej – jeden zespół, gdzie „gra na fujarce”, drugi – z właściwym już mężczyzną, wielka, choć polska, lokalna sława w latach 80-tych i na końcu – „obóz postępu”. Czyli – żywot kobiety wolnej. Tak wolnej, że jej perypetie z narkotykami stają się wiedzą nie sekretną, a jak najbardziej – publiczną. Po latach – choroba, próby leczenia, śmierć. Ale przedtem wiele publicznych spotkań. Na jednym z nich analizuje osobę Beaty Szydło, której doradza lekcje dykcji i wysyła „ją do pasienia czy dojenia krów”. Beata Szydło budzi w szczupłej, bezwiekowej kobiecie, z czubem jasnych włosów na głowie, w ostrym makijażu, z rozgorączkowanymi oczyma jak czarne paciorki – obrzydzenie i wzgardę.

4.

Druga dziewczynka urodziła się w katolickiej rodzinie, szkoły kończyła terminowo, a po maturze – zdała na etnografię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Magisterium, dyrektorowanie w małym domu kultury, rodzina, w niej dwóch synów (jeden – księdzem), burmistrzowanie przez, zdaje się, dwie kadencje w małym mieście, mandat poselski, posada premiera. Wczorajsza dziewczynka jest dziś kobietą skłonną do tycia, niewysoką, krępą. Mówi zbyt wolno, nie otwierając prawie ust. Lubi broszki i na pewno nie wie, jak się ubrać, aby wyglądać jak Przetakiewicz. Jest żywym przeciwieństwem tej pierwszej.

5.

Obie te kobiety to nasze rodaczki. Każdy, kto kocha pierwszą, nienawidzi drugiej. Każdy kto kibicuje drugiej, odmawia czci i honoru tej pierwszej.
Jedna to „ikona” „obozu postępu.
Druga – „obozu patriotów”.
Pierwsza drugą uznała za nic wartego gamonia z plebsu i wysłała do pasienia krów.

6.

Słusznie?

Niemcy znowu nas biją

Jak to zwykle bywa, ci, którzy gardłują o uświęconej tradycji i odwiecznej roli mężczyzny jako przewodnika stada – w sytuacji kryzysowej chętnie robią z siebie ofiary spisków chciwych kobiet, a nawet wrażych państw.

 

Starałam się nie wypowiadać na temat „afery piętowej”, bo kiedy od lat walczy się o to, by inni nie zaglądali nam do łóżek, wypada stosować się do własnych standardów.
Nie wytrzymałam, kiedy Niezależna.pl zawiadomiła świat, że poseł Pięta postanowił „przerwać milczenie”. Redakcja portalu „Gazety Polskiej” podała, że parlamentarzysta-ogier padł najprawdopodobniej ofiarą wrażego spisku, zaaranżowanego przez Niemców (wydawcą „Faktu”, który obsmarował Piętę jest Axel Springer). Żeby tylko! Niezależna wysnuwa teorię, że ofiar krwiożerczych Niemców, wplątujących Bogu ducha winnych posłów prawicy w afery łóżkowe jest więcej.
Zupełnie na serio – prorządowe medium najzupełniej poważnie szuka w aktywności obcych służb przyczyn czkawki, którą odbija się prawicowemu hipokrycie złamanie przysięgi małżeńskiej.
Na szczęście karzącym mieczem Damoklesa okazał się w tej sytuacji sam Prezes, zawieszając Piętę w prawach członka (sic!) partii i klubu Prawa i Sprawiedliwości, a także usuwając go z sejmowych komisji ds. Amber Gold i służb specjalnych. Sam Pięta w pierwszych dniach afery gardłował o pozwie, który skieruje do „Faktu”, sugerował też, że spotkały go represje za to, że miał „niejednokrotnie krytykować politykę wewnętrzną Niemiec”. Prawdopodobnie obserwujemy właśnie ostateczny upadek kariery politycznej nadętego, pewnego siebie szowinisty, który, wycierając sobie gębę miłością do tradycji i wielokrotnego rodzicielstwa, oszukiwał przez wiele miesięcy dwie niczego nie podejrzewające kobiety.
Obrzydliwy to typ, który biorąc Maryję na sztandary, chowa się później za kosmicznymi teoriami zamiast wziąć na przysłowiową klatę własne grzeszki. „Niemcy mnie biją!” – krzyczy teraz niczym osaczony stary szczur, powtarzając nieśmiertelny „case Rokity”.
Czy to obce służby postawiły na jego drodze Izabelę zwaną w mediach dla niepoznaki Joanną? Zawodowi uwodziciele to raczej polska specjalność.