Ignorancja z Arogancją

Elity PiS stworzyły system pozwalający unikać im wszelkiej odpowiedzialności.

Nikt już w Polsce nie dziwi się, że premier rządu RP regularnie kłamie. Że politycy PiS, i związany z nimi medialny komentariat, starają się dorównać pan premierowi. Dlatego dzień bez złamania Ósmego Przykazania, tego o fałszywym świadectwie przeciw bliźniemu swemu, uważają pewnie za stracony.
Politycy PiS kłamią bezczelnie i bezkarnie, bo opozycyjni dziennikarze nie weryfikują przekazanych przez nich informacji. Bo pracują w biednych redakcjach, których właściciele oszczędzają na wszystkim. Zwłaszcza na zapleczu eksperckim.
Rzadko zdarzają się dziennikarze, jak Michał Głogowski z TOK FM, którzy weryfikują wypowiedzi polityków. I wtedy, nawet krótki, wyrywkowy, sprawdzian może dowieść, że pan eurodeputowany Bielan potrafi w jednym zdaniu skłamać przynajmniej dwa razy !
Politycy PiS kłamią, bo wiedzą,że ich medialny komentariat będzie tych kłamstw bronić. Uzasadniać je swoimi kłamstwami.
Zwłaszcza, że dożyliśmy czasów, kiedy oczywistym jest, że polityk kłamie. Kiedy samo wymaganie od klasy politycznej prawdomówności, traktowane jest jak szaleństwo lub dziecięca choroba idealizmu.
Państwo oksymoronów
Kłamstwo polityczne musi stać się codziennością w systemie politycznym, w którym wicepremier jest politycznym zwierzchnikiem premiera.
Kiedy wybrany w powszechnych, krajowych wyborach prezydent jest politycznym parobkiem wybranego w wielomandatowym okręgu wyborczym prezesa partii.
I jedynym przejawem suwerenności politycznej pana prezydenta jest „prezydentura bezobjawowa”. Czyli jego polityczne nieróbstwo.
W tym systemie, zwanym oksymoronicznie „Dobrą Zmianą”, pani marszałek Sejmu RP jest jedynie polityczną służącą pana prezesa. Bo Sejmem RP faktycznie rządzi wicemarszałek, służący wiernie jak pies panu prezesowi. Odnoszący się do wszystkich pozostałych w parlamencie w stylu zgorzkniałego pruskiego kaprala.
Symbolem tego zakłamanego państwa jest pan wicepremier Kaczyński odpowiedzialny za bezpieczeństwo wszystkich obywateli RP. Jego zaś bezpieczeństwa strzeże prywatna firma ochroniarska opłacana z pieniędzy podatników.
Bo najwyższych rangą urzędnik państwowy w pionie bezpieczeństwa państwa nie ufa żadnej z państwowych instytucji tegoż bezpieczeństwa ochrony.
W ślad za nim państwowym służbom bezpieczeństwa nie ufają też parlamentarzyści i ministrowie. Dlatego wielu z nich wolało korzystać z prywatnych skrzynek mailowych niż zakładanych im przez krajowe służby bezpieczeństwa. Bo bardziej niż obcych wywiadów bali się bezpieki pana prezesa.
Rzeczpospolita bezprocedurowa
W rządzonej przez PiS IV Rzeczpospolitej dalej rządzi „tupolewizm”. Czyli powszechna w elitach politycznych, biurokratycznych i medialnym komentariacie pogarda dla procedur i przepisów prawa. Efektem takiego „tupolewizmu” były przynajmniej dwie katastrofy lotnicze. Wojskowej Casy w Mierosławcu i prezydenckiego Tupolewa w Smoleńsku.
Gdyby wtedy przestrzegano procedur, prawa i zdrowego rozsądku oba samoloty nie wystartowałyby. A przynajmniej z tyloma pasażerami na pokładzie jednego samolotu.
W polskich elitach politycznych nie ma szacunku dla tworzenia procedur i przestrzegania prawa.
Nie ma zwyczaju rozliczania polityków i administracji z przestrzegania procedur i prawa.
Nie ma woli politycznej by nowe procedury wprowadzać, podobnie jak nowe regulacje prawne.
Klasa polityczna wie, że wtedy łatwiej byłoby udowodnić elitom politycznym i administracji państwowej ich ignorancję, lenistwo oraz kult „tupolewizmu”.
Fundamentem realizowanej przez PiS „Dobrej Zmiany” jest wymiana elit. Zastępowanie dotychczasowej administracji ludźmi nowymi. Wiernymi PiS, ale często bez doświadczeń zawodowych,formalnych kwalifikacji, wiedzy. Ignorantami. Nasza historia zna niejeden przypadek „wymiany elit”. Zwykle, po latach, okazywało się, ze grupa najzdolniejszych noworyszy zasilała stare elity.
Teraz może być inaczej, bo elity PiS uczyniły ze swej ignorancji narodową cnotę.
Festung Polska
Zawsze kiedy konkretni politycy i urzędnicy PiS krytykowani są za swe nieróbstwo umysłowe i lenistwo intelektualne,to ich koledzy przystępują do zmasowanej obrony. Wtedy swą ignorancję skrywają zbiorową arogancją.
Tworzą medialny wizerunek Polski – depozytariusza tradycyjnych, religijnych, narodowych wartości.
Oblężonej twierdzy. Otoczonej zgrają wrogów. Siewców antypolonizmu, neomarksizmu, genderyzmu, ideologii LGBTI. Armiami pseudo mędrców. Zdolnych jedynie do pouczania narodu polskiego. Poniżania go w oczach całego świata.
A przecież Naród polsko- katolicki wspaniały jest. I dlatego polski ignorant nie musi już wstydzić się swojej ignorancji.
Nie musi uczyć się obcych języków, ani wstydzić swego nieuctwa. To niech oni uczą się języka polskiego!
Polski naród nie potrzebuje zagranicznych mędrków.
Nasze góry są najpiękniejsze. Nasze morze i nasze plaże są najczystsze. Nasza kiełbasa jest najlepsza na świecie. Każdy wie, że cały świat zazdrości nam naszej kiełbasy. Podobnie jak polskiej, tradycyjnej gościnności, rycerskości,zwłaszcza wobec kobiet, i tej odwiecznej tolerancji.
Dlatego na każdą krytykę polskiej ignorancji i lenistwa,elity PiS odpowiadają agresją. Kontr krytyką. Dowodząc, że PiS policja nie jest brutalna, tylko profesjonalna. Bije pałkami, ale nie zabija. A we Francji, w Niemczech, a zwłaszcza w USA, tam policja co rusz pokazuje, że zabić potrafi.
Pan minister Dworczyk nie jest winien afery mailowej. Bo co z tego, że nie przestrzegał prawa i procedur. Jest przecież ofiarą wojny informatycznej. Ataku profesjonalnych, ruskich hakerów. A z nimi nie da się wygrać, nawet przestrzegając procedur i prawa.
Chwała panu ministrowi Dworczykowi – kolejnej ofierze złego agresora.
A teraz dość już krytyki. Wróg czuwa. Każda krytyka polityki PiS to wpisywanie się w antypolski scenariusz. Pisany cyrylicą. W mrocznych podziemiach Kremla.

Flaczki tygodnia

Nieznani jeszcze hakerzy dostali się do prywatnej skrzynki mailowej pana ministra Dworczyka. I na rosyjskim internetowym komunikatorze Telegram zaczęli publikować wykradzioną stamtąd korespondencje. Także dokumenty o charakterze poufnym, a nawet tajnym. Kompromitujące wszystkich, odpowiedzialnych za stan bezpieczeństwa państwa polskiego.

Reakcja elit PiS na ten kompromitujący je atak była charakterystyczna dla tego środowiska. Błyskawicznie, zbiorowo i solidarnie prominenci PiS uciekli od wszelkiej odpowiedzialności. Pan minister, szef kancelarii premiera Michał Dworczyk został wykreowany na niewinną ofiarę podstępnego ataku hakerów. Zapewne ruskich, czyli wyjątkowo podłych. Parlamentarzyści PiS dostali nakaz propagowania w mediach następującego przekazu. Każdy z polityków na świecie, nawet pani Hilary Clinton, może stać się ofiarą hakerskiego ataku. Nie ma na to rady i siły, bo z hakerami nawet taka mocarka jak Clinton nie wygrała. Zatem nie krytykujmy pana ministra Dworczyka. Współczujmy mu, bo każdy z parlamentarzystów, nawet tych z opozycji, może być kolejna ofiarą hakerskiego ataku. I pewnie dlatego wielu parlamentarzystów, nawet tych z opozycji, profilaktycznie łączy się w mediach w bólu ze zhakowanym panem ministrem Dworczykiem.

Tym samym dyskusja o stanie bezpieczeństwa państwa polskiego, zwłaszcza cyber bezpieczeństwa, wygasa. Nikomu już nie chce się zadawać pytania; dlaczego pan minister Dworczyk używał prywatnego, czyli łatwego do zhakowania, konta mailowego do wysyłania służbowej korespondencji? W tym korespondencji o charakterze poufnym, a może nawet tajnym. Nikomu już nie chce się zadawać pytania: czy pan minister Dworczyk został przeszkolony przez polskie służby specjalne w zakresie cyber bezpieczeństwa? Czy wie, że nie wolno mu używać prywatnej skrzynki mailowej do korespondencji służbowej? Nikomu nie chce się już pytać; czy poinformowany o tym pan minister Dworczyk złamał obowiązujący go zakaz i tym samym złamał obowiązujące go prawo? Przeciwnie po raz kolejny mamy przypadek, że kolejny polityk „Prawa i Sprawiedliwości” łamie prawo i obowiązujące go procedury bezpieczeństwa i nie ponosi za to odpowiedzialności. Przeciwnie zostaje wykreowany na ofiarę podstępnego zamachu. Jeszcze kilka tygodni a pan minister Dworczyk stanie się w narodowo- katolickich mediach kolejnym bohaterem narodowym. Zaatakowanym przez podstępnego wroga, wiadomej narodowości.

Jedenaście lat temu pan prezydent Lech Kaczyński i jego urzędnicy złamali prawo i obowiązujące procedury organizując lot do Smoleńska. W efekcie tych błędów i zaniedbań doszło do katastrofy lotniczej. Zginał prezydent RP i zaproszeni do samolotu jego goście. Śledztwo w sprawie odpowiedzialności za katastrofę trwa nadal i pewnie za rządów PiS nie zostanie oficjalnie zakończone. Prezydent Kaczyński został bohaterem narodowym w środowiskach polskiej prawicy. Tylko dlatego, że był ofiarą polskiego bałaganu i zgody na łamanie obowiązującego prawa.

W Polsce mamy liczne, rozbudowane personalnie, państwowe służby formalnie odpowiadające za utrzymywanie bezpieczeństwa w naszym państwie. Mamy rządzącą obecnie formację, która obiecywała wyborcom stworzenie silnego, bezpiecznego i dumnego państwa polskiego. Dysponującego silną armią i kompetentnymi instytucjami. A praktyka pokazuje, że tajemnice państwowe wyciekają, bo pan szef kancelarii pana premiera rozsyłał je z darmowego, czyli słabo zabezpieczonego przed hakerskimi atakami, konta mailowego. Lekceważąc potencjalne ataki, wręcz zapraszając hakerów i obce służby do czytania tajemnic państwa polskiego.

W rządzie firmowanym przez pana premiera Morawieckiego najwyższym ranga urzędnikiem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo naszego państwa jest pan wicepremier, prezes Jarosław Kaczyński. Gdybyśmy żyli w sprawnym, solidnym państwie to pan wicepremier od spraw bezpieczeństwa powinien poczuwać się do odpowiedzialności za ten atak. I zabrać publicznie głos. A pan wicepremier Kaczyński milczy.

Dlatego „Flaczki tygodnia” zachęcają opozycję parlamentarną aby złożyła w Sejmie RP wniosek o odwołanie pana wicepremiera odpowiedzialnego za bezpieczeństwo naszego państwa. Oczywistym jest, że pan wicepremier nie zostanie odwołany. Ale taki wniosek może być powodem ważnej i merytorycznej debaty o stanie bezpieczeństwa w naszym państwie. Debaty oceniającej pracę i osiągnięcia pana wicepremiera Kaczyńskiego. Opozycja może taż postawić wniosek o informację rządu w zakresie cyber bezpieczeństwa złożoną przez pana wicepremiera Kaczyńskiego. Pan wicepremier, znany mistrz ciętej parlamentarnej riposty, z niejednego pieca chleb jadł, i zapewne problemy cyber bezpieczeńśtwa ma w małym paluszku.

Rozwiązała się firmowana przez Roberta Biedronia lewicowa partia Wiosna. Jej parlamentarzyści wchodzą nadal w skład Koalicyjnego Klubu Parlamentarnego Lewicy. Samorozwiązanie się Wiosny to kroku ku zjednoczeniu z Sojuszem Lewicy Demokratycznej i stworzenia jednej partii lewicowej. Kongres zjednoczeniowy planowany jest na październik tego roku. Niech wreszcie się odbędzie, wzdychają „Flaczki”, bo najgorszy jest stan ogłoszonego już małżeństwa politycznego, ale nadal nieskonsumowanego. Lewicowi wyborcy chcieliby mieć trwały, jednoznaczny byt polityczny.

Zaczęło się od wieczornym spotkań, nierzadko przy winku, i nawet wspólnych śpiewów. Paweł stopił chłodne serce pana prezesa wysoko oceniając jego kwalifikacje wokalne. I tak od poniedziałku pan poseł Kukiz i jego polityczna trupa zasilą parlamentarny chór pana prezesa Kaczyńskiego. Nie będą w koalicji, ale będą tak samo głosować. W zamian pan prezes coś panu Kukizowi obiecał. Czego dotrzymać nie musi.

Pawła Kukiza „Flaczki” poznały trzydzieści lat temu. Wtedy śpiewał w chórze politycznym razem z Jerzym Urbanem. Trochę repertuar mu się zmienił.

Ku wielkiej uciesze prawicowych internetowych trolli prawicowi internauci ogłosili akcję „Odeślij Oldze Tokarczuk posiadane przez ciebie jej książki”. Aby zawstydzić i upokorzyć „lewicową” Noblistkę. Tygodnie już mijają, ale żadnej takiej książki popularna pisarka nie dostała. Potwierdziło się, że w narodowo- katolickich domach książki wymagające poważnej lektury pojawiają się rzadko.

Badania sondażowe są jednoznaczne. Tylko wyborcy Koalicji Obywatelskiej i tylko ich 54 procent wierzy w powrót Donalda Tuska do polskiej polityki. Pozostali wyborcy cyklicznie pojawiające się sygnały o wsiadającym na białego konika Tusku traktują już jako sensacje ogórkowego sezonu dziennikarskiego. Na równi z doniesieniami o piraniach w Wiśle, czy zapowiadaną emancypacją pana prezydenta Dudy.

Bigos tygodniowy

Pic na wodę-fotomontaż, polityczna sztuczka – na takie tylko określenie zasługuje nocny manewr z udziałem funkcjonariusza PiS Rocha Adama w tzw. izbie dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Po dwóch dniach procedowania, odmówił udzielenia zgody na zatrzymanie i doprowadzenie na przesłuchanie do prokuratury Igora Tuleyi. W okresie starań Polski o wielkie fundusze europejskie, władza PiS nie może sobie pozwolić na światowy spektakl telewizyjny przedstawiający polskiego sędziego zakuwanego w kajdanki i doprowadzanego na przesłuchanie. Jakim technicznym sposobem przydzielenie tej sprawy Rochowi się dokonało? A tego to ja nie wiem, na pewno każda władza ma sposoby konfidencjonalnego przekazywania swoim ludziom tego typu zadań. Jak dalej PiS będzie rozgrywać sprawę sędziego Tuleyi, to się okaże już niedługo, bo uchwała Rocha zostanie zaskarżona do tzw. izby dyscyplinarnej, która będzie radziła co z tym fantem zrobić, tylko w innym składzie.


Adrian powiedział, że przed tym jak został nazwany debilem, nie słyszał o Jakubie Żulczyku. Czyli na dodatek nieuk. To nie wszystko, okazuje się, że Adrian wyraża poglądy na ten sam temat różne, co jest uzależnione od tego kto go akurat słucha. I tak, podczas konferencji klimatycznej zorganizowanej przez prezydenta Bidena, Joe Bidena, wypowiedział się na temat polityki energetycznej naszego kraju, póki co uzależnionej od węgla. Na oczach i uszach widzów oświadczył, że zamierzamy zbudować zeroemisyjny system energii, w oparciu o energetykę jądrową oraz odnawialną, a także gaz. Jak się zdaje, polski węgiel będzie do zrealizowania tego ambitnego celu mocno nieprzydatny. Ciekawe, jak zareagowała na te wywody brać górnicza, jeszcze niedawno zapewniana przez Dudusia, że póki on prezydentem żadnej kopalni nic nie grozi.


W Warszawie spłonęła tzw. ciężarówka antyaborcyjna. Ogień płonął wzorowo. A przy tym, proszę zauważyć, że nikt nie spłonął.


Czarnek–minister, nagrodził „za szczególne zasługi dla oświaty i wychowania” Medalem Komisji Edukacji Narodowej dyrektora jednego z łódzkich liceów, który chciał karać uczennice za umieszczenie na platformie Teams błyskawicy – symbolu Strajku Kobiet. Brawo.


Znów policja PiS zatrzymała Babcię Kasię czyli Panią Katarzynę Augustynek, tym razem za udział w zgromadzeniu przed Sądem Najwyższym w obronie sędziego Tuleyi. Więcej, po brutalnym zatrzymaniu, w trakcie którego straciła obuwie i wszyscy mogli zobaczyć co ma pod spódnicą, od razu została doprowadzona przed oblicze sądu i oskarżona o m.in. znieważenie funkcjonariuszy. Na szczęście, sąd przerwał póki co ten proces i nakazał natychmiastowe zwolnienie aktywistki. Coś niedobrego się dzieje w państwie polskim, mówię serio, bo za tą uporczywą brutalnością wobec kobiet musi stać wyposażony w monopolistyczną władzę sadystyczny mizogin. Jak myślicie, kto to może być?


Dzisiaj Trybunał Konstytucyjny Przyłębskiej ma się zająć wnioskiem Morawieckiego odnośnie m.in. pierwszeństwa prawa krajowego nad prawem Unii Europejskiej. Trybunałowi ma przewodniczyć Krystyna Pawłowicz, exposłanka PiS, do niedawna aktywna polityczka i aktywna użytkowniczka mediów społecznościowych. Niestety, trudno o tej sprawie pisać prześmiewczo, bo sprawa jest arcypoważna i arcyważna dla sytuacji Polski w strukturach Unii Europejskiej. Jak się zdaje, w 2004. wstępując do UE podpisaliśmy papiery, z których wynika prymat prawa unijnego nad krajowym, więc ten wniosek Mateo jest co najmniej niezrozumiały. Więcej, werdykt wydaje się przesądzony, a stwierdzenie, że prawo polskie jest ważniejsze niż prawo jakiejś lewackiej struktury pewne. O co zatem w tej sprawie chodzi? Czyżby pisowski rząd rozpoczynał polexit?


W niedzielę okazało się, że prawdopodobnie wariant indyjski SARS-Cov2, zwany „podwójnym mutantem” jest już z nami. Agendy rządowe w trybie nagłym, specjalnym transportem lotniczym, przywiozły z New Delhi ciężko chorego na koronawirusa dyplomatę wraz z rodziną. Jak stwierdził Zaczyński, obecny na płycie lotniska, transport odbył się z zachowaniem rygorów sanitarnych. Choremu dyplomacie, na pokładzie samolotu wyposażonego w dwa stanowiska respiratorowe, w obstawie trzech lekarzy i kilku ratowników medycznych, podano tlen, co spowodowało, że poczuł się lepiej. Cała Polska mogła zobaczyć na ekranie telewizorów, jak kilku sanitariuszy wynosi z wnętrza wielkiego samolotu siedzącego na krześle medycznym dyplomatę, za nim samolot opuszcza liczne potomstwo dyplomaty oraz ciężarna małżonka. Następnie cała gromadka została przewieziona ambulansami do dwóch palcówek medycznych położonych na terenie Warszawy, gdzie mają zostać poddani stosownym badaniom i leczeniu. Ciekawe jest czy dyplomata i jego rodzina oczekiwali na przyjęcie do szpitali, w kolejce złożonej z karetek z ciężko chorymi, duszącymi się z braku tlenu pacjentami? Ciekawe też, czy pracownikom ambasady RP w New Delhi, naszym rodakom, którzy pozostali na niebezpiecznej indyjskiej ziemi nic nie zagraża? Czy nie byłoby celowe ewakuowanie przynajmniej ich części do kraju, skoro i tak i tak, wielki samolot poleciał po dyplomatę i jego rodzinę, a sytuacja epidemiologiczna w Indiach jest bardzo trudna? I ciekawe jest ile to wszystko kosztowało polskich podatników? Może warto by było poinformować opinię publiczną o faktycznych okolicznościach i kosztach tej udanej operacji? I oby się nie okazało za dwa tygodnie, że wariant indyjski szaleje na ulicach stolicy.


Weekendowe spotkanie liderów partii tzw. zjednoczonej prawicy miało na celu przypudrowanie zgnilizny jaka ją toczy. Niewiele wiadomo o przebiegu i ustaleniach spotkania, ale czytelny jest brak zaufania Kaczora do koalicjantów, ergo rozpad koalicji jest nieunikniony. Na razie nikomu nie zależy na przyśpieszonych wyborach, których efekt jest niepewny, a frukta władzy jakże smakowite są. Zatem kiedy odbędą się wybory parlamentarne? Wróble ćwierkają, że albo wiosną 2022., albo w terminie ustawowym. Pożyjemy, zobaczymy, choć Bigos uważa, że nic tak nie łączy jak duża kasa do podziału, nawet jeśli koalicja trzeszczy jak statek targany huraganem, a sprawy kraju idą na dno.

Rząd Pasikoników

Rząd PiS sprywatyzował walkę z zarazą koronowirusa. Przerzucił jej koszty na obywateli. Ci karnie i nad wyraz zgodnie samo uwięzili się w domowych kwarantannach. I tym radykalnie zahamowali roznoszenie się wirusa w Polsce. Raz jeszcze uznali, że jeśli chcesz w IY RP liczyć na kogoś w czasie kryzysu, to najpewniej licz na siebie.
Rząd PiS przerzucił walkę z zarazą na barki obywateli, bo przez pięć lat swych rządów elity PiS roztrwoniły korzyści płynące w czasach prosperity. W których miał szczęście sobie porządzić.
Przez pięć lat dobrej, światowej koniunktury gospodarczej elity PiS zachowywały się jak Pasikonik z bajki Ezopa. Zamiast robić zapasy na zimę, na czasy trudne, czas rządzenia zużywały na ciągłe kreowaniu nowych konfliktów i przeciwników.
Zamiast reformować, unowocześniać polskie państwo elity PiS inicjowały konflikty społeczne i wojny domowe.
Walczyły z „postkomuną” odbierając należne świadczenia emerytalne służbom mundurowy.
Walczyły z „kastą sędziowską” dezorganizując i upolityczniając system władzy sadowniczej.
Walczyły z protestującymi lekarzami odkładając na przyszłość reformy biedniejącej służby zdrowia.
Walczyły z wykreowaną, wrogą „Brukselą” plasując nasz kraj na marginesie Unii Europejskiej. W efekcie rząd PiS nie przystąpił do unijnych przetargów na sprzęt medyczny, bo „nie zdążył”.
Teraz elity PiS prześcigają się w podzięce za dary od komunistów chińskich. Teraz komunistycznymi maseczkami nie brzydzą się tak żarliwi antykomuniści jak pan premier Morawiecki czy minister Dworczyk.
Elity PiS wytrwale walczyły ze strajkującymi nauczycielami. Zamiast unowocześniać system oświaty, najpierw rozwalały gimnazja, potem zmieniały podstawy programowe aby wychowywać narodowo- katolickich ciemniaków. Zapominały unowocześniać szkolnictwa, wprowadzać cyfrowe metody zdalnego nauczania.
Szczuły z wielką satysfakcją na strajkujących nauczycieli resztę społeczeństwa. Plugawiły ich w swojej TVP SA i Polskim Radiu.
Już w trakcie pojawienia się zagrożenia zarazą zasiliły TVP SA dodatkową dziesięciomiliardową dotacją wypłacaną tej medialnej szczujni przez najbliższe pięć lat.
Walczyły z samorządami odbierając im uprawnienia i środki finansowe. Zwalały na samorządy dodatkowe zadania
Elity PiS sprawnie uprawiały godnościową propagandę. Wmawiały wyborcom, że dokonują wielkiego dzieła wzmocnienia państwa polskiego. Polonizacji i repolonizacji kolejnych sektorów gospodarki i życia społecznego.
W rzeczywiści grupy cwaniaków przewalały miliardy złotych z budżetu państwa pod pretekstem walki z „antypolonizmem”. Kupowano felerne jachty, malowano patriotycznie samoloty, wykupywano mega kosztowne ogłoszenia w zagranicznych mediach.
Ale kiedy nadszedł czas próby dla infrastruktury państwa polskiego to okazało się jak bardzo jest ono słabe.
Cóż z tego, że pan minister oświaty Dariusz Piontkowski zarządził zdalną naukę dla pozostających w domach dzieci, skoro państwo polskie nie ma niezbędnych do tego, sprawnych serwerów. I musi korzystać z pomocy prywatnych instytucji.
Ale przez ostatnie pięć lat priorytetem elit PiS były budowy muzeów. Zwłaszcza „żołnierzy wyklętych”.
Nie ma też w państwie polskim kompleksowych systemów bezpieczeństwa, procedur, planów awaryjnych. Nawet Sejm RP nie wprowadził na czas systemu pracy zdalnej.
Za to nagrody za znakomite efekty pracy Kancelarii Sejmu zostały prominentom PiS wypłacone już w styczniu. I nie tylko im.
Widać im „należało się”.

Zapraszamy do komentowania naszych artykułów na:
https://www.facebook.com/trybuna.net/