USA – Chiny Problemy w stosunkach gospodarczych

Chiny i Stany Zjednoczone są ważnymi partnerami handlowymi dla siebie, chociaż dla Chin to rynek amerykański jest znacznie ważniejszy niż chiński dla Ameryki.

Obydwa kraje należą do dwóch największych potęg gospodarczych współczesnego świata. Wartość produkcji USA w 2018 r. wyceniono na 20 494 mld dol., a Chin na 13 608 mld dol. Prognoza na 2030 r. przewidywała wartość produkcji USA na 26 000 mld dol. a dla Chin 25 200 mld dol.
Według danych amerykańskich do listopada 2019 r. włącznie, eksport amerykański do Chin wyniósł 97 751,7 mln dol., import 418 575.0 mln dol., a deficyt handlowy wyniósł – 320 823.4 mln dol.
Udział Stanów Zjednoczonych w eksporcie do Chin nie był tak znaczący jak obecność Chin na rynku amerykańskim. Około 18 proc. eksportu chińskiego skierowane było na rynek amerykański. Amerykanie natomiast kierowali do Chin 8 proc. swojego eksportu.
Zróżnicowana była struktura eksportu chińskiego do USA i amerykańskiego na rynek chiński. W eksporcie chińskim do Stanów Zjednoczonych w 2016 r. najważniejszą rolę (w mld dol.) odgrywały: urządzenia elektryczne (129 mld dol.), maszyny (97 mld dol.), meble (29 mld dol.), zabawki i sprzęt sportowy (24 mld dol.). Natomiast w eksporcie amerykańskim na rynek chiński, na pierwszym miejscu znalazła się żywność (21 mld dol.), następnie samoloty (15 mld dol.), urządzenia elektryczne (12 mld dol.) i maszyny (11 mld dol.).
Trump postanowił bronić bardziej agresywnie interesów handlowych USA i 1 marca 2018 r. wprowadził 25 proc. cła na importowaną stal i 10 proc. cła na aluminium. Uderzyło to także w interesy Chin, które są eksporterem stali i aluminium. Chiny zagroziły odwetowymi decyzjami co mogło doprowadzić do amerykańsko-chińskiej wojny handlowej. Pekin wezwał rząd Stanów Zjednoczonych do respektowania multilateralnych zasad w handlu międzynarodowym i ostrzegał przed możliwością amerykańsko-chińskiej wojny handlowej.
Waszyngton zarzucał Pekinowi stosowanie w handlu z USA protekcjonizmu m.in. poprzez dumping cenowy, subsydiowanie swojego eksportu, utrudnianie dostępu do swojego rynku i stosowanie wysokich ceł. Pojawiły się również oskarżenia pod adresem Chin o kradzieże technologii amerykańskich. Chiny zaprzeczały tym zarzutom i zapewniały o coraz szerszym otwieraniu się rynku chińskiego dla towarów amerykańskich.
22 marca 2018 r. Trump zaostrzył stosunki handlowe z Chinami nakładając na towary importowane z Chin wysokie cła o łącznej wartości ok. 60 mld dolarów. Było to posunięcie odwetowe za kradzież przez chińskie firmy amerykańskiej własności intelektualnej. Według prezydenta ma to uczynić Stany Zjednoczone „silniejszym i bogatszym narodem”. Chiny oświadczyły, że nie chcą wojny handlowej ze Stanami Zjednoczonymi, ale równocześnie ostrzegły, że mogą podjąć odwetowe działania, jeżeli zaistnieje konieczność. Chińskie Ministerstwo Handlu oświadczyło 4 kwietnia 2016 r., że planuje nałożyć 25 proc. cła na eksport amerykański wartości 50 mld dolarów. W komentarzach międzynarodowych pojawiły się obawy, czy decyzja Trumpa nie grozi globalną wojną handlową. Chińczycy zagrozili nałożeniem wyższych ceł na 128 importowanych produktów amerykańskich wartości 3 mld dolarów, między innymi wieprzowinę, rury stalowe i wino.
Rozmowy amerykańsko-chińskie w sprawie stosunków handlowych w marcu 2018 r. prowadzili w Waszyngtonie sekretarz skarbu Steven Mnuchin i nowo mianowany wicepremier, absolwent Harvardu i bliski doradca prezydenta Xi Jinpinga Liu He. Sekretarz skarbu USA powiedział: „Nie boimy się wojny handlowej i nie jest ona naszym celem” i wyraził gotowość zawarcia porozumienia z Chinami. Celem rządu Stanów Zjednoczonych było zmniejszenie ogromnego deficytu handlowego z Chinami o 100 mld dolarów z 375 mld dolarów. Strona amerykańska żądała otwarcia rynku chińskiego na produkty amerykańskie poprzez obniżenie taryf celnych m.in. na samochody, półprzewodniki oraz szerszego dostępu do rynku finansowego. Stany Zjednoczone zarzucały Chinom kradzieże amerykańskiej własności intelektualnej. Chińczycy zapewniali Amerykanów, że chcą zapobiec wojnie handlowej między obu krajami.
Premier Chin, Li Keqiang proponował aby obydwa kraje prowadziły rozmowy by uniknąć otwartej wojnie handlowej. Obiecał on ułatwienia w dostępie do rynku chińskiego dla przedsiębiorstw amerykańskich oraz równe traktowanie rodzinnych i zagranicznych firm na terenie Chin.
Ponieważ administracja Trumpa nie wyraża gotowości zaniechania swoich protekcjonistycznych decyzji Chiny na początku kwietnia 2018 r. wprowadziły cła na zapowiedziane wcześniej 128 produktów amerykańskich eksportowanych na rynek chiński. Wśród nich były m.in. samoloty, samochody, rury stalowe, wina, wieprzowina, owoce oaz artykuły techniczne. Równocześnie prezydent Chin Xi Jinping opowiedział się za dialogiem a nie za konfrontacją w stosunkach z USA i zapowiedział 10 kwietnia 2018 r., że drzwi do Chin „nie zostaną zamknięte i będą otwierane coraz szerzej”.
Na początku maja 2018 r. odbyły się w Pekinie rozmowy amerykańsko-chińskie na temat stosunków handlowych. Na czele delegacji amerykańskiej stał sekretarz skarbu Steven Mnuchin i reprezentant USA do spraw handlu Robert E. Lighthizer. Rozmowy zakończyły się fiaskiem bez opublikowania żadnego komunikatu. Strona amerykańska żądała m.in. zmniejszenia deficyty w handlu z Chinami o 200 mld dolarów w ciągu następnych 2 lat i rezygnacji przez Chiny z subsydiowania produktów w zaawansowanym technologicznie sektorze. Amerykanie żądali od rządu chińskiego również redukcji taryf celnych o 2/3 na importowane produkty. Strona chińska wyraziła nadzieję na kontynuowanie w przyszłości negocjacji w celu rozwiązania istniejących problemów w chińsko-amerykańskich stosunkach handlowych.
Decyzje administracji Trumpa spotkały się ze sprzeciwem wielu amerykańskich instytucji gospodarczych i firm utrzymujących stosunki handlowe z Chinami. Z protestem przeciw zapowiedziom prezydenta o restrykcjach w handlu z Chinami wystąpiło 40 amerykańskich stowarzyszeń przemysłowych i handlowych, w tym m.in. takie znane firmy jak Walmart, Boeing, IBM, Target, Facebook. Ostrzegały one prezydenta, że jego decyzje negatywnie odbijają się na gospodarce Stanów Zjednoczonych, a wojna handlowa między USA i Chinami, dwoma największymi potęgami gospodarczymi świata nie będzie miała zwycięzców.
W maju 2018 r. pojawił się ostry spór między chińskim koncernem telekomunikacyjnym o globalnym zasięgu ZTE a Stanami Zjednoczonymi. Administracja Trumpa zakazała koncernowi działalności na terenie USA. Ponieważ w obronie interesów firmy stanął rząd chiński Trump oświadczył, że we współpracy z prezydentem Xi Jinpingiem postara się rozwiązać problem. Trump polecił sekretarzowi handlu USA Wilburowi Ross’owi zajęcie się tą sprawą. Koncern chiński zatrudniał 75 000 osób i był czwartym największym dostawcą smartphonów w Stanach Zjednoczonych.
20 maja amerykański sekretarz skarbu Steven Mnuchin po dwudniowych rozmowach z delegacją chińską w Waszyngtonie oświadczył, że obie strony osiągnęły postęp w łagodzeniu wzajemnych napięć. „Zawieszamy wojnę handlową” – powiedział Mnuchin. Chiny zgodziły się zwiększyć import ze Stanów Zjednoczonych. „Chiny zgodziły się kupować dodatkowe ogromne ilości amerykańskich surowców rolnych. To będzie najlepsza rzecz, jaka się przydarzyła amerykańskim farmerom od wielu lat!”. – napisał na Twitterze prezydent USA Donald Trump.
Nie ujawniono jednak, o ile ma ten import wzrosnąć. W trakcie pierwszej tury negocjacji Amerykanie zwrócili się do Chin o zmniejszenie amerykańskiego deficytu w handlu z ChRL o 200 mld dol. rocznie (w 2017 r. wyniósł on 375 mld dol. w handlu dobrami). Chiny wówczas odrzuciły to żądanie.
Chińczycy jednak zaprzeczyli jakoby zgodzili się zwiększyć import z USA o 200 mld dolarów o czym informowali Amerykanie. Obydwa kraje natomiast obiecały „wzmocnić współpracę” w dziedzinie intelektualnej własności.
To porozumienie określono jako kruchy rozejm. „Nasza umowa handlowa z Chinami – pisał na Twitterze Donald Trump – rozwija się bardzo ładnie, ale prawdopodobnie ostatecznie trzeba będzie nadać jej odmienną strukturę, bo w dotychczasowej trudno będzie ją zrealizować i zweryfikować jej wyniki, gdy zostanie sfinalizowana” – napisał Donald Trump, nie precyzując o jakie zmiany chodzi. Ten wpis umieszczony po ogłoszeniu przez Waszyngton i Pekin decyzji o zawieszeniu karnych ceł na import towarów o wartości 200 mld dol. obserwatorzy uznali za kolejny sygnał postępów w rozmowach obu państw w celu uniknięcia wojny handlowej.
Strona chińska jako gest dobrej woli zapowiedziała zniesienie niektórych ograniczeń w imporcie ze Stanów Zjednoczonych.
Rozejm handlowy amerykańsko-chiński trwał jednak krótko. 15 czerwca 2018 r. Biały Dom oświadczył, że nakłada 25 proc. cła na importowane chińskie produkty o łącznej wartości 50 mld dolarów. Chińskie Ministerstwo Handlu zarzuciło Stanom Zjednoczonym, że w odwecie Pekin nałoży wyższe cła na towary amerykańskie. Rząd chiński równocześnie podkreślił, że nie chce wojny handlowej ze Stanami Zjednoczonymi.
Sinolog prof. Bogdan Góralczyk uważa, że w stosunkach gospodarczych amerykańsko-chińskich nie chodzi tylko o cła i salda handlowe. Cytuje on opinię szefowej wydziału planowania Departamentu Stanu Kiron Skiner, która mówi o „wojnie cywilizacyjnej” między obu krajami. „Na naszych oczach – pisze prof. Góralczyk – rozpętał się bój o prestiż i dominację, o nowy ład światowy, o to jak będzie wyglądało oblicze przyszłości: gospodarcze, polityczne a nawet ideowe”.
Ambasador Chin w Polsce Liu Guangyuan przestrzegał, że w wojnie handlowej „nie ma zwycięzców”. „Stanowisko chińskie – pisał on – jest jasne i niezmienne: Chiny i Stany na współpracy zyskają, walcząc ze sobą – stracą. Chiny nie chcą prowadzić wojny handlowej, ale też się jej nie boją. Jeśli będzie taka konieczność, staną do walki. W kwestiach zasadniczych Chiny nigdy nie pójdą na kompromis – trudno oczekiwać, by przystały na godzące w ich interesy ustalenia”.
Amerykanie z niepokojem obserwowali ekspansję na swoim rynku chińskiego koncernu telekomunikacyjnego Huawei. Uznali to za zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa ponieważ ich zdaniem Huawei choć jest firmą prywatną ma wsparcie rządu chińskiego i może pozostawać na usługach rządu w Pekinie. W połowie maja 2019 r. prezydent Trump zakazał sieciom telekomunikacyjnym USA korzystanie „ze sprzętu i usług podmiotów, uznanych za zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego”. Departament Handlu podjął decyzję o wpisaniu Huawei i 70 związanych z nim firm na czarną listę podmiotów, które musza uzyskiwać zgodę rządu USA na zakup amerykańskich komponentów i technologii.
To miało spowolnić dalszą ekspansję chińskiego koncernu. Ze współpracy z nim wycofały się nie tylko Google, Qualcomm oraz inni producenci procesorów. W ich ślady poszły firmy z Japonii oraz stowarzyszenia kontrolujące standardy rynkowe. Ponad 60 krajów korzystało z chińskiej technologii koncernu Huawei. Administracja Trumpa stosowała naciski na te kraje, aby zakazały użytkowania na swoim terytorium technologii Huawei. Niektóre kraje uległy żądaniom Waszyngtonu.
Trump buńczucznie chwalił się, że w wyniku jego polityki Chiny „straciły od 15-20 bilionów dolarów od dnia, kiedy zostałem wybrany” (Prezydentem USA – L.P.). Jest to oczywiście przesada, charakterystyczna dla poglądów amerykańskiego prezydenta. Jeszcze w lipcu 2019 r. Trump groził Chinom eskalacją wojny handlowej i nałożeniem od 1 września ceł na import z Chin na towary wartości 300 mld dol.
Stopniowo Amerykanie w coraz większym stopniu zdawali sobie sprawę, że wojna handlowa z Chinami jest coraz bardziej kosztowana dla Stanów Zjednoczonych. Trump ponadto przygotowywał się intensywnie do kampanii wyborczej w 2020 r. i zdawał sobie sprawę, że musi stworzyć sobie wizerunek polityka bardziej umiarkowanego i dbającego o interesy amerykańskie. Ostra retoryka antychińska prezydenta Trumpa doprowadziła do zmniejszenia bezpośrednich inwestycji chińskich w USA w 2019 r. o 8 proc. , do 4,5 mld dol.
W końcu 2019 r. wypracowano porozumienie chińsko-amerykańskie stabilizujące stosunki handlowe między obu krajami. Prezydent Trump podpisał 15 stycznia 2020 r. porozumienie handlowe z Chinami. Porozumienie liczące 86 stron było wynikiem negocjacji, które trwały prawie dwa lata. Chiny zobowiązały się podwoić zakupy produktów amerykańskich farmerów. Chiny zobowiązały się również do zakupu amerykańskich towarów przemysłowych i źródeł energii na sumę 200 mld. dolarów. W liście jaki prezydent Chin Xi Jinping skierował do prezydenta Donalda Trumpa podkreślono, że porozumienie jest dowodem, że obydwa kraje mogą przełamać dzielące różnice w drodze dialogu.
Mimo tego porozumienia Trump pozostawił karne cła na dwie trzecie chińskiego importu na rynek amerykański. Oznacza to, że amerykański prezydent nadal stosuje politykę protekcjonizmu. Trump chwalił się obroną interesów farmerów amerykańskich, którzy
poparli go w wyborach prezydenckich 2016 r. Ameryka doszła do wniosku – pisał w komentarzu Jędrzej Bielecki – „że lepiej będzie rozwijać się pod osłoną protekcjonistycznych zabezpieczeń, zapominając o ustanowionych przecież przez nią samą regułach międzynarodowego handlu. Trump uważa, że mając za sobą siłę największej gospodarki i potęgi wojskowej świata, będzie mógł narzucać korzystne warunki współpracy izolowanym krajom. Tak już zresztą zrobił m.in. w stosunku do Meksyku czy Kanady”.
Wybuch w Chinach na początku 2020 r. epidemii koronawirusa COVID-19 miał pewien wpływ na stosunki amerykańsko-chińskie. Stany Zjednoczone ewakuowały z Chin część obywateli amerykańskich zagrożonych epidemią i ograniczyły kontakty osobowe między obu krajami oraz loty amerykańskich linii lotniczych do Chin. Sekretarz Handlu USA Wilbur Ross w wywiadzie dla „Fox Business” 30 stycznia 2020 r. wyraził nadzieję, że wybuch epidemii w Chinach „przyspieszy powrót stanowisk pracy do Ameryki Północnej”.
Za zgodą Chin amerykańscy eksperci medyczni weszli w skład ekspertów WHO, którzy udali się do Chin w celu badania epidemii. Prezydent Trump przyrzekł udzielić Chinom pomocy w walce z epidemią.
Władze chińskie krytycznie odniosły się do reakcji Waszyngtonu na epidemię koronawirusa określając ją mianem „przesadnej reakcji” i „szerzeniem paniki”. Chiński ambasador w USA Cui Tiankai ostrzegał, aby obydwa kraje „obroniły się przed politycznym wirusem”.
W styczniu 2020 r. Trump wziął udział w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w Szwajcarii. Wykorzystał tę okazję by pochwalić się sukcesami gospodarczymi, stabilnym rozwojem kraju, niskim bezrobociem i wzrostem płac. Pochwalił się sukcesami w rozmowach z Chinami na temat umowy handlowej. Nasze stosunki z Chinami – powiedział, nigdy nie były tak dobre jak teraz i zapewniał zgromadzonych biznesmenów z całego świata, że stosunki amerykańsko-chińskie przyczynią się do przyspieszenia globalnego rozwoju gospodarczego.
Stosunki amerykańsko-chińskie w okresie prezydentury Donalda Trumpa są zmienne. Charakteryzują sie zarówno współpracą, sporami, rywalizacją i różnorodnymi konfliktami. Przy tym strona chińska wyraża gotowość do współpracy, pokojowej rywalizacji, natomiast administracja prezydenta Donalda Trumpa jest nieprzewidywalna w swej polityce wobec Chin. Obok deklaracji o współpracy pojawiają się w polityce Waszyngtonu posunięcia o charakterze konfrontacyjnym. Sekretarz Stanu USA Pompeo w czasie spotkania z brytyjskim ministrem Spraw Zagranicznych nazwał chińską partię rządzącą „największym zagrożeniem naszych czasów”.
Prawica amerykańska głosi także, że Chiny są największym rywalem politycznym
i konkurentem gospodarczym dla Stanów Zjednoczonych we współczesnym świecie.
Z niepokojem w Waszyngtonie obserwowano umacniające i rozszerzające się wpływy Chin na różnych kontynentach. I podejrzewano Pekin o dążenie do dominacji na świecie. „Chiny – pisał prof. Grzegorz W. Kołodko – bynajmniej nie pragną świata zdominować, tylko wykorzystać globalizację z pożytkiem dla siebie i niekoniecznie kosztem innych, ale czasami wręcz im pomagając”.
Najnowsza amerykańska Narodowa Strategia Bezpieczeństwa już otwarcie wskazuje rosnący technologiczny potencjał Chin, jako kluczowe zagrożenie dla Ameryki – nie tylko ekonomiczne, również militarne. I również jasno ocenia: czas powstrzymać Chińską Republikę Ludową i zacząć odbijać flanki, które Stany utraciły. Stroną eskalującą napięcie w stosunkach amerykańsko-chińskich jest administracja Trumpa. Chińczycy wyraźnie starali się łagodzić sytuację, wyrażali gotowość do kompromisu, ale wobec zdecydowanych antychińskich decyzji Waszyngtonu nie mogli nie odpowiedzieć odwetem, chociaż apelowali o dialog i kompromis. Pewnym pocieszeniem dla Chin był fakt, że nie są jedynym krajem mającym problemy w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi. Również Unia Europejska, Kanada i inne kraje skarżą się na spory nie tylko gospodarcze z administracją prezydenta Donalda Trumpa. W tej sytuacji może dojść do polaryzacji stanowisk i stworzenia modelu stosunków międzynarodowych w układzie: Stany Zjednoczone contra reszta świata.

  • Autor jest profesorem w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, b. posłem na Sejm (1993-2001) i b. marszałkiem Senatu (2001-2005).

Nie tylko własnymi rękami

Kto naciskał na przeprowadzenie terapii szokowej w Polsce?

Leszek Balcerowicz, zapytany o naciski ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego gołosłownie stwierdził, że nie było żadnych nacisków. Nie jest to zgodne z tym co opisują autorzy wielu publikacji np. prof. Kieżun czy Z.Tasjer. MFW sprawował ogólny nadzór, aby likwidować przekształcić gospodarkę planową w wolnorynkową typu neoliberalizmu amerykańskiego.
Balcerowicz przyznaje, że eksperci MFW „nie mieli odpowiedniej wiedzy, jak wyjść z socjalistycznej totalnie upaństwowionej gospodarki”. Dodajmy, ze nie mieli pojęcia o realiach gospodarki w Polsce. Po co więc L. Balcerowicz sprowadzał z zagranicy tych ekspertów i ich firmy jako konsultantów i wykonawców różnego rodzaju analiz (tzw. sektorowych i prywatyzacyjnych), płacąc bajońskie sumy?.
Koszty obsługi eksperckiej stanowiły pokaźną część kwot uzyskiwanych za sprzedaż danego przedsiębiorstwa. Zdarzało się nawet, że koszty obsługi prywatyzacyjnej (owe raporty i konsultacje) przewyższały sumy uzyskiwane ze sprzedaży danego przedsiębiorstwa. Szczegółowe dane o kwotach uzyskiwanych ze sprzedaży przedsiębiorstw i płaconych firmom konsultacyjnym można znaleźć w książce R. Ślązaka. Były to tabuny ludzi jakże wysoko opłacanych z budżetu, kilkakrotnie lepiej niż eksperci i naukowcy polscy. W Warszawie nazywano ich „brygadami Marriotta”, jako że mieszkali w hotelu Marriott oczywiście na koszt strony polskiej.
L. Balcerowicz był ostrzegany przed zagranicznymi doradcami. Np. wieloletni pracownik MFW Marcin Wyczałkowski w 1990 r. krytycznie oceniał kwalifikacje obcych doradców i osobiście ostrzegał L. Balcerowicza. Bez skutku. Podobnie Amerykanka Alice H. Amsten ostrzegała na łamach „Życia Gospodarczego” z dn. 28 kwietnia 1991 „Uwaga na obcych doradców”. Wszystko to bezskutecznie – miliony dolarów dalej płynęły do kieszeni owych doradców.
Na bezsens ponoszenia tych wydatków zwraca też uwagę sama wypowiedź L. Balcerowicza. Wyraża on bowiem uznanie dla polskich ekspertów i wymienia ich nazwiska.
L. Balcerowicz podkreślał, że już pod koniec lat 70-tych powołał do życia zespół do spraw reformy gospodarczej. I dodawał, że „pracując w latach 80-tych nie przewidywaliśmy że za naszego życia będziemy mieć okazję wcielać te rozwiązana”. Warto chociażby z grubsza podać, jakie rozwiązania wówczas L. Balcerowicz z zespołem przygotowywał – i jak one się miały do tego co wprowadzał w życie.
Te propozycje można znaleźć w publikacjach ekonomicznych tego okresu. Np. L. Balcerowicza p.t. „Od diagnozy systemu do projektu jego reformy” w Polityce nr 46/80 oraz w publikacji PTE „Problemy ekonomiczne” z marca 1981 r. Propozycje programowe tam zawarte nie mają nic wspólnego z doktryną liberalną. Są raczej zbliżone do społecznej gospodarki rynkowej.
Na przykład, co do roli państwa w gospodarce autor pisze ”Obok narzędzi kierowania działających stale, rząd mógłby mieć w dyspozycji środki w charakterze nadzwyczajnym stosowane na zasadzie wyjątku”. Odnośnie spółdzielni pisze: ”ustanowienie zasad autentycznej spółdzielczości, tak aby sama spółdzielnia mogły decydować, czy i jakie uprawnienia chcą przekazać swoim zrzeszeniom”.
Czytamy też, jak „określić procedurę postępowania z przedsiębiorstwami nierentowymi. Mogłaby ona polegać na stworzeniu specjalnego funduszu zwrotnej przejściowej i ściśle ograniczonej pomocy”. Publikacje te zawierają szereg propozycji odnośnie roli banków, wymienialności pieniądza, samorządności pracowniczej itd.
Po wydarzeniach sierpniowych zwiększyła się pilność reformy. Powstała Komisja Partyjno-Rządowa, której byłem członkiem, powstały społeczne Komisje w ramach PTE i TNOIK w ramach których również aktywnie działałem. Były opracowywane propozycje reformy, organizowane dyskusje. Do prac tych włączyły się szerokie kręgi ekonomistów teoretyków (uczelnie, instytuty badawcze) i praktyków. Powstawały liczne opracowania i propozycje.
W roku 1982 w ramach PTE na podstawie wyników dyskusji i licznych opracowań cząstkowych został opracowany program reformy gospodarczej w Polsce pt. „Propozycje zasadniczych rozwiązań Reformy Gospodarczej w Polsce”. Uczestnikami prac nad propozycjami była moja skromna osoba i właśnie L. Balcerowicz. Propozycje te były raczej zbliżonej do społecznej gospodarki rynkowej typu niemieckiego i skandynawskiego.
Doktryna gospodarki liberalnej wówczas nie miała tylu wyznawców w Polsce, aby pod jej rygorem formułować reformy.

Robienie ludzi w …

Polska to kraj, w którym sportem narodowym jest robienie ludzi w ch.a. W człona. Wała. W bambuko. Żadna tam piłka nożna albo skoki narciarskie. Ten jest mistrzem Polski, kto spektakularnej drugiego oszuka, albo orżnie na większą kasę. A jak ktoś zrobi to naprawdę porządnie, uzyska poważanie i status większy równy Bogom. Albo Bogu. Bo to przecież Polska.

Kandydatem na mistrza Polski w robieniu ludzi w ch..a w sferze prywatnego biznesu, zostaje w tym sezonie przedsiębiorca, który otworzył pod Warszawą największy akwapark w Europie, wziął kasę, wpuścił ludzi, a połowy atrakcji nie uruchomił i do tego wszystko posklejał na taśmę bezbarwną i gafer. Od dwóch lat zapowiadano w internecie, że będzie to największy park wodny w Europie z halą większą niż Stadion Narodowy, z 18 basenami, 32 zjeżdżalniami, 10 saunami i 700 palmami. Ludzie zapłacili swoje ciężko zarobione pieniądze, żeby stać w gigantycznych kolejkach i użyć jak pies w studni.
Firma oczywiście w żaden sposób się nie poczuła, żeby klientom straty wyrównać, bo jakież to niepolskie. Oddawać pieniądze bez pistoletu przy skroni. Lub przynajmniej bez nakazu sądu albo komornika na karku.
Kandydatem zaś na mistrza polski w robieniu ludzi w ch..a w kategorii relacje państwo –obywatel zostaje z kolei polski rząd. Miało być dobrze i dostatnio, a będzie bida i blady strach o przyszłość dzieci chowania i swój własny los. Pozornie mogłoby się wydawać, że nic bardziej mylnego. Obiecali trzynastą emeryturę. Kasa się znalazła.
Obiecali czternastą, a prezydent wspominał nawet o piętnastej. I, nie uwierzycie, na to też się znajdzie. Ku uciesze emerytów ma się rozumieć, a rozpaczy ludzi, którzy muszą na to wszystko zapracować, a na których zrzuca się coraz to nowe państwowe daniny. Ludzie głupi jednak nie są. Widzą i rozumieją, że ktoś przecież musi sfinansować te rządowe, przedwyborcze obietnice. I tym kimś będzie właśnie lud pracujący miast.
Rzadziej wsi, bo tam większość wieku produkcyjnego dawno wyjechała za granicę albo do krajowych metropolii. Cierpliwość pracowników wisi na włosku. Da się to wyczuć. Na poczcie, w taksówce, w kolejce w spożywczym. Ludzie potrafią połączyć kropki ze sobą; policzyć pod kreską i wychodzi im, że 500 plus starcza na coraz mniej, bo inflacja zżera to, co miały żreć dziecięta. Widzą na stacjach, że opłatę paliwową podniesiono już drugi raz w tym roku. I nie trzeba być przesadnie bystrym i lotnym w ekonomii, żeby pojąć, że coś się w tym rachunku nie zgadza i w sejfach nie wszystko rządzącym sztymuje.
Lud pracujący to wie. Czuje, że jest robiony w ch..a, ale najgorsze w wiedzeniu tym jest to, że niewiele może z tym zrobić.
Bo co może? Nie pójdzie do pracy? Wtedy nie da jeść nie tylko emerytom i maluczkim, ale głównie sobie.
Umrzeć z głodu dla idei jest może i sporą awangardą, zwłaszcza w Wielkim Poście, w Polsce, w XXI wieku, ale problemów Polski i Polaków raczej nie rozwiąże. Co gorsza, nie rozwiązują go też rządzący; cały czas tylko obiecują i rozdają, bo przecież prezydent sam się nie wybierze, a tak całkiem darmo nikt głupio głosu nie odda.
Ech, gdyby tak można było wszystkich skorumpować za flaszkę, jak to bywa przy okazji wyborów na wójta. Ale tu, niestety, kaliber większy to i większe ludzi potrzeby i potrzeb tych ekwiwalenty.
Lecz spokojnie, ludzie, nie pchajta się wszystkie na raz; rzecz dopiero zaczyna się rozkręcać i w niedalekiej przyszłości będzie tylko ciekawiej…

Jarek Ważny

Jarek Ważny – dziennikarz i muzyk w jednej osobie. Jest absolwentem dziennikarstwa UW, występował z takimi formacjami jak Większy Obciach, The Bartenders i deSka, Vespa, Obecnie gra na puzonie w grupie Kult a także z zespołami Buldog i El Doopa. prowadzi także bloga „PoTrasie”.

Zagubieni przewodnicy

Amerykański gwóźdź do trumny liberalizmu gospodarczego?

Problem z programem liberalnej formacji w Polsce polega na tym, że został on już wcielony w życie. Tyle że wykreowana rzeczywistość nie dla każdego okazała się łaskawa.
Kapitalizm na rozdrożu
Nadwiślańscy liberałowie znaleźli się w potrzasku. Nowy przywódca PO jest daleki od naruszania prymatu własności prywatnej, będzie się troszczył o ludzi, ale tych, którzy zarabiają na programy socjalne, ominie długim łukiem kwestię progresji podatkowej. Ale to właśnie liberalizm gospodarczy, z jego ideałem przedsiębiorczości, wolnego rynku i tycim państwem odpowiada i za półperyferyjny status polskiej gospodarki, i za systemowy kryzys kapitalizmu. W Polsce dogmaty liberałów przybrały postać tzw. transformacji ustrojowej, wdrożonej pod przywództwem L. Balcerowicza – kataryniarza ortodoksji i pogromcy inflacji. W następstwie polskie społeczeństwo powróciło do tysiącletniej normalności tj. statusu półperyferii. Teraz jest montownią produktów finalnych na zagranicznych technologiach eksportowanych jako ‚’polskie”, krainą taniej pracy i dużego rynku zbytu dla zagranicy. Ursus zastąpiło Factory. Natomiast w skali globalnej neoliberalny, wyczynowy kapitalizm wdrożony przez państwo amerykańskie stanął na rozdrożu. Model biznesu napędzanego obłędem zysku dewastuje Ziemię. Ma coraz więcej plusów ujemnych. Protest społeczny będący następstwem eksplozji nierówności i niestabilności pracy, traktowanej jak każdy inny towar, zagraża nawet demokracji.
Trwa debata nad wariantem ustrojowym lepiej dostosowanym do limitów przyrodniczych i społecznych. Zainicjowała ją książka Thomasa Pikette`go „Kapitalizm XXI wieku”. Francuski ekonomista twierdzi, że stopa zwrotu z kapitału (lokat, akcji czy dywidend) jest wyższa niż tempo wzrostu gospodarczego. W rezultacie narastają dysproporcje w podziale dochodów, później majątków. Na poziomie światowym w r. 2010 promil najbogatszych posiadał 20 proc. całości majątku, 1 proc. około połowy światowego bogactwa (wówczas było to 45 mln posiadających przeciętnie majątek rzędu 3 mln euro, czyli piędziesięciokrotność średniego majątku), a grono 10 proc. krezusów rozporządzało wielkością zawartą między 80 a 90 proc. całości majątku. W tej sytuacji dolna połowa ludzkości musi się zadowoli mniej niż 5 proc. całości (s.540). Co gorsza, duże dysproporcje występują także między regionami świata: 80 proc. globalnej nierówności dochodu wyjaśnia kraj, a nie klasa (B. Milanović). Piketty postuluje powrót do progresji podatkowej, odbudowę przeciwwagi klas pracowniczych wobec kapitału, społeczną kontrolę nad władzą wielkich korporacji oraz, podobnie jak Mariana Mazzucato, udział społeczeństwa w zyskach osiąganych przez korporacje dzięki innowacjom powstałym w sektorze publicznym.
Wyczynowy kapitalizm
Wielkim hamulcowym kolejnej rekonfiguracji kapitalizmu jest państwo amerykańskie. Wespół w zespół politycy amerykańscy, ekonomiści katedralni i bankowi, przy wtórze medialnych trąb, wdrożyli dewastujący przyrodę i pracę model kapitalizmu. Recepturę przygotowaną przez neoklasycznych ekonomistów wdrażali sukcesywnie kolejni prezydenci: odejście w r. 1971 od systemu Bretton Woods, w konsekwencji utrata kontroli nad przepływem kapitału (R. Nixon), reformy podatkowe (R. Reagan), zniesienie ustawy Glassa-Steagalla, która oddzielała bankowość handlową od inwestycyjnej (B. Clinton). Itd. Społeczeństwo amerykańskie stało się swoistym laboratorium przedsiębiorczości i wolnego rynku, empiryczną demonstracją doktryny liberalizmu gospodarczego, aktualnym przesłaniem Manifest Destiny: „życiodajnego światła prawdy” dla błądzących narodów. Wystarczy więc przyjrzeć się mu bliżej, by dojrzeć kres drogi, którą od 4. dekad kroczą liberałowie obsługujący ideologicznie i politycznie System.
Współcześni Fordowie nie budują fabryk. Dziś taśma produkcyjna okrąża glob, kontener zastąpił taśmowy przenośnik, tylko rola systemu dystrybucji jest jeszcze większa (vide Amazon). W zglobalizowanej gospodarce dominują bowiem wielkie firmy – wydmuszki. W centrali ulokowany jest sztab zarządzający i wydziały odpowiedzialne za prace badawczo-rozwojowe. Centrala tylko koordynuje oplatającą glob sieć dostawców i podwykonawców. Powstaje łańcuch produkcji, którego pierwsze ogniwo mieści się na chińskim wybrzeżu czy w Europie Centralnej. Dotyczy to produktów, które są co prawda cudem techniki jak iPhone, ale ich montażu, z części wytworzonych osobno, dokonują coraz szybciej zręczne ręce przeszkolonych mieszkańców prowincji. Fabryki czy raczej montownie, w których powstają gadżety społeczeństwa informacyjnego, są własnością lokalnych producentów, lecz ich marża jest niewielka. Do powstania takich łańcuchów produkcji i usług, konieczne były komputery, sieć telekomunikacyjna, nowoczesna logistyka, zwłaszcza konteneryzacja transportu i poszerzenie dostępu do wykwalifikowanej, a przy tym taniej, siły roboczej. System ten nadzorują jednostronne agencje wielostronne (MFW, WTO, OECD), kierowane z tylnego siedzenia przez amerykański Departament Skarbu (J. Sachs, J. Stiglitz). W ostateczności wspiera ich operator drona albo pilot F-16.
Przewagę konkurencyjną w tym Systemie daje opanowanie możliwie dużego rynku zbytu. Dlatego stają w szranki potężne globalne firmy. Powstają oligopole jak amerykańska GAFA czy chiński BATX (Baidu, Alibaba, Tencent, Xiaomi). Sprzęga się tutaj potęga własności intelektualnej patentów z zasobami finansowymi. Dzięki rencie innowacyjności, dużym obrotom, wysokim marżom, pozycji rynkowej „wiodąca” firma ma duże rezerwy płynności, ma też łatwy dostęp do kredytów bankowych, przejmuje dużą część nadwyżki wytwarzanej w globalnej gospodarce. W cenie produktu takiej firmy aż 75 proc. stanowią „aktywa niematerialne”: opłata za badania, patent, projekt, strategię marketingową, itd. Zadania te wykonuje tzw. klasa średnia, specjaliści. W ochronie własności intelektualnej państwo nie może być zawodne. To istota tzw. gospodarki opartej na wiedzy. Dzięki dominacji na rynku firma wykupuje start-upy, dokonuje fuzji i przejęć konkurentów. Wartość fuzji i przejęć na świecie przekroczyła przed kryzysem 2008 r. 4,38 bln dolarów. Na kontroli i koordynacji produkcji, a także obrotu towarami wysokiej techniki (z kilkoma wyjątkami przemysłu wydobywczego czy zbrojeniowego) polega obecnie koncentracja kapitału. Potwierdza swoją trafność charakterystyka kapitalizmu jako wielopiętrowej konstrukcji, w której toczy się „stała gra inwestowania” (F. Braudel). Na dolnych piętrach mamy głównie rodzinne bieda-biznesy w produkcji rolnej, usługach, deweloperce, w produkcji okien. Właśnie prowadzący minifirmy w liczbie ponad 2 mln. Janusze biznesu są obiektem adoracji liberałów. Górny rejestr natomiast obejmuje coraz dłuższe przestrzennie łańcuchy produkcji i wymiany, tworzone przez wielkie korporacje. Wdrażają one innowacyjne produkty oparte na osiągnięciach nauk przyrodniczych i technicznych. Przychody 500 największych megakorporacji zbliżają się do 40 proc. światowego PKB. Blisko zatem do zdobycia pakietu kontrolnego nad światową gospodarką, w konsekwencji nad państwami, finansowanymi przez nie uczelniami i przyszłością cywilizacji.
Neoliberalny Lewiatan podporządkował też naukę potrzebom korporacji. Najpierw wprowadził na uczelniach menedżerskie zarządzanie zgodnie z ideałem nadzorującego państwa, by wymuszać przejrzystość, rozliczalność, efektywność. Słowem, value for money. Stąd duża rola socjotechniki audytu i praktyk pomiaru pracy akademickiej. Krajowe biurokracje zarządzające nauką i szkolnictwem wyższym (w Polsce reforma min. Gowina) zmierzają do tego, by ukierunkować badaczy i uniwersytety na tworzenie wiedzy, którą da się utowarowić czy sprywatyzować, choć na wyższych piętrach obiegu idei i innowacji. Zarazem ci sami, którzy z brzytwą obcinają wszelkie funkcje socjalne państwa i jego regulacyjną rolę wobec gospodarki, na potęgę wciskają je, by komenderowało badaniami i edukacją. Przedsiębiorczość ma być wolna, natomiast wolność nauki to jakaś fanaberia i pasożytnictwo. Oczywiście paradoks jest pozorny: nauka ma przynosić zyski, jeśli nie z samych badań i wdrożeń, to chociaż z obrotu informacją naukową i z wyzysku uczonych jako autorów publikacji. W rezultacie stworzony w USA model badawczego uniwersytetu umożliwia przechwytywanie przez korporacje wiedzy finansowanej ze środków publicznych.
Amerykańskie laboratorium
Dla nadwiślańskich liberałów społeczeństwo amerykańskie ucieleśniło ich marzenia o wolności gospodarczej, kreatywnej przedsiębiorczości a la Jobs, Musk czy Bezos, o ograniczeniu zadań państwa jako reprezentanta racjonalności ogólnospołecznej. To dla nich społeczeństwo-matka. Już nie Roma causa, lecz laureaci tzw. ekonomicznego nobla, a trójnóg stoi na dziedzińcu tej czy innej uczelni Ivy League. Amerykański styl życia stał się soft-power: „kulturową bronią masowego rażenia” (A. Szahaj). Amerykanie tworzą światową popkulturę, dominują militarnie, słabną gospodarczo. Narastająca hegemonia kulturowa USA idzie w parze z erozją potęgi gospodarczej i cywilizacyjnym krachem tego modelu społeczeństwa. Po raz kolejny w dziejach potwierdza się dialektyka dekadencji: przed upadkiem rozkwit wzorców agonalnych.
Dzięki potędze militarnej i soft power hegemonii kulturowej strzegą panującego ładu światowego. Zapewnia on władzę korporacjom: ich zarządcom, właścicielom, udziałowcom, posiadaczom kapitału akcyjnego, obsługującym ich specjalistom z dziedziny finansów, prawa, marketingu i reklamy. Jest to władza nad przyrodą, pracą i życiem ludzkim, produkuje bowiem depresyjnych konformistów. W tym kraju tylko 6 grup medialnych pod kontrolą akcjonariuszy decyduje o zawartości 90 proc. tego, co ludzie, oglądają i czytają, i czego słuchają. Frustracje najlepiej leczy wielostrzałowy pistolet, który można nabyć w sklepie z szyldem „Jezus cię kocha – skup i sprzedaż broni”. Z rąk różnych frustratów wyprodukowanych przez System ginie rocznie ponad 30 tys. Amerykanów. W jarmarcznej demokracji o wyborze reprezentantów decydują pakiety akcji, a nie karta wyborcza.
W amerykańskim społeczeństwie miarą skuteczności indywidualistycznej strategii życia jest konto bankowe, które umożliwia luksusową konsumpcję, najlepiej na jachcie lub we własnym samolocie. Jak przekonuje na podstawie swych badań Arlie Russell Hochschild, mieszkańcy Głębokiego Południa, wbrew empirycznej falsyfikacji, wierzą, że „wolny rynek jest niezachwianym sojusznikiem dobrych obywateli czekających w kolejce na spełnienie amerykańskiego snu”. Na przeszkodzie stoi rząd federalny, który trzyma stronę wciskających się do kolejki cwaniaków, najczęściej o ciemnym kolorze skóry. Przegrani w wyścigu szczurów nie mają racji: około 30 milionów nieubezpieczonych, kilka bieda-prac może nie wystarczyć do przeżycia miesiąca bez wsparcia opieki społecznej. Niski stopień uzwiązkowienia i ochrony pracownika – krótkie urlopy, niskie zasiłki dla bezrobotnych, brak urlopów macierzyńskich, duże zróżnicowanie płac. Pozycja pracownika jest słaba. W czasie recesji firma redukuje koszty głównie ograniczając zatrudnienie, szybko też likwiduje deficytowe działy. Współczynnik Giniego, jest bliski 0,5, co oznacza duże zróżnicowanie dochodów i majątków. Merytokracja to absolwenci prestiżowych uczelni. By się do nich dostać, mimo systemu stypendiów i pożyczek, trzeba sobie dobrze wybrać rodzinę. Edukacja na wysokim poziomie jest kosztowna od najniższych szczebli w systemie edukacyjnym. Nic dziwnego, że stać na nią 14 razy więcej synów i córek, których rodzice plasują się w gronie 20 proc. najbogatszych, niż dzieci 20 proc. najuboższych. Dlatego w konsekwencji tylko 6 proc. urodzonych w tej grupie udaje się przebić do elity, pokazują badania Brookings Instutution (T. Zalewski, Polityka 3.04-9.04 2019).
Solą w oku jest rząd federalny i jego funkcje socjalne. Stąd brak ubezpieczeń społecznych na zasadzie solidaryzmu, prywatyzacja usług publicznych (obecnie ledwo bronią się pocztowcy z USPS). Prawie 1 proc. populacji, głównie młodych Afroamerykanów, przetrzymywana jest także w sprywatyzowanych więzieniach (czterokrotny wzrost odsetka osadzonych w omawianym okresie). To też efekt gettyzacji i niskiego poziomu szkół publicznych. Prywatyzacja obejmuje coraz więcej służb publicznych. W planach prezydenta Trumpa jest prywatyzacja autostrad, opieki medycznej dla ubogich Medicare, a także rynku federalnych pożyczek studenckich.
W gospodarce dominuje akcjonariusz i spekulant, stąd rozdęty sektor finansowy i rynek kapitałowy. W trzewiach tego Globalnego Minotaura (wedle określenia Y. Veroufakisa) dokonuje się recykling nadwyżki światowej. Obsługuje on spekulację nie tylko papierami wartościowymi, ale również ropą, żywnością, nieruchomościami komercyjnymi, przedsiębiorstwami przemysłowymi, które można kupić, sprzedać, zlikwidować – stosownie do kursów akcji i strategii biznesowej. Zysk ci wszystko wybaczy. Nawet wtłaczanie 15 milionów litrów wody na jedną operację niekonwencjonalnego szczelinowania, by wycisnąć gaz ze złoża łupkowego. Nawet jeśli społeczeństwo to konsumuje czwartą część energii produkowanej na świecie, to „amerykański styl życia jest nienegocjowalny”, jak oświadczył w Rio prezydent George Bush. Ograniczanie wolnego rynku w imię klimatu byłoby wręcz zbrodnią przeciwko najszlachetniejszej części ludzkości. Tymczasem kraje unijne zmniejszyły w latach 1990-2016 zużycie energii o 2 proc. , emisję gazów cieplarnianych o 22 proc., i jednocześnie zwiększyły swoje PKB o 54 proc. .
Naśladowany na całym świecie model biznesu stworzył Walmart. Zatrudnia 2 mln pracowników, wśród nich kasjerki, które zarabiają głodowe pensje, a ich utrzymanie biorą na siebie inni. Pracownicy giganta wielkopowierzchniowego handlu korzystają bowiem z publicznych szkół, ochrony policji, publicznych dróg, kwalifikują się do publicznych systemów opieki społecznej. Te dobra fundują im inni: do każdej nisko opłacanej kasjerki Walmartu amerykańscy podatnicy dopłacają od 3 do 6 tys. dol. rocznie.
Według Economic Policy Institute produktywność pracy w USA w ciągu ostatnich 40 lat wzrosła o 80 proc. ale mediana zarobków tylko o 10 proc. . W USA już od 1973 produktywność i zarobki zaczynają się rozchodzić. W latach 1948-1973 wydajność pracy wzrosła o 95,7 proc. , wynagrodzenia zaś o 90,9 proc. . Ale w okresie neoliberalnej kontrrewolucji wydajność rosła nadal, choć w wolniejszym tempie, bo 77 proc. , ale płace ledwie drgnęły, gdyż zwiększyły się zaledwie o 12,4 proc. . Amerykańscy golden boys zarabiają 13 mln euro rocznie, na co składają się opcje na akcje, przydział darmowych akcji, często 3-4krotność podstawowego wynagrodzenia. Dążą oni do krótkoterminowych zysków finansowych (marked to market) zamiast tworzyć majątek trwały i miejsca pracy. W połowie lat 60. prezes korporacji zarabiał 24 razy więcej niż jego pracownik produkcyjny. Obecnie to 185 razy więcej. Dlatego bogaci się bogacą, a biedni biednieją. Pracująca biedota stanowi aż 21 proc. ogółu zatrudnionych. Wiarygodne są analizy laureata tzw. ekonomicznego nobla Angusa Deatona zawarte w książce Wielka ucieczka. Zdrowie, bogactwo i źródła nierówności. W 2015 r. Amerykanie na dole drabiny społecznej żyli na poziomie 36 proc. oficjalnego progu ubóstwa. Nic dziwnego, że tzw. food stamps potrzebuje 14 proc. Amerykanów, czyli około 40 mln. Połowa pracowników nie ma wystarczających dochodów, by opłacić składki emerytalne, a dwie trzecie poniżej 40. roku życia nie ma żadnych oszczędności emerytalnych. Tymczasem górne 10 proc. amerykańskiego społeczeństwa rozporządzała w r. 2011 47 proc. całkowitego dochodu, ze średnią 255 tys. dolarów, podczas gdy na dolne 20 proc. przypadło 17 proc. całkowitego dochodu (s. 224). W roku 2015 górne 20 proc. osiąga przeciętny dochód 8,3 razy większy niż 20 proc. najuboższych (w Niemczech 4,4 razy większy, w Danii tylko 3,7 razy). W tym samym roku 17 proc. społeczeństwa amerykańskiego żyło poniżej granicy ubóstwa relatywnego, w Niemczech 9,5 proc. , w Danii 5,5 proc. (za The World Bank, Nearly Half the World Lives on Less than $5.50 a Day, October 17, 2018, https://www.worldbank.org/en/news/press-release/2018/10/17/nearly-half-the-world-lives-on-less-than-550-a-day).
Kraj ten ma też na swoim terytorium własne raje podatkowe, w których niczym w czarnej dziurze znikają i tak już nisko opodatkowane zyski i dochody rentierskie. Jednak państwo nadal pełni ważną rolę w gospodarce. Za pomocą budżetu wojennego koryguje deficyty budżetowe między poszczególnymi stanami, lokując odpowiednio zakłady zbrojeniowe w mniej dynamicznych stanach. Dużą rolę w inicjowaniu i finansowaniu prac badawczo-rozwojowych odgrywa Pentagon i DARPA.
Co dalej
W miarę jak rosną nierówności społeczne, obniża się stopa życiowa klas pracowniczych, następuje degradacja środowiska naturalnego, słabnie nadzór nad neoliberalnym ładem amerykańskiego szeryfa – rodzi się magiczny czas, kiedy utopie stają się programami reform. Według badań Reutersa z roku 2018 70 proc. mieszkańców USA popiera wprowadzenie powszechnego systemu opieki zdrowotnej, w tym 52 proc. to wyborcy Republikanów. W przeciwieństwie do młodych Polaków, którzy pragną być przedsiębiorcami samych siebie na wolnym rynku, 51 proc. amerykańskich milenialsów (18-29 lat) jako lepszy do życia widzi socjalizm rozumiany jako demokratyczne państwo europejskie, państwo łączące efektywność gospodarki z bezpieczeństwem socjalnym, jak w skandynawskim społeczeństwie troski.
Czy droga dalszej modernizacji kraju nad Wisłą ma prowadzić przez atlantyckie mgły, czy raczej przez Bałtyk. Zgodnie z prognozą Josepha Schumpetera z 1942 r. kapitalizm pogrąża jego historyczny sukces. Rozmiary aparatu wytwórczego nie mieszczą się już na jedynej planecie dostępnej na razie ludzkości. Cywilizacja przemysłowa, choć nasycona technologiami obróbki informacji, wciąż przetwarza gigatony atomów, sektor tzw. korporacji technologicznych wytwarza tylko 10 proc. PKB i zatrudnia 5 proc. siły roboczej. Stała gra inwestowania i konsumpcji mogłaby się toczyć bez końca, gdyby ludzkość miała do wykorzystania kilka planet. Reguły tej gry zmieniają się na naszych oczach, a tempo tych zmian będzie coraz szybsze. Nastąpi spadek tempa wzrostu gospodarczego wskutek limitów przyrodniczych z 3 proc. do prognozowanego 1 proc.. Zmienią się mechanizmy funkcjonowania tej gospodarki (przebudowa energetyki i transportu, nacisk na recykling minerałów, zmiana rynku pracy wraz z zastosowaniami robotyki i sztucznej inteligencji, kres koncepcji życia jaku użycia, tj. konsumpcjonizmu). Możliwe są różne scenariusze tych zmian: od eksterminizmu do stopniowego uspołeczniania. Liberałowie by chcieli, żeby dobra dla garstki globalizatorów i obsługujących ich specjalistów chwila (w skali historycznej) trwała wiecznie. Nie przyjmują do wiadomości, że stali się anachroniczni historycznie, ideologicznie, w konsekwencji – politycznie. Dlatego lewica powinna zmienić swój stosunek wobec amerykańskiego stabilizatora ładu, który pogrąża i przyrodę, i całą ludzkość w postępującym kryzysie pracy, jakości życia i równowagi ekosystemu. Jednak przeciwko współczesnemu Goliatowi może stanąć tylko zbiorowy Dawid (czy może raczej Roosevelt): ludzie nie obojętni w Polsce, w Europie i na innych kontynentach. Harmonijne społeczeństwo, zestrojone ze środowiskiem naturalnym, powinno być bliskie zielonym, ruchom miejskim, rozproszonym formacjom lewicowym, związkom zawodowym, ruchom dążącym do równości płci, zapewnienia kobietom praw reprodukcyjnych, ruchom LGBT, ruchom dążącym do przezwyciężenia podziałów etnicznych czy rasowych. Tylko jak objąć tę różnorodną całość wspólną świadomością i wolą? W sumie rysuje się szansa szerokiej Koalicji Republikańskiej – trzeźwych entuzjastów lepszej wspólnoty niż dżungla jednostek-przedsiębiorców samych siebie, którzy zajadle rywalizują o resztki miejsc pracy i dostęp do coraz niższej jakości usług publicznych.

Debata: jak mierzyć rozwój?

Ośrodek Myśli Społecznej im. F. Lassalle’a oraz Fundacja im. F. Eberta zapraszają na spotkanie dyskusyjne pt. „Poza PKB – czyli jak mierzyć rozwój?”.

Spotkanie odbędzie się 27 lutego (czwartek) o godz. 18 w siedzibie Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego na ul. Nowy Świat 49.

Przyczynkiem do debaty jest wydany niedawno przez PTE polski przekład raportu OECD pt. „Poza PKB. Mierzmy to, co ma znaczenie dla rozwoju społeczno-gospodarczego” autorstwa Josepha E. Stiglitza, Jeana-Paula Fitoussi i Martine Durand.

W dyskusji udział wezmą:
Prof. Elżbieta Mączyńska – wykładowca w Szkole Głównej Handlowej, członkini Narodowej Rady Rozwoju, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego;
Piotr Kuczyński – były analityk pracownik domu inwestycyjnego Xelion, publicysta (publikował m.in. w „Krytyce Politycznej”), członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich.
Moderacja: Michał Syska (OMS im. F. Lassalle’a).
Rejestracja: biuro@lassalle.org.pl

Dzieła pana Xi Jinpinga, prezydenta ChRL, po polsku

Xi Jinping piastuje obecnie najwyższe stanowiska w państwie chińskim (Prezydent od 14.03.2013 r.), w partii (Sekretarz Generalny KC od 15.11.2012 r.) i w armii (Przewodniczący Centralnej Komisji Wojskowej KPCh i KC, de facto Naczelnik sił zbrojnych od 15.11.2012 r.). Prezydent Xi skupia więc ogromną władzę w swoich rękach jako najwyższy autorytet V pokolenia przywódców ChRL i KPCh (I pokolenie – Mao Zedong, II – Deng Xiaoping; III – Jiang Zemin, i IV – Hu Jintao). Bez wątpienia jest on równocześnie jednym z najwybitniejszych przywódców ChRL i KPCh oraz Chin w całym długim okresie ich istnienia i rozwoju, poczynając od cesarza Qin Shi Huang’a (259 r. – 210 r. p.n.e.), założyciela zjednoczonego państwa chińskiego i genialnego reformatora.

Dotychczasowe dokonania praktyczne w polityce wewnętrznej pod przewodem prezydenta Xi – w nowatorskim rozwoju, w dynamicznych reformach i w trosce o dobro obywateli zasługują na najwyższy szacunek. Jest to rozwój na drodze określanej jako socjalizm o specyfice chińskiej w nowej erze. Jego myślą przewodnią i celem strategicznym są programy strategiczne na dwa stulecia: 2021 r. (stulecie powstania KPCh) oraz 2049 r. (stulecie proklamowania ChRL).
Chińskie Marzenie
W pierwszym przypadku chodzi o utworzenie umiarkowanie zasobnego społeczeństwa; zaś w drugim – o zbudowanie bardzo nowoczesnego państwa. Realizuje się także „Chińskie Marzenie” służące odrodzeniu narodu i państwa chińskiego.
Po upadku neoliberalizmu, Chiny są (praktycznie) jedynym dużym państwem świata dysponującym racjonalnym systemem (ustrojem) i jego odpowiednimi, funkcjonalnymi założeniami polityczno – ideologicznymi.
Skutki praktyczne nowatorskiej i bardzo aktywnej polityki zagranicznej prezydenta Xi (zwanej już Xiplomacy, pochodna od słowa diplomacy) są ze wszech miar pozytywne: utrzymanie pokoju światowego, troska o bezpieczeństwo międzynarodowe, zwalczanie terroryzmu, rozwijanie wzajemnie korzystnej współpracy (win-win cooperation) i kontaktów międzyludzkich (społecznych), ochrona środowiska naturalnego i in. prezydent podkreśla nieustannie, iż wszystkie narody i wszyscy obywatele Ziemi powinni również korzystać z owoców chińskich reform i otwarcia na świat oraz wspólnie budować lepszą przyszłość dla wszystkich.
Tym celom służy, m.in., tzw. Inicjatywa Pasa i Szlaku, czyli nowy szlak jedwabny obejmujący wszystkie kontynenty: „od morza do morza”, czyli od Pacyfiku do Atlantyku, poprzez Eurazję, łącznie z Polską, która powinna efektywniej i odważniej korzystać z tej unikalnej sposobności.
Nowy Ład Światowy
Jednocześnie prezydent Xi cieszy się wielkim uznaniem i autorytetem międzynarodowym – jako jeden z najwybitniejszych, jeśli w ogóle nie najwybitniejszy przywódca światowy w naszych czasach myślący nowocześnie oraz dążący zdecydowanie i konsekwentnie do utrzymania pokoju, do owocnej współpracy, do utworzenia sprawiedliwego Nowego Ładu Światowego, do harmonijnego rozwoju ludzkości i do uratowania życia na Ziemi.
W relatywnie krótkim czasie, prezydent Xi stał się przywódcą powszechnie znanym i szanowanym na arenie międzynarodowej.
Od początku swej kadencji do stycznia 2020 r. odwiedził On prawie 100 (!) krajów łącznie z Polską (20.06.2016 r.). Ta wręcz niewiarygodna liczba wizyt zagranicznych wynika z tego, że niejako za jednym zamachem prezydent odwiedza kilka krajów (np. Polska, Czechy i Serbia). Do Chin przybywają nieustannie liczne i reprezentatywne delegacje zagraniczne. Faktycznie – Chiny rozwijają kontakty ze wszystkimi państwami świata i z organizacjami międzynarodowymi (np. ONZ, ASEAN, UE, UA, BRICS, SOW, G17+1, G20 i wiele innych [1].
Rządzenie Chinami
Prezydent Xi – to nie tylko wybitny polityk i mąż stanu klasy światowej lecz również twórczy teoretyk i pisarz. Dzieła, które już wyszły spod pióra pana prezydenta Xi w ostatnich latach [2], szczególnie „Rządzenie Chinami”, pozwalają czytelnikom lepiej zrozumieć przemiany dokonujące się w Chinach dzięki reformom i otwarciu na świat. Dzieła pana prezydenta znakomicie służą wzajemnemu zrozumieniu między narodami.
Wydano je już w 22 językach (nawet tak oryginalnych jak: urdu, khmerski, japoński, turecki, węgierski, polski i in.) oraz w nakładzie ponad 10 mln egzemplarzy. Do druku przygotowuje się jeszcze 13 nowych edycji językowych.
Znamienne, że żaden inny przywódca światowy nie może pochwalić się takim dorobkiem, a żadne inne państwo nie ma tak klarownego i tak dostosowanego do realiów ustroju (systemu) polityczno – społecznego, jak Chiny. Na początku 2020 r. w ChRL ukazało się Jego kolejne dzieło nt. polityki zagranicznej. Planowane jest również następne – o nowych jedwabnych szlakach.
Z pierwszej ręki
Prace te zawierają kompleksową i pogłębioną analizę (z pierwszej ręki) chińskich przemian i planów na przyszłość. 19.12.2019 r., na Zamku Królewskim w Warszawie, odbyła się konferencja promocyjna najnowszej wersji polskiej ww. dzieła. Poprzednie konferencje tego rodzaju miały miejsce w Domu Księgarza na Starym Mieście w Warszawie.
Jestem zaszczycony, iż powierzono mi przetłumaczenie na polski ww. dzieł pana prezydenta. Było to zadanie niezwykle odpowiedzialne i trudne zarazem ze względu na specyfikę chińskiej terminologii politycznej, ideologicznej i na konieczność odpowiedniego przełożenia jej na klasyczny język polski. Trzykrotnie przestudiowałem wnikliwie analizowane dzieła – słowo po słowie, zdanie za zdaniem. Starałem się oddać w zrozumiałej polszczyźnie (po polsku a nie po „polskiemu”) całe bogactwo, różnorodność i specyfikę treści owych dzieł.
Opublikowanie w Polsce dzieł prezydenta Chin jest doniosłym i unikalnym wydarzeniem w historii naszych stosunków wzajemnych, poczynając od 1949 r. [3]. Wymienię tylko najważniejsze spośród wyjątkowych okoliczności towarzyszących tym publikacjom. Po pierwsze, parę słów o samym Autorze. Jasne, iż każde słowo wypowiedziane czy napisane przez prezydenta ma wielkie znaczenie nie tylko dla Chińczyków, ale również dla całej ludzkości, łącznie z Polakami.
Z myślami, z filozofią, z polityką
Dlatego dobrze, iż nasi rodacy będą mogli zapoznać się w swym języku ojczystym z myślami, z filozofią, z polityką i – wręcz – z futurologią wyznawaną przez Szanownego Autora. Jest to niezwykle ważne również dlatego, że za Jego słowami idą konkretne czyny oraz wielkie dokonania reformatorskie i rozwojowe narodu i państwa chińskiego oraz całej wspólnoty międzynarodowej. Ciężkim wysiłkiem i wytrwałą nauką Autor zdobył kolosalną wiedzę o ludziach, o życiu, o pracy i o polityce oraz doświadczenie przywódcze. Teraz wykorzystuje to efektywnie dla dobra Chin i całego świata.
Jeszcze za młodu prezydent Xi, syn weterana chińskiego [4], zaznał trudu i znoju ciężkiej pracy w czasie pobytu na wsi (1969 r. – 1975 r.; wieś Liangjiahe, prowincja Shaanxi) w okresie „rewolucji kulturalnej”.
Już wtedy był nazywany (oficjalnie) „wykształconym młodzieńcem” („educated youth”), ale miejscowi wieśniacy mówili o nim „twardy chłopak”. Szybko zyskał ich uznanie i sympatię oraz został wybrany na stanowisko sekretarza wiejskiego komitetu partii. Tak zaczęła się błyskotliwa kariera polityczna pana prezydenta Xi, który nadal wspomina z nostalgią pobyt, pracę i doświadczenia zdobyte na wsi.
Dużo czytał, nawet kiedy pasał tam owce i barany na zboczach gór. W 1975 r. rozpoczął studia na Uniwersytecie Tsinghua w Pekinie (wydział chemii oraz studia podyplomowe i doktorat z prawa). Piął się systematycznie w górę, pracując w terenie (prowincje: Hebei, Fujian, Jiangsu, Zhejiang, miasta: Xiamen, Fuzhou, Ningde, Szanghaj i in.). Stale utrzymywał kontakty i pomagał potrzebującym obywatelom, szanował ich trud i poświęcenie dla kraju oraz wymagał tego od innych.
Chłopi i weterani rewolucji
Dwie grupy społeczne wywarły szczególny wpływ na Jego świadomość i postawę: chłopi i weterani rewolucji. Studiował nieprzerwanie i pisał artykuły w prasie terenowej, zgłaszał nowatorskie pomysły itp.
Już wtedy późniejszy prezydent Xi wykazywał duże zacięcie reformatorskie, np. w zakresie rozwoju gospodarki w delcie rzeki Yangtze, łącznie z Szanghajem. Tam było jego ostatnie stanowisko „w terenie”, po czym został przeniesiony do Centrali. Pracował na odpowiedzialnych stanowiskach w administracji państwowej, we władzach partyjnych i w wojsku (Centralna Komisja Wojskowa).
Jego obecne ww. najwyższe stanowiska w państwie, w partii i w siłach zbrojnych zostały określone na XVIII Zjeździe KPCh (listopad 2012 r.). Tak rozpoczęła się nowa era w jego karierze, w rozwoju i w reformowaniu Chin Ludowych oraz w ich polityce zagranicznej.
Z imieniem prezydenta Xi związane są też ostatnie najnowsze strategiczne przedsięwzięcia oraz plany innowacyjne i modernizacyjne. Jak np. ww. programy na dwa 100-lecia: KPCh (2021 r.) i ChRL (2049 r.), które zmienią jakościowo wizerunek i potencjał tego mocarstwa. Inne wielkie cele strategiczne to: Chińskie Marzenie, koncepcja Pasa i Szlaku, zjednoczenie Tajwanu z Macierzą, plany rozwoju BRICS, SOW, wielobiegunowość, zwalczanie terroryzmu, budowanie nowego harmonijnego ładu światowego i wspólnej (lepszej) przyszłości dla wszystkich ludzi na Ziemi oraz wiele innych inicjatyw globalnych, kontynentalnych i regionalnych. Chiny odnoszą się z jednakim należnym szacunkiem wobec maleńkich państw wyspiarskich na Południowym Pacyfiku (Fidżi, Samoa, Tuvalu, Tonga, Vanuatu, Kiribati i in.), jak też w stosunku do wielkich mocarstw (Rosja, Indie, USA, ASEAN, Unia Europejska, Unia Afrykańska i in.).
Arena międzynarodowa
Pozycja Chin na arenie światowej umacnia się z każdym dniem. Ich aktywność w sferze międzynarodowej kojarzona jest efektywnie z rozwojem i z reformami wewnętrznymi. Obie te sfery działalności wspierają się i pomagają sobie nawzajem. prezydentura Xi Jinpinga przypada na bardzo trudny okres w ewolucji sytuacji międzynarodowej, np. na Bliskim, Środkowym i Dalekim Wschodzie. Ale realizm, rozwaga, spokój i rozsądek strony chińskiej, a jednocześnie jej rosnący potencjał ekonomiczny i militarny, pozwala na skuteczne łagodzenie istniejących napięć i dysproporcji. Dzięki temu nie dochodzi do poważniejszych konfrontacji czy do wybuchu konfliktu globalnego. Świat zawdzięcza już bardzo dużo panu prezydentowi Xi!
Drugim kluczowym wyznacznikiem wyjątkowości wydania dzieł prezydenta Xi po polsku są, naturalnie, same owe dzieła. Nawiązują one do chwalebnych tradycji rozwoju filozofii i piśmiennictwa chińskiego – od czasów Konfucjusza (551 r. – 479 r. p.n.e.) poczynając.
Autor cytuje dość często myśli wybitnych uczonych chińskich, przytacza dosadne i mądre przysłowia ludowe itp. Każdy przywódca chiński, od 1949 r., pozostawił po sobie dzieła wybrane i cenne koncepcje polityczno – ideologiczne. Razem tworzą one podstawy teoretyczne obecnego ustroju ChRL, określanego mianem socjalizmu o specyfice chińskiej w nowej erze i demokracji konsultatywnej (tzw. pionowej). Nie nam oceniać wartość i przydatność tych dzieł i rozwiązań dla współczesności i dla przyszłości. Ale, bez wątpienia, dzieła prezydenta Xi zaliczają się do ścisłej czołówki w tej twórczości.
Ku czemu zmierzają Chiny
Po jej przestudiowaniu, czytelnik łatwiej zrozumie, czym są współczesne Chiny i ku czemu one zmierzają oraz lepiej pozna długą i bogatą historię tego mocarstwa.
Analizowane dzieła pana prezydenta są tworem całościowym i kompleksowym obejmującym wszystkie najważniejsze aspekty rozwoju i reformowania Chin oraz przebudowy świata. Autor nawiązuje do przeszłości, analizuje współczesność i kreśli plany na przyszłość – dla Chin i dla świata.
Pisze o dorobku pozytywnym (np. wkład Chin do cywilizacji światowej, ich pomyślny rozwój społeczno – polityczny itp.) oraz krytykuje zjawiska negatywne (korupcja, bieda, dysproporcje, przerosty gospodarcze i biurokratyczne, hegemonizm, unilateralizm, polityka siłowa i in.). Prezentuje, w ujęciu zrównoważonym, swe poglądy na temat najważniejszych aspektów politycznych, ideologicznych, ekonomicznych, społecznych, ekologicznych, militarnych i międzynarodowych.
Usprawnienia
Występuje kilka głównych wątków i myśli przewodnich w tych rozważaniach: poprawa bytu i bezpieczeństwa obywateli, humanizacja i poszanowanie godności człowieka, usprawnienie funkcjonowania państwa i partii oraz umocnienie państwa prawa, modernizacja i innowacje, wykorzystanie zdobyczy IV rewolucji przemysłowej oraz budowanie nowego wielobiegunowego i sprawiedliwego ładu międzynarodowego na zasadach trwałego pokoju, niezawodnego bezpieczeństwa, wzajemnie korzystnej współpracy („win-win cooperation”) i lepszego jutra dla wszystkich obywateli Ziemi.
Tego typu holistyczna filozofia i analiza praktyki chińskiej, w ujęciu prezydenta Xi, nie ma precedensu w całej historii naszej cywilizacji. Chiny nie narzucają nikomu swoich koncepcji teoretycznych i systemowych rozwiązań praktycznych. Ale chętnie pomogą i podzielą się własnymi doświadczeniami z zainteresowanymi, którzy nie będą musieli „odkrywać Ameryki od nowa”, ani też „wyważać drzwi już otwartych”. Jestem przeświadczony, iż chińskie przesłanie humanistycznego socjalizmu byłoby przydatne dla wszystkich.
Likwidacja patologii i zaniedbań
Realizacja myśli, ocen i propozycji programowych zawartych w analizowanym dziele otworzyłaby przed całą ludzkością drogę ku lepszemu, a przede wszystkim, ku likwidacji patologii i zaniedbań, ku przetrwaniu i obronie życia oraz ku nowym perspektywom rozwojowym i ku budowie lepszej cywilizacji ludzkiej. O to dziś walczymy przede wszystkim. Tyle, w skrócie, o aspektach formalnych.
Jeśli zaś chodzi o kwestie merytoryczne, to dzieła prezydenta Xi zawierają bezcenne walory teoretyczne i praktyczne dla samych Chin oraz dla całego świata. Są to unikalne i nowatorskie wartości wynikające z przemyśleń odnoszących się do starożytnej historii, do nowożytnej współczesności i do lepszej przyszłości naszej cywilizacji. W tym sensie, dzieła prezydenta Xi można zaliczyć bez wahania do grona tzw. wielkich ksiąg ludzkości, które, z reguły, słusznie oceniały ówczesność, trafnie prognozowały przyszłość, ale – niestety – myśli w nich zawarte nie zostały w pełni zrealizowane. Dlatego też jest tak, jak jest. W tym sensie, światłe i nowatorskie dzieła prezydenta Xi każą spojrzeć inaczej, po nowemu, na wielkie problemy Chin i całej ludzkości oraz stanowią źródło inspiracji i nadziei na odnowę, na odrodzenie wszystkich państw i narodów, łącznie z polskim, na ich pokojowe współistnienie oraz na ich konstruktywną i wzajemnie korzystną współpracę.

  1. UA = Unia Afrykańska, BRICS = Stowarzyszenie: Brazylia – Rosja – Indie – Chiny –Afryka Południowa, SOW = Szanghajska Organizacja Współpracy.
  2. W szczególności: dwutomowe „Rządzenie Chinami” wydane po polsku pod tytułami „Innowacyjne Chiny” i „Chińskie Marzenie” (Wydawnictwo Kto jest Kim) i „Zarządzanie Chinami” (Wydawnictwo Marszałek).
  3. Proklamowanie ChRL nastąpiło dnia 01.10.1949 r.; zaś polsko – chińskie stosunki dyplomatyczne zostały ustanowione dnia 05.10.1949 r..
  4. Ojcem prezydenta był Xi Zhongxun, weteran rewolucji i walki narodowo – wyzwoleńczej wyniesiony (po 1949 r.) do godności wicepremiera i, następnie, wicemarszałka (wiceprzewodniczącego) Parlamentu chińskiego.

Polski sukces to zasługa lewicy

30 lat temu zaczęło się reformowanie polskiej gospodarki w warunkach wolnego rynku, konkurencji, realnych kosztów i cen.

Warto zbadać, jak kształtował się produkt krajowy brutto za czasów poszczególnych ekip politycznych sprawujących rządy w Polsce w okresie trzydziestolecia transformacji gospodarczej. Praktycznie wszystkie ekipy realizowały politykę zgodną z nurtem neoliberalnym w ekonomii.
Zgodnie z ustaleniami dokonanymi między siłami politycznymi w Polsce („nasz prezydent, wasz premier”) 12 września 1989 r. powstał nowy rząd. Premierem został Tadeusz Mazowiecki, a wicepremierem i ministrem finansów Leszek Balcerowicz. W ciągu kilku miesięcy przygotowany został pakiet ustaw, regulujących proces reformowania polskiej gospodarki zwany „Planem Balcerowicza”.
Ustawom tym przyświecał duch modnego wówczas w ekonomii neoliberalizmu. Zasada „minimum państwa w gospodarce” – to była nowa religia; wszystko co prywatne było lepsze od państwowego. Zgodnie z tą zasadą przedsiębiorstwa państwowe stały się największym wrogiem dla naszych reformatorów. Druga zasada – już nie pisana – to preferencje dla zagranicy.
Najważniejsze reguły polityki gospodarczej wobec przedsiębiorstw państwowych ustalone pakietem ustaw to: restrykcyjna polityka kredytowa (niezgodnie z zasadą nie działania prawa wstecz zastosowano wysokie oprocentowanie wobec już zaciągniętych kredytów), podatek od ponadnormatywnych wypłat wynagrodzeń który dotyczył tylko przedsiębiorstw państwowych, daleko idąca liberalizacja ceł importowych (czyli preferencje dla dostawców zagranicznych, przedsiębiorstwa krajowe nie wytrzymywały konkurencji). Ustawy te były ukierunkowane na sprywatyzowanie przedsiębiorstw państwowych. Sejm Kontraktowy nie sprzeciwił się temu i uchwalił je 28 grudnia 1989 r a prezydent Wojciech Jaruzelski dbając o to, żeby nie być postrzeganym jako „hamulcowy”, podpisał je bez wahania.

Sądny dzień

Z dniem 1 stycznia 1990 roku rozpoczął się proces przemiany polskiej gospodarki, zwany „transformacją gospodarczą”. Gwałtownie spadł dochód narodowy, Polacy tracili miejsca pracy, zarobki i oszczędności całego życia. Dorobek całych pokoleń które zbudowały potężny przemysł legł w gruzach. Zlikwidowane zostały całe gałęzie przemysłu – elektronika, włókiennictwo, hutnictwo, przemysł stoczniowy. Ideologia i przeświadczenie o własnej nieomylności przyświecały głównemu reformatorowi Leszkowi Balcerowiczowi, który w pierwszych latach transformowania gospodarki nadawał kierunek przemianom. W Polsce w owym czasie panowała specyficzna atmosfera. Nastąpiło pewnego rodzaju odreagowanie po okresie realnego socjalizmu, w którym własność prywatna była dyskryminowana. Było to odwrócenie sytuacji, rodzaj odwetu po okresie poprzednim – własność państwowa znalazła się w niełasce. Sytuacja ta została spotęgowana panującym wówczas neoliberalnym nurtem w ekonomii. Tym częściowo można tłumaczyć nonszalancki stosunek do własności państwowej, który objawiał się brakiem gospodarności i nieracjonalnymi decyzjami.
Panował chaos, doktrynerstwo, uległość wobec zagranicy, beztroska o mienie państwowe i los bezrobotnych. Zaniżano wartość prywatyzowanych przedsiębiorstw, przepłacano doradców zagranicznych (posiadających rzekomo unikalną wiedzę), zwalniano zagraniczne firmy z płacenia podatku dochodowego.
Ekstremalnym, jednostkowym przypadkiem patologii w procesie prywatyzacji była sprzedaż po zaniżonej cenie firmie amerykańskiej, supernowoczesnego Zakładu Produkcji Papieru i Celulozy w Kwidzyniu, przy równoczesnym zwolnieniu nabywcy z płacenia podatku dochodowego.
Duże straty w majątku narodowym spowodował program Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. Zarządzały nimi firmy zagraniczne, które same dokonywały ostatecznych modyfikacji zasad zarządzania tymi Funduszami (gdzie był wtedy nasz rząd?). Po pięciu latach zarządzania tymi Funduszami, zagraniczne firmy zarobiły równowartość połowy wartości prywatyzowanych przedsiębiorstw doprowadzając ponad 400 przedsiębiorstw do bankructwa. 57 przedsiębiorstw zostało wykupionych przez kapitał zagraniczny po ulgowych cenach.
Przedsiębiorstwa zniknęły, a państwo nasze zapłaciło jeszcze za to ogromne kwoty pieniężne, które wypłynęły jako „żywa gotówka” na zagraniczne konta.
Do wyjątkowych patologii należy również zaliczyć likwidację Państwowych Gospodarstw Rolnych. Było to posunięcie wyjątkowo nieprzemyślane i niepotrzebne, zrealizowane wyłącznie z powodów doktrynerskich (czasy premiera Bieleckiego i wicepremiera Balcerowicza). Setki tysięcy ludzi znalazły się poza marginesem życia. To nie tylko bezrobocie, spekulacja państwową ziemią i wydatki państwa na zasiłki. To również niedożywione dzieci, młodzież bez możliwości kształcenia, pijaństwo, kradzieże i morderstwa. W imię czego? W imię „rozwiązań systemowych”.
Przy panującej wówczas w kraju atmosferze, społeczeństwo na ogół akceptowało nawet takie posunięcia władz. Wszystkim przyświecała myśl – forsowana przez rządzących w środkach masowego przekazu – że „teraz wyrzeczenia są potrzebne, po to żeby później było lepiej”.
Znawcy gospodarki jednak byli przekonani, że proces destrukcji poszedł za daleko. Wśród krytyków należy wymienić uznane autorytety, m. in. prof. prof. Witolda Kieżuna, Tadeusza Kowalika, Zdzisława Sadowskiego, Pawła Bożyka, Andrzeja Karpińskiego, Kazimierza Poznańskiego. Oceny rezultatów polskiej transformacji gospodarczej dokonywał też prof. Grzegorz Kołodko. Na szczególną uwagę, ze względu na jednostkową dokumentację procesów prywatyzacyjnych zasługują prace Ryszarda Ślązaka. Były też memoranda przedkładane przez Polską Akademię Nauk i Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.
Niestety, wszystkie te publikacje i wystąpienia były kompletnie nieskuteczne. Realizatorzy przemian gospodarczych byli głusi na głosy rozsądku, a memoranda chowali do szuflady Oczywiście było też wiele publikacji stanowiących apologię przyjętych rozwiązań. Trzeba tu wymienić przede wszystkim Leszka Balcerowicza, Waldemara Kuczyńskiego i wielu innych, którzy byli realizatorami przemian.
Zarzut apologii dotyczy również świata nauki. Mam na myśli np. dużą publikację (799 stron) pracowników naukowych Szkoły Głównej Handlowej „Transformacja systemowa w Polsce” z 2010 roku. Poprawność teoretyczna jak też rzetelność danych statystycznych są tu oczywiście zachowane. Tendencyjność i nierzetelność tej publikacji polega na tym czego jej brakuje. A brakuje prób oceny przebiegu i rezultatów przeprowadzonej transformacji. Jeżeli już są – to same pozytywy lub beznamiętne rozważania teoretyczne. Tak jakby transformacja gospodarcza odbyła się bez kosztów. A przecież społeczne koszty były bardzo wysokie. Żaden z autorów odnoszących się krytycznie do polskiej transformacji nie został w tej publikacji wymieniony. Takich laurek jest zresztą więcej – nie tylko na piśmie ale i w wypowiedziach polityków.
Zadaniem nauki jest zaś przeprowadzenie bilansu zysków i strat naszej przemiany gospodarczej – a nie bezkrytyczna aprobata przyjętych rozwiązań.

Autorzy naszych przemian

W latach 1990 – 93 funkcjonowały cztery rządy: Tadeusza Mazowieckiego (12.09.1989 r – 25.11.1990 r), Jana Krzysztofa Bieleckiego (12.01.1991 r – 5.12.1991 r), Jana Olszewskiego (23.12.1991 r. – 6.06.1992 r) plus 33 dni Waldemara Pawlaka do 10.07.1992 r oraz Hanny Suchockiej (11.07.1992 r – 18.10.1993 r). To 4 – lecie ma jednak cechy wspólne, rzutujące na cały okres polskiej transformacji gospodarczej, zostało więc potraktowane łącznie.
Oprócz Leszka Balcerowicza, wicepremiera i ministra finansów od września 1989 r do grudnia 1991 r., ważne role odgrywali ministrowie przekształceń własnościowych: Waldemar Kuczyński (wrzesień 1990 r – styczeń 1991 r) i Janusz Lewandowski (styczeń 1991 r – grudzień 1991 r oraz lipiec 1992 r – październik 1993 r).
Okres ten cechuje niezwykle gwałtowna, niekorzystna zmiana w gospodarce i poziomie życia społeczeństwa. Spadek produktu krajowego brutto w latach 1990 – 1991 w stosunku do 1989 r wyniósł 22,7 proc., a w całym 4-leciu po minimalnym „odbiciu” od 1992 r, 19,1 proc. Spadek ten był największy spośród krajów naszego regionu które podjęły realizację procesów transformacyjnych.
W latach 1994 – 1997 nastapił pierwszy okres rządów lewicy. Była to koalicja Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Polskiego Stronnictwa Ludowego.
W okresie tym funkcjonowały rządy: Waldemara Pawlaka od października 1993 r do lutego 1995 r, Józefa Oleksego od lutego 1995 r do lutego 1996 r, Włodzimierza Cimoszewicza od lutego 1996 r do października 1997 r.
W tym czasie dużą rolę odgrywał Grzegorz Kołodko, wicepremier i minister finansów. Kołodko opracował „Strategię dla Polski”, której założenia wdrażał w pracy rządu.
Rządząca koalicja podjęła walkę z ostrym kryzysem gospodarki. Efekty są widoczne w wynikach – najlepszych w historii całego 30 – lecia polskiej transformacji gospodarczej. Średnia wzrostu gospodarczego w tym okresie to 8 proc. rocznie, a łączny przyrost PKB to 35,6 proc.
Poziom PKB z 1989 r osiągnięty został w 1996 r. PKB w 1989 r wynosił 11.831,9 mln zł (po denominacji) a w 1996 r po wyłączeniu wzrostu cen 12.144,3 mln zł.
Pod koniec 1997 r rządy objęła Akcja Wyborcza Solidarność. Premierem został Jerzy Buzek (funkcjonował pod przemożnym wpływem Mariana Krzaklewskiego) a wicepremierem i ministrem finansów Leszek Balcerowicz. Ministrem Skarbu Państwa był Emil Wąsacz.
Rząd ten przeprowadzał cztery reformy: administracji terytorialnej, lecznictwa i ochrony zdrowia, ubezpieczeń emerytalnych oraz oświaty i wychowania. W okresie rządów prawicy nastąpiło „schłodzenie „ gospodarki; średnia wzrostu PKB wyniosła 4,7 proc. wobec 8 proc. poprzedniej ekipy.
Rządy AWS wsławiły się bardzo szkodliwym aktem – przekazaniem w ręce zagraniczne całego systemu finansowego. Pod koniec koalicji lewicowej udział obcego kapitału w bankach wynosił 20 proc. Za czasów prawicy udział ten zwiększył się do 75 proc. W rezultacie w tym okresie następowała nie tylko wyprzedaż gospodarki i finansów kapitałowi zagranicznemu, ale też spowolnienie gospodarki.
Rządy AWS zakończyły się klęską w wyborach parlamentarnych 23 września 2001 r. Zaczął się drugi okres rządów lewicy (2002 – 2005). Premierem został Leszek Miller a wicepremierami byli kolejno Grzegorz Kołodko i Jerzy Hausner. Rząd ten próbował odrabiać zaniedbania poprzedniej ekipy. Jego spektakularnym dokonaniem było obniżenie podatku CIT do 19 proc. Leszek Miller złożył rezygnację z urzędu 2 maja 2004 r – dzięń po przyjęciu Polski do Unii Europejskiej. Na premiera desygnowany został Marek Belka. Sprawował funkcję do października 2005 r , do czasu kiedy SLD przegrało wybory parlamentarne.
W tym czasie były dwa lata lepsze (2002 i 2004) i dwa gorsze (2003 i 2005). Średnia wzrostu PKB wynosiła 4,5 proc. a łączny przyrost PKB to 19,3 proc.
Jesień 2005 r to sukces braci Kaczyńskich. Lech został prezydentem a Jarosław jako szef partii desygnował na premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Po ośmiu miesiącach urzędowania spowodowano rezygnację Marcinkiewicza, a premierem został Jarosław Kaczyński.
Koalicję rządową stanowiły PIS, Samoobrona i Liga Polskich Rodzin. „Afera gruntowa” (próba wyeliminowania Andrzeja Leppera) i kilka innych afer spowodowały upadek rządu Jarosława Kaczyńskiego.
Gospodarka „rozpędzona” w czasie rządów poprzedniej ekipy kontynuowała dobrą passę. Sprzyjała temu koniunktura zewnętrzna. Uzyskano bardzo dobre wyniki wzrostu PKB. Średnia za dwa lata to 6,5 proc., a łączny przyrost wyniósł 13.4 proc..
Przyśpieszone wybory parlamentarne jesienią 2007 r wygrała Platforma Obywatelska. Premierem został Donald Tusk, wicepremierem Waldemar Pawlak z PSL. Platforma Obywatelska, tak jak poprzednie rządy kontynuowała politykę neoliberalną nakreśloną przez Leszka Balcerowicza.
W 2011 r Platforma Obywatelska powtórzyła sukces wyborczy. Jej rządy trwały 8 lat – do jesieni 2015 r kiedy bezwzględne zwycięstwo uzyskało Prawo i Sprawiedliwość.
Platforma Obywatelska osiągnęła sukces polityczny. Żadna inna partia w minionym 30 – leciu nie rządziła tak długo. Gorzej z wynikami ekonomicznymi, które były mizerne. W latach 2008 – 2011 średnia wzrostu PKB wynosiła 3,8 proc., a w latach 2012 – 2015 3,2 proc. Łączny przyrost PKB wyniósł odpowiednio 16,1 proc. i 13,2 proc.
Należy jednak zauważyć, że rządy PO przypadły na okres światowego kryzysu ekonomicznego. Spadek PKB w krajach europejskich dotyczył w szczególności 2009 r. Przyjmując za 100 dane z roku 2008 , dane dla 2009 r wynoszą np.: Niemcy 94,9; Francja 97,3; Włochy 94,8; Czechy 95,9; Rosja 92,1; Słowacja 95,2; Węgry 93,3; Ukraina 84,9.
Tylko Polska (101,6) i Białoruś (100,2) nie wykazały w 2009 r spadku PKB. Znane ogólnie jest powiedzenie, że Polska była „zieloną wyspą” na mapie Europy.
W 2010 r już tylko Grecja (96,5), Irlandia (99,6), Łotwa (99,7), Rumunia (98,4) i Hiszpania (99,9 wykazują spadki; pozostałe kraje europejskie mają wzrosty (największy Białoruś 107,6).
Rok 2015 to podwójna wygrana PiS – zarówno w wyborach prezydenckich jak i parlamentarnych. Rządy PIS to przede wszystkim olbrzymi program socjalny: 500 plus i inne świadczenia. Jak dotychczas program ten nie przeszkadza w osiąganiu w miarę przyzwoitych wyników wzrostu gospodarczego. Jeszcze nie skończył się bieżący rok ale można przyjąć szacunek wzrostu PKB w 2019 r wynoszący 4,0 proc. W rezultacie mamy średnią za 4 lata 4,3 proc. oraz łączny przyrost PKB w okresie 4 – letnim w wysokości 18,0 proc. Należy zauważyć, że wynikom tym pomogła dobra koniunktura w światowej gospodarce.
W latach 1994 – 2019 dają się zauważyć dwa okresy. W latach 1994 – 2007 wzrost PKB jest generalnie wyższy niż w okresie 2008 – 2019. Najgorszy wynik z lat 1994 – 2007 jest lepszy niż najlepszy wynik z lat 2008 – 2019.

Nie jesteśmy liderem

Jak wszystkie dane statystyczne, zaprezentowane wyniki są obarczone pewnym błędem. Chodzi o to, żeby ten błąd nie był znaczący. W roku wyborczym dane dla ostatnich miesięcy roku są zaliczane do rezultatów ekipy ustępującej. Wydaje się jednak, że nie jest to znaczące przekłamanie. Wpływ danej ekipy na gospodarkę nie przychodzi bowiem następnego dnia po wygranych wyborach.
W pewnym sensie dotyczy to również całych okresów sprawowania władzy przez daną ekipę, a zwłaszcza pierwszych miesięcy lub lat. Nierzadko wysiłki tej ekipy przynoszą efekty z opóźnieniem i konsumuje je ekipa następna. I odwrotnie – to co popsuła dana ekipa, następna musi naprawiać i uzyskuje wyniki gorsze niż miara ich wysiłków.
I jeszcze jedna uwaga. Mówi się o „przeklętym cyklu wyborczym”; u nas co 4 lata. Sprawująca rządy ekipa dąży do utrzymania władzy i w imię tego – chcąc pozyskać głosy wyborców – podejmuje działania niekorzystne z punktu widzenia długofalowego rozwoju kraju.
W licznych wypowiedziach polityków nierzadko formułuje się opinie, że spadek PKB w pierwszych dwóch latach transformacji wśród krajów naszego regionu był najniższy w Polsce. Dane tego nie potwierdzają.
Spadek PKB w Polsce w 1990 roku jest największy spośród prezentowanych krajów; w następnej kolejności są: Bułgaria, Estonia, Litwa, Rumunia, Ukraina, Rosja, Węgry, Słowacja. Łotwa osiąga nawet wzrost. Dopiero w 1991 r wyższy niż Polska spadek PKB wykazują: Słowacja, Litwa, Rumunia, Bułgaria, Ukraina, Węgry. Powód prawdopodobnie jest taki, że w tych krajach „rozmach transformacyjny” nastąpił z pewnym opóźnieniem w stosunku do Polski. Biorąc pod uwagę obydwa lata 1990 i 1991 to jednak Polska jest liderem spadków.
Interesujące rzeczy dzieją się w następnych latach. Podczas gdy Polska w każdym roku – począwszy od 1992 aż do chwili obecnej – wykazuje ciągły (mniejszy lub większy) wzrost, to w innych krajach występują całe ciągi lat spadków. Najbardziej dotyczy to Ukrainy i Rosji, potem Litwy, Estonii, Łotwy, Białorusi, Węgier.
Bezspornym liderem wzrostu jest więc Polska, chociaż zbliżone wyniki prezentuje Słowacja, a następnie Słowenia i Czechy.

Najgorsze rezultaty ma Ukraina

Na czym polega fenomen Polski? Realizatorzy „terapii szokowej” są skłonni sobie przypisać tę zasługę. Ale trudno chyba udowadniać, że oddawanie za bezcen firmom zagranicznym dobrze prosperujących polskich przedsiębiorstw (a było to zjawisko nagminne) lub kompletne fiasko Programu Powszechnej Prywatyzacji przyczyniło się do takiego wzrostu PKB.
Należy zauważyć, że w czasach realnego socjalizmu, tylko w Polsce sektor prywatny odgrywał znaczącą rolę. Wytwarzano w nim ok. 20 proc. PKB, a więc zaplecze i doświadczenia ludzkie już były zakorzenione.
Drugim czynnikiem może być to, że w Polsce pracowano nad reformą gospodarczą już wiele lat przed rozpoczęciem procesu transformacji (od początku lat osiemdziesiątych) i społeczeństwo wkomponowało się łatwiej niż w innych krajach w zasady gospodarki rynkowej. Tak czy inaczej, o tym „odbiciu” polskiej gospodarki zadecydowała przedsiębiorczość i aktywność Polaków, ich kreatywność i zdolność dostosowania do zmieniających się warunków.
PKB nie jest jednak dobrym miernikiem poziomu życia społeczeństwa danego kraju. Daleko lepszym jest PKB według parytetu siły nabywczej na 1 mieszkańca. Tu kraje naszego regionu osiągnęły duże wzrosty. Większość z nich osiąga dochód per capita w przedziale 25 – 35 tysięcy dolarów; mniejsze dochody ma Białoruś i Bułgaria, a najniższe Ukraina.
Polska nie jest liderem – wyższe dochody mają Czechy, Słowenia, Słowacja, Litwa, Estonia. Dochód na głowę w Polsce stanowi 67,7 proc. dochodów Francji; 57,3 proc. Niemiec, 48,8 proc. USA; 67,1 proc. Japonii; 28,1 proc. Luksemburga.

Kołodko w „Zdaniu”

Sympatyczną i pouczającą praktyką „Zdania” są wywiady Trzech na jednego polegające na kierowaniu przez trzech redaktorów dociekliwych pytań do znanej i ważnej osobistości.

Tym razem, w bieżącym numerze 3-4 (182-183) 2019 adresatem pytań jest prof. dr hab. Grzegorz Kołodko- w przeszłości wicepremier i minister finansów w trzech rządach- a obecnie-najbardziej znany w świecie i najczęściej cytowany polski ekonomista.
W czasie niedawnego spotkania w warszawskim Klubie Księgarza redaktorzy, współpracownicy i czytelnicy „Zdania” mieli możność wysłuchania dodatkowych komentarzy prof. Kołodki i zadawania kolejnych pytań.
Dla wielu czytelników szczególnie interesująca była charakterystyka różnicy pomiędzy planem Balcerowicza a polityką gospodarczą formułowaną i realizowaną przez prof. Kołodkę. Na łamach „Zdania” prof. Kołodko stwierdza: „Zmierzaliśmy konsekwentnie w kierunku urynkowienia gospodarki, podkreślając imperatyw nadania jej charakteru społecznego. Bardzo mocno jako ekonomista-teoretyk, ale wówczas już praktyk, podkreślałem aspekt instytucjonalny, przedtem lekceważony. Z jednej strony chcieliśmy inaczej rozłożyć koszty transformacji, zarazem je minimalizując, z drugiej natomiast też inaczej, bo sprawiedliwiej dzielić jej coraz obficiej pojawiające się owoce. I to nie była tylko retoryka, skoro rzecznicy grup interesów związanych z neoliberalnym nurtem, z „Gazetą Wyborczą” na czele, napadali na nas bez przerwy. Naruszyliśmy bowiem ich interesy. Neoliberalizm, najkrócej ujmując, to system i polityka gospodarcza, która poprzez określoną deregulację i manipulacje fiskalne sprzyja wzbogaceniu nielicznych kosztem większości. Linia Strategii dla Polski natomiast tworzyła przyczółki społecznej gospodarki rynkowej. Temu służyły nasze reformy dochodowe i fiskalne, komercjalizacja przedsiębiorstw państwowych, konsolidacja sektora bankowego, sterowane otwieranie się na zewnętrzne kontakty finansowe i handlowe. A więc robiliśmy to zasadniczo inaczej niż nasi neoliberalni koledzy.”
Obecnie po powrocie lewicy do parlamentu potrzebne jest wypracowanie polityki gospodarczej odpowiadającej potrzebom społecznym oraz aktualnym realiom integracji europejskiej i globalizacji. Sądzę,że bardzo pomocny w tym wypracowywaniu będzie cytowany wywiad oraz książki prof. Kołodki.

Nowe szanse węglem pisane

Węgiel, przez dłuższy okres czasu, był jednym z największych skarbów narodu polskiego.

Znaczenie węgla na polskim terytorium, było szczególnie duże, po odzyskaniu przez naród polski niepodległości w 1918 roku. Kopalnie węgla, głównie na odzyskanym przez naród polski Śląsku, po I wojnie światowej, należące z reguły do zagranicznego kapitału, były też w dużej mierze ważną podstawą narodowych sukcesów Polek i Polaków, w okresie odbudowywania swojej ojczyzny po długim czasie niewoli narodowej suwerennej i znaczącej państwowości polskiej. Działo się tak mimo to, że do naszej ojczyzny, powróciła tylko część pra starych ziem polskich, po I wojnie światowej. Natomiast po II wojnie światowej, zasoby węgla, w o wiele większym zakresie niż po I wojnie światowej, znalazły się na terytorium odrodzonej ,polskiej państwowości. Na dodatek, wszystkie kopalnie na tradycyjnych terenach górniczych i w innych rejonach polskich, w których stały się własnością państwową, przynosząca pożytek narodowi polskiemu. Górnictwo śląskie, stało się też w tej sytuacji ważnym elementem odbudowy i rozwoju państwowości polskiej, w tym wniosło ono znaczny wkład w odbudowę zniszczonej całkowicie przez okupanta, stolicy polskiej. Jednakże w latach 1949-1956, kiedy do władzy w Polsce doszła wyjątkowo anty narodowa, kompradorska elita rządząca, znaczna część wydobytego w polskich kopalniach węgla, eksportowana była do Związku Radzieckiego, po cenach znacznie niższych, niż ceny światowe. Po 1956 roku, górnictwo polskie wnosiło natomiast znaczący wkład do gospodarki naszej ojczyzny. Jednakże w ostatnich dziesięcioleciach, wytwarzanie energii elektrycznej przez elektrownie węglowe, stanowiące podstawę energetyki naszego kraju, radykalnie przyczyniły się do pogorszenia powietrza, którym wszyscy w naszej ojczyźnie oddychamy. Natomiast w ramach funkcjonowania Polski w Unii Europejskiej, zmuszeni jesteśmy z tego tytułu, płacić znaczne kary, które ciężkim brzemieniem kładą się na całość naszej gospodarki, nie mówiąc już o tym, że pogarszają i tak w dużej mierze, zatrute powietrze w naszej obczyźnie. Nasz skarb w postaci węgla, w tej sytuacji w znacznym stopniu utracił znaczenie nie tylko narodowego skarbu, ale stał się też przyczyną zagrożeń naszej atmosfery, ale pogarszał i pogarsza nadal bilans przychodów i strat naszego dochodu narodowego. W tej sytuacji wszelkie możliwości innego, niż tradycyjne zagospodarowania zasobów węgla, nabiera w naszej ojczyźnie wielkiego znaczenia. Dlatego też propozycje z tego zakresu, powinny być szczególnie uważnie studiowane i wyciągane z nich daleko idące wnioski, posiadające fundamentalne znaczenie dla pomyślnych perspektyw rozwojowych naszego narodu.

Nowa szansa uczynienia z węgla ważnej podstawy narodowej pomyślności Polek i Polaków

Już w czasie II wojny światowej, hitlerowskie Niemcy, gdy znalazły się w obliczu ogromnych trudności, związanych z deficytem paliw, potrzebnych dla ich dywizji pancernych i całego transportu obsługującego potrzeby gospodarki Niemiec szukały nowych sposobów rozwiązania tego deficytu. Już wówczas na szeroką skalę, oraz różnymi sposobami zaczęto używać węgla dla produkcji syntetycznego paliwa. Po II wojnie światowej, kontynuowano eksperymenty i rozwiązania z tego zakresu, stosując metodę Fischera – Tchropsa, ale choć dawała ona dość duże ilości syntetycznego paliwa, to w szerokim zakresie zatruwała środowisko oraz była i nadal jest bardzo kosztowna. Współcześnie istnieją oparte o tą metodę, ale tez inne technologie, całe linie technologiczne, głównie w Afryce Południowej, ale też w innych rejonach świata, w ramach których produkuje się paliwo syntetyczne z węgla. Jednakże ogromna wadą tej produkcji, której nie udało się dotąd przezwyciężyć, jest to, że w jej ramach produkując paliwo, produkuje się też na szeroką skalę CO2 i NOx, które skutecznie zatruwają atmosferę. Mimo wielokrotnych prób i stosowanych sposobów, tej wady produkcji paliw syntetycznych, nigdzie na świecie nie udało się dotąd zlikwidować. Na tym tle, wyróżnia się nowa propozycja produkcji paliw syntetycznych i zarazem energii elektrycznej, opracowana przez prof. dr hab. Zbigniewa Wrzesińskiego, czynnego profesora Politechniki Warszawskiej, która daje możliwość wyprodukowania zarówno dużej ilości paliwa syntetycznego, jak też energii elektrycznej, całkowicie i skutecznie eliminując dotychczasowy produkt uboczny takiej produkcji, w postaci zatruwania atmosfery w postaci CO2 i NOx. Propozycja patentowa z tego zakresu, zgłoszona została na podstawie wniosku prof. dr hab. Z. Wrzesińskiego, przez Biuro Radców Patentowych Polservice, do Polskiego Urzędu Patentowego i zarejestrowana pod numerem PCT/PL2018/050057, tym samym, wspomniany wniosek patentowy, zgłoszony wspólnie przez prof. dr hab. Z. Wrzesińskiego i Fundację Innowacja, objęty został ochroną prawną, w skali wewnętrznej i międzynarodowej, zarówno europejskiej, jak i światowej. Wniosek powyższy , został poddany wewnętrznym recenzjom opiniom i choć – jak zwykle w takich wypadkach, zgłoszono wobec niego liczne uwagi-nie odrzucono go i sprawa jest nadal rozpatrywana, jako ważny projekt patentowy objęty polską i światową ochroną. Znaczenie tego projektu patentowego, jest szczególnie duże, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wspomniany projekt patentowy, w przeciwieństwie do wszystkich projektów dotychczasowych, całkowicie eliminuje zatruwanie środowiska i daje szanse na wielkie możliwości, równoległego produkowania przez ten sam kombinat wytwórczy, zarówno dużej ilości paliw syntetycznych, jak i energii elektrycznej. W warunkach polskich, wdrożenie takiego projektu, otwiera przed naszą ojczyzna możliwości, równoległego rozwiązania problemu deficytu energii elektrycznej, jak i uzyskania takiej ilości paliw syntetycznych, które całkowicie uniezależniały by nasz kraj, od potrzeby sprowadzania paliw syntetycznych, które to zjawisko kładzie się cieniem i dużym ciężarem na całość gospodarki naszej ojczyzny we współczesnym okresie czasu.

Możliwości, koszty i harmonogram uruchomienia proponowanego przedsięwzięcia

Najważniejszym elementem uruchomienia całego przedsięwzięcia, jest przygotowanie studium jego wykonalności. Przy tym należy w tym zakresie wyróżnić wstępne studium wykonalności projektu, które może wykonać zespół badawczy, powołany pod kierownictwem prof. Z. Wrzesińskiego w ciągu 12 miesięcy od zlecenia jego wykonania. Taki wstępny projekt, może ten zespól wykonać w ciągu roku i jego koszty szacuje się na 1 milion dolarów amerykańskich. Pełne studium wykonalności, wymaga pracy zespołu przez 2 lata i przewidywane jego koszty, wynosić będą ok. 4 milionów dolarów amerykańskich. Na podstawie wspomnianego studium wykonalności, można będzie dopiero wykonać projekt techniczny kombinatu paliwowo-energetycznego, którego koszty zaprojektowania szacuje się na 50 milinów dolarów amerykańskich a czas wykonania, 3 lata od posiadania pełnego studium wykonalności. Na podstawie obu wstępnych dokumentów, (wstępnego i pełnego projektu wykonalności) można będzie zrealizować przedsięwzięcie w ciągu 5 lat a pełny koszt wybudowania kombinatu paliwowo-energetycznego, na 200 (MWe) megawat szacuje się na 5 miliardów dolarów. Natomiast zapewnienie jego do pełnej zdolności produkcyjnej na następnych 4-5 lat od rozpoczęcia prac nad wstępnym projektem wykonalności Zakłada się, że taki kombinat dawał będzie rocznie 200 MWe (megawat energii elektrycznej) i 4,63 milionów ton paliwa rocznie. Czas zwrócenia kosztów inwestycji wyniesie 5 lat . Roczny prognozowany zysk ze sprzedaży metanolu to miliard dolarów. Zwrot kosztów inwestycji od zakończenia budowy w ciągu siedmiu lat
Alternatywnie, należy przewidywać, że przy budowanym kombinacie paliwowo-energetycznym o mocy 3000 MWe rocznie, przy kosztach jego budowy szacowanych na 50 miliardów dolarów, elektrownia węglowa będąca elementem kombinatu może osiągnąć ze sprzedaży tlenku węgla 2 miliardy dolarów rocznie (z czego czystego zysku 400 milionów dolarów rocznie) a ze sprzedaży energii elektrycznej 854 miliony dolarów rocznie (z czego zysk 170 milionów dolarów rocznie). Natomiast przychód roczny ze sprzedaży paliw syntetycznych, wynosiłby 50 miliardów dolarów rocznie, (z czego zysk 10 miliardów dolarów rocznie). Zwrot inwestycji w ciąg siedmiu lat od zakończenia inwestycji.
Projekt techniczny, zarówno kombinatu na 200 MWe ( megawatów elektrycznych), jak i na 3000 MWe, będzie towarem rynkowym, który można sprzedać licznym krajom, posiadającym zasoby węgla i deficyt w zakresie paliw. Za taki sprzedawany zagranice projekt można przewidywać opłatę w wysokości 30-50 milionów dolarów i 2 proc. od wartości produkcji rocznie przez 10 lat. Tą drogą można uzyskać zwrot kosztów, już we wstępnej fazie realizacji tego przedsięwzięcia i długoterminowe zyski.
Inicjatorzy przedsięwzięcia i współwłaściciele patentu, proponują powołanie senackiej komisji do zbadania propozycji i po ocenie całokształtu projektu, powołanie państwowo-prywatnego przedsiębiorstwa, realizacji całego przedsięwzięcia w formie spółki akcyjnej. Proponuje się też na posiedzeniu senackiej komisji do spraw nauki, rozpatrzenie założeń proponowanego projektu. W skład komisji opiniującej walory i słabości zgłoszonej propozycji, powinni zostać powołani polscy i zagraniczni przedstawiciele świata nauki, którzy zaopiniują propozycję, na podstawie udostępnionych im szczegółów patentowych, przy pełnym podjęciu zobowiązania do uszanowania autorskich praw, właścicieli projektu patentowego. Przedsiębiorstwo( przedsiębiorstwa) takie mogłoby posiadać charakter spółki akcyjnej, która przez sprzedaż akcji, zgromadzi odpowiednie środki niezbędne do realizacji proponowanego przedsięwzięcia. W trakcie realizacji przedsięwzięcia, zarówno na etapie rozpatrywania przez organa Senatu, jak i powołane do tego ciała kolektywne, powinno zostać w pełni zabezpieczone nienaruszenie praw autorskich właścicieli wniosku patentowego.

Prof. dr hab. Wojciech Pomykało jest prezesem Fundacji Innowacja.

Chiny i świat – wspólnie ku przyszłości

Artykuł napisany z okazji publikacji białej księgi „Chiny i świat w Nowej Erze”

W tym roku obchodzimy 70. rocznicę proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej. Na przestrzeni tych lat Chiny osiągnęły historyczny sukces, a uwaga świata w ogromnym stopniu, jak nigdy dotąd, została skierowana na Państwo Środka. Niedawno rząd chiński opublikował białą księgę: „Chiny i świat w Nowej Erze”, w której metodycznie przedstawiono zagadnienia dotyczące sukcesów, drogi i kierunków rozwoju Chin. Księga ta zgłębia kwestie relacji między Chinami a światem i stanowi ważny przewodnik dla innych krajów, ukazujący w sposób wszechstronny, wieloaspektowy i szeroki wiedzę o Państwie Środka. Chciałbym podzielić się z polskimi przyjaciółmi kluczowymi zagadnieniami białej księgi.

1. Sukces Chin wynika z prawidłowo obranej ścieżki rozwoju i przewodnictwa Komunistycznej Partii Chin

Przez ostatnie 70 lat pod przewodnictwem Komunistycznej Partii Chin obywatele chińscy osiągnęli sukces wytyczając ścieżkę socjalizmu o chińskiej charakterystyce. Osiągnięcia w rozwoju, na które skierowane są oczy świata, wynikają z własnej, ciężkiej i wykonywanej mimo przeciwności pracy. Chiny stały się drugą gospodarką świata i jedynym krajem na kuli ziemskiej, który posiada wszystkie rodzaje branż przemysłowych wymienione w klasyfikacji gospodarczej Organizacji Narodów Zjednoczonych. Życie codzienne obywateli uległo znacznej poprawie i podąża w stronę umiarkowanego dobrobytu. Pozycja międzynarodowa i międzynarodowe wpływy Chin wyraźnie rosną, co pozwala na aktywną obecność Państwa Środka na arenie międzynarodowej. Chiny nie kopiowały bezkrytycznie zachodniego modelu rozwoju. Połączyły natomiast rzeczywistą sytuację Państwa Środka z wnioskami wyciągniętymi z doświadczeń oraz z historii ludzkiej cywilizacji. Kroczą własną ścieżką, a faktyczny stan rzeczy jest dowodem na to, że naród chiński obrał właściwą drogę.
Podstawowym źródłem sukcesu Chin jest przewodnictwo KPCh. KPCh nie ustaje w wysiłkach na rzecz dobrobytu obywateli Chin, na rzecz odrodzenia narodowego oraz na rzecz pokojowego rozwoju ludzkości. Stale wzmacnia koncepcje samotworzenia, rozwoju z duchem czasu i otwarcia, utrzymuje również stabilność, postępowość i świeżość myśli. Zdolności do długoterminowego i strategicznego planowania rozwoju kraju oraz do implementowania określonej polityki, pozwoliły wprowadzić obywateli Chin na ścieżkę nieustannego postępu w budowie kraju.

2. Rozwój Chin jest szansą dla świata

Chiny mają największy wkład we wzrost globalnej gospodarki. Od 2013 do 2018 roku procentowy średni wkład Państwa Środka we wzrost światowej gospodarki wyniósł 28.1%. Chińska gospodarka jest silnie skorelowana gospodarka globalną. Chiny, w których gospodarka jest stabilna, w których jakość rozwoju ekonomicznego będzie się poprawiać, które mają obiecujące perspektywy wzrostu, przyniosą długofalowe korzyści dla rozwoju gospodarczego świata.
Chiny nieprzerwanie realizują strategię uzyskiwania wzajemnych korzyści, tak by każdy kraj miał więcej okazji do otrzymania „chińskich zysków”. W Chinach mieszka prawie 1.4 mld osób. Zaróbki 400 mln z nich pozwalają na zaliczenie ich do klasy średniej. Ogromny popyt generowany przez konsumentów tworzy wielki rynek dla różnych krajów na świecie. Państwo Środka może poszczycić się wieloma utalentowanymi osobami, nieustanie ulepszanym środowiskiem biznesowym, jak również coraz większą przestrzenią dla producentów i inwestorów zagranicznych. Chińskie przedsiębiorstwa biorą aktywny udział w konkurencji i współpracy międzynarodowej, pogłębiają światową działalność handlowo-inwestycyjną oraz mają wkład w pobudzanie wzrostu gospodarczego w kraju, w którym prowadzą działalność, jak również w lokalne zwiększanie zatrudnienia. Chiny aktywnie opowiadają się za światem kroczącym w stronę innowacji technologicznych, tak by rozwój technologiczny i innowacje przyniosły globalne korzyści oraz tak by jeszcze więcej osób mogło cieszyć się ułatwieniami i dobrodziejstwami płynącymi z technologii.

3. Stworzenie wspólnej przyszłości dla całej ludzkości

Dziś świat stoi w obliczu największych od 100 lat zmian. Kwestie związane z relacjami między mocarstwami, porządkiem międzynarodowym, myśleniem społecznym, globalnymi rządami przechodzą głębokie przekształcenia, a niestabilność i niepewność sytuacji światowej z każdym dniem staje się coraz bardziej widoczna. Mierząc się z obecnymi problemami związanymi z zarządzaniem społeczeństwem ludzkim oraz trudnościami w jego rozwoju, Chiny zaproponowały stworzenie wspólnej przyszłości dla całej ludzkości, tworząc tym samym nową możliwość wyboru na drodze rozwoju ludzkości. Na płaszczyźnie politycznej Chiny opowiadają się za wzajemnym szacunkiem i równością w negocjacjach. Stanowczo stają po stronie porzucenia zimnowojennej mentalności i polityki siły. Popierają stworzenie nowego modelu relacji międzynarodowych poprzez podążanie drogą dialogu bez konfrontacji i partnerstwa zamiast zamkniętych sojuszy. Na płaszczyźnie bezpieczeństwa Chiny stale opowiadają się za rozwiązywaniem konfliktów poprzez dialog, łagodzeniem sporów poprzez negocjacje, koordynowaniem reakcji na tradycyjne i nietradycyjne zagrożenia bezpieczeństwa oraz sprzeciwiają się wszelkiego rodzaju terroryzmowi. Na płaszczyźnie ekonomicznej, Państwo Środka opowiada się za wzajemną pomocą, postępem w liberalizacji i ułatwieniach w handlu i inwestycjach, jak również propagowaniem globalizacji gospodarki, której to rozwój skierowany jest ku otwarciu, tolerancji, zintegrowaniu, zrównoważeniu i przyniesieniu korzyści dla wszystkich. Na płaszczyźnie kulturowej Chiny opowiadają się za szacunkiem dla różnorodności na świecie, za wyjaśnianiem nieporozumień międzykulturowych poprzez wymianę kulturową, za rozwiązywaniem sporów kulturowych poprzez wzajemną naukę, za pokonaniem poczucia wyższości poprzez współistnienie kultur. Na płaszczyźnie ekologii Państwo Środka opowiada się za postawami przyjaznymi środowisku, za współpracą w zakresie reakcji na zmiany klimatu oraz za ochroną planety, od której to zależy przetrwanie ludzkości.
Inicjatywa „Pasa i szlaku” jest praktyczną platformą urzeczywistniającą ideę wspólnej przyszłości dla całej ludzkości, jest zarówno „łodzią” jak i „mostem” dla wartości szerzących pokój i rozwój na świecie. Chiny będą stać na straży zasady osiągania wspólnego wzrostu poprzez dyskusje i współpracę, wspierać koncepcje otwartości, ekologii i rzetelności. Państwo Środka będzie wprowadzać wysokie standardy, poprawiać poziom życia i wyznaczać zrównoważone cele. Ponadto będzie promować wspólną pracę nad wysokiej jakości rozwojem inicjatywy „Pasa i Szlaku”, aż sama budowa „Pasa i Szlaku” stanie się drogą pokoju, dobrobytu, otwartości, ekologii, innowacyjności, kultury, a dla świata będzie oznaczać stworzenie szansy rozwoju i pozwoli większej liczbie osób cieszyć się lepszym życiem.

4. Wspieranie pokojowego rozwoju i rozszerzanie relacji partnerskich

Nie można oddzielić rozwoju Chin od świata, nie można również mówić o pokojowym rozwoju i stabilnym dobrobycie świata bez Chin. Państwo Środka stanowczo kroczy pokojową ścieżką rozwoju. Bez względu na wszelkie zmiany w sytuacji międzynarodowej oraz na dalszy kierunek własnego rozwoju, Chiny nigdy nie będą dążyć do roli hegemona, czy też tworzenia i rozszerzania stref wpływów. Jest to stanowczy i niezmienny wybór dokonany przez Chiny, tak również brzmi złożona przez nie uroczysta obietnica. Państwo Środka ma nadzieję, że każdy kraj na świecie podąży drogą pokojowego rozwoju, bo tylko w ten sposób państwa mogą wspólnie się rozwijać i żyć w pokoju.
Rozszerzanie relacji partnerskich jest ważnym kierunkiem w polityce chińskiej. Chiny stanowczo podążają nową drogą opierających się na dialogu bez konfrontacji i partnerstwie zamiast zamkniętych sojuszy relacji między krajami. Państwo Środka będzie pracować nad stworzeniem założeń ramowych dla stosunków z dużymi krajami, które to założenia opierać się będą na ogólnej stabilności i zrównoważonym rozwoju. Chiny będą dążyć do pogłębienia relacji z sąsiadami oraz wzmocnienia solidarności i współpracy z innymi krajami rozwijającymi się. Stosunki chińsko-amerykańskie są jednymi z najważniejszych na świecie pośród stosunków bilateralnych, a współpraca między tymi państwami jest jedynym słusznym wyborem. Tylko poprzez zapewnienie uzyskiwania wzajemnych korzyści można kroczyć ku przyszłości. Stany Zjednoczone powinny poszerzyć perspektywę i racjonalnie spojrzeć na stosunki między dwoma krajami. Chiny nie chcą rzucać wyzwań Stanom Zjednoczonym, nie chcą również ich zastąpić. Stany Zjednoczone nie mogą kontrolować Chin, a tym bardziej powstrzymać ich rozwoju. Duże kraje istnieją, gdyż dostosowują się do szybkiego rozwoju innych krajów i harmonijne współistnieją ze światem zewnętrznym. Chiny pragną wraz ze Stanami Zjednoczonymi podejmować wysiłki i ramię w ramię starać się by harmonia, współpraca i stabilność stały się motywem przewodnim stosunków chińsko-amerykańskich, a dobrobyt w obu krajach i na świecie stale rósł.
Europa jest ważnym obszarem na współczesnej mapie świata, a stosunki między Chinami a wieloma krajami europejskimi mają status wszechstronnego partnerstwa strategicznego. Państwo Środka angażuje się w kształtowanie partnerstwa z państwami Europy w 4 aspektach, tj. pokoju, wzrostu, reform i kultury oraz pracuje nad wzrostem globalnego znaczenia wszechstronnego partnerstwa strategicznego między Chinami i krajami Europy. Państwo Środka popiera proces integracji europejskiej oraz jedność i wzrost znaczenia Unii Europejskiej. Chiny wspierają Europę w rozszerzaniu swej roli na arenie międzynarodowej. Państwo Środka i Europa podejmą kolejne kroki w celu pogłębienia współpracy, będą wspólnie chronić multilateralizmu, by zapewnić światu więcej czynników stabilizujących.
Państwo Środka będzie w dalszym ciągu wspierać multilateralizm, bronić sprawiedliwości i równości międzynarodowej. Będzie wraz z innymi krajami promować praworządność oraz demokratyzację i racjonalizację stosunków międzynarodowych. Będzie aktywnie uczestniczyć w reformowaniu i kształtowaniu systemu globalnych rządów oraz na bieżąco podsumowywać praktyki i doświadczenia związane z rządami na szczeblu krajowym. Będzie dalej zgłębiać pozytywne aspekty „modus operandi” chińskiej kultury, koncepcje rządów oraz problemy obecnej epoki. Podejmie również wysiłki by chińska wiedza, doświadczenie i siła miała wkład w udoskonalanie globalnych rządów.
Chiny Nowej Ery podążają ścieżką socjalizmu o chińskiej charakterystyce zachowując determinację, która nie ulegnie zmianie. Nie zniknie ona na płaszczyźnie chęci do wspólnej nauki i współpracy z innymi państwami na zasadach wzajemnych korzyści. Nie zniknie również determinacja do tego, by iść naprzód, ku przyszłości, razem z całym światem. Państwo Środka zwraca się do świata z jeszcze większa otwartością i tolerancją, będzie kształtować pozytywne zależności oraz działać na rzecz postępu i dobrobytu w Chinach i na świecie. Przyszłe losy wszystkich państw jeszcze nigdy nie były ze sobą tak ściśle związane. Stworzenie wspólnej przyszłości dla całej ludzkości jest możliwe, gdy zjednoczeni będziemy kierować się wspólnymi celami, dzielić się możliwościami i wspólnie stawiać czoła wyzwaniom. W ten sposób możemy stworzyć świat piękniejszym i kroczyć w kierunku świetlanej przyszłości.
Liu Guangyuan jest ambasadorem Chińskiej Republiki Ludowej w Rzeczpospolitej Polskiej