Polski sukces to zasługa lewicy

30 lat temu zaczęło się reformowanie polskiej gospodarki w warunkach wolnego rynku, konkurencji, realnych kosztów i cen.

Warto zbadać, jak kształtował się produkt krajowy brutto za czasów poszczególnych ekip politycznych sprawujących rządy w Polsce w okresie trzydziestolecia transformacji gospodarczej. Praktycznie wszystkie ekipy realizowały politykę zgodną z nurtem neoliberalnym w ekonomii.
Zgodnie z ustaleniami dokonanymi między siłami politycznymi w Polsce („nasz prezydent, wasz premier”) 12 września 1989 r. powstał nowy rząd. Premierem został Tadeusz Mazowiecki, a wicepremierem i ministrem finansów Leszek Balcerowicz. W ciągu kilku miesięcy przygotowany został pakiet ustaw, regulujących proces reformowania polskiej gospodarki zwany „Planem Balcerowicza”.
Ustawom tym przyświecał duch modnego wówczas w ekonomii neoliberalizmu. Zasada „minimum państwa w gospodarce” – to była nowa religia; wszystko co prywatne było lepsze od państwowego. Zgodnie z tą zasadą przedsiębiorstwa państwowe stały się największym wrogiem dla naszych reformatorów. Druga zasada – już nie pisana – to preferencje dla zagranicy.
Najważniejsze reguły polityki gospodarczej wobec przedsiębiorstw państwowych ustalone pakietem ustaw to: restrykcyjna polityka kredytowa (niezgodnie z zasadą nie działania prawa wstecz zastosowano wysokie oprocentowanie wobec już zaciągniętych kredytów), podatek od ponadnormatywnych wypłat wynagrodzeń który dotyczył tylko przedsiębiorstw państwowych, daleko idąca liberalizacja ceł importowych (czyli preferencje dla dostawców zagranicznych, przedsiębiorstwa krajowe nie wytrzymywały konkurencji). Ustawy te były ukierunkowane na sprywatyzowanie przedsiębiorstw państwowych. Sejm Kontraktowy nie sprzeciwił się temu i uchwalił je 28 grudnia 1989 r a prezydent Wojciech Jaruzelski dbając o to, żeby nie być postrzeganym jako „hamulcowy”, podpisał je bez wahania.

Sądny dzień

Z dniem 1 stycznia 1990 roku rozpoczął się proces przemiany polskiej gospodarki, zwany „transformacją gospodarczą”. Gwałtownie spadł dochód narodowy, Polacy tracili miejsca pracy, zarobki i oszczędności całego życia. Dorobek całych pokoleń które zbudowały potężny przemysł legł w gruzach. Zlikwidowane zostały całe gałęzie przemysłu – elektronika, włókiennictwo, hutnictwo, przemysł stoczniowy. Ideologia i przeświadczenie o własnej nieomylności przyświecały głównemu reformatorowi Leszkowi Balcerowiczowi, który w pierwszych latach transformowania gospodarki nadawał kierunek przemianom. W Polsce w owym czasie panowała specyficzna atmosfera. Nastąpiło pewnego rodzaju odreagowanie po okresie realnego socjalizmu, w którym własność prywatna była dyskryminowana. Było to odwrócenie sytuacji, rodzaj odwetu po okresie poprzednim – własność państwowa znalazła się w niełasce. Sytuacja ta została spotęgowana panującym wówczas neoliberalnym nurtem w ekonomii. Tym częściowo można tłumaczyć nonszalancki stosunek do własności państwowej, który objawiał się brakiem gospodarności i nieracjonalnymi decyzjami.
Panował chaos, doktrynerstwo, uległość wobec zagranicy, beztroska o mienie państwowe i los bezrobotnych. Zaniżano wartość prywatyzowanych przedsiębiorstw, przepłacano doradców zagranicznych (posiadających rzekomo unikalną wiedzę), zwalniano zagraniczne firmy z płacenia podatku dochodowego.
Ekstremalnym, jednostkowym przypadkiem patologii w procesie prywatyzacji była sprzedaż po zaniżonej cenie firmie amerykańskiej, supernowoczesnego Zakładu Produkcji Papieru i Celulozy w Kwidzyniu, przy równoczesnym zwolnieniu nabywcy z płacenia podatku dochodowego.
Duże straty w majątku narodowym spowodował program Narodowych Funduszy Inwestycyjnych. Zarządzały nimi firmy zagraniczne, które same dokonywały ostatecznych modyfikacji zasad zarządzania tymi Funduszami (gdzie był wtedy nasz rząd?). Po pięciu latach zarządzania tymi Funduszami, zagraniczne firmy zarobiły równowartość połowy wartości prywatyzowanych przedsiębiorstw doprowadzając ponad 400 przedsiębiorstw do bankructwa. 57 przedsiębiorstw zostało wykupionych przez kapitał zagraniczny po ulgowych cenach.
Przedsiębiorstwa zniknęły, a państwo nasze zapłaciło jeszcze za to ogromne kwoty pieniężne, które wypłynęły jako „żywa gotówka” na zagraniczne konta.
Do wyjątkowych patologii należy również zaliczyć likwidację Państwowych Gospodarstw Rolnych. Było to posunięcie wyjątkowo nieprzemyślane i niepotrzebne, zrealizowane wyłącznie z powodów doktrynerskich (czasy premiera Bieleckiego i wicepremiera Balcerowicza). Setki tysięcy ludzi znalazły się poza marginesem życia. To nie tylko bezrobocie, spekulacja państwową ziemią i wydatki państwa na zasiłki. To również niedożywione dzieci, młodzież bez możliwości kształcenia, pijaństwo, kradzieże i morderstwa. W imię czego? W imię „rozwiązań systemowych”.
Przy panującej wówczas w kraju atmosferze, społeczeństwo na ogół akceptowało nawet takie posunięcia władz. Wszystkim przyświecała myśl – forsowana przez rządzących w środkach masowego przekazu – że „teraz wyrzeczenia są potrzebne, po to żeby później było lepiej”.
Znawcy gospodarki jednak byli przekonani, że proces destrukcji poszedł za daleko. Wśród krytyków należy wymienić uznane autorytety, m. in. prof. prof. Witolda Kieżuna, Tadeusza Kowalika, Zdzisława Sadowskiego, Pawła Bożyka, Andrzeja Karpińskiego, Kazimierza Poznańskiego. Oceny rezultatów polskiej transformacji gospodarczej dokonywał też prof. Grzegorz Kołodko. Na szczególną uwagę, ze względu na jednostkową dokumentację procesów prywatyzacyjnych zasługują prace Ryszarda Ślązaka. Były też memoranda przedkładane przez Polską Akademię Nauk i Polskie Towarzystwo Ekonomiczne.
Niestety, wszystkie te publikacje i wystąpienia były kompletnie nieskuteczne. Realizatorzy przemian gospodarczych byli głusi na głosy rozsądku, a memoranda chowali do szuflady Oczywiście było też wiele publikacji stanowiących apologię przyjętych rozwiązań. Trzeba tu wymienić przede wszystkim Leszka Balcerowicza, Waldemara Kuczyńskiego i wielu innych, którzy byli realizatorami przemian.
Zarzut apologii dotyczy również świata nauki. Mam na myśli np. dużą publikację (799 stron) pracowników naukowych Szkoły Głównej Handlowej „Transformacja systemowa w Polsce” z 2010 roku. Poprawność teoretyczna jak też rzetelność danych statystycznych są tu oczywiście zachowane. Tendencyjność i nierzetelność tej publikacji polega na tym czego jej brakuje. A brakuje prób oceny przebiegu i rezultatów przeprowadzonej transformacji. Jeżeli już są – to same pozytywy lub beznamiętne rozważania teoretyczne. Tak jakby transformacja gospodarcza odbyła się bez kosztów. A przecież społeczne koszty były bardzo wysokie. Żaden z autorów odnoszących się krytycznie do polskiej transformacji nie został w tej publikacji wymieniony. Takich laurek jest zresztą więcej – nie tylko na piśmie ale i w wypowiedziach polityków.
Zadaniem nauki jest zaś przeprowadzenie bilansu zysków i strat naszej przemiany gospodarczej – a nie bezkrytyczna aprobata przyjętych rozwiązań.

Autorzy naszych przemian

W latach 1990 – 93 funkcjonowały cztery rządy: Tadeusza Mazowieckiego (12.09.1989 r – 25.11.1990 r), Jana Krzysztofa Bieleckiego (12.01.1991 r – 5.12.1991 r), Jana Olszewskiego (23.12.1991 r. – 6.06.1992 r) plus 33 dni Waldemara Pawlaka do 10.07.1992 r oraz Hanny Suchockiej (11.07.1992 r – 18.10.1993 r). To 4 – lecie ma jednak cechy wspólne, rzutujące na cały okres polskiej transformacji gospodarczej, zostało więc potraktowane łącznie.
Oprócz Leszka Balcerowicza, wicepremiera i ministra finansów od września 1989 r do grudnia 1991 r., ważne role odgrywali ministrowie przekształceń własnościowych: Waldemar Kuczyński (wrzesień 1990 r – styczeń 1991 r) i Janusz Lewandowski (styczeń 1991 r – grudzień 1991 r oraz lipiec 1992 r – październik 1993 r).
Okres ten cechuje niezwykle gwałtowna, niekorzystna zmiana w gospodarce i poziomie życia społeczeństwa. Spadek produktu krajowego brutto w latach 1990 – 1991 w stosunku do 1989 r wyniósł 22,7 proc., a w całym 4-leciu po minimalnym „odbiciu” od 1992 r, 19,1 proc. Spadek ten był największy spośród krajów naszego regionu które podjęły realizację procesów transformacyjnych.
W latach 1994 – 1997 nastapił pierwszy okres rządów lewicy. Była to koalicja Sojuszu Lewicy Demokratycznej i Polskiego Stronnictwa Ludowego.
W okresie tym funkcjonowały rządy: Waldemara Pawlaka od października 1993 r do lutego 1995 r, Józefa Oleksego od lutego 1995 r do lutego 1996 r, Włodzimierza Cimoszewicza od lutego 1996 r do października 1997 r.
W tym czasie dużą rolę odgrywał Grzegorz Kołodko, wicepremier i minister finansów. Kołodko opracował „Strategię dla Polski”, której założenia wdrażał w pracy rządu.
Rządząca koalicja podjęła walkę z ostrym kryzysem gospodarki. Efekty są widoczne w wynikach – najlepszych w historii całego 30 – lecia polskiej transformacji gospodarczej. Średnia wzrostu gospodarczego w tym okresie to 8 proc. rocznie, a łączny przyrost PKB to 35,6 proc.
Poziom PKB z 1989 r osiągnięty został w 1996 r. PKB w 1989 r wynosił 11.831,9 mln zł (po denominacji) a w 1996 r po wyłączeniu wzrostu cen 12.144,3 mln zł.
Pod koniec 1997 r rządy objęła Akcja Wyborcza Solidarność. Premierem został Jerzy Buzek (funkcjonował pod przemożnym wpływem Mariana Krzaklewskiego) a wicepremierem i ministrem finansów Leszek Balcerowicz. Ministrem Skarbu Państwa był Emil Wąsacz.
Rząd ten przeprowadzał cztery reformy: administracji terytorialnej, lecznictwa i ochrony zdrowia, ubezpieczeń emerytalnych oraz oświaty i wychowania. W okresie rządów prawicy nastąpiło „schłodzenie „ gospodarki; średnia wzrostu PKB wyniosła 4,7 proc. wobec 8 proc. poprzedniej ekipy.
Rządy AWS wsławiły się bardzo szkodliwym aktem – przekazaniem w ręce zagraniczne całego systemu finansowego. Pod koniec koalicji lewicowej udział obcego kapitału w bankach wynosił 20 proc. Za czasów prawicy udział ten zwiększył się do 75 proc. W rezultacie w tym okresie następowała nie tylko wyprzedaż gospodarki i finansów kapitałowi zagranicznemu, ale też spowolnienie gospodarki.
Rządy AWS zakończyły się klęską w wyborach parlamentarnych 23 września 2001 r. Zaczął się drugi okres rządów lewicy (2002 – 2005). Premierem został Leszek Miller a wicepremierami byli kolejno Grzegorz Kołodko i Jerzy Hausner. Rząd ten próbował odrabiać zaniedbania poprzedniej ekipy. Jego spektakularnym dokonaniem było obniżenie podatku CIT do 19 proc. Leszek Miller złożył rezygnację z urzędu 2 maja 2004 r – dzięń po przyjęciu Polski do Unii Europejskiej. Na premiera desygnowany został Marek Belka. Sprawował funkcję do października 2005 r , do czasu kiedy SLD przegrało wybory parlamentarne.
W tym czasie były dwa lata lepsze (2002 i 2004) i dwa gorsze (2003 i 2005). Średnia wzrostu PKB wynosiła 4,5 proc. a łączny przyrost PKB to 19,3 proc.
Jesień 2005 r to sukces braci Kaczyńskich. Lech został prezydentem a Jarosław jako szef partii desygnował na premiera Kazimierza Marcinkiewicza. Po ośmiu miesiącach urzędowania spowodowano rezygnację Marcinkiewicza, a premierem został Jarosław Kaczyński.
Koalicję rządową stanowiły PIS, Samoobrona i Liga Polskich Rodzin. „Afera gruntowa” (próba wyeliminowania Andrzeja Leppera) i kilka innych afer spowodowały upadek rządu Jarosława Kaczyńskiego.
Gospodarka „rozpędzona” w czasie rządów poprzedniej ekipy kontynuowała dobrą passę. Sprzyjała temu koniunktura zewnętrzna. Uzyskano bardzo dobre wyniki wzrostu PKB. Średnia za dwa lata to 6,5 proc., a łączny przyrost wyniósł 13.4 proc..
Przyśpieszone wybory parlamentarne jesienią 2007 r wygrała Platforma Obywatelska. Premierem został Donald Tusk, wicepremierem Waldemar Pawlak z PSL. Platforma Obywatelska, tak jak poprzednie rządy kontynuowała politykę neoliberalną nakreśloną przez Leszka Balcerowicza.
W 2011 r Platforma Obywatelska powtórzyła sukces wyborczy. Jej rządy trwały 8 lat – do jesieni 2015 r kiedy bezwzględne zwycięstwo uzyskało Prawo i Sprawiedliwość.
Platforma Obywatelska osiągnęła sukces polityczny. Żadna inna partia w minionym 30 – leciu nie rządziła tak długo. Gorzej z wynikami ekonomicznymi, które były mizerne. W latach 2008 – 2011 średnia wzrostu PKB wynosiła 3,8 proc., a w latach 2012 – 2015 3,2 proc. Łączny przyrost PKB wyniósł odpowiednio 16,1 proc. i 13,2 proc.
Należy jednak zauważyć, że rządy PO przypadły na okres światowego kryzysu ekonomicznego. Spadek PKB w krajach europejskich dotyczył w szczególności 2009 r. Przyjmując za 100 dane z roku 2008 , dane dla 2009 r wynoszą np.: Niemcy 94,9; Francja 97,3; Włochy 94,8; Czechy 95,9; Rosja 92,1; Słowacja 95,2; Węgry 93,3; Ukraina 84,9.
Tylko Polska (101,6) i Białoruś (100,2) nie wykazały w 2009 r spadku PKB. Znane ogólnie jest powiedzenie, że Polska była „zieloną wyspą” na mapie Europy.
W 2010 r już tylko Grecja (96,5), Irlandia (99,6), Łotwa (99,7), Rumunia (98,4) i Hiszpania (99,9 wykazują spadki; pozostałe kraje europejskie mają wzrosty (największy Białoruś 107,6).
Rok 2015 to podwójna wygrana PiS – zarówno w wyborach prezydenckich jak i parlamentarnych. Rządy PIS to przede wszystkim olbrzymi program socjalny: 500 plus i inne świadczenia. Jak dotychczas program ten nie przeszkadza w osiąganiu w miarę przyzwoitych wyników wzrostu gospodarczego. Jeszcze nie skończył się bieżący rok ale można przyjąć szacunek wzrostu PKB w 2019 r wynoszący 4,0 proc. W rezultacie mamy średnią za 4 lata 4,3 proc. oraz łączny przyrost PKB w okresie 4 – letnim w wysokości 18,0 proc. Należy zauważyć, że wynikom tym pomogła dobra koniunktura w światowej gospodarce.
W latach 1994 – 2019 dają się zauważyć dwa okresy. W latach 1994 – 2007 wzrost PKB jest generalnie wyższy niż w okresie 2008 – 2019. Najgorszy wynik z lat 1994 – 2007 jest lepszy niż najlepszy wynik z lat 2008 – 2019.

Nie jesteśmy liderem

Jak wszystkie dane statystyczne, zaprezentowane wyniki są obarczone pewnym błędem. Chodzi o to, żeby ten błąd nie był znaczący. W roku wyborczym dane dla ostatnich miesięcy roku są zaliczane do rezultatów ekipy ustępującej. Wydaje się jednak, że nie jest to znaczące przekłamanie. Wpływ danej ekipy na gospodarkę nie przychodzi bowiem następnego dnia po wygranych wyborach.
W pewnym sensie dotyczy to również całych okresów sprawowania władzy przez daną ekipę, a zwłaszcza pierwszych miesięcy lub lat. Nierzadko wysiłki tej ekipy przynoszą efekty z opóźnieniem i konsumuje je ekipa następna. I odwrotnie – to co popsuła dana ekipa, następna musi naprawiać i uzyskuje wyniki gorsze niż miara ich wysiłków.
I jeszcze jedna uwaga. Mówi się o „przeklętym cyklu wyborczym”; u nas co 4 lata. Sprawująca rządy ekipa dąży do utrzymania władzy i w imię tego – chcąc pozyskać głosy wyborców – podejmuje działania niekorzystne z punktu widzenia długofalowego rozwoju kraju.
W licznych wypowiedziach polityków nierzadko formułuje się opinie, że spadek PKB w pierwszych dwóch latach transformacji wśród krajów naszego regionu był najniższy w Polsce. Dane tego nie potwierdzają.
Spadek PKB w Polsce w 1990 roku jest największy spośród prezentowanych krajów; w następnej kolejności są: Bułgaria, Estonia, Litwa, Rumunia, Ukraina, Rosja, Węgry, Słowacja. Łotwa osiąga nawet wzrost. Dopiero w 1991 r wyższy niż Polska spadek PKB wykazują: Słowacja, Litwa, Rumunia, Bułgaria, Ukraina, Węgry. Powód prawdopodobnie jest taki, że w tych krajach „rozmach transformacyjny” nastąpił z pewnym opóźnieniem w stosunku do Polski. Biorąc pod uwagę obydwa lata 1990 i 1991 to jednak Polska jest liderem spadków.
Interesujące rzeczy dzieją się w następnych latach. Podczas gdy Polska w każdym roku – począwszy od 1992 aż do chwili obecnej – wykazuje ciągły (mniejszy lub większy) wzrost, to w innych krajach występują całe ciągi lat spadków. Najbardziej dotyczy to Ukrainy i Rosji, potem Litwy, Estonii, Łotwy, Białorusi, Węgier.
Bezspornym liderem wzrostu jest więc Polska, chociaż zbliżone wyniki prezentuje Słowacja, a następnie Słowenia i Czechy.

Najgorsze rezultaty ma Ukraina

Na czym polega fenomen Polski? Realizatorzy „terapii szokowej” są skłonni sobie przypisać tę zasługę. Ale trudno chyba udowadniać, że oddawanie za bezcen firmom zagranicznym dobrze prosperujących polskich przedsiębiorstw (a było to zjawisko nagminne) lub kompletne fiasko Programu Powszechnej Prywatyzacji przyczyniło się do takiego wzrostu PKB.
Należy zauważyć, że w czasach realnego socjalizmu, tylko w Polsce sektor prywatny odgrywał znaczącą rolę. Wytwarzano w nim ok. 20 proc. PKB, a więc zaplecze i doświadczenia ludzkie już były zakorzenione.
Drugim czynnikiem może być to, że w Polsce pracowano nad reformą gospodarczą już wiele lat przed rozpoczęciem procesu transformacji (od początku lat osiemdziesiątych) i społeczeństwo wkomponowało się łatwiej niż w innych krajach w zasady gospodarki rynkowej. Tak czy inaczej, o tym „odbiciu” polskiej gospodarki zadecydowała przedsiębiorczość i aktywność Polaków, ich kreatywność i zdolność dostosowania do zmieniających się warunków.
PKB nie jest jednak dobrym miernikiem poziomu życia społeczeństwa danego kraju. Daleko lepszym jest PKB według parytetu siły nabywczej na 1 mieszkańca. Tu kraje naszego regionu osiągnęły duże wzrosty. Większość z nich osiąga dochód per capita w przedziale 25 – 35 tysięcy dolarów; mniejsze dochody ma Białoruś i Bułgaria, a najniższe Ukraina.
Polska nie jest liderem – wyższe dochody mają Czechy, Słowenia, Słowacja, Litwa, Estonia. Dochód na głowę w Polsce stanowi 67,7 proc. dochodów Francji; 57,3 proc. Niemiec, 48,8 proc. USA; 67,1 proc. Japonii; 28,1 proc. Luksemburga.

Kołodko w „Zdaniu”

Sympatyczną i pouczającą praktyką „Zdania” są wywiady Trzech na jednego polegające na kierowaniu przez trzech redaktorów dociekliwych pytań do znanej i ważnej osobistości.

Tym razem, w bieżącym numerze 3-4 (182-183) 2019 adresatem pytań jest prof. dr hab. Grzegorz Kołodko- w przeszłości wicepremier i minister finansów w trzech rządach- a obecnie-najbardziej znany w świecie i najczęściej cytowany polski ekonomista.
W czasie niedawnego spotkania w warszawskim Klubie Księgarza redaktorzy, współpracownicy i czytelnicy „Zdania” mieli możność wysłuchania dodatkowych komentarzy prof. Kołodki i zadawania kolejnych pytań.
Dla wielu czytelników szczególnie interesująca była charakterystyka różnicy pomiędzy planem Balcerowicza a polityką gospodarczą formułowaną i realizowaną przez prof. Kołodkę. Na łamach „Zdania” prof. Kołodko stwierdza: „Zmierzaliśmy konsekwentnie w kierunku urynkowienia gospodarki, podkreślając imperatyw nadania jej charakteru społecznego. Bardzo mocno jako ekonomista-teoretyk, ale wówczas już praktyk, podkreślałem aspekt instytucjonalny, przedtem lekceważony. Z jednej strony chcieliśmy inaczej rozłożyć koszty transformacji, zarazem je minimalizując, z drugiej natomiast też inaczej, bo sprawiedliwiej dzielić jej coraz obficiej pojawiające się owoce. I to nie była tylko retoryka, skoro rzecznicy grup interesów związanych z neoliberalnym nurtem, z „Gazetą Wyborczą” na czele, napadali na nas bez przerwy. Naruszyliśmy bowiem ich interesy. Neoliberalizm, najkrócej ujmując, to system i polityka gospodarcza, która poprzez określoną deregulację i manipulacje fiskalne sprzyja wzbogaceniu nielicznych kosztem większości. Linia Strategii dla Polski natomiast tworzyła przyczółki społecznej gospodarki rynkowej. Temu służyły nasze reformy dochodowe i fiskalne, komercjalizacja przedsiębiorstw państwowych, konsolidacja sektora bankowego, sterowane otwieranie się na zewnętrzne kontakty finansowe i handlowe. A więc robiliśmy to zasadniczo inaczej niż nasi neoliberalni koledzy.”
Obecnie po powrocie lewicy do parlamentu potrzebne jest wypracowanie polityki gospodarczej odpowiadającej potrzebom społecznym oraz aktualnym realiom integracji europejskiej i globalizacji. Sądzę,że bardzo pomocny w tym wypracowywaniu będzie cytowany wywiad oraz książki prof. Kołodki.

Nowe szanse węglem pisane

Węgiel, przez dłuższy okres czasu, był jednym z największych skarbów narodu polskiego.

Znaczenie węgla na polskim terytorium, było szczególnie duże, po odzyskaniu przez naród polski niepodległości w 1918 roku. Kopalnie węgla, głównie na odzyskanym przez naród polski Śląsku, po I wojnie światowej, należące z reguły do zagranicznego kapitału, były też w dużej mierze ważną podstawą narodowych sukcesów Polek i Polaków, w okresie odbudowywania swojej ojczyzny po długim czasie niewoli narodowej suwerennej i znaczącej państwowości polskiej. Działo się tak mimo to, że do naszej ojczyzny, powróciła tylko część pra starych ziem polskich, po I wojnie światowej. Natomiast po II wojnie światowej, zasoby węgla, w o wiele większym zakresie niż po I wojnie światowej, znalazły się na terytorium odrodzonej ,polskiej państwowości. Na dodatek, wszystkie kopalnie na tradycyjnych terenach górniczych i w innych rejonach polskich, w których stały się własnością państwową, przynosząca pożytek narodowi polskiemu. Górnictwo śląskie, stało się też w tej sytuacji ważnym elementem odbudowy i rozwoju państwowości polskiej, w tym wniosło ono znaczny wkład w odbudowę zniszczonej całkowicie przez okupanta, stolicy polskiej. Jednakże w latach 1949-1956, kiedy do władzy w Polsce doszła wyjątkowo anty narodowa, kompradorska elita rządząca, znaczna część wydobytego w polskich kopalniach węgla, eksportowana była do Związku Radzieckiego, po cenach znacznie niższych, niż ceny światowe. Po 1956 roku, górnictwo polskie wnosiło natomiast znaczący wkład do gospodarki naszej ojczyzny. Jednakże w ostatnich dziesięcioleciach, wytwarzanie energii elektrycznej przez elektrownie węglowe, stanowiące podstawę energetyki naszego kraju, radykalnie przyczyniły się do pogorszenia powietrza, którym wszyscy w naszej ojczyźnie oddychamy. Natomiast w ramach funkcjonowania Polski w Unii Europejskiej, zmuszeni jesteśmy z tego tytułu, płacić znaczne kary, które ciężkim brzemieniem kładą się na całość naszej gospodarki, nie mówiąc już o tym, że pogarszają i tak w dużej mierze, zatrute powietrze w naszej obczyźnie. Nasz skarb w postaci węgla, w tej sytuacji w znacznym stopniu utracił znaczenie nie tylko narodowego skarbu, ale stał się też przyczyną zagrożeń naszej atmosfery, ale pogarszał i pogarsza nadal bilans przychodów i strat naszego dochodu narodowego. W tej sytuacji wszelkie możliwości innego, niż tradycyjne zagospodarowania zasobów węgla, nabiera w naszej ojczyźnie wielkiego znaczenia. Dlatego też propozycje z tego zakresu, powinny być szczególnie uważnie studiowane i wyciągane z nich daleko idące wnioski, posiadające fundamentalne znaczenie dla pomyślnych perspektyw rozwojowych naszego narodu.

Nowa szansa uczynienia z węgla ważnej podstawy narodowej pomyślności Polek i Polaków

Już w czasie II wojny światowej, hitlerowskie Niemcy, gdy znalazły się w obliczu ogromnych trudności, związanych z deficytem paliw, potrzebnych dla ich dywizji pancernych i całego transportu obsługującego potrzeby gospodarki Niemiec szukały nowych sposobów rozwiązania tego deficytu. Już wówczas na szeroką skalę, oraz różnymi sposobami zaczęto używać węgla dla produkcji syntetycznego paliwa. Po II wojnie światowej, kontynuowano eksperymenty i rozwiązania z tego zakresu, stosując metodę Fischera – Tchropsa, ale choć dawała ona dość duże ilości syntetycznego paliwa, to w szerokim zakresie zatruwała środowisko oraz była i nadal jest bardzo kosztowna. Współcześnie istnieją oparte o tą metodę, ale tez inne technologie, całe linie technologiczne, głównie w Afryce Południowej, ale też w innych rejonach świata, w ramach których produkuje się paliwo syntetyczne z węgla. Jednakże ogromna wadą tej produkcji, której nie udało się dotąd przezwyciężyć, jest to, że w jej ramach produkując paliwo, produkuje się też na szeroką skalę CO2 i NOx, które skutecznie zatruwają atmosferę. Mimo wielokrotnych prób i stosowanych sposobów, tej wady produkcji paliw syntetycznych, nigdzie na świecie nie udało się dotąd zlikwidować. Na tym tle, wyróżnia się nowa propozycja produkcji paliw syntetycznych i zarazem energii elektrycznej, opracowana przez prof. dr hab. Zbigniewa Wrzesińskiego, czynnego profesora Politechniki Warszawskiej, która daje możliwość wyprodukowania zarówno dużej ilości paliwa syntetycznego, jak też energii elektrycznej, całkowicie i skutecznie eliminując dotychczasowy produkt uboczny takiej produkcji, w postaci zatruwania atmosfery w postaci CO2 i NOx. Propozycja patentowa z tego zakresu, zgłoszona została na podstawie wniosku prof. dr hab. Z. Wrzesińskiego, przez Biuro Radców Patentowych Polservice, do Polskiego Urzędu Patentowego i zarejestrowana pod numerem PCT/PL2018/050057, tym samym, wspomniany wniosek patentowy, zgłoszony wspólnie przez prof. dr hab. Z. Wrzesińskiego i Fundację Innowacja, objęty został ochroną prawną, w skali wewnętrznej i międzynarodowej, zarówno europejskiej, jak i światowej. Wniosek powyższy , został poddany wewnętrznym recenzjom opiniom i choć – jak zwykle w takich wypadkach, zgłoszono wobec niego liczne uwagi-nie odrzucono go i sprawa jest nadal rozpatrywana, jako ważny projekt patentowy objęty polską i światową ochroną. Znaczenie tego projektu patentowego, jest szczególnie duże, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wspomniany projekt patentowy, w przeciwieństwie do wszystkich projektów dotychczasowych, całkowicie eliminuje zatruwanie środowiska i daje szanse na wielkie możliwości, równoległego produkowania przez ten sam kombinat wytwórczy, zarówno dużej ilości paliw syntetycznych, jak i energii elektrycznej. W warunkach polskich, wdrożenie takiego projektu, otwiera przed naszą ojczyzna możliwości, równoległego rozwiązania problemu deficytu energii elektrycznej, jak i uzyskania takiej ilości paliw syntetycznych, które całkowicie uniezależniały by nasz kraj, od potrzeby sprowadzania paliw syntetycznych, które to zjawisko kładzie się cieniem i dużym ciężarem na całość gospodarki naszej ojczyzny we współczesnym okresie czasu.

Możliwości, koszty i harmonogram uruchomienia proponowanego przedsięwzięcia

Najważniejszym elementem uruchomienia całego przedsięwzięcia, jest przygotowanie studium jego wykonalności. Przy tym należy w tym zakresie wyróżnić wstępne studium wykonalności projektu, które może wykonać zespół badawczy, powołany pod kierownictwem prof. Z. Wrzesińskiego w ciągu 12 miesięcy od zlecenia jego wykonania. Taki wstępny projekt, może ten zespól wykonać w ciągu roku i jego koszty szacuje się na 1 milion dolarów amerykańskich. Pełne studium wykonalności, wymaga pracy zespołu przez 2 lata i przewidywane jego koszty, wynosić będą ok. 4 milionów dolarów amerykańskich. Na podstawie wspomnianego studium wykonalności, można będzie dopiero wykonać projekt techniczny kombinatu paliwowo-energetycznego, którego koszty zaprojektowania szacuje się na 50 milinów dolarów amerykańskich a czas wykonania, 3 lata od posiadania pełnego studium wykonalności. Na podstawie obu wstępnych dokumentów, (wstępnego i pełnego projektu wykonalności) można będzie zrealizować przedsięwzięcie w ciągu 5 lat a pełny koszt wybudowania kombinatu paliwowo-energetycznego, na 200 (MWe) megawat szacuje się na 5 miliardów dolarów. Natomiast zapewnienie jego do pełnej zdolności produkcyjnej na następnych 4-5 lat od rozpoczęcia prac nad wstępnym projektem wykonalności Zakłada się, że taki kombinat dawał będzie rocznie 200 MWe (megawat energii elektrycznej) i 4,63 milionów ton paliwa rocznie. Czas zwrócenia kosztów inwestycji wyniesie 5 lat . Roczny prognozowany zysk ze sprzedaży metanolu to miliard dolarów. Zwrot kosztów inwestycji od zakończenia budowy w ciągu siedmiu lat
Alternatywnie, należy przewidywać, że przy budowanym kombinacie paliwowo-energetycznym o mocy 3000 MWe rocznie, przy kosztach jego budowy szacowanych na 50 miliardów dolarów, elektrownia węglowa będąca elementem kombinatu może osiągnąć ze sprzedaży tlenku węgla 2 miliardy dolarów rocznie (z czego czystego zysku 400 milionów dolarów rocznie) a ze sprzedaży energii elektrycznej 854 miliony dolarów rocznie (z czego zysk 170 milionów dolarów rocznie). Natomiast przychód roczny ze sprzedaży paliw syntetycznych, wynosiłby 50 miliardów dolarów rocznie, (z czego zysk 10 miliardów dolarów rocznie). Zwrot inwestycji w ciąg siedmiu lat od zakończenia inwestycji.
Projekt techniczny, zarówno kombinatu na 200 MWe ( megawatów elektrycznych), jak i na 3000 MWe, będzie towarem rynkowym, który można sprzedać licznym krajom, posiadającym zasoby węgla i deficyt w zakresie paliw. Za taki sprzedawany zagranice projekt można przewidywać opłatę w wysokości 30-50 milionów dolarów i 2 proc. od wartości produkcji rocznie przez 10 lat. Tą drogą można uzyskać zwrot kosztów, już we wstępnej fazie realizacji tego przedsięwzięcia i długoterminowe zyski.
Inicjatorzy przedsięwzięcia i współwłaściciele patentu, proponują powołanie senackiej komisji do zbadania propozycji i po ocenie całokształtu projektu, powołanie państwowo-prywatnego przedsiębiorstwa, realizacji całego przedsięwzięcia w formie spółki akcyjnej. Proponuje się też na posiedzeniu senackiej komisji do spraw nauki, rozpatrzenie założeń proponowanego projektu. W skład komisji opiniującej walory i słabości zgłoszonej propozycji, powinni zostać powołani polscy i zagraniczni przedstawiciele świata nauki, którzy zaopiniują propozycję, na podstawie udostępnionych im szczegółów patentowych, przy pełnym podjęciu zobowiązania do uszanowania autorskich praw, właścicieli projektu patentowego. Przedsiębiorstwo( przedsiębiorstwa) takie mogłoby posiadać charakter spółki akcyjnej, która przez sprzedaż akcji, zgromadzi odpowiednie środki niezbędne do realizacji proponowanego przedsięwzięcia. W trakcie realizacji przedsięwzięcia, zarówno na etapie rozpatrywania przez organa Senatu, jak i powołane do tego ciała kolektywne, powinno zostać w pełni zabezpieczone nienaruszenie praw autorskich właścicieli wniosku patentowego.

Prof. dr hab. Wojciech Pomykało jest prezesem Fundacji Innowacja.

Chiny i świat – wspólnie ku przyszłości

Artykuł napisany z okazji publikacji białej księgi „Chiny i świat w Nowej Erze”

W tym roku obchodzimy 70. rocznicę proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej. Na przestrzeni tych lat Chiny osiągnęły historyczny sukces, a uwaga świata w ogromnym stopniu, jak nigdy dotąd, została skierowana na Państwo Środka. Niedawno rząd chiński opublikował białą księgę: „Chiny i świat w Nowej Erze”, w której metodycznie przedstawiono zagadnienia dotyczące sukcesów, drogi i kierunków rozwoju Chin. Księga ta zgłębia kwestie relacji między Chinami a światem i stanowi ważny przewodnik dla innych krajów, ukazujący w sposób wszechstronny, wieloaspektowy i szeroki wiedzę o Państwie Środka. Chciałbym podzielić się z polskimi przyjaciółmi kluczowymi zagadnieniami białej księgi.

1. Sukces Chin wynika z prawidłowo obranej ścieżki rozwoju i przewodnictwa Komunistycznej Partii Chin

Przez ostatnie 70 lat pod przewodnictwem Komunistycznej Partii Chin obywatele chińscy osiągnęli sukces wytyczając ścieżkę socjalizmu o chińskiej charakterystyce. Osiągnięcia w rozwoju, na które skierowane są oczy świata, wynikają z własnej, ciężkiej i wykonywanej mimo przeciwności pracy. Chiny stały się drugą gospodarką świata i jedynym krajem na kuli ziemskiej, który posiada wszystkie rodzaje branż przemysłowych wymienione w klasyfikacji gospodarczej Organizacji Narodów Zjednoczonych. Życie codzienne obywateli uległo znacznej poprawie i podąża w stronę umiarkowanego dobrobytu. Pozycja międzynarodowa i międzynarodowe wpływy Chin wyraźnie rosną, co pozwala na aktywną obecność Państwa Środka na arenie międzynarodowej. Chiny nie kopiowały bezkrytycznie zachodniego modelu rozwoju. Połączyły natomiast rzeczywistą sytuację Państwa Środka z wnioskami wyciągniętymi z doświadczeń oraz z historii ludzkiej cywilizacji. Kroczą własną ścieżką, a faktyczny stan rzeczy jest dowodem na to, że naród chiński obrał właściwą drogę.
Podstawowym źródłem sukcesu Chin jest przewodnictwo KPCh. KPCh nie ustaje w wysiłkach na rzecz dobrobytu obywateli Chin, na rzecz odrodzenia narodowego oraz na rzecz pokojowego rozwoju ludzkości. Stale wzmacnia koncepcje samotworzenia, rozwoju z duchem czasu i otwarcia, utrzymuje również stabilność, postępowość i świeżość myśli. Zdolności do długoterminowego i strategicznego planowania rozwoju kraju oraz do implementowania określonej polityki, pozwoliły wprowadzić obywateli Chin na ścieżkę nieustannego postępu w budowie kraju.

2. Rozwój Chin jest szansą dla świata

Chiny mają największy wkład we wzrost globalnej gospodarki. Od 2013 do 2018 roku procentowy średni wkład Państwa Środka we wzrost światowej gospodarki wyniósł 28.1%. Chińska gospodarka jest silnie skorelowana gospodarka globalną. Chiny, w których gospodarka jest stabilna, w których jakość rozwoju ekonomicznego będzie się poprawiać, które mają obiecujące perspektywy wzrostu, przyniosą długofalowe korzyści dla rozwoju gospodarczego świata.
Chiny nieprzerwanie realizują strategię uzyskiwania wzajemnych korzyści, tak by każdy kraj miał więcej okazji do otrzymania „chińskich zysków”. W Chinach mieszka prawie 1.4 mld osób. Zaróbki 400 mln z nich pozwalają na zaliczenie ich do klasy średniej. Ogromny popyt generowany przez konsumentów tworzy wielki rynek dla różnych krajów na świecie. Państwo Środka może poszczycić się wieloma utalentowanymi osobami, nieustanie ulepszanym środowiskiem biznesowym, jak również coraz większą przestrzenią dla producentów i inwestorów zagranicznych. Chińskie przedsiębiorstwa biorą aktywny udział w konkurencji i współpracy międzynarodowej, pogłębiają światową działalność handlowo-inwestycyjną oraz mają wkład w pobudzanie wzrostu gospodarczego w kraju, w którym prowadzą działalność, jak również w lokalne zwiększanie zatrudnienia. Chiny aktywnie opowiadają się za światem kroczącym w stronę innowacji technologicznych, tak by rozwój technologiczny i innowacje przyniosły globalne korzyści oraz tak by jeszcze więcej osób mogło cieszyć się ułatwieniami i dobrodziejstwami płynącymi z technologii.

3. Stworzenie wspólnej przyszłości dla całej ludzkości

Dziś świat stoi w obliczu największych od 100 lat zmian. Kwestie związane z relacjami między mocarstwami, porządkiem międzynarodowym, myśleniem społecznym, globalnymi rządami przechodzą głębokie przekształcenia, a niestabilność i niepewność sytuacji światowej z każdym dniem staje się coraz bardziej widoczna. Mierząc się z obecnymi problemami związanymi z zarządzaniem społeczeństwem ludzkim oraz trudnościami w jego rozwoju, Chiny zaproponowały stworzenie wspólnej przyszłości dla całej ludzkości, tworząc tym samym nową możliwość wyboru na drodze rozwoju ludzkości. Na płaszczyźnie politycznej Chiny opowiadają się za wzajemnym szacunkiem i równością w negocjacjach. Stanowczo stają po stronie porzucenia zimnowojennej mentalności i polityki siły. Popierają stworzenie nowego modelu relacji międzynarodowych poprzez podążanie drogą dialogu bez konfrontacji i partnerstwa zamiast zamkniętych sojuszy. Na płaszczyźnie bezpieczeństwa Chiny stale opowiadają się za rozwiązywaniem konfliktów poprzez dialog, łagodzeniem sporów poprzez negocjacje, koordynowaniem reakcji na tradycyjne i nietradycyjne zagrożenia bezpieczeństwa oraz sprzeciwiają się wszelkiego rodzaju terroryzmowi. Na płaszczyźnie ekonomicznej, Państwo Środka opowiada się za wzajemną pomocą, postępem w liberalizacji i ułatwieniach w handlu i inwestycjach, jak również propagowaniem globalizacji gospodarki, której to rozwój skierowany jest ku otwarciu, tolerancji, zintegrowaniu, zrównoważeniu i przyniesieniu korzyści dla wszystkich. Na płaszczyźnie kulturowej Chiny opowiadają się za szacunkiem dla różnorodności na świecie, za wyjaśnianiem nieporozumień międzykulturowych poprzez wymianę kulturową, za rozwiązywaniem sporów kulturowych poprzez wzajemną naukę, za pokonaniem poczucia wyższości poprzez współistnienie kultur. Na płaszczyźnie ekologii Państwo Środka opowiada się za postawami przyjaznymi środowisku, za współpracą w zakresie reakcji na zmiany klimatu oraz za ochroną planety, od której to zależy przetrwanie ludzkości.
Inicjatywa „Pasa i szlaku” jest praktyczną platformą urzeczywistniającą ideę wspólnej przyszłości dla całej ludzkości, jest zarówno „łodzią” jak i „mostem” dla wartości szerzących pokój i rozwój na świecie. Chiny będą stać na straży zasady osiągania wspólnego wzrostu poprzez dyskusje i współpracę, wspierać koncepcje otwartości, ekologii i rzetelności. Państwo Środka będzie wprowadzać wysokie standardy, poprawiać poziom życia i wyznaczać zrównoważone cele. Ponadto będzie promować wspólną pracę nad wysokiej jakości rozwojem inicjatywy „Pasa i Szlaku”, aż sama budowa „Pasa i Szlaku” stanie się drogą pokoju, dobrobytu, otwartości, ekologii, innowacyjności, kultury, a dla świata będzie oznaczać stworzenie szansy rozwoju i pozwoli większej liczbie osób cieszyć się lepszym życiem.

4. Wspieranie pokojowego rozwoju i rozszerzanie relacji partnerskich

Nie można oddzielić rozwoju Chin od świata, nie można również mówić o pokojowym rozwoju i stabilnym dobrobycie świata bez Chin. Państwo Środka stanowczo kroczy pokojową ścieżką rozwoju. Bez względu na wszelkie zmiany w sytuacji międzynarodowej oraz na dalszy kierunek własnego rozwoju, Chiny nigdy nie będą dążyć do roli hegemona, czy też tworzenia i rozszerzania stref wpływów. Jest to stanowczy i niezmienny wybór dokonany przez Chiny, tak również brzmi złożona przez nie uroczysta obietnica. Państwo Środka ma nadzieję, że każdy kraj na świecie podąży drogą pokojowego rozwoju, bo tylko w ten sposób państwa mogą wspólnie się rozwijać i żyć w pokoju.
Rozszerzanie relacji partnerskich jest ważnym kierunkiem w polityce chińskiej. Chiny stanowczo podążają nową drogą opierających się na dialogu bez konfrontacji i partnerstwie zamiast zamkniętych sojuszy relacji między krajami. Państwo Środka będzie pracować nad stworzeniem założeń ramowych dla stosunków z dużymi krajami, które to założenia opierać się będą na ogólnej stabilności i zrównoważonym rozwoju. Chiny będą dążyć do pogłębienia relacji z sąsiadami oraz wzmocnienia solidarności i współpracy z innymi krajami rozwijającymi się. Stosunki chińsko-amerykańskie są jednymi z najważniejszych na świecie pośród stosunków bilateralnych, a współpraca między tymi państwami jest jedynym słusznym wyborem. Tylko poprzez zapewnienie uzyskiwania wzajemnych korzyści można kroczyć ku przyszłości. Stany Zjednoczone powinny poszerzyć perspektywę i racjonalnie spojrzeć na stosunki między dwoma krajami. Chiny nie chcą rzucać wyzwań Stanom Zjednoczonym, nie chcą również ich zastąpić. Stany Zjednoczone nie mogą kontrolować Chin, a tym bardziej powstrzymać ich rozwoju. Duże kraje istnieją, gdyż dostosowują się do szybkiego rozwoju innych krajów i harmonijne współistnieją ze światem zewnętrznym. Chiny pragną wraz ze Stanami Zjednoczonymi podejmować wysiłki i ramię w ramię starać się by harmonia, współpraca i stabilność stały się motywem przewodnim stosunków chińsko-amerykańskich, a dobrobyt w obu krajach i na świecie stale rósł.
Europa jest ważnym obszarem na współczesnej mapie świata, a stosunki między Chinami a wieloma krajami europejskimi mają status wszechstronnego partnerstwa strategicznego. Państwo Środka angażuje się w kształtowanie partnerstwa z państwami Europy w 4 aspektach, tj. pokoju, wzrostu, reform i kultury oraz pracuje nad wzrostem globalnego znaczenia wszechstronnego partnerstwa strategicznego między Chinami i krajami Europy. Państwo Środka popiera proces integracji europejskiej oraz jedność i wzrost znaczenia Unii Europejskiej. Chiny wspierają Europę w rozszerzaniu swej roli na arenie międzynarodowej. Państwo Środka i Europa podejmą kolejne kroki w celu pogłębienia współpracy, będą wspólnie chronić multilateralizmu, by zapewnić światu więcej czynników stabilizujących.
Państwo Środka będzie w dalszym ciągu wspierać multilateralizm, bronić sprawiedliwości i równości międzynarodowej. Będzie wraz z innymi krajami promować praworządność oraz demokratyzację i racjonalizację stosunków międzynarodowych. Będzie aktywnie uczestniczyć w reformowaniu i kształtowaniu systemu globalnych rządów oraz na bieżąco podsumowywać praktyki i doświadczenia związane z rządami na szczeblu krajowym. Będzie dalej zgłębiać pozytywne aspekty „modus operandi” chińskiej kultury, koncepcje rządów oraz problemy obecnej epoki. Podejmie również wysiłki by chińska wiedza, doświadczenie i siła miała wkład w udoskonalanie globalnych rządów.
Chiny Nowej Ery podążają ścieżką socjalizmu o chińskiej charakterystyce zachowując determinację, która nie ulegnie zmianie. Nie zniknie ona na płaszczyźnie chęci do wspólnej nauki i współpracy z innymi państwami na zasadach wzajemnych korzyści. Nie zniknie również determinacja do tego, by iść naprzód, ku przyszłości, razem z całym światem. Państwo Środka zwraca się do świata z jeszcze większa otwartością i tolerancją, będzie kształtować pozytywne zależności oraz działać na rzecz postępu i dobrobytu w Chinach i na świecie. Przyszłe losy wszystkich państw jeszcze nigdy nie były ze sobą tak ściśle związane. Stworzenie wspólnej przyszłości dla całej ludzkości jest możliwe, gdy zjednoczeni będziemy kierować się wspólnymi celami, dzielić się możliwościami i wspólnie stawiać czoła wyzwaniom. W ten sposób możemy stworzyć świat piękniejszym i kroczyć w kierunku świetlanej przyszłości.
Liu Guangyuan jest ambasadorem Chińskiej Republiki Ludowej w Rzeczpospolitej Polskiej

Strażnik głównego rynsztoka

Nie mam już siły na obrońców tzw. III RP. Niestety, ci ludzie są jak bumerang – ciągle wracają. A czasem jeszcze z bratnią pomocą.

Ileż to już naczytałem się wzniosłych i nadętych peanów na cześć transformacji! Pal licho, jeśli są to po prostu propagandowe popłuczyny prawicy, która jest jej polityczną beneficjentką. Trudno mieć uwagi do uciechy tych, którzy na niej skorzystali nie tylko kolonizując każdy skrawek przestrzeni publicznej, ale także serca i umysły swoich – przynajmniej teoretycznie biorąc – przeciwników politycznych.
Zanim jeszcze doszło do „zamachu w Smoleńsku” i zanim rozgorzała wojna o inwestyturę pomiędzy PO i PiS, religią, która subordynowała społeczeństwo (w Polsce i w całym Bloku Wschodnim) był antykomunizm. Ta najbardziej zbrodnicza ideologia, jaką wykoncypowała ludzkość, dziś także jest wszechobecna, ale już bardziej jako tło niż bezpośrednie narzędzie formatowania nastrojów społecznych. Tylko na skrajne grupki KOD-erskich cyrkowców, antykomunizm jako taki może działać ożywczo. No i dla ekstremistycznych facecjonistów typu poseł-elekt Grzegorz Braun, dla którego wszystko jest w Polsce post-sowieckie, albo Stanisław Michalkiewicz, wedle którego żydokomuna czai się za każdym rogiem z kijem baseballowym w ręku.
Ale ich można jeszcze jakoś zrozumieć. Najbardziej dokuczliwe są wyrażone z górnolotną, syntetyczną powagą komunikaty o śmiertelnych niebezpieczeństwach jakie zawisły nad „dorobkiem III RP” przez osoby, którym udaje się pozycjonować jako lewica. Spiskowo-ksenofobiczny ton ludzi takich jak Tomasz Piątek czy Przemysław Witkowski, którzy „ruską agenturę” tropią pewnie nawet w swoich lodówkach poraża. Demonstracyjnie troskliwe komentarze Jakuba Majmurka na wysokim C o „Zachód” są jak braunowskie alarmistyczne wezwania do obrony cywilizacji łacińskiej. Bo co to będzie, jak Polska ją opuści? Wszyscy umrzemy. A wspólnym mianownikiem tego jest oczywiście uznanie dogmatu o transcendentalnym dobru transformacji. W ten sposób tworzy się oddziały strażników bezkrytycyzmu, których moralność naruszają np. rozliczne nagonki wszczynane przez Kaczyńskiego, ale gdy przychodzi do przehandlowania braku bezdomności i pełnego zatrudnienie za „demokrację” i wolny rynek, to już spoko.
Gdyby jednak wątpliwości tego rodzaju rozeszły się po ludziach za bardzo lub gdyby nie nastarczyło argumentów, z bratnią pomocą przyjdzie zawsze Zachód. Nie wiem czy apologetom III RP zabrakło w Polsce paliwa, nie sądzę. Jednak ogólniej patrząc, w Europie, po kapitulacji socjaldemokratów i przejściu na całej oficjalnej lewicy na wiarę neoliberalno-euroatlantycką do głosu zaczęła dochodzić prawicowa ekstrema. Polska nie jest wyjątkiem. Walką z tą nawałą jest bardzo trudna, gdyż strona przeciwna nie ma do zaproponowania niczego poza powrotem do status quo.
Przekonuje o tym Shaun Walker, brytyjski dziennikarz z – a jakże – lewicowego The Guardian. Popełnił był ów przedwczoraj wielki pean na temat tego, jak to Europa Wschodnia nigdy w historii nie miała się lepiej niż teraz, jak to wszystkim nam żyje się czarownie i jak to wszystko jest zasługą przemian po 1989 r. Jest to tekst propagandowy, który powinno się umieścić jako specjalny wzorzec, albo w jakimś muzeum. Kompozycja półprawd i statystycznych manipulacji jest tam naprawdę misternie skonstruowana.
Trzeba być łajdakiem, a nie dziennikarzem, żeby ocean cywilizacyjnego upadku jaki powstał w Europie Wschodniej nazywać „Golden Age”.
Do niedawna ponad 60 proc. Polek i Polaków żyło na granicy ubóstwa. W 2018 r. pomimo wdrożenia różnych transferów socjalnych znacznie wzrosło skrajne ubóstwo. Zjawisko niemal nieznane przez 1989 r.
Polską rządzi partia fundamentalistycznego, autorytarnego dziadostwa, która rząd dusz kupuje sobie drobnymi wydatkami na socjal; to dzięki temu, że kraj został w latach 90. zdewastowany ekonomicznie. Organizowane są dzikie nagonki na imigrantów i osoby nieheteronormatywne.
Po przyjęciu Polski do Unii Europejskiej i otwarciu rynku pracy z kraju wyemigrowało za chlebem ponad 2 mln ludzi.
Od początku transformacji zlikwidowano w Polsce kilkanaście tysięcy szkół, bibliotek, przedszkoli i żłobków.
Służba zdrowia nigdy nie podniosła się po zadanym jej w pod koniec lat 90. zarażeniu rakiem zwanym najpierw Kasami Chorych, a później Narodowym Funduszem Zdrowia. Niedawno najważniejszy szpital w Polsce – przy stołecznej ul. Banach zamknął dziewięć sal chirurgicznych.
I żeby nie było tak polonocentrycznie, dorzucę jeszcze co nieco o Bułgarii.
Transformacja ustrojowa spowodowała wyludnienie kraju. Bez wojny, bez przejścia frontu, bez jednego wystrzału z demograficznej mapy Bułgarii zniknęła 1/3 nacji. Z blisko dziesięciomilionowego państwa stała się pustynią. Pozostało tam ok. 6 mln obywateli z czego dwa mieszkają w Sofii.
Dorasta drugie pokolenie analfabetów wśród przedstawicieli mniejszości romskiej od kiedy zlikwidowany został obowiązek pracy oraz spółdzielnie rolnicze i tzw. wojska zawodowe.
W Bułgarii eksplodowała niesamowita fala rasizmu, ksenofobii, homofobii i innych tego typu nienawistnych trendów. Ich polityczne demonstrowanie było wcześniej ścigane.
Premierem tego kraju jest gangster.
Największą grupą emerytów są ci pobierający minimalną emeryturę. Wynosi 220 lewów, czyli ok. 450 zł.
Do Walkena to na pewno nie dotrze. Ale może jakiemuś wielbicielowi Guardiana da do myślenia.

 

Nobel za walkę z ubóstwem

Laureatami tegorocznej nagrody nobla w dziedzinie ekonomii zostali Abhijit Banerjee, Esther Duflo i Michael Kremer. Nagrodę otrzymali za „eksperymentalne podejście do łagodzenia globalnego ubóstwa”.

Troje laureatów wskazywała, że ogólny problem ubóstwa może być rozwiązywany poprzez wyodrębnienie mniejszych i konkretnych problemów, takich jak edukacja czy opieka medyczna. „Bezpośrednim efektem ich pracy było to, że pięć milionów hinduskich dzieci skorzystało z efektywnych programów korepetycji w szkołach” – czytamy w oświadczeniu Królewskiej Szwedzkiej Akademii Nauk.
Pomysł naukowców wytłumaczono na przykładzie poprawy zdrowia dzieci. Laureaci zaproponowali dekonstrukcję tego zjawiska i wyłonienie poszczególnych kwestii. Ich zdaniem należałoby się przyjrzeć metodom edukacji, systemom opieki zdrowotnej, rolnictwu i dostępności kredytów.
Kremer, Banerjee i Duflo w eksperymentalny sposób wskazywali np. na mechanizmy marnotrawstwa środków w systemie edukacji. Badacze sprawdzali również jaki jest efekt dawania dzieciom książek, a także odpowiedziała na pytanie jak ograniczyć nieobecność nauczycieli.
– Nasze podejście polega na rozpakowywaniu problemów jeden po drugim i analizowaniu ich tak naukowo, jak to tylko możliwe – powiedziała Esther Duflo, cytowana przez brytyjski dziennik The Guardian. 47-letnia Duflo jest też najmłodszą laureatką Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii. Prywatnie jest żoną innego z tegorocznych laureatów – Abhijita Banerjee.
Abhijit Banerjee jest pochodzącym z Indii amerykańskim profesorem na uczelni Massachusetts Institute of Technology (MIT). Na MIT pracuje również wspomniana wyżej jego małżonka, amerykańsko-francuska profesor. Z kolei trzeci z laureatów – Michael Kremer jest profesorem na Uniwersytecie Harvarda. Pochodzi z USA.
Nagroda, którą podzielą się laureaci, wynosi 9 mln koron szwedzkich, czyli ok. 3,5 mln zł.
Nobel z ekonomii – w przeciwieństwie pięciu pozostałych kategorii – nie został ustanowiony w testamencie Alfreda Nobla, ale został ufundowany przez szwedzki bank centralny. Pierwszy raz przyznano go w 1969 r. Oficjalnie wyróżnienie to nazywa się Nagroda Banku Szwecji w Dziedzinie Ekonomii im. Alfreda Nobla.

PiS bez pomysłu, opozycja zahipnotyzowana

Hat-trick Kaczyńskiego zdominował debatę programową i całą kampanię wyborczą. Propozycje programowe Prawa i Sprawiedliwości, dotyczące m.in. wzrostu płacy minimalnej, od kilku dni są nieustannie komentowane przez polityków opozycyjnych i dziennikarzy.

Koalicja Obywatelska straszy, że jeżeli propozycje partii rządzącej zostaną zrealizowane, Polsce zagrozi recesja i katastrofa rodzimej przedsiębiorczości, a czołowi politycy lewicy twierdzą, że w swoich pomysłach gospodarczych PiS wzorował się na jej pomysłach przedstawionych kilka dni wcześniej. Niektórzy komentatorzy powtarzają dziwną tezę, zgodnie z którą PiS jest najbardziej lewicową partią w Polsce. Środowisko Leszka Balcerowicza, tradycyjnie już, uznało PiS za partię socjalistyczną.

Wszystkie te podejścia zdumiewają – przede wszystkim tym, że traktują propozycje prezesa jako całościową wizję społeczno-ekonomiczną.

Tymczasem pomysły PiS-u na wybory są po prostu słabe, mało rozwojowe, a z jakkolwiek pojmowaną lewicowością nie mają nic wspólnego. Trudno wręcz zrozumieć, dlaczego lewica nie korzysta z okazji, aby pokazać pomysły PiS-u jako dowód jego słabości.
Propozycje partii rządzącej to każdorazowo świadczenia pieniężne dobrane pod konkretny elektorat. W przyjmowanych rozwiązaniach nigdy nie chodzi o rozwiązanie ważnego społecznie problemu czy poprawę jakości życia społeczeństwa, tylko efektowny (i zazwyczaj nieefektywny) transfer pieniężny, który krótkoterminowo zostanie doceniony przez jego odbiorców. Jednocześnie PiS powiela neoliberalny dogmat o tym, że państwo nie jest w stanie rozwiązywać kluczowych problemów społecznych i dlatego nie ma sensu rozwijać usług publicznych. Zgodnie z tym dogmatem PiS nie dba o państwową służbę zdrowia, niszczy szkolnictwo, lekceważy pomoc socjalną, nie zajmuje się ekologią czy transportem publicznym, nie interesuje się opieką żłobkową i przedszkolną, ani tym bardziej opieką senioralną. Wybrane grupy mają otrzymać nieco pieniędzy i zorganizować sobie usługi zdrowotne, edukacyjne czy transportowe na własną rękę.
Na tym właśnie polega program Rodzina 500+ – państwo ściąga od obywateli podatki, a następnie przekazuje je gospodarstwom domowym z dziećmi. Dokładnie o to samo chodzi w świadczeniu Wyprawka+. Wszyscy składamy się z podatków, aby przelać pieniądze grupie wskazanej przez partię rządzącą. Za rządów PiS podatki wciąż są bardzo mało progresywne, więc na flagowy program rządu składa się ogół obywateli, a w świadczeniu Rodzina 500+ nie ma już kryterium dochodowego nawet na pierwsze dziecko, więc środki również otrzymują biedni i bogaci, tyle że z dziećmi. W ostatecznym rozrachunku pieniądz krąży, nie zmniejszając nierówności społecznych, ani nie rozwiązując żadnego ważnego problemu. Gdyby chodziło o dobro dzieci, PiS na przykład wprowadziłby do szkół nieodpłatne pełnowartościowe posiłki dla wszystkich uczniów, ale z tego rozwiązania zrezygnowano. Znacznym ułatwieniem dla dzieci i ich rodziców byłaby też pełna refundacja kosztów podręczników, ale to program, który rozpoczął rząd PO-PSL, a PiS uznał, że nie ma sensu go rozszerzać.

Program Rodzina 500+ nie rozwiązuje też problemu ubóstwa, które radykalnie wzrosło w 2018 r.

Eksperci od wielu miesięcy zwracają uwagę, że bezwzględna bieda mogłaby być ograniczona znacznie bardziej i za mniejsze środki niż poprzez 500+, ale rząd nie chce nawet o tym słyszeć. Dlatego świadczenia z pomocy społecznej pozostają na skromnym poziomie przy niskich kryteriach dochodowych. Na ograniczenie ubóstwa duży wpływ miałoby zwiększenie dostępności leków i obniżki cen transportu na terenach wiejskich, ale to również kwestie zbyt skomplikowane i trudne do przekazania w kampanii wyborczej, więc rząd bardzo niewiele robi na tych obszarach. Jest 500+ i 300+, więc obywatele mają być zachwyceni. A gdy ktoś protestuje, to się go straszy złymi liberałami, którzy przyjdą i zakręcą kurek z pieniędzmi. Niestety opozycja nie korzysta z okazji, aby na tym polu nakreślić alternatywę wobec polityki rządu. Wciąż słyszymy, że świadczenia rządu są świetnymi rozwiązaniami, które co najwyżej zostaną rozwinięte o nowe propozycje. Skąd na nie wziąć pieniądze, już się nie dowiadujemy. Najwyraźniej i lewica, i liberałowie dali się zaszantażować polityce społecznej władzy i uznali, że inna polityka nie jest możliwa.
Tak właśnie wygląda reakcja opozycji na tzw. hat-trick Kaczyńskiego. Już w 2015 r. wiele słyszeliśmy o dobrej zmianie na rynku pracy. Minęły prawie cztery lata i nic takiego nie nastąpiło. Liczba umów niestandardowych utrzymuje się na wysokim poziomie, skala samozatrudnienia wręcz wzrośnie, a PIP wskazuje, że wciąż funkcjonują dziesiątki tysięcy umów zleceń, gdy są spełnione kodeksowe warunki etatu. Jednocześnie w bezpośrednio nadzorowanych przez władzę instytucjach publicznych i spółkach skarbu państwa panuje kolesiostwo, mobbing, dyskryminacja związków zawodowych poza podporządkowaną władzy „Solidarnością”. Na dodatek utrzymują się bardzo niskie płace nauczycieli, pracowników służby zdrowia czy pracowników socjalnych, a władza co najwyżej arbitralnie podnosi wynagrodzenia wybranym pracownikom i grupom zawodowym. Nie tylko więc nie ma dobrej zmiany na rynku pracy, ale wręcz na wielu obszarach doszło do pogorszenia standardów pracy pomimo świetnej koniunktury gospodarczej.
W tym kontekście deklaracja Kaczyńskiego odnośnie skokowego wzrostu płacy minimalnej wygląda na wyabstrahowany pomysł obliczony na wygraną w wyborach parlamentarnych, a nie przemyślane rozwiązanie, dzięki któremu mieliby zyskać pracownicy.
Zresztą wydaje się, że nawet część rządu nie została poinformowana o pomysłach prezesa partii.

Wielu lewicowych komentatorów docenia gest prezesa, twierdząc, że pokazuje on odwagę i wrażliwość PiS-u na tle partii opozycyjnych. Niektórzy wręcz żałują, że nikomu nie udało się przelicytować pomysłu partii rządzącej. Tymczasem propozycję nagłego wzrostu płacy minimalnej bez zmiany innych wskaźników społeczno-ekonomicznej trudno jednoznacznie ocenić.

Oczywiście płacę minimalną warto szybko podnosić, ale powinna to być część całościowych działań na rzecz świata pracy. Warto pamiętać, że w krajach socjaldemokratycznych głównym mechanizmem poprawy sytuacji pracowników są układy zbiorowe, których w Polsce prawie w ogóle nie ma. Są też silne związki zawodowe, które PiS całkowicie lekceważy, mając jedynie podporządkowaną sobie „Solidarność”. Ważnym elementem stymulowania wzrostu płac są też podwyżki w sferze budżetowej i samorządowej. Tymczasem na tym obszarze rząd robi bardzo niewiele i bez zmiany strategii, a przy zachowaniu deklaracji o wzroście płacy minimalnej, za 3-4 lata być może nawet połowa pracowników będzie zarabiać minimalne wynagrodzenie. Zresztą GUS pokazuje, że już teraz rośnie odsetek pracowników zarabiających co najwyżej płacę minimalną.
Rośnie też odsetek samozatrudnionych i rząd nie wprowadza żadnych ustawowych mechanizmów na rzecz ograniczenia umów niestandardowych. W praktyce daje to możliwości omijania płacy minimalnej na masową skalę, co zresztą już teraz ma miejsce. Warto więc podnosić płacę minimalną, ale tak, aby pomagała ona ludziom pracy. Czy w wersji PiS-owskiej skutki będą wyłącznie pozytywne – można mieć wątpliwości, a w każdym razie partia rządząca nie zadbała, aby pokazać, że wzrost płacy minimalnej jest częścią szerszego planu. Nie jest też jasne, dlaczego płaca minimalna ma wynosić w 2021 r. 3000 zł brutto, a w 2024 r. 4000 zł. Czy dlatego, że takie kwoty efektownie wyglądają? A jeżeli w 2022 r. przyjdzie recesja i średnia płaca stanie w miejscu, to co wtedy zrobi prezes? Znacznie lepszym rozwiązaniem rekomendowanym przez Lewicę, Koalicję Obywatelską i związki zawodowe jest powiązanie płacy minimalnej ze średnim wynagrodzeniem albo z medianą.

Można pomyśleć nad takim mechanizmem też w obrębie poszczególnych branż, ale musi tu być jakaś odpowiedzialna myśl, a nie tylko plan na wygranie wyborów.

Jeszcze mizerniejsza i krótkofalowa jest propozycja wypłaty trzynastek i czternastek dla emerytów. Emerytury w Polsce są coraz niższe, szczególnie kobiet, ale jednorazowy prezent z okazji wyborów nie ma nic wspólnego z odpowiedzialną polityką senioralną. PiS nawet nie próbuje rozwijać całościowej polityki senioralnej, nie ma żadnego pomysłu na służbę zdrowia, nie wspiera osób z niepełnosprawnościami, nie podejmuje działań na rzecz aktywizacji zawodowej osób starszych ani nie ma pomysłu, jak systemowo podnieść emerytury. Jedyny pomysł to efektowne i mało efektywne rzucenie jednorazowego dodatku, który przy gorszej koniunkturze można będzie zlikwidować. Takie podejście nie rozwiązuje żadnego problemu, ani nie daje szansy na trwałą poprawę jakości życia seniorów. To obietnica sformułowana tylko po to, aby PiS wygrał wybory.
Co na to opozycja? Nikt nawet nie krytykuje takiej metody radzenia sobie z problemami społecznymi, a opozycja jednym chórem woła, że żadnego PiS-owskiego świadczenia nie zniesie. Skoro tak, to trudno dociec, z jakich środków Schetyna, Kidawa-Błońska, Czarzasty czy Zandberg zrealizują swoje własne obietnice – zresztą znacznie sensowniejsze niż trzynastki i czternastki Kaczyńskiego. Ale jeżeli lewica i liberałowie chcą utrzymać wszystkie świadczenia wprowadzone przez PiS, to bez radykalnego podniesienia podatków nie znajdą środków na realizację swoich programów.

Ostatni pomysł z hat-tricku Kaczyńskiego o znacznie wyższych opłatach dla rolników to już czysty wyborczy populizm, nie mający związku z rzeczywistością, gdyż poziom dopłat będzie zależny od decyzji całej Unii Europejskiej, a nie woli prezesa. A w Unii mało kto interesuje się hat-trickiem Kaczyńskiego czy piątką Morawieckiego. 500

10 fundamentalnych pytań do prof. Grzegorza Kołodki

W nowej serii pt. „10 pytań do…” Filip Lamański rozmawia z prof. Grzegorzem W. Kołodko, który opowiada m.in. o tym w którym kierunku zmierza nasz świat, jak powinny wyglądać relacje między Chinami i USA oraz czy ludzkość poradzi sobie z kryzysem klimatycznym?

Dokąd zmierza świat?

G.W.K. Hmm… Starałem się odpowiedzieć na to pytanie całą książką, 448 stron, zatytułowaną „Dokąd zmierza świat. Ekonomia polityczna przyszłości”, ale tak najkrócej to do epoki chaosu. Każda epoka jednakże mija, przejdzie zatem i ten okres zamętu, choć zajmie to wiele dziesięcioleci. Narastać będą napięcia, sytuacja będzie nieustannie konfliktogenna, ale wielkich otwartych konfliktów może udać się uniknąć. Nadzieja w tym, że piętrzące się przed ludzkością i współczesną cywilizacją problemy – łącznie z ich potężną piątką, czyli zmianami klimatycznymi, wyczerpywaniem się nieodnawialnych zasobów Ziemi, masowymi migracjami ludności, nierównościami warunków życia oraz konfliktami zbrojnymi – są rozwiązywalne. Rozwiązywalne wszak nie oznacza, że będę rozwiązane.

Czy narastające nacjonalizmy, o których pisze Pan w swoich książkach, mogą zatrzymać globalizację?

Nie. Narastające nacjonalizmy – tak te stare, jak w Indiach czy Rosji, jak i te nowe, skierowane przeciwko globalizacji – oraz populizm to złe odpowiedzi na neoliberalizm i niesprawiedliwą odsłonę globalizacji. Nie walczy się złem ze złem, jedną głupotą z inną. Nasza szansa na znośną, a może nawet dużo lepszą przyszłość musi polegać na globalizacji inkluzyjnej, sprawiedliwiej dzielącej efekty zintegrowanego rozwoju gospodarczego. O tym właśnie mówi Nowy Pragmatyzm. Nacjonalizmy i populizmy – i ten prawicowy, współcześnie silniejszy, i ten lewacki – dodatkowo komplikują funkcjonowanie światowej gospodarki i hamują proces globalizacji, ale ze względu na globalne łańcuchy dostaw, siłę transferów kapitałowych, umiędzynarodowienie produkcji i handlu, potęgę transnarodowych firm, a także ze względów kulturowych (podróże, wymiana kulturalna, kontakty międzyludzkie) globalizacji nie zatrzymają. W długim okresie jest to proces nieodwracalny. I dobrze, gdyż jego korzystne strony przeważają nad ułomnościami.

Czy Chiny będą w stanie przeciwstawić się w dłuższej perspektywie USA i czy czeka nas zmiana światowego hegemona?

I o tym napisałem książkę – o połowę krótszą, bo dokładnie 224 strony – pod prowokacyjnym tytułem „Czy Chiny zbawią świat?”. Otóż nie zbawią, ale odegrają niepomierną rolę w tym, by się nie wywrócił. Chiny nie zepchną też Stanów Zjednoczonych na drugi tor i nie staną się światowym hegemonem, ale nieuchronnie będą coraz potężniejsze. Świat jest pojemny i da się w nim pomieścić więcej niż jedną superpotegę. Rozpętanie przez USA wojny handlowej to brak rozsądku, a nakręcanie przezeń spirali zbrojeń i nowej zimnej wojny to szaleństwo. Chinom nie należy się antagonistycznie przeciwstawiać, ale trzeba z nimi po partnersku się układać; nie tylko w sprawach dwustronnych, lecz także globalnych, odnoszących się do mechanizmów pokojowego rozwoju całego świata.

Czy czeka nas po raz kolejny polaryzacja świata, jak to miało miejsce w czasie I Zimnej Wojny?

Niekoniecznie. Nieracjonalne zachowania obecnej administracji amerykańskiej miną wraz z prezydenturą Donalda Trumpa, Unia Europejska postępuje rozsądnie, Indie, Rosja i inni globalni gracze oraz regionalne potęgi, takie jak Pakistan, Turcja, Nigeria, Brazylia, Meksyk, nie są zainteresowane zimną wojną, bo bynajmniej nie sprzyja to ich gospodarczemu rozwojowi. Oczywiście, kluczowe są i będą stosunki chińsko-amerykańskie i dlatego z uwagą trzeba obserwować ich ewolucję, a nade wszystko sprzyjać łagodzeniu napięć i poszukiwaniu nowych sposobów sterowania współzależną, wewnętrznie sprzężoną w wyniku globalizacji gospodarką XXI wieku. Ogromne przy tym znaczenie ma ułożenie się wielostronnych stosunków chińsko-rosyjskich. Obecna zimna wojna (nazwałem ją kiedyś II zimną wojną, zob. „Nowy pragmatyzm z chińską charakterystyką”, ledwie się rozkręca, ale bynajmniej nie musi trwać podobnie długo, jak ta poprzednia (o której teraz już możemy mówić I zimna wojna).

Zmiany w europejskiej demografii mogą wymagać od nas „sprowadzenia” rąk do pracy z innych kontynentów. Czy jesteśmy skazani na imigrację?

Tak. Trwać będą wewnątrz europejskie wędrówki ludów (więcej rodaków do kraju wróci niż stąd wyjedzie), jak i zwłaszcza imigracja do Europy. To jedno z największych wyzwań, przed jakimi stoimy, zresztą nie tylko w naszej części świata. Nieuchronna jest zarówno większa tolerancja, otwarcie i wielokulturowość, jak i zasadniczo zwiększona pomoc rozwojowa (finansowa, edukacyjna, polityczna) dla krajów biedniejszych, uwikłanych w konflikty etniczne i zbrojne oraz dewastowanych przez zmiany klimatyczne.

Z drugiej strony rosnące koszty pracy w Europie i Azji mogą doprowadzić do „przeniesienia przemysłu” do krajów afrykańskich. Czy Afryka może być dla Zachodu tym, czym dotychczas były Chiny?

Nie. Ze względów klimatycznych i kulturowych. Tylko część produkcji tam trafi. Już to się dzieje w niektórych krajach – tak subsaharyjskich, jak Lesotho, Tanzania, Kenia czy Etiopia, jak i arabskich, jak Egipt, Tunezja, Algieria czy Maroko – podobnie jak przejmowanie niektórych sektorów wytwórczych i usługowych przez uboższe azjatyckie kraje (a więc i z tańszą siłą roboczą), jak Wietnam, Bangladesz, Pakistan czy Myanmar. Nie przesadzajmy z tym „przenoszeniem przemysłu”, gdyż występują tu znaczące ograniczenia, zwłaszcza w gałęziach bardziej nasyconych zaawansowaną technologią. One muszą być ulokowane w klastrach zasobnych w wykwalifikowaną siłę roboczą, z odpowiednią infrastrukturą i otoczeniem instytucjonalnym. Nie da się przenieść przemysłu elektronicznego z Shenzhen do Lagos, ale da się alokować fabrykę konfekcji z przedmieść Chengdu na peryferie Dar es Salam. Co zaś do Afryki, to powoli i tam autonomicznie rozwijać będą się rozmaite rodzaje przemysłów przetwórczych; już to się dzieje. Jednakże Afryka to nie będą „drugie Chiny”.

Czy ciągły wzrost gospodarczy ma szanse mieć miejsce w długiej perspektywie, mając na uwadze wyczerpujące się zasoby i coraz większa degradację Ziemi?

Bynajmniej. Trzeba odejść od ekonomii i polityki nieustannego wzrostu gospodarczego. Jak pokazuje to Nowy Pragmatyzm, jesteśmy już w poPKBowskiej rzeczywistości, co wymaga poPKBowskiej teorii ekonomii i opartej na niej poPKBowskiej polityki zintegrowanego, czyli potrójnie – ekonomicznie, ekologicznie i społecznie – zrównoważonego rozwoju. W przyszłości coraz większą uwagę trzeba będzie zwracać na imperatyw równowagi, relatywnie mniej natomiast przeć na szybki ilościowy wzrost produkcji. W skali świata wymaga to zróżnicowanego tempa wzrostu. Trzeba zachować dostateczną przestrzeń ekologiczną do szybkiego wzrostu gospodarczego narodów na dorobku, co zarazem wymaga kontrolowanego – i trwałego – jego spowolnienia w krajach, które już się dorobiły. W innym przypadku światowa gospodarka napotka nie tylko bariery surowcowe i ekologiczne, lecz także społeczne i polityczne. To droga do megakryzysu – czy też, jak to określiłem w „Wędrującym świecie”, Jeszcze Większego Kryzysu, JWK – który z dzisiejszej perspektywy jest jeszcze wciąż możliwy do uniknięcia. Nałożenie się na siebie eskalujących faz kryzysów ekonomicznego, demograficznego i klimatycznego to kataklizm.

Jak Pan widzi przyszłość UE i strefy euro? Czy ten projekt będzie dalej się rozwijał, czy może z czasem dojdzie do jego rozpadu? Czy Polska, Czechy, Węgry, Szwecja i Dania w końcu dołączą do strefy euro, czy będą twardo stać na straży niezależności walutowej i odkładać ten proces?

Z realistycznym optymizmem. Unia Europejska poszerzy się o kraje bałkańskie, z czasem może także o Norwegię i Islandię. Nie wejdzie w jej skład ani Turcja, ani Ukraina i z zupełnie innych przyczyn również Szwajcaria. Integracja europejska będzie pogłębiać się na wszystkich płaszczyznach – gospodarczej, kulturowej, społecznej i politycznej – ale będzie to wspólnota narodów, a nie unia w pełnym tego słowa znaczeniu. Mało będzie federacji, dużo koordynacji. Zgrzytać będzie nieustannie, od czasu do czasu przeżywać będziemy rozmaite kryzysy – bardzo poważne też – których rozumne przezwyciężanie będzie z czasem wzmacniać integrację. Unia Europejska, to wiodące w skali świata ugrupowanie zrzeszające ponad pół miliarda ludzi, będzie skutecznie konkurować zarówno ze Stanami Zjednoczonymi, jak i z Chinami, stanowiąc trzeci główny filar globalnego układu.
Oczywiście, w odróżnieniu od rozpadu USA, do którego dojść nie może, nie można wykluczyć rozpadu UE, ale jest to wariant na tyle mało prawdopodobny, że w scenariuszach na przyszłość można go spokojnie nie brać pod uwagę. Większe natomiast – choć wciąż bardzo znikome – jest prawdopodobieństwo rozkładu strefy wspólnej waluty euro. Uważam jednak, że nie tylko przetrwa ono okres obecnych trudności, ale wyjdzie z nich wzmocnione. Z czasem udział euro w zasobach światowych rezerw walutowych będzie rósł (skądinąd podobnie jak chińskiego juana, a w obu przypadkach kosztem amerykańskiego dolara). Przez czas jakiś jeszcze – warunkowany raz to politycznie, kiedy indziej ekonomicznie – niektóre kraje członkowskie UE będą pozostawały poza obszarem euro, ale w końcu doń przystąpią. Chorwacja już niedługo, nieco później Bułgaria, później kolejne kraje, w tym Polska w drugiej połowie dekady 2020. Sądzę, że też Dania – jedyny kraj (poza Wielką Brytanią opuszczającą Unię) na mocy traktatowej mogący pozostawać poza unią walutową – dołączy do tego grona. Za kilkanaście lat Unia Europejska może liczyć ponad 30 członków i wszystkie one będą miały w obiegu euro. Mogą, nie muszą.
W przypadku krajów małych i średnich nie ma lepszego sposobu na stawianie czoła wyzwaniom globalizacji – maksymalizacji płynących zeń korzyści i minimalizacji nieodzownie towarzyszących jej kosztów – jak regionalna integracja opierająca się na instytucjach społecznej gospodarki rynkowej.

Jakie rozwiązać te wszystkie problemy Wędrującego Świata, z którymi już musimy się mierzyć lub przyjdzie nam się mierzyć w niedalekiej przyszłości?

Jeden z rozdziałów „Wędrującego świata” zaczynam maksymą: „Dojść do idealnego świata nie sposób, ale iść trzeba.” Otóż wszystkich problemów rozwiązać się nie da, ale niejeden jak najbardziej. Sztuka polityki – także tej ponadnarodowej, a w przypadku wielkich tego świata wręcz globalnej – polega z jednej strony na wykorzystywaniu nadarzających się okazji, a z drugiej na unikaniu przeradzania się sytuacji konfliktowych w otwarte konflikty – od gospodarczych do zbrojnych. Największe wyzwanie, przed jakim stoi ludzkość w XXI wieku, to reinstytucjonalizacja globalizacji. Skoro ta jest nieodwracalna, to już wyłoniona współzależna gospodarka światowa wymaga odpowiedniego sterowania. Nie rządzenia czy kierowania, ale właśnie sterowania. Po angielsku powiedziałbym, że chodzi o global governance.
Rozpętana przez amerykańskiego prezydenta wojna handlowa i podsycanie nowej zimnej wojny to zaprzeczenie tego, na czym nam musi zależeć, jeśli naprawdę mamy na uwadze dobrą przyszłość całej cywilizcji. Gra powinna iść o global publico bono. Świat potrzebuje nowego ładu, a tymczasem nieudaczni politycy tu i tam serwują mu nowy chaos. Negocjacje, przeformułowanie ponadnarodowych reguł gry i ich przestrzeganie, tworzenie przyczółków globalnej spójności społecznej, ratowanie liberalnej demokracji przed kryzysem, który sama sobie zafundowała flirtowaniem z cynicznym neoliberalizmem, oraz zdroworozsądkowe ograniczanie nacjonalizmów i populizmów – to droga na przyszłość. Na gruncie ekonomicznym trzeba opierać się na Nowym Pragmatyzmie. On też świata nie zbawi, ale trochę pomóc mu może.

Jak Pan wyobraża sobie świat i ludzkość za 100 lat? Czy poradzimy sobie z postępującą dewastacją środowiska naturalnego oraz globalnym ociepleniem?

To będzie lepszy świat niż też nam dany. Za 100 lat będzie nas 10 miliardów i choć już teraz moglibyśmy wyeliminować ubóstwo, to i wtedy jeszcze jakiś miliard będzie żył w biedzie i nędzy. Wciąż w niektórych miejscach ludzi będzie za mało i może nie starczać rąk (a raczej) głów do pracy, gdzie indziej nieustannie będzie ich zbyt wiele. Z postępującą dewastacją środowiska naturalnego oraz globalnym ociepleniem sobie poradzimy; ludzkość nie popełni masowego samobójstwa. Pomoże nam w tym technologia i polityka polegająca na globalnym sterowaniu masowymi działaniami. Niezbywalne są przy tym stosowne przemiany kulturowe zmierzające do coraz większej dozy spójności społecznej i wypierania mentalności w stylu „moja chata z kraja”.

Neoliberalne utopie głoszące, że rynek samodzielnie rozwiąże i te problemy, należy wreszcie wyrzucić na śmietnik historii. Następne 100 lat (i później też) to okres nieustannych poszukiwań i doskonalenia twórczej synergii potęg rynku i regulacji, tym razem już ponadpaństwowej, a w niektórych sferach wręcz ogólnoświatowej. To nie jest łatwe, ale jest to możliwe. I choć podkreślam, że ani rynek nie wyklucza nieuczciwości, ani demokracja nie eliminuje głupoty, to wiem, iż w przyszłości jednego i drugiego może być mniej. Oby!

Prof. Grzegorz W. Kołodko, najczęściej na świecie cytowany polski ekonomista, członek Europejskiej Akademii Nauk, wykładowca Akademii Leona Koźmińskiego, czterokrotnie wicepremier i minister finansów w latach 1994-97 i 2002-03. Autor ekonomicznych bestsellerów

Śmierć proroka

Kryzys potrwa jeszcze 20, 30 może 40 lat. Będzie chaos i gwałtowne wstrząsy w stosunkach międzynarodowych i gospodarce. Szczegóły są całkowicie nieprzewidywalne i wynik jest nieprzewidywalny – prognozował w 2012 r. Immanuel Wallerstein. Nieustannie czerpiący inspirację z marksizmu socjolog, autor teorii systemów-światów zmarł 31 sierpnia.

Urodzony w Nowym Jorku, związany z Uniwersytetem Columbia badacz początkowo specjalizował się w badaniach nad Afryką. Od połowy lat 70. pracował nad całościowym opisem stosunków gospodarczych i politycznych na świecie, inspirując się marksizmem, koncepcją „długiego trwania” wypracowaną przez francuską szkołę Annales oraz teorią zależności (tj. zależności krajów rozwijających się od rozwiniętych).
Współczesny nam system społeczno-gospodarczy Wallerstein określał jako kapitalistyczną gospodarkę-świat, w której występuje nieograniczona akumulacja kapitału, a cały świat dzieli się na centrum, obszary peryferyjne i przejściowe półperyferia; każdy z tych obszarów charakteryzują odmienne procesy produkcji i wymiany, a w wymianie między nimi zachodzi fundamentalna nierówność. Udowadniał, że obszary peryferyjne są uzależnione od centrum, ich rozwój jest uzależniony od stosunków z centrum, a to z kolei konsekwentnie eksploatuje znajdujące się na peryferiach zasoby surowcowe i „wysysa” stamtąd siłę roboczą. Procesy innowacyjne i produkcja dóbr wysoko przetworzonych możliwa jest tylko w centrum.
W ślad za Marksem Wallerstein podkreślał, iż nieustanna akumulacja kapitału prowadzi do narastania polaryzacji społecznej, a konflikty na tle klasowym nie mogą zostać w gospodarce kapitalistycznej przerwane ani wygaszone. Argumentował, iż w każdym historycznym systemie, także kapitalistycznym, zachodziły i zachodzą długookresowe procesy, które stopniowo podważają jego wewnętrzną równowagę („W pewnym momencie nie sposób już kontynuować wzrostu według starych reguł” – tłumaczył w cytowanym wywiadzie, jaki przeprowadził z nim Adam Leszczyński). Dochodzi do momentu bifurkacji – chwili, gdy system może rozwijać się w dwóch przeciwstawnych kierunkach. Który zwycięży, decydują potężne ruchy społeczne.
W 2012 r. Wallerstein nazwał dwa aktualne przeciwstawne kierunki duchem Davos – od miejsca, gdzie odbywają się zjazdy największych globalnych potęg – i duchem Porto Allegre, od miasta, gdzie odbywały się zjazdy ruchów alterglobalistycznych. Stawiane wówczas przez Wallersteina alternatywy okazały się nadzwyczaj trafne. „Ci ludzie chcą trzech korzyści, które im daje dzisiejszy kapitalizm: wysokich dochodów, możliwości wyzysku i polaryzacji politycznej, która ich trzyma u władzy” – tak definiował duch Davos. Przeciwstawny duch Porto Allegre w jego ocenie dawał możliwość powstania demokratycznego i egalitarnego świata, jakiego dotąd w historii nie było.
W jednym ze swoich ostatnich komentarzy publikowanych na osobistej stronie, w lutym 2019 r. Wallerstein nadal podnosił, iż trwa strukturalny kryzys kapitalizmu. Wzywał lewicę do znalezienia strategii prowadzenia walki klasowej zarówno w krótkiej perspektywie (doraźnej poprawy sytuacji ogromnej większości społeczeństw, poddawanej bezwzględnemu wyzyskowi), jak i w perspektywie średniookresowej. Od wypracowania tych strategii, twierdził, zależy zwycięstwo lub klęska lewicy w okresie kryzysu i przekształceń systemu.

Róża Luksemburg – ekonomia (bardzo) polityczna

Czym jest ekonomia polityczna?

Przedstawiając we Wstępie do ekonomii politycznej podstawowe założenia Marksowskiej teorii wartości opartej na pracy Róża Luksemburg dokonuje kluczowego przesunięcia, pokazując konieczne połączenie między wartością a pieniądzem. Jej zdaniem ”[o]dkrycie, że w wartości wymiennej każdego towaru, a więc i pieniądza, tkwi tylko praca ludzka, a zatem, że wartość każdego towaru jest tym większa, im więcej pracy potrzeba na jego wytworzenie i na odwrót – odkrycie to jest dopiero połową prawdy. Druga połowa prawdy polega na wyjaśnieniu, jakim sposobem i dlaczego praca ludzka przyjmuje tak osobliwą formę wartości wymiennej i zgoła już zagadkową formę pieniądza?”.
Postawione przez Luksemburg pytanie jest zarazem pytaniem o rolę wymiany w społeczeństwie, w szczególności w społeczeństwie kapitalistycznym. Pierwotna forma wymiany zachodząca między plemionami, będącymi niewielkimi gospodarkami planowymi, wraz z powstawaniem własności prywatnej uzyskuje nową kluczową rolę – staje się spoiwem, „jedynym środkiem zespolenia rozproszonych indywiduów i ich pracy w zwartą gospodarkę społeczną”.
Ogólna wymiana w gospodarce bezplanowej nie może oczywiście zachodzić bez pieniądza. Tylko produkt, który został wymieniony na pieniądz posiada wartość. Oznacza to, że praca prowadząca do wytworzenia danego produktu jest początkowo wyłącznie pracą prywatną. Staje się ona społeczna czy też społecznie niezbędna, dopiero jeżeli ktoś uzna, że produkt ten wart jest zapłacenia za niego jakiejś kwoty pieniężnej. W przeciwnym razie produkt ten nie posiada żadnej wartości, a praca wydatkowana na jego wykonanie staje się „wyrzuconą na darmo pracą”. A zatem, jak pisze Bellofiore, „pieniądz jest jedynie ekspresją pracy społecznej […] jest jedyną wspólną rzeczywistością łączącą różne prace prywatne, fragmenty pracy ludzkiej pozbawionej użyteczności”. Marksowska teoria wartości w ujęciu Róży Luksemburg nie jest teorią wyjaśniającą obiektywne zakotwiczenie cen w pewnym fizjologicznym wysiłku człowieka w produkcji, ale teorią odnoszącą się do pewnej specyficznej formy, w której jednostkowa praca staje się społeczna, właściwej wyłącznie gospodarce pieniężnej.
Nietrudno zauważyć także, że abstrakcja[12] związana z uznaniem pracy konkretnej za społecznie niezróżnicowaną, będąca podstawą wartości, ma zatem charakter realny, a nie teoretyczny. Jak pisze Luksemburg w pracy Reforma socjalna czy rewolucja?, abstrakcja ta „nie jest wymysłem, lecz odkryciem […]; istnieje ona nie w głowie Marksa, lecz w gospodarce towarowej”.
Społeczeństwo prywatnych wytwórców spajane wymianą posiada jeszcze jedną kluczową cechę. Procesy gospodarcze przestają być w nim zrozumiałe, przewidywalne dla uczestniczących w nich ludzi, wydają się być czymś zewnętrznym, niezależnym od człowieka, niczym zjawiska przyrodnicze. Dopiero tak wyizolowana i wyobcowana sfera gospodarki potrzebuje nauki zgłębiającej rządzące nią prawa – ekonomii politycznej. Jak pisze Luksemburg:
Nauka Marksa jest dzieckiem ekonomii burżuazyjnej, ale dzieckiem, którego narodziny kosztowały życie matki. W teorii Marksa ekonomia polityczna jako nauka znalazła swe uwieńczenie i swój kres. Potem – jeżeli nie liczyć rozwijania nauki Marksa w szczegółach – powinno nastąpić tylko przekształcenie tej nauki w działanie, a więc walka międzynarodowego proletariatu o urzeczywistnienie socjalistycznego ustroju gospodarczego. Koniec ekonomii politycznej jako nauki jest wydarzeniem historycznym, jest jej przekształceniem w praktykę planowo zorganizowanej gospodarki światowej.
Powyższe sformułowania w ustach ekonomistki, jaką była Róża Luksemburg, mogą dziwić, szczególnie gdy sięgniemy do klasyfikacji Harry’ego Cleavera umieszczającego odczytanie dokonane przez Luksemburg w grupie ekonomicznych i ideologicznych interpretacji Kapitału. Takie interpretacje muszą być prowadzone z perspektywy kapitału i „są zasadniczo biernymi interpretacjami sytuacji społecznej”. Takie zaklasyfikowanie Luksemburg wydaje mi się nie do końca trafne. Jej teoria zdaje się balansować pomiędzy perspektywą kapitału a perspektywą klasy robotniczej. Jest więc zatem przynajmniej częściowo polityczna w rozumieniu Cleavera, tzn. ukazuje związki kategorii i pojęć ekonomii z walką klas i wskazuje na „konsekwencje dla politycznej strategii klasy robotniczej”. Ujęcie przez nią najważniejszego dzieła Marksa jako ostatniego dzieła ekonomii politycznej, przynoszącego jej zniszczenie, nie jest co prawda tożsame z ujęciem amerykańskiego autora, kładącego nacisk na negatywną interpretację pierwszego słowa podtytułu Kapitału (Krytyka ekonomii politycznej), jednak z pewnością wskazanie na konieczność zniszczenia ekonomii politycznej jako nauki i przejścia do praktyki rewolucyjnej pokazują bardzo polityczny wymiar nawet z pozoru czysto „ekonomicznych” prac polskiej marksistki (do tego aspektu nawiążę jeszcze w dalszych częściach artykułu). Interesujące jest także to, że zarówno Luksemburg, jak i Cleaver definiują walkę z kapitalizmem jako walkę z formą towarową. Dla tego drugiego jest ona „podstawową formą kapitału”, zdolność do narzucania której decyduje o utrzymaniu się samego systemu, dla Luksemburg zaś formą, która wytworzyła podział między jednostką a społeczeństwem.

Wartość siły roboczej i związki zawodowe

W kontekście rozważań nad problematyką płac, warto zwrócić uwagę na usytuowanie związków zawodowych we Wstępie do ekonomii politycznej. Ich rolą jest dbałość o wzrost płac realnych robotników, a nie hamowanie spadku płac względnych. Ze swej natury mają one zatem charakter reformistyczny i funkcjonalny względem działania gospodarki kapitalistycznej.
Zdaniem Luksemburg „Dopiero dzięki istnieniu związku zawodowego siła robocza jako towar znajduje się w położeniu, w którym może być sprzedawana według jej wartości. Kapitalistyczne prawo wymiany towarowej w zastosowaniu do siły roboczej nie przestaje obowiązywać wskutek istnienia związków zawodowych, jak to błędnie sądził Lassalle, ale na odwrót, dopiero dzięki nim może być realizowane”.
To stwierdzenie jest próbą rozwiązania fundamentalnego problemu zawartego w samym rdzeniu Marksowskiej teorii wartości. Wartość każdego towaru jest mierzona niezbędnym czasem pracy potrzebnym do jej wytworzenia. Jednak z wartością siły roboczej jest inaczej – zależy ona od czasu niezbędnego do wytworzenia sumy środków utrzymania zgodnych z pewnym historycznie i geograficznie określonym standardem życia, a więc składników używanych w (re)produkcji tego „szczególnego towaru”. Marks „traktuje proces konsumpcji jako automatyczny, niewymagający żadnego wkładu ludzkiej pracy”. Co więcej, to raczej wielkość płac nominalnych określa wartość siły roboczej, a nie odwrotnie. Zdaniem Władysława Bortkiewicza, polskiego matematyka i ekonomisty, „wartość” siły roboczej nie może zostać określona w ten sam sposób, co w przypadku innych towarów. Ze względu na brak prywatnej produkcji siły roboczej na rynek oraz konkurencji między jej wytwórcami niemożliwe staje się ustanowienie przeciętnie niezbędnego czasu pracy potrzebnego do jej wytworzenia. Wartość siły roboczej jest tylko częściowo wytworem pracy abstrakcyjnej związanej z najemną pracą żywą wytwarzającą artykuły konsumpcyjne będące środkami utrzymania. Jest ona również wytwarzana w ramach pozarynkowych systemów edukacyjnych czy rodzinnych. Jeżeli odrzucimy zaś fakt, że siła robocza jest towarem, upada nie tylko rozróżnienie na cenę i wartość siły roboczej, ale także, co znacznie ważniejsze, niemożliwe jest określenie wielkości wartości dodatkowej, a co za tym idzie, także wyzysku.