Czy obywatele sfinansują potrzeby państwa?

Ziarno prawdy, czyli jak Telewizja Trwam doprowadziła do powstania najgłośniejszego fake newsa w Polsce.
W ostatnich miesiącach – po wybuchu pandemii koronawirusa – obserwujemy w Polsce, ale i na świecie, znaczący przyrost fake newsów dotyczących bezpieczeństwa ekonomicznego państwa. Rozpowszechniane są one w portalach społecznościowych i serwisach internetowych. Zdarza się, że są powtarzane przez prasę i telewizję. Fake newsy w świecie „mediatyzacji” życia społecznego wykorzystywane są również przez polityków do bieżącej walki politycznej.
Informacje te dotyczą różnych obszarów funkcjonowania państwa. Co chwilę możemy napotkać fałszywe wiadomości dotyczące choroby COVID-19, sposobu walki z nią, czy też podwyższonego ryzyka wdychania skażonego powietrza w związku z pożarem lasów w okolicy Czarnobyla.
W Ośrodku Analiz Politologicznych UW powstała analiza autorstwa dr. Kamila Mroczki poświęcona fake newsom w czasach pandemii koronawirusa – a dotycząca zwłaszcza wyzwań i problemów sektora bankowego w Polsce.
Fake newsy nie omijają bowiem ekonomii i systemu gospodarczego państwa polskiego. Jak wskazuje dr. Mroczka, coraz częściej spotykamy się z sytuacją, w której nieodpowiedzialni internauci – i co gorsza – niektórzy dziennikarze i tzw. „liderzy opinii” – bez sprawdzenia źródła informacji, jej wiarygodności oraz prawdziwości rozpowszechniają fake newsy m.in. o rzekomej upadłości niektórych banków komercyjnych, domniemanym braku gotówki, czy też planach rządu nakierowanych na pozbawienie obywateli oszczędności zgromadzonych na kontach bankowych. Instytucje tworzące sieć bezpieczeństwa finansowego dementują te informacje, jednak sprawdza się tu sparafrazowane stwierdzenie, że fake news okrąży ziemię, zanim prawda włoży buty.
Zjawisko fake newsów jest jak wirus, który w sposób niekontrolowany rozprzestrzenia się w społeczeństwie. W czasach zagrożenia epidemicznego, w których większość z nas wykonuje pracę z wykorzystaniem narzędzi zdalnej komunikacji, każdego dnia napotykamy na informacje, które nie są wiarygodne.
Jak pokazują badania przeprowadzone przez Naukową i Akademicką Sieć Komputerową, ponad połowa respondentów (56,2 proc.) miała styczność w ciągu ostatnich 6 miesięcy z informacjami, które według nich były sfałszowane lub zmanipulowane. Prawie co czwarty internauta dostrzega manipulacje w sieci codziennie lub kilka razy w tygodniu. Rzadko lub nigdy nie zidentyfikowali manipulacji internauci powyżej 35 roku życia, z wykształceniem podstawowym lub średnim, zamieszkujący najczęściej na wsi oraz w małych (do 20 tys.) i dużych (pow. 500 tys.) miastach.
Przesłanie przez wybrany komunikator jednego linku z popularnego portalu społecznościowego do 20 osób, które następnie podzielą się tym linkiem z kolejnymi 20 osobami, i czynność ta zostanie powtórzona pięciokrotnie, spowoduje, że wiadomość trafi do 3 200 000 osób! Czas na rozpowszechnienie fake newsa może być krótszy niż 24 godziny. W przypadku Polski 3 200 000 stanowi ok. 10 proc. ludności powyżej 14 roku życia.
Liczby te obrazują skalę ryzyka, którą niesie ze sobą wykorzystywanie – w kampaniach dezinformacyjnych – nowoczesnych narzędzi porozumiewania się na odległość. Każdy z nas wysyła dziennie po kilkadziesiąt informacji różnego rodzaju. Rozsyłając niesprawdzone informacje przyczyniamy się zwiększania ich zasięgu, co przekłada się na tworzenie teorii spiskowych lub paniki.
Dr. Mroczka pyta: Czy w okresie kryzysu, z którym niewątpliwie mamy do czynienia, nie jest potrzebna interwencja legislacyjna i przyjęcie ustawy ograniczającej konstytucyjne prawo do wolności wypowiedzi dla osób, które celowo zagrażają bezpieczeństwu państwa i jego obywateli?
I odpowida: trzeba zważyć prawo do wolności słowa – z bezpieczeństwem państwa. Mając na uwadze skutki, które mogą wywołać fake newsy dotyczące zdrowia publicznego lub stabilności finansowej sektora bankowego należy stwierdzić, że dzisiejsze uregulowania prawne są nieskuteczne i nie odstraszają potencjalnych twórców fałszywych informacji.
Fake news podający w wątpliwość sytuację finansową danego podmiotu może skutkować jego upadłością. W historii najnowszej mieliśmy już przykłady, w których plotka wywołała run na bank i skutkowała jego upadłością. Skutki finansowe były liczone w milionach złotych.W takiej sytuacji kara powinna być dotkliwa finansowo. W przestrzeni publicznej pojawiały się już sygnały o podjęciu prac w tym zakresie, jednak nie zyskały szerszej akceptacji. Wielu obserwatorów uznało bowiem, że będzie to jawna ingerencja w prawo do wolności słowa. Dzisiaj należy jednak zważyć, czy rozpowszechnianie fałszywych wiadomości, które mogą przyczynić się śmierci innych osób (np. fake newsy rozpowszechniane przez ruchy antyszczepionkowe) albo utratę przez nich dorobku życia, zasługuje na szczególną ochronę – podkreśla dr. Kamil Mroczka.
Jak pisze on dalej, najgłośniejszym fake newsem mającym istotny wpływ na bezpieczeństwo ekonomiczne państwa polskiego zidentyfikowanym po wystąpieniu stanu zagrożenia pandemicznego był fake news, powstały na bazie wypowiedzi prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa w Telewizji Trwam w dniu 9 kwietnia 2020 r.
Mniej więcej w 16 minucie i 30 sekundzie, trwającego niecałe 22 minuty wywiadu, redaktor sformułował następujące pytanie (niezbyt fortunne niezależnie od udzielonej odpowiedzi): „Panie Prezesie, a czy te obligacje będą mogłyby być adresowane na przykład do obywateli? W bankach na kontach Polacy mają ogromne sumy tj. ponad 900 mld zł. Czy właśnie obywatele by nie mogli sfinansować tych potrzeb państwa, gdyby mieli korzystne oprocentowanie, bo wiadomo, teraz w bankach będzie, to oprocentowanie bardzo niskie, zwłaszcza po tym jak NBP obniżył stopy procentowe?”.
Prezes Borys odpowiedział: „Myślimy również o tym. Oczywiście tutaj pewne wyzwanie jest – jak już mówiłem – jest to potężne…, potężna operacja. To wyzwanie jest czasowe prawda, ponieważ chcemy, żeby te środki bardzo szybko trafiły, więc jest kwestia, czy udałoby nam się w krótkim okresie czasu – rzeczywiście w dużej skali uplasować znaczące kwoty obligacji – ale nie wykluczamy tego rzeczywiście. Myślę, że potencjalnie byłaby to też atrakcyjna forma gromadzenia oszczędności”.
Jak wynika zarówno z pytania, jak i odpowiedzi chodziło o kwestię realizacji planu wyemitowania obligacji przez Polski Fundusz Rozwoju w kwocie 100 mld zł, zapowiedzianego w ramach rządowego programu walki z kryzysem gospodarczym wywołanym pandemią koronawirusa. Redaktor prowadzący wywiad spytał, czy te obligacje mogą być adresowane na przykład do obywateli? Wydawać by się mogło, że audycja nie wywoła większych emocji, przejdzie bez echa, jednak rano 12 kwietnia 2020 r. na bazie wycinka przywołanego wywiadu w portalach społecznościowych powstaje fake news.
Dr. Kamil Mroczka precyzyjnie opisuje, jak rozwijało się zainteresowanie odpowiedzią P. Borysa, przypominające lawinę. Otóż, osoba posiadająca konto „Anty Letkiewicz @ALetkiewicz” publikuje wpis następującej treści (pisownia oryginalna): „Towarzysz Paweł #Borys, prezio @Grupa_PFR…. wyszczekał „myślimy o tym”, a podpowiada redakcja z #SzamboMedia’ów #CzarnaZaraza’y. Czyżby ZŁODZIEJE z #PiSrozważali się zerżnięcie kasy z prywatnych kont Polaków #wieszwięcej#wiemlepiej”.
Tweet uzyskuje 150 „podań dalej” i 236 polubień. Jak wynika z treści tweeta, celem rządu jest „zerżnięcie kasy z prywatnych kont Polaków”. Informację tę można uznać jako wywołującą lawinę kolejnych fałszywych wiadomości, które zostały wykorzystane m.in. przez dziennikarzy, polityków oraz portale informacyjne. Oprócz komentarzy i oburzenia osób niezwiązanych zawodowo z sektorem finansowym pojawiają się komentarze bazujące na fake newsie Andy Letkiewicza. I tak, ekonomista, dziennikarz i publicysta oraz minister przekształceń własnościowych w latach 1990-1991 Waldemar Kuczyński alarmuje: „Uwaga! Po głowie chodzi im sięgnięcie po oszczędności ludzi. Gość nie mówi wyraźnie, że byłyby to normalne obligacje, nie przymusowe, a są przykłady grabieży pieniędzy ludzi, jak na przykład PRL-owska Narodowa Pożyczka Rozwoju Sił Polski. Czuj Duch!”. News cieszy się popularnością. 105 „podań” i blisko 300 „polubień”.
Minutę po opublikowaniu posta przez Waldemara Kuczyńskiego, nawiązując do jego wypowiedzi głos zabiera inny ekonomista. Piotr Kuczyński publikuje posta następującej treści: „No bez przesady… takie straszenie ludzi jest przeciwskuteczne. Naprawdę to jest duża przesada. Jeśli zniszczy się zaufanie do systemu finansowego to zmiana rządu nie pomoże i długo będziemy się leczyć”.
Inny użytkownik Twittera posługujący się Nickiem „TWWOLFGANG” stwierdził: „Panie Waldemarze proszę nie powielać nieprawdy. Chodzi oto, że Polacy mają na kontach 2 bln zł. Rząd potrzebuje pieniędzy i lepiej pożyczyć od Polaków niż za granicą. Wtedy unikniemy ryzyka kursowego. PIS to zło, ale piszmy prawdę”. W tym samym czasie portal „Wsieci24” publikuje anonimową informację na czołówce z dopiskiem: „Jeśli rząd ma plan, by dobrać się do oszczędności swojego narodu, to mamy do czynienia z bardzo poważnym skandalem”. Jak to stwierdził Paweł Borys „wystarczyło około 30 minut w świąteczny wieczór, żeby był już skandal i plan kradzieży oszczędności z kont Polek i Polaków, którym żyją media społecznościowe”.
Fejkniusowa reakcja łańcuchowa trwa w najlepsze – wskazuje dr. Kamil Mroczka. Portal internetowy „Przekaz Dnia” publikuje doniesienia okraszone emocjonalnym tytułem: „Pilne. Prezes Kaczyński planuje zarekwirować oszczędności obywateli w celu ratowania budżetu”. Autorem tekstu jest niejaka Clara Veritas, z dużym prawdopodobieństwem wymyślona przez redakcję na potrzeby rozpowszechniania niesprawdzonych informacji. W dalszej części tekstu możemy przeczytać, że „co prawda w materiale nie pada nic o nacjonalizacji środków, ale wyobraźmy sobie taką sytuację, że rząd wprowadza obowiązkowe wykupowanie obligacji za 6 proc., wiedząc że inflacja na koniec roku wyniesie 20 proc. Wtedy ludzie odzyskają tylko ułamek swoich oszczędności. Inflacją steruje rząd i wszystko da się wytłumaczyć sytuacją związaną z koronawirusem”.
Artykuł Clary Veritas rozpowszechnia dalej główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu Janusz Jankowiak. Korzysta ze specjalistycznego portalu LinkedIn. W poniedziałek poseł Artur Dziambor z partii Korwin publikuje wpis następującej treści: „Jutro banki będą otwarte. Warto zastanowić się nad wypłaceniem swoich oszczędności i ulokowaniem, nie wiem, w ogródku […] W każdym razie gdzieś, gdzie rząd ich nie dorwie”. Po fali krytyki, płynącej również ze strony zwolenników politycznych, poseł Dziambor stwierdził, że „poprzedni wpis był oczywiście sarkastyczną odpowiedzią na durne pytanie redaktora o to, czy może Polacy powinni się jakoś dorzucić do ratowania gospodarki przeznaczając swoje oszczędności na obligacje. Ech…”
Tego samego dnia, Rafał Badowski z portalu „naTemat” stwierdza, że „szef Polskiego Funduszu Rozwoju Paweł Borys dał do zrozumienia, że rząd może sięgnąć po ich pieniądze”. Nie dochodzi do jednoznacznych konkluzji, pozostawiając czytelników z otwartym pytaniem „czyżby wszyscy, którzy mają zgromadzone oszczędności w bankach, powinni się zacząć obawiać?”. Tekst wywołuje negatywne emocje odbiorców. Jeden z komentujących stwierdza (pisownia oryginalna), że „trzeba być ślepym by tego niebezpieczeństwa nie dostrzegać. Nie oglądam TV TRWAM, bo nie lubię mówienia odbytem, ale o tym, że odważą sięgnąć do bankow wiedzialem dosć dawno.
Późnym popołudniem tego samego dnia redaktor Badowski powraca do sensacyjnej wiadomości, pozyskując dodatkowy komentarz. Około godziny 17 publikuje tekst zatytułowany „Skrajna nieodpowiedzialność. Ekonomista ocenia słowa szefa PFR o oszczędnościach Polaków”. Swój tekst okrasza zdjęciem Mateusza Morawieckiego i Pawła Borysa. Na zdjęciu premier dość sugestywnie spogląda na prezesa PFR. Przesłanie zaktualizowanego tekstu jest stosunkowo proste. Red. Badowski pisze „główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu Janusz Jankowiak uważa, że słowa Pawła Borysa z Polskiego Funduszu Rozwoju na temat oszczędności Polaków w bankach są skrajnie nieodpowiedzialne”.
Dla rzetelności wywodu należy oddać głos Januszowi Jankowiakowi. Stwierdził on: „W tych czasach potrzebna jest większa niż zazwyczaj odpowiedzialność za słowo, precyzja w wypowiedziach i to, co zrobił Paweł Borys jest przykładem skrajnej nieodpowiedzialności. Dokonał daleko idącego skrótu myślowego. To się nie powinno zdarzyć i może mieć bardzo daleko idące konsekwencje. Natomiast – co widzimy – może być interpretowane również jako próba jakiegoś innego dobrania się do oszczędności Polaków. Ta wypowiedź powinna być zdementowana i doprecyzowana bardzo szybko, by nie obróciła się w coś bardzo niebezpiecznego”. Dalej podkreślił, że nie podejrzewa aby prezes Borys mówił o„aneksji oszczędności. Chodziło prawdopodobnie o emisję obligacji detalicznych, które są z założenia adresowane do indywidualnych klientów”.
„Klienci nie rzucili się do banków po masową wypłatę środków” – wskazuje dr. Kamil Mroczka opisując skutki jakie wywołał wywiad z P. Borysem. To stanowi dość pozytywną konkluzję – że fake newsy nie mają jednak siły niszczącej, a odpowiedzialność naszych rodaków jest większa, niż by się mogło wydawać.