Wyniki eliminacji MŚ Katar 2022

GRUPA A

  1. kolejka
    Portugalia – Azerbejdżan 1:0
    Serbia – Irlandia 3:2
  2. kolejka
    Irlandia – Luksemburg 0:1
    Serbia – Portugalia 2:2
  3. kolejka
    Azerbejdżan – Serbia 1:2
    Luksemburg – Portugalia 1:3
  1. Portugalia 3 7 6:3
  2. Serbia 3 7 7:5
  3. Luksemburg 2 3 2:3
  4. Azerbejdżan 2 0 1:3
  5. Irlandia 2 0 2:4

GRUPA B

  1. kolejka
    Hiszpania – Grecja 1:1
    Szwecja – Gruzja 1:0
  2. kolejka
    Gruzja – Hiszpania 1:2
    Kosowo – Szwecja 0:3
  3. kolejka
    Grecja – Gruzja 1:1
    Hiszpania – Kosowo 3:1
  1. Hiszpania 3 7 6:3
  2. Szwecja 2 6 4:0
  3. Grecja 2 2 2:2
  4. Gruzja 3 1 2:4
  5. Kosowo 2 0 1:6

GRUPA C

  1. kolejka
    Bułgaria – Szwajcaria 1:3
    Włochy – Irlandia Północna 2:0
  2. kolejka
    Bułgaria – Włochy 0:2
    Szwajcaria – Litwa 1:0
  3. kolejka
    Litwa – Włochy 0:2
    Irlandia Północna – Bułgaria 0:0
  1. Włochy 3 9 6:0
  2. Szwajcaria 2 6 4:1
  3. Irlandia Północna 2 1 0:2
  4. Bułgaria 3 1 1:5
  5. Litwa 2 0 0:3

GRUPA D

  1. kolejka
    Finlandia – Bośnia i Hercegowina 2:2
    Francja – Ukraina 1:1
  2. kolejka
    Kazachstan – Francja 0:2
    Ukraina – Finlandia 1:1
  3. kolejka
    Bośnia i Hercegowina – Francja 0:1
    Ukraina – Kazachstan 1:1
  1. Francja 3 7 4:1
  2. Ukraina 3 3 3:3
  3. Finlandia 2 2 3:3
  4. Bośnia i Hercegowina 2 1 2:3
  5. Kazachstan 2 1 1:3

GRUPA E

  1. kolejka
    Belgia – Walia 3:1
    Estonia – Czechy 2:6
  2. kolejka
    Białoruś – Estonia 4:2
    Czechy – Belgia 1:1
  3. kolejka
    Belgia – Białoruś 8:0
    Walia – Czechy 1:0

GRUPA E

  1. kolejka
    Belgia – Walia 3:1
    Estonia – Czechy 2:6
  2. kolejka
    Białoruś – Estonia 4:2
    Czechy – Belgia 1:1
  3. kolejka
    Belgia – Białoruś 8:0
    Walia – Czechy 1:0

GRUPA E

  1. kolejka
    Belgia – Walia 3:1
    Estonia – Czechy 2:6
  2. kolejka
    Białoruś – Estonia 4:2
    Czechy – Belgia 1:1
  3. kolejka
    Belgia – Białoruś 8:0
    Walia – Czechy 1:0
  1. Belgia 3 7 12:2
  2. Czechy 3 4 7:4
  3. Walia 2 3 2:3
  4. Białoruś 2 3 4:10
  5. Estonia 2 0 4:10

GRUPA F

  1. kolejka
    Izrael – Dania 0:2
    Mołdawia – Wyspy Owcze 1:1
    Szkocja – Austria 2:2
  2. kolejka
    Dania – Mołdawia 8:0
    Austria – Wyspy Owcze 3:1
    Izrael – Szkocja 1:1
  3. kolejka
    Austria – Dania 0:4
    Mołdawia – Izrael 1:4
    Szkocja – Wyspy Owcze 4:0

GRUPA G

  1. kolejka
    Turcja – Holandia 4:2
    Gibraltar – Norwegia 0:3
    Łotwa – Czarnogóra 1:2
  2. kolejka
    Czarnogóra – Gibraltar 4:1
    Norwegia – Turcja 0:3
    Holandia – Łotwa 2:0
  3. kolejka
    Gibraltar – Holandia 0:7
    Czarnogóra – Norwegia 0:1
    Turcja – Łotwa 3:3

GRUPA H

  1. kolejka
    Cypr – Słowacja 0:0
    Malta – Rosja 1:3
    Słowenia – Chorwacja 1:0
  2. kolejka
    Rosja – Słowenia 2:1
    Chorwacja – Cypr 1:0
    Słowacja – Malta 2:2
  3. kolejka
    Cypr – Słowenia 1:0
    Chorwacja – Malta 3:0
    Słowacja – Rosja 2:1

GRUPA I

  1. kolejka
    Węgry – Polska 3:3
    Anglia – San Marino 5:0
    Andora – Albania 0:1
  2. kolejka
    Polska – Andora 3:0
    Albania – Anglia 0:2
    San Marino – Węgry 0:3
  3. kolejka
    Anglia – Polska 2:1
    Andora – Węgry 1:4
    San Marino – Albania 0:2

GRUPA J

  1. kolejka
    Niemcy – Islandia 3:0
    Liechtenstein – Armenia 0:1
    Rumunia – Macedonia Północna 3:2
  2. kolejka
    Armenia – Islandia 2:0
    Macedonia Północna – Liechtenstein 5:0
    Rumunia – Niemcy 0:1
  3. kolejka
    Armenia – Rumunia 3:2
    Niemcy – Macedonia Północna 1:2
    Liechtenstein – Islandia 1:4

GRUPA F

  1. kolejka
    Izrael – Dania 0:2
    Mołdawia – Wyspy Owcze 1:1
    Szkocja – Austria 2:2
  2. kolejka
    Dania – Mołdawia 8:0
    Austria – Wyspy Owcze 3:1
    Izrael – Szkocja 1:1
  3. kolejka
    Austria – Dania 0:4
    Mołdawia – Izrael 1:4
    Szkocja – Wyspy Owcze 4:0
  1. Dania 3 9 14:0
  2. Szkocja 3 5 7:3
  3. Izrael 3 4 5:4
  4. Austria 3 4 5:7
  5. Wyspy Owcze 3 1 2:8
  6. Mołdawia 3 1 2:13

GRUPA G

  1. kolejka
    Turcja – Holandia 4:2
    Gibraltar – Norwegia 0:3
    Łotwa – Czarnogóra 1:2
  2. kolejka
    Czarnogóra – Gibraltar 4:1
    Norwegia – Turcja 0:3
    Holandia – Łotwa 2:0
  3. kolejka
    Gibraltar – Holandia 0:7
    Czarnogóra – Norwegia 0:1
    Turcja – Łotwa 3:3
  1. Turcja 3 7 10:5
  2. Holandia 3 6 11:4
  3. Czarnogóra 3 6 6:3
  4. Norwegia 3 6 4:3
  5. Łotwa 3 1 4:7
  6. Gibraltar 3 0 1:14

GRUPA H

  1. kolejka
    Cypr – Słowacja 0:0
    Malta – Rosja 1:3
    Słowenia – Chorwacja 1:0
  2. kolejka
    Rosja – Słowenia 2:1
    Chorwacja – Cypr 1:0
    Słowacja – Malta 2:2
  3. kolejka
    Cypr – Słowenia 1:0
    Chorwacja – Malta 3:0
    Słowacja – Rosja 2:1
  1. Chorwacja 3 6 4:1
  2. Rosja 3 6 6:4
  3. Słowacja 3 5 4:3
  4. Cypr 3 4 1:1
  5. Słowenia 3 3 2:3
  6. Malta 3 1 3:8

GRUPA I

  1. kolejka
    Węgry – Polska 3:3
    Anglia – San Marino 5:0
    Andora – Albania 0:1
  2. kolejka
    Polska – Andora 3:0
    Albania – Anglia 0:2
    San Marino – Węgry 0:3
  3. kolejka
    Anglia – Polska 2:1
    Andora – Węgry 1:4
    San Marino – Albania 0:2
  1. Anglia 3 9 9:1
  2. Węgry 3 7 10:4
  3. Albania 3 6 3:2
  4. Polska 3 4 7:5
  5. Andora 3 0 1:8
  6. San Marino 3 0 0:10

GRUPA J

  1. kolejka
    Niemcy – Islandia 3:0
    Liechtenstein – Armenia 0:1
    Rumunia – Macedonia Północna 3:2
  2. kolejka
    Armenia – Islandia 2:0
    Macedonia Północna – Liechtenstein 5:0
    Rumunia – Niemcy 0:1
  3. kolejka
    Armenia – Rumunia 3:2
    Niemcy – Macedonia Północna 1:2
    Liechtenstein – Islandia 1:4
  1. Armenia 3 9 6:2
  2. Macedonia 3 6 9:4
  3. Niemcy 3 6 5:2
  4. Rumunia 3 3 5:6
  5. Islandia 3 3 4:6
  6. Liechtenstein 3 0 1:10

El. MŚ Katar 2022: Duński dynamit znów sieje postrach

Pierwsza transza europejskich meczów eliminacyjnych do mundialu w Katarze sypnęła niespodziankami. Wrażenie swoimi występami zrobili Duńczycy, którzy zdobyli komplet punktów strzelając 14 goli i nie tracąc żadnego. Największą sensacją jest jednak porażka Niemców u siebie z Macedonią Północną 1:2.

Reprezentacja Danii wygrała wszystkie trzy marcowe mecze eliminacji mistrzostw świata, aplikując rywalom (Izraelowi, Mołdawii i Austrii) w sumie aż 14 bramek, nie tracąc żadnej. W tej chwili pod względem osiągniętych wyników to zdecydowanie najlepsza ekipa europejskiej części kwalifikacji do mundialu w Katarze. Duńczycy są zdecydowanymi liderami w grupie F, a w światowych mediach furorę znów robi ukuty na początku lat 90. ub. wieku, gdy sensacyjnie zdobyła mistrzostwo Europy, synonim dla ich piłkarskiej drużyny – „Duński dynamit”, która pod wodzą nowego trenera Kaspera Hjulmanda znów jest zabójczy dla rywali. Znakomicie dysponowani Duńczycy po wygranych z Izraelem 2:0 i Mołdawią 8:0, w trzecim spotkaniu zmierzyli się w Wiedniu z aspirującą do awansu z tej grupy Austrią. Gospodarze tylko do przerwy zdołali powstrzymać rywali, ale po zmianie stron „Duński dynamit” w końcu odpalił. I to aż czterokrotnie. Gole zdobywali Andreas Skov Olsen (dwa), Joakim Maehle oraz Pierre-Emile Hojbjerg. Ekipa trenera Hjulmanda ma już cztery punkty przewagi nad drugą w tabeli Szkocją oraz pięć nad mającymi po cztery „oczka” zespołami Izraela i Austrii.
Oprócz drużyny Danii jeszcze tylko reprezentacja Włoch zakończyła marcową serię spotkań z kompletem punktów i bez straty gola. Włosi oczywiście prowadzą w pięciozespołowej grupie C z dorobkiem dziewięciu „oczek” i bilansem bramkowym 6:0, ale druga w tabeli ekipa Szwajcarii ma o jedno spotkanie mniej, a też nie przegrała w obu rozegranych meczach, pokonując na wyjeździe Bułgarię 3:1 i u siebie Litwę 1:0. Walka o awans w tej grupie rozegra się więc między Włochami i Szwajcarami, trzy pozostałe zespoły, Irlandia Północna, Bułgaria i Litwa będą tylko się jej przyglądać.
Pierwsza porażka Niemców od 20 lat
Bez wątpienia największą sensacją ostatniej serii spotkań była porażka reprezentacji Niemiec na swoim terenie z ekipą Macedonii Północnej. Trener Joachim Loew na koniec swojej selekcjonerskiej misji nie oszczędza nerwów niemieckich kibiców. Przegraną z Macedończykami zakończył trwającą od dwudziestu lat serię meczów bez porażki w eliminacjach mistrzostw świata. Poprzednim zespołem, któremu udało się pokonać niemiecką drużynę, byli w 2001 roku Anglicy (5:1). W środę w Duisburgu Niemcy, po serii 35 spotkań bez porażki (30 wygranych i 5 remisów), sensacyjnie ulegli Macedonii Północnej 1:2, dla której gole strzelili Goran Pandew i Elif Ełmas. Klęska reprezentacji Niemiec jest tym bardziej zaskakująca, że trener Loew wystawił przeciwko Macedończykom mocny skład, dokonując ledwie trzech zmian w porównaniu do zespołu, który wcześniej ograł Islandię 3:0 i Rumunię 1:0.
Sytuacja Niemców w tabeli grupy J jest dla nich szokująca, bo z dorobkiem sześciu punktów zajmują dopiero trzecią lokatę. Liderem jest reprezentacja Armenii, która prowadzi z kompletem punktów po trzech meczach (Ormianie w środę ograli u siebie Rumunię 3:2, a wcześniej pokonali na wyjeździe Liechtenstein 1:0 i u siebie Islandię 2:0. Niemców lepszym bilansem bramkowym wyprzedzają jeszcze Macedończycy, którzy także mają sześć punktów na koncie. Oczywiście nikt nie ma złudzeń, że taki układ tabeli utrzyma się do końca eliminacji. Faworytem do awansu w grupie J pozostają rzecz jasna Niemcy.
Na pozostałych stadionach nie było tak dużych niespodzianek. Ukraina niespodziewanie potknęła się u siebie, tracąc punkty z Kazachstanem (1:1). Poza tym, faworyci zgodnie wygrywali. Francuzi wywieźli trzy oczka z Bośni (1:0), Włosi z Litwy (2:0), a Hiszpanie pewnie ograli u siebie Kosowo (3:1). W tym spotkaniu dała o sobie znać polityka w dość kontrowersyjnym wydaniu. Hiszpania nie uznaje Kosowa za niepodległe państwo, więc w relacji telewizyjnej unikano jak ognia nazywania zespołu gości reprezentacją Kosowa. Zamiast tego używano określeń w rodzaju „zespół z terytorium Kosowa” bądź „drużyna kosowskiej federacji piłkarskiej”. Te skandaliczne praktyki wywołały oburzenie nawet w Hiszpanii, ale jak na razie FIFA nie zabrała w tej sprawie głosu. Na boisku jednak kontrowersji żadnych nie było. Ekipa trenera Luisa Enrique bez większych problemów pokonała niżej notowanego rywala 3:1 i po trzech meczach prowadzi w grupie B z dorobkiem siedmiu punktów. Dwa „oczka” Hiszpanie stracili remisując na wyjeździe z Grecją 1:1. W tej grupie o awans bić się będą jednak tylko ze Szwedami, którzy zaczęli eliminacje od dwóch zwycięstw.
Mali też chcą być wielcy
Kiedyś jednym tchem wymieniano Luksemburg wśród najsłabszych reprezentacji w Europie, obok San Marino, Gibraltaru czy Liechtensteinu. Dzisiaj reprezentacja tego małego kraju w rankingu FIFA utrzymuje pozycję w czołowej setce i coraz częściej sprawia problemy silniejszym zespołom. Eliminacje do mistrzostw świata w Katarze rozpoczęła od zwycięstwa z z wyżej notowaną Irlandią, a z Portugalią do przerwy prowadziła 1:0. Ostatecznie aktualni mistrzowie Europy wygrali 3:1, ale musieli się solidnie napracować. Te wyniki to zasługa selekcjonera kadry tego kraju Luca Holtza, który prowadzi ekipę Luksemburga już jedenasty rok. Dłużej od niego selekcjonerami są tylko Joachim Loew i Koldo Alvarez z Andory. Ma w kadrze wyłącznie zawodowych piłkarzy, którzy nie muszą, jak bywało to w poprzednich dekadach, łączyć gry w piłkę z pracą zawodową. To przełożyło się na awans w rankingu FIFA. Żaden zespół w ostatnich latach nie zaliczył takiego skoku – Luksemburg awansował z 211. miejsca w rankingu FIFA na 83. w 2020 roku, a teraz zajmuje 98. lokatę, lecz po wygranej z Irlandią znów awansuje. Dla porównania – Andora, z którą wygrała reprezentacja Polski, jest dopiero na 151. pozycji. Luksemburg wyprzedza też m.in. Cypr, Armenię, Estonię, Łotwę, Litwę i Mołdawię.
Luksemburg jest drugim państwem na świecie (za Maltą) z największym odsetkiem imigrantów. Na 600 tys. mieszkańców mniej więcej połowa pochodzi spoza Luksemburga. Dzisiaj w reprezentacji dominują więc piłkarze z drugiego i trzeciego pokolenia imigrantów.przybyłymi z krajów byłej Jugosławii oraz z Portugalii czy Włoch. Widać to po składzie, który w sobotę pokonał 1:0 Irlandię, a we wtorek po wyrównanej walce przegrał z Portugalią – Anthony Moris urodził się w Belgii i grał w jej juniorskich reprezentacjach, Mica Pinto pochodzi z Portugalii, Leandro Barreiro ma angolskie korzenie, Gerson Rodriguez portugalskie, Daniel Sinani serbskie, Enes Mahmutovic czarnogórskie, Laurent Jans belgijskie, a Maurice Deville niemieckie. „Chcemy być kolejną małą drużyną, która awansuje na wielki turniej, jak ostatnio Islandia czy Macedonia Północna” – deklarują działacze luksemburskiej federacji piłkarskiej. W Katarze jeszcze na pewno nie zagrają, bo w grupie A za rywali mają Portugalię i Serbię, ale raczej nie dadzą się tym silniejszym drużynom już tak sponiewierać, jak bywało kiedyś, a jak w tych eliminacjach przytrafiło się Białorusinom, których Belgowie rozgromili 8:0 czy Mołdawianom, także rozbitych 0:8 przez Duńczyków.

Gdyby się nie bali, to by z Anglią wygrali

Biało-czerwoni znowu nie wygrali z Anglikami na Wembley, ale byli naprawdę bliscy powtórzenia legendarnego remisu z 1973 roku. Trener Paulo Sousa w krótkim czasie wiele poprawił z grze polskiej reprezentacji, nie zdołał tylko wykorzenić tkwiącej głęboko w mentalności naszych piłkarzy niewiary w swoje możliwości. I tylko dlatego angielski zespół zgarnął komplet punktów.

W meczu z Anglią na Wembley przed naszą piłkarską reprezentacją stanęły dwa wyzwania. Zanim zaczęli grę musieli wybrać postawę wobec ruchu Black Lives Matter, czyli zdecydować czy uklękną razem z piłkarzami angielskiej drużyny, czy wzorem Czechów stać wskazując tylko ręką na promowane przez UEFA i FIFA na koszulkach zespołów reprezentacyjnych hasło „Respect”, które ma przypominać o wzajemnym szacunku i tolerancji bez względu na płeć, kolor skóry, wiek czy umiejętności sportowe. Prezes PZPN Zbigniew Boniek jeszcze przed meczem dawał do zrozumienia, że jest zwolennikiem tego drugiego rozwiązania. Widać jego osąd przesądził, bo nasi piłkarze nie klęczeli razem z Anglikami, co brytyjskie media rzecz jasna natychmiast wychwyciły i skomentowały. PZPN dzień po meczu na Wembley puścił więc w świat taki oto komunikat: „Piłkarze reprezentacji Polski przed meczem z Anglią na Wembley zajęli neutralne i apolityczne stanowisko wobec inicjatywy Black Lives Matter. Jednocześnie podkreślamy, że wszyscy reprezentanci Polski są solidarnie przeciwni wszelkim przejawom rasizmu i nietolerancji. PZPN w swoich statutowych działaniach i powinnościach zawsze kierował się otwartością, przestrzeganiem zasad równości, tolerancji i równouprawnienia wobec wszystkich ludzi, niezależnie od ich miejsca zamieszkanie, koloru skóry, wyznania oraz poglądów politycznych. Aby wyrazić swój sprzeciw, reprezentanci Polski przed pierwszym gwizdkiem meczu z Anglią wskazali na zamieszczony na lewym rękawie koszulki napis UEFA Respect, który nawiązuje do prowadzonej przez europejską federację kampanii przeciwko rasizmowi, ksenofobii i nietolerancji” – napisano. Tą światopoglądową potyczkę biało-czerwoni zakończyli wynikiem remisowym, czyli w równym stopniu narazili się zarówno zwolennikom, jak i przeciwnikom akcji Black Lives Matter.
Na boisku w starciu z reprezentacją Anglii też byli bliscy osiągnięcia wyniku remisowego, chociaż do przerwy zapowiadało się, że znowu wyjadą z Wembley boleśnie pobici. Polska drużyna jeszcze nigdy nie pokonała „Synów Albionu” na ich terenie, co samo w sobie wywołuje u naszych piłkarzy poczucie niższości do tego stopnia, że wychodząc na murawę stadionu Wembley nawet nie myślą, żeby z Anglikami wygrać, tylko żeby kompromitująco nie przegrać. Ale Paulo Sousa właśnie chce z nich taki sposób myślenia wykorzenić i zastąpić „mentalnością zwycięzców”. I w środę właśnie dokonał takiego pierwszego przeszczepu, wystawiając do gry trzech obrońców i dwóch napastników. Co prawda jeśli odrzucimy piłkarską nowomowę i grających na flankach linii defensywnej Macieja Rybusa i Bartosza Bereszyńskiego zamiast traktować jako tzw. wahadłowych uznamy po prostu za bocznych obrońców, to liczba graczy defensywnych de facto urasta nam do pięciu, a doliczając dwójkę defensywnych pomocników, czyli Grzegorza Krychowiaka i Jakuba Modera, nawet do siedmiu. Inna sprawa, że takie ustawienie preferuje też trener rywali Gareth Southgate. Ale jak słusznie podkreślił Portugalczyk na pomeczowej konferencji, jego angielski kolega po fachu prowadzi już swój zespół od ponad pięciu lat. „My dopiero zaczynamy grać w nowym ustawieniu i jeszcze nie wszystko nam dobrze wychodzi, ale moi zawodnicy wierzą w ten pomysł. Musimy pamiętać, że to dopiero nasz trzeci mecz. Wydaje mi się, ze w pierwszej połowie zabrakło równowagi. Wahadłowi, czyli Bereszyński i Rybus, a zwłaszcza Rybus, byli nieco za nisko, by lepiej zakładać pressing. W drugiej połowie było z tym lepiej, dzięki pressingowi zdobyliśmy bramkę. W tamtym momencie byliśmy dominującą drużyną. Wówczas myślałem, że możemy ten mecz wygrać” – stwierdził Sousa. Nie był w tym myśleniu odosobniony. Po wejściu Kamila Jóźwiaka i Arkadiusza Milika, a co za tym idzie zmianie ustawienia, nasz zespół nie tylko doprowadził do wyrównania, ale aż do 85. minuty rzeczywiście sprawiał wrażenie, że może wpakować Anglikom jeszcze jednego gola i wreszcie zwyciężyć na Wembley. Ale we wrześniu nasz zespół będzie miał za sobą tygodnie wspólnych treningów przed i w trakcie Euro 2021, więc wrześniowy rewanż w Polsce, oby już z Robertem Lewandowskim, może być dla Anglików bolesną przygodą. Bo jeśli myślą, że już mają awans z grupy I w kieszeni, to są niepoprawnymi bufonami.

Z Anglią zagramy bez Lewandowskiego

W dwóch marcowych meczach eliminacyjnych nasza reprezentacja zdobyła cztery punkty, strzelając sześć goli. Połowę z nich zdobył Robert Lewandowski, którego jednak z powodu kontuzji odniesionej w meczu z Andorą zabraknie w kończącym marcową serię gier spotkaniu z Anglią na Wembley.

Lewandowski miał ogromnego pecha, bo kontuzji w meczu z Andorą doznał na minutę przed zaplanowaną zmianą. Z relacji lekarza kadry Polski Jacka Jaroszewskiego wynika, że gdy „Lewy” zszedł z boiska i opisał swoje dolegliwości, od razu pojawiły się obawy, że może to być uraz więzadła pobocznego kolana. „Miałem nadzieję, że zostało tylko naciągnięte, ale taką kontuzję można realnie ocenić dopiero po 5-10 godzinach” – opowiadał Jaroszewski. Lewandowski w poniedziałek rano nadal czuł jednak ból w nadwyrężonym prawym kolanie. Badanie rezonansem magnetycznym wykazało, że więzadło zostało naciągnięte na granicy naderwania. „To nie był jeszcze wielki problem, bo więzadła regenerują się najszybciej i można je dobrze zabezpieczyć. Dlatego gdyby mecz z Anglią był rozgrywany w najbliższy weekend, to pewnie zdołalibyśmy doprowadzić Lewandowski do pełni sił i mógłby zagrać. Ale mecz na Wembley gramy w środę, a dwa dni po urazie to zdecydowanie za mało, bo byłoby ryzyko pogłębienia urazu. Przez pierwsze dwie-trzy doby o kontuzji nie można grać” – przekonywał doktor Jaroszewski. I zapewniał, że Lewandowskiemu jest teraz potrzebne szybkie, kompleksowe leczenie, dlatego od razu wraca do Bayernu. „Realne jest, że zagra 7 kwietnia w Lidze Mistrzów z Paris Saint-Germain, a może nawet będzie gotowy do gry już w najbliższą sobotę w hicie Bundesligi z RB Lipsk” – zapewniał Jaroszewski.
W Niemczech kontuzja Lewandowskiego natychmiast stała się gorącym tematem. Dziennik „Bild” od razu poddał w wątpliwość optymistyczne prognozy sztabu medycznego polskiej reprezentacji i uznał, że występ polskiego snajpera Bayernu w sobotnim starciu z RB Lipsk jest wykluczony, a w środowym meczu Ligi Mistrzów z Paris Saint-Germain wielce wątpliwy. I od razu zaczął spekulować, co zrobi trener Hansi Flick. Nie dał się wmanewrować w ten tok rozumowania dyrektor sportowy RB Lipsk, Markus Kroesche. „Generalnie nikomu nie życzymy kontuzji. Skupiamy się na sobie. Ale wiemy też, że nawet bez Lewandowskiego Bayern wystawi przeciwko nam potężną drużynę” – stwierdził w rozmowie z „Bildem”.
Na Wyspach Brytyjskich absencja kapitana reprezentacji Polski w meczu z Anglią także była szeroko komentowana w mediach. „To ogromny cios dla polskiej drużyny i jej nadziei na uzyskanie znaczącego wyniku w spotkaniu z ekipą Trzech Lwów, która jest największą przeszkodą na drodze do zakwalifikowania się do mistrzostw świata 2022 w Katarze” – napisał „Daily Mail”. W redakcyjnym komentarzu wyrażono opinię, że Lewandowski, jeden z najgroźniejszych napastników w światowym futbolu, pokazał, jak bardzo jest ważny dla Polski i jej nadziei na dobry występ w tegorocznych mistrzostwach Europy, strzelając dwa gole w niedzielnym meczu z Andorą. I podkreślono, iż kibice w obu krajach z niecierpliwością czekali na starcie dwóch kapitanów i liderów w swoich zespołach – Lewandowskiego z Harrym Kane’em. „Szkoda, że nie zobaczymy w bezpośrednim starciu dwóch najlepszych obecnie napastników na świecie i nie przekonamy się, który z nich ma przewagę na arenie reprezentacyjnej” – podsumował „Daily Mail”. Dziennik „The Sun” skupił się bardziej na podkreślaniu dokonań Lewandowskiego, żeby tym bardziej uzmysłowić swoim czytelnikom wagę osłabienia reprezentacji Polski. „Lewandowski zdobył 47 bramek w 42 meczach w tym sezonie dla klubu i reprezentacji, w tym 16 w ostatnich 10 występach. Jego nieobecność zwiększa szanse Anglii na zwycięstwo, które dopełniłoby hat-tricka eliminacyjnych wygranych i umocniłoby ją na pierwszym miejscu w grupie”. A „Daily Telegraph” przypomniał, że Lewandowski był wskazywany przez trenera reprezentacji Anglii Garetha Southgate’a jako największe zagrożenie. „Nie bez powodu, bo 32-letni napastnik Bayernu Monachium jest rekordzistą reprezentacji Polski pod względem liczby strzelonych goli – w 118 meczach zdobył ich 66”.
W Polsce natomiast kontuzja „Lewego” spowodowała lawinę pretensji pod adresem selekcjonera reprezentacji Paulo Sousy. Zarzucano mu, że popełnił gruby błąd wystawiając najlepszego gracza na mecz z Andorą, rywala znacznie słabszego od Węgrów, z którym polska drużyna powinna uporać się nawet bez swojego lidera. Z tymi opiniami polemizował głównie prezes PZPN Zbigniew Boniek, który po meczu z Andorą mocno uaktywnił się nie tylko w mediach społecznościowych, ale chętnie wypowiadał się też na łamach gazet i portali internetowych oraz przez telewizyjnymi kamerami. Na ogół trzymał emocje na wodzy i rzeczowo wypowiadał się na temat czekającej biało-czerwonych środowej potyczki z Anglikami na Wembley. W rozmowie z Pawłem Wilkowiczem z portalu sport.pl tak przewidywał taktykę jaką przyjmie nasz zespół: „Na pewno nie będziemy grali aż tak wysokim pressingiem, jak w innych meczach. Ranga przeciwnika zmusza do zachowania ostrożności. Będziemy starali się dobrze pokryć i zabezpieczyć naszą połowę boiska i wychodzić z kontratakami, starając się zdobyć piłkę w środkowej strefie. Ale zobaczymy jak to wszystko się ułoży” – stwierdził Boniek, dla którego potyczka z Anglią będzie ostatnią w eliminacjach MŚ 2022 w roli prezesa PZPN. „Jeśli nawet przegramy z Anglią, to nic się nie stanie. To jest mój ostatni mecz o punkty jako prezesa PZPN, 33. od czasu, kiedy układałem sobie reprezentację po swojemu. W 32 meczach wygrała 23 razy, sześć razy zremisowała i tylko trzy razy doznała porażek. To nie jest wynik drużyny słabej, to jest wynik dobrej drużyny. I prawdę mówiąc to serce mnie boli, że nie będę z nią do końca eliminacji” – przyznał prezes Boniek.
Koronawirus coraz mocniej miesza szyki trenerowi Sousie, bo do już wcześniej zarażonych Covid-19 Mateusza Klicha i Łukasza Skorupskiego we wtorek dołączyli Kamil Piątkowski i Grzegorz Krychowiak, więc nie wiadomo w jakim składzie i jakim ustawieniu biało-czerwoni zagrają przeciwko Anglikom. W wygranych 5:0 meczu z San Marino w drużynie „Synów Albionu” zagrali: Nick Pope – Reece James (46. Kieran Trippier), Conor Coady, John Stones (46. Tyrone Mings), Ben Chilwell – Jesse Lingard, Kalvin Phillips, James Ward-Prowse, Mason Mount (46. Jude Bellingham), Raheem Sterling (46. Phil Foden) – Dominic Calvert-Lewin (63. Ollie Watkins), natomiast w wygranym 2:0 wyjazdowym spotkaniu z Albanią trener Southgate wystawił taki skład: Nick Pope – Kyle Walker, John Stones, Harry Maguire, Luke Shaw – Raheem Sterling, Kalvin Phillips (71. James Ward-Prowse), Declan Rice, Mason Mount, Phil Foden (81. Jesse Lingard) – Harry Kane.

Dopiero mecz z Anglikami pokaże, ile Paulo Sousa jest wart jako trener kadry Polski

Paulo Sosusa przechodzi przyspieszony kurs polskiego futbolu i jak każdy początkujący popełnia błędy. W Budapeszcie zdołał skorygować swoje pomyłki i biało-czerwoni wyszarpali remis 3:3, lecz w spotkaniu z Andorą na stratę kolejnych punktów już nie mógł sobie pozwolić. Ten mecz musiał wygrać.

Nawet pobieżna lektura komentarzy i opinii po meczu Węgry – Polska rozwiała złudzenia, że może chociaż Paulo Sousa będzie w naszym rodzimym piłkarskim światku uczciwie oceniany. Portugalski selekcjoner biało-czerwonych został przez liczne grono różnych futbolowych ekspertów mocno skrytykowany – za niewłaściwą ich zdaniem taktykę i zły wybór piłkarzy na niektóre pozycje. Co ciekawe, najbardziej radykalni w osądach byli na ogół ci, którzy w przeszłości jako piłkarze czy trenerzy sami w różnych okresach byli w reprezentacji Polski pomyłką.
Dla przypomnienia – Sousa w meczu z Węgrami wystawił taki oto skład: Polska: Wojciech Szczęsny – Bartosz Bereszyński, Michał Helik (58. Kamil Glik), Jan Bednarek, Arkadiusz Reca (79. Maciej Rybus) – Sebastian Szymański (59. Kamil Jóźwiak), Jakub Moder (59. Krzysztof Piątek), Grzegorz Krychowiak, Piotr Zieliński – – Arkadiusz Milik (84. Kamil Grosicki), Robert Lewandowski. Niewątpliwą niespodzianką z jego strony było posadzenie na ławie Glika, a wystawienie zamiast niego debiutanta w kadrze Helika. Na pewno nie był to jednak błąd, bo Helik zagrał przyzwoicie i to nie on zawalił przy straconych bramkach, a został zmieniony głównie dlatego, że został ukarany żółtą kartką i potem w kilku sytuacjach był przez cwanych Madziarów wręcz prowokowany do ostrych starć, po których niemiecki sędzia Felix Brych zaczął go ostrzegać przed konsekwencjami i druga żółta, a w konsekwencji czerwona kartka dosłownie wisiała już w powietrzu. Glik wcale nie zagrał lepiej, czego najlepszym dowodem jest to, że już z nim na boisku biało-czerwoni w 78. minucie dali sobie strzelić frajerską bramkę.
Tak naprawdę to pomyłką Sousy było wystawienie do gry Arkadiusza Recy, bo nie jest to niestety piłkarz na poziomie reprezentacyjnym i raczej nigdy na ten poziom się nie wdrapie. Wielce dyskusyjna była też zastosowana przez portugalskiego trenera skomplikowana taktyka, wymagająca co najmniej solidnego przećwiczenia na kilkunastu treningach i w kilku meczach, żeby mogła być z powodzeniem przez nasz zespół stosowana. Węgrzy zagrali w niemal identycznym ustawieniu, lecz oni taką taktykę stosują już od dłuższego czasu i to im dało przewagę. Inna sprawa, że dwa pierwsze gole strzelili po żenujących błędach polskiej defensywy.
Na plus trzeba Sousie zapisać to, że zdołał w odpowiednim momencie właściwie zdiagnozować przyczynę słabej gry zespołu i wprowadził do gry zawodników potrafiących dodać zespołowi jakości – mowa o Kamilu Jóźwiaku i Krzysztofie Piątku, zdobywcach bramek wyrównujących stan meczu na 2:2. Po meczu Portugalczyk przyznał szczerze, że gdyby jeszcze raz mógł wybrać skład na ten mecz, dokonałby w nim kilku korekt. Nazwisk graczy, którzy zawiedli jego oczekiwania nie podał, ale można być pewnym, że w szatni w dyplomację raczej się nie bawił. Na ile mu to pomogło w ustawieniu odpowiednich relacji z zespołem, przekonamy się jednak tak naprawdę dopiero w środę, podczas meczu z Anglią, bo to będzie najbardziej wiarygodny miernik zmian jakościowych w grze polskiej reprezentacji po nieoczekiwanej zmianie selekcjonera. Nic nie ujmując węgierskiej drużynie, pewnie gdyby biało-czerwoni zagrali z nimi raz jeszcze, choćby w niedzielę zamiast z Andorą, już raczej trzech goli by sobie wbić nie dali. A tylko świadomość błędów może sprawić, że nie popełni się ich ponownie. I pewnie dlatego Paulo Sousa przed spotkaniem z Andorą, 151. reprezentacją w rankingu FIFA (Polska jest w nim sklasyfikowana na 19. miejscu) zapowiedział, że wystawi do gry najsilniejszy skład, bo kadra to nie laboratorium i nie jest miejscem nieustannych eksperymentów. „Rozpoczęliśmy proces wprowadzania do zespołu nowych pomysłów w meczu z Węgrami, więc nie mogę teraz przerwać ciągłości w stosowaniu tej strategii. Chcemy w ramach procesu doskonalenia zespołu utrzymać stabilność kadrową, jednocześnie wpuszczając do gry nowych zawodników, na pewno jednak nie jedenastu” – stwierdził przed meczem z Andorą selekcjoner biało-czerwonych.
Niedzielni rywale biało-czerwonych nie przyjechali do Warszawy z ambicjami na dobry wynik. „Jeśli będziemy w stanie przejąć piłkę, to spróbujemy zaatakować. Wiemy jednak, że to będzie trudne i z pewnością będziemy musieli skupić się na obronie” – przyznał selekcjoner reprezentacji Andory Koldo Alvarez, który prowadzi ten zespół od 2010 roku, a pierwsze zwycięstwo pod jego wodzą drużyna wywalczyła dopiero po siedmiu latach, pokonując u siebie 9 czerwca 2017 roku reprezentację… Węgier 1:0 w eliminacjach do mundialu w Rosji. „Chcemy stać się drużyną rozpoznawalną głównie dzięki żelaznej defensywie, która nie daje rywalom wielkich szans na strzelenie gola. Mam nadzieję, że pokażemy to już w Warszawie, chociaż Polska to obecnie jeden z najlepszych zespołów w Europie i ma w składzie najlepszego piłkarza na świecie, Roberta Lewandowskiego. On jest niesamowity nie tylko ze względu na umiejętności strzeleckie, lecz także nieustanne zagrożenie, jakie generuje wokół siebie. Osobiście uwielbiam też grę Kamila Grosickiego” – ocenił biało-czerwonych trener Andory przed niedzielnym spotkaniem z Polską na stadionie Legii w Warszawie .
A w reprezentacji Polski w sobotę potwierdzono drugi przypadek zakażenia koronawirusem. Po Mateuszu Klichu, który z tego powodu wypadł z kadry na mecz z Węgrami, na kwarantannę odesłany został też bramkarz Łukasz Skorupski. Wszyscy kadrowicze po powrocie z Budapesztu przeszli kolejne testy PCR na obecność koronawirusa. Tylko w przypadku Skorupskiego był wynik pozytywny. W jego miejsce trener Paulo Sousa w trybie awaryjnym powołał 21-letniego bramkarza Cracovii Karola Niemczyckiego. PZPN w takich sytuacjach działa zgodnie z przygotowanym przez FIFA i UEFA „Protokołem Powrotu do Gry”. Według niego, gdy jeden z członków reprezentacji jest zakażony, pozostali przebywający na zgrupowaniu są powtórnie badani. Nie ma potrzeby odizolowania całej drużyny. „Stosujemy się do zasad wypracowanych przez UEFA i FIFA, a one stanowią, że dopóki w zespole jest 14 zdolnych do gry piłkarzy, w tym bramkarz, dopóty może grać” – przypomina sekretarze generalny PZPN Maciej Sawicki. A trener Sousa ma w kadrze w tej chwili 26 zawodników, tak więc mecz z Andorą nie był zagrożony, ani też czekające biało-czerwonych w środę spotkanie z Anglią.

Rozegrany w niedzielę wieczorem na stadionie Legii mecz z Andorą nie był ciekawym piłkarskim widowiskiem. Biało-czerwoni potrzebowali aż pół godziny żeby strzelić rywalom pierwszego gola. Zrobił to niezawodny Robert Lewandowski, on też 10 minut po przerwie podwyższył prowadzenie na 2:0 i w 63. minucie zszedł z boiska, zmieniony przez debiutującego w kadrze Karola Świderskiego. Zmiennik „Lewego” spisał się jak trzeba i w 88. minucie ustalił wynik na 3:0. Z tego piłkarza może być większy pożytek w kadrze niż choćby z Arkadiusza Milika, który był jeszcze mniej produktywny niż w spotkaniu z Węgrami. Warto odnotować debiut 17-letniego Kacpra Kozłowskiego. Pomocnik Pogoni Szczecin zaliczył niespełna 20-minutowy występ, ale tyle wystarczyło żeby rozwiał wątpliwości co do sensu jego obecności w kadrze Polski. To duży talent i warto w niego inwestować, bo może z niego wyrosnąć playmaker jakiego polska reprezentacja nie miała od pół wieku. Natomiast co się tyczy oceny występu całej naszej drużyny, to z jakimiś wnioskami trzeba się wstrzymać do środowego meczu z Anglią.

Polska – Andora 3:0
Gole: Robert Lewandowski (30, 55), Karol Świderski (88).
Polska: 1. Wojciech Szczęsny – 18. Bartosz Bereszyński (60, 4. Paweł Dawidowicz), 2. Kamil Piątkowski, 15. Kamil Glik, 13. Maciej Rybus (60, 11. Kamil Grosicki) – 21. Kamil Jóźwiak, 10. Grzegorz Krychowiak, 20. Piotr Zieliński (73, 8. Kacper Kozłowski), 7. Arkadiusz Milik (60, 17. Przemysław Płacheta), 9. Robert Lewandowski (63, 14. Karol Świderski) – 23. Krzysztof Piątek.
Andora: 12. Iker Alvarez – 15. Moises San Nicolas, 22. Christian Garcia, 5. Emili Garcia, 6. Albert Alavedra, 21. Marc Garcia (58, 17. Joan Cervos) – 2. Cristian Martinez (74, 16. Alex Martinez), 4. Marc Rebes (87, 8. Marcio Vieira), 3. Marc Vales, 7. Marc Pujol (58, 10. Jordi Alaez) – 9. Aaron Sanchez (87, 14. Luigi San Nicolas).
Żółte kartki: Ch. Garcia, Alaez.
Sędziował: Erik Lambrechts (Belgia).
Mecz bez publiczności.

  1. Anglia 2 6 7:0
  2. Polska 2 4 6:3
  3. Węgry 2 4 6:3
  4. Albania 2 3 1:2
  5. Andora 2 0 0:4
  6. San Marino 2 0 0:8

Polakom nie dają szans w eliminacjach MŚ 2022

Analitycy z amerykańskiej firmy badawczej Gracenote opublikowali prognozę, które drużyny awansują do przyszłorocznych mistrzostw świata w Katarze. Reprezentacji Polski nie ma w ich raporcie.

Ruszyły kwalifikacje w Europie. 55 europejskich reprezentacji rywalizuje w 10 grupach, z których bezpośredni awans uzyskają tylko zwycięzcy. O trzy pozostałe miejsca w barażach zagra 12 drużyn – dziesięć z drugich miejsc w grupach oraz dwa zespoły z Ligi Narodów. Założona w 1998 roku Gracenote dostarcza prognoz dotyczących najważniejszych imprez sportowych. W swoim najnowszym raporcie jej analitycy ocenili, które z drużyn mają największe szanse na wywalczenie awansu. Z „polskiej”: grupy najwięcej szans na to przyznano Anglikom, a biało-czerwonym nie dano ich nawet w barażach (wg. Gracenote nasz zespół ma ledwie 42 procent szans na udział w MŚ 2022).
Według statystyków Gracenote z Europy na mundial w Katarze dostaną się ekipy Belgii, Hiszpanii, Francji, Portugalii, którym wyliczono 80 procent szans, a także Niemiec, Włoch, Holandii, Anglii, Danii, Chorwacji, Szwajcarii, Austrii i Walii.

Z Węgrami Polacy zagrają po portugalsku?

Powołani przez Paulo Sousę piłkarze stawili się na zgrupowaniu w Warszawie w komplecie i odbyli wspólnie cztery treningi. To była jednak najłatwiejsza część zadania, jakie w marcu ma do wykonania nowy selekcjoner biało-czerwonych. Prawdziwy sprawdzian czeka go dopiero w czwartek w meczu z Węgrami.

Zbliża się pora na weryfikację wielkiego personalnego eksperymentu, na jaki w schyłku swojej drugiej kadencji szarpnął się prezes PZPN Zbigniew Boniek. Bez wątpienia zmiana na stanowisku tenera reprezentacji na kilka tygodni przed ważnymi meczami w eliminacjach mistrzostw świata oraz na niespełna cztery miesiące przed startem w finałach mistrzostw Europy, to było iście pokerowe zagranie, ale póki co największy problem sprawiło włoskiemu selekcjonerowi reprezentacji Węgier Marco Rossiemu. Po zastąpieniu Jerzego Brzęczka przez Paulo Sousę cała praca analityczna jaką wykonał na bazie materiału zebranego po ubiegłorocznych meczach polskiej drużyny zdały się psu na budę. Rossi co prawda miał okazję poznać trochę trenerski warsztat Portugalczyka, gdy obaj na początku minionej dekady pracowali z węgierskimi zespołami klubowymi, lecz teraz nie ma kompletnie pojęcia co jego kolega po fachu zdoła wycisnąć z polskich piłkarzy.
Węgrzy doceniają biało-czerwonych
Na wszelki wypadek w ostatnich medialnych wypowiedziach włoski selekcjoner węgierskiej kadry podkreślał siłę biało-czerwonych. W wywiadzie udzielonym portalowi sportowefakty.pl powiedział: (…) „Dla mnie to nie była dobra informacja, bo znam Paulo Sousę choćby z czasów jego pracy na Węgrzech. To dobry, bardzo poukładany trener, wiedzący czego chce, jak ma grać jego zespół. Dlatego jego nominacja na trenera Polaków mnie zasmuciła, bo wiem, że nie będziemy mieli łatwego zadania. Choć powiem coś, co może w Polsce jest niepopularne: patrząc z boku, z zewnątrz, doceniałem też pracę byłego selekcjonera, Jerzego Brzęczka. Liczba zdobytych punktów, pewny awans na EURO. Zrobiło to na mnie wrażenie”. A w dalszej części przyznał: „Uważam, że na papierze faworytem na pewno są Polacy. Spójrzmy choćby na ranking FIFA – Węgry są na 40. miejscu, a Polska na 19. To spora różnica. Myślę, że różnica między Węgrami a Albanią jest mniejsza na naszą korzyść niż między Anglią, Polską a Węgrami. Wy i Anglicy jesteście zdecydowanymi faworytami tej grupy. Na szczęście to tylko papier. Każdy mecz jest inny. Na pewno mamy dużą ochotę, aby sprawić niespodziankę, zaskoczyć Polaków w pierwszym meczu. Łatwo jednak nie będzie, bo choć mamy dobrych piłkarzy, to jednak liczba zawodników w bardzo dobrych klubach jest po stronie polskiej drużyny”. Ciekawie też Rossi wypowiedział się o Robercie Lewandowskim: „Czy mamy jakiś plan, jak go powstrzymać? Mówimy o najlepszym piłkarzu na świecie w poprzednim sezonie, który od pewnego czasu strzela też najwięcej goli. Gdybym powiedział: tak, mamy plan, wiemy, jak zatrzymać Lewandowskiego i to zrobimy, byłbym skończonym idiotą. Jego praktycznie zatrzymać się nie da, ostatnio ma więcej strzelonych goli niż rozegranych meczów. Natomiast oczywiście, podejmiemy próbę. Jeśli moi piłkarze zagrają na maksimum możliwości, to może się uda, ale żadnych gwarancji tu dać nie mogę”.
Włoski selekcjoner kadry Węgier na mecz z Polską nie mógł powołać najlepszego gracza ekipa Madziarów Dominika Szoboszlaia z RB Lipsk, a tuż przed spotkaniem wypadł mu ze składu z powodu kontuzji pleców Filip Holender, zawodnika Partizana Belgrad, aktualnie grającego na wypożyczeniu w FC Lugano. W tym sezonie ten piłkarz wystąpił w 21 meczach szwajcarskiej drużyny, zdobywając siedem bramek i zaliczając cztery asysty. Był w świetnej formie i jego nieobecność to spore osłabienie węgierskiego zespołu.
Reprezentacja Polski to boski zespół
Na co stać biało-czerwonych pod wodzą Paulo Sousy przekonamy się już w czwartek wieczorem. Na razie jest to, jak zwykł mawiać Jan Tomaszewski, „boski zespół, bo tylko Bóg wie jak zagra”. Podczas otwartego dla mediów poniedziałkowego treningu na stadionie Legii Warszawa było widać, że portugalski szkoleniowiec zamierza ustawić polski zespół w ustawieniu z trzema obrońcami. Trzy lata temu próbował tej taktycznej nowinki, wtedy dopiero zyskującej uznanie w oczach trenerów, ale chyba sam nie do końca pojmował jej niuanse, albo nie potrafił klarownie wyjaśnić jej zasad piłkarzom, bo zamiast nowej jakości w grze biało-czerwonych byliśmy świadkami nędznych występów, po których Nawałka wrócił do ustawienia z czwórką obrońców. Jerzy Brzęczek już nawet nie próbował eksperymentować z tercetem defensorów, chociaż miał w kadrze graczy grających z powodzeniem w tym ustawieniu w swoich klubowych zespołach. Wypada mieć tylko nadzieję, że w czwartek nasza reprezentacyjna drużyna nie pogubi się w tym nowym ustawieniu i nie odwali kabaretowego występu.

Kadra Polski:
Bramkarze: Łukasz Fabiański (West Ham United FC, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna FC 1909, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus FC, Włochy);
Obrońcy: Kamil Glik (Benevento, Włochy), Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Arkadiusz Reca (Crotone, Włochy), Paweł Dawidowicz (Hellas Werona, Włochy), Michał Helik (Barnsley, Anglia), Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa);
Pomocnicy: Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Kamil Grosicki (West Bromwich Albion, Anglia), Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Jakub Moder (Brighton&Hove Albion, Anglia), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Przemysław Płacheta (Norwich City, Anglia), Rafał Augustyniak (Ural Jekaterynburg, Rosja), Bartosz Slisz (Legia Warszawa), Sebastian Kowalczyk (Pogoń Szczecin), Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin);
Napastnicy: Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (Olympique Marsylia, Francja), Krzysztof Piątek (Hertha Berlin, Niemcy), Karol Świderski (PAOK Saloniki, Grecja).

Kadra Węgier:
Bramkarze: Denes Dibusz (Ferencvarosi), Peter Gulacsi (RB Lipsk, Niemcy), Balazs Toth (Puskas Akademia FC); Obrońcy: Endre Botka (Ferencvarosi TC), Attila Fiola (FC Fehervar), Szilveszter Hangya (FC Fehervar), Akos Kecskes (FC Lugano, Szwajcaria), Adam Lang (Omonia Lefkossias, Cypr), Gergo Lovrencsics (Ferencvarosi TC), Willi Orban (RB Lipsk, Niemcy), Attila Szalai (Fenerbahce Stambuł, Turcja);
Pomocnicy: Tamas Cseri (Mezokovesd-Zsory), Daniel Gazdag (Honved Budapeszt), Zsolt Kalmar (DAC Dunajska Streda, Słowacja), Laszlo Kleinheisler (NK Osijek, Chorwacja), Adam Nagy (Bristol City, Anglia), Loic Nego (FC Fehervar), Andras Schaefer (DAC Dunajska Streda, Słowacja), David Siger (Ferencvarosi TC).
Napastnicy: Krisztian Geresi (Puskas Akademia FC), Nemanja Nikolić (FC Fehervar), Roland Sallai (SC Freiburg, Niemcy), Adam Szalai (FSV Mainz, Niemcy), Kevin Varga (Kasimpasa SK, Turcja), Roland Varga (MTK Budapeszt).

Wybory Paula Sousy

Portugalski trener piłkarskiej reprezentacji Polski Paulo Sousa odkrył karty ogłaszając skład kadry na marcowe mecze eliminacyjne do MŚ 2022. Powołania otrzymało 27 piłkarzy, a wśród nich czterech graczy z ekstraklasy: 20-letni Kamil Piątkowski z Rakowa, 21-letni Bartosz Slisz z Legii oraz dwaj zawodnicy Pogoni: 23-letni Sebastian Kowalczyk i 17-letni Kacper Kozłowski.

I właśnie powołanie przez Sousę nastolatka z Pogoni wzbudziło w Polsce najwięcej kontrowersji. Kozłowski gra na pozycji ofensywnego pomocnika, nie bez powodu uważany jest za wielki talent i nadzieję polskiego futbolu, rzecz jednak w tym, że jego dotychczasowe doświadczenia i dokonania w dorosłym futbolu są praktycznie żadne – w obecnym sezonie ekstraklasy zagrał w 12 meczach i zanotował tylko jedną asystę. Branżowy serwis internetowy transfermarkt.de wycenia jego aktualną wartość na 1,5 mln euro, ale amerykański „World Soccer” umieścił go na liście 100 najbardziej przyszłościowych młodych piłkarzy na świecie, a skauci kilku markowych klubów już mają go na celowniku i rekomendują swoim pracodawcom. Niewykluczone, że Paulo Sousa dostrzegł w tym chłopaku znacznie większy piłkarski potencjał niż w Bartoszu Kapustce, bo legioniście powołania nie wysłał. Ale nie wszyscy się z nim zgadzają i na tym tle zapewne przez polski futbol przetoczy się jeszcze wiele burz. Ale 17-letni Kacper Kozłowski już wkroczył do wielkiego futbolu i oby nie była to fanaberia, bo póki co jedynym jego osiągnięciem jest de facto to, że znalazł się w kadrze reprezentacji Polski, w której Paulo Sousa nie znalazł miejsca dla Bartłomieja Drągowskiego (Fiorentina, Włochy), Tomasza Kędziory (Dynamo Kijów), Tymoteusza Puchacza (Lech Poznań), Sebastiana Walukiewicza (Cagliari Calcio, Włochy), Bartosza Kapustki (Legia Warszawa), Michała Karbownika (Brighton&Hove Albion, Anglia), Karola Linettego (AC Torino) i Dawida Kownackiego (Fortuna Duesseldorf, Niemcy). Czy była to słuszna decyzja, będziemy mogli ocenić dopiero po marcowych meczach z Węgrami, Andorą i Anglią.
Na razie możemy jedynie stwierdzić, że Paulo Sousa przy ustalaniu kadry kieruje się tylko sobie wiadomymi kryteriami. Zaskoczył na przykład powołaniem Kamila Grosickiego, chociaż ten piłkarz od połowy stycznia tego roku znajduje się poza składem West Bromwich Albion. Trenerowi tego zespołu jest tak dalece niepotrzebny, że pozwolił mu pojechać do Polski na tydzień przed zgrupowaniem reprezentacji. „Grosik” od poniedziałku trenuje więc w Warszawie pod okiem asystentów Sousy, którzy dzięki temu mają jakieś konkretne zajęcie.
Selekcjoner biało-czerwonych jednak trochę pokrętnie uzasadniał powołanie Grosickiego: „To sygnał nie tylko dla niego, a dla wszystkich zawodników, którzy są na naszej liście. Wiem, że nie gra w klubie, ale znam jego charakterystykę i ambicję. Chciałbym, żeby Kamil miał z nami szczerą relację. Zależy mi na bezpośredniości. Pod uwagę biorę przede wszystkim dobro kadry narodowej. Myślimy, co piłkarze mogą do niej wnieść. Grosicki to zawodnik oddany reprezentacji, tworzy sytuacje na boisku i je wykorzystuje. Rozmawiałem z nim szczerze i powiedziałem mu, jak wygląda sytuacja. On jest częścią tej grupy i jestem przekonany, że nam pomoże” – tłumaczył Sousa. Równie niejednoznacznie uzasadniał też brak powołania dla Tomasza Kędziory, co było chyba największym zaskoczeniem, bo obrońca Dynama Kijów za kadencji Jerzego Brzęczka był podstawowym graczem na prawej obronie (zagrał w 18 z 23 meczów), stając się na tej pozycji sukcesorem Łukasza Piszczka. Kędziora należy do filarów defensywy Dynama Kijów – w tym sezonie zagrał w 31 meczach, zdobył jedną bramkę i zaliczył cztery asysty. W Lidze Mistrzów zagrał we wszystkich spotkaniach „od deski do deski”. Nic dziwnego, że w pominięcie go w 27-osobowej kadrze kibice doszukują się jakiegoś drugiego dna, co nie dziwi, bo Kędziora w ukraińskim zespole gra też jako wahadłowy w ustawieniu z trójką obrońców, a w taki wariant taktyczny najprawdopodobniej będzie preferował Sousa. Tak przy okazji – próbował go wdrożyć przed mundialem w Rosji Adam Nawałka, ale wywołał tylko chaos w zespole. Dlatego zamiary Sousy mogą niepokoić, bo przecież nasi piłkarze nie będą mieli nawet czasu na porządne przećwiczenie tej taktyki. Cała nadziej w tym, że Portugalczyk i jego współpracownicy są fachowcami takiej klasy, że zdołają poukładać „te klocki” wyłącznie za pomocą zdalnych rozmów z piłkarzami.
Na razie nie ma powodów do obaw, że mogą mieć z tym jakieś problemy. Dowodzi tego choćby obecność w kadrze Łukasza Fabiańskiego, chociaż bramkarz West Hamu United już wie, że w reprezentacji numerem 1 będzie jego odwieczny konkurent Wojciech Szczęsny. „Rozmawiałem o tym z Fabiańskim. Powiedziałem, jaki jest mój punkt widzenia. Zależy mi na wprowadzeniu stabilizacji na pozycji bramkarza. Postawimy na Szczęsnego, chociaż także Fabiański rozgrywa fantastyczny sezon. Możemy się tylko cieszyć, że mamy w kadrze bramkarzy na tak wysokim poziomie, bo Łukasz Skorupski to także świetny zawodnik” – stwierdził Sousa.
Ta decyzja nie kończy rywalizacji 35-letniego Fabiańskiego z 30-letnim Szczęsnym, trwającej już od ponad dekady. Zaczęła się w Arsenalu Londyn, a potem przeniosła do drużyny narodowej. W turniejach Euro 2012, Euro 16 i mundialu w Rosji Szczęsny też miał być numerem 1, ale za każym razem co mu w tym stawało na przeszkodzie. Może dlatego Jerzy Brzęczek przez 2,5 roku nie potrafił podjąć decyzji, który z nich ma być w kadrze numerem 1. Sousa najwyraźniej nie miał z tym problemu, a Fabiański zgodził się na rolę dublera pewnie tylko dlatego, że chce reprezentacyjną karierę zakończyć udziałem w mistrzostwach Europy. A życie pokaże, kto na tej imprezie będzie strzegł polskiej bramki.
Na koniec warto zauważyć, że Paulo Sousa powołał siedmiu debiutantów (Michał Helik, Kamil Piątkowski, Rafał Augustyniak, Sebastian Kowalczyk, Kacper Kozłowski, Bartosz Slisz i Karol Świderski), a Paweł Dawidowicz wrócił do kadry po pięcioletniej przerwie. Reszta grupy to gracze mniej lub bardziej, ale już zadomowieni w reprezentacji. Co z tej ekipy potrafi wycisnąć portugalski szkoleniowiec, na razie nie wiemy. Mądrzejsi w tej kwestii będziemy dopiero po meczach z Węgrami (25 marca), Andorą (28 marca) i Anglią (31 marca). „Mam już pomysł na ustawienie składu wyjściowego. Musimy jednak w swoich planach uwzględniać sytuacją epidemiczną na Wyspach i restrykcje w Niemczech i Francji, przez które Robert Lewandowski, Arkadiusz Milik i Krzysztof Piątek mogą nie wystąpić na Wembley” – przyznał podczas poniedziałkowej konferencji Paulo Sousa. Oby to był jedyny jego kłopot.

Kadra Polski wg Paulo Sousy
Bramkarze: Łukasz Fabiański (West Ham United FC, Anglia), Łukasz Skorupski (Bologna FC 1909, Włochy), Wojciech Szczęsny (Juventus FC, Włochy);
Obrońcy: Kamil Glik (Benevento Calcio, Włochy), Jan Bednarek (Southampton, Anglia), Bartosz Bereszyński (Sampdoria Genua, Włochy), Maciej Rybus (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Arkadiusz Reca (Crotone, Włochy), Paweł Dawidowicz (Hellas Verona, Włochy), Michał Helik (Barnsley, Anglia), Kamil Piątkowski (Raków Częstochowa);
Pomocnicy: Grzegorz Krychowiak (Lokomotiw Moskwa, Rosja), Piotr Zieliński (SSC Napoli, Włochy), Kamil Grosicki (West Bromwich Albion, Anglia), Kamil Jóźwiak (Derby County, Anglia), Mateusz Klich (Leeds United, Anglia), Jakub Moder (Brighton&Hove Albion, Anglia), Sebastian Szymański (Dynamo Moskwa, Rosja), Przemysław Płacheta (Norwich City, Anglia), Rafał Augustyniak (Ural Jekaterynburg, Rosja), Bartosz Slisz (Legia Warszawa), Sebastian Kowalczyk (Pogoń Szczecin), Kacper Kozłowski (Pogoń Szczecin);
Napastnicy: Robert Lewandowski (Bayern Monachium, Niemcy), Arkadiusz Milik (Olympique Marsylia, Francja), Krzysztof Piątek (Hertha Berlin, Niemcy), Karol Świderski (PAOK Saloniki, Grecja).