Będą wiatraki na morzu

Są pierwsze efekty konferencji klimatycznej, która odbywa się w Katowicach. Państwowy moloch PGE poinformował o planach utworzenia na Morzu Bałtyckim kompleksu elektrowni wiatrowych.
To ważna informacja, bowiem jeszcze tydzień temu minister Krzysztof Tchórzewski znalazł się na ustach całego świata, kiedy zadeklarował, że nasz kraj zamiarza do 2035 roku wygasić istniejące fermy wiatrowe. Prezentacja projektu transformacji energetycznej, przedstawiona na COP24 przez przedstawicieli Komisji Europejskiej spowodowała, że ekipa Morawieckiego w pośpiechu zaczęła szukać rozwiązań alternatywnych wobec węgla, na których dotychczas planowała oprzeć produkcje energii w Polsce.
Polska Grupa Energetyczna to gigant, który został niedawno umieszczony, wraz z dwoma innymi polskimi podmiotami na liście 10 największych trucicieli w Europie, Należąca do niego Elektrownia Bełchatów zabija ok. 1,2 tys osób roczne. Teraz PGE zamierza się jednak zająć produkcją energii z odnawialnych źródeł. Takim sygnałem był dzisiejszy komunikat, w którym firma poinformowała o rozpoczęciu poszukiwania partnera do budowy i eksploatacji farm wiatrowych na Morzu Bałtyckim. To pierwszy etap programu; łączna moc tych farm ma wynosić 2545 MW (w podziale na dwa obszary, w ramach dwóch koncesji, po 1500 MW i 1045 MW mocy). Wiatraki staną na wysokości Łeby, około 25-30 km od brzegu.
Kiedy prąd z bałtyckiego wiatru zasili polskie domy? Dopiero za siedem lat. Inwestycja jest to bowiem skomplikowana i kosztochłonna.
Przeznaczonych ma zostać na nią z budżetu ok. 30 mld złotych. Będzie to jednak znaczący krok w przemianie polskiej energetyki. Uznanie budzić może też skala. Energia nie przyczyniająca się do degradacji klimatu zasilić ma bowiem 4 mln gospodarstw.
Przeciwnicy energii z wiatraków wskazują na wysokie koszty inwestycji. I faktycznie, są one wyższe niż w przypadku bloku węglowego w Ostrołęce, który był, do niedawna, największą dumą ministra Tchórzewskiego. Budowa tamtego zakładu ma pochłonąć 6 mld złotych. W porównaniu z 30 mld na bałtyckie wiatraki, to istotnie niewiele. Turbiny mają jednak większą planowaną moc – 2000 MW to dwukrotnie więcej niż ostrołęcki zakład. Do wiatraków nie trzeba też dostarczać węgla, który również kosztuje.