Bigos tygodniowy

Osiem gwiazdek!!!!!


Polska jest europejskim „czempionem” w licznie zgonów. Brawo rząd PiS!!! „Die Welt” określa to jako „wielkie umieranie”. Nie tylko w Polsce, także w Czechach czy na Węgrzech, ale tylko w Polsce rząd prowadzi propagandę sukcesu.


Skoro już wszystko zamykają, to trzeba w końcu, do jasnej cholery, zamknąć także kościoły, które słusznie określa się od roku jako rozsadniki zarażeń. Czas skończyć z traktowaniem kleszego geszeftu jako uprzywilejowanego przed innymi, a ich samych jak święte krowy. Nawet Schetyna wyszedł z typowego dla niego kokonu ostrożności i wezwał do objęcia ich lockdownem.


Pisiory odłożyły w czasie prezentację Nowoj Ekonomiczieskoj Polityki – oficjalnie z powodu intensywnej fali pandemii. Jednak prezentowanie tego podejrzanego planu w momencie obajt-afery też raczej nie jest dla nich wygodne. Próbują ten kłopot przykryć „sprawą” Grodzkiego.


„Polska staje się potęgą gospodarczą” – powiada prezes NBP i wywodzi, że niedługo Niemcy czy Francja będą gospodarczo gonić Polskę. Sułtan Glapa, prezes NBP, ma skłonności do euforycznego lewitowania i fantazjowania, co u szefa instytucji, którą kieruje, jest wybitnie nie na miejscu.


„Bieg Polski do autorytaryzmu” – tak media i instytucje zachodnie określają sytuację w Polsce. Najszybszy jest w Polsce także bieg do śmierci w warunkach epidemii.


Ścigają czytelników, tak, tak, czytelników jednej z gazet o obrazę Święczkowkiego i Ziobra. Zażądali od redakcji podania namiarów internautów, którzy komentowali tekst gazety w duchu nieprzychylnym obu tym osobnikom. Przesłuchują kobiety z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet za protesty przeciw banerom z krwawymi krwawym płodom pod porodówką w Poznaniu. Trwa ofensywa cenzury narodowo-katolickiej.


Także pisarz Jakub Żulczyk stanie przed sądem za nazwanie Dudy Andrzeja „debilem”. Przypomnę, że według dawnego nazewnictwa psychiatrycznego, „debil” to osoba upośledzona umysłowo w stopniu lekkim. Lekkim – podkreślam. Skoro zatem jest to określenie medyczne, to nie ma w tym nic obrażającego.


Sasin Jacek, który ostatnio grasował na Lubelszczyźnie, dobrze rozpoznał potrzeby mieszkańców Tomaszowa Lubelskiego i zapowiedział pomoc w ubogaceniu miasta łukiem triumfalnym.


Przed zaplanowanym na zeszły piątek kolejnym spektaklem „Dziadów” przy ulicy Mickiewicza w Warszawie (niedaleko od willi Kaczyńskiego) policja chodziła po mieszkaniach tej kamienicy informując, że należy ja opuścić z powodu alarmu bombowego. Nie ma takiego sposobu, jakiego władza nie imałaby się, by ugodzić w Ogólnopolski Strajk Kobiet.


 „Absolutnie nie był to mój stosunek seksualny ani włączony jakikolwiek film pornograficzny” – powiedział ksiądz katecheta po tym, jak podczas lekcji religii on-line z offu w Trzebiatowie, dały się słyszeć odgłosy pobudzenia seksualnego.


Kolejny katolicki „Katon” i autorytet moralny może się okazać humbugiem. Ujawniono świadectwa osób, który nieżyjący już zakonnik Maciej Zięba odmówił zajęcia się sprawą molestowania seksualnego młodzieży, uprawianego przez wrocławskich dominikanów. Ta instytucja naprawdę jest bardziej zgangrenowana niż mogłoby się to wydawać najbardziej radykalnym antyklerykałom.


„To świat w którym obecne patriotyczne rządy w Polsce są niemal cudem, są czymś, co sądząc po posiadanych zasobach nie powinno się zdarzyć. Wokoło mamy świat ogarnięty szaleństwem demolowania całego porządku cywilizacji. Zreformowany marksizm zagarnia coraz to nowe obszary. Narasta agresja wobec każdego odruchu szacunku dla zasad cywilizacji łacińskiej i chrześcijański źródeł kultury europejskiej. Cenzurę wprowadza się już otwarcie, dawne książki ruguje z półek. Nowa tyrania zapuszcza korzenie. Dlaczego Zjednoczona Prawica mimo to rządzi? Bo wspierają ją bezinteresownie dziesiątki tysięcy zaangażowanych ludzi, bo jest zjednoczona i ma silne przywództwo –  prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Te trzy elementy pozwoliły na osiągnięcie serii wygranych, w teorii niemożliwych. Gdy przestanie być zjednoczona i gdy zabraknie Jarosława Kaczyńskiego długo władzy nie dotknie nawet przez szybę. System opresji zgniecie wszystkich i każdego po kolei. W mediach też rozsiądzie się we wszystkich studiach jeden dziennikarz, ten sam o tysiącu twarzach. Dlatego może i dobrze, że III RP przypomina tak mało subtelnie o swojej potędze – w kraju i na zewnątrz. Może ta seria skandalicznych wyroków i manipulacji uświadomi ponownie Zjednoczonej Prawicy czym jest otoczona i jak kruche są te rządy, co leży na szali i co jest wokół”. Lęki medialnego porucznika PiS, Karnowskiego Michała nad kruchością władzy PiS to źródło jednego z nielicznych dziś dla mnie pocieszeń w tych okropnych czasach.


„Oddaj mandat i możesz iść nawet prosto na wycieraczkę do Kaczyńskiego. Krzyż na drogę” – pod tym ostrym wpisem posła Tomasza Treli „Bigos tygodniowy” bez wahania się podpisuje, podobnie jak pod innymi nie mniej ostrymi głosami parlamentarzystów Lewicy w reakcji na konwersję polityczną Moniki Pawłowskiej. Z kierownictwa Lewicy do obozu PiS – tego jeszcze nie było. Czy jednak warto żałować kogoś, kto głosił chwałę powojennych „band leśnych”, jak to przydarzyło się Pawłowskiej. Ale jest też niepokój z przeciwnej strony. Wyraził go porucznik Karnowski z „Sieci”: „ani Jarosław Gowin nie sięgałby po panią poseł Pawłowską, ani ona nie przeszłaby do Porozumienia, gdyby celem było wzmocnienie Porozumienia o jednego posła, i to z antypodów światopoglądowych. Nie, to byłoby bez sensu. To ruch, który z obu stron jest inwestycją w coś nowego, w jakieś nowe rozdanie, w jakiś nowy kurs. Może już za chwilę, może później”.


Nie ma już Konwencji Stambulskiej w Stambule. Fundamentaliści islamscy wygrali w Turcji. Czy fundamentaliści katolscy dopną swego w Polsce?


A poza tym dziesiątki innych, okropnych wieści.

Flaczki tygodnia

„Si vis pacem, para bellum”, tak powiedział pan minister, prokurator Zbigniew Ziobro jaśniepanu prezesowi Jarosławowi Kaczyńskiemu podczas ich ostatniego spotkania. Powiedział po łacinie, bo obaj panowie skończyli studia prawnicze w czasach, kiedy jeszcze wypadało znać łacińskie sentencje.

Po polsku owo przysłowie znaczy „Jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny”. W języku politycz nym to ważna deklaracja. Przesłany sygnał, że pan minister i prokurator Ziobro, zwany przez zawistników „Zbyszkiem Zdradzieckim”, wszedł na wojenną ścieżkę.

Wojna na górze jest nieunikniona. Wojna domowa Zjednoczonej Prawicy. Bo obecna koalicja rządząca jest nieuchronnie skazana na konflikt. To znakomicie uzasadnił w weekendowym „Dzienniku. Gazecie Prawnej” emerytowany marszałek Sejmu RP, dorabiający jako publicysta Ludwik Dorn. Kiedyś najbliższy współpracownik braci Kaczyńskich. Zwany wtedy przez zawistników „trzecim bliźniakiem”.

Jarosław Kaczyński popełnił fundamentalny błąd, uważa publicysta Dorn. Tak schrzanił w 2019 roku listy wybiorcze PiS, że niegroźne wcześniej przystawki polityczne, czyli ziobrowska Solidarna Polska i gowinowskie Porozumienie Prawicy dwukrotnie powiększyły swój parlamentarny stan posiadania. W kadencji 2025-2019 ziobryści i gowinowcy mieli po dziewięciu posłów. Po wyborach w 2019 roku każdy z nich ma po kilkanaście szabel w Sejmie RP. Przy niewielkiej większości koalicji zwącej się „Zjednoczona Prawica”, czyli PiS + SP + PP, władza jaśniepana prezesa Kaczyńskiego, zleży od kaprysów koalicjantów.

Gowinowcy i ziobrowcy w wyborach 2019 roku startowali z list wyborczych PiS. Nie mają zatem prawa do refundacji wyborczej, dotacji z państwowego budżetu. Utrzymują się z dotacji na biura poselskie, uposażeń poselskich i pensji swoich wiceministrów w rządzie. Ponieważ uposażenie poselskie są niskie, podobnie jak pensje wiceministrów i dotacje na biura poselskie, to obie przystawki cienko przędą. Potrzebną na przyszłe wybory kasę mogą zdobyć jedynie od swoich ludzi uplasowanych na biznesowych posadach w spółkach skarbu państwa i wszystkich innych dobrze opłacanych posadach w instytucjach państwowych. Jeśli ich ludzie płacą im, nieformalnie rzecz jasna, „składkę specjalną”, czyli zwyczajowe dziesięć procent od osiąganych dochodów netto. W gotówce. Partie polityczne czasem działają jak kluby piłkarskie. Muszą mieć dodatkowe, gotówkowe środki finansowe. To jedno z wielu podobieństw piłki kopanej i polityki opartej też na kopaniu przeciwnika.

„Jarosław Gowin i Zbigniew Ziobro wiedzą, że przy układaniu list przed najbliższymi wyborami zostaną ostro zredukowani lub wręcz wygumkowani. Tyle, że dowiedzą się o tym na chwilę przed głosowaniem- jeśli oczywiście zdecydują się kandydować z list PiS. Muszą więc wyrabiać zaczątki samodzielnej pozycji wobec partii Jarosława Kaczyńskiego, czyli wchodzić z nią w konflikty, by się odróżnić.”, taki pisze Ludwik Dorna. A „Flaczki” zgadzają się z nim.

I gowinowcy i ziobryści wiedzą, że szybki, samodzielny ich start w wyborach skazany jest na porażkę. Nie przeskoczą progu wyborczego. Muszą dalej tkwić w poddańczej koalicji z jaśniepanem prezesem Kaczyńskim. Zbierać pieniądze i marzyć o „pójściu na swoje”. Jednocześnie systematycznie muszą budować swe odrębności polityczne wobec PiS- owksiego hegemona. Zwłaszcza, że większa większość prawicowych wyborców przekonana jest, że krajem rządzi Kaczyński i PiS. O koalicyjności Zjednoczonej Prawicy wiedzą tylko hobbyści oraz ludzie zatrudnieni w polityce i w obsługujących ją mediach. Każda porażka PiS może pomóc buntującym się przystawkom, jeśli tylko zostanie ona umiejętnie propagandowo sprzedana. Każdy wzrost popularności PiS to gwóźdź do trumien SP i PP.

Konflikt PiS kontra SP i PP potęguje dodatkowo problem sukcesji po panu prezesie Kaczyńskim. Choć jaśniepan prezes deklaruje swe odejście już za sześć- osiem lat, to jego przeciwnicy chcieliby jego abdykacji w najbliższych dwóch- trzech latach. Ale „zmiana lidera w rządzonej autorytarnie, silnie spersonalizowanej partii oznacza wewnętrzną rewolucję, także kadrową, i nic dziwnego, że ścisła elita z wyprzedzeniem się do niej przygotowuje. Dywagacje rozwiązaniu problemu przez „namaszczenie delfina” przez Kaczyńskiego są pozbawione sensu, bo w partii rządzonej autorytarnie wskazanie następcy przez przywódzcę jest z punktu widzenia tego ostatniego niemożliwe. Bo oznaczałoby to jego faktyczne ubezwłasnowolnienie: w obliczu zbliżającej się zmiany elita partyjna, aparat i działacze przenosiliby lojalność na następcę, a formalnemu przywódcy pozostawałby jedynie pozbawiony politycznej treści tytuł. Elita partyjna musi zatem po cichu przygotowywać się do walki o sukcesję, co nieuchronnie skutkuje wzrostem wewnętrznych napięć i utajonego na razie potencjału dezintegracji”, pisze Ludwik Dorn. A „Flaczki” zgadzają się z nim znowu.

Zatem mamy w pragnącej „pokoju” Zjednoczonej Prawicy trzy równolegle trwające przygotowania do wojen. Ziobryści i gowinowcy deklarują wolę pozostania w koalicji z PiS, w sojuszu „Koryta i bezkarności”, lecz jednocześnie szykują się do startów w wyborach parlamentarnych. W konstytucyjnym terminie w roku 2023 lub wyborach przyśpieszonych. Samodzielnie lub w koalicjach. Ziobryści kokietują Konfederację, gowinowcy Konfederację i PSL.

Pan prezes Kaczyński próbuje rozbić i przyciągnąć jak najwięcej gowinowców. Pozyskać Kukiza i kukizowców. Aby mieć sejmową większość bez zwartych ziobrowców i słabnących gowinowców. Jeśli jednak nie będzie miał gwarantującej mu nieskrępowane rządy większości to odsunie ziobrowców i gowinowców od koryta. A może nawet ujawni ich przekręty. I pójdzie na przedterminowe wybory aby je maksymalnie wygrać i tak wzmocniony szukać ewentualnego koalicjanta.

Jaśniepan prezes wie jednak, że choć ma jeszcze kontrolę nad „korytem”, to nad prokuratura już nie panuje. To „Zbyszko Zdradziecki” może mieć „kompromaty”, które wyciekną do mediów, jak niedawno „taśmy Obajtka”. I choć jego prokuratura lojalnie nie nęka jeszcze podejrzanych o przestępstwa kaczystów, to zawsze może się uaktywnić.

Oprócz służb prokuratorskich mamy też w Polsce służby antykorupcyjne, specjalne, kontrwywiadu, skarbowe, celne, graniczne, terytorialsów, Najwyższa Izbę Kontroli rządzona przez urażonego pana prezesa Banasia. Wszystkie one mogą być uaktywnione kiedy w pragnącym pokoju PiS zacznie się wojna wszystkich ze wszystkimi o sukcesję po jaśniepanu prezesie.

Na razie elity starego PiS uruchomiły promowanie Narodowego Funduszu Rozbudowy. Niby programu rządowego, ale firmowanego jedynie przez PiS. Wypisz, wymaluj programu wyborczego pana prezesa Kaczyńskiego. Adresowanego przede wszystkim do żelaznego elektoratu PiS. Czy to początek pożerania przystawek?

Na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.

Tituszki i warchoły

Mityczny król Midas dotykiem swym zamieniał wszystko w złoto. Ziejący „miłością do Polski” jaśniepan prezes Kaczyński zamienia wszystkich współpracowników w moralne błoto.
Pan Adam Bielan był cudownym politycznym dzieckiem i nadzieją polskiej prawicy. Zaczynał jako przewodniczący Niezależnego Zrzeszenia Studentów, był też wiceprzewodniczącym międzynarodowej organizacji studenckiej European Democrat Student. W 1997 roku został wybrany z listy Akcji Wyborczej „Solidarność” posłem na Sejm RP. Był wówczas najmłodszym parlamentarzystą w tamtej kadencji.
Potem pan Bielan został euro deputowanym. W Parlamencie Europejskim wybrano go wiceprzewodniczącym tej izby. Miał wtedy opinię poważnego parlamentarzysty, wróżono mu wielką międzynarodową karierę. W listopadzie 2010 roku wystąpił z PiS. Zachował się wtedy godnie, ostatni raz chyba w swojej karierze politycznej. Ale ta walka o godność kosztowała go klęską w następnych wyborach do Parlamentu Europejskiego. Po kilku latach wysiadywania na prawicowych, kanapowych partiach politycznych złożył hołd lenny panu prezesowi Kaczyńskiemu. Jednak w szeregi PiS formalnie już nie wrócił. Dostał zapewne od pana prezesa nowe partyjne zadanie – pracę wśród prawicowych koalicjantów PiS. W 2015 roku został wybrany senatorem z listy PiS, a potem wicemarszałkiem Senatu. Cztery lata później ponownie wybrano go do Parlamentu Europejskiego. Też z listy PiS.
Do lutego 2021 roku pan euro deputowany Adam Bielan uchodził co prawda za prawicowego knuja politycznego i intryganta. Ale jego knujstwo mieściło się w prawicowej normie i standardach tradycyjnego tam politycznego intryganctwa. Dodatkowo nadal chodził w nimbie genialnego spin- doktora, specjalisty od wygrywania wyborów. Politycznego, prawicowego intelektualisty.
Teraz pan euro deputowany zachowuje się jak polityczna „Tituszka” pana prezesa Kaczyńskiego.
„Tituszki” to spotykane na Ukrainie, Białorusi i Rosji bojówki dresiarzy używane przez władze do bicia opozycjonistów i rozbijania ich wieców.
Co prawda pan poseł Adam Bielan jeszcze nie skopał fizycznie pana wicepremiera Gowina, ale swym knuciem i podłymi intrygami rozbija mu partię. Dla oszukania wyborców Porozumieniem zwaną. Partię, w której zapewne od początku był „śpiochem” pana prezesa. Teraz pan euro deputowany Bielan kłamie politycznie we wszystkich mediach. Zwłaszcza w kurskiej TVP info i Polskim Radio. Mediach w których kłamstwa polityczne są normą i codziennością.
Pamiętam pana posła Bielana, kiedy naprawdę błyszczał elokwencją w Sejmie RP III kadencji, jak uczciwie pracował w latach 2003-2004 podczas obserwacji Parlamentu Europejskiego. Miał wtedy zadatki na męża stanu. Niestety jako młody polityk wpadł w wyjątkowo złe, patologiczne politycznie towarzystwo. Ono zepsuło go i zdegenerowało moralnie. Dziś pan euro deputowany Adam Bielan jest symbolem politycznego bejsbola. Tituszkiem pana prezesa, dresiarskim karkiem od mokrej roboty politycznej.
Charchać na Warchoła
Pan poseł Marcin Warchoł to kolejne cudowne dziecko polskiej prawicy. Doktor nauk prawnych na prawdziwym, bo Warszawskim, uniwersytecie. Poseł na Sejm RP. Wiceminister sprawiedliwości, czyli ziobrzysta.
Do tego tylko raz żonaty, co w narodowo- katolickich elitach jest rzadkością. Bo oni praktykują katolicyzm selektywny. Wypełniania wszystkich norm katolickich wymagają jedynie od okupowanego religijnie narodu polskiego.
Ten piękny, czterdziestoletni polityk został dostrzeżony przez osiemdziesięcioletniego prezydenta Rzeszowa Tadeusza Ferenca. Wielce zasłużony dla rozwoju Rzeszowa prezydent zgłosił właśnie wolę ustąpienia i jako swego następcę wskazał na pana posła Warchoła. Wywołał tym zdumienie, zwłaszcza na lewicy, bo prezydent Ferenc był kiedyś członkiem PZPR i posłem na Sejm RP z list SLD. W czasach kiedy debiutował tam pan „Tituszek” Bielan. Jeszcze silniej na testament prezydenta Ferenca zareagowały elity PiS. Na wieść, że pan poseł Marcin Warchoł przyjął oferowaną mu w spadku prezydenturę Rzeszowa i rozpoczął kampanię przedwyborczą, pierwsze zareagowały narodowo- katolickie media.
Kaczystowski tygodnik „Sieci” opluł od razu pana posła z Solidarności Polskiej. Przede wszystkim za oświadczenie pan posła Warchoła, że „w razie ewentualnej wygranej utrzyma w stanie dalszego zatrudnienia wszystkie osoby obecnie wykonujące pracę, pod jakimkolwiek tytułem prawnym w urzędzie miasta, służbach i spółkach miejskich”. Bo przecież taka polityka miłości i współdziałania nie mieści się w kaczystowskich standardach. Skoro naród rzeszowski wybierze na prezydenta kaczystę Warchoła to znaczy, że daje mu prawo do wyrzucenia z pracy wszystkich nie kaczystów. Do poziomu sprzątaczek.
A tu taki Warchoł obiecuje koegzystencje. Toż to zamach na suwerenność Polski! Narodową wspólnotę! To jakieś neomarksistowskie warcholstwo.
Oczywiście można z góry przyjąć, że oświadczanie pana posła Warchoła jest zwykłem kłamstwem. Podobnym jakie codziennie słyszymy z narodowo- katolickich ust. Politycy PiS kłamali i kłamią, ich partyjne media kłamią, funkcjonariusze ich kościała kat. kłamią jak złoto.
Wszyscy chyba współpracownicy pana prezesa Kaczyńskiego kłamią, bo kaczyzm oparty jest na totalnym oszukiwaniu wyborców.
Dlatego opluwanie, charchanie wręcz, na pana posła Warchoła nie wynika z jego etyki politycznej. Bo w całej Zjednoczonej Prawicy etyka polityczna to oksymoron. Owo charchanie to dopiero wstęp do eliminacji pana posła Warchoła z rzeszowskich wyborów przez elity PiS. Bo pozwolił sobie on na wyjątkowe warcholstwo. Nie uzgodnił swego kandydowania wcześniej z rzeszowskim panem posłem PiS Krzysztofem Sobolewskim, szefem miejscowego PiS.
Oczywiście, gdyby zaczął uzgadniać, to pewnie usłyszałby braterskie „paszoł won”, bo wchodzi na teren, który już sobie pan poseł Sobolewski politycznie obsikał. Albo usłyszałby zapewnienie poparcia, które potem uległoby totalnej dewaluacji.
Dlatego znając poziom kłamstw, kucia i intryg w PiS, pan poseł Warchol poszedł własną drogą. Na swoje. Co oburzyło też wielce wpływowego w PiS pana euro deputowanego Tomasza Porębę. Zagrzmiał on tak: „Jest coś dziwacznego w tym, że prezydent ze środowisk, delikatnie mówiąc, dalekich od obozu rządowego rekomenduje na swego następcę ministra rządu Zjednoczonej Prawicy, a ten zgadza się i oświadcza, że nic nie zmieni, choć Rzeszów zmian potrzebuje. Pytanie, komu ma to służyć?
Tu warto dodać, że PiSowskie wiewiórki ćwierkają o chęci pana euro deputowanego Poręby na prezydenturę Rzeszowa. Bo „Rzeszów zmian potrzebuje”. I wszystko co tam ferencowskie trzeba będzie wypalić do żywego.
Jednak aby on wystartował musi wpierw poradzić sobie z warcholstwem wiceministra swojego rządu, poparciem dla pana posła Warchoła ze strony kierownictwa ziobrystowskiej Solidarnej Polski, a także z panem posłem Sobolewskim, który ma własną kandydatkę.
Czy to spowoduje, że w prezydenckich, rzeszowskich wyborach Zjednoczona Prawica wystawi dwójkę kandydatów?
Wszystko zależy od tego co urodzi się w głowie jaśniepana prezesa Kaczyńskiego. On nie śpi. Zapewne już ma jakiegoś rzeszowskiego bejsbolo-bielana, rycerza Dobrej Zmiany.
Głosowaliście na nią, no to ją macie.

Flaczki tygodnia

Czy będą przedterminowe wybory parlamentarne? O tym huczało w zeszłym tygodniu na politycznych salonach. Choć jeszcze w zeszłym miesiącu takie przyśpieszone wybory traktowano tam jak „political fiction”.

Problem stał się realny za sprawą jednego kanibala politycznego. Bardzo wpływowego, niestety. Jaśniepana prezesa Kaczyńskiego, który użył pana posła Bielana jako tarana do rozbijania jedności gowionowskieo Porozumienia Polskiego.

Z jaśnie panem prezesem i panem wicepremierem Gowinem jest jak ze Skorpionem i Żabą w starym kawale. Oto Król Skorpion proponuje Żabie układ. Przeprawisz mnie przez rzekę za co dostaniesz udział w zrabowanych przeze mnie skarbach ukrytych za rzeką. Zawarli przymierze. Żaba wzięła Skorpiona na plecy i płyną. W połowie drogi Skorpion wbił Żabie swój jadowity kolec. Czemu?, spytała zdziwiona, umierająca Żaba. Nie mogłem się powstrzymać, taką mam kurwa naturę, odparł szczerze Król Skorpion.

Jednak pan poseł Bielan- taran okazała się miękiszonem. Pan wicepremier zachował wystarczająco sejmowych szabel by nadal decydować o większości parlamentarnej w rządzącej jeszcze „Zjednoczonej Prawicy”. Co więcej, Strajk Mediów przeciwko podatkowi dławiącego wolne media, zaplanowanemu przez rząd jaśniepana prezesa, okazał się wielkim prezentem politycznym dla pana wicepremiera Gowina.
Bo bez głosów gowinowców nie może on zostać uchwalony w Sejmie. A swą deklaracją sprzeciwu wobec tegoż podatku, pan wicepremier przypomniał, że dalej ma decydujące głosy, no i kupił sobie też przychylność protestujących mediów. Co mu się przyda w kolejnych rozgrywkach z nienasyconym Królem Skorpionem.

Plotki warszawskie głoszą, że dywersja pana posła Bielana, znanego knuja politycznego, miała być karą dla pana Gowina za potajemne zmawianie się z opozycją. W celu przejścia na stronę opozycji parlamentarnej i stworzenia „rządu technicznego”, który odsunie od władzy psychodyktatora oraz przeprowadzi uczciwe wybory parlamentarne. Warunkiem przejścia gowinowskiego Porozumienia Prawicy do obozu antyPiS-owskiego ma być stanowisko premiera dla pana wicepremiera Jarosława Gowina w „rządzie technicznym”. Czy fotel premiera dla wicepremiera Gowin wart jest ustępstw opozycji – przeczytajcie wywiad z Leszkiem Millerem zamieszczony obok.

Ku pamięci. Przedterminowe wybory może zarządzić Sejm RP wolą swej większości. Musi zarządzić pan prezydent jeśli nie otrzyma od Sejmu uchwalonej ustawy budżetowej w konstytucyjnym terminie. No i muszą zostać zarządzone przez pana prezydenta kiedy rozpadnie się koalicja rządząca i nie uda się zebrać w Sejmie alternatywnej większości.

Przedterminowe wybory prezydenckie odbędą się na pewno w Rzeszowie. Po 18 latach, w trakcie piątej już kadencji, ustępuje ze stanowiska schorowany ostatnio, osiemdziesięcioletni Tadeusz Ferenc. Kolega z pracy „Flaczków” z czasów kiedy Ferenc był posłem Sejmu RP z listy SLD. W czasie swej prezydentury prezydent Tadeusz prowincjonalny, zadupiały Rzeszów przemienił w regionalną metropolię. Zachwycającą Polskę, Izrael, USA a także ukraińskich i słowackich sąsiadów. Rzeszowiaków nieraz zaskakiwał swymi niekonwencjonalnymi decyzjami i politycznymi sojuszami, na których zwykle zyskiwało miasto i oni. Teraz prezydent Ferenc jako swego następcę wskazał pana posła Solidarnej Polski, wiceministra sprawiedliwości Marcina Warchoła. Luźno z Rzeszowem związanego.

„Flaczki” chylą głowę wobec mistrzowskiego kunsztu politycznego towarzysza Ferenca. Wskazując bowiem przedstawiciela obozu rządzącego otworzył worek przyszłych obietnic składanych przez kaczystowskiego kandydata. Bo przecież żeby pan minister Warchoł mógł wygrać, to wpierw musi mieszkańcom Rzeszowa wiele naobiecywać z kasy warszawskiej centrali. Ba musi nawet coś im na wabia przed wyborami załatwić. Bo wszyscy już wiedzą, że politycy PiS kłamią. Im więcej obieca, im więcej realnie sypnie, tym dla Rzeszowa lepiej. Zwłaszcza kiedy wybory przerżnie.

Za kontrkandydaci pana Warchoła muszą się od razu zjednoczyć i wystawić jednego, wspólnego kandydata. Już teraz krajowy komentatorzy polskiej sceny politycznej uważają, że rzeszowskie wybory będą testem dla antyPiSowskiej opozycji w Sejmie RP. Jeśli pokaże, że można się w Rzeszowie skutecznie zjednoczyć, to będzie to przykład dla polityków opozycji na szczeblu centralnym. Tak czy siak teraz Rzeszów dyktuje w Polsce cywilizacyjne trendy.

A na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym

Bigos tygodniowy

Pisowska terrorystyczna władza wprowadziła prawo czyniące z polskich kobiet w wieku rozrodczym kandydatki na żywe trumny. Piramidalny nonsens, który powoduje niewyobrażalne cierpienie kobiet i ich bliskich, ograniczając im prawo do decydowania o swoim życiu. Póki co, polskie kobiety i dziewczyny, oraz ci mężczyźni, którzy je wspomagają, walczą na ulicach o swoje prawa, nie zważając na mróz i mrożące działania policji państwowej.


Pod groźbą kary grożącej osobom pomagającym kobietom w dokonaniu aborcji (lekarzy, etc.), muszą one rodzić trupy, półtrupy i potworki, które są ważniejsze od ich życia, zdrowia, od zdrowego rozsądku. Muszą rodzić w imię jakiejś obłąkańczej obsesji na podłożu religijno-nacjonalistycznym. Zgodnie z nią trup, zwłaszcza trup wydany na świat, ważniejszy jest od osoby żywej, bo trup to esencja życia. To nie zawiązek scenariusza horroru ani nowo odkryta baśń braci Grimm. To Polska 2021 roku. Jednym z emblematów takiej Polski jest upiorny filmik emitowany w TVPiS, na którym nieszczęsne dzieci z zespołem downa śpiewają, „maszerując w miejscu” – „Jeszcze Polska nie zginęła”.


Lewica we współpracy m.in. z Ogólnopolskim Strajkiem Kobiet, Centrum Praw Kobiet, Federacją na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, rozpocznie zbieranie podpisów niezbędnych do rejestracji komitetu „Legalna aborcja bez kompromisów”. Publicznie zaprezentowano projekt ustawy zawierający m.in. prawo do bezpłatnego i legalnego przerywania ciąży do 12 tygodnia, uchylenie przepisów karnych za wykonanie i pomoc w aborcji. Nie jest to pierwsza próba Lewicy zliberalizowania prawa aborcyjnego. Projekt poprzedni został złożony w Sejmie w kwietniu 2020 roku, ale drukowi nie nadano nawet numeru, utknął w sejmowej zamrażarce.


Pucz Bielana! Gowin Jarosław na moment utracił przywództwo w Porozumieniu nomen omen Jarosława Gowina na rzecz Bielana Adama, znanego spin-doktora PiS. Bielan i jego poplecznicy nagle zauważyli, że Gowin Jarosław od dwóch lat piastuje nienależną, w świetle statutu partii, funkcję prezesa. Pucz zakończył się wyrzuceniem puczystów w tym Bielana właśnie, z Porozumienia. Jak wieść gminna niesie, już zmieniono zamki w drzwiach w siedzibie partii przy ulicy Wilczej, aby nikt z wyrzuconych wrogo jej nie przejął. Nie kończy to jednak sprawy z Gowinem, bez wątpienia kolejne odsłony tej tragifarsy są w przygotowaniu. Niektórzy mówią, że Kaczor wiedział co się szykuje, a nawet zajął krzesło z napisem „reżyser”.


Wojskowe ćwiczenia sztabowe „Zima – 20”, zakończyły się spektakularną klapą. W pięć dni wróg ze Wschodu (ruscy?) dotarł do linii Wisły, okrążając Warszawę. Lotnictwo i marynarka wojenna przestała istnieć, zaś pierwszorzutowe bataliony odnotowały straty w ludziach na poziomie 60-80 procent. Ruscy nas pokonali i nie pomogło nam wsparcie technologiczne z Zachodu. Gorzej niż we wrześniu 1939 roku. Duduś podobno naczelny wódz i Błaszczak Mariusz podobno minister obrony, komentując tę wojskową wtopę, cieszyli się jak dzieci, że takie to pouczające było. No cóż, w dzisiejszych czasach najważniejsze to nie tracić dobrego nastroju i z nadzieją patrzeć w przyszłość i uczyć się, cały czas się uczyć.


Konferencja Platformy Obywatelskiej stała się tak naprawdę konferencją pobożnych życzeń. Borys Budka wystąpił z apelem, który sprowadzić można do hasła „zgoda buduje”, oczywiście opozycję. Pierwsze reakcje na to wezwanie były najłagodniej pisząc chłodne, a przedstawiciele opozycji od Lewicy po Polskę 2050 Szymona Hołowni, zwracali uwagę, że nikt z nimi wcześniej treści apelu nie uzgadniał. Niestety, źle to wróży idei konsolidacji opozycji na czas wyborów parlamentarnych 2023. i szansom na pokonanie Zjednoczonej Prawicy. Niby do wyborów daleko, lecz niech nikt nie traci z pola widzenia faktu, że niestety, system D’Hondta fochów nie wybacza.


Od 12 lutego otwarte zostaną hotele, baseny, stoki narciarskie, teatry, kina, filharmonie, na razie na dwa tygodnie. W tej sytuacji bunt podnieśli restauratorzy i właściciele klubów fitness, którzy nie znaleźli się w tej grupie szczęśliwców. Zatem pomimo zakazu otwierają swoje firmy. Nie ukrywają, że grożące kary nakładane przez sanepid oraz perspektywa postępowań karnych ich nie przeraża. I tak i tak są na skraju bankructwa, mają zaległe rachunki do zapłacenia, a realnej pomocy państwa brak. Więcej, część z nich planuje wystąpić z pozwem zbiorowym do sądu o odszkodowanie od państwa wprowadzającego zakazy aktami prawnymi niższego rzędu niż ustawa. I mają duże szanse, takie odszkodowania uzyskać, od państwa czyli od nas wszystkich. Jak zawsze my szarzy obywatele zapłacimy za błędy, za błędy na górze.


Na froncie walki z pandemią większych sukcesów brak. Nikt tak naprawdę nie wie na jakim etapie tej walki jesteśmy. Niewielka liczba testów przekłada się na niewielką liczbę stwierdzonych zakażeń, przy wysokiej liczbie zgonów. Niewielka liczba szczepionek jakie mają zostać dostarczone przez koncerny farmaceutyczne powoduje, że najbardziej zagrożona grupa seniorów czyli osób 60 plus zostanie zaszczepiona w tym ślamazarnym tempie może wczesną jesienią i to jest wariant bardzo, ale to bardzo optymistyczny. A wirus mutuje i kolejne jego warianty są coraz groźniejsze i jak wynika z badań są bardziej odporne na opracowane już szczepionki. Co gorsza nie widać jakiegoś sensownego planu pisowskiego rządu na zdławienie SARS-Cov-2. Nieomal codzienne konferencje telewizyjne niejakiego Dworczyka Michała i Niedzielskiego Adama, prezentujących urzędowy optymizm, jedynie irytują. Z niepokojem więc należy oczekiwać na efekty otwarcia hoteli, stoków narciarskich, basenów, kin czy teatrów, bo przy powszechnym braku dyscypliny społecznej, braku elementarnej solidarności międzypokoleniowej, braku testów, zapaści sytemu opieki medycznej, w marcu będziemy Portugalią.

Flaczki tygodnia

Ucieczkę do przodu zaproponowali liderzy Platformy Obywatelskiej Borys Budka i Rafał Trzaskowski. Koalicję wyborczą wszystkich szczerych antyPiSiaków, czyli Lewicy, Koalicji Obywatelskiej, Ruchu Hołowni i PSL. Takie polityczne, pospolite ruszenie dałoby przynajmniej 276 mandatów poselskich. Gwarantujących odsunięcie kaczystów od władzy i groźby przyszłych prezydenckich wet.

Oczywiście liderzy pozostałych szczerych, antyPiSowskich ugrupowań w pierwszych swych internetowych ćwierkaniach wyrazili żal, że to zaproszenie do politycznego mariażu nie było z nimi wystarczająco wcześnie skonsultowane. A oni mają swe zasady. Najpierw trzeba z nimi pochodzić, potem politycznie spółkować. Takie to polskie pańskie maniery i narodowa hipokryzja.

Koalicja 276 jest propozycją sensowną, rokującą skutek, ale mało realną. Liderzy polskich antkaczystowskich partii, a zwłaszcza ich Wyborcy, są jeszcze za głupi politycznie na takie rozwiązanie. Zwycięża mentalność małorolnego chłopa. „To nieważne czyje co je, To je ważne, co je moje”.

Pomni prawdy, że „program Platformy Obywatelskiej” to polityczny oksymoron, Budka i Trzaskowski wystrzegali się tego sformułowania jak ognia piekielnego. W zamian, na przynętę, rzucili propozycję kilku wspólnych reform. Sensownych i tak wybranych aby wszystkie z przyciąganych partii mogły je zaakceptować. O problemie aborcji czujnie nie wspomnieli. Dzięki temu mogą teraz na konferencjach prasowych zapewniać, że wcale nie śpią, tylko inicjują.

Pewnym już jest, że program 500+ nie powoduje wzrostu urodzeń dzieci w Polsce. Za to skutecznie zmniejsza ubóstwo. Skoro tak jest, to trzeba zmodyfikować ten program. Wprowadzić próg dochodów uprawniający do otrzymywania zasiłku. Po co wypłacać socjalny zasiłek panu premierowi Morawieckiemu, paniom poseł Milewicz i Lichockiej, panom prezesom Kurskiemu i Obajtkowi i innych oligarchom? Podsuwamy ten projekt parlamentarzystom Lewicy. Wprowadźcie go. Siebie też nie oszczędzajcie.

Nie ma zgody w kanapie zwanej przez lojalistów „Porozumieniem Jarosława Gowina”. Nieduża partia a już ma +dwóch prezesów. Starego Gowina i nowego Bielana. I rozłam w wąskich szeregach.

Nie ma tam zgody, bo pan prezes Kaczyński nie śpi. Knuje, szczuje, rozłamuje. Robi to, co kocha najbardziej.
Jaśniepan prezes Kaczyński traktuje gowinowców jak prezydent Putin Ukraińców. Mówi im, że kaczyści i gowinowcy to jeden, bratni prawicowy naród. A po cichu knuje co by im jeszcze zabrać. Wcześniej skaperował panią poseł Emilewicz, teraz panów parlamentarzystów Bielana i Bortniczuka, a jutro ?

Gdyby pan wicepremier Gowin chciał porady jak żyć z takim politycznym kanibalem jak jaśniepan prezes, „Flaczki” polecają konsultacje mecenasa Giertycha. Ale on dużo bierze za godzinę. Andrzej Lepper byłby tańszy, ale wziął i powiesił się. Ponoć.

Znajoma „Flaczkom” polityczną wróżka przestrzega: „Jesteś w jednej partii z Bielanem – będziesz musiał wymieniać zamki w drzwiach.” Niby kobieca prognoza, ale dotychczasowe doświadczenia wskazują żeby temu panu kluczy do skrytek i drzwi, kodów do stron komputerowych i numerów kont nigdy nie dawać.

”Nie spodziewałam się, że mój wyjazd spotka się z tak ogromną krytyka społeczną. Nie doceniłam skali złości i rozżalenia wywołanych pandemią”, rzekła pani poseł Jadwiga Emilewicz. Publicznie zdeklarowana katoliczka, która publicznie kłamała, nakłaniała do oszust innych oraz łamała prawo antypademiczne. Nie poniesie kary za to, bo opuściła pana Gowiana dla pana prezesa Kaczyńskiego. A jaśnie pan prezes takie zdrady dobrze wynagradza.

W TVP nie pokazali filmu „Stan zagrożenia” zrealizowany przez panią prezes Stowarzyszenia „Solidarni 2010” Ewę Stankiewicz.
„Przegrała wolność słowa- zwyciężyła naciski polityczne”, powiedziała pani reżyser i dodawała, że wszelkie tłumaczenia władz TVP to zwyczajne kłamstwa. Winą za wstrzymanie emisji obciąża polityka „który mając wszystkie atuty w ręku, od pięciu lat nie finalizuje prac i wciąż to zapowiada”. Nietrudno zgadnąć, że to pan Antoni Macierewicz. Wice prezes PiS, poseł na Sejm RP, wieloletni szef sejmowej podkomisji badającej przyczyny katastrofy prezydenckiego samolotu. Raportu komisji nie ma. Jest kolejna Wielką Narodową Kompromitacją.

Były premier Włodzimierz Cimoszewicz wygrał z „Gazetą Polską”. Zgodnie z wyrokiem sądu kaczystowska gazeta dopuściło się zniesławienia obecnego europosła Lewicy i musi go przeprosić. Musi też wpłacić 25 tysięcy złotych zadośćuczynienie na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Podobna sprawa toczy się w sądzie przeciwko TVP Jacka Kurskiego.

Zbliża się 15-lecie powstania Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Z tej okazji zostanie ustanowiony patron tej służby policyjnej. Archanioł Gabriel. To nie żart, to PiS.

Na Polskę spadły dwie katastrofy. Zaraza i rządy PiS. Złe rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.

Bigos tygodniowy

Jak tu przyrządzać kolejny bigos, skoro od zeszłego czwartku w polityce trwa takie bigosowanie, że to, co jako tako ogarniemy przed południem, diametralnie zmienia się przed wieczorem, a następnego ranka budzimy się w jeszcze nowszej rzeczywistości? Ustawa o prawach zwierząt została uchwalona przez Sejm głosami większości PiS, Koalicji Obywatelskiej i Lewicy i teraz pójdzie do Senatu, ale jest ona tylko wycinkiem, elementem dużo bardziej skomplikowanej konstrukcji, bardzo trudnej do bieżącego rozpoznania. Mimo tego spróbujmy kilka spraw – na ile to możliwe – poznawczo uporządkować, choć tak naprawdę przede wszystkim wokół nich pospekulować. W szczerość pozytywnych, serdecznych intencji Jarosława Kaczyńskiego w stosunku do zwierząt wypada wierzyć, bo są one powszechnie znane z dawien dawna. Nie eliminuje to jednak przypuszczenia, że uznał on, iż projekt ustawy o prawach zwierząt można wykorzystać także, w pakiecie, dla celów politycznych, wewnątrzkoalicyjnych. Czy doszedł do tego wniosku spontanicznie, czy było to efektem wcześniejszych przygotowań – tego nie sposób sprawdzić. Nie ma to jednak zasadniczego znaczenia, bo sprawny polityczny taktyk może i planować, i wykorzystywać nadarzające się niespodziewanie okazje. Jedna z możliwych hipotez może być taka, że Kaczyński miał już dosyć pychy i samowoli Ziobry, tego samego, który kiedyś już się zbuntował i którego mimo to, jako syna marnotrawnego, przyjął ponownie na swoje łono. Może Kaczyński uznał, że po raz drugi warcholstwa Ziobry nie zniesie i chce się pozbyć z rządu toksycznego, kłopotliwego partnera? Przy okazji, na progu nowego sezonu politycznego, nadarzyła mu się okazja do przeprowadzenia praktycznego testu na spoistość koalicji z Ziobrem i Gowinem, okazja do uporządkowania przedpola, by uniknąć kłopotów w przyszłości, pozbycia się nielojalnych i wszelkiej potencjalnej „piątej kolumny”, tych co trzeba wyrzucić, tych co trzeba ze sobą związać. Dotyczyłoby to oczywiście także Gowina, który zbuntował się w maju w sprawie wyborów. Nie sądzę, by sprzeczna z zasadą prawdopodobieństwa była też hipnoza, że Kaczyński wziął pod uwagę wariant samodzielnego pójścia PiS do przedterminowych wyborów, bez wzięcia na listy gowinowców i ziobrystów, by się ich przy okazji raz na zawsze pozbyć, jako że mają nikłe szanse na samodzielne wejście do parlamentu. W nowej konstelacji politycznej, po wyborach prezydenckich, jest to ryzykowne i mogłoby się skończyć utratą władzy, ale i to może Kaczyński zwekslować na swoją korzyść. Jak to możliwe? Ano tak, że nadciąga ciężki kryzys gospodarczy i rząd PiS musiałby się z nim skonfrontować przy słabym prawdopodobieństwie sprostaniu mu. Nie miałby już w ręku swojego najważniejszego atutu – świadczeń do rozdawania, ale to i tak byłby chyba najmniejszy z nadciągających problemów. W takiej sytuacji oddanie władzy rządowi wyłonionemu z opozycji byłoby pozbyciem się parzącego dłoń kartofla i przekazanie go rywalom. Bo o ile PiS, wspomagane przez koniunkturę gospodarczą, rządziło przez pięć lat w warunkach komfortowych i ze swoim prezydentem w gotowości z długopisem w dłoni, o tyle rząd niepisowski stanąłby na wejściu oko w oko z kryzysem, silną opozycją PiS i reszty prawicy (nawet gdyby do parlamentu nie weszli gowinowcy i ziobryści, to raczej wejdą i to wzmocnieni, konfederaci) oraz nieprzychylnym prezydentem, który w nowej sytuacji będzie odrzucał ustawę po ustawie i faktycznie zablokuje zarówno rządzenie bieżące jak i próby robienia porządków po rządach PiS. W tych spekulacjach nie można też nie uwzględnić projektu tzw. ustawy bezkarnościowej, która powszechnie sytuowana jest w polu ostrego konfliktu między Ziobrą a Morawieckim. Opór Ziobry przeciw niej interpretowany jest jako chęć zatopienia rywala, który ma na koncie delikty prawne wytknięte mu w niedawnym wyroku WSA. W tej sytuacji Kaczyński, który wspiera Matousza i chyba widzi w nim sukcesora w roli szefa obozu politycznego, ma dwa wyjścia – albo przeforsować ustawę bezkarnościową, albo pozbyć się Ziobra. To tyle póki co spekulacji, które i tak są bardzo utrudnione przez skomplikowanie materii i liczbę mogących odgrywać rolę czynników. Trudno zbudować z nich jakiś spójny obraz, zgrabnie dopasować liczne elementy tej układanki i cokolwiek uznać tu za pewnik. Wydaje się jednak, że w perspektywie przyszłości, tak potężne zawirowania w łonie tzw. Zjednoczonej Prawicy raczej nie sprzyjają jej wzmocnieniu, lecz przeciwnie. I że jest ona raczej na drodze ku utracie władzy (choć to droga jeszcze raczej długa) niż na drodze do jej utrwalenia. I że raczej są sygnałem, nierychłego co prawda, ale jednak zmierzchu hegemonii szeroko rozumianej prawicy na polskiej scenie politycznej. Jej toczona z uporem i intensywnością, wydawałoby się, godnym lepszej sprawy, z tzw. ideologią LGBT i rewolucją kulturową jest być może w mniejszym stopniu próbą umacniania obecnie sprawowanej władzy, a w stopniu większym pierwszym etapem pozycjonowania się w roli przyszłej opozycji.


Francja w uznaniu zasług i zaangażowania na rzecz wolności i praw człowieka przyznała Adamowi Bodnarowi byłemu Rzecznikowi Praw Obywatelskich Order Legii Honorowej. W dniu 17 września 2020r. insygnia odznaczenia wręczył Adamowi Bodnarowi ambasador Frederic Billet. Bigos tygodniowy serdecznie gratuluje Adamowi Bodnarowi, mając świadomość, że najtrudniej być prorokiem we własnym kraju.


W minionym tygodniu Parlament Europejski przyjął Rezolucję w sprawie praworządności w Polsce. Rezolucja zawiera 60 uwag odnośnie przestrzegania, a właściwie nieprzestrzegania zasad państwa prawa i apel o powiązanie ich przestrzegania z mechanizmem przyznawania środków unijnych. Teraz chodzi o to, żeby Europa zaczęła wprowadzać swoje zapowiedzi w życie.


Nad i tak ograniczone prawa kobiet w Polsce po raz kolejny nadciągają czarne chmury. Na 22 października 2020r. na godzinę 11.00 wyznaczone zostało posiedzenie tzw. Trybunału Konstytucyjnego, który – mówiąc najkrócej i najprościej – zdecyduje, czy aborcja tzw. eugeniczna jest zgodna z konstytucją. Jeśli orzeknie, że nie, zezwalający na nią przepis zostanie automatycznie wykreślony z ustawy antyborcyjnej. Do tej pory wniosek posłów PiS był trzymany w TK jak zamrażarce, jak wieść głosiła, na życzenie Prezesa. Czyżby zmienił zdanie i przychylił się do planu radykalnego zaostrzenia prawa do aborcji? W każdym razie za miesiąc dojdzie zapewne do nowej fali masowych, Czarnych Protestów, jak te z października 2016 roku. Już pojawił się w internecie plakat Strajku Kobiet w tej sprawie. Wydaje się jednak, że z różnych powodów zagrożenie dla praw kobiet jest tym razem groźniejsze niż cztery lata temu.


Byle pretekst posłużył władzy, aby nasłać o 6:30 rano CBA na dom sędziego Beaty Morawiec. Wiadomo – naraziła się Ziobru i jest jedną z najbardziej znanych twarzy walki o praworządność.

Flaczki tygodnia

Jarosław Kaczyński podziwiał Aleksandra Kwaśniewskiego. Za to, że prezydent potrafił na Ukrainie „zagrać ostro”. Wbrew ówczesnej poprawności politycznej. Wbrew interesom Rosji. Wbrew powszechnym w Polsce opiniom, że komuchy są genetycznie prorosyjscy. I zawsze realizują interesy Kremla.

Pan prezes Kaczyński także lubi „zagrać ostro”. Podjąć ryzykowną i niespodziewaną przez komentatorów i analityków politycznych decyzję. Łamiącą dotychczasowe standardy politycznego zachowania, schematy racjonalnych działań.
Nie cierpi też „imposibilizmu”, czyli argumentacji, że czegoś nie można zrobić. Bo tak nie wypada, bo to niezgodne z poprawnością polityczną i politologiczną. Bo tak się nie robi.
I pewnie dlatego już kilka razy potrafił „zagrać ostro”. Nawet kiedy wiązało się to z ryzykiem przegranej.

Ale pan prezes wie również, że w polityce czasem warto dziś hucznie przegrać, aby jutro przekuć to w mit niezłomności, w fundament przyszłej wielkiej wygranej. Wie też, że polityka to sztuka cierpliwości i czekania. Twórczego czekania.

Dlatego „Flaczki” uważają, że zapowiadana przez zauszników pana prezesa groźba przedterminowych wyborów parlamentarnych nie jest tylko blefem w rozgrywce politycznej z krnąbrnymi koalicjantami. Zaproszeniem ich do złożenia hołdu lennego panu prezesowi.
I odrzucają powszechną, bezmyślnie powtarzaną przez krajowych komentatorów politycznych argumentację, że pan prezes Kaczyński nie pójdzie na przedterminowe wybory, bo „ma traumę 2007 roku”. Bo wtedy zagrał podobnie i przegrał. Bo władzę w państwie stracił.

Zapominają jednak, że wtedy pełnej władzy, czyli większości parlamentarnej, pan prezes nie posiadał. Bo rządził z koalicjantami. Z LPR i „Samoobroną”. A tylko pełna władza pana prezesa satysfakcjonuje.

Przedterminowe wybory parlamentarne są możliwe, bo teraz pan prezes też pełni władzy nie ma. I jeśli nawet pan Gowin hołd lenny mu złoży, to nadal poczucia posiadania tej pełnej władzy mieć już nie będzie. Nawet jeśli podobny hołd złoży pan Ziobro.
Bo skoro pan Gowin już raz woli prezesowej nie uszanował, skoro pan Ziobro kwity na totumfackich i familiantów pana prezesa zbiera, to czas te wrzody polityczne wycisnąć. Żelazem rozpalonym wypalić.

Nie od razu rzecz jasna. Przedterminowych wyborów nie da się zrobić z dnia na dzień. Nawet kiedy Sejm RP niezwłocznie podejmie uchwałę o przerwaniu swej kadencji. Większością głosów, których teraz pan prezes nie ma. Aby przyśpieszyć wybory parlamentarne pan premier Morawiecki może wystąpić do Sejmu o wotum zaufania. To może zapoczątkować procedurę szukania większości przez opozycję.
Ale to wymaga jedności opozycji i współpracy pana prezydenta Dudy. Ten na razie milczy jak zaklęty.
Jest też inny, skuteczny, ale niekorzystny propagandowo sposób. Rząd nie przedstawia w parlamencie przyszłorocznego budżetu w nakazanym mu konstytucyjnym terminie. Wtedy, na początku przyszłego roku, pan prezydent musi rozwiązać parlament.

Zatem decyzja o przedterminowych wyborach rozstrzygnie się w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. W tym czasie odbędzie się kongres PiS. Wybrani zostaną nowi wiceprezesi. Wśród nich może być pan premier Morawiecki.
W ciągu sześciu miesięcy powinna nastąpić „rekonstrukcja” rządu. Czy będą wśród nich gowinowcy? Pewnie tak, bo pan Gowin karku sztywnego nie ma.

Czy będzie w nim też pan Ziobro? Zapewne jeśli i on też hołd złoży, to przykładową karę ponieść musi. Może przestać być Prokuratorem Generalnym. Stracić fundusz sprawiedliwości. Wpływy w spółkach skarbu państwa. Czyli w rządzie pozostanie, ale wykastrowany politycznie.

W Polsce bywały już rządy mniejszościowe. Każdy nie przetrwał dłużej niż rok. Pan prezes Kaczyński pewnie wolałby być w opozycji niż rządzić na łasce byłych koalicjantów, opozycji i pana prezydenta. Tych, których uważa za gorszych, którymi gardzi nierzadko.
Pan prezes Kaczyński nie boi się ław opozycji. Jego PiS jest najbogatszą partią w Polsce. Ma sieć własnych mediów i wpływy w mediach publicznych. Ma Trybunał Konstytucyjny. Wsparcie swojego biznesu. Wsparcie hierarchów i proboszczów kościoła kat. Swojego prezydenta. Choć ten może się też zbuntować.

Pan prezes ma alternatywę: mniejszościowe rządy w czasach kryzysu gospodarczego i społecznego czy taktyczny odwrót na pozycję silnej, merytorycznej, zwartej opozycji?
Ma przykład kanclerza Adenauera, z wykształcenia też prawnika, który był kanclerzem do 87 roku życia. I przestał być przywódcą rządzącej Niemcami chadecji oraz posłem Bundestagu kiedy skończył 90 lat.

Pan prezes Kaczyński ma tylko 71 lat. Ma czas.

Bigos tygodniowy

Piszę te słowa wiekopomnego dnia 10 maja 2020 roku i tak sobie myślę, że – parafrazując znany motyw – „długo było czekać na te dziwne czasy, by na własne oczy jaja te zobaczyć”. Rzecz nie w tym, że miały być wybory, a ich nie ma, bo to się mieści w granicach wyobraźni, ale że miały być, nie ma, ale jakby są, choć ich nie ma. Były, a się nie odbyły. Wybory-widmo, ktoś tak to określił. Takie dowcipne określenia można by mnożyć, tylko że tak naprawdę nie jest do śmiechu, bo obłąkana szajka polityczna może nas naprawdę, na samym końcu, wpędzić w prawdziwe nieszczęście narodowo-państwowe. To wszystko może się pewnego dnia zawalić się jak „świat” Thomasa S. Eliota, „z hukiem i skomleniem”.


Te ruchy aut 9 maja przy Nowogrodzkiej, to ich zajeżdżanie, jednego po drugim, do kryjówki bossa na wezwanie i odjeżdżanie z niej, w ciężkiej atmosferze groźnej konfidencjalności – to przypomina sceny i nastroje z „Ojca chrzestnego” Puzo/Coppoli i „Kariery Artura Ui” Brechta. Modus życia w ciągłej gotowości, w stanie wrzenia, w permanentnym stanie wyjątkowym, w gotowości, „w blokach”, by albo z nagła zaatakować, albo być gotowym do obrony przed atakiem – to nie jest „bez żadnego trybu”. To tryb funkcjonowania charakterystyczny dla zorganizowanych grup przestępczych. Dla nich uprawianie polityki i sprawowanie władzy nie występuje w temperaturze 36,6 stopnia. Oni znają tylko stan wrzenia, nocne narady i nocne głosowania, pośpiech, szybkie decyzje, szybkie tempo. I nic dziwnego, bo ci, którzy uprawiają bandyterkę, zazwyczaj są na to skazani. Ludziom, którzy mają czyste intencje, taka permanentna gorączka zazwyczaj nie ogarnia.


Mówią, że Główny Capo, to przemyślny strateg. Może i tak, ale i on podlega impulsom. Według mojej hipotezy zaniepokoiły go z nagła dwie okoliczności. Pierwsza, to gwałtowny przebieg protestu przedsiębiorców i lęk, że może tu zadziałać syndrom kuli śniegowej, że ta zaraza może się rozszerzyć jak wirus. Druga, to słowa prezeski Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego, Joanny Lemańskiej, która w wypowiedzi dla mediów sceptycznie zdyskontowała zawartą w „umowie” Kaczyńskiego z Gowinem sugestię, że Sąd Najwyższy zrobi za nich robotę i zaklajstruje skutki niekonstytucyjnych poczynań władzy PiS. W przypadku personalnym Lemańskiej, nominantki neo-KRS (i znajomej Dudy Andrzeja, co jest okolicznością o przecenianym znaczeniu) mamy być może do czynienia z syndromem, który jest niejako zakodowany, zaszyty jak pułapka w pisowskich nominacjach, w tym przypadku do Sądu Najwyższego. Otóż, o ile w przypadku kooptacji urzędników i posłów do wiernopoddańczego korpusu „opryczniny”, pewność co do ich lojalności jako subordynowanych żołnierzy PiS jest bardzo wysoka, zazwyczaj stuprocentowa, o tyle w przypadku nominacji w sądownictwie sprawa wygląda inaczej. Powód zasadniczy – kariera prawnicza ma inny rytm i kształt niż polityczna. Kariera polityczna realizuje się zasadniczo – ujmując rzecz w pewnym uproszczeniu – „tu i teraz”, najwyżej jeszcze „jutro” lub „pojutrze” i podlega konsumpcji w zakreślonym kręgu interesów oraz personaliów. „Żołnierze” partyjni są jak amunicja, można jej użyć tylko raz i wystrzelić tylko ze ściśle określonego typu broni. Myślenie prawników obejmujących funkcje w sferze sądownictwa z konieczności musi rządzić się innymi regułami. Nie mam złudzenia, że wszyscy mają to na uwadze, bo zdarzają się fanatycy wierni zawsze i do końca, jak n.p. Pawłowicz Krystyna, albo ludzie, którzy z różnych powodów nie mają innego sposobu zrobienia kariery inaczej niż z poręki politycznej. Nie można jednak wykluczyć, a nawet trzeba założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że część nominatów „dobrej zmiany” rozumuje tak oto: owszem, to ONI dali mi nominację, ale ICH czas, tak czy owak jest policzony, a mogą upaść szybciej niż można przypuszczać, a moja kariera prawnicza będzie trwać i narażę ją na szwank, jeśli będę postępować jak partyjny funk, w imię dealu politycznego. Temu mechanizmowi autoargumentacji może towarzyszyć motyw natury – nazwijmy ją – etycznej, choć jest w niej także komponenta pragmatyczna, związana z misją niezawisłego sędziego. Rozumowanie może tu przebiegać następująco: rządzący wynieśli mnie na ten urząd, bym spełniał/spełniała swój urząd zgodnie z wszystkimi regułami, z niezawisłością na czele, bo przecież działają w imię najwyższego dobra ogólnego i ja przyjmuję to za dobrą monetę. Na maskaradę i udawanie się nie pisałem/pisałam. Traktuję przysięgę na serio. Naprawdę. A mogę sobie na to pozwolić dlatego, że mam przywilej nieodwołalności. W miarę upływu czasu będzie pojawiać się zjawisko różnicowania nominatów PiS na takich jak Pawłowicz, czy protegowani Ziobra, Zaradkiewicz albo Woicka i na tych, którzy będą się dystansować. Specyficzny mechanizm kariery prawniczej to czynnik, który niemożliwym czyni opanowanie sądownictwa tak łatwo, jak pocztę czy ministerialne muzea. Tam wystarczy postawić „Zdzikoty” i sprawa załatwiona. Tu mogą władzę PiS czekać kolejne zaskoczenia.


Rydzyk obsobaczył rząd za to, że obostrzenia nałożone na przebieg obrzędów religijnych „wychładzają wiarę”. Jeśli kilka tygodni ograniczeń mogło wychłodzić gorliwość Polaka-katolika, to nawet Rydzyk nie ma co żałować religijności o tak lichej trwałości. Inna sprawa, że pieniędzy szkoda.


O „ostatecznym rozwiązaniu kwestii pisowskiej, „zagazowaniu pisowskiej szumowiny”, „unicestwieniu pisowskiej zarazy” – napisał na twitterze były działacz Nowoczesnej z Przemyśla Kamil K. W poniedziałek zatrzymała go policja. A stary weteran peerelowskiej opozycji Waldemar Kuczyński napisał tak: „Panie Kaczyński i jego pomocnicy, róbcie tak dalej, a prędzej czy później wzbudzicie gniew ludzi i wywloką was z gabinetów, siedzib i mieszkań. I będziecie mieli szczęście, jeśli nie powieszą was na placu Konstytucji”. „Prawy sektor” internetu odpowiedział „symetrycznymi” groźbami, więc źle te nastroje wróżą, bo strzelba wisząca na ścianie podczas przedstawienia, często, choć nie zawsze, bywa użyta i tylko nie wiadomo, kto pierwszy po nią sięgnie.


Powiem jednak szczerze, że bardziej zaniepokoiły mnie zaobserwowane w telewizji widoki setek osób przechadzających się „ścisłymi grupkami” po plażach bałtyckich czy nadwiślańskich. Bez masek lub z maskami smętnie opuszczonymi poniżej podbródka. Dla pozoru. Tym bardziej, że na dodatek na Górnym Śląsku zarysowuje się koronawirusowy kontur „polskiej Lombardii”.

Koniec z końcem

Niedzielne wybory prezydenckie odbędą się tak, aby się nie odbyły.

Tak umówili się dwaj partyjni liderzy, szeregowi posłowie RP. Jaśniepan prezes Jarosław Kaczyński i Jarosław Gowin – przewodniczący Porozumienia Prawicy.
Co dalej będzie ?
Nie wiadomo.
Na razie znamy to, co było wiadomo w miniony czwartek.
Wówczas usłyszeliśmy, że dwaj liderzy polskiej prawicy ustalili, że:
Zaplanowane na 10 maja wybory prezydenckie odbędą się, ale nie zostaną przeprowadzone.
Sąd Najwyższy swym przyszłym wyrokiem unieważni te nieprzeprowadzone wybory.
Partia pana Gowina złoży w Sejmie RP projekt ustawy legalizującej nowe wybory prezydenckie, a partia jaśniepana prezesa Kaczyńskiego poprze ten projekt.
Gowinowcy przewidują wybory w lipcu tego roku, a kaczyński wicepremier Sasin zadeklarował nowy swój czyn produkcyjny. Wybory prezydenckie już w czerwcu.
Wybory prezydenckie odbędą się w sposób korespondencyjny, o co zabiegał jaśniepan prezes.

Poza tym mamy wiele niewiadomych.
Skoro w niedzielę będą nieprzeprowadzone i unieważnione przez Sąd Najwyższy wybory prezydenckie, to od soboty powinna obowiązywać w Polsce cisza wyborcza.
Czy w przyszły weekend będzie obowiązywał nas zakaz mówienia o polityce i grożące za to sankcje?
Jaśniepan prezes Kaczyński wielokrotnie
oszukiwał
swych partnerów politycznych. Ostatnio zrobił w balona pana prezydenta Dudę. Za jego podpis pod ustawą o dofinansowaniu 10 miliardami złotych prorządowej telewizji i radia, jaśniepan prezes obiecał mu wyrzucenie pana prezesa Jacka Kurskiego z posady prezesa TVP SA.
Słowa niby dotrzymał, bo Jacek Kurski przestał być prezesem TVP SA. Tyle, że Kurski dalej kieruje rządową telewizją. Teraz z fotela pana „Doradcy prezesa TVP SA”.
Nie zdziwmy się zatem jeśli w przyszły poniedziałek dowiemy się, że wybory prezydenckie odbędą się już 23 maja.
Taki, niezgodny z prawem, termin ogłosić nam może pani marszałek Sejmu RP Elżbieta Witek.
A posłuszny jaśnie panu prezesowi Trybunał Konstytucyjny orzeknie, że pani marszałek ma prawo łamać obowiązujące prawo.
Nie dziwmy się temu, bo ostatnie wydarzenia jednoznacznie potwierdziły, że jaśniepan prezes i elity „Prawa i Sprawiedliwości” stworzyły w Polsce
mafio podobny
system sprawowania władzy.
Wszyscy niedawno mogli dowiedzieć się, że jaśniepan prezes Kaczyński, formalnie szeregowy poseł RP, decyduje o przyszłych, najważniejszych głosowaniach Sejmu RP, pracach rządu RP, działalności pana prezydenta RP oraz dyktuje przyszłe wyroki dla Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego.
Jak sycylijski capo di tutti capi.
Czasem bywa demokratą i do procesu decyzyjnego doprasza któregoś z młodszych „capo”, jak teraz ambitnego Gowina. Tak uspołecznia proces decyzyjny.
Jak to dobrze, że jaśniepan prezes nie pasjonuje się piłką nożna, bo wtedy wyniki meczów ekstraklasy też by nam drukował.
Ostatnie wydarzenia potwierdziły też, że:
Pan prezydent Duda jest marionetką jaśniepana prezesa. Bezkrytycznie grającą w TVP SA rolę kandydata w niedzielnych wyborach prezydenckich. W czasie kiedy jaśniepan prezes z panem posłem Gowinem umawiali się na przesuniecie terminu tychże wyborów.
Opozycja dostała czas, od dwóch tygodni do dwóch miesięcy, aby doprowadzić do drugiej tury wyborczej. Szansy na sukces opozycyjnej kandydatury. Czeka ją teraz ciężka, ale nie beznadziejna praca.
Rację mieli liderzy Lewicy, kiedy publicznie uchylali się od deklarowania bojkotu wyborów wyznaczonych na 10 maja. Kiedy deklarowali rezerwę wobec kooperacji z panem „GieGie”. Z gowinującym „Gumowym Gowinem”.

Dostali za to lawinę krytyki, także od wielu prominentnych lewicowców.
Czy teraz dostaną od nich wyrazy uznania?
Rządzą Polską polityczni szulerzy. Dlatego wszelkie estetyczno – polityczne deklaracje o „przyzwoitym zachowaniu”, „moralnym wymiarze polityki” należy zachować na lepsze, przyszłe czasy.
A z szulerami trzeba, niestety po szulersku.
Jaśnie pan prezes nie zapomni panu posłowi Gowinowi publicznego zakwestionowania jego przywództwa. Postara się o jak najszybsze
wyeliminowanie go
z życia politycznego. Najskuteczniej można to zrobić w najbliższych wyborach parlamentarnych.
Dlatego droga opozycjo, szykujcie się już teraz do nowych, może wielce przyśpieszonych wyborów parlamentarnych.
Media krajowe skupiają się teraz na powielaniu popularnego w Internecie pytania:
Kto zapłaci za druk milionów bezprawnych kart do głosowania?
Choć każdy rozsądny człowiek wie, że za szulerstwa jaśniepana prezesa płacili, płacą, i nieraz jeszcze zapłacą wszyscy polscy podatnicy.

My też.
Dziś jednak najbardziej stratnym finansowo politykiem prawicy jest pan poseł Jarosław Gowin.
W efekcie swego sporu z jaśniepanem prezesem musiał podać się do dymisji. Stracił posadę wice premiera i związane z nią uposażenia. Kiedy nadchodzą lata chude.
A przecież jeszcze w tłustych latach, pan wiece premier Gowin wielce skarżył się mediom, że życie w Warszawie robi się coraz droższe i trudno mu tam wyżyć z jego dziewiętnasto tysięcznej pensji. Ledwo może związać koniec z końcem.
No, ale „do polityki nie idzie się dla pieniędzy”, jak deklarował niedawno jaśnie pan prezes.