Bigos tygodniowy

Kompetentni i ciekawi komentatorzy polityki, profesorowie Rafał Matyja i Jacek Raciborski mówią tak. Matyja: „Zjednoczona Prawica weszła w fazę rozkładu, a dynamika w Sejmie jest dla PiS niekorzystna”. Dodał jednak, że „dalsza współpraca parlamentarnej opozycji winna być jednak absolutnym priorytetem”. Raciborski ma podobne zdanie, ale dodaje, że „najgorzej by było, gdyby któraś z partii opozycyjnych nie przekroczyła progu wyborczego”. Mam nadzieję, że politycy Lewicy wezmą to pod uwagę.


Na spotkanie klubu Zjednoczonej Prawicy w Ożarowie Mazowieckim przybył także Ziobro z przybocznymi, ale nie przybył Wielki Gowin, mimo że podstawowym tematem spotkania miał być „Polski Ład”, a zatem kwestie w dużym stopniu ekonomiczne. Wielki Gowin jest wicepremierem od Gospodarki. Poza tym Gowin dystansuje się od projektu ustawy skierowanej przeciw TVN 24.


Furiackie i publiczne rzucenie się na syna Mariana Banasia na lotnisku, gdy wracał z wakacji i gdy można to było uczynić na osobności, bez takiej ostentacji świadczy o tym, że Kaczor z Kamińskim i Wąsikiem już nie wytrzymują nerwowo i robią histeryczne ruchy, napinając muskułki.


Profesor Marcin Wiącek, nowy Rzecznik Praw Obywatelskich, choć nie czas teraz na jego ocenę, już na wstępie dał pisiorom kilka prztyczków. Po pierwsze, potwierdził nielegalność pisiorskich dublerów w TeKa Przyłębskiej. Po drugie, doradził tzw. Sędziom tzw. Izby Dyscyplinarnej by wykonali wyrok TSUE i powstrzymali się od orzekania. Po trzecie, skrytykował „Lex TVN” i zalecił przestrzeganie zawartych umów. Po czwarte, zapytany, czy odpowie pozytywnie na sugestię wicemarszałka Tepleckiego, ex-hippisa o bardzo zmęczonej twarzy, by wziął na zastępcę jakiegoś pisiora odrzekł, że zaproponował kontynuację współpracy wszystkim dotychczasowym zastępcom Adama Bodnara. Poza tym zadeklarował, że jego pierwszym działaniem ma być spotkanie z kierownictwem policji w sprawie brutalnego traktowania demonstrujących obywateli. Oczywiście prof. Wiącek, który sprawia wrażenia bardzo kulturalnego i delikatnego człowieka, o żadnej brutalności nie mówił, ale o to w sumie chodzi. Drobne wychylenia w stronę PiS nie zmieniają ogólnie niezłego wrażenia, jakie zrobił nowy RPO. Bigos zachodzi w głowę, dlaczego PiS zgodził się na tak koszmarnego z ich punktu widzenia rzecznika. To niby miała być transakcja – czyli pisowski politruk Nawrocki na szefa IPN w zamian za akceptację umiarkowanego Wiącka, ale PiS może na tym wyjść jak Zabłocki na mydle. Tracą węch, czy za tą decyzją stały jakieś nieznane motywacje….? Bigos byłby jeszcze bardziej usatysfakcjonowany, gdyby po planowanej interwencji u policji w sprawie ich bezprawnego i brutalnego prześladowania ulicznych manifestantów, nowy RPO ujął się też za obywatelkami polskimi torturowanymi przez władzę za pomocą „wyroku” TeKa Przyłębskiej, nakazującego rodzenie trupów i półtrupów.


A propos. 12 skarg z Polski wpłynęło, jak dotąd, do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Nowością jest to, że nie chodzi tylko o kwestie związane z realnym przymusem donoszenia trupiej lub półtrupiej ciąży, lecz także o skargi „potencjalnych ofiar”, z tytułu artykułu 3 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka o „zakazie tortur”, wywołane „niemożliwym do zniesienia” stressem spowodowanym strachem przed zajściem ciążę w warunkach barbarzyńskiego prawa polskiego. Ten strach może spowodować utratę możliwości macierzyństwa przez kobiety, które w normalnych warunkach decydowałyby się na posiadanie dzieci.


Ciąg dalszy rozkładu PiS. Pinokio Morawiecki choć raz powiedział prawdę i to publicznie. Oświadczył mianowicie, że reforma sądownictwa jest o dupę potłuc, a sądy działają jeszcze gorzej. Ostrej riposty Ziobra na razie nie było.


No i wreszcie, prezes SN Manowska, która trochę pląta się w zeznaniach, powiedziała jednak, że „Izba Dyscyplinarna” może jednak powinna się zawiesić. A powiesić to nie łaska?


30 milionów dał faszolom Bąkiewicza minister – pożal się boże – kultury – Gliński. To jest kulturalny człowiek.


Trwa polonizacja polityki w USA. Republikańscy gubernatorzy na wyprzódki zakazują aborcji (ostatnio n.p. w Teksasie i Missisipi) w swoich stanach. Mogliby to robić już dawno, ale robią to dopiero teraz, na złość demokratycznemu lewactwu Joe Bidena. Czyżby to Trump przywlókł z Polski do USA wirusa nadwiślańskiej polityki?


„Trzeba niestety przyjąć inną taktykę w zderzeniu z silniejszym przeciwnikiem (TSUE i Komisją Europejską). Musimy odejść od strategii prężenia muskułów i przyjąć strategię „lisa”. Skoro więc silniejszy partner łamie ustalenia traktatowe i nie podoba mu się Izba Dyscyplinarna, należy uchylić się i tak zmienić system dyscyplinarny, by np. stworzyć „Izbę Karną i Dyscyplinarną”, do której wydziału przeszliby sędziowie z obecnej Izby Dyscyplinarnej i ci sędziowie z Izby Karnej, którzy wyraziliby chęć orzekania w „wydziale dyscyplinarnym”. Wszystkie decyzje i orzeczenia TSUE trafiałyby w próżnię” – radzi wiadomo komu sędzia Nawacki, prezes olsztyńskiego sądu rejonowego . Ten sam, który zawiesił sędziego Pawła Juszczyszyna i dokonał sławnego podarcia pisma sędziów w jego obronie.


„Utraciłem nadzieję. Nie ma szansy na oczyszczenie Kościoła. Kryzys będzie się pogłębiał. Jeszcze bardziej opustoszeją seminaria duchowne i klasztory. Będzie u nas Irlandia, ale nie od razu. Stopniowo, powoli” – powiedział ks. prof. Andrzej Kobyliński. Bigos wołałby szybsze tempo, ale tak też jest nie najgorzej. „Lasciate ogni speranza, voi q’entrate” („Wy co tu wchodzicie, porzućcie wszelką nadzieję”) – ta słynna fraza z „Boskiej Komedii” Dantego Aligheri pasuje dziś do kościoła kat. Polsce jak ulał.

Bigos tygodniowy

Jak informuje Bank Ochrony Środowiska, „polski złoty był we wtorek 13 lipca 2021 r. najsłabszą walutą w zestawieniach z dolarem amerykańskim. Tendencja osłabiania się złotego jest niestety kontynuowana. Środa i czwartek przyniosły bowiem dalsze osłabienie złotego w stosunku do głównych walut świata”.


Karbowy w todze sędziego „Trybunału Przyłębskiej”, zrugał jak uczniaka przedstawiciela Rzecznika Praw Obywatelskich. Stało się to podczas posiedzenia TeKa Przyłębskiej. w sprawie relacji między Konstytucją a prawem unijnym. Chyba nie połapał się, że nie uczestniczy w rozprawie słusznie minionego kolegium do spraw wykroczeń w sprawie o kradzież roweru i nie zwraca się do jakiegoś żulika złodziejaszka, ale w sprawie, w której – poniekąd – ważą się losy Polski. Jak wynikało z jego chamskiej wypowiedzi nie podobały się mu „fantazje snute” przez przedstawiciela RPO. Pomijając nonsens takiego zarzutu, warto przy okazji zauważyć, że „fantazja”, to kategoria przekraczająca najwyraźniej możliwości przetworzenia jej przez jego nieskomplikowany umysł. „Chamował” też „sędzia” Piotrowicz, ale to już klasyka.


W reakcji na wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zawieszającego ostatecznie działalność tzw. „Izby Dyscyplinarnej” Sądu Najwyższego, PiS-banda przyjęła postawę wrogiego nieprzejednania w stylu: „nie oddamy ani guzika”. Najbardziej kwieciście, bo z użyciem poezji ujął stanowisko PiS-bandy przebrany za publicystę funkcjonariusz frontu jej propagandy, niejaki Grzybowski, częsty komentator TVPiS. Swoją rozmowę z zadającą mu pytania niewiastą-prezenterką zakończył cytatem fragmentu z wiersza Adama Asnyka: „Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,/Mężom przystoi w milczeniu się zbroić…”. Tym samym, przy okazji, wniósł swój wkład w debatę wokół „cnót niewieścich”. Poczęstowana tym cytatem telewizyjna PiS-niewiasta grzecznie podziękowała mu za rozmowę.


Dobiegający 90-tki Zygmunt Cudok, ojciec pewnego księdza starającego się o parafię we Włoszech, odbierał telefony w rodzaju: „Jeżeli chce iść do Włoch musi zrobić jeszcze jeden krok. Ściągnąć gacie, sprawa będzie wyjaśniona. Jeżeli tego nie uczyni, nie będzie już kapłanem, nie będzie odprawiał mszy i będziecie wyśmiani w całej naszej diecezji. Chciał wojny, będzie ją miał”. „Proszę nie zapominać, że to my mamy władzę. A wasz syn, odrzutek społeczeństwa, śmieć, nie ma żadnej władzy. Jeżeli przyjmie naszą propozycję (…), przejdzie formację, to wtedy my zaopiniujemy pozytywnie, odkręcimy sprawę.” „Uciekł, to chory człowiek. Trzeba zamknąć go jak najszybciej. Tylko chory człowiek nie pokazuje majtek w naszym stanie. Takich trzeba eliminować. A wy staruchy módlcie się o dobrą śmierć, bo my nawet wam pogrzebu nie zorganizujemy. Proszę tylko przekazać, jeżeli jutro zadzwoni do nas, do mnie (…), i ze mną szczerze porozmawia, bo jeszcze ja mogę go wybronić, zmienić bieg sytuacji.”„Biskupowi odmówił, mnie może nie odmówić. Pokaże, co ma pokazać, zabawimy się, będzie wolny. I wyjedzie do Italii. (…) Proszę zapamiętać, że ja mogę wszystko zmienić. Jeżeli nie, zniszczymy go raz na zawsze.”


„Ja ich zaraz kurwa ugruntuję” – napisała Kasia Nosowska w reakcji na rewelacje przybocznego Czarnka o „ugruntowywaniu cnót niewieścich” i „zepsuciu kobiet”.


A propos Czarnka. Do tej pory znany był tylko jako fundamentalista i fanatyk religijny, ale dość prostodusznie szczery. Teraz dołączył do Towarzystwa Kłamczuchów „Pinokio”. Stwierdził oto, że problem z chodzeniem młodzieży na religię jest w Warszawie i Poznaniu, ale poza tym jest dobrze. A oto procenty uczniów uczęszczających w innych diecezjach: warmińska – 30 proc., łódzka – 23,8 proc.; szczecińsko-kamieńska – 20,5 proc.; gliwicka – 19,2 proc., sosnowiecka – 19,2 proc., gnieźnieńska – 16,5 proc. Są, owszem, regiony, gdzie na religię uczęszcza niemal 100 proc. dzieci i młodzieży: w pelplińskiej – 99,2 proc., oraz rzeszowskiej i przemyskiej – 97,9 proc., ale poza tym Czarnek ściemnia.


Słowacka piosenkarka Karin Ann zrobiła TVPiS w balona. Kończąc piosenkę śpiewaną na żywo w ramach „Pytania na śniadanie”, wyciągnęła tęczową tkaninę i owinęła się nią. Wprost trudno sobie wyobrazić paniczne piekło jakie w tym momencie zapanowało na Woronicza. Jakie tam się musiało odbyć straszenie, a może i karanie. No i żeby nie dopuścić do powtórki, która mogłaby się zdarzyć na zasadzie naśladownictwa, zapewne wprowadzą teraz opóźniarkę emisji.


Policja zaaresztowała Matkę Boską z wrocławskiej pizerii. Matka Boska obraziła „uczucia religijne”, bo u jej stóp była golaska Modiglianiego. Staremu, jak to Bigos, Bigosowi, zapachniało młodością, bo pamięta zaaresztowanie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w 1966 roku, w czasach Władysława Gomułki.


Z trójki Girzyńskiego, która odebrała większość sejmową klubowi PiS, został już tylko Girzyński. Po wchłonięciu Czartoryskiego do swojej „partii republikańskiej”, karbowy-odkurzacz Bielan wchłonął też posłankę Janowską. Czas pędzi coraz szybciej, kiedyś takie „nawrócenia” nie następowały w tempie „instant”.


Jakiś dziaders z Koalicji Obywatelskiej przypieprzył się do posłanki Klaudii Jachiry za noszenie w Sejmie sukienki w kwiatki, w której wygląda jak „ o ugruntowanych cnotach”. Czyżby w KO zachowały się jeszcze jakieś złogi łagiewnickie?


Świerzyński Sławomir z – nomen omen – „bayer full”, który ma od lat proces o naruszenie praw autorskich, tak oto nawiązał do technik przyjmowania komunii w pandemii: „Ja Ciało Chrystusa przyjmuję na kolanach i do ust”. Hm, no tak… Ale czy całe Ciało, czy tylko którąś z jego części?


Krąży – nieoficjalnie – pogłoska, że Kaczor podobno postawił Gowinowi ultimatum: albo zagłosuje razem z PiS za „lex anty-TVN”, znane też jako „lex Suskie”, albo straci funkcję wicepremiera, a Porozumienie zostanie być może nawet wyrzucone z koalicji rządzącej. Czyżby ojciec chrzestny postawił zbuntowanemu członkowi mafii propozycję nie do odrzucenia?

Fejk niusy

• Pierwszy sukces nowej partyjki niedawnego podwładnego Gowina. Partia Republikańska została zarejestrowana w Gdańsku, na adresie, gdzie jest biuro poselskie posłanki lewicy, Maciejewskiej.
• Cały świat z zainteresowaniem czyta korespondencję mailową harcerza Dworczyka. Już przywykliśmy do tego, że jak afera, to żadnych konsekwencji w rządzie czy tajnych służbach nie będzie. W normalnym kraju kilka osób straciłoby stanowiska, ale nie u nas. Tymczasem w PiS znaleziono winnych. Jak zwykle winna jest opozycja.
• W 2011 r. Kornel Morawiecki wymyślił odznakę nazwaną Krzyż Solidarności Walczącej. W 10 rocznicę tego wymyślunku Krzyż otrzymał jego synek Mateusz zwany Pinokiem, „szczególnie zasłużony w walce o „Wolność i Solidarność między ludźmi i narodami”. Nie podano, między jakimi konkretnie ludźmi i jakimi narodami.
• Chcesz pracować jako rządowy informatyk od bezpieczeństwa? Dostaniesz nieco ponad 2 tys. zł na rękę miesięcznie. Dzięki przetargom trafiającym do Internetu wiemy, że bezpieczeństwem państwa zajmują się najwyższej klasy specjaliści. A przy okazji, ciekawe, ile płacą Ruscy.
• Spece PiS od PR wraz z TVP tym razem zaspali. Burza i powódź w Poznaniu i zapomnieli oskarżyć o to Trzaskowskiego i Tuska.
• Kaczyński dla fanatyków prawicy jest wyrocznią na miarę Arystotelesa i Piłsudskiego razem wziętych. Teraz okazało się, że jest również wyrocznią świata mody. Na zjazd założycielski nowej prawicowej partyjki założył buty z dwóch innych par. Czekamy, aż nowa moda dotrze do otwartego na modowe nowinki, Paryża.
• Prawica sromotnie przegrała i prezydentem Rzeszowa został niezależny kandydat, zgodnie popierany przez opozycję. Ciekawe, czy nadal będą twierdzić, że „Kto wygrywa w Rzeszowie, wygrywa w całej Polsce”.
• Mordercza walka i ciężki bój – tego typu wojenno-kryminalnych określeń używają Wiadomości TVP, mówiąc na temat rywalizacji o widza z prywatnymi stacjami. To informacje dla politycznych pryncypałów – aby pokazać, że warto było wpompować miliardy z podatków Polaków. I że warto zabrać wrogim stacjom kasę z reklam. Wtedy przyjdzie zwycięstwo w wojnie ojczyźnianej, a przeciwnicy polegną w boju, sromotnie pokonani.

Bigos tygodniowy

Czarnek Przemysław szykuje takie zmiany w systemie edukacji, które oznaczać będą w szkolnictwie dyktaturę PiS. Chcą mieć decydujący wpływ na wybór dyrektorów oraz na treści przekazywane w szkole uczniom. W tym celu zamierzają znacząco poszerzyć władzę kuratorów nad szkołami. To prosta droga do odebrania autonomii szkołom i głosu rodziców nie wyznających ideologii klerykalno-nacjonalistycznej. Atak na Akademię Pedagogiczną w Krakowie i wyrzucenie kilku niewygodnych profesorów to przykład z innego odcinka tego samego frontu.


Na szczęście przez Warszawę znów przeszła Parada Równości. I, jakżeby inaczej, przypijawczyło się do niej swoim zwyczajem Mordo Iuris, któremu nie spodobało się jakieś zdjęcie z Parady. Zniesmaczyło to między innymi jezuitę Krzysztofa Mądela, który poradził mordowcom, żeby się nie ośmieszali.


W politycznym Betlejem narodziła się z hałasem nowa partia, Republikanie, którą założył cyngiel Kaczora, Bielan, jedna z najbrzydszych figur z tamtej strony sceny politycznej. W betlejemskim porodzie asystował jako gość Kaczor, bo efektem połogu ma być dopływ nowych kadr do jego politycznego państewka. I zneutralizowanie Gowina.


Sprawa ochrony Kaczyńskiego, w tym pilnowania jego domu przez tabuny policjantów budzi u pisiorskich funków wyjątkowe emocje. Na krytykę ze strony posła Lewicy Tomasza Treli wyrażoną podczas posiedzenia komisji sejmowej, bardzo agresywnie zareagował Wąsik Kamińskiego. Również ponadprzeciętnie denerwował się niejaki Szynkowski vel Sęk (czyż tego typu łączone nazwiska z „vel” po środku nie kojarzą się z historiami ze świata przestępczego?) w telewizyjnej rozmowie z innym posłem Lewicy Andrzejem Szejną. Vel Sęk tak był zdenerwowany, że aż piał falsetem, choć zwykle mówi grubo.


Strasznie denerwują się też pisowcy na obecność uczniów na spotkaniu z cyklu „Tour de Konstytucja” w małopolskich Dobczycach. Zapluwali się, że do „ideologizacja” młodzieży szkolnej. No tak, jasne – pisowcom wszelka ideologia jest obca. Skoro chcą tak bardzo szkoły wolnej od ideologii, to niech przede wszystkim wyprowadzą z niej religię.


A jego bardzo reprezentatywny funk Jędraszewski pochwalił Zakopane za konsekwentne praktykowanie zasady, że „jeśli się baby nie bije, to jej wątroba gnije”. Górale są zadowoleni, góralki mniej. Ten sam Jędraszewski oświadczył też, że Kaczyńscy to dla Polaków dar od boga. Cokolwiek Jędraszewski powie, to jest to w pytę fajne. „Ten pan postradał rozum już dawno” – skomentował te słowa Włodzimierz Czarzasty. O ile kiedykolwiek posiadał rozum.


Wolfgang, mąż Przyłębskiej, kucharki Kaczora, niezmiennie toczy błazeńską walkę z Niemcami, krajem, w którym PiS usadowił go na stanowisku ambasadora. Ostatnio publicznie wściekał się na niemieckich korespondentów w Polsce, którzy psują jego krajowi wizerunek, tak jakby to nie władza PiS była winna, ale dziennikarze. Mówił też, że to „najlepszy polski rząd od 30 lat”. Skoro tak nie lubi Niemiec, to niech poprosi Ga…, pardon, Dumonia, żeby mu zmienił placówkę z Berlina na Ułan Bator. Tam nie będzie się denerwował i błaźnił, bo tam nie dochodzi do aktów antypolskich.


Angela Merkel odmówiła spotkania z Matouszem M. Trudno się dziwić, że pragmatyczna i merytoryczna kanclerz Niemiec nie ma już ochoty na kolejne spotkania z nałogowym kłamczuchem i fantastą. W psychologii klinicznej i psychiatrii, którą Bigos przed laty studiował, istnieje określenie „pseudologia fantastica”. Odnosi się ono do osobników popychanych popędem do fantazjowania i zmyślania.


W Opolu Lubelskim wzniesiono pomnik Kaczyńskiego Lecha. Słowo wzniesiono jest to może nie najtrafniejsze, bo to pomnik posadowiony bezpośrednio na chodniku, a nie na cokole, jak ten warszawski. Natomiast zaprojektowano go w stylu realizmu narodowo-socjalistycznego. Podobny pomnik ma też powstać w Lublinie, ale szczęśliwie podobno nie w centrum miasta, lecz na jakimś zadupnym skwerze za dworcem, na peryferiach. Oczywiście Lublin jest tu tylko przykładem, bo cała powierzchnia kraju (312 tys km.kwadratowych) pokrywana jest pomnikami Brata Lecha jak niektóre dupy krostami.


„Ataki prawicy na LGBT szkodzą wizerunkowi Polski. My, ludzie prawicy, musimy używać precyzyjnego języka, żeby w naszych wypowiedziach obrona wartości nie mieszała się z atakiem na ludzi o odmiennych poglądach czy orientacji” – powiedział Jarosław Gowin przy okazji sobotniej Parady Równości. Ta wypowiedź, to kolejny akt przyszłościowego politycznego pozycjonowania się szefa Porozumienia. Prawie wszyscy podkpiwają sobie z Jarosława Dostojnego, ale, jakby nie było, gra on na przyszłe nowe rozdanie. Przygotowuje grunt.


Nowak Barbara, kurator małopolska nazwała Uniwersytet Jagielloński „agencją towarzyską” (chodziło o wykroczenie w ankiecie uniwersyteckiej poza dwie tradycyjne płcie). Ale! Kudy im tam do agencji towarzyskiej w Kamienicy Banasia na – też krakowskim – Podgórzu.


Różne są hipotezy co do źródeł tzw. „cyberataku” na Dworczyka et consortes. Bigos skłonny jest obstawić hipotezę, ale tylko hipotezę, „wewnętrzną” czyli zamiar przytarcia nosa temu ambitnemu harcerzykowi, który ostatnio za bardzo urósł, jak na wytrzymałość niektórych środowisk w PiS. W każdym razie, jak na nos Bigosu, raczej chodzi o polityczne rozgrywki wewnętrzne aniżeli czynniki „zagraniczne”.


Powiadają, że skłócona z wszystkimi sąsiadami Polska PiS nie jest skłócona tylko z Bałtykiem. Ale i to się może zmienić. Pawłowicz, pseudo „Sałatka”, zażądała od Szwedów, aby oddali, co zagrabili podczas „Potopu”, tak barwnie opisanego przez Henryka Sienkiewicza, pradziada Bartłomieja. A ze Szwedami mamy przecież granicę na Bałtyku.

Flaczki tygodnia

Parlamentarzyści PiS bardziej od obcych wywiadów boją się „kaprala” Terleckiego i spółdzielni „Ucho” pana ministra Mariusza Kamińskiego.

Każdy polski parlamentarzysta zna „Katechizm polskiego posła”, przekazywany mu przez starszych kolegów. Pierwszy punkt katechizmu brzmi: „Poseł ma wrogów z innych partii, śmiertelnych wrogów ze swego okręgu wyborczego i jeszcze „kolegów” z partii”. Dziś parlamentarzyści z PiS w prywatnych rozmowach przyznają, że cały ten atak „ruskich” hakerów to pic dla mediów i ciemnego ludu, czyli wyborców PiS.

Naprawdę to mogło być tak: Parlamentarzyści wiedzą, że nie powinni używać prywatnych skrzynek mailowych do celów służbowych. Zwłaszcza, ci, którzy do chudej diety poselskiej dokładają pensyjki rządowe,bo dorabiają tam jako sekretarze stanu. Czyli ministrowie. Ci mogą przecież dostać na wyposażenie specjalne, bardziej odporne na hakerskie ataki, smartfony. Ale nie każdy parlamentarzysta umie z nich od razu korzystać. Niby może się tego nauczyć, ale wymaga to czasu, a tego każdemu polskiemu posłowi zawsze brakuje. Ci ząś, którzy muszą z nich korzystać, potwierdzają, że z prywatnego maila szybciej się wysyła.

Poza tym, a może przede wszystkim, znani nam parlamentarzyści podejrzewają, że bezpieka pana ministra Kamińskiego tak te ustrojstwa zabezpieczyła, że może jego użytkownika podsłuchiwać kiedy tylko zechce. Zatem lepiej go do politycznego knucia nie używać. Tak samo było kiedy w Sejmie wprowadzono służbowe laptopy i ifony aby zlikwidować obieg papierowych dokumentów. Wielu parlamentarzystów nie chciało ich wtedy brać, bo bali się, że Kancelaria będzie mogła ich kontrolować. Potem brali, ale i tak pracowali na „swoim” sprzęcie.

Każdy parlamentarzysta wie jak jest w klubie Zjednoczonej Prawicy. Jego rzecznik dyscypliny to pan wicemarszałek Terlecki. Zwany „kapralem”, od swego finezyjnego stylu działania. Powszechnie tam mówi się też, że bezpieka pana ministra Mariusza Kamińskiego zbiera haki na wszystkich parlamentarzystów. I potem wrzuca je do obiegu, jak to było w przypadku oskarżenia pana posła Maksymowicza o eksperymenty medyczne na „dzieciach nienarodzonych”. Połączenie „kapralstwa” pana marszałka Terleckiego z „hakarstwem” pana ministra Kamińskiego, sprawia, że polscy parlamentarzyści mniej boją się zagranicznego „hakerstwa” niż „hakarstwa” i „kapralstwa” ze strony swoich „kolegów” z partii.

Wielu polskich parlamentarzystów uważa też, że „bezpieczniej” jest prowadzić korespondencje z kilku prywatnych skrzynek mailowych. Na zmianę. Bo wtedy dywersyfikuje się korespondencję. Ale potem każdy zawsze ma mało czasu i w praktyce wysyła z jednej skrzynki.

Nie wiemy czy włamania do prywatnej skrzynki pana ministra Dworczyka dokonał ktoś z wymienionych w pierwszym punkcie poselskiego katechizmu. Nie inspirowany wtedy przez obce specsłużby. Tak z zemsty,aby zaszkodzić coraz bardziej popularnemu na prawicy ministrowi. Nie wiemy czy ten pomysł i wycieki korespondencji przechwyciły obce spec służby. A jeśli tak, to kiedy to było. Najwyższy z urzędników państwowych odpowiedzialnych za bezpieczeństwo państwa, pan wicepremier Jarosław Kaczyński, obarczył winą hakerów działających na terenie Federacji Rosyjskiej. I wezwał do wyciszenia sprawy, bo każda debata o tym skandalu, to młyn na wodę imperialistów rosyjskich.

Zasugerował też, że bezpieka pana ministra Kamińskiego wie o włamaniach do skrzynek mailowych innych parlamentarzystów. Wzbudził tym popłoch tych wszystkich z rządzącej koalicji i opozycji, którzy też służbowe maile ze swych skrzynek wysyłali. Co może udowodnić bezpieka pana ministra Kamińskiego, „lustrując” skrzynki najbardziej gorliwych w krytyce pana ministra Dworczyka. Nic dziwnego, że w opozycji pojawiły głosy,aby pana ministra potraktować jak ofiarę „podstępnych ruskich”.

Jednak pomimo ujawnionego przez jaśniepana premiera Kaczyńskiego ataku na Polskę z terytorium Federacji Rosyjskiej, ambasador tej Federacji nie został nawet wezwany w celu złożenia stosownych wyjaśnień. Podobnie było niedawno, kiedy pan poseł Macierewicz ogłosił publicznie, że to Rosjanie dokonali zamachu na polski, prezydencki samolot nad lotniskiem w Smoleńsku w 2010 roku. Też żadnej reakcji ze strony rządzącego PiS.

„Flaczki” nie namawiają, żeby w ramach restrykcji i retorsji służby pana wicepremiera dokonały zamachu na samolot rosyjskiego prezydenta albo zbombardowały mu pałac na Krymie. Ale można by przynajmniej wezwać JE Ambasadora Federacji Rosji przed „kapralskie” oblicze pana marszałka Terleckiego. Samo obcowanie z „Psem” jaśniepana prezesa Kaczyńskiego bywa okrutną torturą.

Wzywanie do wyciszenia dyskusji nad kolejnym, bolesnym dowodem niekompetencji elit PiS i dyskusji o upadku najważniejszych instytucji państwa polskiego, to wezwanie aby być „Ciszej nad tą trumną”.

Jak polityczną szmatę potraktowały elity PiS panią senator Staroń. Nie zważając na jej kiepski stan zdrowia wysunęli jej kandydaturę na stanowisko Rzecznika Praw Obywatelskich. Z góry wiedząc, że ta kandydatura zostanie odrzucona podczas głosowania w Senacie. Zresztą dla pewności grupa senatorów z PiS również nie poparła jej kandydatury.

Pan prezes Kaczyński nie chciał wyboru senator Staroń, bo na jej miejsce zostałby wybrany kandydat zjednoczonej opozycji. Co dodatkowo osłabiłoby PiS w Senacie. Chciał jedynie doprowadzić do głosowania aby poznać rzeczywiste poparcie pana wicepremiera Gowina ze strony jego klubu poselskiego. Nie chciał też „nieswojej” senator na funkcję Rzecznika. Woli konsekwentnie walczyć z Senatem, obwiniać Senat o utrącanie sejmowych kandydatur,by potem mianować swego komisarza. Kaligula mianował konia senatorem, a jaśnie pan Kaczyński mianuje Rzecznikiem tubkę wazeliny.

Ciężko pracował dla jaśniepana prezesa euro deputowany Adam Bielan. Zwany w polskim Sejmie „napierdalaczem prezesa”. Niedawno z właściwym sobie wdziękiem zakwestionował przewodnictwo w Porozumieniu Polskim pana wicepremiera Jarosława Gowina, a teraz powołuje nową partię republikańską. Aby pod ten nowy szyld wyprowadzić z gowinowskiego Porozumienia Polskiego jak najwięcej aktywów politycznych. Aby wicepremier Gowin został „królem Jarosławem bez partyjnego gruntu”.

Żydzi czekają na Mesjasza, a politycy Platformy Obywatelskiej i jej medialny komentatoriat na nadejście Donalda Tuska. To dzięki Tuskowi partia ta ma politycznie zmartwychwstać. By pod swym przewodem zjednoczyć demokratyczną opozycję, wygrać wszystkie następne wybory i wrócić do władzy.

Niestety nadal nie wiemy po co Platformie ta władza. Żeby odsunąć PiS? Zgoda. I potem „Żeby było tak jak było”?

Flaczki tygodnia

Gowin, Gowin, Gowin. To słowo jest ostatnio na wszystkich politycznych ustach w naszym kraju. Pisane z dużej i małej litery. Odmieniane przez wszystkie przypadki. Czasem poprzedzane znanym pięcio gwiazdkowym kodem.

Jak to się stało, że ten człowiek, jeszcze niedawno uchodzący za miernotę polityczną i moralną, w ostatnich tygodniach stał się gwiazdą krajowych mediów, wielką nadzieją opozycji demokratycznej?
A przynajmniej jej największego członu – podbudkowej Koalicji Obywatelskiej.

Wyjaśniamy. Klub parlamentarny KO złożył wniosek o wotum nieufności dla trzech ministrów rządu pana prezesa Kaczyńskiego, kierowanego obecnie przez pana premiera Morawieckiego.
Składanie wniosków o wotum nieufności to psi obowiązek opozycji parlamentarnej. Składa się je zwykle nie po to aby danego ministra odwołać, bo korzystają oni z parasola ochronnego rządzącej większości.
Wniosek taki składa się aby wywołać debatę oceniającą działalność niepopularnego ministra. Aby podczas niej dokonać jego kompleksowej krytyki. Rozpisanej na wiele głosów. Poważnych, złośliwych, szyderczych nawet. Zapadającej w pamięci wyborców.
Jeśli taka debata wykaże, że ów minister i jego dorobek poważnie obciążają konto rządzącej formacji, to nawet po odrzuceniu opozycyjnego wniosku, zostaje on bez rozgłosu odsunięty od „ministrantury” w niedalekiej przyszłości.

Zdarzają się też przypadki, że wzięty na opozycyjny celownik minister tak zdążył już nagrabić sobie w macierzystej formacji politycznej, że panująca tam nienawiść do niego może okazać się silniejszą niż partyjna dyscyplina i żądze pozostania przy korycie władzy. I niespodziewanie przegrywa głosowanie.

Takim ministrem może okazać się pan Mariusz Kamiński nadzorujący służbami specjalnymi. Ten bliski współpracownik pana prezesa Kaczyńskiego został publicznie oskarżony przez pana prezesa NIK Mariana Banasia o zbieranie „haków”, czyli kompromitujących materiałów, na wszystkich polityków. Także tych ze Zjednoczonej Prawicy.
To pewnie politycy związani z panem wicepremierem Gowinem rozpuszczali w Sejmie RP plotki, że to pan minister Kamiński jest odpowiedzialny za akcję szkalowania pana posła Maksymowicza. Oskarżania go o eksperymenty medyczne z udziałem ludzkich płodów. Co okazało się nieprawdą.

W efekcie takiej nagonki pan poseł Maksymowicz demonstracyjnie wypisał się z rządzącej Zjednoczonej Prawicy i przeszedł do opozycyjnego ruchu Hołowni. Wskazując tym drogę innym parlamentarzystom ze Zjednoczonej Prawicy. Krytycznym wobec rządów pana prezesa Kaczyńskiego i jego kliki, ale obawiających się, że wypad z łodzi pana prezesa skończy się ich politycznym utonięciem.
A teraz okazuje się, że możliwe jest przejście na tratwę rachunkową ruchu Hołowni, notującego blisko 20 procent poparcia wyborczego, co daje szanse na konturowanie zawodu posła po najbliższych wyborach.

Pan minister Mariusz Kamiński jest wielce ciekawą dla socjologa polityki postacią. Zaczynał jako licealista – opozycjonista w ostatniej dekadzie Polski Ludowej. Potem ten zdeklarowany „wolnościowiec”, ulubieniec „Gazety Wyborczej” w latach dziewięćdziesiątych zeszłego wieku, wsiąkał w służby policyjne. Aż stał się zamordystą, miłośnikiem tajnych operacji, prowokacji policyjnych. Prowokując złamał prawo, za co został nieprawomocnie skazany i ułaskawiony przez pana prezydenta Dudę. Ułaskawieniem też wątpliwym prawomocnie.
Pan minister Kamiński, nazywany „Mario” przez kolegów z NZS-u, kroczy drogą Walerego Sławka. Tyle, że Sławek to postać tragiczna, a dotychczasowa historia pana „Mario” ma zadatki na farsę. Jego dawni koledzy z NSZ-u, zasiadający w ławach Koalicji Obywatelskiej zwą go pogardliwie „ Jeżowem Kaczyńskiego”. Jego byli pracownicy ze spec służb rozsiewają plotki o jego alkoholizmie, co w PiS człowieka jeszcze nie przekreśla, ale też o skłonności homoseksualne, co już może być powodem do jakiegoś ostracyzmu.

Zanim dojdzie do głosowania nad wotum nieufności dla pana ministra Kamińskiego, zjednoczoną opozycję czekają w Sejmie dwie próby.
Kolejne głosowania nad kandydaturą profesora Mariana Wiącka na Rzecznika Praw Obywatelskich. Wiemy już, że ten kandydat ma poparcie całej demokratycznej opozycji oraz pana wicepremiera Gowina i jego parlamentarzystów. Może też zyskać poparcie Konfederacji.
Wtedy o wyniku głosowania nad alternatywą profesor Wiącek – popierana przez PiS senator Staroń może zadecydować nawet jeden głos!
Podobnie być może przy wyborze prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. Wybór kandydata namaszczonego przez pana prezesa również zależy od decyzji grupki posłów Zjednoczonej Prawicy coraz bardziej zniesmaczonych rządami pana prezesa.

Jedność w Zjednoczonej Prawicy stale się panu ”marszczy” panu prezesowi i pewnie dlatego już teraz przygotowuje odwet, aby „każdy prowokator czy szaleniec, który odważy się podnieść rękę przeciw władzy, niech będzie pewny, że mu tę rękę władza odrąbie…”

I jak by było mało kłopotów domowych, to dochodzą ciosy z zagranicy.
Papież Franciszek ukarał Tadeusza Rakoczego, biskupa polskiego kościoła kat. niezwykle surową karą dla polskich hierarchów – nakazem prowadzenia życia w duchu pokuty i modlitwy.
Jako kary dodatkowe wyznaczył: zakaz uczestniczenia w jakichkolwiek celebracjach lub spotkaniach publicznych, w zebraniach plenarnych Konferencji Episkopatu Polski oraz wpłacenie z prywatnych środków odpowiedniej sumy na rzecz Fundacji Świętego Józefa z przeznaczeniem na działalność prewencyjną i pomoc ofiarom nadużyć.

Biskup Rakoczy to już piąty hierarcha polskiego kościoła kat. ukarany w ciągu ostatniego roku przez Watykan za tolerowanie pedofilii i ochranianie księży „rozbójników seksualnych”. Dlaczego organizacja pełna pedofilii i systemowo ochraniająca zbrodnie pedofilskie, jak polski kościół kat. nadal ma monopol na nauczanie religii w polskich szkołach i przedszkolach?
Czy tylko dlatego, że jest politycznym sojusznikiem jaśniepana prezesa Kaczyńskiego i jego partii „Prawo i Sprawiedliwość”?
Partii, której już sama nazwa jest wyjątkowym szyderstwem z jej codziennej praktyki zarządzania Polską.

Zjednoczona, lecz już zmarszczona

Pan prezes Jarosław Kaczyński nie ćwieka na Twitterze. W poważnych mediach też wypowiada się rzadko. Ale kiedy już gębę otworzy, to warto go uważnie czytać i słuchać. Albowiem każda jego wypowiedź na prawach Ewangelii jest.
Warto wtedy też studiować myśli pana prezesa. Zwłaszcza kiedy rodzi je w tygodniku „Sieci”, a akuszerami są panowie bracia Jacek i Michał Karnowscy. Mistrzowie wazeliniarskiego dziennikarstwa.
Pan prezes mówiąc do czytelników „Sieci” przemawia do Najwierniejszych z wyznawców. Nie cenzurują go też panowie bracia Karnowscy. Wiernie, choć na kolanach, rejestrują strumienie myśli swego suwerena. Nawet te świadczące o jego postępującym politycznym szaleństwie.
Kłamie się i marszczy
Pan prezes Kaczyński chciał ruszyć do przodu z całym tym Nowym Polskim Ładem, ale napotkał niespodziewane bariery we własnych szeregach. Wielu wyborców PiS traktuje NPL jak szczepionki przeciwko covid. Nie chcą go przyjąć. Co dobitnie odzwierciedlają najnowsze sondaże poparcia wyborczego. PiS politycznie nie urósł, bo zaraz po propagandowym odpaleniu PLN dotarło do opinii publicznej postanowienie TSUE w sprawie elektrowni Turów. Po raz kolejny udowadniające impotencje elit PiS w polityce międzynarodowej.
Na nic zdały się tłumaczenia TVP info i innych PiS- mediów oskarżających o intrygi Czechów i Niemców. O zdradę i agresję na polską energetykę.
Na nic zdały się też kłamstwa pana premiera Morawieckiego przekonującego Polaków, że osiągnął już porozumienie z czeskim premierem. Bo strona czeska najpierw zdecydowanie zaprzeczyła temu, a potem zgodę na wycofanie swego wniosku z TSUE uwarunkowała polskimi inwestycjami w czeską ochronę środowiska. Znów na jaw wyszło nieróbstwo i niekompetencje rządu pana prezesa. Bo gdyby strona polska wcześniej poważnie potratowała czeskie roszczenia, to nie doszłoby do postępowania w TSUE, a koszty niezbędnych, obiecanych już przez polski rząd inwestycji byłyby znacznie mniejsze. Czemu pan premier Morawiecki znów okłamał polska opinię publiczną?
W mediach społecznościowych wyjaśniano, że po prostu taką on ma naturę. Nawet kiedy mówi prawdę to też kłamie. Powielano też informacje, że pan Morawiecki większość swego majątku przepisał na swą małżonkę. Ukrywanie majątków „pod spódnicami” żon i konkubin to pospolite zjawisko w PiS-wskiej Rzeczpospolitej. Polski lud pracujący i bezrobotny opowiada sobie teraz taki żart: „Dlaczego wśród katolickich dygnitarzy PiS aż tylu jest rozwodników? Bo tyle się już nachapali, że nie da się tego złodziejstwa przepisywać tylko na jedną żonę”.
A nieporozumienie z porozumieniem obu premierów tłumaczy się lingwistyką. Kiedy pan premier Morawiecki spotkał na brukselskim korytarzu biegnącego do toalety premiera Babisza, to zapytał go zdecydowanie: „Szukacie porozumienia z nami, czy nie?”. Po polsku rzecz jasna, bo psim obowiązkiem Czechów jest znać język przywódców Czwórki Wyszehradzkiej. Na to premier Babisz odparł w biegu: „Szukam, szukam”. Ale rzekł to po czesku. Takie to ludzkie śmichy- chichy, lecz panu prezesowi Kaczyńskiemu nie jest wesoło, kiedy widzi jak mu się ta Zjednoczona Prawica „marszczy”. W niejednym miejscu na dodatek.
Zmarszczony NIK, marszczona prokuratura
Pan prezes Kaczyński tak mówi o Marianie Banasiu w wywiadzie dla „Sieci”: „Jest wielkim błędem naszego systemu prawnego, że człowiek wobec którego toczą się poważne śledztwa, może być prezesem Najwyższej Izby Kontroli”.
I winą za tolerowanie pana Banasia na stanowisku prezesa NIK obwinia „bierną” prokuraturę, bo nie postawiła jeszcze panu Banasiowi stosownych zarzutów.
Tymczasem nieuwięziony jeszcze pan prezes Banaś oficjalnie zwrócił się do prokuratury pana Ziobry o postawienie zarzutów panu premierowi Morawieckiemu i jego pomagierom, bo złamali polskie prawo przy organizowanie „wyborów korespondencyjnych”. Na razie pan minister – prokurator Ziobro nie potwierdził czy takie zarzuty postawi.
Prokuratura nie postawiła też takiego zarzutu panu prezesowi Kaczyńskiemu, choć on tak w wywiadzie zadeklarował: „Chcę, żeby to było jasno powiedziane: to była moja osobista decyzja, by spróbować skorzystać z doświadczenia bawarskiego kanadyjskiego w organizacji takich głosowań. Problemem był brak większości w Sejmie dla tej sprawy”. Czyli pan prezes sam zawiadomił o popełnieniu przez siebie przestępstwa!
Mamy zatem w Zjednoczonej Prawicy podejrzanych o popełnianie przestępstw: pana premiera i jego ministrów, pana prezesa Kaczyńskiego, panią Marszałek Sejmu RP- też wymienianą w raportach NIK, i pana prezesa NIK. Zaiste trudno dziś znaleźć w Zjednoczonej Prawicy kogoś jeszcze nie oskarżanego o łamanie prawa przez kogoś ze Zjednoczonej Prawicy.
Zmarszczony Gowin
Problem „braku większości w Sejmie” trapiący pana prezesa Kaczyńskiego może niebawem powrócić. Za sprawą pana wicepremiera Gowina i grupki jeszcze jego posłów z Porozumienia Prawicy.
Otóż pan wicepremier Gowin twierdzi, że pan prezes Kaczyński obiecał poparcie kandydata zgłoszonego przez pana Gowina na Rzecznika Praw Obywatelskich. Za podpis pod porozumieniem Nowego Polskiego Ładu. Pan Gowin grzecznie podpisał, ale pan prezes wysunął swoją kandydatkę, co dowodzi, że takiego porozumienia mogło też nie być. Bonie wiemy który z nich mówi jak pan premier Morawicki? Czy kłamie pan wicepremier, czy pan prezes, czy może obaj?
Zresztą to teraz już nieważne. Pan wicepremier zagroził, że podczas głosowania wniosku opozycji o wotum nieufności dla ministrów z rządu Zjednoczonej Prawicy, gowinowskie Porozumienie zagłosuje za odwołaniem pana ministra od tajnych służb. Czyli pana Mariusza Kamińskiego. Zaufanego pomocnika pana prezesa Kaczyńskiego, zbierającego podobno kompromitujące materiały na wszystkich polityków Zjednoczonej Prawicy. I pana prezesa NIK też.
Bracia Karnowscy pytają: „Czy koalicja Zjednoczonej Prawicy się poskładała? Ogarnęła? Użył pan wcześniej sformułowania, że „się zmarszczyło”.
Na to pan prezes Kaczyński odpowiada: „To określenie z książki Jerzego Putramenta „Małowierni”, która tuż przed marcem 1968 r. ludzie pożyczali sobie na jedną noc i my z Leszkiem też tak przeczytaliśmy. Była to powieść z kluczem, dość łatwa do rozszyfrowania. Komitet Centralny PZPR występuje tam jako Komitet Ekonomiczny. Rzecz jest o zdradzie literatów, którzy popierali stalinizm. Pojawia się tam oczywiście i ubecja. Jeden z sowieckich nadzorców mówi w pewnym momencie do młodego ubeka: ”Pamiętaj, jak coś się zmarszczy, od razu tnij, bo zawsze coś z tego będzie”. I przykro mówić, ale w polityce to prawda”.
I tak dzięki panom braciom Karnowskim wiemy już jaki to mędrzec ukształtował filozofię i praktykę polityki uprawianej przez pana prezesa Kaczyńskiego.
Nie zdziwmy się zatem jeśli zatroskany brakiem zgody w Zjednoczonej Prawicy, zniesmaczony moralnie zdradami popierających go kiedyś polityków, pan prezes Kaczyński wezwie swego młodego ministra od służb specjalnych, pana Mariusza Kamińskiego, i po mentorsko rzeknie mu: „Zmarszczyło się. Tnij od razu, bo zawsze coś z tego będzie”.

Bigos tygodniowy

Pic na wodę-fotomontaż, polityczna sztuczka – na takie tylko określenie zasługuje nocny manewr z udziałem funkcjonariusza PiS Rocha Adama w tzw. izbie dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Po dwóch dniach procedowania, odmówił udzielenia zgody na zatrzymanie i doprowadzenie na przesłuchanie do prokuratury Igora Tuleyi. W okresie starań Polski o wielkie fundusze europejskie, władza PiS nie może sobie pozwolić na światowy spektakl telewizyjny przedstawiający polskiego sędziego zakuwanego w kajdanki i doprowadzanego na przesłuchanie. Jakim technicznym sposobem przydzielenie tej sprawy Rochowi się dokonało? A tego to ja nie wiem, na pewno każda władza ma sposoby konfidencjonalnego przekazywania swoim ludziom tego typu zadań. Jak dalej PiS będzie rozgrywać sprawę sędziego Tuleyi, to się okaże już niedługo, bo uchwała Rocha zostanie zaskarżona do tzw. izby dyscyplinarnej, która będzie radziła co z tym fantem zrobić, tylko w innym składzie.


Adrian powiedział, że przed tym jak został nazwany debilem, nie słyszał o Jakubie Żulczyku. Czyli na dodatek nieuk. To nie wszystko, okazuje się, że Adrian wyraża poglądy na ten sam temat różne, co jest uzależnione od tego kto go akurat słucha. I tak, podczas konferencji klimatycznej zorganizowanej przez prezydenta Bidena, Joe Bidena, wypowiedział się na temat polityki energetycznej naszego kraju, póki co uzależnionej od węgla. Na oczach i uszach widzów oświadczył, że zamierzamy zbudować zeroemisyjny system energii, w oparciu o energetykę jądrową oraz odnawialną, a także gaz. Jak się zdaje, polski węgiel będzie do zrealizowania tego ambitnego celu mocno nieprzydatny. Ciekawe, jak zareagowała na te wywody brać górnicza, jeszcze niedawno zapewniana przez Dudusia, że póki on prezydentem żadnej kopalni nic nie grozi.


W Warszawie spłonęła tzw. ciężarówka antyaborcyjna. Ogień płonął wzorowo. A przy tym, proszę zauważyć, że nikt nie spłonął.


Czarnek–minister, nagrodził „za szczególne zasługi dla oświaty i wychowania” Medalem Komisji Edukacji Narodowej dyrektora jednego z łódzkich liceów, który chciał karać uczennice za umieszczenie na platformie Teams błyskawicy – symbolu Strajku Kobiet. Brawo.


Znów policja PiS zatrzymała Babcię Kasię czyli Panią Katarzynę Augustynek, tym razem za udział w zgromadzeniu przed Sądem Najwyższym w obronie sędziego Tuleyi. Więcej, po brutalnym zatrzymaniu, w trakcie którego straciła obuwie i wszyscy mogli zobaczyć co ma pod spódnicą, od razu została doprowadzona przed oblicze sądu i oskarżona o m.in. znieważenie funkcjonariuszy. Na szczęście, sąd przerwał póki co ten proces i nakazał natychmiastowe zwolnienie aktywistki. Coś niedobrego się dzieje w państwie polskim, mówię serio, bo za tą uporczywą brutalnością wobec kobiet musi stać wyposażony w monopolistyczną władzę sadystyczny mizogin. Jak myślicie, kto to może być?


Dzisiaj Trybunał Konstytucyjny Przyłębskiej ma się zająć wnioskiem Morawieckiego odnośnie m.in. pierwszeństwa prawa krajowego nad prawem Unii Europejskiej. Trybunałowi ma przewodniczyć Krystyna Pawłowicz, exposłanka PiS, do niedawna aktywna polityczka i aktywna użytkowniczka mediów społecznościowych. Niestety, trudno o tej sprawie pisać prześmiewczo, bo sprawa jest arcypoważna i arcyważna dla sytuacji Polski w strukturach Unii Europejskiej. Jak się zdaje, w 2004. wstępując do UE podpisaliśmy papiery, z których wynika prymat prawa unijnego nad krajowym, więc ten wniosek Mateo jest co najmniej niezrozumiały. Więcej, werdykt wydaje się przesądzony, a stwierdzenie, że prawo polskie jest ważniejsze niż prawo jakiejś lewackiej struktury pewne. O co zatem w tej sprawie chodzi? Czyżby pisowski rząd rozpoczynał polexit?


W niedzielę okazało się, że prawdopodobnie wariant indyjski SARS-Cov2, zwany „podwójnym mutantem” jest już z nami. Agendy rządowe w trybie nagłym, specjalnym transportem lotniczym, przywiozły z New Delhi ciężko chorego na koronawirusa dyplomatę wraz z rodziną. Jak stwierdził Zaczyński, obecny na płycie lotniska, transport odbył się z zachowaniem rygorów sanitarnych. Choremu dyplomacie, na pokładzie samolotu wyposażonego w dwa stanowiska respiratorowe, w obstawie trzech lekarzy i kilku ratowników medycznych, podano tlen, co spowodowało, że poczuł się lepiej. Cała Polska mogła zobaczyć na ekranie telewizorów, jak kilku sanitariuszy wynosi z wnętrza wielkiego samolotu siedzącego na krześle medycznym dyplomatę, za nim samolot opuszcza liczne potomstwo dyplomaty oraz ciężarna małżonka. Następnie cała gromadka została przewieziona ambulansami do dwóch palcówek medycznych położonych na terenie Warszawy, gdzie mają zostać poddani stosownym badaniom i leczeniu. Ciekawe jest czy dyplomata i jego rodzina oczekiwali na przyjęcie do szpitali, w kolejce złożonej z karetek z ciężko chorymi, duszącymi się z braku tlenu pacjentami? Ciekawe też, czy pracownikom ambasady RP w New Delhi, naszym rodakom, którzy pozostali na niebezpiecznej indyjskiej ziemi nic nie zagraża? Czy nie byłoby celowe ewakuowanie przynajmniej ich części do kraju, skoro i tak i tak, wielki samolot poleciał po dyplomatę i jego rodzinę, a sytuacja epidemiologiczna w Indiach jest bardzo trudna? I ciekawe jest ile to wszystko kosztowało polskich podatników? Może warto by było poinformować opinię publiczną o faktycznych okolicznościach i kosztach tej udanej operacji? I oby się nie okazało za dwa tygodnie, że wariant indyjski szaleje na ulicach stolicy.


Weekendowe spotkanie liderów partii tzw. zjednoczonej prawicy miało na celu przypudrowanie zgnilizny jaka ją toczy. Niewiele wiadomo o przebiegu i ustaleniach spotkania, ale czytelny jest brak zaufania Kaczora do koalicjantów, ergo rozpad koalicji jest nieunikniony. Na razie nikomu nie zależy na przyśpieszonych wyborach, których efekt jest niepewny, a frukta władzy jakże smakowite są. Zatem kiedy odbędą się wybory parlamentarne? Wróble ćwierkają, że albo wiosną 2022., albo w terminie ustawowym. Pożyjemy, zobaczymy, choć Bigos uważa, że nic tak nie łączy jak duża kasa do podziału, nawet jeśli koalicja trzeszczy jak statek targany huraganem, a sprawy kraju idą na dno.

Flaczki tygodnia

Cudownie narodził się nowy entuzjasta radykalnego ograniczania emisji dwutlenku węgla i produkcji energii ze źródeł odnawialnych. To pan prezydent Andrzej Duda.

Poród odbył się w czasie szczytu klimatycznego, zwołanego przez prezydenta USA Joe Bidena. Był transmitowany na żywo.

Do tej pory pan prezydent Duda wielokrotnie publicznie, zwłaszcza na Twitterze, wątpił w „zmiany klimatyczne” i konieczność wprowadzania „zielonej energii”. Przekonywał, że Polska ma zasoby węgla wystarczające na 200 lat i nie odstąpi od ich eksploatacji.
Co stało się, że teraz obwieścił narodowy plan budowy zero emisyjnej energetyki ?

Przez cztery minione lata pan prezydent Duda i jego pierwszy minister, pan Krzysztof Szczerski, podlizywali się prezydentowi USA Trumpowi. Kiedy tylko mogli i jak mogli.
Wymyślili nawet „Fort Trump” – nowy Dar Narodu Polskiego dla ich Ukochanego Prezydenta, Przywódcy Wolnego Świata. Aby prezydent USA mógł skuteczniej szantażować niemiecki rząd relokacją amerykańskich żołnierzy.

Niestety panowie Duda i Szczerski tak namiętnie pokochali tegoż Trumpa, że do końca nie mogli uwierzyć w wygraną jego konkurenta. Długo olewali publicznie nowego prezydenta Bidena, a zwłaszcza jego administrację. Ta odwzajemnia się publiczną wzgardą i politycznym chłodem. W Polsce nadal nie ma nowego ambasadora USA, jego obowiązki pełni urzędnik niższej rangi. Warszawa nie jest celem zaplanowanych wizyt prezydenta Bidena w tym roku. Kontakty ograniczono do minimum.

Dlatego kiedy nadeszło zaproszenia na bidenowski bal klimatyczny, to pan prezydent Duda i jego kanceliści aż oszaleli ze szczęścia. Kopciuszek dostał szansę. I postanowili przypodobać się nowemu suwerenowi upodabniając się do niego.
Kiedy Donald Trump nie wierzył w „zmiany klimatyczne” to pan prezydent Duda też w nie nie wątpił. Skoro teraz prezydent Biden chce być Mesjaszem energii z odnawialnych źródeł, to pan prezydent Duda zgłasza się na jego apostoła i przodownika pracy dekarbonizacyjnej.
A jeśli prezydent Biden zorganizuje szczyt w obronie prześladowanej społeczności LGBTI, to pan prezydent Duda zapewne wywiesi tęczową flagę, a pan minister Szczerski uszminkuje usteczka i wskoczy w kieckę drag quuen.

Aby ostatecznie wymazać swój trumpizm, pan prezydent Duda zaczął też propagować konieczność budowy elektrowni atomowych w Polsce. Oczywiście z wykorzystaniem amerykańskich technologii. Choć podczas niedawnego szczytu Formatu 17+1 w Pekinie, to Chińczykom robił nadzieje ma zakup ich technologii.

Nie zdziwmy się kiedy z prezydenckiego pałacu usłyszymy, że nowa elektrownia atomowa zwać będzie się „Bidenią”. A może nawet cała Polska przyjmie takie miano aby zademonstrować swe niezłomne poparcie Wielkiego Brata.

W minioną niedzielę, kiedy „Trybuna” drukowała się, w Warszawie miało odbyć się spotkanie „Ostatniej szansy”. Jaśniepana prezesa Kaczyńskiego z przywódcami jego politycznych przystawek.
Dlatego, nie możemy skomentować wyniku spotkania. Przewidujemy jedynie, że kolejne spotkanie „Ostatniej Szansy” odbędzie się niebawem.

Jaśniepan prezes Kaczyński gra na czas. Liczy zapewne, że w ciągu trzech miesięcy wszyscy chętni zaszczepią się, poziom nowych zachorowań w Polsce opadnie, a zniesienie pandemicznych rygorów radykalnie poprawi nastoje społeczne.
Dodatkowo obiecane fundusze i pożyczki z Unii Europejskiej uwiarygodnią PiSowski program wyborczy zwany Narodowym Planem Rozwoju. I wtedy jaśniepan prezes, znany kanibal polityczny, przystąpi do pożerania swoich przystawek.
Zagrozi im przedterminowymi wyborami parlamentami. Przed nimi wszyscy parlamentarzyści z przystawek dostaną propozycję złożenia hołdu jaśniepanu prezesowi, a po wyrażeniu żalu za grzechy, otrzymają ich odpuszczenie. Oczywiście nie wszyscy łaski takiej dostąpią.
Jeśli hołdowników wystarczy aby dalej zapewnić PiS-owi większość w Sejmie, to wyborów przedterminowych szybko nie będzie.

Jeśli hołdowników nie wystarczy, jaśniepan prezes skróci kadencję parlamentu w wybranym przez siebie momencie. Aby po wyborach mieć tak silny klub parlamentarny, by móc dobrać sobie na dobrych warunkach niezbędnego koalicjanta. Konfederatów albo PSL- owców przeistoczonych w „nowoczesnych chadeków”.
I stworzyć rząd firmowany przez nowych, nieskompromitowanych medialnie polityków.

Jaśniepan prezes Kaczyński ma asa wyborczego w rękawie. Chce podwyższyć kwotę wolną od podatku do 30 tysięcy rocznie. To sprawi, że miliony emerytów podatku nie zapłacą, lub odprowadzą go w symbolicznej wysokości.
Sztabowcy PiS liczą, że ten ruch zadziała jak poprzednio obniżenie wieku emerytalnego i program 500+. Przyniesie falę poparcia dla PiS. Cenną, bo emeryci to solidna grupa zwykle nabijająca wyborczą frekwencję.

Asem mrugającym z rękawa opozycji bywa pan wicepremier Jarosław Gowin. W dni parzyste. Bo w dni nieparzyste jest przystawką polityczną jaśniepana prezesa Kaczyńskiego.

Pan wicepremier Gowin to fundament opozycyjnego planu odsunięcia jaśniepana prezesa od władzy. Bo gdyby on wreszcie zbuntował się i opuścił Zjednoczoną Prawicę wraz ze swymi parlamentarzystami, to jaśniepan prezes utraciłby większość w Sejmie RP. To dawałoby szanse na stworzenie „rządu technicznego”, który odsunąłby zauszników jaśniepana prezesa od władzy i przygotował uczciwsze wybory parlamentarne.

Problem w tym, że bunt pana wicepremiera Gowina może rzeczywiście odsunąć PiS od władzy, ale też pana asa Gowina od parlamentu i rządowego koryta. Los polskiej demokracji zależy teraz od charakteru pana wicepremiera Gowina. Człowieka z wazeliny, polityka o gumowym kręgosłupie ideowym.

Na Polskę spadły dwie plagi. Zaraza i rządy PiS. Rządy PiS czynią życie w czasach zarazy jeszcze bardziej nieznośnym.

Bigos tygodniowy

Osiem gwiazdek!!!!!


Polska jest europejskim „czempionem” w licznie zgonów. Brawo rząd PiS!!! „Die Welt” określa to jako „wielkie umieranie”. Nie tylko w Polsce, także w Czechach czy na Węgrzech, ale tylko w Polsce rząd prowadzi propagandę sukcesu.


Skoro już wszystko zamykają, to trzeba w końcu, do jasnej cholery, zamknąć także kościoły, które słusznie określa się od roku jako rozsadniki zarażeń. Czas skończyć z traktowaniem kleszego geszeftu jako uprzywilejowanego przed innymi, a ich samych jak święte krowy. Nawet Schetyna wyszedł z typowego dla niego kokonu ostrożności i wezwał do objęcia ich lockdownem.


Pisiory odłożyły w czasie prezentację Nowoj Ekonomiczieskoj Polityki – oficjalnie z powodu intensywnej fali pandemii. Jednak prezentowanie tego podejrzanego planu w momencie obajt-afery też raczej nie jest dla nich wygodne. Próbują ten kłopot przykryć „sprawą” Grodzkiego.


„Polska staje się potęgą gospodarczą” – powiada prezes NBP i wywodzi, że niedługo Niemcy czy Francja będą gospodarczo gonić Polskę. Sułtan Glapa, prezes NBP, ma skłonności do euforycznego lewitowania i fantazjowania, co u szefa instytucji, którą kieruje, jest wybitnie nie na miejscu.


„Bieg Polski do autorytaryzmu” – tak media i instytucje zachodnie określają sytuację w Polsce. Najszybszy jest w Polsce także bieg do śmierci w warunkach epidemii.


Ścigają czytelników, tak, tak, czytelników jednej z gazet o obrazę Święczkowkiego i Ziobra. Zażądali od redakcji podania namiarów internautów, którzy komentowali tekst gazety w duchu nieprzychylnym obu tym osobnikom. Przesłuchują kobiety z Ogólnopolskiego Strajku Kobiet za protesty przeciw banerom z krwawymi krwawym płodom pod porodówką w Poznaniu. Trwa ofensywa cenzury narodowo-katolickiej.


Także pisarz Jakub Żulczyk stanie przed sądem za nazwanie Dudy Andrzeja „debilem”. Przypomnę, że według dawnego nazewnictwa psychiatrycznego, „debil” to osoba upośledzona umysłowo w stopniu lekkim. Lekkim – podkreślam. Skoro zatem jest to określenie medyczne, to nie ma w tym nic obrażającego.


Sasin Jacek, który ostatnio grasował na Lubelszczyźnie, dobrze rozpoznał potrzeby mieszkańców Tomaszowa Lubelskiego i zapowiedział pomoc w ubogaceniu miasta łukiem triumfalnym.


Przed zaplanowanym na zeszły piątek kolejnym spektaklem „Dziadów” przy ulicy Mickiewicza w Warszawie (niedaleko od willi Kaczyńskiego) policja chodziła po mieszkaniach tej kamienicy informując, że należy ja opuścić z powodu alarmu bombowego. Nie ma takiego sposobu, jakiego władza nie imałaby się, by ugodzić w Ogólnopolski Strajk Kobiet.


 „Absolutnie nie był to mój stosunek seksualny ani włączony jakikolwiek film pornograficzny” – powiedział ksiądz katecheta po tym, jak podczas lekcji religii on-line z offu w Trzebiatowie, dały się słyszeć odgłosy pobudzenia seksualnego.


Kolejny katolicki „Katon” i autorytet moralny może się okazać humbugiem. Ujawniono świadectwa osób, który nieżyjący już zakonnik Maciej Zięba odmówił zajęcia się sprawą molestowania seksualnego młodzieży, uprawianego przez wrocławskich dominikanów. Ta instytucja naprawdę jest bardziej zgangrenowana niż mogłoby się to wydawać najbardziej radykalnym antyklerykałom.


„To świat w którym obecne patriotyczne rządy w Polsce są niemal cudem, są czymś, co sądząc po posiadanych zasobach nie powinno się zdarzyć. Wokoło mamy świat ogarnięty szaleństwem demolowania całego porządku cywilizacji. Zreformowany marksizm zagarnia coraz to nowe obszary. Narasta agresja wobec każdego odruchu szacunku dla zasad cywilizacji łacińskiej i chrześcijański źródeł kultury europejskiej. Cenzurę wprowadza się już otwarcie, dawne książki ruguje z półek. Nowa tyrania zapuszcza korzenie. Dlaczego Zjednoczona Prawica mimo to rządzi? Bo wspierają ją bezinteresownie dziesiątki tysięcy zaangażowanych ludzi, bo jest zjednoczona i ma silne przywództwo –  prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Te trzy elementy pozwoliły na osiągnięcie serii wygranych, w teorii niemożliwych. Gdy przestanie być zjednoczona i gdy zabraknie Jarosława Kaczyńskiego długo władzy nie dotknie nawet przez szybę. System opresji zgniecie wszystkich i każdego po kolei. W mediach też rozsiądzie się we wszystkich studiach jeden dziennikarz, ten sam o tysiącu twarzach. Dlatego może i dobrze, że III RP przypomina tak mało subtelnie o swojej potędze – w kraju i na zewnątrz. Może ta seria skandalicznych wyroków i manipulacji uświadomi ponownie Zjednoczonej Prawicy czym jest otoczona i jak kruche są te rządy, co leży na szali i co jest wokół”. Lęki medialnego porucznika PiS, Karnowskiego Michała nad kruchością władzy PiS to źródło jednego z nielicznych dziś dla mnie pocieszeń w tych okropnych czasach.


„Oddaj mandat i możesz iść nawet prosto na wycieraczkę do Kaczyńskiego. Krzyż na drogę” – pod tym ostrym wpisem posła Tomasza Treli „Bigos tygodniowy” bez wahania się podpisuje, podobnie jak pod innymi nie mniej ostrymi głosami parlamentarzystów Lewicy w reakcji na konwersję polityczną Moniki Pawłowskiej. Z kierownictwa Lewicy do obozu PiS – tego jeszcze nie było. Czy jednak warto żałować kogoś, kto głosił chwałę powojennych „band leśnych”, jak to przydarzyło się Pawłowskiej. Ale jest też niepokój z przeciwnej strony. Wyraził go porucznik Karnowski z „Sieci”: „ani Jarosław Gowin nie sięgałby po panią poseł Pawłowską, ani ona nie przeszłaby do Porozumienia, gdyby celem było wzmocnienie Porozumienia o jednego posła, i to z antypodów światopoglądowych. Nie, to byłoby bez sensu. To ruch, który z obu stron jest inwestycją w coś nowego, w jakieś nowe rozdanie, w jakiś nowy kurs. Może już za chwilę, może później”.


Nie ma już Konwencji Stambulskiej w Stambule. Fundamentaliści islamscy wygrali w Turcji. Czy fundamentaliści katolscy dopną swego w Polsce?


A poza tym dziesiątki innych, okropnych wieści.