Decydujące walki o medale w siatkarskiej PlusLidze

W pierwszym meczu mistrzostwo naszej ekstraklasy siatkarzy Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle niespodziewanie przegrała na własnym boisku z Jastrzębskim Węglem 1:3. To duża niespodzianka, bo kędzierzynianie to przecież najlepszy zespół fazy zasadniczej PlusLigi oraz finalista Ligi Mistrzów.

Oba zespoły walczyły ze sobą w naszej krajowej lidze już 81 razy, ale w finale rozgrywek ekstraklasy mierzą się po raz pierwszy. W tym sezonie Jastrzębski Węgiel stawał wcześniej przeciwko ZAKSIE dwukrotnie w fazie zasadniczej ligowych rozgrywek oraz w finale Pucharu Polski i w każdej z tych potyczek doznawał bolesnych porażek. Ekipa trenera Nikoli Grbicia do tej pory zgarniała wszystkie siatkarskie „skalpy”. W półfinale w drugim meczu z PGE Skrą Bełchatów w dobrze funkcjonującej siatkarskiej machinie coś jednak zazgrzytało i kędzierzynianie musieli sobie przypomnieć jak smakuje porażka.
Trener Grbić miał obawy
Ostatecznie wywalczyli awans do finału pewnie wygrywając trzeci mecz, ponownie na swoim parkiecie, lecz przez konieczność rozegrania dodatkowego spotkania mieli mniej czasu na odpoczynek od zawodników Jastrzębskiego Węgla, którym do wyeliminowania VERVY Warszawa Orlen Paliwa wystarczyły dwa mecze. Nie to jednak spędzało sen z powiek trenera ZAKSY. W jednej z wypowiedzi przed środowym meczem dał temu wyraz. „Finał PlusLigi z udziałem ZAKSY i Jastrzębskiego Węgla trudno uznać za niespodziankę, bo te dwie drużyny wykazały w swojej grze w tym sezonie najwięcej jakości. W Pucharze Polski sytuacja była taka sama. Jastrzębianie mają za sobą bardzo udany sezon, który mógłby być jeszcze lepszy gdyby nie gnębiących ich koronawirus, ponieważ z powodu zakażeń nie mogli wystąpić w obu turniejach Ligi Mistrzów. Wylosowali wprawdzie trudną grupę i być może nie daliby rady awansować do ćwierćfinału, ale bez wątpienia mają w swoich szeregach wielu znakomitych zawodników.
Trzeba im uczciwie przyznać, że mają wystarczająco dużo atutów, aby nie tylko powalczyć, ale też zdobyć mistrzostwo Polski. Prawda jest taka, że w rywalizacji do dwóch zwycięstw wszystko może się zdarzyć. Jeśli gra się do trzech zwycięstw, margines błędu jest większy i nawet po dwóch ewentualnych porażkach można jeszcze odwrócić losy rywalizacji i ją wygrać” – przekonywał przed pierwszym meczem z Jastrzębskim Węglem Nikola Grbić.
Jego skrywane obawy znalazły potwierdzenie już w środę, bo w pierwszym spotkaniu ZAKSA tylko w pierwszym secie dominowała na boisku, wygrywając partię gładko 25:16. Przy stanie 11:17 trener jastrzębian Andrea Gardini wykorzystał drugą przerwę na żądanie, by zaapelować do swoich zawodników o spokój i opanowanie. Gdy to nie pomogło, zastąpił Tomasza Fornala Rafałem Szymurą. Ale szalejących po drugiej stronie siatki zawodników ZAKSY nic nie było w stanie powstrzymać, chociaż grali bez libero Pawła Zatorskiego, który w dwóch meczach z PGE Skrą pauzował z powodu kontuzji pleców. W kadrze na mecz z Jastrzębskim Węglem się znalazł, lecz pierwsze sety oglądał z ławki rezerwowych, a jego pracę na boisku wykonywał Adrian Staszewski, który sprawdził się w tej roli w półfinałowej rywalizacji z PGE Skrą Bełchatów.
Gardini zdołał jednak zmotywować swoich graczy i w drugim secie gra się wyrównała. Świetnie spisywał się Jurij Gladyr, „zaskoczył” przywrócony do gry Fornala, znakomicie serwował Yacine Louati, a odstającego od kolegów Al Hachdadiego udanie zastąpił Jakub Bucki, który siał w ekipie rywali zamęt swoim fenomenalnymi zagrywkami. To po jego ataku jastrzębianie po raz pierwszy w tym meczu wyszli na prowadzenie (16:15) i trener Grbić po raz pierwszy poprosił o czas. Ostatecznie gospodarze przegrali tego seta 23:25, lecz w ich szeregach nie widać było jeszcze paniki.
Jastrzębianie zaskoczyli ZAKSĘ
Nerwy zaczęły im szwankować dopiero po kilku akcjach w trzecim secie, gdy przyjezdni po ataku Fornala objęli prowadzenie 6:4. Rozkleił się wtedy Aleksander Śliwka i Grbić musiał zastąpił go Dominikiem Depowskim. Potem wziął czas i próbował wstrząsnąć zespołem. Na chwilę to mu się nawet udało, bo ZAKSA doprowadziła do remisu 16:16. Potem stało się jednak coś niewytłumaczalnego, bo jastrzębianie wygrali aż siedem kolejnych akcji. Grbić próbował ratować wynik, zaczął rotować składem, wysłał nawet na parkiet Zatorskiego. Na próżno, kędzierzynianie przegrali trzeciego seta 19:25 i wtedy w ich serca wkradła się panika.
Grbić w czwartym secie w podstawowym składzie posłał do walki nie tylko Zatorskiego, ale też Krzysztofa Rejno. Jastrzębianie nadal grali jednak jak natchnieni, świetnie serwowali i przeprowadzali skuteczne kontrataki. Przy stanie 12:18 wrócili jednak do gry i zmniejszyli stratę do jednego punktu, lecz w końcówce tej partii znów na szczyty wznieśli się Louati i Gladyr i Jastrzębski Węgiel wygrał czwartego seta 25:21
i cały mecz 3:1.
To jeszcze nie koniec rywalizacji, ale teraz w roli gospodarzy wystąpią jastrzębianie. Jeśli w niedzielę 18 kwietnia (początek meczu godz. 17:30) zwyciężą także u siebie, oczywiście zdobędą mistrzostwo Polski, natomiast jeśli wygrają kędzierzynianie, o tytule przesądzi trzeci mecz, ponownie rozegrany w Kędzierzynie-Koźlu.
W rozegranym również w środę w Bełchatowie meczu o brązowy medal ekipa PGE Skry przegrała z VERVĄ Warszawa Orlen Paliwa 2:3. Warszawianom po tym zwycięstwie są bliżsi zdobycia trzeciego miejsca, bo drugie spotkanie zagrają u siebie w niedzielę 18 kwietnia (początek godz. 14:45). W przypadku wygranej PGE Skry trzeci mecz zostanie rozegrany ponownie w Bełchatowie.
Pierwsze mecze finału PlusLigi:
Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle
– Jastrzębski Węgiel 1:3
(25:16, 23:25, 19:25, 21:25).
ZAKSA: Kaczmarek, Kochanowski, Semeniuk, Toniutti, Smith, Śliwka – Staszewski (libero) oraz Kluth, Depowski, Rejno, Zatorski (libero), Łukasik
Jastrzębski Węgiel: Al Hachdadi, Gladyr, Fornal, Kampa, Wiśniewski, Louati – Popiwczak (libero) oraz Szymura, Bucki,
Gierżot, Kosok.

Pierwszy mecz o 3. miejsce:
PGE Skra Bełchatów
– VERVA Warszawa Orlen Paliwa 2:3 (25:15, 20:25, 25:11, 19:25, 19:21).
PGE Skra: Łomacz, Petković, Bieniek, Kłos, Ebadipour, Sawicki, Piechocki (libero) oraz Milczarek, Mitić, Filipiak.
VERVA Warszawa: Trinidad, Superlak, Wrona, Nowakowski, Kwolek, Grobelny, Wojtaszek (libero) oraz Szalpuk, Król,
Kozłowski.

Siatkówka: ZAKSA po raz piąty zagra o złoto

Siatkarze Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle nie pozwolili drużynie PGE Skry Bełchatów na sprawienie sensacji w półfinale play off PlusLigi. W trzecim meczu podopieczni trenera Nikoli Grbicia wygrali u siebie 3:0, a rywalizację „do trzech zwycięstw” 2–1. W wielkim finale na ZAKSĘ czeka już zespół Jastrzębskiego Węgla.

W pierwszym meczu ZAKSA ponała u siebie Skrę 3:0, lecz w drugim starciu, w Bełchatowie, ekipa Skry postawiła się mistrzom Polski i niespodziewanie wygrała 3:1. Potrzebny był więc trzeci mecz, którego gospodarzem byli kędzierzynianie, dzięki przywilejowi jaki daje wyższe miejsce w PlusLidze po sezonie zasadniczym. Drużyna trenera Nikoli Grbicia, chociaż nadal osłabiona brakiem leczącego kontuzje libero Pawła Zatorskiego, na swoim parkiecie dała rywalom poszaleć tylko w pierwszej partii. Głównie za sprawą serbskiego atakującego Dusana Petkovicia bełchatowianie zniwelowali przewagę gospodarzy i doprowadzili do stanu 16:16, by potem bili się niemal do końca punkt za punkt. W zespole ZAKSY pierwsze skrzypce w tym fragmencie spotkania grał Aleksander Śliwka.
Wspaniałe popisy siatkarskiego kunsztu po obu stronach siatki trochę popsuły podnoszone przez bełchatowian co rusz spory z arbitrami. Nadzieje przyjezdnych na zdekoncentrowanie graczy gospodarzy zakończył niezawodny w tym sezonie Kamil Semeniuk, który potężnym atakiem po skosie zdobył decydujący punkt i zakończył seta wynikiem 25:23. Przewaga siatkarzy ZAKSY w dwóch kolejnych setach była już bezdyskusyjna i te partie gospodarze trzeciego spotkania półfinałowego wygrali 25:19 i 25:21, a całe spotkanie 3:0. Bełchatowianie na domiar złego stracili jeszcze Taylora Sandera, który przy próbie bloku tak niefartownie wylądował na parkiecie, że doznał poważnej kontuzji. Według komunikatu medycznego PGE Skry leczenie oraz rehabilitacja 29-letniego reprezentanta USA potrwa co najmniej trzy tygodnie, co oznacza, że nie pomoże on już Skrze w walce o brązowy medal w meczach z VERVĄ Warszawa. ZAKSA w wielkim finale zmierzy się z Jastrzębskim Węglem. Nie licząc ubiegłorocznych przerwanych przez pandemię rozgrywek, będzie to już piąty finał z rzędu z udziałem zespołu ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, lecz dopiero po raz pierwszy jego przeciwnikiem w decydującej o mistrzostwie rozgrywce będzie Jastrzębski Węgiel.

Jastrzębski Węgiel pierwszy w finale PlusLigi

Pierwsze półfinałowe mecze siatkarskiej PlusLigi rozstrzygnęli na swoją korzyść faworyci – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonała u siebie Skrę Bełchatów 3:0, a Jastrzębski Węgiel VERVĘ Warszawa 3:2. Jako pierwsi do finału awansowali jednak nie faworyzowani kędzierzynianie, lecz jastrzębianie, którzy w drugim meczu w Warszawie nadspodziewanie łatwo ograli VERVĘ 3:1, podczas gdy ZAKSA nieoczekiwanie przegrała w Bełchatowie 1:3.

Zaprogramowaną na wygrywanie przez trenera Nikolę Grbicia drużynę ZAKSY w tym sezonie mogła zatrzymać chyba tylko jakaś poważna awaria w ich siatkarskiej maszynie. Kędzierzynianom w drodze po trzecie krajowe trofeum (wcześniej zdobyli Superpuchar i Puchar Polski) właśnie coś takiego się przytrafiło – kontuzja jednego z podstawowych graczy jakim jest bez wątpienia libero Paweł Zatorski. W pierwszym spotkaniu ze Skrą zagrał i ZAKSA gładko zwyciężyła 3:0, ale przed drugim spotkaniem Zatorskiemu, dwukrotnemu mistrzowi świata, zaczął dokuczać ból pleców i mimo szczerych chęci musiał zrobić sobie przerwę. Zatorski daje zespołowi pewność w defensywie, której jest filarem i opoką. Ale gdy musiał zostać w domu, w Bełchatowie trener Grbić do gry na pozycji libero musiał na zmianę desygnować przyjmującego Adriana Staszewskiego i okazjonalnie rezerwowego libero Korneliusza Banacha. Ale chociaż obaj starali się jak mogli, nie zdołali nawet na spółkę zapełnić luki po Zatorskim.
Bełchatowianie też mieli swoje problemy kadrowe, bo nie mógł u nich zagrać kontuzjowany Milan Katić, lecz ten zawodnik nie odgrywa w ekipie Skry tak znaczącej roli jak Zatorski w ZAKSIE i jego nieobecność nie była aż tak odczuwalna. I to jest główna przyczyna, że w drugim meczu półfinałowym drużyna PGE Skry po sześciu porażkach z rzędu poniesiony w starciach z ZAKSĄ wreszcie zakończyła spotkanie zwycięsko. Bohaterem w zespole gospodarzy był tym razem Amerykanin Taylor Sander, który tym występem zrehabilitował się za kiepską grę w pierwszym starciu półfinałowym w Kędzierzynie-Koźlu. W Bełchatowie reprezentant USA grał jak za swoich najlepszych lat sprzed kontuzji barku. Do jego poziomu dostroili się też pozostali podopieczni trenera Michała Mieszko Gogola, a ponieważ gracze ZAKSY nie sprzedali tanio skóry, w hali w Bełchatowie nie brakowało kapitalnych akcji i popisowych zagrań. Obie drużyny stworzyły emocjonujące i stojące na wysokim sportowym poziomie siatkarskie widowisko.
Kędzierzynianie po porażce w pierwszym secie 29:31 nie stracili rezonu, bo w tym sezonie zdarzyły im się mecze, w których przegrywali pierwsze partie, choćby w dwóch spotkaniach 1/4 finału ze Ślepskiem Suwałki. Tak więc gdy drugiego seta wygrali 25:17 z drużyny trochę „zeszło powietrze”, bo uznała, że teraz pójdzie jej już z górki. I to był błąd, bo gdy bełchatowianie w dwóch kolejnych partiach stawili twardy opór, nie znaleźli już w sobie dość mocy na jego przełamanie. Ale w niedzielę na swoim boisku pewnie już tego błędu nie popełnią.
Na wynik tego spotkania czekają już siatkarze Jastrzębskiego Węgla, którzy po ciężkiej przeprawie 3:2 z VERVĄ Warszawa w pierwszym meczu u siebie jechali do stolicy raczej z przekonaniem, że o awansie do finału przyjdzie im powalczyć w trzecim meczu, ponownie na własnym boisku. Porażka w pierwszym secie 27:29 zdawała się potwierdzać te obawy, ale wtedy na parkiecie w ekipie jastrzębian pojawił się Jakub Bucki i odwrócił losy spotkania. Drugą partię ekipa Jastrzębskiego Węgla wygrała 29:27, a trzecią, najsłabszą w wykonaniu zespołu VERVY, 25:20. Prowadząc w meczu 2:1 podopieczni trenera Andrei Gardiniego zwietrzyli szansę na zwycięstwo i wywalczenie awansu już po dwóch spotkaniach, więc walczyli twardo o każdą piłkę. Ofiarność opłaciła się, bo wygrali IV seta 26:24, a awans do finału zapewnił im kolejną kapitalną zagrywką Jakub Bucki, którego uznano za najlepszego zawodnika meczu.

Wyniki meczów 1/2 finału PlusLigi:
VERVA Warszawa – Jastrzębski Węgiel 1:3
(29:27, 27:29, 20:25, 24:26)
VERVA: Kwolek, Król, Trinidad, Wrona, Nowakowski, Grobelny, Wojtaszek (libero) oraz Superlak, Kowalczyk, Szalpuk
Jastrzębski Węgiel: Wiśniewski, Kampa, Al Hachdadi, Gladyr, Fornal, Szymura, Popiwczak (libero) oraz Louati, Bucki, Tervaportti, Kosok.
Pierwszy mecze: 3:2 dla Jastrzębskiego Wegla. Wynik rywalizacji do dwóch zwycięstw: 2-0 dla Jastrzębskiego Węgla.

PGE Skra Bełchatów
– ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:1
(31:29, 17:25, 27:25, 25:20)
Stan rywalizacji (do 2 zwycięstw): 1–1. Ostatni mecz: 11 kwietnia w Kędzierzynie-Koźlu (godz. 14:45).
Skra: Łomacz 1, Sander 14, Bieniek 16, Petković 22, Ebadipour 16, Kłos 6 oraz Piechocki (l), Filipiak.
ZAKSA: Toniutti 1, Śliwka 18, Kochanowski 11, Kaczmarek 19, Semeniuk 20, Smith 1 oraz Staszewski (l), Banach (l), Rejno 3, Kluth 1.

Półfinałowe boje w siatkarskiej PlusLidze

Siatkarze zespołów Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębskiego Węgla w miniony weekend wygrały pierwsze mecze półfinałowe i są bliskie awansu do wielkiego finału PlusLigi. Kędzierzynianie pokonali na swoim boisku PGE Skrę Bełchatów 3:0, a jastrzębianie także u siebie po zaciętej walce zwyciężyli VERVĘ Warszawa 3:2.

Ekipa ZAKSY w tym sezonie jest piekielnie trudna do pokonania. Przekonały się o tym w Lidze Mistrzów największe europejskie potęgi – Cucine Lube Civitanova i Zenit Kazań, a w minioną sobotę po raz kolejny w ostatnich miesiącach gorycz porażki w starciu z kędzierzynianami doznali gracze z Bełchatowa. W meczu ZAKSY ze Skrą na parkiecie walczyli reprezentancie Polski, ale też gracze innych siatkarskich potęg, m.in. Francji, USA i Iranu. Ale wbrew oczekiwaniom fanów siatkówki pierwsza potyczka między tymi zespołami o awans do finału PlusLigi okazał się zaskakująco jednostronny. Zespół trenera Nikoli Grbicia wygrał gładko 3:0 i w zasadzie jedynie w pierwszym secie musiał mocno powalczyć o zwycięstwo, bo chociaż ZAKSA prowadziła praktycznie od początku tej partii, to bełchatowianie w końcówce przycisnęli i zbliżyli się do gospodarzy na jeden punkt (22:23). Ale do gry na przewagi nie doszło, bo przy piłce setowej dla ZAKSY przy stanie 24:23 zagrywkę wykonywaną przez zespół gości zepsuł zepsuł Amerykanin Taylor Sander.
W dwóch pozostałych setach finaliści tegorocznej edycji Ligi Mistrzów już bezdyskusyjnie dominowali, wygrywając je 25:17 i 25: 20. Na najlepszego zawodnika spotkania wybrano Aleksandra Śliwkę (zdobył w sumie 17 punktów i miał skuteczność w ataku na poziomie 60 procent.
W rewanżu kędzierzynianom będzie trudniej uzyskać tak wyraźną przewagę, ale także na boisku w Bełchatowie będą faworytami do zwycięstwa. „Spodziewam się kolejnej bitwy i lepszej gry Skry w drugim spotkaniu. Dobrze, że tym razem nie utrudniliśmy sobie zadania nieudanym początkiem meczu. Gramy dobrze, więc każdy przeciwnik jest świadomy, że pokonanie nas wymaga wykorzystania stu procent potencjału. Dlatego oczekiwaliśmy presji i podjęcia ryzyka przez Skrę. Cieszymy się ze zwycięstwa po świetnym meczu, ale wiemy, że to jeszcze nie koniec rywalizacji. W środę czeka nas trudna walka” – twierdzi trener ZAKSY Nikola Grbić. Początek meczu w Bełchatowie o 20:30.
Zdecydowanie więcej emocji przyniosła druga półfinałowa potyczka, bo Jastrzębski Węgiel na własnym parkiecie dopiero w tie-breaku pokonał ekipę VERVY Warszawa Orlen Paliwa. W ćwierćfinale play off gracze z Jastrzębia-Zdroju nie mieli zbyt wiele pracy, bo bez większych problemów wygrali oba mecze z Aluronem CMC Wartą Zawiercie. Natomiast zawodnicy z Warszawy zaliczyli trzymeczową przeprawę z Treflem Gdańsk i byli dosłownie o krok od wyeliminowania. Przegrali pierwszy mecz na wyjeździe, a w drugim gdańszczanie u siebie prowadzili w tie-breaku, ale ekipa trenera Andrei Anastasiego zdołała się zmobilizować i zwyciężyła 3:2, zaś w trzecim starciu, ponownie w Gdańsku, nadspodziewanie łatwo wygrała z Treflem 3:0 i jako ostatnia z czwórki zespołów zameldowała się w fazie półfinałowej.
Jastrzębianie w fazie zasadniczej sezonu wywalczyli drugie miejsce, za ZAKSĄ, ale w fazie play off nie miało to większego znaczenia, bo pod względem sportowego potencjału drużyna VERVY w niczym im nie ustępowała. Gospodarze pewnie wygrali jedynie pierwszego seta (25:20), a w kolejnych partiach toczyła się już bardzo wyrównana gra. W zespole gospodarzy brylował Marokańczyk Mohamed Al Hachdadi, który zdobył 25 punktów, atakując ze skutecznością na poziomie 66 procent. Dobrze grali też obaj środkowi, zwłaszcza Jurij Gładyr, który zdobył 11 punktów i został wybrany na najlepszego zawodnika spotkania. Drugiego seta 25:23 wygrali warszawianie, a trzecim ponownie lepsi okazali się jastrzębianie wygrywając 25:23, lecz czwartą partię na swoją korzyść rozstrzygnęła ekipa VERVY (25:22).
O zwycięstwie musiał zatem przesądzić tie-break, w którym na początku lepiej grali goście, lecz po zmianie stron fortuna zaczęła bardziej sprzyjać gospodarzom. Zespół Jastrzębskiego Węgla zdołał wywalczyć trzypunktową przewagę, która utrzymał już do końca i zwyciężył 15:12 i w całym meczu 3:2, robiąc duży krok do wielkiego finału, chociaż stołeczni gracze pokazali, że tanio skóry nie sprzedadzą w tej rywalizacji. Drugi mecz tej rywalizacji zaplanowano w środę 7 kwietnia o 17:30.
Pierwsze mecze 1/2 finału PlusLigi:
Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – PGE Skra Bełchatów 3:0
(25:23, 25:17, 25:20)
Stan rywalizacji: 1:0.
Jastrzębski Węgiel – Verva Warszawa 3:2
(25:20, 23:25, 25:23, 22:25, 15:12)
Stan rywalizacji: 1:0

ZAKSA idzie po dwa kolejne trofea

W drodze do finału Ligi Mistrzów CEV siatkarze Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle pokonali w ćwierćfinale aktualnych klubowych mistrzów świata i Europy, włoski Cucine Lube Civitanova, a w półfinale po ciężkim boju zwyciężyli kolejnego giganta światowej siatkówki – rosyjski Zenit Kazań.

Siatkarze ZAKSY Kędzierzyn-Koźle są na dobrej drodze do wywalczenia w tym sezonie aż czterech trofeów. Prowadzona przez trenera Nikolę Grbicia drużyna zdobyła już Superpuchar i Puchar Polski. Dwa kolejne trofea, zdecydowanie bardziej cenne, są wciąż do zdobycia. W rozgrywkach PlusLigi kędzierzynianie awansowali do półfinału fazy play off, w którym zmierzą się z PGE Skrą Bełchatów, natomiast 1 maja zagrają z Itas Trentiono w wielkim finale Ligi Mistrzów. „Nasz zespół był budowany od dłuższego czasu. Część zawodników gra ze sobą już od kilku lat. Kamil Semeniuk i Jakub Kochanowski, którzy dołączyli do nas najpóźniej, byli ostatnimi elementami tej układanki. Z nimi oraz z wracającym po kłopotach zdrowotnych Łukaszem Kaczmarkiem ta drużyna wreszcie stała się kompletna, a przynajmniej taka, jaką chciałem stworzyć. Na dodatek mamy szczęście, bo omijają naszych graczy kontuzje. No i jesteśmy tu, gdzie jesteśmy” – przekonuje trener Grbić.
ZAKSA przebiła się do finału Ligi Mistrzów po ciężkich bojach. Po nieoczekiwanym zwycięstwie 3:2 w Kazaniu z Zenitem rosyjski zespół odegrał się w rewanżu i także wygrał w Kędzierzynie 3:2, chociaż ZAKSA miała aż osiem piłek meczowych w czwartym i piątym secie. O awansie musiał więc rozstrzygnąć tzw. złoty set, w którym lepsi okazali się kędzierzynianie wygrywając 15:13. Dzięki temu, po raz trzeci w historii rozgrywanej od 2000 roku Ligi Mistrzów CEV polski zespół dotarł do finału tych elitarnych rozgrywek i 1 maja w Weronie zagra w wielkim finale z włoskim Itasem Trentino. Polscy kibice są niepocieszeni, bo liczyli, że rywalem ZAKSY będzie zespół Vitala Heynera, Wilfredo Leona i Macieja Muzaja – Sir Safety Perugia, ale w półfinale ekipa belgijskiego selekcjonera reprezentacji Polski nieoczekiwanie okazała się słabsza. Dla zespołu z Kędzierzyna-Koźla nie ma to istotnego znaczenia, bo Itas Trentino będzie równie trudnym przeciwnikiem – ma w składzie kilku wybitnych siatkarzy, choćby Brazylijczyka Lucarelliego, Serbów Srecko Lisinaca i Marco Podrascanina czy Holendrów Nimira Abdel-Aziza i Dicka Kooya.
„No cóż, mogę tylko powiedzieć, że my jesteśmy gotowi na skuteczną rywalizację nawet z najsilniejszymi drużynami na świecie. Musimy jednak pamiętać, że Cucine Lube Civitanova ograło nas w rewanżu w naszej hali 3:0, że byliśmy bardzo bliscy porażki 0:3 w Kazaniu, bo rywale mieli piłkę meczową i gdyby ją wykorzystali, nie mógłbym powiedzieć moim zawodnikom złego słowa, bo robili co w ich mocy, ale Zenit był do tego przełomowego momentu po prostu lepszy. Potem losy meczu się odwróciły, ale przecież pamiętamy, że Zenit w rewanżu wygrał z nami na naszym parkiecie 3:2, a w złotym secie wszystko ważyło się do ostatniej piłki. W finale Ligi Mistrzów zagramy z kolejnym doświadczonym zespołem na europejskich parkietach, bo skoro wyeliminował Perugię, jeden z najlepszych obecnie zespołów na świecie, to musi grać siatkówkę w najlepszym wydaniu. To będzie niezwykle trudny mecz i jestem pewny tylko tego, że moi zawodnicy zagrają w nim na maksimum swoich możliwości. Czy to wystarczy, przekonamy się 1 maja w Weronie” – przyznaje Nikola Grbić, który jako zawodnik występował w pierwszej dekadzie XXI wieku w zespole Itasu Trentino i nawet wygrał z nim Ligę Mistrzów.
Pokonanie Cucine Lube uświadomiło ekipie ZAKSY, że w tej edycji Ligi Mistrzów może wiele osiągnąć. W Kazaniu polska drużyna obroniła pięć piłek meczowych i odwróciła losy spotkania z 0:2 na 3:2. W ten sposób osiągnęła najwyższy poziom gry, dlatego w rewanżu z Zenitem, gdy atakujący Maksim Michajłow kończył praktycznie każdy atak, a francuski gwiazdor Earvin Ngapeth potwierdzał w każdej akcji swoją wielką siatkarską klasę, kędzierzynianie potrafili przetrzymać napór i w rozstrzygających momentach żadnemu z nich nie zadrżała ręka. Zespół z Kazania przegrał, bo był tylko odrobinę gorszy. „Graliśmy z nimi naprawdę dobrze, mimo to rywale wykorzystywali wszystkie szanse na wygranie decydujących setów. A nam się to nie udawało. W takich sytuacjach nie jest łatwo zachować odpowiednią koncentrację i utrzymać wiarę w zwycięstwo. Moim zawodnikom to się udało i teraz jestem z nich naprawdę dumny” – przyznaje trener Grbić. Sukces ma jednak swoją cenę. „Nie mamy czasu na świętowanie. Po meczu z Zenitem czekała nas długa podróż do Suwałk na rewanżowy mecz ćwierćfinałowy w PlusLidze z zespołem Ślepsk Malow (ZAKSA oba mecz z tym zespołem wygrała po 3:1 – przyp. JTK)). Ja sam byłem wyzuty z energii, a co dopiero moi zawodnicy. Ale gdy drużyna z Suwałk wygrała pierwszego seta, ogień rozpalił się w nich na nowo i trzy kolejne partie były już nasze. Dla nas najważniejsza jest walka o zwycięstwo w Lidze Mistrzów, ale chcemy też obronić tytuł mistrza Polski. W półfinale czeka nas starcie z PGE Skrą Bełchatów i to też nie będzie łatwa przeprawa.
Dla Grbicia będzie to pierwszy finał Ligi Mistrzów w trenerskiej karierze. Wcześniej zwyciężał w tych rozgrywkach jako zawodnik (2000, 2009) jako gracz włoskich klubów – Sisley Treviso i Itas Trentino. Halę w Weronie, w której 1 maja odbędą się finałowe potyczki w Lidze Mistrzów i Lidze Mistrzyń, serbski szkoleniowiec doskonale zna, bo w latach 2016-2019 trenował drużynę Calzedonii Werona.
Awans ZAKSY Kędzierzyn-Koźle do finału Ligi Mistrzów pokrzyżował nieco plany selekcjonerowi reprezentacji Polski, Vitalowi Heynenowi, który już na drugą połowę kwietnia wyznaczył początek zgrupowania przed rywalizacją w Lidze Narodów i igrzyskami olimpijskimi w Tokio. Belgijski trener powołał do szerokiej kadry aż pięciu zawodników ZAKSY – Jakuba Kochanowskiego, Pawła Zatorskiego, Aleksandra Śliwkę, Łukasza Kaczmarka oraz Kamila Semeniuka. Cała piątka w aktualnej dyspozycji ma realne szanse na wywalczenie sobie miejsca w 12-osobowej kadrze na IO 2021 w Tokio. Gdy dorzuci się do tego Amerykanina Davida Smitha oraz Francuza Benjamina Toniuttiego, mających pewne miejsce w swoich drużynach narodowych, w igrzyskach może wziąć udział aż siedmiu podopiecznych Nikoli Grbicia. „Sam byłem czterokrotnie na igrzyskach, za każdym razem było to niezwykłe przeżycie. Wierzę, że wszyscy moi zawodnicy będą mieli okazję zagrać w Tokio. Trzymam za nich kciuki” – zapewnia serbski trener ZAKSY Kędzierzyn-Koźle.

Ćwierćfinałowe boje w siatkarskiej PlusLidze

Drużyna Jastrzębskiego Węgla awansowały jako pierwsza do półfinału siatkarskiej PlusLigi. W innych sobotnich meczach ekipa Vervy Warszawa Orlen Paliwa w dramatycznych okolicznościach doprowadziła do remisu w rywalizacji z Treflem Gdańsk, a PGE Skra Bełchatów bez trudu wyeliminowała Asseco Resovię Rzeszów.

Pierwsi z awansu do strefy medalowej rozgrywek w PlusLidze cieszyli się siatkarze Jastrzębskiego Węgla, druga drużyna w tabeli po rundzie zasadniczej. Jastrzębianie po raz drugi pokonali Aluron CMC Wartę Zawiercie. Tydzień wcześniej u siebie wygrali 3:0, a minioną sobotę ekipa trenera Andrei Gardiniego zwyciężyła też na wyjeździe 3:1. Gospodarzy stać było tylko na wygranie pierwszego seta 26:24, trzy kolejne padły łupem drużyny z Jastrzębia Zdroju, która wygrała kolejno do 18, 23 i 22. Aż 24 punkty dla zwycięskiego zespołu wywalczył Mohamed Al Hachdadi, ale na najlepszego gracza meczu wybrano libero Jakuba Popiwczaka.
Dużo większe emocje towarzyszyły meczowi w Warszawie, gdzie ekipa VERVY walczyła z Treflem Gdańsk. W pierwszym spotkaniu lepsi byli gdańszczanie, którzy wygrali 3:1, zatem stołeczny zespół miał nóż na gardle. Gospodarzy pewnie wygrali dwa pierwsze sety, do 22 i 23, ale od tego momentu drużyna trenera Michała Winiarskiego zaczęła grać o niebo lepiej. Świetnie spisywali się w niej zwłaszcza Bartłomiej Lipiński i Mariusz Wlazły i to za ich sprawą Trefl wygrał w dwóch kolejnych partiach do 21 i doprowadził do remisu 2:2 i tie-breaku. W decydujący secie gracze VERVY opanowali jednak nerwy i ostatecznie wygrali 15:13 i całe spotkanie 3:2. Na najlepszym zawodnika meczu wybrano libero ekipy gospodarzy Damiana Wojtaszka, chociaż aż trzech zawodników zdobyło ponad 20 punktów – Wlazły (25), Bartosz Kwolek (Verva, 24) i Lipiński (Trefl, 23). Rozstrzygające o awansie do półfinału trzecie spotkanie tych zespołów zostanie rozegrany w środę 31 marca w Gdańsku, co chyba stawia ekipę Trefla w roli faworyta. Nie ma jednak co skazywać warszawian przedwcześnie na porażkę, bo ten zespół ma w swoim składzie całą plejadę znakomitych zawodników, z dwukrotnym mistrzem świata Piotrem Nowakowskim na czele.
Zaplanowany także na sobotę w Rzeszowie drugi mecz Asseco Resovii z PGE Skrą Bełchatów był zapowiadany jako największy szlagier ćwierćfinałowych zmagań. W pierwszym spotkaniu rozegranym tydzień wcześniej w Bełchatowie drużyna z Rzeszowa nie miała wiele do powiedzenia i przegrała 1:3. Jej fani liczyli jednak, że na swoim boisku pokaże klasę i zwycięży. Nic z tego. Siatkarze Asseco Resovii nie byli w stanie przeciwstawić się znakomicie dysponowanym rywalom. Bełchatowianie byli lepsi praktycznie w każdym elemencie gry, ale szczególnie wybitnie spisywali się w bloku, dzięki któremu zdobyli aż 11 punktów. Po wygranych setach przez Skrę do 20 i 21 emocje pojawiły się dopiero w trzeciej, najbardziej wyrównanej partii. Przy stanie 20:20 wspaniałą serią popisał się rewelacyjny Dusan Petković. Serbski atakujący, który zdobył w tym spotkaniu 15 punktów i został uznany za najlepszego gracza meczu, najpierw skończył atak z prawego skrzydła, a następnie posłał dwie bomby serwisowe, czym zapewnił swojej drużynie trzy punkty przewagi, której ekipa Skry już nie zmarnowała i wygrała trzeciego seta 25:22, a cały mecz nadspodziewanie łatwo 3:0. Tym samy już drugi sezon z rzędu zespół Asseco Resovii kończy ligowy sezon poza strefą medalową, co dla mającego mocarstwowe aspiracje rzeszowskiego klubu jest nader bolesnym doświadczeniem.
Przed niedzielnym meczem ostatniej pary ćwierćfinałowej mało kto zakładał, że siatkarze Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, jakby nie było finaliści obecnej edycji Ligi Mistrzów CEV, nie odniosą zwycięstwa w rewanżowym spotkaniu z drużyną Ślepsk Malow Suwałki. W poprzednią niedzielę kędzierzynianie pokonali ją u siebie 3:1, ale w środku tygodnia stoczyli morderczy sześciosetowy bój z Znitem Kazań w półfinale Ligi Mistrzów i prowadzona przez trenera Andrzeja Kowala ekipa z Suwałk liczyła, że podopieczni trenera Nikoli Grbicia w minioną niedzielę będą mieli jeszcze w nogach trudy spotkania z rosyjskim zespołem.
Siatkarze Ślepska Malow nie mieli nic do stracenia, nie ciążyła też na nich żadna presja, bo dla tego zespołu już sam awans do najlepszej ósemki rozgrywek w naszej siatkarskiej ekstraklasie jest bardzo dobrym wynikiem. Ale nawet gdyby jakim cudem zdołali pokonać drużynę ZAKSY, to rozstrzygający o awansie ewentualne trzecie spotkanie i tak przyjdzie im zagrać ponownie w Kędzierzynie. A w mateczniku siatkarzy ZAKSY mocniejsze przecież drużyny nie dawały rady. Cud się jednak nie zdarzył. W drugim meczu Ślepsk Malow także przegrał z kędzierzynianami 1:3, a ekipa ZAKSY pewnie awansował do półfinału, w którym zmierzy się z PGE Skrą Bełchatów. W drugiej parze Jastrzębski Węgiel powalczy z lepszym zespołem z pary Trefl Gdańsk – VERVA Warszawa.

ZAKSA zagra w finale Ligi Mistrzów CEV

Wielki sukces siatkarzy Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. W rewanżowym spotkaniu półfinałowym Ligi Mistrzów CEV przegrali wprawdzie z Zenitem Kazań 2:3, chociaż tydzień wcześniej na wyjeździe wygrali 3:2, lecz z tzw. złotym secie kędzierzynianie zwyciężyli 15:13 i jako piąty polski zespół w historii awansowali do finału tych najważniejszych europejskich rozgrywek.

Zespół ZAKSY Kędzierzyn-Koźle w poprzednich latach aż cztery razy odpadał w półfinale Ligi Mistrzów. W miniona środę wreszcie przełamał fatalna passę i pokonując Zenit Kazań w „złotym secie” 15:13 awansował do finału tych prestiżowych rozgrywek. Honor trzeba jednak oddać rosyjskiej drużynie (w jej barwach gra reprezentant Polski Bartosz Bednorz), która po niespodziewanej porażce tydzień wcześniej na własnym boisku 2:3. Polski zespół przegrywał już w Kazaniu 0:2, ale zdołał odwrócić losy meczu i wygrał ostatecznie 3:2. To był jeden z najbardziej spektakularnych powrotów w polskiej klubowej siatkówce. Rosyjski zespół mimo tej porażki wciąż jednak mógł wywalczyć awans do wielkiego finału. Przestrzegał przed tym prezes ZAKSY Sebastian Świderski przypominając, że przed rokiem kędzierzynianie także w półfinale Ligi Mistrzów grali z innym rosyjskim zespołem, Kuzbassem Kermerowo. Wtedy pierwszy mecz, również na wyjeździe, wygrali 3:2, lecz w rewanżu na swoim boisku ulegli rywalom 1:3 i odpadli z rozgrywek.
Zespół Zenita Kazań nie chciał być gorszy od krajowego rywala. Tuż przed przyjazdem do Polski zagrał w ćwierćfinale rosyjskiej Super Ligi z Krasnojarskiem i pewnie wygrał 3:0 (25:14, 25:13, 25:19), ale ZAKSA tuż przed rewanżem z Zenitem także odniosła zwycięstwo, pokonując w ćwierćfinale PlusLigi Ślepsk Malow Suwałki 3:1 (17:25, 25:16, 25:16, 25:21). Te potyczki potwierdziły, że do rewanżowej potyczki w Lidze Mistrzów ZAKSA i Zenit przystąpią w najwyższej formie, co samo w sobie było zapowiedzią wielkiego siatkarskiego widowiska.
Przebieg środowego meczu rewanżowego potwierdził te prognozy. Trener Nikola Grbić wystawił do gry Toniuttiego, Kaczmarka, Kochanowskiego, Śliwkę, Semeniuka, Smitha, Zatorskiego (libero) oraz Klutha i Prokopczuka, natomiast trener rosyjskiej ekipy Władymir Alekno posłał do walki Wolwicza, Wołkowa, N’Gapetha, Bednorza, Butko, Michajłowa, Gołubiewa (libero) oraz Woronkowa, Surmaczewskiego, Alekno i Zemczenoka. Wielka szkoda, że z powodu pandemii meczu nie mogli na żywo obejrzeć kibice.
Rosyjski zespół rozpoczął mecz z impetem i w pierwszym secie wręcz zmiótł kędzierzynian z parkietu, wygrywając 25:17. W drugiej partii role się jednak odwróciły i to ZAKSA zdemolowała rywali 25:16. W trzecim secie ponownie lepsi okazali się gospodarze wygrywając 25:21, a w czwartym byli bardzo blisko zakończenia rywalizacji, ale podopieczni trenera Nikoli Grbicia zmarnowali dwa meczbole i ostatecznie przegrali tę partię 28:30. O zwycięstwie w meczu, podobnie jak tydzień wcześniej w Kazaniu, musiał rozstrzygnąć tie-break, lecz tym razem mocniejszymi nerwami wykazali się gracze Zenita i wygrali na przewagi 20:18 i cały mecz 3:2. W rywalizacji mieliśmy więc remis i zgodnie z regulaminem rozgrywek o awansie do finału Ligi Mistrzów CEV musiał rozstrzygnąć dodatkowy, tzw. złoty set, również rozegrany w formule tie-breaka. Po zaciętej walce zwyciężył w nim polski zespół 15:13.
Awans to dla ekipy ZAKSY Kędzierzyn-Koźle nie tylko spełnienie sportowych marzeń, ale też okazja do zarobienia dużych pieniędzy w wielkim finale Ligi Mistrzów CEV. Zwycięzca Ligi Mistrzów otrzyma premię finansową w wysokości 500 tys. euro, a pokonany w finale zespół 250 tys. euro. Drużyny pokonane w półfinale otrzymają po 125 tys. euro.
Finałowym przeciwnikiem zespołu ZAKSY Kędzierzyn-Koźle nieoczekiwanie będzie ekipa Itas Trentino, która wyeliminowała prowadzony przez trenera reprezentacji Polski Vitala Heynena Sir Sicoma Monini Perugia. W pierwszym spotkaniu w Perugii ekipa Itas wygrała 3:0, w rewanżu u siebie przegrywała już 0:2, lecz potem wygrała dwa kolejne sety i chcociaż ostatecznie uległa drużynie Heynena (w której występuje dwóch reprezentantów Polski – Wilfredo Leon i Maciej Muzaj) 2:3, to awans zapewniła sobie ekipa Itas Trentino.
Tak więc siatkarze ZAKSY już zarobili dla swojego klubu grubo ponad milion złotych, a drugie tyle mogą dorzucić jeśli zwyciężą także w wielkim finale, który odbędzie się 1 maja w hali AGSM Forum Arena w Weronie. Tego samego dnia w tym miejscu zostanie rozegrany też finał kobiecej
Ligi Mistrzyń.

ZAKSA zaszalała w Kazaniu

W pierwszych meczach 1/2 finału Ligi Mistrzów siatkarzy doszło do sensacji. Faworyci rozgrywek przegrali u siebie – Zenit Kazań z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle 2:3, a Sir Sicoma Monini Perugia z Itas Trentino 0:3.

Siatkarze Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle przegrywali już z Zenitem 0:2 i w trzecim sezonie obronili dwa meczbole, by ostatecznie wygrać spotkanie po tie-breaku 3:2. „Zasłużone zwycięstwo polskiej drużyny” – oceniły zgodnie rosyjskie media podkreślając, że kluczowym momentem spotkania była końcówka trzeciego seta. Przy stanie 24:22 dla gospodarzy błąd serwisowy popełnił Aleksander Butka, a w następnej akcji libero Walentin Gołubiew pomylił się w przyjęciu i dzięki temu ekipa ZAKSY doprowadziła do równowagi, którą zakończyła zwycięsko 29:27. W dwóch kolejnych partiach kędzierzynianie utrzymali wysoki poziom. „Trzeba przyznać, że Polacy grali pewniej, nie załamując się po przegranych dwóch setach. ZAKSA odniosła zasłużone zwycięstwo w tie-breaku i w całym spotkaniu” – przyznawali piszący o meczu rosyjscy dziennikarze. Swój zespół usprawiedliwiali zbyt długą przerwą w grze – Zenit ostatni raz przed potyczką z ZAKSĄ zagrał 6 marca, a kędzierzynianie zaliczyła w tym czasie aż trzy spotkania. W relacjach chwalono Kamila Semeniuka, który był nie do zatrzymania w czwartym secie (zaliczył asa i sześć skutecznych ataków na osiem wykonanych),a także Łukasza Kaczmarka i Jakuba Kochanowskiego, autorów akcji przesądzających o triumfie ZAKSY w tie-breaku. Krytykowano natomiast występ polskiego siatkarza występującego w Zenicie, Bartosza Bednorza. Zespół ZAKSY do awansu potrzebuje zwycięstwa obojętnie jakim stosunkiem setów, do złotego seta dojdzie tylko wtedy, gdy ekipa z Kazania wygra w Kędzierzynie 3:2.
W drugiej parze półfinałowej zmierzyły się dwie włoskie ekipy. Prowadzona przez Vitala Heynena Sir Sicoma Monini Perugia z Wilfredo Leonem i Maciejem Muzajem w składzie nieoczekiwanie przegrała u siebie z Itasem Trentino 0:3. Rewanżowe mecze, w Kędzierzynie-Koźlu i Trentino, zostaną rozegrane 24 marca.

48 godzin sport

Sukces polskich szablistek
Polskie szablistki triumfowały w drużynowych zawodach Pucharu Świata w Budapeszcie. Ekipa biało-czerwonych wystąpiła w składzie: Sylwia Matuszak (KKSz Konin), Marta Puda (TMS Sosnowiec), Angelika Wątor i Zuzanna Cieślar (obie Zagłębiowski KS). W finale Polki wygrały z Włoszkami 45:44. Trzecie miejsce zajął zespół Korei Południowej po wygranej z Francją 45:41. Przed tym sukcesem nasze szpadzistki po raz ostatni wywalczyły miejsce na podium zawodów PŚ w maju 2017 roku, zajmując drugą lokatę w turnieju w Tunisie.

W Izraelu kibice na trybunach
W Izraelu, w którym jest w tej chwili najwięcej zaszczepionych przeciwko koronawirusowi, władze zezwoliły na powrót kibiców na trybuny piłkarskich stadionów. Według oficjalnych danych już blisko połowa Izraelczyków otrzymała dwie dawki szczepionki przeciwko Covid-19. Na mecz Beitaru Jerozolima z Hapoelem Kefar Sawa wybrał się nawet premier Izraela Benjamin Netanjahu.

Będą dwie walki Joshua – Fury
Brytyjscy pięściarze wagi ciężkiej Anthony Joshua i Tyson Fury stoczą nie jeden, lecz dwa pojedynki o mistrzostwo świata. Brytyjskie media na wieść o podpisaniu w miniony poniedziałek kontraktu przez obu zawodników natychmiast ogłosiły, że będzie to największy wydarzenie w historii brytyjskiego boksu. Pierwsza walka ma odbyć się już w czerwcu lub lipcu. Pięściarze mają zarobić po 140 mln dolarów, a zwycięzca zostanie pierwszym niekwestionowanym mistrzem świata wagi ciężkiej od czasu Lennoxa Lewisa (1999). Joshua to mistrz wagi ciężkiej federacji IBF, WBO, WBA i IBO, Tyson Fury z kolei dzierży aktualnie pas federacji WBC.

ZAKSA z Pucharem Polski
Siatkarze Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle wyśrubowali rekord triumfów w Pucharze Polski. Kędzierzynianie w rozegranym w miniony weekend finale pokonali Jastrzębski Węgiel 3:0 i wywalczyli ósme trofeum w historii tych rozgrywek. Teraz ekipę ZAKSY czekają kolejne wyzwania – już w najbliższy czwartek (18 marca) stanie do pierwszego meczu o awans do finału Ligi Mistrzów CEV z Zenitem Kazań. A przed rewanżem kędzierzynianie będą musieli jeszcze zagrać z MKS Ślepsk Malow Suwałki w ćwierćfinale play off naszej siatkarskiej ekstraklasy.

Gikiewicz piłkarzem kolejki
Bramkarz zespołu FC Augsburg Rafał Gikiewicz został przez redakcję tygodnika „Kicker” uznany za najlepszego zawodnika 25. kolejki Bundesligi i oczywiście znalazł się też w najlepszej jedenastce. Zespół Augsburga wygrał 3:1 z Borussią Moenchengladbach, a polski bramkarz został uznany za bohatera meczu. Średnie noty jakie Gikiewicz dostawał w relacjach „Kickera” wynika, że jest on w tym sezonie najlepszym bramkarzem niemieckiej ekstraklasy. Mimo tych świetnych osiągnięć 33-letni golkiper nie znalazł uznania w oczach nowego selekcjonera reprezentacji Polski Paulo Sousy i nie znalazł się nawet w szerokiej kadrze.

W PlusLidze zaczynają grać o medale

Mecz PGE Skry Bełchatów z MKS Będzin zakończył trwającą blisko pół roku zasadniczą część sezonu siatkarskiej PlusLigi. Wygrał ją zespół Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. W kolejnej fazie rozgrywek o tytuł mistrza Polski powalczy osiem zespołów. Zwycięzcę sezonu 2020/2021 poznamy najpóźniej 21 kwietnia.

Wtorkowe zwycięstwo PGE Skry Bełchatów z drużyną zdegradowanego już do niższej ligi MKS Będzin (3:0) przesądziło o kolejności miejsc w czołowej ósemce PlusLigi. Zdecydowanym zwycięzcą zasadniczej części sezonu została Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, która w 26 meczach wywalczyła 70 punktów. Drużyna pod wodzą Nikoli Grbicia o półfinał mistrzostw Polski zmierzy się z ósmym w tabeli po rundzie zasadniczej MKS Ślepsk Malow Suwałki. Podopieczni trenera Andrzeja Kowala nie są faworytami w tej potyczce – w tym sezonie dwukrotnie przegrali z kędzierzynianami 0:3 i 1:3.
Jeśli ekipa Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle awansuje do półfinału, jej przeciwnikiem będzie lepszy zespół z pary PGE Skra Bełchatów – Asseco Resovia Rzeszów. Bełchatowianie dzięki wygranej z MKS Będzin rzutem na taśmę utrzymali czwartą pozycję w ligowej tabeli. Z kolei rzeszowski zespół w ostatnim meczu w rundzie zasadniczej uległ Indykpolowi AZS Olsztyn 1:3 i zajął ostatecznie piątą lokatę.
Kolejną parę ćwierćfinałową tworzą Jastrzębski Węgiel i Aluron CMC Warta Zawiercie. Ekipa trenera Andrei Gardiniego, których w tym sezonie mocno nękał koronawirus, zasadniczą część sezonu zakończyli na drugiej pozycji, zdobywając 56 punktów. W fazie play off zmierzą się z zajmującą siódmą lokatę ekipą z Zawiercia, z którą w fazie zasadniczej na wyjeździe wygrali (3:2), a we własnej hali przegrali (1:3). Zwycięzca z tej pary w półfinale zmierzy się ze zwycięzcą rywalizacji między zajmującymi odpowiednio trzecią i szóstą pozycję zespołami Trefla Gdańsk i VERVY Warszawa Orlen Paliwa. W minionej rundzie zasadniczej potyczki tych drużyn były emocjonujące, ale obie wygrali podopieczni trenera Michała Winiarskiego (Tref wygrał na wyjeździe 3:1 i 3:2 we własnej hali).
Rywalizacja o awans do półfinału toczyć się będzie do dwóch zwycięstw. Zmiany gospodarza następują po każdym spotkaniu, a gospodarzami pierwszych meczów są te drużyny, które po części zasadniczej PlusLigi uplasowały się wyżej w tabeli. Pierwsze spotkania odbędą się 20 marca, a ostatnie najpóźniej 31 marca. Mecze półfinałowe będą rozgrywane w okresie od 3 do 10 kwietnia, a finałowe zaczną się 14 kwietnia, a zakończą najpóźniej 21 kwietnia.

Ćwierćfinaliści PlusLigi 2020/21:
Ćwierćfinał 1: Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – MKS Ślepsk Malow Suwałki
Ćwierćfinał 2: Jastrzębski Węgiel – Aluron CMC Warta Zawiercie
Ćwierćfinał 3: Trefl Gdańsk – VERVA Warszawa Orlen Paliwa
Ćwierćfinał 4: PGE Skra Bełchatów – Asseco Resovia Rzeszów