Dwa hity w siatkarskiej PlusLidze

jtk

W minioną sobotę w siatkarskiej PlusLidze odbyły się dwa hitowe mecze. Mistrz Polski Jastrzębski Węgiel zmierzył się na wyjeździe z PGE Skrą Bełchatów, a wicemistrz ZAKSA Kędzierzyn-Koźle z Projektem Warszawa.

Zajmująca obecnie trzecie miejsce w tabeli PlusLigi drużyna PGE Skry bardzo chciała w 17. kolejce przerwać ciągnącą się już od sześciu lat serię porażek z ekipą Jastrzębskiego Węgla. Aktualni mistrzowie Polski po raz ostatni przegrali z bełchatowianami w lutym 2017 roku. Wtedy w PGE Skrze grali jeszcze tacy wybitni gracze, jak Mariusz Wlazły i Bartosz Kurek. Od tamtej pory Jastrzębski Węgiel wygrał z PGE Skrą 11 spotkań z rzędu, a w sobotę na boisku bełchatowskiego zespołu wygrał z nim po raz dwunasty, tym razem 3:2 (23:25, 25:20, 25:23, 24:26, 15:10). Podopieczni trenera Slobodana Kovaca stawili graczom prowadzonym przez Andreę Gardiniego twardy opór, ale zdołali wyszarpać rywalom tylko jeden punkt. Jastrzębski Węgiel dzięki zwycięstwu odskoczył bełchatowianom w tabeli już na sześć punktów, ale do prowadzącej w rozgrywkach drużyny Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle ma trzy „oczka” straty, a ekipa lidera na dodatek ma w zapasie jeden mecz mniej.
Kędzierzynianie w minioną sobotę wybrali się do stolicy na mecz z czwartym zespołem poprzedniego sezonu, który wtedy grał pod szyldem VERVY Warszawa, a obecnie występuje jako Projekt Warszawa. Stołeczna ekipa nie zdołała przerwać zwycięskiej passy wicemistrzów Polski, którzy od początku nie przegrali jeszcze meczu w PlusLidze. Warszawianie, których trenerem jest Andrea Anastasi, mieli dużą ochotę do gry, bo po raz ostatni ligowy mecz rozegrali 3 stycznia, a potem z powodu wykrycia w ich zespole zakażeń koronawirusem kolejne mecze przełożono im na inne terminy, przez co spadli w tabeli na piątą pozycję. W starciu z ekipą ZAKSY przegrali jednak 1:3 (25:22, 15:25, 22:25, 19:25) i z 29 punktami na koncie zdobytymi w 15 meczach pozostali na piątej pozycji, za ZAKSĄ (46 pkt), Jastrzębskim Węglem (43), PGE Skrą (37) i Aluron CMC Wartą Zawiercie (33).

Poprzedni

Bayern jednak chce zatrzymać Lewego?

Następny

Została nam tylko wiara w Stocha