Impeachment po raz trzeci

16 stycznia 2020 r. rozpoczął się trzeci w historii Stanów Zjednoczonych proces o usunięcie prezydenta z Białego Domu. Proces odbywał się w Senacie a przewodniczył mu Prezes Sądu Najwyższego USA, John Roberts. Stu senatorów, którzy tworzyli swego rodzaju ławę przysięgłych zobowiązanych zostało do zachowania spokoju i do uważnego przysłuchiwania się toczącemu procesowi. Stronę oskarżycielską reprezentowało 7 demokratycznych kongresmenów pod przewodnictwem Adama Schiffa z Kalifornii.

Demokraci przedstawiali prezydentowi Donaldowi Trumpowi dwa zarzuty. Pierwszy dotyczył nadużycia władzy i utrudniania dochodzenia w tej sprawie. Chodziło m.in. o wywieranie nacisku na rząd Ukrainy, aby wszczął śledztwo przeciwko byłemu wiceprezydentowi Stanów Zjednoczonych, demokracie Joe Bidenowi. Administracja Trumpa uzależniała udzielenie pomocy wojskowej Ukrainie od spełnienia powyższego żądania. Drugi zarzut wiązał się z zakazem prezydenta Trumpa przekazywania przez członków jego administracji dokumentów żądanych przez demokratów i zakazem składania przez nich zeznań w czasie procesu o impeachment.
Za i przeciw
Społeczeństwo amerykańskie w momencie rozpoczęcia procesu Trumpa w Senacie było podzielone. Według ankiety CNN, 51 proc. Amerykanów opowiadało się za usunięciem prezydenta Trumpa z Białego Domu, a 45 proc. było przeciw.
Główny akt oskarżenia przedstawił kongresman Adam Schiff. W ponad dwugodzinnym wystąpieniu zarzucał prezydentowi, że nadużył on swej władzy prezydenckiej i utrudniał prace Kongresowi. Schiff żądał powołania dodatkowych świadków oraz dostarczenia przez rząd republikański dodatkowych dokumentów. Powoływał się przy ty na historyczne precedensy m.in. na jednego z Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych Aleksandra Hamiltona. „Prezydent Trump – mówił Schiff – korzystał z zagranicznej ingerencji w nasze demokratyczne wybory, nadużył władzy swego urzędu szukaj pomocy zagranicznej, aby poprawić swoje perspektywy wyborcze w kraju. A kiedy został przyłapany użył władzy swojego urzędu dla obstrukcji dochodzenia w sprawie swego nadużycia”.
W liczącym ponad 100 stron akcie oskarżycielskim demokraci domagali się uznania prezydenta Trumpa winnym nadużycia władzy i utrudniania wszczętego przez Izbę Reprezentantów śledztwa. Adam Schiff przekonywał senatorów, że prezydent Trump nie zasługuje na zaufanie i jeżeli zostanie uznany winnym stawianych mu zarzutów musi zostać usunięty z fotela prezydenckiego, ponieważ „chodzi o prawo i o prawdę. W przeciwnym razie przegramy”. Jeśli Senat pozwoli Prezydentowi uniknąć odpowiedzialności za tak ogromną obstrukcję – powiedział Schiff – odbije się to negatywnie na władzy Senatu i Izby Reprezentantów. Podkreślał, że Amerykanie chcą sprawiedliwego ponadpartyjnego procesu ponieważ wierzą w swój system polityczny. Zwracał również uwagę, że w tym procesie chodzi nie tylko o prezydenta Trumpa, ale chodzi także o demokratyczny charakter procesu wyborczego w USA i o zachowanie się przyszłych prezydentów kraju.
Niełaskawa historia?
Z oskarżeniem wobec Trumpa występował nie tylko Adam Schiff, ale także pozostałych 6 oskarżycieli demokratów z Izby Reprezentantów. Wszyscy oni rozważali i uszczegóławiali oskarżycielskie argumenty przeciw prezydentowi. Adam Schiff w swym końcowym słowie w poniedziałek 3 lutego powiedział, że „historia nie będzie łaskawa dla Donalda Trumpa”. Ostrzegł on również republikanów, że stracą reputację jeżeli nie będą mieli odwagi powiedzieć Trumpowi „dosyć tego”.
Dwa dni po rozpoczęciu procesu impeachment 18 stycznia 2020 r. głos zabrali obrońcy Trumpa. Trump zatrudnił w swojej obronie nie tylko prawników Białego Domu na czele z doradcą prawnym Pat Cipollone, ale również sięgnął po znanych prawników z poza rządu m.in. Alana Dershowitza. Przesłali oni do Senatu obszerny 110 stronicowy dokument, w którym określili impeachment wobec Trumpa jako akt polityczny, który należy odrzucić.
Oskarżamy
Doradca prawny prezydenta Mike Purpura przedstawił 6 głównych argumentów na rzecz odrzucenia aktu oskarżenia sformułowanych przez demokratów.

  1. Prezydent nie uzależnił pomocy militarnej dla Ukrainy od czegokolwiek. Zdaniem rządu amerykańskiego, pomoc wojskowa dla Ukrainy jest zupełnie odrębnym programem rządowym.
  2. Prezydent Wołodymyr Zełenski i przedstawiciele władz Ukrainy zaprzeczają, że Trump wywierał jakakolwiek presję na Ukrainę.
  3. Władze Ukrainy nie wiedziały o wstrzymaniu pomocy wojskowej USA w wysokości 400 mln dolarów w momencie rozmowy Trumpa z Zełenskim 25 lipca.
  4. Żaden świadek nie potwierdził, że prezydent Trump uzależnił pomoc wojskową Ukrainy od czegokolwiek.
  5. Ukraina nigdy nie zapowiadała śledztwa wobec Joe Bidena oraz w sprawie wyborów amerykańskich 2016 r.
  6. Prezydent Trump jest lepszym przyjacielem Ukrainy aniżeli jego poprzednik Obama, ponieważ udziela większej pomocy rządowi w Kijowie.
    Bezprawnie i bezczelnie
    Republikanie odrzucili w Senacie oskarżenia przedstawione przez demokratów a proces impeachmentu wobec prezydenta Trumpa uznali za „bezprawną i bezczelną próbę” zakwestionowania wyniku wyborów prezydenckich 2016 r. i za próbę wpłynięcia na wynik wyborów w 2020 r. „To niebezpieczny atak na prawo Amerykanów do swobodnego wyboru swojego prezydenta – głosił dokument republikanów. Republikanie w Senacie kategorycznie odrzucali zarzuty swych demokratycznych oponentów i odrzucali oba artykuły aktu oskarżenia. Obrońcy Trumpa twierdzili, że prezydent nie tylko nie złamała prawa amerykańskiego, ale działał w ramach kompetencji konstytucyjnych.
    Obrońca prezydenta w procesie w Senacie, Pat Cipollone poddał analizie oskarżenia demokratów i w konkluzji stwierdził, że „prezydent nie uczynił nic złego”. Również osobisty adwokat prezydenta Jay Sekulow wystąpił z takim wnioskiem. Republikańscy senatorowie pochwalili prawników prezydenta za aktywną obronę Donalda Trumpa w Senacie.
    Republikańscy obrońcy Trumpa w Senacie zarzucali demokratom, że wytoczyli proces prezydentowi, by osłabić jego szanse wyborcze w 2020 r. Uznali impeachment za „najbardziej masową ingerencję w wybory w historii Ameryki” – powiedział Pat Cipollone i dodał: „nie możemy na to pozwolić”. Jeśli przyjrzycie się faktom – mówił – „stwierdzicie, że prezydent absolutnie nie uczynił nic złego”. Obrońcy prezydenta w swych wystąpieniach twierdzili, że prezydent Trump nie popełnił żadnego złego czynu. Osobisty adwokat prezydenta, Mike Purpura demonstrował video pokazujące godne zachowanie prezydenta w czasie jego spotkań z wyborcami. Obrońcy prezydenta twierdzili, że proces impeachmentu jest nieuzasadniony i niesprawiedliwy wobec prezydenta. Osobisty adwokat prezydenta, Jay Sekulow robił aluzję, że może wystąpi z oskarżeniem wobec Joe Bidena i jego syna Huntera za ich działalność na Ukrainie na szkodę interesów Stanów Zjednoczonych.
    Gwarancja w przewadze głosów
    Obrońcy prezydenta w Senacie nie wdawali się w długie uzasadnienia swych poglądów. Byli pewni, że republikanie mając większość głosów w Senacie są gwarancją skutecznej obrony prezydenta. Republikańscy senatorowie wyrażali zadowolenie z postawy obrońców prezydenta twierdzili, że impeachment wobec prezydenta Trumpa jest procesem nie fair. Równocześnie zarzucali demokratom, że nie przedstawili przekonywujących dowodów uzasadniających ich oskarżenia i żądali uznania prezydenta Trumpa za niewinnego zarzucanych mu czynów.
    Po wystąpieniach obrońców prezydenta, przez 16 godzin pytania zadawali 29 stycznia senatorowie obu partii. Przy tym nie mogli zabierać głosu. Mięli obowiązek dostarczać pytania przewodniczącemu sędziemu Johnowi Robertsowi na piśmie. On zaś dokonywał selekcji tych pytań i głośno je odczytywał. Demokraci kierowali swoje pytania do menadżerów z Izby Reprezentantów, republikanie zaś do obrońców prezydenta w Senacie. Demokraci domagali się powołania dodatkowych świadków. Republikanie postulowali szybkie zakończenie procesu. Senatorowie Partii Demokratycznej powoływali się na badania opinii publicznej, które wykazywały, że 75 proc. ankietowanych Amerykanów opowiada się za powoływaniem dodatkowych świadków w senackim procesie impeachment, a 20 proc. jest przeciwnych.
    Świadkowie na dodatek
    W sumie senatorowie obu partii zadali ponad 90 pytań. Demokratyczni senatorowie w swoich pytaniach stwarzali szansę oskarżycielom rozwinięcia swoich tez, republikańscy senatorowie natomiast umożliwili obrońcom prezydenta przedstawienie dodatkowych argumentów przeciw zarzutom wobec prezydenta Trumpa.
    Demokraci domagali się powołania dodatkowych świadków, ale republikanie byli przeciwni. W głosowaniu wniosek demokratów przepadł 51:49, przy tym republikański senator Mitt Romney głosował za wnioskiem.
    We wtorek 4 lutego zawieszono posiedzenie Senatu, ponieważ prezydent Trump wygłosił w Kongresie orędzie o stanie państwa, swoje ostatnie w tej kadencji.
    Senat wyrokuje
    W środę, 5 lutego 2020 r. odbyło się ostateczne głosowanie w Senacie nad aktem oskarżenia uchwalonym przez zdominowaną przez demokratów Izbę Reprezentantów. Pierwsze oskarżenie dotyczyło nadużycia władzy przez prezydenta Trumpa. Przeciw oskarżeniu prezydenta głosowało 52senatorów. Za oskarżeniem opowiedziało się 48 członków Senatu. Jeden republikański senator M.H. Romney głosował razem z demokratami. Mitt Romney był pierwszym w historii USA senatorem, który głosował za usunięciem ze stanowiska członka swojej własnej partii. Drugi zarzut wobec prezydenta Trumpa dotyczył utrudniania parlamentarnego śledztwa. Za uniewinnieniem prezydenta głosowali wszyscy 53 republikańskich senatorów. Za winnego uznało prezydenta 47 demokratów. Aby usunąć prezydenta z urzędu potrzebne było 67 głosów senatorskich.
    W ten sposób zakończyła się trzecia w historii Stanów Zjednoczonych nieudana próba usunięcia prezydenta kraju ze stanowiska.
    Demokraci energicznie i bezskutecznie domagali się dopuszczenia do zeznań dodatkowych świadków. Zwłaszcza zależało im na zaproszeniu byłego doradcy prezydenta Trumpa w Białym Domu, Johna Boltona. Bolton w czasie procesu impeachmentu reklamował swoja książkę w druku, w której ponoć znajdowały się informacje obciążające Trumpa, zwłaszcza jego politykę wobec Ukrainy. Obrońcy prezydenta w procesie w Senacie zaprzeczali poglądom Boltona. „Żadne z rewelacji Boltona nie są prawdziwe, aby posądzać prezydenta o nadużycia władzy i przestępstwo z kategorii impeachmentu” – powiedział obrońca Trumpa Alan Dershowitz.
    Bezpieczny dystans Trumpa
    Donald Trump w czasie trwania procesu impeachment trzymał się zdala od niego, choć nie uniknął kłamliwych wypowiedzi. Wyrażał tylko parokrotnie zdziwienie pod adresem demokratów: „dlaczego oni robią to mi” i stanowczo zaprzeczał obu artykułom oskarżenia. Był zadowolony z komunikatu rządu, że w styczniu a więc w czasie, gdy trwały przygotowania aktu oskarżenia Trumpa o impeachment gospodarka amerykańska odnotowała sukces. Mianowicie przybyło 225 000 nowych stanowisk pracy, a stopa bezrobocia w kraju była niska.
    Biały Dom kontratakuje
    24 godziny po uniewinniającym prezydenta głosowaniu w Senacie, Trump przystąpił do ataku na swych oponentów politycznych. Nie zostawił suchej nitki na demokratach. Nazwał oskarżenia pod jego adresem „złem” i „korupcyjnym” aktem. Głównego oskarżyciela w procesie, kongresmana Adama Schiffa nazwał „złośliwym, strasznym człowiekiem”. Przewodniczącą Izby Reprezentantów Nancy Pelosi określił „straszną osobą” i wyraził wątpliwość „czy ona w ogóle się modli”. Polityków Partii Demokratycznej oskarżył, że „chcą zniszczyć nasz kraj”. „Wszyscy wiedzą – powiedział 6 lutego Donald Trump – że „moja rodzina, mój kraj, że wasz prezydent” został poddany straszliwej próbie przez bardzo nieuczciwych i skorumpowanych ludzi”.
    Demokraci ocenili, że powyższe wypowiedzi Trumpa świadczą, że prezydent nie wyciągnął żadnych słusznych wniosków i niczego się nie nauczył z procesu o impeachment. „W praktyce – pisał Maciej Czarnecki w Gazecie Wyborczej 7.02.br. – kolejny raz okazało się, że w impeachmencie bardziej chodzi o politykę niż o prawo. W procesie najważniejszy był nie sam wynik – ten od początku wydawał się przesądzony – ale to, jak zapamięta go opinia publiczna. Przecież już w listopadzie będą wybory, w których Trump powalczy o druga kadencję. Tym chętniej podczas procesu ustawiał się w roli ofiary, narzekał na ogromną niesprawiedliwość i „polowanie na czarownice”.
    Podobne opinie wyraziło wielu polityków i komentatorów amerykańskich. „Nie mamy powodów by wierzyć – powiedział kongresman demokratyczny z Florydy, Val Demings – że prezydent nauczył się czegokolwiek”. Również demokratyczni oskarżyciele Trumpa w swoich wypowiedziach po zakończeniu procesu zwracali uwagę, że prezydent nie nauczył się niczego w procesie w Senacie, nie wyciągnął żadnych wniosków a to oznacza, że będzie nadal zachowywał się tak, jak przed procesem.

Trzecia próba usunięcia prezydenta USA ze stanowiska

Po raz trzeci w historii Stanów Zjednoczonych odbywa się próba usunięcia prezydenta kraju w drodze konstytucyjnego procesu zwanego impeachmentem. Po raz pierwszy miało to miejsce w 1868 r. w odniesieniu do prezydenta Andrew Johnsona. Drugi raz próbowano usunąć z Białego Domu prezydenta Billa Clintona w 1999 r. Obie próby zakończyły się niepowodzeniem.

Wszystko wskazuje, że podobnie będzie i tym razem, ponieważ decyzję o usunięciu prezydenta ze stanowiska podejmuje Senat większością 2/3 głosów, a większość głosów w obecnym Senacie mają republikanie.
Procedurę usunięcia republikańskiego prezydenta Donalda Trumpa zainicjowała zdominowana przez demokratów Izba Reprezentantów glosami 228 za i 193 przeciw. Prezydent Trump jest oskarżony po pierwsze o nadużycie władzy, po drugie o utrudnianie działań Kongresu.
Izba Reprezentantów wyznaczyła siedmiu demokratycznych oskarżycieli pod przewodnictwem kalifornijskiego kongresmana Adama Schiffa, którzy w czwartek 16 stycznia przekazali Senatowi akt oskarżenia prezydenta Trumpa z wnioskiem o usunięcie go ze stanowiska, jeżeli w Senacie znajdzie się 67 senatorów potwierdzających zarzuty wobec prezydenta Trumpa.
W Senacie odbywa się proces sądowy pod przewodnictwem Prezesa Sądu Najwyższego USA Johna Robertsa, a stu senatorów pełni rolę ławy przysięgłych. Są więc oskarżyciele i są obrońcy. Oskarżyciele z Izby Reprezentantów już przedstawili w Senacie zarzuty wobec prezydenta Trumpa głośno czytając akt oskarżenia. Urząd zwany Government Accountability Office ponadpartyjny urząd, który ocenia działalność Kongresu oświadczył 16 stycznia, że administracja Trumpa złamała prawo zawieszając wsparcie finansowe dla Ukrainy, które Kongres przeznaczył na zwiększenie bezpieczeństwa tego kraju. Trump uzależnił wypłatę pieniędzy dla Ukrainy od rozpoczęcia przez władze tego kraju dochodzenia przeciw demokracie Joe Bidenowi rywalowi Trumpa w amerykańskich wyborach prezydenckich.
Prawo amerykańskie nie przewiduje ilu może być oskarżycieli. W procesie przeciwko prezydentowi Clintonowi w 1999 r. republikanie powołali 13 oskarżycieli. Trzech z nich zasiada dziś w Kongresie. Jeden z nich senator Lindsay Graham z Południowej Karoliny oświadczył ostatnio, że tym razem „zamiast przemawiania będę słuchał”.
W czasie rozprawy w Senacie obowiązują ściśle określone reguły zachowania zarówno senatorów jak również obywateli, którzy chcieliby odwiedzić Senat w czasie trwania procesu impeachmentu. Senatorowie obecni na sali w czasie procesu nie mogą posiadać telefonów komórkowych ani żadnych innych urządzeń elektronicznych. Nie wolno im rozmawiać z sąsiadami w ławach senatorskich. Nie wolno im czytać żadnych materiałów nie związanych z toczącym się procesem. Mają obowiązek uważnie słuchać tego co się dzieje na senackiej Sali rozprawy. Republikańska senator z Alaski Lisa Murkowski powiedziała ostatnio: „Cieszę się, że będziemy mogli siedzieć w naszych fotelach i uważnie słuchać co dzieje się na Sali”.
W czasie procesu impeachmentu wprowadzono ograniczenia w dostępie do Senatu nie tylko dla turystów, ale także dla cywilnych pracowników administracji Senatu. Pracownicy biur senatorskich otrzymają trzy wejściówki dziennie na galerię dla publiczności i jedną wejściówkę dla członka rodziny. W czasie trwania procesu w Senacie będą mogły odbywać się wycieczki zwiedzające Kapitol.
Trudno powiedzieć jak długo będzie trwała rozprawa w Senacie. Prawdopodobnie około tygodnia. Nie wiadomo również czy prezydent Donald Trump zechce pojawić się osobiście na rozprawie. Może, ale nie musi.

Jak usunąć prezydenta USA ze stanowiska?

Termin „impeachment”, który teraz jest w obiegu nie tylko w Stanach Zjednoczonych, nie ma odpowiednika w jednym słowie w języku polskim. Oznacza bowiem w USA postawienie w stan oskarżenia osoby zajmującej obieralne stanowisko. Dlatego w niniejszym artykule będę posługiwał się powszechnie używanym terminem impeachment.

Genezą impeachmentu jest Wielka Brytania. Wprawdzie król w Wielkiej Brytanii był ponad prawem, ale oskarżeniu podlegali np. członkowie Izby Gmin. Jeżeli Izba Gmin postawiła kogoś w stan oskarżenia, to proces odbywał się wówczas w Izbie Lordów. Amerykanie przejęli doświadczenia brytyjskie i na swojej konwencji konstytucyjnej z 1787 r. przyjęli w Konstytucji amerykańskiej Artykuł II Sekcja 4 następujący zapis:
„Prezydent, Wiceprezydent i wszyscy funkcjonariusze państwowi Stanów Zjednoczonych mogą być usunięci z urzędu w wypadku skazania w trybie impeachmentu za zdradę, przekupstwo lub inne ciężkie przestępstwa i przewinienia”.
Na amerykańskiej konwencji konstytucyjnej były różnice zdań odnośnie zakresu impeachmentu. George Mason m.in. opowiadał się za tym, aby objąć tym oskarżeniem również polityków, którzy wykażą się niekompetencją. James Madison, jeden ze współtwórców Konstytucji amerykańskiej argumentował, że impeachment powinien dotyczyć kryminalnego zachowania się polityków. Ostatecznie przyjęto cytowany wyżej zapis Konstytucji – określający zakres impeachmentu.
Od wejścia w życie Konstytucji Stanów Zjednoczonych w 1789 r. Izba Reprezentantów inicjowała procedurę impeachmentu 62 razy. Uchwaliła akt oskarżenia wobec 19 funkcjonariuszy federalnych. Było wśród nich 15 sędziów federalnych sądów różnych szczebli, dwóch prezydentów kraju (Andrew Johnson i Bill Clinton), jeden minister i jeden senator federalny. Procedurę impeachmentu zainicjowano w 1974 r. również wobec prezydenta Richarda Nixona, ale ustąpił on ze stanowiska zanim Izba Reprezentantów zagłosowała nad formułowanym przez Komisję aktem oskarżenia.
Jeżeli chodzi o impeachment wobec prezydenta Stanów Zjednoczonych, to akt oskarżenia przygotowują różne komisje Izby Reprezentantów. Następnie ich raporty analizuje Komisja Sprawiedliwości Izby (House Judiciary Committee) i przygotowuje raport końcowy, który jest przedmiotem głosowania całej Izby Reprezentantów. Do zatwierdzenia oskarżenia potrzebna jest zwykła większość głosów. Izba Reprezentantów wyznacza również oskarżycieli. Natomiast prezydent powołuje swoich obrońców.
Akt oskarżenia uchwalony przez Izbę Reprezentantów przekazywany jest do Senatu, gdzie odbywa się proces sądowy pod przewodnictwem prezesa Sądu Najwyższego USA. Jest oskarżyciel, są obrońcy prezydenta a 100 senatorów działa jak ława przysięgłych. Do uznania prezydenta winnym a tym samym do usunięcia ze stanowiska wymagana jest większość dwóch trzecich. Jeżeli prezydent uznany zostanie winnym, natychmiast traci swoje stanowisko i prezydentem kraju zostaje wiceprezydent USA. W odróżnieniu od sądowych procesów kryminalnych proces impeachmentu jest nieograniczony w czasie.
Dotychczas w historii prezydentury amerykańskiej odbyły się dwa procesy przeciw prezydentom. Pierwszy, miał miejsce w 1868 r. i dotyczył prezydenta Andrew Johnsona. Republikanie nie mogli zboleć, że następcą zamordowanego republikanina Abrahama Lincolna został demokrata, do tego ze stanu sympatyzującego z pokonanym w wojnie domowej południem. W wyniku burzliwej debaty w ostatecznym głosowaniu w Senacie do uznania prezydenta Johnsona winnym, zabrakło jednego głosu. Jeden głos uratował prezydenta.
Drugi proces o usunięcie prezydenta USA z urzędu odbył się w 1999 r. i dotyczył Billa Clintona. Clintonowi zarzucano krzywoprzysięstwo i utrudnianie pracy wymiarowi sprawiedliwości.
12 lutego, w samo południe rozpoczęło się ostateczne głosowanie po raz drugi w historii Stanów Zjednoczonych: czy prezydent jest winny oskarżeniu sformułowanym przez Komisję Sądowniczą Izby Reprezentantów i uchwalonemu przez Izbę Reprezentantów. Artykuł pierwszy oskarżał prezydenta Clintona o krzywoprzysięstwo. Zagłosowało 45 senatorów, wszyscy republikanie. Przeciw opowiedziało się 55 senatorów, w tym 45 demokratów i 10 senatorów republikańskich, głównie ze stanów północnych i wschodnich.
Artykuł drugi impeachmentu zarzucał Clintonowi utrudnianie działania systemu sprawiedliwości. W tym przypadku senatorowie byli równo podzieleni: 50 głosów za i 50 przeciw. Do 45 demokratów dołączyło 5 umiarkowanych senatorów ze stanów północno-wschodnich. Do uznania prezydenta Clintona winnym, zabrakło większości 2/3 głosów.
Dwie godziny po głosowaniu Bill Clinton pojawił się w Ogrodzie Różanym Białego Domu i złożył krótkie oświadczenie, w którym kolejny raz przeprosił wszystkich za skandal. „Teraz, kiedy Senat wypełnił swoje konstytucyjne obowiązki i zakończył ten proces, chcę powiedzieć narodowi amerykańskiemu, jak bardzo mi przykro za to co powiedziałem i zainicjowałem, i co wielce zaciążyło na kraju i na narodzie amerykańskim”. Prezydent zaapelował do rodaków, aby „budowali wspólną przyszłość”. Podziękował również Amerykanom za poparcie, jakiego udzielili mu w trudnych chwilach procesu.

Impeachment wobec Trumpa

Demokraci, którzy mają obecnie większość w Izbie Reprezentantów od pewnego czasu domagają się wznowienia impeachmentu, jako sposobu usunięcia ze stanowiska republikańskiego prezydenta Donalda Trumpa. Przewodnicząca Izby Reprezentantów demokratka Nancy Pelosi początkowo studziła zamiary swoich kolegów partyjnych, ale kiedy okazało się, że zdecydowana większość demokratów opowiada się za usunięciem prezydenta Trumpa z Białego Domu, wyraziła gotowość rozpatrzenia możliwości wszczęcia procedury.
Podstawą do wszczęcia oskarżenia przeciw Trumpowi były jego zabiegi na Ukrainie i w Chinach o akt oskarżenia wobec byłego wiceprezydenta USA, a obecnie kandydata na prezydenta, demokraty Joe Bidena. Takie zabiegi u obcego państwa o oskarżenia wobec obywateli amerykańskich przez prezydenta kraju uznane jest za niezgodne z prawem. Nic dziwnego, że sam Biden wezwał do impeachmentu wobec Trumpa.
Trump w rozmowie telefonicznej z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim powiedział mu wprost: „Chcę by pan zrobił mi przysługę”…
Demokraci wysuwają wobec prezydenta Trumpa również inne zarzuty, które mogą stanowić podstawę do oskarżenia go i usunięcia ze stanowiska. Oskarżają go m.in. o niejasne kontakty z Rosją, o okłamywanie amerykańskiej opinii publicznej, o obstrukcję systemu sprawiedliwości, o fałszywe zarzuty w okresie kampanii wyborczej, zarzuca się również prezydentowi obstrukcję wobec Kongresu.
Biały Dom zdecydowanie odmawia współpracy z Izbą Reprezentantów i oświadczył, że nie dostarczy żądanych przez Izbę Reprezentantów dokumentów ponieważ działania Izby Reprezentantów wobec prezydenta są nielegalne. Prawnicy prezydenta uważają, że zamiar demokratów zastosowania impeachmentu wobec Trumpa jest nielegalny i jest przykładem partyjniactwa. Pracownicy Białego Domu otrzymali od prezydenta zakaz współpracy z Kongresem w sprawie impeachmentu. Republikanie uważają, że celem demokratów jest podważanie wyników wyborów prezydenckich w 1996 r. i utrudnienie Trumpowi zwycięstwa w wyborach 2020 r.
Sondaże wykazują, że większość Amerykanów (53 proc.) popiera dążenie demokratów w Izbie Reprezentantów do wszczęcia procedury impeachmentu wobec prezydenta Trumpa. Trump natomiast kłamliwie twierdzi, że tylko 25 proc. Amerykanów opowiada się za postawieniem go w stan oskarżenia. Według sondażu NBC/WSJ 38 proc. ankietowanych Amerykanów uważa, że Trump zachowuje się uczciwie w sprawie śledztwa wobec niego prowadzonego przez Kongres. Przeciwnego zdania jest 58 proc. Amerykanów.
Popularność Trumpa jako prezydenta jest nadal niska w porównaniu z jego poprzednikami w ostatnich stu latach. Ale próba usunięcia go z Białego Domu w drodze impeachmentu nie powiedzie się moim zdaniem i nie tylko dlatego, że republikanie mają większość głosów w Senacie. Ostre ataki polityczne na prezydenta, zdaniem wielu Amerykanów osłabiają również prestiż Stanów Zjednoczonych w świecie. Dlatego demokraci powinni dołożyć wszelkich starań, aby pokonać Trumpa w najbliższych wyborach prezydenckich w listopadzie 2020 r. a nie nękać go groźbą impeachmentu.

Będzie impeachment?

Donald Trump może zostać usunięty z urzędu. To efekt wzburzenia, jakie powstało wśród amerykańskich senatorów i kongresmenów po kontrowersyjnym zachowaniu głowy państwa podczas szczytu w Helsinkach.

 

Czytający z kartki, zestresowany i wyraźnie zaniepokojony – tak wyglądał prezydent USA, gdy tłumaczył co tak naprawdę miał na myśli mówiąc w fińskiej stolicy, że bardziej ufa Władimirowi Putinowi niż amerykańskiemu wywiadowi i swoim własnym urzędnikom. Trump krytykował śledztwo prowadzone przez prokuratora specjalnego Roberta Muellera, podczas którego doszło do oskarżenia 12 rosyjskich oficerów wywiadu o popełnienie przestępstw związanych z wyborami prezydenckimi w USA w 2016 roku. Trump uważa teraz, że nie powiedział „nie widzę czemu Rosja miałaby mieszać się w wybory”. Twierdzi, że mówił „nie widzę, czemu Rosja nie miałaby mieszać się w wybory”. Takie tłumaczenia nie przekonały jednak amerykańskiego establishmentu politycznego i wpływowych osób, z którymi Trump zdążył już wejść na wojenną ścieżkę podczzas swojej prezydentury. W ostrych słowach wypowiedział się były szef CIA John O. Brennan, który napisał na Twitterze „Jego zachowanie na konferencji prasowej w Helsinkach ocenił jako spełniające wymogi konieczne do wszczęcia procedury impeachmentu. „To było bliskie zdrady.

Komentarze Trumpa były nie tylko kretyńskie, on w całości siedzi w kieszeni Putina” – oceniał Brennan. „Republikańscy patrioci: Gdzie jesteście?” – pytał.

Na reakcje nie trzeba było długo czekać. Zdaniem Michaela Steele’a, byłeego przewodniczący Partii Republikańskiej, Trump na konferencji z Władimirem Putinem przypominał „agenta stojącego koło oficera prowadzącego”. Przeciw Trumpowi zwrócili się najbardziej wpływowi politycy republikańscy. Wśród nich znalazła się osoba numer trzy w amerykańskiej hierarchii państwowej, czyli przewodniczący Izby Reprezentantów. Republikanin Paul Ryan oświadczył we wtorek, że będzie „więcej niż szczęśliwy”, jeśli nadarzy się okazja wprowadzenia dodatkowych sankcji wobec Rosji. A także osoba numer cztery, a więc przewodniczący większości republikańskiej w Senacie, Bill Frist. To bardzo ważne informacje, gdyż do skutecznie przeprowadzenia procedury impeachmentu potrzebne będzie poparcie 2/3 składów obu izb. Swoje dorzucili również: były kandydat do Białego Domu, republikański senator John McCain określił jego zachowanie jako „jedno z najbardziej haniebnych w historii zachowań amerykańskiego prezydenta” oraz przewodniczący senackiej komisji spraw zagranicznych Bob Corker, kóry powiedział, że prezydent „sprawił, że wyglądamy jak popychadło”.

Komentatorzy są zgodni – wszczęcie procedury impeachmentu może nastąpić w ciągu najbliższych kilkudziesięciu godzin. Dla wielu potwierdzeniem takiego wariantu jest zachowanie wiceprezydenta. Mike Pence od początku wybuchu afery nie zabrał publicznie głosu.