„Europa socjalna” nie może być pustym hasłem

Z Leszkiem Millerem rozmawiają Weronika Książek i Grzegorz Waliński.

Jest Pan jednym z architektów członkostwa Polski w Unii Europejskiej. Nie boli Pana, że po piętnastu latach jej miejsce w Europie jest marginalne?
Ono jeszcze niedawno było bardzo mocne – na pewno wtedy, kiedy do Unii wchodziliśmy. W Kopenhadze w roku 2002 i przez kilka kolejnych lat ta pozycja była również silna. Problemem jest to, co się stało w ostatnich latach, bo niewątpliwie nasza pozycja bardzo osłabła i jest widoczne we wszystkich obszarach – i w negocjacjach, jakie przedstawiciele rządu prowadzą w różnych sprawach, na przykład w kwestii polityki transportowej, w zarzutach pod naszym adresem, jeśli chodzi o przestrzeganie praworządności. Kiedy więc dojdzie do dyskusji o nowej perspektywie finansowej pod rządami nowego Parlamentu Europejskiego i nowej Komisji Europejskiej, to należy się bardzo poważnie obawiać, że propozycja finansowa dla Polski będzie bardzo mizerna.
Czyli obciąża Pan za to odpowiedzialnością ekipę obecnie rządzącą Polską, ale czy i wcześniej nie zostały popełnione błędy? Jak choćby budowanie w wyobrażeniach Polaków świadomości, że UE to przede wszystkim maszyna do wypłacania pieniędzy.
Tak, to tylko i wyłącznie „zasługa” obecnej ekipy. Owszem, jesteśmy krajem, który cały czas więcej pieniędzy z UE absorbuje, bez porównania z sześcioma krajami, które płacą najwięcej do wspólnego budżetu. Uważam, że pierwsze lata po wejściu Polski do Unii Europejskiej były całkiem w porządku. To, co osłabiło nasza pozycję to jest kwestia ostatnich lat i rządów PiS, który doczekał się zarzutów, iż Polska nie jest krajem praworządnym, gdzie sądownictwo nie jest niezawisłe. To był początek bardzo poważnego osłabienia naszej rangi i to osłabienie utrzymuje się do dziś.
Startuje Pan z listy Koalicji Europejskiej. Co to oznacza? Bo przecież partie formujące tę koalicję są Parlamencie Europejskim w różnych frakcjach. W wielu sprawach wybranym z tej listy europosłom będzie nie po drodze.
Będziemy w dwóch frakcjach. My, lewica, oczywiście u socjalistów, koledzy we frakcji ludowej. To nie jest aż tak rażący podział. Proszę też zwrócić uwagę, że i jedni i drudzy będą w najbardziej znaczących frakcjach PE, tych, które będą decydowały o jego przyszłej polityce. To nas zdecydowanie różni od PiS. Jego politycy wylądują we frakcjach marginalnych. One się jeszcze nawet nie ukształtowały do końca, ale na pewno nie będą to siły o dużym znaczeniu.
Ale takie obawy jeszcze niedawno były. Że Salvini zbuduje sobie twierdzę populistów.
Nawet jeżeli to będzie „aż” 20 czy 25 procent, to będzie to jednak „tylko” 25 procent. Obawiam się tego w innym znaczeniu. To będą grupy małe liczebnie, ale na pewno bardzo krzykliwe i demagogiczne. Będą usiłowały paraliżować pracę Parlamentu Europejskiego. W tym sensie będzie to dokuczliwe, ale bardziej organizacyjnie niż politycznie.
UE stworzyła wspólną przestrzeń gospodarczą. Ale – nazwijmy to tak – głębokość tej przestrzeni jest taka, że jej beneficjentami są przedsiębiorcy. Pracownicy w mniejszym stopniu – o ile nie wybiorą emigracji do bardziej rozwiniętych krajów UE. Co europejska lewica chciałaby zrobić, aby Europa stała się również przestrzenią wspólnych standardów socjalnych i standardów zatrudnienia? Czy europejska płaca minimalna jest na to rozwiązaniem? Jak powinna być konstruowana – czy jako konkretna kwota, czy też dla różnych krajów, a może i regionów ważona w oparciu o ceny koszyka podstawowych artykułów?
Jestem absolutnie za wprowadzeniem europejskiej płacy minimalnej. Dziś płaca minimalna w Polsce wynosi 3 razy mniej niż we Francji czy w Niemczech. Przede wszystkim trzeba zacząć od wyrównania tego. To wymaga oczywiście dużych środków, ale UE jest na tyle bogata, że te środki powinna wyasygnować. Ja w ogóle uważam, że nowy PE powinien zerwać z polityką, która była stosowana w ciągu ostatnich lat: austerity – czyli oszczędność, surowość, oszczędzanie. Jak trzeba było zmniejszać deficyt budżetowy lub dług publiczny to cięło się wydatki socjalne. Z tym trzeba skończyć, bo to właśnie jest źródłem tworzenia się różnych tendencji populistycznych.
Hasło „Europa socjalna” nie może być tylko pustym dźwiękiem, ale musi być wypełniona określoną treścią. Zwłaszcza frakcja demokratów i socjalistów powinna wziąć to pod uwagę i zająć się tym, żeby Europa socjalna istniała nie tylko na papierze ale i w praktyce.
Polska stoi z boku dyskusji o dalszej ewolucji europejskiego systemu. Wpisany w traktaty stan równowagi pomiędzy Unią jako związkiem państw członkowskich i Unią jako wspólnotą jej obywateli wydaje się ulegać zachwianiu. Jak byśmy go chcieli widzieć? Czy poprzez większą centralizację, jako superpaństwo? Czy europejskie instytucje powinny mieć większy wpływ, bardziej bezpośredni na nasze życie?
Powinno się zmierzać w kierunku pogłębienia integracji. Instytucje unijne powinny mieć większy wpływ na nasze życie – jestem przeciwny starej koncepcji de Gaulle’a forsowanej dziś m.in. przez PiS – Europy ojczyzn, a więc takiej Europy, gdzie instytucje europejskie znaczą coraz mniej na rzecz instytucji narodowych. To prosta droga do tego, by Polska miała coraz mniej do powiedzenia. Europa ojczyzn to większe znaczenie krajów, które dominują. Nie należy promować najsilniejszych, ale iść w kierunku wzmocnienia europejskich instytucji i struktur. Głębsza integracja to silniejszy głos Polski.
Pojawiają się cały czas koncepcje reformy UE w duchu albo „Europy dwóch prędkości”, albo takie jak plan Macrona. Dzielące Unię na jej centrum i peryferie. Czy to nie regres europejskiej idei? Z drugiej strony nawet największe gospodarki unijne zdają sobie sprawę, że samotnie nie mają szans w rywalizacji z Chinami, Stanami Zjednoczonymi, a może nawet i z Rosją. Którędy zatem wiedzie droga do przekształcenia UE w jeden organizm, który w stosunku do zewnętrznych partnerów będzie mówił jednym głosem?
Europa dwóch prędkości to proces nieunikniony i nie do zatrzymania. Tak to już będzie, że główne jądro europejskie to będzie strefa euro i wszystko, co wokół strefy euro będzie powstawać łącznie z wydzielonym budżetem tej strefy. Recepta jest jedna – większa integracja gospodarcza z wejściem do strefy euro włącznie. Powinniśmy dążyć do wspólnej waluty z powodów nie tylko ekonomicznych, ale i politycznych. Kraje spoza strefy euro będą miały coraz mniej do powiedzenia. Nie jest przypadkiem, że spośród 10 krajów, które razem z nami wchodziły do strefy euro 10 maja 2004 roku, 7 jest w strefie euro: poza Czechami, Polską i Węgrami. Dochód narodowy w tych 7 krajach jest wyższy niż u nas. Nie należy się więc obrażać na dwie prędkości, tylko dążyć do tego, by Polska stała się krajem pierwszej prędkości.
Brexit. To doświadczenie pokazuje – na obecnym etapie chyba nawet jeszcze nie do końca, bo nie znamy tak naprawdę dalszego ciągu i konsekwencji np. brexitu bezumownego – jak bardzo niebezpieczna może być to droga. Czy będzie to nauczka dla pozostałych państw UE, a także dla samej Brukseli?
Brexit nas uczy, że nie wolno igrać z losem. Premier Cameron, mając problemy wewnętrzne, zorganizował referendum, myśląc, że ono umocni jego pozycję. Tymczasem wyszło inaczej, bo demagodzy i populiści wykorzystali różne problemy brytyjskiego społeczeństwa przeciwko Unii Europejskiej. Gdy analizujemy brexit, nie można mieć pretensji do Brukseli, a tylko do Londynu. Grupy niewydarzonych populistycznych polityków zagrały antyunijną kartą i przegrały. Teraz nie wiedzą, co z tym zrobić.
Nawiasem mówiąc okazuje się, że na Wyspach odbędą się wybory do PE, to groteska. Uważam, że liderzy europejscy popełnili błąd przeciągając ten taniec w czasie. 30 marca, zgodnie z pierwotnym kalendarzem, Wielka Brytania powinna być już odcięta. Te wszystkie tańce, fokstroty i kontredanse są już naprawdę tragikomiczne.
Wspólne, europejskie instytucje obronne. W tym zakresie integracja europejska jest dość słaba. Czego by nie mówić, UE nie jest systemem zbiorowego bezpieczeństwa. Ten projekt to uzupełnienie czy alternatywa dla NATO? Czy Europa może taki system zbiorowego bezpieczeństwa zbudować bez Stanów Zjednoczonych?
Te dyskusje trwają od dawna, trwały jeszcze kiedy byłem premierem. Były zawsze dwa główne problemy hamujące inicjatywę w tym względzie. Po pierwsze: czy te nowe siły mają być konkurencyjne czy komplementarne do NATO? Po drugie: jak szeroko ta koncepcja ma obejmować kraje unijne w sytuacji, gdy istnieją kraje, które na pewno się na to nie zgodzą? Z tych powodów ten temat wydaje mi się niemożliwy do zrealizowania w perspektywie najbliższej przyszłości.
Wiadomo, że praca europarlamentarzysty wymaga specjalizacji. A w Pana przypadku to pytanie jeszcze bardziej zasadnicze, bo chociaż eurodeputowani są równi, byłych premierów nie ma wśród nich wielu. Ktoś taki w Parlamencie Europejskim jest niejako predestynowany aby stać się liderem prowadzącym konkretne tematy. W jakich dziedzinach widziałby Pan swoją rolę? W jakich komisjach? Wokół jakich spraw obracają się Pana główne zainteresowania związane z Unią?
Byli premierzy w PE się zdarzają. Nie ma prezydentów, natomiast ministrowie, premierzy – tak. Ja patrzę na mój udział przez pryzmat sytuacji w Wielkopolsce. Zależy mi, żeby moją bytność w Parlamencie Europejskim najlepiej wykorzystać dla regionu w kwestiach takich jak: ochrona zdrowia, problemy infrastruktury drogowo-kolejowej, sprawa konińskiego zagłębia energetycznego – jak rekultywować te tereny, środowisko naturalne, ochrona przed smogiem, problemy rolnictwa. W tych kwestiach chciałbym się ogniskować – we współpracy z samorządem. Jeśli zostanę wybrany, odbędę wizyty we wszystkich samorządach powiatowych i naszkicuję kalendarz współpracy.
Parlament Europejski jest ważną, ciężko pracującą instytucją. Zatrudniająca wielu pracowników, posiadającą fundusze na promocje. Ale w Europie, a zwłaszcza w Polsce, postrzegany jest jedynie jak dom spokojnej, politycznej starości, rozgadane niewiele znaczące ciało. Czemu grono tak znakomitych, doświadczonych ludzi zgromadzonych w PE akceptuje tak kiepską politykę informacyjną?
Mało się wie o Parlamencie Europejskim. Na przykład mało kto wie, że 60 proc. prawa stanowionego przez Sejm i Senat musi być zgodne z dyrektywami i prawem europejskim. Jakość tego prawa ma bezpośredni wpływ na jakość prawa krajowego. Pod rządami obecnej ekipy następuje systematyczne psucie prawa. Jeśli w Sejmie jest permanentny tryb przyspieszonego nocnego tworzenia prawa bez namysłu, to oczywiste, że będzie ono marnej jakości.

Inicjatywa Środkowoeuropejska

Europa Środkowa integruje się.

Polityczna definicja Europy Środkowej to obszar między Rosją, Niemcami, Włochami i Turcją. Zdarza się, że do tego obszaru włączana jest ostatnio także Skandynawia Dotąd pisałem i publikowałem artykuły o Grupie Wyszehradzkiej zrzeszającej 4 państwa, o Trójmorzu (12 państw), a także o chińskiej inicjatywie o nazwie 16+1. Tym razem, w związku z niedawną wizytą w Polsce 9 stycznia wicepremiera i ministra spraw wewnętrznych, szefa współrządzącej Włochami Ligi Północnej Matteo Salviniego – należałoby bardzo krótko przypomnieć o powołanej przez Włochy Inicjatywie Środkowoeuropejskiej, która właściwie idealnym przykładem integracji środkowoeuropejskiej nie jest, bo Włochy po prostu w Europie Środkowej nie leżą.

O samej wizycie wiemy niewiele. Z mediów dowiadujemy się, że jednym z ważniejszych tematów rozmów była sprawa imigracji do Unii Europejskiej i budowa w Unii antyimigranckiego frontu. Hasło takiego frontu pada w naszym regionie na bardzo podatny grunt, niezależnie od tego czy poszczególne państwa środkowoeuropejskie i ich przywódcy sympatyzują z Rosją i prezydentem Putinem, czy nie oraz czy podzielają poglądy prezydenta Trumpa dotyczące Unii Europejskiej i problematyki imigracji. Zresztą Salvini podkreślał wielokrotnie, że jego kraj prezentuje atlantycką orientację i posiada bliskie relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Tym bliskim relacjom sprzyjać może fakt, że Prezydent Donald Trump ma poglądy na imigrację i Unię Europejską niezwykle zbliżone do poglądów Salviniego.

Celem Salviniego jest montowanie w Europarlamencie koalicji równoważącej oś Berlin – Paryż, stąd mowa o osi Rzym – Warszawa. W skład takiego porozumienia miałaby wejść francuska partia nacjonalistki Marine Le Pen. Jak informowała prasa Salvini namawiał do dołączenia do tego porozumienia premiera Węgier oraz prawicowe partie z Austrii, Holandii, Danii, Estonii i Cypru. Powstaje pytanie czy aktualnie rządzący Włochami politycy mogą wykorzystać Inicjatywę Środkowoeuropejską do propagowania w naszym regionie postaw antyimigranckich i antyunijnych.

Z góry muszę zastrzec, że brak na razie danych na udzielenie na to pytanie pełnej odpowiedzi, choć samo pytanie wydaje się być zasadne.

Inicjatorem powstania Inicjatywy Środkowoeuropejskiej – Central European Initiative (IŚE – CEI) były Włochy, a współpraca w Środkowej Europie, po upadku bloku socjalistycznego, miała zapobiec ewentualnej hegemonii Niemiec w regionie, a równocześnie przybliżyć region do Zachodu. Sytuacja o tyle niezwyczajna, że kilkadziesiąt lat wcześniej to obok Niemiec właśnie Włochy były w tym regionie agresorem.

Nie ulega wątpliwości, że gdyby to Niemcy wystąpiły wtedy w roli czynnika integrującego Europę Środkową, to spotkałyby się z zarzutem, że jest to próba nawiązania do skompromitowanej idei Mitteleuropy. Włochom to „uszło na sucho”. Europa Środkowa znajdowała się wówczas w chaosie, a trudna do objęcia dla ludzi Zachodu liczba małych państw środkowoeuropejskich zmuszała Zachód do prób zorganizowania regionu w jedną całość. Tym bardziej, że Zachód planował wkrótce dalszą multiplikację państw w regionie poprzez wsparcie dla tendencji odśrodkowych w federacji jugosłowiańskiej oraz rozbicie federacji czechosłowackiej, gdzie siły odśrodkowe były minimalne.

Początkowo powołano inicjatywę czterostronną – Quadragonale (11 listopada 1989 roku), przez Austrię, Jugosławię, Węgry i Włochy. W roku 1990 do inicjatywy dołączyła Czechosłowacja (Pentagonale), a w roku 1992 Polska (Hexagonale). Po przystąpieniu Polski, na wniosek Austrii, organizacja przyjęła nazwę Inicjatywy Środkowoeuropejskiej. Do Inicjatywy Środkowoeuropejskiej, w miarę jej poszerzania, wstępowały państwa z rozbitej w sposób krwawy Jugosławii i „aksamitnie rozwiedzionej” Czechosłowacji.

Inicjatywa posiada zinstytucjonalizowane formy współpracy. Jej głównymi organami są coroczne spotkania szefów rządów oraz spotkania ministrów spraw zagranicznych. We Włoszech, w Trieście, mieści się Stały Sekretariat Wykonawczy. Ostatnie spotkanie na szczeblu szefów rządów miało miejsce w Zagrzebiu (Chorwacja) 14 grudnia 2018 roku. Delegacji polskiej przewodniczył wiceminister spraw zagranicznych Bartosz Cichocki, co oznaczać może, że Polska nie wysyłając do Zagrzebia polityka w randze chociażby wicepremiera, czy nawet ministra, nie przywiązuje zbytniej wagi do działalności Inicjatywy.

Jak wiadomo Polska, i słusznie, wspiera przede wszystkim te możliwości integracyjne w naszym regionie, które wiążą się z funkcjonowaniem Grupy Wyszehradzkiej i Trójmorza. (Jeżeli chodzi o chińską inicjatywę 16+1 to w rezultacie spodziewanego ochłodzenia relacji polsko-chińskich, korzyści z integracji środkowoeuropejskiej w tym formacie (chodzi przede wszystkim o inwestycje) trzeba będzie prawdopodobnie odłożyć na bliżej niezdefiniowaną przyszłość).

W skład Inicjatywy Środkowoeuropejskiej wchodzi obecnie 17 państw (Albania, Białoruś, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Czarnogóra, Chorwacja, Czechy, Republika Macedonii Północnej, Mołdawia, Polska, Rumunia, Serbia, Słowenia, Słowacja, Ukraina, Węgry i Włochy). Austria, będąc członkiem założycielem organizacji, nie figuruje aktualnie w spisie państw Inicjatywy. Rzuca się też w oczy brak w tej organizacji państw bałtyckich – Litwy, Estonii i Łotwy. Nie zmienia to faktu, że jest to w Środkowej Europie największa organizacja regionalna, co nie przekłada się jednak ani na spójność poglądów jej członków, ani na stopień ich integracji.

Minister Cichocki potępił na spotkaniu agresywne działania Rosji na wodach międzynarodowych w pobliżu Cieśniny Kerczeńskiej, wyraził poparcie Polski dla integralności terytorialnej i suwerenności Ukrainy. Sądząc po składzie organizacji, niektóre państwa otwarcie lub skrycie sympatyzują w tym konflikcie z Rosją, a poglądy polskiego ministra nie zyskałyby w przypadku głosowania jednomyślnej akceptacji uczestników spotkania.

Podczas szczytu w Zagrzebiu przekazano roczne przewodnictwo Włochom, które od 1 stycznia 2019 roku kierują pracami IŚE. Z dniem 1 stycznia 2019 Włoch Alberto Antonione objął stanowisko sekretarza generalnego Sekretariatu Wykonawczego IŚE w Trieście. Inicjatywa Środkowoeuropejska finansowana jest m.in. z własnego funduszu, jego wkład tworzą państwa członkowskie. IŚE pozostaje forum konsultacyjnym, koordynując współdziałanie w zakresie ochrony środowiska, kultury, nauki, transportu telekomunikacji, średnich i małych przedsiębiorstw.

Z racji różnorodności swych członków i celów jakie sobie stawia, Inicjatywa Środkowoeuropejska nie jest w stanie podejmować istotnych decyzji politycznych, może co najwyżej być miejscem, w którym prezentowane są polityczne opinie, bez oczekiwania na merytoryczną dyskusję, (podobnie, jak miało to miejsce w przypadku wystąpienia ministra Cichockiego). Niemniej jednak może służyć rządowi włoskiemu, jako forum dla przedstawiania i zdobywania poparcia dla jego polityki.

Czy tak się stanie, już w maju pokażą to częściowo wyniki do Parlamentu Europejskiego, w tym skalę ewentualnego poparcia wyborców środkowoeuropejskich dla propozycji populistycznych. Zaznaczyć przy tym warto, że o ile włoska Inicjatywa Środkowoeuropejska zyskała w momencie narodzin placet Zachodu i Środkowej Europy, to obecna polityka Włoch nie cieszy się już takim poparciem. Można też wyrazić nadzieję, że spodziewane zwiększenie mandatów partii populistycznych w parlamencie europejskim nie spowoduje całkowitego paraliżu Unii.

Europa tonie! Recenzja

Unia Europejska rozpada się! A co najmniej znajduje się w głębokim kryzysie. Instytucjonalnym i tożsamościowym. Bo wszystko wskazuje na to, że eksperyment (bo to był przed ponad pół wiekiem eksperyment) żeby tak skłócone przez wieki ze sobą państwa i narody, miały ze sobą nie tylko pokojowo współistnieć, ale blisko współpracować, okazał się utopią.

 

Co prawda początek 21. wieku przyjmowany był euforycznie w jednoczącej się Europie. Dołączały do Wspólnoty kolejne państwa ( w tym Polska) i nic nie zapowiadało, by w nieodległej przyszłości zachwiały się fundamenty, na których zbudowana jest Unia. Nie minęło jednak nawet dziesięć lat, kiedy pojawiły się pierwsze pęknięcia na europejskim gmachu – kryzys finansowy lat 2007/2009 spowodował pojawienie się ponownie antagonizmów międzypaństwowych, a kilka lat później (2015 do dzisiaj) kryzys związany z uchodźcami (migrantami), pogłębił te wewnątrz unijne konflikty. Te oba momenty kryzysowe przekształciły się w kryzys polityczny zagrażający jedności Unii Europejskiej, ale z drugiej strony spowodowały poszukiwanie przez środowiska pro unijne możliwości ich rozwiązania, W takich przypadkach zaczyna się od postawienia diagnozy i wskazanie, co powoduje, że dochodzi do kryzysu. I tak należy odbierać prezentowaną publikację Integration – Disintegration – Nationalism.

Wydawnictwo przygotowane zostało przez Europejską Sieć na Rzecz Alternatywnego Myślenia i Dialogu Politycznego – transform! Europe – sieci 32 lewicowych organizacji (non-profit, ale nie tylko, bo również instytutów, fundacji i osób indywidualnych) z 21 krajów związanych z europejską Partią Lewicy (European Left – EL). Zawartość tomu podzielona jest na 6 części: Europa, świat i lewica; Konfrontacja „rządzenia” i wyjście – do czego zmierza Unia Europejska?; Populizm prawicowy i lewicowy – wybory i polityka bezpieczeństwa; Bitwa o historię publiczną – dyskurs antyfaszyzmu i neo-totalitaryzmu; Dwie rocznice: 150-lecie Kapitału Marksa – 100 lat po Węgierskiej Republice Rad; Dialog chrześcijańsko-marksistowski. Autorzy tekstów (w sumie jest ich 27) reprezentują głównie środowiska naukowe, uniwersyteckie, choć nie brakuje również głosu polityków (m.in. Przewodniczącego EL, lidera niemieckiej Die Linke, Gregora Gysi, czy byłego, w latach 1998 – 2002, czeskiego ministra spraw zagranicznych i wicepremiera w latach 1999-2002, Jana Kavana).

Początkową konstatację tekstu Jana Kavana „Europa znajduje się na rozdrożu i to już od jakiegoś czasu. Można nawet powiedzieć, że widmo nawiedza Europę – widmo kilku obaw: strachu przed terroryzmem, [widmo] islamu, wojny, Rosji, Chin, Korei Północnej, fali imigracyjnej, skrajnego populizmu i nacjonalizmu, ksenofobii, autorytarnego rządu…”, można uznać za swoistego rodzaju „fotografię” stanu w jakim dzisiaj znajduje się Unia Europejska. Brakuje w niej jednak jeszcze kilku elementów (później w tekście jest o nich mowa), bez których ten obraz jest niepełny – stosunków z USA, które po wyborze Donalda Trumpa na prezydenta, bardzo mocno się skomplikowały, problemów jakie spowodował Brexit i w końcu – coś, co nazwane było kryzysem strefy euro, a w sumie prowadzi do podziału wspólnoty na Unię dwóch prędkości.

W sumie we wszystkich tekstach pojawia się wątek populizmu (szkoda, że nie wyeksponowano go jako czwartego elementu tytułu) – trzeba jednak postawić pytanie: czy pojawienie się ruchów, haseł populistycznych, jest wynikiem kryzysu Unii, czy też to one ten kryzys spowodowały. Odpowiedź na to pytanie wydaje się kluczowe, ale w prezentowanym tomie wydaje się jej brakować. W kolejnych artykułach omówione są partie i ruchy polityczne prezentujące programy populistyczne: francuskie (tekst Yann Le Lann i Antoine de Cabanes „Francuscy Niepokorni versus Front Narodowy – różnice między skrajnie prawicowym a lewicowym populizmem”), polskie (tekst Rafała Pankowskiego „Internacjonalizacja nacjonalizmu i główny nurt nienawiści – powstanie skrajnej prawicy w Polsce”), czy austriackie (tekst Waltera Baiera „Między dwoma kryzysami? – Wybory austriackie w 2017 r. z perspektywy europejskiej”).

Jeszcze jedna przyczyna dezintegracji Wspólnoty podawana jest przez Autorów tekstów. To nacjonalizm, który przez dziesięciolecia po 1945 roku co prawda istniał, ale skrzętnie był skrywany jako niepoprawny politycznie, lub był skutecznie zwalczany/tłumiony przez władze, wybuchł pod koniec wieku 20. ze zdwojoną siłą. Dotyczyło to przede wszystkim państw odzyskujących niepodległość po rozpadzie ZSRR, czy szerzej – wszystkich państw i społeczeństw znajdujących się do 1989/1990 roku w strefie wpływów ZSRR, ale tendencje takie wystąpiły w całej Europie. Hasła nacjonalistyczne przyjęło wiele partii prawicowych, łącząc je z populistycznymi, w momencie pojawienia się sytuacji kryzysowych (najbardziej widoczne stało się to w związku z niekontrolowanym napływem do Europy migrantów z Azji i Afryki), zyskały niespotykane jak do tej pory poparcie w wielu krajach, co znalazło bezpośrednie odbicie w wynikach wyborów (m.in. we Francji, Niemczech, na Węgrzech, w Polsce). Dlatego warto zwrócić uwagę na tekst Harisa Golemisa, który w swoim tekście „Odrzucanie historycznego rewizjonizmu w praktyce – grecki minister sprawiedliwości. Bojkot konferencji w Tallinie na temat ofiar komunizmu”, pisze wprost o tym, że „rewizja historii – europejskiej i światowej – […] przez środki równoważące komunizm i nazizm ma wpływ na integrację europejską, jeśli chodzi o podsycanie nacjonalizmu i geostrategicznego konfliktu między Zachodem a Rosją”. I nie napotyka to na sprzeciw środowisk lewicowych, które wydają być zastraszone tą falą nacjonalizmu i popularnością ruchów neofaszystowskich, nie protestują przeciwko tezom głoszonym przez rewizjonistów historii (Golemis wymienia kilku: Ernsta Nolte, François Fureta, Stephana Courtois; w Polsce jest to środowisko historyków związanych głównie z IPN), a co więcej, czasami niestety same w źle pojętej chęci uwiarygodnienia się wobec własnych społeczeństw, przejmują hasła populistyczne i współbrzmiące z rewizjonistyczną narracją historii.

Lektura tomu, jeśli czytelnikami są zwolennicy integracji europejskiej, a do tego reprezentujący lewicowe poglądy, nie napawa optymizmem. Ze wszystkich tekstów przebija zaniepokojenie kondycją Unii, fakt, że sytuacja kryzysowa w jakiej się znalazła, powoduje iż bliżej jest jej rozpadu, niż dalszego zacieśniania współpracy. I co więcej, lewica tak na prawdę sama przeżywa głęboki kryzys i nie ma własnego pomysłu na to, jak z niego wyjść, a co dopiero podpowiedzieć jakieś rozwiązania mogące doprowadzić do uzdrowienia Unii. Co ważne, takie wnioski nie formułują środowiska wrogie lewicy, ale jej prominentni politycy. Przewodniczący Partii Europejskiej Lewicy Gregor Gysi w swoim tekście „Europa – jej błędne linie i przyszłość” pisze wprost o słabości lewicy w Europie. Zmieniły się bowiem warunki w jakich przyszło teraz działać partiom lewicowym – kryzys Europy bezpośrednio ma wpływ na status i działanie partii lewicowych zarówno w skali kontynentu, jak i w poszczególnych państwach. „Organizacja ta [EL – przypis KK] została założona, kiedy żyliśmy w znacznie spokojniejszych czasach. Idee neoliberalne, to prawda, nadal były szeroko akceptowane, i o wiele mniej wątpliwe niż są teraz, ale jednocześnie nie było prawie żadnych wcześniejszych ostrzeżeń przed powagą kryzysu, w obliczu którego stoimy teraz.” Dziś natomiast pojawiły się nowe zjawiska (m.in. wymienione przez Kavana), oraz partie, które odwołując się do lęków przed niepewną przyszłością, a jednocześnie obiecując obywatelom bezpieczeństwo, przejęły dużą część elektoratu lewicowego. Gysi podaje przykład Polski i Węgier jako państw „z ich prawicowymi rządami, [które] są w procesie stawania się autorytarnymi nacjonalistycznymi reżimami” i niestety należy zgodzić się z tą opinią.

Niewątpliwie istnieje potrzeba dyskusji o przyszłości Europy. Odwołując się jeszcze raz do słów Gysi’ego „moim zdaniem dyskusje, mimo że same w sobie nie są złe, często mają funkcję maskowania porażki”, można byłoby je odebrać jak wywieszenie białej flagi. I faktycznie może okazać się to prawdą, jeśli nie zostaną spełnione dwa warunki: po pierwsze – lewica musi przyznać sama przed sobą, że poniosła porażkę w zderzeniu z problemami i zagrożeniami współczesności, i po drugie – uznać, że nie ma wroga na lewicy, zakończyć spory ideowe (ale i ambicjonalne) i zjednoczyć się dla wypracowania wspólnego programu, który pozwoli lewicy odzyskać utracone miejsce w europejskim świecie.
A prezentowany tom potraktować jako jeden z głosów lewicy w dyskusji o stanie Unii Europejskiej.

 

Transform! Yearbook 2018: Integration –Disintagration – Nationalism, wyd. Walter Baier, Eric Canepa i Eva Himmelstoss, Merlin Press, Londyn 2017.