48 godzin sport

Konarski chce grać za granicą
Jastrzębski Węgiel stracił grającego na pozycji atakującego Dawida Konarskiego. nasz reprezentacyjny siatkarz jeszcze kilka tygodni temu szykował się do przedłużenia kontraktu z tym klubem i nawet zdołał porozumieć się co do warunków płacowych. Po wybuchu epidemii szefowie Jastrzębskiego Węgla musieli jednak dość radykalnie zmniejszyć budżet klubu i w tej sytuacji nie byli już w stanie sprostać oczekiwaniom finansowym Konarskiego. Siatkarz nie zamierzał się godzić na radykalną obniżkę wynegocjowanego już kontraktu i wszystko wskazuje, że najbliższy sezon spędzi za granicą. „Kilka klubów szuka atakującego, więc nie obawiam się, że pozostanę bez pracy” – stwierdził Konarski w jednym z wywiadów.

Oddali premie dla amatorów
Piłkarze reprezentacji Portugalii zgodzili się oddać połowę premii za awans na Euro 2020. Chodzi o kwotę 4,7 mln euro, która ma zostać przekazana na fundusz wspierania futbolu amatorskiego futbolu. Pieniądze trafią do lokalnych stowarzyszeń oraz amatorskich klubów piłkarskich. Piłkarze i trenerzy będą z nich korzystać do zakończenia sezonu 2019/2020. O szlachetnym geście reprezentantów poinformowała w poniedziałek Portugalska Federacja Piłki Nożnej (FPF). Reprezentacja tego kraju to aktualny mistrz Europy. Do turnieju Euro 2020 awansowała z drugiego miejsce w grupie B (lepsza była Ukraina). W przełożonych na przyszły rok finałach mistrzostw Europy zagra w jednej grupie z Niemcami, Francją oraz zwycięzcą jednego z baraży.

Skoczył 5,70 m w ogrodzie
Francuski tyczkarz Renaud Lavillenie, mistrz olimpijski z Londynu, podczas przerwy spowodowanej epidemią koronawirusa podtrzymuje sportową formę trenując w swoim domu. Ma przy tym tę jeszcze wygodę, że posiada duży ogród, w którym bez trudu zmieścił skocznię, zeskok i rozbieg. W takich komfortowych warunkach mógł jednak rywalizować tylko sam ze sobą. Ale żeby jego trud nie poszedł na marne, swoje najlepsze skoki nagrywał i zamieszczał na Twitterze. Pierwszy filmik dokumentował udaną próbę na wysokości 5,61 m, a najnowszy, opublikowany w świąteczny weekend, już 5,70 m. 33-letni Lavillenie ma nadzieję, że pod koniec odbędą się mistrzostwa Europy w Paryżu (ostateczna decyzja w tej kwestii ma zapaść 7 maja). Francuz jest jednym z faworytów konkursu tyczkarzy. Jego najlepszy rezultat to 6,16 m.

Drogba udostępni szpital
Znakomity przed laty iworyjski piłkarz Didier Drogba po zakończeniu sportowej kariery w 2018 roku rzucił się w wir rozlicznych interesów, a jednym z nich jest stworzona przez niego w ojczystym Wybrzeżu Kości Słoniowej sieć szpitali. Niedawno jeden z nich oddał do dyspozycji władzom swojego kraju. 42-letni gwiazdor futbolu, który największe sukcesy święcił w barwach Chelsea Londyn (2004-2012), którym to zespołem wygrał w sezonie 2011/2012 Ligę Mistrzów, przekazał iworyjskim służbom medycznym swoją placówkę medyczną w Abidżanie na cele walki z epidemią koronawirusa, która w Wybrzeżu Kości Słoniowej dopiero się zaczyna.

W Jastrzębiu chcą grać

Kilka dni temu zarząd Jastrzębskiego Węgla ogłosił, że nie chce już czekać na wznowienie rozgrywek i wycofuje swój zespół z rywalizacji w Lidze Mistrzów siatkarzy. Teraz jednak szefowie tego klubu zmienili zdanie.

Z powodu pandemii koronawirusa Europejska Konfederacja Siatkówki (CEV) zawiesiła rywalizację w Lidze Mistrzów, ale jej nie odwołała. Rozgrywki przerwano w fazie ćwierćfinałowej. Drużyna z Jastrzębia-Zdroju na tym etapie miała zmierzyć się z włoskim Itas Trentino, lecz najpierw odmówiła wyjazdu do już wówczas ogarniętych epidemią koronawirusa Włoch, potem nie doszły do skutku dwa spotkania wyznaczone na neutralnym boisku w słoweńskim Mariborze, aż następnie rozstrzygnięcie rywalizacji uniemożliwiła decyzja CEV o zawieszeniu rozgrywek. Do półfinału zdążyły zakwalifikować się na dwa zespoły – włoski Cucine Lube Civitanova (wyeliminował belgijski Knack Roeselare) oraz rosyjski Kuzbass Kemerowo (okazał się lepszy od ZAKSY Kędzierzyn-Koźle), natomiast w parze Fakieł Nowy Urengoj – Sir Sicoma Monini Perugia (Vital Heynen, Wilfredo Leon) włoski zespół w pierwszym meczu wygrał na wyjeździe w Rosji 3:1.
Działacze Jastrzębskiego Węgla pod koniec marca postanowili wycofać zespół, ale po kilku dniach doszli do słusznego wniosku, że była to pochopna decyzja. Swoje obecne stanowisko sformułowali w oficjalnym komunikacie: „W związku z zawieszeniem rozgrywek Ligi Mistrzów w sezonie 2019/2020 na etapie ćwierćfinałów i brakiem dalszych decyzji Europejskiej Konfederacji Siatkarskiej (CEV) w tym zakresie, wystosowaliśmy pismo do CEV, w którym nasz klub wyraził wolę dokończenia bieżącej edycji tych rozgrywek w późniejszym terminie. Ponadto wystąpiliśmy z wnioskiem, aby w przypadku braku możliwości dokończenia bieżącej edycji rozgrywek Ligi Mistrzów do kolejnej jej edycji włączony został zespół Jastrzębskiego Węgla oraz inne zespoły, które w tej edycji nie mają możliwości dokończenia tych rozgrywek. Wobec złożonego pisma klub oczekuje na ostateczne stanowisko CEV w tej sprawie”.

Jastrzębski Węgiel odpuścił Ligę Mistrzów

Europejska federacja siatkówki (CEV) wciąż zwleka z podjęciem decyzji w sprawie zawieszonych rozgrywek Ligi Mistrzów. Ostatni z polskich zespołów, który jeszcze w nich uczestniczy, Jastrzębski Węgiel, postanowił nie czekać i sam wycofał się z rywalizacji.

W ćwierćfinale Ligi Mistrzów siatkarzy drużyna z Jastrzębia-Zdroju trafiła na włoski zespół Trentino Itas. Pierwszy spotkanie miało się odbyć we Włoszech, ale właśnie wtedy wybuchła w tym kraju epidemia koronawirusa i kierownictwo polskiego klubu odmówiło wysłania drużyny, godząc się nawet na walkower. Działacze CEV nie odważyli się na nałożenie takiej sankcji i zdecydowali, że oba spotkania odbędą się na neutralnym terenie w słoweńskim Mariborze. Ale zanim do nich doszło, także w tym kraju pojawił się koronawirus i jego władze zakazały organizowania wszelkich imprez masowych. Potem europejska federacja w ogóle zawiesiła rozgrywki Ligi Mistrzów, ale do tej pory ich nie odwołała. Ponoć decyzja w tej sprawie ma zapaść 6 kwietnia, ale prezes zarządu Jastrzębskiego Węgla, Adam Gorol, nie chciał już dłużej czekać i po rozważeniu wszystkich za i przeciw postanowił wycofać zespół z dalszej rywalizacji.
„Nie wyobrażam sobie grania w sytuacji, gdy w Europie szaleje koronawirus. Poza tym nasza krajowa liga już zakończyła sezon, a wprowadzone w kraju przez rząd ograniczenia uniemożliwiają organizowanie treningów z udziałem całego zespołu. Kilku występujących w naszym zespole obcokrajowców wyjechało już z Polski, kolejni pakują bagaże. W tej sytuacji nie widzę możliwości dokończenia rozgrywek Ligi Mistrzów, zwłaszcza że w ćwierćfinale są trzy ekipy z Włoch, gdzie epidemia pochłonęła najwięcej ofiar w Europie” – wyjaśnia swoją decyzję prezes Gorol.
Trudno nie przyznać mu racji, ale mimo to jego decyzja wygląda na zbyt pochopną. Wycofać zespół mógł przecież równie dobrze za tydzień, czyli już po ogłoszeniu decyzji przez CEV. Sądząc po skali rozwoju pandemii koronawirusa na naszym kontynencie, na dokończenie Ligi Mistrzów w ciągu najbliższych tygodni, a nawet miesięcy, praktycznie nie ma mowy. Europejska federacja może natomiast przenieść je, na przykład, na jesień i dokończyć w jeden weekend formule turnieju.
A jeśli taka decyzja zapadnie, rezygnacja Jastrzębskiego Węgla zostanie z pewności przez CEV uznana jako walkower na korzyść Trentino Itas. Wątpliwe też, by po czym takim działacze europejskiej federacji rozpatrzyli pozytywnie prośbę prezesa Gorola o dopuszczenie do nowej edycji Ligi Mistrzów wszystkich ćwierćfinalistów z obecnej.
Dla jastrzębian przyjęcie takiego rozwiązania jest teraz o tyle ważne, że w krajowej PlusLidze zajęli dopiero czwarte miejsce, przez co nie uzyskali prawa do gry w Lidze Mistrzów w nowym sezonie. Z polskich drużyn takie prawo występu w tych prestiżowych rozgrywkach dostały Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, VERVA Warszawa ORLEN Paliwa i PGE Skra Bełchatów.

Mają grać w Mariborze

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla rozegrają oba ćwierćfinałowe mecze Ligi Mistrzów CEV z włoskim zespołem Itas Trentino w słoweńskim Mariborze. Spotkania mają się odbyć 13 i 14 marca.

O wyznaczeniu terminu przełożonego z powodu epidemii koronawirusa meczu tych drużyn, który miał zostać rozegrany 5 marca w Trydencie, poinformowała Europejska Konfederacja Siatkarska (CEV). Polski klub odmówił wysłania swoich zawodników do ogarniętych epidemią Włoch i zaproponował rozegranie meczu na neutralnym terenie, w Austrii. Szefowie Itas Trentino nie zgodzili się na takie rozwiązanie licząc na walkower, lecz CEV ostatecznie nakazał rozegranie obu spotkań w Mariborze.
Mecze w hali Sportna Dvorana Ljudski Vrt zostaną rozegrane z ograniczonym udziałem publiczności (władze Słowenii wprowadziły właśnie zakaz organizowania imprez powyżej 500 widzó). Ten obiekt ma też być areną czterech meczów 1/4 finału siatkarskiej Ligi Mistrzyń: 18 marca Fenerbahce Stambuł zagra tam z ekipą Igor Gogronzola Novara, a Savino Del Bene Scandicci z Eczacibasi Stambuł. Rewanże odbędą się następnego dnia.

ZAKSA górą w Rosji

W pierwszym meczu ćwierćfinału Ligi Mistrzów siatkarzy Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonała na wyjeździe rosyjski zespół Kuzbass Kemerowo 3:2. Druga z naszych ekip występująca w tej fazie rozgrywek, Jastrzębski Węgiel, odmówiła wyjazdu do Włoch na czwartkowy mecz z Itas Trentino. Spotkanie zostało przełożone na inny termin.

Aktualni mistrzowie Rosji w grupie B rozgrywek Ligi Mistrzów zajęli drugą pozycję, ustępując jedynie lokalnemu rywalowi, Fakiełowi Nowy Urengoj. Ekipa z Kędzierzyna-Koźla przeszła natomiast przez fazę grupową jak burza nie tracąc w niej choćby seta. Mimo to siatkarze ZAKSY Kędzierzyn-Koźle musieli stoczyć w Rosji twardy bój, ale ostatecznie pokonali Kuzbass Kemerowo na jego boisku 3:2 (22:25, 26:24, 17:25, 28:26, 16:14) i przed rewanżem u siebie są w komfortowej sytuacji. Losy awansu do półfinału Ligi Mistrzów nie zostały jednak jeszcze przesądzone. Kędzierzynianie wszystkie swoje sety w Kemerowie wygrali grając na przewagi (26:24, 28:26 i w tie-breaku 16:14), ale trzecią partię przegrali 17:25. To tylko pokazuje jak wyrównane było to spotkanie, dlatego rewanż z ekipą Kuzbassu wcale nie będzie formalnością, chociaż nawet sami Rosjanie uczciwie przyznali, że bliższy awansu do półfinału jest polski zespół. Rewanż odbędzie się 11 marca w Arenie Gliwice.
Na pewno jednak więcej nerwów w ten weekend stracili gracze Jastrzębskiego Węgla, drugiej z naszych drużyn rywalizujących w 1/4 finału Ligi Mistrzów siatkarzy (co ciekawe, trzecia z naszych ekip uczestniczących w tych rozgrywkach w fazie grupowej, VERVA Warszawa, nie wywalczyła awansu, chociaż w rodzimej PlusLidze jest liderem przed ZAKSĄ i Jastrzębskim Węglem). Jastrzębianie z ćwierćfinale trafili na włoski zespół Itas Trentino. W pierwotnym termini pierwsze spotkanie tych zespołów miało się odbyć w miniony czwartek we Włoszech, ale szefowie polskiego klubu odmówili wyjazdu do Trydentu z powodu szalejącej na Półwyspie Apenińskim epidemii koronawirusa.
„Zdrowie nasze i naszych bliskich jest najważniejsze. My z lekkim katarem czy gorączką nie leżymy w łóżku, a normalnie funkcjonujemy i jeździmy dalej po kraju. Istnieje ryzyko rozprzestrzenienia wirusa po naszym powrocie z Włoch. To byłoby nieodpowiedzialne. Może mam za dużą wyobraźnię, ale w tej sytuacji federacja europejska pokpiła sprawę nie stając po naszej stronie od samego początku” – stwierdził jeden z liderów Jastrzębskiego Węgla Dawid Konarski.
Od poniedziałku, kiedy to prezes klubu z Jastrzębia-Zdroju Adam Gorol ogłosił, że bez względu na konsekwencje jego zespół do Włoch nie pojedzie na mecz, Europejska Konfederacja Piłki Siatkowej (CEV) zagroziła walkowerem. I groźba ta była aktualna aż do środy wieczorem, kiedy to włoski rząd wydał rozporządzenie o zakazie zgromadzeń na terenie całego kraju, siatkarscy działacze w końcu poszli po rozum do głowy i wydali decyzję o przełożeniu meczu Jastrzębskiego Węgla z Itas Trrentino na inny termin. Nieładnie w tej sytuacji zachowali się też szefowie włoskiego klubu, którzy do samego końca nie chcieli pójść na żadne ustępstwa i nawet wtedy, gdy już było wiadomo, że przypadki koronawirusa wykryto także w Trydencie, domagali się mimo to rozegrania meczu z polskim zespołem w pierwotnym terminie. Teraz będą musieli pogodzić się z decyzją grze na neutralnym terenie.
W pierwszych meczach ćwierćfinałowych dobrze wypadły natomiast dwa inne włoskie zespoły z polskimi siatkarzami w składzie. Drużyna Sir Safety Monini Perugia, której trenerem jest belgijski selekcjoner reprezentacji Polski Vital Heynen, a kluczowym zawodnikiem Kubańczyk z polskim paszportem Wilfredo Leon, wygrała na wyjeździe z Fakiełem Nowy Urengoj 3:1. Tym zwycięstwem podopieczni Heynena poprawili sobie humory po porażce z lokalnym rywalem. Półtora tygodnia temu po serii 23 wygranych meczów ekipa z Perugii przegrała z Cucine Lube Civitanova w Pucharze Włoch. Daleka wyprawa na północ Rosji zakończyła się jednak sukcesem i Sir Safety Monini raczej na sto procent jest już w półfinale europejskich rozgrywek.
W ekipie pogromców zespołu Heynena, Cucine Lube Civitanova, występuje inny z reprezentantów Polski Mateusz Bieniek. Ta włoska drużyna w Lidze Mistrzów w 1/4 finału rywalizuje z belgijskim Knack Roeselare. W pierwszym spotkaniu Cucine Lube wygrało gładko 3:0 i przed rewanżem jest murowanym kandydatem do awansu.

Jastrzębski Węgiel odmawia gry w Italii

Mimo dynamicznie rozszerzającej się we Włoszech epidemii koronawirusa europejska federacja siatkówki (CEV) nie zgodziła się na przeniesienie zaplanowanego na czwartek 5 marca pierwszego meczu ćwierćfinałowego Ligi Mistrzów między Itas Trentino a Jastrzębskim Węglem. To dziwna decyzja, bo inne spotkania zostały przełożone. Polski klub w poniedziałek oficjalnie zakomunikował, że do Włoch nie pojedzie, chociaż grozi mu za to walkower.

Z powodu epidemii koronawirusa rozgrywki we włoskich ligach siatkarskich zostały zawieszone do początku marca, ale wątpliwe by szybko zostały wznowione, skoro miejsc wykrycia wirusa COVID-19 na Półwyspie Apenińskim wciąż przybywa. Do minionego poniedziałku w Trydencie nie odnotowano jednak zachorowań, dlatego działacze klubu Itas Trentino nie zgodzili się na przeniesienie zaplanowanego na czwartek 5 marca pierwszego meczu w 1/4 finału Ligi Mistrzów z Jastrzębskim Węglem. O zmianę miejsca wnioskował polski klub, proponując rozegranie spotkania albo Polsce, albo na neutralnym boisku w Austrii.
Włosi stanowczo się na takie rozwiązanie nie zgodzi, a co ciekawe, po ich stronie w tym sporze opowiedziały się władze CEV, które swoja przychylną dla Itas Trentino decyzję argumentowały tym, iż „teren, gdzie rozegrane zostanie spotkanie, nie jest objęty zagrożeniem”. Prezes klubu z Jastrzębia-Zdroju Adam Gorol nie uległ jednak presji i w miniony poniedziałek ogłosił, że jego zespół do Włoch jednak nie poleci. „Mając w szczególności na uwadze obawy i dyskomfort naszego zespołu, nie wykluczając możliwości ewentualnej kwarantanny naszych zawodników i sztabu szkoleniowego, co skutkowałoby brakiem możliwości dalszego uczestnictwa naszego zespołu w rozgrywkach krajowych, jako prezes zarządu Klubu, uwzględniając czysto ludzkie argumenty zawodników, podjąłem decyzję o odwołaniu wyjazdu naszej drużyny na mecz ćwierćfinału Ligi Mistrzów z Trentino Itas w Trento” – poinformował oficjalnie sternik Jastrzębskiego Węgla.
A w wypowiedzi dla mediów dodał: „Włosi twierdzą, że nie ma żadnych przeciwwskazań, żeby rozegrać mecz na ich boisku. Argumentują, że służby medyczne nie wydały żadnego zakazu, zaś centrum epidemii znajduje się dwieście kilometrów od Trento. Chcą grać w wyznaczonym terminie w swojej hali i przy pełnych trybunach. Tymczasem nasi zawodnicy obawiają się wyjazdu. Nie chcemy ryzykować ich zdrowia, zwłaszcza że CEV jest niekonsekwentna, przecież niektóre zespoły otrzymały zgodę na to, by na razie nie grać we Włoszech”.
W poniedziałkowy wieczór sytuacja uległa jednak diametralnej zmianie, bowiem u 83-letniej mieszkanki Trydentu wykryto wirus COVID-19 i trafiła na oddział zakaźny miejscowego szpitala. Kwarantannie została poddana także osoba, która mieszkała z ofiarą koronawirusa. To pierwszy przypadek wystąpienia tej choroby w Trydencie, a zatem CEV raczej nie ma już teraz wyboru i musi przenieść spotkanie na neutralny teren. Zmusić graczy polskiego klubu do gry nie zmusi, a walkower na niekorzyść Jastrzębskiego Węgla byłby w tej sytuacji wręcz niewiarygodnym skandalem.
Termin meczu rewanżowego wyznaczono na 12 marca.

Mamy dwie ekipy w ćwierćfinale

Najefektowniej z trzech naszych siatkarskich drużyn w fazie grupowej Ligi Mistrzów zagrała ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Rywalizujący w grupie E kędzierzynianie w środę podtrzymali zwycięską passę i wygrali z VfB Friedrichshafen 3:0, kończąc zmagania z kompletem punktów i bez straty seta. Są pierwszym polskim zespołem w historii, który dokonał takiego wyczynu na tym etapie rozgrywek.

Ekipa ZAKSY przed ostatnim meczem grupowym, z VfB Friedrichshafen, miała już awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów w kieszeni, lecz mimo tej komfortowej sytuacji rywale nie mieli co liczyć na ulgowe potraktowanie. Trener Nikola Grbić zapowiadał, że jego podopieczni będą chcieli na swoim boisku wygrać z dwóch powodów – dla poprawienia nastroju po niedzielnej porażce 2:3 z PGE Skrą Bełchatów w krajowej lidze oraz żeby zakończyć zmagania w grupie E w glorii niepokonanej drużyny. Ta motywacja w zupełności wystarczyła, żeby pokonać niemiecki zespół 3:0 (25:21), 25:21, 25:23). ZAKSA jako jedyna w stawce 20 uczestników fazy grupowej wygrała wszystkie spotkania po 3:0. W grupie E rywalizowały jeszcze belgijski Knack Roeselare oraz serbska Vojvodina NS Seme Nowy Sad. W meczu tych drużyn wygrali Belgowi i dzięki temu zapewnili sobie awans do ćwierćfinału z drugiego miejsca.
Ostatnia kolejka zmagań w naszej siatkarskiej ekstraklasie była nieudana także dla ekip Jastrzębskiego Węgla oraz VERVY Warszawa. Jastrzębianie przegrali z Aluronem Virtu CMC Zawiercie 2:3, zaś warszawianie z Cerradem Eneą Czarnymi Radom 1:3. W Lidze Mistrzów w zdecydowanie lepszej sytuacji była jednak ekipa z Jastrzębia-Zdroju, bo przed ostatnią kolejką spotkań była z kompletem zwycięstw liderem grupy C i miała już zapewniony awans. W ostatnim meczu jastrzębianie zagrali na wyjeździe z belgijskim Greenyard Maaseik. U siebie pokonali ten zespół 3:0, więc pewnie przy maksymalnej mobilizacji daliby radę zwyciężyć i w rewanżu, ale chyba im na tym specjalnie nie zależało, bo chociaż po zaciętej walce, to jednak ulegli 2:3. Ta porażka pogrążyła rosyjskiego potentata, Zenit Kazań, który po latach sukcesów w Lidze Mistrzów (pięć triumfów, raz drugie i raz trzecie miejsce), w tym sezonie sensacyjnie nie zdołał nawet wyjść z grupy. Siatkarze z Kazania sami sobie są winni, bo grali słabo i przegrali nie tylko oba spotkania z Jastrzębskim Węglem, ale też z Greenyard Maaseik, więc ich wygrana w szóstej kolejce z Halkbankiem Ankara (3:1) miałaby znaczenie tylko wówczas, gdyby polski zespół pokonał Belgów, a jeszcze swoje mecze przegrały rywalizujące w innych grupach drużyny Trentino i Knack Roeselare. Nic takiego się nie zdarzyło i w konsekwencji występujący w Zenicie Kazań Earvin Ngapeth, Cwetan Sokołow, Maksim Michajłow, Aleksander Butko czy Artiom Wolwicz będą oglądać dalsze zmagania w Lidze Mistrzów już tylko w roli widzów.
Równie matematyczne szanse na awans do ćwierćfinału jak Zenit miała też ekipa VERVY Warszawa. Zajmowała co prawda drugą lokatę w grupie D, ale do kolejnej fazy rozgrywek z drugich miejsc przechodzą tylko trzy zespoły z najlepszym bilansem. A ekipa VERVY w miała najsłabszy dorobek w tym gronie – tylko dwa wygrane mecze i sześć punktów. Na dodatek w ostatnim spotkaniu fazy grupowej warszawianie grali na wyjeździe z zespołem Vitala Heynena i Wilfredo Leona – Sir Sicoma Monini Perugia. Włoski zespół miał już awans w kieszeni, więc trener Heynen wystawił do gry rezerwowy skład, dając odpocząć m.in. Leonowi, a mimo to ekipa VERVY przegrała spotkanie 1:3 (17:25, 27:25, 16:25, 19:25) i pożegnała się w tym sezonie z marzeniami o podboju europejskich parkietów.
W czwartek dokonano losowania par 1/4 finału: Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle trafiła na rosyjski Kuzbass Kemerowo, a Jastrzębski Węgiel na włoski Trentino Itas. Pozostałe pary: Knack Roeselare (Belgia) – Cucine Lube Civitanova (gra w nim Mateusz Bieniek), Fakieł Nowy Urengoj – Sir Sicoma Monini Perugia. Pierwsze mecze 3-5 marca, rewanże 10-12 marca. Liga włoska ma trzy zespoły, polska i rosyjska po dwa, a belgijska jeden.
W rywalizacji siatkarek w Lidze Mistrzyń także zakończyła się faza grupowa. Uczestniczące w niej dwie polskie drużyny – ŁKS Commercecon Łódź i Grot Budowlane Łódź, zakończyły zmagania na trzecich miejscach w swoich grupach i nie wywalczyły awansu do ćwierćfinału. Do tego etapu rozgrywek awansowały natomiast zespoły: Eczacibasi VitrA Stambuł, VakifBank Stambuł, Fenerbahce Opet Stambuł, Igor Gorgonzola Novara (Zuzanna Górecka), Savino Del Bene Scandicci (Agnieszka Kąkolewska i Magdalena Stysiak), Imoco Volley Conegliano (Joanna Wołosz), Dynamo Moskwa i Allianz MTV Stuttgart.

Mamy dwa zespoły w ćwierćfinale LM

Na kolejkę przed końcem fazy grupowej siatkarskiej Ligi Mistrzów ekipy Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębskiego Węgla zapewniły już sobie awans z pierwszego miejsca do ćwierćfinału rozgrywek. Nie udało się tego dokonać drużynie lidera PlusLigi VERVIE Warszawa, która definitywnie pogrzebała szanse po porażce z Tours VB.

Wydarzeniem rozegranej w środku tego tygodnia 5. kolejki siatkarskiej Ligi Mistrzów było bez wątpienia nadspodziewanie łatwe zwycięstwo Jastrzębskiego Węgla z rosyjskim potentatem, Zenitem Kazań. Była to potyczka na szczycie grupy C. Jastrzębski Węgiel przystępował do rewanżowego meczu z Zenitem Kazań jako lider, a rosyjski zespół zajmował w tabeli drugą lokatę mając po stronie minusów niespodziewaną porażkę z polskim zespołem u siebie. Po czterech kolejkach gier jastrzębianie mieli na koncie 11 punktów i stosunek setów 12:2, natomiast ekipa z Kazania, w składzie której są takie gwiazdy światowej siatkówki, jak Francuz Earvin N’Gapeth, Rosjanin Maksim Michajłow czy Bułgar Cwetan Sokołow, zgromadziła osiem punktów. Dwa pozostałe zespoły w tej grupie, belgijski Noliko Maaseik i Halkbank Ankara nie liczyły się już w walce o awans.
Dla Jastrzębskiego Węgla potyczka z Zenitem była ważna głównie dlatego, że w przypadku ponownego pokonania rosyjskiego zespołu jastrzębianie zapewniali sobie awans do ćwierćfinału rozgrywek bez względu na wynik ostatniego meczu grupowego z Noliko Maaseik. Zadanie nie zapowiadało się na łatwe do wykonania, chociaż 18 stycznia gracze Jastrzębskiego Węgla w nieprawdopodobnych okolicznościach wygrali w Kazaniu 3:2, chociaż w tie breaku przegrywali już 9:14. Ale obronili pięć piłek meczowych i ostatecznie zwyciężyli 16:14.
Podrażniony tą porażką rosyjski zespół zapowiadał srogi rewanż w Polsce, ale gdy przyszło do walki na parkiecie, te zapowiedzi okazały się obietnicami bez pokrycie. Gospodarze zaczęli znakomicie i dość łatwo wygrali pierwszego seta 25:18. W drugiej partii rywale podjęli walkę i jastrzębianie rozstrzygnęli tę partię dopiero w grze na przewagi 30:28. Dopiero w trzecim secie drużyna Zenita Kazań wykazała swą wyższość wygrywając 25:19, lecz to było wszystko, na co rywale im pozwolili. W czwartej odsłonie meczu ponownie górą byli jastrzębianie wygrywając po zaciętej walce 25:23, a całe spotkanie 3:1. Tym sposobem po raz drugi pognębili zespół odrywający w minionej dekadzie wiodącą role w europejskiej siatkówce, finalistę poprzedniej edycji Ligi Mistrzów.
Znacznie łatwiejszą przeprawę w 5. kolejce Ligi Mistrzów mieli gracze ZAKSY Kedzierzyn-Koźle. Aktualni mistrzowie Polski w grupie E siatkarskiej Champions League nie mieli przeciwników klasy Zenita Kazań, więc po czterech kolejkach prowadzili w tabeli z kompletem zwycięstw i bez straty choćby jednego seta, więc mieli już awans do ćwierćfinału w kieszeni. Dlatego trener ZAKSY Nikola Grbić w spotkaniu z Vojvodinę NS Seme Nowy Sad posłał na parkiet rezerwowy skład. Mimo to kędzierzynianie gładko pokonali rywali 3:0, w setach 25:11, 25:22, 25:18. W ostatnim spotkaniu grupowym ZAKSA zmierzy się 19 lutego u siebie z niemieckim VfB Friedrichshafen.
Najsłabiej z tercetu polskich drużyn w obecnych rozgrywkach Ligi Mistrzów spisała się ekipa VERVY Warszawa, co jest zaskoczeniem, bo przecież w rodzimej lidze warszawianie są liderami przed ZAKSĄ, PGE Skrą Bełchatów i Jastrzębskim Węglem. Przed środową wyjazdową potyczka w 5. kolejce LM z francuskim Tours VB sytuacja warszawskiej drużyny była jasna – żeby marzyć jeszcze o awansie do dalszej fazy tych rozgrywek musiała wygrać ten mecz. Niestety, osłabieni brakiem kontuzjowanego Bartosza Kwolka ekipa VERVY przegrała nadspodziewanie łatwo 0:3, w setach 21:25, 21:25 i 20:25). I w ostatniej zagra o „pietruszkę”.

Trzy zwycięstwa w Lidze Mistrzów

Zespoły Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, VERVY Warszawa Orlen Paliwa oraz Jastrzębskiego Węgla wygrały swoje mecze w 4. kolejce Ligi Mistrzów siatkarzy. W najlepszej sytuacji znajduje się ekipa ZAKSY, która w swojej grupie jest jak dotąd niepokonana i już zapewniła sobie awans do 1/4 finału.

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn Koźle w czwartej serii meczów siatkarskiej Ligi Mistrzów ograła belgijskie Knack Roeselare 3:0. To było czwarte zwycięstwo mistrzów Polski w grupie E. Podopieczni trenera Nikoli Grbicia nie stracili w nich nawet jednego seta. Dzięki temu byli już tylko o krok od awansu do następnej fazy rozgrywek, ale formalnie stało się to dopiero wtedy, gdy niemiecki VfB Friedrichshafen przegrał pierwszego seta w starciu z serbską Vojvodiną Nowy Sad. Tym samym ekipa ZAKSY potwierdziła, że lekki kryzys formy, jaki dopadł ją w PlusLidze w przegranych meczach z Jastrzębskim Węglem (2:3) i MKS Będzin (1:3), ma już za sobą. Mistrzowie Polski nie zagrali w najsilniejszym składzie, bo trener Grbić dał odpocząć filarom zespołu, Aleksandrowi Śliwce i Łukaszowi Wiśniewskiemu. Mimo to ZAKSA zespół ZAKSY wyraźnie górował nad ekipą gości od pierwszej do ostatniej akcji.
Jastrzębianie przystępowali do meczu opromienieni zwycięstwami nad Zenitem Kazań w Lidze Mistrzów i Grupą Azoty Kędzierzyn-Koźle w PlusLidze, ale też trochę przygnębieni niedawną porażką 0:3 z VERVĄ Warszawa w meczu na szczycie naszej siatkarskiej ekstraklasy. W wyjazdowym starciu z Halkbankiem Ankara gracze trenera Slobodana Kovaca chcieli powetować sobie porażkę z liderem PlusLigi. I zrobili to błyskawicznie, pokonując turecki zespół 3:0 (25: 18, 25:18, 25:15). Było to czwarte zwycięstwo jastrzębian w tych rozgrywkach, a to oznacza, że prowadzą w grupie C z kompletem punktów i są już tylko o krok od awansu do ćwierćfinału. Mogą go przypieczętować już w najbliższej kolejce w spotkaniu u siebie z Zenitem Kazań, ale w zapasie mają jeszcze ostatni w fazie grupowej mecz z Greenyard Maaseik.
Także ekipa VERVY Warszawa odniosła niezwykle cenne zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Podopieczni trenera Andrei Anastasiego pokonali Benfikę Lizbona 3:0 i dzięki temu wciąż pozostają w grze o awans do kolejnej fazy tych rozgrywek. Sytuacja w grupie D na półmetku rywalizacji była skomplikowana. Jedynie Sir Safety Conad Perugia mogło spać spokojnie. Włoski zespół wywalczył komplet zwycięstw, tracąc w czterech spotkaniach tylko dwa sety. Trzy pozostałe drużyny, VERVA, Benfica i francuski Tours VB, miały na koncie po trzy punkty. Dlatego starcie aktualnego lidera PlusLigi z portugalskim zespołem miało ogromne znaczenie dla układu tabeli tej grupy.
W pierwszym spotkaniu VERVY z Benfiką nieoczekiwanie lepsi okazali się rywale, którzy zwyciężyli 3:1. W rewanżu trener Anastasi nie popełnił już jednak błędu z pierwszej potyczki i nie zlekceważył rywala wystawiając do gry najsilniejszy skład. Portugalczycy postraszyli graczy stołecznej drużyny w pierwszym secie, wychodząc na prowadzenie 16:13, ale nie cieszyli się długo z tej przewagi, bo VERVA zaraz potem zdobyła pięć punktów z rzędu i wygrywała tę partie ostatecznie 25:21. Podrażnieni oporem gospodarze w drugim secie mocno rywali przycisnęli i rozgromili ich 25:13. W trzeciej partii ponownie jednak poluzowali i dlatego Benfica przegrała 22:25.
W drugim spotkaniu grupy D ekipa Sir Safety Conad Perugia wygrała 3:0 z Tours VB. Włoski zespół, którego trenerem jest belgijski selekcjoner reprezentacji Polski Vital Heynen, a kluczowym graczem występujący w naszych barwach Kubańczyk Wilfredo Leon, rozdaje karty w tej stawce i jest już w zasadzie w ćwierćfinale rozgrywek. VERVA Warszawa ma już tylko mgliste szanse na wyprzedzenie lidera, ale z drugiego miejsca też może jeszcze wywalczyć awans.
Belgijski trener narobił ostatnio trochę zamieszania w Polsce, bo w jednym z wywiadów wyjawił, że domaga się od władz PlusLigi skrócenia rozgrywek co najmniej od dwa tygodnie. Ponieważ odmówiono mu grzecznie, Heynen narobił rabanu i zarzucił oponentom, że nie chcą pomóc reprezentacji Polski w zdobyciu w Tokio złotego medalu. Trener Heynen chyba zapomniał, że PlusLiga jest tak samo zawodowa jak włoska Serie A, a on sam i jego zespół są w Lidze Mistrzów po drugiej barykady. Skrócenie rozgrywek oznaczałoby konieczność rozegrania przez ZAKSĘ, VERVĘ i Jastrzębski Węgiel większej liczby meczów w marcu, kwietniu i maju, co z pewnością odbiłoby się na ich dyspozycji. Sir Safety Perugia nie powinna sięgać po takie metody, bo jest przecież europejskim potentatem.

W PlusLidze nikt nie odpuszcza

W rozegranej w miniony weekend 17. kolejce ekstraklasy siatkarzy dobrą passę kontynuowała PGE Skra Bełchatów, a serię porażek przerwali mistrzowie z Kędzierzyna-Koźla. Pozycję lidera utrzymała ekipa VERVY Warszawa po zwycięstwie 3:0 nad Jastrzębskim Węglem.

Siatkarze PGE Skry Bełchatów pokonali ostatnia w ligowej tabeli ekipę BKS Visły Bydgoszcz 3:0. Był to ich ósmy triumf z rzędu licząc ich występy we wszystkich rozgrywkach. W PlusLidze był to trzeci z rzędu mecz bełchatowian wygrany bez straty seta. W poprzednim tygodniu zwyciężyli na wyjazdach po 3:0 także GKS Katowice i Cuprum Lubin.
Grając u siebie z outsiderem rozgrywek podopieczni trenera Michała Gogola byli rzecz jasna murowanymi faworytami, ale bydgoszczanie, przyjechali do Bełchatowa nakręceni pierwszym zwycięstwem w sezonie, które udało się odnieść w poprzedniej kolejce z Cerradem Eneą Czarnymi Radom. W pierwszym secie zespół trenera Przemysława Michalczyka prowadził już 16:10, ale w końcówce bełchatowianie zwarli szyki i ostatecznie wygrali 25:23, a dwie kolejne partie 25:16 i 25:23. W następnej kolejce PGE Skra zagra w Sosnowcu z MKS Będzin (31 stycznia, godz 20:30), natomiast Visła Bydgoszcz 3 lutego podejmie Asseco Resovię Rzeszów.
W tej kolejce po dwóch ligowych porażkach z rzędu, z MKS Będzin i Jastrzębskim Weglem, w końcu punkty wywalczył broniący mistrzowskiego tytułu zespół Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, pokonując na wyjeździe Aluron Virtu CMC Zawiercie 3:0. Wygląda więc na to, że ekipa z Kędzierzyna-Koźla opanowała kryzys i wyszła z dołka. Nie da sie tego natomiast powiedzieć o ich przeciwnikach. Dla drużyny z Zawiercia była to już dziesiątą porażkę w tym sezonie.
Kibice siatkówki w tej kolejce czekali jednak na wynik niedzielnego spotkania lidera PlusLigi VERVY Warszawa z Jastrzębskim Węglem. Gospodarze w pierwszej rundzie łatwo wygrali w Jastrzębiu-Zdroju 3:0, ale wtedy trenerem Jastrzębskiego Węgla był jeszcze Roberto Santilli, ale od kiedy zastąpił go Slobodan Kovac, jastrzębianie grają rewelacyjnie. W ostatnim czasie wygrali na wyjazdach z Zenitem Kazań w Lidze Mistrzó i ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, a zatem w Warszawie wcale nie musieli przegrać. Każda passa musi jednak kiedyś się skończyć i to właśnie przydarzyło się drużynie Jastrzębskiego Węgla w Warszawie. W hicie 17. kolejki VERVA pokonała ich 3:0 (25:21, 26:24, 25:22).