Mamy dwie ekipy w ćwierćfinale

Najefektowniej z trzech naszych siatkarskich drużyn w fazie grupowej Ligi Mistrzów zagrała ZAKSA Kędzierzyn-Koźle. Rywalizujący w grupie E kędzierzynianie w środę podtrzymali zwycięską passę i wygrali z VfB Friedrichshafen 3:0, kończąc zmagania z kompletem punktów i bez straty seta. Są pierwszym polskim zespołem w historii, który dokonał takiego wyczynu na tym etapie rozgrywek.

Ekipa ZAKSY przed ostatnim meczem grupowym, z VfB Friedrichshafen, miała już awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów w kieszeni, lecz mimo tej komfortowej sytuacji rywale nie mieli co liczyć na ulgowe potraktowanie. Trener Nikola Grbić zapowiadał, że jego podopieczni będą chcieli na swoim boisku wygrać z dwóch powodów – dla poprawienia nastroju po niedzielnej porażce 2:3 z PGE Skrą Bełchatów w krajowej lidze oraz żeby zakończyć zmagania w grupie E w glorii niepokonanej drużyny. Ta motywacja w zupełności wystarczyła, żeby pokonać niemiecki zespół 3:0 (25:21), 25:21, 25:23). ZAKSA jako jedyna w stawce 20 uczestników fazy grupowej wygrała wszystkie spotkania po 3:0. W grupie E rywalizowały jeszcze belgijski Knack Roeselare oraz serbska Vojvodina NS Seme Nowy Sad. W meczu tych drużyn wygrali Belgowi i dzięki temu zapewnili sobie awans do ćwierćfinału z drugiego miejsca.
Ostatnia kolejka zmagań w naszej siatkarskiej ekstraklasie była nieudana także dla ekip Jastrzębskiego Węgla oraz VERVY Warszawa. Jastrzębianie przegrali z Aluronem Virtu CMC Zawiercie 2:3, zaś warszawianie z Cerradem Eneą Czarnymi Radom 1:3. W Lidze Mistrzów w zdecydowanie lepszej sytuacji była jednak ekipa z Jastrzębia-Zdroju, bo przed ostatnią kolejką spotkań była z kompletem zwycięstw liderem grupy C i miała już zapewniony awans. W ostatnim meczu jastrzębianie zagrali na wyjeździe z belgijskim Greenyard Maaseik. U siebie pokonali ten zespół 3:0, więc pewnie przy maksymalnej mobilizacji daliby radę zwyciężyć i w rewanżu, ale chyba im na tym specjalnie nie zależało, bo chociaż po zaciętej walce, to jednak ulegli 2:3. Ta porażka pogrążyła rosyjskiego potentata, Zenit Kazań, który po latach sukcesów w Lidze Mistrzów (pięć triumfów, raz drugie i raz trzecie miejsce), w tym sezonie sensacyjnie nie zdołał nawet wyjść z grupy. Siatkarze z Kazania sami sobie są winni, bo grali słabo i przegrali nie tylko oba spotkania z Jastrzębskim Węglem, ale też z Greenyard Maaseik, więc ich wygrana w szóstej kolejce z Halkbankiem Ankara (3:1) miałaby znaczenie tylko wówczas, gdyby polski zespół pokonał Belgów, a jeszcze swoje mecze przegrały rywalizujące w innych grupach drużyny Trentino i Knack Roeselare. Nic takiego się nie zdarzyło i w konsekwencji występujący w Zenicie Kazań Earvin Ngapeth, Cwetan Sokołow, Maksim Michajłow, Aleksander Butko czy Artiom Wolwicz będą oglądać dalsze zmagania w Lidze Mistrzów już tylko w roli widzów.
Równie matematyczne szanse na awans do ćwierćfinału jak Zenit miała też ekipa VERVY Warszawa. Zajmowała co prawda drugą lokatę w grupie D, ale do kolejnej fazy rozgrywek z drugich miejsc przechodzą tylko trzy zespoły z najlepszym bilansem. A ekipa VERVY w miała najsłabszy dorobek w tym gronie – tylko dwa wygrane mecze i sześć punktów. Na dodatek w ostatnim spotkaniu fazy grupowej warszawianie grali na wyjeździe z zespołem Vitala Heynena i Wilfredo Leona – Sir Sicoma Monini Perugia. Włoski zespół miał już awans w kieszeni, więc trener Heynen wystawił do gry rezerwowy skład, dając odpocząć m.in. Leonowi, a mimo to ekipa VERVY przegrała spotkanie 1:3 (17:25, 27:25, 16:25, 19:25) i pożegnała się w tym sezonie z marzeniami o podboju europejskich parkietów.
W czwartek dokonano losowania par 1/4 finału: Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle trafiła na rosyjski Kuzbass Kemerowo, a Jastrzębski Węgiel na włoski Trentino Itas. Pozostałe pary: Knack Roeselare (Belgia) – Cucine Lube Civitanova (gra w nim Mateusz Bieniek), Fakieł Nowy Urengoj – Sir Sicoma Monini Perugia. Pierwsze mecze 3-5 marca, rewanże 10-12 marca. Liga włoska ma trzy zespoły, polska i rosyjska po dwa, a belgijska jeden.
W rywalizacji siatkarek w Lidze Mistrzyń także zakończyła się faza grupowa. Uczestniczące w niej dwie polskie drużyny – ŁKS Commercecon Łódź i Grot Budowlane Łódź, zakończyły zmagania na trzecich miejscach w swoich grupach i nie wywalczyły awansu do ćwierćfinału. Do tego etapu rozgrywek awansowały natomiast zespoły: Eczacibasi VitrA Stambuł, VakifBank Stambuł, Fenerbahce Opet Stambuł, Igor Gorgonzola Novara (Zuzanna Górecka), Savino Del Bene Scandicci (Agnieszka Kąkolewska i Magdalena Stysiak), Imoco Volley Conegliano (Joanna Wołosz), Dynamo Moskwa i Allianz MTV Stuttgart.

Mamy dwa zespoły w ćwierćfinale LM

Na kolejkę przed końcem fazy grupowej siatkarskiej Ligi Mistrzów ekipy Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębskiego Węgla zapewniły już sobie awans z pierwszego miejsca do ćwierćfinału rozgrywek. Nie udało się tego dokonać drużynie lidera PlusLigi VERVIE Warszawa, która definitywnie pogrzebała szanse po porażce z Tours VB.

Wydarzeniem rozegranej w środku tego tygodnia 5. kolejki siatkarskiej Ligi Mistrzów było bez wątpienia nadspodziewanie łatwe zwycięstwo Jastrzębskiego Węgla z rosyjskim potentatem, Zenitem Kazań. Była to potyczka na szczycie grupy C. Jastrzębski Węgiel przystępował do rewanżowego meczu z Zenitem Kazań jako lider, a rosyjski zespół zajmował w tabeli drugą lokatę mając po stronie minusów niespodziewaną porażkę z polskim zespołem u siebie. Po czterech kolejkach gier jastrzębianie mieli na koncie 11 punktów i stosunek setów 12:2, natomiast ekipa z Kazania, w składzie której są takie gwiazdy światowej siatkówki, jak Francuz Earvin N’Gapeth, Rosjanin Maksim Michajłow czy Bułgar Cwetan Sokołow, zgromadziła osiem punktów. Dwa pozostałe zespoły w tej grupie, belgijski Noliko Maaseik i Halkbank Ankara nie liczyły się już w walce o awans.
Dla Jastrzębskiego Węgla potyczka z Zenitem była ważna głównie dlatego, że w przypadku ponownego pokonania rosyjskiego zespołu jastrzębianie zapewniali sobie awans do ćwierćfinału rozgrywek bez względu na wynik ostatniego meczu grupowego z Noliko Maaseik. Zadanie nie zapowiadało się na łatwe do wykonania, chociaż 18 stycznia gracze Jastrzębskiego Węgla w nieprawdopodobnych okolicznościach wygrali w Kazaniu 3:2, chociaż w tie breaku przegrywali już 9:14. Ale obronili pięć piłek meczowych i ostatecznie zwyciężyli 16:14.
Podrażniony tą porażką rosyjski zespół zapowiadał srogi rewanż w Polsce, ale gdy przyszło do walki na parkiecie, te zapowiedzi okazały się obietnicami bez pokrycie. Gospodarze zaczęli znakomicie i dość łatwo wygrali pierwszego seta 25:18. W drugiej partii rywale podjęli walkę i jastrzębianie rozstrzygnęli tę partię dopiero w grze na przewagi 30:28. Dopiero w trzecim secie drużyna Zenita Kazań wykazała swą wyższość wygrywając 25:19, lecz to było wszystko, na co rywale im pozwolili. W czwartej odsłonie meczu ponownie górą byli jastrzębianie wygrywając po zaciętej walce 25:23, a całe spotkanie 3:1. Tym sposobem po raz drugi pognębili zespół odrywający w minionej dekadzie wiodącą role w europejskiej siatkówce, finalistę poprzedniej edycji Ligi Mistrzów.
Znacznie łatwiejszą przeprawę w 5. kolejce Ligi Mistrzów mieli gracze ZAKSY Kedzierzyn-Koźle. Aktualni mistrzowie Polski w grupie E siatkarskiej Champions League nie mieli przeciwników klasy Zenita Kazań, więc po czterech kolejkach prowadzili w tabeli z kompletem zwycięstw i bez straty choćby jednego seta, więc mieli już awans do ćwierćfinału w kieszeni. Dlatego trener ZAKSY Nikola Grbić w spotkaniu z Vojvodinę NS Seme Nowy Sad posłał na parkiet rezerwowy skład. Mimo to kędzierzynianie gładko pokonali rywali 3:0, w setach 25:11, 25:22, 25:18. W ostatnim spotkaniu grupowym ZAKSA zmierzy się 19 lutego u siebie z niemieckim VfB Friedrichshafen.
Najsłabiej z tercetu polskich drużyn w obecnych rozgrywkach Ligi Mistrzów spisała się ekipa VERVY Warszawa, co jest zaskoczeniem, bo przecież w rodzimej lidze warszawianie są liderami przed ZAKSĄ, PGE Skrą Bełchatów i Jastrzębskim Węglem. Przed środową wyjazdową potyczka w 5. kolejce LM z francuskim Tours VB sytuacja warszawskiej drużyny była jasna – żeby marzyć jeszcze o awansie do dalszej fazy tych rozgrywek musiała wygrać ten mecz. Niestety, osłabieni brakiem kontuzjowanego Bartosza Kwolka ekipa VERVY przegrała nadspodziewanie łatwo 0:3, w setach 21:25, 21:25 i 20:25). I w ostatniej zagra o „pietruszkę”.

Trzy zwycięstwa w Lidze Mistrzów

Zespoły Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, VERVY Warszawa Orlen Paliwa oraz Jastrzębskiego Węgla wygrały swoje mecze w 4. kolejce Ligi Mistrzów siatkarzy. W najlepszej sytuacji znajduje się ekipa ZAKSY, która w swojej grupie jest jak dotąd niepokonana i już zapewniła sobie awans do 1/4 finału.

Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn Koźle w czwartej serii meczów siatkarskiej Ligi Mistrzów ograła belgijskie Knack Roeselare 3:0. To było czwarte zwycięstwo mistrzów Polski w grupie E. Podopieczni trenera Nikoli Grbicia nie stracili w nich nawet jednego seta. Dzięki temu byli już tylko o krok od awansu do następnej fazy rozgrywek, ale formalnie stało się to dopiero wtedy, gdy niemiecki VfB Friedrichshafen przegrał pierwszego seta w starciu z serbską Vojvodiną Nowy Sad. Tym samym ekipa ZAKSY potwierdziła, że lekki kryzys formy, jaki dopadł ją w PlusLidze w przegranych meczach z Jastrzębskim Węglem (2:3) i MKS Będzin (1:3), ma już za sobą. Mistrzowie Polski nie zagrali w najsilniejszym składzie, bo trener Grbić dał odpocząć filarom zespołu, Aleksandrowi Śliwce i Łukaszowi Wiśniewskiemu. Mimo to ZAKSA zespół ZAKSY wyraźnie górował nad ekipą gości od pierwszej do ostatniej akcji.
Jastrzębianie przystępowali do meczu opromienieni zwycięstwami nad Zenitem Kazań w Lidze Mistrzów i Grupą Azoty Kędzierzyn-Koźle w PlusLidze, ale też trochę przygnębieni niedawną porażką 0:3 z VERVĄ Warszawa w meczu na szczycie naszej siatkarskiej ekstraklasy. W wyjazdowym starciu z Halkbankiem Ankara gracze trenera Slobodana Kovaca chcieli powetować sobie porażkę z liderem PlusLigi. I zrobili to błyskawicznie, pokonując turecki zespół 3:0 (25: 18, 25:18, 25:15). Było to czwarte zwycięstwo jastrzębian w tych rozgrywkach, a to oznacza, że prowadzą w grupie C z kompletem punktów i są już tylko o krok od awansu do ćwierćfinału. Mogą go przypieczętować już w najbliższej kolejce w spotkaniu u siebie z Zenitem Kazań, ale w zapasie mają jeszcze ostatni w fazie grupowej mecz z Greenyard Maaseik.
Także ekipa VERVY Warszawa odniosła niezwykle cenne zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Podopieczni trenera Andrei Anastasiego pokonali Benfikę Lizbona 3:0 i dzięki temu wciąż pozostają w grze o awans do kolejnej fazy tych rozgrywek. Sytuacja w grupie D na półmetku rywalizacji była skomplikowana. Jedynie Sir Safety Conad Perugia mogło spać spokojnie. Włoski zespół wywalczył komplet zwycięstw, tracąc w czterech spotkaniach tylko dwa sety. Trzy pozostałe drużyny, VERVA, Benfica i francuski Tours VB, miały na koncie po trzy punkty. Dlatego starcie aktualnego lidera PlusLigi z portugalskim zespołem miało ogromne znaczenie dla układu tabeli tej grupy.
W pierwszym spotkaniu VERVY z Benfiką nieoczekiwanie lepsi okazali się rywale, którzy zwyciężyli 3:1. W rewanżu trener Anastasi nie popełnił już jednak błędu z pierwszej potyczki i nie zlekceważył rywala wystawiając do gry najsilniejszy skład. Portugalczycy postraszyli graczy stołecznej drużyny w pierwszym secie, wychodząc na prowadzenie 16:13, ale nie cieszyli się długo z tej przewagi, bo VERVA zaraz potem zdobyła pięć punktów z rzędu i wygrywała tę partie ostatecznie 25:21. Podrażnieni oporem gospodarze w drugim secie mocno rywali przycisnęli i rozgromili ich 25:13. W trzeciej partii ponownie jednak poluzowali i dlatego Benfica przegrała 22:25.
W drugim spotkaniu grupy D ekipa Sir Safety Conad Perugia wygrała 3:0 z Tours VB. Włoski zespół, którego trenerem jest belgijski selekcjoner reprezentacji Polski Vital Heynen, a kluczowym graczem występujący w naszych barwach Kubańczyk Wilfredo Leon, rozdaje karty w tej stawce i jest już w zasadzie w ćwierćfinale rozgrywek. VERVA Warszawa ma już tylko mgliste szanse na wyprzedzenie lidera, ale z drugiego miejsca też może jeszcze wywalczyć awans.
Belgijski trener narobił ostatnio trochę zamieszania w Polsce, bo w jednym z wywiadów wyjawił, że domaga się od władz PlusLigi skrócenia rozgrywek co najmniej od dwa tygodnie. Ponieważ odmówiono mu grzecznie, Heynen narobił rabanu i zarzucił oponentom, że nie chcą pomóc reprezentacji Polski w zdobyciu w Tokio złotego medalu. Trener Heynen chyba zapomniał, że PlusLiga jest tak samo zawodowa jak włoska Serie A, a on sam i jego zespół są w Lidze Mistrzów po drugiej barykady. Skrócenie rozgrywek oznaczałoby konieczność rozegrania przez ZAKSĘ, VERVĘ i Jastrzębski Węgiel większej liczby meczów w marcu, kwietniu i maju, co z pewnością odbiłoby się na ich dyspozycji. Sir Safety Perugia nie powinna sięgać po takie metody, bo jest przecież europejskim potentatem.

W PlusLidze nikt nie odpuszcza

W rozegranej w miniony weekend 17. kolejce ekstraklasy siatkarzy dobrą passę kontynuowała PGE Skra Bełchatów, a serię porażek przerwali mistrzowie z Kędzierzyna-Koźla. Pozycję lidera utrzymała ekipa VERVY Warszawa po zwycięstwie 3:0 nad Jastrzębskim Węglem.

Siatkarze PGE Skry Bełchatów pokonali ostatnia w ligowej tabeli ekipę BKS Visły Bydgoszcz 3:0. Był to ich ósmy triumf z rzędu licząc ich występy we wszystkich rozgrywkach. W PlusLidze był to trzeci z rzędu mecz bełchatowian wygrany bez straty seta. W poprzednim tygodniu zwyciężyli na wyjazdach po 3:0 także GKS Katowice i Cuprum Lubin.
Grając u siebie z outsiderem rozgrywek podopieczni trenera Michała Gogola byli rzecz jasna murowanymi faworytami, ale bydgoszczanie, przyjechali do Bełchatowa nakręceni pierwszym zwycięstwem w sezonie, które udało się odnieść w poprzedniej kolejce z Cerradem Eneą Czarnymi Radom. W pierwszym secie zespół trenera Przemysława Michalczyka prowadził już 16:10, ale w końcówce bełchatowianie zwarli szyki i ostatecznie wygrali 25:23, a dwie kolejne partie 25:16 i 25:23. W następnej kolejce PGE Skra zagra w Sosnowcu z MKS Będzin (31 stycznia, godz 20:30), natomiast Visła Bydgoszcz 3 lutego podejmie Asseco Resovię Rzeszów.
W tej kolejce po dwóch ligowych porażkach z rzędu, z MKS Będzin i Jastrzębskim Weglem, w końcu punkty wywalczył broniący mistrzowskiego tytułu zespół Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, pokonując na wyjeździe Aluron Virtu CMC Zawiercie 3:0. Wygląda więc na to, że ekipa z Kędzierzyna-Koźla opanowała kryzys i wyszła z dołka. Nie da sie tego natomiast powiedzieć o ich przeciwnikach. Dla drużyny z Zawiercia była to już dziesiątą porażkę w tym sezonie.
Kibice siatkówki w tej kolejce czekali jednak na wynik niedzielnego spotkania lidera PlusLigi VERVY Warszawa z Jastrzębskim Węglem. Gospodarze w pierwszej rundzie łatwo wygrali w Jastrzębiu-Zdroju 3:0, ale wtedy trenerem Jastrzębskiego Węgla był jeszcze Roberto Santilli, ale od kiedy zastąpił go Slobodan Kovac, jastrzębianie grają rewelacyjnie. W ostatnim czasie wygrali na wyjazdach z Zenitem Kazań w Lidze Mistrzó i ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle, a zatem w Warszawie wcale nie musieli przegrać. Każda passa musi jednak kiedyś się skończyć i to właśnie przydarzyło się drużynie Jastrzębskiego Węgla w Warszawie. W hicie 17. kolejki VERVA pokonała ich 3:0 (25:21, 26:24, 25:22).

Twarda walka w Plus Lidze

W rozegranych w minioną środę spotkaniach 16. kolejki siatkarskiej PlusLigi hitem była potyczka Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle z Jastrzębski Węglem. Aktualni mistrzowie Polski przegrali 2:3 (22:25, 25:22, 28:26, 18:25, 10:15) i była to ich druga z rzędu ligowa porażka. Wcześniej ulegli przedostatniemu w tabeli MKS Będzin.

Po wyjazdowej porażce z MKS Będzin (1:3) ekipa trenera Nikoli Grbicia straciła prowadzenie w tabeli PlusLigi, ale w kibice w Kędzierzynie-Koźlu liczyli, że w kolejnej potyczce, już we własnej hali, siatkarze ZAKSY wrócą na zwycięską ścieżkę. Ich wiary nie mącił fakt, że rywal, Jastrzębski Węgiel, jest zespołem dużo mocniejszym od MKS Będzin, a ponadto przyjedzie pozytywnie nakręcony po niedawnym wyjazdowym triumfie w Lidze Mistrzów nad rosyjskim potentatem, Zenitem Kazań (3:2). I tak też było, bo na parkiecie gracze z Jastrzębia-Zdroju uwijali się z taką energią, jakby kilka dni wcześniej nie przemierzyli dwukrotnie 2,5 tys. kilometrów do Kazania i z powrotem.
Mecze z Zenitem i ZAKSĄ ekipa Jastrzębskiego Węgla rozstrzygnęła w tie-breaku. Z rosyjskim zespołem podopieczni trenera Slobodana Kovaca w piątym secie pięknym stylu odwrócili wynik z 9:14 na 16:14. Takie zwycięstwa na zawsze zapisują się a klubowych kronikach. Z ZAKSĄ jastrzębianie nie musieli dokonywać cudów, bo piątą partię w meczu z nimi wygrali pewnie 15:10. Pokonanie zespołu ZAKSY przejdzie jednak do historii z innego powodu, bo była to pierwsza wiktoria Jastrzębskiego Węgla nad drużyną z Kędzierzyna-Koźla od 9 stycznia 2015 roku. Przez cztery lata zespoły te grały ze sobą aż 16 razy w różnych rozgrywkach, w PlusLidze, Pucharze Polski, a nawet w Lidze Mistrzów, a tym czasie jastrzębianie potrafili urwać tym rywalom tylko dwa punkty. nawet w tym sezonie dostali od nich tęgie baty, przegrywając w rundzie jesiennej na swoim boisku 0:3.
Ale w tej chwili drużyna z Jastrzębia-Zdroju może pochwalić się dłuższą serią zwycięstw w PlusLidze od ZAKSY, bo licząc od 15 listopada wyłącznie wygrywa, a do pełni szczęścia w udanych dwóch miesiącach zabrakło tylko awansu do turnieju finałowego Pucharu Polski. Podopieczni Kovaca są jednak dopiero na czwartym miejscu w ligowej tabeli, a od lidera, VERVY Warszawa mają jedno zwycięstwo i sześć punktów mniej. Dla Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle druga porażka z rzędu (a trzecia w obecnym sezonie) może zwiastować kryzys formy, co jest problemem o tyle, że zaczyna się akurat najważniejsza część sezonu.
W innych środowych spotkaniach 16. kolejki PGE Skra Bełchatów bez problemu poradziła sobie w wyjazdowym meczu z Cuprum Lubin i wygrała pewnie 3:0, rewanżując się tym samym rywalom za sensacyjną porażkę 2:3 w rundzie jesiennej we własnej hali. Asseco Resovia Rzeszów zwyciężyła na wyjeździe w meczu z Indykpolem AZS Olsztyn 3:1, a ostatnia w PlusLidze Visła Bydgoszcz niespodziewanie pokonała 3:2 Cerrad Enea Czarni Radom, odnosząc pierwsze zwycięstwo w tym sezonie. GKS Katowice wygrał na wyjeździe z Treflem Gdańsk 3:2, pogrążając kibiców gdańskiej drużyny w czarnej rozpaczy, bo była to już jej szósta porażka z rzędu. Dla odmiany – dla katowiczan były to pierwsze punkty wywalczone w obecnych rozgrywkach na wyjeździe. Dobrą formę utrzymali też siatkarze MKS Będzin ogrywając w trzech setach Aluron Virtu CMC Zawiercie.
Aktualnie liderem PlusLigi jest VERVA Warszawa Orlen Paliwa (39 pkt), drugą lokatę zajmuje Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle(37 pkt), trzecią PGE Skra Bełchatów (37 pkt), a czwartą Jastrzębski Węgiel (32 pkt). Kolejne w tabeli są: 5. Trefl Gdańsk (22 pkt), 6. GKS Katowice (21 pkt), 7. Aluron Virtu CMC Zawiercie (21 pkt), 8. MKS Ślepsk Malow Suwałki (19 pkt), 9. Cerrad Enea Czarni Radom (19 pkt), 10. Asseco Resovia Rzeszów (19 pkt), 11. Indykpol AZS Olsztyn (18 pkt), 12. Cuprum Lubin (15 pkt), 13. MKS Będzin (13 pkt), 14. BKS Visła Bydgoszcz (9 pkt).

Sukces Jastrzębskiego Węgla w Rosji

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla sprawili sensację pokonując w Lidze Mistrzów na wyjeździe Zenit Kazań 3:2 (18:25, 25:16, 20:25, 25:22, 16:14). Rosyjski zespół to sześciokrotny triumfator tych elitarnych rozgrywek.

Ekipa Jastrzębskiego Węgla nie liczyła na sukces w Kazaniu, chciała tylko powalczyć z największym potentatem w europejskiej siatkówce klubowej w ostatniej dekadzie. Zenit w poprzedniej edycji Ligi Mistrzów przegrał wprawdzie w finale, ale ma na koncie sześć triumfów w tych rozgrywkach. Ostatnio dysponuje jednak nieco słabszym składem niż jeszcze kilka sezonów temu, lecz nadal jest to potentat pod względem sportowym i finansowym, z którym wygrana, zwłaszcza na jego terenie, jest wielkim wyczynem.
Zenit miał szansę zakończyć mecz z Jastrzębskim Węglem za trzy punkty, bo prowadził już 2:1 w setach, ale w czwartej partii rosyjska ekipa zgubiła koncentrację i dała sobie wydrzeć wygraną w końcówce seta. W tie-breaku obie drużyny walczyły jak równy z równym, ale w samej końcówce tego seta zdarzyła się rzecz niewiarygodna – Zenit zmarnował aż pięć piłek meczowych, a siatkarze Jastrzębskiego Węgla zdobyli w tym czasie aż siedem punktów z rzędu i ze stanu 9:14 wyprowadzili wynik na 16:14.
Nieoczekiwane zwycięstwo w Kazaniu pozwoliło polskiemu zespołowi utrzymać pozycję lidera grupy C. Jastrzębski Węgiel w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów nie poznał jeszcze smaku porażki (trzy zwycięstwa, osiem punktów). Drugie miejsce w tabeli zajmuje belgijski Nolito Maaseik (dwa zwycięstwa, cztery punkty), który wyprzedza trzeci Zenit (jedno zwycięstwo, pięć punktów) dzięki większej liczbie zwycięstw. Stawkę w grupie C zamyka Halkbank Ankara bez wygranej i z dorobkiem ledwie jednego punktu. Kolejny mecz zespół Jastrzębskiego Węgla w Lidze Mistrzów rozegra 29 stycznia na wyjeździe z Halkbankiem.
Gorzej zespołowi z Jastrzębia Zdroju wiedzie się w rodzimej PlusLidze, która po zimowej przerwie w miniony weekend wznowiła rozgrywki. Jastrzębianie są w tej chwili na czwartym miejscu z dorobkiem 30 punktów. Liderem PlusLigi została drużyna VERVY Warszawa, która wygrała 3:0 z BKS Visła Bydgoszcz i zepchnęła z pierwszego miejsca Grupę Aoty ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle, bo mistrzowie Polski dali się ograć MKS Będzin 0:3.

Heynen podwójnie zadowolony

W środku tego tygodnia grała siatkarska Liga Mistrzów. Z polskich drużyn pierwsza do walki przystąpiła VERVA Warszawa, która w hali stołecznego Torwaru przegrała 1:3 z drużyną Sir Sicoma Monini Perugia. Trenerem włoskiej ekipy jest selekcjoner kadry Polski Vital Heynen, a asem atutowym Kubańczyk Wilfredo Leon.

Heynen znalazł się w Warszawie w dwuznacznej sytuacji, bo w zespole VERVY przeciwko Sir Sicoma Monini Perugia zagrało trzech reprezentantów Polski – Bartosz Kwolek, Piotr Nowakowski i Damian Wojtaszek. W rywalizacji klubowej belgijski trener nie kieruje się sentymentami, zwłaszcza że nie ma takiej mocnej pozycji we włoskim klubie, jaką ma w naszej kadrze. Jego włoscy pracodawcy oczekują od niego zwycięstw i nie przyjmują żadnych wymówek w przypadku porażek. Tak więc chociaż Heynen i Wilfredo Leon zostali ciepło przywitani przez ponad 5,5 tysiąca kibiców przybyłych do hali Torwaru, Belg nawet przez chwilę nie wyszedł z roli trenera klubowego. „Trudno było się skupić na meczu, bo publiczność była głośna, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Niestety, tym razem pojawiłem się tu jako szkoleniowiec Perugii i musiałem się skupić na swoich obowiązkach” – przyznał w pomeczowej wypowiedzi Heynen.

Wicemistrzowie Włoch wygrali w stolicy z wicemistrzami Polski 3:1. Leon znowu był wiodącym graczem w ekipie Sir Sicoma Monini Perugia, dla której zdobył 25 punktów i tytuł najlepszego gracza spotkania spychając w grających w warszawskim zespole trzech kolegów z polskiej reprezentacji. Pytany o ocenę występu Kwolka, Nowakowskiego i Wojtaszka, trener Heynen niemile zaskoczył protekcjonalnym tonem. „Wszystkim trzem kadrowiczom z VERVY poszło nieźle i wywołali tym u mnie uśmiech. Oni wykonali swoją robotę i zagrali dobrze, ale mój zespół wygrał. Cieszą mnie obie te rzeczy” – stwierdził. „W naszej grze było sporo błędów, ale moi zawodnicy jeszcze w niedzielę grali trudny mecz w krajowej lidze. Jego trudy widać było także po Wilfredo. Zaczęliśmy mecz dobrze, ale potem pojawiały się spadki energii i spotkanie zrobiło się wyrównane. Kilka decyzji sędziów budziło spore wątpliwości. Ale musimy sobie radzić też w takich trudnych sytuacjach” –dodał belgijski szkoleniowiec.
Na koniec Heynen mocno jednak podpadł grupie obsługujących mecz polskich dziennikarzy, bo próbował uniemożliwić im rozmowę z Wilfredo Leonem. Ostatecznie po awanturze Kubańczyk stawił się na spotkanie z przedstawicielami mediów, trochę nawet zdziwiony zamieszaniem, bo jak się okazało nie wracał z zespołem do Włoch, bo dostał kilka dni wolnego i ten czas zaplanował spędzić z rodziną w Warszawie. Nie bardzo zatem wiadomo dlaczego Heynen wdał się w niepotrzebną awanturę, która z pewnością zostanie Belgowi zapamiętana.

Podobnie jak ironiczna, a przez to niezbyt elegancka uwaga dotycząca obowiązkowego ubioru. Heynen w hali Torwaru paradował bowiem w garniturze, czym zaskoczył, bo jako trener kadry Polski zwykle na meczach chodził w dresie. Zapytany o to Belg dał do zrozumienia, że osobiście woli garnitur i jest zadowolony, iż trenerzy włoskiej ligi mają nakazane ubierać się elegancko. Wyjaśnił przy tym, że obowiązek noszenia dresu podczas meczów naszej reprezentacji nałożyli na niego działacze Polskiego Związku Piłki Siatkowej.

Co do Leona, kontrowersji żadnych nie było. „To nie był dla nas łatwy mecz. Dwa dni temu graliśmy z Modeną i mieliśmy mało czasu na odpoczynek, ale zagraliśmy na dobrym poziomie, podobnie jak drużyna z Warszawy. Mam nadzieję, że wszyscy są po tym spotkaniu zadowoleni, choć pewnie zawodnicy VERVY najmniej. Ale spotkanie było dobre. Zostanę w Polsce na kilka dni, ale święta spędzę już jednak we Włoszech, bo 26 grudnia gramy mecz ligowy” – powiedział kubański siatkarz z polskim paszportem.

Ekipa VERVY zaliczyła zatem drugą porażkę w Lidze Mistrzów i może mieć kłopoty z wywalczeniem awansu do kolejnej rundy rozgrywek. Coś takiego nie grozi natomiast Grupie Azoty ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle. Aktualni mistrzowie Polski w europejskich pucharach idą w swojej grupie jak burza. W miniona środę w meczu 3. kolejki Ligi Mistrzów pokonali na wyjeździe 3:0 VfB Friedrichshafen. To trzecia wygrana siatkarzy ZAKSY w tych rozgrywkach bez straty seta (wcześniej do zera zwyciężyli Vojvodinę Nowy Sad i Knack Roeselare), co rzecz jasna daje im pewne prowadzenie w grupie E. Podopieczni trenera Nikoli Grbicia są pewniakami do awansu z pierwszego miejsca.

Trzeci z naszych zespołów rywalizujących w Lidze Mistrzów, Jastrzębski Węgiel, swój mecz rozegrał w czwartek. Jastrzębianie podejmowali belgijski Greenyard Maaseik, ale to spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania.

 

Wizyta Leona w Warszawie

W tym tygodniu nasze eksportowe zespoły toczyć będą boje w kolejnej rundzie Ligi Mistrzów. Najtrudniejsze zadanie miała ekipa VERVY Warszawa, która we wtorek zmierzyła się u siebie z wiceliderem Serie A Sir Sicoma Monini Perugia. ZAKSA w środę zmierzy się z VfB Friedrichshafen, a Jastrzębski Węgiel w czwartek z Greenyard Maaseik.

Faworytem wtorkowej potyczki była włoska drużyna, której trenerem jest selekcjoner polskiej kadry Vital Heynen, a kluczowym graczem kubański nabytek biało-czerwonych Wilfredo Leon. W miniony weekend Sir Sicoma Monini Perugia w hicie 12. kolejki włoskiej ekstraklasy pokonała 3:1 ekipę Leo Shoes Modena, której graczem jest inny z reprezentantów Polski, Bartosz Bednorz. Leon w tym spotkaniu zdobył aż 32 punkty i został uznany za najlepszego gracza meczu, ale Bednorz był niewiele gorszy, bo wywalczył 21 punktów. Dla graczy VERVY bardziej niepokojąca była zapewne wielka forma kubańskiego siatkarza, bo to z nim mieli sie zmierzyć we wtorek wieczorem (mecz zakończył sie po zamknięciu wydania).

Zespół Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle w 3. kolejce Ligi Mistrzów zmierzy się w środę na wyjeździe z niemieckim VfB Friedrichshafen i w tym spotkaniu będzie murowanym faworytem. Kędzierzynianie w swojej grupie są niepokonani i po dwóch wygranych spotkaniach pewnie prowadzą w tabeli. Trzecia z naszych eksportowych ekip, Jastrzębski Węgiel, swój mecz w Lidze Mistrzów rozegra w czwartek, podejmując na swoim boisku belgijski Greenyard Maaseik.

W tym tygodniu w Lidze Mistrzyń rywalizowały też nasze kobiece drużyny. We wtorek siatkarki ŁKS Commercecon Łódź zagrały u siebie z Igor Gorgonzola Novara (spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania), natomiast w środę ekipa Grot Budowlanych Łódź zmierzy się z Eczacibasi VitrA Stambuł.

 

ZAKSA zmiata rywali z parkietu

Trzy polskie zespoły rozegrały w środku tygodnia mecze 2. kolejki siatkarskiej Ligi Mistrzów. Zespół ZAKSY Kędzierzyn-Koźle wygrał w Belgii z Knack Roeselare 3:0 i z kompletem zwycięstw prowadzi w grupie E. Jastrzębski Węgiel zaczął rozgrywki od drugiej serii spotkań, bo w pierwszej pauzował, a na początek rozbił u siebie Halkbank Ankara 3:0. Porażki doznali natomiast siatkarze VERVY Warszawa, ulegając na wyjeździe Benfice Lizbona 1:3.

Nasze trzy zespoły rywalizujące w obecnej edycji Lii Mistrzów siatkarzy to w tej także najlepsze ekipy w krajowej PlusLidze – liderem w niej jest Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, drugie miejsca zajmuje Jastrzębski Węgiel, a trzecie VERVA Warszawa Paliwa Orlen. Na europejskich parkietach z tego tercetu jak na razie najlepiej radzi sobie druzyna z Kędzierzyna-Koźla. Aktualni mistrzowie Polski w miniony wtorek wygrali drugi mecz w grupie E. W spotkaniu 2. kolejki rozbili na wyjeździe belgijski Knack Roeselare 3:0 (25:17, 25:19, 25:21). Wcześniej na swoim boisku także 3:0 pokonali serbską Vojvodinę Nowy Sad. Z belgijskim zespołem kędzierzynianie spodziewali się znacznie trudniejszej przeprawy, bo zdaniem ekspertów z nim mieli się bić o pierwsze miejsce w grupie E. Przed tygodniem Knack Roeselare potwierdził te opinie pewnie ogrywając na wyjeździe niemieckie VfB Frierdrichshafen 3:0.

W starciu z ZAKSĄ Belgowie szybko zdali sobie sprawę, że mistrzów Polski i wicemistrzów Niemiec dzieli różnica klasy. W pierwszym secie siatkarze Knack Roeselare nie mieli nic do powiedzenia. Psuli bardzo dużo serwisów, słabo radzili sobie w ataku. Polski zespół przeważał w każdym elemencie gry i nawet przez moment nie był zagrożony stratą choćby seta. Świetnie spisywał się węgierski atakujący drużyny ZAKSY Arpad Baroti, któy miał 83 procent skuteczności w ataku i zdobył 13 punktów, najwięcej z całej drużyny. Niewiele gorsi od niego byli Aleksander Śliwka (11 pkt), Simone Parodi (10) i Łukasz Wiśniewski (9).
Po drugim zwycięstwie podopiecznych Nikoli Grbicia wydaje się raczej przesądzone, że ZAKSA awansuje do kolejnej fazy rozgrywek z pierwszego miejsca. Ekipy Knack Roeselare, Vojvodina i Friedrichshafen nie powinny polskiej drużynie w tym przeszkodzić.

Okazję na zdobycie kolejnych punktów zmarnowała natomiast niespodziewanie drużyna VERVY Warszawa, która w pierwszej kolejce łatwo pokonała u siebie francuski Tours VB 3:0 i na taki sam wynik liczyła w starciu z debiutującą w Lidze Mistrzów Benfica Lizbona. Trener aktualnych wicemistrzów Polski Andrea Anastasi chyba jednak nie docenił rywali, a powinien, bo w pierwszej kolejce Portugalczycy urwali na wyjeździe seta włoskiemu potentatowi Sir Sicoma Colussi Perugia. Wystawiając do gry rezerwowych zawodników, jak rozgrywający Michał Kozłowski czy libero Dominik Jaglarski, włoski szkoleniowiec chyba nie spodziewał się, że gra jego zespołu będzie taka niemrawa (warszawianie ulegli w pierwszym secie 19:25). Niestety, nakręceni wygraniem pierwszej partii rywale utrzymali wysoką jakość także w drugiej partii, którą wygrali 25:17. W trzecim secie Anastasi wymienił skład zespołu i przyniosło to efekt w postaci zwycięstwa 25:22, lecz na rozpędzonych Portugalczyków podziałało to jeszcze bardziej mobilizująco. W czwartej partii odzyskali inicjatywę i wygrali ją 25:21, a cały mecz 3:1, odbierając faworyzowanej warszawskiej ekipie trzy punkty.

W środę do rywalizacji w Lidze Mistrzów przystąpili w końcu siatkarze Jastrzębskiego Węgla. W pierwszej kolejce pauzowali, bo Zenit Kazań w tym czasie grał w Brazylii w Klubowych Mistrzostwach Świata (zajął w nich trzecią lokatę). Dlatego jastrzębianie w tegorocznej edycji elitarnego pucharu zadebiutowali dopiero w drugiej serii spotkań, podejmując na własnym parkiecie ekipę Halkbanku Ankara. Było to wyjątkowe wydarzenie dla nowego trenera ekipy Jastrzębskiego Węgla Slobodana Kovaca, bo serbski szkoleniowiec po raz pierwszy poprowadził zespół przed własną publicznością, a na dodatek w starciu z zespołem, który prowadził w latach 2016-2018. Z Halkbankiem dwukrotnie zdobył mistrzostwo Turcji.

Dzisiaj nie jest to już jednak taki silny zespół, jakim był jeszcze dwa sezony temu. W obecnej edycji Ligi Mistrzów drużyna zaliczyła falstart przegrywając u siebie z belgijskim Greenyard Maaseik 2:3. W rozgrywkach tureckiej Efeler Ligi Halkbankowi także nie wiedzie się najlepiej. Po dziesięciu kolejkach zajmuje w niej dopiero siódme miejsce.

Siatkarze Jastrzębskiego Węgla wykorzystali słabszą formę rywali bezlitośnie, wygrywając spotkanie 3:0 (25:17, 25:17, 25:21). Trener Kovac wystawił do gry w tym spotkaniu Lukasa Kampa, Jakuba Buckiego, Tomasza Fornala, Christiana Fromma, Michała Szalacha, Grahama Vigrassa, Jakuba Popiwczaka (libero) oraz Dawida Konarskiego, Dawida Gruszczyńskiego, Piotra Haina i Dominika Depowskiego. Następne spotkanie w Lidze Mistrzów jastrzębianie rozegrają 19 grudnia z Greenyard Maaseik.

 

Projekt VERVA lepszy od ZAKSY

W minioną środę w rozegranym awansem meczu zmierzyły się dwie najlepsze drużyny poprzedniego sezonu siatkarskiej PlusLigi i zarazem dwie niepokonane jeszcze w obecnych rozgrywkach. Hitowe starcie mistrzowskiej ekipy Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle z zespołem VERVA Warszawa Orlen Paliwa, grającym wcześniej pod nazwą ONICO, a ostatnio Projekt Warszawa, zakończyło się nieoczekiwanym zwycięstwem siatkarzy ze stolicy 3:2.

Warszawski klub zaczął obecne rozgrywki pod tymczasowym szyldem Projekt, ale szefowie klubu zapewniali, że lada moment zakończą negocjacje z nowym sponsorem tytularnym, ale jego nazwę utrzymywali w tajemnicy. W przeddzień wyjazdowego meczu z Grupą Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle kurtyna wreszcie została podniesiona. W miejsce firmy ONICO rolę mecenasa stołecznej drużyny przejął Polski Koncern Naftowego Orlen, jeden z najważniejszych partnerów i sponsorów Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Tak więc zespół AZS Politechnika Warszawa po raz kolejny zmienił nazwę. Przypomnijmy, że w ubiegłym sezonie pod szyldem ONICO Warszawa wywalczył wicemistrzostwo Polski, obecne rozgrywki rozpoczął pod nazwą Projekt Warszawa, a w środę na parkiecie w Kędzierzynie-Koźlu siatkarze prowadzeni przez trenera Andrei Anastasiego pojawili się w nowych koszulkach jako gracze ekipy VERVA Warszawa ORLEN Paliwa.

Umowa została zawarta na trzy lata, znalazła się jednak w niej klauzula o możliwości przedłużenia współpracy na kolejne sezony. Jednym z warunków stawianych przez PKN Orlen jest zbudowanie przez klub drużyny zdolnej do konkurowania na równym poziomie z rywalami w Lidze Mistrzów. Występy w tych elitarnych rozgrywkach stołeczny zespół rozpocznie 4 grudnia od potyczki z francuskim Tours VB.

Ale póki co ekipa Anastasiego szaleje w rodzimej lidze. Przed nią żadnej innej drużynie PlusLigi w tym sezonie nie udało się pokonać aktualnych mistrzów Polski, a warszawianie dokonali tego na dodatek w mateczniku ekipy Grupa Azoty ZAKSA, czyli w Kędzierzynie-Koźlu. Gospodarze w środę zagrali w składzie: Toniutti, Kaczmarek, Wiśniewski, Smith, Parodi, Śliwka, Zatorski (libero) oraz Baroti, Semeniuk, natomiast goście wystawili do walki Brizarda, Króla, Wronę, Nowakowskiego, Kwolka, Tillie, Wojtaszka (libero) oraz Grobelnego, Niemca i Kowalczyka.
Już pierwszy set zwiastował ZAKSIE kłopoty. Podopieczni trenera Nikoli Grbicia prowadzili już 16:10, lecz wtedy gracze ze stolicy wzmocnili zagrywkę i w końcówce zmniejszyli dystans do rywali do jednego punktu. Ostatecznie przegrali tę partię 22:25, lecz chyba uwierzyli, że są w stanie nawiązać walkę, bo w drugiej odsłonie szli z ZAKSĄ łeb w łeb i na finiszu seta odskoczyli na trzy „oczka, wygrywając 25:23. Podrażnieni mistrzowie PlusLigi w trzeciej partii do stanu 17:10 grali jak z nut i dopiero w końcówce oddali rywalom kilka punktów, lecz i tak pewnie wygrali 25:20.
To nie był jednak jeszcze koniec emocji, bo warszawianie w czwartym secie znów zerwali się do walki, a gdy w polu zagrywki stanął Bartosz Kwolek, odskoczyli na 18:12 i już zwycięstwa w tej partii nie oddali, kończąc ją wynikiem 25:18.

Zwycięzcę tego meczu musiał zatem wyłonić tie-break. Lepiej zaczęła go ekipa VERVY Warszawa. W ataku szalał Kwolek, którego wspierali go zaś Kevin Tillie i Piotr Nowakowski, a w ekipie gospodarzy na ich poziomie grał już tylko Aleksander Śliwka. Nic zatem dziwnego, że stołeczny zespół wygrał ostatniego seta 15:11 i całe spotkanie 3:2, pozostając w tym sezonie jedyną niepokonaną ekipą w naszej siatkarskiej ekstraklasie. Warszawianie rzecz jasna awansowali na pierwsze miejsce w ligowej tabeli, spychając na drugie miejsce zespół ZAKSY. Trzecią lokatę zajmuje PGE Skra Bełchatów, która w środę pokonała u siebie Asseco Resovię Rzeszów 3:0.

Dopiero piąte miejsce zajmuje trzecia w poprzednim sezonie, a zatem aspirująca także w obecnych rozgrywkach do walki o medale drużyna Jastrzębskiego Węgla. Jastrzębianie w miniony wtorek wygrali z BKS Visła Bydgoszcz 3:2, ale po meczu ich trener, Roberto Santilli, został zdymisjonowany. 54-letni włoski szkoleniowiec prowadził siatkarzy Jastrzębskiego Węgla od grudnia 2018 roku. Był to dla niego powrót do tego klubu, bo pracował w nim wcześniej w latach 2007-2010. „Podstawą decyzji o zwolnieniu trenera Roberto Santillego jest niesatysfakcjonujący poziom gry zespołu oraz brak oczekiwanych wyników sportowych. Jednocześnie informujemy, że do czasu pozyskania nowego szkoleniowca obowiązki pierwszego trenera zespołu pełnić będzie obecny trener przygotowania motorycznego Luke Reynolds” – podano na internetowej stronie klubu.