Brexitowy pat trwa

Parlament zawieszony, a premier Boris Johnson stara się osiągnąć coś na kształt porozumienia z UE. Choć chyba raczej udaje, że się stara.

Wyprawa szefa brytyjskiego gabinetu nie przyniosła żadnych rezultatów. jego spotkanie z przewodniczącym Komisji Europejskiej – jeśli sądzić z wypowiedzi po spotkaniu – nie doprowadziło do żadnego, nawet śladowego postępu. Wspólne negocjacje z udziałem premiera Luksemburga Xaviera Bettela zakończyło sie bez rezultatów, na nawet – można przypuszczać – pogorszyło sytuację. Gospodarz Downing Street nr 10 został wybuczany przez tłum i zrezygnował z udziału w konferencji prasowej. Odmówił wejścia na podium z dwoma stojakami na mikrofon. W towarzystwie ochrony i asystentów poszedł do samochodu. Z kolei Bettel udał się na briefing. Zaznaczył, że był niezadowolony z negocjacji. „Czas płynie, wystarczy rozmów, czas działać” – powiedział Bettel, wskazując na wolne miejsce obok niego. „Nie można czynić z narodu zakładnika politycznych korzyści własnej partii” – dodał.
Komunikat KE nie pozostawia co do tego wątpliwości: „Przewodniczący Juncker podkreślił otwartość i gotowość Komisji do przeanalizowania propozycji pod kątem zgodności z celami mechanizmu awaryjnego. Takie propozycje jeszcze nie zostały przedstawione” – czytamy w nim. W oświadczeniu podkreśla się także, iż odpowiedzialność za przygotowanie innej, wiążącej prawnie propozycji, to zadanie strony brytyjskiej, a nie Brukseli. Tymczasem w sprawie tzw. „backstopu”, utrzymującego Zjednoczone Królestwo w unii celnej nowych konstruktywnych propozycji Londynu nie ma. I bardzo prawdopodobne, że nie będzie, zaś komentatorzy zastanawiają się, że Londyn w ogóle chce je na serio złożyć, czy też premier i jego ekipa świadomie zdecydowali się doprowadzić do bezumownego brexitu i wszystkich przed faktem dokonanym, a zatem skupiają się raczej nad problemem „obejścia” dyspozycji ustawy wiążącej rządowi ręce poprzez zobligowanie go do wystąpienia o przesunięcie terminu na styczeń gdyby do 19 października nie udało się wynegocjować umowy.
Dodać trzeba, że niezależnie od prowadzenia rozgrywki przez premiera Johnsona, w innym stylu niż robiła to jego poprzedniczka Theresa May, ale – jak widać równie nieskutecznej – traci się z pola widzenia jeszcze jeden element: cały proces odbywa się w bardzo niekorzystnym momencie. Obecny skład KE wkrótce zakończy kadencję i trudno oczekiwać, że ustępujący wkrótce Jean-Claude Juncker nagle zmięknie, zmieni stanowisko uzgodnione przecież przez państwa członkowskie bloku i postawi swoją następczynię Ursulę von der Leyen w sytuacji przynajmniej kłopotliwej. Trudno więc liczyć, żeby była naprawdę realna szansa na postęp. A że strona europejska traci już do Johnsona cierpliwość – to osobna kwestia.
Rozwiązaniem byłoby może powtórzenie referendum – sugeruje to nawet były premier David Cameron, który przecież grając brexitową kartą wyzwolił cały ciąg wydarzeń będących przyczyną obecnej sytuacji, nota bene także nie po to, aby serio chciał „rozwodu” z UE. Trudno sobie wyobrazić, kto miałby teraz wystąpić z taką inicjatywą? Formalne uwarunkowania doprowadziły bowiem ewidentnie do sytuacji, w której faktycznie może nie być już żadnego ruchu. Chyba że Sąd Najwyższy uzna, że zawieszenie parlamentu było niezgodne z obowiązującym prawem. Tai werdykt parlamentarzyści zdołali wywalczyć w sądzie szkockim. Może to oznaczać dla premiera Johnsona nawet utratę stanowiska.

Łupy do podziału

Choć głos Parlamentu Europejskiegi ma w tej sprawie bardzo ograniczone znaczenie, zakończenie wyborów do niego otworzyło okres walki o obsadę najważniejszych stanowisk w instytucjach europejskich.

W ciągu najbliższych miesięcy swoje stanowiska – o kluczowym znaczeniu – opuszczą przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk i przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker. Będzie trzeba także obsadzić stanowiska szefa unijnej dyplomacji (obecnie tę funkcję sprawuje Federica Mogherini), a także wybrać następcę Antonio Tajaniego. Dopiero potem, gdy zapadną uzgodnienia w sprawie obsady tych stanowisk przyjdzie czas na wiceprzewodniczących i komisarzy, ale te będą w pewnej mierze wypadkową zasadniczych decyzji personalnych zapadających przede wszystkim w konsultacji pomiędzy członkami Rady Europejskiej – szefami państw członkowskich. Tym sprawom poświęcony był nieformalny szczyt UE w Brukseli.
Jeśli idzie o kandydatów na nowego szefa KE na „giełdzie” jest szereg nazwisk – mówi się o Manfredzie Weberze z Europejskiej Partii Ludowej, Fransie Timmermansie z Socjalistów i Demokratów, Margrethe Vestager z Porozumienia Liberałów i Sce Keller reprezentującej Zielonych. Pojawiają się również nazwiska Maroša Šefčoviča (podobnie jak Timmermans S&D) oraz ludowca Michela Barniera, który dał się poznać jako sprawny dyplomata i negocjator brexitu. Na to, komu przypadnie scheda po Junckerze albo Tusku, ma wpływ przecież także nie tylko przynależność do konkretnej frakcji, ale i kraj, który dana osoba reprezentuje, poparcie kluczowych państw członkowskich oraz pewnego rodzaju rozkład obsady wszystkich kluczowych stanowisk, jak i to jakiej narodowości politycy zajmowali je w poprzednim rozdaniu.
Choć przewodniczący Antonio Tajani stwierdził, że chciałby aby PE wyłonił kandydata przed kolejnym szczytem UE 20 czerwca, tak krótki okres może okazać się trudny do dotrzymania. Przedwczorajszy szczyt zajmował się bowiem raczej nie konkretnymi nazwiskami jeszcze, lecz właśnie raczej priorytetami i kryteriami sformowania nowej ekipy kierującej unijnymi instytucjami.
Wyboru szefa dokonuje Rada Europejska większością kwalifikowaną (21 z 28), ale też jest to przede wszystkim proces negocjacyjny, dzięki któremu decyzja ta nie jest prostym efektem arytmetyki głosowania. Choć nie jest to wymagane, zwykle szefowie państw starają się osiągnąć konsensus w tej sprawie i dopiero potem rozmawiać o obsadzie innych stanowisk, będącej niejako jej wypadkową, ale ostatnio nie udało się to – przeciw wyborowi Junckera opowiedziały się Wielka Brytania i Węgry.
Drugie niezmiernie istotne stanowisko w strukturze UE to przewodniczący Rady Europejskiej. Ze względu na to, że jest to funkcja wymagająca pracy na najwyższym szczeblu politycznym, powinna przypaść raczej nie unijnemu biurokracie czy nawet bardzo doświadczonemu europarlamentarzyście, ale osobie z politycznego „świecznika” bloku – byłemu szefowi rządu lub prezydentowi. Z tego powodu nie bez znaczenia jest, kto z kandydatów tego kalibru byłby w najbliższym czasie „do wzięcia”. Pojawia się w tym kontekście nazwisko byłej prezydent Litwy Dalii Grybauskaitė, ale na jej niekorzyść może zagrać fakt, że przecież funkcję przewodniczącego przez ostatnie dwie kadencje sprawował polityk z naszego regionu. A na dodatek potencjalną kandydatką mogłaby także okazać się kanclerz Niemiec Angela Merkel – choć taka możliwość miałaby bardzo różne, niekoniecznie korzystne szans dla niemieckiej polityk implikacje. Bo choć to bezsprzecznie wielka figura europejskiej polityki, może okazać się że aż za wielka na to stanowisko, a do tego reprezentująca kraj, w stosunku do którego wiele państw żywi obawy, że chce odgrywać dominującą pozycję w Europie.

Chiny z Unią, Unia z Chinami

Zeszłotygodniowe, pekińskie spotkanie premiera Chin Li Keqianga z przewodniczącym Rady Europejskiej Donaldem Tuskiem oraz przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claude Junckerem pełne było wyjątkowo zgodnych deklaracji.

 

Premier Li Keqiang zadeklarował, że Chiny zdecydowanie wspierają proces integracji europejskiej i mają nadzieję, że Unia Europejska utrzyma swą jedność, stabilność i rozwój. Dlatego chcą wzmocnienia strategicznej komunikacji z UE i rozwoju partnerstwa strategicznego Chiny – UE.

Chiny i UE jednomyślnie uznały, że w obliczu narastania unilateralizmu i protekcjonizmu na arenie międzynarodowej, będą wpierać multilateralizm, politykę wolnego handlu, promować pokój i stabilność na świecie. Chcą też bronić Karty Narodów Zjednoczonych, zasad Światowej Organizacji Handlu, wzmocnić dialog na temat wspólnej polityki zagranicznej oraz bezpieczeństwa międzynarodowej.

Powyższe deklaracje jednoznacznie wskazują, że Chiny i Unia Europejska zadeklarowały sojusz przeciwko prezydentowi USA Donaldowi Trumpowi wszczynającemu globalne wojny celne w imię zasady „America first”. I zdeklarowanemu przeciwnikowi dalszej integracji Unii Europejskiej.

Ale nie tylko anty trumpizm był tematem szczytu Chiny – USA.

Podczas pekińskiego spotkania obie strony ustaliły listę priorytetowych chińsko-europejskich umów inwestycyjnych. Stan i przebieg ich realizacji ma posłużyć do stworzenia nowego modelu szybkich ścieżek inwestycyjnych, wolnych od biurokratycznych barier.

Preferencje przyznano inwestycjom dotyczącym ochrony środowiska naturalnego, produkcji odnawialnych źródeł energii, gospodarki o obiegu zamkniętym, gospodarki cyfrowej i nowoczesnej urbanizacji. Chiny wsparły europejskie polityki ochrony własności intelektualnej i zobowiązały się do lepszej współpracy w tym zakresie.

Unia Europejska wspierać będzie chiński globalny projekt infrastrukturalny „Nowy Jedwabny szlak. Lądowy i morski” oraz unifikację międzynarodowych oznaczeń geograficznych.
Będzie też promowana turystyka Chiny – Unia Europejska. Dla polepszenia jej jakości przygotowano program wymiany personelu branż turystycznych. Cennym dodatkiem do współpracy turystycznej będzie chińsko-europejska współpraca w branży winiarskiej i spirytusowej.

A przy okazji lepsza współpraca międzynarodowej działalności antynarkotykowej.

Chiny oczekują od państw Unii Europejskiej złagodzenia restrykcji w zakresie eksportu zaawansowanych technologii i lepszych warunków dla chińskich inwestycji w Europie.
Premier Li przypomniał, że podczas sofijskiego spotkania Forum Gospodarczo – Handlowego „16 + 1” zdecydowano, że w Sofii powstanie Globalne Centrum Partnerów. Ośrodek szkolący chińskich i europejskich inwestorów w zakresie prawa i realiów gospodarczych w Chinach i Europie.

Donald Tusk i Jean-Claude Juncker przypomnieli, że w tym roku przypada piętnasta rocznica podpisania umowy o partnerstwie strategicznym UE z Chinami.
W tym czasie obie strony poczyniły postępy we współpracy w dziedzinie handlu, inwestycji, dyplomacji, połączeń międzysystemowych i zmian klimatu. Teraz Europa i Chiny powinny podzielić się odpowiedzialnością w przestrzeganiu światowego ładu, opierać się protekcjonizmowi i unilateralizmowi, wyciągać wnioski z historii oraz unikać konfliktów i zamieszek.

Po spotkaniu podpisano szereg umów dotyczących współpracy między Chinami i UE w dziedzinie inwestycji, ochrony środowiska, gospodarki o obiegu zamkniętym oraz ceł.

Uczestnicy spotkania jednomyślnie uznali, że wspólne interesy Chin i UE, czyli anty trumpizm, przeważają nad różnicami między nimi.

 

Do napisania tekstu zostały wykorzystane publikacje z „People’s Daily” – „Renmin Ribao”.