Żyła najlepszy z naszych w Engelbergu

Fot. Piotr Żyła w sobotnim konkursie był najlepszy z polskich skoczków

 

 

W obu konkursach w szwajcarskim Engelbergu najlepszy w polskiej ekipie był Piotr Żyła, który dwukrotnie zajął drugą lokatę. Zawody w sobotę wygrał Niemiec Karl Geiger, zaś w niedzielę lider klasyfikacji generalnej PŚ Japończyk Ryoyu Kobayashi.

 

W sobotę Piotr Żyła zajął drugie miejsce w konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich w szwajcarskim Engelbergu! Triumfował Niemiec Karl Geiger, który wygrał PŚ pierwszy raz w karierze, a trzeci był Austriak Daniel Huber. To czwarte podium Żyły w obecnym sezonie i ósme w karierze. Lidera naszej kadry Kamil Stoch zajął dziewiątą lokatę, 13. w stawce był Dawid Kubacki, Maciej Kot 26., a Stefan Hula 31. (w drugiej serii skakało 31 zawodników). Najsłabiej z polskich skoczków wypadł Jakub Wolny, który zajął dopiero 41. pozycję. Słabiej w sobotnim konkursie skakał lider klasyfikacji generalnej Ryoyu Kobayashi. Japończyk, który w poprzednich konkursach pewnie wygrywał, tym razem zajął siódme miejsce, ale utrzymał prowadzenie w Pucharze Świata. Drugi w zestawieniu Żyła zmniejszył stratę do japońskiego skoczka do 91 punktów. Stoch pozostał na trzeciej pozycji ze stratą 151 punktów. Geiger, zaskakujący zwycięzca, w drugiej serii popisał się znakomitym skokiem, po którym jako jedyny przekroczył 140 m (uzyskał 141 m). Żyła zaliczył 134 i 136 m. Na piątym miejscu konkurs zakończył prowadzący po pierwszej serii Rosjanin Jewgienij Klimow.

W klasyfikacji Pucharu Narodów biało-czerwoni utrzymali pozycję lidera z dorobkiem 1259 punktów, ale reprezentacja Niemiec zmniejszyła do nich dystans (1193 pkt). Pozostał ekipy są daleko w tyle. Trzecia w klasyfikacji Japonia traciła do Polski 443 punkty.

W niedzielnym konkursie w Engelbergu do gry wrócił Kobayashi. Przed jego skokiem w pierwszej serii polscy kibice byli wniebowzięci, bo pierwsze trzy miejsca zajmowali Polacy – prowadził Kamil Stoch (138 m) przed Piotrem Żyłą (137) i Dawidem Kubackim (138,5). Japończyk poszybował jednak na odległość 144 m i rzecz jasna objął prowadzenie. Przed drugą serią skoków Stoch tracił do niego 3,2 pkt, trzeci Żyła 4,1 pkt, a czwarty Kubacki 6,3 pkt. Do serii finałowej z Polaków zakwalifikowali się jeszcze Wolny (20. lokata) i Stefan Hula (29.), a odpadł tylko Maciej Kot (zajął 42. miejsce).

W drugiej serii skoczkowie nie fruwali już tak daleko. Kubacki zaliczył 133 m i spadł z czwartego na piąte miejsce, wyprzedzony przez Niemca Karla Geigera (135 m). Nie udał się skok Stochowi, który zaliczył tylko 131 m, ale ta odległość zapewniła mu miejsce na najniższym stopniu podium. Presję wytrzymał natomiast Żyła, bo wylądował na 135 metrze i awansował na drugą pozycję. Naszych skoczków pogodził niezawodny Kobayashi, który uzyskał 137 m i oczywiście wygrał niedzielny konkurs, umacniając się na pozycji lidera Pucharu Świata.

 

Poskaczą w Engelbergu

Fot. Na skoczni w Engelbergu nie brakuje naturalnego śniegu. W Szwajcarii w ostatnich dniach spadł śnieg

 

 

W miejsce odwołanych zawodów w niemieckim Titisee-Neustadt Międzynarodowa Federacja Narciarska postanowiła w lutym zorganizować dodatkowe konkursy w Oberstdorfie i Willingen. A w najbliższy weekend skoczkowie będą rywalizować w Szwajcarii.

 

Zakopane będzie 19 i 20 stycznia gospodarzem zaplanowanych w kalendarzu zawodów indywidualnych i drużynowych. Międzynarodowa Federacja Narciarska chciała w trybie pilnym przenieść do Zakopanego odwołane konkursy w Titisee-Neustadt, ale działacze Polskiego Związku Narciarskiego odmówili, bo mieliby za mało czasu na uzyskanie stosownych pozwoleń oraz znalezienie sponsorów. Rozczarowani ich decyzją szefowie FIS już więc kandydatury Zakopanego jako areny dodatkowych zawodów nie rozpatrywali i w przyszłorocznych terminach wybrali na miejsce odwołanych konkursów w Titisee-Neustadt skocznie w Niemczech. 1 lutego w piątek zawodnicy będą rywalizować na mamuciej skoczni w Oberstdorfie w konkursie indywidualnym, w miejsce zaplanowanych na ten dzień kwalifikacji do indywidualnego konkursu w lotach narciarskich zaplanowanego na 2 lutego. Natomiast dodatkowy konkurs drużynowy odbędzie się 15 lutego w Willingen, również w miejsce kwalifikacji. 16 i 17 lutego odbędą się tam dwa kolejne konkursy indywidualne PŚ.

A już od najbliższego piątku skoczkowie będą rywalizować w szwajcarskim Engelbergu. Kibice skoków narciarskich mogą być spokojni. W Engelbergu nie powtórzy się scenariusz z Titisee-Neustadt, gdzie konkursy Pucharu Świata w skokach odwołano kilka dni wcześniej. Do szwajcarskiej miejscowości zawitała prawdziwa zima. Skocznia i teren wokół niej jest już pokryty naturalnym śniegiem. A zatem nie ma już ryzyka, że zaplanowane w najbliższy weekend konkursy w Engelbergu zostaną odwołane. Skoczkom w rywalizacji nie powinien także przeszkodzić wiatr, bo według prognoz ma nie przekraczać 2 m/s. W piątek 14 grudnia o 16:00 odbędzie się oficjalny trening, a dwie godziny później kwalifikacje do sobotniego konkursu, który rozpocznie się o 14:15. Początek niedzielnych zawodów także zaplanowano na godzinę 14:45.

Trener polskiej kadry Stefan Horngacher do konkursów w Engelbergu wystawił kadrę w składzie: Kamil Stoch, Piotr Żyła, Dawid Kubacki, Jakub Wolny, Maciej Kot i Stefan Hula. Liderem klasyfikacji generalnej Pucharu Świata jest rewelacyjnie skaczący w tym sezonie Japończyk Ryoyu Kobayashi, ale dwa kolejne miejsca zajmują nasi reprezentanci – drugi jest Żyła, a trzeci Stoch. Za polskimi zawodnikami plasują się: nieobecny w Engelbergu Norweg Johann Andre Tande, trzech niemieckich skoczków – Stephan Leyhe, Karl Geiger i Andreas Wellinger oraz Rosjanin Jewgienij Klimow.

 

Niezawodni Stoch i Żyła

Fot. Piotr Żyła i Kamil Stoch potwierdzili w Kuusamo, że na początku zimowego sezonu z Polaków są w najlepszej formie

 

 

Skocznia w Kuusamo przez ostatnie 15 lat nie była szczęśliwa dla polskich zawodników. Ostatni, któremu udało się stanąć tu na podium, był Adam Małysz, a po nim, aż do minionej soboty, żadnemu z naszych skoczków nie udało się powtórzyć tego wyczynu.

 

W rozegranych 28 i 30 listopada 2003 roku konkursach w Kuusamo Adam Małysz stawał na podium, lecz potem żaden z naszych skoczków nie potrafił powtórzyć tego osiągnięcia. Nawet Kamil Stoch, który tylko raz zbliżył się do miejsca na podium, zajmując w sezonie 2011-2012 czwartą lokatę. Nic dziwnego, że skocznia w Ruce nie cieszyła się sympatią w ekipie biało-czerwonych, a z czasem nawet ukuto teorię, że została obłożona jakimś zaklęciem, które niweczy wszelkie starania polskich zawodników.

Dlatego przed zawodami w obecnej edycji Pucharu Świata o szansach naszych skoczków w zasadzie się nie dyskutowało, zwłaszcza że warunki pogodowe w Kuusamo były wyjątkowo loteryjne. Z powodu silnego wiatru w sobotę nie udało sie przeprowadzić nawet kwalifikacji, więc organizatorzy postanowili przesunąć porę rozpoczęcia konkursu i zadecydowali, że jeśli tylko pogoda się poprawi, to od razu rywalizacja zacznie się na serii.
Ostatecznie bogowie wiatru zlitowali się nad znużonymi długim oczekiwaniem skoczkami i kibicami i zawody można było rozpocząć. Ale warunki były zmienne i przez to dla każdego z 65 zawodników wezwanie na belkę przypominało zakup kuponu na loterię.

Ostatecznie w sobotę udało się przeprowadzić tylko jedną serię konkursową, bo wiatr na powrót zaczął szaleć i jury postanowiło za rozstrzygające uznać wyniki pierwszej kolejki skoków. A po niej na czele był Japończyk Ryoyu Kobayashi, który co prawda osiągnął krótszą odległość od Kamila Stocha, ale dostał większą rekompensatę za wiatr i wyprzedził naszego potrójnego mistrza olimpijskiego o dwa punkty z małym hakiem. Polscy kibice przełknęli jednak szybko tę porażkę, bo trzecie miejsce na podium przypadło drugiemu z naszych skoczków, Piotrowi Żyle. Znacznie gorzej spisali się nasi pozostali reprezentanci – punkty do klasyfikacji generalnej zdobyli jeszcze Jakub Wolny (zajął 11. lokatę) i Stefan Hula (był 20.).

W „generalce” Stoch był drugi za Kobayashim (tracił do niego 30 pkt), a Żyła plasował się na spółkę z Rosjaninem Jewgienijem Klimowem na trzecim miejscu. Biało-czerwoni znacząco poprawili też swój dorobek w Pucharze Narodów. Po sobotnich zawodach mieli na koncie 707 punktów i wyprzedzali drugich w zestawieniu Niemców już o 62 „oczka”, a trzecich Japończyków aż o 268.

Skocznia w Kuusamo została zatem odczarowana podwójnie, a przecież przed naszymi „orłami” był jeszcze niedzielny konkurs, który niestety zakończył się już po zamknięciu wydania.

 

Klimow na czele stawki

Rosjanin Jewgienij Klimow, który wygrał konkurs indywidualny Pucharu Świata w skokach narciarskich w Wiśle, został pierwszym liderem klasyfikacji generalnej. W Pucharze Narodów liderami jest reprezentacja Polski.

 

Klimow osiągnął na skoczni im Adama Małysza w Wiśle-Malince najlepszy wynik w karierze. Co więcej, został pierwszym w historii Rosjaninem, który wygrał zawody Pucharu Świata. Za triumf w Wiśle uzyskał 100 punktów i oczywiście jest liderem klasyfikacji generalnej. Polscy skoczkowie po zwycięstwie w sobotnim konkursie drużynowym byli trochę rozczarowani wynikami w konkursie indywidualnym. Lider biało-czerwonych Kamil Stoch zajął czwarte miejsce, a do miejsca na podium zabrakło mu ledwie 0,3 pkt. W czołowej „10” zmieścili sie jeszcze Piotr Żyła i Dawid Kubacki, którzy zajęli odpowiednio szóste i ósme miejsce. Pucharowe punkty zdobył też Jakub Wolny, który zajął 23. pozycję oraz Maciej Kot, który był jednak dopiero 29. Zdecydowanie najsłabiej z najlepszej szóstki naszych skoczków wypadł w Wiśle Stefan Hula, który odpadł już po pierwszej serii.

Polacy z dorobkiem 532 punktów znaleźli się na czele klasyfikacji Pucharu Narodów, jednak nad drugą w zestawieniu ekipą Niemiec mają tylko cztery punkty przewagi. Trzecie miejsce zajmują Austriacy (334 pkt), czwarte Japonia (322), a piąte Rosja (250). Sensacją był wybitnie nieudany występ norweskich skoczków. Ich drużyna zajęła dopiero dziesiąte miejsce, ale głównie z powodu dyskwalifikacji Roberta Johanssona za niezgodny z przepisami kombinezon. Zapowiadany przez Norwegów wielki rewanż w niedzielnym konkursie indywidualnym także im nie wyszedł, bo najlepszy z nich Johanna Andre Forfanga zajął dopiero dziesiąte miejsce, zaś Daniel Andre Tande i Andreas Stjernen odpadli już po pierwszej serii.

 

Drużyna Kamila Stocha

Fot. Kamil Stoch w piątek z trudem zakwalifikował się do niedzielnego konkursu, ale w sobotę znów skakał jak na mistrza przystało

 

 

Nasi skoczkowie narciarscy trochę postraszyli kibiców słabym występem w piątkowych kwalifikacjach, ale już następnego dnia sprawili im mnóstwo radości zwycięstwem w konkursie drużynowym. Znów najlepszy w stawce był Kamil Stoch.

 

Kamil Stoch po słabych skokach w piątkowych kwalifikacjach (zajął w nich dopiero 48. miejsce) jeszcze w serii próbnej przed sobotnią „drużynówką” miał problemy z odległością, ale co mistrz, to mistrz – jak zaczęło się poważne skakanie, trzykrotny zloty medalista olimpijski natychmiast „odpalił” i już w pierwszej serii osiągnął 126,5 metra. Jeszcze dalej poszybował w drugiej próbie, bo musiał walczyć o zwycięstwo naszej drużyny w konkursie z Richardem Freitagiem. No i dał radę, szybując na odległość 129 metrów w nienagannym stylu, co zapewniło mu najlepszy wynik końcowy ze wszystkich skoczków, a biało-czerwonym czwarty w historii triumf w konkursie drużynowym Pucharu Świata i pierwszy triumf na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle. Bardzo dobrze spisali się także nasi pozostali reprezentanci. Piotr Żyła miał trzeci, natomiast Jakub Wolny ósmy wynik w całym konkursie. Tylko Dawid Kubacki, który zepsuł swój drugi skok zajął ostatecznie 11. lokatę.

Polacy uzyskali notę łączną 1026,6 pkt, druga na podium ekipa Niemiec straciła do biało-czerwonych 11,1 pkt, trzecia Austria zgromadziła 972 punkty. Na dalszych miejscach znalazły się drużyny Japonii, Szwajcarii, Rosji, Czech, Finlandii, Norwegii oraz Kazachstan. Norwegowie zajęli odległą lokatę z powodu dyskwalifikacji Roberta Johanssona.
Trener polskiej kadry Stefan Horngacher trochę był zaskoczony zwycięstwem swoich podopiecznych, bo po piątkowych kwalifikacjach na to się nie zapowiadało. Ale odkąd prowadzi biało-czerwonych, w Pucharze Świata w konkursach drużynowych niemal w każdym konkursie nasi zawodnicy plasują się na podium. Zdobyli złoto mistrzostw świata, brąz mistrzostw w lotach i brąz na igrzyskach w Pjongczangu. Póki mamy takich asów jak Stoch, Żyła, Kubacki, Kot, Wolny i Hula, to w konkursach drużynowych nasi skoczkowie mają szansę znacznie wzbogacić kolekcję trofeów.

W niedzielnym konkursie indywidualnym już tak dobrze naszym zawodnikom nie poszło. W zmiennych warunkach pogodowych wygrał zaskakujący już od Letniej Grand Prix wysoką formą Rosjanin Jewgienij Klimow, drugi był Niemiec Stephan Leyhe, a trzeci Japończyk Ryoyu Kobayashi. Stoch uplasował się dopiero na czwartej pozycji, a w czołowej dziesiątce z naszych zawodników zmieścili się jeszcze Żyła (był szósty) i Kubacki (zajął ósma lokatę). Jakub Wolny skończył zawody na 23. miejscu, Maciej Kot na 29., a Stefan Hula na 38. Przez piątkowe kwalifikacje przeszło tylko sześciu Polaków z dwunastu zgłoszonych do konkursu.

 

Kończy się era Waltera Hofera

Rywalizację w tegorocznej edycji Letniej Grand Prix niespodziewanie wygrał Rosjanin Jewgienij Klimow, ale większą sensację wywołało oświadczenie dyrektora Pucharu Świata w skokach narciarskich Waltera Hofera, że za dwa lata odejdzie na emeryturę.

 

Austriak pełni funkcję dyrektora Pucharu Świata w skokach narciarskich nieprzerwanie od 1992 roku, ale jego dyktatorskie niekiedy rządy wkrótce przejdą do historii. „Sezon 2019-2020 będzie moim ostatnim w roli dyrektora Pucharu Świata. Nie jest to jednak moja decyzja, lecz kolej rzeczy uwarunkowana moim wiekiem. Ostatni sezon mojej przygody może być niesamowity, więc nie zamierzam się poddawać” – oznajmił w rozmowie z portalem skijumping.pl Walter Hofer i jego deklaracja natychmiast wywołała falę komentarzy. Różnych, bo nie wszystkim jego trwające od 26 lat rządy się podobają. Jedni chwalą austriackiego działacza za to, że dostosował skoki narciarskie do oczekiwań telewizyjnych nadawców i przeforsował wprowadzenie przeliczników za wiatr, inni mają mu za złe liczne manipulacje podczas konkursów, które niejednokrotnie wypaczały przebieg rywalizacji.

Hofer na odchodnym zamierza jednak jeszcze sporo w skokach narciarskich zmienić. Podczas ostatniej konferencji Międzynarodowej Federacji Narciarskiej (FIS) w Zurychu przedstawił propozycję kalendarza na kolejny sezon Pucharu Świata oraz ujawnił plany na edycję 2019-2020. Jego propozycje oznaczają dla zawodników konieczność odbywania jeszcze dalszych podróży, bo w sezonie zimowym 2019-2020 roku czekają ich po kolei starty w Japonii (Sapporo), Turcji (Erzurum) i Stanach Zjednoczonych (prawdopodobnie będzie to Iron Mountain, które od lat organizuje cieszące się sporym zainteresowaniem miejscowych kibiców zawody Pucharu Kontynentalnego).

Do tej pory działacze FIS wzbraniali się przed lokalizowaniem turniejów Pucharu Świata poza Europą, ale pod naciskiem Hofera zaczynają zmieniać podejście. Na razie to tylko luźne sugestie, ale szykujący się do organizacji zimowych igrzysk Chińczycy też chcieliby w przyszłości gościć zawody Pucharu Świata, a skoro chcą oni, to zapewne ofertę złoży też Korea Południowa, dysponująca przecież nowoczesnymi obiektami po tegorocznych igrzyskach w Pjongczangu.

Większe niż do tej pory zaangażowanie tych krajów w skoki narciarskie z pewnością może wnieść do tej dyscypliny sportu jeszcze większe pieniądze i zwiększyć zainteresowanie nią w mediach. Wobec tych oczywistych korzyści jakikolwiek opór nie ma szans.

Te cele będzie jednak realizował już ktoś inny. Niewykluczone, że po odejściu Hofera na emeryturę w FIS zwycięży koncepcja, żeby jego rolę powierzyć więcej niż jednej osobie. Byłoby to z pewnością bardziej sprawiedliwe rozwiązanie. Ale o tym będzie się dyskutowało za dwa lata, bo na razie przez najbliższe dwa sezony królem światowych skoczni wciąż będzie Austriak.