Stół z wyłamywanymi nogami

Zapraszamy do debety o „Okrągłym Stole”.

Bólu głowy dostaje polska prawica już na sam widok „Okrągłego stołu”. Zwłaszcza, że w tym roku nie można tego politycznego mebla nie zauważać, ani ignorować. Bo okrągła, trzydziestoletnia, rocznica rozmów i porozumienia ówczesnej władzy i opozycji zbiega się z wyborami do parlamentów europejskiego i krajowego. Z już rozpoczętymi kampaniami wyborczymi. Eskalującą wojną plemienną dwóch prawicy wyrosłych z „etosu „Solidarności”. Wojną różnych interpretacji naszej najnowszej historii toczoną na wszystkich frontach medialnych.

Druga noga

Widać to już w niezdecydowanej postawie pana prezydenta Andrzeja Dudy. W przeddzień rocznicy rozpoczęcia obrad „Okrągłego Stołu” jego rzecznik prasowy nie potrafił powiedzieć co pan prezydent i jego środowisko polityczne będą świętować.
Na pewno pan prezydent nie będzie fetować rocznicy inauguracji „Okrągłego Stołu”. Faktu wyjątkowego w naszej historii, kiedy ówczesna władza zasiadła do rozmów z ówczesną opozycją. Do dyskusji jak wyjść z politycznego klinczu.
Negocjacji o tym na ile władza podzieli się posiadaną władzą z opozycją, a opozycja ulży władzy w dźwiganiu brzemienia odpowiedzialności za przyszłe, bolesne reformy gospodarcze.
Tego pan prezydent świętować nie będzie, bo musiałby uznać, że jest prezydentem wszystkich Polaków. Nawet tych postkomunistów.
Zapewne pan prezydent Duda przyłączy się do świętowania trzydziestej rocznicy wyborów 4 czerwca 1989 roku. Choć tu tez pewnie waha się, bo wtedy będzie musiał stanąć tam gdzie ustawi się Grzegorz Schetyna, Adam Michnik i Lech Wałęsa.
Oni bowiem przygotują obchody tamtych wyborów jako wielkie zwycięstwo „polskiej demokracji”, czyli tej reprezentowanej obecnie przez Platformę Obywatelską i jej zaplecze polityczno-intelektualne.
Ponieważ mamy rok wyborczy, to do uroczystych obchodów zostanie zaproszona jakaś reprezentacja „pokonanych”, czyli osób z ówczesnej „strony partyjno-rządowej”. Aby zademonstrować rycerskość obecnej opozycyjnej „koalicji demokratycznej”, która nie chce wieszać pokonanej „komuny”, jak ci barbarzyńscy z PiS.
Najchętniej pan prezydent uczciłby rocznicę powstania „pierwszego, niekomunistycznego rządu Tadeusza Mazowieckiego”. Bo przecież akuszerem tego rządu był Jarosław Kaczyński, który przeciągnął wtedy na stronę solidarnościową ówczesnych sojuszników PZPR ze Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego. A potem premier Tadeusz Mazowiecki musiał ustąpić po kłótniach z Lechem Wałęsą. Czyli „Bolkiem”.
Na pewno pan prezydent uczciłby niezwykle uroczyście trzydziestą rocznice powstania „pierwszego niepodległego rządu Jana Olszewskiego”. Bo to do jego tradycji, nie do rządu Mazowieckiego z Kiszczakiem i Siwickim, i nie do prezydentury Wałęsy, odwołują się teraz elity PiS. Ale pewnie tej rocznicy Andrzej Duda jako pan prezydent już nie doczeka.
My zaś możemy oczekiwać w tym roku burzliwych obchodów rocznicy wyborów 4 czerwca 1989 roku. Już zapowiedzianych przez pana premiera Morawieckiego, co tylko podgrzało wojnę polskich prawic o dziedzictw tamtych wyborów.
Za to rocznic rozpoczęcia i zakończenia „Okrągłego Stołu” elity PiS i radykalnej prawic uroczyście obchodzić nie będą. Dla nich tamte porozumienia to „zmowa elit komunistycznych i zdradzieckich solidarnościowych”, która zrodziła patologiczną III RP”. Ta zmowa, która „przyniosła uwłaszczenie się komunistycznej nomenklatury”, „bezkarność zbrodniarzy stanu wojennego” i panowanie „resortowych dzieci” w sferze mediów i kultury.
Zatem Wersalu na prawicowych obchodach rocznicowych nie będzie.

Trzecia noga

Bólu głowy, a raczej amnezji dostają hierarchowie polskiego kościoła katolickiego na wieść o planowanych obchodach rocznicy obrad „Okrągłego Stołu”. Dzisiejsi hierarchowie kościelni i bliscy im publicyści historyczni nie chcą pamiętać, że tamten Stół, tamte negocjacje i umowy oparte były na trzech nogach.
Partyjno-rządowej, opozycyjnej- solidarnościowej i kościelnej. Na dwóch pierwszych nogach stał tamten stół, ale trzecia noga, ta kościelna go znacząco podpierała.
Ówczesny kościół katolicki podjął się wówczas roli gwaranta tamtych negocjacji i notariusza jego porozumień. To hierarchowie kościelni gwarantowali swym autorytetem, że zasiadające do negocjacji i zawarcia kontraktu strony mogą sobie ufać. Że nie dojdzie do sytuacji, jak ostatnio przy negocjacjach umowy o budowie wieżowców przy ulicy Srebrnej.
I dlatego zawsze, kiedy w czasie rozmów okrągłostołowych dochodziło do impasu, konfliktu, to do mediacji ruszali biskupi.
Za swe „notarialne” usługi hierarchia kościelna otrzymała wielkie korzyści materialne. Przede wszystkim ustawę z dania 17 maja 1989 roku o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej dając temu kościołowi uprzywilejowaną pozycję. Czasem czyniąc jego funkcjonariuszy bezkarnymi.
Dzisiaj hierarchowie kościoła katolickiego nie chcą wspominać o tamtej roli swego kościoła. Bez cienia wdzięczności przyłączają się do grona krytyków ostatnich rządów PRL, choć dzięki nim mają zapewniony dostatek materialny.
I chociaż Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej od dawna już nie ma, chociaż przez ostatnie trzydzieści lat w III Rzeczpospolitej skutecznie usuwano wszelkie ślady po prawodawstwie Polski Ludowej, to ta ustawa została niezmieniona. Bo tej politycznej łapówki danej hierarchom przez rząd Mieczysława Rakowskiego i przegłosowanej jeszcze przez „komunistyczny” Sejm obecna hierarchia kościoła katolickiego zwrócić nie zamierza.

Pierwsza noga

Gdyby nie ówczesna „Strona partyjno-rządowa”, przedstawiana w mediach wtedy jako ta pierwsza noga podtrzymująca „Okrągły Stół”, nie zdecydowała się na negocjacje z opozycją, to nie mielibyśmy tej historycznej „pokojowej transformacji”.
Ale już 4 czerwca 1989 roku strona partyjno-rządowa przegrała wolne wybory do Senatu. Choć w wyborach kontraktowych, tych do Sejmu, utrzymała niezbędną większość. Przeforsowała też, z pomocą ambasady USA i hierarchii kościoła katolickiego, dotrzymanie przez opozycję porozumienia o wyborze generała Wojciecha Jaruzelskiego na prezydenta Polski.
Ale po tym wyborze w „pierwszej nodze” nastąpił rozłam. Po zdradzie politycznej ze strony ZSL i SD, ówczesna PZPR straciła większość w Sejmie i musiała przejść do opozycji.
Już w III Rzeczpospolitej ta „pierwsza noga” przegrała swą bitwę o pamięć. Jej zasługi w historycznej, pokojowej transformacji ustrojowej zostały przez zwycięską prawicę zmarginalizowane i skarykaturyzowane. Stało się tak przez jej lenistwo intelektualne, na jej własne życzenie.
W tym roku Społeczny Komitet Lewicy zamierza przypomnieć i odkłamać zasługi ludzi lewicy w tamtej transformacji.
Redakcja „Trybuny” będzie patronowała działaniom SKL.
Zapraszamy też wszystkich chętnych do dyskusji o znaczeniu i skutkach porozumień „Okrągłego Stołu”. Nasze łamy są dla was otwarte.

Spotkanie partii komunistycznych

W dniach 23-25 listopada w Atenach odbyło się 20. Międzynarodowe Spotkanie Partii Komunistycznych i Robotniczych. Gospodarzem spotkania była Komunistyczna Partia Grecji (KKE) obchodząca właśnie 100. rocznicę powstania.

 

Temat tegorocznego spotkania brzmiał: „Współczesna klasa pracująca i jej sojusze. Zadania jej politycznej awangardy – partii komunistycznych i robotniczych, w walce przeciwko wyzyskowi i imperialistycznym wojnom, o prawa pracowników i ludów, o pokój i socjalizm”. W wydarzeniu wzięły udział delegacje 90 partii z całego świata, w tym Komunistycznej Partii Polski.

Referat wprowadzający do dyskusji wygłosił sekretarz generalny KKE Dimitris Koutsoumbas. Reprezentanci zgromadzonych partii omawiali sytuację międzynarodową oraz prezentowali warunki panujące w swoich krajach, a w szczególności walki prowadzone przez pracowników i rolę partii komunistycznych. Podczas wystąpień poruszana była również kwestia sojuszy z innymi grupami wyzyskiwanymi, na przykład rolnikami czy młodzieżą.

Zwracano uwagę na zaostrzającą się konkurencję między różnymi blokami krajów kapitalistycznych oraz liczne aspekty narastającego kryzysu kapitalizmu. Wielu delegatów podkreślało agresywny charakter współczesnego kapitalizmu. Plany NATO, Stanów Zjednoczonych oraz Unii Europejskiej określono jako groźne dla pokoju na świecie. Tematem wielu wystąpień były między innymi imperialistyczne wojny w Syrii, Jemenie, Libii i na Ukrainie, a także narastający wyścig zbrojeń.

Zaostrzające się sprzeczności mogą prowadzić do kolejnych wojen o zasoby surowców, rurociągi czy nowe rynki zbytu. Oznacza to wyzwanie dla ruchu robotniczego oraz konieczność wzmocnienia walki z imperializmem, o pokój i rozbrojenie. Wymaga również sprzeciwienia się burżuazyjnym rządom służącym wielkiemu kapitałowi. Obecne wydarzenia pokazują, że walka o pokój, rozbrojenie, suwerenność ludów, poszerzenie demokratycznych praw i zaspokojenie społecznych potrzeb jest związana z dążeniem do obalenia kapitalizmu i wprowadzenia socjalizmu.

Partie uczestniczące w spotkaniu pozytywnie oceniły działania podjęte w 2017 roku w 100. rocznicę Rewolucji Październikowej oraz w 2018 roku w związku z 200. rocznicą urodzin Karola Marksa. Podkreślono rolę doświadczeń z historii Związku Radzieckiego i wprowadzanego w nim socjalizmu, stanowiącego alternatywę dla kapitalizmu.

Uczestnicy spotkania wyrazili solidarność z walką ludów Syrii, Palestyny, Kuby, Wenezueli, Cypru, Brazylii i Iranu zmagającymi się z imperialistycznymi atakami. Potępiono antykomunizm oraz ataki na prawa i swobody polityczne. Wyrażono poparcie dla komunistów, którzy stawiają czoła prześladowaniom w Polsce, na Ukrainie, w Sudanie, Kazachstanie i Pakistanie.

Określono także zadania na rok 2019, zarówno związane z przypadającymi w tym roku okrągłymi rocznicami, takimi jak 100 lecie utworzenia Międzynarodówki Komunistycznej, jak i bieżącymi problemami związanymi na przykład z militaryzmem, interwencjami zbrojnymi, działalnością NATO i zagranicznych baz wojskowych. Podkreślono konieczność obrony socjalistycznych osiągnięć, dyskusji o represyjnym charakterze kapitalizmu oraz aktywnego podejmowania działań w miejscach pracy na rzecz praw pracowniczych i swobody funkcjonowania związków zawodowych oraz pełnego równouprawnienia kobiet. Za ważne uznano także zaangażowanie w działalność antyfaszystowską, występowanie przeciwko rasizmowi, klerykalizmowi i reakcyjnym reżimom oraz na rzecz ochrony środowiska.

Reprezentanci wielu partii dziękowali Komunistycznej Partii Grecji za doskonałą organizację spotkania.

 

Rezolucja solidarności z Komunistyczną Partią Polski

76 partii komunistycznych i robotniczych, uczestniczących w Międzynarodowym Spotkaniu Partii Komunistycznych i Robotniczych w Atenach, potępia eskalację antykomunistycznej kampanii przeciwko Komunistycznej Partii Polski prowadzonej przez polskie władze.

Antykomunistyczny proces przeciwko KPP będzie kontynuowany 7 grudnia br. Polskie władze, wspierane przez UE, od prawie 3 lat prowadzą postępowanie sądowe przeciwko działaczom KPP oraz redaktorom pisma „Brzask”, przeprowadzając przesłuchania nawet w domach aktywistów KPP. Oskarżonym grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności.

Na wniosek rządu grupa robocza w polskim parlamencie zasugerowała zmiany prawa mające na celu wprowadzenie zakazu symboli komunistycznych, nikczemnie zrównując je z faszystowskimi, fałszując historię i obrażając pamięć ludu. Podkreślamy, że dotyczące tego prawo w 2009 roku wprowadziło zakaz symboli komunistycznych, jednak, w wyniku protestów, w 2011 roku zostało zniesione i uznane za niekonstytucyjne.

Te niebezpieczne działania trwają w czasie, gdy Trybunał Konstytucyjny (kontrolowany przez polskie władze), na wniosek jednej z reakcyjnych organizacji, „zamierza zbadać” sprawę legalności działania Komunistycznej Partii Polski.

Te skoncentrowane działania polskich władz oraz UE pokazują, iż ich celem jest przeszkodzenie w zorganizowanej walce komunistów i ludów z kapitalistycznym barbarzyństwem.
Precz z antykomunizmem i zastraszaniem polskich komunistów.

Żądamy natychmiastowego wstrzymania procesów i zniesienia zakazów działania KPP.

Wzywamy do międzynarodowej mobilizacji oraz solidarności z polskimi komunistami 3 grudnia przed polskimi placówkami dyplomatycznymi.

 

Sygnatariusze:

Komunistyczna Partia Albanii
Algierska Partia na rzecz Demokracji i Socjalizmu
Komunistyczna Partia Argentyny
Komunistyczna Partia Australii
Komunistyczna Partia Austrii
Demokratyczna Postępowa Trybuna, Bahrajn
Komunistyczna Partia Białorusi
Komunistyczna Partia Belgii
Komunistyczna Partia Boliwii
Komunistyczna Partia Brazylii
Brazylijska Partia Komunistyczna
Komunistyczna Partia Brytanii
Nowa Komunistyczna Partia Brytanii
Komunistyczna Partia Bułgarii
Partia Bułgarskich Komunistów
Komunistyczna Partia Kanady
Socjalistyczna Robotnicza Partia Chorwacji
Komunistyczna Partia Kuby
Postępowa Partia Ludzi Pracy – AKEL, Cypr
Komunistyczna Partia Czech i Moraw
Komunistyczna Partia w Danii
Siła Rewolucji, Republika Dominikany
Komunistyczna Partia Ekwadoru
Komunistyczna Partia Estonii
Komunistyczna Partia Finlandii
Niemiecka Partia Komunistyczna
Komunistyczna Partia Grecji
Węgierska Partia Robotnicza
Komunistyczna Partia Indii
Komunistyczna Partia Indii (Marksistowska)
Partia Tudeh, Iran
Komunistyczna Partia Iraku
Komunistyczna Partia Kurdystanu–Iraku
Komunistyczna Partia Irlandii
Robotnicza Partia Irlandii
Komunistyczna Partia Izraela
Partia Komunistyczna, Włochy
Partia Włoskich Komunistów
Jordańska Partia Komunistyczna
Socjalistyczny Ruch Kazachstanu
Partia Komunistów Kirgistanu
Laotańska Ludowa Partia Rewolucyjna
Libańska Partia Komunistyczna
Partia Socjalistyczna, Litwa
Komunistyczna Partia Luksemburga
Komunistyczna Partia Macedonii
Partia Kongresu na rzecz Niepodległości Madagaskaru
Komunistyczna Partia Malty
Komunistyczna Partia Meksyku
Nepalska Partia Komunistyczna
Nowa Komunistyczna Partia Holandii
Komunistyczna Partia Norwegii
Palestyńska Partia Komunistyczna
Palestyńska Partia Ludowa
Komunistyczna Partia Pakistanu
Komunistyczna Partia Paragwaju
Rumuńska Partia Socjalistyczna
Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej
Rosyjska Komunistyczna Partia Robotnicza
Komunistyczna Partia Związku Radzieckiego
Komuniści Serbii
Nowa Komunistyczna Partia Jugosławii
Komunistyczna Partia Słowacji
Południowoafrykańska Partia Komunistyczna
Komunistyczna Partia Ludu Hiszpanii
Komunistyczna Partia Sri Lanki
Komunistyczna Partia Sudanu
Komunistyczna Partia Suazi
Komunistyczna Partia Szwecji
Syryjska Partia Komunistyczna
Komunistyczna Partia Turcji
Partia Pracy (EMEP), Turcja
Komunistyczna Partia Ukrainy
Związek Komunistów Ukrainy
Komunistyczna Partia USA
Komunistyczna Partia Wenezueli

 

Groźna myśl komunistów

Działaczka ONR, tropicielka „powracającej fali komunizmu”, zaniepokojona „patologią, degeneracją, wojną płci”. Łódzka „Gazeta Wyborcza” przedstawiła sylwetkę pewnej pracownicy Oddziałowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa w Łodzi.

 

IPN znakomicie dobiera kadry do realizowania swojego głównego zadania – forsowania jednostronnej, prawicowej, katolicko-narodowej wizji polskiej historii. Patrycja Resel, bohaterka materiału „GW”, jeszcze w ubiegłym roku była koordynatorką działań Obozu Narodowo-Radykalnego w Piotrkowie Trybunalskim. Organizowała w mieście wydarzenia ku czci „żołnierzy wyklętych”, jej bohaterem był zwłaszcza dowódca oddziału Narodowych Sił Zbrojnych w kieleckiem Władysław Kołaciński. W propagowaniu kultu tej postaci nie przeszkadzało aktywistce ani dokonanie przez jego oddział zabójstwo dziewięciorga Żydów ocalonych z Zagłady w maju 1945 r., ani prowadzona przez ludzi Kołacińskiego walka z „niewłaściwą”, czyli lewicową partyzantką jeszcze podczas hitlerowskiej okupacji.
Obecnie świeżo upieczona absolwentka studiów historycznych w piotrkowskiej filii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach pracuje w Oddziałowym Biurze Upamiętniania Walk i Męczeństwa w łódzkim IPN. Tego typu placówki odpowiadają za opiekę nad miejscami pamięci, opiniowanie wniosków o budowę nowych pomników martyrologicznych i wojennych, a także organizują obchody, wystawy, wydają książki. Mają ogromne „zasługi” w krzewieniu jednostronnego obrazu historii Polski w okresie II wojny światowej i po niej.
W jakie dokładnie inicjatywy zaangażowana jest Patrycja Resel, „GW” się nie dowiedziała – działaczka ONR nie chciała rozmawiać. Pozostaje poczytać teksty, które publikowała na nacjonalistycznym portalu Kierunki.info. Zaskoczenia nie ma – nacjonalistka walczyła z komuną i niepokoiła się o przyszłość społeczeństwa trawionego przez feminizm i gender. Po przyjęciu w Sejmie tzw. ustawy dezubekizacyjnej tłumaczyła, że w Polsce nadal działają komuniści, a ich myśl „jest stale wchłaniana przez społeczeństwo poprzez różnorakie frakcje, instytucje i inne twory. Wszystko jest skrzętnie kamuflowane, aby manipulacja przyniosła oczekiwane rezultaty. Tylko oddanie trzeźwego spojrzenia na otaczający nas świat jest w stanie zahamować stale rozwijający się proces. Struktury systemu komunistycznego do końca nie obumarły, a jedynie funkcjonują w pewnym uśpieniu i czekają na kluczowy moment, w którym ludzkość nie będzie w stanie obronić się przed szerzącą się zarazą”.
„Stale postępuje wymieszanie się podstawowych cech powiązanych z daną płcią. Feminizacja, metroseksualizm, transseksualizm, gender. (…) Młodzi ludzie nafaszerowani papką medialną coraz częściej gubią się podczas wyboru swojej ścieżki życiowej. Rozmyślanie na temat swojej kariery zawodowej, naukowej lub tworzenia rodziny zastępują kontemplacją na temat przynależności do jednej z płci i orientacji seksualnej” – ubolewała natomiast w maju ubiegłego roku. Na szczęście dostrzegała też nadzieję: – Nie każdy człowiek został ogłupiony serwowanym przez media wzorem człowieka, półczłowieka, czegoś niezidentyfikowanego – pisała w zakończeniu tekstu.
Asystentka prasowa IPN w Łodzi, komentując dla „GW” obecność w IPN osoby o takich poglądach stwierdziła, że nieprzyjęcie Resel do pracy z uwagi na działalność w organizacji skrajnie nacjonalistycznej byłoby aktem dyskryminacji.

Skazani za propagowanie komunizmu

Czworo działaczy Komunistycznej Partii Polski zostało skazanych 31 marca 2016 roku przez Sąd Rejonowy w Dąbrowie Górniczej za propagowanie ideologii komunistycznej na łamach pisma „Brzask” oraz partyjnej stronie internetowej na kary 9 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania przymusowej, nieodpłatnej pracy społecznej oraz na kary grzywny.
Ten prowokacyjny wyrok zapadł na podstawie procedury nakazowej, bez obecności stron, stosowanej zwykle do wykroczeń, w których wina oskarżonego nie budzi wątpliwości. Sąd nawet nie przeprowadził standardowego postępowania procesowego, opierając się jedynie na akcie oskarżenia. Oskarżeni nie mieli nawet prawa do obrony. Skazani złożyli już sprzeciw od wyroków w trybie nakazowym domagając się rozpatrzenia sprawy w normalnym trybie.
Działaczom KPP postawiono zarzut z artykułu 256§1 kodeksu karnego: „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”.
Wcześniejsza próba nowelizacji tego artykułu poprzez dodanie zakazu prezentowania symboliki komunistycznej spotkała się ze sprzeciwem w kraju i za granicą. 19 lipca 2011 roku została unieważniona przez Trybunał Konstytucyjny jako ograniczająca wolność słowa.
Oskarżenie działaczy KPP o promowanie totalitarnego ustroju państwa jest kolejną próbą zrównywania komunizmu z faszyzmem i zakazania w ten sposób działalności komunistycznej.
Sprawę zapoczątkował donos posła PiS Bartosza Kownackiego z 2013 r. Wówczas prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania. Postępowanie wznowione na podstawie tego donosu przyspieszyło bieg pod koniec ubiegłego roku – po wyborach wygranych przez PiS. 31.12.2015 roku Prokuratura Rejonowa w Katowicach skierowała do Sądu Rejonowego w Dąbrowie Górniczej akt oskarżenia przedstawiający zarzut w brzmieniu: „publicznie propagował totalitarny ustrój państwa, w ten sposób, że wchodząc w skład zespołu redakcyjnego czasopisma „Brzask” zamieszczał na jego łamach treści, odwołujące się bezpośrednio do idei komunistycznego ustroju państwa oraz marksizmu i leninizmu, publikowane następnie na stronie internetowej www.kompol.org, co w kontekście doświadczeń historycznych jest zaprzeczeniem wartości demokratycznych…”, czyli za statutową działalność legalnej partii politycznej.
Dla sprawy istotne jest również upolitycznienie instytucji prokuratury poprzez jej podporządkowanie Ministrowi Sprawiedliwości – Zbigniewowi Ziobro z PiS, mianowanemu Prokuratorem Generalnym.
Wymiar sprawiedliwości w sposób jawny zupełnie inaczej traktuje skrajną prawicę. W tym samym czasie, gdy skazano członków redakcji „Brzasku”, neofaszyści z ONR swobodnie demonstrowali w 82 rocznicę powstania organizacji na ulicach Białegostoku. Na demonstracji nieśli sztandary z symbolem falangi i wzywali do rozprawy z wrogami politycznymi, czyli bezpośrednio nawiązywali do faszyzmu. Pomimo tego Ministerstwo Obrony planuje uzbrojenie neofaszystów w ramach struktur obrony terytorialnej. Wcześniej częstochowski sąd uniewinnił człowieka handlującego rasistowskimi koszulkami, nie dopatrując się w tym naruszenia wspomnianego art. 256 kk. Ostatnio Minister Sprawiedliwości oraz Prokurator Generalny zawiesił wykonanie wyroku wobec nacjonalisty skazanego za napaść na policjanta.
Wyrok na polskich komunistów zbiegł się z uchwaleniem 1 kwietnia przez Sejm ustawy „o zakazie propagowania komunizmu”, która zmusza samorządy do zmiany nazw ulic i innych obiektów kojarzących się z komunizmem i historią PRL, przez co uderza w tradycje ruchu robotniczego. W tym samym czasie Instytut Pamięci Narodowej tworzy rejestr oraz domaga się od samorządów likwidacji pomników żołnierzy radzieckich oraz innych związanych z komunizmem. Dewastacja i likwidacja pomników świadectw historii oraz jej fałszowanie jest właśnie przejawem faszystowskich praktyk.
Burżuazyjny rząd łudzi się, że zastraszy KPP poprzez represje, a antykomunistyczna kampania przyniesie mu korzyści. Żądamy zakończenia antykomunistycznych represji, a także zniesienia ustawy dekomunizacyjnej oraz zaprzestania fałszowania historii.
Ręce precz od KPP!

Polegli niezapomniani

28 października, jak co roku, Kampania Historia Czerwona zorganizowała sprzątanie grobów rewolucjonistow na Powązkach Wojskowych w Warszawie. Uporządkowane zostały groby Dąbrowszczaków oraz członków lewicowego ruchu oporu z czasów II wojny światowej.
Kampania Historia Czerwona ma na celu przypominanie i popularyzację historii polskiego ruchu robotniczego i zaprasza do współpracy

Komuniści pamiętają o wdzięczności

Przeciwko likwidacji Pomnika Wdzięczności Żołnierzom Radzieckim w Warszawskim Parku Skaryszewskim zaprotestowała Komunistyczna Partia Polski wydając oświadczenie. Oto jego treść:

 

„Komunistyczna Partia Polski wyraża oburzenie z powodu zniszczenia pomnika upamiętniającego żołnierzy Armii Czerwonej zlokalizowanego w warszawskim Parku Skaryszewskim. Pomnik wzniesiono w miejscu, w którym pochowani zostali żołnierze polegli we wrześniu 1944 roku podczas wyzwalania warszawskiej Pragi. Mieszkańcy dzielnicy od lat uznawali monument za nieodłączny element krajobrazu parku i w ogromnej większości opowiadali się za jego pozostawieniem. Był to ostatni pomnik upamiętniający wyzwolenie Warszawy zlokalizowany poza cmentarzem-mauzoleum żołnierzy radzieckich.
Polskie władze od wielu lat przepisują i fałszują historię, utworzono w tym celu specjalną instytucję – Instytut Pamięci Narodowej. Służy temu również ustawa dekomunizacyjna zmuszająca samorządy do usuwania pomników symbolizujących komunizm, w tym upamiętniających żołnierzy radzieckich. Nie da się jednak ukryć, że w latach 1944-1945 Polskę wyzwalała Armia Czerwona wraz z walczącymi u jej boku żołnierzami Wojska Polskiego. W trakcie walk o wyzwolenie terenów obecnej Polski zginęło ponad 600 tysięcy żołnierzy radzieckich. Polacy zawdzięczają im ratunek przed fizyczną eliminacją przez niemieckich nazistów.
Pomimo wcześniejszych zapowiedzi o przeniesieniu pomnika doprowadzono do zniszczenia monumentu. Decyzję o demontażu podjęli urzędnicy warszawskiego ratusza, czyli ludzie powiązani z Platformą Obywatelską. Pokazuje to, że tak zwana ‚’demokratyczna opozycja’’ nie sprzeciwia się PiS-owskiemu przepisywaniu historii. Samorządy innych miast sprzeciwiające się dyktatowi władz umiały znaleźć rozwiązania prawne aby uratować miejsca pamięci od likwidacji. Niszczenie pomników jest wyrazem barbarzyństwa, który można porównać do działań talibów czy Państwa Islamskiego usuwających wszelkie pamiątki historyczne i zabytki nie pasujące do ich światopoglądu. Prawdy historycznej nie da się zniszczyć przy pomocy młota pneumatycznego”.
Nadmienić trzeba, że polskie władze nie ograniczają swojej gorączki dekomunizacyjnej wyłącznie do obecności symboli i nazw w przestrzeni publicznej, a również do eliminowania z życia politycznego wszystkiego, co ma jakiekolwiek odniesienia do komunizmu nie tylko w wersji stalinowskiej, a ofiarą tych działań jest właśnie KPP. Przypomnijmy, że 29 listopada w Sądzie Rejonowym w Dąbrowie Górniczej odbędzie się ostatnia rozprawa przeciwko trójce działaczy tej partii, którzy zostali oskarżeni o szerzenie ideologii totalitarnej Zostaną wtedy ogłoszone wyroki.

Lewica – monologi – kościół

Pod pojęciem kościół politycy-amatorzy i niektórzy komentatorzy upychają trzy rozmaite instytucje społeczne: religię, wiernych i zawodowy aparat instytucji religijnej.

 

Pytanie

Są rozmaite błędy polityczne. Jednym z większych to błąd chciejstwa, kiedy porzucamy marksowską zasadę, że „praktyką jest królową prawdy”. Najczęściej falsyfikujemy rzeczywistość wedle tego jak chcielibyśmy, aby było, a nie wedle tego jak jest. Z tego rodzi się doktrynerstwo. Mam wrażenie, że w polskiej polityce popełniliśmy wiele takich błędów, także lewica. Wiele rzeczy nie przetrawiliśmy, nie dopowiedzieli do końca. Dotyczy to także stanowiska lewicy wobec religii, kościoła, jego aparatu. Teraz to się mści. Zakłamaniem rzeczywistości, brakiem rozumnej dyskusji, Operowaniem epitetami zamiast diagnozami. Kłamstwem zamiast prawdą, bo ona zmusza do myślenia. Kłamstwo przyjmuje się na wiarę.
Mamy tego świeży przykład. W Gazecie Wyborczej pani Natalia Waloch przeprowadza wywiad z panem drem hab. Janem Sową, liderem grupy młodych polskich socjologów, sądząc po poglądach, lewicowcem z krwi i kości. Najpierw pytanie: „ Jesteśmy krajem, w którym to lewica podpisała konkordat i odpuściła liberalizację prawa aborcyjnego w zamian za poparcie Kościoła dla wejścia do Unii”. Dwie tezy w pytaniu, obydwie kłamliwe. Douczmy zatem Panią Waloch, jak było. Nie tylko zresztą Ją. Także paru innych pryncypialnych lewicowców, którzy są z prawdą historyczną na bakier.
Konkordat podpisali 28 lipca 1993 roku Minister Spraw Zagranicznych RP Krzysztof Skubiszewski oraz Nuncjusz apostolski w RP abp Józef Kowalczyk. Z tego co wiem żaden nie był przedstawicielem lewicy, podobnie, jak i lewica nie wchodziła w skład ówczesnego rządu Rzeczypospolitej Polskiej kierowanego przez Hannę Suchocką. A więc literalnie trzymając się pytania – kłamstwo.
Aby konkordat mógł wejść w życie Sejm musiał przyjąć stosowną ustawę upoważniającą Prezydenta RP do jej podpisania. Jej projekt wniosła do Sejmu Rada Ministrów stworzona przez koalicję Akcji Wyborczej Solidarność i Unię Wolności jesienią 1997 roku. Głosowano nad nim 8 stycznia 1998 roku. Za była większość – wszyscy posłowie AWS, PSL, ROP i niezrzeszeni. W tym jeden poseł SLD – już nieżyjący, niestety. Przeciw reszta posłów SLD (154) i 6 posłów Unii Wolności. Ustawa przeszła 273 głosami. Kilka dni później – bez poprawek – przyjął ją Senat RP, głosami senatorów AWS, UW i PSL, przy sprzeciwie senatorów lewicy. To gdzie tu lewica poparła konkordat, a co dopiero go podpisała – jak twierdzi Pani redaktor?
Owszem, 23 lutego 1998 roku ustawę podpisał Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski. Miał dwa wyjścia. Pierwsze mógł ją zawetować – do dziś nie widzę poważnego, ustrojowego powodu, dla którego miałby to zrobić. Nie mógł przecież przewidzieć jak konkordat będzie wykonywany, a jego zapisy nawet Paweł Borecki – niekwestionowany znawca stosunków państwo-kościół, lewicowo zorientowany – uznał za poprawne, gwarantujące rozdział kościoła od państwa. Drugie wyjście – mógł odesłać ustawę do Trybunału Konstytucyjnego. Skład polityczny tego Trybunału od początków 1998 roku był jeszcze bardziej jednoznaczny niż wcześniej (na 15 członków Trybunału 4 rekomendowało SLD). I co do jego zachowania w tej sprawie nikt nie miał wątpliwości, Prezydent i tak musiałby podpisać ustawę (zob. art. 122 Konstytucji).
Tego despektu Kwaśniewski wolał uniknąć. Ponadto Prezydent prowadził politykę niewywoływania nowych podziałów społecznych i chciał być jej wierny. To też argument, który wówczas miał znaczenie, choć dzisiaj mlodzież może go nie rozumieć.
Ta sama uwaga dotyczy nowelizacji ustawy o aborcji (przepraszam za ten skrót), o którą kłamliwie pyta Pani Redaktor. Otóż stosowną liberalizację Sejm uchwalił w 1996 roku, ale rok później Trybunał Konstytucyjny pod przewodem Pana prof. Andrzeja Zolla ją zakwestionował. Było to stanowisko ostateczne. Po roku 2001 było jasne, że uchwalenie nowelizacji dopuszczającej przerywanie ciąży z powodów społecznych było niemożliwe. Klub Parlamentarny SLD-UP miał 216 mandatów i nikt spoza niego by tej nowelizacji nie poparł. W sejmie, przy sprzyjającym Prezydencie trzeba mieć 231 mandatów. Lewica nigdy tyle nie miała. Tyle i aż tyle. Czy to jest jakoś bardzo skomplikowane?

 

Odpowiedź

Co na to uczony rozmówca? Dostrzega błąd Redaktorki, bowiem odpowiada: „Nie była to żadna lewica, ale mniejsza o to”. Szkoda, że nie mówi kto to był, ale trudno. Natomiast nawiązuje do drugiej części pytania i diagnozuje: „Gorsze wydaje mi się, że zadecydował o tym lękowy fantazmat. Kościół nie wyszedł i nie powiedział: „Jeśli nie będzie zakazu aborcji z powodów socjalnych, to walimy w Unię Europejską”. Tu przerwę, bo brzuch zabolał mnie ze śmiechu. Otóż, pragnę wyjaśnić Panu Profesorowi kilka rzeczy. Otóż uczony, inaczej niż polityk, dba o precyzję swoich wypowiedzi. Czym innym są powody socjalne aborcji, czym innym społeczne. Gdyby Pan wczytał się w literaturę w tej sprawie, to rzecz całą by dostrzegł. W liberalizacji ustawy nie chodzi o biedę (powody socjalne), ale o całkiem szeroki zestaw powodów, dla których aborcja byłaby możliwa. W tej sprawie stanowisko lewicy było, jest i będzie jasne.
Druga uwaga dotyczy podejrzenia sformułowanego przez Jana Sowę, że Episkopat nie umie liczyć. Zapewniam Pana, że umie i doskonale wiedział, co wtedy w Sejmie jest możliwe, a co nie. A liczby były takie, jakie przytoczyłem dwa akapity powyżej. Oczywiście mogliśmy bohatersko zgłosić kolejny projekt ustawy (niektórzy posłowie nawet chcieli to zrobić), ale staliśmy wówczas na stanowisku, że partia ma skutecznie rządzić, a nie hałaśliwie demonstrować.
Trzecia uwaga jest innej natury. To ocena postawy ówczesnego Episkopatu. Tak, część biskupów obdarzałem szacunkiem. Nie miałem wątpliwości, że Prymas Glemp i jego najbliżsi współpracownicy zachowali się przyzwoicie i przy „okrągłym stole” i po nim. Tego nie wolno nam było zapomnieć. Niektórych z nich znałem długo, niektórych dobrze. Obok plenarnych posiedzeń Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu i Komisji ds. Konkordatu miałem z nimi liczne spotkania. Nadzorowałem wszak politykę wyznaniową, odpowiadałem za ostatnią wizytę Jana Pawła II w Polsce. Miałem także liczne rozmowy nieformalne. Nigdy, żaden z moich rozmówców nie wiązał poparcia dla akcesji do UE z jakimiś świadczeniami państwa na rzecz kościoła. Co by nie powiedzieć o Glempie, Macharskim, Życińskim, Gocłowskim, Głodziu, Orszuliku, Nossolu, Kowalczyku, Pieronku, Nyczu czy Liberze – to byli ludzie, którym zależało na Polsce. Choć niektórzy z nich zapisali się potem do partii Rydzyka, niektórzy brzydko się zestarzeli, ale taki pomysł, aby z rządem handlować czymkolwiek za poparcie akcesji nie przyszedł im do głowy. Spora część tamtejszych biskupów objawia dziś cechy najgorszej czarnej magnaterii, ale w tej sprawie byli w porządku. Czego nie można powiedzieć – i tu Pan Profesor ma rację – o ich wszystkich podwładnych. Oni bali się Europy, bali się utraty posiadanej władzy. Bo im Europa kojarzyła się z zasobnością materialną i kulturową – a to jest wróg każdej religii. Ale to już inna bajka.

 

Sedno bajki

Problem tkwi w nieporozumieniu językowym. Pod pojęciem kościół politycy-amatorzy i niektórzy komentatorzy upychają trzy rozmaite instytucje społeczne: religię, wiernych i zawodowy aparat instytucji religijnej. Tymczasem każdą z nich należy rozpatrywać oddzielnie. Powinien to widzieć badacz, powinien także polityk-zawodowiec. Spróbuję wyłożyć – w potężnym skrócie – własny pogląd na każdą z tych kwestii.
Istotę religii najlepiej wyraził Karol Marks w słynnym sformułowaniu, że „religia to opium dla ludu”. Przypomnijmy zatem, że w połowie XIX wieku opium było najpopularniejszym środkiem przeciwbólowym, niedostępnym jednak szerokim masom społecznym. Im ból istnienia i ból zęba musiała łagodzić opowieść o równości i sprawiedliwości społecznej spisana przez ewangelistów.
Słusznie zatem Marks, a właściwie bardziej Engels, zakładali, że polityka przebudowy stosunków społecznych na bardziej sprawiedliwe, prowadzenie przez państwo polityki równości społecznej – przyniesie obumieranie religii. Politycznie rzecz biorąc, ujmowali to jako likwidację hierarchicznego społeczeństwa (społeczeństwo bezklasowe), likwidację prywatnej własności środków produkcji (jako źródła najtrwalszych podziałów) i upowszechnienie demokracji (tak, tak!). Ich następcy poszli na skróty i eksperyment się nie udał, ale zwróćcie Państwo uwagę, że Marks i Engels mieli rację. Im bogatsze i równiejsze społeczeństwa, tym bardzie religia traci swoje funkcje polityczne. Społecznych – moim zdaniem – nie straci nigdy, odpowiada ona na jedne z podstawowych potrzeb człowieka: potrzebę przynależności, identyfikacji. Ciągle przy tym żywimy nadzieję, że nasza droga życiowa nie kończy się na cmentarzu, ze po śmierci będziemy nadal obywatelami świata. Ale równości i sprawiedliwości oczekujemy już teraz, nie w tym drugim życiu i dlatego lewica odnosiła i nadal może odnosić sukcesy. Najlepszą metodą ograniczania religii jest zatem lewicowa polityka społeczna, inwestycje w edukację, kulturę, wychowanie, politykę socjalną, a nie dopieprzanie się do któregoś z biskupów. Tym różni się doktryner od polityka.
Ale polityk musi przy tym zostać wybrany. A wśród wyborców są wierzący i niewierzący, wątpiący i agnostycy. Przyrost niewierzących i niepraktykujących w Polsce to lata po 2005 roku. Kiedy wysiłkiem, także SLD, została odbudowana gospodarka, coraz lepiej zaczęły być realizowane funkcje dystrybucyjne państwa, a akcesja do UE zaczęła przynosić efekty. Te przemiany będą następować, bo kierownictwo i aparat kościoła na jego wszystkich poziomach nie radzi sobie z rzeczywistością. Ale czy to oznacza, że dla mnie – polityka lewicy – wierzący nie mogą być celem polityki? Czy ja mogę tak dzielić ludzi, czy powinienem z ludzi wierzących czynić wrogów moich zamysłów politycznych? Tak się składa, że odsetek wierzących jest wprost proporcjonalny do poziomu i jakości życia w poszczególnych środowiskach – dostępu do bogactwa, edukacji, kultury, możliwości awansu w strukturze społecznej. Awans społeczny tych ludzi jest sednem lewicowej polityki, obojętnie czy są wierzący czy nie, i na kogo głosują. Polityki, która ich upodmiotowi, pokaże, że to od nich (a nie od Pana Boga) zależy ich los, a państwo – jak trzeba będzie – pomoże. To diabelski dylemat polityczny lewicy, ale stanowisko w tej kwestii należy zająć i go bronić.
Wreszcie jest kwestia aparatu kościoła, jego etatowych pracowników, zorganizowanych hierarchicznie, gdzie budowana przez wieki lojalność jest osadzona wobec przełożonego, a nie wobec wiernych, ich potrzeb i interesów. To na tym polega istota antyklerykalizmu, a jego poziom zależy od Episkopatu. Więcej Rydzyka, mniej wyznawców. Tutaj też lewica powinna być jednoznaczna w myśli politycznej, ale mądra w polityce. Znam wielu księży, którzy angażują się w politykę socjalną, są animatorami lokalnego życia społecznego, dla których spowiedź jest rozmową z człowiekiem o jego słabościach, ale i o szansach. Ale znam i takich, dla których stanowisko kościelne jest substytutem stanowiska politycznego, którzy mają ambicje polityczne, ale nie umieją ich zaspokoić w drodze demokratycznych procedur. Być biskupem (dziekanem, proboszczem) to tak jakby być I sekretarzem: mieć władzę nad ludźmi bez procedur i odpowiedzialności, co najwyżej ponosić odpowiedzialność korporacyjną. Z takimi ludźmi politykowi lewicy nigdy nie będzie po drodze.
Takie postawy są szkodliwe dla państwa, jego zasad, procedur, funkcjonowania. Ale jak je zwalczać. Pokazywać ich dwulicowość – ok. Pozbawić kasy – co to znaczy. Zlikwidować etaty kapelanów – są różni, niektórzy potrzebni, inni szkodzą. Moim zdaniem trzeba odpuścić tych, którzy są na utrzymaniu wiernych, ale wprowadzić jasne i rozliczalne zasady zatrudniania w służbie państwa. Kapelan/katecheta powinien być oceniany wedle pragmatyki służbowej, powinien służyć i pracować tak, jak inni i wypowiadać mu się powinno pracę wedle tych samych zasad. Biskupom nic do tego. Księży nie wyprowadzimy z państwa, ale potraktujmy ich jak innego obywatela. Sutanna nie daje przywilejów, daje dodatkowe obowiązki realizowane poza godzinami pracy lub służby.
To się w głowie wielu purpuratów jeszcze nie mieści. Jeszcze. Ale także dlatego, że sporo spośród nas mówiąc o świeckim państwie tak naprawdę myśli o tym, żeby prostymi ruchami zlikwidować konkurencję do panowania nad ludźmi. Ale prawdziwy humanista wie, że nie ma dróg na skróty. I wie, że przepisami prawa nie reguluje się stosunków społecznych. Tu trzeba pracy i cierpliwości. I sojuszników – dobrym jest PiS, bo to klęczenie ławą przyniesie idei świeckiego państwa więcej zysków niż strat. Trzeba tylko umieć czekać. Ale czekanie nie oznacza bierności. Trzeba pracować – z ludźmi, a nie z biskupami.

Głos lewicy

22 lipca

Krzysztof Podgórski świętuje na Facebooku: Babcia Komuna, święto dziś ma, święto masz Ty, święto mam i ja. Dziś 22 lipca rocznica ogłoszenia w 1944 przez Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego Manifestu Lipcowego. Fundamentu i źródła pozycji, w której znajduję się dziś ja i 85 proc. z Was. Tak, nie krzyw się – Ciebie też prawaku, antykomunisto. I Ciebie, nerwowo uśmiechający się, zadufany egoisto, mający się za coś lepszego, wyborco PO, Nowoczesnej działaczu KOD. Aaa, i Ciebie, obrotowy cwaniaku wiejski z PSL. Ciebie najbardziej, szubrawcu z partii z zieloną koniczynką, współpracujący dla korzyści z każdym. Zdziwieni? Obrażeni? A czegóż to? Korzeni się wstydzicie, własnej przeszłości? Tatuś nie powiedział kim był dziadzio z babcią? Wszyscy potomkami kamieniczników, fabrykantów i arystokracji jesteście? Wierzycie, że pałace Wam i kamienice oraz fabryki zabrali? Piękne rodzinne opowieści, ale nieprawdziwie. To ja Wam przypomnę jak było. Rocznicowo, historycznie, nie bierzcie tego do siebie, ot tak z dobrego serca, edukacyjnie Wam to robię. W czynie społecznym.
Czy to się Wam podoba, czy nie, owe wyidealizowane czasy dwudziestolecia międzywojennego to okres w którym 80 proc. ludności żyło na zacofanej wsi, z czego gros w biedzie, a nawet na granicy egzystencji. Buty luksus, zakładano do kościoła idąc na mszę. Lato bosonogie dzieci i dorośli byli standardem. Spało się na siennikach, a o lepszej pościeli można było pomarzyć, dostępna była nielicznym. Stąd ten sępi, odrażający atak na mienie pożydowskie w postaci rozdrapywania pozostawionych przez pomordowanych w Holocauście, kołder, pierzyn i poduszek z pierza.
To właśnie dzięki Reformie Rolnej, dzięki rozdaniu za darmo ziemi arystokracji i kościoła, powstały gospodarstwa ekonomicznie wydolne. Skąd dziadek miał ziemię pytałeś? Ojcowizna po pradziadku? A może dziadek w familoku mieszkał i ziemię dostał z parcelacji ziemi dziedzica? Albo ojcowizny było 3 morgi w 6 kawałkach, a agronomowie w ramach Reformy Rolnej – Manifest PKWN, scalili ziemię i dodali ¾ z ziemi proboszcza? Dawno było, powiadasz. To może kradzione przez babcie Komunę oddasz? Nie, polski chłop co wyrwał nie odda, nawet jak to były buty trupa powstańca styczniowego.
Aaa, dziadek na Ziemiach Odzyskanych żyje, nic nie zawdzięcza. Mylisz się, to jeszcze gorzej. Zdobyły te ziemie na Niemcach wojska radzieckie za cenę 600 000 poległych. I Państwowy Urząd Repatriacyjny – komunistyczna władza – rozdawali te gospodarstwa poniemieckie za darmo, przesiedlonym lub po prostu chętnym. Tak, dom za darmo ziemię, maszyny rolnicze i zabudowania od babci Komuny.
Wszystko Wam babcia komuna dała, co zapowiedział właśnie 22 lipca 1944 w Manifeście PKWN.
Krzyczycie, „dziadek był robotnik, nie żaden wsiok!”
A tak, możliwe, niecałe 12 proc. przedwojennej ludności II RP to byli robotnicy, z czego większość wegetowała w oficynach, suterenach, robotniczych osiedlach w warunkach urągających godności człowieka. Czytali „Antka”? „Naszą Szkapę?” „Ludzi bezdomnych”? To takie lektury w PRL były droga młodzieży, która możliwe że za demokracji nie czytała. Trzeba było na polskim nie spać, albo rodziców dopytajcie.
To PKWN upaństwowił zakłady, na tej bazie stworzył przemysł, PRL rozbudował go, przesiedlił biedotę wiejską i stworzyła babcia Komuna nowoczesną, światłą, uświadomioną klasę robotniczą w Polsce. Wszystko to zapowiedziano w manifeście PKWN.
„Dziadek był lekarzem, prawnikiem urzędnikiem, należał do KOR i „Solidarności”, się brzydził komuną” krzyczycie, przemądrzalcy z KOD i PO. Inteligenci się znaleźli, „elyta”, ciekawe skąd?
A kto był tatusiem dziadka? Prawnik, lekarz? A dziadzio to nie studiował za PRL za darmo, dzięki babci Komunie? A punktów za pochodzenie dzięki którym w ogóle mógł studiować nie dostał? Jakie punkty? A takie, z racji faktu posiadania rodziców ze wsi lub należących do klasy robotniczej? A do ZMP czy ZSP nie należał, nie korzystał z dobrodziejstw? A od babci Komuny, stypendium naukowego i socjalnego nie brał? Nie, za swoje się kształcił, za dolary przesłane od rodziny z USA?
No, ale dyplom szkoły wyższej nie śmierdzi komunizmem. Nie oddacie w ramach dekomunizacji, o nie. Babcia Komuna dała, to się wzięło, co?
A pracę, to czasem ze skierowania od babci Komuny dziadek z babcią nie dostał? A mieszkanie zakładowe za darmo nie dostał. Tak, to co Twoi rodzice sprzedali i zakupili Ci twoje mieszkanie. To samo.
Tak, Moi Drodzy, Wy – pierwsze lub drugie pokolenie mieszczuchów, Wy inteligencja w I i II pokoleniu rodem z PRL, świętujemy dziś rocznicę powstania babci dobrodziejki, babci Komuny.

Dorobek Polski Ludowej sam się obroni

Z prof. Pawłem Bożykiem, przewodniczącym Ruchu Odrodzenia Gospodarczego im. E. Gierka rozmawia Andrzej Ziemski.

 

Andrzej Ziemski: Panie Profesorze. Był Pan jednym z najbliższych współpracowników Edwarda Gierka do roku 1980. To już duży odstęp czasowy. Młode pokolenie, urodzone i wychowane później z niedowierzaniem słuchają opowieści o czasach Polski Ludowej. Porozmawiajmy o faktach tamtego okresu i współczesnych mitach.

Prof Paweł Bożyk: Pierwszy, bezpośredni kontakt z Edwardem Gierkiem miałem w grudniu 1971 roku. Poprosił mnie na rozmowę, poszukiwał młodego człowieka pasjonującego się gospodarką światową, a na tym tle gospodarką polską. Z polityką i partią nie miałem dotąd nic wspólnego. Po uszy zaangażowany byłem za to w studiowanie przykładów udanego rozwoju gospodarczego, a na tym tle w poszukiwanie źródeł sukcesu gospodarczego na Wschodzie i Zachodzie. Byłem już wtedy autorem kilku książek i wielu artykułów publikowanych zarówno w prasie fachowej jak też codziennej.
Gierek zdziwił się bardzo, gdy mnie zobaczył, wyglądałem na młodzieńca, większego niż byłem w rzeczywistości. Czy podoba się wam moja polityka gospodarcza, zapytał. W części mi się podoba, w części niestety, nie. Po tej odpowiedzi zniknął powitalny uśmiech z twarzy Gierka, a on sam jakby nieco zesztywniał, ale po chwili wrócił do poprzedniego wyglądu. No dobrze, rzekł, potrzebuję człowieka młodego, ale przekornego.
Po pięciogodzinnej rozmowie wyłożył zasady naszej przyszłej współpracy i tak już zostało do końca, na całe dziesięć lat.
W latach 60-tych niewiele mówiono w Europie o Polsce, bądź przedstawiano życie w naszym kraju wręcz w szarych barwach. Polska dla Europy zachodniej była jednym z państw za „żelazną kurtyną”, co oznaczało brak swobód demokratycznych, inwigilację życia obywateli przez tajne służby i niski poziom życia ludności.
Mieszkając przez wiele miesięcy w Genewie i podróżując często po Szwajcarii i Francji byłem uczulony na propagandę zachodnią; gdy w telewizorze pojawiał się drabiniasty wóz chłopski ciągnięty przez chuderlawego konia wiedziałem, że audycja będzie o Polsce. Potwierdzały to stojące przy drodze chłopskie chałupy kryte słomą.
Obraz ten nie był zachętą do współpracy z Polską zachodniego kapitału. W latach sześćdziesiątych niewiele się zresztą zmieniło w tym względzie w stosunku do poprzedniej dekady. Polska inwestowała w wielkie huty, fabryki przemysłu ciężkiego, kopalnie, elektrownie, ale codzienność tkwiła wciąż korzeniami w tym, co było w przeszłości.
Trzeba to jak najszybciej zmienić – powiedział do mnie Gierek. Do Was należeć będzie znalezienie odpowiedzi na pytanie, jak to zrobić.

 

Istotą reform ekipy Edwarda Gierka po roku 1970 była kompleksowa modernizacja kraju, dogonienie uciekającej do przodu cywilizacji zachodniej. Na ile to się udało w różnych obszarach: społecznym, gospodarczym, kulturowym. Jaka była pozycja Polski pod koniec lat siedemdziesiątych na tle innych krajów?

Różnice w poziomie rozwoju gospodarki zachodnioeuropejskiej i gospodarki polskiej były następstwem oddziaływania na nie różnych czynników i to w długim okresie. Przecież jeszcze przed drugą wojną światową Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Włochy, Belgia, Holandia należały do grupy krajów o wiele bardziej rozwiniętych gospodarczo niż Polska. Wiele z nich eksploatowało kolonie w Azji, Afryce, na Bliskim i Dalekim wschodzie, w Australii czerpiąc z tego tytułu nie byle jakie korzyści. Wydajność pracy w Europie zachodniej przewyższała polski poziom wielokrotnie.
Stan polskiej gospodarki w okresie międzywojennym nie był przecież skutkiem złej pracy Polaków; przykład Centralnego Okręgu Przemysłowego pokazał, że możemy pracować niemniej wydajnie niż Niemcy czy Francuzi. Podstawową przyczyną różnic w wydajności pracy między Polską a Europą zachodnią był zdekapitalizowany aparat produkcyjny. W znacznej części został on rozgrabiony przez okupantów bądź zniszczony w trakcie działań wojennych. W Polsce pozostawiono fabryki niekompletne, których nie można było uruchomić, bo brakowało części do maszyn bądź całych maszyn, nie było energii elektrycznej, brakowało fachowców bądź ich poziom był byle jaki. Jeszcze na początku lat pięćdziesiątych trwały bratobójcze walki między różnymi frakcjami politycznymi.
W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych do głosu doszli reformatorzy systemowi, którzy zaczęli transformować gospodarkę na system rosyjski, a wszystko to nie mogło odbywać się bez strat. Tempo rozwoju gospodarki było znacznie poniżej potrzeb kraju, zwłaszcza, że Polska zdana była wyłącznie na siebie. Zachód był za „żelazna kurtyną”, a Wschód sam wyciągał rękę po polski węgiel i polską żywność.
Rewolucja społeczna, jaką polski rząd zaaplikował narodowi nie zadowalała nikogo. Ludzie żyli byle jak nie mając nadziei na rychłą poprawę. Cieszono się budową Nowej Huty, oddawaniem do użytku kolejnych pieców hutniczych, jakby to mogło poprawić warunki życia w polskich miastach i na polskich wsiach.
Gierek wszystko to wiedział, niedawno wrócił z Francji, gdzie też się „nie przelewało”, ale sytuacja była nieporównanie lepsza niż w Polsce. Stąd zawołanie Gierka do Polaków: „pomożecie”, i odpowiedź „pomożemy”. Co należało interpretować: „pracujcie, nie strajkujcie, bo tylko w ten sposób wspólnie zbudujemy nową Polskę”. I pracowali…
W sumie w latach siedemdziesiątych wybudowano łącznie 557 przedsiębiorstw, w tym 71 fabryk domów, 10 fabryk mebli, 18 zakładów mięsnych, 14 chłodni, 7 fabryk samochodów (bądź ich części), 5 cementowni, 5 kopalni węgla kamiennego, 8 elektrowni, 8 elektrociepłowni, 7 hut żelaza i metali nieżelaznych, 16 fabryk odzieżowych…
Ponadto w latach 70-tych zelektryfikowano 2 tys. km linii kolejowych, 10 tys. km dróg uzyskało twardą nawierzchnię, zbudowano prawie w całości polską energetykę, w tym linie przesyłowe energii elektrycznej. Oddano do użytku 2,6 mln nowych mieszkań; pod koniec lat 70-tych budowano rocznie prawie 300 tyś nowych mieszkań. Stworzono 3 mln nowych miejsc pracy. W efekcie nikt z młodych ludzi, którzy po ukończeniu 18 roku życia wchodzili w wiek produkcyjny nie pozostał bez pracy.
Oczywiście nie byłoby takich wyników w gospodarce, gdyby nie było kredytów udzielonych przez Zachód Polsce, przede wszystkim na import do Polski, który w latach siedemdziesiątych zaczął szybciej wzrastać niż eksport z Polski na Zachód. Kupowano na Zachodzie całe fabryki gotowe do produkcji poszukiwanych na polskim rynku wyrobów przemysłowych. Importowano też zespoły maszyn i pojedyncze maszyny, a także inny sprzęt inwestycyjny. Importowi temu towarzyszyły zakupy materiałów i elementów kooperacyjnych, a ponadto gotowych towarów konsumpcyjnych pochodzenie przemysłowego i rolnego.
Po raz pierwszy od zakończenia drugiej wojny światowej pojawiły się w polskiej gospodarce nowoczesne automaty i roboty, a także komputery i inne urządzenia reprezentujące przodujący poziom światowy. Na rynku konsumpcyjnym w Polsce znalazły się zachodnie samochody, sprzęt gospodarstwa domowego, elektronika, a także kosmetyki, artykuły higieniczne, obuwie, odzież i szereg innych towarów. W sklepach na stałe pojawiły się cytrusy, coca-cola, dżinsy i inne towary masowej konsumpcji.
W latach siedemdziesiątych wyprodukowano w Polsce ponad milion sztuk samochodów „Fiat 126p”. Był to efekt współpracy licencyjnej i kooperacyjnej Polski z Włochami.
W sumie Polska kupiła w tym czasie na Zachodzie ponad 450 licencji. Większość z nich została wdrożona do produkcji, część kupiono tylko po to, by w oparciu o nie mogły powstać polskie konstrukcje. Przykładem są obrabiarki sterowane numerycznie, eksportowane w latach siedemdziesiątych do kilkudziesięciu krajów rozwiniętych gospodarczo, w tym także do Stanów Zjednoczonych i Japonii. Część licencji nie wdrożono do praktyki, kupiono je tylko po to, by mogły zapoznać się z postępem technicznym liczne rzesze polskich inżynierów i techników, studentów politechnik i uczniów średnich szkół zawodowych w celu podniesienia poziomu ich wiedzy. Jest to metoda, z której korzysta wiele krajów rozwiniętych gospodarczo, zwłaszcza Japonia.
Zadłużenie zagraniczne Polski wyniosło na koniec 1980 roku 23,0 mld dolarów, jego część (3,4 mld dol.) musiała być spłacona w ciągu paru miesięcy. Były to bowiem kredyty krótkookresowe. Do spłaty w latach 80-tych pozostało więc około 20 mld dol. Według obliczeń Europejskiej Komisji Gospodarczej stanowiło to 9,8% ówczesnego dochodu narodowego. Dziś zadłużenie Polski przekroczyło 400 mld dol. stanowiąc około 60% PKB.
W latach 70-tych Polska zdecydowanie zmniejszyła różnice dzielące ją w zakresie poziomu rozwoju gospodarczego w stosunku do krajów bardziej rozwiniętych. Nie zlikwidowała, rzecz jasna, tych różnic w stosunku do Zachodu. Na to potrzeba jeszcze wielu lat.

 

Czy sądzi Pan, że to co się stało w roku 1980 i później mogło się nie wydarzyć. Czy możliwy był inny scenariusz polskiej historii końca XX wieku? Dziś wiele osób w Polsce uważa, że transformacja dokonana po roku 1990 była dla Polski zabójcza i sprowadziła nas do rangi półkolonii.

Moim zdaniem, nie był możliwy inny scenariusz polskiej historii końca XX wieku, jeżeli tak, to tylko gorszy. System centralnego planowania i zarządzania „przeszczepiony” do Polski pod koniec lat czterdziestych z Rosji nie sprawdzał się od samego początku.
Polacy, z natury są narodem zdolnym i pracowitym, ale zanarchizowanym, nie tolerują decyzji autokratycznych, szukają możliwości obchodzenia tych decyzji.
Przyzwoleniem politycznym do takiego postępowania były wydarzenia „polskiego października” 1956 roku. W ich trakcie Gomułka trochę zreflektował się i usiłował je przygasić, ale było już za późno. Iskra padła na przyjazne podłoże wzniecając coraz większe i coraz liczniejsze ogniska antysystemowe.
Sygnały o tym rozchodziły się w trzech kierunkach. Najgroźniejszy dla systemu był establishment, od członków najwyższego kierownictwa politycznego – począwszy, a na szeregowych członkach partii skończywszy. Nie miał on charakteru jawnego, ale szkodził systemowi.
Informacje o takim myśleniu szybko przeniknęły do środowiska, które po latach przyjęło nazwę KOR (Komitet Obrony Robotników). Było ono dobrze poinformowane o niejawnych rozmowach na szczytach władzy.
Trzecim wreszcie kierunkiem dyskusji antysystemowych była zagranica, głównie amerykańskie środowisko sowietologiczne. Z opóźnieniem przystąpiło ono do wspólnoty antysystemowej w Polsce, ale w późniejszym czasie odegrało ważną rolę w procesie przemian w Polsce.
W roku 1980 było już w Polsce za późno na inny scenariusz. Wydarzenia roku 1989 pukały już do drzwi, Sekuła i Wilczek pod wodzą Rakowskiego przygotowywali się do liberalnej ekspansji. Do ich rozpoczęcia namawiała jawnie wizytująca Polskę kilkakrotnie Margaret Thatcher i inni zachodni politycy. Do Polski „płynęły” masowo urządzenia drukarskie i dolary amerykańskie. Nikt się z tym już nie krył. Nieudany stan wojenny tylko rozzuchwalił oponentów systemowych.
Jak wg wskaźników oficjalnych m.in. GUS okres 45-lecia Polski Ludowej wpisuje się w obchodzoną w tym roku z dużym zadęciem 100-letnią rocznicę odzyskania niepodległości w 1918 roku? Może porównajmy okresy II RP, Polskę Ludową i prawie 30 lat RP. Czy 100 lat Polski bez 45 lat Polski Ludowej ma szansę zaistnieć w świadomości historycznej Polaków w dalszej perspektywie?
Na pytanie to odpowiadam zdecydowanie negatywnie. Przecież połowa nowych mieszkań powstała w PRL-u. Tylko w latach 70-tych wybudowano ich 2,6 mln. III-RP ma mało znaczący udział w tym budownictwie. Jej dorobek to należące do kapitału zagranicznego biurowce, głównie tzw. „drapacze chmur”. Cały Służewiec w Warszawie, to takie budownictwo.
Oczywiście doraźne skutki nachalnej propagandy kwestionujące wszystko co powstało przed 1990 rokiem, nie pozostają bez wpływu na świadomość Polaków, ale to szybko minie; niestety byt kształtuje świadomość.
A polski przemysł? W większości są to filie korporacji transnarodowych, budowane według zasady: dziś „tu”, jutro „tam”.

 

Przewodzi Pan Ruchowi Odrodzenia Gospodarczego, który wziął sobie za cel obronę dorobku i tradycji Polski Ludowej. To chyba dziś bardzo trudne, wręcz utopijne zadanie. Niektórzy zastanawiają się czy PRL warto bronić. Inni uważają, że jej dorobek broni się sam.

Uważam, że dorobku Polski Ludowej nie trzeba bronić, on z pewnością sam się obroni. Codziennie spotykam swoich byłych studentów, nigdy nie zdarzyło mi się, żeby któryś z nich skarżył się na jakość zdobytego wykształcenia, a są ich dziesiątki tysięcy. A gdzie zdobyli wykształcenie sędziowie i adwokaci, profesorowie i lekarze, nauczyciele i inżynierowie.
Proponuję, by zamknąć dyskusję nad dorobkiem PRL – gwarantuję, że równocześnie zamilkną jego krytycy.

 

Czy dzisiejszy pejzaż polskiej lewicy jest, Pana zdaniem, odzwierciedleniem rzeczywistych podziałów społecznych. Czy ktoś wyraźnie ma swoją nadreprezentację, a jakiegoś środowiska, czy grupy społecznej tutaj się nie zauważa. Czy lewica ma szansę się obronić i uzasadnić swoją potrzebę istnienia?

Moim zdaniem, lewica nie odzwierciedla dziś rzeczywistych podziałów społecznych. Wśród ludzi lewicy nie ma robotników i młodzieży.
Bycie robotnikiem, nie jest powodem do dumy; robotnicy stanowią zdecydowany margines we wszystkich partiach, podobnie zresztą, jak młodzież. Dlaczego?
Uważam, że partie mają obecnie charakter głównie mieszczański: dobrze ubrać się, zabawić się, wypić, smacznie zjeść. A ideologia? To nie dla młodych.
Uważam, że lepiej jest na zachodzie Europy. Tam biedny człowiek łatwiej spotka się ze zrozumieniem i pomocą ze strony młodych.

Gospodarczo odrodzeni

List otwarty do członków Społecznego Komitetu Lewicy Obchodów 100 – lecia Odzyskania Niepodległości.

 

Konferencja pod hasłem „Polska w Europie – Europa w Polsce”, zorganizowana przez Ruch Odroczenia Gospodarczego jak również uczestnictwo w niej przedstawicieli liczących się organizacji lewicowych i niektórych polskich euro parlamentarzystów, skłoniły nas jak i innych uczestników tej konferencji do zabrania głosu w sprawie obchodów, przez środowiska lewicowe, 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości. Dlatego też, swoje uwagi i propozycje obchodów tej rocznicy kierujemy do członków Społecznego Komitetu Lewicy Obchodów 100-lecia Odzyskania Niepodległości.

 

Walka z zacofaniem

Obchody te zmuszają do zaprezentowania szerokim kręgom społeczeństwa, nie tylko wysiłku poprzednich pokoleń w utworzenie jednolitego organizmu państwowego po ponad stuletnim okresie zaborów, ale również w jego budowę i rozwój. Zarówno w okresie międzywojennym, jak i po drugiej wojnie światowej. W pierwszym okresie dominowała walka z zacofaniem gospodarczym, tworzenie zrębów nowoczesnego przemysłu, wprowadzanie nowoczesnych rozwiązań socjalnych i oświatowych, przyznanie praw wyborczych kobietom są niewątpliwie historycznymi osiągnięciami tego okresu. niepodległości państwa.
Po kataklizmie drugiej wojny światowej jednak odrodziło się państwo polskie. Fakt, że o ograniczonej samodzielności, ale jednak polskie. Odrodziło się państwo z korzystniejszym, niż w poprzednim okresie układem terytorialnym i składem narodowościowym. Państwo, które wbrew stanowisku prawicowej części społeczeństwa, spełniało marzenia i oczekiwania jego większości.
Odbudowa zniszczonego kraju, likwidacja analfabetyzmu, realizacja reformy rolnej, elektryfikacja, nacjonalizacja przemysłu, rozwój kultury, oświaty i opieki zdrowotnej stanowią tylko część osiągnięć powojennej Rzeczpospolitej, a przede wszystkim Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, w tym okresu lat siedemdziesiątych, w którym podjęto proces unowocześniania przemysłu i „uchylono” dla społeczeństwa „drzwi na zachód”. Osiągnięć tych nie sposób było uzyskać bez dominującej roli w ich realizacji szeroko rozumianej lewicy, partii i organizacji chłopskich oraz innych organizacji obywatelskich. Tym faktom nie da się zaprzeczyć ani wykreślić z historii naszego państwa.

 

Destrukcja państwa

Prezentacja tych faktów, jak i przeciwstawianie się indoktrynacji społeczeństwa, a szczególnie młodzieży ma szczególne znaczenie dla przyszłości Polski. Działania takie mają szczególne znaczenie wobec obecnej polityki zakłamywania i przeinaczania historii Polski, prowadzona w ramach „polityki historycznej” oraz niszczenia jej demokratycznego charakteru prowadzi do izolowania jej na forum międzynarodowym.
Wśród nich szczególne zagrożenie wywołuje postępująca destrukcja państwa i polityka likwidowanie demokratycznego charakteru państwa i wielu jego instytucji, konfliktowanie z Unią Europejską i naszymi najbliższymi sąsiadami, a jednocześnie służalczość w stosunku do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, stawiają nasze państwo na marginesie Europy. Polityka ta stanowi ograniczanie nie tylko międzynarodowej pozycji państwa, ale również zagrożenie bytu ekonomicznego jego obywateli.
Dokonane już, jak i aktualnie wprowadzane zmiany polityczne i społeczne mają również wpływ na sytuację gospodarczą kraju. Z jednej strony, realizowane działania socjalne, jak przyznane dodatki (500 plus) dla rodzin wielodzietnych, dodatki na dzieci rozpoczynających naukę czy podjęty program budowy mieszkań na wynajem, poprawiają warunki bytowe wielu rodzin.
Z drugiej strony pozostają jednak bez należytego wsparcia, również ekonomicznego, najsłabsze grupy społeczne np. rodziny z osobami niepełnosprawnymi czy inni ludzie zmarginalizowani społecznie.

 

Zadłużenie

Zmniejsza się bezrobocie, przy jednoczesnym utrzymywaniu się wysokiego zatrudnienia w oparciu o tzw. umowy śmieciowe. Jednak na sytuację gospodarczą kraju, szczególnie negatywny wpływ ma zarówno polityka demograficzna, a szczególnie utrudnienia imigracji zarobkowej, szczególnie przybyszy „ze wschodu”, jak i niestabilna polityka w stosunku do rodzimej przedsiębiorczości. Polityka ta ma również negatywny wpływ na sytuację finansową państwa.. Aktualnie (według informacji GUS) zadłużenie Skarbu Państwa wynosi 4,96 miliarda złotych, co stanowi 276 proc. krajowego PKB. Tym samym Polska stała się jednym z najbardziej zadłużonych państw Europy, a jej długi będą spłacać przyszłe pokolenia obywateli. Jednocześnie wewnątrz kraju, realizowana polityka deformacji demokratycznego charakteru państwa i ograniczanie roli i znaczenia demokratycznych instytucji, krótkowzroczna polityka społeczna, klerykalizacja państwa i budowanie potęgi ekonomicznej i politycznej Kościoła Katolickiego oraz tzw. „polityka historyczna” cofają nasz kraj w okres średniowiecza, i prowadzą do kształtowania państwa klerykalnego, akceptującego w nim ruchy nacjonalistyczne i skrajnie faszystowskie. Działania takie budzą nasz sprzeciw i wywołują potrzebę przeciwdziałania nim

 

Wspólna szansa

W istniejącej sytuacji, przy słabości obecnej opozycji parlamentarnej, jedynymi siłami mogącymi skutecznie przeciwstawić się negatywnym procesom i walczyć o demokratyczny charakter państwa są demokratyczne partie i organizacje pozaparlamentarne oraz ruchy obywatelskie. Wśród nich szczególnie istotną rolę ma do spełnienia szeroko rozumiana i nowocześnie pojmowana lewica, zarówno o charakterze społecznym jak i obywatelskim.
Szansę na podjęcie wspólnych działań zarówno partii, jak i innych organizacji o orientacji lewicowej, stwarza utworzenie Społecznego Komitetu Lewicy Obchodów 100-lecia Odzyskania Niepodległości. Wśród tych partii i organizacji liczącą się rolę w podjęciu wspólnych działań lewicy może spełnić Ruch Odrodzenia Gospodarczego. Ruch ten mógłby uczestniczyć w realizacji wspólnych działań organizowanych lub inicjowanych przez Komitet, jak również realizować własny program.

 

Charakter lewicy

Wśród wielu niezbędnych działań, które może inicjować i realizować lewica, istotne znaczenie ma przeciwstawienie się dezinformacji i indoktrynacji społeczeństwa i właśnie w tym zakresie dostrzegalną rolę może spełniać Ruch Odrodzenia Gospodarczego. Partia ta, bazując na swoim dotychczasowym dorobku, możliwościach kadrowych i potencjale intelektualnym członków oraz współpracy z innymi organizacjami, a szczególnie Polską Partią Socjalistyczna, może aktywnie uczestniczyć zarówno w opracowywaniu programu tych obchodów jak i ich realizacji. Jej udział w tych obchodach (zarówno w roku 2018 jak i latach następnych) mógłby polegać m. in. na ; organizowaniu konferencji problemowych czy przygotowywaniu lewicowych wydawnictw poświęconych tej tematyce. Kształtując charakter lewicy trzeba jednak uwzględniać wiele z nowych poglądów politycznych, tak bardzo aktywnych na lewicy, absorbujących liczne grupy międzypokoleniowe, zwłaszcza pod nazwa ruchów obywatelskich

 

Lewica obywatelska

Tak pojęta lewica, jako „lewica obywatelska” powinna być nie tylko aktywną ale również kreatywną. Powinna nie tylko aktywnie upowszechniać swoje oceny i wnioski, ale również wspierać, inicjować, a nawet samodzielnie realizować przedsięwzięcia służące obronie i umacnianiu demokratycznego charakteru państwa, rozwojowi gospodarczemu i poprawie warunków bytowych wszystkich obywateli, ale jednak szczególnie tych utrzymujących się z pracy własnych rąk i umysłu. Liczącą się rolę w integrowaniu działań lewicy, kształtowaniu jej charakteru oraz budowaniu społecznej pozycji może spełniać Ruch Odrodzenia Gospodarczego, szczególnie przy współpracy z Polską Partią Socjalistyczną.