Wielcy sojusznicy sprawy polskiej

5 sierpnia 1895 roku zmarł Fryderyk Engels. Był człowiekiem o wielostronnych uzdolnieniach i zainteresowaniach. Do historii wszedł jako przyjaciel i bliski współpracownik Karola Marksa. Napisali wspólnie kilka książek. Najsłynniejsza z nich to Manifest komunistyczny. Będąc ubogim emigrantem Marks nie mógłby fizycznie przetrwać i wydajnie pracować bez finansowego wsparcia ze strony przyjaciela.

Odznaczał się niezwykłą pracowitością i poczuciem misji nakazującym mu „pracować dla świata” a nie dla zwykłego zarobku. Engelsowi umożliwiła udzielanie pomocy praca menedżera w fabryce jego ojca w Manchesterze. Z czasem stał się właścicielem tej fabryki, mógł ją sprzedać i przekazywać regularnie sumy zapewniające godziwe utrzymanie Marksowi i jego rodzinie. Doraźnie pomagał też wielu rewolucjonistom w różnych krajach.
Fryderyk Engels-przedsiębiorca i menedżer pomyślnie funcjonujący na giełdzie posiadał praktyczną wiedzę o gospodarce i społeczeństwie kapitalistycznym. Jako autor książki Położenie klasy robotniczej w Anglii stał się jednym z pionierów badań polowych w socjologii.
„Jąkał się w dwudziestu językach”
Ogromny zasób wiedzy i informacji bieżących gromadzili obydwaj niemieccy uczeni-w znacznej mierze-dzięki swym umiejętnościom językowym. Karol Marks Nędzę filozofii napisał po francusku. Po angielsku pisał artykuły dla New York Daily Tribune, co było działalnością zarobkową dającą skromne dochody. Czytał w oryginale starożytnych klasyków greckich i rzymskich. Korzystał z książek i czasopism publikowanych we wszystkich językach romańskich i germańskich. Pod koniec życia uczył się rosyjskiego. Jednakże Engels jako poliglota przewyższał swego przyjaciela. Czytelnicy francuskiego dziennika Figaro w latach 1870-tych mogli dowiedzieć się, że Fryderyk Engels jąkał się w dwudziestu językach. Istotnie, według wiarygodnych świadków emocjonalne pobudzenie przejawiało się u niego czasami w pogorszeniu dykcji. W kręgu jego zainteresowań lingwistycznych znajdował się m. in język starożytnych Gotów.
Marks, Engels i Lelewel
Marks i Engels byli rewolucyjnymi publicystami śledzącymi i analizującymi burzliwe wydarzenia swoich czasów. Dotyczyło to m. in wydarzeń dotyczących Polski i sprawy polskiej. Obydwaj głęboko interesowali się historią Polski. Poważną wiedzę dawała im lektura m. in. dwutomowego dzieła Joachima Lelewela Histoire de Pologne, publikacji Ludwika Mierosławskiego Debat entre la revolution et la contrrevolution oraz znanej książki Hugona Kołłątaja, Franciszka Dmochowskiego i Ignacego Potockiego O ustanowieniu i upadku Konstytucji 3 Maja. Ta ostatnia pozycja została znakomicie przetłumaczona na język niemiecki przez Samuela Bogumiła Lindego.
Na łamach Nowej Gazety Reńskiej (Neue Rheinische Zeitung) Engels uznał za słuszne odrodzenie państwa polskiego poprzez „przywrócenie status quo sprzed 1772 roku a już co najmniej oddanie tego, co Niemcy zrabowali Polakom”.
Jak pisała prof. Celina Bobińska ‚już w pierwszych publicznych przemówieniach o kwestii polskiej Marks i Engels wprowadzają ją w krąg programowych i taktycznych zadań klasy robotniczej i eksponują dwa jej aspekty. Tak więc na wiecu polskim, zwołanym w Londynie 28 listopada 1847 r. , w dniu otwarcia II Kongresu Związku Komunistów, Marks podkreślał łączność pomiędzy kwestią polską a ruchem proletariatu. Natomiast na wiecu 22 lutego 1848r. w Brukseli zarówno Marks jak i Engels poświęcili swe przemówienia rewolucyjnym perspektywom samej Polski i znaczeniu, jakie miała jej walka dla Europy będącej w przededniu rewolucji. W związku z tym Marks podkreślił tam rewolucyjno-demokratyczne cechy powstania krakowskiego: „Ludzie, którzy stali na czele krakowskiego ruchu rewolucyjnego, byli głęboko przekonani, że jedynie demokratyczna Polska może być niepodległa i że nie może być mowy o demokracji polskiej bez zniesienia praw feudalnych, bez ruchu agrarnego, który by z chłopów pańszczyźnianych uczynił wolnych właścicieli, właścicieli nowoczesnych. „
W konsekwencji takiego stanowiska znany ustęp Manifestu komunistycznego stwierdzał, że „wśród Polaków komuniści popierają partię, która rewolucję agrarną uważa za warunek wyzwolenia narodowego, tę samą partię, która wywołała powstanie krakowskie 1846 roku. „
Mowa Lelewela na tymże wiecu lutowym w 1848 r. zabrzmiała unisono z mowami obu niemieckich komunistów. Podobnie jak oni podkreślał on rewolucyjno-demokratyczny charakter powstania krakowskiego: „odtąd żadne powstanie w Polsce nie może obejść się bez ludu; najdzielniejsze będzie to, które sam lud rozpocznie, któremu nada popęd i kierunek”.
Zbliżenie Lelewela z Marksem i Engelsem w Brukseli w latach 1846-1848 kształtowało się zresztą nie tylko na gruncie spraw polskich, lecz także europejskich, na fali konsolidowania się europejskiego ruchu demokratycznego. Wymowne sa pod tym względem kontakty Lelewela z Marksem w Międzynarodowym Towarzystwie Demokratycznym oraz-niemieckim Związku Robotniczym w Brukseli. Podpis Lelewela obok podpisu Marksa znalazł się na Manifeście wymienionego Towarzystwa Demokratycznego z 28 II 1848 do rządu republiki francuskiej; znamy także oswiadczenie Marksa z roku 1880, że Lelewel przyłączył się do rezolucji kongresu komunistów. „
Marks wysoko cenił Lelewela jako historyka. „Przez mozolne badanie stosunków ekonomicznych, które przekształciły polskiego wieśniaka z wolnego człowieka w chłopa pańszczyźnianego czcigodny Lelewel dokonał więcej dla wyjaśnienia przyczyn ujarzmienia jego ojczyzny aniżeli cały zastęp pisarzy, którzy w zanadrzu mają jedynie słowa potępienia dla Rosji”.
Rękopisy Marksa
W ocenie Engelsa Karol Marks był geniuszem, a jego współpracownicy do których się zaliczał- co najwyżej talentami. Zapewne to przeświadczenie sprawiło, że po śmierci Marksa (14 marca 1883) Engels za swe główne zadanie uznał udostępnienie czytelnikom II i III tomu Kapitału, które autor pozostawił w postaci obszernych rękopisów. Czasami niekompletnych. Konieczne było ich uporządkowanie, uzupełnienie i przygotowanie do druku. Tom II ukazał się z przedmową Engelsa w roku 1885. Nad tomem III pracował w okresie śmiertelnej choroby. Praca ta dobiegła końca w 1894 roku. Pracując nad rękopisami przyjaciela Fryderyk Engels nie miał czasu na dopracowanie i wydanie własnego, ważnego dzieła. Dialektyka przyrody ukazała się dopiero w 1925 roku. Nie starczyło mu też czasu na opracowanie i wydanie ważnych prac Marksa dotyczących spraw polskich. Planowana była wspólna broszura Niemcy a Polska. Rozważania polityczno-militarne w związku z powstaniem polskim 1863 roku. Zachowały się rękopiśmienne szkice Marksa przeznaczone do tej broszury. Będzie o nich mowa poniżej. Te rękopisy, a także szkic przemówienia o stosunku Francji do Polski, przygotowanego do debaty polskiej w Radzie Generalnej Pierwszej Międzynarodówki (listopad 1864-styczeń 1865) znalazły się w Międzynarodowym Instytucie Historii Społecznej w Amsterdamie. Instytut opublikował je w roku 1961 z wstępem podważającym ich wartość i polemizującym z marksowską oceną Prus. Autor wstępu Werner Conze okazał się wielbicielem roli Prus w zjednoczeniu Niemiec. Conze miał też „za złe” Marksowi, że ten popierał walki niepodległościowe Polaków i podkreślał międzynarodowe znaczenie tych walk. Nie zmienia to faktu, że dzięki Instytutowi treść rękopisów Marksa stała się -w skali międzynarodowej-dostępna historykom, publicystom i politykom, którzy po II Wojnie Światowej poszukiwali odpowiedzi na wiele pytań dotyczących genezy niemieckiego szowinizm i społecznej gleby na której on wyrósł.
W roku 1971 nakładem „Książki i Wiedzy” ukazało się dzieło: Karol Marks Przyczynki do historii kwestii polskiej. Rękopisy z lat 1863-1864. Drugie, poprawione wydanie ukazało się w roku 1986. Cytowane w niniejszym artykule fragmenty pochodzą z tej publikacji.
Polska, Prusy i Rosja
W szkicu pod powyższym tytułem czytamy: „Z chwilą gdy Księstwo Pruskie przestaje być lennem polskim, zaczyna się niezależne państwo Prusy! Tak zwany Wielki Elektor uchodzi przeto słusznie za założyciela tak zwanego państwa pruskiego. Jako lennik Rzeczypospolitej Polskiej knuje on z Karolem Gustawem szwedzkim pierwszy układ w sprawie rozbioru Polski-złowieszcze słowo, które zwiastuje narodziny Prus. W orszaku Szwecji napada na Polskę, a następnie, po dwakroć zdrajca, znów sprzeniewierza się Szwecji i zawiera pokój, na mocy którego Brandenburgia ślubuje Rzeczypospolitej Polskiej wieczyste przymierze, a w zamian otrzymuje od niej pełną suwerenność nad Prusami. Tak więc ze zdrady Hohenzollernów wobec Polski wywodzi się istnienia państwa pruskiego. „
Sporo uwagi poświęcił Marks zdradzieckiej kolaboracji pomiędzy Rosją a Prusami zmierzającej do zniszczenia państwa polskiego. Drogą prowadzącą do tego zniszczenia było utrzymanie t. zw. wolnej elekcji. „Prawo wolnej elekcji-w tym właśnie momencie, gdy Moskale okupowali Warszawę, a Prusy urządzały na granicy demonstracje wojskowe… Konstytucja „anarchii”, która czyniła z Polski łup dla zagranicy i sprzedajnej arystokracji polskiej! Historia świata nie zna żadnego innego paktu o równie haniebnym charakterze. Dwa państwa sprzymierzyły się, aby trzeciemu państwu zabronić uleczenia jego organicznych bolączek i w ten sposób, jeśli zajdzie konieczność zmusić je siłą zbrojną do rozpadu. Tylko Rosjanin mógł taki pakt wykoncypować i tylko Prusak mógł go podpisać. „
Prusacy (kanalie)
Ten obszerny szkic dotyczy ważnego okresu w historii Polski i Prus. Jego początek to rok 1641 kiedy to tak zwany wielki elektor Fryderyk Wilhelm otrzymał „od Korony Polskiej w nadanie lenne Księstwo Pruskie, pod warunkiem, że będzie płacić Polsce 130 000 guldenów rocznie i stale spieszyć z pomocą Rzeczypospolitej. „Rękopis urywa się na wzmiance o konwencji z 8 lutego 1863 roku (tzw. Konwencji Alvenslebena) zawartej z inicjatywy Prus z Rosją. Konwencja przewidywała wzajemną pomoc w walce z polskimi powstańcami, wydawanie powstańców a także wymianę informacji dotyczących działalności spiskowej w Wielkim Księstwie Poznańskim i Królestwie Polskim.
Marks był zdania, że „hegemonia Rosji opiera się na posiadaniu Polski. Z chwilą gdy Polska uzyska niezależność, Rosja spada do rzędu mocarstwa azjatyckiego, a Prusy (o ile nie nastąpi rewolucja) między Polską, Austrią i Francją staczają się z pozycji drugorzędnego państwa europejskiego do roli lokalnego państwa niemieckiego. Stąd głęboki sens słów Vinckego (debata w Izbie Deputowanych, Berlin, 27 lutego 1863 r.): „Istnienie państwa pruskiego zależy od tego, by nigdy nie powstało żadne państwo polskie”… Polska jako państwo oznacza negację Rosji jako państwa opiekuńczego nad Prusami.”
Marks zwrócił uwagę na rewolucyjną rolę Polski. „Od czasu wojny jakobińskiej doszło jeszcze to, że Prusy uważały Polskę za odpowiednik Francji na Wschodzie i za rewolucyjny wulkan, gdy tymczasem w Rosji widziały absolutną zasadę panowania szabli i biurokracji-praworządności w pruskim sensie. Car był właśnie tym, do czego dążył Hohenzollern. Ucisk Rosji na Niemcy i Europę przytłaczał ze wzmożoną siłą własną „mentalność poddańczą” Prusaków. I im bardziej rozwijał się duch rewolucyjny w samych Niemczech, tym bardziej Hohenzollern wraz z wspierającymi go błaznami królewskimi, klechami, armią, biurokracją i junkrami-hreczkosiejami widział ostatnią gwarancję swego istnienia w Rosji, w barbarzyństwie rosyjskim. „
Szczególną usłużność wobec Rosji zademonstrowały Prusy po powstaniu listopadowym. Marks cytuje wystąpienie generała La Fayette’a na posiedzeniu francuskiej Izby Deputowanych w dniu 16 stycznia 1831 r. „Polska została zdławiona przez Prusy; toteż Rosja pokładała zaufanie głównie w Prusach; właśnie dzięki Prusom przywrócona została jej linia komunikacyjna, która była w swoim czasie przerwana i która byłaby przerwana jeszcze dziś. . . rząd pruski jest obecnie rządem całkowicie rosyjskim; porządki, które panują w Berlinie i Wrocławiu, to porządki rosyjskie…”. Z gniewną dociekliwością przedstawił Marks perfidne postępowanie władz pruskich wobec wojsk polskich, które znalazły się po upadku powstania na terytorium Prus. Były tam pisemne zapewnienia i oszukańcze traktowanie. „Prusacy postępowali jak psy gończe Rosji. Prymitywne mongolskie barbarzyństwo Rosjan wydawało się czymś wielkodusznym i szczerym w porównaniu z krwawymi pruskimi machinacjami, które Prusacy jako szakale w służbie Rosji, jako fanatyczni, żarliwi i gorliwi żandarmi, siepacze i sługusy Rosjan stosowali pod obłudnymi pretekstami i bez żadnego ryzyka wobec bezbronnych, omamionych ufnością w „znaną prawość” Hohenzollernów. „ Po ogłoszeniu przez cara Mikołaja amnestii Prusacy wywierali nacisk na Polaków, aby wracali do kraju. Jeden z oficerów, którzy powrócili usłyszał od feldmarszałka Paskiewicza: „Amnestia jest dla Europy, a dla was jest Sybir. „
„Nieszczęśliwi żołnierze, oddzieleni od swych oficerów i teraz przekonani o wiarołomstwie Prusaków, odmówili dalszego marszu. To stało się sygnałem do straszliwej masakry. Kawaleria pruska zaatakowała bezbronnych żołnierzy. Takie krwawe sceny powtarzały się w różnych miejscowościach, ale mimo to żołnierze nie chcieli iść naprzód. Często otaczano nieszczęsnych żołnierzy ze wszystkich stron, zamykano w stodołach i trzymano przez wiele dni o głodzie i chłodzie. „
Szczegółowo przedstawił też Marks wydarzenia roku 1848 w Wielkim Księstwie Poznańskim, utworzenie straży obywatelskiej składającej się z 20 000 dobrze wyszkolonych Polaków i jej rozwiązanie oraz okrucieństwa żołdaków katujących bezbronnych cywilów i inne przejawy pruskiej podłości.
Skupiając uwagę na roli Prus wykazał Marks polityczną dalekowzroczność.
Zaczadzeniu pruską butą i szowinizmem ulegali Niemcy skądinąd znamienici. Socjolog Max Weber wsławił się m. in. powiedzeniem, że pierwszy Polak, który wejdzie do Gdańska dostanie kulę w łeb.
Bismarckowska polityka „krwi i żelaza” stała się fazą przygotowawczą do dwóch wojen światowych. Dopiero po drugiej wojnie mocarstwa okupujące III Rzeszę zadecydowały o likwidacji Prus. Uczyniła to w roku 1947 Sojusznicza Rada Kontroli Niemiec. Ale tradycje pruskie nie zostały zapomniane. Przywódca NRD Erich Honnecker dopatrywał się u Prusaków pozytywnych cech społecznych. Szczególnie wysoko cenił posłuszeństwo wobec władzy. We współczesnych Niemczech skrajnie prawicowa Alternatywa dla Niemiec (AfD) gloryfikuje Bismarcka m. in. za jego współpracę z carską Rosją.
Francja, Prusy a sprawa polska w latach 1805-1863
W tym szkicu Karol Marks zwraca uwagę na próby podejmowane przez Napoleona w celu wykorzystania Kościuszki. „Z chwilą gdy Napoleon stwierdził, że powstała czwarta koalicja między Rosją, Anglią, Austrią oraz ich pomniejszymi sojusznikami, przypomniał sobie znów o Polsce, zwłaszcza po bitwie pod Jeną. Zwraca swe spojrzenie ku Kościuszce. Ten ostatni żywił jednak taką odrazę do jego polityki, że odpowiedział jego wysłannikom: „Despotyzm zamiast despotyzmu! Polakom nie brak go u siebie, nie muszą więc szukać go tak daleko i kupować za ceną własnej krwi. „
„Kościuszko mieszkał w Paryżu. Bonaparte wyznacza Fouche’go na pośrednika. Kościuszko: „że nie będzie się mieszał do spraw polskich, chyba , że zapewni się jego ojczyźnie rząd narodowy, wolną konstytucję i dawne granice”.
Odmówił współpracy na innych warunkach. Napoleon za pośrednictwem Fouche’ego grozi, że każe żandarmom sprowadzić go do Warszawy. Kościuszko mówi, że oświadczy całej Polsce, że nie jest wolny. Rozpowszechniano w Polsce sfałszowane proklamacje z podpisem Kościuszki, które ten ostatni zdezawuował”.
Marks uznał pokój tylżycki (7 lipca 1807) za czwarty rozbiór tym Polski tym razem dokonany przez Francję i Rosję. Napoleon „z Gdańska czyni wolne miasto, tzn. francuską twierdzę; z pruskiego zaboru wyodrębnia Księstwo Warszawskie, ale daje z tego Rosjanom obwód białostocki. Rozporządzał Polską na korzyść Rosji. Czwarty rozbiór Polski pomiędzy Francję i Rosję. Entuzjastyczne powitanie Napoleona w Warszawie w 1806 roku. Gdańsk z przyległym obszarem przyznał samemu sobie. Księstwo Warszawskie jest farsą, ale faktycznie arsenałem dla Francji. „
Przechodząc do Powstania Listopadowego Marks zacytował fragment debaty we francuskiej Izbie Deputowanych w dniu 16 stycznia 1931roku.
Mauguin: „Kto wstrzymał pochód Rosji? Polska, którą chciano rzucić na nas. Polska stała się strażą przednią, a my ją opuszczamy. Otóż to, niechaj umiera! Jej dzieci przyzwyczaiły sie do tego, by umierać za naszą sprawę”.
Lafayette: „Przygotowywano przeciwko nam wojnę; Polska miała tworzyć straż przednią; ale straż przednia zwróciła się przeciwko siłom głównym”.
Na jednym z następnych posiedzeń Lafayette żąda, aby przynajmniej zmuszono do neutralności „Prusy, które dławią Polskę”. Ale i z tego nic nie wyszło!”
W korespondencji z carem Ludwik Filip wykazywał-jak pisał Marks-”psią uległość”, co okazywał m. in. przez stosunek do uchodźców polskich, których nie wpuszczono do Francji, lecz zesłano do Algierii. Podobną politykę wobec Polski prowadzili następcy Ludwika Filipa i szerzej – liczni politycy francuscy. Marks przytoczył informację o głosowaniu w dniu 19 marca 1863 roku, kiedy to „109 głosami przeciwko 17 senat francuski przeszedł do porządku dziennego nad petycjami na rzecz Polski. „
Skandaliczna ignorancja
Skandaliczną ignorancję demonstrują liczni uczestnicy naszego życia politycznego. Niektórzy z nich twierdzą, że nie widzą różnicy pomiędzy Marksem a Hitlerem. Wiadomo, że aktualni politycy do swych obecnych stanowisk dochodzili różnymi drogami. Różne jest ich wykształcenie i przygotowanie. Jednakże osoby wypowiadające się publicznie powinny nad sobą pracować. A nie wygadywać bzdur.

Posępne rozmyślania o Leninie

Sto pięćdziesiąta rocznica urodzin Lenina skłania do refleksji dotyczących jego złożonej osobowości, wpływu jaki wywarł na losy Rosji i świata, a także na temat celów jakie sobie postawił i wyników jakie osiągnął. Mimo ogromnej pracy licznej rzeszy historyków i publicystów ciągle brak odpowiedzi na wiele pytań.

Włodzimierz Uljanow był konsekwentnym rewolucjonistą, wrogiem ustroju w którym wyrastał korzystając ze swej uprzywilejowanej pozycji. Kiedy miał dwanaście lat jego ojciec Ilja Nikołajewicz – zasłużony kurator szkolny – otrzymał szlachectwo, które obejmowało całą rodzinę. Stąd też Uljanow w oficjalnych pismach do władz pod nazwiskiem dopisywał – szlachcic (dworianin) z 1882 roku. Pobyt w domu rodzinnym dał mu znajomość języków obcych. Matka Maria Aleksandrowna (z domu Blank) pochodziła z rodziny niemieckiej zamieszkałej w Odessie. Posługiwała się literackim niemieckim i rosyjskim. Samodzielnie opanowała angielski i francuski. Skutecznie przekazywała swe umiejętności lingwistyczne dzieciom.
Włodzimierz Uljanow wiedzę prawniczą wyniósł z uniwersytetu w Kazaniu. Rozległą wiedzę z zakresu ekonomii, filozofii i historii zdobył poprzez samodzielne lektury. Przynależność do stanu szlacheckiego sprawiała, że przyszły Lenin jako przestępca polityczny był traktowany lepiej niż jego współtowarzysze wywodzący się z plebsu. W ciągu trzyletniego zesłania na Syberii, we wsi Suszenskoje zajmował się polowaniem, pisaniem książek oraz tłumaczeniem z niemieckiego i angielskiego na rosyjski. Ze skarbu państwa otrzymywał miesięcznie osiem rubli. Była to kwota skromna, ale wystarczająca na wynajmowanie pokoju w chłopskiej chacie oraz na opłacenie posiłków, które przygotowywała żona gospodarza. Od czasu do czasu otrzymywał pieniądze od matki, która przesłała mu też strzelbę, aby mógł polować. Pobyt w syberyjskiej wsi nie oznaczał zupełnego odcięcia od świata. Uljanow korespondował z wieloma rosyjskimi marksistami, otrzymywał czasopisma i książki z Rosji i z zagranicy.
Fakt, że był bratem Aleksandra – konspiratora straconego za udział w spisku powodował, iż stanowił obiekt specjalnego zainteresowania carskiej policji. Nie było to jednak istotną przeszkodą w jego działalności. Gdy wnioskował o paszport to go otrzymywał i legalnie wyjeżdżał za granicę. Wiele lat spędził w Genewie i w Paryżu. Bywał w Anglii i Szwecji. Odwiedzał mieszkającego na Capri Maksyma Gorkiego. Często grali w szachy. Dobrze poznał Europę Zachodnią. Było to ważne w jego pracy publicystycznej, redaktorskiej, naukowej i organizatorskiej. Praca ta – przy pomocy publikacji przemycanych do Rosji – uczyniła go znanym autorem i przywódcą politycznym. Stał się Leninem. Warto dodać, że nie była ona skuteczną metodą zarobkowania.
Matka Lenina posiadające roczną rentę w wysokości 1200 wymienialnych na złoto rubli ciągle pomagała synowi. Gdy zmarła w roku 1916 znalazł się on w poważnych kłopotach finansowych.
Lenin – publicysta
Z właściwą mu pasją publicysty piętnował Lenin imperialną politykę caratu. W pierwszym numerze „Iskry” (11 grudnia 1900) ukazał się jego artykuł o wojnie w Chinach. „Chciwe łapy europejskich kapitalistów są wyciągnięte w stronę Chin. Prawie pierwszy był rząd rosyjski, który zapewniał o swej bezinteresowności. „Bezinteresownie” zabrał Chinom Port Arthur i rozpoczął budowę linii kolejowej przez Mandżurię pod ochroną rosyjskiego wojska. Kiedy napotykali na opór palili całe wsie, topili ludzi w rzece Amur, rozstrzeliwali i zabijali bagnetami bezbronnych mieszkańców, ich żony i dzieci. I wszystkim tym chrześcijańskim uczynkom towarzyszyły okrzyki oburzenia na dzikiego Chińczyka, który ośmielił się podnieść rękę na cywilizowanych Europejczyków”. (Cyt. za: L. Fischer The Life of Lenin, N. Y. 1964 s. 35)
W początkach I Wojny Światowej pisał: „Jesteśmy pełni poczucia dumy narodowej i stąd szczególna nienawiść do naszej niewolniczej przeszłości, kiedy to arystokraci prowadzili chłopów na wojny mające zniszczyć wolność Węgier, Polski, Persji i Chin i do naszej niewolniczej teraźniejszości, kiedy ci sami obszarnicy, sojusznicy kapitalistów prowadzili nas na wojnę , aby zdusić Polskę, Ukrainę. Nikogo nie można ganić za to, że urodził się niewolnikiem. Ale niewolnik, który nie tylko nie wykazuje dążenia do wolności, ale jeszcze usprawiedliwia i sławi swoje zniewolenie (kiedy uważa np. zdławienie Polski, Ukrainy i t. d. za” obronę ojczyzny” Wielkorusów ), taki niewolnik wywołuje słuszne uczucie oburzenia, pogardy i obrzydzenia” (cyt. za: L. Fischer, s. 86).
Sprawy polskie
Polskim więźniom i zesłańcom Rewolucja Październikowa stworzyła możliwość powrotu i podjęcia działań na rzecz odbudowy Państwa Polskiego.
10 listopada 1918 roku na Dworzec Wiedeński w Warszawie przybyli – Józef Piłsudski i Kazimierz Sosnkowski. Wśród witających był Aleksander Prystor, który „zwolniony z więzienia w Rosji przez rewolucję znalazł się w Warszawie”(W. Jedrzejewicz Józef Piłsudski, Londyn 1993, s. 56).


Wiele lat temu przebywając w Moskwie odprowadzałem na Dworzec Białoruski inż. Romana Wirkutowicza – prezesa Głównego Urzędu Miar a zarazem cenionego znawcę Rosji i języka rosyjskiego. Kiedy wchodziliśmy na peron Wirkutowicz stwierdził: „To najpiękniejszy, najwspanialszy dworzec na świecie. „ Zapytałem, dlaczego tak sądzi. Dowiedziałem się, że w roku 1918 mój rozmówca po sześciu miesiącach pieszej wędrówki z Syberii dotarł do Moskwy. Tutaj, na Dworcu Białoruskim wsiadł do pociągu, który go zawiózł do Warszawy.


W roku 1920, kiedy Armia Czerwona wypierała Polskie Wojsko z Ukrainy Lenin był zwolennikiem marszu wgłąb Polski i dalej, do Niemiec, aby spowodować rewolucję w obu państwach. Jak pisał Louis Fischer (op. cit. s. 392 – 393) byli temu przeciwni – Lew Trocki, Julian Marchlewski, Feliks Dzierżyński i Karl Radek, którzy sądzili, że sytuacja w Polsce nie dojrzała do rewolucji. Podobne stanowisko początkowo zajmował Stalin. Zmienił je, gdy przekonał się o stanowczości Lenina. Urodzony w Polsce Karl Radek w oparciu o rozeznanie zdobyte w czasie pobytu w Polsce i w Niemczech w roku 1918 przekonywał Lenina, że rewolucja w obu państwach byłaby przedwczesna. Bezskutecznie. Natomiast carski generał Brusiłow chętnie by pomógł bolszewikom, gdyż w marszu wgłąb Polski widział szansę na przywrócenie rosyjskiej dominacji. Propozycję tą Trocki przyjął jako obelgę.
Obsesją Lenina była rewolucja. Natomiast dla Polaków – bez względu na poglądy polityczne, zagrożenie bolszewickie było czynnikiem mobilizującym do obrony. Wyruszył na wojnę legionista Władysław Broniewski. Zawodowy oficer, podpułkownik Michał Żymierski – w trakcie tej wojny awansował na pułkownika.


W roku 1950 na zebraniu partyjnym PZPR na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego jakiś student zapytał prof. Jana Wasilkowskiego, co robił w roku 1920. Zapytany wyjaśnił, że w roku 1920 miał 22 lata i jak większość jego rówieśników zgłosił się na ochotnika do wojska, aby bić bolszewików. Prof. Wasilkowski mógł sobie pozwolić na szczerość, gdyż był wówczas rektorem Uniwersytetu i członkiem Komitetu Centralnego.
Pionier gospodarki mieszanej
Kiedy t. zw. komunizm wojenny doprowadził Rosję na skraj bankructwa w lutym 1921 roku Lenin dokonał gwałtownego zwrotu. Była nim tzw. Nowa Polityka Ekonomiczna (NEP). Nieczynne, skonfiskowane sklepy i warsztaty wznowiły działalność. W sklepach pojawiły się nawet francuskie koniaki, które zapobiegliwi właściciele zdołali uchronić przed konfiskatami. Historyk Ronaldo Cameron w następujący sposób przedstawił zakres NEP – u: „Przywrócono prywatną własność drobnych zakładów przemysłowych (zatrudniających mniej niż 20 robotników), zezwalając im na produkcję na rynek, niektóre już istniejące zakłady przemysłowe wydzierżawiono zagranicznym przedsiębiorcom, wydawano też specjalne koncesje na tworzenie nowych zakładów. Ale tak zwane strategiczne punkty gospodarki (wielkie zakłady przemysłowe, transport i komunikacja, banki i handel zagraniczny) pozostały własnością państwa i ono też nimi zarządzało. NEP obejmował też program szybkiej elektryfikacji, zakładanie szkół technicznych kształcących inżynierów i zarządców przemysłu oraz poprawę systemu organizacyjnego państwowego sektora gospodarki. Mimo dalszych trudności w stosunkach z chłopami nastąpił wzrost produkcji zarówno przemysłowej jak i rolniczej. W roku 1926 lub 1927 w dużej mierze osiągnięto jej przedwojenny poziom. „ (R. Cameron Hisstoria gospodarcza świata, Warszawa 1990, s. 393). Tak więc stworzona poprzez NEP gospodarka państwowo – prywatna okazała się efektywna.
W Stanach Zjednoczonych po wielkim krachu giełdowym w roku 1929 podjęte zostały działania antykryzysowe m. in poprzez zakładanie przedsiębiorstw państwowych. Utworzona w 1933 roku Tennessee Valley Authority – korporacja posiadająca uprawnienia władzy państwowej połączone z elastycznością i inicjatywą przedsiębiorstwa prywatnego – stworzyła możliwość rozwiązania problemów gospodarczych w całym regionie. Utworzona w 1935 roku Administracja Elektryfikacji Wiejskiej (Rural Electrification Administration) zapewniła prąd farmerom pracującym w rozproszonych na rozległych terenach gospodarstwach. Przedsiębiorstwo państwowe zrealizowało to, co dla prywatnych było nieopłacalne. (W. Miller A History of the United States, N. Y. 1958, s. 415)
Przedsiębiorstwa będące własnością władz federalnych, stanowych i lokalnych stopniowo nadawały gospodarce amerykańskiej charakter gospodarki mieszanej. Nacjonalizacja kluczowych sektorów przez rząd Partii Pracy oznaczała kształtowanie gospodarki mieszanej w Wielkiej Brytanii. Ważne koncerny państwowe funkcjonują m. in. we Francji i w Austrii. Niektóre z nich uczestniczyły w programie polskiej prywatyzacji.
Warto przypomnieć, że ważnym wydarzeniem roku 1936 było opublikowanie dzieła Johna M. Keynesa Ogólna teoria zatrudnienia, procentu i pieniądza zawierającego teoretyczne koncepcje oddziaływania państwa na gospodarkę. Koncepcje te rozwijali i popularyzowali m. in. noblista Paul A. Samuelson i John K. Galbraith.
W świecie współczesnym najpoważniejszych argumentów na rzecz efektywności gospodarki mieszanej dostarczyła wielka chińska reforma zapoczątkowana w roku 1978. Niektórzy autorzy porównują tą reformę z NEP – em. W perspektywie historycznej Lenin jawi się im jako pionier gospodarki mieszanej. Należy jednak podkreślić, że reforma chińska wynikła ze specyficznie chińskich doświadczeń a nie z historycznych doświadczeń Rosji.
Ameryka, Taylor i Hammer
Lenin zdawał sobie sprawę ze znaczenia Stanów Zjednoczonych dla modernizacji Rosji. Amerykańskie firmy sprowadzały maszyny i urządzenia, których w Rosji nie było. Rosyjscy inżynierowie i robotnicy zdobywali w tych firmach unikalną wiedzę i doświadczenie. Dlatego też w roku 1818 zakłady należące do takich koncernów jak International Harvester, Singer Sewing Machine Company i Westinghouse Brake Company nie zostały znacjonalizowane. W okresie istnienia Związku Radzieckiego wielokrotnie cytowano powiedzenie Lenina, że komunizm to władza rad plus elektryfikacja całego kraju . Cytat ten był nadmiernie skrócony. Prócz władzy rad i elektryfikacji Lenin wymienił jeszcze dwa „plusy” – niemiecki porządek dróg żelaznych i amerykański system powszechnej oświaty.
W XIX wieku dominujący w Ameryce protestanci traktowali na serio wymóg codziennego czytania Biblii. Protestant nie mógł być analfabetą. Do nauki czytania i pisania potrzebni byli oczywiście nauczyciele, których kształcono w wyższych uczelniach pedagogicznych (teachers’colleges). Z czasem stawały się one uniwersytetami stanowymi. Gęsta sieć szkół i uniwersytetów miała ogromny wpływ na szybki rozwój gospodarczy byłej kolonii brytyjskiej.
Lenin podobnie jak inni obserwatorzy amerykańskiej rzeczywistości był zachwycony amerykańskim zmysłem praktycznym oraz wynikającą z tego zmysłu skutecznością w pracy. Zachwyt ten podzielał m. in. Stalin, który w kwietniu 1924 roku powiedział: „Amerykański zmysł praktyczny jest… odtrutką na „rewolucyjną” maniłowszczyznę i fantastyczne improwizowanie. Amerykański zmysł praktyczny – to owa nieugięta siła, która nie zna i nie uznaje przeszkód, która swą rzeczową uporczywością obala wszelkie przeszkody, która musi doprowadzić do końca już rozpoczęte dzieło, jeśli nawet jest to dzieło niewielkie, i bez której nie można sobie wyobrazić żadnej poważnej twórczej pracy. […]Połączenie rosyjskiego rozmachu rewolucyjnego z amerykańskim zmysłem praktycznym – oto istota leninizmu w pracy partyjnej i państwowej”. (J. Stalin O podstawach leninizmu. Przyczynek do zagadnień leninizmu, Warszawa 1949, s. 176 – 177).
Uwagę Lenina przyciągały metody efektywnej pracy produkcyjnej opracowane przez amerykańskiego wynalazcę i jednego z pionierów wiedzy o zarządzaniu – Fredericka Taylora. Lenin był zdania, że tayloryzm to metoda wyciskania potu z robotnika, ale jednocześnie to ostatnie słowo w naukowej organizacji pracy. Ta ocena sprawiła, że tayloryzm w ZSRR stosowny był dłużej aniżeli w USA. Po roku 1945 znalazł zastosowanie w powojennej odbudowie Warszawy w postaci „trójek murarskich”. Tyle, że ówczesna propaganda głosiła, że „trójki” to pomysł radzieckich robotników – innowatorów. W roku 1966 w wywiadzie prasowym polski pionier „trójek murarskich” Michał Krajewski oddał sprawiedliwość Taylorowi. Krajewski imponował nie tylko sprawnością w pracy, ale i niezwykłym oczytaniem. Do lektur tego samouka należała m. in. Emanuela Kanta Krytyka czystego rozumu.
Jednym z ważnych zagranicznych rozmówców Lenina okazał się młody amerykański lekarz Armand Hammer. Dzięki protekcji Lenina stał się przedsiębiorcą, który po latach zyskał przydomek – „ukochany kapitalista Kremla”.
Zwiedzając Moskwę Hammer widział w sklepach duże ilości futer dostarczanych przez syberyjskich myśliwych i szlachetnych kamieni znalezionych na Uralu. Nikt ich nie kupował. W tym czasie w głodującej Rosji brakowało zboża. Hammer doprowadził do wielkich transakcji barterowych. Do Ameryki popłynęły statki z futrami i kamieniami szlachetnymi. Do Rosji statki transportowały zboże. Prowizje od tych transakcji stały się zaczątkiem ogromnej fortuny Hammera.
Kiedy w Ameryce ustanowiono radzieckie przedstawicielstwo handlowe pośrednik nie był już potrzebny. W tej sytuacji Hammer założył w Moskwie nowoczesną na owe czasy fabrykę ołówków. Kampania walki z analfabetyzmem stwarzała na nie ogromny popyt. Po latach, kiedy Lenina zabrakło a Stalin umocnił swą władzę i zlikwidował NEP Hammer przezornie powrócił do Stanów Zjednoczonych.
Fanatyczny dogmatyk czy bezideowy pragmatyk?
Na temat Lenina i leninizmu napisano tyle książek, że prawdopodobnie trzeba by je umieścić w dwóch dużych szafach bibliotecznych. Jedną wypełniałyby książki autorów dowodzących, że Lenin był fanatykiem niezdolnym do wyjścia poza uznawany przez siebie system dogmatów. W drugiej znalazłyby się książki dowodzące , że był pragmatycznym politykiem, taktykiem dla którego ideologia nie miała istotnego znaczenia. Warto podkreślić, że autorzy reprezentujący zarówno jedną jak idrugą szkołę myślenia podali liczne dowody i poważne argumenty.
Zniuansowaną charakterystykę Lenina przedstawił jego biograf Louis Fischer: „Lenin był dyktatorem, ale nie takim dyktatorem jakim później stał się Stalin. Stosował maksimum przemocy i minimum miłosierdzia wobec ludzi, których uważał za swych wrogów politycznych; tych którzy kwestionowali monopol władzy partii komunistycznej i jej zarządzenia. Jednakże wewnątrz bolszewickiego aparatu władzy swą uporczywą perswazją powodował zmęczenie swych komunistycznych oponentów, w najgorszym razie ich dymisjonował, czasami usuwał z partii. W rzadkich przypadkach stosował banicję, ale nie wysyłał przed pluton egzekucyjny. Dyktował siłą woli, wytrwałością, witalnością, przewagą intelektualną, talentem kierowniczym, wigorem polemicznym, zmysłem praktycznym i perswazją. Władza sama w sobie jest potężnym argumentem, a używana przez tak chytrego polityka jak Lenin z jego prestiżem i sukcesem (ocalił rewolucję bolszewicką) była wystarczająca do przezwyciężania antagonizmów w partii. Na oponentach robiła wrażenie jego lotność umysłu. Jego nieposkromiona determinacja zniechęcała ich do działania. Wiedzieli, że nie można go pokonać. Po podjęciu decyzji nie ustępował ani na jotę. Nigdy się nie wahał podjąć decyzję. Był silny a jego polityczna zbroja nie miała śladów słabości. Nikt nie mógł mu zarzucić, że chciał coś dla siebie. Żaden inny bolszewicki przywódca (Trocki, Rykow, Dzierżyński, Stalin, Kamieniew, Bucharin czy Zinowjew) nie posiadał nawet ułamka leninowskiej pewności siebie będącej owocem fanatyzmu. Ale fanatyzm temperował on trzeźwością spojrzenia. Przyznawał się do błędów gdyż jego pozycja była niepodważalna. Dobrze traktował krytyków i tym ich rozbrajał. Jednowładcze przywództwo, odporne na popularne veto było jego najwyższym prawem. Rosja znała ten system od wieków. On go udoskonalił. Lenin zasiadł na Kremlu z powodu niedbałego luzu carów i Kiereńskiego. On tego rodzaju postawy nie tolerował. „ (L. Fischer op. cit. s. 524).
W pracy Państwo i rewolucja Lenin zapowiadał egalitaryzm płacowy i zniesienie wszelkich przywilejów. Przewidywał proces obumierania państwa. Po dojściu do władzy zalegalizował przywileje i zróżnicowanie płac. Aparat władzy rozszerzał się. Państwo kontrolowało coraz więcej dziedzin ludzkiej egzystencji. I było bardziej represyjne niż carskie imperium.
Lenin uczynił wiele dla poprawy warunków egzystencji robotników. Tyle, że nie w ZSRR lecz w świecie kapitalistycznym. Widmo rewolucji bolszewickiej znane jako „czerwony postrach” (red scare) skłaniało do ustępstw płacowych i poprawy warunków pracy nawet bardzo skąpych i upartych kapitalistów.
Awans społeczny
Zapoczątkowana przez Lenina społeczna reakcja łańcuchowa – od likwidowania analfabetyzmu do masowego kształcenia lekarzy, oficerów. inżynierów i pracowników nauki oznaczała ogromną zmianę warunków i stylu życia milionów ludzi. We wstępie do Manifestu komunistycznego jego autorzy wygłosili wielką pochwałę burżuazji, która ze zdumiewającą szybkością zmieniała świat, która nie może istnieć bez ciągłego rewolucjonizowania narzędzi pracy i która wyzwoliła znaczną część ludzkości od „idiotyzmu życia wiejskiego”. W Związku Radzieckim nie burżuazja lecz władza bolszewicka mobilizowała do nauki i pracy w mieście. Dla młodych ludzi wydostanie się z nędznego i prymitywnego wiejskiego bytowania było awansem, który sobie cenili. Stąd też wielu z nich gloryfikowało Lenina i akceptowało radziecką propagandę. Niektórzy z nich weszli do struktur stosujących terror bądź z nimi współpracowali. W swoim czasie sowietolodzy dziwili się zdumiewającemu połączeniu terroru i entuzjazmu w społeczeństwie radzieckim. Połączenie to miało swoje uzasadnienie.


Zdaniem Fischera gdyby Uljanow nie stał się Leninem, który wszedł do historii mógłby zostać profesorem ekonomii, wziętym adwokatem lub arcymistrzem przy szachownicy. Gdyby istotnie coś takiego się wydarzyło żylibyśmy w innym świecie.
Tylko czy byłby to świat lepszy czy gorszy?

Uczcili pamięć komunisty

Przedstawiciele Komunistycznej Partii Polski oraz Kampanii Historia Czerwona symbolicznie uczcili pamięć Henryka Gradowskiego, działacza zastrzelonego przez funkcjonariuszy „Defensywy” – przedwojennej polskiej policji politycznej.

Jak co roku przedstawiciele antykapitalistycznej lewicy pozostawili zapalone znicze oraz fotografię Henryka Gradowskiego na skwerze na warszawskim Placu Zawiszy. To tam w nocy z 14 na 15 stycznia 1932 r. funkcjonariusze polskiej policji politycznej zastrzelili 23-letniego działacza Komunistycznego Związku Młodzieży Polskiej, a następnie KPP.
– Stało się to po rewizji przeprowadzonej przez policję polityczną w mieszkaniu działacza. Funkcjonariusze poszukiwali tam ulotek i biuletynów upamiętniających rocznicę śmierci Róży Luksemburg. Wyprowadzony z domu w pobliżu warszawskiego Placu Zawiszy został kilkakrotnie postrzelony w plecy przez funkcjonariuszy policji. Bracia zamordowanego twierdzili, że Henryk Gradowski został zastrzelony z zimną krwią – piszą działacze KPP. Oficjalna wersja wydarzeń brzmiała, iż mężczyzna został zastrzelony przy próbie ucieczki.

Henryk Gradowski był od wczesnej młodości działaczem Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej „Życie”, następnie Komunistycznego Związku Młodzieży Polski i od 1930 r. KPP. Studiował najpierw na wydziale matematyczno-przyrodniczym Uniwersytetu Warszawskiego, następnie na wydziale prawa – pierwszy kierunek studiów musiał przerwać, gdyż jako syna prostego ślusarza nie było go stać na kontynuowanie nauki. W dwudziestoleciu międzywojennym wielu młodych ludzi w jego sytuacji zwracało się ku radykalnym ruchom lewicowym.

Upamiętnienie aktywisty istniało na Pl. Zawiszy od 1957 do 2005 r. Pamiątkowy kamień został usunięty dzięki staraniom radnych PiS z Ochoty, pod osłoną nocy, chociaż jego pozostawienia chcieli i działacze lewicowi, i część obrońców warszawskiego dziedzictwa kulturowego, w ocenie których przedwojenna historia powinna zostać zachowana ku pamięci. Dziś o refleksję nad ciemnymi kartami dwudziestolecia międzywojennego bardzo trudno.

Kult fałszywej pamięci

18 września Parlament Europejski uchwalił skandaliczną rezolucję, która w Polsce nie spotkała się z niemal żadnym odzewem.

Skandaliczną, pomimo pozornie niewinnego tytułu: „O znaczeniu europejskiej pamięci dla przyszłości Europy”, z okazji 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej. Jej męczący i zawiły tekst stawia sobie jeden zasadniczy cel: zrównanie komunizmu z faszyzmem w kontekście sposobu, w jaki pamiętamy i upamiętniamy II wojnę światową.
Rezolucja fałszuje historię, jako główny powód wybuchu II wojny światowej wymieniając pakt Ribbentrop-Mołotow podpisany w sierpniu 1939 r. przez III Rzeszę z ZSRR. Nawet datę jej uchwalenia wybrano tak, żeby była bliżej rocznicy wkroczenia ZSRR na wschodnie tereny Polski niż wcześniejszego ataku hitlerowskich Niemiec na Polskę.
Fałszywa pamięć rezolucji
Rezolucja sformułowana jest tak, jakby w momencie podpisania paktu Ribbentrop-Mołotow wojna nie była dawno przesądzona i zaplanowana przez Berlin, a Hitler nie mówił o niej, zanim nawet doszedł do władzy. Rezolucja ignoruje miejsce nazizmu w szerokiej fali faszyzmów, jakie zalały wtedy cały europejski kontynent, a tym bardziej o funkcji tychże w zarządzaniu ówczesnym kryzysem kapitalizmu, zapoczątkowanym krachem 1929. Rezolucja ignoruje miejsce nazistowskiej ekspansji terytorialnej i polityki wobec podbijanych społeczeństw w logicznym kontinuum ekspansji europejskich mocarstw kolonialnych, z Wielką Brytanią i Francją na czele. Rezolucja ignoruje fakt, że przez lata poprzedzające pakt Ribbentrop-Mołotow Stalin kanałami tajnej dyplomacji próbował przekonać Londyn i Paryż do powstrzymania Hitlera, zanim będzie za późno. Bezskutecznie. Wielka Brytania i Francja wolały wobec Hitlera iść na ustępstwa – najpierw pozwalając mu łamać ograniczenia zbrojeniowe narzucone na Niemcy po I wojnie światowej, potem pozwalając mu na Anschluss Austrii, na Sudety, na Czechosłowację. W tej sytuacji trudno się aż tak dziwić Stalinowi, że chciał kupić trochę czasu i stworzyć bufor wokół własnych granic. Przyznanie tych faktów nie oznacza, że rozgrzeszamy Stalina z jego cynizmu i jego zbrodni.
Rezolucja stanowi akt wulgarnego przepisywania historii. II wojna światowa jawi się w niej jako wojna liberalnej demokracji przeciwko nazizmowi i komunizmowi połączonymi w jednym froncie sił zła. Na pokonaniu tych równoznacznych sił zła ma się rzekomo opierać współczesny ład europejski i europejska tożsamość.
Jeśli nazizm i komunizm stały po tej samej stronie i były w gruncie rzeczy tym samym („totalitaryzmem”), to dlaczego to właśnie komuniści z całej Europy (i nie tylko) aktywnie walczyli przeciwko faszyzmowi jeszcze zanim II wojna światowa w ogóle wybuchła (w Hiszpanii)? Dlaczego o losach wojny zadecydowało starcie między tymi dwoma siłami w bitwie o Stalingrad? Dlaczego to radzieccy jeńcy wojenni byli przez hitlerowców traktowani najgorzej (umierali w niewoli kilka razy częściej niż jeńcy amerykańscy, francuscy czy brytyjscy)? Dlaczego komuniści odegrali tak ogromną rolę w ruchach oporu od Francji po Jugosławię? Dlaczego to Armia Czerwona wyzwoliła Auschwitz? Dlaczego to obywatele komunistycznego Związku Radzieckiego w walce z Hitlerem złożyli największą zbiorową ofiarę ze swojego życia (27 milionów istnień)? Dlaczego to komunistyczna Armia Czerwona odegrała główną rolę w pokonaniu Hitlera? Gdyby nie Związek Radziecki, III Rzesza wygrałaby wojnę. Tymczasem rezolucja wzywa nawet do likwidowania pomników komunizmu, a więc i Armii Czerwonej, najważniejszej siły, która pokonała III Rzeszę.
Powojenny ład świat czerpał swoją legitymizację z antyfaszyzmu. Zarówno cały ten ład, jak i poszczególni jego uczestnicy, nawet jeśli należeli, w powojniu i latach zimnej wojny, do przeciwnych obozów (zachodniego lub sowieckiego) fundowali swoją prawomocność na tym, że reprezentowali lub byli spadkobiercami sił, które pokonały faszyzm. Rezolucja PE chce położyć kres tej epoce. Dzisiaj źródłem tej legitymizacji ma być antykomunizm. Zrównywanie komunizmu z faszyzmem zawsze wymierzone jest tak naprawdę wyłącznie w komunizm, a nie w obydwa człony tego porównania. Jak to trafnie ujął historyk David Broder na łamach amerykańskiego „Jacobina”, nic nie świadczy o tym lepiej jak to, że nikt przy zdrowych zmysłach nie krytykowałby Holokaustu, porównując go do życia w komunistycznej Polsce.
Milczenie polskiej lewicy
Jest to akt wulgarnego przepisywania historii w stylu znanym dotychczas raczej z działalności polskiego Instytutu Pamięci Narodowej. Być może dlatego, w przeciwieństwie do Portugalii, Włoch, czy nawet Wielkiej Brytanii, gdzie przynajmniej lewicowe organizacje i media zabrały głos przeciwko tej rezolucji – polska lewica odpowiedziała na nią milczeniem.
Dotychczas jedną z linii argumentacji przyjmowanych przez polską lewicę w obronie tradycji marksistowskiej i komunistycznej, była ta, że są to prawomocne stanowiska w europejskiej debacie politycznej, intelektualnej, akademickiej. Rezolucja tymczasem w pewnym sensie uniwersalizuje na poziomie europejskim fałszujący historię obsesyjny antykomunizm, który wydawał się lokalną właściwością wschodnioeuropejskich prawic i jej instytucji. Polska lewica milczy być może dlatego, że została tym samym skonfrontowana ze swoim złudzeniem, że ratunkiem przed agresywnym prawicowym przepisywaniem historii mogą być odwołania do mitycznych „europejskich standardów”. Tymczasem europejskie standardy upodobniają się do wschodnioeuropejskich, europejskie instytucje uczą się wulgarnego antykomunizmu od instytucji w rodzaju IPN i od Orbana.
Rezolucja i przyszłość Europy
Nikt nie przepisuje historii, jeśli nie chce w ten sposób kształtować teraźniejszości i przyszłości. Dziś chodzi o to, by zdyskredytować i pozbawić legitymizacji nie tylko komunistów, którzy z wyjątkiem Portugalii nie mają obecnie żadnego wpływu na władzę w Europie, ale przez asocjację wszelkiej lewicy na lewo od starej, establiszmentowej socjaldemokracji, dawno zassanej przez neoliberalne „skrajne centrum”.
We wschodniej Europie lepiej niż gdziekolwiek indziej wiemy już dziś, że delegitymizowanie komunizmu i wszelkiej lewicy na lewo od skrajnego centrum oznacza zawsze przesuwanie całego spektrum politycznego coraz dalej w prawo oraz, z czasem, relatywizację bądź wręcz rehabilitację faszyzmu i innych form skrajnej prawicy. W 1989 roku Orban był liberałem, Kaczyński centrowym chadekiem, a o „żołnierzach wyklętych” nikt normalny nawet nie słyszał.
Rezolucja zrównująca komunizm z faszyzmem to sygnał nadchodzącego prawicowego dryfu Unii Europejskiej, która w obliczu panującego strukturalnego kryzysu kapitalizmu może wkrótce zacząć ewoluować w jednym z dwóch kierunków. Albo wspólnoty państw, która po prostu akceptuje, że coraz większa liczba jej państw członkowskich jest coraz bardziej autorytarna, populistycznie lub skrajnie prawicowa. Albo ponadnarodowego superpaństwa, które samo będzie w zawrotnym tempie przybierać postać coraz bardziej autorytarną i coraz bardziej antydemokratyczną, posuwającą się do kryminalizacji różnych form lewicowego działania a nawet myślenia.
Daleko posunięta tolerancja instytucji europejskich dla coraz bardziej autorytarnych posunięć rządów dużych państw „starej Unii” (systematyczna przemoc francuskiej policji wobec protestujących, bezterminowe przetrzymywanie katalońskich więźniów politycznych przez Hiszpanię, itd.) pokazuje, że ten proces już został puszczony w ruch. W obydwu tych scenariuszach ogromną rolę będzie odgrywała agresywna rusofobia, którą też zresztą zapowiada sama ta rezolucja. Rosja, ze swoim przywiązaniem do rozsianych po Europie pomników Armii Czerwonej i statusem legalnej spadkobierczyni Związku Radzieckiego, jest jednym z celów, w które wymierzone jest jej ostrze. Może nawet chodzić o powolne przygotowywanie mieszkańców Europy do myśli o wojnie z Rosją.
Polska lewica, nawet kiedy krytyczna wobec neoliberalnego charakteru Unii Europejskiej, zbyt mocno przywiązała się do myślowego schematu, który idzie mniej więcej tak: „ale przynajmniej jej standardy gwarantują zachowanie demokratycznych procedur i indywidualnych wolności”. Kierunek, który ta rezolucja wskazuje, zadaje kłam temu przekonaniu i wywołuje u „proeuropejskiej lewicy” dysonans poznawczy, którego nie jest ona w stanie – póki co – przepracować. Dlatego wybiera milczenie.

Walkiria rewolucji

Władająca doskonale co najmniej sześcioma językami obcymi, pierwsza na świecie kobieta minister, potem pierwsza kobieta w randze ambasadora. Ta piękna pani była zarazem bohaterką licznych plotek związanych zarówno z jej życiem osobistym, jak i propagowanymi ideami, oskarżana wręcz o demoralizowanie obywateli radzieckich. Jan Ratuszniak w pierwszej wydanej w Polsce biografii rewolucjonistki przybliża czytelnikom jej burzliwe życie.

Aleksandra Kołłontaj jak wiele innych rewolucjonistów i rewolucjonistek pochodziła z tzw. dobrej, czyli szlacheckiej rodziny. Urodziła się w 1872 r. jako córka oficera Michała Domontowicza i Aleksandry Massalin, córki bogatego, uszlachconego, zamieszkałego w Wielkim Księstwie Finlandii przedsiębiorcy drzewnego.

Szczęśliwa rodzina

Niewątpliwie na poglądy Kołłontaj wywarł wpływ fakt, że jej rodzice byli małżeństwem z miłości. W dodatku jej matka była rozwódką z trojgiem dzieci, a decyzja o odejściu od męża w latach 70. XIX wieku była dowodem wielkiej odwagi. Aleksandra była pod względem prawnym przez pewien czas nieślubnym dzieckiem, bowiem decyzja Świątobliwego Synodu w sprawie rozwodowej zapadła już po jej narodzinach. Jak pisała we wspomnieniach, biologiczny ojciec musiał ją adoptować. Aleksandra Kołłontaj pochodziła więc z rodziny, którą według dzisiejszych pojęć nazwalibyśmy patchworkową. Świadczy o tym m.in. fakt, że kiedy w 1881 r. Konstanty Mrawiński (pierwszy mąż matki) został oskarżony o współpracę z Narodną Wolą w przygotowywaniu zamachu na cara, Domontowicze wstawili się za nim, dzięki czemu zamiast na Syberię został zesłany do Królestwa Polskiego.
W dodatku Domontowiczowie byli rodziną o poglądach liberalnych, a w domu dyskutowano często o teatrze literaturze, operze. Aleksandra uczyła się w domu, z którego wyniosła znajomość języków obcych, literatury, a także umiejętność rysunku i tańca. W wieku 16 lat bez problemu zdała egzaminy gimnazjalne i posiadła średnie wykształcenie oraz zdobyła uprawnienia nauczycielskie. W późniejszych latach uczęszczała na prywatne lekcje literatury u wybitnego profesora literatury Wiktora Ostrogskiego oraz historii u Rudolfa Mienżynskiego.
Zamążpójście w 1893 roku za inspektora fabrycznego Władimira Kołłontaja i urodzenie syna Michaiła nie przerwało jej chęci kształcenia się. Studiowała ekonomię w Szwajcarii, jednak nie uzyskała dyplomu. To właśnie tam zapoznała się z pracami Róży Luksemburg czy Karla Kautskiego (już wcześniej ogromne wrażenie wywarła na niej lektura Manifestu Komunistycznego) i przełożonej w 1895 roku na rosyjski książki Augusta Bebla „Kobieta a socjalizm”. W latach 1904-1905 uczęszczała także na tzw. kursy bestużewskie będące odpowiednikiem studiów uniwersyteckich dla kobiet.

W rewolucyjnym podziemiu

Przełomowym wydarzeniem w jej życiu była wizyta z mężem w fabryce włókienniczej w Narwie w marcu 1896 roku. Okazało się tam, że większość pracowników była niepiśmienna, a na funkcjonujące kursy pisania i czytania uczęszczało zaledwie kilkudziesięciu robotników spośród 10 tysięcy. Wśród nich nie było ani jednej kobiety, mimo, że stanowiły one zdecydowaną większość załogi.
Kołłontaj udało się wówczas zamienić kilka słów z robotnikami na halach produkcyjnych, mimo iż wielu z nich nie chciało rozmawiać obawiając się zwolnienia. Aleksandra ze zdumieniem usłyszała, że młodsi robotnicy chętnie rozwijaliby swoje kompetencje zawodowe, przede wszystkim przez naukę matematyki i innych przydatnych umiejętności. Jednak jak pisze Ratuszniak, największe wrażenie wywarła na niej wizyta w robotniczych barakach. „Do najgorszego wydarzenia doszło jednak pod koniec wycieczki. Aleksandra zobaczyła pokój, w którym bawiła się grupa dzieci w wieku jej syna. Jedno z nich nie poruszało się i bezwładnie leżało w kącie. Jak się okazało, było martwe”. Dwa lata po wizycie w Narwie Kołłontaj porzuciła męża, by zająć się publicystyką i polityką.
U progu swojej rewolucyjnej aktywności nawiązała współpracę z „Obwoźnym Muzeum Podręczników do Nauki”. Oficjalnie instytucja ta, miała kształcić robotników, jednak nieoficjalnie, przy pomocy książek przemycanych z Finlandii uprawiano tam socjalistyczną propagandę. To właśnie przy współpracy z Muzeum poznała jedną z pierwszych bolszewiczek w Rosji, Jelenę Stasową oraz Nadieżdę Krupską. W 1906 roku, gdy udała się do Finlandii na spotkanie z Różą Luksemburg, poznała także Lenina. Aż do 1915 roku, Kołłontaj była mienszewiczką, zwolenniczką zdecentralizowanej formy partii.

Sprawa bochenka chleba

Kiedy w 1903 roku Kołłontaj oddawała w szwedzkim wydawnictwie rękopis swojej pierwszej książki „Życie fińskich robotników”, wzięto ją za posłańca, a redaktorzy uznali, że autorem był mężczyzna, bowiem tekst został podpisany inicjałami. Takie epizody uświadamiały jej wagę „sprawy kobiecej” i tego, że jest ona częściowo autonomiczna względem czynników czysto ekonomicznych. Nigdy jednak nie uzznawała siebie za feministkę, czy sufrażystkę, była bowiem przekonana, że socjaliści nie powinni rozpatrywać spraw kobiet jedynie przez pryzmat przyznania im praw politycznych, ale przez pryzmat ekonomii i kryteriów społecznych.
Dzięki umiejętnościom językowym i działalności publicystycznej została w 1907 roku zaproszona na Kongres II Międzynarodówki do Stuttgartu, gdzie wygłosiła swoje pierwsze zagraniczne wystąpienie. Wtedy po raz pierwszy zaatakowała feministki – w jej przekonaniu kwestia kobieca dotyczy głównie kwestii chleba i bytu; o przyznaniu praw wyborczych nawet nie wspomniała. Podobne stanowisko zajęła w 1908 roku podczas pierwszego Wszechrosyjskiego Kongresu Kobiet, gdzie wygłosiła referat „Robotnica we współczesnym świecie”. W jej przekonaniu kwestia kobieca nie powinna się sprowadzać do praw wyborczych, ale było to „zagadnienie bochenka chleba”. W tym samym roku, w obawie przed aresztowaniem, udała się na emigrację. W Niemczech wstąpiła do SPD i odbyła tournée z odczytami. Już wtedy żyła z gaży za występy oratorskie. Miłym dodatkiem były dochody z dzierżawy 500 ha majątku po ojcu, równe uposażeniu dyrektora szkoły średniej. To właśnie w Niemczech zapoznała się z ideą wolnej miłości, która wywarła znaczny wpływ na jej poglądy. W następnych latach bywała między innymi we Włoszech, Szwecji, Szwajcarii, Belgii czy Anglii. Zaprzyjaźniła się między innymi z małżeństwem Lafargue, Jeanem Jauresem oraz przywódcą Szwedzkiej Partii Robotniczej Hjamarem Brantingiem.
Wojna przyniosła przełom w poglądach Kołłontaj. Rewolucjonistka stanęła wówczas na stanowisku pacyfizmu i antymilitaryzmu, co zbliżyło ją do bolszewików i Lenina. W 1914 r. została przejściowo internowana w Niemczech, ale szybko ją wypuszczono, bowiem jej niemieccy przyjaciele wytłumaczyli władzom, że „socjalistka nie może być zwolenniczką rosyjskiego cara”. Wkrótce udała się do Szwecji, gdzie rozwinął się jej romans z poznanym w 1911 r. Aleksandrem Szlapnikowem, późniejszym przywódcą Opozycji Robotniczej. W listopadzie 1914 roku, z powodu swoich antywojennych i antymilitarystycznych wystąpień została deportowana ze Szwecji do Danii, skąd w 1915 roku udała się do Norwegii, gdzie stworzyła kanał przerzutowy literatury bolszewickiej, a także pieniędzy niemieckiego wywiadu do Rosji. To właśnie w Norwegii Aleksandra Kołłontaj wstąpiła w szeregi bolszewików. Jak sama twierdziła, pogodziła się z widmem klęski Rosji jako „mniejszym złem dla robotniczego świata”.

Pierwsza kobieta, która zasiadła w rządzie

Podczas pobytu w USA (na przełomie 1915/1916 r.) Aleksandra agitowała w duchu pacyfistycznym i przeciwko przystąpieniu Stanów Zjednoczonych do wojny. Jej zamorska działalność była dla Rosji na tyle kłopotliwa, że władze carskie złożyły jej propozycję powrotu do ojczyzny w zamian za zaprzestanie agitacji. Kołłontaj faktycznie wróciła do Rosji, ale dopiero po rewolucji lutowej. Była jedyną działaczką bolszewicką, która bez zastrzeżeń poparła tezy kwietniowe Lenina już w momencie ich przedstawienia.
W okresie bezpośrednio rewolucji październikowej objęła jako pierwsza kobieta w dziejach świata posadę ministra, a dokładnie komisarza ludowego opieki społecznej. Organizowała między innymi pomoc dla sierot, których liczba szła w miliony, i dla setek tysięcy inwalidów wojennych. Nadzorowała przekształcanie prywatnych domów dziecka w państwowe, tworzenie domów starców i systemu emerytalnego, zakładanie instytucji edukacyjnych dla młodych dziewcząt. To za jej sprawą wprowadzono cywilne śluby i rozwody oraz zdekryminalizowano homoseksualizm. Warto jednak podkreślić, że aborcję zalegalizowano dopiero 19 listopada 1920 roku.

Podczas burzliwych dni październikowych Aleksandra nawiązała romans z młodszym od niej o 17 lat Pawłem Dybienką, komisarzem do spraw morskich. Związek ten, z racji wieku wybranka i jego czysto proletariackiego pochodzenia oraz szorstkich manier budził wiele kontrowersji ówczesnych elit partii bolszewickiej. Był to zresztą jeden z pierwszych cywilnych ślubów wśród radzieckiego mainstreamu (śluby niereligijne również wprowadziła dopiero rewolucja). Jak głosiły plotki, zalegalizowanie związku wymusił Lenin, zniesmaczony ”niemoralnymi” relacjami Kołłontaj z dużo młodszym marynarzem. Innym razem, kiedy Kołłontaj i Dybienko wyjechali na Krym, lekceważąc ważne rządowe zebranie, Lenin miał zażartować, że skazuje parę na 5 lat wierności. Nie wytrzymali ze sobą tak długo…
Właśnie sprawy seksu i miłości najczęściej wiążą się w popularnej literaturze z nazwiskiem Kołłontaj. Nazywa się ją apostołką „wolnej miłości”, błędnie przypisuje przekonywanie, że seks jest jak szklanka wody, a jego zaspokojenie jest niezbędne do życia i powinno być natychmiastowe. Prawda jest dużo mniej sensacyjna – rewolucjonistka po prostu sądziła, że kobiety i mężczyźni mają w miłości równe prawa…

Komunistyczna rodzina, moralność i seks

Niestety Ratuszniak kwituje poglądy Kołłontaj na kwestie moralności i miłości jedynie kilkoma okrągłymi zdaniami. Tymczasem dla prawidłowego rozeznania sprawy kluczowe są dwa artykuły: „Tezy o komunistycznej moralności w sferze relacji małżeńskich” z 1918 r. i „Stosunki między płciami a walka klas” z 1921 r. Kołłontaj opowiadała się w nich przeciwko patrzeniu na rodzinę niezależnie od ekonomicznych wymiarów życia społecznego. Rodzina była dla niej przede wszystkim jednostką ekonomiczną, z czego miał wynikać fakt jej stopniowego obumierania w warunkach zbliżającego się komunizmu. To nie rodzina, a państwo powinno materialnie zabezpieczać dzieci.
Pisała: „Dekrety o małżeństwie wydane przez republikę robotniczą ustanawiające wzajemne prawa małżeńskiej pary (prawo, by żądać materialnego wsparcia dla siebie albo dla dziecka) i tym samym dające prawną zachętę dla separacji tej jednostki i jej interesów od generalnych interesów społecznego kolektywu robotniczego (prawo żon, by być przeniesionymi do wsi lub do miasta, gdzie ich małżonkowie pracują) są przeżytkami przeszłości, przeczą interesowi kolektywu i powinny być poddane przeglądowi i zmienione”. Jej zdaniem prawo powinno regulować stosunki nie między małżonkami, a między dzieckiem a rodzicami, a sytuacja materialna dziecka powinna być całkowicie niezależna od sytuacji materialnej rodziców. Co więcej, prawo w żaden sposób nie powinno regulować kwestii seksualnych, natomiast powinna to czynić komunistyczna moralność, przede wszystkim ze względu na dzieci i czynniki zdrowotne. „Akt seksualny nie powinien być postrzegany jako coś wstydliwego i grzesznego, ale jako coś, co jest naturalne jak inne potrzeby zdrowego organizmu takie jak głód i pragnienie. Takie fenomeny nie powinny być oceniane jako moralne albo niemoralne. Zaspokojenie zdrowych lub naturalnych instynktów przestaje jedynie wtedy być naturalne, jeśli granice higieny zostają przekroczone”. Komunistyczna moralność powinna więc zabraniać „ekscesów seksualnych” takich jak seks przed okresem dojrzewania czy seks aż do całkowitego wyczerpania organizmu, powodujący zmniejszoną wydajność w pracy. Warto zaznaczyć, że Kołłontaj była wielką krytyczką prostytucji, a za jej przejaw uznawała każdą sytuację, gdy jedna osoba oddaje się drugiej w niewolę w zamian za środki utrzymania, by uniknąć ciężkiej pracy. Nie była jednak, jak czasem się jej imputuje, zwolenniczką posyłania prostytutek do obozów pracy.
W tekście „Stosunki miedzy płciami a walka klas” krytykowała „wulgarny indywidualizm” obecny w marzeniach o „wielkiej miłości”, która dzięki porozumieniu dusz doprowadzi do sytuacji, kiedy małżonkowie będą nam bliscy „bez konieczności dawania im czegokolwiek od siebie”. Wedle niej, miłość wymaga ciągłej pracy. Chciała budowy związków w oparciu o zasady wolności, równości i szczerej przyjaźni, a nie posiadania partnera na własność. Potępiała związki oparte na zasadach „ślepej fizjologii” a jednocześnie podziwiała miłość dworską, kiedy to damy mogły mieć zarówno partnerów seksualnych, jak i platonicznych wielbicieli. Z niesmakiem odnosiła się do sytuacji, kiedy mężczyzna zawłaszcza zarówno ciało, jak i duszę kobiety. Krytykowała też „fałszywą bliskość” popartą jedynie erotycznym impulsem, a nie długoletnią przyjaźnią. Mimo obiegowych mitów w jej tekstach nie znajdziemy pochwały związków poliamorycznych.
Jednak to Kołłontaj przypisuje się, do dziś mylnie, teorię seksu jak szklanki wody. To właśnie z tą teorią, a pośrednio z Kołłontaj polemizował Lenin, który w rozmowie z niemiecką komunistką Klarą Zetkin potępił tę teorię jako „niemarksistowską i antyspołeczną” mówiąc: „Oczywiście pragnienie musi być zaspokojone. Ale czy normalna osoba w normalnych warunkach będzie leżała w rynsztoku i piła z kałuży albo ze szklanki o brzegach zatłuszczonych od wielu warg? Ale aspekt społeczny jest najważniejszy. Picie wody jest oczywiście sprawą indywidualną. Ale w miłości dwa życia są wzięte pod uwagę, a trzecie powstaje.(…)”.
Lenin zwrócił też uwagę na fakt, że libertynizm obyczajowy nie jest ani rzeczą nową ani komunistyczną. Już w połowie XIX wieku była głoszona przez romantycznych pisarzy emancypacja serca, która w praktyce burżuazyjnej sprowadzała się do emancypacji ciała. Zdaniem Lenina młodzi ludzie potrzebują sportu, nauki i rozwoju intelektualnego oraz miłości, a nie dyskusji o seksie i hipertrofii życia seksualnego.

Z frontu wojny domowej do ambasady

Karierę Aleksandry Kołłontaj jako komisarza ludowego przerwał jej sprzeciw wobec zawartego w marcu 1918 r. traktatu brzeskiego. W jej oczach była to niedopuszczalna ugoda z imperialistami, podczas gdy Lenin widział w nim niezbędny akt obrony rewolucji. Po odwołaniu z funkcji Ludowego Komisarza pracowała na froncie ukraińskim wojny domowej: była dowódcą oddziału politycznego w 1 Ukraińskiej Zadnieprzańskiej Dywizji, następnie kierowała wydziałem agitacji i propagandy w Armii Krymskiej i w całej efemerycznej Socjalistycznej Republice Krymskiej (w 1919 r.). W 1920 roku została szefową Żenotdiełu – wydziału kobiecego partii, zajmującego się głównie agitacją i propagandą wśród kobiet.
Jej kariera zyskała nieoczekiwany zwrot po tym, gdy zaangażowała się w walkę Opozycji Robotniczej, która pod przywództwem Szlapnikowa domagała się demokratyzacji i odbiurokratyzowania Partii oraz wprowadzenia samorządności robotniczej w przemyśle. Przeciwstawiała się „dyktaturze” specjalistów pochodzenia burżuazyjnego i dla przeciwwagi proponowała wzrost naboru robotników do Partii.
Po przegranej Opozycji, Kołłontaj zwróciła się do Stalina, z którym łączył ją sprzeciw wobec wprowadzanego właśnie NEP-u, o znalezienie dla niej posady dyplomatycznej.
Jednak trzeba podkreślić, że skierowanie Kołłontaj jako ambasadorki (pełnomocnego przedstawiciela dyplomatycznego) w Norwegii, Meksyku, a później w Szwecji było odsunięciem jej na boczny tor.
W swojej działalności dyplomatycznej koncentrowała się na kwestiach gospodarczych i kulturalnych. Ciekawym epizodem był jej sprzeciw wobec rozpadu socjaldemokratycznej norweskiej Partii Pracy i wyłonieniu z niej partii komunistycznej – Kołłontaj chciała, by cała Partia Pracy wstąpiła do III Międzynarodówki. Przeciwstawiała się też programowemu ateizmowi III Międzynarodówki, twierdząc, że kwestie religijne nie interesują ubogich norweskich rybaków. Z drugiej strony – to jej
udało się storpedować przyznanie Trockiemu azylu przez rząd norweski. Zarówno podczas swego pobytu w Meksyku, jak i w Norwegii i Szwecji broniła też polityki Stalina, przekonując np. słynnego podróżnika Nansena, że kolektywizacja w ZSRR przynosi jedynie pozytywne rezultaty, a pogłoski o głodzie na Ukrainie są nieprawdziwe. Już po zakończeniu kariery dyplomatycznej Kołłontaj została zgłoszona do Pokojowej Nagrody Nobla.

I znowu kwestia kobieca

Książka Jana Ratuszniaka, pomimo, iż powstała w oparciu o imponującą liczbę źródeł w tym szwedzkich i norweskich, pozostawia czytelnikowi niedosyt. Autor, koncentrując się na faktach z życia Kołłontaj, niemal zupełnie pominął przedstawienie jej filozofii życiowej i ewolucji światopoglądowej. Nie znajdziemy w książce omówienia działalności publicystycznej Aleksandry Kołłontaj, której owoce do dziś budzą zainteresowanie europejskiej lewicy.
Czy współczesna lewica jest w stanie czegoś się od niej nauczyć? Na to pytanie książka niestety nie daje odpowiedzi. Trzeba jej bowiem szukać w publicystycznym dorobku, jak nazywał ją Karol Radek, „Walkirii rewolucji”. Przypomnijmy więc tylko sprawy podstawowe. Nadal aktualna jest prosta konstatacja Kołłontaj, że kwestia kobieca jest przede wszystkim kwestią ekonomiczną, sprawą „bochenka chleba”. A żeby miłość w rodzinie mogła rozkwitnąć, albo inaczej – by stworzyć nową, równościową i postępową formę rodziny, trzeba odciążyć rodziców z funkcji zapewnienia dzieciom utrzymania. Nowe formy stosunków między kochającymi się rodzicami i dziećmi nie powinny zależeć wyłącznie od bezosobowych i okrutnych praw rynku. Wreszcie pamiętajmy, że ta sama Kołłontaj, która opowiadała się za prowadzeniem walki w sferze obyczajowej równolegle z walką klas, jednocześnie przestrzegała: „Kryzys seksualny w trzech czwartych spowodowany jest przez zewnętrzne warunki społeczno-ekonomiczne, natomiast w pozostałej jednej czwartej przez naszą „wysublimowaną indywidualistyczną psyche”, hołubioną w ramach ideologii burżuazyjnej”.

Jan Ratuszniak „Nowa kobieta. Aleksandra Kołłontaj” Instytut Wydawnicza Książka i Prasa, Warszawa. 2019.
Karierę Aleksandry Kołłontaj jako komisarza ludowego przerwał jej sprzeciw wobec zawartego w marcu 1918 r. traktatu brzeskiego. W jej oczach była to niedopuszczalna ugoda z imperialistami

Nie dla zakazu działania partii komunistycznej w Polsce

Prezydent Andrzej Duda odesłał wprowadzone „na szybko” przez Sejm poprawki do kodeksu karnego do Trybunału Konstytucyjnego. To jednak może okazać się tylko odroczeniem penalizacji głoszenia komunistycznej ideologii, posługiwania się komunistycznymi symbolami i zrównania komunizmu z faszyzmem. Zmiany wprowadzone do art. 256 kk były przedmiotem żywiołowych protestów ze strony zagranicznych partii komunistycznych. Poniżej za „Brzaskiem” publikujemy wspólne stanowisko francuskich organizacji komunistycznych.

Nasze organizacje komunistyczne zwracają się do władz Rzeczypospolitej Polskiej z wyrazem protestu przeciwko mnożącym się w Polsce działaniom antykomunistycznym, zmierzającym do kryminalizacji ideologii i użycia symboli komunistycznych, przejawiającym się w niszczeniu pomników ku czci radzieckich żołnierzy-wyzwolicieli, a w końcu zmierzającym do zakazania działalności Komunistycznej Partii Polski.
Zrównanie komunizmu z faszyzmem jest antyhistoryczną potwornością. Jak pokazują to dobitnie walki toczone w XX wieku, komunizm był pierwszym celem faszyzmu i jego głównym przeciwnikiem. Któż może negować wkład ZSRR, państwa komunistycznego, w wyzwolenie Polski i ofiarę 600 tys. żołnierzy Armii Czerwonej poległych na terenach Polski aby powstrzymać hitlerowskie ludobójstwo i odbudować niepodległość Polski?
Mimo to, władze polskie intensyfikują swoją antykomunistyczną kampanię, wspierane w jej prowadzeniu przez fakt, iż Unia Europejska uczyniła z antykomunizmu swoją oficjalną ideologię, prześladując redakcję czasopisma „Brzask” i zmierzając do delegalizacji Komunistycznej Partii Polski. Przypomnijmy, że prześladowania te, które rozpoczęły się dziesięć lat temu wraz z próbą wprowadzenia zakazu używania komunistycznej symboliki, zablokowaną przez Trybunał Konstytucyjny w 2011 r. w następstwie licznych protestów w kraju i za granicą. W lutym bieżącego roku, po trzech latach procesu przeciwko kierownictwu KPP i redakcji „Brzasku” zarzuty zostały oddalone (Nie zamyka to sprawy, gdyż prokuratura wystąpiła z wnioskiem apelacyjnym – przyp. red.).
Rząd polski, wprowadzając poprawkę do art. 25 kodeksu karnego, stara się zakazać propagowania ideologii komunistycznej, zrównując komunizm z faszyzmem przy użyciu falsyfikującego terminu „totalitaryzm”. Z naszego punktu widzenia jedyny „totalitaryzm”, który ma znaczenie, to ten, który utrwala dyktaturę klasy wyzyskiwaczy nad milionami pracowników, to kapitalizm!
Reakcyjne stanowisko rządu polskiego w stosunku do praw kobiet, w odniesieniu do imigracji, usiłowanie podporządkowania sobie wymiaru sprawiedliwości, ograniczanie wolności prasy są demaskowane regularnie przez międzynarodowy ruch komunistyczny. Nasi towarzysze z Komunistycznej Partii Polski prowadzą przeciwko tej polityce modelową walkę, wskazując na związki pomiędzy polskimi kapitalistami i Unią Europejską, Bronią odważnie pamięci po socjalistycznej przeszłości, o czasach gdy fabryki pracowały, gdy nie było bezrobocia ani nędzy, przeciwko fałszowaniu historii.Francuskie organizacje komunistyczne wyrażają całkowita solidarność i wsparcie dla komunistów polskich i domagają zaprzestania ich represjonowania.
Jesteśmy przekonani, że naród polski nie będzie dłużej tolerował zamachów na swobody demokratyczne, które wpisują się w reakcyjną politykę prowadzoną wbrew jego interesom.
Apelujemy do sił postępu, tak w Polsce, jak i w Europie, aby zwalczały antykomunistyczne prawa, które – jak to pokazuje historia – otwierają drogę do faszystowskiego barbarzyństwa.
Czerwiec 2019 r.

Głos lewicy

Więzienie za koszulkę z Che Guevarą

Anna Grodzka boi się ścigania za propagowanie komunizmu. Swoją refleksją na temat najnowszej nowelizacji Kodeksu karnego dzieli się na Facebooku:

Wykorzystując poruszenie społeczne, które powstało na tle ujawniania przestępstw „pedofili” i ich ukrywania przez funkcjonariuszy kościoła katolickiego PiS wywindował się na szczyty populizmu i niekompetencji wprowadzając szeroką, w wielu aspektach niekonstytucyjną i szkodliwą, nowelizację kodeksu karnego. Wiele aspektów tej zmiany omawiane jest szeroko i i krytykowane przez prawnicze autorytety w tzw. „demokratycznych”, „niezależnych” mediach. Więc ja tu nie o tym.
Ja o tym że:
1. będziesz mógł odsiedzieć 3 lata za to, że w Twojej bibliotece są książki Gramsciego, Żiżka, „Kapitał” Karola Marksa albo książka o życiu i działalności Róży Luxemburg. A jeśli przerażony odsiadką zechcesz je sprzedać – jeszcze gorzej.
2. wsadzą cię za koszulkę z Che Guevarą albo czerwoną gwiazdą;
3. będziesz spowiadał się na prokuraturze, jeśli 1 listopada złożysz kwiaty na grobach żołnierzy radzieckich – to przecież byli „komunistyczni” żołnierze.
4. zamkną za wpis na FB, że za czasów twojej młodości w PRL-u nie czułeś, że wszystko było źle – bo przecież chwaląc PRL, chwalisz „komunizm”;
5. staniesz się kryminalistą, jeśli zaprosisz do publicznej dyskusji w Polsce (choćby) europosła niemieckiej Die Linke albo włoskiej, belgijskiej, francuskiej, hiszpańskiej, czy fińskiej partii komunistycznej – bo „propagujesz komunizm”.
Idiotyzmem (albo sprytem) takiej nowelizacji jest to, że „komunizm” jest pojęciem niezdefiniowanym w prawie, bardzo szerokim i niejednoznacznym. To, co jest „komunizmem”, zależeć będzie od „widzi-mi-się” prokuratora ministra Ziobry i powołanego przez nowy KRS sędziego. Komunizmem nazywany jest przecież nie tylko totalitarny, zbrodniczy stalinizm, ale także PRL okresu Gierka czy Jaruzelskiego. A zatem (jeśli Prezydent podpisze tę nowelizację) każdy, kto tylko chce, może zrobić z lewicowca „osadzonego” kryminalistę.
Myśli ktoś, że to niemożliwe? No to przyjrzyjmy się zmienianym zapisom:
– Dotychczasowe brzmienie par. 1 art. 256 kk.:
§ 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
– a po PiS-owskiej zmianie ma brzmieć:
§ 1. Kto publicznie propaguje nazistowski, komunistyczny, faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
– Par 2. tego artykułu brzmiał:
§ 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.
– a po PiS-owskiej zmianie ma brzmieć:
§ 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, zbywa, oferuje, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 lub 1a albo będące nośnikiem symboliki nazistowskiej, komunistycznej, faszystowskiej lub innej totalitarnej, użytej w sposób służący propagowaniu treści, określonej w § 1 lub 1a.
Dodano także par. 1 (a) który brzmi:
§ 1a. Tej samej karze podlega, kto publicznie propaguje ideologię nazistowską, komunistyczną, faszystowską lub ideologię nawołującą do użycia przemocy w celu wpływania na życie polityczne lub społeczne.

Nie dla represji za poglądy, nie dla art. 256 kk!

12 czerwca,
o godzinie 18:00,
przed Sejmem RP w Warszawie
(róg ul. Wiejskiej i Matejki)

odbędzie się protest

przeciwko prawu
zrównującemu komunizm
z faszyzmem i przewidującemu
do 3 lat ograniczenia wolności
za propagowanie
idei lewicowych.

Akcję organizuje kampania
Historia Czerwona

broniąca pamięci o historii polskiego ruchu robotniczego.

Protest przeciwko represjom za poglądy

Nie dla art. 256 kk!

12 czerwca, o godzinie 18:00, przed Sejmem RP w Warszawie (róg ul. Wiejskiej i Matejki) odbędzie się protest przeciwko prawu zrównującemu komunizm z faszyzmem i przewidującemu do 3 lat ograniczenia wolności za propagowanie idei lewicowych. Akcję organizuje kampania Historia Czerwona broniąca pamięci o historii polskiego ruchu robotniczego.
12 czerwca rozpocznie się posiedzenie Sejmu RP, na którym ma odbyć się głosowanie nowelizacji kodeksu karnego. Wśród licznych poprawek znalazł się art. 256, który w nowej wersji ma brzmieć:
„§ 1. Kto publicznie propaguje nazistowski, komunistyczny, faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość,
a)podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.”,
b) po § 1 dodaje się § 1a w brzmieniu:
„§ 1a. Tej samej karze podlega, kto publicznie propaguje ideologię nazistowską, komunistyczną, faszystowską lub ideologię nawołującą do użycia przemocy w celu wpływania na życie polityczne lub społeczne.”,
c) § 2 otrzymuje brzmienie:
„§ 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, zbywa, oferuje, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 lub 1a albo będące nośnikiem symboliki nazistowskiej, komunistycznej, faszystowskiej lub innej totalitarnej, użytej w sposób służący propagowaniu treści, określonej w § 1 lub 1a.”;
Oznacza to zagrożenie dla demokracji i kryminalizowanie propagowania idei, z których każdą władza będzie mogła uznać za „komunizm’’.
Prokuratura będzie mogła ścigać nawet za posiadanie dzieł Marksa czy koszulkę z Che Guevarą.
Nowe prawo stanowi również zagrożenie dla wszelkich lewicowych ruchów protestu, czy organizacji społecznych.

Do więzienia za dzieła Marksa na półce?

Pod osłoną innych afer w Polsce tylnymi drzwiami przepychane są właśnie zmiany w prawie, które umożliwiają pełną kryminalizację komunizmu. Komunizmu, a nawet „jego ideologii”, co prawicowej władzy i podporządkowanemu jej sądownictwu otwiera furtkę do kryminalizowania i ścigania praktycznie całej lewicy. Nie tylko jej sympatyków jej radykalnego nurtu, ale wszystkich tych, którzy posiadają egzemplarz „Kapitału” Karola Marksa lub założą na siebie koszulkę z Che Guevarą, Różą Luksemburg czy czerwoną gwiazdą.

Poprawione zapisy, które właśnie wchodzą do polskiego prawa w ramach aktualizacji kodeksu karnego, do listy systemów i praktyk totalitarnych dodają komunizm. Najgroźniejszy wydaje się być przy tym zupełnie nowy i wybitnie enigmatyczny zapis, który karać ma za samo „propagowanie ideologii komunistycznej”. W polskich warunkach – gdzie cenzuruje i prześladuje się za Matkę Boską z tęczą w tle – może to oznaczać nawet cenzurowanie dzieł sztuki autorstwa Fridy Kahlo, Pabla Picassa, czy innych znanych komunistek i komunistów.

W prześladowaniach komunizmu nie chodzi bowiem o żadną teoretyczną czy historyczną precyzję.

Sąd to nie miejsce do naukowej dyskusji. W rzeczywistości mamy do czynienia z praktykami o charakterze cenzorskim i totalnym. Poprawiony kodeks karny bez żadnego zawahania zrównuje ze sobą bowiem każdy rodzaj komunizmu i jego teorii.
Idee i działania Lwa Trockiego, Róży Luksemburg, Józefa Stalina czy nawet Karola Marksa, który pechowo dla siebie nie dożył żadnych prób realizacji swoich koncepcji wrzucone są do jednego worka. Do tego zapisy ułożone są w taki sposób, by prokuratorom i sędziom pozostawić pełną dowolność w interpretacji tego, co jest, a co nie jest komunizmem, jego ideologią, czy totalitaryzmem.
Przypomnijmy, że słowo „totalitaryzm” w polskim prawodawstwie nie ma nawet swej konkretnej definicji. Jego siła jest całkowicie względna i symboliczna. Określenie to, wywodzące się z filozofii, ale i głęboko zakorzenione w naukach społecznych, definiuje się zazwyczaj twierdząc, że totalitarnymi są te systemy, które dążą do całościowej i pełnej kontroli nad jednostką. Oczywiście panująca ideologia kapitalistyczna za złe totalitaryzmy uważa zazwyczaj wyłącznie faszyzm i komunizm. Sieciowo sterowany i rządzący przy pomocy algorytmów kapitalizm, gdzie pieniądz rządzi każdą kampanią wyborczą, a przy projektowaniu reklam wykorzystuje się zasady podświadomie piorącego mózgi neuromarketingu jest zaś „demokracją”… Bo tak.

Komunizm jako bezklasowe społeczeństwo, gdzie realizowany jest ideał „każdemu według potrzeb” nigdy nie istniał.

Jak widać nie musiał – wrogiem dla państwa jest bowiem sam ruch, a nie rzeczywisty byt, którego polska prawica nie jest przy tym nawet w stanie odpowiednio zdefiniować. Wprowadzane w ustawie poprawki są więc i o tyle tragikomiczne, że z perspektywy precyzji naukowej i poznawczej odnoszą się do bytu, którego nigdy nie było. Jako marksista mógłbym nawet uznać, że socjalizm jako system i idea pozostaje całkowicie dozwolony, ponieważ nie znajduje się na liście systemów, ideologii i praktyk totalitarnych… Tyle, że to, co będzie komunizmem i jego ideologią w świetle prawa będzie odtąd zależało wyłącznie od podporządkowanych ministrowi Ziobro prokuratorów. A dla większości polskiej prawicy wszystko, co związane z Polską Ludową to komunizm, a postkomunizmem jest nawet Koalicja Europejska.
Współczesna Polska stopniowo coraz bardziej przypomina faszystowskie Włochy za czasów Mussoliniego, kiedy to siłowe i policyjne prześladowania komunistów były na porządku dziennym. Jednym z wielu uwięzionych za poglądy był działacz i słynny teoretyk komunizmu Antonio Gramsci, cytowany obecnie w całej światowej socjologii czy naukach politycznych. Cenzorzy pilnujący zamkniętego w więzieniu Gramsciego i poszukujący słowa „komunizm” w jego zapiskach zostali jednak łatwo wykiwani, kiedy autor ten w swych dziełach słowo to zamienił na termin „filozofia praktyki”.
Także w przypadku Polski nowe zapisy zawierają na szczęście furtkę, która podkreśla, że nie mają zastosowania do nauki, czy sztuki. Jak mogliśmy jednak zaobserwować w zeszłym roku, kiedy to policja pojawiła się na konferencji naukowej poświęconej marksizmowi, dla prokuratury granice te mogą być bardzo niewyraźne. Policja wysyłana jest u nas bowiem zgodnie z chwilowym politycznym zapotrzebowaniem, a na samej górze dowodzą nią często ludzie wierzący w spisek światowej „żydokomuny”.

Strony takie jak Redwatch mogą być odtąd traktowane jako pożyteczna pomoc dla polskiej prokuratury.

Nowe zapisy tworzą tak gigantyczną przestrzeń pod wszelkiego rodzaju nadużycia, że proces karny z perspektywą skazania nawet na trzy lata więzienia z powodzeniem może mieć osoba, która na swoim ubraniu będzie miała wizerunek Ernesto „Che” Guevary, Róży Luksemburg, Karola Marksa, sierp i młot, czy samą nawet czerwoną gwiazdę. Ale i na tym nie koniec. Prawicowa paranoja sięga już w naszym kraju tego stopnia, że za „promowanie ideologii komunistycznej” i „rozpowszechnianie, powielanie, przesyłanie” źródeł z nią związanych można równie dobrze uznać obecność na pierwszomajowym pochodzie, udział w wydarzeniu upamiętniającym polskich socjalistów, przesłanie koledze fragmentu dzieł Marksa, posiadanie w domowej biblioteczce książek Zygmunta Baumana, Oskara Lange, Jacka Tittenbruna, Louisa Althussera, czy dowolnego z tysięcy autorek_ów identyfikujących się z komunistyczną teorią, myślą lub ideą. Bez etatu naukowego – a może także badań prowadzących do właściwych wniosków – lub zarabiania jako artysta nie będzie żadnej taryfy ulgowej.
Przepisy te są tak pojemne i tak otwarte na dowolność interpretacyjną ze strony władzy sądowniczej, że hak na każdą lewaczkę i lewaka po prostu zawsze może się znaleźć.
Ustawa ta wydaje się być też oczywistą zemstą za porażkę dekomunizacyjną, którą PiS poniósł w przypadku nazw ulic, a także w przypadku procesu wytoczonego przeciwko Komunistycznej Partii Polski, gdzie właśnie brak pojęcia „komunizm” we fragmentach o systemach totalitarnych był podstawową linią obrony podczas całego procesu.
Sprawa jest więc o tyle pilna i istotna, że kryminalizuje nie tylko lewicową historię, teorię oraz myśl. Stanowi też bardzo głęboką ingerencję w wolność słowa oraz swobodę wyrażania opinii. Bycie, czy identyfikowanie się jako komunistka_ta może być odtąd przepustką do więzienia.

Nowy kodeks karny odcina też Polskę od politycznej swobody, która w całej Unii Europejskiej stanowi oczywistą oczywistość.

Komuniści stale zasiadają bowiem w Europarlamencie, a partie komunistyczne obecne są w każdym kraju Unii Europejskiej i w ogóle praktycznie wszędzie na świecie. Istnieją też różnorodne partie lewicy odwołujące się do teorii komunistycznej, u których nawiązania do różnych wersji marksizmu są na porządku dziennym (np. niemiecka Die Linke czy szwedzka Partia Lewicy). Są one same w sobie zresztą tak różne, że nie da się ich wrzucić do jednego worka, jak czyni to nowa polska wersja kodeksu karnego.
Kneblowanie wolności słowa i prawne zastraszanie oraz zwalczanie radykalnej lewicy zagraża też lewicy nieradykalnej i umiarkowanej: pogłębia bowiem opresyjność systemu, uniemożliwia jej sięgnięcie do np. tradycji marksistowskiej i umieszcza socjaldemokrację na granicy prawa. Od teraz działacze SLD, Razem lub RSS, czy PPS będą musieli się mieć na baczności, czy ich praktyki nie stanowią nawiązania do „ideologii komunistycznej” lub nie są jej „propagowaniem”. Prokuratura będzie też mogła ścigać, szukać haków i wytaczać procesy wobec wszystkich działaczy, którzy zechcą np. poczytać dzieła Karola Marksa, Lwa Trockiego, czy nawet powspominać Edwarda Gierka. Organizacja debaty celem omówienia teorii imperializmu Róży Luksemburg, czy posiadanie w biblioteczce książek Gramsciego mogą być podstawą do ścigania każdego członka partii, a nawet umożliwić delegalizację organizacji i stowarzyszeń.

Nie jest to precedens. Podobne zmiany próbowano już wprowadzić na Węgrzech

W tamtym przypadku decyzja Trybunału w Strasburgu uchyliła możliwość kryminalizacji komunizmu i jego symboliki, uznając m.in. czerwoną gwiazdę i swobodę w jej wykorzystywaniu za element politycznej wolności i pluralizmu. Trybunał podkreślił też wówczas, że istnieje „społeczne zapotrzebowanie” dla takiej symboliki i emocje nie mogą decydować o wolności słowa.
W naszym przypadku cel rządu Prawa i Sprawiedliwości jest zasadniczo bardzo prosty: kryminalizacja komunizmu, marksizmu i okolic oraz zastraszanie środowisk politycznych, a także naukowych, które choćby podejmują marksistowską problematykę w ramach swoich badań. To stopniowe spychanie całej lewicy poza obszar legalnej działalności politycznej.
Obrona nacjonalizmu i konserwatywnego kapitalizmu wymaga ciągłego poszukiwania wroga, a ponieważ bezpośrednia walka z liberalizmem nie jest możliwa (z uwagi na jego siłę) to kozłem ofiarnym zostają komunizm i marksizm. To te idee w ostatnio wyemitowanym przez stację Tadeusza Rydzyka dokumencie „Zmierzch. Ofensywa ideologii gender” oskarża się o wszelkie możliwe „plagi” tego świata, z homoseksualizmem na czele. Poprawiony kodeks karny wychodzi naprzeciw właśnie tego rodzaju oczekiwaniom i takiej ideologii. Prawicowe kneblowanie wolności politycznej i wolności słowa nie ma swoich granic.
Ściganie za komunizm i (potencjalnie) socjalizm to możliwie pierwszy krok do odbudowy Berezy Kartuskiej. Ten moment to ostatnia chwila by skutecznie przeciwstawić się prawicowej cenzurze.