Chilijska awantura miedziowa

Polska utopiła już ponad 20 miliardów złotych w kopalni miedzi na pustyni Atacama – i końca strat nie widać.

Niby wszyscy od początku wiedzieli, że absurdem jest prowadzenie wydobycia przez Kombinat Górniczo Hutniczy Miedzi na najsuchszej na świecie południowoamerykańskiej pustyni. Dopiero jednak teraz zostało to porządnie policzone i wykazane.
W swym najnowszym raporcie Najwyższa Izba Kontroli negatywnie oceniła zakup przez KGHM Polska Miedź kopalni miedzi Sierra Gorda w Chile. Przeznaczenie na zakup i dofinansowanie spółki 13 miliardów zł oraz zaplanowanie kolejnych wydatków, wskazuje na to, że ta inwestycja, oględnie mówiąc,nie leżała w interesie KGHM.
Ale też i kierownictwo KGHM nie dbało o interes swej firmy. Okazało się bowiem, że analizy i wyceny będące podstawą tego zakupu, przeprowadzone przez Kombinat, opierały się na założeniach opracowanych przez firmy działające na zlecenie spółki, która miała być kupiona przez KGHM!. Zrozumiałe więc, że zarówno cena zakupu, jak i potencjał wydobywczy kopalni zostały oszacowane bardzo wysoko – co zupełnie nie przeszkadzało szefom KGHM.
NIK stwierdza więc, co jest rzeczą poniekąd oczywistą: „Analizy te kazały się zbyt optymistyczne”.

Zapłacimy wam ile chcecie

Sierra Gorda to największa inwestycja zagraniczna KGHM. Złoże miedzi i molibdenu na pustyni Atacama w Chile odkryto w 2006 r., a w 2012 r. rozpoczęto budowę kopalni. W marcu 2012 r. KGHM kupił za 9,2 mld zł kanadyjską spółkę giełdową Quadra FNX Mining do której należało złoże. W czerwcu 2014 r. uruchomiono kopalnię, produkcja komercyjna rozpoczęła się jednak dopiero w II półroczu 2015 r., z rocznym opóźnieniem i po przekroczeniu nakładów inwestycyjnych o połowę.
Kopalnia jest na północy Chile, ok. 60 km na południowy zachód od miasta Calama i 4 km od miejscowości Sierra Gorda. Kopalnia położona jest na poziomie 1 700 m n.p.m., na terenie uważanym za jedno z najbardziej suchych miejsc na ziemi. W rejonie tym, równym jednej czwartej powierzchni Polski, działa kilka innych kopalni odkrywkowych miedzi. Problem w tym, że akurat złoże Sierra Gorda, kupione przez KGHM, należy do pokładów o najniższej zawartości miedzi (0,39%) jakie tam występują. Kanadyjczycy z pewnością więc bardzo się ucieszyli, że zjawili się Polacy, którzy płacąc ogromne pieniądze, postanowili uwolnić ich od kłopotu posiadania mało wydajnego złoża.
KGHM dokonał tego zakupu w 2012 r. Po przejęciu przez KGHM spółki Quadra FNX zmieniono jej nazwę na KGHM International Ltd. oraz wycofano jej akcje z obrotu giełdowego. Ministrowie Skarbu Państwa, pełniący nadzór właścicielski nad KGHM uznawali, że dywersyfikacja złóż Kombinatu, nawet poprzez wydobycie miedzi na drugim końcu świata, jest zgodna z interesami państwa i zwiększa bezpieczeństwo surowcowe. Opłacalność ekonomiczna była zaś bez znaczenia. „W dokumentach definiujących strategie KGHM nie tylko, że nie zdefiniowano minimalnych, oczekiwanych parametrów tej opłacalności ale nawet nie wskazano, że projekty rozpatrywane do przejęcia mają gwarantować opłacalność” – stwierdza NIK. Pod hasłem bezpieczeństwa surowcowego można było zatem wydawać dowolne pieniądze.
NIK zwraca uwagę, iż sfinansowanie transakcji nastąpiło ze środków własnych KGHM, mimo jednoznacznych zaleceń Ministra Skarbu Państwa, reprezentującego głównego akcjonariusza, że należy ją w 70 proc. sfinansować z kredytu, tak aby nie była ograniczana możliwości wypłaty dywidendy.
W dodatku, kwota wydana na zakup akcji Quadry FNX prawie dwukrotnie przekroczyła sumę, jaką KGHM zaplanował na zakupy nowych złóż. NIK wskazuje, że rozszerzanie bazy zasobowej KGHM i zakupy zagranicznych złóż surowców miałyby uzasadnienie jedynie przy ich wysokiej efektywności ekonomicznej.
Niestety, tak jednak nie było. Decyzja o rozpoczęciu inwestycji została oparta na zbyt optymistycznych założeniach – a ów nieuzasadniony optymizm był wynikiem tego, że założenia opracowano przez firmy działające na zlecenie Quadry FNX.
Analizy, zlecone przez KGHM jeszcze przed zakupem kopalni, dotyczyły głównie spraw prawnych, podatkowych i finansowych, dotykając jedynie w marginalnym zakresie kwestii związanych z eksploatacją złoża z zakładaną wydajnością – na analizy techniczne przeznaczono zaledwie 600 tys. zł z ogólnej kwoty 95 mln zł wydanej na wszystkie analizy. KGHM nie dokonał weryfikacji założeń, przyjętych przez Quadrę FNX dla opracowania studium wykonalności projektu Sierra Gorda. Nie sporządził też wyceny wartości kopalni Sierra Gorda przy uwzględnieniu ewentualnego wydłużenia okresu budowy oraz przekroczenia nakładów inwestycyjnych (mimo, że powszechnie wiadomo, iż projekty kopalniane w tej skali zazwyczaj przekraczają zaplanowane budżety i harmonogramy).
W dodatku władze KGHM, jak stwierdza NIK, przyjęły do wyceny kopalni Sierra Gorda ceny metali istotnie wyższe niż ceny zakładane nawet przez Quadrę FNX. Trudno uznać to za coś innego, niż działanie na szkodę własnej firmy.

Wszystko wyszło jak zwykle

Budowa kopalni i jej uruchomienie przebiegało w sposób odbiegający od założeń. Uruchomienie przerobu rudy w kopalni Sierra Gorda nastąpiło z rocznym opóźnieniem, a nakłady inwestycyjne były o 50 proc. wyższe od zaplanowanych.
NIK podkreśla, że opóźnienie w stosunku do pierwotnego harmonogramu i wzrost nakładów inwestycyjnych były łatwe do przewidzenia, bowiem już w studium wykonalności z 2011 r. wskazywano, że harmonogram prac jest bardzo napięty, a szacunek nakładów inwestycyjnych nie uwzględniał wzrostu cen i został opracowany częściowo w oparciu o założenia z 2009 r. dotyczące innej kopalni odkrywkowej (w Peru). Wszystko to stanowiło ewidentne czynniki ryzyka.
Rezultat był więc oczywisty. Kopalnia Sierra Gorda nie uzyskała planowanej zdolności przerobowej oraz zakładanego poziomu odzysku metali z rudy. Przełożyło się to na nieuzyskanie planowanych przychodów ze sprzedaży.
Zamiast planowanych zysków, które miały być wypracowane od 2015 r. – wystąpiły straty we wszystkich dotychczasowych latach działalności. Straty spółki Sierra Gorda w latach 2015-2017 przekroczyły 19,9 mld zł (odpowiednio: 8 100 mln zł, 10 936 mln zł, 955 mln zł), a w 2018 r. wyniosły kolejne 1 395 mln zł – co powodowało konieczność dofinansowania jej działalności przez właścicieli.
W okresie od 2010 do 2018 (I półrocze) KGHM przeznaczył na podwyższenie kapitału kopalni Sierra Gorda kwotę 2,3 mld zł. W celu sfinansowania jej działalności KGHM udzielił pożyczek na kwotę 2,0 miliardów dolarów amerykańskich (!). W strategii KGHM z 2018 r. przewiduje się dalsze dofinansowanie kopalni Sierra Gorda w latach 2019 i 2020.
W żadnym roku kopalnia nie osiągnęła zakładanych wielkości przerobu rudy, produkcji koncentratów miedzi i molibdenu oraz innych metali – mimo że zakładane parametry produkcyjne, były zazwyczaj dużo niższe od tych przyjętych w studium wykonalności.
Do końca I półrocza 2018 r. przrobiono zaledwie 63 proc. rudy, w porównaniu do wielkości zakładanej w studium wykonalności. Miedzi wytworzono 51 proc., a molibdenu 32 proc. Tym samym nie osiągnięto również planowanych przychodów ze sprzedaży.
To nie wszystko. „W wyniku nieuzyskania przez zakład przeróbczy zakładanej zdolności do odzyskiwania metali z rudy, bezpowrotnie utracono miedź i molibden o wartości ok. 852 mln USD” – stwierdza NIK.
Izba zauważa, że nieosiągnięcie planowanych parametrów produkcyjnych i ekonomicznych przez Sierra Gorda wynikało m.in. z błędów projektowych, kiepskiej właściwości rudy oraz z niedostatecznego nadzoru nad eksploatacją maszyn, urządzeń i instalacji produkcyjnych.
Koszty funkcjonowania kopalni Sierra Gorda zostały powiększone na skutek dodatkowych wydatków na instalacje dostarczające wodę i energię elektryczną oraz na ustabilizowanie zbiornika odpadów poflotacyjnych (nieszczelność takiego zbiornika oznaczałaby ogromną katastrofę ekologiczną). Woda już przesączała się poza obręb zbiornika, co stwarzało ryzyko zatrzymania działania kopalni przez chilijskie władze środowiskowe. Dostawy energii do kopalni są wykonywane w korzystnym dla chilijskiego partnera systemie take or pay (bierz lub płać). Oznacza to, że przy mniejszym zużyciu energii kopalnia i tak płaci ustaloną wcześniej, stałą stawkę.

Audyt bez wniosków

W 2016 r. Rada Nadzorcza KGHM podjęła uchwałę w sprawie przeprowadzenia audytu działalności inwestycji zagranicznych spółki. Na tym się skończyło. Ani nie podsumowano wyników tego audytu ani nie sformułowano jakichkolwiek wniosków, które by z niego wynikały. „Członkowie Rady Nadzorczej KGHM nie potrafili wskazać przyczyn ich braku” – zauważa NIK.
Mimo dotychczasowych strat projekt Sierra Gorda dysponuje potencjałem wzrostu. Kopalnia analizuje obecnie możliwość produkcji miedzi z rudy tlenkowej wyrzucanej dotychczas na hałdę. Innym źródłem przychodu może być uruchomienie procesu ługowania i ekstrakcji rudy. Korzyści może także przynieść eksploatacja innych złóż Pampa Lina i Salvadora, zlokalizowanych w pobliżu obecnie eksploatowanego złoża Catabela – o ile ich zasoby i zawartość metalu pozwolą na opłacalną produkcję. Wszystko to jest na razie jednak palcem na piasku (pustynnym) pisane. Na marginesie – w czasie kontroli członkowie władz KGHM kwestionowali uprawnienia NIK do jej przeprowadzenia. Przez prawie 4 miesiące ubiegłego roku nie przekazywano kontrolerom żadnych materiałów i wyjaśnień, bo tak nakazał ówczesny p.o. prezesa KGHM. Powrót do przekazywania materiałów nastąpił po zmianie zarządu. Jak widać, obecna ekipa niespecjalnie pali się do ujawniania tego, jak steruje firmami państwowymi.
Izba wystosowała pod adresem premiera Mateusza Morawieckiego uwagę, że to on powinien zapewnić, aby cele strategiczne spółek z udziałem Skarbu Państwa i sposoby ich osiągania były zgodne z polityką państwa. Instrumenty nadzoru właścicielskiego kreowane przez premiera powinny zapewnić tę zgodność, a ministrowie nadzorujący spółki powinni egzekwować przestrzeganie zasad nadzoru. „W przypadku odmowy wykonywania obowiązków ministrowie powinni dokonywać zmian personalnych” – podkreśla NIK.
Warto więc na koniec zapytać, jak długo liderzy Prawa i Sprawiedliwości zamierzają popierać topienie publicznych pieniędzy w księżycowych inwestycjach?

 

Jak PiS „unowocześnia” branżę węglową

Fot. W kopalni Wieczorek do 2015 r. prowadzono podziemne zgazowanie węgla. Projekt upadł, a w bieżącym roku zdecydowano o likwidacji kopalni.

 

 

Nieumiejętność kontynuowania tego co już zrobiono, składanie obietnic bez pokrycia i przedstawianie dokonań poprzedników jako własnych – tak wygląda wdrażanie innowacyjności w gospodarce.

 

We wtorek 3 grudnia na szczycie klimatycznym w Katowicach premier Mateusz Morawiecki mówił o tym, że Polska stawia na innowacyjność i wdraża nowatorskie technologie energetyczne.
Takie zapowiedzi to stały punkt obietnic rządu PiS. Wcześniej Beata Szydło głosiła, iż polski węgiel będzie w przyszłości synonimem nowoczesności, a minister energii Krzysztof Tchórzewski oświadczał, że będziemy pierwsi w Europie jeśli chodzi o czyste technologie węglowe, zaś rząd potrafi „zmienić czarne złoto w sukces”, stosując nowoczesne technologie węglowe.
Akurat! Jest dokładnie odwrotnie! Nowoczesne technologie węglowe to Polska rozwijała w latach 70-tych, ale na pewno nie teraz. Jeszcze w czasach rządów PO-PSL faktycznie szukano możliwości wdrożenia innowacyjnych metod przerobu węgla. To się jednak skończyło, gdy rządy objęła ekipa z Prawa i Sprawiedliwości.

 

Piekło brukowane dobrymi intencjami

Dziś na czasie są obietnice – ale nie ma chęci do pracy, wiedzy ani umiejętności organizacyjnych, koniecznych do modernizowania naszej gospodarki. Skutki tej indolencji bardzo dobrze widać właśnie w naszym sektorze węglowym.
Rząd PiS oczywiście nie chwalił się tym, że już dawno wygasł list intencyjny, podpisany w kwietniu ubiegłego roku przez dwie państwowe firmy: chemiczną Azoty i energetyczną Tauron, dotyczący budowy naziemnej instalacji zgazowania węgla w elektrowni Kędzierzyn.
Inaczej było w 2017 r., gdy ów list podpisywano. Rządowi dosyć łatwo jest nakłonić państwowe firmy do zawarcia umów nośnych propagandowo. Głoszono więc wówczas, że jest to widoczny wyraz wdrażania innowacyjnych technologii w naszym sektorze węglowym. Okazało się, że z tego wdrażania węglowej nowoczesności nic nie wyszło.
Warto tu dodać, że na świecie naziemne instalacje zgazowania węgla (czyli przerabiania go na wysoce energetyczny metan) nie są czymś niezwykłym. Od kilkunastu lat z powodzeniem funkcjonują w krajach ze sporymi złożami węgla kamiennego, takimi jak RPA, Chiny czy USA. Tam się udało – u nas, pod rządami PiS jakoś nie wyszło.
Dziś PiS-owscy prominenci milczą na temat inwestycji w Kędzierzynie. Ale szefowie obu tych państwowych firm coś muszą odpowiadać na pytania dziennikarzy. Mówią więc, jak prezes Taurona, że list intencyjny wprawdzie wygasł, ale projektu bynajmniej nie zarzucono, jest kontynuowany – lecz jego liderem są Azoty i od nich zależy realizacja inwestycji w Kędzierzynie.
Natomiast wiceprezes Azotów opowiada, że trwają rozmowy z Tauronem dotyczące podpisania umowy, na mocy której temuż Tauronowi zostaną przekazane materiały na temat projektu instalacji zgazowania węgla w Kędzierzynie. I dodaje, że w przyszłości obie firmy zdecydują, czy kontynuować przedsięwzięcie.
Z tych wywodów wynika – czego dowiodło też wygaśnięcie listu intencyjnego – że obie firmy nie mają intencji realizowania tej inwestycji, że nie są w stanie sobie z nią poradzić i że powstanie instalacji zgazowania węgla w Kędzierzynie zostaje odłożone na święty nigdy. Nie zostało to wprawdzie wyraźnie sformułowane, ale sens obu wypowiedzi jest oczywisty.
I tak właśnie wygląda wdrażanie nowoczesnych technologii węglowych w wydaniu PiS. W innych krajach funkcjonują instalacje naziemnego zgazowania węgla – u nas rząd nie umie doprowadzić do ich zbudowania.

 

Likwidowanie idzie sprawnie

Jeszcze większą klapą obecnej ekipy stał się projekt podziemnego zgazowania węgla. To kolejny krok w nowoczesność, polegający na tym, że przetworzenia węgla na gaz dokonuje się nie na powierzchni (jak miało to być robione w Kędzierzynie) lecz pod ziemią, przy pokładach węgla, co pozwala na ograniczenie niemal do zera emisji szkodliwych oparów.
Tę, rzeczywiście innowacyjną technologię postanowił wdrożyć rząd Platformy Obywatelskiej. W katowickiej kopalni Wieczorek (warto, by uczestnicy szczytu klimatycznego się tam wybrali, mają przecież niedaleko) rozpoczęto unikalną próbę podziemnego zgazowana węgla, pierwszą w Polsce, odbywającą się w czynnej kopalni.
Podziemne zgazowanie w Wieczorku było realizowane w ramach programu badawczo-rozwojowego „Zaawansowane technologie pozyskiwania energii”, sfinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Należy o tym przypominać, aby pokazać, że gdy rząd PiS mówi o nowatorskich technologiach, to powołuje się głównie na to, co już zrobili jego poprzednicy.
Próba w kopalni Wieczorek trwała do 2015 r. przerobiono 250 ton węgla na prawie milion metrów sześciennych metanu. Wynik uznano za obiecujący, choć podziemny gaz okazał się mniej kaloryczny niż oczekiwano.
Mówiono o kontynuacji eksperymentu ale już na większą skalę, by ocenić, jak nowa technologia sprawdzi się w warunkach zbliżonych do przemysłowych. Planowano opracowanie kompletnego projektu technologicznego i wstępnego studium wykonalności.
Przyszły jednak wybory, zwyciężyło PiS – i skończyły się zamiary budowy instalacji podziemnego zgazowania węgla w kopalni Wieczorek. Obecna ekipa nie była w stanie kontynuować działań poprzedników.
Wkrótce Najwyższa Izba Kontroli oceniła, że wdrożenie technologii podziemnego zgazowania węgla na większą skalę będzie w Polsce niemożliwe przed 2030 r. – a niewykluczone, że okaże się niemożliwe i później.
Nasi prominentni naukowcy sugerują zaś, że przy procesie zgazowania węgla warto skorzystać z zagranicznych licencji. Szkoda, że sami nie umieją stworzyć licencji, którą inne kraje mogłyby od nas kupować.
Natomiast wiosną tego roku postanowiono, że KWK Wieczorek zostaje zlikwidowana. I, w przeciwieństwie do PiS-owskich obietnic zbudowania czegokolwiek, likwidacja tej kopalni postępuje sprawnie.

 

My sami to wszystko wymyślamy

Nie znaczy to jednak, że o koncepcji podziemnego zgazowania węgla w Polsce już się nie mówi.
Przeciwnie, w lipcu bieżącego roku ogłoszono – przedstawiając to już jako własny PiS-owski projekt – że naukowcy z Polski, Czech, Niemiec, Francji i Wielkiej Brytanii wspólnie zbadają potencjał pozyskiwania metanu z pokładów węgla, z zamiarem późniejszego podziemnego zgazowania tego surowca w złożu.
Tak więc, wkrótce z „publicznych” rządowych mediów zapewne się dowiemy, że za sprawą rozwijania innowacyjnych technologii przez rząd PiS, w Polsce rozpoczną się próby podziemnego zgazowania węgla – i że nasz kraj, dzięki obecnemu światłemu kierownictwu, staje na czele technologicznych przemian w europejskiej energetyce.
O tym, że koncepcję podziemnego zgazowania węgla opracowano i przetestowano już za sprawą poprzedników PiS, nie będzie oczywiście ani słowa.