Nie (i)gra się demokracją

Jeśli ktoś mówi, że demokracja to gra, nie jest demokratą. Nie mieliśmy kiedy uczyć się demokracji, nikt też do tej nauki się nie palił. W Polsce po roku 1989, tak po prawdzie, nikt demokracji nie chciał. Niektórzy chcieli dobrobytu, inni stabilizacji, wielu chciało, by było kolorowo jak w telewizji.

Jak w modzie na sukces, gdzie wszyscy mają sukcesy i zawsze są modni. Politycy chcieli być wybierani do władz, by mieć władzę, sukcesy i nosić się modnie. No, może poza jednym Kuroniem, któremu na modzie nigdy nie zależało, a zależało trochę na ludziach. Lud(zie) zwykły chciał mieć spokój, bezpieczeństwo i względny dobrobyt. Na ogół nie nęciła go odpowiedzialność za sprawy społeczności, nie chciał temu poświęcać czasu, którego zwykle i tak nie miał.

W Polsce po roku 1989 nie pojawiło się określenie „dobro wspólne”, nie zostało opisane ani nazwane. Mamy rząd, jaki mamy, zapisany w konstytucji i ustawach katalog usług publicznych i rzeczywistość, która czasem skrzeczy, a czasem cichutko jęczy. Dobro wspólne jest częściej w Polsce przedmiotem dowcipów niż politycznej analizy.

Debatę polityczną zdominował wulgarny neoliberalizm w wersji brytyjskiej, i to jeszcze bardziej zwulgaryzowanej. Ci, co mówią o demokracji, zwykle nie wiążą jej z równością. Są przekonani, że demokracja to wolność, głównie wolność wyboru – o ile oczywiście wyniki wyborów są zgodne z oczekiwaniami wyznawców wolności. W dodatku podstawą tej quasi-debaty wydaje się kompletna nieznajomość spraw, o których się dyskutuje, nieznajomość procedur demokratycznych, kompetencji ciał i instytucji. Można powiedzieć, że polską polityką rządzi ignorancja, a debatą polityczną niewiedza. Nikt nie chce nikogo do niczego przekonać, ale jedynie wyrazić swoją frustrację. W takim układzie nie ma miejsca na argumenty merytoryczne, liczy się tylko siła ekspresji i ekspresja siły.

Jeśli jednak się gra, trzeba pamiętać, kto rozdaje karty. Z punktu wierzących w grę najbardziej trzeźwe zdanie przedstawił 28 kwietnia Paweł Wroński. Poglądami Wroński jest najbardziej zbliżony do graczy z PO, ale potrafi czasem spojrzeć na stolik z kartami trochę chłodniej, jakby uzyskując nieco szerszą perspektywę. Bo szanse na jakieś większe zwycięstwo opozycji w sytuacji, gdy wszystkie atuty są po stronie rządu, były żadne. Hipotetycznie opozycja mogła postawić wspólne warunki rządowi, ale musiałaby wtedy zablefować, że nie poprze ratyfikacji funduszy własnych UE. Mało prawdopodobne, czy na taki blef PiS dałoby się nabrać. Jeśli nie, to utrata wiarygodności opozycji byłaby jeszcze większa. Bo jak: głosować przeciw? Politycy PO powinni być wdzięczni mniejszym partiom, bo gdyby też wybrali metodę chowania głowy w… piasek i wstrzymywania się od głosu, ratyfikacja by upadła, a wiarygodność polityków PO sięgnęłaby dna Głębi Landsort, jeśli nie Rowu Mariańskiego.

Jak sądzę, znaczna część agresji wobec Lewicy ze strony PO i niektórych jej aktywistów spowodowana jest tym, że od grudnia ubiegłego roku, czyli od ostatecznego ustalenia zasad funkcjonowania EFO, liderzy PO domagali się od rządu bezwarunkowego poparcia ratyfikacji EFO. Trudno powiedzieć, na ile te żądania były szczere, ale Internet pamięta. I nagle się okazało, że dokumenty ratyfikacyjne zostały przyjęte przez rząd i skierowane do Sejmu. Życzenie opozycji (PO) spełnione. Tylko głosować.

Osobiście wolałbym, by cała opozycja demokratyczna (Konfederacja taką nie jest) bezwarunkowo poparła EFO, a następnie próbowała przeforsować uchwałę o publicznej debacie nad Krajowym Programem Odbudowy. Taka debata zresztą jest ciągle możliwa, wymaga jedynie wspólnego działania opozycji (z zastrzeżeniem jak wyżej). W ogóle zadziwiające jest snucie dywagacji o obaleniu rządów PiS‑u z pomocą Konfederacji. Trzeba być większym fantastą niż idole prawicy: Dukaj czy Ziemkiewicz.

W mojej ocenie Lewica trochę przeszarżowała ze swoimi żądaniami, ale warto pamiętać, że PiS obiecało ich spełnienie nie tyle Lewicy, ile społeczeństwu, czyli aktywnym wyborcom.

Wielkim problemem partii opozycyjnych jest słabość komunikacji z sympatykami i całą aktywną opinią społeczną. Nawet PO – wspierana, jak się wydaje, przez wszystkie jeszcze niezależne media – nie potrafi formułować jasnych i przekonujących komunikatów. Istnieje podejrzenie, że wynika to z kompletnego braku koncepcji politycznej i planu działania. Pozostałe ugrupowania opozycyjne, niemające zaprzyjaźnionych mediów, są w gorszej sytuacji. Lewica natomiast ma problemy nie tyle z formułowaniem przekazu, ile z koordynacją czasową i planowaniem kampanii informacyjnych. Można było odnieść wrażenie, że po ogłoszeniu sukcesu negocjacyjnego w sprawie EFO i KPO liderzy wyjechali na zasłużony odpoczynek – a weekend był dłuższy niż zwykle.

Efektywną i niemal całkowitą kontrolę nad realizacją Krajowego Programu Odbudowy sprawuje jedynie rząd Morawieckiego i podległe mu instytucje. Rządzący muszą się liczyć jedynie z mechanizmami nadzoru ze strony Komisji Europejskiej. Oraz z generalną oceną wyborców.

Argument, że Unia Europejska na coś rządowi nie pozwoliła, nie będzie miał mocy ani nośności. Rząd sam ten program napisał, sam go negocjuje, sam go realizuje. I sam będzie ponosił odpowiedzialność. Z punktu widzenia opozycji sytuacja niemal wymarzona. Nic tylko patrzeć władzy na ręce, wspierać samorządy w ich żądaniach kierowanych pod adresem władzy centralnej, siedzieć na kanapie z pilotem i przerzucać kanały informacyjne. W przerwach warto jednak pracować na ofertą dla społeczeństwa i szukać tych elementów wspólnych, które mogą być poparte przez inne ugrupowania demokratyczne (z zastrzeżeniem jak wyżej). No i przestać się nad sobą użalać.

A konkordat należy oczywiście wypowiedzieć.

Lewica nie poparła KPO bezwarunkowo

Warszawa, 5 maja 2021 roku

insp. Zdzisław Czarnecki
Przewodniczący Zarządu
Federacji Stowarzyszeń
Służb Mundurowych RP

Szanowny Panie Przewodniczący,

Lewica darzy środowisko emerytów mundurowych szacunkiem i uznaniem. Na ten szacunek zapracowaliście przez kilkadziesiąt lat ofiarnej służby dla Polski.

Jednak w 2009 roku koalicja PO-PSL rozpoczęła proces pozbawiania Was praw nabytych. Potem przez uchylone drzwi wszedł PiS, który ograbił Was z emerytur i godności. Byliśmy jedyną siłą broniącą Waszych praw nabytych i protestującą przeciwko bezprawiu.

Podpisaliśmy porozumienie określające zasady współpracy między naszymi środowiskami. Kierownictwo partii oddelegowało do współpracy z Wami posła Andrzeja Rozenka,
który chociaż nigdy tematyką emerytur mundurowych się nie zajmował, to z powierzonego mu zadania wywiązał się wzorowo. Podobnie jak skupiający się na problemach emerytów wojskowych minister Janusz Zemke. Wspólnie zebraliśmy 300 tys. podpisów. Przypieczętowały one naszą współpracę.

Za nami kilka lat dobrej i ścisłej kooperacji. Nie może być tak, że rozbieżność zdań w jednej kwestii przekreśli lata owocnej i zgodnej i współpracy. Byłoby to postępowanie szkodliwe
dla obydwu środowisk.

Podtrzymujemy naszą deklarację, że Lewica nie wejdzie do rządu, który nie zadeklaruje,
że odwróci skutki ustawy represyjnej. Nigdy nie pogodziliśmy się z tym drakońskim prawem stosującym niedemokratyczną zasadę odpowiedzialności zbiorowej.

Powyższą deklarację potwierdziłem publicznie na antenie Radia Zet w audycji z 5 maja 2021 roku. Zachęcam do odsłuchania tej rozmowy: https://wiadomosci.radiozet.pl/Gosc-Radia-ZET/Wlodzimierz-Czarzasty-Lewica-wejdzie-do-nastepnego-rzadu-i-bedzie-wydawala-pieniadze-za-ktorymi-glosowaly-3-partie-opozycyjne

Lewica wprowadziła Polskę do Unii Europejskiej. Uznajemy obecność naszego państwa
w strukturach europejskich za historyczne osiągnięcie i gwarant demokratycznego ustroju Polski. Jednocześnie członkostwo w Unii to szansa na poprawę codziennego życia Polaków.

Europejski Fundusz Odbudowy uznaliśmy za narzędzie, które uczyni lepszym życie dziesiątek milionów Polaków. Pozwoli wzmocnić ochronę zdrowia, rozwinąć transport publiczny, ułatwić transformację energetyczną, zapewnić zdalny dostęp do administracji publicznej.

Nie chcieliśmy popierać Funduszu Odbudowy bezwarunkowo, lecz zmienić go w kierunku zgodnym z programem i wartościami Lewicy. Dlatego właśnie Lewica wysunęła postulaty dofinansowania szpitali powiatowych, budowy dostępnych mieszkań na wynajem,
czy wsparcia dla przedsiębiorców i pracowników z branż, które najbardziej ucierpiały z powodu kryzysu.

Wszystkie te warunki łączy jeden wspólny mianownik – mieszczą się w zakresie Krajowego Planu Odbudowy. Realizacja KPO będzie kontrolowana przez Komisję Europejską w dialogu
z Parlamentem Europejskim. Instytucje europejskie są najlepszym gwarantem realizacji naszych warunków.

W rozmowach z rządem Lewica nie postawiła postulatów wykraczających poza sprawy finansowe. Negocjacje dotyczyły pieniędzy z Unii Europejskich. Gwarantem ich uczciwego wydawania jest Komisja Europejska.

Niestety próba uczynienia z Komisji Europejskiej gwaranta ustaleń dotyczących spraw emerytów mundurowych lub praw kobiety byłaby nieskuteczna. Bylibyśmy zdani na dobrą wolę rządu. Komisji Europejskiej wierzymy, rządowi nie.

Żadna z sił politycznych w swoich postulatach dotyczących Krajowego Planu odbudowy
nie postawiła sprawy emerytów mundurowych. Obarczanie Lewicy winą jest więc nieuczciwe.

Prezydent Aleksander Kwaśniewski komentując ostatnie wydarzenia trafnie zauważył,
że Lewica z rządem nie prowadziła drugich obrad Okrągłego Stołu, które dotyczyłyby całości spraw społecznych.

30 kwietnia br. spotkałem się z przedstawicielami kierownictwa Federacji Stowarzyszeń Służb Mundurowych RP. Jednym z uczestników spotkania był poseł Andrzej Rozenek. W trakcie spotkania wymieniliśmy nasze oceny wydarzeń z ostatnich kilkunastu dni.

Była to szczera rozmowa. Ale przyświecało jej przekonanie, że jeśli jakieś środowiska mają
za sobą kilka lat dobrej współpracy, to nie powinny ich przekreślać z powodu rozbieżnych ocen jednego wydarzenia.

W Polsce są cztery formacje demokratyczne. W głosowaniu nad pieniędzmi z Unii Europejskiej podzieliły się w stosunku trzy do jednego. Lewica, PSL i ugrupowanie Polska 2050 Szymona Hołowni zagłosowało za ratyfikacją decyzji Rady UE o systemie zasobów własnych. Platforma Obywatelska, wspólnie z partią Zbigniewa Ziobry i Konfederacją nie poparły ustawy ratyfikacyjnej. Platforma zagłosowała podobnie jak gnębiący Wasze środowisko Zbigniew Ziobro i wroga Wam i Unii Europejskiej Konfederacja.

Nie zmieniliśmy naszych przekonań w sprawie praw emerytów mundurowych. Jako Lewica nie ustaniemy w dążeniach do naprawienia krzywd i przywrócenia sprawiedliwości społecznej.

Z poważaniem

Włodzimierz Czarzasty
Przewodniczący Nowej Lewicy

Postulaty Lewicy w projekcie KPO z 30 kwietnia

Minimum 30% środków z KPO dla samorządów
s. 460 w tabeli: sektor samorządowy 11 233 mln euro, 31,2% całości
Budowa 75 tys. tanich mieszkań na wynajem
s. 392-396

B3.4.2. Inwestycje w zielone budownictwo wielorodzinne
“Celem inwestycji jest uzupełnienie bazy mieszkań przy jednoczesnym zmniejszeniu negatywnego wpływu, jaki gospodarstwa domowe wywierają na środowisko, w tym zwłaszcza na stan powietrza, poprzez zwiększenie udziału nowych (bądź modernizację istniejących), budynków wielorodzinnych o wysokiej efektywności energetycznej, które wykorzystują OZE i inne „zielone rozwiązania”.

Biorąc pod uwagę powyższe dane można oszacować, że w latach 2022-2026 zostanie zabezpieczone sfinansowanie utworzenia ok. 71,7 tys. mieszkań. Łączna wartość inwestycji wyniesie 21,4 mld zł. Łączna wartość dofinansowania wyniesie 10 mld zł, z czego 5 mld ze środków budżetu państwa i 5 mld ze środków KPO.”

850 mln euro dla szpitali powiatowych s. 268-272

D1.1.1. Rozwój i modernizacja infrastruktury centrów opieki wysokospecjalistycznej i innych podmiotów leczniczych
“Koszty: 2 119,0 mln euro (w tym 700 mln euro dedykowane na rzecz wsparcia podmiotów leczniczych na poziomie powiatowym – szpitale powiatowe).” s. 432

D1.2.1. Rozwój i modernizacja infrastruktury podmiotów leczniczych na poziomie powiatowym.

“Koszty: 150,0 mln euro.”

300 mln euro dla firm poszkodowanych przez pandemię s. 113

A1.2.1. Inwestycje dla przedsiębiorstw w produkty, usługi i kompetencje pracowników oraz kadry związane z dywersyfikacją działalności

“Cel: Zmiana/rozszerzenie profilu działalności podmiotów, w szczególności przedsiębiorstw z sektorów najbardziej poszkodowanych w wyniku pandemii COVID-19 (m.in. sektor HoReCa [hotele i gastronomia – przyp. DS] , turystyka, kultura). (…) Przedmiotem wsparcia będą projekty mające na celu zmianę/rozszerzenie profilu działalności podmiotów (rozwój prowadzonej działalności lub zmianę dotychczasowego modelu biznesowego), obejmujące przede wszystkim: inwestycje w bazę produkcyjną i usługową, kwalifikacje pracowników, finansowanie inwestycyjno-obrotowe.

Koszty: 500 mln euro (w tym 300 mln euro na sektor HoReCa). Dodatkowo przedsiębiorstwa zostaną wsparte środkami krajowymi w wysokości 100 mln euro.”

Powstanie Komitetu Monitorującego wydatki z Funduszu Odbudowy
s. 473-474

„Głównym podmiotem zapewniającym prawidłowość realizacji KPO jest Komitet Monitorujący (Komitet). Komitet monitoruje realizację zawartych w KPO reform i inwestycji. Czuwa nad prawidłowym wydatkowaniem środków finansowych. Analizuje wpływ realizowanych działań na gospodarkę i jej poszczególne sektory, społeczeństwo oraz rozwój regionalny. Zapewnia komplementarność realizowanych interwencji w ramach innych źródeł finansowania, komplementarnych do zakresu tematycznego KPO. Podejmuje działania istotne dla usprawnienia procesów wdrażania reform oraz inwestycji im służących.

W szczególności do zadań Komitetu należy:
przegląd realizacji Krajowego Planu Odbudowy i poszczególnych reform lub inwestycji z punktu widzenia postępów w osiąganiu wskaźników, wartości docelowych i kamieni milowych Krajowego Planu Odbudowy,
w przypadku stwierdzenia opóźnień lub problemów systemowych związanych z realizacją Krajowego Planu Odbudowy, wydawanie dla instytucji odpowiedzialnych za przeprowadzenie reform lub inwestycji, rekomendacji dotyczących w szczególności poprawy efektywności w zakresie osiągania ich wartości docelowych i kamieni milowych, w tym rekomendacji dotyczących działań naprawczych, analizowanie sytuacji, które wpływają na realizację KPO oraz wskazywanie zagadnień, które wymagają dodatkowych/poszerzonych analiz lub ewaluacji, opiniowanie sprawozdań z realizacji KPO i przekazywanie ich do Komisji Europejskiej,
zapoznawanie się z raportami z kontroli realizacji reform lub inwestycji,
opiniowanie sposobu realizacji inwestycji w ramach KPO, w tym analiza wpływu terytorialnego interwencji realizowanych ze środków KPO pod względem potrzeb i potencjałów poszczególnych terytoriów,
analizowanie działań komunikacyjnych i informacyjnych dotyczących KPO oraz w przypadku stwierdzenia problemów z ich efektywnością formułowanie rekomendacji w zakresie ich poprawy, monitorowanie realizacji zasady partnerstwa, w tym współpraca z Podkomitetem ds. rozwoju partnerstwa w zakresie narzędzi monitorowania zasady partnerstwa, analiza koordynacji działań realizowanych w ramach KPO z działaniami realizowanymi w ramach polityki spójności na lata 2021-2027 oraz programami zarządzanymi centralnie.

W ramach Komitetu mogą być powoływane podkomitety lub grupy robocze w obszarach kluczowych dla realizacji KPO.

Komitet powołany będzie przez IK KPO. Reprezentował będzie wszystkie środowiska tworzące i realizujące reformy oraz inwestycje KPO, zapewniając tym samym szeroki dialog wszystkich interesariuszy gry o rozwój.

Komitet składać się będzie z przedstawicieli instytucji zaangażowanych w realizację KPO, a także przedstawicieli reprezentatywnych organizacji związkowych oraz reprezentatywnych organizacji pracodawców, wskazanych przez odpowiednio stronę pracowników i stronę pracodawców Rady Dialogu Społecznego, przedstawicieli reprezentatywnych ogólnopolskich organizacji społecznych, wskazanych przez stronę pozarządową Rady Działalności Pożytku Publicznego oraz przedstawicieli ogólnopolskich organizacji jednostek samorządu terytorialnego reprezentowanych w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego, wskazanych przez stronę samorządową KWRiST.

Komitet będzie działał na podstawie ustawy, w oparciu o przyjęte przez siebie regulamin i procedury, z zachowaniem zasad pluralizmu i bezstronności.

Prezentacja szczegółowego planu wydatków z części pożyczkowej
s. 339-462

“Polska – ubiegając się o środki z części pożyczkowej RRF – będzie wnioskowała w pierwszym etapie o 10 762 mln euro.” – i dalej szczegółowy plan.

Stary prezes wysiaduje

To mógłby być tekst o politycznym jazgocie, który rozpętał się wokół ratyfikacji ustawy o systemie zasobów własnych Unii Europejskiej i na jej tle o Krajowym Planie Odbudowy. Ale czy warto pisać o Borysie Budce, który trzęsie się z oburzenia z powodu Lewicy paktującej z PiS-em?

Ciekawe czy już uzgodnił to z własną małżonką, która jako radna miasta Gliwice z ramienia Koalicji Obywatelskiej wspólnie z radnymi PiS-u zwalcza prezydenta tego miasta? A może warto pisać o Włodzimierzu Czarzastym, dla którego dyskusja o planie odbudowy to okazja do obrzucania partnerów z opozycji wulgarnymi słowy. Ciekawe, co na ten temat powiedziałby dr Freud? W obu przypadkach pisać nie warto.

Awantura na opozycji w sprawie europejskich funduszy na odbudowę jest zaskakująca. Zwłaszcza szokująca jest temperatura sporu. Niektórzy politycy opozycji znajdują wielką satysfakcję we wzajemnym obrzucaniu się błotem. To zaskoczenie jest dla mnie tym większe, że od pewnego czasu już wiadomo, że obalenie rządu Mateusza Morawieckiego przy okazji ratyfikacji jest mrzonką, a posłom Lewicy, Koalicji Obywatelskiej czy PSL-u w ostatecznym rozrachunku trudno byłoby zagłosować przeciw ratyfikacji.

Nie będę wiec krytykował Lewicy za sam pomysł negocjacji z rządem w sprawie Krajowego Planu Odbudowy. Tyle, że jak mawiali na warszawskiej Pradze o siedzibie Milicji Obywatelskiej przy ulicy Cyryla i Metodego – Cyryl jak Cyryl, ale te Metody. Jeśli zasiada się do negocjacji to trzeba być przygotowanym lepiej od partnera po drugiej stronie stołu negocjacyjnego. Nie wystarczy wrzucić do kotła trochę różnych pomysłów, parę spraw już wynegocjowanych przez samorządowców, odbyć kilka przypadkowych spotkań z prezydentami miast i ogłosić sukces. Bo jak na razie jedynym, który może odtrąbić sukces jest premier Morawiecki.

Od ponad miesiąca w ramach Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego trwają żmudne negocjacje ekspertów samorządowych z rządem na temat kształtu Krajowego Planu Odbudowy. Nie są to negocjacje polityczne a merytoryczna rozmowa o zapisach zawartych w KPO, która przyniosła pewne pozytywne zmiany. Negocjacje jeszcze trwają (piszę te słowa w niedzielę 2 maja) i ruch Lewicy temu nie pomógł.

Ale powtarzam – rozumiem moich partyjnych kolegów z Lewicy – chcieli zaznaczyć swoją odrębność i możliwości. Tyle, że trzeba było odrobić lekcje jak należy. Na samej górze kupki dokumentów negocjacyjnych położyć projekt ustawy wdrażającej fundusze europejskie, a ściślej regulujące ich rozdział. Bo kluczem do problemu nie jest powołanie Komitetu Monitorującego, ale jego kompetencje. W obecnej sytuacji najważniejsze nie jest monitorowanie realizacji projektów. Najważniejsze są kryteria ich rozdziału. Faktem jest, że taki warunek mógł i pewnie stanąłby PiS-owi w gardle i negocjacje Lewicy mogły nie zakończyć się triumfalną konferencją prasową. Cóż, Cyryl jak Cyryl, ale te Metody.

Póki, co twardą konsekwencją działań Lewicy jest tylko wymiana złośliwości pomiędzy politykami opozycji. A tymczasem gdzieś tam na dalekim Żoliborzu Stary Prezes wysiaduje i ma wielką satysfakcję z awantury.

Cena odwagi

Polityka to sztuka kompromisu. Czasem oznacza to podjęcie ryzyka. Trudno jest też przewidzieć konsekwencje politycznych decyzji. O tym wszystkim przypomniano sobie przy okazji rozmów liderów Lewicy z premierem Mateuszem Morawieckim o możliwości udzielenia wsparcia w sejmowym głosowaniu nad przyjęciem Krajowego Planu Odbudowy.

Nie ma co ukrywać, że między tymi politykami nie ma za grosz zaufania. A jednak obie strony uznały, że przyjęcie wspólnego stanowiska będzie opłacalne. Premier uniknął w ten sposób kompromitującej porażki w głosowaniu, które fundował mu Zbigniew Ziobro i jego ludzie. A liderzy Lewicy pokazali, że są samodzielni i skuteczni. To ważne, zwłaszcza że dziś formacja do największych nie należy.

Politycy Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego oskarżają ich o rozbicie wspólnego frontu opozycji i zakonserwowanie pisowskiego układu. Przekonują, że była szansa na pogłębienie dekompozycji obozu Zjednoczonej Prawicy i być może doprowadzenie do upadku rządu Morawieckiego.

Ale co stało na przeszkodzie, by dwa, trzy tygodnie temu Borys Budka wspólnie z Władysławem Kosiniakiem – Kamyszem zaprosili Włodzimierza Czarzastego, Roberta Biedronia i Adriana Zandberga do stołu i uzgodnili wspólne stanowisko?

Z tego co wiemy, ani PO ani PSL nie zadały sobie trudu, by szukać porozumienia w ramach opozycji. Uznano, że w tej sprawie można prowadzić dialog za pośrednictwem mediów. Dlatego dziś , zamiast obrażać się i polewać obelgami polityków Lewicy, lepiej zastanowić się i wyciągnąć wnioski.

Jeśli Platformie i Ludowcom rzeczywiście zależy na odsunięciu Prawa i Sprawiedliwości od władzy muszą uznać, że Czarzasty z kolegami miał prawo do samodzielnej decyzji i uszanować ją. Powinni też podjąć rozmowy z liderami Lewicy, by w przyszłości uniknąć podobnych sytuacji.
Coraz bardziej liczący się na politycznej scenie Szymon Hołownia, na razie, będzie dystansował się od sejmowej opozycji, lecz jeśli miałby do czynienia z naprawdę zjednoczonym blokiem, musiałby się dobrze zastanowić, czy mu się to opłaca. Że możliwa jest współpraca wszystkich sił demokratycznych, dowodzi przykład wystawienia przez opozycję wspólnego kandydata na prezydenta Rzeszowa.

Lewica, choć dziś zapewnia, że wyciągając rękę do premiera Morawieckiego ugrała więcej niż się wydaje i powołuje się na sondaże, z których wynika, że 70 % jej wyborców popiera przyjęcie Krajowego Planu Odbudowy, nie powinna spać spokojnie.

Premier oraz cały PiS nie dają gwarancji, że dotrzymają zawartego porozumienia. Nikt nie może zaręczyć, że po ostatecznym przyjęciu KPO nie zrobią tego co chcą, czyli podzielą kasę między swojakami. Akurat ta formacja polityczna słynie z podobnych akcji.

Jeśli tak się stanie, przyjdzie Lewicy zapłacić solidny rachunek. W tym kontekście, decyzja o udzieleniu poparcia rządowi, podjęta przez Włodzimierza Czarzastego i jego partnerów, wymagała wprost niezwykłej odwagi. W polskiej polityce, to rzadkie zjawisko.

Liderzy lewicy dowiedli też, że nie obca jest im sztuka kompromisu. Wszak, do niedawna, obie strony regularnie traktowały się niezbyt przystojnymi epitetami. Ale od kilku dni trudniej jest żurnalistom TVP Info ostro atakować gości z kręgu Lewicy. Nie sądzę, by potrwało to zbyt długo, ale na razie miny Rachonia i Klarenbacha są bezcenne.

Posłowie Lewicy muszą teraz uczynić wszystko, by zadbać o maksymalnie transparentny podział środków w ramach Krajowego Planu Odbudowy. To nie będzie łatwe zadanie. Mogę – z licznymi zastrzeżeniami – uwierzyć, że premier Morawiecki, gotów jest dotrzymać uzgodnionych warunków, ale jego otoczenie i zaplecze zapewne już kombinuje, jak je obejść.

Lewica potrzebuje dziś, jak najlepszego zaplecza eksperckiego. Ludzi, który będą w stanie szybko wychwycić nieprawidłowości i je nagłośnić. Dotychczasowe doświadczenia w wydawaniu środków unijnych wskazują, że administracja i przedsiębiorcy są w stanie wchłonąć i zagospodarować każdą kwotę. Tylko często nie ma z tego żadnego pożytku. Jeśli posłanka Magdalena Biejat mówi o tym, że dzięki Lewicy powstanie 75 tysięcy mieszkań na wynajem, to dobrze by pamiętała czym skończył się osławiony rządowy program „Mieszkanie Plus”. Miało powstać 100 tysięcy mieszkań. Powstało 26 tysięcy. Na finansowane ze środków unijnych Programy Operacyjne Innowacyjna Gospodarka i Inteligentny Rozwój wydano dotychczas dziesiątki miliardów złotych. W efekcie, tak jak w roku 2007, tak w roku 2019 we wszelkich unijnych rankingach innowacyjności gospodarki, wydatków na badania i rozwój, oraz stanu nauki, wyprzedzaliśmy Bułgarię i Rumunię. Od końca.

Wiele wskazuje na to, że pieniądze przeznaczone na odbudowę gospodarki po pandemii COVID – 19, w znacznej części także zostaną zmarnowane. Zadanie Lewicy powinno polegać na tym, by ograniczyć skalę marnotrawstwa i ordynarnego złodziejstwa. Nie da się wyeliminować wszystkich patologii, które tak bujnie rozkwitły pod skrzydłami Zjednoczonej Prawicy, ale trzeba próbować.

Jeśli to się uda, jeśli środki, które Polska uzyska w najbliższych latach zostaną lepiej i sprawiedliwiej podzielone i zagospodarowane, będzie to wielka zasługa polityków Lewicy, którzy podjęli ryzyko w imię Racji Stanu. Warto trzymać za to kciuki.

Krajowy Plan Odbudowy z poprawkami Lewicy

– Środki Europejskiego Funduszu Odbudowy to są olbrzymie pieniądze i od tego czy zagospodarujemy je mądrze, będzie zależała przyszłość Polski nie przez najbliższy rok, ale przez wiele następnych lat – powiedział na konferencji prasowej Adrian Zandberg. Potem parlamentarzyści Lewicy udali się na spotkanie z rządem w sprawie kształtu ustawy ratyfikującej plan odbudowy. A zgłoszone przez nich propozycje zostały zaakceptowane, bo rząd potrzebuje dla ustawy głosów w Sejmie.

Na przedstawienie ostatecznego rozkładu wydatków środków z Funduszu Odbudowy rząd ma czas do 30 kwietnia. A jeszcze niedawno trwały przepychanki wśród samych „zjednoczonych prawicowców”: przeciwko ustawie o planie zamierzają głosować ziobryści. Ostatecznie głosowanie nad ustawą zostało zaplanowane na 19 maja.

Posłowie Lewicy spotkali się przedstawicielami rządu i przedstawili swoje sześć postulatów, od których uzależniają poparcie dla Krajowego Planu Odbudowy. I zyskali dla nich zielone światło.

Jak zaznaczał Włodzimierz Czarzasty, postulaty zostały sformułowane po spotkaniach z samorządowcami, prezydentami miast, ekspertami. Wątek samorządowy to nie przypadek – przewodniczący Nowej Lewicy uważa postulat związany z samorządami za jeden z najważniejszych. Chodzi o to, by przynajmniej 30 proc. środków z Krajowego Planu Odbudowy zostało przeznaczone dla samorządów, które rozdysponują je razem z zarządami województw.

Ratować turystykę i transport

Drugi kluczowy postulat w ocenie Czarzastego to skierowanie 300 mln euro dla branż, które ucierpiały na kryzysie najmocniej: transportu, turystyki, gastronomii i hotelarstwa.

– Tą są te branże, które wykazały największy spadek obrotów i zatrudniają 1,4 mln pracowników. 120 tysięcy w hotelarstwie, 337 tysięcy w turystyce, 200 tysięcy w gastronomii i i 750 tysięcy w transporcie. Wierzymy, że przekazanie im tych środków postawi te branże po pandemii na nogi – tłumaczył Czarzasty na konferencji prasowej.

Rząd zaakceptował również postulat Lewicy dotyczący przeznaczenia znacznych środków na szpitale powiatowe, co ma służyć zasypywaniu nierówności w dostępie do opieki medycznej na wysokim poziomie. Socjaldemokraci chcieli wydać na nie okrągły miliard – po spotkaniu z rządem stanęło na 850 mln euro.

Czy doczekamy się tanich mieszkań?

W obszarze mieszkalnictwa rząd PiS wiele zapowiadał, a potem zawodził rozbudzone nadzieje. Czy Fundusz Odbudowy wreszcie pozwoli to zmienić? Kolejna przyjęta sugestia Lewicy to budowa tanich mieszkań.
– Za pomocą środków z Funduszu Odbudowy należy zbudować przynajmniej 75 tysięcy tanich, czynszowych mieszkań na wynajem. W energooszczędnych budynkach, które pozwolą zmierzyć się z wyzwaniem ograniczenia emisji, ale przede wszystkim pozwolą zwiększyć dostępność do mieszkań – opowiedział o postulacie Adrian Zandberg.

Lewica oczekuje wreszcie, że pieniądze unijne będą wydawane w sposób transparentny i uczciwy., opinia publiczna dostanie szansę zapoznania się ze szczegółowych planem udzielanych pożyczek i nie dojdzie do sytuacji, w której fundusze trafią do rąk „krewnych i znajomych”. I tutaj rząd – chociaż należy tym staranniej patrzeć mu na ręce – deklaruje gotowość do współpracy. Zgodził się wreszcie na utworzenie Komitetu Monitorującego, który będzie stał na straży wydatków ponoszonych w ramach realizacji planu odbudowy.

Oburzenie liberałów

Lewica traktuje wprowadzenie poprawek do Krajowego Planu Odbudowy jako swój ogromny sukces. Czy słusznie – przekonamy się, gdy plan będzie już realizowany w praktyce i będzie można ocenić, czy obiecane pieniądze faktycznie trafiły do szpitali powiatowych czy na budowy tanich czynszówek. Za to opozycja spod znaku Koalicji Obywatelskiej już ruszyła do ataku na Lewicę: na twitterowych kontach jej polityków przeczytamy m.in., że „z terrorystami się nie negocjuje”, a Lewica dokonała aktu kolaboracji i głupoty., zapominając o antykobiecym czy ultrakonserwatywnym obliczu PiS.

A jeszcze w grudniu Borys Budka zarzekał się, że plan odbudowy poprze, bo Polska jest ważniejsza niż partyjne różnice. – Dajemy gwarancję, że w parlamencie, kiedy trzeba będzie ratyfikować ten nowy fundusz, tak bardzo potrzebny Polsce, będziemy wspierać ten rząd. Niech pan Mateusz Morawiecki wreszcie nie boi się swoich partyjnych kolegów, tylko niech wreszcie zachowa się jak mąż stanu, premier rządu, który walczy o interesy Polski, swoich obywateli – mówił w imieniu KO.

List otwarty do Klubu Parlamentarnego „Lewica”

Wciąż toczy się dyskusja czy lewica powinna poprzeć w Sejmie rządowy projekt ustawy ratyfikującej decyzji Rady w sprawie systemu zasobów własnych Unii Europejskiej.

Uważam, że taki projekt lewica poprzeć powinna, ale nie bezwarunkowo. Przychylam się tu do opinii, że to rząd zabiegać powinien o zdobycie parlamentarnej większości dla swojego projektu. Warunkowość oparcia ze strony lewicy, czy też całej sejmowej opozycji jest jak najbardziej uzasadniona. Codzienna praktyka pokazuje z jaką wręcz frywolnością rządzący odnoszą się dzisiaj do przepisów normujących gospodarowanie środkami publicznymi, z jaką łatwością wykorzystują je do budowania swojej i swoich rodzin potęgi finansowej. Ostatnim, skandalicznym przykładem jest odmowa Polskiej Fundacji Narodowej, jednego ze sztandarowych projektów rządu PiS, o wartości na dzisiaj ponad 600 mln złotych poddania się badaniom Najwyższej Izby Kontroli. Ile jeszcze jest takich fundacji, funduszy i innych podmiotów, do których wyprowadzane są środki budżetowe i środki przedsiębiorstw zarządzanych przez przedstawicieli rządu, i które uznają się za zwolnione od kontroli najwyższego organu kontroli państwa?

W pełni zasadne jest więc moim zdaniem uwarunkowanie poparcia opozycji dla wspomnianego rządowego przedłożenia od ustalenia zasad tworzenia i funkcjonowania Krajowego Planu Odbudowy, który ma być odpowiedzialny za realizację na szczeblu krajowym NextGenerationEU – największego w historii pakietu środków na rzecz ożywienia gospodarki. Chciałem jednak zwrócić uwagę na inny problem – nie mniej doniosły, o którym jednak zwykło się zapominać. Rzecz idzie o system kontroli wydatkowania środków unijnych. Jeszcze za czasów rządów PO przyjęto fatalne moim zdaniem rozwiązanie lokujące jednostkę odpowiedzialną za sporządzenie „rocznego podsumowania dotyczącego dostępnych audytów i deklaracji”, czyli de facto dokumentu potwierdzającego wiarygodność wydatkowania unijnych środków w Polsce w Ministerstwie Finansów. Mógł rząd, śladem niektórych innych państw, podjąć decyzję o przekazaniu tych kompetencji Najwyższej Izbie Kontroli, ale zdecydował inaczej, według zasady: nikt tak dobrze nas nie oceni jak my sami.

Rząd Prawa i Sprawiedliwości poszedł dalej. Wyjął procedury poświadczenia wiarygodności z Ministerstwa Finansów i powołał z hukiem Międzyresortowy Zespół do spraw Funduszy Unii Europejskiej, któremu przewodniczy minister funduszy i polityki regionalnej. Europejski Trybunał Obrachunkowy co rok publikuje obszerny raport z badania wykonania budżetu Unii Europejskiej, w tym z badania wiarygodności wydatków. Le 80% budżetu unijnego realizowane jest na szczeblu krajowym. Konia jednak z rzędem temu, kto na stronach rządowych znajdzie publikację „Rocznego podsumowania…” jakie rząd polski zobowiązany jest dostarczać Komisji Europejskiej w ramach wspólnej kontroli budżetu unii. Prawdą jest też, że nikt o taką publikację nie woła.

NextGenerationEU jest programem nie tylko o olbrzymiej wartości, ale również oryginalnym, gdyż po praz pierwszy wprowadzi do obrotu środki pozyskane z pożyczek zaciągniętych solidarnie przez państwa członkowskie – w znacznej części na rzecz wsparcia różnych podmiotów gospodarczych. Pociągnie to za sobą nieuchronnie nowe problemy związane z systemową kontrolą wydatkowania tych środków.

Dlatego uważam, że Lewica swoją zgodę na ratyfikację właściwego rządowego projektu ustawy bezwzględnie uwarunkować powinna od:
Wprowadzenia do Krajowego Planu Odbudowy szczegółowych i konkretnych zapisów odnoszących się do systemu kontroli wydatkowania tych środków.

Wyznaczenia Sejmowej Komisji Kontroli Państwowej zadania bieżącego monitorowania procesu kontroli środków w ramach NextGenerationEU.
Niezwłocznego zlecenia wydania opinii prawnej w sprawie uznania środków z NextGenerationEU za środki publiczne, co jest warunkiem rzetelnego audytu wykorzystania tych środków.

Niezależnie od powyższego proponuję, aby KP Lewica wystąpił do Kolegium Najwyższej Izby Kontroli o:

Uwzględnienie w Strategii Kontroli NIK zadania „Kontrola tworzenia i realizacji Krajowego Planu Odbudowy”.

Przeprowadzenia audytu „rocznych podsumowań dotyczących dostępnych audytów i deklaracji”, jakie rząd polski jest zobowiązany corocznie przedkładać Komisji Europejskiej.

Być może stanowisko KP Lewica nie będzie ważyło na decyzji Sejmu, ale przecież liczy się również opinia publiczna.

Czy warto (nie) rozmawiać?

Demokracja jest niekończącym się dialogiem różnych stron. Jest nieustannym redefiniowaniem dobra wspólnego oraz sposobów jego realizacji. Dialog ten odbywa się pomiędzy samymi obywatelami, pomiędzy nimi a ich politycznymi reprezentantami, a także pomiędzy partiami politycznymi zrzeszającymi politycznych reprezentantów. A przynajmniej tak powinno być.

Ze wszystkich elementów współtworzących demokrację pozostały nam w Polsce już tylko wybory, choć nawet one nie odbywają się zgodnie z prawem i zasadami demokracji. Tak właśnie przeprowadzono wybory samorządowe w 2018 roku. Przed wyborami wydłużono kadencję nowych władz, licząc na zwycięstwo rządzących i tym samym zagarnięcie władzy również na szczeblu samorządowym. Planu nie udało się zrealizować w pełni, choć PiS przejęło samorządy kolejnych województw i powiatów.

Przy pełnej współpracy z opozycją przeżyliśmy następnie farsę nazwaną wyborami prezydenckimi. Czołowi politycy opozycyjni zignorowali opinię prawników, według których wybory powinny się odbyć dopiero po zakończeniu kadencji prezydenta, skoro nie doszło do nich w wyznaczonym terminie. Po raz kolejny ignorując zasady demokratycznego porządku prawnego, przegłosowano wyborczą protezę, na której skorzystali PiS i jego kandydat. Ci, którzy w parlamencie opowiedzieli się za wyborami w terminie lipcowym, nie powinni teraz wypierać się Andrzeja Dudy, bo to oni umożliwili mu zwycięstwo. To również ich prezydent – mały prezydent, oczywisty efekt małych gierek wyborczych.

Niepomni tamtych układzików, politycy opozycji dziś też chcą grać z Jarosławem Kaczyńskim, tym razem posługując się europejskimi kartami. W zamian za poparcie w głosowaniu ratyfikacyjnym Europejskiego Funduszu Odbudowy i Rozwoju oczekują od rządu „uczciwych gwarancji i naszego przekonania, że pieniądze z Krajowego Planu Odbudowy nie zostaną politycznie ukradzione”. Przepraszam, a jak mają wyglądać te gwarancje? Jarosław Kaczyński ma dać słowo honoru czy przysiąc na grób brata?

Rząd skierował do konsultacji Krajowy Plan Odbudowy. Do tego dokumentu trudno się odnieść ze względu na jego ogólność i generalnie płytkość merytoryczną. Problem opozycji (zresztą nie tylko jej) polega na tym, że o ile ratyfikacja Europejskiego Funduszu Odbudowy i Rozwoju powinna się odbyć w trybie artykułu 90 Konstytucji (tak samo jak powinien być ratyfikowany konkordat), czyli kwalifikowaną większością dwóch trzecich głosów, o tyle Krajowy Plan Odbudowy będzie przyjmowany w trybie zwykłej ustawy. Środki z Europejskiego Funduszu mają być rozdzielane w latach 2021–2027, a realnie 2022–2028. Większość z nich będzie więc konsumowana po 2023 roku, kiedy to planowane są kolejne polskie wybory.

Opozycja demokratyczna może zyskać realny wpływ na cokolwiek dopiero po ewentualnym wygraniu przyszłych wyborów. Nic nie będzie wtedy stało na przeszkodzie, by do Krajowego Planu Odbudowy wprowadzić korekty, zwłaszcza jeśli dojdzie do rozpadu koalicji rządzącej, którego skutkiem byłyby wcześniejsze wybory parlamentarne. Może zatem zamiast podejmować próby paktowania z PiS‑em, opozycyjne ugrupowania zaczęłyby paktować ze sobą, tym bardziej że po ewentualnym zwycięstwie w wyborach przejęcie władzy nie będzie proste, a sytuacja kraju raczej gorsza niż dziś.

A przecież te wybory trzeba jeszcze wygrać. Plotki o cudach, jakie rząd obiecuje w Nowym Ładzie gospodarczym, są mocno przesadzone. Rząd nie ma już żadnych rezerw do wydania, co najwyżej może mnożyć obietnice, zwłaszcza te do realizacji dopiero po wyborach. Walka na obietnice nie jest łatwa – szczególnie z przeciwnikiem, dla którego mówienie prawdy jest rzadko stosowanym orężem. Skoro jednak zgadzamy się, że po odsunięciu PiS‑u od władzy trzeba będzie nie tylko odbudować instytucje państwa, ale też szereg jego funkcji zdefiniować na nowo, to przygotowanie projektu nowej, naprawdę lepszej Polski staje się wręcz obowiązkiem. Taki projekt mógłby służyć jako argument w kampanii wyborczej, ale przede wszystkim pokazywałby alternatywę dla dzisiejszego (nie)rządu.

Zamiast więc nastawiać się na małe gierki z małym dyktatorem, lepiej budować dialog z obywatelami i przywracać im poczucie politycznej sprawczości. Bez świadomych obywateli nie ma demokracji, A dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek widać różnice w postrzeganiu rzeczywistości pomiędzy głosującymi obywatelami a politykami, którzy o te głosy niebawem będą musieli zabiegać.

A konkordat oczywiście należy wypowiedzieć

Rozterki i dylematy Nowej Lewicy

Zainspirowała mnie do napisania tego tekstu posłanka tejże Lewicy Anna-Maria Żukowska Słucham i oglądam Panią Posłankę w telewizji i szczęka opada mi coraz niżej.

Jej zdaniem Fundusz Odbudowy dla Europy, a zwłaszcza dla Polski jest zagrożony, jeśli lewica nie poprze ratyfikacji w polskim Sejmie i to koniecznie – w kwietniu. Chce ratować Europę i Polskę, popierając przedłożenie rządowe.

Jarosław Kaczyński co prawda nazwał opozycję rakiem, ale także uważa, że opozycja powinna głosować z rządem.

Droga Pani Poseł, Szanowny Panie Naczelniku Państwa!

Utrzymanie większości w parlamencie dla kluczowych projektów i przedłożeń rządowych jest zadaniem koalicji rządowej. Jeżeli tego nie potrafi, bądź nie chce, w normalnym kraju rząd podaje się do dymisji, dając szansę realizacji skutecznej polityki innym.

Zadaniem opozycji jest recenzować, krytykować i ewentualnie zgłaszać własne projekty lub poprawki i być gotową do przejęcia władzy w państwie.
Oczywiście można sobie wyobrazić głosowanie opozycji za dobrymi projektami rządowymi, ale niemal nigdy opozycja nie wyciąga pomocnej dłoni do rządu, kiedy od powodzenia projektu zależy przetrwanie obozu władzy, krytykowanego i zwalczanego skądinąd w Polsce za łamanie demokracji, obchodzenie Konstytucji, naruszanie autonomii sądownictwa i wolności mediów, a także nieudolnego w walce z pandemią.

W tym konkretnym przypadku chodzi również o wykorzystanie miliardów euro z dotacji i pożyczek na konkretne cele przez państwo, samorządy i przedsiębiorców dla odzyskania możliwości rozwojowych.
Krajowy Plan Odbudowy, który każde państwo członkowskie musi przedłożyć, jest w polskim przypadku planem wysoce scentralizowanym; 58,1 mld euro ma być rozdzielone przez ministerstwa i nowe podmioty, specjalnie powołane w tym celu na poziomie centralnym.

Większość opozycji słusznie się w związku z tym obawia „powtórki z rozrywki” czyli wydawania pieniędzy po uważaniu, wyłącznie dla swoich Obajtków.

Minimalnym warunkiem poparcia Funduszu Odbudowy przez opozycje w parlamencie wydają się być głębokie zmiany w Krajowym Planie, uwzględniające w zarządzaniu i podziale środków istotną rolę samorządów, a także opinie reprezentacji polskich przedsiębiorców. Dotychczasowe zapisy nie uwzględniają np. wsparcia dla najbardziej poszkodowanych przez pandemię branż.

Chciałbym również uspokoić Panią Posłankę Żukowską.

Polską rządzi skrajny, populistyczny obóz polityczny, ale nie wariaci.

Jeżeli nie znajdą wystarczającego poparcia dla ratyfikacji Funduszu Odbudowy i dla Krajowego Planu Odbudowy we własnym obozie politycznym, przyjdą do opozycji na poważne negocjacje, a nie udawane konsultacje. Oni wiedzą, że obligacji i innych papierów dłużnych nie można drukować w nieskończoność; wiedzą gdzie są prawdziwe pieniądze, bez których już długo ze swoją polityką rozdawnictwa – nie pociągną. A władzę chcą utrzymać za wszelką cenę…

Oczywiście, jeżeli się znajdą pożyteczni idioci, żadne negocjacje nie będą potrzebne…

Między Scyllą a Charybdą

Alegoryczne opowieści o śmiałych podróżnikach mają jakoby obrazować sytuacje bez wyjścia. A przecież ich bohaterowie dawali sobie radę w konfrontacji z potworami.

Są to więc raczej opowieści o ważeniu ryzyka, o rozpoznawaniu zagrożeń, o decyzjach niebezpiecznych, ale opartych na rachunku korzyści i strat, a nie ilustracje nieuchronności katastrofy.

Weźmy taką Scyllę, okrutne monstrum, które polowało na marynarzy i porywało ich z okrętów – prawie jak Hołownia czyhający na biednych, nieświadomych niebezpieczeństwa parlamentarzystów albo jak Zjednoczona Prawica zasadzająca się na ostatnich posłów od Kukiza… Jak czytamy, Scylla pożerała swoje ofiary, ale może to była tylko zła sława, a porwani nie wracali, bo po prostu było im u niej najlepiej na świecie? Według legendy Scylla miała sześć głów, a zatem mogła porwać z pokładu co najwyżej sześciu ludzi. To dlatego Odys wybrał drogę obok niej, poświęcając swoich towarzyszy (co Odys porabiał koło Sycylii w drodze spod Troi do Itaki, wiedzą tylko bogowie, no i nawigator Odysa).
Charybda, drugi człon tej legendarnej alternatywy, nie była tak litościwa ani tak powściągliwa w swoim apetycie. Pożerała całe okręty wraz z ich załogami, jak – nie przymierzając – Obajtek nieruchomości. Życie (i mienie) zachowywali tylko ci, którzy mieli szczęście opłynąć Charybdę, lub Obajtka, z oddali. Choć, zdaje się, Obajtek ma większy zasięg.

Ale wracajmy do naszych chat z kraja, pozornie odległych od Hellady i całej Europy.

Mamy w Sejmie kilka szalup, które próbują się utrzymać na powierzchni naszego politycznego oceanu zwanego pieszczotliwe politycznym polskim bajorem (z całym szacunkiem dla pana Michała, zbieżność ma wyłącznie charakter fonetyczny). Szalupami sterują wytrawni (lub półwytrawni) sternicy z różnym doświadczeniem i pomysłami na to, jak przepłynąć obok morskich stworów.

A kim są dziś te mityczne stwory? Powiedzmy, że jeden to Europejski Fundusz Odbudowy i Rozwoju, a drugi – Krajowy Plan Odbudowy.

Niby podobne, ale jak to ze stworami bywa, skutki starcia z nimi bywają różne.

Ponieważ nowy Europejski Fundusz zawiera nowe instrumenty i zobowiązania, których nie ujęto w traktach unijnych, wymaga ratyfikacji przez wszystkie kraje członkowskie. Bez tego nie wejdzie w życie. Oczywiście, można by uruchomić okrojoną wersję Funduszu wyłącznie dla krajów strefy euro, ale byłby to faktyczny podział Unii na dwie części i być może początek jej końca, a przynajmniej początek końca udziału w niej Polski i Węgier, może też Bułgarii i Rumunii.

Dodatkowym problemem dla aktualnej polskiej administracji jest presja Parlamentu Europejskiego na szybsze wdrożenie mechanizmów przestrzegania praworządności.

O ironio, to właśnie ratyfikacja Europejskiego Funduszu Odbudowy i Rozwoju umożliwia Komisji Europejskiej zastosowanie tego mechanizmu, a na pewno grożenie nim państwom, którzy uporczywie lekce sobie ważą zasady praworządności.

W dodatku konstytucjonaliści zwracają uwagę, że ratyfikacja powinna się odbywać w trybie większości kwalifikowanej ze względu na zawarte w Funduszu zobowiązania finansowe. No, ale w sprawie konkordatu też zwracali uwagę, a przegłosowano go jak byle ustaw(k)ę czy jakiś budżet kolumnowy.

Trzeba przy tym pamiętać, że do zapisów Funduszu nie da się wprowadzić żadnych zmian, bo negocjacje między krajami członkowskimi a Komisją zostały już dawno zakończone. W głosowaniu ratyfikacyjnym można być tylko za lub przeciw. Można się też wstrzymać, co de facto jest głosem przeciw, bo utrudnia osiągnięcie kwalifikowanej większości.

W tej sytuacji niezbyt zrozumiałe jest zachowanie tych sterników opozycyjnych szalup, którzy chcą przeciągać dyskusję nad głosowaniem, by coś więcej uzyskać… Od kogo? Od rządu? Bo raczej nie od Komisji Europejskiej.

Drugim „potworem” jest Krajowy Plan Odbudowy.

Nie dziwi mnie zwłoka w jego ogłoszeniu, bo stawiam euro przeciw żołędziom, że taki plan jeszcze nie istnieje.

Problemy z jego mniej lub bardziej sensownym ułożeniem miałaby każda administracja. Jeśli z czymś można takie przedsięwzięcie porównać, to co najwyżej z programem wykorzystania funduszy przedakcesyjnych, czyli z opracowanym w latach 2003–2004 Narodowym Planem Rozwoju. Teraz mamy do czynienia z podobnym wyzwaniem, tyle że rządzący nie dysponują dziś ani kadrami do jego przygotowania, ani zapleczem merytorycznym, a nawet zarysem koncepcji.

Stworzenie takiego programu zgodnego z wytycznym Komisji Europejskiej oraz założeniami zapisanymi w treści dokumentów powołujących Europejski Fundusz Odbudowy i Rozwoju byłoby wyzwaniem dla każdej ekipy.

Owszem, słyszałem że akurat dla tej ekipy nie ma rzeczy niemożliwych. Sugeruję więc, by wykonanie planu (Narodowego) zlecić zagranicznej agencji, oczywiście w języku angielskim, tak by nikt z rządu nie był w stanie wnieść poprawek. Szkopuł w tym, że cały plan powinien być zaakceptowany przez Sejm. W tym tkwi nasza potworna Charybda – groźna dla rządu, bo plan utworzony zgodnie z dokumentami Komisji Europejskiej oraz zapisami Europejskiego Funduszu Odbudowy i Rozwoju wydaje się nie do przyjęcia w obecnym parlamencie.

Nie wystarczy napisać: „Zbudujemy, co się da, i może nikt tego nie rozkradnie”.

Lektura opublikowanego projektu jest zatrważająca: ponad dwieście stron głównie makulatury i ogólników plus założenia niemożliwe do zrealizowania. Najgorszy scenariusz wyglądałby tak, że rządzący przepchną plan przez Sejm, przedstawią go Komisji Europejskiej, która zapewne po oczywistych korektach go zatwierdzi, a potem będzie obwiniana, po trosze słusznie, o brak jego realizacji.

Sternikom opozycyjnych szalup radziłbym jednak naciskać na ratyfikację Europejskiego Funduszu – ratyfikację bezwarunkową, bo nie da się tam niczego dopisać ani niczego wykreślić.

Trzeba przepłynąć obok tej Scylli, a nuż zajęta swoimi koalicyjnymi łbami nie zdoła zareagować. Od Charybdy natomiast trzymałbym się z daleka.
Co najwyżej rzucałbym jej z dystansu dopracowane kąski z projektami inwestycji czy programów. Zje – dobrze dla nas, wypluje – trudno, udławi się – no, lepiej nie snuć zbyt optymistycznych wizji.

Do domu droga daleka, a nie każdy sternik to od razu Odys. W dodatku łodzie przeciekają, klimat się zmienia, pandemia dalej w ataku. Ksiądz wini Pana, a Pan księdza, a nam wszystkim jednako lockdown.

A propos księdza… konkordat należy wypowiedzieć, również dlatego że został ratyfikowany zwykła a nie kwalifikowana większością. Łamanie prawa ma u nas długą tradycję.