Tylko prawda jest ciekawa

„Le Monde diplomatique. Edycja polska”
(nr 3, maj-czerwiec 2021)

W najnowszym numerze „Le Monde diplomatique” temat pandemiczny reprezentowany jest już zaledwie dwoma tekstami. Pierwszy z nich napisała Evelyne Pieiller, a nosi on tytuł „Odporność wszędzie, oporu brak”.
W finezyjnym i nieco tajemniczym tekście nawiązuje ona do mechanizmów, za pomocą których jawne, tajne i „dwupłciowe” siły turbokapitalizmu, manipulują społeczeństwami dla osiągnięcia swoich celów, stosując mechanizm ukryty za słowem „odporność”.
Poza tym Serge Halimi, Alain Gresh, Tomasz Vescovi o „Niekończącej się się wojnie izraelskiej w Palestynie”. Przemysław Wielgosz w Edytorialu „Wiele hałasu o nic” dotyka pisowskiego tzw. „Polskiego Ładu”, w którym dostrzega „stary dobry” neoliberalizm, ukryty pod maską polityki socjalnej, co wyraża się choćby w polityce podatkowej i mieszkalnictwie. „Stanowi ona okraszoną nacjonalistyczną retoryką wersję polityki neoliberalnej, wzbogaconej kilkoma socjalnymi łatami (których poziom skądinąd właśnie zamrożono na trzy lata mimo 5-procentowej inflacji). Prawica nie potrafi i nie chce wyjść poza świadczenia pieniężne, bo nie umie zainwestować w darmowe usługi publiczne. (…) Ale fiksowanie się na świadczeniach pieniężnych, rzekomo dających ich beneficjentom wolność od przymusu niskopłatnej pracy nie jest już ani słuszne, ani godne. Wolność o której tu mowa jest wszakże wolnością kupowania na rynku, gdzie reguły ustalają najsilniejsi)”.
Poza tym o rozkwicie akwakultury w Gambii, która odbywa się kosztem środowiskowych zniszczeń, o czym napisał Ian Urbina, o „upadku lewicowego syjonizmu” w Izraelu Thomasa Vescovi. Anne Vigna – o „zmilitaryzowanej biurokracji” w Brazylii Jaira Bolsonaro, Lola Allen i Guillaume Lono o krwawych rozprawach z protestującymi w Kolumbii, Christophe Jaffrelot o przyczynach covidowej katastrofy w Indiach. Claire Lecouvrer w tekście „Mniej pracować i mnie zanieczyszczać” przekonuje, że skuteczną odpowiedzią na wyzwania klimatyczne jest wprowadzenie 28-godzinnego dnia pracy, z której jednak – nota bene – wycofał się inicjator tej propozycji, francuski Obywatelski Komitet Klimatyczny.
I o tym, jak Francja Macrona wycofała się – de facto, choć nie formalnie – z wprowadzonego przez socjalistów w 1997 roku 35-godzinnego dnia pracy.
O utopiach ludowych w dawnej Polsce traktuje fragment książki Kacpra Pobłockiego „Chamstwo”. O rasie, płci w kontekście uniwersalizmu opowiada w obszernym eseju Olga Stanisławska na przykładzie losów „kolonialnej Mulatki”, która nie jest tu konkretną osobą, ale zbiorowym, empirycznym jednak konstruktem.
A zaskakującym i intrygującym punktem wyjścia jest tu do kolekcji króla Stanisława Augusta Poniatowskiego akwaforta urodzonego w Rzymie w 1730 roku malarza Bruniasa. „Radykalnej włoskiej filozofii politycznej po „czerwonym dziesięcioleciu” czyli „latach ołowiu” (1969 – początek lat osiemdziesiątych) poświęcony jest fragment książki Mikołaja Ratajczaka o źródłach włoskiej filozofii politycznej.
O konflikcie w obozie „antyimperializmu” wywołanego ofensywą tzw. „kampizmu” traktuje tekst Gilberta Achcara. Procesów urbanizacji i tworzenia się nowego społeczeństwa, ujętych około 1905 roku, dotyka fragment książki Rafała Matyji „Miejski grunt. 250 lat polskiej gry z nowoczesnością”.
Na finał numeru, Dariusz Zalega zrecenzował książkę Mariusza Mazura „Antykomunistyczne podziemie w portrecie zbiorowym 1945-1956”, który z zupełnie innej perspektywy niż przyzwyczaił nas do tego IPN i tzw. historiografia prawicowa, sportretował fenomen tzw. „żołnierzy wyklętych” („Pany wyklęte i chamy z UB”). „Dzielni chłopcy, przepojeni miłością do Polski, nie składają broni w 1945 roku. Po drugiej stronie komusza swołocz, zdrajcy, chamy. Taki obraz podziemia kreśli obecna władza i jej instytucje propagandowe”.
Mariusz Mazur, na podstawie wspomnień „wyklętych” i dokumentów sądowych wykazał, że ten mit nie miał i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, która była zarazem nieporównywalne bardziej skomplikowana, a zarazem znacznie ciekawsza niż fałszywa legenda.
Prawicowy, antykomunistyczny pisarz Józef Mackiewicz (1902-1985), autor stwierdzenia, że „tylko prawda jest ciekawa”, nie jest w tym przypadku patronem ideologii IPN i PiS, lecz duchem wspierającym bezstronnie dociekającego prawdy historyka.

Nic o pandemii czyli po staremu

„Le Monde Diplomatique”, nr 2/ 2021

Jeśli by oceniać po zawartości najnowszego numeru „Le Monde diplomatique”, to można wysnuć wniosek,że pandemia przestaje być osiowym tematem światowej publicystyki. O ile bowiem pierwszy tegoroczny numer pisma był zasadniczo numerem monotematycznym, w znaczącej części poświęconym rozmaitym, medycznym, ekonomicznym, politycznym i kulturowym konsekwencjom pandemii, o tyle w numerze niniejszym pandemii właściwie nie ma. Niestety niekoniecznie oznacza to, że odeszła już ona w przeszłość, bo mimo spadku intensywności ciągle się tli i daje we znaki, ale oznacza to być może, że znacząca część pracy intelektualnej na jej temat została dokonana i teraz wypadnie oczekiwać na jej skutki.
Numer otwiera tekst Pierre Rimbert i Serge Halimi „Dziennikarstwo wojen kulturowych”, którego autorzy rozważają najbardziej jaskrawo zauważalny rys współczesnego dziennikarstwa: „Bycie pośrodku już się nie opłaca. Dawniej karmiąca się reklamową manną prasa umiarkowana celowała w masowego odbiorcę, kusząc go fałszywym obiektywizmem.
Teraz mamy nowy przepis. Media kwitną, podsycając wojny kulturowe spolaryzowanych, wojowniczych społeczeństw. Na dobre i złe, pod czujnym, chwilami sekciarskim okiem własnego czytelnika. Zamiast krytycyzmu i zaangażowania rozwija się kultura moralizatorskiego wzmożenia i stadnej lojalności. Coraz bardziej izolowane bańki medialne oferują swym członkom raczej terapię utwierdzającą w słuszności własnych poglądów niż konfrontację ze złożoną rzeczywistością”. Ten sam duet autorski zilustrował to zjawisko na przykładzie USA czasu prezydentury Trumpa („Jak Donald Trump i media spustoszyli życie publiczne”). Serge Halimi zastanawia się też, jak ułożą się relacje chińsko-amerykańskie po tym, jak Joe Biden ogłosił wielkiego program ożywienia gospodarczego, połączony z potężnym programem świadczeń socjalnych
Przemysław Wielgosz zajął się Hondurasem, jako jednym z najniebezpieczniejszych krajów współczesnego świata. Z kolei Frédéric Lordon zastanawia się, czy możliwa jest w świecie „tęczowa koalicja”, która połączy we wspólnej walce antykapitalistów i antyrasistów. „Renaud Lambert („Ikar czyli niemożliwa demokracja latynoamerykańska”) analizuje uwarunkowania społeczno-polityczno-ekonomiczne w Ameryce Łacińskiej i wysnuwa z nich generalnie pesymistyczny wniosek, że w tym regionie, mimo wielkich wysiłków trwających dziesięciolecia nadal nie ma odpowiedniego gruntu do budowania stabilnej demokracji.
Michał Rozworski zajął się kwestią tzw. dochodu podstawowego. Choć Niemcy rozpoczynają właśnie eksperyment z tym dochodem, to – wbrew niektórym przypuszczeniom – pandemia generalnie nie przyczyniła się do wzmocnienia tej idei i nie zachęciła do podejmowania prób wprowadzania jej w życie.
Dominique Pinsolle pokazał, na przykładzie Francji, jak walka z różnymi ekstremizmami, w tym z radykalnym, wojowniczym, terrorystycznym islamizmem, staje się dla władzy pretekstem do zaostrzania kursu administracyjnego skierowanego przeciw wszelakim grupom „radykalnym”, także tym, które nie stwarzają niebezpieczeństwa dla porządku publicznego i dla życia innych. Bliską problematykę podejmuje Philippe Baqué w tekście „Jak państwo terroryzuje antyterrorystów”, a Romain Mielcarek pisze o tym, jak „W Sahelu Francja wojny zleca podwykonawcom”. O Włoszech jako o „europejskim laboratorium politycznym” napisał Stefano Pallombini. O co chodzi?
O to, że Włochy są tym krajem „starej Unii”, w którym największe siły ma skrajna prawica. Obserwacja jej taktyki, strategi, ewolucji i jej meandrów mogą więc dać wyobrażenie o tym, czego świat liberalno-demokratyczny może się po nich w Europie spodziewać. Na razie zawarli sojusz z „mieszczańskim” establishmentem, weszli do rządu Draghiego, pogodzili się z Brukselą i wypada czekać co z tego wyniknie, czy to tylko doraźna taktyka, czy trwała tendencja. Władimir Pawlocki napisał o tym, jak „Moskwa marzy o staniu się „miastem globalnym”, a Rachel Knaebel o „Dyktacie ekonomii w niemieckiej służbie zdrowia”. Razmig Keucheyan („Czy znowu będziemy oglądać gwiazdy?”) zajął się kwestią o istnieniu której wie zapewne relatywnie niewiele osób na świecie i którą wielu może uznać za wydumaną i ekscentryczną: o problemie nadmiernego sztucznego oświetlenia w porach zmierzchu i ciemności. Okazuje się, że istnieje już ruch walki z „zanieczyszczeniem światłem”, które sprawia, że „gwiaździste niebo zanika, pożerane przez sztuczne światło”, a „w wielu krajach Drogę Mleczną można oglądać już tylko w rezerwatach przyrody”. Ruch dąży do redukcji tej części sztucznego światła, które nie jest w ciemnej porze konieczne (n.p. reklam).
Zjawisko nie pojawiło się wczoraj. We Francji walka o prawo do nocnej ciemności trwa od 1993 roku, gdzie powstała „karta ochrony środowiska nocnego”. Aktywiści walczący o prawo do ciemności dzielą się na radykałów i realistów. Ci pierwsi chcieliby powrotu do stanu sprzed wynalezienia światła czyli powrotu do stanu natury, ci drudzy jedynie redukcji sztucznego światła do poziomu niezbędnego. Ladislau Dowbor („Społeczeństwo w poszukiwaniu nowych kierunków”) rozpoczyna swój tekst tak: „Wszystko ulega dramatycznemu przyspieszeniu. Czas społeczny funkcjonuje w tempie odmiennym dla technologii, rozwijających się w sposób, który nas oszałamia, dla kultury, która ewoluuje znacznie wolniej, oraz dla praw, które zmieniają się dopiero wtedy, gdy nagromadzone przeobrażenia społeczne dosłownie rozsadzają odziedziczone ramy prawne.
Części całości przestają do siebie pasować”. O tym chaosie i niedopasowaniu, o cywilizacyjnej arytmii, o życiu różnych krajów w różnych czasach historycznych i o wielości proponowanych rozwiązań traktuje Dowbor w swoim tekście. Jean Ziegler („Bitwy, które musimy wygrać”) opowiada o tym, że wbrew złudzeniom, iż żyjemy dziś w epoce mniej wojennej niż jeszcze kilkanaście lat temu, „to każda nowa zdobycz sprawia, że wojenne zapędy są bardziej śmiercionośne i skuteczne”. Tomasz S. Markiewka („Przeciw zielonej polityce zaciskania pasa”) zastanawia się, na ile możliwa jest taka „polityka zielonego ładu”, która będzie racjonalnym kompromisem między potrzebą ratowania Ziemi, zatrzymywania, hamowania zmian klimatycznych z potrzebami ludzi żyjących w warunkach niedoboru i niedostatku. Jarosław Pietrzak zastanawia się, na przykładzie analizowanego tureckiego serialu „Etos”, na ile motyw zderzenia tradycji z nowoczesnością opisuje jakąkolwiek współczesną rzeczywistość. I konkluduje swoje rozważania tak: „Odgrzana „tradycja” jest w takich warunkach nie tyle przeciwieństwem nowoczesności, formą zastanego, skostniałego oporu przed nią, co raczej jej produktem i rewersem, uzupełnieniem „nowoczesności” w jej wersji bardzo konkretnej i wąskiej: neoliberalnej, takiej, która postęp zredukowała do tempa akumulacji kapitału i efektywności jej procesów. Jej jedyną ofertą dla tych, którzy muszą sprzątać i być ochroniarzami w przybytkach zwycięzców.
Propozycją gwarantującą jednocześnie, że pogodzą się oni z miejscem, jakie im przypadło w neoliberalnym rozdaniu”. Z materiałów historycznych warto przeczytać „Komunę na paryskich murach” Mathilde Larrére, która napisała o tym, że 150 lat temu narodził się ruch grafficiarski i o jego współczesnej kontynuacji, a także omówienie książki „My, naród” Jilla Lepore, która jest nową historią Stanów Zjednoczonych oraz „La Guerre des Pauvres” (Wojny biednych) Erica Vuillard o wojnach ludowych w czasach średniowiecza, od Johna Wycliffa do Thomasa Műnzera.
Jak więc widać, choć mówi się, że pandemia zmieniła świat, to na pewno nie rozwiązał żadnego z jego najpoważniejszych problemów.

Mieszanka pandemiczna i inne okropności tego świata

„Le Monde diplomatique” (nr 1/styczeń-luty 2021).

Edytorial Przemysława Wielgosza („Pandemiczny apartheid”) otwierający pierwszy tegoroczny numer „Le Monde diplomatique” mówi o tym, co ostatnio szczególnie absorbuje media – o szczepionkach przeciwkoronawirusowych, a konkretnie o problemie nierównej do nich dostępności, warunkowanej przynależnością do odpowiedniej ligi finansowej.

Jako przyczynę tego stanu rzeczy wskazuje Wielgosz postawę prywatnych producentów: „Widzimy raczej efektowny pokaz pychy i poczucia bezkarności szefów korporacji, którym świat powierzył zdrowie miliardów istot ludzkich. To symptom choroby równie, a może bardziej groźny niż ta, z którą walczy dziś świat”.
Owe korporacje, to Big Pharma, która od lat „angażuje się wyłącznie w najbardziej zyskowne przedsięwzięcia. Dlatego od dekad gwałtownie spadała innowacyjność w sektorze. Zamiast nowych, sprzedaje się więc te same leki, tyle że pod innymi nazwami”. Wielgosz konkluduje swój wywód konstatacją, że to „państwa wyhodowały Big Pharmę, równocześnie tnąc wydatki na publiczną służbę zdrowia”. Temu samemu zagadnieniu, tyle że z pozycji problemów francuskich poświęcony jest obszerny, analityczny tekst „Medycyna pod wpływem”. Leczyć, czy karmić koncerny?” autorstwa Philippe Descamps.
Stéphane Beaud i Gerard Noiriel zajęli się „politykami tożsamości w impasie” i zwracają uwagę na to, że gwałtowna, w rezultacie działania mechanizmów technik tzw. mediów społecznościowych, multiplikacja coraz to nowych tożsamości uwarunkowanych rasowo powoduje ich „inflację” i odbiera im pierwotny sens. „Upodobanie dziennikarzy do właśnie tego typu działań nasila spory prowadzące do podziałów w łonie sił postępowych.
Chociaż wolność słowa i antyrasizm były do tej pory traktowane przez lewicę jako nierozłączne, tego typu skrajnie mniejszościowe wystąpienia prowadzą do ich oddzielenia, a wręcz przeciwstawienia.
To z kolei toruje szeroką drogę dla inwazji sił konserwatywnych” – konkludują autorzy. W „Amerykańskich paranojach” Thomas Frank drobiazgowo analizuje powyborczą sytuację w USA po zwycięstwie Joe Bidena oraz sam mechanizm ostatecznej przegranej Trumpa. W punkcie wyjścia przestrzega, że niewielkie są szanse na to, że ucieleśnią się deklaracje nowego prezydenta o „pojednaniu” rozdartej Ameryki, jako że nienawiść między dwiema skonfliktowanymi częściami kraju jest zbyt wielka i nieprzezwyciężalna. Jednak szansy na powrót do „normalności” nie widzi Frank także z powodu upartego trwania zwycięskiego obozu w cenzurze „trumpizmu” oraz w kontynuacji błędnej „polityki zawstydzania”. „Cztery lata besztania zwolenników Trumpa najwyraźniej sprawiły tylko, że są dwa razy bardziej oddani swojej skorumpowanej ikonie. Zawstydzanie ludzi, którzy nie spełniają naszych osobistych standardów jakości nigdy nie było najlepszą strategią zmiany ich zachowania”.
Tematem pandemii koronawirusa, a ściślej, już intensywnie odczuwanych skutków pozamedycznych, czyli społeczno-ekonomicznych, zajął się Laurent Cordonnier. „Polityki prowadzone w celu stawienia czoła kryzysowi sanitarnemu przyspieszyły rozwój głębokich trendów, drążących społeczeństwa i wywołujących coraz większy niepokój: niepewność, prekaryzację, pożerający wszystko maszynizm, odcieleśnienie stosunków międzyludzkich, pilotowane przez państwa przechodzenie do kapitalizmu cyfrowego” – tak widzi autor podstawowe zjawiska.
Poza tym Cordonnier zwraca uwagę na to, że chwilowa, wywołana warunkami pierwszej fali pandemii nadzieja na „bardziej ludzki świat” szybko okazała się płonnym złudzeniem. Złudzeniem okazało się też liczenie na wzmożenie ludzkiej solidarności w obliczu pandemii. Stało się przeciwnie. W walce z nią bogaci drenują biednych, n.p. „zasysając” od nich lekarzy. „Żadna wiosna nie nadeszła i nie popycha nowego świata w lepszym niż poprzedni kierunku.
Szerzą się natomiast „chorobliwe zjawiska” i „rodzą się potwory”. „W czasie kryzysu zdrowotnego społeczeństwo „całkowicie cyfrowe” odniosło generalnie korzyści z ogromnego przyspieszenia, którego efekt zapadkowy zamieni się w nową odskocznię. Dla tych dużych firm, które już – na długo przed telepracą – sprawiły, że żyjemy na odległość i które zabierają nasz czas, nasze dane osobowe, nasze pieniądze, naszą sferę domową, naszą autonomię, naszych kasjerów, nasze wizyty lekarskie, nasze restauracje itp. całkowita kontrola nad naszym „bezkontaktowym życiem” jest już zapewniona.
To już nie jest sprawa wyboru”. „Mimo starań rządów najbogatszych krajów o ograniczenie skali katastrofy (…) zagrażającej małym sklepom, restauracjom, teatrom, małym firmom wspierającym działalność turystyczną i kulturalną, sektorowi imprezowemu, komunikacyjnemu itp. nie da się jej skutków odkładać na czas nieokreślony”. „Stary świat zdecydowanie nie chce umierać i bardziej niż kiedykolwiek świeci swoją parszywą gębą, której kształty wyostrza kryzys sanitarny. Kryzys ten to lustro powiększające, w którym się przegląda”.
„Jak przetrwać triumf kapitalizmu?” – pyta w tytule swojego fascynującego, wielowątkowego tekstu Sławoj Żiżek. Pisze on o triumfie „szaleństwa antyoświeceniowego”, o konserwatywnej kontrrewolucji”, o groźbie „apartheidu klimatycznego”. Ostrzega też przed „ekologią strachu”: „Dwie lub trzy dekady temu wszyscy mówili w europie o umieraniu lasów (…) Chodziło o szacunki, że w ciągu połowy wieku Europa pozostanie bez lasów… A dziś jest zalesiona bardziej niż kiedykolwiek w XX wieku (…) Musimy traktować zagrożenia ekologiczne bardzo poważnie, ale powinniśmy pamiętać, że analizy i prognozy w tej dziedzinie są niepewne (…) Szybkie ekstrapolacje dają argument tylko tym, którzy negują globalne ocieplenie, dlatego powinniśmy za wszelką cenę unikać pułapki „ekologii strachu”, pochopnej chorobliwej fascynacji nadchodzącą katastrofą”.
Do „konserwatywnej kontrrewolucji” odnosi się na przykładzie casusu Donalda Trumpa, którego nazywa on politykiem „obscenicznym”: „Trump jest najbardziej obsceniczny nie wtedy, gdy używa wulgarnych seksistowskich odzywek, lecz gdy mówi o Ameryce jako o najwspanialszym kraju na świecie czy kiedy narzuca swoje rozwiązania ekonomiczne. Wulgarność jego mowy maskuje tę podstawową obsceniczność. Parafrazując znane powiedzenie braci Marx: Trump działa i wygląda jak bezwstydnie obsceniczny polityk, ale nie dajcie się zwieść pozorom – on naprawdę jest bezwstydnie obscenicznym politykiem”. Żiżek krytykuje też w tym kontekście lewicę.
Pisze o „irracjonalnej głupocie, z jaką liberalna lewica zareagowała na tę wygraną (Trumpa w 2015 roku – przyp. KL), głupota, która zwiększała ryzyko ponownego zwycięstwa Trumpa. Nawiązując do jednego z najgorszych przejawów wulgaryzmu tego polityka, można powiedzieć, że lewica nie nauczyła się chwytać go za ch…”.
Koronny wniosek Żiżka brzmi następująco: „Coraz więcej znaków wskazuje na to, że potrzebujemy perspektywy komunistycznej. Zwolennicy obecnego porządku mówią o końcu socjalistycznego snu, bo każda próba jego realizacji zamieniła się w koszmar (tylko spójrzcie, co się dzieje w Wenezueli!!!). Jednocześnie wszędzie dostrzegamy objawy narastającej paniki: jak mamy sobie poradzić z globalnym ociepleniem, z zagrożeniem cyfrową kontrolą naszego życia, z napływem uchodźców… Mówiąc krótko – ze skutkami kapitalistycznego triumfu”.
To tylko bardzo pobieżne, a przez to z konieczności upraszczające, zasygnalizowanie naprawdę nieprzebranego bogactwa problematyki, pełnej nieoczywistości, zasygnalizowanych wyżej tekstów, bogactwa, którego percepcję zapewni tylko uważna, indywidualna lektura i której niniejszy „bryk” nie może zastąpić, jako że te 55 stron numeru mogłyby wypełnić objętość solidnej antologii w wydaniu książkowym.
W niniejszym numerze „Le Monde diplomatique” poza tym także m.in. fragment książki Davida Graebera, „Fragmenty antropologii anarchistycznej”, w którym to fragmencie problematyzuje on schematy myślowe związane z pojęciem „nowoczesności”.
W tekście „Biedni mężczyźni patrzą na kobiety” Rebecca Solint opowiada, z pozycji feministycznych, o powieściach, które krzewiły męski szowinizm i mizoginizm, Erica Vicky – o „kłótniach o higienę i perfumy w XIX wieku”, Łukasz Dąbrowiecki – o wielopostaciowym „zbieractwie” jako formie oporu przed kapitalizmem, Hala Kamal – o Hudy Szarawi, ikonie egipskiego feminizmu. Poza tym kilka tematów szczegółowych (Grecja, Turcja, Indie, Ukraina, Rosja).
Numer kończy „Utopia 2050. Świat, który musimy stworzyć” Christiany Figures, Toma Rivetta-Carnac. Temat polski podjął w numerze Stefan Zgliczyński zatytułowaną „Widmo chłopa krąży nad Polską” recenzją książki Piotra Korczyńskiego „Śladami Szeli, czyli diabły polskie”.
Jak widać temat podjęty w formie prozy artystycznej przez Radka Raka w „Baśni o wężowym sercu, albo wtórym słowie o Jakóbie Szeli”, czyli problematyka ludowych resentymentów i ludowej zemsty, polskiej opozycji między Chamstwem a Pańskością, kulturowych kompleksów klasowych, „wyższości” i „niższości” jest w ostatnim czasie bardzo inspirująca, a szykują się kolejne edycje „około tematyczne”.

O pandemicznym Armagedonie i nie tylko

Ostatni zeszłoroczny numer „Le Monde diplomatique” (nr 6/listopad/grudzień 2020) jest tyleż szczególnie interesujący, co szczególnie pesymistyczny w wymowie pomieszczonych tekstów.

Otwiera go tematyczny blok „pandemiczny” „Globalny kapitalizm w Wielkiej Kwarantannie” Gilberta Achara czy Roberta Boyer. Achar skoncentrował się na Trzecim w Świecie zwracając uwagę, że kwarantanna i lockdown najbardziej pustoszą właśnie tę strefę globu i tak przecież od zawsze najciężej doświadczaną. Jedna z najważniejszych konkluzji tekstu Boyera, autora kluczowego tekstu tego numeru ( „Jedna pandemia, dwie przyszłości. Co nas czeka po kryzysie”) brzmi: „Prawie rok po wybuchu pandemii Covid-19 pojawiło się na widnokręgu rozwiązanie medyczne. Podjęte w celu przeciwdziałania kroki spowodowały natomiast potrójny kryzys – ekonomiczny, polityczny i obywatelski. Wiadomo już, że umocnieniu uległy dwie potężne tendencje: triumfalna ekspansja gałęzi cyfrowych i nawrót do państwa jako zwrotniczego kapitalizmu. Wbrew pozorom te tendencje są komplementarne(…)”. Warto zacytować z tego tekstu także inne, wiele dające do myślenia zdania: „Decyzja wielu rządów o przedkładaniu obrony życia ludzkiego nad dążenie do „normalności” gospodarczej odwraca tradycyjną hierarchię zaprowadzoną przez poprzednie programy liberalizacyjne, które osłabiły systemy opieki zdrowotnej. Ta nieoczekiwana zmiana powoduje szereg dostosowań, które wstrząsają całymi społeczeństwami: panikę na giełdzie, załamanie cen ropy naftowej, zawieszenia spłat rat pożyczek, zmniejszenie konsumpcji, zmienność kursu walutowego, porzucenie ortodoksji budżetowej itp.”. Wiele do myślenia, także w kontekście tego co obserwujemy w Polsce, daje i takie zdanie, o „politycznej i administracyjnej decyzji o zaprzestaniu wszelkiej działalności, która nie jest konieczna do walki z pandemią i do życia codziennego?”. W oczywisty sposób nabiera tu wymowy fakt szczególnej bezwzględności rządów ( w tym w Polsce) w stosunku do branż gastronomicznej, turystycznej, transportowej, rozrywkowej, które są blokowanę z największą determinacją. Boyer przewiduje też nieodwracalność zmian, jakie się już dokonały: „Covid-19 (…) zmienił już szereg zachowań i praktyk: w strukturze konsumpcji dostrzeżono ryzyko relacji twarzą w twarz, pracę zdigitalizowano (…) międzynarodowa ruchliwość ludzi uległa trwałym utrudnieniom (…)”. Kolejną konsekwencją pandemii/kwarantanny będzie jednocześnie inwazja ponadnarodowego kapitalizmu i antagonistyczny wobec niego wzrost kapitalizmów narodowych i państwowych: „Na polu ideologicznym rządy określane jako „populistyczne” zyskują na popularności, ponieważ pochodzące z innych krajów zagrożenie wirusem usprawiedliwia kontrolę granic, obronę suwerenności narodowej i wzmocnienie państwa w sferze gospodarczej”. Jaki będzie tego skutek? Boyer widzi to tak: „Kapitalizm państwowy nie rości sobie pretensji do konkurowania z kapitalizmem ponadnarodowym, lecz po prostu dąży do zapewnienia suwerenności ekonomicznej, nawet jeśli osiąga się ją kosztem stopy życiowej”. Czy nie koresponduje to ze zjawiskami, które już obserwujemy choćby w Polsce? To tylko niektóre wątki z tekstu Boyera, fundamentalnego, ale zarazem bardzo pesymistycznego, ponurego w przewidywaniach i konkluzjach. Bardzo gorąco polecam staranne przestudiowanie go.
Poza tematami „covidowymi”, także teksty o sytuacji w USA po wyborach. Napisany jeszcze przed wydarzeniami na Kapitolu artykuł Serge Halimi („Gorzkie zwycięstwo demokratów”) okazał się imponująco proroczy. Autor cytuje komentatora „Washington Post”, który pisząc o Trumpie stwierdził, że „należy przestać bać się analogii między początkiem dyktatury nazistowskiej a totalitarnymi zakusami prezydenta USA”. „Ameryko, za chwilę u nas zostanie podpalony Reichstag. Możemy temu zapobiec. Nie pozwólmy spalić naszej demokracji” – pisał ów komentator. No i kilka tygodni później doszło do „amerykańskiego Reichstagu” czyli do zajść na Kapitolu! Inna bardzo ważna konkluzja tego tekstu jest taka, że prezydentura Joe Bidena nie przeżyje „miodowego miesiąca” i stanie od razu przed niebywale trudnym zadaniem politycznym i ekonomicznym. („Biden miał odnieść triumfalne zwycięstwo, a udało mu się wygrać z trudem”). Poza tym w numerze pakiet innych interesujących tekstów. Między innymi, jak zwykle bardzo interesujące rozważania edytorialowe Przemysława Wielgosza („Ty przegrywasz, ja nie wygrywam”), w którym bardzo ciekawie łączy on wątki i prognozy globalne, amerykańskie i polskie, zastanawiając się na ile możliwa jest klęska prawicy i w Polsce i w USA, a także jakie ona ewentualne skutki może wywołać. Wśród wielu godnych odnotowania zdań z tego tekstu warto zacytować choćby jedno: „Upadek rządów prawicy jest tym boleśniejszy, że odbywa się przy akompaniamencie masowych protestów społecznych. Rebelie Black Lives Matter i Strajku Kobiet pokazują jasno, że prawica traci tam, gdzie czuła się najpewniej, czyli na polu wojny kulturowej. Przez lata skutecznie pacyfikowała gniew klas ludowych (…) Służyły temu kolejne kampanie nienawiści wobec wrogów takich jako uchodźcy, strajkujący nauczyciele, czy mniejszość LGBT plus (…). Teraz mechanizm właśnie się zaciął”. Poza tym – Jacques Bouveresse o prekursorach walki o prawa zwierząt, Austriaku Karlu Krausie (1874-1936) i Róży Luksemburg („Co to znaczy traktować zwierzęta po ludzku”), Franck Poupeau o rewolucyjnych koncepcjach w ekologizmie („Co naprawdę może kryć się w drzewie”). „Niektórzy uważają, że istoty żywe, które nie są ludźmi, to „aktorzy” w pełnym tego słowa znaczeniu” – tak brzmi jedno ze zdań tekstu o koncepcjach nowego miejsca dla świata przyrody względem człowieka. Paweł Wodziński pokazuje („Jeszcze więcej tego samego”) jak pandemia niszczy kulturę w Polsce. W bloku teksów historycznych – Anna Dobrowolska o prostytucji w PRL, Adam Leszczyński o początkach klasy robotniczej w Polsce, Andrzej Friszke o buncie fornali w 1919 roku. A na koniec numeru Evelyne Pieller, która zastanawia się dlaczego „troska, życzliwość, odpowiedzialność robią dziś karierę („O życzliwości podejrzliwie”).

Le Monde diplomatique Nr 5(165)2020

Już spis treści Nr 5 Le Monde diplomatique zapowiada, że lektura tego cennego dwumiesięcznika będzie nader ciekawa.

W numerze znajdziemy choćby interesujący artykuł Jewgienija Morozowa o „Geopolitycznej batalii o technologię 5 G”, w którym autor rozważa nie znaczenie wdrożenia telefonii komórkowej 5G dla zdrowia ludzi i środowiska czy rozwoju technologii, a konflikt pomiędzy dwoma mocarstwami Stanami Zjednoczonymi a Chinami, który wybuchł na tym tle. Matt Huber z kolei w „Polityce ekologicznej dla klasy robotniczej”, zwrócił uwagę na konieczności stworzenia masowego ruchu społecznego, mającego na celu walkę z narastającym kryzysem klimatycznym i ekologicznym. Zdaniem autora niezbędnym jest, o ile ruch ten ma być po prostu skuteczny, oparcie go o klasę robotniczą. Loïc Ramirez przypomina przebieg demonstracji, jakie od kilku miesięcy przetaczają się przez Białoruś w artykule „Białoruś: masy wyszły na ulice”. Znaczenie Internetu w dobie pandemii we Francji opisuje Julien Brygo we „Wszystko jest w internecie”. Okazuje się, że życie w czasach zarazy tak naprawdę przeniosło się do sieci, praca, rozrywka, kontakty rodzinne czy nawet usługi medyczne już tam są wraz z jej użytkownikami. Korzystanie z Internetu przestało być „fakultatywne”, stało się koniecznością, a brak sprawnego smartfonu powoduje wykluczenie społeczne. Spostrzeżenia autora odnoszą się w coraz większym stopniu do polskich realiów, choć póki co trudno sobie wyobrazić że wcale niemała grupa obywateli 60+, gremialnie zakupi smartfony i wszystkie aktywności przeniesie do sieci. Godne polecenia są również artykuły dotyczące sytuacji migrantów i mniejszości etnicznych w Europie, mianowicie „Wycieczka do Morii” Jeana Zieglera czy „Antyromska przemoc we Włoszech” Przemysława Witkowskiego. W części poświęconej kulturze czytelnicy znajdą z jednej strony analizę poświęconą fenomenowi skandynawskich seriali kryminalnych w artykule „Przestrzeń w „Nordic noir” Jarosława Pietrzaka, z drugiej recenzje powieści „Mróz” Thomasa Bernharda autorstwa Moniki Gromali, powieści „Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakubie Szeli” Radka Raka autorstwa Andrzeja W.Nowaka czy opowieści o Europie Aleksandry Lipczak „Lajla znaczy moc”, którą napisał Przemysław Wielgosz.

Wakacyjne numery „Le Monde”

Przed sezonem jesiennym warto jeszcze zajrzeć do dwóch wakacyjnych numerów „Le Monde diplomatique” ( nr 3 i 4).

W numerze 4, już „pandemicznym”, na pierwszej stronie zaanonsowano trzy teksty ujęte wspólnym nadtytułem „Jak wyjść z potrójnego kryzysu”. Pierwszy z nich, to kasandryczny w wymowie tekst Philippe Descampsa i Thierry Lebela „Kryzys zdrowotny, przedsmak klimatycznego”. Trzeci z kryzysów, o których napisali autorzy, to kryzys ekonomiczny. Cedric Durand i Razmig Keucheyan piszą, że „Czas na ekologiczne planowanie”, a Maciej Grodzicki zastanawia się „Jak zaprząc gospodarkę do budowy społecznego dobrobytu”.
Weronika zajmuje się odpowiedzią na tytułowe, praktyczne pytanie: „Jak żyć w małym mieszkaniu w czasie pandemii”. Poza tematami „pandemicznymi”, także m.in. Filipa Brzeźniaka esej o „Przednowoczesnych źródłach zbuntowanej melancholii”, Bożeny Keff, w przekroju historycznym, o „Genealogii niewdzięcznego Żyda”.
Druga cześć bardzo obszernego tekstu Viveka Chibbera traktuje o relacjach między strukturą społeczeństwa, relacjami klasowymi a kulturą. A poza tym oczywiście szereg innych tekstów, w tym edytorial Przemysława Wielgosza „Strategia podduszania”, o ubocznych skutkach pandemii, czyli ograniczaniu demokracji, praw ludzkich i obywatelskich.
Numer 4 otwiera edytorial Przemysława Wielgosza „Zbawienny dług”, w którym zupełnie inaczej niż to, do czego przywykliśmy stawia skutki długo publicznego, w największym skrócie to ujmę – w świetle dalekim od nastroju panicznego, a nawet – zgodnie z tytułem – jako „zbawienne”. Dalej m.in. blok tekstów dotyczących rasizmu, buntów antyrasistowskich (w tym ostatniego amerykańskiego w Minneapolis), jak również czarnego nacjonalizmu.
O „Końcu kapitalizmu” jako efekcie narastającego deficytu energii traktuje tekst Edwina Bendyka. O „Secesji wielkich miast” czyli narastaniu ruchu oporu mieszkańców wielkich metropolii Europy i świata przeciwko populizmowi opanowanej przez prawicę prowincji wsi i małych miejscowości napisał Benoit Bréville. Philippe Descamps o unikalnym w skali światowej w świecie zjawisku cywilizacyjnym, jakim jest Kopenhaga, gdzie królem miasta jest rower.
Na koniec numeru dwa teksty wokół rocznicy polskiego Sierpnia ‘80 (w tym „Rewolucja przed rewolucją” Michała Siermińskiego), a także recenzja „Globalnego kryzysu” Geoffreya Parkera o globalnym kryzysie, wojnie zmianach klimatycznych …. w XVII wieku.

Najnowszy numer „Le Monde diplomatique” (III/IV 2020)

W sporej części poświęcony jest pandemii korona wirusa.
Rozpoczyna go tekst Serge Halimi, który rozważa ekonomiczne konsekwencje pandemii, porównując obecne uwarunkowania z najważniejszymi kryzysami ostatnich dziesięcioleci, poczynając od kryzysu z października 1987 roku. Przemysław Wielgosz pisze o korona wirusie jako mutacji „Wirusa kapitalizmu”, wskazując na to, że między wybuchem i przebiegiem pandemii a mechanizmami kapitalizmu istnieje istotne i nieprzypadkowe iunctim.
O wyzwaniach klimatycznych, jakie stoją przed demokracją traktuje artykuł Anne-Cecile Robert, a Sonia Shah wyjaśnia, dlaczego pandemie są coraz częstsze, a Martine Brulard ostrzega, że „za jedną pandemią może kryć się inna”. Renaud Lambert i Pierre Rimbert zastanawiają się czy po pandemii wszystko się zmieni i jaki będzie „następny koniec świata”. O „niewolnikach Amazona w tekście „Za murami „fabryki paczek” traktuje tekst Jean-Baptiste Maleta. Łukasz Komuda zajął się polską „tarczą antykryzysową”, nazywając jej obecną fazę „Tarczą Antypracowniczą”. Andrzej W. Nowak pisze, w formie polemiki z Giorgio Agambenem, jak kryzys pandemiczny obalił wiele mitów, zarówno neoliberalnych, jak i lewicowych.
W „pozakoronawirusowej” części omawianego numeru „LMd” znajdujemy tekst Alaina Gresha o planie Trumpa odnośnie Palestyny, Michała Krzykawskiego o tym, jak Bernard Stiegler widzi w obecnej epoce (nazywa ją „antropocenem”) zadania filozofii i praktyki politycznej.
Obszerny tekst o pracy kobiet (dowcipnie wzbogacony o socrealistyczne plakaty) w XX i XXI wieku („Kobieta jak mężczyzna, tylko taniej”) napisała Kristen R. Ghodsee. Do lektury cennej książki Joanny Wawrzyniak i Aleksandry Leyk, „Cięcia, mówiona historia transformacji” (chodzi o polską transformację po 1989 rok) zachęca opublikowany obszerny fragment. Do dużo dalszej historii sięgają teksty: Łukasza Kożuchowskiego („Echa rabacji galicyjskiej w Królestwie Polskim”) i Erica Hobsbawma („Bandyta społeczny. Od Robin Hooda …”). Numer zamyka recenzja arcyważnej książki Klementyny Suchanow „To jest wojna”, poświęconej intensywnej ofensywie międzynarodówki fundamentalistów przeciw prawom kobiet”.

O amancie Macronie i innych sprawach

„Le Monde diplomatique”, nr 1 (161), styczeń/luty 2020

W numerze, który jeszcze jest w punktach prasowych – Serge Halimi o tym, że nie wystarczy „tylko pobić Trumpa”. Chodzi to, że przeciwnicy Donalda Trumpa nie powinni koncentrować się wyłącznie na obsesyjnej myśli o odsunięciu go od władzy, lecz także myśleć o tym, jaka ma być Ameryka „po Trumpie” i to nawet wtedy, gdyby Trump wygrał ponownie. Problem Trumpa leży bowiem nie w nim samym, ale w stanie społeczeństwa (i jego problemów), które wyniosło go do władzy. Alain Accardo w „Drobnomieszczaninie szlachcicem” zastanawia się nad przyczynami i perspektywami trwałości drobnomieszczańskiej świadomości, modusu życia i drobnomieszczańskiego egoizmu. Jedno ze zdań tekstu brzmi tak: „Pierwszy amant Macron pojawia się w blasku chwały, jeśli nie jako archetyp drobnomieszczanina naszych czasów, to jako jego ostatnie wcielenie, jako ikona homo economicus zrodzonego przez kapitalizm XXI wieku, neoarystokrację społeczeństwa obfitości, nierówności, ostentacji, pozorów i marnotrawstwa, idealny model proponowany studentom dobrych szkół”. Z tym zdaniem koresponduje inne, tylko na pozór dotykające innej materii: „A teraz cała planeta staje się ogromnym wysypiskiem śmieci, trującym, śmierdzącym, nie do życia. Chyba że zatrzymamy to mordercze szaleństwo zanim będzie za późno”. Poza tym m.in. Maxime Lancien o przyczynach apokaliptycznych pożarów w Australii („Australia – sezon w piekle”), Gilbert Achcar o relacjach między Waszyngtonem a Teheranem („Taniec z szablami w Iraku”), Ewa Majewska z współpracownikami o „państwie (afektywnego) stanu wyjątkowego” czyli Polsce („Strefy wolne od LGBTplus”), Jan Wasiewicz w obszernym tekście o „Chłopskiej rewolucji księdza Piotra Ściegiennego” w ujęciu postkolonialnym. Poza tym – o obrazie kobiety w kinie polskim Elżbieta Durys, a Chantal Mouffe o potrzebie lewicowego populizmu. Jak zwykle zajmujące czytanie „Le Monde” to jak lektura całkiem sporej książki wielotematycznej.

„Le Monde diplomatique”, nr 5 (wrzesień/październik 2019)

W najnowszym numerze „Le Monde diplomatique” trzy istotne teksty na tematy chińskie. Numer otwiera tekst „Waszyngton kontra Pekin” Serge Halimi, a na kolejnych stronach znajdujemy obszerną analizę „Czy powinniśmy bać się Chin?” Kishore Masbubani oraz Martine Bulard o Hongkongu jako „geopolitycznej beczce prochu”. W edutorialu Przemysław Wielgosz porusza kwestię nowych napięć na Bliskim Wschodzie (atak na Arabię Saudyjską i kwestia irańska), a przy okazji zauważa, że także pisowski rząd chce maczać ręce w tych awanturach. Wśród innych tekstów m.in. Jean-Baptiste Malet w „Końca świata nie będzie” ustawia się w prowokacyjnej kontrze do obecnego alertu klimatycznego na świecie, a tym, którzy są ciekawi na czym ta kontra polega, polecam lekturę. O tragedii Amazonii napisał Renard Lambert. W części historycznej rzecz o kobietach Komuny Paryskiej autorstwa Eloi Valat, a także o dramacie uchodźców hiszpańskich we Francji w 1939 roku. I najobszerniejszy tekst tego numeru – „Geneza kapitalizmu” Alaina Bihra, krytyka tez Maxa Webera. Na finał numeru jak zwykle kilka recenzji książkowych, w tym pracy Rafała Wosia „Lewicę racz nam zwrócić panie!”.

„Le Monde diplomatique”, nr 4/2019

Wakacyjną edycję „Le Monde diplomatique” otwiera edytorial Przemysława Wielgosza „Upał”, nawiązujący do filmu Kazimierza Kutza i do „Hydrozagadki” Andrzeja Kondratiuka. Te oparte na pure nonsensowym humorze kultowe dziś komedie nabrały obecnie znamion proroczych. I poprzez nonsens egzystencji, który jakby wyprzedzili i przez pojawienie się w Polsce (kraju kojarzonym zawsze raczej jako „mokry” i „wodny”) na dobre – raczej na złe – problemu niedoboru wody i permanentnej, katastrofalnej suszy. Poza tym – Benjamin Selwyn o weganizmie i Zielonym Ładzie, Pierre Musso o nowym fenomenie „państw-przedsiębiorstw” ukazanym z perspektywy francuskiej, ale nie tylko jej dotyczące, bo nie tylko o Francji Macrona, ale też o USA Trumpa i Italii Berlusconiego. Matteo Pucciarelli w obszernym eseju „Nowy rycerz europejskiego nacjonalizmu” opowiada o Matteo Salvinim, zimowym gościu na ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie. Bhaskar Sunkara zastanawia się nad nową modą amerykańską – modą na socjalizm, który nigdy tu, przynajmniej w postaci europejskiej zauważalnie nie występował, a Edward Castleton opowiada o „dziejach lewicy w USA”. Francuski przypadek deindustrializacji analizuje Laura Rim. Mona Cholet z pozycji feministycznych opowiada o wojnie z kobietami i polowaniu na czarownice jako o jednej z przyczyn choroby zachodniej cywilizacji, a David Rowley o wędrującym obrazie – „Guernice” Pablo Picasso. To oczywiście nie wszystkie teksty z tego bardzo interesującego numeru „Le Monde diplomatique”.