Nie „tyrania rozumu”, lecz tyrania nierozumu niszczy Ziemię („Le Monde Diplomatique” nr 6/listopad/grudzień 2021)

Krzysztof Lubczyński
Nie „tyrania rozumu”, lecz tyrania nierozumu niszczy Ziemię („Le Monde Diplomatique” nr 6/listopad/grudzień 2021)

Zawartość ostatniego zeszłorocznego numeru „Le Monde diplomatique” zajawiona jest na okładce tytułem tekstu Jasona W. Moore „Narodziny taniej natury. Źródła kryzysu ekologicznego: od historii geologicznej do geohistorii”, który jest krótkim (jak na skalę tematyki) wykładem dziejów eksploatacyjnego niszczenia natury przez człowieka, co doprowadziło do dzisiejszej Apokalipsy klimatycznej.

Początek tego zbrodniczego procederu sytuuje Moore w początku kapitalizmu w XV (po 1450) roku) i w XVI wieku, który nastąpił po Wielkiej Epidemii Czarnej Śmierci w XIV wieku.
Wtedy zaczęła się brutalna eksploatacja środowiska, która w XIX i XX wieku przybrała krańcowo niszczycielską postać. Moore opisuje to na osi tworzonej przez takie zagadnienia jak powstanie „nowego prawa wartości”, „przemysłów wczesnego kapitalizmu”, „władzy towarów”, „rolnictwa i wycinki drzewostanu”. Tekst Moore’a jest naprawdę ponurą opowieścią o rozłożonym na stulecia procesie samobójczym Ziemian, procesie, któremu dopiero od XX wieku towarzyszy świadomość zniszczeń, których dokonano.
Nawiasem mówiąc, w świetle tego opisu, żałosne i naiwne jawią się westchnienia za „dawnymi, dobrymi czasami”, żywione przez heroldów „konserwatywnej rewolucji”.
W edytorialu Przemysława Wielgosza „Nekropolityka po polsku” czytamy: „Jeśli istnieje coś, czego nie powinniśmy nigdy zapomnieć temu rządowi, to nie jest to ani 500 plus, ani zniszczenie Trybunału Konstytucyjnego, ani inflacja, ale nekropolityka, którą polska prawica prowadzi w obliczu kolejnej fali pandemii oraz wobec uchodźców na granicy z Białorusią”.
Wielgosz cytuje kameruńskiego filozofa Achille Mbembe, który nekropolityką nazwał politykę zorientowaną na wytwarzanie śmierci na wielką skalę.
O postawie rządu PiS Wielgosz napisał, że „uległ szantażowi garstki ultraprawicowych antyszczepionkowców i z całą premedytacją zmarnował cały pozytywny efekt szczepień, który mógłby zadziałać tylko, gdyby uznać pełne zaszczepienie za warunek wejścia do restauracji, kina czy kościoła”. „I nie chodzi tylko o polską prawicę, która po raz kolejny dowiodła, że jedyne życie, które ją obchodzi, to wegetacja zygot, a obywatelki i obywateli traktuje jak demograficzny (i elektoralny) zasób (…) Chodzi także o to, że może ona sobie na taką politykę pozwolić. Znaczna część polskiego społeczeństwa nie tylko popiera „obronę granicy”, ale także nie protestuje przeciw bierności władz potęgującej statystyki śmierci”. „Skąd ten powszechny brak empatii pomieszany z fatalizmem? Z pewnością nie da się go sprowadzić do skutków szowinistyczno-militarystycznej propagandy (…) „Gdyby szukać jednej podsumowującej go zasady, to najbliżej byłoby sformułowane kiedyś przez Jean-Paul Sartre’a hasło „piekło to inni”. Kulturę III RP od samego zarania do dziś przenika liberalny indywidualizm. Tutaj inni to nie mili sąsiedzi i znajomi z pracy, ale potencjalna konkurencja w walce o zawsze zbyt szczupłe zasoby”. To efekt „narzuconego polskiemu społeczeństwu wyścigu szczurów”.
O powrocie negatywnej idei zawartej w słynnym „Zmierzchu Zachodu” („Der Untergang des Abdendlandes”) Oswalda Spenglera (1918-1922), o „modzie na zmierzch Zachodu” traktuje tekst Evelyne Pieiller „Nostalgia upolityczniona”. Autorka cytuje wynik badania Fundacji Jean Jaurésa z 2019 roku, według którego 65 procent Francuzów uważa, że „cywilizacja jaką znany, upadnie w najbliższej przyszłości”.
Autorka ponownie odczytuje tezy Spenglera, w kontekście naszej rzeczywistości. Twórca „Zmierzchu Zachodu” winę tego stanu rzeczy upatruje w „tyranii rozumu” i Oświecenie. Zdaniem Spenglera „Oświecenie stwierdzające, że użycie rozumu umożliwia walkę walkę z uprzedzeniami, ciemnotą, różnymi przeszkodami dla wolnej woli, wskazuje współbraciom fatalną drogę. Oświecenie wyciąga człowieka z żywej całości, do której należy, okalecza go i fałszuje, umniejszając jego wrażliwość, wyjątkowość, skazując go na samotność jednostki zmuszonej wymyślać swoją historię, pod fałszywym pretekstem, że teraz może swobodnie posługiwać się rozumem. Kiedy inteligencja staje się substytutem nieświadomości doświadczenia życia, kiedy kiedy człowiek odcina się od od natury, od kosmosu, od wszystkiego co jest, od bezmiernej manifestacji życia, którego jest częścią, wybierając „rozumienie” redukując je przy tym do pojęć i praw, następuje „metafizyczny zwrot ku śmierci”.
Rozum przemienia to, co jakościowe w to, co ilościowe, szelest świata w rzeczywistości do sklasyfikowania, przekształcenia, wyeksploatowania.
Człowiek cywilizowany zaczyna przedkładać chłód przyczynowości nad wspaniałość cudu – w ten sposób niszczy piękno i wyjaławia się… Triumf „szkodliwej” abstrakcji to degeneracja tej cywilizacji”. Evelyne Pieiller odnosi się też do poglądów Spenglera na temat pojmowania ras ludzkich i relacji między nimi.
Myśliciel ten uznał wielość ras ludzkich i konflikty między nimi jako naturalne i nieuchronne, nieusuwalne z przestrzeni globu, a mające genezę oświeceniową dążenie do likwidacji ras, do unifikacji rasowej ludzkości uważał za szkodliwą utopię.
Z kolei demokrację uważał za „maskę potęgi pieniądza”. Z wnikliwej analizy myśli Spenglera dokonanej przez Evelyne Pieiller wynika wprost – choć ona tego jednoznacznie nie formułuje – że był to filozof wnikliwy, ale na wskroś obiektywnie reakcyjny. Zauważa to autorka eseju w końcowej konkluzji, acz formułuje to w formie bardzo oględnej: „Niemniej każda myśl, która propaguje odrzucenie „dualizującej” racjonalności, prymat wrażliwości, cokolwiek przez to rozumiemy, szacunek dla sił, z „których wyrastamy”, może wydawać się nieco podejrzana.
Projekt poetyckiego rozpuszczenia dominacji w rzekomym powrocie do przedzachodniej niewinności, odkrywania na nowo tradycji – zakładającego możliwość związku z lokalnym, przedindustrialnym kapitalizmem – celebrowania Życia, w jakiś sposób wymaga uznania siły instynktu. Tak więc czy uniwersalistyczny antyracjonalizm nie łączy się z pewną odmianą „konserwatywnej rewolucji”?
Sformułowałbym tę konkluzję zdecydowanie ostrzej. Z analiz i przemyśleń Spenglera można jednak wywieść krańcowo przeciwstawny wniosek, który bliski jest piszącemu te słowa – że to nie „tyrania rozumu”, lecz tyrania nierozumu doprowadziła do głębokiego kryzysu zachodniej cywilizacji.
Spengler prekursor „konserwatywnej rewolucji”, inspirator wrogów rozumu, filozoficznego wstecznictwa był myślicielem na wskroś reakcyjnym.
Poza tym w omawianym numerze „Le Monde diplomatique” obszerny tekst Guillaume Pitron „Gdy cyfrowa technologia zaczyna niszczyć planetę”, w którym posługując się twardymi danymi liczbowymi, że przemysł nowych technologii cyfrowych jest czysty ekologicznie. „Na tle naftowych i samochodowych gigantów, Dolina Krzemowa mogłaby się wydawać najbardziej oczywistym politycznym sojusznikiem w walce z globalnym ociepleniem. Złudzenie to jednak zaczyna pryskać. Przeprowadzone na kilku kontynentach badanie ujawniło niebotyczne koszty środowiskowe, jakie niesie ze sobą działalność sektora zaawansowanych technologii”.
Mówiąc językiem „pop” można by rzec, że tak lubiane przez masy konsumentów selfiki, filmiki i maile przyczyniają się do katastrofy klimatycznej Ziemi.
Poza tym m.in. Bogumiła Hall o „Granicznym spektaklu wrogości” uprawianym przez rząd PiS, Rachel Knaebel o „Nowej koalicji rządowej w Niemczech”, o narastającej w świecie samozwańczej sprawiedliwości ludowej w „Czasie samozwańczych samorządców” Gillesa Favarela-Garrigues i Laurenta Gayera, o niespodziewanym pojawieniu się ruchu „me too” w krajach arabskich, w „Me too wstrząsa światem arabskim” Akraima Belkaida, o walce reżimów prawicowo-populistycznych w Europie i świecie przeciw prawom kobiet i LGBTQ oraz gender, głównie na przykładzie Turcji dyktatora Erdogana, o nowej wojskowej myśli amerykańskiej „po Afganistanie” w ujęciu Gilberta Achcara, o „Dwóch twarzach dżihadu” w tekście Oliviera Roya.
W tekście „W stronę nowej umowy społecznej” Paulina Czerniewa analizuje kwestię nowych form gwarancji zatrudnienia. W części historycznej Małgorzata Fidelis analizuje dylematy pracy domowej w Polsce powojennej („Kobieta do wszystkiego”), w okresie PRL, Philippe Person przypomniał zapomnianą Nową Falę w szwedzkim filmie na przykładzie twórczości Bo Widerberga i jego kina społeczno-politycznego, a także o życiu w radzieckich enklawach przemysłu jądrowego.

Poprzedni

Sadurski na dzień dobry

Następny

Manganelli, czytelnik arcyprzekorny