W kadrze Polski wszystko wróciło do normy

Medialna burza po opuszczeniu przez trenera Vitala Heynena kadry siatkarzy walczącej o brązowy medal Ligi Narodów, została wyciszona i wszystko wróciło do normy.

Prezes PZPS Jacek Kasprzyk spotkał się co prawda z selekcjonerem podczas wizyty na zgrupowaniu reprezentacji w Zakopanem, ale obaj panowie zapewniają, że o tym incydencie już nie rozmawiali. Kasprzak twierdzi, że głównym tematem jego spotkania z Heynenem były sprawy związane z kolejnym startem biało-czerwonych w turnieju kwalifikacyjnym do przyszłorocznych igrzysk w Tokio. Sternik polskiej siatkówki przekonywał w mediach, że całe zamieszanie to efekt jakiegoś przekłamania na łączach. „Zrobiło się z tego większe zamieszania niż powinno, bo Heynen dostał zgodę na powrót od sekretarza generalnego związku Tomasza Karasińskiego, czyli przez kompetentną osobę” – przyznał Kasprzak.

Wygląda na to, że burza definitywnie ucichła i teraz wszyscy ponownie skupili się na przygotowaniach do kolejnych imprez. Od początku lipca podstawowi kadrowicze trenują w Zakopanem. Tam 12 zawodników przygotowuje się do najważniejszych imprez, a po Final Six w Chicago dołączyli do nich jeszcze Bartosz Bednorz, Bartosz Kwolek, Łukasz Kaczmarek, Maciej Muzaj i Karol Kłos. Pierwszym sprawdzianem formy tej grupy będą mecze towarzyskie z Holandią w Opolu, które odbędą się w dniach 27-28 lipca. W nich ma zadebiutować w barwach reprezentacji Polski naturalizowany Kubańczyk Wilfredo Leon, któremu karencja po zamianie drużyny narodowej kończy się 24 lipca. Potem mistrzowie świata wystąpią w Memoriale Huberta Wagnera w Krakowie.

Będzie to ich ostatni sprawdzian przed turniejem kwalifikacyjnym do igrzysk w Tokio, który Heynen od dawna wskazuje jako najważniejszą imprezę w tym roku. W Gdańsku Polacy zmierzą się kolejno z Tunezją, Francją i Słowenią. Drugim ważnym startem naszych zawodników w tym roku będą wrześniowe mistrzostwa Europy, których gospodarzami będą cztery kraje – Francja, Belgia, Słowenia i Holandia. W fazie grupowej europejskiego czempionatu biało-czerwoni zmierzą się w Rotterdamie i Amsterdamie z Holandią, Czechami, Estonią, Ukrainą i Czarnogórą.

Dwa dni po zakończeniu mistrzostw naszego kontynentu rozpocznie się w Japonii (w Fukuoce, Nagano i Hiroszimie) Puchar Świata, w którym nasza reprezentacja wystąpi jako mistrz globu.

 

Heynen wolał Zakopane

Drużyna Rosji okazała się najlepsza w drugiej edycji Ligi Narodów. W finale turnieju w Chicago pokonała zespół USA 3:1 i powtórzyła ubiegłoroczny sukces. Reprezentacja Polski po wygranej z Brazylią 3:0 zajęła 3. miejsce. W naszym kraju więcej jednak niż o wyczynie siatkarzy mówiono o opuszczeniu zespołu przez trenera Vitala Heynena tuż przed potyczką o brązowy medal.

Ekipa „Sbornej” w fazie grupowej przegrała gładko 0:3 z Amerykanami, ale w tamtym spotkaniu jej fiński trener Tuomas Sammelvuo nie posłał do boju wszystkich swoich najlepszych zawodników. Musiał ostrożnie szafować ich siłami, bo rosyjska drużyna zaczynała najpóźniej swoje występy w Final Six i miała w perspektywie do rozegrania cztery mecze dzień po dniu. Ta kalkulacja jak się okazało przyniosła im sukces, bo w meczu o finał pokonali biało-czerwonych 3:1. Oczywiście trener Sammelvuo do gry z Polakami wystawił podstawowy skład, a nie ma w nim praktycznie słabych punktów – Dmitrj Wołkow, Jegor Kliuka, Iwan Jakowlew czy Wiktor Połetajew to już teraz gracze światowego formatu. Rosjanom w starciu z młodym polskim zespołem dopisało jednak też trochę szczęście, bo po pierwsze – trafili na jego słabszy dzień, a po drugie, zwykłej żądzy zwycięstwa nie przejawiał tym razem trener biało-czerwonych Vital Heynen.

Belgijski szkoleniowiec, aczkolwiek cieszyły go wcześniejsze wygrane jego podopiecznych z Brazylią i Iranem, to jednak myślami był przy trenujących w tym czasie w Zakopanem zawodnikach głównej kadry, bo w jego, a także szefów PZPS hierarchii celów, najważniejsze są w tym roku sierpniowe kwalifikacje olimpijskie oraz wrześniowe mistrzostwa Europy. I do tych imprez wykuwają formę w polskich górach nasi najlepsi obecnie gracze, z Michałem Kubiakiem, Jakubem Kochanowskim i Wilfredo Leonem na czele.

Zwycięstwa nie na rękę

Dlatego znakomita postawa kadry, która została wysłana do Chicago, była Heynenowi trochę nie na rękę, chociaż nie krył podziwu nad jej grą. Tak na marginesie, trenerzy pozostałych pięciu zespołów rywalizujących w Final Six szczerze Belgowi zazdrościli, bo żadna z ekip, nawet Amerykanie, Rosjanie i Brazylijczycy, nie miała w swojej kadrze nawet dwóch równorzędnych szóstek, więc trochę z przerażeniem patrzyli na popisy rezerwowej kadry biało-czerwonych. Zszokowani byli zwłaszcza Brazylijczycy, którzy w fazie grupowej zagrali przeciwko Polakom w najmocniejszym składzie i przegrali 2:3, a gdy w spotkaniu o brązowy medal posłali do boju drugą szóstkę, dostali tęgie lanie 0:3. Fiński trener „Sbornej” w półfinałowej potyczce z Polakami rzucił na szalę wszystkie siły swojego zespołu, ale chociaż ostatecznie wygrał 3:1, to kilka razy w trakcie meczu musiało mu się robić nieswojo, gdy grający w optymalnym ustawieniu rywale chwytali swój rytm gry i zaczynali seryjnie zdobywać punkty. Gdyby Heynen chciał ten mecz rzeczywiście wygrać, pewnie znalazłby sposób na powstrzymanie rosyjskich ataków. Potraktował jednak mecz wybitnie szkoleniowo i chyba dlatego Polacy go przegrali. Nawiasem mówiąc, w finale Amerykanie wystawili przeciwko „Sbornej” najmocniejszą szóstkę i też przegrali 1:3.

Potępiać za to belgijskiego trenera nie ma powodu, podobnie jak za jego rejteradę z Chicago przed meczem o brązowy medal z Brazylią. Na zdrowy rozum jego decyzja była niezbyt zrozumiała, bo tak naprawdę przyspieszył swój powrót do trenującej w Zakopanem kadry A ledwie o kilkanaście godzin. Opuszczając zespół w tak ważnym momencie Belg podpadł natomiast trochę kibicom, którzy już zdążyli polubić ten dzielnie walczący zespół, a także samym siatkarzom, bo nikt nie chce być lekceważony.

Hierarchia pozostała bez zmian

Nie okazywali jednak niezadowolenia, bo chociaż osiągnęli w Chicago niewątpliwy sukces, to przy całym szacunku dla ich osiągnięć (w poprzednim sezonie Polacy zakończyli występ w Final Six na fazie grupowej, zaś na podium stanęli po raz trzeci, licząc też poprzedzające Ligę Narodów rozgrywki Ligi Światowej), nic to w hierarchii polskiej kadry nie zmienia. Dowodzi tego choćby decyzja trenera Heynena, który z tej ekipy na zgrupowanie do Zakopanego zaprosił tylko pięciu zawodników – Karola Kłosa, Bartosza Bednorza, Macieja Muzaja, Łukasza Kaczmarka i Bartosza Kwolka.

Z naszych graczy indywidualne wyróżnienie za występy w Final Six przyznano jedynie Bednarzowi, który z dorobkiem 78 punktów został najlepiej punktujących zawodnikiem. W opinii ekspertów FIVB najlepszym zawodnikiem turnieju (MVP) został właśnie Matthew Anderson. Wśród środkowych za najlepszych uznano Amerykanina Maxa Holta i Rosjanina Iwan Jakowlewa, chociaż zapewne żaden z nich nie był lepszy od Karola Kłosa. Amerykanin Micah Christensen dostał nagrodę dla najlepszego rozgrywającego, a jego rodak Erik Shoji dla najlepszego libero. Te wybory Kłos skomentował krótko: „Największą nagrodą dla mnie jest to, że mogłem być kapitanem tej drużyny, a nie jakieś śmieszne wyróżnienia” – napisał na Twitterze kapitan naszej drużyny.

Ta jego rola zapewne nie skończy się po powrocie z Chicago, bo parę spraw w imieniu młodszych kolegów przyjdzie mu przypilnować. Liga Narodów to rozgrywki komercyjne, a nasza reprezentacja zarobiła w nich w sumie, za 3. miejsce, awans do Final Six i premie za wygrane mecze w fazie interkontynentalnej 1 848 000 złotych, a że nie wszyscy siatkarze z szerokiej kadry do tego zarobku jednakowo się przyczynili, przyjdzie starszyźnie drużyny trochę z kalkulatorem popracować, żeby nikt naprawdę nie poczuł się pokrzywdzony.

 

Koniec pięknej bajki siatkarzy

Grająca bez największych gwiazd reprezentacja Polski siatkarzy przegrała z Rosją 1:3 w półfinale Final Six Ligi Narodów i straciła szansę na wygranie tych rozgrywek. Z występu zespołu złożonego z graczy aspirujących do gry w podstawowej kadrze biało-czerwonych możemy być jednak zadowoleni. W Chicago grali siatkówkę na światowym poziomie.

Po fazie grupowej rozegranego w Chicago turnieju finałowego tegorocznej edycji Ligi Narodów z dalszej rywalizacji odpadły zespoły Iranu i Francji. W półfinałowych meczach reprezentacja Stanów Zjednoczonych pokonała Brazylię 3:2 (25:21, 17:25, 21:25, 25:20, 15:9), zaś w drugiej parze Polska przegrała z Rosją 1:3 (19:25, 26:24, 22:25, 21:25). Znakomicie grająca ekipa „Sbornej” przerwała zatem wspaniałą serię zwycięstw biało-czerwonych, którzy w Lidze Narodów wygrali osiem meczów z rzędu. Trener naszej reprezentacji Vital Heynen był jednak zadowolony z występu swoich podopiecznych. „Rosjanie byli dzisiaj od nas zdecydowanie lepsi. Żeby mieć z nimi szanse wygrać, trzeba grać perfekcyjnie w odbiorze, a u nas ten element gry szwankował. Nie mam żadnych zastrzeżeń do waleczności zawodników, bo jak wszystkim wiadomo, w Chicago wystawiliśmy do gry bardzo młody i niedoświadczony jeszcze zespół. W takim wypadku nie jest czymś nienormalnym, że przytrafiają się gorsze występy, takie jak nasz dzisiejszy. Rosjanie zasłużyli na zwycięstwo, ale ja wcale nie jestem przygnieciony tą porażką. Wręcz przeciwnie, to był dla nas świetny turniej i tej opinii nie mieni nawet nasza możliwa przecież przegrana w spotkaniu o trzecie miejsce z Brazylią” – stwierdził po meczu z Rosjanami belgijski szkoleniowiec.

„Polska bajka zakończona. Podczas Final Six w Chicago Polacy sprawili dwie sensacje, pokonując Brazylię (3:2) i Iran (3:1) swoimi rezerwami. Rosjanie nie pozwolili im na kontynuowanie tej serii, miażdżąc ich siłą zagrywki i bloków. Polacy nie radzili sobie z z przyjęciem zagrywki i atakami ze skrzydeł. Bartosz Kwolek więcej szkodził, niż pomagał, a Maciej Muzaj uderzał piłkę zbyt jednostajnie. Wygrana nie jest jednak żadną sensacją, bo w półfinale faworytem była Rosja. Dlatego, że Polacy nie przywieźli wszystkich swoich gwiazd do Chicago, ale przede wszystkim dlatego, że obecny rosyjski zespół stworzony przez fińskiego trenera Tuomasa Sammelvuo jest tak silny, że można go uznać za faworyta każdego meczu. Potencjał naszych chłopaków jest ogromny” – można było przeczytać w relacjach zamieszczanych w rosyjskich mediach.

Niedzielne mecze o złoto (Rosja – USA) i o brąz (Polska – Brazylia) zakończyły się po zamknięciu wydania, jednak bez względu na wynik potyczki biało-czerwonych z ekipą canarinhos możemy być zadowoleni z występu naszych siatkarzy. Pamiętajmy, że w tym roku mamy jeszcze kwalifikacje olimpijskie, mistrzostwa Europy oraz Puchar Świata.

 

Heynen ma kłopot bogactwa

Reprezentacja Polski siatkarzy pokonała Brazylię 3:2 (25:23, 23:25, 25:21, 21:25, 15:9) w pierwszym meczu grupy B Final Six Ligi Narodów w Chicago. To sensacyjny wynik, bo Polacy wystawili w tym turnieju rezerwowy skład, zaś canarinhos zagrali w najmocniejszym kadrowo zestawieniu.

Formalnie było to starcie siatkarskich gigantów, bo Brazylijczycy to mistrzowie olimpijscy z Rio de Janeiro, a Polacy dwa razy z rzędu wygrywali mistrzostwo świata w finałach pokonując właśnie drużynę z Ameryki Południowej. Obie ekipy inaczej podeszły do tegorocznego turnieju finałowego Ligi Narodów. Canarinhos, którzy w fazie grupowej doznali tylko jednej porażki (z Serbią), wystawili w Chicago najmocniejszy skład, natomiast biało-czerwoni przyjechali bez swoich najlepszych aktualnie zawodników, którzy na zgrupowaniu w Zakopanem szykują formę na sierpniowy turniej kwalifikacyjny do przyszłorocznych igrzysk w Tokio. Trener Vital Heynen był właśnie z tą grupą i do Chicago dotarł dopiero w środę, dosłownie na kilka godzin przed potyczką z Brazylią. Pod jego nieobecność kadrą zarządzał Jan Bednaruk, który jednak przez cały czas był w ścisłym kontakcie z belgijskim szkoleniowcem.

Heynen wysłał na turniej finałowy do Chicago ekipę złożoną w większości z młodych graczy, dopiero aspirujących do gry z podstawowym składzie, w której znalazł się jeden mistrz świata z ubiegłego roku (Bartosz Kwolek) i jeden z mistrzowskiej kadry Stephane’a Antigi sprzed pięciu lat (Karole Kłos). Po drugiej stronie siatki stanęła drużyna Brazylii w swoim najmocniejszym zestawieniu. Mimo to na parkiecie nie było widać żadnej różnicy w umiejętnościach. Obie drużyny zagrały na fantastycznym poziomie i stworzyły cudowne siatkarskie widowisko. Dla Polaków była to ósma z rzędu wygrana w tegorocznej edycji Ligi Narodów.

„Ten mecz zostanie w naszej pamięci do końca życia. Graliśmy bez ciśnienia, swobodnie, a zawodnicy uwolnieni od presji spisali się wspaniale. Jestem pod wrażeniem ich występu, bo nawet znaczne straty nie robiły na nich większego wrażenia i potrafili jej odrobić. W kilku istotnych momentach pomógł nam perfekcyjnie stawiany blok. Teraz muszę porozmawiać z drużyną, a potem położę się spać, bo jestem na nogach od 23 godzin. A rano pomyślę o meczu z Iranem” – powiedział po spotkaniu z Brazylijczykami chyba jednak trochę zaskoczony wygraną Vital Heynen. Przed meczem uczciwie powiedział swoim podopiecznym, że nawet jeśli zagrają na maksimum możliwości, to na brazylijska drużynę może to nie wystarczyć, więc nie może od nich wymagać zwycięstwa.

Rutynowany Karol Kłos w swojej wypowiedzi dał do zrozumienia, że jego i pozostałych graczy obecnych w Chicago trochę uwierają stwierdzenia, że są kadrą B. „Nie przyjechaliśmy tutaj na wakacje, ani też żeby oddawać punkty rywalom. Po meczu z Brazylią jeszcze chodzą mi ciarki po plecach z emocji. Dla mnie jest to ogromna przyjemność grać z tymi chłopakami w jednym zespole. Mecz kosztował nas wiele sił i energii, było dużo długich akcji, pięć setów, a jutro czeka nas starcie z Iranem. Potrzebujemy wygrać co najmniej dwa sety, aby trud włożony w pokonanie Brazylijczyków nie poszedł na marne. Musimy się szybko zregenerować i znowu włożyć w mecz całe serducho do walki” –- przekonywał środkowy naszej reprezentacji.
Porażka Brazylii to sensacyjny wynik, biorąc pod uwagę składy, w jakich zagrały obie drużyny. Na to w pierwszej kolejności zwróciły uwagę zszokowane wynikiem brazylijskie media. Dziennik „Globo”. zauważył: „Najwyraźniej świadomość, że Polacy nie grają w najsilniejszym składzie zamiast ułatwić, utrudniła zadanie naszym zawodnikom. Oni mieli poważne problemy z motywacją i do ostatniej piłki nie potrafili należycie docenić siły rywali” . Portal Webvolei.com.br postawił sprawę jeszcze ostrzej: „Przegranej z Polską B na otwarcie ostatniej fazy Ligi Narodów to wstyd. Nasi gracze mieli wręcz obowiązek pokonania Polaków, a się z niego nie wywiązali się z niego. Pochwalono agresywny polski serwis i dobry blok, zganiono liczne błędy brazylijskiego zespołu.

Canarinhos są teraz pod presją i potrzebują wygranej nad Iranem za wszelką cenę. Dla brazylijskiego zespołu najlepszym rozwiązaniem było zwycięstwo biało-czerwonych z Irańczykami (spotkanie zakończyło się po zamknięciu wydania). Wtedy canarinhos do awansu do półfinału wystarczy wygrana z Iranem w dowolnym rozmiarze. Inaczej sprawa awansu w grupie B mocno się skomplikuje, a półfinał Final Six bez Brazylii nie tylko w tym kraju wywołałby szok.

Brazylia – Polska 2:3
Brazylia: Bruno Rezende, Wallace, Yoandy Leal, Lucas Saatkamp, Ricardo Lucarelli, Flavio, Maique (libero), Thales (libero) oraz Mauricio, Fernando, Alan Souza, Douglas Souza, Isac Santos, Eder Carbonera.
Polska: Marcin Komenda, Łukasz Kaczmarek, Bartosz Kwolek, Bartosz Bednorz, Karol Kłos, Norbert Huber, Jakub Popiwczak (libero) oraz Marcin Janusz, Maciej Muzaj, Piotr Łukasik.

 

Nasi siatkarze jednak zagrają w Chicago

Reprezentacja Polski siatkarzy zakwalifikowała się zagrają do turnieju finałowego Ligi Narodów, który w dniach 10-14 lipca zostanie rozegrany w Chicago. Biało-czerwoni w ostatniej serii gier wyprzedzili w tabeli ekipę Włoch i awansowali do Final Six na piątym miejscu, za zespołami Iranu, Rosji, Brazylii i Francji. Drużyna gospodarzy miała miejsce wcześniej zagwarantowane.

Liga Narodów nie jest w tym sezonie najważniejszym celem w kalendarzu gier naszej reprezentacji. Priorytet ma sierpniowy turniej kwalifikacyjny do igrzysk olimpijskich w Tokio. Biało-czerwoni będą gospodarzami zaplanowanych w dniach 9-11 sierpnia zmagań w Gdańsku z udziałem ekip Francji, Tunezji i Słowenii. Awans uzyska jedynie zwycięzca. Drugą pod względem ważności imprezą dla naszych siatkarzy będą wrześniowe mistrzostwa Europy, których gospodarzami będą aż cztery kraje: Francja, która została przypisana do grupy A, Belgia (grupa B), Słowenia (grupa C) i Holandia (grupa D). Ich zespoły zostały rozstawione, a następnie do nich dolosowano kolejne kraje. Biało-czerwoni trafili do grupy D z Holandią, Czechami, Estonią, Ukrainą i Czarnogórą.

Poprzednie mistrzostwa Europy, rozegrane w Polsce w 2017 roku, nasz zespół zakończył w barażach po fazie grupowej, odpadając nieoczekiwanie po porażce ze Słowenią, ale rok później już pod wodzą trenera Vitala Heynena zdobył po raz drugi z rzędu mistrzostwo świata. Podrażniona ambicja mobilizuje biało-czerwonych do sukcesu także w europejskim czempionacie.
W tym kontekście wywalczenie miejsca w Final Six jest dla sztabu szkoleniowego naszej reprezentacji pewnym kłopotem, bowiem konieczność wyprawy za ocean na zaplanowany w dniach 10-14 lipca turniej w Chicago komplikuje plan przygotowań do wspomnianych wyżej dwóch najważniejszych imprez. Pewnie dlatego trener Vital Heynen był do końca fazy zasadniczej Ligi Narodów konsekwentny w rotowaniu składem na poszczególne turnieje. Na ostatni, w Lipsku, chociaż ważyły się na nim losy awansu naszej reprezentacji do finału rozgrywek, nie wystawił najmocniejszej ekipy. Dwunastu najlepszych i sprawdzonych już we wcześniejszych bojach siatkarzy w tym czasie trenowało w Spale.

Mimo to w Lipsku nasza ekipa nie zawiodła oczekiwań. Najpierw w piątek pokonała 3:1 Japonię, a dzień później, również 3:1, zespół Niemiec. W tym samym czasie rywalizujący po drugiej stronie oceanu drużyna Italii zaliczyła w stolicy Brazylii dwie porażki – w piątek uległa 1:3 Kanadzie, a w sobotę przegrała 1:3 z Francją. I ta druga porażka rozstrzygnęła definitywnie kwestię obsady miejsc w Final Six, bo swoim zwycięstwem Francuzi za jednym zamachem zapewnili sobie czwartą lokatę, a Polakom piątą. Rozegrane w niedzielę ostatnie spotkania w fazie zasadniczej (Polski z najsłabszą w stawce Portugalią oraz Włochów z Brazylią) nie miały już żadnego znaczenia. W Chicago do gospodarzy Final Six Amerykanów dołączą zespoły Brazylii, Iranu i Rosji oraz Francja i Polska.

Dla organizatorów turnieju obecność reprezentacji Polski ma dużą wartość, bo liczą, że przynajmniej na jej meczach trybuny mogącej pomieścić 9,5 tysiąca widzów hali Credit Union 1 Arena wypełnią się po brzegi. Ciekawe czy trener Heynen też pójdzie im na rękę i pośle do Chicago najmocniejsza ekipę…

 

Przećwiczyli grę w tie-breaku

Reprezentacja Polski siatkarzy nie traktuje tegorocznej edycji Ligi Narodów priorytetowo, ale to nie znaczy, że trener Vital Heynen te rozgrywki odpuszcza. Wygląda jednak na to, że traktuje je jak serię gier kontrolnych, w których sprawdza formę poszczególnych zawodników i ich odporność na stres.

Po dwóch egzotycznych wyjazdach do Chin i Iranu, biało-czerwoni wrócili na Stary Kontynent i w czwartej kolejce spotkań zagrali w turnieju w Mediolanie, w którym zmierzyli się kolejno z Argentyną, Serbią i Włochami. Dwa pierwsze mecze Polacy wygrali po tie-breakach (z Argentyną 19:17,a z Serbi 15:11). „Potrzebujemy takich meczów” – stwierdził zadowolony trener Heynen.

Nasz zespół przed niedzielnym spotkaniem z Włochami wciąż miał szanse na miejsce w Final Six. Reprezentacje Iranu, Brazylii i Rosji były już poza zasięgiem biało-czerwonych, USA jako gospodarze miejsce mają zapewnione, więc Polacyz dorobkiem 19 pkt realnie mogli wyprzedzić jeszcze właśnie ekipę Italii (24 pkt) i Francji (25 pkt). Ale żeby ten cel osiągnąć, podopieczni Vitala Heynena musieli w niedzielę pokonać Włochów (mecz zakończył się po zamknięciu wydania).

 

Kadra siatkarzy bez Kubiaka

Reprezentacja Polski siatkarzy w dwóch kolejnych turniejach Ligi Narodów będzie musiała obyć się bez swojego kapitana, Michała Kubiaka. Władze PZPS zawiesiły tego siatkarza na sześć meczów w drużynie narodowej. To kara za skandaliczną wypowiedź Kubiaka o Irańczykach.

Trener biało-czerwonych Vital Heynen na najbliższy turniej w Lidze Narodów w Chinach wymienił połowę składu kadry. W porównaniu z pierwszym turniejem w katowickim Spodku selekcjoner dał odpocząć siódemce graczy – oprócz zawieszonego Michała Kubiaka do Chin nie pojadą rozgrywający Grzegorz Łomacz, atakujący Bartłomiej Bołądź, środkowy Jakub Kochanowski, przyjmujący Artur Szalpuk i Aleksander Śliwka oraz libero Damian Wojtaszek. W ich miejsce powołania otrzymali rozgrywający Marcin Komenda, atakujący Maciej Muzaj, środkowi Norbert Huber i Michał Szalacha, przyjmujący Bartosz Bednorz i Paweł Łukasik oraz libero Jakub Popiwczak. Skład uzupełniają: rozgrywający Fabian Drzyzga, atakujący: Dawid Konarski, środkowi Mateusz Bieniek i Piotr Nowakowski, przyjmujący Tomasz Fornal i Bartosz Kwolek oraz libero Paweł Zatorski.

W chińskim Ningbo rywalami reprezentacji Polski będą Francuzi, Bułgarzy oraz Chińczycy. Z drużyn tych najwyżej sklasyfikowani są Francuzi, którzy zajmują drugie miejsce z dorobkiem 9 punktów. Bułgarzy są na jedenastej pozycji (3 punkty), a Chińczycy na ostatnim 16. miejscu (1 „oczko”). Polacy zajmują siódmą lokatę (5 punktów). Zmagania w Chinach Polacy rozpoczną w piątek o 10:00 naszego czasu meczem z Francuzi. W sobotę o 10:00 zagrają z Bułgarią, a w niedzielę o 13:30 z gospodarzami turnieju.
Polski Związek Piłki Siatkowej o zawieszeniu Kubiaka w prawach zawodnika reprezentacji poinformował w stosownym komunikacie: „Wydział Dyscypliny PZPS uznał winnym Michała Kubiaka popełnienia wykroczenia dyscyplinarnego, polegającego na tym, że: „podczas wywiadu udzielonego w dniu 26 maja 2019 r. w programie „Prawda Siatki”, opublikowanego w internecie, użył określeń niezgodnych z dobrymi obyczajami i zasadami współżycia społecznego. Za powyższe wykroczenie zgodnie z paragrafem 33 ust. 1 i 3 Regulaminu Dyscyplinarnego PZPS Wydział Dyscyplinarny PZPS wymierzył Michałowi Kubiakowi karę nagany oraz karę zawieszenia w prawach Zawodnika na okres 6 meczów reprezentacji Polski” (pisownia oryginalna).

Przypomnijmy jeszcze, co powiedział Kubiak: (…)”Irańczycy zawsze grają takie niewiniątka, że są super i fajni, a my najgorsi. Ale moje zdanie jest takie, że to są fatalni, złośliwi i chamscy ludzie. Dla mnie ten naród jest skreślony, mimo że oni dumnie nazywają się Persami, a nie Arabami. A tak naprawdę są zwykłymi leszczami. Czasem musimy z nimi zagrać, ale oni dla mnie nie istnieją”(…).

Zawieszenie Kubiaka przez PZPS to bez wątpienia słuszna decyzja i niewykluczone, że dzięki temu nasz siatkarz uniknie poważniejszych sankcji ze strony FIVB, do której na skandaliczną wypowiedź kapitana polskiej reprezentacji poskarżyła sie oficjalnie irańska federacja siatkarska. W ramach rotacji składem Kubiak i tak zdaje się miał dostać od Heynena wolne właśnie w turniejach w Chinach oraz następnym, którego gospodarzem będzie Iran. Na czwarty turniej kapitan biao-czerwonych będzie mógł wrócić po odbyciu kary i z wyczyszczoną kartą. Chyba, że komisja dyscyplinarna FIVB od siebie dołoży mu jakąś dodatkową karę.

Kubiak wyraził ubolewanie zapewniając, że jego słowa mogły zostać źle zrozumiane, na koniec swojego oświadczenia podkreślił jednak stanowczo, że swojej opinii o irańskich siatkarzach nie zmieni.

 

Wielkie granie siatkarzy w Spodku

Reprezentacja Polski zainaugurowała swój udział w tegorocznej edycji Ligi Narodów występem w turnieju w Katowicach. Obsada zawodów była piekielnie mocna, bo w katowickim Spodku starli się medaliści ostatnich mistrzostw świata – Polska, Brazylia i USA oraz najsłabsza w tym gronie Australia.

Trener biało-czerwonych Vital Heynen już w poprzedniej edycji Ligi Narodów mocno rotował składem i dawał pograć każdemu zawodnikowi znajdującemu się w 14-osobowej kadrze na poszczególne turnieje. W tym roku swojej strategii nie zmienił i w wyjściowym składzie na mecz z Australia znalazł się Tomasz Fornal, a nie kapitan Michał Kubiak. 22-letni siatkarz w pierwszym secie zdobył trzy punkty atakiem, dorzucił dwa punktowe bloki i jednego asa serwisowego, ale w drugiej partii się zaciął, nie kończąc żadnego z trzech ataków. Poza tym rywale dwa razy zarobili punkty przy jego odbiorze zagrywki, więc przy stanie 16:18 Heynen zastąpił Fornala Aleksandrem Śliwką. Inny przykład rotacji, to wchodzący na podwójne zmiany Bartłomiej Bołądź.

Na pozycji przyjmujących Heynen ma w tej chwili aż ośmiu wysokiej klasy zawodników, licząc oczywiście z Wilfredo Leonem, który będzie mógł już grać w naszej reprezentacji od 24 lipca. Dla połowy z nich miejsca na wielkich turniejach zabraknie, bo czołowe pozycje Leona i Kubiaka w hierarchii są w tej bezdyskusyjne. Na razie belgijski selekcjoner naszej kadry sprawdza w walce z silnymi rywalami dublerów, wspomnianych już Fornala i Śliwkę, ale też Bartosza Kwolka i Artura Szalpuka, ale żaden z tych czterech przyjmujących nie grał na poziomie godnym zespołu aktualnych mistrzów świata.

Biało-czerwoni spotkanie z Australijczykami zaczęli z impetem, potem ich gra posypała się na chwilę w przegranym drugim secie, lecz potem odzyskali przewagę i pewnie wygrali 3:1. Reprezentacja Stanów Zjednoczonych, która gładko przegrała z Brazylią 0:3, ustawiła naszym siatkarzom poprzeczkę znacznie wyżej i przegrała z mistrzami świata dopiero w tie-breaku 2:3. W drugim sobotnim spotkaniu Brazylijczycy niespodziewanie stracili punkt pokonując wspieranych dopingiem przez polskich kibiców Australijczyków 3:2.

Te wyniki o niczym jeszcze nie świadczą, dowodzą jedynie, że najsilniejsze zespoły ubiegłorocznych mistrzostw świata traktują start w Lidze Narodów jako poligon doświadczalny przed najważniejszymi dla całego tercetu sierpniowymi kwalifikacjami do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Tokio. Co nie oznacza, że nie mają ambicji wygrania Ligi Narodów. Amerykanie już są pewni występu w Final Six, bo będą gospodarzami turnieju, natomiast Polakom i Brazylijczykom, aktualnym mistrzom i wicemistrzom świata, nie wypada się tam nie zakwalifikować. Dlatego w niedzielnym starciu w katowickim Spodku (zakończyło się po zamknięciu wydania) obie drużyny zapowiadały walkę do upadłego.

 

Zapowiada się pracowity rok dla siatkarzy

Polska będzie gospodarzem pierwszych turniejów przyszłorocznej edycji Siatkarskiej Ligi Narodów. Siatkarki zagrają w Radomiu (21-23 maja) z Tajlandią, Niemcami i Włochami, a nasza męska reprezentacja na przełomie maja i czerwca zmierzy się w miejscu jeszcze nieustalonym z USA, Brazylią i Niemcami.

 

Siatkarska Liga Narodów wolą światowej federacji (FIVB) zastąpiły męską Ligę Światową i żeńską World Grand Prix. W pierwszej rozegranej w tym roku edycji tych rozgrywek w rywalizacji mężczyzn triumfowała Rosja (biało-czerwoni zajęli piąte miejsce), natomiast w rywalizacji kobiet najlepsza okazała się ekipa Stanów Zjednoczonych (Polki wywalczył 9. lokatę). Przyszłoroczna edycja odbędzie się w takiej samej formule. 16 reprezentacji będzie rywalizować w pięciu turniejach, a pięć najlepszych w klasyfikacji generalnej plus gospodarz zagra w lipcowym turnieju Final Six.

Kadra siatkarek pod wodzą trenera Jacka Nawrockiego zmagania rozpoczną w Radomiu, gdzie stawią czoła Włoszkom, aktualnym wicemistrzyniom świata oraz drużynom Tajlandii i Niemiec, zaś fazę interkontynentalną zakończą w Azji, najpierw w Chinach (ekipy gospodyń plus USA i Turcja), a później w Korei łd, gdzie oprócz miejscowej drużyny zagrają jeszcze Japonia i Dominikana.

Z kolei nasi świeżo upieczeni mistrzowie świata pod wodzą Vitala Heynena w pierwszym turnieju w naszym kraju zmierzą się ekipami Australii, USA i Brazylii, czyli na dzień dobry polscy kibice będą mogli obejrzeć rewanże za półfinał i finał tegorocznych mistrzostw globu. Potem nasi siatkarze zagrają w Chinach (gospodarze plus Bułgarzy i Francuzi), następnie w Iranie (gospodarze plus Kanada i Rosja), skąd wrócą do Europy na dwa turnieje – najpierw we Włoszech (gospodarze, Argentyna i Serbia), a na koniec w Niemczech (gospodarze, Japonia i debiutującą w Lidze Narodów Portugalią).

Dla trenera Heynena, który pracę z reprezentacja Polski rozpoczął od obrony mistrzowskiego tytułu, w przyszłym roku najważniejszą imprezą będą kwalifikacje do igrzysk olimpijskich w Tokio. Jak wiadomo dla FIVB czempionat globu to za mało na olimpijska przepustkę, ale od dawna było wiadomo, że tytuł mistrz świata nie zapewni awansu do igrzysk. Pierwszą szansą na jego wywalczenie będzie dla ekipy biało-czerwonych interkontynentalny turniej kwalifikacyjny, który obędzie się w sierpniu przyszłego roku. Awans wywalczy tylko zwycięzca turnieju. Rywale Polaków zostaną wyłonieni na podstawie światowego rankingu z 1 stycznia 2019 roku.

Drugą ważną imprezą w przyszłym roku będą mistrzostwa Europy (13-29 września). Kłopotem jest to, że zaledwie dwa dni po zakończeniu tej imprezy rozpocznie się w Japonii Puchar Świata (1-15 października), w którym występ Polacy jako mistrzowie świata mają zagwarantowany. W poprzednich latach turniej ten, który ze względu na napięty plan gier jest bardzo wyczerpujący dla siatkarzy, był trzecią opcją zapewnienia sobie udziału w turnieju olimpijskim. Teraz jednak decyzją FIVB tej szansy już nie będzie. Kalendarz startów na przyszły rok jest jak widać bogaty w imprezy, ale na szczęście trener Heynen ma do dyspozycji tylu wysokiej klasy graczy, że będzie w stanie stworzyć z nich nawet trzy silne drużyny.

 

Terminarz Ligi Narodów 2019:

1. tydzień (31 maja-2 czerwca): Grupa 1: Chiny (gospodarz), Niemcy, Iran, Włochy. Grupa 2: Argentyna (gospodarz), Bułgaria, Kanada, Portugalia. Grupa 3: Polska (gospodarz), USA, Brazylia, Australia. Grupa 4: Serbia (gospodarz), Francja, Rosja, Japonia.

2. tydzień (7-9 czerwca): Grupa 5: Chiny (gospodarz), Bułgaria, Polska, Francja. Grupa 6: Rosja (gospodarz), USA, Włochy, Portugalia. Grupa 7: Japonia (gospodarz), Argentyna, Brazylia, Iran. Grupa 8: Kanada (gospodarz), Niemcy, Australia, Serbia.

3. tydzień (1-16 czerwca): Grupa 9: Portugalia (gospodarz), Brazylia, Chiny, Serbia. Grupa 10: Bułgaria (gospodarz), Japonia, Włochy, Australia. Grupa 11: Iran (gospodarz), Kanada, Polska, Rosja. Grupa 12: Francja (gospodarz), Argentyna, USA, Niemcy

4. tydzień (21-23 czerwca): Grupa 13: USA (gospodarz), Japonia, Chiny, Kanada. Grupa 14: Włochy (gospodarz), Argentyna, Serbia, Polska. Grupa 15: Iran (gospodarz), Francja, Portugalia, Australia. Grupa 16: Brazylia (gospodarz), Bułgaria, Niemcy, Rosja.

5. tydzień (28-30 czerwca): Grupa 17: Australia (gospodarz), Argentyna, Chiny, Rosja. Grupa 18: Brazylia (gospodarz), Włochy, Kanada, Francja
Grupa 19: Bułgaria (gospodarz), Iran, Serbia, USA. Grupa 20: Niemcy (gospodarz), Japonia, Polska, Portugalia.

Turniej finałowy (10-14 lipca)
USA (gospodarz) plus pięć najlepszych drużyn z rundy zasadniczej.