Zaproszenie

Na terenie Łodzi od 14 listopada 2016 r. działa Łódzki klub miłośników prasy lewicowej.

Celem tej inicjatywy jest :

1/ Odkłamywanie historii
2/ Propagowanie ciekawych artykułów prasy lewicowej

3/ Próba wspólnej dyskusji członków SLD z innymi na tematy Historii ruchów lewicowych, przybliżania faktów historycznych ,

4/ Wymiany zdań na tematy historyczne i bieżące. Inne próby interpretacyjne

6 Lutego 2020 r (czwartek) o godz. 16.30 Na terenie siedziby zarządu miejskiego SLD w Łodzi ul.Piotrkowska 203/205 odbędzie się kolejne spotkanie klubu.

Tematem wprowadzenia do dyskusji będzie problematyka przemian na lewicy, związana z 30 rocznicą powstania Socjaldemokracji Rzeczypospolitej Polskiej. Wprowadzenia do dyskusji dokona Ryszard Kwiatkowski – uczestnik tego wydarzenia.
Serdecznie zapraszamy.
Telefon kontaktowy : 42 636 60 44

Ordo Iuris triumfuje w Łodzi

Sejmik woj. łódzkiego przyjął 28 stycznia Samorządową Kartę Praw Rodzin. Obrońcy praw człowieka alarmują: uderzono we wszystkie „nietradycyjne” rodziny, podeptano prawa ofiar przemocy domowej.

Jak wskazują aktywiści łódzkiej Fabryki Równości, zapisy w karcie są nieprecyzyjne i prowadzą prostą drogą do dyskryminacji. Rodzina, która w myśl karty ma być otaczana szczególną opieką, otrzymywać pomoc od samorządu to tylko heteroseksualne małżeństwo z dziećmi. Rodziny niepełne czy rekonstruowane, niezależnie od tego, dlaczego tak wyglądają, zostają poza marginesem, chociaż często to właśnie one bardziej potrzebują pomocy instytucji publicznych. Rzecz jasna rodzinami nie są w przekonaniu prawicy także pary jednopłciowe wychowujące dzieci.
– Należy zwrócić również uwagę na fakt, że SKPR po skonkretyzowaniu się w zapisach prawa lokalnego wydłuży listę podmiotów mogących zablokować realizację zajęć antydyskryminacyjnych uczących m.in. szacunku do różnorodności i jej wszelkich aspektów. Sposób sformułowania SKPR poddaje w wątpliwość dbałość o dobro dzieci, ich zabezpieczenie przed krzywdą wynikającą z dysfunkcji rodziny oraz ograniczenia dostępu dzieci i młodzieży do merytorycznej wiedzy – czytamy w stanowisku Fabryki.

Zamieść przemoc pod dywan

Na kolejne zagrożenia związane z forsowanym przez Ordo Iuris dokumentem zwracają uwagę Kamil Maczuga i Magdalena Dropek w petycji do radnych sejmiku wojewódzkiego. Aktywiści podkreślają, że Karta nie tylko wyklucza wszystkie rodziny odbiegające od „jedynego słusznego” wzorca, ale też wzywa do „ograniczenia uprawnień wyspecjalizowanych organizacji walczących z alkoholizmem, przemocą w rodzinie czy narkomanią zakładając, że integralność rodziny jest ważniejsza niż bezpieczeństwo osób doświadczających przemocy”.

– Realizujemy zadania pomocowe finansowane ze środków samorządowych. W karcie pojawia się zapis o ochronie integralności rodziny, która może zostać uchylona tylko w sytuacji zagrożenia życia lub zdrowia. Pomagając ofierze przemocy domowej rozwieść się z oprawcą możemy według autorów karty uderzyć we wspomnianą integralność rodziny – powiedziała łódzkiej „Gazecie Wyborczej” dyrektorka Centrum Praw Kobiet Anna Głogowska-Balcerzak.

Strefa dyskryminacji rośnie

Wobec faktu, że PiS ma większość w sejmiku, obawy obrońców praw człowieka zostały puszczone mimo uszu. „Za” głosowało 18 przedstawicieli tejże partii i jedna radna KO, która przeprosiła potem za pomyłkę. „Przeciw” – dziesięcioro reprezentantów KO. Wstrzymało się dwoje radnych PSL. Bartosz Staszewski, aktywista na rzecz równości i różnorodności zauważył, że za sprawą ofensywy prawicowych fundamentalistów po uchwale przyjętej w Łodzi już prawie 1/3 mieszkańców Polski żyje w „strefach wolnych od LGBT”, nawet jeśli w tym najnowszym przypadku nie użyto wprost takiego sformułowania.

Łódzki klub miłośników prasy lewicowej

Na terenie Łodzi od 14 listopada 2016 roku działa
Łódzki klub miłośników prasy lewicowej

Celem tej inicjatywy jest:
1. Odkłamywanie historii
2. Propagowanie ciekawych artykułów prasy lewicowej
3. Próba wspólnej dyskusji członków sld z innymi na tematy
Historii ruchów lewicowych, przybliżania faktów historycznych,
4. Wymiany zdań na tematy historyczne i bieżące
Inne próby interpretacyjne

23 maja 2019r. (czwartek) o godz. 16.30
na terenie siedziby Zarządu Miejskiego SLD w Łodzi,
ul. Piotrkowska 203/205

z udziałem znakomitego znawcy spraw międzynarodowych

Profesora Tadeusza IWIŃSKIEGO
odbędzie się kolejne spotkanie klubu.

Tematem wykładu i dyskusji będzie próba rozwikłania problematyki
„CHAOS CZY NOWY GLOBALNY ŁAD ŚWIATA”

Serdecznie zapraszamy. Telefon kontaktowy 42 636 60 44.

Przepracowany jak lekarz

39-letni kardiolog i internista z Łodzi zmarł w swoim gabinecie pod koniec weekendowego dyżuru. Państwowa Inspekcja Pracy bada, czy nie doszło do narażenia jego życia i zdrowia. Mężczyzna rozpoczął dyżur w piątek o godz. 16.00. Miał go zakończyć w niedzielę o 8.00. Nie doczekał. Oprócz Pleszewskiego Centrum Medycznego, gdzie pojawiał się w weekendy, zatrudniony był w jeszcze czterech innych miejscach.
Egzotyczne doniesienia z dalekiej Japonii o nadgorliwcach, którzy zmarli po kilkudziesięciu godzinach pracy bez przerwy, to już nie sensacje, to rzeczywistość polskiej służby zdrowia, gdzie zasłabnięcia na dyżurach są na porządku dziennym, a zgony lekarzy zdarzają się coraz częściej.
Zmarły w Pleszewie lekarz przyjmował pacjentów również w Łodzi, Bełchatowie, Zgierzu i Łęczycy. W samym regionie łódzkim zmarło już na dyżurach dwóch chirurgów ze szpitala Bonifratrów, a także medycy z Centralnego Szpitala Klinicznego i w szpitala w Pabianicach.
W 2016 roku 44-letnia anestezjolog zmarła po czterech dniach pracy bez przerwy w szpitalu w Białogardzie. W 2011 roku zmarł anestezjolog z Głubczyc, który zdążył przepracować pięć dyżurów z rzędu. W 2017 pod Krakowem zasłabła – i zmarła pomimo reanimacji – 26-letnie rezydentka.
W 2013 roki problem wypalenia zawodowego dotyczył 40 procent polskich lekarzy zgodnie z wynikami kontroli Naczelnej Izby Lekarskiej. W 2019 lekarz to w Polsce najwyraźniej zawód wysokiego ryzyka. Ponieważ jednak zgony pacjentów mogą być pośrednio, jakby to powiedzieć, powiązane ze zgonami pacjentów, zamiast „trzynastek” i innych przedwyborczych cudów, warto by zainwestować w tych, którzy narażają swoje życie aby ratować nasze.

Klub Trybuny zaprasza do Łodzi Zaproszenie

Dwa lata Łódzkiego Klubu Miłośników Prasy Lewicowej. I co dalej?

 

Dalej – to stworzyć Instytut Pamięci Narodowej Lewicy Polskiej – prowadzony społecznie, bo nikt nam jakichkolwiek funduszy nie przekaże. Nie ma takiego zwyczaju, że ogłasza się konkursy na granty z tego Instytutu.
Działalnością łódzkiego klubu, powstałego z inspiracji Redaktora Piotra Gadzinowskiego – kieruje Sztab, złożony z pasjonatów historii, reprezentujących następujące środowiska:
• Bogdan Płusa – aktyw łódzkiego SLD,
• Janusz Murynowicz – środowiska publicystyczne,
• Anna Kozubska – Federacja Młodych Socjalistów
• Jan Nosko i Józef Olbryk – weteranów lewicy,
• Janina Graczyk – środowisko działaczy osiedlowych,
• Janina Tropisz – środowisko seniorów Łodzi,
• Krystyna Szymańska – środowisko Stowarzyszenia POKOLENIA,
• Ryszard Kwiatkowski – środowisko znawców teorii lewicowych
To oni przez dwa lata istnienia od pierwszego spotkania w obecności 9 osób rozpoczęli nasze spotkania.
Dziś podsumowując działanie naszego klubu wkraczamy na drogę konfrontacji zaczynając taką samą strukturę Instytut Pamięci Narodowej Lewicy Polskiej, na razie na przykładzie łódzkim. Mamy ku temu prawo historii.
To Łódź stała się słynna na cały świat za sprawą Rewolucji 1905 roku, to w Łodzi po raz pierwszy w historii Papież Polak Jan Paweł II spotkał się z łódzkimi włókniarkami z ZPB im. Obrońców Pokoju „UNIONTEX”, to z Łodzi wyszli w świat znakomici filmowcy – wyróżnieni Oskarami.
To Łódź zasłynęła urodzonymi w niej światowcami: Dedeciusem, Karskim, Wajdą Urbaniakiem.

 

 

OGŁOSZENIE

 

Na terenie Łodzi od 14 listopada 2016 roku
działa Łódzki Klub Miłośników Prasy Lewicowej

 

Celem tej inicjatywy jest:

 

1. Odkłamywanie historii
2. Propagowanie ciekawych artykułów prasy lewicowej
3. Próba wspólnej dyskusji członków sld z innymi na tematy historii ruchów lewicowych, przybliżania faktów historycznych,
4. Wymiany zdań na tematy historyczne i bieżące inne próby interpretacyjne

 

13 grudnia 2018 r. o godz. 16.30. na terenie siedziby Zarządu Miejskiego SLD w Łodzi, ul. Piotrkowska 203/205 podsumujemy dwa lata istnienia klubu i zapoznamy się z dokumentami Instytutu Pamięci Narodowej (ustawa, statut, kierunki działania, osoby kierujące Instytutem).

 

Tematem wykładu i dyskusji będzie próba powołania
„Instytutu Pamięci Narodowej Lewicy Polskiej”

 

Serdecznie zapraszamy.

 

TELEFON KONTAKTOWY 42 636 60 44

Groźna myśl komunistów

Działaczka ONR, tropicielka „powracającej fali komunizmu”, zaniepokojona „patologią, degeneracją, wojną płci”. Łódzka „Gazeta Wyborcza” przedstawiła sylwetkę pewnej pracownicy Oddziałowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa w Łodzi.

 

IPN znakomicie dobiera kadry do realizowania swojego głównego zadania – forsowania jednostronnej, prawicowej, katolicko-narodowej wizji polskiej historii. Patrycja Resel, bohaterka materiału „GW”, jeszcze w ubiegłym roku była koordynatorką działań Obozu Narodowo-Radykalnego w Piotrkowie Trybunalskim. Organizowała w mieście wydarzenia ku czci „żołnierzy wyklętych”, jej bohaterem był zwłaszcza dowódca oddziału Narodowych Sił Zbrojnych w kieleckiem Władysław Kołaciński. W propagowaniu kultu tej postaci nie przeszkadzało aktywistce ani dokonanie przez jego oddział zabójstwo dziewięciorga Żydów ocalonych z Zagłady w maju 1945 r., ani prowadzona przez ludzi Kołacińskiego walka z „niewłaściwą”, czyli lewicową partyzantką jeszcze podczas hitlerowskiej okupacji.
Obecnie świeżo upieczona absolwentka studiów historycznych w piotrkowskiej filii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach pracuje w Oddziałowym Biurze Upamiętniania Walk i Męczeństwa w łódzkim IPN. Tego typu placówki odpowiadają za opiekę nad miejscami pamięci, opiniowanie wniosków o budowę nowych pomników martyrologicznych i wojennych, a także organizują obchody, wystawy, wydają książki. Mają ogromne „zasługi” w krzewieniu jednostronnego obrazu historii Polski w okresie II wojny światowej i po niej.
W jakie dokładnie inicjatywy zaangażowana jest Patrycja Resel, „GW” się nie dowiedziała – działaczka ONR nie chciała rozmawiać. Pozostaje poczytać teksty, które publikowała na nacjonalistycznym portalu Kierunki.info. Zaskoczenia nie ma – nacjonalistka walczyła z komuną i niepokoiła się o przyszłość społeczeństwa trawionego przez feminizm i gender. Po przyjęciu w Sejmie tzw. ustawy dezubekizacyjnej tłumaczyła, że w Polsce nadal działają komuniści, a ich myśl „jest stale wchłaniana przez społeczeństwo poprzez różnorakie frakcje, instytucje i inne twory. Wszystko jest skrzętnie kamuflowane, aby manipulacja przyniosła oczekiwane rezultaty. Tylko oddanie trzeźwego spojrzenia na otaczający nas świat jest w stanie zahamować stale rozwijający się proces. Struktury systemu komunistycznego do końca nie obumarły, a jedynie funkcjonują w pewnym uśpieniu i czekają na kluczowy moment, w którym ludzkość nie będzie w stanie obronić się przed szerzącą się zarazą”.
„Stale postępuje wymieszanie się podstawowych cech powiązanych z daną płcią. Feminizacja, metroseksualizm, transseksualizm, gender. (…) Młodzi ludzie nafaszerowani papką medialną coraz częściej gubią się podczas wyboru swojej ścieżki życiowej. Rozmyślanie na temat swojej kariery zawodowej, naukowej lub tworzenia rodziny zastępują kontemplacją na temat przynależności do jednej z płci i orientacji seksualnej” – ubolewała natomiast w maju ubiegłego roku. Na szczęście dostrzegała też nadzieję: – Nie każdy człowiek został ogłupiony serwowanym przez media wzorem człowieka, półczłowieka, czegoś niezidentyfikowanego – pisała w zakończeniu tekstu.
Asystentka prasowa IPN w Łodzi, komentując dla „GW” obecność w IPN osoby o takich poglądach stwierdziła, że nieprzyjęcie Resel do pracy z uwagi na działalność w organizacji skrajnie nacjonalistycznej byłoby aktem dyskryminacji.

Emancypacja w PRL-u

Wizerunek traktorzystki – humorystyczny symbol pogwałcenia naturalnego porządku płci, utrwalił się w świadomości społecznej jako negatywny obraz kobiet okresu stalinizmu.

 

Stąd narodziło się błędne mniemanie, że okres Polski Ludowej był dla kobiet koszmarem, bo zmuszano je do pracy, a przecież miejsce kobiety, zgodnie z patriarchalnym wyobrażeniem, jest w domu.
Zatrudnienie kobiet w latach 1950-1989 wzrosło do niebotycznych rozmiarów. Pod koniec PRL-u ponad 45 procent Polek pracowało zawodowo. Silne było przekonanie, że jeśli chcesz coś osiągnąć, to można to zrobić.
W roku, w którym obchodzimy setną rocznicę nadania Polkom praw wyborczych powraca jak bumerang pytanie: Czy komunizm rzeczywiście emancypował kobiety? Naomi Woronow z City University of New York powątpiewała czy wyciąganie kobiet z domu, zmuszanie do pracy i pozostawienie kobietom dotychczasowym obowiązków należy nazwać emancypacją?
Czy kobiety w PRL-u miały możliwości wyboru, poszerzenia w ten sposób ich granic wolności osobistej, wolności od ograniczeń materialnej biedy czy braku perspektyw?
Z jednej strony kobiety żyjące w PRL-u borykały się ze złymi warunkami pracy, brakami w zaopatrzeniu, z zaniżaniem ich płac, ale z drugiej to właśnie w tym okresie umożliwiono im masowy dostęp do rynku pracy, stworzono dogodne warunki do podnoszenia wykształcenia oraz dostępność do żłobków i przedszkoli czy kolonii dla dzieci. Warto przypomnieć, że polityka zatrudnienia kobiet, prowadzona tuż po wojnie, miała na celu zapewnienie pracy wdowom jako ‚jedynym żywicielkom” rodziny. Natomiast „produktywizacja” kobiet ujęta w planie sześcioletnie przyczyniła się do wzrostu zatrudnienia oraz do podnoszenia kwalifikacji zawodowych poprzez organizowanie różnych szkoleń. Paradoksalnie w czasach stalinizmu, najbardziej represyjnym politycznie okresie Polski Ludowej, kobiety zyskały niezależność ekonomiczną i społeczny prestiż. Dostały możliwość poszerzenia swoich kwalifikacji zawodowych i sprawdzenia się w typowo męskich zawodach, lepiej płatnych i bardziej prestiżowych w owych czasach, niż te tradycyjne kobiece. Wiele samotnie wychowujących dzieci kobiet – wdów, rozwiedzionych, żon alkoholików, mogło uwolnić się z toksycznych związków, bo dzięki pracy uzyskiwały możliwość awansu, dokształcenia się, a przede wszystkim stabilizacji.
W okresie odwilży, w którym doszło do poluzowania aparatu politycznych represji, starano się wypychać kobiety z rynku pracy lub przesuwać na stanowiska gorzej płatne i mniej prestiżowe. Jednak powrót kobiet do domu nie był już możliwy. Początek lat sześćdziesiątych to kolejny wzrost aktywizacji zawodowej kobiet. Humanizacja pracy, tak charakterystyczna dla lat siedemdziesiątych polegała nie tylko na unowocześnianiu hal fabrycznych, ale także na wydłużeniu urlopów macierzyńskich z 12 do 16 tygodni na pierwsze dziecko, (każdy następny poród – 18 tygodni, w przypadku urodzenia więcej niż jednego dziecka – 26 tygodni). Wydłużono urlopy bezpłatne do trzech lat. Ważną kwestią okazała się więc polityka społeczna kładąca nacisk na zapewnieni opieki nad kobietami oczekującymi narodzin dziecka, dla których w zakładach organizowano odziały pracy chronionej. To w 1956 roku zliberalizowano przepisy ustawy aborcyjnej, które obecnie są w naszym kraju jednymi z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Polski Kościół na fali politycznej odwilży negatywnie odnosił się do pracy kobiet, podkreślając patriarchalny ideał kobiety w rodzinie. Nic jednak wówczas nie wskórał.
W okresie Polski Ludowej postawiono na edukację. Rozwinęło się szkolnictwo zawodowe na poziomie szkół zasadniczych, techników, wieczorowe, zaoczne oraz przygotowawcze na wyższe uczelnie. Kobiety częściej wybierały licea ogólnokształcące, dlatego w latach 60 panie stanowiły na uczelniach połowę studentów. W 1988 r. wyższym wykształceniem w Polsce legitymowało się 1,8 mln Polaków czyli 6,5 proc. Kiedy porównamy, że po zakończeniu II wojny światowej liczba ludzi z wyższym wykształceniem w Polsce wynosiła niecałe 40 tysięcy, to był to ogromny wzrost.
Po 1989 roku sytuacja kobiet zaczęła się zmieniać. Tradycyjne role płciowe zaczęły przeżywać renesans, a emancypacja miała polegać na tym że kobiety nie musiały pracować. Wprowadzenie gospodarki rynkowej postawiło kobiety przed groźbą utraty pracy. Bezrobocie wśród kobiet, szczególnie dotknęło łódzkie włókniarki. W 1994 r. w województwie łódzkim zarejestrowano 110,8 tys bezrobotnych, w tym 52 tys kobiet. Polki stały się więc jedną z grup społecznych, które najbardziej odczuły niespodziewane ciężary przemian politycznych i gospodarczych. Poczytywano to jako reakcję przeciw komunizmowi, który w opinii niektórych, próbował emancypować kobiety w sposób sztuczny.
W polskim parlamencie w 1989 roku na 460 posłów kobiet było zaledwie 60. Patriarchalna kultura zaczęła tworzyć bariery utrudniające kobietom kariery polityczne. Dopiero w 2011 roku kobiety stanowiły 23,91 proc. Warto przypomnieć, że 23 proc. parlamentarzystek było w Sejmie VIII kadencji (1980-1985).
Mimo że niektórzy zarzucają, iż komunizm zniekształcił tradycyjny w polskiej kulturze wizerunek Matki Polski, to z całą stanowczością należy podkreślić, że to właśnie w okresie Polski Ludowej kobiety mogły decydować o swoim życiu zawodowym, kształcić się, na niespotykaną skalę migrować ze wsi do miasta i tam zdobywać nowe kwalifikacje. Kobieta nie była postrzegana jako maszynka do rodzenia dzieci. Polki miały możliwość wyboru, a tym samym poszerzenia granic wolności osobistej. PRL dał kobietom alternatywę w stosunku środowisk, które uważały, że role i miejsce kobiet jest z góry określone przez biologię, religię i tradycję. Te środowiska stały się nadzwyczaj aktywne po 1989 r.. Czy rzeczywiście w obecnej rzeczywistości Polki mają prawo wyboru? Ważne, aby każdy wybór był świadomy.

Łódź pamięta o rewolucji!

Okrzyki „Rewolucja!”, „Precz z wyzyskiem!”, „Solidarność robotnicza!”, „Wolność, równość, niepodległość!” mogli usłyszeć mieszkańcy Łodzi oraz turyści, którzy w sobotnie popołudnie znajdowali się przy ul. Piotrkowskiej.

 

W miejscach, gdzie 113 lat temu robotnice i robotnicy demonstrowali, ścierali się z carskim wojskiem i wznosili barykady, odbył się rocznicowy przemarsz i spektakl.
Kolejna już edycja efektownego upamiętnienia powstania łódzkiego, jednego z największych wystąpień robotniczych podczas rewolucji 1905 roku, zgromadziła około dwustu osób. W serii symbolicznych obrazów prezentowanych przez alternatywny teatr Chorea uczestnicy wydarzenia obserwowali wybuch robotniczego buntu, manifestacje i walkę pracownic i pracowników łódzkich fabryk, spory między organizacjami rewolucyjnymi działającymi w Królestwie Polskim, nieugiętość walczących i wreszcie stłumienie powstania i represje wobec rewolucjonistów. Aktorzy i aktorki występowali w tych samych miejscach, gdzie 113 lat temu robotnice i robotnicy zbierali się, organizowali i walczyli – na ul. Piotrkowskiej i okolicznych podwórzach; zaś złość wyzyskiwanych przeciwko wyzyskiwaczom pokazali w sąsiedztwie pomnika łódzkich fabrykantów Poznańskiego, Grohmana i Scheiblera.
Z uwagi na 100. rocznicę odzyskania suwerenności przez państwo polskie w spektaklu silnie wyeksponowany był wątek rozważań nad tym, czym jest niepodległość, wolność i samowola. Równocześnie przypomniano o początku rewolucji 1905 r. – Krwawej Niedzieli w Petersburgu i o solidarności robotników polskich i rosyjskich podczas kilkunastu miesięcy walk z caratem o społeczne i narodowe wyzwolenie. Ważnym punktem obchodów był śpiew połączonych chórów rewolucyjnych, które wykonały m.in. „Międzynarodówkę”, „Gdy naród do boju”, „Czerwony sztandar”, „Gdy naród do boju” i „Łodziankę”.
Nieprzypadkowo marsz zakończył się w okolicy ulic Piotrkowskiej i Wschodniej – przy niej właśnie 22 czerwca 1905 r. zbuntowani robotnicy starli się z rosyjskimi oddziałami piechoty i Kozaków. W ciągu kolejnych dwóch dni na ulicach Łodzi wzniesiono ponad sto barykad; w bitwie ulicznej, do której carat rzucił przeciwko proletariuszkom i proletariuszom łącznie osiem pułków wojska, zginęło ponad 160 osób. Powstanie zostało stłumione, w Łodzi ogłoszono stan wojenny, ale kolejne strajki robotnicze wybuchały jeszcze do 1907 r.
– Obecnie mało kto pamięta o Powstaniu Łódzkim 1905 roku, które przyniosło za sobą falę zmian i – mimo upadku – odegrało ważną rolę w walce o niepodległość Polski. Chcemy pokazać, że każdy społeczny ruch pozostawia jakieś zmiany, a to, że ludzie w krytycznych sytuacjach decydują się na wyjście na ulicę nie idzie na marne – nawet, gdy walka okazuje się przegrana – tłumaczyła Onetowi Ewa Otomańska, reżyserka widowiska. Obserwatorzy spektaklu i zarazem uczestnicy przemarszu nieśli, tak jak walczący robotnicy w 1905 r., sztandary czerwone i biało-czerwone, a także flagi historycznych partii: PPS-u czy Bundu. Eksponowali i skandowali hasła rewolucyjne – precz z caratem! precz z cenzurą! precz z czarną sotnią! precz z wyzyskiem! zakaz pracy akordowej! ośmiogodzinny dzień pracy! Wezwania odnoszące się do sytuacji robotników nie straciły aktualności po dziś dzień…
Takie też poczucie mieli uczestnicy marszu. Wielu z nich przyszło na Piotrkowską nie tylko po to, by upamiętnić wydarzenie historyczne, ale także w poczuciu identyfikacji z lewicowymi hasłami.

Ogłoszenie Łódzkiego Klubu Miłośników Prasy Lewicowej

NA TERENIE ŁODZI od 14 LISTOPADA 2016 ROKU DZIAŁA
ŁÓDZKI KLUB MIŁOŚNIKÓW PRASY LEWICOWEJ

 

CELEM TEJ INICJATYWY JEST :

1) ODKŁAMYWANIE HISTORII,
2) PROPAGOWANIE CIEKAWYCH ARTYKUŁÓW PRASY LEWICOWEJ,
3) PRÓBA WSPÓLNEJ DYSKUSJI CZŁONKÓW SLD Z INNYMI NA TEMATY HISTORII RUCHÓW LEWICOWYCH , PRZYBLIŻANIA FAKTÓW HISTORYCZNYCH,
4) WYMIANY ZDAŃ NA TEMATY HISTORYCZNE i BIEŻĄCE INNE PRÓBY INTERPRETACYJNE.

 

25 czerwca 2018 r o godz. 16.30 na terenie siedziby Zarządu Miejskiego SLD w Łodzi, ul. Piotrkowska 203/205 gościć będziemy red. Weronikę KSIĄŻEK z TRYBUNY, znakomitą znawczynię problematyki politycznej, społecznej i kobiecej.

 

Tematem wykładu i dyskusji będzie kwestia: Lider czy Liderka – autorytarność czy demokracja w bieżącej sytuacji społeczno-politycznej.

 

Serdecznie zapraszamy!

 

TELEFON KONTAKTOWY 42 636 60 44