Łódzki klub miłośników prasy lewicowej

Na terenie Łodzi od 14 listopada 2016 roku działa
Łódzki klub miłośników prasy lewicowej

Celem tej inicjatywy jest:
1. Odkłamywanie historii
2. Propagowanie ciekawych artykułów prasy lewicowej
3. Próba wspólnej dyskusji członków sld z innymi na tematy
Historii ruchów lewicowych, przybliżania faktów historycznych,
4. Wymiany zdań na tematy historyczne i bieżące
Inne próby interpretacyjne

23 maja 2019r. (czwartek) o godz. 16.30
na terenie siedziby Zarządu Miejskiego SLD w Łodzi,
ul. Piotrkowska 203/205

z udziałem znakomitego znawcy spraw międzynarodowych

Profesora Tadeusza IWIŃSKIEGO
odbędzie się kolejne spotkanie klubu.

Tematem wykładu i dyskusji będzie próba rozwikłania problematyki
„CHAOS CZY NOWY GLOBALNY ŁAD ŚWIATA”

Serdecznie zapraszamy. Telefon kontaktowy 42 636 60 44.

Przepracowany jak lekarz

39-letni kardiolog i internista z Łodzi zmarł w swoim gabinecie pod koniec weekendowego dyżuru. Państwowa Inspekcja Pracy bada, czy nie doszło do narażenia jego życia i zdrowia. Mężczyzna rozpoczął dyżur w piątek o godz. 16.00. Miał go zakończyć w niedzielę o 8.00. Nie doczekał. Oprócz Pleszewskiego Centrum Medycznego, gdzie pojawiał się w weekendy, zatrudniony był w jeszcze czterech innych miejscach.
Egzotyczne doniesienia z dalekiej Japonii o nadgorliwcach, którzy zmarli po kilkudziesięciu godzinach pracy bez przerwy, to już nie sensacje, to rzeczywistość polskiej służby zdrowia, gdzie zasłabnięcia na dyżurach są na porządku dziennym, a zgony lekarzy zdarzają się coraz częściej.
Zmarły w Pleszewie lekarz przyjmował pacjentów również w Łodzi, Bełchatowie, Zgierzu i Łęczycy. W samym regionie łódzkim zmarło już na dyżurach dwóch chirurgów ze szpitala Bonifratrów, a także medycy z Centralnego Szpitala Klinicznego i w szpitala w Pabianicach.
W 2016 roku 44-letnia anestezjolog zmarła po czterech dniach pracy bez przerwy w szpitalu w Białogardzie. W 2011 roku zmarł anestezjolog z Głubczyc, który zdążył przepracować pięć dyżurów z rzędu. W 2017 pod Krakowem zasłabła – i zmarła pomimo reanimacji – 26-letnie rezydentka.
W 2013 roki problem wypalenia zawodowego dotyczył 40 procent polskich lekarzy zgodnie z wynikami kontroli Naczelnej Izby Lekarskiej. W 2019 lekarz to w Polsce najwyraźniej zawód wysokiego ryzyka. Ponieważ jednak zgony pacjentów mogą być pośrednio, jakby to powiedzieć, powiązane ze zgonami pacjentów, zamiast „trzynastek” i innych przedwyborczych cudów, warto by zainwestować w tych, którzy narażają swoje życie aby ratować nasze.

Klub Trybuny zaprasza do Łodzi Zaproszenie

Dwa lata Łódzkiego Klubu Miłośników Prasy Lewicowej. I co dalej?

 

Dalej – to stworzyć Instytut Pamięci Narodowej Lewicy Polskiej – prowadzony społecznie, bo nikt nam jakichkolwiek funduszy nie przekaże. Nie ma takiego zwyczaju, że ogłasza się konkursy na granty z tego Instytutu.
Działalnością łódzkiego klubu, powstałego z inspiracji Redaktora Piotra Gadzinowskiego – kieruje Sztab, złożony z pasjonatów historii, reprezentujących następujące środowiska:
• Bogdan Płusa – aktyw łódzkiego SLD,
• Janusz Murynowicz – środowiska publicystyczne,
• Anna Kozubska – Federacja Młodych Socjalistów
• Jan Nosko i Józef Olbryk – weteranów lewicy,
• Janina Graczyk – środowisko działaczy osiedlowych,
• Janina Tropisz – środowisko seniorów Łodzi,
• Krystyna Szymańska – środowisko Stowarzyszenia POKOLENIA,
• Ryszard Kwiatkowski – środowisko znawców teorii lewicowych
To oni przez dwa lata istnienia od pierwszego spotkania w obecności 9 osób rozpoczęli nasze spotkania.
Dziś podsumowując działanie naszego klubu wkraczamy na drogę konfrontacji zaczynając taką samą strukturę Instytut Pamięci Narodowej Lewicy Polskiej, na razie na przykładzie łódzkim. Mamy ku temu prawo historii.
To Łódź stała się słynna na cały świat za sprawą Rewolucji 1905 roku, to w Łodzi po raz pierwszy w historii Papież Polak Jan Paweł II spotkał się z łódzkimi włókniarkami z ZPB im. Obrońców Pokoju „UNIONTEX”, to z Łodzi wyszli w świat znakomici filmowcy – wyróżnieni Oskarami.
To Łódź zasłynęła urodzonymi w niej światowcami: Dedeciusem, Karskim, Wajdą Urbaniakiem.

 

 

OGŁOSZENIE

 

Na terenie Łodzi od 14 listopada 2016 roku
działa Łódzki Klub Miłośników Prasy Lewicowej

 

Celem tej inicjatywy jest:

 

1. Odkłamywanie historii
2. Propagowanie ciekawych artykułów prasy lewicowej
3. Próba wspólnej dyskusji członków sld z innymi na tematy historii ruchów lewicowych, przybliżania faktów historycznych,
4. Wymiany zdań na tematy historyczne i bieżące inne próby interpretacyjne

 

13 grudnia 2018 r. o godz. 16.30. na terenie siedziby Zarządu Miejskiego SLD w Łodzi, ul. Piotrkowska 203/205 podsumujemy dwa lata istnienia klubu i zapoznamy się z dokumentami Instytutu Pamięci Narodowej (ustawa, statut, kierunki działania, osoby kierujące Instytutem).

 

Tematem wykładu i dyskusji będzie próba powołania
„Instytutu Pamięci Narodowej Lewicy Polskiej”

 

Serdecznie zapraszamy.

 

TELEFON KONTAKTOWY 42 636 60 44

Groźna myśl komunistów

Działaczka ONR, tropicielka „powracającej fali komunizmu”, zaniepokojona „patologią, degeneracją, wojną płci”. Łódzka „Gazeta Wyborcza” przedstawiła sylwetkę pewnej pracownicy Oddziałowego Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa w Łodzi.

 

IPN znakomicie dobiera kadry do realizowania swojego głównego zadania – forsowania jednostronnej, prawicowej, katolicko-narodowej wizji polskiej historii. Patrycja Resel, bohaterka materiału „GW”, jeszcze w ubiegłym roku była koordynatorką działań Obozu Narodowo-Radykalnego w Piotrkowie Trybunalskim. Organizowała w mieście wydarzenia ku czci „żołnierzy wyklętych”, jej bohaterem był zwłaszcza dowódca oddziału Narodowych Sił Zbrojnych w kieleckiem Władysław Kołaciński. W propagowaniu kultu tej postaci nie przeszkadzało aktywistce ani dokonanie przez jego oddział zabójstwo dziewięciorga Żydów ocalonych z Zagłady w maju 1945 r., ani prowadzona przez ludzi Kołacińskiego walka z „niewłaściwą”, czyli lewicową partyzantką jeszcze podczas hitlerowskiej okupacji.
Obecnie świeżo upieczona absolwentka studiów historycznych w piotrkowskiej filii Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach pracuje w Oddziałowym Biurze Upamiętniania Walk i Męczeństwa w łódzkim IPN. Tego typu placówki odpowiadają za opiekę nad miejscami pamięci, opiniowanie wniosków o budowę nowych pomników martyrologicznych i wojennych, a także organizują obchody, wystawy, wydają książki. Mają ogromne „zasługi” w krzewieniu jednostronnego obrazu historii Polski w okresie II wojny światowej i po niej.
W jakie dokładnie inicjatywy zaangażowana jest Patrycja Resel, „GW” się nie dowiedziała – działaczka ONR nie chciała rozmawiać. Pozostaje poczytać teksty, które publikowała na nacjonalistycznym portalu Kierunki.info. Zaskoczenia nie ma – nacjonalistka walczyła z komuną i niepokoiła się o przyszłość społeczeństwa trawionego przez feminizm i gender. Po przyjęciu w Sejmie tzw. ustawy dezubekizacyjnej tłumaczyła, że w Polsce nadal działają komuniści, a ich myśl „jest stale wchłaniana przez społeczeństwo poprzez różnorakie frakcje, instytucje i inne twory. Wszystko jest skrzętnie kamuflowane, aby manipulacja przyniosła oczekiwane rezultaty. Tylko oddanie trzeźwego spojrzenia na otaczający nas świat jest w stanie zahamować stale rozwijający się proces. Struktury systemu komunistycznego do końca nie obumarły, a jedynie funkcjonują w pewnym uśpieniu i czekają na kluczowy moment, w którym ludzkość nie będzie w stanie obronić się przed szerzącą się zarazą”.
„Stale postępuje wymieszanie się podstawowych cech powiązanych z daną płcią. Feminizacja, metroseksualizm, transseksualizm, gender. (…) Młodzi ludzie nafaszerowani papką medialną coraz częściej gubią się podczas wyboru swojej ścieżki życiowej. Rozmyślanie na temat swojej kariery zawodowej, naukowej lub tworzenia rodziny zastępują kontemplacją na temat przynależności do jednej z płci i orientacji seksualnej” – ubolewała natomiast w maju ubiegłego roku. Na szczęście dostrzegała też nadzieję: – Nie każdy człowiek został ogłupiony serwowanym przez media wzorem człowieka, półczłowieka, czegoś niezidentyfikowanego – pisała w zakończeniu tekstu.
Asystentka prasowa IPN w Łodzi, komentując dla „GW” obecność w IPN osoby o takich poglądach stwierdziła, że nieprzyjęcie Resel do pracy z uwagi na działalność w organizacji skrajnie nacjonalistycznej byłoby aktem dyskryminacji.

Emancypacja w PRL-u

Wizerunek traktorzystki – humorystyczny symbol pogwałcenia naturalnego porządku płci, utrwalił się w świadomości społecznej jako negatywny obraz kobiet okresu stalinizmu.

 

Stąd narodziło się błędne mniemanie, że okres Polski Ludowej był dla kobiet koszmarem, bo zmuszano je do pracy, a przecież miejsce kobiety, zgodnie z patriarchalnym wyobrażeniem, jest w domu.
Zatrudnienie kobiet w latach 1950-1989 wzrosło do niebotycznych rozmiarów. Pod koniec PRL-u ponad 45 procent Polek pracowało zawodowo. Silne było przekonanie, że jeśli chcesz coś osiągnąć, to można to zrobić.
W roku, w którym obchodzimy setną rocznicę nadania Polkom praw wyborczych powraca jak bumerang pytanie: Czy komunizm rzeczywiście emancypował kobiety? Naomi Woronow z City University of New York powątpiewała czy wyciąganie kobiet z domu, zmuszanie do pracy i pozostawienie kobietom dotychczasowym obowiązków należy nazwać emancypacją?
Czy kobiety w PRL-u miały możliwości wyboru, poszerzenia w ten sposób ich granic wolności osobistej, wolności od ograniczeń materialnej biedy czy braku perspektyw?
Z jednej strony kobiety żyjące w PRL-u borykały się ze złymi warunkami pracy, brakami w zaopatrzeniu, z zaniżaniem ich płac, ale z drugiej to właśnie w tym okresie umożliwiono im masowy dostęp do rynku pracy, stworzono dogodne warunki do podnoszenia wykształcenia oraz dostępność do żłobków i przedszkoli czy kolonii dla dzieci. Warto przypomnieć, że polityka zatrudnienia kobiet, prowadzona tuż po wojnie, miała na celu zapewnienie pracy wdowom jako ‚jedynym żywicielkom” rodziny. Natomiast „produktywizacja” kobiet ujęta w planie sześcioletnie przyczyniła się do wzrostu zatrudnienia oraz do podnoszenia kwalifikacji zawodowych poprzez organizowanie różnych szkoleń. Paradoksalnie w czasach stalinizmu, najbardziej represyjnym politycznie okresie Polski Ludowej, kobiety zyskały niezależność ekonomiczną i społeczny prestiż. Dostały możliwość poszerzenia swoich kwalifikacji zawodowych i sprawdzenia się w typowo męskich zawodach, lepiej płatnych i bardziej prestiżowych w owych czasach, niż te tradycyjne kobiece. Wiele samotnie wychowujących dzieci kobiet – wdów, rozwiedzionych, żon alkoholików, mogło uwolnić się z toksycznych związków, bo dzięki pracy uzyskiwały możliwość awansu, dokształcenia się, a przede wszystkim stabilizacji.
W okresie odwilży, w którym doszło do poluzowania aparatu politycznych represji, starano się wypychać kobiety z rynku pracy lub przesuwać na stanowiska gorzej płatne i mniej prestiżowe. Jednak powrót kobiet do domu nie był już możliwy. Początek lat sześćdziesiątych to kolejny wzrost aktywizacji zawodowej kobiet. Humanizacja pracy, tak charakterystyczna dla lat siedemdziesiątych polegała nie tylko na unowocześnianiu hal fabrycznych, ale także na wydłużeniu urlopów macierzyńskich z 12 do 16 tygodni na pierwsze dziecko, (każdy następny poród – 18 tygodni, w przypadku urodzenia więcej niż jednego dziecka – 26 tygodni). Wydłużono urlopy bezpłatne do trzech lat. Ważną kwestią okazała się więc polityka społeczna kładąca nacisk na zapewnieni opieki nad kobietami oczekującymi narodzin dziecka, dla których w zakładach organizowano odziały pracy chronionej. To w 1956 roku zliberalizowano przepisy ustawy aborcyjnej, które obecnie są w naszym kraju jednymi z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Polski Kościół na fali politycznej odwilży negatywnie odnosił się do pracy kobiet, podkreślając patriarchalny ideał kobiety w rodzinie. Nic jednak wówczas nie wskórał.
W okresie Polski Ludowej postawiono na edukację. Rozwinęło się szkolnictwo zawodowe na poziomie szkół zasadniczych, techników, wieczorowe, zaoczne oraz przygotowawcze na wyższe uczelnie. Kobiety częściej wybierały licea ogólnokształcące, dlatego w latach 60 panie stanowiły na uczelniach połowę studentów. W 1988 r. wyższym wykształceniem w Polsce legitymowało się 1,8 mln Polaków czyli 6,5 proc. Kiedy porównamy, że po zakończeniu II wojny światowej liczba ludzi z wyższym wykształceniem w Polsce wynosiła niecałe 40 tysięcy, to był to ogromny wzrost.
Po 1989 roku sytuacja kobiet zaczęła się zmieniać. Tradycyjne role płciowe zaczęły przeżywać renesans, a emancypacja miała polegać na tym że kobiety nie musiały pracować. Wprowadzenie gospodarki rynkowej postawiło kobiety przed groźbą utraty pracy. Bezrobocie wśród kobiet, szczególnie dotknęło łódzkie włókniarki. W 1994 r. w województwie łódzkim zarejestrowano 110,8 tys bezrobotnych, w tym 52 tys kobiet. Polki stały się więc jedną z grup społecznych, które najbardziej odczuły niespodziewane ciężary przemian politycznych i gospodarczych. Poczytywano to jako reakcję przeciw komunizmowi, który w opinii niektórych, próbował emancypować kobiety w sposób sztuczny.
W polskim parlamencie w 1989 roku na 460 posłów kobiet było zaledwie 60. Patriarchalna kultura zaczęła tworzyć bariery utrudniające kobietom kariery polityczne. Dopiero w 2011 roku kobiety stanowiły 23,91 proc. Warto przypomnieć, że 23 proc. parlamentarzystek było w Sejmie VIII kadencji (1980-1985).
Mimo że niektórzy zarzucają, iż komunizm zniekształcił tradycyjny w polskiej kulturze wizerunek Matki Polski, to z całą stanowczością należy podkreślić, że to właśnie w okresie Polski Ludowej kobiety mogły decydować o swoim życiu zawodowym, kształcić się, na niespotykaną skalę migrować ze wsi do miasta i tam zdobywać nowe kwalifikacje. Kobieta nie była postrzegana jako maszynka do rodzenia dzieci. Polki miały możliwość wyboru, a tym samym poszerzenia granic wolności osobistej. PRL dał kobietom alternatywę w stosunku środowisk, które uważały, że role i miejsce kobiet jest z góry określone przez biologię, religię i tradycję. Te środowiska stały się nadzwyczaj aktywne po 1989 r.. Czy rzeczywiście w obecnej rzeczywistości Polki mają prawo wyboru? Ważne, aby każdy wybór był świadomy.

Łódź pamięta o rewolucji!

Okrzyki „Rewolucja!”, „Precz z wyzyskiem!”, „Solidarność robotnicza!”, „Wolność, równość, niepodległość!” mogli usłyszeć mieszkańcy Łodzi oraz turyści, którzy w sobotnie popołudnie znajdowali się przy ul. Piotrkowskiej.

 

W miejscach, gdzie 113 lat temu robotnice i robotnicy demonstrowali, ścierali się z carskim wojskiem i wznosili barykady, odbył się rocznicowy przemarsz i spektakl.
Kolejna już edycja efektownego upamiętnienia powstania łódzkiego, jednego z największych wystąpień robotniczych podczas rewolucji 1905 roku, zgromadziła około dwustu osób. W serii symbolicznych obrazów prezentowanych przez alternatywny teatr Chorea uczestnicy wydarzenia obserwowali wybuch robotniczego buntu, manifestacje i walkę pracownic i pracowników łódzkich fabryk, spory między organizacjami rewolucyjnymi działającymi w Królestwie Polskim, nieugiętość walczących i wreszcie stłumienie powstania i represje wobec rewolucjonistów. Aktorzy i aktorki występowali w tych samych miejscach, gdzie 113 lat temu robotnice i robotnicy zbierali się, organizowali i walczyli – na ul. Piotrkowskiej i okolicznych podwórzach; zaś złość wyzyskiwanych przeciwko wyzyskiwaczom pokazali w sąsiedztwie pomnika łódzkich fabrykantów Poznańskiego, Grohmana i Scheiblera.
Z uwagi na 100. rocznicę odzyskania suwerenności przez państwo polskie w spektaklu silnie wyeksponowany był wątek rozważań nad tym, czym jest niepodległość, wolność i samowola. Równocześnie przypomniano o początku rewolucji 1905 r. – Krwawej Niedzieli w Petersburgu i o solidarności robotników polskich i rosyjskich podczas kilkunastu miesięcy walk z caratem o społeczne i narodowe wyzwolenie. Ważnym punktem obchodów był śpiew połączonych chórów rewolucyjnych, które wykonały m.in. „Międzynarodówkę”, „Gdy naród do boju”, „Czerwony sztandar”, „Gdy naród do boju” i „Łodziankę”.
Nieprzypadkowo marsz zakończył się w okolicy ulic Piotrkowskiej i Wschodniej – przy niej właśnie 22 czerwca 1905 r. zbuntowani robotnicy starli się z rosyjskimi oddziałami piechoty i Kozaków. W ciągu kolejnych dwóch dni na ulicach Łodzi wzniesiono ponad sto barykad; w bitwie ulicznej, do której carat rzucił przeciwko proletariuszkom i proletariuszom łącznie osiem pułków wojska, zginęło ponad 160 osób. Powstanie zostało stłumione, w Łodzi ogłoszono stan wojenny, ale kolejne strajki robotnicze wybuchały jeszcze do 1907 r.
– Obecnie mało kto pamięta o Powstaniu Łódzkim 1905 roku, które przyniosło za sobą falę zmian i – mimo upadku – odegrało ważną rolę w walce o niepodległość Polski. Chcemy pokazać, że każdy społeczny ruch pozostawia jakieś zmiany, a to, że ludzie w krytycznych sytuacjach decydują się na wyjście na ulicę nie idzie na marne – nawet, gdy walka okazuje się przegrana – tłumaczyła Onetowi Ewa Otomańska, reżyserka widowiska. Obserwatorzy spektaklu i zarazem uczestnicy przemarszu nieśli, tak jak walczący robotnicy w 1905 r., sztandary czerwone i biało-czerwone, a także flagi historycznych partii: PPS-u czy Bundu. Eksponowali i skandowali hasła rewolucyjne – precz z caratem! precz z cenzurą! precz z czarną sotnią! precz z wyzyskiem! zakaz pracy akordowej! ośmiogodzinny dzień pracy! Wezwania odnoszące się do sytuacji robotników nie straciły aktualności po dziś dzień…
Takie też poczucie mieli uczestnicy marszu. Wielu z nich przyszło na Piotrkowską nie tylko po to, by upamiętnić wydarzenie historyczne, ale także w poczuciu identyfikacji z lewicowymi hasłami.

Ogłoszenie Łódzkiego Klubu Miłośników Prasy Lewicowej

NA TERENIE ŁODZI od 14 LISTOPADA 2016 ROKU DZIAŁA
ŁÓDZKI KLUB MIŁOŚNIKÓW PRASY LEWICOWEJ

 

CELEM TEJ INICJATYWY JEST :

1) ODKŁAMYWANIE HISTORII,
2) PROPAGOWANIE CIEKAWYCH ARTYKUŁÓW PRASY LEWICOWEJ,
3) PRÓBA WSPÓLNEJ DYSKUSJI CZŁONKÓW SLD Z INNYMI NA TEMATY HISTORII RUCHÓW LEWICOWYCH , PRZYBLIŻANIA FAKTÓW HISTORYCZNYCH,
4) WYMIANY ZDAŃ NA TEMATY HISTORYCZNE i BIEŻĄCE INNE PRÓBY INTERPRETACYJNE.

 

25 czerwca 2018 r o godz. 16.30 na terenie siedziby Zarządu Miejskiego SLD w Łodzi, ul. Piotrkowska 203/205 gościć będziemy red. Weronikę KSIĄŻEK z TRYBUNY, znakomitą znawczynię problematyki politycznej, społecznej i kobiecej.

 

Tematem wykładu i dyskusji będzie kwestia: Lider czy Liderka – autorytarność czy demokracja w bieżącej sytuacji społeczno-politycznej.

 

Serdecznie zapraszamy!

 

TELEFON KONTAKTOWY 42 636 60 44

Ogłoszenie Łódzkiego Klubu Miłośników Prasy Lewicowej

NA TERENIE ŁODZI od 14 LISTOPADA 2016 ROKU DZIAŁA
ŁÓDZKI KLUB MIŁOŚNIKÓW PRASY LEWICOWEJ

 

CELEM TEJ INICJATYWY JEST :

1) ODKŁAMYWANIE HISTORII,
2) PROPAGOWANIE CIEKAWYCH ARTYKUŁÓW PRASY LEWICOWEJ,
3) PRÓBA WSPÓLNEJ DYSKUSJI CZŁONKÓW SLD Z INNYMI NA TEMATY HISTORII RUCHÓW LEWICOWYCH , PRZYBLIŻANIA FAKTÓW HISTORYCZNYCH,
4) WYMIANY ZDAŃ NA TEMATY HISTORYCZNE i BIEŻĄCE INNE PRÓBY INTERPRETACYJNE.

 

25 czerwca 2018 r o godz. 16.30 na terenie siedziby Zarządu Miejskiego SLD w Łodzi, ul. Piotrkowska 203/205 gościć będziemy red. Weronikę KSIĄŻEK z TRYBUNY, znakomitą znawczynię problematyki politycznej, społecznej i kobiecej.

 

Tematem wykładu i dyskusji będzie kwestia: Lider czy Liderka – autorytarność czy demokracja w bieżącej sytuacji społeczno-politycznej.

 

Serdecznie zapraszamy!

 

TELEFON KONTAKTOWY 42 636 60 44

Wspomnienie i… Święto Matki

Mija 4 rocznica odejścia na wieczną wartę gen. Wojciecha Jaruzelskiego. 24 maja 2014 r., o godz. 15.24 przestało bić serce Generała – na 2 dni przed Dniem Matki i przed 26 rocznicą oddania do użytku Szpitala, Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.

 

Każdego roku w Dniu Matki, dzieci składają życzenia, wypowiadają słowa, rzadko używane w codziennych rozmowach. Zazwyczaj są one ich najskrytszą tajemnicą. Dorośli, gdy już nie mogą usłyszeć –„moja córko, mój synu”– udają się na groby swoich Matek by tam, w ciszy wypowiedzieć co tkwi w pamięci, ukryte „na dnie serca”.

Była przystanią i ostoją

Zastanówcie się Państwo Czytelnicy, co dziś chcielibyście powiedzieć tym najbliższym i najdroższym wam Osobom. Zwróćcie swe myśli, wspomnienia ku Matkom, które szczęśliwe, urodziły dzieci właśnie w Szpitalu Matki Polki (o inicjatywie jego powstania pisałem na łamach „DT” 7-8.03.18). 30 lat temu, w dniu oddania do użytku, Generał udzielił radiowego wywiadu, m.in. mówiąc: „Chyba każdemu jest trudno mówić o Matce bez wzruszenia. Wyrosłem w rodzinie tradycyjnej, toteż Matka w moich najwcześniejszych latach była przystanią i ostoją. Moja Matka była dobrym człowiekiem, o dużej kulturze i wrażliwości. To także Jej przede wszystkim zawdzięczam, jak zresztą miliony Polaków przede mną i po mnie – ów znany od pokoleń wierszyk: Kto ty jesteś? Polak mały. Jaki znak twój? Orzeł Biały… Ale kiedy uczyłem się tych prostych słów, nie sądziłem, że dalszy ciąg, ten o krwi i bliźnie, stanie się i moim udziałem”.

Pierwsze dziecko…

Na Plenum KC PZPR w grudniu 1988 r. Sekretarz Generalny Rady Obywatelskiej, Józef Niewiadomski otrzymał informację, iż w Szpitalu Matki Polki urodziło się pierwsze dziecko, spodziewane jest kolejne. Karteczka z taką informacją – za pośrednictwem Józefa Czyrka – dotarła do Generała, który po zakończeniu wystąpienia odczytał ją, nie kryjąc swego wzruszenia. Zebrani, wiadomość przyjęli na stojąco oklaskami. Józef Niewiadomski w kuluarowej dyskusji, był zasypywany pytaniami, prowadzącymi do przypomnienia – „jak to było z tą decyzją i budową”. Opowiadał – jak to On, „łódzki gawędziarz”, taka dobra, ale uparta dusza – jak obiecał Generałowi, że za 4 lata (na tyle zaplanowano budowę) będzie Szpital – tak słowa dotrzymał! Codziennie na budowie, „wszędzie było Go pełno”. Teraz nie szczędził słów uznania łodzianom (każdy zakład pracy przyjął „za punkt honoru” społecznie pracować na budowie), budowniczym, ofiarodawcom i żołnierzom Wojska Polskiego. Mówił o wspólnej inicjatywie ówczesnego Rektora Akademii Medycznej w Łodzi prof. Leszka Woźniaka i Komendanta Wojskowej Akademii Medycznej gen. bryg. prof. Władysława Tkaczewskiego – przygotowania pierwszego zastępu lekarzy, personelu pomocniczego oraz obsługowego. Szpital oddany do użytku służby zdrowia 26 maja 1988 r., po półrocznym okresie „uruchamiania”, podjął „służbę matce i dziecku” w pełnym wymiarze. Ofiarnie pełni ją już 30 lat. Na tydzień przed jubileuszem, gdy piszę tekst, media informują o niezwykłym przypadku. Matka w 14-tym tygodniu ciąży po wypadku samochodowym (uraz mózgu) będąca w śpiączce farmakologicznej, przez cesarskie cięcie urodziła wcześniaczkę (28 tygodni), Nikolę, pod medyczną opieką zespołu prof. Szaflika. Zdrowe dziecko jest w domu, po 3 miesiącach intensywnej opieki w Szpitalu Matki Polki (niedawno Jerzy Owsiak Szpital doposażył w specjalne łóżka).

Z pamięci usunąć się nie da…

Inskrypcja „Pomnik-Szpital Centrum Zdrowia Matki Polki wznoszony z inicjatywy przewodniczącego Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego dla uczczenia trudu, poświęcenia i bohaterstwa matek polskich, fundowany przez Polaków z kraju i zagranicy”, wyryta na głazie przed Szpitalem, została wydłubana, prawdopodobnie po marcowym tekście w „DT”. Redaktor Naczelny „Przeglądu”, Jerzy Domański w komentarzu do tego faktu m.in. napisał: „Jakiemuś pisowskiemu namiestnikowi przeszkadzała prawda o tym, że pomnikiem może być szpital. Że mądra władza nie wydawała kiedyś kasy na siebie, ale na zdrowie. I że ta władza tak szanowała Matki Polki” („P” nr 15 z 2018). Ponieważ nie jest możliwe usunięcie Szpitala z przestrzeni publicznej, to chociaż ci, którzy przekroczą jego bramy, szukając pomocy dla zdrowia i życia matki i dziecka, niech przynajmniej nie wiedzą jakie są jego „korzenie”. Jak oceniać to w kategoriach ludzkich, społecznych i chrześcijańskich – zostawiam Czytelnikom. Państwo Czytelnicy – czy tę prawdę w waszych rodzinach, domach, można usunąć z pamięci jak napis z kamienia? Czy wiedząc o osiągnięciach niebywałego w historii Pomnika, nie warto w głębi serca postanowić o podjęciu inicjatywy jak uhonorować jego jubileusz. Będzie to przecież najpiękniejszy prezent składany także naszym matkom i dzieciom, nam samym …

„Jeśli czas nie ugasił gniewu lub niechęci…”

Że inicjator tego Pomnika, gen. Wojciech Jaruzelski i WRON, która patronowała jego budowie, nieomal nie zostali zdegradowani – wiadomo. Przez ostatnie 4 lata szczególnie to, jaskrawo i wyraźnie było słychać i widać. Generał, odchodząc z urzędu Prezydenta RP żegnał się z Rodakami, mówiąc między innymi: „Chcę prosić o jedno, jeśli czas nie ugasił w kimś gniewu lub niechęci – niechaj będą one skierowane przede wszystkim do mnie. Niechaj nie dotkną tych, którzy – w ówczesnych, konkretnych warunkach, uczciwie i w najlepszej wierze – nie szczędzili przez lata całe swego trudu dla odbudowy i budowy naszej Ojczyzny”. Mówiąc potocznie, słowa te sprawdziły się co do joty. Kiedy? – można zapytać. Na pogrzebie. Generał, realista – „życie nie głaskało Go przecież po głowie” – jak pisał poeta – nie pierwszy zresztą raz, okazał się wizjonerem! Nie tylko wobec siebie. Upływ 4 lat od pogrzebu nie zatarł w pamięci obecnych żałobników i przed TVP widoku zgromadzonych dorosłych i młodzieży pod Katedrą Polową WP i na Cmentarzu Powązkowskim – wrzeszczących wyzwiska, oszczerstwa i oskarżenia. Jakich, szczególnie młodzież – od Generała doznała krzywd, upokorzeń – trudno dociec, może chcieli się „odwdzięczyć” za rodziców?­­ A starsi, też… Widać i słychać było, że „czas nie ugasił gniewu lub niechęci”. Gdzie powaga majestatu śmierci oraz miejsca – Kościoła jako obiektu wyznawanej wiary i cmentarza, jako miejsca wiecznego spoczynku? Biskup Polowy WP podczas homilii pytał: „Pogrzeb gen. Wojciecha Jaruzelskiego jest czasem próby dla wierzących. Jak z tej próby wyjdziemy? Czy zdamy egzamin z naszego człowieczeństwa i chrześcijaństwa? Czy pozostaniemy wierni ewangelicznemu przesłaniu?” Odpowiedź poprzez czyny członków władzy i parlamentarzystów, aprobowane pokornie przez Episkopat, dociera do społeczeństwa z mediów, widoczna choćby w 36,7 proc. uczestniczących w niedzielnych nabożeństwach.

Los pokolenia trudnych czasów

Prezydent RP Bronisław Komorowski, żegnał Generała słowami: „Jako człowiek pokolenia Solidarności, żegnam jednego z ostatnich – symbolizujących trudny, a często tragiczny los pokolenia czasów powojennych, pokolenia głębokich, bolesnych podziałów – polityka, żołnierza, człowieka dźwigającego ciężar odpowiedzialności za najtrudniejsze i za najbardziej chyba dramatyczne decyzje w powojennej historii Polski. Jestem jednak pewien, że żegnam także Rodaka, który nie tylko potrafił docenić, ale i głęboko pozytywnie przeżył wielkość dobrej zmiany, w której aktywnie uczestniczył, a która przecież zaowocowała polską wolnością i niepodległością”. Przecież te „powojenne czasy… dramatyczne decyzje” – także podejmowane przez Generała – chroniące choćby przed bratobójczą walką, właśnie władza wykreśla z tego pokolenia Polaków, wyrzuca z ich pamięci radość z odbudowy Ojczyzny po zniszczeniach wojennych, z awansu społecznego, także z wybudowania Szpitala-Pomnika. Lewica, SLD, PPS, powołały Komitet Obchodów 100. lecia Niepodległości, mając także na uwadze takie oceny Generała. „Prawda o PRL broni się sama. Tam, gdzie jest trudna, przykra, czasem wręcz zawstydzająca – wypełznie z każdej szczeliny, choćby zatykano ją puchem frazesów. Ale tam, gdzie jest realna, uczciwa, namacalna, czarną farbą zamalować się nie da…Zmiana ustroju politycznego, to nie krok z krainy absolutnego zła do krainy powszechnego dobra. Tak nigdy nie było i nie będzie w historii. Ani minione zło nie było tak absolutne, ani dzisiejsza pomyślność nie jest tak powszechna”. Czy Państwo Czytelnicy – z szacunku do dorobku ojców, dziadków i swego – zechcą zastanowić się, rozważyć aktywne wsparcie inicjatyw Lewicy, podejmowanych w różnych środowiskach i regionach?

Prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, przypominał postać i drogę życiową Generała – „jednego z najwybitniejszych polityków Polski drugiej połowy XX wieku, człowieka skromnego i oddanego sprawom Polski, patrioty najwyższej próby. Nic mu nie zostało oszczędzone. Stracony dom rodzinny, Syberia i katorżnicza praca, front, krew i łzy, polityczna odpowiedzialność i ryzyko porażki, niewdzięczność, ataki, procesy, choroby i cierpienia”. Zwrócił uwagę: „nawet dziś te krzyki wydobywające się z serc, które nie mają w nich miłosierdzia, a często tylko Boga na ustach”. Proszę mi wybaczyć pytanie – czy Polacy, Państwo Czytelnicy, mający w rodzinnej historii dziadków, ojców i krewnych, którzy doświadczyli Sybiru, walczyli o wyzwolenie Polski na wschodnim szlaku po Berlin i Pragę Czeską (z woli tej władzy w dniu 73 rocznicy zwycięstwa panowała medialna cisza), zechce skazać ich losy, przelaną krew i łzy na zapomnienie, jak czyni się to wobec Generała? Proszę, sięgnijcie Państwo po ostatnią książkę Zbigniewa Domino, „Zaklęty krąg”, inne tego Autora, np. „Syberiadę”, wydane przez Jacka Marciniaka – Studio Emka, a refleksje stąd płynące mogą być ożywczą siłą ducha i pamięci. Zachętą do aktywnego podjęcia na swoim terenie inicjatyw z Lewicowego Komitetu 100. lecia. Niech będzie to czas oddany sobie i rodzinnej tradycji.

Proszę zdegradować mojego Ojca… Nie upokarzać podwładnych

Nie trudno zauważyć rozliczenia polityczno-historyczne z okresem PRL, poprzez obniżanie emerytur i rent, ludziom schorowanym, co wręcz uwłaczająco poczuciu ludzkiej wrażliwości na cierpienia, zabrzmiało wśród europosłów 28 lutego br. w Brukseli, gdy słuchali wyjaśnień osób poszkodowanych, wspieranych przez ich byłych przełożonych z MSW po 1990 r., np. Henryka Majewskiego. Ten naoczny pokaz nienawiści i wrogości obecnej władzy zdumiał wielu, zachwiał obrazem Polaka-chrześcijanina, „ludzkiego człowieka”. Zarazem pokazał haniebne oblicze dzisiejszej władzy, wywodzącej się z pnia Solidarności. Ci włodarze Polski bez cienia empatii do idei tego ruchu, realiów ówczesnej władzy, która im – wtedy młodym działaczom oszczędziła syberyjskich cierpień i śmierci – jak mówił Generał – „było to ocalenie przez okaleczenie”, w przeważającej części na skutek ich, własnego postępowania, czego przez ponad 35 lat nie potrafią zrozumieć. Bez względu na wyznawane wartości i przekonania, ta naoczna zemsta wywołała oddolny ruch obrony tych skrzywdzonych ludzi, skutkujących m.in. zebraniem 250 tys. podpisów pod projektem zmiany nienawistnej „ustawy dezubekizacyjnej”. Posłowie do Parlamentu Europejskiego – prof. Krystyna Łybacka, prof. Bogusław Liberadzki i Janusz Zemke, stając w obronie wszystkich osób poniewieranych, w tym zmarłych generałów – stanęli tym samym po stronie Polaków mających humanizm za naczelną wartość ludzkości. Na tym etapie biegu zdarzeń, 26 marca, konferencja prasowa pod Pałacem Prezydenckim, była też głosem tej właśnie części Polaków.

Monika Jaruzelska, swój apel rozpoczęła słowami: „Szanowny Panie Prezydencie, zwracam się do Pana nie tylko jako córka żołnierza, ale przede wszystkim jako obywatelka…. Proszę o coś, co jest ważne dla Pańskiego środowiska politycznego. Proszę zdegradować mojego Ojca, ale nie upokarzać Jego byłych podwładnych i ich rodzin, a także tych żołnierzy, którzy podjęli służbę po 1989 roku…” Prezydent RP tzw. ustawę degradacyjną zawetował.

Wspomniany Redaktor Naczelny Jerzy Domański zauważył, iż „zawetowanie tego bubla pokazuje, że politykom PiS przypomniał się kalendarz wyborczy”. Pisząc – Pani Monika „wyróżniła się godnością i odwagą osobistą” („P” nr 15 z 2018), wyraził odczucie milionów Polaków. Ci Polacy swoją postawę zaprezentowali odpowiedziami na internetowe pytania – 55,8 proc. osób jest przeciwko degradacji gen. Jaruzelskiego i Kiszczaka; za – 29 procent. Za degradacją są wyborcy PiS – 64 proc., PO – 22 proc., Razem – aż 17 procent. Przeciwko są wyborcy Lewicy, określający się jako „wierzący i nie praktykujący” oraz nie wierzący i nie praktykujący.

Analiza tego sondażu skłania do zastanowienia się nad pytaniem – po czyjej stronie stanął prezydent RP, wetując tę ustawę. Śmiem twierdzić, że w pierwszej kolejności po stronie partii, która wypromowała go i wyniosła na ten najwyższy urząd. Zauważył, że 2/3 chce degradacji, co może świadczyć o ich wysokim poziomie nienawiści i chęci zemsty. Ale 1/3 już dostrzega – w części skutki błędów swojego kierownictwa i zapewne też w części efekt od lat prezentowanej postawy przez troje europosłów, którym tymi słowami wyrażam swoje skromne podziękowanie i uznanie. W perspektywie wyborów samorządowych – dla rządzących to istotny sygnał ostrzegawczy, podanie przyjaznej dłoni, czego nie dostrzegają.

Nie stoi w sprzeczności

Prezydent stanął też po stronie ludzi dawnej Solidarności, którzy choć pamiętają jej ideały, widzą jak poważnie wyblakły nie tyle na skutek „słonecznych promieni”, co praktyki ludzi władzy, coraz młodszego pokolenia tego ruchu. Postawa w Brukseli b. Ministra MSW, Pana Henryka Majewskiego – proszę przyjąć moje skromne wyrazy uszanowania z jakże dobrą pamięcią o rozważnych latach w służbie. Jest świadectwem iż członkostwo Solidarności nie stoi w sprzeczności z rozsądną, wyważoną acz krytyczną oceną powojennej przeszłości. Nie przeszkadza, by wobec kadry wywodzącej się ze służby w PRL zdobyć się na uczciwą ocenę. Filozofowie głoszą tezę, że podwładni mają przywilej dobrej pamięci o swoich szefach.

Powyższy sondaż jest niewątpliwym owocem „pracy w terenie” członków i działaczy SLD, wspieranych przez członków PPS różnych środowisk Lewicy, przez Redakcje „Trybuny” i „Przeglądu” – pamiętających o tych dobrych i tych ciemnych (dla części złych) latach PRL. Na progu tego ustroju Generał z frontu (kwiecień 1945) pisał do Matki i Siostry: „Na pewno zdajecie sobie sprawę, że teraz po skończeniu wojny wynikło bardzo wiele zagadnień i problemów trudnych do rozwiązania. I chociaż każdy przedstawia je w innym świetle, to ja pozostałem takim, jakim byłem, rozumiejąc jednak obowiązek pracy i służby względem Polski, jaką by ona nie była i jakich ofiar by od nas nie żądała”. Szpital-Pomnik jest tym wyrazem „pracy i służby względem Polski”, najpiękniejszym na naszej ziemi darem serca dla naszych Matek (i dzieci), składanych codziennie, a w Dniu Matki – szczególnie!

Na zakończenie

Niech Czytelnicy wybaczą mi osobiste wyznanie. Jestem dozgonnie wdzięczny Generałowi, że z dystansu czasu dzielił się ze mną rozterkami na różne problemy, które rozstrzygał, nie tylko w dekadzie lat 80.Generał był moim, od wielu lat najukochańszym… Byłem dla Niego… Z upływem czasu, ból po stracie jest wciąż dojmujący. Jest w moich myślach każdego dnia…