Kocioł i garnek

PiS zamachnął się na Sąd Najwyższy, a precyzyjniej na sędziów tegoż sądu, obniżając wiek ich przejścia w stan spoczynku. Wróble ćwierkają, że sędziowie 65+ stali się tylko wiórami w rąbaniu drew, a wszystko po to, by zdjąć togę z I. prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Gersdorf, która PiS-u za bardzo nie kocha i – co gorsza – z mocy Konstytucji jest szefową Trybunału Stanu. A Trybunał Stanu może być nie tematem do żartów dla wielu pisowskich prominentnych postaci, tylko zbliżającym się realnym przeżyciem.
W burzy jaka się rozpętała jedni grzmią, że obniżenie wieku przejścia w stan spoczynku jest bezprawne, drudzy, że właśnie prawne, bo wiek ten określa ustawa. Jedni, że łamie to Konstytucję RP, drudzy, że wprost przeciwnie. Argumenty mijają się w locie jak strzały i trafiają raz w sedno, raz w płot. Jednak nikt jakoś nie dostrzega dość istotnej sprawy – że tak naprawdę, to jest to klasyczny bój w imię kretynizmu, tyle że raz większego a innym mniejszego.
Stan spoczynku, to dla niektórych zawodów (między innymi sędziów) forma emerytury. I nikt temu nie przeczy. I tak jak dla „cywilów” emerytura jest PRAWEM, nie obowiązkiem, tak samo powinno być dla tych, którzy objęci są PRAWEM do skorzystania z przejścia w stan spoczynku. Osiągnięcie granicy wieku, gdy nabiera się prawa nie oznacza i nie powinno oznaczać, że „paszoł won” z posady jak tylko w urodzinowy tort trzeba wsadzić 65 świeczek.
Sędzia to zawód specyficzny. Drżę, gdy widzę, że sprawę prowadzi jurysta w wieku tak trochę po trzydziestce. Wolę, gdy nad łańcuchem z orłem jest głowa solidnie przyprószona siwizną. Doświadczenie życiowe jest nie do zdobycia z książek i Internetu, dają je tylko lata spędzone na tym łez padole w sądowych salach, zmagania się z codziennością wymiaru sprawiedliwości i setki, jeśli nie tysiące wysłuchanych stron, świadków, biegłych, adwokatów i prokuratorów.
Z sędziami jest tak samo jak w przypadku lekarzy – wiedza i przede wszystkim doświadczenie są bezcenne. Czy ktokolwiek zdrów na umyśle wpadłby na pomysł, by odsunąć od uprawiania zawodu profesora medycyny z wieloletnim doświadczeniem klinicznym i dydaktycznym, gdy tylko skończy 65 lat? Chyba nie.
Jedną gębą rząd przekonuje i wzywa do aktywności zawodowej po osiągnięciu wieku emerytalnego, co ma być z korzyścią dla wszystkich, drugą zaś w tym samym czasie stwierdza, że sędzia 65+ to stetryczały dementywny staruch, którego strach wpuścić na sądową salę.
Moim zdaniem zarówno poprzedni wiek obligatoryjnie odsuwający od zawodu sędziów, jak i ten wprowadzony przez PiS to marnotrawstwo najlepszych prawników, kompletna głupota i to w dodatku niezgodna z Konstytucją. Wszak dyskryminacja z racji wieku jak nic łamie artykuł 32 punkt 2 naszej ustawy zasadniczej. Tak więc cała awantura pomiędzy PiS a resztą świata to klasyczny przykład na porzekadło – Przyganiał kocioł garnkowi a sam smoli. Bo czy przymusowo wyślemy do niańczenia wnuków sędziego w takim (70), czy innym (65) wieku jest kompletnie bez różnicy, każda taka granica jest sprzeczna z rozumem i Konstytucją. Żądanie, by sędzia przedstawiał jakieś nadzwyczajne zaświadczenia o stanie ciała i umysłu też jakoś do mnie nie przemawia – przecież istnieją okresowe badania pracownicze sprawdzające możliwość świadczenia pracy na określonym stanowisku.
Jak chce sędzia pracować, to niech pracuje (przebadany przez lekarza czy może), jak chce skorzystać ze spoczynku, to niech korzysta (jeśli osiągnął odpowiedni, zapisany w ustawie wiek), ale niech nikt, żaden polityk, żaden urzędnik nie pokazuje mu drzwi i nie wywala z roboty nazajutrz po urodzinach.
Gdyby zgodzić się na tok rozumowania „mędrców” od ustalania wieku, po którym należy zająć się li tylko ogródkiem i wnukami i wprowadzić tę myśl powszechnie, to należałoby pogodzić się z nieobecnością wielu postaci. I tak nie byłoby w polityce (w nawiasie wiek, w którym objęli stanowiska):
Konrada Adenauera (73) – kanclerza RFN przez 14 lat, czyli do 87 roku życia
Ronalda Reagana (70 i 74) – prezydenta USA
Winstona Churchilla (66 i 77) – premiera Wielkiej Brytanii w czasie wojny i powtórnie od 1951 r.
François Mitterranda (65 i 72) – prezydenta Republiki Francuskiej.
Donalda Trump’a (71) – aktualnego prezydenta USA
Czy ktokolwiek stwierdzi z pełnym przekonaniem, że ci faceci zostali wybrani przez idiotów nie rozumiejących, że w pewnym wieku już niczego się nie zdziała i nie wymyśli a jeśli już, to z pewnością będą to dyrdymały podyktowane demencją?
A my spieramy się kto ustali głupszą granicę, po której sędzia ma spocząć.