Scicluna w Chile

– jak to naprawdę było – rozmowa z Patricią Mayorga

W styczniu 2018 r., podczas pielgrzymki Franciszka do Chile doszło do bezprecednsowych protestów antypapieskich (w tym do podpalenia kościołów), spowodowanych oburzeniem z powodu skandali pedofilskich i ich tuszowania. Papież potępił nadużycia i spotkał się z ofiarami, ale jego odpowiedź na pytania dziennikarzy chilijskich dotyczących biskupa, Juan Barrosa wywołały oburzenie i polemikę: „W dniu, w którym otrzymam dowody przeciwko niemu, wypowiem się. Na razie to oszczerstwa. Czy to jasne?”. Po powrocie do Rzymu papież w liście do biskupów chilijskich napisał: „…popełniłem poważne błędy w ocenie i postrzeganiu sytuacji, zwłaszcza z powodu braku prawdziwych i wyważonych informacji”, przeprosił oraz obiecał spotkać się z ofiarami Karadimy. Przede wszystkim jednak powierzył abp Sciclunie oraz hiszpańskiemu księdzu Jordi Bartomeu zbadanie sprawy. W wyniku tej specjalnej misji Scicluny, cały chilijski episkopat podał się do dymisji. O tym, jak do tego doszło rozmawiamy z Patricią Mayorga, chilijska dziennikarka, korespondentka zagraniczna dziennika „El Mercurio” i wiceprzewodnicząca Światowego Stowarzyszenia Kobiet Dziennikarek (AMMPE).

Agnieszka Zakrzewicz: Sekretarz pomocniczy Kongregacji Nauki Wiary, abp Charles Scicluna w 2018 r., przeprowadził w Chile dochodzenie dotyczące nadużyć seksualnych w tamtejszym Kościele, w wyniku którego cały chilijski episkopat podał się do dymisji. Jak do tego doszło?

Patricia Mayorga: Nikt w Chile, ani ofiary, ani katolicy, ani duchowni nie mogli przewidzieć trzęsienia ziemi, które wywołała pierwsza wizyta abp Charlesa Scicluny. Kiedy papież miesiąc wcześniej odwiedził Chile i pomimo wcześniejszego sceptycyzmu, zdał sobie sprawę, ze strasznej sytuacji jego Kościoła w tym kraju, postanowił powierzyć specjalną misję sekretarzowi pomocniczemu Kongregacji Nauki Wiary oraz katalońskiemu księdzu Jordi Bertomeu.

Czego spodziewano się po tej wizycie?

Początkowo abp Scicluna był przyjmowany nieufnie przez świeckich, którzy nie zostali wysłuchani przez papieża podczas jego wizyty apostolskiej w Chile, prosząc o zdymisjonowanie w diecezji Osorno, miasta w południowym Chile położonego ponad 800 kilometrów od Santiago, biskupa Juana Barrosa, oskarżonego o bycie pasywnym wspólnikiem nadużyć seksualnych popełnianych przez księdza Fernando Karadimę, wydalonego ze stanu kapłańskiego, we wrześniu ubiegłego roku. Biskup Osorno, którego sam Bergoglio postawił na czele archidiecezji w 2015, zawsze zaprzeczał wszystkim oskarżeniom i brał ostentacyjny udział w celebracjach papieskich podczas pielgrzymki Franciszka, co zostało bardzo źle przyjęte przez tamtejszą wspólnotę wiernych. Nikt więc – ani ofiary, ani media, ani niewierzący ani sami katolicy – nie wiązali żadnych nadziei z tą misją.

Co konkretnie wysłannik papieża zrobił w Chile?

W Chile, abp Scicluna przesłuchał setki ofiar nadużyć, a po powrocie sporządził gruby raport, który przedstawił papieżowi Franciszkowi, zawierający długą listę nadużyć seksualnych popełnionych przez duchownych: molestowanie ofiar, przenoszenie winnych z jednej do drugiej parafii bez żadnych sankcji, a także zniszczenie kompromitujących dokumentów przechowywanych w sejfach instytucji religijnych.

Jak papież Franciszek zareagował na to?

Po zapoznaniu się z raportem, w maju 2018, papież powołał do Rzymu całą chilijską Konferencję Episkopatu. Wręczył biskupom dokument mający skłonić ich do refleksji, który był naprawdę surowym oskarżeniem przeciwko chilijskiemu Kościołowi o bycie „elitarnym”, „utratę kierunku drogi”, „odejście od Ewangelii”. Po tym – wszystkich 34 przedstawicieli Episkopatu podało się do dymisji. Podkreślam – to nie papież czy abp Scicluna, zmusił chilijskich biskupów do dymisji. To chilijscy biskupi postawili Bergoglia po raz kolejny w trudnej sytuacji: „jeżeli któryś z nas jest winny, to znaczy, że wszyscy jesteśmy winni”. Nie wzięli odpowiedzialności na siebie, lecz cały problem przerzucili na papieża. Franciszek przyjął siedem rezygnacji. Bergoglio zaprosił do Watykanu ofiary Karadimy – Juan Carlos Cruza, James’a Hamiltona i José Andrésa Murillo, z którymi spotkał się w Domu św. Marty.

Abp Scicluna odbył dwie misje w Chile?

Tak. Po spotkaniu z chilijskimi biskupami, w czerwcu zeszłego roku, papież ponownie wysłał abp Sciclunę i ks. Bartomeu do Chile. Tym razem udali się do diecezji Osorno wraz z nowym biskupem, aby prosić parafian o przebaczenie inercji Kościoła. Przy tej okazji odbyło się szkolenie z duchownymi na Papieskim Uniwersytecie Katolickim, gdzie abp Scicluna powiedział jasno, że proces kanoniczny nie może w żadnym stopniu utrudniać ofiarom dochodzenia praw przed cywilnym wymiarem sprawiedliwości, podkreślił również, że Kościół powinien z nim współpracować w obronie własnych wartości.

Czy Scicluna spotkał się również z cywilnym wymiarem sprawiedliwości?

Podczas tej drugiej podróży, Scicluna spotkał się z chilijskim prokuratorem generalnym, który zwrócił się do Watykanu o raport, opracowany przez papieskiego wysłannika. Sekretarz pomocniczy Kongregacji Nauki Wiary, podkreślił, że współpraca z krajową prokuraturą jest dla Watykanu bardzo ważna, aby dać pozytywny sygnał, że nadużycia na małoletnich to nie tylko przestępstwa kanoniczne, ale także karne.

Jak te wszystkie wydarzenia zmieniły Chile?

Jak już powiedziałam, to było prawdziwe trzęsienie ziemi. W chilijskim Kościele podniosła się świadomość krzywdy wyrządzonej ofiarom i wiernym oraz pojawiła się wreszcie chęć zadośćuczynienie. To przynajmniej oficjalnie. Prawdziwa, szczera przemiana to jednak długi proces. Efektem tego wszystkiego jest na pewno postępująca laicyzacja społeczeństwa, które poprzez skandal nadużyć w Kościele, odwróciło się od niego.

Papież trolluje Trumpa?

W ciągu ostatniego kwartału tysiące emigrantów dotarły do Meksyku przebywszy ponad 4 tys. km. z Hondurasu, Salwadoru i Gwatemali. Uciekają przed przemocą i biedą, mają nadzieję na lepsze życie w USA. Granica pozostaje dla nich jednak zamknięta.

W ubiegłym roku do Meksyku dotarło sześć gigantycznych migranckich karawan, łącznie ponad 75 tys. ludzi. Niemal wszyscy zostali na swój sposób uwięzieni w strefie przygranicznej. Działacze organizacji humanitarnych i kościół katolicki starają się zapewnić im elementarne warunki do egzystencji. Sytuacja staje się jednak coraz trudniejsza.
To właśnie w kontekście dużego zaangażowania meksykańskiego kościoła katolickiego papież Franciszek zdecydował o przekazaniu pół miliona dolarów amerykańskich na rzecz 16 diecezji, które są najbardziej obciążone wspomaganiem emigrantów.
Strukturalnie biorąc pieniądze te mają zostać spożytkowane w ramach 27 projektów na rzecz wsparcia migrantów, które realizowane są przez kościół i organizacje z nim współpracujące. 13 takich projektów zostało już zatwierdzonych przez Watykan. Jak informują tamtejsze źródła środki przekazane zostały już diecezjom Cuautitlán, Nogales,, Mazatlán, Querétaro, San Andrés Tuxtla, Nuevo Laredo i Tijuana. Kolejne 14 projektów jest w trakcie ewaluacji.
Przypomnijmy, że papież Franciszek ostro wypowiadał się przeciwko polityce „wznoszenia murów” – „Rządy, które wznoszą mury same staną się więźniami murów, które zbudowały”. Słowa te papież wypowiedział po zakończeniu wizyty w Maroku odpowiadając na pytanie dziennikarza dotyczące specjalnych ogrodzeń i ścian na granicy amerykańskiej i hiszpańskiej. Dodał też, że „budowniczowie ścian na granicach sieją jedynie strach”.

Głos lewicy

Czy papież przejdzie na weganizm?

Zastanawiają się obrońcy praw zwierząt z Otwartych Klatek:
„Już za chwilę środa popielcowa – dzień, w którym według prawa kanonicznego katolicy powinni powstrzymać się od jedzenia mięsa. Papież Franciszek otrzymał propozycję pójścia o krok dalej i zrezygnowania ze wszystkich produktów odzwierzęcych na okres Wielkiego Postu. Jeśli się zgodzi, wybrana przez niego organizacja charytatywna otrzyma milion dolarów.
Za inicjatywą stoi zajmująca się promocją diety roślinnej organizacja Million Dollar Vegan, wspierana m.in. przez Paula McCartneya, Woody’ego Harrelsona, Mobyego, czy Joaquina Phoenixa. Twarzą kampanii jest 12-letnia Genesis Butler, która w wieku 6 lat została weganką, a cztery lata później – najmłodszą prelegantką na konferencji TEDx. W promującym kampanię spocie przytacza szereg argumentów przeciwko przemysłowej hodowli zwierząt, zwracając uwagę na jej wpływ na zmiany klimatyczne, deforestację, utratę bioróżnorodności, a także cierpienie miliardów zwierząt. Genesis odwiedziła również Watykan. Spotkała się tam z o. Pawłem Ptasznikiem, który obiecał przekazać Ojcu Świętemu stworzoną na potrzeby akcji i podpisaną przez ponad 80 tys. ludzi petycję.
Organizatorzy kampanii liczą, że papież jako duchowy przywódca ponad miliarda katolików, weźmie pod uwagę ich argumenty i zgodzi się na propozycję, dając w ten sposób przykład wiernym i zwracając uwagę światowej opinii publicznej na skutki przemysłowej hodowli zwierząt.
– Myślę, że akcja jak najbardziej ma szanse na powodzenie. Jest to okazja do spróbowania nowych smaków, a dodatkowo znaczącego wsparcia wybranej organizacji charytatywnej. Brzmi jak podwójna wygrana – komentuje Weronika Pochylska, koordynatorka kampanii Roślinniejemy, promującej dietę roślinną w Polsce – Ostatnie wyniki z badań Nurses’ Health i Health Professionals Follow-up Study wykazały, że śmiertelność ze wszystkich przyczyn jest mniejsza u osób, które jedzą dużo białka roślinnego, a mało zwierzęcego. Dlatego uważam, że dieta roślinna powinna służyć Papieżowi nawet dłużej niż przez 40 dni – dodaje.
Jeśli Papież przyjmie wyzwanie, do 18 kwietnia nie będzie spożywał mięsa, nabiału ani jajek. W zamian obiecana kwota 1 mln USD zostanie przekazana wybranej przez niego organizacji charytatywnej przez Blue Horizon International Foundation – charytatywne ramię Blue Horizon Corporation, które inwestuje w firmy produkujące żywność pochodzenia roślinnego i ma na celu „przyspieszenie usuwania zwierząt z globalnego łańcucha żywnościowego”.

Polaków ogarnie gniew na Kościół

„Nigdy jeszcze nie było tak, żeby Kościół zajmował się nie strategiami duszpasterskimi, tylko ciemną stroną Kościoła, przestępstwami kleru” – mówi teolog i były jezuita Stanisław Obirek Justynie Koć (wiadomo.co).

JUSTYNA KOĆ: „Słuchajcie wołania młodych, którzy chcą sprawiedliwości” – powiedział pierwszego dnia szczytu nt. pedofilii w Kościele papież Franciszek. Czy obserwujemy właśnie historyczny moment w Kościele? Niektórzy mówią nawet o „kopernikańskim przewrocie”.
PROF. STANISŁAW OBIREK: Być może dlatego, że śledzę dość sposób, w jaki Franciszek radzi sobie z tym ogromnym problemem, jakim jest kwestia nadużyć seksualnych wobec nieletnich w Kościele, widzę jakościową zmianę wobec tego, co działo się podczas poprzednich pontyfikatów. Jan Paweł omijał ten temat szerokim łukiem. Benedykt sprawy, które były najbardziej nabrzmiałe, jak słynna, opisana szczegółowo sprawa założyciela Legionistów Chrystusa, załatwił w sposób surowy, ale dopiero w przypadku Franciszka możemy mówić o nowej jakości, chociażby dlatego, że podczas większości podróży po świecie spotyka się z ofiarami.
Mimo to, przy całej sympatii dla Franciszka, te najbardziej spektakularne gesty były zawsze wynikiem czy następstwem bardzo silnej presji, przede wszystkim mediów i środowisk, które bronią praw ofiar.
Jako ilustrację mojej wstrzemięźliwiej oceny Franciszka mogę podać przykład Chile, gdzie papież wyraźnie unikał rozmowy z ofiarami, wsłuchiwał się za to w to, co mówią biskupi. Na pytania o biskupa diecezji Osorno, Juana Barrosa Madrida, który jest oskarżany o to, że przed laty tuszował czyny księdza pedofila, Franciszek odpowiedział, że są to niesprawdzone oszczerstwa.

Potem był za to krytykowany i trzeba mu przyznać, że sam nakazał zbadanie sprawy.
I dopiero szczegółowe śledztwo najważniejszego chyba dzisiaj biskupa, który zresztą otwierał szczyt – Charlesa Scicluny – spowodowało, że papież przyznał, że się mylił i zaczął działać. Franciszek jest z jednej strony, co jest zrozumiałe, częścią tego establishmentu katolickiego i broni biskupów i kardynałów do momentu, kiedy sam nie spotka się z ewidentnymi faktami. Wówczas dymisjonuje, jak zrobił to w Chile, gdzie odwołał 8 biskupów, teraz zdymisjonował bardzo ważnego kardynała, Theodore’a Edgara McCarricka, którego nie tylko pozbawił kapelusza kardynalskiego, ale wręcz wyrzucił ze stanu kapłańskiego. To wskazuje, że mamy po raz pierwszy za tego pontyfikatu wiarygodną próbę reagowania na fakty. Ten, jak jedni nazywają, minisynod, drudzy szczyt w sprawie pedofilii jest w tym sensie bezprecedensowym spotkaniem. Nigdy jeszcze nie było tak, żeby Kościół zajmował się nie strategiami duszpasterskimi, tylko ciemną stroną Kościoła, przestępstwami kleru, tymi, którzy dokonują tych przestępstw, ale też tymi, którzy je kryją.
To jest echo ważnego listu Franciszka z 28 sierpnia zeszłego roku, gdzie mówił o tym, że trzeba zmienić perspektywę – z przestępców i ochrony dobrego imienia Kościoła na perspektywę ofiar.
Tu zgadzam się z panią, że to przełomowe wydarzenie, które zapowiada zmiany i to tak radykalne, że niektórzy mówią nawet o kopernikańskim przewrocie, jeżeli chodzi o politykę Watykanu wobec pedofilskich nadużyć kleru.

Jak odbierze to polski Kościół, bo mam wrażenie, że o ile w Watykanie trwa pontyfikat Franciszka, to w Warszawie ciągle trwa pontyfikat Piusa XII. Gdy Franciszek całuję rękę Marka Lisińskiego, ofiary księdza pedofila, to rzecznik Konferencji Episkopatu Polski komentuje to słowami, że każdy, kto jest ochrzczony, ma prawo skierować do Ojca Świętego swoją sprawę.
Ksiądz Paweł Rytel-Andrianik jest znany ze swojego talentu krasomówczego. Myślę, że to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Umiejętność nienazywania rzeczy po imieniu jest sztuką, którą rzecznicy powinni posiadać, aby chronić instytucję, którą reprezentują, i do tej pory ta formuła się sprawdzała. Teraz, moim zdaniem, to oznacza, że albo nie doczytał, albo udaje, że tego nie zrobił. Ta polityka konfrontacji oficjalnej narracji z faktami jest czymś, co obserwujemy na własnych oczach. Myślę, że wcześniej czy później zmieni narrację także rzecznik Episkopatu Polski, bo nie będzie mógł udawać. Podkreślę, że tu nie chodzi o chęć spotkania z papieżem i pocałowania go w pierścień. Tu zdarzyło się odwrotnie, to papież ucałował w dłoń człowieka, który reprezentuje polskie ofiary bez głosu, bo takie są polskie realia. Myślę, że to jednak wstrząśnie polskim Kościołem, tak samo jak dymisje, które na pewno nastąpią po lekturze tego raportu. Wówczas zmieni się zarówno rzecznik, jak i sposób mówienia Kościoła polskiego o tym problemie.

Będzie rewolucja w polskim episkopacie? W tej chwili Polskę reprezentuje na szczycie biskup Jędraszewski, któremu bliżej jest do tzw. Kościoła rydzykowego niż franciszkańskiego.
Na użytek naszej rozmowy mogę kolokwialnie powiedzieć, że biskup Jędraszewski będzie pierwszym grillowanym biskupem przez Franciszka, on zresztą znalazł się na liście tych 24 hierarchów, którzy kryli pedofili. Ta delegacja, która znalazła się w Watykanie na czele z arcybiskupem Jędraszewskim, sekretarzem konferencji biskupem Idzińskim i rzecznikiem episkopatu ds. nadużyć seksualnych wobec nieletnich ojcem Adamem Żakiem, będzie pierwszą, która będzie musiała się skonfrontować z raportem fundacji „Nie lękajcie się”.
Ten raport to solidnie przygotowana praca, znajdują się tam tylko udokumentowane fakty, nie ma pomówień, więc dla Franciszka i jego zespołu doradców będzie koniecznym punktem odniesienia, podobnie dla polskiego Kościoła.
Jednak ja bym nie mówił o rewolucji, a raczej o pękaniu skorup myślenia niewrażliwego, zamykania oczu na fakty. Ta narracja może sprawdzała się w PRL, gdy kardynał Wyszyński przekonywał, że w jedności siła, w kontekście konfrontacji politycznej z władzą komunistyczną. Niestety, 30 lat demokracji w Polsce Kościoła nic nie nauczyło. Społeczeństwo i media traktowały Kościół z wyjątkową spolegliwością, nie konfrontując go z jego ciemna stroną, ale społeczeństwo polskie powoli się budzi i myślę, że ogranie je gniew na Kościół, który nie tylko nie spełnia swojej roli pomagania w zbawieniu, ale jak powiedziała jedna z ofiar, zamiast zbawiać dusze zabijają je, nie reagując na przestępstwa pedofili w sutannach.

Co zostanie po tym szczycie, bo 4 dni to jednak bardzo niewiele?
Rzeczywiście słychać takie głosy sceptycyzmu, że szczyt został słabo przygotowany, że jest bardziej odpowiedzią Franciszka na naciski medialne i krzyk ofiar. Faktycznie te dni to mało, zresztą sam Franciszek w samolocie z Panamy podczas powrotu do Rzymu studził te oczekiwania. Wyglądało na to, jakby nie zamierzał przeprowadzać głębokich zmian, a szczyt miał być bardziej katechezą dla biskupów. W pewnym sensie jest to dobra strategia, bo faktycznie episkopaty się zmieniają – można tu kilka wymienić, m.in. australijski jako wzorcowy, gdzie biskupi współpracowali z komisją państwową – królewskim sądem i w konsekwencji najwyższy hierarcha kardynał Pell, bliski współpracownik Franciszka, został pociągnięty do odpowiedzialności, podobnie w Irlandii, Niemczech, Chile.
Mamy już kilka przykładów, że Kościół uczy się na własnych błędach, jest oczywiście w dużym stopniu do tego zmuszany, bo sam z siebie nigdy się nie zmieniał i nie będzie zmieniał.
Te kraje są o tyle istotne, że pokazują też rolę społeczeństw. Irlandia potrzebowała wielu lat, żeby zdać sobie sprawę, że wysoki autorytet, jakim się cieszy Kościół katolicki, nie oznacza przyzwolenia na nadużycia tej instytucji. W tej chwili jest to jedno z najszybciej sekularyzujących się społeczeństw na świecie, właśnie dlatego, że Irlandczycy się obudzili.
Polskie społeczeństwo także zmienia się w tym względzie, czego dowodem jest chociażby ten raport o pedofilii. Trzy lata temu w Polsce doszło do sprzęgnięcia się fundamentalizmu religijnego z autorytaryzmem politycznym, co może budzić sceptycyzm. To przymierze ołtarza z tronem może sprawiać wrażenie, że niewiele się w Polsce zmieni. Jednak proszę zwrócić uwagę, że ostatnie wybory pokazały, że PiS nie jest takim monolitem nie do ruszenia. Myślę, że w następnych wyborach okaże się, że tak ścisły związek z Kościołem, i to tym, jak pani zauważyła, Piusa XII, niekoniecznie popłaca. Zatem w dłuższej perspektywie widzę szanse na zmianę, bo musi do niej dojść. Tę zmianę widać już w mediach, które od 2-3 lat piszą o temacie pedofilii inaczej.

W tym kontekście powinniśmy rozpatrywać obalenie pomnika ks. Jankowskiego?
Ludzie, którzy to zrobili, to nie anonimowi wandale. To był świadomy akt sprzeciwu obywatelskiego osób, które są gotowe ponieść odpowiedzialność za swój czyn, poparty opublikowaniem poruszającego manifestu.
To reakcja na indolencję, bezsilność czy wręcz przyzwolenie państwa na zachowania skrajnie obrażające ofiary. Ten pomnik był tego symbolem. W Gdańsku było tajemnicą poliszynela, co robi prałat Jankowski, a kilka dni temu z wywiadu z marszałkiem Borusewiczem dowiedzieliśmy się, że był agentem, tajnym współpracownikiem SB. Zarówno PiS, jak i Kościół wyspecjalizowali się w polowaniu na czarownice i wszędzie śledzą resortowe dzieci, komunistów, postkomunistów… Nagle się okazuje, że obywatele nie tylko dostrzegają te podwójne standardy, ale też nie dają na nie zgody.
Myślę, że warto się wczytać w manifest tych, którzy mówią, że ten pomnik jest symbolem Kościoła pełnego hipokryzji, antysemickiego. Skoro państwo nie reaguje, podobnie Kościół, to obywatele wykonali spektakularny gest, aby zwrócić na to uwagę.
Paradoksalnie obalenie tego pomnika połączyłbym z tym pocałunkiem, jaki papież złożył na ręce Marka Lisińskiego, wyrażając akt skruchy, że nie zrobiono nic, a na pewno za mało. Fundacja w raporcie, który trafił w ręce Franciszka, pisze wprost, że od lat zabiega o spotkanie u jakiegokolwiek biskupa i spotykają się z zmilczeniem, ignorancją, murem.
Oceniam to pozytywnie jako odruch społecznej niezgody na zmowę milczenia wokół przestępstw, które dotykają najsłabszych. Myślę, że takich gestów buntu będzie więcej, jak choćby zawieszanie bucików na bramach kurii. Widziałem przy parafiach, gdzie według raportu są księża pedofile, znaki drogowe „Uwaga ksiądz pedofil”. Tego się już nie zatrzyma.
Tak jak w PRL opozycja budziła się powoli, aż doszło do tego, że ta masa krytyczna sprawiła, że system się rozpadł, podobnie będzie w tym przypadku.

Polski Kościół z niecierpliwością czeka na następnego papieża, licząc, że będzie on bardziej konserwatywny. Czy wobec tych zmian społecznych i działania samego Franciszka jeszcze można to jeszcze zatrzymać?
Te oczekiwania niektórzy księża wyrażają nawet wprost, głośno. Wspomnę księdza profesora Edwarda Stańkę z Krakowa, który modlił się o szybkie odejście papieża Franciszka, i takich głosów jest więcej. To nie tylko księża, ale i niektórzy publicyści formułują takie nadzieje, że heretycki papież powinien jak najszybciej odejść.
Sześć lat Franciszka to niedługo w porównaniu do ponad dwudziestu pontyfikatu Jana Pawła II, ale warto zestawić te postacie. Tak jak JPII od 1977 do, powiedzmy, 2000, kiedy był w pełni sił, bo w ostatnich latach rządził raczej jego sekretarz niż on, zmienił wyraźnie episkopaty na świecie, wpłynął też na to, jak przebiegało konklawe poprzez nominacje kardynalskie. W ciągu 6 lat Franciszek mianował już sporo kardynałów, niewygodnych i wyraźnie sprzeciwiających się jego linii odsunął od władzy, spodziewam się, że takich nominacji będzie coraz więcej, zatem te nadzieje polskich konserwatystów nie będą spełnione. Być może nawet następny papież będzie jeszcze bardziej radykalny niż Bergoglio, który dopiero zaczyna. Po drugie, procesy, jakie zachodzą w Kościele, tylko w pewnym stopniu zależą od papieża. Jan XXIII, rozpoczynając obrady Soboru Watykańskiego II, użył kilku kluczowych słów, jak aggiornamento, czyli otwarcie na współczesność, dialog.
Po 50 latach od zamknięcia soboru Kościół wygląda inaczej. Myślę, że tak samo po pontyfikacie Franciszka Kościół nigdy nie będzie już taki sam jak za czasów JPII czy Benedykta XVI.

Czy to dotyczy także innych kwestii, jak celibat, który nie jest dogmatem, a został wprowadzony dopiero w XI w.?
Zarówno celibat, jak i stosunek do kobiet już się zmieniają. Proszę zwrócić uwagę, że już Franciszek zapowiedział, że weźmie pod uwagę możliwość święcenia tzw. doświadczonych mężczyzn żonatych w krajach o szczególnie dotkliwym braku księży. To może być zielonym światłem do dyskusji o zniesieniu celibatu. Proszę pamiętać, że od czasów Unii Brzeskiej, czyli połączenia części Kościoła prawosławnego z Kościołem katolickim w 1596 roku, prawosławni, którzy uznali zwierzchnictwo Kościoła Rzymskiego, zachowali prawo do żeniaczki. Tak samo w Kościołach uznających prymat papieża, w Kościołach wschodnich też celibat nie obowiązuje. Zawsze w kontekście, czy jest to dogmat, czy nie, można przywoływać list świętego Pawła do Tymoteusza, który mówi, że biskup powinien być mężem jednej żony, nienadużywającym wina i dobrze wychowującym własne dzieci. Tylko wtedy będzie mógł się kompetentnie wypowiadać na temat wychowania dzieci. To byłby zatem powrót do korzeni, do normalności.

Głos prawicy

Franek lewak

Prawnik Witold Jurasz komentuje ostatnie poczynania głowy kościoła:
Watykan ogłosił decyzję papieża Franciszka, zmieniającą jeden z artykułów Katechizmu Kościoła Katolickiego tak, że obecnie Kościół jednoznacznie i bez wyjątków wyklucza stosowanie kary śmierci.
Po przejrzeniu kilkunastu wpisów znanych publicystów, komentatorów a nawet polityków polskiej „prawicy” na ten temat z rozbawieniem odnotowuję, że najbardziej niezadowoleni z tej zmiany są ci, który są równocześnie zażartymi „obrońcami życia”. Nie mniej komiczne jest też to, że krytyka papieża jest wprost proporcjonalna do ilości wpisów o tradycji, Kościele, Bogu oraz ilości zdjęć i grafik nawiązujących do religii na profilu. Zawsze myślałem, że w Kościele nie ma wyboru i nie można danego punktu Katechizmu akceptować, a innego już nie. Do tej pory konserwatyści atakowali tzw. „Kościół Otwarty” za takie rzekomo wybiórcze podejście. Zabawne, że teraz strona konserwatywna robi dokładnie to samo.
Do tej pory wiedziałem, że Polska jest w oczach intelektualnie ciekawych (w angielskim sensie słowa „interesting”, które jest delikatną formą zasugerowania szaleństwa) publicystów i polityków ostatnią redutą obrony Europy, ale zaraz okaże się, że jesteśmy też depozytariuszami prawdziwej wiary. Watykanem zaś rządzą masoni, liberałowie i gender, a papież Franciszek to lewak (i tylko intelektualnie ciekawa pani z teatru w Poznaniu uważa, że prawak).
Kiedyś bym się nadmiarem paranoików martwił, ale nie widząc żadnych szans na terapię myślę, że to dobrze, że szaleńcy przestali się ukrywać. Im szybciej nasza psychoprawica stanie się sektą tym szybciej powstanie w Polsce solidna europejska prawica w stylu CDU albo brytyjskich konserwatystów (które to partie rzecz jasna w oczach psychoprawicy żadną prawicą nie są).
I tylko jedno mnie martwi. Na lewicy w sondażach co prawda dominują na nowo nasi rodzimi „genosse der Bosse”, ale dziecięca choroba lewicowości wśród młodej lewicy ma jednak ostry przebieg, więc grozi nam, że pewnego dnia możemy wpaść z deszczu pod rynnę.

 

Dobra zmiana w PKP

Publicysta Piotr Zaremba dzieli się kilkoma kolejowymi refleksjami…
Jeżdżę teraz często po Polsce pociągami. Ten scenariusz powtarza się: na dworcu głównie komunikaty o spóźnieniach, a ja wśród tłumu na peronie albo wgapiam się w tablicę, albo wypatruję pociągu. Komunikat słyszalny nie zawsze, atmosfera loterii, przy czym efekt ostateczny coraz częściej jest ten sam: półgodzinne, godzinne, półtoragodzinne spóźnienie.
Poczucie straty czasy, ale też dla ludzi często jeżdżących odpowiedni tryb życia. Nie można wyruszyć na styk, o ile jedziemy na godzinę, więc zapasy czasowe, jakie trzeba uwzględnić są często wielogodzinne. Czy to sprzyja społecznej mobilności? Czy miasta oddalają się od siebie zamiast zbliżać? Pomijam już linie dotknięte remontami (Poznań, Lublin). Między Warszawą i Krakowem nic się nie dzieje. A jednak dzieje się prawie zawsze. I nie ma winnego, choć operatorem całości jest zdaje się PKP, więc i „zerwane trakcje” ją obciążają. Personel z którym się stykamy odpowiedzialny nigdy nie jest, ludzie na stacji też nie. Borykamy się z odczłowieczoną, zawsze niewinną machiną. Symbolizuje ją głos zapowiadaczki lub kierownika pociągu wyrażający żal z ostentacyjną obojętnością.
Podobno we Włoszech zasługą Mussoliniego było to , że za jego rządów pociągi zaczęły jeździć punktualnie. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale tak sobie myślę, że rozstrzelanie pierwszego kierownika pociągu, podziałałoby. Oczywiście to żart. Ba, jestem zwolennikiem wolności z tym koszmarem nawet.
Ale w teorii dobra zmiana jest jednocześnie centralistyczna i prospołeczna. Tymczasem z koleją jest tak samo, albo i nieco gorzej jak było. Ludzie zdaje się nie uważają problemu spóźniających się pociągów za konsekwencję polityki, poza może najbardziej fanatycznymi przeciwnikami aktualnej władzy. Więc mnie zapewne przytakną największe pisofoby. Wcześniej byłem gotów drzeć pasy z ministrów z PO, Inni stali na peronach ze smętnymi minami. To jak deszcz po słonecznym dniu.

Tolerancja po katolicku

Polski kościół katolicki jeszcze długo nie dorośnie do tego, żeby przyjąć naukę papieża Franciszka.

 

18 maja ulicami Konina przeszedł pierwszy w historii miasta Marsz Tolerancji. Kościół katolicki nie mógł tego przeboleć. Okazało się, że jeden z lokalnych ministrantów, zaangażowany w organizację imprezy… wyleciał z posługi. Proboszcz oznajmił mu, że „robi cyrk na ulicach” i przynosi wstyd kościołowi.
Mikołaj Marcinkowski upublicznił całą akcję na Facebooku: „Zostałem usunięty z ministrantów przez proboszcza i w sumie to wyproszony z kościoła za bycie tolerancyjnym. Usłyszałem że wyprawiam cyrki na ulicy, że przyniosłem plamę na honorze mojej rodzinie, kościołowi i ministrantom”.
Kiedy chłopak oznajmił kapłanowi, że „tolerancja” to pojęcie szersze niż tylko wspieranie ruchu LGBT, ale odnosi się do szeroko pojętej dyskryminacji, również tej na tle rasowym, czy na tle niepełnosprawności – usłyszał, że „jest bezczelny i że szatan może wejść pod sutannę”. A kiedy dodał, że na temat tolerancji wypowiadał się sam papież Franciszek… wyleciał z hukiem ze świątyni, przybytku miłości bliźniego, gdzie każdy jest równy przed obliczem Boga.
Kolejny katolik właśnie przekonał się na własnej skórze, że moralność i moralność katolicka mają się do siebie jak krzesło i krzesło elektryczne.
Sprawa wybuchła w mediach, kiedy status Mikołaja udostępnił na Twitterze poseł Adam Szłapka z Nowoczesnej, obecny zresztą na Marszu Tolerancji.
Imprezę zorganizowano w akcie sprzeciwu wobec terroryzowania miasta przez Młodzież Wszechpolską. Pod koniec kwietnia dyrekcje dwóch miejscowych ogólniaków wycofały się z inicjatyw promujących równość i różnorodność, ponieważ zostały zasypane telefonicznymi i internetowymi groźbami przez działaczy Młodzieży Wszechpolskiej. III LO wycofało się z organizacji konkursu plastycznego, a II LO usunęło nakręcony przez siebie film z równościowym przesłaniem. Uczniowie nie mogli wybaczyć szkołom, że dały się zastraszyć – i sami postanowili działać.
– Chcemy to zrobić jako społeczności uczniowskie. Musimy pokazać, że my, młodzi, nie boimy się hejtu. Bunt, jaki się zrodził w młodych ludziach, ta niechęć do nietolerancji jest ogromna – mówił jeden z organizatorów, Kasjan Owsianko.
– Organizujemy marsz, żeby pokazać, że konińska młodzież jest tolerancyjna, a Konin jest tolerancyjnym miastem – dodawał Mikołaj Marcinkowski – jak się okazało, późniejszy bohater duszpasterskiej burzy rozpętanej przez proboszcza.
Rozgoryczony poseł Szłapka, podając dalej historię chłopaka, wypomniał Episkopatowi milczenie podczas protestu niepełnosprawnych w Sejmie.
Ks. Wojciech Lemański poczuł się zresztą w obowiązku przeprosić za tę postawę, kiedy protestujący zawiesili swój protest i opuścili parlament.
– Chciałem was, protestujących, przeprosić za milczenie mojego kościoła i te słowa wypowiedziane przez niektórych jego przedstawicieli, które was zabolały – powiedział.
Przypomnijmy tylko słowa Papieża Franciszka z 2016: „
„Geje nie powinni być dyskryminowani, a traktowani z szacunkiem i mieć opiekę duszpasterską. (…) Kościół powinien przeprosić nie tylko gejów, lecz także ubogich, kobiety i dzieci, które były wyzyskiwane za jego przyzwoleniem”.