Nie ma monopolu na Boga

Msza na paradzie równości, gdzie mówi się o bogu tolerancyjnym i nieprześladującym za orientację seksualną w sposób oczywisty nie może być „bluźnierstwem” i „naśmiewaniem się z prawd wiary” katolików, bo nie jest mszą do tego samego boga, który wspiera homofobię, nietolerancję i który za swoich przedstawicieli lansuje organizacje ukrywające pedofilię.
Kościół katolicki w Polsce może jest Panem, ale na Pana monopolu nie ma. Bogów jest na pęczki. A KK niech lepiej skupi się na swoim miłującym i sprawiedliwym bóstwie, które z radością patrzy na śmierć noworodków z głodu i kocha nas tak bardzo, że skokowo mnoży nam liczbę zachorowań na nowotwory. Ogółem jak taka „parodia” (choć wcale to parodia nie była) kogoś oburza to znaczy, że nie nadaje się do życia w państwie demokratycznym i jest fanatykiem.
A zasady wiary, które cytuje sobie episkopat są tak samo istotne, jak zasady każdego innego kościoła: dotyczą tylko jego wyznawców. Bo skoro „bluźnierstwem” jest „wypowiadanie przeciw Bogu słów nienawiści, wyrzutów, wyzwań, mówienie źle o Bogu” to dla mnie problem mamy tu jeden: boga nie ma i mogę w związku z tym mówić o nim co chcę, bo jest tylko konstruktem śmiesznych religii; albo istnieje i wtedy naprawdę należy mu się cała nienawiść, masa wyrzutów i ostry wpierdol za spierdolenie chyba dosłownie wszystkiego, co tylko się dało.
Komuszo-LGBTQowe Ave!

Wsparcie, nie połajanki

Nie do końca zgadzam się z tekstem Piotra Gadzinowskiego z ostatniego wydania „Trybuny” – chodzi mi o tę część „Flaczków tygodnia”, w których odnosił się do Szymona Niemca – ekumenicznego kapłana, który zasłynął odprawianiem nabożeństwa podczas parady równości w Warszawie w ubiegłą sobotę. Piotr utrzymuje, iż Niemiec zrobił nieświadomie ogromną przysługę PiS, co zakrawa już na bycie „pożytecznym idiotą” w służbie tej partii.
Uważam, że doszliśmy już do takiego poziomu religijnej fiksacji, że wysadziło skalę. Bo oto Episkopat publikuje ważne oświadczenie o tym, że podczas stołecznej imprezy doszło do skandalicznej wprost obrazy uczuć religijnych i zapowiada konsekwencje.
Szkoda, że podobną choćby w ułamku swojej intensywności reakcją nie wykazał się wobec premiery filmu braci Sekielskich. Wychodzi na to, że inne kościoły i organizacje religijne, choćby liczące garstkę osób, powinny zostać natychmiast zdelegalizowane, bo kiedy wierni KK zobaczą odprawiane nabożeństwo mające podobny szynel, rekwizyty i rytualne pozy, to ich uczucia religijne cierpią tak bardzo, że karetki nie nadążają dojeżdżać do rannych.
Według logiki zaprezentowanej przez Piotra, należy więc siedzieć cicho i uważać, żeby się nam kościół nie zdenerwował. A zdenerwować go może cokolwiek – nawet to, że ktoś uklęknie, pragnąc umyć podłogę w kuchni.
Może być to wieść dla Episkopatu wstrząsająca, ale kościoły oraz obrzędy alternatywne istnieją – i – SIC! – istnieją również w innym celu niż parodiowanie kościoła katolickiego i ciągłe do niego przez swoje istnienie nawiązywanie.
„W nabożeństwie mógł uczestniczyć każdy, kto tylko miał na to ochotę. Takie liturgie odprawia się wtedy, kiedy mamy zgromadzenie ludzi z różnych kościołów i chce się zapewnić opiekę duszpasterską wszystkim” – oświadczył Niemiec, tłumacząc to, co wydarzyło się podczas Marszu Równości. Wśród aktywistów LGBT jest spora grupa praktykujących chrześcijan. Zamiast palić kościoły, zakładają własne. Należy im się nasze wsparcie, nie połajanki.

 

Flaczki tygodnia

Platforma Obywatelska i Nowoczesna ocknęły się. Połączą swe kluby parlamentarne, czyli posiadane siły i środki. Powstaje koalicja Zjednoczonej Unowocześnionej Platformy Obywatelskiej, czyli ZUPO. Czas pokaże, czy Grzegorz Schetyna będzie skutecznym jednoczycielem polskiego demokratycznego centrum politycznego, czy tylko politycznym kanibalem. Czy nowa ilość ZUPO przyniesie nową jakość.

Czołowy polski gejzer polityczny, czyli przewodniczący i euro deputowany Robert Biedroń, wykonał kolejny śmig medialny. Zaproponował w mediach koalicję wyborczą Wiosny + SLD + Partia Razem + reszta lewicowych i progresywnych partii i stowarzyszeń.
Tym samym odsunął wiszące nad nim w mediach pytanie: Czy zrezygnuje z mandatu w Parlamencie Europejskim i poświęci się kampanii wyborczej do Sejmu RP jak to wcześniej obiecywał?
Albo: Kiedy zrezygnuje z mandatu euro deputowanego?

Gdyby zsumować procenty poparcia uzyskane w majowych, europejskich wyborach przez ewentualnych koalicjantów Roberta Biedronia, czyli ponad 8 procent SLD, ponad 6 procent Wiosny i ponad 1 procent bloku wyborczego Partii Razem, to taka koalicja może uzyskać w jesiennych wyborach ponad 15 procent.
To daje jej szansę na przekroczenie progu wyborczego do Sejmu RP. Nie daje szansy na posiadanie reprezentacji w Senacie RP.

Sojusz Lewicy Demokratycznej, uznany przez wszystkich, nawet narodowo-katolickich, komentatorów politycznych za jednego z wygranych w ostatnich, europejskich wyborach, ma niby komfortową sytuację. Ta partia, jeszcze niedawno uważaną za nieatrakcyjna polityczną starą pannę, ma teraz dwie propozycje mariażu.
Jedną od gejzera Biedronia, drugą od zjednoczeniowca Schetyny.
Sojusz jest teraz jak przysłowiowy osiołek. Wabiony przez dwa żłoby naraz. Oby nie zastygł między nimi.

„Podstawowym politycznym obowiązkiem Sojuszu Lewicy Demokratycznej jest powrót do polskiego parlamentu”, pisał na łamach „Trybuny” redaktor i wieloletni poseł SLD Piotr Gadzinowski.
„Flaczki Tygodnia” zgadzają się z tezą redaktora i posła. I kalkulują z kim polityczny mariaż SLD mógłby być dla Sojuszu bardziej efektywny.

Koalicja ZUPO + SLD + Zieloni + Inicjatywa Feministyczna + Inicjatywa Polska +lewicowi i progresywni sojusznicy + sojusznicy samorządowi może osiągnąć wynik znacznie przekraczający 35 procent poparcia. Dzięki niemu może ona skutecznie powalczyć o większość w Senacie RP i nawet pomarzyć o większości w Sejmie RP.
A przyszłym roku o swoim centro-lewicowym prezydencie RP.

Startując w tej dużej centro- lewicowej koalicji SLD może liczyć na własny klub parlamentarny w Sejmie RP i symboliczną reprezentację w Senacie RP.

Koalicja lewicowo- centrowa, czyli Wiosna + SLD + niedawna koalicja Partii Razem może liczyć na 15 procent poparcia. Przy większościowej ordynacji wyborczej i maksymalnej mobilizacji prawicowych i centrowych elektoratów, czyli wysokiej frekwencji, ma ona szanse na mały, wspólny klub parlamentarny w Sejmie RP.
I zerową reprezentację w Senacie RP.

Startując w dużej koalicji centro- lewicowej SLD może liczyć na wsparcie lub przynajmniej neutralność licznych pro demokratycznych mediów i pro demokratycznych środowisk. To na pewno ułatwi kandydatom SLD prowadzenie kampanii wyborczej.

Startując z małej koalicji lewicowo- centrowej SLD będzie musiało liczyć na siebie. Na wsparcie ze strony gardzącej starymi „postkomuchami z SLD” radykalnej lewicy trudno będzie mu liczyć. Może oni na czas wyborów zachowają milczącą neutralność.
Wtedy też SLD nie będzie mógł liczyć na wsparcie lub neutralność licznych opozycyjnych, ale nie lewicowych mediów. Pozostaną mu ogólnopolska gazeta „Trybuna”, portale internetowe strajk.eu, „Krytyka Polityczna”,lewica.pl, tygodniki „Fakty i Mity”, „Nie”. Nie wszystkie zawsze Sojuszowi przychylne.
Media lewicowe są w Polsce nieliczne. Bo ci tak silnie deklarujący swą lewicowość na Facebooku „prawdziwi lewicowcy” zwykle w realu nie kwapią się do kupowania i innego wpierania finansowego lewicowych mediów. W przeciwieństwie do pogardzanych przez nich „moherowych beretów”.
Warto przypomnieć, że lewicowa Partia Razem, pomimo corocznie otrzymywanych subwencji z budżetu państwa polskiego, przez ostatnie cztery lata o lewicowe media nie zadbała.
A centro-lewicowa Wiosna zbudowała swoją promocję na licznych, politycznych pielgrzymkach wielce popularnego w mediach Roberta Biedronia.

Robert Biedroń będzie musiał połączyć krajową kampanię wyborczą z obowiązkami euro deputowanego. Debiutującego w brukselsko- strasburskich strukturach tego parlamentu. Wbrew popularnej w Polsce opinii praca w Parlamencie Europejskim, uczciwa rzecz jasna, wymaga niemałego trudu i poświecenia jej wielu godzin czasu.
Zatem nie ma większych szans aby Robert Biedroń, ten podstawowy atut wodzowskiej Wiosny, jednocześnie uczciwie pracował w europejskim parlamencie, zwłaszcza w czasie kiedy tworzą się jego struktury na kolejną pięcioletnią kadencję, i śmigał politycznie w Polsce w kampanii wyborczej.

„Flaczki Tygodnia” mają serce po lewej stronie i lewicowy rozum też.
Serce „Flaczków” otwiera się ku małej koalicji lewicowo – centrowej. Bo jakże miło było by oddać głos na zgodną, wspólną, lewicową listę. Nawet na listę z tymi, którzy przez ostatnie lata regularnie pluli w mediach na SLD. Albo demonstracyjnie opuszczali szeregi Sojuszu, uważając, że SLD nie ma już przyszłości.
Ale skoro zawiera się koalicję wyborczą, to koalicjanci złą przeszłość odkreślają grubą kreską i patrzą przede wszystkim w świetlaną przyszłość.
Czyli w mały, wspólny lewicowy i opozycyjny klub parlamentarny.

Rozum uspakaja pikanie lewicowego serduszka „Flaczków” i rekomenduje dużą koalicję. Bo duży, zwłaszcza przy ordynacji większościowej, zyska więcej. Czyli SLD też. Bo wspólny start z ZUPO daje Sojuszowi szanse na własny, poselsko – senatorski klub parlamentarny.
Dzięki niemu SLD będzie mógł propagować i realizować w parlamencie swój lewicowy program.

Zatem „Flaczki” rekomendują w najbliższych wyborach parlamentarnych udział SLD w dużej, centro- lewicowej koalicji.

PS. Tytuł „Pożyteczny Idiota” narodowo-katolickiej prawicy zyskuje kolega Szymon Niemiec, aktywista LGBT i biskup samozwańczego „Ekumenicznego Kościoła Katolickiego”. Za odprawienie swej mszy w czasie Parady Równości. Dzięki pożytecznej dla PiS głupocie Szymona narodowo-katolickie media zyskały wielki i bardzo skuteczny argument do upowszechniania tezy, że opozycja, zwłaszcza lewicowa propaguje „parodie mszy świętych”, czyli szyderstwa i obrażanie katolików. Dzięki głupocie Szymona media narodowo-katolickie wciągają teraz opozycję w propagandową zasadzkę i skutecznie kompromitują idee ruchów LGBT.

Przepaść

Sobota spędzona w Lublinie na Marszu Równości była nad wyraz pouczającym dniem. Udało się na żywo zobaczyć argumenty, które obalają tezę, że Polacy potrafią się porozumieć i dogadać. Nie potrafią. Rzadko się zdarza widzieć tak absolutnie przeciwstawne w nastrojach grupy ludzi. Marsz Równości, kolorowy i roztańczony, w żadnym momencie nie przejawiał choćby cienia agresji wobec otaczających ich narodowców. Z drugiej zaś strony agresja była istotą i wszelkim uzasadnieniem kontrdemonstracji prawicowych ekstremistów. Ciekawe było obserwować, jak nakręcali się narodowcy tym bardziej, im łagodniej odpowiadano im na wulgarne wyzwiska lub nie odpowiadano wcale. W trakcie całego pochodu zobaczyłem tylko trzy punkty, w których przejawiały się inne niż agresywne emocje: staruszkę na ul. Lubartowskiej, która dosłownie płakała, przejmując się faktem, że policjanci robią złą rzecz ochraniając nie-ludzi, za jakich miała uczestników Marszu, przez co ściągają na siebie grzech, uczestników różańca modlących się do Matki Boskiej z pewnością w intencji nawrócenia tęczowych zboczeńców i stosunkowo młodego człowieka na pl. Litewskim, który z polską flagą w ręku, podniesionym, ale w miarę jeszcze spokojnym głosem tłumaczył policjantom obezwładniającym agresywnego troglodytę, żeby tego nie robili, bo oni, narodowcy, chronią przed zboczeniami naród polski i polskie dzieci, w tym również dzieci policjantów. Nie, przepraszam, był również przedstawiciel organizatorów (przepraszam, nie zapisałem nazwiska), który kulturalnie, ładną polszczyzną, powołując się na demokrację wyjaśniał dziennikarzom, że ci, co za nim stoją rycząc „Wypierdalać!”, to jedynie ludzie korzystający do prawa do demonstrowania swoich poglądów, podobnie jak strona przeciwna. No to razem cztery. W ogóle ciekawe, że część tej agresji w przestrzeni publicznej skierowana była nie tylko przeciwko Marszowi Równości, ale przeciwko policjantom go ochraniającym. Nakręcali się faktem, że nie mogą bez przeszkód podejść i zmasakrować ludzi, którzy są inni. A zwrócę uwagę, że na tym Marszu Równości naprawdę nie było radykalnego prezentowania swoich preferencji seksualnych, jak w miastach Zachodniej Europy. Po prostu szli, wołając o tolerancję. Co gorsze, ten nacjonalistyczny szał był powszechny. To nie tylko młodzi, napakowani testosteronem młodzi mężczyźni. Nie, obok nich stały zacne, dobrze ubrane panie, starannie intonujące okrzyk: „pe-da-ły!”, miłe staruszki wygrażające trzęsącymi się dłońmi tęczowym sztandarom, urodziwe dziewczyny, z których ust równie łatwo spływał uśmiech, jak też i obietnica „zajebię cię, ty zboku pierdolony!” oraz 10-12 letnie dzieciaki imitujący ruchy frykcyjne i bluzgający tak, że się flaki wywracały. Przekrój społeczny pełen. To wszystko razem wziąwszy do kupki oświadczam: nie ma i nie będzie żadnego porozumienia ponad podziałami, zrozumienia dla inności, tolerancji czy jakie tam jeszcze ładne słowa chcecie międlić przy takich okazjach. Nie. Tęczowi mogą się uśmiechać, przesyłać całusy, próbować dyskutować powołując się na najnowsze badania światowych autorytetów. Nic to nie da. Zawsze dla środowisk narodowych będą podludźmi, których zabicie, deklarowane choćby werbalnie, będzie cnotą określającą minimum przyzwoitego człowieka. Można się przed nimi bronić samodzielnie, przy pomocy policji czy po prostu unikać. Może kiedyś, jeżeli teraz zaczniemy w szkołach pomału wprowadzać właśnie pojęcie tolerancji. Nie przekonywania, że miłość homoseksualna jest w porządku i rysowania w powiększeniu sposobów wzajemnego dostarczania sobie rozkoszy, lecz zwykłej podstawowej tolerancji dla inności. Wszelkiej. Dopiero na tej bazie można będzie iść dalej. To robota na pokolenie.

Lublin wybrał wolność

Za burdy w Lublinie, które musiała pacyfikować policja Joachima Brudzińskiego odpowiedzialny jest przede wszystkim najbardziej zideologizowany z wojewodów pisowskich, Przemysław Czarnek, wykładowca prawa na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim.

 

Czarnek, radykalny, ciasny endek, a przy tym zdecydowany zwolennik ONR, już 1 marca tego roku, w dniu tzw. „Żołnierzy Wyklętych” wypowiedział się publicznie w duchu nacjonalistycznej nienawiści przeciw ludziom, którzy mają inne niż on poglądy. Od tego czasu endekooenerowiec Czarnek bardzo uaktywnił się ideologicznie. Gdy w lipcu tego roku prezes Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie Grzegorz Kuprianowicz zauważył podczas uroczystości w Sahryniu, że miała miejsce nie tylko rzeź wołyńska na Polakach, ale także morderstwa akowców na cywilnej ludności ukraińskiej, endekooenerowiec Czarnek doniósł na niego do prokuratury. Przy czym Kuprianowicz ani nie zaprzeczał, ani nie usprawiedliwiał mordów wołyńskich, ani nawet nie stawiał znaku równości między rozmiarami zbrodniczych czynów po obu stronach. Wspomniał jedynie, że druga strona także ma krew na rękach. Czarnek zasmakował w swoich ideologicznych harcach. Na kilkanaście dni przed sobotnią Paradą Równości w Lublinie, pierwszą w tym mieście, endekooenerowiec Czarnek znów zabrał publicznie głos i wypowiedział się przeciw „promocji zboczeń i dewiacji”. Na żywioł oenerowski to słabo skrywane podżeganie do przemocy zadziałało jak trąbka do boju i jego eksponenci zgłosili swoją kontrdemonstrację oraz zapowiedzieli, że zablokują lubelską Paradę Równości. Niestety prezydent Lublina z Platformy Obywatelskiej Krzysztof Żuk zachował się w pierwszym momencie w sposób klasycznie platformerski, czyli zapalił i Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Asekurancko zakazał Parady motywując swoją decyzję troską o bezpieczeństwo jej potencjalnych uczestników, mieszkańców Lublina i gości. Gdyby przyjąć za dobrą monetę logikę rozumowania prezydenta Żuka, to trzeba by przyjąć, że każda, najniewinniejsza nawet demonstracja, manifestacja czy marsz mogłyby zostać zakazane, o ile tylko jej przeciwnicy stworzą wrażenie, czy zadeklarują, że mogą się jej przeciwstawić w sposób zagrażający bezpieczeństwu publicznemu i stwarzający zagrożenie dla zdrowia i życia. Endecy lubelscy z Czarnkiem, Mieczysławem Rybą, także wykładowcą KUL, i lubelskim radnym PiS Tomaszem Pituchą, odtrąbili już zwycięstwo, zwłaszcza, że Sąd Okręgowy podtrzymał decyzję Żuka. Ich radość była jednak przedwczesna, bo zaskarżone przez organizatorów Parady Równości postanowienie, zostało uchylone przez lubelski Sąd Apelacyjny. Parada odbyła się i manifestanci przeszli w minioną sobotę spod Zamku Lubelskiego przez śródmieście aż do Centrum Spotkania Kultur. Zostali jednak przez oenerowskich bojówkarzy na tyle brutalnie i nienawistnie zaatakowani, że policja Brudzińskiego (bo przecież nie endekooenerowca Czarnka, który bez wątpienia, wnioskując z jego wypowiedzi, najchętniej kazałby spałować uczestników Parady Równości), którego przecież nie sposób podejrzewać o sympatię dla idei Parady, zmuszona została do stanowczej reakcji w obronie spokojnych uczestników marszu. Wyraziło się to m.in. użyciem gazów łzawiących, armatek wodnych oraz zatrzymaniem kilkunastu (na początek) najbardziej krewkich oenerowskich młodzieńców.

Jak nietrudno było przewidzieć, oenerowski sektor obozu pisowskiego zawył z wściekłości. Tzw. „Matka Kurka” czyli Piotr Wielgucki prawolski bloger i felietonista „Gazety Polskiej” Tomasza Sakiewicza, organu najbardziej twardogłowego, skrajnie nacjonalistycznego nurtu w elektoracie PiS, skierował na twitterze do szefa MSW następujące słowa: Brawo @jbrudzinski kolejny pokazujesz, jakim jesteś „bohaterem”! W życiu nie odważyłbyś się na taką akcję w drugą stronę, ale „kiboli” i „nazistów” lejesz wodą i pałami. 100 razy KOD i Obywatele RP odwalali gorsze akcje, to ich na rękach wynosiłeś. Dla mnie jesteś bucu skończony!”.

Pałkarski segment elektoratu PiS okazał niezadowolenie, a jest to segment wpływowy, tworzący rozmnożone nie tylko w Polsce, ale także tu i ówdzie za granicą, w tym szczególnie aktywne w Paryżu, ,„Kluby Gazety Polskiej”. Endecka Polska póki co poparcia dla kierownictwa PiS nie wymówi, ale w jej szeregach rośnie niezadowolenie ze zbyt łagodnej polityki wobec opozycji i zbytniej miękkości wobec takich znienawidzonych zjawisk kulturowych jak choćby Parada Równości. W cichości ducha tak naprawdę znacząca ich część uważa Kaczyńskiego i jego kamarylę za mięczaków ulegających naciskowi wrogich sił. Słowa „Matki Kurka” były zaadresowane co prawda osobiście do Brudzińskiego, ale ich pośrednim adresatem był w oczywisty sposób także Kaczyński, do którego najbliższych przybocznych należy szef MSW. Nie sposób uwierzyć, znając mechanizmy jednoosobowej władzy prezesa w PiS, że Brudziński działał według własnego uznania. Twardogłowy, marzący o fizycznej rozprawie z opozycją segment elektoratu PiS czai się do skoku i czeka na stosowny moment. Na razie musi zadowolić się deklaracją, którą można by opisać za pomocą cytatu z „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego: „Jakby przyszło co, do czego, wisz pon, to my som gotowi, my som swoi, my som zdrowi”.

To, co stało się w sobotę w Lublinie, nie wywoła rozłamu w pisowskim obozie, bo stawka, jaką jest wygrana wyborcza, jest dziś zbyt duża. Pojawiła się jednak rysa, której nie da się zlekceważyć i doszło do schłodzenia wzajemnych relacji. Pisowska czarna sotnia dobrze zapamięta policzek jaki Kaczyński wymierzył jej w Lublinie przy użyciu Brudzińskiego. Może to w przyszłości zaowocować trudnymi dziś do przewidzenia konsekwencjami. Póki co, na razie, miejmy satysfakcję, że w ostatecznym efekcie, wolność w Lublinie znalazła się na wierzchu.

Głos prawicy

LGBTQ…

Krystyna Pawłowicz skomentowała na Facebooku Parad Równości:

Dziś prowadzać się będą osoby LGBTIQKCHJ
Im i 52 zagranicznym dyplomatom popierającym w Polsce patologie obyczajowo – zdrowotne polecam swe wystąpienie sejmowe sprzed kilku lat o 5 projektach ustaw o związkach partnerskich /z ub kadencji Sejmu/
Po moim wystąpieniu Sejm wszystkie projekty PO,SLD i Palikota odrzucił. PIS był wtedy w mniejszości.”

 

Ważne pytania w KFC

Na Facebooku pojawiło się nagranie zamieszczone przez kobietę, która zaczepiła prezydenta Andrzeja Dudę w restauracji KFC i pytała go o łamanie konstytucji.

Przygoda w KFC z marionetką (p. Duda obecny „prezydent”). Ochrona nie dopuszczała ludzi z telefonami, jednak kiedyś chodziłam do szkoły gdzie p. Konhauser-Duda uczyła. Dzięki przywitaniu się z nią i poproszeniem o zdjęcie (miny mówią wczystko) udało mi się zapytać o Konstytucję” – napisała na Facebooku Katarzyna Kulerska (pisownia oryginalna – red.).
– Mogę wiedzieć, dlaczego pan łamie konstytucję? – zapytała kobieta. Wtedy ochroniarz zwrócił jej uwagę, żeby nie przeszkadzała prezydentowi, natomiast małżonka głowa państwa, Agata Kornhauser-Duda, poprosiła o wskazanie, w którym miejscu konstytucja jest łamana.
– Chodzi przede wszystkim o ustawy sądowe, zakaz wstępu do Sejmu, załamanie ustawy o KRS. Pan zawetował dwie ustawy i super. Szkoda, że kolejnych nie – mówiła dziewczyna. – Ja rozumiem, że pani nie może pogodzić się z tym, kto wygrał wybory, ale bardzo mi przykro – odpowiedział kobiecie prezydent.
Na portalu NaTemat można znaleźć informację, że Katarzyna Kulerska działa m.in. w ruchu Obywatele RP, w Komitecie Obrony Demokracji oraz w Czarnym Proteście. Brała też udział w pikietach przeciwko wizytom prezesa PiS przy grobie Lecha Kaczyńskiego na Wawelu.
Źródło: Do Rzeczy

 

Rydzyk do seniorów

Tymczasem szkoła ojca Rydzyka docenia seniorów:

Seniorzy w niepodległej” – pod takim hasłem w murach Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej odbyła się konferencja poświęcona polityce senioralnej rządu. Organizatorami wydarzenia – obok toruńskiej uczelni – była sejmowa Komisja Polityki Senioralnej, której pracami kieruje poseł Małgorzata Zwiercan.
– Nie możemy stygmatyzować seniorów, bo do tej pory byli stygmatyzowani, że są obciążeniem dla państwa, że są obciążeniem dla młodych – podkreślała poseł Małgorzata Zwiercan z „Wolnych i Solidarnych”.
To jednak nie obciążenie, nie koszt, a inwestycja w bliźniego i społeczeństwo – napisał w liście odczytanym przez Marzennę Drab premier Mateusz Morawiecki.
– Nie szczędzimy starań, by jesień życia była czasem należnej seniorom godności – akcentował premier RP.
Stąd szereg programów socjalnych, których celem jest w pierwszej kolejności aktywizacja osób starszych – podkreśla poseł Joanna Borowiak.
– Chcą być dostrzegani, chcą czuć się ważni, a przecież są ważni – zwracała uwagę poseł PiS.
Lista potrzeb wcale nie jest krótka. Dlatego rząd przygotował kompleksowy dokument: „Polityka społeczna wobec osób starszych 2030”.
– To jest pierwszy kompleksowy, można powiedzieć historyczny dokument, który spaja wszystkie działania w sposób kompleksowy dla osób starszych – relacjonowała Elżbieta Bojanowska, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej
Bezpieczeństwo, uczestnictwo, solidarność – jak przypomina wiceminister rodziny – to główne przesłanie dokumentu i całej polityki rządu.