Bigos tygodniowy

Na początek pro domo sua. Bardzo dobre przemówienia trzech liderów Lewicy na sobotniej konwencji. U Adriana Zandberga podobały mi się poblaski ducha socjaldemokracji skandynawskiej. U Roberta Biedronia – zapowiedzi likwidacji pasożytniczych struktur IPN i Funduszu Kościelnego oraz postawienie na wysokiej pozycji kwestii dobra zwierząt. Retorycznie najlepszy był Włodzimierz Czarzasty. Jego świetne wystąpienie dokonało się w dobrym, empirycznym, szorstkim ale i sarkastycznym brytyjskim stylu.
*****
Śmieszne są wątpliwości, czy Ziobro powinien podać się do dymisji, czy nie powinien. W każdym cywilizowanym kraju byłoby to oczywiste, bo minister konstytucyjny odpowiada za swój resort integralnie, niezależnie od tego, czy uczestniczył czy nie uczestniczył w popełnianych w nich deliktach. Czy Kaczor Ziobrę (Ziobro, Ziobra?) zdymisjonuje? To nader intrygujące pytanie. Jeśli to zrobi, to po pierwsze dlatego, by pokazać, że Polska pod jego rządem jest jednak krajem cywilizowanym. Po drugie, może kalkulować, że do wyborów zostało już mniej niż dwa miesiące, więc Ziobro i tak zostałby schowany do szafy na krótko, a po zwycięstwie może wyjęty ponownie. Przecież Macierewicz też w 2015 miał nie być ministrem obrony. W pisowskich mediach pojawił się też przekaz, że sprawa sędziego Łukasza Piebiaka to „porachunki wewnętrzne nadzwyczajnej kasty”, więc dowództwo pisiorskie ma rączki czyste, „to nie my”, „nie znamy się, nie orientujemy się, zarobieni jesteśmy”. Pikanterii sprawie dodaje dedykacja dla pani Emilii, od szajki dla której pracowała, doczepiona do ofiarowanej jej figury husarza: „Mała Emi, zachowałaś się jak trzeba! Od Herszta i jego żołnierzy”. „Mała Emi” miała być „Inką 2 – reaktywacja”, ale nóżki się powinęły. A tak nawiasem mówiąc – trudno na serio uwierzyć, że Ziobro nie wiedział tego, co pod jego bokiem robi Piebiak, jego wierny wachmistrz Soroka.
*****
Dawno nie serwowałem w bigosie wyników sondaży preferencji przedwyborczych. Nie ukrywam, że w wyniku rozczarowania rozbieżnością między nimi a rzeczywistym wynikiem majowych wyborów europejskich. A jednak tym razem nie mogę się oprzeć przed zacytowaniem wyników badań pracowni Social Changes na zamówienie W polityce.pl braci Karnowskich, które TVP Info puszcza właśnie na okrągło na pasku od wielu już minut, jakby z maniacką uporczywością, zabarwioną lękiem i niepewnością. Według nich PiS, po stracie 5 punktów, ma poparcie 42,9 proc., Koalicja Obywatelska – 30,8 proc., Lewica – 13,4 proc., Koalicja Polska – 8,4 proc., Konfederacja 4,5 proc. Nic więcej nie powiem.
*****
„Żelazny krzyż ściąga pioruny” – takie słowa padły z ust jednego z ratowników w TVP Info, w relacji na żywo z Zakopanego, 23 sierpnia o godz. 9.41. Dlatego nonsensem są te okrzyki oburzenia prawackich mediów, karnowszczyzny i spółki, na profesora Jana Hartmana za to, że powiedział, iż krzyż na szczycie Giewontu jest niebezpieczny dla turystów i należy go usunąć. Ten krzyż rzeczywiście należy usunąć ze względu na przepisy BHP. Ustawiono go w roku 1909, czasach, gdy rzadko kto na Giewont właził, bo turystyka nie była masowa Nie będzie to jednak proste, bo Dżipi Two zawołał kiedyś z tym właściwym sobie kabotynizmem: „Brońcie krzyża od Giewontu do Tatr”, więc katoprawactwo będzie się tego trzymać i nie popuszczać. No chyba, żeby krzyż zostawić, ale zamknąć wstęp na Giewont, chroniąc go przy okazji przed zadeptaniem. Po cholerę tam łażą. To jest jakiś pomysł.
*****
Rada Miasta Gdańska nie zgodziła się na przyznanie Lechowi Kaczyńskiemu, pośmiertnie, tytułu Honorowego Mieszkańca Gdańska. Był on owszem, mieszkańcem Gdańska, ale zaprawdę nie są znane jakieś jego szczególne zasługi dla tego miasta. Co do mnie, to w ogóle nie widzę żadnych nadzwyczajnych zasług Lecha Kaczyńskiego, także jako prezydenta RP. Widzę tylko jeden tytuł do pośmiertnego uhonorowania go. Lech Kaczyński kochał zwierzęta, szczególnie psy. Znane mi jest w pełni wiarygodne i bezpośrednie świadectwo z Ministerstwa Sprawiedliwości, że będąc szefem tego resortu przywiózł tam rannego psa, znalezionego w drodze i zaopiekował się nim. Uważam, że któraś z organizacji działających na rzecz zwierząt czy ekologicznych powinna go uhonorować. Lech Kaczyński żyje w dobrej pamięci tak wielu osób, że upowszechnienie jego godnej najwyższego uznania postawy w tej mierze, mogłoby pozytywnie wpłynąć na stosunek do zwierząt pośród wielu z nich. I żeby było jasne: w tej sprawie ani trochę nie kpinkuję.
*****
Prezes TVPiS Jacek Kurski składając gratulacje twórcom ukraińskiego serialu „Zniewolone” przemawiał po angielsku. Także wywiady z nimi przeprowadzano po angielsku. Do tego doszło, że z naszymi słowiańskimi pobratymcami ukraińskimi nie rozmawiamy po polsku, ukraińsku a choćby i po rosyjsku, tylko mową perfidnego Albionu. „Koniec świata” – jak mawiał dozorca Popiołek z serialu „Dom”.
*****
Dr Hanna Karp, medioznawcza, związana sympatiami z Radiem Maryja, przedstawiła subiektywne portrety ośmiu dzienników („Nasz Dziennik”, „Dziennik Gazeta Prawna”, „Super Express”, „Fakt”, „Gazeta Wyborcza”, „Gazeta polska Codziennie”, „Polska The Times” ). Na trzeciej z kolei pozycji przedstawiona jest „Trybuna, tak oto: „Jest taki tytuł. Po wielu metamorfozach, do 1989 roku ukazywał się jeszcze jako „Trybuna Ludu”, dziś chce być postrzegany jako dziennik o profilu lewicowym. Wydawany przez bliżej nieznaną spółkę z.o.o. o „polskiej nazwie” Polish Scientific Group. Na pierwszej stronie, w tabloidowym stylu, owszem, jest jedna wielka fotografia … prezydenta Andrzeja dudy z napisem: „My, pierwsza Brygada Świętokrzyska”. O obchodach rocznicy wybuchu powstania próżno szukać. Jedynie zajawka wspomnień z powstania zatytułowanych: „W buraczkach”. Tekst ma podtytuł „Mniej poważne wspomnienia z Powstania Warszawskiego”. Do tej gazety warto będzie wrócić. Poziom propagandy, fascynujący z punktu widzenia poznawczego na poziomie putinowskiego Sputnika”.
Szanowna Pani Doktor! Co do „poziomu propagandy na poziomie putinowskiego Sputnika”, to tak sformułowana ocena wydaje mi się generalnie nietrafna, bo „Dziennik Trybuna” wydaje mi się gazetą nader rzeczową i może jedynie piszący te słowa zbliża się w cotygodniowym bigosie do „propagandy na poziomie putinowskiego Sputnika”, z tym atoli zastrzeżeniem, że kilkakrotnie w „DT” ukazywały się moje teksty (recenzje) o wymowie zdecydowanie krytycznej w stosunku do działań władz Federacji Rosyjskiej. Jednak gdyby nawet – to kudy „Trybunie” pod tym względem do takiego „Naszego Dziennika”, „Gazety Polskiej”, „Sieci” czy „Do rzeczy”. Nawet się do tego poziomu nie zbliżamy. Natomiast z uznaniem przyjmuję deklarację Pani Doktor, że „do tej gazety warto będzie wrócić”. Witamy Panią w gronie naszych Czytelników i liczymy na bardziej rozbudowaną i pogłębioną analizę medioznawczą naszego tytułu.
*****
O niedawno upieczonej pisowskiej propagandystce, ex-lwicy lewicy tym razem nie będzie. Znakomicie wyręczył mnie kilka dni temu na łamach „Dziennika Trybuna” redaktor Piotr Gadzinowski.