„Wyborcza” dała do pieca

Na lewicy są dwa typy odpowiedzi na blamaże „Wyborczej” i liberałów w ogóle – takie jak niedawna okładka nazywająca podwyżkę 100 zł brutto dla pielęgniarek „rozdawnictwem”:

1) Porąbało Was? Co wy robicie, chcecie pomóc PiS? Może to pomyłka? Może co innego mieliście na myśli? Ach tak, tu na pewno jakaś głębsza myśl za tym stoi! Na przykład: neoliberalny red. Gadomski, jako spec od ekonomii, wykrył zbliżający się światowy kryzys gospodarczy, na co lewicowy ponoć red. Danielewski wymyślił: to niech PiS dalej rządzi, niech ten kryzys spadnie na ich konto… Ale wtem, gdy rozum docierał już do granic fantazji, grom z jasnego nieba: o, patrzcie, jest sprostowanie! SPROSTOWANIE! Adam Michnik is my daddy!
Ci, którzy tak piszą, nie przecięli jeszcze pępowiny z Czerską. Ciągle ich boli to oddzielenie, chcieliby je jakoś przepracować, wejść w dialog, wystąpić w roli ogona, który zacznie sterować psem. Załagodzić rodzinne spiny. Nadaremnie.
2) Nie mój cyrk, nie moje małpy. Gnidami byliście, jesteście, będziecie. Sprzedaliście Polskę i dlatego teraz sami się tak słabo sprzedajecie. Taśmy na Was mamy kurwa co rano w kiosku od 30 lat. Kurski, przeproś za brata.
Ta druga grupa nie musi stawiać na złość kloca w salonie inteligenckiej ciotki Halinki, bo nigdy jej nie miała. Czas teraz przeciąć pępowinę z tymi z pierwszej grupy. Nie mamy z Wami wspólnych przodków.