Azoty Puławy rządzą

Po rozegranej w miniony weekend drugiej kolejce ekstraklasy piłkarzy ręcznych liderem rozgrywek jest zespół KS Azoty Puławy. Druga w tabeli ekipa Łomży Vive Kielce też ma komplet punktów, ale gorszy bilans bramkowy.

Puławianie, których do tego sezonu przygotował 54-letni niemiecki szkoleniowiec Lars Walther, w pierwszej kolejce wygrali na wyjeździe z Grupą Azoty Tarnów 33:20, zaś w minioną sobotę we własnej hali okazali się niegościnni dla ekipy MMTS Kwidzyn, gromiąc ją 42:27. Dzięki tym wysokim wygranym zespół KS Azoty Puławy ma lepszy bilans bramkowy (75:47) od mających także komplety punktów Łomży Vive Kielce (71:47) i KPR Odra Opole (68:60). Czwartą lokatę zajmuje Zagłębie Lubin. Na zwycięską ścieżkę, po porażce w Pogonią Szczecin w pierwszej kolejce, wkroczyła też ekipa wicemistrzów Polski Orlenu Wisły Płock, ale na razie zajmują dopiero piąte miejsce.
Wyniki 2. kolejki:
Chrobry Głogów – KPR Gwardia Opole 31:35; Łomża Vive Kielce – Sandra Spa Pogoń Szczecin 37:22; Torus Wybrzeże Gdańsk – Energa MKS Kalisz 28:28; Orlen Wisła Płock – Górnik Zabrze 27:18; KS Azoty Puławy – MMTS Kwidzyn 42:27; SPR Stal Mielec – Grupa Azoty Tarnów 29:30; Piotrkowianin Piotrków Trybunalski – Zagłębie Lubin 32:32.

Łomża Vive Kielce gra o wszystko

W miniony weekend rozpoczęły się rozgrywki w ekstraklasie piłkarzy ręcznych. Nowy sezon PGNiG Superligi zapowiada się jako najciekawsza rywalizacja od lat, głównie dlatego, że mistrza kraju oraz spadkowicza poznamy już po rundzie zasadniczej, bowiem z uwagi na napięty terminarz władze ligi zrezygnowały z rozgrywania fazy play off.

Rozegranie sezonu 2020/2021 w dotychczasowej formule wobec natłoku spotkań i utrudnień jakie powoduje pandemia koronawirusa władze naszej ekstraklasy piłkarzy ręcznych uznały za zbyt ryzykowne i zdecydowały, że rywalizacja zostanie skrócona do fazy zasadniczej, czyli 26 ligowych kolejek. A to oznacza, że radykalnie zmniejszy się liczba spotkań „o pietruszkę”. Nawet w rundzie rewanżowej, bo już pierwsza kolejka pokazała, że zmniejszyły się dysproporcje sił między zespołami z czołówki a resztą stawki. Najlepszym przykładem jest zaskakująca porażka wicemistrza kraju, Orlenu Wisły Płock, w wyjazdowym meczu z Sandrą Spa Pogoń Szczecin.
A przecież „Nafciarze” jeszcze kilka tygodni temu byli przekonaniu, że w końcu przełamią po dekadzie dominacji hegemonię zespołu z Kielc, który latem popadł w gigantyczne tarapaty finansowe. W mediach pojawiały się już nawet transferowe spekulacje, gdzie powędrują najlepsi gracze PGE Vive, gdy po kolei z nazwy kieleckiego klubu wypadały nazwy głównych sponsorów, w tym firmy Vive należącej do holenderskiego prezesa klubu Bertusa Servaasa. Ale on jakimś cudem wyprowadził klub z opresji i znalazł mu nowego i hojnego sponsora tytularnego, polski koncern browarniczy Van Pur, który za pośrednictwem kieleckich szczypiornistów postanowił promować należący do niego browar Łomża. Ale ponieważ nazwa klubu, Łomża Kielce, byłaby trochę zbyt zabawna, zostawiono rozpoznawalną już w europejskim szczypiorniaku markę Vive. I tak oto kielecki zespół już pod szyldem Łomża VIVE Kielce, ze stabilnym budżetem i nadal pod wodzą trenera Tałanta Dujszebajewa oraz kadrą złożoną z 20 zdrowych i gotowych do gry zawodników, przystąpił z entuzjazmem do walki o dziesiąty z rzędu mistrzowski tytułu, który zamierza okrasić zdobyciem krajowego pucharu. Ale celem nadrzędnym na ten sezon jest co najmniej awansem do finałowej stawki Ligi Mistrzów.
W okresie przygotowawczym do nowego sezonu gracze Łomży Vive Kielce rozegrali rekordową liczbę dziewięciu spotkań sparingowych. Miały im pomóc w przywyknięciu do rywalizacji po pięciomiesięcznej pauzie spowodowanej koronawirusem. Bilans kieleckiej ekipy siedem zwycięstw i dwie porażki. Na rozkładzie mieli takie mocne zespoły, jak Telekom Veszprem (32:29) czy SC DHfK Lipsk (również 32:29), ale porażki ponieśli w starciach z niżej notowanymi drużynami Tatabanya KC (27:28) oraz Fuechse Berlin (27:35).
Z końcem czerwca z Kielcami pożegnało się sześciu zawodników (Mateusz Jachlewski, Blaż Janc, Doruk Pehlivan, Mariusz Jurkiewicz, Julen Aguinagalde, Romaric Guillo), ale sześciu przybyło w ich miejsce (Sigvaldi Gudjonsson z Elverum Handball, Szymon Sićko z Górnika Zabrze, Haukur Thrastarson z Selfoss, Michał Olejniczak z SMS ZPRP Gdańsk, Nicolas Tournat z HBC Nantes, Sebastian Kaczor z SMS ZPRP Gdańsk oraz Cezary Surgiel), a ponadto do zespołu dołączył leczący przez cały poprzedni sezon kontuzję Tomasza Gębala. Teraz kadra mistrzów Polski liczy aż 20 zawodników.
Kapitan Łomży Vive, niemiecki bramkarz Andreas Wolff, tak ocenił potencjał zespołu: „W zeszłym roku atmosfera w zespole była dobra, ale mieliśmy wielu graczy którzy po sezonie odchodzili, co różnie wpływało na innych zawodników. Teraz bardziej skupiamy się na przyszłości, bo wiemy już, że być może przez kolejne kilka lat będziemy grać w bardzo podobnym składzie. Dlatego moim zdaniem będziemy przez mocniejsi, niż rok temu”.
Na swoje szczęście działacze Orlenu Wisły Płock nie czekali na upadek kieleckiego rywala, tylko poczynili solidne wzmocnienia. Z Telkom Veszprem ściągnęli jednego z najlepszych obrońców w Europie, Mirsada Terzicia, a wkrótce na boisko po kontuzji ma wrócić Davida Fernandez.
Czy w tym sezonie jakiś inny zespół może wtrącić się do trwającej od dekady „świętej wojny” miedzy zespołami z Kielc i Płocka? Może będą to Azoty Puławy pod wodzą trenera Larsa Walthera i naszpikowanej reprezentantami Polski, z Michałem Jureckim na czele, może Gwardia Opole, Górnik Zabrze lub wspomniana już ekipa Sandry Spa Pogoń, która na otwarcie rozgrywek pokonała u siebie „Nafciarzy”. Ale o mistrzostwo po staremu kielczanie bić się będą jednak raczej z płocczanami.

Wyniki 1. kolejki PGNiG Superligi:
Łomża Vive Kielce – Torus Wybrzeże Gdańsk 34:25; Grupa Azoty Tarnów – KS Azoty Puławy 20:33; Sandra Spa Pogoń Szczecin – Orlen Wisła Płock 26:24; KPR Gwardia Opole – Piotrkowianin Piotrków Trybunalski 33:29; Zagłębie Lubin – Energa MKS Kalisz 27:25; Górnik Zabrze – SPR Stal Mielec 27:25; MMTS Kwidzyn – Chrobry Głogów 27:28.

Już wiedzą, z kim zagrają w Egipcie

Szczypiorniści z Hiszpanii, Tunezji i Brazylii będą grupowymi przeciwnikami reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych w finałach przyszłorocznych mistrzostw świata, które w dniach 14-31 stycznia odbędą się w Egipcie. Ceremonię losowania grup przeprowadzono w miniony piątek pod piramidami w Gizie. Biało-czerwoni jako drużyna zakwalifikowana do turnieju na podstawie tzw. dzikiej karty, przed losowaniem została umieszczona w ostatnim koszyku.

Światowy czempionat w Egipcie zostanie rozegrany po raz pierwszy z udziałem 32 zespołów narodowych w czterech halach sportowych – dwóch w Kairze oraz w Aleksandrii i Gizie. Finalistów w pierwszej rundzie podzielono na osiem grup po cztery zespoły, z których do kolejnej fazy awansują po trzy drużyny. W drugiej rundzie zostanie utworzonych sześć grup po cztery drużyny, z których do dalszych gier awansują po dwie najlepsze ekipy. W składzie finalistów brakuje jeszcze zespołów z Ameryki Południowej i Północnej, które zostaną wyłonione dopiero jesienią tego roku.
Najmocniejszym rywalem biało-czerwonych w pierwszej fazie grupowej będzie bez wątpienia zespół Hiszpanii, dwukrotnych mistrzów świata (2005 i 2013), dwukrotnych mistrzów Europy (2018 i 2020) oraz trzykrotnych brązowych medalistów olimpijskich (1996, 2000 i 2008). W kadrze hiszpańskiej reprezentacji znajdują się m.in. gracze Łomży Vive Kielce – Alex Dujshebaev, jego brat Daniel Dujshebaev oraz Angel Fernandez.
Brazylijczycy na poprzednich MŚ w Danii i Niemczech w 2019 roku zajęli dziewiąte miejsce, ale w turnieju dość nieoczekiwanie pokonali utytułowanych Chorwatów. Polscy kibice szczypiorniaka zapewne pamiętają, że w fazie grupowej turnieju olimpijskiego w 2016 roku w Rio de Janeiro drużyna Brazylii pokonała nasze zespół i odpadła dopiero w ćwierćfinale. Trzeci z rywali biało-czerwonych, Tunezja, to najsłabszy z zespołów w grupie i to z nim nasi szczypiorniści stoczą batalię o wyjście z grupy.
Wyniki losowania grup MŚ 2021:
Grupa A: Republika Zielonego Przylądka, Urugwaj, Niemcy, Węgry; Grupa B: Polska, Brazylia, Hiszpania, Tunezja; Grupa C: Angola, Japonia, Chorwacja, Katar; Grupa D: Kongo, Bahrajn, Dania, Argentyna; Grupa E: zespół z Ameryki Północnej, Francja, Norwegia, Austria; Grupa F: Maroko, Islandia, Portugalia, Algieria; Grupa G: zespół z Ameryki Południowej, Czechy, Szwecja, Egipt; Grupa H: Rosja, Korea, Słowenia, Białoruś.

Lijewski w Kielcach w podwójnej roli

Krzysztof Lijewski przedłużył o cztery lata kontrakt z zespołem PGE Kielce, aktualnym mistrzem Polski w piłce ręcznej mężczyzn. W najbliższym sezonie ten wybitny szczypiornista, wicemistrz świata z 2007 roku, będzie występował w podwójnej roli – zawodnika oraz asystenta trenera Tałanta Dujszebajewa, ale w następnych ma się już skupić wyłącznie na pracy szkoleniowej.

Zadowolenia z podpisania nowej umowy z 37-letnim Lijewskim nie krył prezes PGE Kielce Bertus Servaas. „Krzysztof to jeden z najbardziej doświadczonych zawodników naszej drużyny, co stanowi jego wielką wartość. Ma niesamowitą wiedzę o piłce ręcznej, a przez lata oddał naszemu klubowi całe swoje serce. To wspaniałe, jakim lojalnym jest człowiekiem i jestem szczęśliwy, że w najbliższym sezonie wciąż będzie wspierał kolegów na parkiecie, a jednocześnie uczył się trenerskiego fachu pod okiem Tałanta Dujszebajewa. Takie połączenie przyniesie wiele korzyści całemu zespołowi” – stwierdził holenderski sternik kieleckiego klubu. Lijewski jest wychowankiem Ostrovii Ostrów Wlkp, z którym to klubem podpisał pierwszy profesjonalny kontrakt w 2000 roku. Po dwóch sezonach odszedł do Śląska Wrocław, skąd w 2005 roku na sześć sezonów przeszedł do czołowej wtedy niemieckiej drużyny HSV Hamburg, a następnie na jeden sezon do potentata Bundesligi Rhein-Neckar Loewen. Zawodnikiem kieleckiej drużyny jest od sezonu 2012/2013 i przez osiem lat wywalczył z nim ośmiokrotnie mistrzostwo Polski, zdobył siedem razy Puchar Polski, a w 2016 roku wygrał Ligę Mistrzów EHL.
W reprezentacji Polski Lijewski występował w latach 2003-2017, zaliczając w tym czasie 182 mecze, w których zdobył 435 bramek. Oprócz wspomnianego już tytułu wicemistrzowskiego wywalczonego z biało-czerwonymi na mistrzostwach świata w 2007 roku w Niemczech, dwukrotnie jeszcze zdobywał w narodowych barwach brązowe medale w światowym czempionacie – w 2009 roku w Chorwacji i 2015 roku w Katarze. Dwukrotnie reprezentował też Polskę na igrzyskach olimpijskich – w Pekinie (2008), gdzie nasi szczypiorniści zajęli piąte miejsce oraz osiem lat później w Rio de Janeiro, zajmując z biało-czerwonymi znakomitą czwartą lokatę. „Myślę, że chciałbym jeszcze częściowo być na parkiecie, walczyć i wygrywać z kolegami w aktywny sposób. Wiem natomiast, że czas leci nieubłaganie i prędzej czy później karierę sportową skończę. Mam nadzieję, że proces przechodzenia z kariery zawodniczej na ławkę trenerską przejdzie w moim przypadku płynnie” – powiedział Lijewski w wypowiedzi opublikowanej przez oficjalną stronę internetową PGE Kielce.
Mimo finansowych problemów, w jakie popadł kielecki klub z powodu wycofania się w wyniku pandemii głównego sponsora, należącej do Bertusa Servaasa firmy Vive, zespół nie rozpadł się, a nawet nie stracił kluczowych graczy stanowiących o jego sile w poprzednich sezonach. Mało tego, do kadry PGE Vive latem dołączyło sześciu nowych zawodników. Obok uznany graczy, jak 26-letni reprezentant Francji Nicolas Tournat, do zespołu trafili też młodzi i obiecujący polscy szczypiorniści. Najbardziej obiecujący z nich, Michał Olejniczak, na dopiero 19 lat i już dostaje powołania do reprezentacji Polski, a nieźle zapowiadają się też jego rówieśnicy – Szymon Kaczor i Islandczyk Haukur Thrastarson. Tylko trzy lata starszy od nich jest Szymon Sićko, a inny z pozyskanych tego lata Islandczyków, Sigvaldi Gudjonsson, ma tyle lat, co wspomniany wcześniej Nicolas Tournat. Dzięki tym zawodnikom średnia wieku kadry PGE Kielce obniżyła się do 25 lat.
Z szóstki nowych graczy na pierwszym treningu kieleckiego zespołu przed nowym sezonem stawiło się tylko pięciu, bo Haukur Thrastarson na razie zmaga się z kontuzją stopy. „Miałem pecha, bo złamałem nogę. Dwa tygodnie temu miałem już operację w Islandii i dopiero teraz zaczynam powoli chodzić bez żadnego bólu. Myślę, że za trzy może cztery tygodnie zacznę już chodzić i biegać” – zapewnia utalentowany nastolatek z Islandii. Jego starszy rodak, Sigvaldi Gudjonsson, po przybyciu do Kielc najbardziej cieszył się z ładnej pogody, ale też podkreślał, że cieszy go perspektywa zagrania w barwach PGE Kielce w Lidze Mistrzów EHF przeciwko dawnej drużynie, mistrzowi Islandii Elverum Handball. „Fajnie będzie zobaczyć dawnych kolegów i pokazać się kibicom w moim kraju, ale teraz dla mnie najważniejsza jest gra w PGE Kielce. Tu wszyscy są dla mnie bardzo mili, więc nie narzekam na przyjęcie w drużynie. Lubię zmiany i nowe wyzwania. Im większe, tym lepiej” – zapewnia Gudjonsson. Przed szczypiornistami PGE Kielce intensywne przygotowania. Do startu rozgrywek, który ma nastąpić na początku września, trener Dujszebajew zaplanował aż dziewięć sparingów. Pierwszy odbędzie się już 8 sierpnia, z Energą Kalisz.

Nie chcą grać o gorszy puchar

Szczypiorniści Górnika Zabrze i Gwardii Opole nie wystąpią w rozgrywkach Ligi Europejskiej EHF. Ale z udziału w tych rozgrywkach rezygnują też zespoły z Niemiec, Hiszpanii i Serbii.

Liczba chętnych do gry w europejskich pucharach stale się zmniejsza. W miniony poniedziałek wycofały się dwa polskie zespoły – NMC Górnika Zabrze oraz Gwardia Opole. W następnych dniach ich śladem podążyły kolejne europejskie ekipy, w tym zespół z Bundesligi – TSV Hannover-Burgdorf. „Biorąc pod uwagę wszystkie czynniki wpływające na obecną sytuację uznaliśmy, że ryzyko związane z organizacją, zdrowiem czy finansami mogłoby zagrozić istnieniu całego klubu” – wyjaśni powody rezygnacji dyrektor zarządzający Hannoveru, Eike Korsen.
Kilka dni później rezygnację z gry w Lidze Europejskiej ogłosiło hiszpańskie CB Ciudad de Logrono. Jak tłumaczyły władze tego klubu, bezpośrednim powodem jest „niepewność wynikająca z rozwoju pandemii koronawirusa”. „Musimy podejmować odpowiedzialne decyzje, mając na względzie stabilność klubu. Będziemy dalej pracować zgodnie z obowiązującymi przepisami, aby przynosić dumę naszym kibicom” – napisały w oświadczeniu władze hiszpańskiej drużyny. komunikat. Ze startu w rozgrywkach Ligi Europejskiej wycofał się także mistrz Serbii, RK Vojvodina.
Te decyzje nie dziwią, bo w dobie pandemii koronawirusa ryzyko związane z udziałem w rozgrywkach jest ogromne. Począwszy od strat finansowych, bo nie wiadomo, czy mecze da się rozgrywać z udziałem publiczności, poprzez niejasną sytuację związaną żądaniem przez EHF zapłaty kaucji, ponoć zwrotnej, a kończąc na wciąż aktualnym ryzyku zamknięcia z powodu pandemii granic czy konieczności poddania się kwarantannie w razie przypadku zarażenia COVID-19 przez któregoś z członków ekipy.
„To wysoki koszt udziału, zwłaszcza w tych czasach, kiedy panuje koronawirus i wciąż wpływa na gospodarkę. Konieczny byłby także wynajem innej, większej hali. Dlatego koszt udziału w eliminacjach to co najmniej 100 tysięcy złotych. Naszym celem byłby jednak awans do fazy grupowej, a to kolejne 300-400 tysięcy złotych. Nie mamy wśród sponsorów spółek skarbu państwa, ale opieramy się na lokalnych firmach. Te żyją z kibiców obecnych na hali. Wiemy, że nasi partnerzy, i władze miasta bardzo nam kibicują, ale nie mogliśmy liczyć na ich wsparcie finansowe. Cały ciężar kosztów spadłby więc na mnie, jako na właściciela. A jak doskonale wiemy, wszyscy mają aktualnie o wiele pilniejsze wydatki. Chcieliśmy wziąć udział w tych rozgrywkach, ale te koszty mogłyby zagrozić dalszemu funkcjonowaniu klubu i na przykład odbić się na zawodnikach. Oczywiście moglibyśmy im nie płacić regularnie, zagrać w Lidze Europejskiej dzięki zadłużeniu u nich, ale w tak trudnej sytuacji gospodarczej, nie widząc końca zagrożeń ekonomicznych, byłoby to co najmniej nieodpowiedzialne” – tłumaczy swoją decyzję w medialnych wypowiedziach prezes NMC Górnika Zabrze Bogdan Kmiecik.
Podobne argumenty przytacza też dyrektor sportowy Gwardii Opole Tomasz Wróbel. „Uznaliśmy, że ryzyko jest zbyt duże. Można trafić na kwarantannę, rozchorować się, co odbije się na wynikach w Superlidze. Poza tym, granice wciąż są zamykane i nie wiadomo, w jakim kierunku rozwinie się pandemia koronawirusa” – przyznaje działacz opolskiego klubu.
Nie wszystkie jednak kluby rezygnują z udziału w rozgrywkach kontynentalnych. Niemiecki Rhein-Neckar Loewen zapewnił, że w nadchodzącym sezonie na pewno w nich wystąpi. Potwierdziła to oficjalnie dyrektor zarządzająca klubu Jennifer Ketteman. Również władze SC Magdeburg zadecydowały o wzięciu udziału w rozgrywkach, a MT Melsungen wyraziło zainteresowanie w przypadku, gdyby EHF potrzebowała dodatkowego uczestnika do w tych pucharowych rozgrywkach.
Na razie z gry w Lidze Europejskiej nie rezygnują dwa zgłoszone do rywalizacji polskie zespoły – Orlen Wisła Płock oraz KS Azoty Puławy. Dla przypomnienia – ekipa „Nafciarzy”, która w krajowych rozgrywkach wywalczyła wicemistrzostwo, nie dostała miejsca w okrojonej do 16 drużyn Lidze Mistrzów. W polskich zespołów w tych elitarnych rozgrywkach zagra jedynie mistrz kraju PGE Kielce. Płocczanom pozostała więc tylko gra w nowym sezonie w gorszym z europejskich pucharów.

Dzikie karty dla Polaków i Rosjan

Międzynarodowa Federacja Piłki Ręcznej (IHF) przyznała Europie dodatkowo dwie tzw. dzikie karty, które zagwarantowały udział w przyszłorocznych mistrzostwach świata, których gospodarzem będzie Egipt, reprezentacjom Polski i Rosji.

W stosownym komunikacie IHF tak uzasadniła swój wybór: „Przy podejmowaniu decyzji uwzględniono ogólny poziom piłki ręcznej w danym kraju, wpływ dzikiej karty na globalny rozwój piłki ręcznej i wzmocnienie flagowych wydarzeń IHF, a także przyczyny ekonomiczne, szczególnie wywołane przez pandemię COVID-19”. Mistrzostwa świata w Egipcie rozpoczną się 14 stycznia i potrwają do 31 stycznia 2021 roku.
Decyzja światowej federacji szczypiorniaka rozeźliła mocno selekcjonera kadry piłkarzy ręcznych Macedoni Północnej Danilo Brestovaca, który zgłosił pretensje do sposobu przyznawania „dzikich kart”. Jego zdaniem, Polacy i Rosjanie, którzy w ostatnim europejskim czempionacie zajęli miejsca odpowiednio 21. i 22., nie zasłużyli na grę w mistrzostwach świata w Egipcie. „Jeśli anulowano eliminacje, a awanse postanowiono przyznać na podstawie miejsc uzyskanych w ostatnich mistrzostwach Europy, to Macedonia nie powinna zostać pominięta. Choćby dlatego, że zajęliśmy lepsze miejsce od Polaków i Rosjan” – przekonuje trener macedońskiej reprezentacji. Trudno nie przyzna mu racji, bo w ME 2020 jego zespół faktycznie wywalczył 15. miejsce, ostatnie, które nie zapewniało bezpośredniej kwalifikacji do MŚ 2021. Ale znacznie wyższe od zajętych przez zespoły Polski i Rosji.
Poza tym Macedończycy czują się pokrzywdzeni, bo od 2011 roku nieprzerwanie brali udział w turniejach mistrzowskich. „Dlaczego Rosjanie zostali uznani za lepszych od nas? Jako reprezentacja, są bardzo nierówni. Często nie brali nawet udziału w dużych imprezach. Nie mają klubowych drużyn na najwyższym poziomie, grają co najwyżej w Challenge Cup. A Polacy? Argumentem za przyznaniu im dzikiej karty było to, że organizują mistrzostwa świata w 2023 roku. I co z tego? Macedonia będzie gospodarzem następnych kobiecych mistrzostw, a nikt nam z tego powodu nie przyznał dzikiej kart” – wścieka się Brestovac na łamach macedońskich mediów.
O udział w MŚ 2021 starali się też Czarnogórcy, Szwajcarzy i Serbowie. Biało-czerwoni po raz ostatni w mistrzostwach świata wystąpili w 2017 roku.

Polacy w trzecim koszu

Reprezentacja Polski piłkarzy ręcznych trafiła do trzeciego koszyka przed zaplanowanym na 16 czerwca losowaniem grup eliminacji mistrzostw Europy w 2022 roku. To oznacza, że trafią co najmniej jednego silnego rywala.

Wstępny przydział zespołów i tak przewidywał dla biało-czerwonych miejsce w trzeciej grupie drużyn, zatem oficjalnie ogłoszony podział na tzw. koszyki nie jest dla naszych szczypiornistów zaskoczeniem. Do europejskiego czempionatu z eliminacji awansuje aż 20 reprezentacji – po dwie najlepsze drużyny z każdej grupy oraz cztery reprezentacja z trzecich miejsc. W pierwszym koszyku wszystkie ekipy są wyżej notowane od naszego zespołu, w drugim zestawie większość, a w czwartym co najmniej połowa. Trzeba zatem liczyć na łut szczęścia w losowaniu. Pierwsze mecze zaplanowano na początku listopada tego roku.
Podział zespół przed losowaniem:
koszyk 1 – Norwegia, Szwecja, Dania, Niemcy, Francja, Słowenia, Czechy, Islandia; koszyk 2 – Austria, Białoruś, Portugalia, Macedonia Płn, Serbia, Rosja, Czarnogóra, Holandia; koszyk 3 – Szwajcaria, Litwa, Rumunia, Bośnia i Hercegowina, Ukraina, Łotwa, Polska, Belgia; koszyk 4 – Finlandia, Włochy, Turcja, Izrael, Estonia, Grecja, Kosowo, Wyspy Owcze.

Jurecki znów w kadrze

Bartosz Jurecki, jeden z najbardziej utytułowanych polskich szczypiornistów w historii, został asystentem selekcjonera reprezentacji Polski piłkarzy ręcznych Patryka Rombla.

Jurecki przez większą część swojej zawodniczej kariery należał do kluczowych graczy polskiej reprezentacji. Grający na pozycji obrotowego szczypiornista wywalczył z ekipą biało-czerwonych wicemistrzostwo świata w 2007 roku oraz dwukrotnie trzecie miejsce w czempionatach globu rozgrywanych w latach 2009 i 2015. Z reprezentacją naszego kraju dwukrotnie też uczestniczył w igrzyskach olimpijskich – w 20108 roku w Pekinie i 2016 roku w Rio de Janeiro. W sumie w narodowych barwach zaliczył 234 występy i zdobył 729 bramek. Poza zakończeniu kariery został trenerem. Aktualnie prowadzi drużynę Piotrkowianina Piotrków Trybunalski.
Bartosz Jurecki jest bratem innego znanego szczypiornisty, Michała Jureckiego. W kadrze narodowej, dowodzonej przez Patryka Rombla, będzie współpracował m.in. z dawnym kolegą z boiska Sławomirem Szmalem, który w sztabie szkoleniowym odpowiada za formę bramkarzy.

Awanse bez kwalifikacji

Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF) odwołała eliminacje do mistrzostw świata mężczyzn w 2021 roku oraz do tegorocznych mistrzostw Europy kobiet. Miejsca w tych turniejach rozdzielono przy „zielonym stoliku”. Skorzystały na tym nasze szczypiornistki, ale stracili szczypiorniści, którzy w przyszłym roku w Egipcie nie zagrają.

Reprezentacja Polski piłkarek ręcznych w eliminacjach do tegorocznych mistrzostwach Europy piłkarek ręcznych, które w grudniu odbędą się w Danii i Norwegii, rywalizowały w grupie 7 z Rumunią, Ukrainą i Wyspami Owczymi. Biało-czerwone zdążyły rozegrać dwa mecze: u siebie pokonały ekipę Wysp Owczych 28:16, a na wyjeździe zespół Ukrainy 27:26. Dwa spotkania wygrały też Rumunki. Nie dowiemy się już, która z dwóch niepokonanych drużyn okazałaby się lepsza w bezpośredniej walce, bo EHF anulowała rundę eliminacyjną i zdecydowała, że w mistrzostwach Europy zagrają reprezentacje zakwalifikowane na podstawie wyników uzyskanych w poprzednim czempionacie naszego kontynentu, rozegranym we Francji w 2018 roku. Biało-czerwone zajęły w tej imprezie 14. miejsce, co wystarczyło do kwalifikacji, bowiem w tegorocznych mistrzostwach w Danii i Norwegii wystąpi 16 zespołów. Oprócz reprezentacji Polski zagrają w niej ponadto ekipy Francji, Rosji, Holandii, Rumunii, Szwecji, Węgier, Czarnogóry, Niemiec, Serbii, Hiszpanii, Słowenii, Czech, Chorwacji oraz gospodyń turnieju, czyli Danii i Norwegii.
Europejska Federacja Piłki Ręcznej podobne rozwiązanie zastosowała w przypadku eliminacji do przyszłorocznych mistrzostw świata mężczyzn w Egipcie i także z powodu pandemii koronawirusa odwołała eliminacje do tej imprezy. Prowadzono przez trenera Patryka Rombla reprezentacja Polski miała w nich najpierw zmierzyć się w prekwalifikacjach z zespołem Litwy, a dopiero po przejściu tej przeszkody zmierzyć się z wyżej obecnie notowaną w rankingu drużyną Białorusi w dwumeczu o awans do mistrzostw globu.
EHF wyjaśniła w komunikacie, że taką decyzję podjęto w związku z brakiem wolnych terminów na rozegranie mecze eliminacyjne. Do światowego czempionatu postanowiono zakwalifikować drużyny na podstawie rankingu z mistrzostw Europy w 2020 roku. Dla biało-czerwonych nie była to korzystna decyzja, bowiem w rozegranych w styczniu mistrzostwach kontynentu zajęli dopiero 21. miejsce, zaś ostatnią drużyną, która na podstawie rankingu kwalifikowała się na mundial, była 14. w końcowej klasyfikacji ME 2020 Francja.
Tak więc Europę w przyszłorocznym światowym czempionacie reprezentować będą zespoły Słowenii, Niemiec, Portugalii, Szwecji, Austrii, Węgier, Białorusi, Islandii, Czech i Francji oraz Hiszpanii, Chorwacji i Norwegii, które już wcześniej zapewniły sobie awans. Związek Piłki Ręcznej w Polsce po cichu zabiega o przyznanie naszej reprezentacji tzw. dzikiej karty, ale szanse na to są niewielkie.
Pandemia koronawirusa wymusiła na EHF decyzje dotyczące także rozgrywek w europejskich pucharach. W tym przypadku działacze europejskiej federacji również poszli po najmniejszej linii oporu i po prostu zrezygnowali z meczów 1/8 finału oraz ćwierćfinałowych i do Final Four zakwalifikowali po dwie najlepsze drużyny z grup A i B. To oznacza, że w zaplanowanym w dniach 28-29 grudnia tego roku turnieju finałowym Ligi Mistrzów zagrają hiszpańska FC Barcelona Lassa, niemiecki THW Kiel, francuski Paris Saint-Germain i węgierski Telekom Veszprem.
Niestety, skasowanie rywalizacji na poziomie 1/8 i 1/4 finału odebrało szanse na wywalczenie miejsce w Final Four dwom polskim zespołom – PGE Vive Kielce i Orlenowi Wiśle Płock. Kielczanie mieli w 1/8 finału zmierzyć się ze słoweńskim Celje Pivovarna Lasko, natomiast „Nafciarze” z Telekomem Veszprem.
W Final Four Ligi Mistrzyń piłkarek ręcznych, który odbędzie się w dniach 5-6 września w Budapeszcie, zagrają zespoły Metz Handball, Team Esbjerg, Gyoeri Audi ETO KC i Brest Bretagne Handball. EHF postanowiła także, że nie odbędzie się finałowy turniej Pucharu EHF mężczyzn, zaplanowany na 29-30 sierpnia w Berlinie. W pozostałych pucharach (EHF kobiet, Challenge Cup kobiet i mężczyzn) nie zostaną już rozegrane żadne mecze.
Decyzja europejskiej federacji oznacza definitywny koniec sezonu dla PGE Vive Kielce i Orlenu Wisły Płock. Wcześniej bowiem ZPRP zakończył rozgrywki naszej ekstraklasy. Mistrzem kraju został po raz 17. zespół z Kielc, a wicemistrzem ich odwieczny rywal z Płocka. Trzecią lokatę zdobył Górnik Zabrze.

Rozważają zakończenie rozgrywek

PGNiG Superliga piłkarzy ręcznych nie gra, bo została zawieszona z powodu epidemii koronawirusa, ale władze ligi są bliskie zakończenia sezonu. Decyzja w tej sprawie ma zostać ogłoszona w najbliższych dniach, być może już nawet w poniedziałek 23 marca.

Sytuacja epidemiologiczna w naszym kraju jeszcze długo nie poprawi się na tyle, aby można było wznowić rozgrywki sportowe bez ryzyka narażenia zdrowia sportowców i kibiców. W niektórych grach zespołowych już zapadły decyzje o przedwczesnym zakończeniu zmagań w tym sezonie, między innymi w ligach hokeja na lodzie i koszykarskiej. Do takiego samego rozwiązania przymierzają się też władze ekstraklasy piłkarzy ręcznych. Głównym argumentem, który za tym przemawia jest przekonanie, że wobec niemożności prowadzenia regularnych treningów w okresie zawieszenia, po ewentualnym wznowieniu rywalizacji zawodnicy będą nieprzygotowani do gry, co może doprowadzić do licznych kontuzji.
Do negocjacji władz PGNiG Superligi z klubami włączył się też ZPRP, który zaproponował zakończenia rozgrywek bez spadków i awansów oraz uznanie dotychczasowych wyników za wiążące. Ponieważ w momencie zawieszenia rozgrywek liderem była ekipa PGE Vive Kielce, to ten zespół obroniłby tytuł i po raz kolejny wywalczył mistrzostwo Polski. Drugie miejsce przypadłoby drużynie Orlenu Wisły Płock, a trzecie zdobyłby zespół NMC Górnik Zabrze. Kolejne miejsca zajęłyby Azoty Puławy, Gwardia Opole, Energa Kalisz, Zagłębie Lubin, Sandra Spa Pogoń Szczecin, Chrobry Głogów, Piotrkowianin Piotrków Trybunalski, MMTS Kwidzyn, Torus Wybrzeże Gdańsk, Stal Mielec i Grupa Azoty Tarnów.
Takie rozwiązanie nie podoba się jednak walczącym o awans klubom z niższej ligi. Według regulaminu rozgrywek, zwycięzcy trzech grup I ligi mieli rozegrać turniej, którego zwycięzca uzyskiwałby bezpośredni awans do Superligi, zaś pokonany w finale zespół grałby baraż z przedostatnią drużyną ekstraklasy. Wyjściem może być powiększenie ligi z 14 do 16 zespołów, a turniej barażowy można by było rozegrać jesienią przed rozpoczęciem nowego sezonu.