26 czerwca 2022

loader

Finał przegrany o włos

fot. Łomża Vive Kielce - Facebook

Piłkarze ręczni Łomży Vive Kielce przegrali po dogrywce i rzutach karnych z obrońcą trofeum hiszpańską Barcą 35:37 (13:14, 28:28, 32:32, karne 3-5) w finale Ligi Mistrzów w Kolonii. Drużyna z Barcelony jest rekordzistą w liczbie zwycięstw w tych rozgrywkach – ma ich 11.

W kieleckim zespole w porównaniu do półfinałowego meczu z Telekomem Veszprem zaszła jedna zmiana. W meczowej szesnastce zamiast Haukura Thrastarsona znalazł się Michał Olejniczak. Trener rywali Carlos Ortega desygnował do gry tych samych zawodników co dzień wcześniej.

W pierwszej akcji spotkania bramkarz Vive Andreas Wolff zatrzymał rzut Luki Cindrica. Po chwili kielczanie objęli prowadzenie po bramce Nicolasa Tournata. Rywale odpowiedzieli trafieniami Aleixa Gomeza i Angela Fernandeza Pereza (Perez i Cindric to byli zawodnicy Vive). Hiszpański skrzydłowy w szóstej minucie trafił po raz kolejny i było już 4:2 dla Barcy. Minutę później zespół z Kielc przegrywał już trzema bramkami (Gomez z karnego).

Podopieczni Tałanta Dujszebajewa tracili piłkę w ataku, a przeciwnik wykorzystywał to bezlitośnie. Polska drużyna powoli uspokoiła grę, w 13. min przy wyniku 5:7 mogła złapać kontakt z rywalem, ale ze skrzydła pomylił się Arkadiusz Moryto. W kieleckiej ekipie wynik trzymał Branko Vujovic, który po kwadransie miał na koncie trzy trafienia.

Sygnał do odrabiania strat dał udaną interwencją Wolff. Gonzalo Pereza de Vargasa pokonał Alex Dujshebaev i Barca prowadziła już tylko 10:9 (21. min). W 25. min był już remis 12:12 (Arciom Karalek dobił rzut Szymona Sićki). Po chwili Timothey N’Guessan przegrał pojedynek z Wolffem, ale zawodnicy Vive zgubili piłkę w ataku, marnując okazję na wyjście na prowadzenie. Na przerwę Barca schodziła z jednobramkową przewagą (14:13), po tym jak niemieckiego bramkarza Vive już po raz szósty pokonał Gomez. Wolff po 30 minutach miał sześć udanych interwencji, podobnie jak i bramkarz rywali. Tuż po przerwie do remisu doprowadził Władysław Kulesz. Na parkiecie trwała zażarta walka o każdą piłkę, o każdy centymetr parkietu. W 35. min. Wolff Zatrzymał rzut Aitora Arino, a dwie minuty później Vive wyszło na prowadzenie (17:16, bramka Daniela Dujshebaeva). Przez następne minuty wynik cały czas oscylował wokół remisu. W 45. min kielczanie mogli prowadzić dwiema bramkami, ale Moryto nie wykorzystał karnego.

Mijały kolejne minuty, ale żadna z drużyn nie mogła odskoczyć od rywala na więcej niż jedną bramkę. Na 10 minut przed końcem Wolff obronił rzut Ludovica Fabregasa, ale zawodnicy Vive przy prowadzeniu 24:23 zgubili piłkę w ataku. Nie udało się to także dwie minuty później. Fabregas przy rzucie przekroczył linię siedmiu metrów, a polska drużyna znów odnotowała stratę.

W 54. min na prowadzenie mogła wyjść Barca, ale Wolff w kapitalnym stylu obronił rzut Gomeza. Mecz do końca trzymał w ogromnym napięciu, a kibice w hali oglądali go na stojąco. Trzy minuty później w odstępie kilkunastu sekund Barca zdobyła dwie bramki i to Hiszpanie wygrywali 27:26. Błyskawicznie do remisu doprowadził Karalek. W kolejnej akcji rywali karę dwóch minut otrzymał Tomasz Gębala.

Na dwie minuty przed końcem z karnego trafił Gomez, a kielczanie po chwili stracili piłkę w ataku. W kolejnej akcji spudłował Dika Mem i na 56 sekund przed końcową syreną trener Vive poprosił o czas. Kielczanie perfekcyjnie rozegrali akcję i w ostatnich sekundach wyrównał Karalek, doprowadzając do dogrywki.

Dodatkowy czas gry rozpoczął się od niecelnego rzutu Mema, po chwili bramkarz Barcy zatrzymał Kulesza. Obie drużyny zdobyły po jednej bramce (Nahi i Timothey N’Guessan). Ale kolejne minuty to show Wolffa, który obronił rzuty Fabregasa i Melvyna Richardsona. Koledzy Niemca z pola nie potrafili tego wykorzystać i po pierwszej części dogrywki to mistrz Hiszpanii prowadził 30:29.

Ostatnie pięć minut rozpoczęło się od mocnego uderzenia Vive. Po bramkach Daniela i z karnego Moryty to polska drużyna wyrywała 31:30. Do wyrównania doprowadził Arino. Na półtorej minuty przed końcem z karnego trafił Moryto, ale minutę później odpowiedział Mem. Kielczanie mieli szansę na wygraną, ale rzut Alexa Dujshebaeva tuż przed końcem był niecelny.
O wszystkim zadecydowały karne. Gracze Barcy byli w nich bezbłędni. Z polskiej drużyny pomylił się Alex Dujshebaev i to mistrz Hiszpanii cieszył się ze zwycięstwa.

„Czuję po prostu smutek. To, że było to widowisko, po latach nikt o tym nie będzie pamiętał. Zwycięzca jest jeden i my nim nie jesteśmy” – powiedział po meczu rozgrywający Vive Tomasz Gębala. Mówił to ze łzami w oczach.
„To co zrobiliśmy przez cały sezon, teraz nie ma znaczenia. Nie daliśmy rady w samej końcówce” – dodał załamany zawodnik kieleckiej drużyny. Równie przybity był Arkadiusz Moryto.

„Niewiele nam zabrakło, bo karne to loteria. Tyle pracy wykonaliśmy w tym sezonie, a kończymy z niczym. Bo srebro nikogo nie zadowala. Liczą się tylko zwycięzcy i puchar Ligi Mistrzów” – podkreślił prawoskrzydłowy polskiego zespołu.
„Mieliśmy swoje szanse, w dogrywce mogliśmy wyjść na dwie bramki przewagi, ale niestety doszło do karnych. Zabrakło nam szczęścia. Andy (Wolff – przyp. red.) miał dwie piłki na rękach. Ale nie mam do niego pretensji. Pomógł nam bardzo, trzymał nas w grze. Tak niewiele nam zabrakło” – dodał Moryto.

Uśmiechu po meczu nie było także na twarzy Daniela Dujshebaeva. „Niestety szczęście dzisiaj nie było po naszej stronie. Zagraliśmy dobry mecz z jednym z najlepszych zespołów na świecie. Mogliśmy wyjść w dogrywce na dwie bramki przewagi, ale tego nie zrobiliśmy” – powiedział młodszy syn trenera Vive Tałanta Dujszebajewa.

„Drugie miejsce to może i sukces. Nie wiem. Ale jestem pewny, że za rok wrócimy tutaj znowu i będziemy walczyć” – dodał 24-letni zawodnik.

„Nic nie czuję, tylko ból. Ciężko coś sensownego powiedzieć. To był finał. Ktoś musiał wygrać, ktoś musiał przegrać. Tym bardziej boli, że przegraliśmy po rzutach karnych” – przyznał Karalek.

„Co z tego, że pokonaliśmy ich wcześniej dwa razy. Lepiej przegrać w grupie dwa mecze, a wygrać w finale” – powiedział smutny obrotowy drużyny z Kielc.

Białorusin w dwóch spotkaniach rozegranych w Kolonii przez kielecką drużynę zdobył siedem bramek i był jednym z najlepszych zawodników Vive. Jego postawę doceniła Europejska Federacja Piłki Ręcznej (EHF), przyznając mu tytuł MVP Final Four LM.

„Ten tytuł MVP oddałbym bez wahania za zwycięstwo. Co ja mówię, oddałbym 10 takich statuetek, żebyśmy tylko to my cieszyli się z wygranej” – zapewnił Karalek i dodał już trochę bardziej spokojny.

„To doświadczenie zdobyte tutaj musimy wykorzystać w przyszłości. O tej porażce musimy pamiętać przez cały następny sezon. Po to, aby za rok wrócić tutaj, walczyć i zdobyć ten puchar” – podkreślił białoruski zawodnik.

Do 1993 roku najważniejszym trofeum w klubowej piłce ręcznej mężczyzn był Puchar Europy Mistrzów Krajowych. Od kolejnego sezonu rozgrywki przybrały nową formę – Ligi Mistrzów EHF.

Od sezonu 2009/10 roku rozgrywki Ligi Mistrzów kończą się turniejem Final Four, który rozgrywany jest w Kolonii.


bnn/pap

Redakcja

Poprzedni

Mistrz Polski z nowym trenerem

Następny

Verstappen wygrał Grand Prix Kanady