Williams już gotów do walki

W miniony poniedziałek zespół Williamsa zaprezentował nowy wzór malowania samochodu na ten sezon. Na bolidzie, którym w tym roku ścigał się będzie Robert Kubica, znalazło się logo PKN Orlen oraz nowego sponsora tytularnego Williamsa – firmy ROKiT.

Po nieudanym poprzednim sezonie Williams wymienił obu kierowców. Miejsca Kanadyjczyka Lance’a Strolla i Rosjanina Siergieja Sirotkina zajęli Brytyjczyk George Russell i wracający po ośmioletniej przerwie do Formuły 1 Robert Kubica. Istotną zmianę w wyglądzie auta szykowanego na 2019 rok spowodowało też wycofanie się z dalszej współpracy sponsorskiej z Williamsem przez koncern Martini.

Poszukiwania nowego sponsora tytularnego trwało długi i z tego powody brytyjski zespół zwlekał z prezentacją malowania bolidu. Ostatecznie pochwalił się wyglądem nowego auta dopiero 11 lutego podczas skromnej ceremonii zorganizowanej w bazie w Grove, podając przy tej okazji do publicznej wiadomości nazwę nowego sponsora, którym została firma telekomunikacyjna ROKiT oferującą telefony komórkowe oraz innowacyjną sieć Wi-Fi. Ponadto ROKiT pracuje także na całym świecie nad rozwojem inteligentnych miast, m. in. wdraża publiczne Wi-Fi w największych miastach Indii. ROKiT od marca tego roku ma rozpocząć swoją działalność także na rynkach w USA i Wielkiej Brytanii, stąd jej zainteresowanie promocją poprzez Formułę 1. Firmę stworzyli John Paul DeJori i Jonathan Kendrick.

Dla polskich kibiców ważniejsze jest jednak to, że na bolidzie Williamsa pojawiło się logo PKN Orlen – na lusterkach, wlocie powietrza oraz na nosie samochodu. Na poniedziałkowej ceremonii obecni byli rzecz jasna obaj kierowcy zespołu Williamsa, który do nowego sezonu przystąpi pod nazwą ROKiT Williams Racing. „Tak naprawdę to mój kolejny debiut w Formule 1. Ten drugi będzie miał miejsce na inaugurację sezonu w Australii. Teraz przed nami ostatnie spokojne dni, gdyż już podczas testów w Barcelonie czas będzie biegł bardzo szybko. Po przylocie do Australii pojawi się mnóstwo emocji, oby pozytywnych i radosnych” – powiedział podczas prezentacji bolidu Robert Kubica.

Krakowianin w swoim wystąpieniu podziękował też za wsparcie kibicom, szczególnie tym, którzy wierzyli w jego powrót na tory Formuły 1 po długiej przerwie. W światowych mediach przy okazji przypomniano, że polski kierowca w Formule 1 jeździł już w latach 2006-2010. Przez pierwszy trzy sezony reprezentował barwy BMW Sauber. W 2008 roku wygrał jedyny jak dotąd wyścig w Formule1, triumfując w Grand Prix Kanady w Montrealu. Na tym torze rok wcześniej zaliczył groźny wypadek.
W 2010 roku krakowianin przeniósł się do ekipy Renault. Niestety, jego obiecująco rozwijającą się wtedy karierę przerwał tragiczny w skutkach wypadek podczas lokalnego rajdu samochodowego Ronde di Andora w 2011, w wyniku którego omal nie stracił prawej ręki i wypadł z kręgu kierowców F1 na wiele lat. Dopiero w ubiegłym roku pojawiła się dla niego szansa powrotu na wyścigowe tory królowej sportów motorowych, lecz w ostatniej chwili Williams postawił wtedy na dysponującego większym finansowym zapleczem rosyjskiego kierowcę Sergieja Sirotkina.

Na otarcie łez Polak otrzymał ofertę pracy w charakterze kierowcy testowego, z której skorzystał. Cierpliwość mu się opłaciła, bo pod koniec ubiegłego roku Williams zaproponował mu kontrakt etatowego kierowcy zespołu wart 570 tys. dolarów rocznie.
Pierwszy wyścig nowego sezonu, GP Australii, odbędzie się 17 marca. Wcześniej, bo już 18 lutego, w Barcelonie rozpoczną się testy, w których wezmą udział przedstawiciele wszystkich zespołów.

 

Kubica w Warszawie

We wtorek w Warszawie odbyła się konferencja, na której przedstawiono zasady współpracy PKN Orlen z zespołem Williamsa i Robertem Kubicą.

Dla Orlenu rozpoczęcie współpracy z Williamsem to nowy rozdział w historii firmy. Nigdy wcześniej płocki koncern nie reklamował się w Formule 1, a podpisany kontrakt zapewnia mu ekspozycję m.in. na samochodach i kombinezonach kierowców Williamsa. Polski gigant paliwowy dzięki obecności w F1 chce zwiększyć rozpoznawalność swojej marki za granicą. Tym bardziej że konsekwentnie stawia na inwestycje na rynkach międzynarodowych. W najbliższych miesiącach PKN Orlen zacznie m.in. otwierać stacje paliw na terenie Słowacji. Przy okazji wtorkowej konferencji zaprezentowany został samochód stajni z Grove, którym w najbliższym sezonie ścigać będzie się Robert Kubica.

Polski kierowca za niespełna miesiąc (18 lutego) przystąpi do zimowych testów F1 w Barcelonie. Ich pierwsza tura zakończy się 21 lutego. Kolejna trwać będzie od 26 lutego do 1 marca. Powrót Kubicy do startów w królowej motosportu wciąż budzi mnóstwo emocji. Oczekiwanie na jego pierwsze jazdy na torze Catalunya dadzą odpowiedź nie tyle pytanie, w jakiej formie się znajduje, co bardziej jaki bolid na nowy sezon przygotował zespół Williamsa.

Kubica podczas krótkiego pobytu w Warszawie był pytany, kto jego zdaniem jest faworytem do tytułu mistrzowskiego w nowym sezonie Formuły 1. Krakowianin bez większego namysłu powiedział, że jego zdaniem będzie to Ferrari. O swoich szansach powiedział krótko: „Chciałbym, żeby mój bolid się lepiej prowadził, żeby miał lepszą przyczepność. Sądzę, że wiemy gdzie leży problem, teraz to kwestia czasu żeby ten problem rozwiązać. Na pewno zrobimy krok naprzód, ale jeszcze nie wiemy jak duży. Nie stawiam sobie konkretnych celów, poza jednym – żeby w każdym wyścigu jechać jak najszybciej bolidem jaki będę miał do dyspozycji”.

 

Kapitalizm w służbie propagandy

Zakład Tworzyw Sztucznych „Artgos”, spółka z udziałem skarbu państwa, wyprodukowała 200 tys. różańców, a w zamian nie otrzymała pieniędzy, tylko cykl reklam w „Naszym Dzienniku”. Żaden z posłów partii rządzącej nie widzi jednak nic złego w tej transakcji. Dzieje się tak być może dlatego, że nie jest to pierwszy przypadek wydawania setek tysięcy złotych ze spółek państwowych na cele związane z Kościołem lub propagandą rządową.

 

Przykładowo, kilkanaście miesięcy temu fundacja PGiNG kupiła 4 tys. rocznych prenumerat miesięczników „Historia do Rzeczy” oraz „W Sieci Historii”, a Polska Grupa Zbrojeniowa wsparła finansowo klasztor ojców Oblatów. W październiku zeszłego roku odbyła się akcja „Różaniec bez granic”, w ramach której wierni ze wszystkich zakątków Polski zamierzali otoczyć różańcem cały kraj i modlić się o ratunek dla świata. Mało kto zwrócił uwagę, że nie była to po prostu oddolna inicjatywa obywatelska, lecz przedsięwzięcie obficie finansowane z pieniędzy publicznych. W inicjatywę zaangażowała się między innymi Grupa Energa, której większościowym udziałowcem jest skarb państwa, i państwowa Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych. Do akcji przyłączyły się też samorządowe Przewozy Regionalne, które sponsorowały bilety promocyjne do kościołów. Innymi słowy podatnicy finansowali akcję fundamentalistów katolickich, a na dodatek nikt nie poinformował, ile to właściwie kosztowało.

Również Polska Fundacja Narodowa jest obficie finansowana ze środków publicznych. Rząd nie bierze za nią odpowiedzialności poprzez finansowanie z budżetu, lecz ściąga środki z największych spółek państwowych. W finansowaniu fundacji udział mają: Enea SA, Energa SA, PGE Polska Grupa Energetyczna, Grupa Azoty, Grupa Lotos, Tauron, PKN Orlen, PGNiG, PZU, PKO BP, Giełda Papierów Wartościowych, KGHM, Totalizator Sportowy, Polska Grupa Zbrojeniowa, Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, Polskie Koleje Państwowe i Polski Holding Nieruchomości. Docelowo fundacja ma dysponować majątkiem o wartości aż pół miliarda złotych, a cele Fundacji są wskazywane przez rząd. Innymi słowy kontrolowana przez władze centralne fundacja wykorzystuje środki spółek publicznych do propagandy rządowej.

Skala wyprowadzania środków ze spółek skarbu państwa jest nieznana, ponieważ firmy nie chcą informować o wszystkich swoich wydatkach. Prawie każda z nich ma fundację, do której nominowani politycznie członkowie zarządów transferują środki, przeznaczane potem na propagandę rządową i wsparcie dla kleru. To mechanizm, który w demokratycznym państwie nie powinien mieć miejsca, tymczasem dokonuje się on za przyzwoleniem władzy, a wręcz przy jej aktywnym wsparciu.

Afera Amber Gold to przykład, jak państwo nie zainterweniowało na czas, aby uchronić ludzi przed nieuczciwością jednej prywatnej firmy. Finansowanie kleru i propagandy rządowej przez większość spółek skarbu państwa to rozkradanie mienia publicznego na dużo większą skalę. Być może ten mechanizm trwa od lat, być może państwo traci na nim nie dziesiątki milionów, tylko miliardy złotych, być może środki idą do prywatnych osób. Niestety nie ma nadzoru nad fundacjami, które działają przy państwowych spółkach, a ministrowie odpowiedzialni za ich funkcjonowanie odmawiają szczegółowych informacji na ten temat. Jeżeli ktoś trwoni środki publiczne, a instytucje kontrolne nie są w stanie przerwać patologicznych zjawisk, to powinna powstać komisja śledcza.

Najwyższy czas, abyśmy jako społeczeństwo dowiedzieli się, jaka jest skala marnotrawienia środków publicznych, a przede wszystkim ten oburzający proceder powinien być natychmiast przerwany.