Ożywić idee sprzed 45 lat

„Sądzimy, że nadszedł już czas, aby rozpatrzyć całokształt zagadnień bezpieczeństwa Europy. Powinniśmy rozważyć możliwość zwołania w tej sprawie konferencji wszystkich państw europejskich, z udziałem oczywiście Związku Radzieckiego i Stanów Zjednoczonych”                                                                      Adam Rapacki

Ożywienie dyplomatyczne wywołane ideą strefy bezatomowej w Europie, znaną jako Plan Rapackiego (pisałem DT, 1-2 czerwca 2020), skutkowało wieloma różnymi inicjatywami pokojowymi, krajów Europy i obu Ameryk. Podczas wizyty Adama Rapackiego w ZSRR na początku 1958 r. pojawiła się myśl o zwołaniu europejskiej debaty o rozbrojeniu. Zgłoszona oficjalnie przez MSZ ZSRR pod koniec lat 50. zwróciła uwagę opinii światowej. Polski MSZ po wielu konsultacjach, postanowił kontynuować dyplomatyczne sondaże w tym kierunku. Ich efektem stała się cytowana wyżej propozycja, którą szef MSZ Adam Rapacki, zgłosił 14 grudnia 1964 r. na XIX Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ.

Sens konferencji

Uprzejmie proszę Państwa Czytelników o zwrócenie uwagi na cytowane słowa MSZ Adama Rapackiego, a szczególnie:

– wszystkich państw europejskich. Dotychczas, tzn. w latach 50 i 60-tych w dyskusjach dominowało przeświadczenie, iż tylko mocarstwa mają swoisty tytuł i mogą, powinny debatować o szeroko rozumianych kwestiach bezpieczeństwa. Po raz kolejny Adam Rapacki mówi, iż takie swoiste prawo przysługuje każdemu krajowi, bez względu na położenie, wielkość terytorium i polityczne znaczenie. To oczywiście wywołało zainteresowanie i odbiło się szerokim echem wśród europejskich krajów NATO i UW (Układ Warszawski). Wiązał się z tym drugi akcent, tj.

– zaproszenie USA i Kanady do europejskiej debaty. Dlaczego- gdyż wojska obu tych państw stacjonowały w Niemczech Zachodnich. O znaczącej, wręcz decydującej roli USA w tym bezpieczeństwie – Państwo sami doskonale wiecie. USA powoli zaczęły rozumieć, że świat szuka sposobów do obrony przed jądrową apokalipsą. Natomiast ZSRR zyskuje swoimi inicjatywami pokojowymi uznanie na świecie. „Dobra prasa” o ZSRR zaczyna niepokoić USA, co skłania je do zainteresowania taką naszą, podkreślę- polską propozycją. Ważnym wydarzeniem był tzw. kryzys kubański w 1962 r. i ustąpienie ZSRR od montażu wyrzutni rakietowych na Kubie. Oczywiście, stało się to pod skrajnym naciskiem, wręcz groźbą wojny z USA. Fakt cofnięcia się ZSRR został dostrzeżony i po dziś dzień jest dowolnie, skrajnie interpretowany: jako ustąpienie przed siłą USA, lub jako rozsądek ZSRR. Dowolność takiej oceny jest łatwo dostrzegalna w wielu publikacjach. Ale zauważmy – co moim zdaniem fundamentalne- zaczęto w USA myśleć o potrzebie porozumienia ze Wschodem, ZSRR na wielu płaszczyznach, stąd idea „przerzucania mostów”;

– całokształt zagadnień: dotychczasowe propozycje koncentrowały się na redukcji broni – jądrowej i w mniejszym stopniu konwencjonalnej. Proszę zauważyć, że ta propozycja pojawia się w rok po Planie Gomułki (ogłoszony w grudniu 1963, w Płocku). Przez „całokształt” Polska rozumie też sprawę np. nienaruszalności granic i terytorialne status quo, ustanowione podczas Konferencji Poczdamskiej- dla nas granica na Odrze i Ziemie Odzyskane, mniejszości narodowe. Inne kraje podnoszą kwestie wolności i praw człowieka; budowę wzajemnego zaufania i stosunki dyplomatyczne opowiadając się za zasadą – „najpierw zaufanie, potem rozbrojenie”.

Raport Harmela

Niezwykle ciekawym skutkiem inicjatywy Adama Rapackiego jest tzw. Raport Harmela. Właśnie Pierre Harmel, szef MSZ Belgii dostrzegł – słuchając „polskiego głosu”, że małe kraje w kwestiach własnego bezpieczeństwa, rozbrojenia, światowego pokoju, itp. też mają prawo głosu i „wielcy” (potęgi militarne i gospodarcze) powinny ich wysłuchać, brać pod uwagę, a nie pomijać czy nawet lekceważyć, jak dotąd bywało, także w NATO. W 1966 r. zainicjował dyskusję, by przyszłe zadania NATO i procedury ich realizacji, przestudiować pod kątem perspektywicznego widzenia jako czynnika trwałego pokoju. Burzyło to dotychczasowe myślenie i widzenie NATO w kategoriach wojny, w pewnym sensie zakłócanych pomysłami rozbrojeniowymi ze Wschodu. Zdaniem Belga, NATO powinno zacząć myśleć w kategoriach pokoju, a więc nie tylko o obronie przed zagrożeniem, wojną ze Wschodem, a też o odprężeniu (z franc. „detente”) w stosunkach z krajami demokracji ludowej, jak się wtedy nazywały. W tym rozumowaniu utwierdziła Piotra Hamerla wizyta w Warszawie, we wrześniu 1965 r. Przekonał się, iż w kwestii rozbrojenia, pokoju i odprężenia jego poglądy znajdują uznanie, są wręcz tożsame w sensie korzyści dla Zachodu i Wschodu, czym nie omieszkał podzielić się z przedstawicielami NATO. Na rzecz tego pomysłu silny wpływ wywarła decyzja Francji o wycofaniu się ze struktur wojskowych NATO, w marcu 1966 r. Generał Charles de Gaulle uznał, że dalsze trwanie Francji hamuje jej koncepcję polityki „Od Atlantyku po Ural”. Inicjatywę Belgii, pod wpływem kilku mniejszych państw, Kierownictwo NATO przyjęło do wykonania, powołując 4 studyjne grupy robocze do spraw: stosunków Wschód-Zachód; ogólnej obrony; stosunków wewnątrz Sojuszu; rozwoju sytuacji poza obszarem NATO. Skutkiem tego powstał ów „Raport”. Zasadnicze wnioski sprowadzały się do podjęcia współpracy Kierownictwa NATO ze Wschodem w procesie odprężenia oraz uznania suwerennego prawa krajów NATO do własnej polityki bezpieczeństwa oraz współdziałania w rozwijaniu stosunków z ZSRR i krajami Europy Wschodniej.

Niektóre kraje, np. Hiszpania, Wielka Brytania uważały, że taka konferencja może się odbyć bez udziału ZSRR. Myślano o bezpieczeństwie Europy, ale wyłącznie Zachodniej. Także podobne myślenie było w bloku wschodnim, np. Rumunia. Dyplomaci włożyli wiele wysiłku by przekonać i zainteresować, wszystkie kraje odpowiedzialnością za własne i Europy- kontynentu- bezpieczeństwo. Do tego szeroko rozumiane- nie tylko militarne, ale gospodarcze, polityczne, itp

Rola Polski

Z chwilą zgłoszenia wspomnianej inicjatywy, w polskim MSZ powstał zespół ekspercko- dyplomatyczny do przygotowania całokształtu konferencji. Obok przekonania o jej potrzebie, należało zaproponować tematykę i problemy, które należało podjąć i wskazać- przynajmniej kierunki ich rozwiązania. Niejako gordyjskim węzłem była sprawa redukcji broni jądrowej, w czym przewagę miał Zachód (NATO) oraz konwencjonalnej, w czym z kolei przeważał ZSRR i UW. Nie mniej istotną dla nas sprawą była granica na Odrze i stanowisko RFN.

Zespół, pod przewodnictwem prof. Mariana Dobrosielskiego (jedyny żyjący jego członek) -obok konsultacji z krajami Europy, przygotowywał i uzgadniał stosowne dokumenty. Było oczywistym, iż Konferencja, to nie tylko dyskusja, wymiana poglądów, ale i ustalenia, które będą miały istotne, nawet rozstrzygające znaczenie dla bezpieczeństwa Europy. To będzie interesujący przykład dla innych regionów świata, ułatwiający ONZ działania na niwie humanitarnej czy pokojowej. Nie zapominajmy o toczących się lokalnych konfliktach, wojnach np. w Indochinach, głównie w Wietnamie, gdzie USA uczyniły tu poligon doświadczalny z zastosowania napalmu, herbicydów, defoliantów, broni chemicznej. Dziś młode pokolenie tego nie słyszało. Przypomnę taki szczegół. Prof. Longin Pastusiak w tekście „Generał Jaruzelski i USA” (DT, 26-28 czerwca 2020), m.in. pisze, że ambasador USA w Polsce John Gronouski w rozmowie z wiceministrem spraw zagranicznych Marianem Naszkowskim wyraził niepokój z powodu wypowiedzi ówczesnego wiceministra obrony narodowej Wojciecha Jaruzelskiego, którzy rzekomo porównał działania amerykańskie w Wietnamie do działań wojsk Hitlera podczas II wojny światowej. To oznaczało oskarżenie USA o ludobójstwo. Marian Naszkowski odpowiedział, że „okrucieństwo wojny prowadzonej przez USA, metody i skutki przypominają nam postępowanie hitlerowców wobec Polski. Trudno, by takie analogie się nie narzucały, kiedy bombarduje się całe dzielnice mieszkaniowe Hanoi i zrzuca się bomby kulkowe. przeznaczone do zabijania ludzi”.

Na drodze do Helsinek

Ważną rolę na drodze do przygotowania Konferencji, spełniły trzy główne wydarzenia:

a) Apel budapeszteński Doradczego Komitetu Politycznego UW, z lipca 1966 r. Poparł on inicjatywę Adama Rapackiego, dot. podjęcia negocjacji i zwołania KBWE. Ponadto, odniósł się do kwestii nienaruszalności granic i terytorium, powojennego status quo w tym względzie – co Polsce mocno „leżało na sercu”, a stąd i do kwestii zjednoczenia Niemiec;

b) „lekcja CSRS”. W sierpniu 1968 r. wojska UW – jednostki ZSRR, Bułgarii, Węgier i Polski weszły do tego kraju. Od ponad 30 lat w Polsce nazywane jest agresją, zbrojną napaścią, bez zastanowienia się nad ówczesnym bezpieczeństwem Polski i wynikającymi stąd wnioskami. Istotę naszego postępowania wyjaśnił dziennikarzom Władysław Gomułka, m.in. mówiąc- Nie chcemy specjalnie mieszać się w ich wewnętrzne sprawy … Dla nas główną rzeczą jest to, aby … nie dopuścić do oderwania Czechosłowacji od obozu socjalistycznego, nie dopuścić do osłabienia Układu Warszawskiego, do zmiany układu sił w Europie, gdyż to wszystko godzi w nasze żywotne interesy. I my musimy widzieć i patrzeć nie tylko na dzień dzisiejszy, … nie tylko czekać na to, czy jutro, nawet może za parę miesięcy nic nam nie będzie groziło, żadna wojna, czy jeszcze nam nie zabrano Ziem Odzyskanych, czy jeszcze nie zlikwidowano NRD. Nie można czekać, aż dojrzeje do tego decyzja. … Trzeba wybić szczególnie mocno niebezpieczeństwo ze strony niemieckiego rewanżyzmu i militaryzmu, które w pierwszym rzędzie zagraża Niemieckiej Republice Demokratycznej i naszemu krajowi. Wynika to z istoty polityki zachodnioniemieckiej, z oficjalnej polityki rządowej RFN…Trzeba podkreślać, że zagrożona była cała nasza południowa flanka, że imperializm chciał w pierwszym etapie osłabić pozycje socjalizmu w Czechosłowacji, aby w następnym etapie oderwać ją od obozu socjalistycznego. Zmiana układu sił stworzyłaby niebezpieczeństwo dla pokoju, a pierwszymi ofiarami mogłyby stać się NRD i Polska”. Od tego czasu mija 52 lata. Proszę Państwa o zastanowienie się, szczególnie nad celowo podkreślonymi zwrotami. Odpowiedzcie na pytanie- czy rozumowanie Władysława Gomułki w ówczesnej sytuacji nie miało podstaw? Jakie- zdaniem Państwa, wynikają stąd wnioski dla Polski, gdyby nie stan wojenny? Czy „lekcja” ta nie posłużyła także trzeźwo myślącym na Zachodzie, którzy potrafili na Europę spojrzeć „oczami Warszawy”, ale i Moskwy? Dowódca 7 Armii Polowej USA w Europie gen. James Hilliard Polk, na podstawie różnych źródeł uznał, że była to operacja wojskowa „najwyższej klasy”, dobrze zorganizowana i skoordynowana, właściwie zamaskowana i szybka. Był to zmasowany pokaz potęgi militarnej ZSRR. Pomyślcie Państwo w kontekście naszym, Polski, zachęcam!

c) „nowa polityka wschodnia” Niemiec, Willy Brandta, skierowana na porozumienie ze Wschodem, głównie Polską i ZSRR (napiszę o tym w grudniu br.) , to też wynik „lekcji CSRS”.

Proces przygotowania KBWE faktycznie rozpoczął się w 1971 r. ( w 7 lat po inicjatywie Adama Rapackiego. W sumie trwał 10 lat!), od wstępnego spotkania w Budapeszcie, gdzie dyskutowano o problemach, które powinna podjąć Konferencja. Węgierscy gospodarze wpadli na pomysł i przynieśli trzy wiklinowe kosze – na propozycje gospodarcze, polityczne i pozostałe. Stąd później mówiono o trzech „koszykach”. Żmudne, drobiazgowe negocjacje i uzgodnienia dyplomatów i ekspertów, prowadzone w Wiedniu (sprawa redukcji sił zbrojnych), Genewie (II faza przygotowań KBWE, negocjacje ekspertów) i Helsinkach (wielostronne rozmowy, spotkania szefów MSZ- I faza) trwały do sierpnia 1975, czyli następne 4 lata. Polska, a szczególnie zespół wybitnych ekspertów i dyplomatów MSZ pod kierownictwem prof. Mariana Dobrosielskiego odegrał kluczową, wiodącą rolę.

Finalne spotkanie

szefów 35 państw i rządów, w tym USA i Kanady w Helsinkach odbyło się w dniach 30 lipca- 1 sierpnia 1975 r. Polskę reprezentował z grupą polityków I Sekretarz KC PZPR, Edward Gierek. Kto wie, że do momentu rozpoczęcia obrad, Akt Końcowy nie miał ostatecznej redakcji? Przeszkodą były trzy zasadnicze kwestie, w których Polska i RFN nie uzyskały wspólnego, jednolicie rozumianego stanowiska. O co poszło? Ze strony Polski, o:

– zachodnią granicę,
– integralność terytorialną, czyli nasze Ziemie Odzyskane;
– odszkodowania za niemieckie mienie.

W tych kwestiach, tzw. łamanie oporu Zachodu tj. głównie USA, Wielkiej Brytanii i RFN trwało kilka lat. Zachód ustąpił, pozostając przy kwestii zjednoczenia Niemiec, ale po Odrę, a nie w granicach z 1937 roku. Zauważcie Państwo to podkreślenie! Polska miała tu jeszcze jeden argument- obawę przed kwestią łączenia rodzin polsko- niemieckich. Była ona podnoszona od kilku lat przez tzw. ziomkostwa w RFN. W tym przypadku obawa o wyjazdy do Niemiec kilku setek, nawet tysięcy młodych Polaków była dość silna i w tamtym czasie miała racjonalne uzasadnienie. Do tego była jeszcze sprawa odszkodowań za pozostawione mienie niemieckie. Sprawa ta „wisiała” bez ostatecznego rozstrzygnięcia do 31 lipca 1975. Wtedy to nocna rozmowa Edwarda Gierka i Kanclerza RFN Helmuta Schmidta miała moc przesądzającą. Niemcy odstąpili od odszkodowań i zastrzegli, że nie będą wspierać procesu łączenia rodzin, pozostawiając dobrowolności zainteresowanym Polakom i Niemcom, jako łamanie powojennej spuścizny.

Polska, ZSRR i pozostałe kraje naszego bloku nie chciały słyszeć o prawach człowieka. „Lekcja CSRS” z 1968 r. była tu nad wyraz wymowna, a dla Zachodu oznaczała „szczelinę”, którą warto poszerzać. Po „nocnej rozmowie”- Polska zgodziła się na zapis o prawach człowieka, zastrzegając, iż nie zgadza się na oficjalne uznanie prawa do istnienia opozycji politycznej i strajków. Zwróćcie Państwo Czytelnicy uwagę, jak „rzeczywistość polityczna” zastrzeżenie to szybko zmieniła, mając na uwadze rok 1980.

Wielka Karta Pokoju

Tak w wielu publikacjach nazywany jest oficjalny dokument Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (KBWE), Akt Końcowy KBWE. Jest to deklaracja przestrzegania 10 zasad, którymi Państwa-Uczestnicy będą się kierować we wzajemnych stosunkach. Zwracam uwagę, że w rozumieniu prawa traktatowego nie był umową, a tylko „deklaracją”, jako uroczysty wyraz intencji „dobrej woli” o znaczeniu politycznym, wojskowym i moralnym, państw dwóch bloków polityczno- militarnych czyli NATO i UW w podzielonej także ideologicznie Europie.

Akt Końcowy KBWE Składa się z 4 części, tzw. koszyków. Są to:

I sprawy bezpieczeństwa europejskiego

II problemy współpracy gospodarczej, naukowo-technicznej i ochrony środowiska oraz praw człowieka;

III sprawy współpracy humanitarnej w innych dziedzinach;

IV kontynuowanie prac Konferencji.

Pierwszy„koszyk” zawiera 10 zasad obowiązujących we wzajemnych stosunkach państw KBWE. Są to:

– suwerenna równość i poszanowanie praw z niej wynikających,
– powstrzymanie się od groźby lub użycia siły,
– nienaruszalność granic,
– integralność terytorialna,
– pokojowe załatwianie sporów,
– nieingerencja w sprawy wewnętrzne państw,
– poszanowanie praw człowieka i podstawowych wolności,
– równouprawnienie i prawo narodów do samostanowienia,
– współpraca między państwami,
– wykonywanie w dobrej wierze zobowiązań wynikających z prawa międzynarodowego.

Dopełnieniem tych zasad jest Dokument dot. środków budowy zaufania, zawierający:

– powiadamianie o określonych rodzajach działalności wojskowej;
– wymiana informacji o Siłach Zbrojnych”;
– obserwacja określonych rodzajów działalności wojskowej;
– spotkania oceniające stan współpracy.

Drugi „koszyk” obejmował problemy współpracy gospodarczej, naukowo-technicznej i ochrony środowiska naturalnego.

Trzeci „koszyk” obejmował sprawy współpracy humanitarnej w innych dziedzinach, w tym prawa człowieka i obywatela.

Czwartym „koszykiem” nazwano proces kontynuowania prac Konferencji, który polegał na spotkaniach „przeglądowych”. Każde „spotkanie” (było ich kilka) zawierało ocenę stanu realizacji „Aktu końcowego” w aktualnej sytuacji i podejmowano wynikające stąd „deklaracje”.

Ocena sytuacji w Polsce

z uwagi na zagrożenia bezpieczeństwa, była dokonywana dwukrotnie – podczas spotkań w Madrycie i Paryżu.

Spotkanie szefów rządów w Madrycie (11.11.1980- 9.9.1983). Obok oceny ZSRR za interwencję zbrojną w Afganistanie (1979), Polska musiała tłumaczyć się ze stanu wojennego. Atakowani byliśmy za łamanie praw człowieka i porównywani do junt wojskowych z republik bananowych. Solidarność była doceniana za kwestię podniesienia praw człowieka, jako swoistą „jutrzenkę” na Wschodzie. Można się dziwić, że przedstawiane wówczas argumenty nie trafiały do przekonania, niektórym uczestnikom. Choćby takie: stan wojenny był notyfikowany w ONZ, jako suwerenna decyzja Polski czym uniknęliśmy „wojskowej pomocy sąsiadów”- wówczas były czytelne dowody o dyslokacji wojsk z rozpoznania wywiadowczego, w tym satelitarnego. Nie trafiały do przekonania dowody zagrożenia upadłością gospodarki, do czego przyczyniły się strajki i zachodnie restrykcje. Także realna groźba bratobójczej walki, wojny domowej, czego udało się uniknąć była przyjmowana z niedowierzaniem, nawet podważana.

Nasze racje oględnie wsparła Francja i Niemcy oraz Wielka Brytania, podchodząc do nich z dużym zrozumieniem i wyczuciem sytuacji. Kraje te były przeciwne restrykcjom USA i stosowały je z umiarem. Duże znaczenie miało zawieszenie stanu po roku czasu i zniesienie pół roku później. W kwestii praw człowieka i wolności działania opozycji-jako argument ustawa z 8 października 1982 r. o tworzeniu nowych związków zawodowych na prawach dobrowolności. Był to pierwszy w bloku wschodnim tak widoczny przykład dotrzymania słowa przez władze w Polsce, gen. Wojciecha Jaruzelskiego w szczególności, co też z dużym uznaniem akcentowały niektóre osobistości polityczne Zachodu, po spotkaniu wobec Generała.
Spotkanie szefów rządów w Paryżu (19-21.11.1990) Aprobowało ustalenia konferencji wiedeńskiej w sprawie ograniczenia zbrojeń, w tym konwencjonalnych. Przyczyniła się do tego kolejna polska inicjatywa rozbrojeniowa, znana jako Plan Jaruzelskiego, ogłoszony 8 maja 1987 r. Posłużył za argument przy konstruowaniu „Traktatu o siłach konwencjonalnych w Europie”. Pierwszy raz w historii inicjatyw rozbrojeniowych, pojawiły się limity uzbrojenia, w czym „małe państwa” NATO i UW miały swój udział. Proszę zwrócić uwagę na limity przyjęte przez Polskę, np. czołgi-1730 wozów; 1700 BWP (bojowe wozy piechoty); artyleria-1610 dział (kaliber powyżej 100 mm); środki obrony przeciwlotniczej (OPL)- 3175 dział i wyrzutni rakiet; samoloty – 460; śmigłowce- 130; okręty – 80, w tym 40 bojowych.

Wspomniany Plan Jaruzelskiego, był istotnym argumentem za przyjęciem „Deklaracji o zaprzestaniu traktowania się jako przeciwnicy” oraz Paryskiej Karty Nowej Europy, jako „ery demokracji, pokoju i jedności”.

Na zakończenie- każdy z tych „koszyków”, skrótowo zawarte w nim propozycje i kierunkowe wskazania do działania państw i narodów zasługują na szczególne odświeżenie. Nie tylko w pamięci ale i rozważenie z wielu względów ich aktualności także w 2020 r., czyli po 45 latach. Szczególnie w Polsce – mamy do tego nie tylko „historyczny tytuł”, nie kwestionowane dokonania! Mamy też ważkie, narodowe potrzeby i wyzwania. Kto i kiedy je podejmie?

Plan Rapackiego

„W interesie bezpieczeństwa Polski i odprężenia w Europie, po uzgodnieniu swej inicjatywy z innymi członkami Układu Warszawskiego, Rząd Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej oświadcza, że w razie wyrażenia zgody przez oba państwa niemieckie na wprowadzenie w życie zakazu produkcji i magazynowania broni jądrowej na ich terytorium, Polska Rzeczpospolita Ludowa gotowa jest wprowadzić również taki sam zakaz na swoim terytorium”.
Adam Rapacki

Powyższa myśl w świecie dyplomacji i polityki jest znana jako „Plan Rapackiego w sprawie utworzenia strefy bezatomowej w Europie”. Redaktor Andrzej Ziemski przypomniał ją tekstem – „Broń jądrowa w Polsce?” (DT, 25-26 maja 2020), pisząc, „że koncepcja strefy bezatomowej była oryginalną polską inicjatywą, w której przygotowaniu Adam Rapacki, socjalista, co trzeba przypomnieć, odgrywał wiodącą rolę”. Autor pisze, że 2 października 1957 r. została ogłoszona przez ministra Adama Rapackiego podczas XII Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ”. Jej celem było „zbudowanie na terenie Europy Środkowej (Polska, Czechosłowacja, RFN, NRD) strefy wolnej od broni jądrowej”. Zaś „gwarantami jej realizacji miały być: Francja, W. Brytania, USA i ZSRR”.

Wyrażenie Autorowi słów podziękowania i uznania, byłoby w tym momencie tylko formą grzeczności. Należy wskazać na swoisty alarm, zawarty w tytułowym pytaniu- „Broń jądrowa w Polsce?” Zapewne sędziwi Polacy pamiętają – z różnych źródeł- że wzbranialiśmy się przed rozmieszczeniem tej broni na polskiej ziemi. Ówczesne władze Polski czyniły w tym względzie wiele starań i zabiegów. Sięgnijmy więc do historii Polski i Europy lat 40-50.

Ówczesna sytuacja w Europie

Po Październiku 1956 r. w Polsce nastąpiły poważne zmiany polityczne. Za sprawą ekipy Władysława Gomułki poszły w kierunku zwiększenia niezależności i samodzielności polityki zagranicznej. Polska, wychodząc ze słusznego założenia, iż kraje małe i średnie także mają swoje specyficzne możliwości rozwijania stosunków z innymi narodami – rozpoczęła „otwarcie się na Zachód” (USA, Francja, Anglia, kraje skandynawskie oraz NRF). Przy tym nie zapominajmy, iż połowa lat 50. była okresem politycznie i militarnie gorącym. 5 maja 1955 r. Bundeswehra została oficjalnym członkiem NATO. Odpowiedzią było powołanie Układu Warszawskiego (UW, 14 maja, 9 dni później. Tekst Andrzeja Ziemskiego sugeruje, by o UW napisać oddzielnie). Postępował rozwój broni masowej zagłady, w szczególności broni jądrowej, będąc jaskrawym świadectwem pogłębiającego się klimatu zimnowojennego. Od 1954 r. USA zaczęły składować broń jądrową na terenie NRF i Wielkiej Brytanii (tu silosy z rakietami montowano wspólnie z angielskimi). Przygotowania takie trwały w Belgii, Holandii, Grecji i Turcji. Udanej próby jądrowej dokonała też Francja (1954). 27 grudnia 1955 r. weszło w życie porozumienie między NRF a USA o wzajemnej pomocy obronnej- co w praktyce oznaczało dalsze dozbrajanie Niemiec. 1 kwietnia 1957 r. Kanclerz NRF- Konrad Adenauer oficjalnie wypowiedział się za wyposażeniem Bundeswehry w broń jądrową, powtarzając przy tym znane już roszczenia terytorialne i zastrzeżenia graniczne wobec Polski. Sędziwi Polacy zapewne pamiętają z podręczników historii zdjęcie Konrada Adenauera w płaszczu krzyżackim – proszę młodzież, zapytajcie Rodziców! Wobec powyższego należy postawić pytanie- Polacy mieli się czego obawiać czy nie? Przecież było to zaledwie 10-15 lat po wojnie! Jeszcze rodziny szukały swoich bliskich, wiele spalonych miast i wsi podnosiło się z gruzów i popiołów. A czy dziś, w 2020 r. tekst Pana Andrzeja Ziemskiego-budzi obawy?

Założenia „strefy”

W zasygnalizowanych okolicznościach polityczno-militarnych, funkcję Ministra Spraw Zagranicznych objął Adam Rapacki, zwolennik Władysława Gomułki. Krótko po objęciu stanowiska powołał grupę studyjną do spraw bezpieczeństwa europejskiego. Jej celem było-wspomina jedyny żyjący członek, prof. Marian Dobrosielski – „jak najściślej powiązać pracę służby zagranicznej z wewnętrznymi potrzebami rozwoju kraju, umacniać jego suwerenność, zdobywać zaufanie i autorytet na arenie międzynarodowej”. W tej grupie, kierowanej osobiście przez Ministra, powstały podstawowe założenia strefy bezatomowej w Europie. Miała obejmować terytorium czterech państw: Czechosłowacja, NRD, NRF i Polska o łącznej powierzchni 796 tys. km2, w tym po stronie NATO – 249 tys. km2, po stronie UW -547 tys. km2 oraz ogółem ok. 115 mln. mieszkańców.

Podczas obrad tej Sesji ONZ wystąpił Vaclav David, Minister Spraw Zagranicznych Czechosłowacji, który popierając polską inicjatywę deklarował przystąpienie swojego kraju. Państwa UW poparły „Plan”.
Na skutek wieloaspektowych dyskusji po ogłoszeniu „Planu”, także pod wpływem „zachodnich zarzutów”, był on dwukrotnie modyfikowany. W rok po ogłoszeniu, Autor zaproponował jego dwuetapową realizację. Pierwszy etap – „zamrożenie” zbrojeń jądrowych; drugi – rokowania w sprawie zmniejszenia zbrojeń konwencjonalnych. Drugą, ostateczną wersję Polska przedstawiła 28 marca 1962 r. na forum Komitetu Rozbrojeniowego 18 państw w Genewie.

Istota „Memorandum”

Opracowane „Memorandum Rządu PRL w sprawie utworzenia strefy bezatomowej w Europie Środkowej”, 14 lutego 1958 r. zostało wręczone przedstawicielom dyplomatycznym zainteresowanych państw. Zawierało uzasadnienie inicjatywy rozbrojeniowej oraz zasady wprowadzenia jej w życie.

Cztery państwa Francja, USA, W. Brytania i ZSRR miały się zobowiązać, że nie będą:

po pierwsze: utrzymywać, sprowadzać, zezwalać na rozmieszczenie żadnego rodzaju broni jądrowej, ani urządzeń i sprzętu do jej obsługi (to wykluczało wspomniane żądanie NRF dostępu do tej broni);

po drugie: utrzymywać broni jądrowej w uzbrojeniu swoich wojsk w obszarze państw strefy, ani jej przekazywania tym państwom (to był „drugi zakaz” dostępu NRF do tej broni).

po trzecie: stosować broni jądrowej na obszarze państw strefy;
po czwarte: także inne państwa na obszarze strefy nie miałyby posiadać broni jądrowej (chodziło o Kanadę, miała swój kontyngent w NRF).

Państwa UW pozytywnie odpowiedziały na „Memorandum”. Widziały w nim szansę na ograniczenie niebezpiecznie rozwijającego się wyścigu zbrojeń. Zaś państwa tworzące strefę i przyjmujące te zobowiązania, miałyby zawrzeć odpowiedni układ międzynarodowy.

Sprawa kontroli

Nasza propozycja przewidywała utworzenie na obszarze strefy systemu szerokiej i skutecznej kontroli, z odpowiednim aparatem kontrolnym. Pomyślcie Państwo- przecież ten „aparat” tworzyłyby cztery mocarstwa i państwa objęte strefą. Byłby też formą „sprawdzenia” rzetelności Wielkiego Brata, że u nas nie zainstalował tej broni. Nam w tym zamyśle szło przecież o własne bezpieczeństwo Polski, jako obiektu ataku jądrowego z Zachodu.

„Odpowiedź” Zachodu

Planowi Rapackiego zdecydowanie przeciwstawiły się NRF, USA i Wielka Brytania, nie podejmując nawet merytorycznej dyskusji. Uważały, że strefa bezatomowa naruszałaby równowagę sił na niekorzyść NATO. Zachód argumentował to ilościową przewagą sił konwencjonalnych państw Układu Warszawskiego. Ponadto, ewentualna akceptacja strefy podważałaby istotę amerykańskiej doktryny odstraszania, w której broń jądrowa odgrywała zasadniczą rolę oraz przekreślałaby zaawansowane już próby tworzenia tzw. wielostronnych sił nuklearnych w Europie. Tu trzeba Zachodowi przyznać rację – chodziło o niedopuszczenie do wyposażenia Bundeswehry w broń jądrową, przekreślenia, a przynajmniej zablokowania utworzenia w Europie tzw. wielostronnych sił nuklearnych. Sekretarz generalny NATO Henry Spaak określił Plan jako „pełen hipokryzji”, którego „przyjęcie byłoby szaleństwem”, gdyż pozbawiałoby Zachód obrony.

Przeczytajcie Państwo raz jeszcze powyższy fragment i pomyślcie. Kogo USA chciało swoją „doktryną odstraszać”, czy Polskę? Czyżby byli tak naiwni i wierzyli w jakiekolwiek zagrożenie z naszej strony. Fakt, ZSRR, po zakończeniu II wojny światowej posiadał swoje siły konwencjonalne w Europie: Austrii (do 1957 r.), NRD i w Polsce. Czy zakładał operację wojenną? Wielu gotowych jest krzyknąć, oczywiście! Wbiła nam to propaganda zachodnia – nie wierzycie, proszę- dowód. Profesor Henry Kissinger w książce „Dyplomacja”, w Polsce wydana się w 1996 r., pisze-„Stalin nie mógł jednocześnie odbudowywać ZSRR i ryzykować konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi. Tak szeroko rozgłaszana radziecka inwazja na Europę Zachodnią była fantazją”. Zapytam- kto ją rozgłaszał? Czy autor „Dyplomacji” nie ma nic sobie do zarzucenia? Rozbrajająca szczerość, za nią nie tylko Polska zapłaciła, i nie tylko politycznie. Zachęcam Państwa, głównie polityków i publicystów do sięgnięcia po tę książkę, a wielu „otworzą się oczy”. Jak to Zachód nas traktował, jaką „cenną wartością” byliśmy w strategicznych planach użycia wojsk lądowych, lotnictwa i oczywiście broni jądrowej.

Postanowienia Poczdamu

Profesor Eugeniusz Duraczyński, w książce „Stalinizm…”wydanej przez AH Pułtusk w 2012 r., a opartej na radzieckich archiwach, pisze o projekcie neutralizacji Niemiec, jaki zgłosił Stalin, wstępnie już w 1945 r., ponowił w 1946. Co proponował? Realizację przyjętej na Konferencji Wielkiej Trójki w Poczdamie wobec Niemiec koncepcji „czterech D”- demilitaryzacji, dekartelizacji, denazyfikacji i demokratyzacji. Konkretnie- poszło o pierwsze dwa D. Stalin, ze względu na straty przemysłu i rolnictwa ZSRR, chciał zniszczyć zdolność Niemiec do kolejnej wojny. Stawiał na powrót Niemiec do państwa rolniczego bez przemysłu ciężkiego. Stąd gospodarka miała zostać zredukowana do 50% zdolności z 1938, tak by zdemilitaryzowane Niemcy nie mogły powrócić do planów wojny w przyszłości. Francja tę myśl poparła, początkowo także Anglia. Jak Państwo myślicie – czy był w błędzie? Logika podpowiada, że właśnie miał rację! A praktyka?

Obserwując bieg zdarzeń na Zachodzie, Stalin zaprosił sekretarza stanu USA George’a Marshalla. Do spotkania doszło w Moskwie (kwiecień 1947 r.), kilka dni po ogłoszeniu tzw. Doktryny Trumana. Wspomniany Henry Kissinger w książce „Dyplomacja”, tak o tym pisze- cytuję:- „Stalin oświadczył Marshallowi, że we wszystkich głównych sprawach możliwy jest kompromis” oraz że „trzeba mieć dość cierpliwości i nie popadać w pesymizm”. Trudno uniknąć pytania- gdzie, kiedy i jak Zachód okazywał chęć kompromisu czy cierpliwości, pozostawiam bez komentarza.

„Zagrożony” Zachód

Szybko to zarzucono, gdyż USA miały już inną koncepcję „urządzenia świata”, także Europy. Uznały, iż światu zagraża „komunizm” – kto z Państwa nie słyszał, że ZSRR miał go „na bagnetach” zanieść na Zachód? Ówczesna propaganda tę kwestię szeroko nagłaśniała- patrz wyżej, dając za przykład Francję i Włochy, gdzie partie komunistyczne miały silne poparcie społeczne, zwyciężając w wyborach parlamentarnych. Czy ZSRR ryzykowałby nową, po dopiero zakończonej wojnie? „Czarna propaganda” w tej kwestii nie pozostawiała wątpliwości -był „agresorem”, tylko wyczekiwał właściwego momentu! Ale ta „tajemnica” dla uczonych i publiczności została „odkryta” wiele lat później, np. przez Henry Kissingera.

Zastanówmy się,

Odrzucenie tej koncepcji miało daleko idące następstwa. Jak potoczyłaby się historia Europy, gdyby Zachód nie utworzył NRF (1949). Tu takie pytania i ciekawostki:

– czy powstałaby NRD, „polityczna odpowiedź” ZSRR, a czy tylko neutralne Niemcy?

– czy byłoby potrzebne NATO, powstałe na skutek szaleńczej polityki USA w 1949 r.(wtedy miały już 235 bomb jądrowych)?;

– czy 6 lat później Układ Warszawski (wtedy ZSRR miał 200 bomb jądrowych), na skutek włączenia NRF do NATO, które wtedy miało już 3067 ładunków jądrowych?

Strefy bezatomowe na świecie

Idea strefy bezatomowej w Europie Środkowej nie została zrealizowana. Stała się jednak ideą uniwersalną. Szybko zyskała sobie obywatelstwo na świecie, u wielu rządów, pozarządowych organizacji, występujących w obronie pokoju i rozbrojenia.

Już 2 lata po ogłoszeniu Planu Rapackiego w 1959 r. został podpisany układ czyniący z Antarktyki strefę bezatomową. 10 lat od ogłoszenia „Planu”, 18 państw Ameryki Łacińskiej podpisało w Meksyku układ (Tlatelolco), ogłaszający ich terytoria strefą bezatomową.

W 1961 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ zaleciło – na wniosek Szwecji – tworzenie stref bezatomowych wszędzie, gdzie tylko możliwe. Na wniosek Brazylii i Meksyku zalecono denuklearyzację Ameryki Środkowej. 2 lata później, Finlandia złożyła wniosek o ogłoszenie całej Skandynawii strefą bezatomową.

Do 2000 r. władze ok. 4 tys. miast na świecie, ogłosiły strefami bezatomowymi. Najwięcej w Japonii, Holandii, Belgii, Irlandii, Norwegii, Australii, Portugalii, Hiszpanii, także w USA i NRF. W sumie 117 państw z ok. 2 miliardami ludności świata, ogłosiło o utworzeniu na swoich terytoriach stref bezatomowych. Warto przypomnieć, iż w 1996 r. pojawiła się myśl utworzenia strefy bezatomowej od Bałtyku do Morza Czarnego, obejmująca m.in. Białoruś, Ukrainę i Polskę. Jednakże z powodów politycznych nie doszła do skutku. Powodzeniem zakończył się zamysł utworzenia środkowo – azjatyckiej strefy bezatomowej. 8 września 2006 r. w Semipałatyńsku podpisano Układ o Strefie Wolnej od Broni Jądrowej w Azji Centralnej – obejmujący Kazachstan, Kirgistan, Tadżykistan, Turkmenistan i Uzbekistan ( nasze media wyrozumiale o tym nie informowały).

„Przecieki” z pola walki

Przez kilkanaście lat udawało się zachować w tajemnicy przed opinią publiczną użycie przez USA i Wielką Brytanię broni uranowej (DU, zubożony uran, produkcja lat 70.) podczas konfliktu w Zatoce Perskiej (1991) i b. Jugosławii (1999). Włoskie Ministerstwo Obrony podało, że spośród przebywających kilka miesięcy w Bośni w 2000 r.- zachorowało 1400 żołnierzy (inne źródła- 2538); zmarło – 37 (inne-160).

Badania medyczne – prof. Siegwarta Horsta Guntera wykazały:
– choroby dzieci: zwyrodnienia genetyczne, białaczka;
– dorosłych: złośliwe nowotwory, załamanie systemu immunologicznego; zaburzenia funkcji nerek, wątroby; poronienia.

Natomiast mjr dr Dougie Rokke (USA), min. stwierdza-„ Powietrze, woda i ziemia zostają przez użycie tej broni skażone. W każdym terenie, na którym używa się broni DU woda i żywność są na wieki skażone. Oddziaływanie na zdrowie rozpoczyna się 24-48 godz. po wybuchu broni DU. Pojawiają się problemy z oddychaniem, z nerkami, ze wzrokiem, problemy neurologiczne i inne. Wojen należy zaprzestać w związku z bronią, której używamy i zniszczeniami, które powodujemy przez skażenie powietrza, wody, ziemi i żywności. Nie jesteśmy w stanie zlikwidować skażenia środowiska naturalnego. Nie jesteśmy w stanie zagwarantować opieki lekarskiej. Broń DU jest zbrodnią przeciw Bogu i ludzkości”.

„Przegląd” nr 12 z 28.03.2010 poinformował, że Armia USA przyznała się do wystrzelenia w 1991 r. (I wojna w Zatoce Perskiej) ok. 300 ton amunicji uranowej. Podczas inwazji na Irak w 2003 r. wystrzelono ponad 1000 ton amunicji DU. Na skutek kontaktu z DU zmarło 109 żołnierzy włoskich.
Wezwanie Polaków do czujności”

Znany w Polsce brytyjski historyk i politolog Norman Davies (np. „Boże igrzysko”), w jednej z publikacji min. przestrzegał- „Musimy zdać sobie sprawę, że żyjemy w świecie, w którym konsekwencje naszego zachowania są o wiele większe niż kiedyś. Jesteśmy zaś tymi samymi małymi grzesznikami jak zawsze. Jednak w cywilizacji broni nuklearnej każda mała głupota może prowadzić dosłownie do końca świata. Nasza odpowiedzialność dzisiaj jest o wiele większa, gdyż skutki są większe”. Proszę, apeluję do Państwa-przeczytajcie „przecieki” i zastanówcie się, nie bądźcie obojętni. Nawet dla sędziwych Polaków musi być ważna myśl, wyobrażenie-czy i jak będą żyły nasze dzieci i wnuki. Czy na naszych mogiłach leżał będzie zwyczajny kurz, czy radioaktywny pył, choć nie będziemy tego odczuwać!

Dziennik Trybuna poinformował, że 3 września 2017 r. w debacie „kanclerskiej” Martin Schulz. zgłosił propozycję – jeśli zostanie kanclerzem, podejmie kroki by terytorium Niemiec ogłosić strefą bezatomową. Oznaczałoby to usunięcie jądrowych instalacji USA. Czy ta dyskusja i sugerowane kroki zasługują na nasze wsparcie? Po co w Polsce broń jądrowa?

Publikacja Pana Andrzeja Ziemskiego, stanowi nie tylko nawiązanie do przeszłości, wystąpienia szefa polskiego MSZ na sesji ONZ. Jest, pisze Autor – ostrzeżeniem, wezwaniem Polaków do czujności. Słusznie pisze, że powinna być pierwszoplanową w prezydenckiej kampanii. Przecież dziś nie trzeba wyjaśniać na czym polega działanie broni jądrowej, w tym promieniowania świetlnego, radioaktywnego skażenia terenu.

Wyraźnie i jednoznacznie należy podkreślić, że tekst „Broń Jądrowa w Polsce?” i jego Autor nie są przeciw „komuś”, a konkretnie: USA czy NATO. Nie ma też żadnego podtekstu pod adresem Rosji, a tym bardziej władz Polski! Jest w tej sytuacji pilne wymaganie nowej „etyki pracy”- politycznej, dyplomatycznej, organizacyjnej. Wymaganie nowoczesnej „etyki myślenia”, wyobraźni i odpowiedzialności-Polaków i Europejczyków w pierwszej kolejności. Kto w tej sytuacji chce nadal negować moją sugestię z tekstu „Powojenne szanse”, że praktyk (ekonomista, finansista) -PREZYDENT, jest nam bardzo potrzebny?

Gabriel Zmarzliński

Krótka informacja:
Zasługi Adama Rapackiego dla pokojowego współistnienia państw o odmiennych systemach politycznych, na rzecz rozbrojenia i pokoju wysoko ocenili naukowcy z Warszawy i Krakowa, wnioskując do norweskiego parlamentu w 1966 r. przyznanie Pokojowej Nagrody Nobla. Dwa lata później wniosek ponowiła Polska Akademia Nauk. Spotkał się z poparciem dyplomatów – niestety, bez pozytywnego efektu. Mimo to, osiągnięcia Adama Rapackiego w dziedzinie dyplomacji i polityki zagranicznej, zasługują na wdzięczną pamięć Polaków.

Broń jądrowa w Polsce?

W oświadczeniu Porozumienia Socjalistów z okazji 75. rocznicy zwycięstwa nad faszyzmem, znalazła się taka konkluzja dotycząca przyszłości: „Tragiczne dla narodu i państwa skutki II wojny światowej powinny owocować w polskiej myśli politycznej refleksją, że już nigdy więcej, za żadną cenę, nie powinniśmy dopuścić do sytuacji, w której ziemie polskie mogą stać się polem bitwy i konfrontacji europejskiej, czy globalnej”.

Stanowisko to, opublikowane m.in. na łamach „Dziennika Trybuna”, kończyło następujące zdanie: „Pokój i współpraca między narodami musi być podstawą rozwoju i wskazaniem na przyszłość”.

Przez okres co najmniej ostatnich 50 lat pamięć o wojnie i jej skutkach była żywa w społeczeństwie. Również szereg inicjatyw międzynarodowych wysuwanych przez kolejne rządy w Polsce Ludowej świadczyły o lekcji historii, którą odrobiliśmy po II wojnie światowej. Wbrew wątpliwościom polskich konserwatystów nicujących naszą historię XX wieku, III RP jest następcą prawnym Polski Ludowej i mimo przesunięcia Polski, jako państwa o kilkaset kilometrów na zachód w wyniku postanowień w Jałcie i Poczdamie, niewiele się zmieniło w naszym regionie. Nasze interesy, choć bliżej Zachodu, pozostały pomiędzy Wschodem i Zachodem, a nawet między USA i Rosją. Polska została umiejscowiona na pierwszej linii frontu pomiędzy nimi. To bardzo groźne.

Nasze bezpieczeństwo w burzliwym świecie,

jeśli sami o to nie zadbamy, nie interesuje specjalnie nikogo. Sojusze międzynarodowe, jak pokazała choćby nowożytna lekcja z 1939 roku są płynne i nie zawsze dotrzymywane. Nie bez powodu aktualna koalicja prawicowa zabiega od dawna o potwierdzenie przez NATO art. 5 Traktatu. Na razie są tylko miłe i puste zapewnienia i oczekiwanie od Polski większego budżetu obronnego w większości przeznaczonego na zakupy w amerykańskich koncernach zbrojeniowych. Informacje o pierwszych transzach zadatku przekazanego do USA na zakup F-35 są tego potwierdzeniem. Przestało się mówić też od pewnego czasu o rozwoju rodzimego przemysłu obronnego.

W ostatnich dniach mieliśmy na arenie międzynarodowej i w Polsce ciąg zdarzeń, które każą zastanawiać się nad budową strategii bezpieczeństwa Polski na najbliższe lata w ramach istniejących, realnych zobowiązań wynikających z uczestnictwa w NATO, jak również zobowiązań dwustronnych np. Polska-USA. Wiadomo, że NATO w aktualnej strukturze, celach i działaniach wynikających z doktryny doszło do granic swoich możliwości. Mówią o tym głośno Francuzi i Niemcy w Europie, ale i oni nie są jedyni. Europa boi się agresywnych akcentów w retoryce NATO i USA. Wynika to z wielowiekowego doświadczenia, kiedy była polem bitwy, a narody zapłaciły ogromną daninę krwi i zniszczeń materialnych.

W ostatnich tygodniach J.E. pani Georgette Mosbacher, ambasador USA w Polsce, kilkakrotnie zabierała głos na Twitterze, m.in. prowadząc polemiki z J.E. panem Liu Guangyuan’em, ambasadorem ChRL. Powinno cieszyć, że dziś Polska nie jest i nigdy nie będzie polem bitwy między mocarstwami, a jedynie polem dialogu. W ub. tygodniu pojawił się następujący tweet pani ambasador: „Jeśli Niemcy chcą zmniejszyć potencjał nuklearny i osłabić NATO, to być może Polska – która rzetelnie wywiązuje się ze swoich zobowiązań, rozumie ryzyka i leży na wschodniej flance NATO – mogłaby przyjąć ten potencjał i u siebie”. Wszyscy zwrócili na to uwagę, pojawiło się wiele komentarzy w prasie polskiej i europejskiej. Odezwali się oficjalnie Niemcy, także Rosjanie.

Komentarza MSZ i MON – brak.

Budzi to zdziwienie, wszak sprawa dotyczy spraw zasadniczych dla bezpieczeństwa Polski.

Pierwsza dyskusja na ten temat rozpoczęła się w tym roku, po ogłoszeniu w kwietniu przez szefową niemieckiego resortu obrony Annegret Kramp-Karrenbauer (CDU), zamiaru zakupu nowych samolotów zdolnych do przenoszenia amerykańskiej broni jądrowej, które mają zastąpić samoloty Tornado użytkowane w ramach Bundeswehry. Według pani minister niemieckie siły zbrojne mają otrzymać nowe myśliwce Eurofighter oraz EA-18G Growler i F/A-18E/F Super Hornet.

W maju br. prowadzona była w Niemczech dyskusja nad udziałem tego kraju w natowskim programie nuclear sharing – udostępniania broni jądrowej w ramach Sojuszu. Przewodniczący frakcji SPD w Bundestagu Rolf Mützenich opowiedział się za wycofaniem amerykańskiej broni jądrowej z Niemiec i za rezygnacją RFN z udziału w tym programie. Nie zakwestionował on idei odstraszania nuklearnego NATO, opowiedział się też za pozostaniem Niemiec z Grupie Planowania Nuklearnego Sojuszu. Stanowisko szefa frakcji poparli przywódcy SPD, przeciwni byli socjaldemokratyczni politycy odpowiedzialni w rządzie i Bundestagu za politykę zagraniczną, m.in. minister spraw zagranicznych Niemiec Heiko Maas. Rzecznik rządu federalnego potwierdził pozostanie Niemiec z programie nuclear sharing. Udział w nim został zapisany także w porozumieniu koalicyjnym z 2018 roku.

Trzeba przypomnieć, że w roku ubiegłym, również w polskiej prasie, w ślad za publikacjami amerykańskimi, były prezentowane spekulacje o przenoszeniu amerykańskich ładunków jądrowych z Turcji do Europy,
m.in. do Polski. Miało to być efektem retorsji NATO wobec Turcji za zakup rosyjskich systemów S-400. Nie są to więc pierwsze sygnały w tej sprawie. Można to zrozumieć, bowiem magazynowanie ładunków jądrowych niesie za sobą wielką odpowiedzialność i zagrożenie oraz określone konsekwencje, zarówno dla ich posiadacza, jak też kraju, w którym się znajdują, lub mają się znaleźć. Do problemu odniósł się także ambasador USA w Niemczech, który skrytykował w niemieckiej prasie stanowisko SPD. Jego zdaniem Niemcy powinni się zdecydować, czy chcą kontynuować sojusz nuklearny z USA.

Temat ten żywy jest też w USA. Steven Pifer, były dyplomata USA m.in. w Polsce i były dyrektor ds. Rosji i Ukrainy w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego USA, uważa że przerzucenie sił nuklearnych USA z Niemiec do Polski jest za drogie, niebezpieczne i zbyt prowokacyjne wobec Rosji. Uważa on, że paradoksalnie cała dyskusja amerykańskich dyplomatów daje dodatkowy argument zwolennikom wyprowadzenia broni nuklearnej z Niemiec. Teraz mogą po prostu powiedzieć, że można tę broń zabrać do Polski – pisze.

Rosyjski minister spraw zagranicznych, Siergiej Ławrow, który wypowiedział się na ten temat, stwierdził że przesunięcie amerykańskiej broni atomowej z Niemiec do Polski stanowiłoby bezpośrednie naruszenie porozumień Rosja-NATO. Temat rozwinęła również rzeczniczka rosyjskiego MSZ, Maria Zacharowa, która oświadczyła, że takie działanie przyczyniłoby się do pogorszenia już napiętych stosunków między Rosją a NATO. Dodała, że Stany Zjednoczone mogłyby wnieść rzeczywisty wkład we wzmocnienie bezpieczeństwa europejskiego, przenosząc amerykańskie głowice jądrowe na terytorium Stanów Zjednoczonych. Rosja zrobiła to już dawno temu, przenosząc całą swoją broń jądrową z Europy Środkowej i Wschodniej w latach 90. na swoje terytorium.

Jak można domniemywać, cała ta publiczna dyskusja ujawniona w ostatnich tygodniach ma na celu zachęcenie Niemców do pozostania w programie i zakupu odpowiednich samolotów ofensywnych w USA.

Polska w tej grze nie liczy się,

choć występuje jako ewentualne rozwiązanie alternatywne. Dobrze się stało, że sprawa została ujawniona, bowiem powinno to skłaniać wszystkie siły polityczne w Polsce, szczególnie może właśnie w trakcie kampanii prezydenckiej, do postawienia tematu bezpieczeństwa państwa na tle planów naszych sojuszników, jak mają się one do naszego interesu narodowego. Zdefiniowanie raz jeszcze naszego interesu narodowego byłoby niezwykle potrzebne szczególnie dziś, w aktualnej sytuacji rysującej się nowej globalizacji,

Warto zawsze przypominać, że Polska w okresie powojennym była inicjatorem kilku projektów pokojowych, które budowały nam uznanie i szacunek na arenie międzynarodowej.

2 października 1957 roku została ogłoszona przez ministra Adama Rapackiego podczas XII Sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ koncepcja zbudowania na terenie Europy Środkowej (Polska, Czechosłowacja, RFN, NRD) strefy wolnej od broni jądrowej. Gwarantami jej realizacji miały być: Francja, W. Brytania, USA i ZSRR. Koncepcja ta, nazwana Planem Rapackiego, przeszła do historii dyplomacji i zapoczątkowała szereg wydarzeń o charakterze globalnym, które wpłynęły na usunięcie w dalszej perspektywie barier „zimnej wojny” między Wschodem i Zachodem. Efektem stało się podpisanie porozumienia KBWE w Helsinkach, porozumień SALT I i SALT II oraz rozwój pokojowej współpracy pomiędzy dwoma wielkimi mocarstwami ZSRR i USA.

Trzeba podkreślić, że

koncepcja strefy bezatomowej była oryginalną polską inicjatywą,
w której przygotowaniu Adam Rapacki, socjalista, co trzeba przypomnieć, odgrywał wiodącą rolę. Ówczesne kierownictwo państwa, mając na względzie zagrożenie narodu, jakie wynikało ze zgromadzenia na obszarze Europy Środkowej ogromnej ilości ładunków jądrowych, stanęło na rozważnym stanowisku, że inicjatywa ta może służyć stabilizacji sytuacji w naszym regionie.

Pojawia się pytanie, czy w sytuacji, jaka ukształtowała się aktualnie w świecie, powtórzenie tej inicjatywy, zmodyfikowanej do realiów XXI wieku ma sens i ma szansę na realizację? Wydaje się, że Polska, jako jeden z najbardziej poszkodowanych krajów i narodów podczas II wojny światowej ma moralne prawo i obowiązek, aby nad taką inicjatywą poważnie się zastanowić. Przerażające dla przyszłości naszego narodu i państwa jest budowanie od wielu już lat cywilizacji wojny, a nie cywilizacji pokoju.
Oczekiwałbym, że polska lewica otrząśnie się po nieudanych eksperymentach w Iraku i w Afganistanie oraz zdoła znaleźć drogę do zbudowania dobrej i pokojowej przyszłości. Stawka dla Polski w tej grze jest maksymalna, podobnie jak zagrożenie dla jej bezpieczeństwa i przyszłości. Oczekiwałbym od lewicowego kandydata na prezydenta jasnej deklaracji w tej sprawie.