Jastrzębski Węgiel rozpocznie nowy sezon PlusLigi

W sporcie panuje przekonanie, że zwycięskiego składu nie należy zmieniać. Szefowie Jastrzębskiego Węgla, mistrza Polski w siatkówce mężczyzn w poprzednim sezonie, pierwszym od 2004 roku, wymienili połowę podstawowej szóstki. To wcale jednak nie oznacza, że drużyna będzie słabsza od tej z poprzedniego sezonu. W miejsce graczy, którzy odeszli, klub z Jastrzębia zatrudnił trzech mistrzów olimpijskich.

Ubiegły sezon w klubowej siatkówce w Polsce zakończył się triumfem Jastrzębskiego Węgla, która po 17 latach przerwy sięgnęła po drugie w historii mistrzostwo Polski. Sukces był raczej nieoczekiwany, bo przecież w trakcie sezonu jastrzębianie zmienili trenera – zwolniono Luke’a Reynoldsa i zatrudniono w jego miejsce Andreę Gardiniego. Włoski szkoleniowiec po zdobyciu mistrzowskiego tytułu przedłużył kontrakt z Jastrzębskim Węglem na na kolejny sezon, chociaż z kadry zespołu po sezonie odeszło aż siedmiu zawodników, w tym rozgrywający i kapitan drużyny Lukas Kampa, atakujący Mohammed Al Hachdadi, jego zmiennik Jakub Bucki, Yacine Louati, Rafał Szymura, a ponadto dwóch rezerwowych środkowych. Te kadrowe ubytki aktualnym mistrzom Polski udało się jednak uzupełnić zawodnikami o uznanych nazwiskach. Mimo sentymentu do francuskich siatkarzy, którego nie kryje prezes klubu Adam Gorol (przed tegorocznymi nabytkami w klubie grało ich już pięciu), nawet on nie liczył, że tego lata uda mu się ściągnąć trzech kolejnych. A jednak jastrzębianie pozyskali trzech francuskich mistrzów olimpijskich z Tokio – Benjamina Toniuttiego, Trevora Clevenota i Stephena Boyera. Toniutti w Polsce wciąż uważany jest za najlepszego rozgrywającego PlusLigi. Jako ostatni z francuskiego tercetu do drużyny dołączył Clevenot, który jeszcze w maju podpisał kontrakt na nowy sezon z Ziraatem
Bankasi Ankara.
Najpoważniejszym problemem Jastrzębskiego Węgla na starcie nowego sezonu jest uraz Eemiego Tervaporttiego. Fiński rozgrywający nabawił się kontuzji podczas mistrzostw Europy i nadal nie jest gotowy do gry. Z drużyną pozostał więc jeszcze Turan Hasanli, azerski rozgrywający, który latem pomagał mistrzom Polski w przygotowaniach. Nawet przy braku Tervaporttiego w pierwszych meczach sezonu Jastrzębski Węgiel ma jednak dość argumentów, by powalczyć o mistrzostwo PlusLigi. Pierwszy sprawdzian już w piątek – jastrzębianie na inaugurację rozgrywek zmierzą się beniaminkiem ekstraklasy zespołem LUK Politechnika Lublin.

Zestaw pozostałych par 1. kolejki:
Indykpol AZS Olsztyn – Asseco Resovia (sobota, godz. 14:45; transmisja – Polsat Sport); Stal Nysa – Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle (sobota, godz. 17:30; Polsat Sport); Aluron CMC Warta Zawiercie – MKS Ślepsk Malow Suwałki (niedziela, godz. 14:45; Polsat Sport); GKS Katowice – Trefl Gdańsk (niedziela, godz. 17:30; Polsat Sport); Cerrad Enea Czarni Radom – Projekt Warszawa (niedziela, godz. 20:30; Polsat Sport); Cuprum Lubin – PGE Skra Bełchatów (poniedziałek, godz. 20:30; Polsat Sport).

Mistrzostwo dla Jastrzębia

Największym zwycięzcą tegorocznego wielkiego finału PlusLigi jest trener Jastrzębskiego Węgla Andrea Gardini. Włoski szkoleniowiec de facto po raz drugi z rzędu zdobył mistrzostwo Polski. Poprzednio dokonał tej sztuki w sezonie 2018/2019 jako trener ZAKSY, a poprzedni jak wiadomo przerwano z powodu pandemii bez wyłaniania zwycięzcy. W obecnych rozgrywkach Gardini odebrał kędzierzynianom tytuł już jako szkoleniowiec ekipy z Jastrzębia-Zdroju.

Zwycięstwo zespołu Jastrzębskiego Węgla w naszej ekstraklasie siatkarzy trzeba uznać za sporą niespodziankę, bo przecież Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle była nie tylko najlepsza w fazie zasadniczej rozgrywek PlusLigi, lecz także znakomicie spisywała się w obecnej edycji Ligi Mistrzów CEV, eliminując w drodze do finału takie europejskie potęgi, jak Zenit Kazań i Cucine Lube Cvitanova. Kędzierzynian czeka jeszcze 1 maja walka o złoty medal z włoskim Itasem Trentino.
Na krajowym podwórku numerem jeden w ekstraklasie siatkarzy jest jednak od niedzieli 18 kwietnia drużyna Jastrzębskiego Węgla. Jastrzębianie sięgnęli po mistrzowski tytuł w imponującym, stylu, wygrywając po 3:1 oba finałowe spotkania i po 17-letniej przerwie wrócili na tron. „Po pierwszym meczu w Kędzierzynie-Koźlu unikaliśmy rozmów o naszych szansach na złoty medal, bo przecież doskonale wiedzieliśmy, jakiego mamy rywala po drugiej stronie siatki. Ale już nie myśleliśmy o ZAKSIE jak o zespole z innej galaktyki, skoro z nim wygraliśmy na jego boisku. Trener Gardini na każdym kroku nam przypominał, że formę zespołu nie buduje się na sezon zasadniczy, tylko na play off, bo te zmagania są najważniejsze. I zapewniał nas, że teraz jesteśmy w optymalnej formie” – podkreślał libero drużyny z Jastrzębia Jakub Popiwczak, dla którego był to pierwszy w karierze występ w wielkim finale PlusLigi. Ale w ekipie trenera Gardiniego byli też gracze doskonale znający smak walki o medale. Łukasz Wiśniewski po raz szósty stawał do walki o mistrzowski tytuł i po raz czwarty schodził z parkietu ze złotym medalem. Co ciekawe, trzy poprzednie krążki zdobył w barwach ZAKSY. Drugi z weteranów w ekipie Jastrzębskiego Węgla, Jurij Gładyr, w wielkim finale grał już po raz piąty, a triumfował dopiero po raz drugi. Poprzedni złoty medal w sezonie 2015/2016 także zdobył w barwach ZAKSY. Po siedmiu latach występów na polskich boiskach pierwszego mistrzowskiego tytułu doczekał się też niemiecki rozgrywający Lukas Kampa.
To był dla jastrzębian trudny sezon. Drużyna kilka razy z powodu zakażeń Covid-19 była odsyłana na kwarantannę, przez to straciła też szansę występu w Lidze Mistrzów. Jastrzębianie na krajowym podwórku cały czas byli za plecami ZAKSY Kędzierzyn-Koźle – tylko z tym zespołem przegrali w finale Pucharu Polski oraz w fazie zasadniczej rozgrywek PlusLigi. Zdumiewa więc, że w dwóch najważniejszych meczach potrafili wznieść się wyżej od rywali i ich pokonać. Na dodatek bezdyskusyjnie, bo wygranych po 3:1 nie da się wytłumaczyć lepszą dyspozycją dnia, szczęściem czy przypadkiem.
Po raz ostatni mistrzostwo Polski ekipa z Jastrzębia-Zdroju miała okazję świętować w 2004 roku, bo chociaż jeszcze trzykrotnie docierała do finału (2006, 2007 i 2010), za każdym razem musiała zadowolić się srebrnymi medalami. Tym razem mieli powód do smutku mieli rywale Jastrzębskiego Węgla.
Zadowolenia z sukcesu nie krył też trener Andrea Gardini, który przejął zespół po Australijczyku Luku Reynoldsie. „Mówiłem moim zawodnikom, że nazwiska, które mają z tyłu na koszulkach, nie są tak ważne, jak widoczny z przodu ich trykotów herb klubu. Być może dla niektórych nasze mistrzostwo jest nieoczekiwane, ale nie dla mnie. Ja od początku byłem przekonany, że Jastrzębski Węgiel to bardzo dobra drużyna, która tylko nie zdaje sobie z tego do końca sprawy” – skomentował zwycięstwo swojej drużyny 56-letni włoski szkoleniowiec.
Warto przy takiej okazji przypomnieć jego sylwetkę, bo to w światowej, włoskiej, ale też i polskiej siatkówce postać naprawdę wyjątkowa. Gardini został nowym trenerem Jastrzębskiego Węgla pod koniec stycznia 2021. W przeszłości był wybitnym zawodnikiem, w reprezentacji Włoch zaliczył 418 występów, zdobył z nią trzykrotnie mistrzostwo świata (1990, 1994, 1998), czterokrotnie mistrzostwo Europy (1989, 1993, 1995, 1999) i dwa medale olimpijskie – srebro w Atlancie w 1996 i brąz cztery lata później w Sydney. Triumfował również w Lidze Światowej oraz Pucharze Świata. Z włoskim zespołami klubowymi (jako zawodnik Messaggero Rawenna, Sisley Volley, Piaggio Roma, Daytona Modena) siedmiokrotnie sięgał po mistrzostwo kraju. Za swoje sportowe osiągnięcia został powołany do amerykańskiej galerii sław siatkarskich – Volleyball Hall of Fame, a w 2000 roku otrzymał Orderem Zasługi Republiki Włoskiej.
Po zakończeniu kariery sportowej Gardini został dyrektorem sportowym w Modenie, ale w 2011 roku wrócił na siatkarskie parkiety w roli szkoleniowca. W latach 2011-2013 był asystentem trenera Andrei Anastasiego w reprezentacji Polski. Z ekipą biało-czerwonych wywalczył złoty medal Ligi Światowej, srebro Pucharu Świata, brązowy medal mistrzostw Europy oraz brąz Ligi Światowej. W naszej siatkarskiej ekstraklasie w roli trenera zadebiutował w zespole Indykpolu AZS Olsztyn (2014-2017), skąd przeszedł do ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, z którą w 2018 wywalczył wicemistrzostwo, w rok później mistrzostwo kraju, Puchar Polski 2019 i awansował do Final Four Ligi Mistrzów (sezon 2017/2018). Przed podjęciem pracy w Jastrzębskim Węglu prowadził w swoim ojczystym kraju zespół Gas Sales Piacenza. Z Jastrzębskim Węglem podpisał umowę tylko do końca obecnego sezonu. Sztab szkoleniowy mistrzowskiej ekipy uzupełniają: Leszek Dejewski (asystent trenera), Bogdan Szczebak (asystent trenera), Jakub Radomski (trener przygotowania motorycznego), Korneliusz Osman (fizjoterapeuta), Bartosz Celadyn (fizjoterapeuta). Menedżerem ekipy jest Adrianna Grabowska.

Kadra Jastrzębskiego Węgla:
Atakujący: Jakub Bucki, Mohammed Al Hachdadi (Maroko); Libero: Jakub Popiwczak, Szymon Biniek; Środkowi: Jurij Gladyr (Ukraina/Polska), Łukasz Wiśniewski, Michał Szalacha, Patryk Cichosz-Dzyga; Rozgrywający: Lukas Kampa (Niemcy), Eemi Tervaportti (Finlandia); Przyjmujący: Yacine Louati (Francja), Michał Gierżot (Polska/Białoruś), Tomasz Fornal, Stanisław Wawrzyńczyk, Rafał Szymura.

Decydujące walki o medale w siatkarskiej PlusLidze

W pierwszym meczu mistrzostwo naszej ekstraklasy siatkarzy Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle niespodziewanie przegrała na własnym boisku z Jastrzębskim Węglem 1:3. To duża niespodzianka, bo kędzierzynianie to przecież najlepszy zespół fazy zasadniczej PlusLigi oraz finalista Ligi Mistrzów.

Oba zespoły walczyły ze sobą w naszej krajowej lidze już 81 razy, ale w finale rozgrywek ekstraklasy mierzą się po raz pierwszy. W tym sezonie Jastrzębski Węgiel stawał wcześniej przeciwko ZAKSIE dwukrotnie w fazie zasadniczej ligowych rozgrywek oraz w finale Pucharu Polski i w każdej z tych potyczek doznawał bolesnych porażek. Ekipa trenera Nikoli Grbicia do tej pory zgarniała wszystkie siatkarskie „skalpy”. W półfinale w drugim meczu z PGE Skrą Bełchatów w dobrze funkcjonującej siatkarskiej machinie coś jednak zazgrzytało i kędzierzynianie musieli sobie przypomnieć jak smakuje porażka.
Trener Grbić miał obawy
Ostatecznie wywalczyli awans do finału pewnie wygrywając trzeci mecz, ponownie na swoim parkiecie, lecz przez konieczność rozegrania dodatkowego spotkania mieli mniej czasu na odpoczynek od zawodników Jastrzębskiego Węgla, którym do wyeliminowania VERVY Warszawa Orlen Paliwa wystarczyły dwa mecze. Nie to jednak spędzało sen z powiek trenera ZAKSY. W jednej z wypowiedzi przed środowym meczem dał temu wyraz. „Finał PlusLigi z udziałem ZAKSY i Jastrzębskiego Węgla trudno uznać za niespodziankę, bo te dwie drużyny wykazały w swojej grze w tym sezonie najwięcej jakości. W Pucharze Polski sytuacja była taka sama. Jastrzębianie mają za sobą bardzo udany sezon, który mógłby być jeszcze lepszy gdyby nie gnębiących ich koronawirus, ponieważ z powodu zakażeń nie mogli wystąpić w obu turniejach Ligi Mistrzów. Wylosowali wprawdzie trudną grupę i być może nie daliby rady awansować do ćwierćfinału, ale bez wątpienia mają w swoich szeregach wielu znakomitych zawodników.
Trzeba im uczciwie przyznać, że mają wystarczająco dużo atutów, aby nie tylko powalczyć, ale też zdobyć mistrzostwo Polski. Prawda jest taka, że w rywalizacji do dwóch zwycięstw wszystko może się zdarzyć. Jeśli gra się do trzech zwycięstw, margines błędu jest większy i nawet po dwóch ewentualnych porażkach można jeszcze odwrócić losy rywalizacji i ją wygrać” – przekonywał przed pierwszym meczem z Jastrzębskim Węglem Nikola Grbić.
Jego skrywane obawy znalazły potwierdzenie już w środę, bo w pierwszym spotkaniu ZAKSA tylko w pierwszym secie dominowała na boisku, wygrywając partię gładko 25:16. Przy stanie 11:17 trener jastrzębian Andrea Gardini wykorzystał drugą przerwę na żądanie, by zaapelować do swoich zawodników o spokój i opanowanie. Gdy to nie pomogło, zastąpił Tomasza Fornala Rafałem Szymurą. Ale szalejących po drugiej stronie siatki zawodników ZAKSY nic nie było w stanie powstrzymać, chociaż grali bez libero Pawła Zatorskiego, który w dwóch meczach z PGE Skrą pauzował z powodu kontuzji pleców. W kadrze na mecz z Jastrzębskim Węglem się znalazł, lecz pierwsze sety oglądał z ławki rezerwowych, a jego pracę na boisku wykonywał Adrian Staszewski, który sprawdził się w tej roli w półfinałowej rywalizacji z PGE Skrą Bełchatów.
Gardini zdołał jednak zmotywować swoich graczy i w drugim secie gra się wyrównała. Świetnie spisywał się Jurij Gladyr, „zaskoczył” przywrócony do gry Fornala, znakomicie serwował Yacine Louati, a odstającego od kolegów Al Hachdadiego udanie zastąpił Jakub Bucki, który siał w ekipie rywali zamęt swoim fenomenalnymi zagrywkami. To po jego ataku jastrzębianie po raz pierwszy w tym meczu wyszli na prowadzenie (16:15) i trener Grbić po raz pierwszy poprosił o czas. Ostatecznie gospodarze przegrali tego seta 23:25, lecz w ich szeregach nie widać było jeszcze paniki.
Jastrzębianie zaskoczyli ZAKSĘ
Nerwy zaczęły im szwankować dopiero po kilku akcjach w trzecim secie, gdy przyjezdni po ataku Fornala objęli prowadzenie 6:4. Rozkleił się wtedy Aleksander Śliwka i Grbić musiał zastąpił go Dominikiem Depowskim. Potem wziął czas i próbował wstrząsnąć zespołem. Na chwilę to mu się nawet udało, bo ZAKSA doprowadziła do remisu 16:16. Potem stało się jednak coś niewytłumaczalnego, bo jastrzębianie wygrali aż siedem kolejnych akcji. Grbić próbował ratować wynik, zaczął rotować składem, wysłał nawet na parkiet Zatorskiego. Na próżno, kędzierzynianie przegrali trzeciego seta 19:25 i wtedy w ich serca wkradła się panika.
Grbić w czwartym secie w podstawowym składzie posłał do walki nie tylko Zatorskiego, ale też Krzysztofa Rejno. Jastrzębianie nadal grali jednak jak natchnieni, świetnie serwowali i przeprowadzali skuteczne kontrataki. Przy stanie 12:18 wrócili jednak do gry i zmniejszyli stratę do jednego punktu, lecz w końcówce tej partii znów na szczyty wznieśli się Louati i Gladyr i Jastrzębski Węgiel wygrał czwartego seta 25:21
i cały mecz 3:1.
To jeszcze nie koniec rywalizacji, ale teraz w roli gospodarzy wystąpią jastrzębianie. Jeśli w niedzielę 18 kwietnia (początek meczu godz. 17:30) zwyciężą także u siebie, oczywiście zdobędą mistrzostwo Polski, natomiast jeśli wygrają kędzierzynianie, o tytule przesądzi trzeci mecz, ponownie rozegrany w Kędzierzynie-Koźlu.
W rozegranym również w środę w Bełchatowie meczu o brązowy medal ekipa PGE Skry przegrała z VERVĄ Warszawa Orlen Paliwa 2:3. Warszawianom po tym zwycięstwie są bliżsi zdobycia trzeciego miejsca, bo drugie spotkanie zagrają u siebie w niedzielę 18 kwietnia (początek godz. 14:45). W przypadku wygranej PGE Skry trzeci mecz zostanie rozegrany ponownie w Bełchatowie.
Pierwsze mecze finału PlusLigi:
Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle
– Jastrzębski Węgiel 1:3
(25:16, 23:25, 19:25, 21:25).
ZAKSA: Kaczmarek, Kochanowski, Semeniuk, Toniutti, Smith, Śliwka – Staszewski (libero) oraz Kluth, Depowski, Rejno, Zatorski (libero), Łukasik
Jastrzębski Węgiel: Al Hachdadi, Gladyr, Fornal, Kampa, Wiśniewski, Louati – Popiwczak (libero) oraz Szymura, Bucki,
Gierżot, Kosok.

Pierwszy mecz o 3. miejsce:
PGE Skra Bełchatów
– VERVA Warszawa Orlen Paliwa 2:3 (25:15, 20:25, 25:11, 19:25, 19:21).
PGE Skra: Łomacz, Petković, Bieniek, Kłos, Ebadipour, Sawicki, Piechocki (libero) oraz Milczarek, Mitić, Filipiak.
VERVA Warszawa: Trinidad, Superlak, Wrona, Nowakowski, Kwolek, Grobelny, Wojtaszek (libero) oraz Szalpuk, Król,
Kozłowski.

Siatkówka: ZAKSA po raz piąty zagra o złoto

Siatkarze Grupy Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle nie pozwolili drużynie PGE Skry Bełchatów na sprawienie sensacji w półfinale play off PlusLigi. W trzecim meczu podopieczni trenera Nikoli Grbicia wygrali u siebie 3:0, a rywalizację „do trzech zwycięstw” 2–1. W wielkim finale na ZAKSĘ czeka już zespół Jastrzębskiego Węgla.

W pierwszym meczu ZAKSA ponała u siebie Skrę 3:0, lecz w drugim starciu, w Bełchatowie, ekipa Skry postawiła się mistrzom Polski i niespodziewanie wygrała 3:1. Potrzebny był więc trzeci mecz, którego gospodarzem byli kędzierzynianie, dzięki przywilejowi jaki daje wyższe miejsce w PlusLidze po sezonie zasadniczym. Drużyna trenera Nikoli Grbicia, chociaż nadal osłabiona brakiem leczącego kontuzje libero Pawła Zatorskiego, na swoim parkiecie dała rywalom poszaleć tylko w pierwszej partii. Głównie za sprawą serbskiego atakującego Dusana Petkovicia bełchatowianie zniwelowali przewagę gospodarzy i doprowadzili do stanu 16:16, by potem bili się niemal do końca punkt za punkt. W zespole ZAKSY pierwsze skrzypce w tym fragmencie spotkania grał Aleksander Śliwka.
Wspaniałe popisy siatkarskiego kunsztu po obu stronach siatki trochę popsuły podnoszone przez bełchatowian co rusz spory z arbitrami. Nadzieje przyjezdnych na zdekoncentrowanie graczy gospodarzy zakończył niezawodny w tym sezonie Kamil Semeniuk, który potężnym atakiem po skosie zdobył decydujący punkt i zakończył seta wynikiem 25:23. Przewaga siatkarzy ZAKSY w dwóch kolejnych setach była już bezdyskusyjna i te partie gospodarze trzeciego spotkania półfinałowego wygrali 25:19 i 25:21, a całe spotkanie 3:0. Bełchatowianie na domiar złego stracili jeszcze Taylora Sandera, który przy próbie bloku tak niefartownie wylądował na parkiecie, że doznał poważnej kontuzji. Według komunikatu medycznego PGE Skry leczenie oraz rehabilitacja 29-letniego reprezentanta USA potrwa co najmniej trzy tygodnie, co oznacza, że nie pomoże on już Skrze w walce o brązowy medal w meczach z VERVĄ Warszawa. ZAKSA w wielkim finale zmierzy się z Jastrzębskim Węglem. Nie licząc ubiegłorocznych przerwanych przez pandemię rozgrywek, będzie to już piąty finał z rzędu z udziałem zespołu ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, lecz dopiero po raz pierwszy jego przeciwnikiem w decydującej o mistrzostwie rozgrywce będzie Jastrzębski Węgiel.

Jastrzębski Węgiel pierwszy w finale PlusLigi

Pierwsze półfinałowe mecze siatkarskiej PlusLigi rozstrzygnęli na swoją korzyść faworyci – ZAKSA Kędzierzyn-Koźle pokonała u siebie Skrę Bełchatów 3:0, a Jastrzębski Węgiel VERVĘ Warszawa 3:2. Jako pierwsi do finału awansowali jednak nie faworyzowani kędzierzynianie, lecz jastrzębianie, którzy w drugim meczu w Warszawie nadspodziewanie łatwo ograli VERVĘ 3:1, podczas gdy ZAKSA nieoczekiwanie przegrała w Bełchatowie 1:3.

Zaprogramowaną na wygrywanie przez trenera Nikolę Grbicia drużynę ZAKSY w tym sezonie mogła zatrzymać chyba tylko jakaś poważna awaria w ich siatkarskiej maszynie. Kędzierzynianom w drodze po trzecie krajowe trofeum (wcześniej zdobyli Superpuchar i Puchar Polski) właśnie coś takiego się przytrafiło – kontuzja jednego z podstawowych graczy jakim jest bez wątpienia libero Paweł Zatorski. W pierwszym spotkaniu ze Skrą zagrał i ZAKSA gładko zwyciężyła 3:0, ale przed drugim spotkaniem Zatorskiemu, dwukrotnemu mistrzowi świata, zaczął dokuczać ból pleców i mimo szczerych chęci musiał zrobić sobie przerwę. Zatorski daje zespołowi pewność w defensywie, której jest filarem i opoką. Ale gdy musiał zostać w domu, w Bełchatowie trener Grbić do gry na pozycji libero musiał na zmianę desygnować przyjmującego Adriana Staszewskiego i okazjonalnie rezerwowego libero Korneliusza Banacha. Ale chociaż obaj starali się jak mogli, nie zdołali nawet na spółkę zapełnić luki po Zatorskim.
Bełchatowianie też mieli swoje problemy kadrowe, bo nie mógł u nich zagrać kontuzjowany Milan Katić, lecz ten zawodnik nie odgrywa w ekipie Skry tak znaczącej roli jak Zatorski w ZAKSIE i jego nieobecność nie była aż tak odczuwalna. I to jest główna przyczyna, że w drugim meczu półfinałowym drużyna PGE Skry po sześciu porażkach z rzędu poniesiony w starciach z ZAKSĄ wreszcie zakończyła spotkanie zwycięsko. Bohaterem w zespole gospodarzy był tym razem Amerykanin Taylor Sander, który tym występem zrehabilitował się za kiepską grę w pierwszym starciu półfinałowym w Kędzierzynie-Koźlu. W Bełchatowie reprezentant USA grał jak za swoich najlepszych lat sprzed kontuzji barku. Do jego poziomu dostroili się też pozostali podopieczni trenera Michała Mieszko Gogola, a ponieważ gracze ZAKSY nie sprzedali tanio skóry, w hali w Bełchatowie nie brakowało kapitalnych akcji i popisowych zagrań. Obie drużyny stworzyły emocjonujące i stojące na wysokim sportowym poziomie siatkarskie widowisko.
Kędzierzynianie po porażce w pierwszym secie 29:31 nie stracili rezonu, bo w tym sezonie zdarzyły im się mecze, w których przegrywali pierwsze partie, choćby w dwóch spotkaniach 1/4 finału ze Ślepskiem Suwałki. Tak więc gdy drugiego seta wygrali 25:17 z drużyny trochę „zeszło powietrze”, bo uznała, że teraz pójdzie jej już z górki. I to był błąd, bo gdy bełchatowianie w dwóch kolejnych partiach stawili twardy opór, nie znaleźli już w sobie dość mocy na jego przełamanie. Ale w niedzielę na swoim boisku pewnie już tego błędu nie popełnią.
Na wynik tego spotkania czekają już siatkarze Jastrzębskiego Węgla, którzy po ciężkiej przeprawie 3:2 z VERVĄ Warszawa w pierwszym meczu u siebie jechali do stolicy raczej z przekonaniem, że o awansie do finału przyjdzie im powalczyć w trzecim meczu, ponownie na własnym boisku. Porażka w pierwszym secie 27:29 zdawała się potwierdzać te obawy, ale wtedy na parkiecie w ekipie jastrzębian pojawił się Jakub Bucki i odwrócił losy spotkania. Drugą partię ekipa Jastrzębskiego Węgla wygrała 29:27, a trzecią, najsłabszą w wykonaniu zespołu VERVY, 25:20. Prowadząc w meczu 2:1 podopieczni trenera Andrei Gardiniego zwietrzyli szansę na zwycięstwo i wywalczenie awansu już po dwóch spotkaniach, więc walczyli twardo o każdą piłkę. Ofiarność opłaciła się, bo wygrali IV seta 26:24, a awans do finału zapewnił im kolejną kapitalną zagrywką Jakub Bucki, którego uznano za najlepszego zawodnika meczu.

Wyniki meczów 1/2 finału PlusLigi:
VERVA Warszawa – Jastrzębski Węgiel 1:3
(29:27, 27:29, 20:25, 24:26)
VERVA: Kwolek, Król, Trinidad, Wrona, Nowakowski, Grobelny, Wojtaszek (libero) oraz Superlak, Kowalczyk, Szalpuk
Jastrzębski Węgiel: Wiśniewski, Kampa, Al Hachdadi, Gladyr, Fornal, Szymura, Popiwczak (libero) oraz Louati, Bucki, Tervaportti, Kosok.
Pierwszy mecze: 3:2 dla Jastrzębskiego Wegla. Wynik rywalizacji do dwóch zwycięstw: 2-0 dla Jastrzębskiego Węgla.

PGE Skra Bełchatów
– ZAKSA Kędzierzyn-Koźle 3:1
(31:29, 17:25, 27:25, 25:20)
Stan rywalizacji (do 2 zwycięstw): 1–1. Ostatni mecz: 11 kwietnia w Kędzierzynie-Koźlu (godz. 14:45).
Skra: Łomacz 1, Sander 14, Bieniek 16, Petković 22, Ebadipour 16, Kłos 6 oraz Piechocki (l), Filipiak.
ZAKSA: Toniutti 1, Śliwka 18, Kochanowski 11, Kaczmarek 19, Semeniuk 20, Smith 1 oraz Staszewski (l), Banach (l), Rejno 3, Kluth 1.

Półfinałowe boje w siatkarskiej PlusLidze

Siatkarze zespołów Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle i Jastrzębskiego Węgla w miniony weekend wygrały pierwsze mecze półfinałowe i są bliskie awansu do wielkiego finału PlusLigi. Kędzierzynianie pokonali na swoim boisku PGE Skrę Bełchatów 3:0, a jastrzębianie także u siebie po zaciętej walce zwyciężyli VERVĘ Warszawa 3:2.

Ekipa ZAKSY w tym sezonie jest piekielnie trudna do pokonania. Przekonały się o tym w Lidze Mistrzów największe europejskie potęgi – Cucine Lube Civitanova i Zenit Kazań, a w minioną sobotę po raz kolejny w ostatnich miesiącach gorycz porażki w starciu z kędzierzynianami doznali gracze z Bełchatowa. W meczu ZAKSY ze Skrą na parkiecie walczyli reprezentancie Polski, ale też gracze innych siatkarskich potęg, m.in. Francji, USA i Iranu. Ale wbrew oczekiwaniom fanów siatkówki pierwsza potyczka między tymi zespołami o awans do finału PlusLigi okazał się zaskakująco jednostronny. Zespół trenera Nikoli Grbicia wygrał gładko 3:0 i w zasadzie jedynie w pierwszym secie musiał mocno powalczyć o zwycięstwo, bo chociaż ZAKSA prowadziła praktycznie od początku tej partii, to bełchatowianie w końcówce przycisnęli i zbliżyli się do gospodarzy na jeden punkt (22:23). Ale do gry na przewagi nie doszło, bo przy piłce setowej dla ZAKSY przy stanie 24:23 zagrywkę wykonywaną przez zespół gości zepsuł zepsuł Amerykanin Taylor Sander.
W dwóch pozostałych setach finaliści tegorocznej edycji Ligi Mistrzów już bezdyskusyjnie dominowali, wygrywając je 25:17 i 25: 20. Na najlepszego zawodnika spotkania wybrano Aleksandra Śliwkę (zdobył w sumie 17 punktów i miał skuteczność w ataku na poziomie 60 procent.
W rewanżu kędzierzynianom będzie trudniej uzyskać tak wyraźną przewagę, ale także na boisku w Bełchatowie będą faworytami do zwycięstwa. „Spodziewam się kolejnej bitwy i lepszej gry Skry w drugim spotkaniu. Dobrze, że tym razem nie utrudniliśmy sobie zadania nieudanym początkiem meczu. Gramy dobrze, więc każdy przeciwnik jest świadomy, że pokonanie nas wymaga wykorzystania stu procent potencjału. Dlatego oczekiwaliśmy presji i podjęcia ryzyka przez Skrę. Cieszymy się ze zwycięstwa po świetnym meczu, ale wiemy, że to jeszcze nie koniec rywalizacji. W środę czeka nas trudna walka” – twierdzi trener ZAKSY Nikola Grbić. Początek meczu w Bełchatowie o 20:30.
Zdecydowanie więcej emocji przyniosła druga półfinałowa potyczka, bo Jastrzębski Węgiel na własnym parkiecie dopiero w tie-breaku pokonał ekipę VERVY Warszawa Orlen Paliwa. W ćwierćfinale play off gracze z Jastrzębia-Zdroju nie mieli zbyt wiele pracy, bo bez większych problemów wygrali oba mecze z Aluronem CMC Wartą Zawiercie. Natomiast zawodnicy z Warszawy zaliczyli trzymeczową przeprawę z Treflem Gdańsk i byli dosłownie o krok od wyeliminowania. Przegrali pierwszy mecz na wyjeździe, a w drugim gdańszczanie u siebie prowadzili w tie-breaku, ale ekipa trenera Andrei Anastasiego zdołała się zmobilizować i zwyciężyła 3:2, zaś w trzecim starciu, ponownie w Gdańsku, nadspodziewanie łatwo wygrała z Treflem 3:0 i jako ostatnia z czwórki zespołów zameldowała się w fazie półfinałowej.
Jastrzębianie w fazie zasadniczej sezonu wywalczyli drugie miejsce, za ZAKSĄ, ale w fazie play off nie miało to większego znaczenia, bo pod względem sportowego potencjału drużyna VERVY w niczym im nie ustępowała. Gospodarze pewnie wygrali jedynie pierwszego seta (25:20), a w kolejnych partiach toczyła się już bardzo wyrównana gra. W zespole gospodarzy brylował Marokańczyk Mohamed Al Hachdadi, który zdobył 25 punktów, atakując ze skutecznością na poziomie 66 procent. Dobrze grali też obaj środkowi, zwłaszcza Jurij Gładyr, który zdobył 11 punktów i został wybrany na najlepszego zawodnika spotkania. Drugiego seta 25:23 wygrali warszawianie, a trzecim ponownie lepsi okazali się jastrzębianie wygrywając 25:23, lecz czwartą partię na swoją korzyść rozstrzygnęła ekipa VERVY (25:22).
O zwycięstwie musiał zatem przesądzić tie-break, w którym na początku lepiej grali goście, lecz po zmianie stron fortuna zaczęła bardziej sprzyjać gospodarzom. Zespół Jastrzębskiego Węgla zdołał wywalczyć trzypunktową przewagę, która utrzymał już do końca i zwyciężył 15:12 i w całym meczu 3:2, robiąc duży krok do wielkiego finału, chociaż stołeczni gracze pokazali, że tanio skóry nie sprzedadzą w tej rywalizacji. Drugi mecz tej rywalizacji zaplanowano w środę 7 kwietnia o 17:30.
Pierwsze mecze 1/2 finału PlusLigi:
Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – PGE Skra Bełchatów 3:0
(25:23, 25:17, 25:20)
Stan rywalizacji: 1:0.
Jastrzębski Węgiel – Verva Warszawa 3:2
(25:20, 23:25, 25:23, 22:25, 15:12)
Stan rywalizacji: 1:0

VERVA lepsza od Trefla

VERVA Warszawa Orlen Paliwa zagra w półfinałach PlusLigi. Siatkarze ze stolicy pokonali w trzecim ćwierćfinałowym meczu Trefla Gdańsk (3:0) i to oni powalczą o medale. Gdańszczanie zagrają o piąte miejsce.

Potyczki zespołów Trefla i VERVY okazały się najciekawsze ze wszystkich ćwierćfinałów. Tylko te zespoły potrzebowały trzeciego meczu, żeby wyłonić półfinalistę PlusLigi. Najpierw podopieczni trener Michała Winiarskiego zwyciężyli u siebie 3:1, ale w następnym meczu w Warszawie górą byli warszawianie, trenowani przez byłego szkoleniowca Trefla Andreę Anastasiego, którzy wygrali na swoim boisku 3:2. Trzeci mecz rozegrano ponownie w Gdańsku, lecz tym razem ekipie Trefla atut własnego boiska nie pomógł i stołeczna ekipa nadspodziewanie łatwo wygrała 3:0 (25:21, 25:19, 25:18).
Na końcowy rezultat tej rywalizacji niecierpliwie czekali siatkarze Jastrzębskiego Węgla, bo oni ze zwycięzcą zmierzą się teraz w walce o awans do finału rozgrywek. Pierwsze spotkanie półfinałowe odbędzie się już w najbliższy weekend w Jastrzębiu Zdroju. W drugiej parze rywalizują drużyny Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle oraz PGE Skry Bełchatów.

Ćwierćfinałowe boje w siatkarskiej PlusLidze

Drużyna Jastrzębskiego Węgla awansowały jako pierwsza do półfinału siatkarskiej PlusLigi. W innych sobotnich meczach ekipa Vervy Warszawa Orlen Paliwa w dramatycznych okolicznościach doprowadziła do remisu w rywalizacji z Treflem Gdańsk, a PGE Skra Bełchatów bez trudu wyeliminowała Asseco Resovię Rzeszów.

Pierwsi z awansu do strefy medalowej rozgrywek w PlusLidze cieszyli się siatkarze Jastrzębskiego Węgla, druga drużyna w tabeli po rundzie zasadniczej. Jastrzębianie po raz drugi pokonali Aluron CMC Wartę Zawiercie. Tydzień wcześniej u siebie wygrali 3:0, a minioną sobotę ekipa trenera Andrei Gardiniego zwyciężyła też na wyjeździe 3:1. Gospodarzy stać było tylko na wygranie pierwszego seta 26:24, trzy kolejne padły łupem drużyny z Jastrzębia Zdroju, która wygrała kolejno do 18, 23 i 22. Aż 24 punkty dla zwycięskiego zespołu wywalczył Mohamed Al Hachdadi, ale na najlepszego gracza meczu wybrano libero Jakuba Popiwczaka.
Dużo większe emocje towarzyszyły meczowi w Warszawie, gdzie ekipa VERVY walczyła z Treflem Gdańsk. W pierwszym spotkaniu lepsi byli gdańszczanie, którzy wygrali 3:1, zatem stołeczny zespół miał nóż na gardle. Gospodarzy pewnie wygrali dwa pierwsze sety, do 22 i 23, ale od tego momentu drużyna trenera Michała Winiarskiego zaczęła grać o niebo lepiej. Świetnie spisywali się w niej zwłaszcza Bartłomiej Lipiński i Mariusz Wlazły i to za ich sprawą Trefl wygrał w dwóch kolejnych partiach do 21 i doprowadził do remisu 2:2 i tie-breaku. W decydujący secie gracze VERVY opanowali jednak nerwy i ostatecznie wygrali 15:13 i całe spotkanie 3:2. Na najlepszym zawodnika meczu wybrano libero ekipy gospodarzy Damiana Wojtaszka, chociaż aż trzech zawodników zdobyło ponad 20 punktów – Wlazły (25), Bartosz Kwolek (Verva, 24) i Lipiński (Trefl, 23). Rozstrzygające o awansie do półfinału trzecie spotkanie tych zespołów zostanie rozegrany w środę 31 marca w Gdańsku, co chyba stawia ekipę Trefla w roli faworyta. Nie ma jednak co skazywać warszawian przedwcześnie na porażkę, bo ten zespół ma w swoim składzie całą plejadę znakomitych zawodników, z dwukrotnym mistrzem świata Piotrem Nowakowskim na czele.
Zaplanowany także na sobotę w Rzeszowie drugi mecz Asseco Resovii z PGE Skrą Bełchatów był zapowiadany jako największy szlagier ćwierćfinałowych zmagań. W pierwszym spotkaniu rozegranym tydzień wcześniej w Bełchatowie drużyna z Rzeszowa nie miała wiele do powiedzenia i przegrała 1:3. Jej fani liczyli jednak, że na swoim boisku pokaże klasę i zwycięży. Nic z tego. Siatkarze Asseco Resovii nie byli w stanie przeciwstawić się znakomicie dysponowanym rywalom. Bełchatowianie byli lepsi praktycznie w każdym elemencie gry, ale szczególnie wybitnie spisywali się w bloku, dzięki któremu zdobyli aż 11 punktów. Po wygranych setach przez Skrę do 20 i 21 emocje pojawiły się dopiero w trzeciej, najbardziej wyrównanej partii. Przy stanie 20:20 wspaniałą serią popisał się rewelacyjny Dusan Petković. Serbski atakujący, który zdobył w tym spotkaniu 15 punktów i został uznany za najlepszego gracza meczu, najpierw skończył atak z prawego skrzydła, a następnie posłał dwie bomby serwisowe, czym zapewnił swojej drużynie trzy punkty przewagi, której ekipa Skry już nie zmarnowała i wygrała trzeciego seta 25:22, a cały mecz nadspodziewanie łatwo 3:0. Tym samy już drugi sezon z rzędu zespół Asseco Resovii kończy ligowy sezon poza strefą medalową, co dla mającego mocarstwowe aspiracje rzeszowskiego klubu jest nader bolesnym doświadczeniem.
Przed niedzielnym meczem ostatniej pary ćwierćfinałowej mało kto zakładał, że siatkarze Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, jakby nie było finaliści obecnej edycji Ligi Mistrzów CEV, nie odniosą zwycięstwa w rewanżowym spotkaniu z drużyną Ślepsk Malow Suwałki. W poprzednią niedzielę kędzierzynianie pokonali ją u siebie 3:1, ale w środku tygodnia stoczyli morderczy sześciosetowy bój z Znitem Kazań w półfinale Ligi Mistrzów i prowadzona przez trenera Andrzeja Kowala ekipa z Suwałk liczyła, że podopieczni trenera Nikoli Grbicia w minioną niedzielę będą mieli jeszcze w nogach trudy spotkania z rosyjskim zespołem.
Siatkarze Ślepska Malow nie mieli nic do stracenia, nie ciążyła też na nich żadna presja, bo dla tego zespołu już sam awans do najlepszej ósemki rozgrywek w naszej siatkarskiej ekstraklasie jest bardzo dobrym wynikiem. Ale nawet gdyby jakim cudem zdołali pokonać drużynę ZAKSY, to rozstrzygający o awansie ewentualne trzecie spotkanie i tak przyjdzie im zagrać ponownie w Kędzierzynie. A w mateczniku siatkarzy ZAKSY mocniejsze przecież drużyny nie dawały rady. Cud się jednak nie zdarzył. W drugim meczu Ślepsk Malow także przegrał z kędzierzynianami 1:3, a ekipa ZAKSY pewnie awansował do półfinału, w którym zmierzy się z PGE Skrą Bełchatów. W drugiej parze Jastrzębski Węgiel powalczy z lepszym zespołem z pary Trefl Gdańsk – VERVA Warszawa.

W PlusLidze zaczynają grać o medale

Mecz PGE Skry Bełchatów z MKS Będzin zakończył trwającą blisko pół roku zasadniczą część sezonu siatkarskiej PlusLigi. Wygrał ją zespół Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle. W kolejnej fazie rozgrywek o tytuł mistrza Polski powalczy osiem zespołów. Zwycięzcę sezonu 2020/2021 poznamy najpóźniej 21 kwietnia.

Wtorkowe zwycięstwo PGE Skry Bełchatów z drużyną zdegradowanego już do niższej ligi MKS Będzin (3:0) przesądziło o kolejności miejsc w czołowej ósemce PlusLigi. Zdecydowanym zwycięzcą zasadniczej części sezonu została Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle, która w 26 meczach wywalczyła 70 punktów. Drużyna pod wodzą Nikoli Grbicia o półfinał mistrzostw Polski zmierzy się z ósmym w tabeli po rundzie zasadniczej MKS Ślepsk Malow Suwałki. Podopieczni trenera Andrzeja Kowala nie są faworytami w tej potyczce – w tym sezonie dwukrotnie przegrali z kędzierzynianami 0:3 i 1:3.
Jeśli ekipa Grupy Azoty ZAKSY Kędzierzyn-Koźle awansuje do półfinału, jej przeciwnikiem będzie lepszy zespół z pary PGE Skra Bełchatów – Asseco Resovia Rzeszów. Bełchatowianie dzięki wygranej z MKS Będzin rzutem na taśmę utrzymali czwartą pozycję w ligowej tabeli. Z kolei rzeszowski zespół w ostatnim meczu w rundzie zasadniczej uległ Indykpolowi AZS Olsztyn 1:3 i zajął ostatecznie piątą lokatę.
Kolejną parę ćwierćfinałową tworzą Jastrzębski Węgiel i Aluron CMC Warta Zawiercie. Ekipa trenera Andrei Gardiniego, których w tym sezonie mocno nękał koronawirus, zasadniczą część sezonu zakończyli na drugiej pozycji, zdobywając 56 punktów. W fazie play off zmierzą się z zajmującą siódmą lokatę ekipą z Zawiercia, z którą w fazie zasadniczej na wyjeździe wygrali (3:2), a we własnej hali przegrali (1:3). Zwycięzca z tej pary w półfinale zmierzy się ze zwycięzcą rywalizacji między zajmującymi odpowiednio trzecią i szóstą pozycję zespołami Trefla Gdańsk i VERVY Warszawa Orlen Paliwa. W minionej rundzie zasadniczej potyczki tych drużyn były emocjonujące, ale obie wygrali podopieczni trenera Michała Winiarskiego (Tref wygrał na wyjeździe 3:1 i 3:2 we własnej hali).
Rywalizacja o awans do półfinału toczyć się będzie do dwóch zwycięstw. Zmiany gospodarza następują po każdym spotkaniu, a gospodarzami pierwszych meczów są te drużyny, które po części zasadniczej PlusLigi uplasowały się wyżej w tabeli. Pierwsze spotkania odbędą się 20 marca, a ostatnie najpóźniej 31 marca. Mecze półfinałowe będą rozgrywane w okresie od 3 do 10 kwietnia, a finałowe zaczną się 14 kwietnia, a zakończą najpóźniej 21 kwietnia.

Ćwierćfinaliści PlusLigi 2020/21:
Ćwierćfinał 1: Grupa Azoty ZAKSA Kędzierzyn-Koźle – MKS Ślepsk Malow Suwałki
Ćwierćfinał 2: Jastrzębski Węgiel – Aluron CMC Warta Zawiercie
Ćwierćfinał 3: Trefl Gdańsk – VERVA Warszawa Orlen Paliwa
Ćwierćfinał 4: PGE Skra Bełchatów – Asseco Resovia Rzeszów

PGE Skra Bełchatów bez formy

Siatkarze PGE Skry Bełchatów przegrali w miniony weekend na wyjeździe ligowy mecz z Asseco Resovią Rzeszów 0:3. To ich pierwsza porażka w PlusLidze od 16 stycznia.

Stracone punkty mogą mieć wpływ nie tylko na końcową lokatę bełchatowian w krajowej lidze po fazie zasadniczej, lecz być może zwiastują jakiś kryzys formy, co jest niepokojące w kontekście czekającej zespół już w najbliższą środę potyczki w ćwierćfinale Ligi Mistrzów CEV. W ostatnich dniach siatkarze obu drużyn odpadli z Pucharu Polski. Rzeszowianie zostali w tych rozgrywkach pobici 0:3 przez Grupę Azoty ZAKSĘ Kędzierzyn-Koźle, natomiast bełchatowianie w czterech setach przegrali z Treflem Gdańsk. W sobotę w ligowym starciu z rzeszowianami ekipa PGE Skry zaprezentowała formę, w której będzie jej trudno nawiązać walkę w meczach Ligi Mistrzów z Zenitem Kazań.
Asseco Resovia przed spotkaniem z bełchatowianami zajmowała czwarte miejsce w tabeli PlusLigi, a PGE Skra szóste. Dzielił je jednak tylko jeden punkt, a miejsce w czołowej czwórce ekstraklasy po fazie zasadniczej sezonu jest o tyle ważne, że daje przywilej rozgrywanie najważniejszych meczów w fazie play off na własnym boisku. Wygląda jednak na to, że siatkarzom PGE Skry na tym specjalnie nie zależy, skoro odpuścili walkę z Asseco Resovią.
W pierwszym ligowym meczu obecnego sezonu tych zespołów rzeszowianie wygrali 3:2. Tym razem nie chcieli rozgrywać pięciu setów. Pierwszą partię wygrali gładko 25:15, ale w dwóch kolejnych musieli już mocno się napracować, ostatecznie jednak wygrali je 26:24 i 29:27. Siedemnasta wygrana Asseco Resovii w tym sezonie podtrzymała szanse tej drużyny na walkę o podium w zasadniczej części sezonu. Pierwsze miejsce już zapewniła sobie ekipa ZAKSY Kędzierzyn-Koźle, która prowadzi z dorobkiem 66 punktów. Drugą lokatę zajmuje Jastrzębski Węgiel z 50. pkt na koncie, a trzeci jest Trefl Gdańsk (47 pkt). Czwarta w tabeli Asseco Resovia ma na koncie 43 pkt, piąta Verva Warszawa 42, tyle samo co szósta PGE Skra. Kolejne lokaty zajmują: 7. Aluron CMC Warta Zawiercie (38 pkt); 8. Indykpol AZS Olsztyn (31 pkt); 9. GKS Katowice (29 pkt); 10. Cuprum Lubin (28 pkt); 11. Ślepsk Malow Suwałki (27 pkt); 12. Stal Nysa (23 pkt); 13. Cerrad Enea Czarni Radom (22 pkt), 14. MKS Będzin (7 pkt).